Gdzie jest najlepsza czekolada? - blaszka
Proza » Groteska » Gdzie jest najlepsza czekolada?
A A A

Urodziłam sobie córkę. Miał być syn, bo brzuch szpiczasty i uroda zachowana, ale wyszło co wyszło. Dzieci się nie wybiera. Miśka jest piękna po mamie, mądra po mamie, rozrzutna po chrzestnej, łakoma po babci, i ma wielkie czarne oczyska po swojej starszej siostrze. Po tatusiu nic nie odziedziczyła, bo tatuś uciekł przed odpowiedzialnością, zanim jego plemnik zdążył dotrzeć do jajeczka.

*

- Gdy dorosnę, będę piosenkarką. – Córeczka przebrana w moją sylwestrową sukienkę ściskała rączkami plastikowy mikrofon.
- Za miesiąc kończysz siedem lat, a to idealny moment na rozpoczęcie kariery - oświadczyłam uroczyście.

Wierzyłam w szczęśliwą moc tej magicznej liczby. W każdym miesiącu wyczekiwałam dat z siódemkami, a w każdym tygodniu sobót, odkąd tylko dowiedziałam się, że siódmym dniem tygodnia jest właśnie sobota. Tak mi nawet bardziej pasowało, bo niedziele bywały zazwyczaj nudne.

Niestety, casting do dziecięcego chóru, na który się wybrałyśmy, nie miał ani odpowiedniej daty, ani godziny. Czekałyśmy na swoją kolej, wiercąc się na twardych krzesłach poczekalni, podczas gdy w pokoju obok, znudzona paniusia w kapeluszu egzaminowała przerażonych adeptów sztuki wokalnej.

- Za wysokię Ce – zawyrokowała po przesłuchaniu Młodej. Ściągnęła usteczka w dziubek, a niedbały gest jej wymanikjurzonej prawicy bezlitośnie pożegnał pierwsze dziewczęce marzenie.
- Włóż se trąbkę w gąbkę – syknęłam na odchodne.

- No to może taniec? – zaproponowałam.
- La fille jest za twarda. Je suis desole. – Nauczyciel baletu radośnie zaklaskał w dłonie i wykręcił podwójnego pirueta, kończąc w pozycji demi plie.
- Rajtki ci pękły na duplie, ty francuski croissancie – zemściłam się z godnością urażonej matki.

- Aktorstwo?
- Rozpoznany kappacyzm jest przeciwwskazaniem do wykonywania zawodu wymagającego poprawnej dykcji - orzekł Profesor von Logopeda.
- Sam jesteś kapucyn i masz krzywe zęby. – Kątem oka zaobserwowałam, że pośpiesznie sięgnął po stojące na biurku lusterko.

*

Gdy, mając na uwadze wcześniejsze niepowodzenia, przeglądałam „Alfabetyczny wykaz bardziej prozaicznych zawodów”, córka usiadła mi na kolanach i szepnęła do ucha:

- Mamusiu, chcę zostać narkomanką, taką słaaawną na cały świat.
- Ależ, Misiu, doprawdy szkoda zdrowia. Narkomania to bardzo wyczerpujące zajęcie o dużym stopniu ryzyka zawodowego i zupełnie nieopłacalne finansowo - próbowałam wybić jej z głowy te wygórowane ambicje.


- Nieposzanowanie decyzji dziecka i okazywanie niewiary w jego możliwości może być przyczyną trwałych zaburzeń emocjonalnych – stwierdził szkolny psycholopedagog, u którego można zasięgać porad w poniedziałki i czwartki w godzinach od dziewiątej trzydzieści do dwunastej piętnaście.

Postanowiłam już więcej nie podważać autorytetu córki.

*

Minął okres podstawówki i sądziłam, że Miśka zapomniała o dawnych planach. Ale ona, zaraz po piętnastych urodzinach, zaczęła palić zioło.


- Zobacz, córeczko, jak trudną drogę trzeba przejść, by zrobić karierę w narkomanii – rzuciłam niby od niechcenia podczas wspólnego oglądania filmu o słynnej heroinistce z Dworca Zoo. Przyznam, że specjalnie zaaranżowałam ten filmowo-kanapkowy wieczór.
W rezultacie córka nie tylko nie przeraziła się trudnościami, lecz zapałała jeszcze większym entuzjazmem. Moja krew!

Wkrótce ze zdwojoną energią zaczęła próbować kolejnych środków odurzających. Po zielsku przyszła kolej na amfę, mefkę, kwas, kokę i inne wynalazki tajnych laboratoriów. Testowała je po kolei niczym rasowa kiperka, jedynie przed herą ciągle odczuwała lęk. Wszystko przez ślepawą pielęgniarkę z osiedlowej przychodni, która pobierając krew do badań, rzadko trafiała w żyłę za pierwszym razem. Z tego powodu wielu pacjentów nabawiło się aichmofobii.

Z trudem wspierałam Misię finansowo, biorąc w tym celu liczne nadgodziny.


- Droga pani, edukacja kosztuje, więc niech pani nie żałuje pieniędzy na rozwój dziecka. I niech się pani cieszy, że pani córka w ogóle chce się uczyć, nie to, co mój syn, tylko by za pannicami latał. - Życzliwa sąsiadka spod piątki nie skąpiła dobrych rad, pożyczając mi stówę.
- Zatem ma szansę zostać słynnym żigolakiem - odwdzięczyłam się za uprzejmość.

Kłopoty z pieniędzmi były coraz trudniejsze do opanowania. Nie raz musiałam zrezygnować z codziennej porcji czekolady, by zapewnić Młodej kolejną dawkę narkotyku.


