Rozmyślania o pracy pisarza. Cz.3. Źródła pomysłów twórczych. - Krystyna Habrat
Publicystyka » Eseje » Rozmyślania o pracy pisarza. Cz.3. Źródła pomysłów twórczych.
A A A
Od autora: Dalszy ciąg wypowiedzi pisarzy na temat swej pracy twórczej, a tu o rodzeniu się pomysłów.
Trochę tu refleksji osobistych o początkach pisania, choć właściwie nie jest to tak bardzo osobiste, ale to było niezbędne do rozwinięcia pewnych problemów. Więcej nie będzie do tego okazji, bo ciekawsze są wypowiedzi wielkich twórców.

3. ŹRÓDŁA POMYSŁÓW TWÓRCZYCH

Przytoczę tu różne wypowiedzi pisarzy na temat, jak rodziły się pomysły ich utworów. Nie będę podsumowywać, wyciągać wniosków ani robić z tego materiału teorii. Czytelnik może to zrobić sam. Wystarczy zachwycić się tym, co mówią wielcy.
Sama kiedyś z wielkim przejęciem czytałam zwierzenia autorów na temat powstawania ich dzieł. Szukałam tego w ich dziennikach, książkach biograficznych. Przeglądałam w bibliotekach stare roczniki czasopism literackich. Zbierałam tak materiały do pracy magisterskiej, ale to okazało się  na tyle fascynujące, wręcz zaraźliwe, że później sama zapragnęłam zakosztować smaku pracy twórczej. I nie naukowej, jaka mi początkowo została zaoferowana, ale tej spod znaku wierzgającego Pegaza, do czego raczej nikt mnie nie zapraszał. Albo zapraszali za mało. Ale  Parnas kusi, by się wspiąć choć kilka kroków i zobaczyć, jak tam jest. Później rusza się ochoczo wyżej, kiedy jakiś autorytet zachęci, choćby tak: „ wydaje mi się całkowicie gotowe do druku. Subtelnie zarysowany obraz miłości nie spełnionej, napisane bez zarzutu, pełne nastroju. Doprawdy ładny tekst.” (Skąd ten cytat powiem później, choć można się domyślić).
Tylko we wspinaczce na Parnas ostra konkurencja. Dochodzą na szczyt tylko najsilniejsi, nie mówiąc już o uzdolnieniach. A ja słabe kobieciątko.  Do tego z kobiecymi  uwarunkowaniami: dom, dzieci, praca zawodowa... Miałabym wyrzec się zawodu, bo może uda mi się zostać pisarzem? Nie ugotować obiadu, bo piszę opowiadanie? Nie mogłam się tak ośmieszać, bo przecież nikt nie wie, czy ma talent. Może nie trzeba się nad tym zastanawiać i tylko pisać?
Rozważania na ten temat (pisanie powieści, powołanie, talent, natchnienie, pomysły, grafomania) ujęłam w formie zbeletryzowanej, choć z zacięciem naukowym, w powieści „Klatka Guliwera”, wydanej razem z powieścią o doświadczeniach terapeutki pod zbiorowym tytułem: „Podręcznik czarownicy. Klatka Guliwera”.


Ale wracając do tematu, dziś na Facebooku znajduję rozżalone zdziwienie koleżanki, że nie może pogodzić zajmowania się dzieckiem z realizacją siebie. Książkę już wydała, ale dalej jest trudno, bo małe dziecko wymaga wyłączności i poświęcenia mu dużo czasu. A pisanie tak samo. Trzeba pisać, dużo pisać i ponadto dużo, dużo czytać i jeszcze robić kilka innych rzeczy, żeby poznawać świat, życie i ludzi i mieć o czym pisać.
Panuje przekonanie, że studia polonistyczne nie przygotowują wprost do pisania, choć niemal każdy tam studiujący coś  pisze sobie a Muzom: to wiersze, to prozę. I na pewno lepsi są oni w poprawności stylu, lepsi w znajomości poetyki. Jednak czasem widać u nich przerost formy nad treścią, bo za mało znają życie i nie bardzo mają o czym pisać. Brakuje im znajomości ludzi, brakuje pomysłów. Eksperymentują więc w języku.

Skąd ja to wiem?

  Mnie samej kiedyś takie argumenty przedstawiła moja kochana wtedy Filipinka, gdy w liceum wysłałam tam próbkę moich literackich poczynań z zapytaniem o studia polonistyczne. Odpowiedziano mi na kilku karetkach maszynopisu, czego mogę  oczekiwać po polonistyce, co mniej więcej przedstawiłam  tu wcześniej i, że  wybitni pisarze częściej wybierali studia, gdzie  mogli uzyskać więcej wiedzy o ludziach i świecie.  Wzorem miała być Maria Dąbrowska, która ukończyła studia przyrodnicze, oraz Czechow - lekarz. Jaka była owa "próbka literacka" i jak ją oceniono  nie pamiętam, bo jej nie hołubiłam w domowym archiwum. Dopiero dużo później udało mi się wymyślić i napisać coś dojrzalszego.

  To, że redakcja Filipinki tak poważnie przedstawiła mi argumenty co do wyboru drogi twórczej oraz obszerny opis predyspozycji pisarza jeszcze nie znaczy, by już wtedy coś w tej próbce dostrzeżono. Nigdy tak optymistycznego wniosku nie brałam pod uwagę. I nie przyznam się, czy dziś, w tym momencie, nie przyszło mi  to wreszcie do głowy, tak dla pocieszenia w ostatnich czasach. Ale owe kartki maszynopisu ze starannie opracowanymi poradami dla mnie, choć zaginęły,  przypominają mi, żeby zawsze życzliwie odnosić się do poczynań początkujących pisarzy, którzy ujawniają swoje próbki z wielkim drżeniem serca. Trzeba w miarę możliwości im pomóc, choćby coś doradzić. Czasem aż serce (znowu: "serce", ale tu bardzo potrzebne) boli, gdy się czyta rady dla początkujących, które są popisem złośliwości. Można tak odstraszyć niejeden talent. Ja sama miałam szczęście do ludzi życzliwych. Staram się ich naśladować. Tak mi się zdaje.
   Jednak powstrzymam się od dalszych uogólnień na temat studiów polonistycznych, bo zawsze trochę żałuję, że jednak nie wybrałam życia wśród  wierszy i powieści. Cudzych, wspaniałych, ale może i własnych. Na szczęście praca z ludźmi, jako psycholog, może dać nawet więcej satysfakcji.  Tylko wiem, jak  brak wykształcenia polonistycznego daje się czasem piszącemu we znaki, gdy na przykład miejsce stawiania przecinka urasta do rangi problemu, a unowocześnianie stylu wynika raczej z intuicji niż zabiegu świadomego.

  Wnioski pozostawię czytelnikom, a ja lepiej  zacznę już opowiadać skąd twórcy czerpią pomysły i w jakich okolicznościach przychodzą im one do głowy. Nawiasem dodam, że wiedzę tę uzyskałam dzięki studiom na Psychologii.