- Misiu, nie mogę brać więcej nadgodzin, nie wyrabiam, pochwa mnie piecze i skóra schodzi z sutków. Musisz zacząć kraść. - Szczerze mówiąc, wolałam, aby nie szła w moje ślady. - Zapisałam cię na szybki i tani „Kurs obróbki kieszonkowej”, który ukończysz za dwa tygodnie z wyróżnieniem. - Sumiennie stosowałam się do zasad pedagogiki współczesnej, na każdym kroku afirmując możliwości dziecka.

Nabyte na kursie umiejętności córka wypraktykowała w domu, sprytnie wynosząc biżuterię i resztki oszczędności. Niestety, na mieście słabiej sobie radziła. Raz przyłapano ją na kradzieży w Biedronce, potem w tramwaju, i w końcu pod kościołem, gdy zrywała dzieciom pierwszokomunijnym złote łańcuszki. Podczas wpadki przezornie połknęła cały łup, przez co dwa dni trzymano ją w areszcie, dopóki nie wydaliła paru uncji dowodów rzeczowych. Odtąd wisiała nad nami wizja sądu dla nieletnich.

*

Kariera Młodej rozwijała się zbyt wolno, co, moim zdaniem, stanowiło przyczynę depresyjnych nastrojów córki, która coraz częściej bywała smutna, przygaszona lub dla odmiany nadpobudliwa i agresywna. Wtedy miewałam wątpliwości: A co, jeżeli popełniamy błąd, marnujemy czas i zdrowie, a sukcesu i tak nie osiągniemy… Co, jeśli zamiast sławy i pieniędzy czeka nas degeneracja i wykluczenie społeczne…


Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i przyśpieszyć progres. Wymieniłam zamki, spakowałam trochę ciuchów Miśki do plecaka, a gdy wróciła po dwudniowej nieobecności brudna i zmęczona, z zakrwawionym kolanem, przygotowałam jej kąpiel z pianką, opatrzyłam rany, dałam jeść i wyrzuciłam z domu.
- Zdana na własne siły szybciej sięgniesz dna. Nie ma innej drogi do sławy. Powodzenia!

Tęskniłam ogromnie, ale zaciskałam zęby i nie otwierałam, kiedy przychodziła pod drzwi mieszkania, rozpaczliwie pukała, prosiła lub wyzywała, aż w końcu zrezygnowana usypiała na wycieraczce.
Miłość to także konsekwencja w postępowaniu - tłumaczyłam sobie, siedząc w kucki na progu, po drugiej stronie drzwi. Obgryzałam paznokcie i wsłuchiwałam się w nierówny oddech córki, walcząc z uczuciem litości.
- Wynoś się tam, skąd przyszłaś! - krzyczałam wreszcie.
Zatykałam uszy rękoma, by nie słyszeć powolnego, szurającego wstawania i smutnych westchnięć, z którymi potulnie odchodziła w nieznane mi miejsca.

Byłam twarda, ponieważ sądziłam, że prędzej ktoś zauważy ją na ulicy niż w domu. I zauważył.

*

Niestety, nie był to żaden reżyser, dziennikarz czy choćby majętny biznesmen.
Śpiewała na Rynku przy akompaniamencie świeżo poznanego gitarzysty. Oboje potrzebowali pieniędzy na ten sam cel. Czarne oczyska Miśki, ogromne na tle wychudzonej twarzy, lecz nadal pełne dziecięcego wdzięku, zachęcały przechodniów, by wrzucali drobne do położonego na bruku kapelusza.

Pech chciał, że akurat przechodził tamtędy ten blondynkowaty chłoptaś. Taki picuś glancuś od Taniego Armaniego.
- Potrzebujemy dziewczyny z za wysokim Ce, która zaśpiewa w naszym kościelnym chórze, może chciałabyś?
- Śpiewam tylko dla hajsu.
- Domyśliłem się. Można całkiem nieźle zarobić.
- Pogadajmy o tym przy obiedzie, na który mnie zaprosisz, okej? - Rola piosenkarki już Młodej nie interesowała, wysunęła propozycję, ponieważ nie jadła od dwóch dni, a ponadto nadarzała się okazja, by ukraść chłopakowi portfel.

Zabrał ją do miłej restauracyjki, gdzie zawsze pachnie niedzielnym rosołem i domową szarlotką. Między zupą a drugim daniem zaczął opowiadać o jakimś potężnym gościu, który wszystkich kocha, a najbardziej tych słabych i upadłych.
Nie wiem, co Miśka wtedy myślała, może miała nadzieję, że blondas pozna ją z tym mającym wielkie serce osobnikiem, a ten z kolei ułatwi jej karierę…

Faktem jest, że polubiła spotkania w miłej restauracyjce. Koniec końców picuś glancuś tak ją omotał, że skończyła w ośrodku leczenia uzależnień.

Jest jeszcze młoda, nie wszystko stracone - myślałam. - Co prawda, lata pracy i wyrzeczeń poszły na marne, lecz może nadszedł czas, by została lekarzem...


*

Teraz Miśka twierdzi, że jest lekarzem dusz. Razem z blondasem, którego, notabene, poślubiła, założyli fundację i zgarniają narkomanów z ulicy, by opowiadać im o wszechmocnym i miłosiernym Bogu, co to dla wszystkich chętnych przygotował miejscówki w Niebie.
Kiedy tak łażą po dzielnicach, pilnuję ich bejbika. Po powrocie śmieją się, że trafię do Nieba, a ja koniecznie chcę wiedzieć, czy jest tam czekolada.

*

Ponoć najlepsza z najlepszych…

 

 

PS. I to nietucząca! Hi hi...

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
blaszka · dnia 23.06.2014 20:09 · Czytań: 1210 · Średnia ocena: 4,89 · Komentarzy: 65
Komentarze
al-szamanka dnia 23.06.2014 20:51 Ocena: Świetne!
Cytat:
- Za wy­so­kię(e) Ce


Chyba mi się oczy spociły (Tak mówiła Nel w "Pustyni...";)
Ale na pewno mnie zatkało.
Tekst, moim zdaniem, poprowadzony bezbłędnie.
Trzymał mnie mocno od samego początku.
A to z powodu tego, że powoli uchylałaś rąbka prawdy.
A gdy go już uchyliłaś na dobre, zaczęły mi się oczy pocić, bo spodziewałam się ostatecznej tragedii.
Tym bardziej powaliła mnie na kolana cudna końcówka.
Aż odetchnęłam z ulgą.

Pozdrawiam z anielskim piórkiem:)
ajw dnia 23.06.2014 21:01 Ocena: Świetne!
Blaszko, delektowałam się Twoim opowiadaniem jak kawałkiem czekolady, rozpływającej się na języku. I jak tylko przeczytałam fragment, chciałam kolejny i kolejny i tak doszłam do pazłotka, (tak się to u nas nazywa), choć u Ciebie pewnie sreberko. Twój tekst żyje jak srebro w tyglu i przybiera coraz to inne kształty. Jest dowcipny, lekki i arcy-inteligentny (jakkolwiek się to pisze). Zamieniasz absurdy w mądrość jak Jezus wodę w wino. I nie moja wina, ze łaknę wciąż więcej i więcej :)
blaszka dnia 23.06.2014 21:04
Witaj Al

Gratuluję odwagi pierwszego komentatora, Al. Obawiałam się, że ten tekst długo będzie czekał na pierwszy komentarz ze względu na kontrowersyjne podejście do tematu. Tym bardziej cieszy Twoja pozytywna opinia.
Cytat:
Za wy­so­kię Ce

to zabieg celowy dla podkreślenia pewnej maniery słownej reprezentowanej przez bohaterkę.

Serdecznie dziękuję i pozdrawiam ;)

Ajw

ponoć milczenie jest złotem, a mowa srebrem, a Twoje słowa to miód i wino w najszlachetniejszym gatunku, milsze mej duszy i ciału niż wszelkie kruszce tego świata ;)
Ach, dziękuję.
ajw dnia 23.06.2014 21:08 Ocena: Świetne!
A ja myślałam, że to ja jestem pierwsza :(
blaszka dnia 23.06.2014 21:09
A ja pisałam do Al równocześnie z Tobą. Vide wyżej ;)
Na to wychodzi, że odwaga na PP w obfitości.
ajw dnia 23.06.2014 21:19 Ocena: Świetne!
Temat może i kontrowersyjny, ale podany w taki sposób, ze tylko ćwierć -inteligent nie zorientowałby się, po której stronie Mocy jesteś :)
blaszka dnia 23.06.2014 21:33
Aha, to dobrze. Autor czasem nie ma jasnego poglądu na swoje dzieło, dopóki nie pozna opinii odbiorców. Ja zawsze mam pełno wątpliwości.
Miladora dnia 23.06.2014 22:45
Rany boskie, przecież ja znam Miśkę! A przynajmniej znałam, gdy chodziła do przedszkola z moją Córeczką! Zawsze konkurowały ze sobą, jeżeli chodzi o najnowsze zabawki. Miśka pewnie pamięta Skrzacika, którego kupiliśmy Córeczce na Gwiazdkę. Musi pamiętać, bo moja mała nie mogła przeboleć, że Skrzacik Miśki jest większy.
A to zdarzenie pamięta?
Potem (Córeczka) znalazła błyszczący grosik, który niespodziewanie zniknął, kiedy chciała go wyjąć, a jeszcze później małą przypinkę z uśmiechniętą buzią. To było całkiem ładne, tylko że ta buzia pokazała język, gdy została doczepiona do bluzy. W dodatku wywalała język do wszystkich dzieci, które na nią patrzyły. Niektóre popłakały się nawet.
– Miśka też się rozbeczała – oznajmiła z dumą Córeczka po powrocie z przedszkola*.

Ale to było dawno temu i cieszę się, że Miśka tak konsekwentnie próbowała wyjść na ludzi, chociaż nie całkiem jej to wyszło.
Jako podobnie troskliwa matka przyznaję, że także robiłam wszystko, by podnieść swojej Córce szanse na przyszłość. Zatrudniłam Specjalnego Doradcę Przedszkolnego, Doradcę do Spraw Zakupów dla Dziecka, Doradcę do Spraw Kształtu i Kolorów Zabawek dla Dzieci, Doradcę od Spraw Ukrytych Znaczeń, Doradcę do Spraw Konfliktów Emocjonalnych u Dzieci i jeszcze paru innych. I co? Też nie zrobiła kariery.
Może to jednak nasza wina? :|

Dlatego w imię kobiecej solidarności Matek Niespełnionych pomogę Ci (za darmo) wyjść na prostą. :)
Cytat:
- Gdy do­ro­snę, będę pio­sen­kar­ką(.) – Có­recz­ka prze­bra­na w moją syl­we­stro­wą su­kien­kę

Cytat:
córka usia­dła mi się na ko­la­nach

Cytat:
- Ależ(,) Misiu, do­praw­dy

Cytat:
- Zo­bacz(,) có­recz­ko, jak trud­ną drogę

Cytat:
ten fil­mo­wo - ka­nap­ko­wy wie­czór.