   Na początek warto tylko przypomnieć, że twórca bywa nastawiony na zbieranie pomysłów. Obserwuje, analizuje, przeżywa. Bez przerwy. Świadomie i nieświadomie, ale nieustanne poszukiwanie pomysłów staje się jego druga naturą. Może nawet pierwszą. Interesujące jest z czym to się wiąże.
Stanisław Strumph-Wojtkiewicz wg Jana Parandowskiego („Alchemia słowa”) uważał, iż : „Każdy akt twórczy wymaga, prócz nadmiaru energii, jakiejś podniety, jakiejś iskry, pasji... Dopiero wtedy można się wznieść na nieco wyższy szczebel.”
Montdeville twierdził wręcz, że: „Człowiek nigdy nie wysila się, jeżeli nie dodają mu bodźca jego pożądania. Dopóki pozostają one w uśpieniu i nie ma nic, co by je mogło zbudzić, jego zalety i zdolności pozostaną wiecznie nieujawnione i ciężką tę machinę, na którą namiętności nie mają wpływu, można by słusznie przyrównać do olbrzymiego wiatraka, w którego skrzydła nie uderza ani jedno tchnienie wiatru.” (cyt. jw.)
Podnietą do napisania wiersza czy opowiadania, może być zasłyszana anegdota, wzmianka w gazecie, zaobserwowane drobne wydarzenie, ale też własne przeżycie: nieszczęśliwa miłość, tęsknota, zgryzota, wspomnienie.
Artystom przypisuje się większą wrażliwość, nawet nadwrażliwość, dzięki czemu widzą więcej, głębiej i ostrzej, niż przeciętni zjadacze chleba. Są bardziej wyczuleni na niepokoje wewnętrzne. Bywają introwertywni czyli nastawieni na obserwację własnych przeżyć, a zarazem musi ich cechować empatia – zdolność wczuwania się w cudze przeżycia.
Artyści zazwyczaj przeżywają wszystko silniej i boleśniej od innych. Stąd może tyle u nich depresji, psychoz, samobójstw. Ale dzięki tym cechom są wyczuleni na wyczuwanie wszędzie rozmaitych bodźców twórczych, które stają się pomysłami do ich utworów.
Oto kilka wypowiedzi pisarzy skąd czerpali swe pomysły.
„Il Cond – mówi Conrad we wstępie do „Sześciu opowiadań” – jest prawie dosłowna transkrypcją historii opowiedzianej mi przez pewnego czarującego, starego dżentelmena, którego spotkałem we Włoszech (...) ale (...) każdy może dostrzec, iż jest tam coś więcej(...). "Pojedynek" – ze wzmianki w pewnej prowincjonalnej gazecie, wydawanej na południu Francji – powód pojedynku był błahy, nigdy nie wyjaśniony, musiałem go więc wymyślić.”
Podobnie „Nostromo” stworzył Conrad z zasłyszanej w młodości anegdoty o kradzieży skarbów, dokonanej przez południowo-amerykańskiego awanturnika.
Hemingway z opowiadania o rybaku zrobił esej. Potem przerobił go na opowieść pt. „Stary człowiek i morze”, za którą dostał nagrodę Nobla.
Wiktor Woroszylski w opowiadaniu „Warsztat” pisze: (...) histerię tą usłyszałem od znajomego psychiatry.
Czechow, jak wspominają jego przyjaciele („Czechow we wspomnieniach bliskich”) mawiał:
„Biorę pierwszy lepszy drobiazg, anegdotę, kawiarniane opowiadanko – i robię z tego rzecz, od której sam się nie mogę oderwać.”
Jaka była geneza „Kordiana i chama” Kruczkowski opowiedział Adamowi Gallisowi w wywiadzie dla Tygodnika Illustrowanego z 1933 r.
„ „Kordian i cham” powstał dzięki przypadkowi. Był tani tydzień książki. Przerzucając stosy książek, znalazłem pamiętnik Deczyńskiego w opracowaniu Handelsmana. Była to książka od dawna wycofana z handlu księgarskiego. Zafrapowało mnie stanowisko autora pamiętnika. Ten człowiek przemówił do mnie z odległości tylu lat z ogromna siłą, dlatego że jego ideowe stanowisko odpowiadało najgłębiej mojemu. Drugi czynnik – to była gotowa, konkretna zawartość fabularna, która posłużyła mi za szkielet do mojej pracy.”
Eckermann, sekretarz Goethego, w książce „Rozmowy z Goethem” przytacza słowa swego mistrza o genezie „Werthera” i „Elegii”.
„Werther jest to taki stwór, który jak pelikan wykarmiłem krwią własnego serca. Jest w nim tyle mojego, własnego ja, tyle uczuć i myśli, ze można tym wypowiedzieć chyba całą powieść, składającą się z dziesięciu takich tomików.”
„(...) boję się popaść w patologiczny stan , któremu dzieło zawdzięcza swe powstanie (...) Elegia – widzi pan, to owoc wielkiej namiętności- kiedy zostałem przez nią opanowany, za żadną cenę nie zgodziłbym się od niej uwolnić, a teraz za żadną cenę nie chciałbym jej znów ulec. Napisałem tę Elegię bezpośrednio po wyjeździe z Marienbadu, kiedy znajdowałem się jeszcze zupełnie w mocy uczucia, które dopiero co przeżyłem. (...) Elegia ta ma więc pewną bezpośredniość.”
Malraux „mając 23 lata wyjechał do Indochin z identyczną misją, jaka powierzył swemu bohaterowi. Szczegóły tej wyprawy znamy wyłącznie z „Drogi królewskiej”, gdyż Malroux, niezwykle powściągliwy w wynurzeniach autobiograficznych, w twórczości swej opiera się wyłącznie na własnym doświadczeniu i spisuje je bardzo dokładnie. Tak przynajmniej zapewniają jego biografowie.” („Twórczość” 1962r Nr 1)


Wielka miłość leżała u podstaw genezy „Mój przyjaciel Meaulnes” Henri Farriera.