- filmowo-kanapkowy -
Cytat:
Te­sto­wa­ła wszyst­kie po kolei ni­czym ra­so­wa ki­per­ka, je­dy­nie przed herą cią­gle od­czu­wa­ła lęk. Wszyst­ko przez

Cytat:
nie to(,) co mój syn,

Cytat:
przez co, dwa dni trzy­ma­no ją w aresz­cie

Bez przecinka.
Cytat:
A co(,) je­że­li po­peł­nia­my błąd, mar­nu­je­my czas i zdro­wie, a suk­ce­su i tak nie osią­gnie­my… Co(,) jeśli za­miast sławy i pie­nię­dzy

Cytat:
a gdy wró­ci­ła po dwu­dnio­wej nie­obec­no­ści brud­na, zmę­czo­na z za­krwa­wio­nym ko­la­nem, przy­go­to­wa­łam jej ką­piel

- gdy wróciła (...) brudna i zmęczona, z zakrwawionym kolanem,
Cytat:
- Wynoś się tam(,) skąd przy­szłaś! - krzy­cza­łam wresz­cie.

Cytat:
Jest jesz­cze młoda, nie wszyst­ko stra­co­ne - my­śla­łam. (-) Co praw­da, lata pracy i wy­rze­czeń

Cytat:
Razem z blon­da­sem, któ­re­go, nota bene, po­ślu­bi­ła,

Jeżeli po łacinie, to "nota bene".
Jeżeli po polsku, to "notabene".
Cytat:
PS. I to nie­tu­czą­ca! Hi hi ;)

Dałabym wielokropek, a nie emotkę. W literaturze ich się nie stosuje.

Bardzo się cieszę, że odnowiłyśmy znajomość. :)

Buziaki dla Miśki :)

________________________________________
* Opowiadanie "Psotlik" - kiedyś było na portalu, ale wycofałam, gdy weszło w skład "Opowieści wierutnych".
blaszka dnia 23.06.2014 23:21
Milu,

jaka szkoda, że nie miałam okazji poznać Córeczki.
Dziękuję Ci za solidarność i pocieszenie.
Dobrze, że chociaż my, Niespełnione Matki, próbujemy nadrobić stracone szanse naszych córek ;)
Ogromnie dziękuję za trud korektorski. Natychmiast poprawiam, coby nie było więcej wstydu.
Cieszę się bardzo z Twojej wizyty ;)
zajacanka dnia 23.06.2014 23:50
Cytat:
ako podobnie troskliwa matka przyznaję, że także robiłam wszystko, by podnieść swojej Córce szanse na przyszłość. Zatrudniłam Specjalnego Doradcę Przedszkolnego, Doradcę do Spraw Zakupów dla Dziecka, Doradcę do Spraw Kształtu i Kolorów Zabawek dla Dzieci, Doradcę od Spraw Ukrytych Znaczeń, Doradcę do Spraw Konfliktów Emocjonalnych u Dzieci i jeszcze paru innych.


Hehe, Miluś:) Sama sobie płaciłaś za te wszystkie role? :)

Ja poszłam po linii mamuśki z Blaszki opowiadania: zostawiłam młodą niemal na wycieraczce w wieku 18-lat. (no, na Jej własną prośbę, właściwie, ale sumienie gryzło okropnie). Wyszła na ludzi, a jakże, i teraz chyba już nawet "starsza"jest ode mnie - jeśli rozumiecie,o czym mówię. Wiem, że rozumiecie.

Tekst dobry, mocny, nieco mnie dotknął tą heroiną (19-latka - córka przyjaciółki - odeszła w zeszłym miesiącu), więc pierwsze uczucia niefajne, ale ogólne przesłanie jest. Gorzkie, ale prawdziwe. Z nadzieją jednak, że młode pokolenie nie takie głupie.

Pozdrawiam, blaszko :)
Krystyna Habrat dnia 24.06.2014 00:04
Fajne to jest, a przyciągnął mnie do lektury smak tytułowej czekolady. Jakże więc tytuł jest ważny! Potem zobaczyłam, kto to napisał i wpadłam na dobre. Od pierwszego zdania. Bo czyta się dobrze. I jeszcze bawi.
Na wstępie troszkę się zezłościłam, że córka mniej wyczekiwana niż syn, ale wybaczam, bo całość cacy.
Dotąd myślałam, że najwięcej można się uśmiać wychowując synów, bo ci zawsze coś śmiesznego wymyślą byle zrobić coś inaczej niż dorośli chcą, podczas gdy dziewczynki najbardziej pragną być układne, zgodnie z wymaganiami dorosłych. Przy tym tekście pojęłam, że i one mogą dostarczyć wielu powodów do śmiechu, a zależy to tylko od optyki rodzica czy autora, który to opisze.
Dziś już chce mi się spać, ale wpadnę tu jeszcze jutro, a właściwie dziś, bo bije północ.
Klaudyna 69 dnia 24.06.2014 06:44 Ocena: Świetne!
Jak miło było przeczytać Twój tekst wczesnym rankiem. Ustawia sobie człowiek dzień z naciskiem na dzień dobry :) Podobało mi się, nawet z sympatią patrzyłam na Miśkę i mamę Miśki, w duszy chwaląc siebie, że nie mam syndromu niespełnionej matki. Uff. Pozdrawiam
blaszka dnia 24.06.2014 12:54
Zajacanko

pewne cechy dziedziczy się po rodzicach, więc nie dziwię się, że Twoja 18-latka dobrze sobie radzi ;)
Natomiast szczerze współczuję Twojej przyjaciółce. Cholernie poruszają mnie takie historie.