Podobnie „Over Bord” Stanisława Przybyszewskiego.
W powieści tej Przybyszewski odtwarza historię swego małżeństwa z Dagny, zaczynając od ich poznania się, oraz rywalizację ze słynnym malarzem Munchem (tu pod nazwiskiem Mikita) oraz Strindbergiem.
Również z własnych przeżyć czerpał pomysły do swych utworów Jan Kasprowicz. Opowiada o tym jego trzecia żona Marusia, z domu Bunina, w swych „Dziennikach”.
(...) zapytałam go o tę kobietę, która była pierwszą jego żoną i której śmierć stała się bodźcem do napisania poematu „Amore desperato”.”
Gdzie indziej Marusia Kasprowiczowa przytacza słowa męża, który po większym nieporozumieniu pomiędzy nimi wyznał:
„Okropnie mi było przez te dni (...) miałem wrażenie końca. Mój koniec z tobą byłby daleko tragiczniejszy niżeli to, co przeżyłem niegdyś. Czy wiesz, że tam poza domem – w rektoracie – zacząłem pisać. Tak się zaczynał ten wiersz” „Wszystko się kończy tragicznie. Najgłębsze światło miłości staje się blichtrem, przeczącym odwiecznej prawdzie Boga.”

  O sytuacji, w jakiej narodził się Hymn Kasprowicza Święty Boże będzie dalej.


Pytana o źródło pomysłów do swych powieści słynna, ale już trochę zapomniana, Francois Sagan opowiada:
„Zazwyczaj jest jakaś scena, jakiś krajobraz, pogodne niebo lub słota, coś tkwiącego w atmosferze, coś absolutnie bez związku z właściwym przedmiotem, coś co wyzwala tkwiący we mnie talent. Moja pierwsza książka zaczęła się od błysków słońca w kawiarnianej szybie. Zachowałam to w sobie.” (Życie Literackie 1958r, Nr 322)
I dalej tamże:
„Trzecia - jest historią ludzi rozpaczliwie poszukujących czegoś i nie mogących natrafić na ślad. (...) miałam przed oczyma postać człowieka, który wchodzi późnym wieczorem do kawiarni, miałam wrażenie jakiejś grozy, która unosi się nad ludźmi, siedzącymi nocą w małych barach.”
A co robić, żeby nie stracić weny, żeby wciąż mieć o czym pisać, doradzał Walentinowi Katajewowi Iwan Bunin:
„Niech pan pisze. Niech pan obserwuje. Pisać wiersze należy co dzień, tak ja skrzypek albo pianista powinien bezwarunkowo po parę godzin dziennie ćwiczyć na swym instrumencie. W przeciwnym razie pański talent zniszczeje, wyschnie jak studnia, z której nikt nie czerpie wody.
- O czym pisać?
- O czymkolwiek. Jeśli nie ma pan właśnie żadnego pomysłu, żadnej idei, można po prostu opisać to, co się widzi. Biegnie pies z wywieszonym językiem – powiedział, spojrzawszy w okno – niech pan opisze psa. W czterech lub ośmiu linijkach. Ale celnie, prawdziwie, żeby to był ten pies, a nie żaden inny. Niech pan opisze drzewo. Morze. Ławkę. Niech pan znajduje jedyne, właściwe dla nich słowo. (...) wpadł pan w rozpacz, że wszystko już opisane przed panem, bzdura. Każdy z przedmiotów wokół pana, każde pana odczucie jest tematem wiersza. Niech się pan wsłucha w swoje odczucie, niech pan obserwuje otaczający świat i niech pan pisze. Ale pisać należy tak, jak pan czuje i widzi, a nie, jak przed panem czuli i wiedzieli inni poeci, nawet najgenialniejsi. (...) wtedy otworzy się przed panem niewyczerpany świat prawdziwej poezji. Będzie panu lżej oddychać.”

 

Cdn
Krystyna Habrat

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Krystyna Habrat · dnia 11.06.2014 09:48 · Czytań: 1475 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 12
Komentarze
Dobra Cobra dnia 11.06.2014 21:35 Ocena: Świetne!
Jak zwykle garść nieocenionych wniosków! Bezcenne!


Pozdrawiam,

Dobra Cobra
amsa dnia 12.06.2014 14:19
Krystyno - chyba zaczynam być w stanie wyczekiwania na Twoje Rozmyślania, bo ich wartość widzę, jak to już wcześniej wspomniałam, we własnych opiniach w temacie. Zazwyczaj skąpe, dzisiaj rzuciłaś więcej, czym jestem ukontentowana, co zresztą potwierdza motyw przewodni tej części - twórca czerpie z siebie i to jest największą wartość każdego dzieła, na jakimkolwiek poziomie by ono nie było. Bardzo mnie ujęło Twoje podejście do własnego talentu, rozwagi w podejmowaniu się, czy też odwleczeniu, bo czynniki zewnętrzne i obowiązki, bo trzeba umieć wyznaczyć i trzymać się priorytetów. Oczywiście, jak zawsze, cenna garść informacji o innych autorach, które mogą, jeśli umie się odnaleźć ów bodziec, czy motywację, zachęcić. Z czym nie mogę się zgodzić, to chyba jedynie z opinią, że twórcy jako tacy są bardziej wrażliwi. Według mnie tak nie jest. To że ich tak postrzegamy jest jedynie wynikiem talentu za pomocą którego się wypowiadają, a co nie jest dane innym, chociaż i oni reagują w sposób właściwy dla własnej ekspresji. Wielu nadwrażliwych, choć nie tworzących, ma o wiele więcej owej wrażliwości, gdyż owa cecha charakteru nie jest przypisana, moim zdaniem, do potrzeby tworzenia, a raczej do przezywania świata i życia jako takiego.

Pozdrawiam serdecznie, czekając na dalsze rozważania:).

B)
al-szamanka dnia 13.06.2014 20:22 Ocena: Świetne!
Chyba te wyczekiwania mam wspólne z Amsą.
Dlatego z przyjemnością zasiadłam do smakowania Twoich kolejnych rozmyślań.
Podoba mi się, że dajesz tyle przykładów - widać, że każda cześć felietonu poprzedzona jest owocnym szperaniem w źródłach:)
Odpowiada mi to, gdyż czytając, uczę się.
I przyznaję, że nie miałam pojęcia.
Interesujące skąd znane osobistości literatury biorą pomysły.
Z tego co przytoczyłaś najbardziej mi bliska jest Françoise Sagan.
Cytat:
Za­zwy­czaj jest jakaś scena, jakiś kra­jo­braz, po­god­ne niebo lub słota, coś tkwią­ce­go w at­mos­fe­rze, coś ab­so­lut­nie bez związ­ku z wła­ści­wym przed­mio­tem

Właśnie tak.
Bardzo zręcznie i gładko przechodzisz od szczegółów życia jednego pisarza do następnego.
Felieton staje się przez to ładnie spójny, przyjemny w czytaniu, nie nuży i zaciekawia.
Tak więc... do następnego:)