Krystyno

specjalnie dla Twojego komfortu dodaję dopisek w drugim zdaniu tekstu ;)
Miło, że opowiadanie bawi, a nie smuci, bo jest takie, że "na dwoje babka wróżyła".
Zapewne masz rację w sprawie układności dziewczynek i rozbrykania chłopców, choć to się stale zmienia na niekorzyść dziewczynek, bo wszystkie media krzyczą, że nie opłaca się być grzeczną.
Wpadnij jeszcze, jeśli znajdziesz czas i ochotę, bo zawsze przyjemnie się z Tobą rozmawia.

Klaudyno

jakże miło, że miło ;)
trudno powiedzieć od czego zależy poczucie spełnienia matki, dla każdej chyba coś innego,
najczęściej mówi się, że ważne, aby dziecko było szczęśliwe, ale co, jeśli jest szczęśliwe z krzywdą dla siebie lub innych...

Dziękuję Wam za podzielenie się wrażeniami
Pozdrawiam ;)
mede_a dnia 24.06.2014 19:30 Ocena: Świetne!
Bardzo, bardzo dobry tekst. Przewrotny, gorzko prześmiewczy z przesłaniem na miarę naszych czasów. Znów Ci się, blaszko, udało. Serdeczności.
blaszka dnia 24.06.2014 19:35
Mede_o

ja to mam fuksa ;)
A najbardziej udali mi się czytelnicy!
Serdeczności dla Ciebie.
kamyczek dnia 24.06.2014 20:34 Ocena: Świetne!
Gdzie jest najlepsza czekolada? Już, już miałam powiedzieć, że w pijalni czekolady w… ale w porę ugryzłam się w język. ;) Blaszko, do prozy zawędrowałam przypadkowo, przez tytuł właśnie. I nie żałuję, bo tekst świetny - z zadziorem - bardzo dobrze mi się czytało. Brawo, blaszko.
Pozdrawiam.
blaszka dnia 24.06.2014 22:26
Kamyczku

Dopiero co mówiłam do Mede_i, że mam szczęście do czytelników ;)
Miło mi Cię tutaj gościć, więc bardzo dziękuję za wizytę i pozostawienie opinii.
Zgaduję, że jesteś smakoszką czekolady, skoro tytuł przyciągnął ;)
ajw dnia 24.06.2014 22:30 Ocena: Świetne!
'gorzko przesmiewczy' - powiedziała mede_a. Bo to chyba gorzka czekolada ;)
blaszka dnia 24.06.2014 22:35
Gorzka i miętowa w jednym. U mojej koleżanki mięta wywołuje serię kichnięć, więc lubię ją częstować i wtedy jest prześmiewczo ;)
ajw dnia 24.06.2014 22:37 Ocena: Świetne!
A mój ślubny kicha po gorzkiej. Może ich sparujemy? ;)
blaszka dnia 24.06.2014 22:39
Ludzie to mają dziwne powody do kichania. A Ty na co kichasz?
ajw dnia 24.06.2014 22:58 Ocena: Świetne!
Moja mordzia kicha, kiedy chce kielicha ;)
blaszka dnia 25.06.2014 08:46
Na zdrowie! ;)
bosski_diabel dnia 25.06.2014 08:57 Ocena: Świetne!
Mein Gott :0 ależ mi się zrobiło cosik wilgotno a zarazem jakoś tak ;) znajomo...przepięknie wrzucasz emocje, Blaszko jestem pod ogromnym wrażeniem, pozdrawiam serdecznie mówiąć ...proszę o więcej :)
blaszka dnia 25.06.2014 09:05
Och, Bosski,