Pozdrawiam serdecznie:)
Krystyna Habrat dnia 13.06.2014 21:45
Dziękuje bardzo za miłe opinie. Skoro są czytane, to będę musiała bardziej się przyłożyć do realizacji kolejnych odcinków. I dobrze.
Co do owej nadwrażliwości twórców, to zgoda, że nie są oni pod tym względem grupą wybraną. Mogą być i inni bardziej wrażliwi. Przyjmuje też, że nie wszyscy twórcy muszą być szczególnie wrażliwi. Liczę się tu z twoją, Amso, opinią, bo sama jesteś osobą piszącą i wiesz jak to jest. Twoja uwaga na ten temat jest cenna w takim samym stopniu, jak wypowiedź np Goethego.
Al-szmanko na mnie również zrobiła wrażenie wypowiedź Fransois Sagan, a wyczytałam ja mając lat 20-21 i dotąd ją pamiętam. Zwano ją popularnie Saganka, bo z pierwszą powieścią wystartowała mając coś 18 lat. Oczywiście była "zaopiekowana" i nie musiała własnymi łokciami przebijać się do kariery (wydania, promocji itd), co z pewnością opóźniłoby debiut, albo gorzej.
Zapraszam innych do dzielenia się własnymi doświadczeniami i spostrzeżeniami ona temat pracy twórczej.
blaszka dnia 17.06.2014 21:14
Dziękuję za kolejny odcinek o zmaganiach pisarzy. Bardzo cenne przykłady i wnioski zawarłaś w swoim eseju, Krystyno.
Krystyna Habrat dnia 18.06.2014 09:55
Dobra Cobra i Blaszka - dziękuję pięknie.
blaszka dnia 25.06.2014 22:42
To ten fragment o Filipince dodałaś. Ciekawy. Jestem pod wrażeniem, że tak obszernie Ci odpisano. Dzisiaj nierealne.
Pozdrawiam wieczorową porą.
Krystyna Habrat dnia 07.07.2014 22:02
Tak, Blaszko, wtedy media bardzo dbały o czytelników. Odpowiadały na listy, pomagały w rozwiązaniu powikłanych spraw, doradzały. Za to nie zamieszczały wywiadów z aktorkami i modelkami. Każdy tygodnik drukował literaturę piękną: opowiadania, fragmenty powieści, powieści w odcinkach. Dużo wybitnej prozy (poezji również) trafiało do powszechnego odbioru. Np Przekrój specjalizował się w publikowaniu awangardy; Przyjaciółka upowszechniała humoreski Czechowa; Zwierciadło - St.Zweiga (w odcinkach) itd.
Przyjmowali też do druku nadsyłane teksty i solennie za to płacili. Jakoś tak było przyjemnie, gdy wszyscy na niedzielę przynosili do domu stosy czasopism.
Pozdrawiam.
KH.
PS Po życzliwych komentarzach widzę, że powinnam zabrać się do kolejnego odcinka.
blaszka dnia 07.07.2014 22:04
Z tego, co wiem, to trzeba było zapisywać się w kioskach na czasopismo ;)
Szuirad dnia 27.10.2014 21:02
Witam

Cytat:
bo za mało znają życie i nie bardzo mają o czym pisać. Brakuje im znajomości ludzi, brakuje pomysłów.

To zdanie napisałaś w kontekście studentów polonistyki, oczywiście poruszamy się w szerokich uogólnieniach, ale jest ono prawdziwe tez w odniesieniu do ludzi młodych, żądnych sukcesów. Nie mówię, że oni nie mają nic do powiedzenie, przekazania. Mają oczywiście, ale dojrzałość (nie mylić z wiekiem) to właściwy smak i odcień tekstu.

Cytat:
a za­ra­zem musi ich ce­cho­wać em­pa­tia – zdol­ność wczu­wa­nia się w cudze prze­ży­cia
- Twierdzę wręcz, że bez empatii nie jest możliwe pisanie


Cytat:
Moja pierw­sza książ­ka za­czę­ła się od bły­sków słoń­ca w ka­wiar­nia­nej szy­bie. Za­cho­wa­łam to w sobie.
- a to zdanie i parę innych w Twoim tekście przywróciło mi równowagę ducha, równowagę zachwianą we wcześniejszym tekście tym, że piszący wszystko obserwuje i zapamiętuje, czasem wręcz w sposób nieludzki, nieczłowieczy... Sam sie do tego przyznalem, ale widzę, ze to raczej norma. Ale nie musi być ona straszna, gdy wesprzemy ją empatią
Trochę mi ulżyło...
pozdrawiam
DZ
Usunięty dnia 30.01.2015 23:22
Kolejne części sobie odpuszczę.
Tekst dał mi jednak dużo do myślenia, ale i potwierdził czarny scenariusz, jaki rysowałem sobie w tle obcowania z "literatami" PP.
Jeśli ktoś zaczyna na styl: "nie będę pisała od siebie/o sobie, przytocze cytaty...", to automatycznie przekreśla całą swoją pracę twórczą i daje komunikat: "nie czytajcie mnie, ja się tylko tak bawię". To jednak nie jest jeszcze straszne, wielu się tu jawnie bawi w pisanie i nie można mieć im tego za złe, ale... Ale z jakiego punktu widzenia taka osoba krytykuje inne teksty? Ze swojego, chyba nie, bo jest sama dla siebie nikim, ona pamięta cytaty wielkich twórców i emuluje (symuluje?) obce punkty widzenia. I nie ma z taką osobą dyskusji, bo nie ma jej (osoby). Autor dawno nie żyje.