mnie też się robi wilgotno po takim komentarzu ;)
Dziękuję!
Krystyna Habrat dnia 25.06.2014 11:48
Hej! Doceniam zmianę specjalnie dla mnie. Tak naprawdę lepiej. Zawsze drażniło mnie obiegowe powiedzonko, że po urodzeniu dziewczynki składa się rodzicom życzenia, a przy chłopcu - to gratulacje. No, nieważne. Ja mam dwóch synów.
Dziś czarny humor tekstu jeszcze bardziej mi się podoba. Powinni go czytać wszyscy rodzice dla poluzowania swej nieustannej troski o pociechy. Tacy (pomijam wyrodnych) zawsze się zamartwiają o swe dzieci, najpierw, żeby nic się im nie stało i co z nich wyrośnie, a potem: czy jest szczęśliwe i czy żona dla niego dobra (w znaczeniu: dbająca i miła). Żeby on był dla niej dobry, to go tak wychowaliśmy, ale czy ona? Rodzice przestaliby się zamartwiać, że nie wszystko z pedagogizacją własnych pociech się udało.
Co do dziewcząt - też zmieniam swą opinię. Oglądam ostatnio "dydaktyczne" filmiki TVN i Polsatu i włos mi się jeży, gdy słyszę wulgarny język występujących tam dziewczyn, ich styl bycia i życiową filozofię.
Miło, że lubisz że mną rozmawiać, bo ja znudzona już własnym pisaniem (błogosławiony słomiany zapał) wyżywam się w komentarzach. Dodam, ze trzeci, już miniony, odcinek "Rozmyślań... zanim spadł w niebyt, uzupełniłam o osobisty (ale nie intymny czy wstydliwy) akcent.
Pozdrawiam. KH.
blaszka dnia 25.06.2014 15:02
Krystyno
Obiegowo też mówi się, że każdy facet powinien spłodzić syna, a z drugiej strony, że prawdziwi mężczyźni wolą mieć córki. Więc która racja jest bardziej? ;)
Zdecydowanie wolę w literaturze czarny humor od tkliwej lamentacji, w życiu chyba mam odwrotnie.
Czasem obserwuję nieprzyjemne zachowania młodzieży (obojga płci) i zastanawiam się, kto im to zrobił, że są właśnie tacy, kto zmusza ich do ciągłej rywalizacji, nieustannej walki o swoją pozycję w grupie społecznej. I nie mam na myśli rywalizacji intelektualnej (choć i ta w nadmiarze jest niebezpieczna), a raczej materialną (kasa, wygląd, siła fizyczna). Wrażliwsze jednostki nie wytrzymując presji, sięgają po zbyt dostępne używki. Mnie to przeraża. Nie chciałabym uogólniać, aby kogoś nie urazić. Jednak wiele osób wstydzi się być dzisiaj sobą, bo ma poczucie niskiej wartości, wiele też musi brać leki, aby tę wartość farmakologicznie podbudować.
Mam ciocię, koło 70-ki, ma zdrowe podejście do życia (choć dotychczas nie było dla niej łatwe), nie komplikuje spraw, ciągle czuje się atrakcyjna i lubi rozrywki, nie narzeka na choroby (choć ma różne), przebywanie w jej towarzystwie to prawdziwa przyjemność i odpoczynek. Przy niej życie wydaje się takie proste. Dlaczego wśród młodszych pokoleń coraz trudniej spotkać takie osoby?
Krystyno, moje rozważania trochę się rozwinęły, aż nie wiem, czy wypada tak pod swoim tekstem, ale nie będę kasować :)
Zajrzę jeszcze do Twoich "Rozmyslań...". Pozdrawiam
Krystyna Habrat dnia 26.06.2014 15:05
Takie rozważania rodzą kolejne świetne teksty. I tak jest najlepiej. Widzisz, ilu osobom Twój tekst się spodobał. A przecież nie każdy czytelnik o tym powiadomi. Czekam więc na kolejne opowiadania. Właśnie z takiego materiału, który wywołuje w tobie tak wielkie emocje. Umiejętność pisania z humorem i ironią jest bardzo cenna.
Na marginesie mogę podsunąć kilka teorii, pasujących do poruszanej przez Ciebie tematyki:
- teoria kompensaty A.Adlera, dotycząca pokonywania kompleksu niższości;
- teoria dziobania u kur - kto kogo w jakiej kolejności w zależności od pozycji w grupie, co usprawiedliwia pęd do władzy;
- teoria mocy, gdzie jej poczucie jest związane z pozycją społeczną i emanuje określone emocje w stosunku do określonych osób też w zależności od ich pozycji społecznej.
Ale teorie teoriami, a największą korzyść przynoszą obserwacje artysty, czyli pisarza, bo przemawiają do większej liczby zainteresowanych.
Ukłony dla cioci. Taka pani, to też mój ideał.
Pa.KH.
kamyczek dnia 26.06.2014 21:55 Ocena: Świetne!
blaszka napisała:
Zgaduję, że jesteś smakoszką czekolady, skoro tytuł przyciągnął
- zgadłaś, blaszko, ale tylko gorzkiej.

Pozdrawiam.
blaszka dnia 27.06.2014 09:14
Krystyno

dziękuję za zachętę i inspirację. Wspomniane teorie są mi znane jedynie ze słyszenia, być może to dobry pomysł, by podbudowywać życiowe obserwacje wiedzą teoretyczną.
Ciocia się ucieszy, ze tu o niej wspominamy ;)
Pozdrawiam serdecznie

Kamyczku

wybór gorzkiej czekolady, a także kawy i herbaty to, moim zdaniem, kwestia pewnej dojrzałości upodobań smakowych. Podobnie z czytaniem, słuchaniem muzyki itp.
Gdy byłam nastolatką, po powrocie do domu natychmiast włączałam głośną i ciężką muzę. Myślałam sobie wtedy "Jeśli kiedykolwiek przestanie mi się ona podobać, będzie to objawem starości". I coś w tym jest. Tyle, że teraz ten objaw "starości" postrzegam pozytywnie.

Miłego dnia.
Dobra Cobra dnia 28.06.2014 16:41 Ocena: Świetne!
Dzięki blaszce portal ten, przez duże P pisany, nie umrze!


Droga,

Wysmażyłaś opowieść - ideał, gdzie wątki duchowe mijają się z codziennym zmaganiem.

Opo przeczytalem juz kilka dni temu nazad, lecz zaniemówiłem porażony genialnością historii. Dopiero co odzyskuję siły, w drżące ręce biorę tableta i piszę.

Jakaż dramatyczna historia życia, jakież przewrotne wybory! Cmokam z ukontentowaniem co akapit a nawet częściej!

Pościerane sutki rulez!

I jeszcze sto innych rzeczy, ale czuję, że znów idzie omdlenie...


Brawo! Brawo! Brawo! Veni. Vidi. Vici! I inne patriotyczne zawołania.


Ukłony. Jeszcze tu wrócę!


Dobra Cobra

Ps- Czy nalepszą czekoladą jest ta z miętą? Na gorąco?
Quentin dnia 29.06.2014 13:09 Ocena: Bardzo dobre
Wędrówki ludzi

Chyba każdy człowiek musi przejść przez jakieś piekło czy piekiełko. Nie muszą to być wcale dragi, choć nie da się ukryć, że tu problem nie jest marginalny bynajmniej.

Mocno ironiczny ton, ale też mocno dosadny. Wewnętrzne matczyne rozterki przypominają mi trochę bezstresowe wychowanie. Takie bardzo liberalne podejście poważnie może nadwerężyć relacje między ludźmi, nie tylko między najbliższymi.

Dla mnie ów tekst to trochę abstrakcja, jako że stoję chyba po drugiej stronie niż narrator. Trudno mi jeszcze "zrozumieć" takie sprawy jak ojcostwo i troska o dziecko, więc po opowiadaniu poruszam się raczej intuicyjnie, co nie znaczy, że nie trafia do mnie. Przyjdzie pewnie taki czas, że trafi ze zdwojoną siłą ;)

Dobra lektura w dobrym tonie, jaki bardzo lubię.

Pozdrowienia
Dobra Cobra dnia 29.06.2014 13:42 Ocena: Świetne!
Cytat:
Wewnętrzne matczyne rozterki przypominają mi trochę bezstresowe wychowanie. Takie bardzo liberalne podejście poważnie może nadwerężyć relacje między ludźmi, nie tylko między najbliższymi.


zgadzam sie w stu proc z Przedmówcą. Bezstresowe wychowanie to ostatnio plaga. A na dodatek szkodzi samym dzieciom :(
blaszka dnia 29.06.2014 19:15
DoCo,

a ja zaniemówiłam po twoim komentarzu. I kto teraz Ci odpowie?

PS. A byłeś w Niebie, piłeś czekoladę?

Quentinie

refleksyjnie podszedłeś do tekstu. Przyznam, że nie chciałam narzucać interpretacji.
Z pewnością bezkrytyczne uleganie chęciom dziecka przynosi negatywne skutki, podobnie, jak ślepe słuchanie wytycznych prezentowanych przez wszelkie poradniki wychowania.
Niegdyś dzieci wyrastały w wielopokoleniowych i wielodzietnych rodzinach, miały więc skąd czerpać wzorce zachowań i autorytety. Dzisiaj wszechobecne poradnictwo może zrobić więcej szkody niż pożytku, bo rodzic zatraca zdrowy rozsądek i intuicję. O tym jest ten tekst i jeszcze o wielu innych sprawach. A dla Ciebie, może służyć ku przestrodze ;)

Dziękuję za komentarze i pozdrawiam ;)
Dobra Cobra dnia 29.06.2014 19:20 Ocena: Świetne!
Jeno echo ( może) mi odpowie... A może nie odpowie.

One Hand DoCo
blaszka dnia 29.06.2014 19:22
Podniosłeś się już po omdleniu?
Dobra Cobra dnia 29.06.2014 19:23 Ocena: Świetne!
Ja?
blaszka dnia 29.06.2014 19:24
Cytat:
ale czuję, że znów idzie omdlenie...
Dobra Cobra dnia 29.06.2014 19:28 Ocena: Świetne!
Acha. To widac, że omdlałem, jak nie pamietam
blaszka dnia 29.06.2014 19:34
To dobrze, że ktoś Cię ocuciła. Szkoda by było takiego autora ;)
Dobra Cobra dnia 29.06.2014 19:40 Ocena: Świetne!
Biezesz mnie pod włos. Autor czasem musi upaść, by później powstać ze zdwojoną siłą Korega Tabs!!!
blaszka dnia 29.06.2014 19:43
Na to liczymy!
My. Twoi czytelnicy.
Czuwaj, druhu Cobruchu!
Dobra Cobra dnia 29.06.2014 19:44 Ocena: Świetne!
Liczcie, liczcie, kurde.

Nic druha Cobruha nie wyruha :) - ot, rymowanka
blaszka dnia 29.06.2014 19:46
Rymowanki, to w dziale "Poezja" się umieszcza.
Dobra Cobra dnia 29.06.2014 19:52 Ocena: Świetne!
Ta jest! TAK Trzeba odpowiadać potluczonym autorom, a na dódatek żyjącym. Albowiem nie ma nic gorszego, niż żyjący autor.
blaszka dnia 29.06.2014 21:42
Namawiasz mnie do samobójstwa?
Pan z Wysokiego Domu dnia 06.07.2014 21:08
Iiiii tam: Sztampa pokolorowana na życiowo :)
W tekście bardzo razi dosłowność, co czyni z niego groteskę, co najmniej słabą, jeśli w ogóle.
Chcesz się wyżalić, rozumiem, ale nie oczekuj, że nad zapisem powszedności i to nieswojej, ktoś się pochyli i współczuje. A jakoś tak pobrzmiewa, że tego oczekujesz. (tu masz zaprzeczyć)
To dobry pomysł? Wystrzelasz takie 3,4 teksty wycięte z codzienności i co? Koniec, bo ci z większą wyobraźnią, wystrzelą lepsze epatacje, przy których twoja, prawdziwa będzie słabością. Nie piszę tego w złości, jeno z dobrze ukrytej symapatii i jeszcze lepiej ukrytego doświadczenia:)
blaszka dnia 07.07.2014 15:25
Witaj Panie z Wysokiego Domu

mówisz, że zbyt dosłownie?
A przecież trochę poodwracałam dobro i zło.
Nie zamierzałam łapać czytelnika na tanie chwyty i chyba nikt tu specjalnie łez nie lał,
sadząc po komentarzach, to raczej uśmiech plus odrobina refleksji.
Bardzo zabawnie też nie jest. Tak pół na pół. O to mi chodziło.
No, ale co? Jak powinno być? Sama abstrakcja nie z życia wzięta?