I wszyscy temu kibicuję... :|

(Pardon, przypomniały mi się boje o Prousta)
Krystyna Habrat dnia 19.02.2015 23:25
Szurrad - dziękuję.
Ekszyn, jesteś bardzo dziwny i wcale nie musisz czytać moich tekstów, jak ja nie czytuje twoich.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
vincent
12/11/2019 01:28
Dzięki, że przeczytałeś! O tlen niestety niełatwo i czasami… »
Marco Petrus
12/11/2019 00:57
Marzenko Dzięki za poczytanie i uroczy komentarz... :)»
Hubert Z
11/11/2019 23:36
Przyznaję, że i mi odebrało mowę. Piękny wiersz, każdy wers… »
kamyczek
11/11/2019 22:09
- witaj, Marukjo, sprawiłaś mi wielką radość swoją… »
Nuria
11/11/2019 22:09
Zaniemówiłam z wrażenia. JEST WIERSZ! Dziękuję i… »
marzenna
11/11/2019 18:27
Greg Zimno, chłodno i leje deszcz. Ale jest pierzyna, ciepły… »
marzenna
11/11/2019 18:22
Same obiecanki, macanki i mała tragedia w tym prostym… »
marzenna
11/11/2019 18:16
Blue Jedna zima, zmieniała całe życie. Kamień, chłód, lód,… »
marzenna
11/11/2019 17:58
:) oddech uniesienia pocałunkiem musnął w… »
marzenna
11/11/2019 16:50
https://www.youtube.com/watch?v=9iarpXiuEl8 Kobra chyba cię… »
Marek Bogacz
11/11/2019 16:21
:) Merci :) »
Marek Adam Grabowski
11/11/2019 14:41
Klimatyczne i pełne empatii. Jako król dyslektyków raczej… »
Wiktor Mazurkiewicz
11/11/2019 13:18
wiosenka Z tym ją / jej. to ja nadal tkwię w wyczuciu.… »
Kobra
11/11/2019 13:16
Dużo powtórzeń. »
marzenna
11/11/2019 12:37
https://www.facebook.com/watch/?v=213705465311183 :) »
ShoutBox
  • mike17
  • 10/11/2019 17:42
  • Jeszcze 5 dni pozostało, by nadesłać swoją pracę na MUZO WENY 8, konkurs dla prozaików. Sprężcie się i ślijcie swoje utwory : [link]
  • Kazjuno
  • 09/11/2019 13:56
  • Przepraszam, Dobra Kobro za długie teksty... Kto wie? Może się kiedyś uda napisać krótki?
  • Dobra Cobra
  • 09/11/2019 13:19
  • Kazjunio, to Internet - każdy czyta co chce i komentuje, jak mu się chce. Nie wymuszaj komentów. Długie formy słabo się sprzedają w tym medium. Pisz dla wlasnej satysfakcji, a nie poklasku. Bez urazy.
  • Kazjuno
  • 09/11/2019 10:06
  • Dzięki Antosiu. Już od dawna wiem, że jesteś poczciwcem o gołębim serduszku.
  • AntoniGrycuk
  • 09/11/2019 09:33
  • Dobra, Kazjuno, jestem czuły na płacz, więc wieczorem postaram się przeczytac ;)
  • Kazjuno
  • 09/11/2019 08:38
  • Chlip, chlip... jest mi przykro. Poza odważną Al-Szamanką, reszta Koleżanek i Kolegów, olała komentowanie Gry cz. 12. Czyżbym na PORTALU wywołał zgorszenie?...
  • Dobra Cobra
  • 08/11/2019 18:02
  • Star Wars kontra Marvel kontra DC na przestrzeni lat: [link]
  • mike17
  • 08/11/2019 12:22
  • Jeszcze mamy tydzień na nadsyłanie prac do MUZO WEN 8, konkursu dla prozaików. Serdecznie zapraszam do udziału : [link]
Ostatnio widziani
Gości online:16
Najnowszy:ewogeza
Wspierają nas