Eeeee tam, nie ukrywaj sympatii.
Dziękuję, że Pan zstąpił do mnie ;)
palenieszkodzi dnia 07.07.2014 15:47
Do blaszki Nie komentowałam do tej pory tekstu o czekoladzie, gdyż widziałam jedynie zwyczajowe już ochy i achy i to w wielkich ilościach, a moje zdanie było niestety inne. Teraz jednak, widząc post kolegi z wieżowca, muszę przyznać, że wyczytał go prosto z moich myśli. Słaby tekst, napisany na kanwie gazetowego newsa. Ale nie martw się blaszko, nie Ty jedna, podobnie było z mike17 i jego "Waldkiem". Wiem, że po tych wszystkich pochlebstwach komentarz odbierzesz ze zrozumieniem i pogodą ducha, bo taka właśnie jesteś, za co Cię tu wszyscy cenią :).
Dodam jeszcze, zę słabość widzę w samym tekście, natomiast warsztat według mnie jak najbardziej poprawny.
Pan z Wysokiego Domu dnia 07.07.2014 18:55
"Jak powinno być" - gdyby to było takie proste. Sama musisz odpowiedzieć - ja nie wiem.
A nie jednak wiem - inaczej :)
Może zmiana osoby pomogłaby, ale to gdybanie, które już nic tekstowi nie pomoże. Co do warsztatu-palenie szkodzi.
blaszka dnia 07.07.2014 20:14
Hej

palenieszkodzi niepotrzebnie się wstrzymywałaś, to jeszcze bardziej szkodzi ;)
Całkiem przyjemnie mi stać w parze z mike 17.
Taka prawda, że poruszanie niektórych tematów w literaturze jest ryzykowne ze względu łatwość popadnięcia w kicz. Może trzeba walić z grubej rury typu "Gady" itp. albo nie ruszać.
Próbowałam ująć temat groteskowo. Wg Ciebie i Pana nie wyszło. Przyjmuję krytykę z pokorą i podziękowaniem.
Czyżbyś robiła ankietę nt. mojej popularności na PP ;)

Panie z Wysokiego Domu

Inaczej, inaczej - najłatwiej powiedzieć. A ja liczyłam na to ukryte doświadczenie;)
Pociesza mnie myśl, że tekstowi już nic nie zaszkodzi. Jest jaki jest. Nie płaczę dlań.

Pozdrawiam zgruzgotana, porharatana. Idę leczyć rany ;)
palenieszkodzi dnia 07.07.2014 20:20
blaszka napisała:
Idę leczyć rany ;)

Masz COŚ, blaszko ?:p
blaszka dnia 07.07.2014 20:23
Mam, wpadniesz?
palenieszkodzi dnia 07.07.2014 20:25
Blaszko, dwa razy nie dam sobie powtarzać, tylko nie wiem, z jakiego miasta płynie zaproszonko?:)
blaszka dnia 07.07.2014 20:31
W profilu mam Wrocław i nie skłamałam ;) Chłodzę.
palenieszkodzi dnia 07.07.2014 20:35
:-)
Ten Wrocław w profilu napisany został atramentem sympatycznym;p. Trudno, bo daleko, ja ma już schłodzoną (tak, to ona;p) :-)
A co do tekstu, dalej komentarz jak wyżej :)
blaszka dnia 07.07.2014 22:01
A ja mam ono. No to wirtualnie!
(Kiedyś miałam Wrocław w profilu, i teraz też mam)
Pan z Wysokiego Domu dnia 07.07.2014 22:27
Doświadczenia są lepiej ukryte tuż przy najmniej, niż cudownia i wspanialla
Inaczej łatwo? To prubój :)
blaszka dnia 07.07.2014 22:49
Pisownia jakby znajoma.
Jaga dnia 11.08.2014 22:31 Ocena: Świetne!
Świetny tekst, ironiczny, z humorem, a przy tym naprawdę głęboki. Zaskakujące zakończenie!
Gratuluję!
Pozdrawiam
Jaga
blaszka dnia 12.08.2014 12:21
Dziękuję!
amsa dnia 12.08.2014 13:01
Blaszko - dobrze, że zauważyłam Twoje "Dziękuję" w okienku komentarzy, bo, o zgrozo, przegapiłabym na jeszcze jakiś bliżej nieokreślony czas to opowiadanie. Jestem zachwycona. Jak zawsze u Ciebie - wspaniałe poczucie humoru, świetna obserwacja rzeczywistości, doskonała relacja niemożności/możliwości w relacjach rodzic-dziecko. Faktem jest, że okres wycieraczkowy jest tym, co zalecają, jako skuteczny środek przymusu w celach nakłonienia latorośli do podjęcia działań przez dziecko - albo się stoczy, albo skruszone podejmie leczenie - przez ośrodki Powrót z U. Czasem się to udaje, nawet chyba częściej, niż nie udaje. Goguś i jego natręctwo, oraz skuteczność metody jest również spotykane. Chociaż znam przypadki, kiedy rodzina wyrzekła się dziecka, kiedy okazało się, że ów goguś przyczyniając się do wyrwania z sideł narkotyków spowodował również przeżycie duchowe, nieco inne, niż wynikające z tradycji rodzinnej, bo: "Lepiej byłoby żeby zgnił i umarł od narkotyków, niż oderwał się od jedynego słusznego kościoła", jeśli przypadkiem wyrodne nawróciło się i przystąpiło do protestantów.
Mam nadzieję, że czekolada w Niebie jest dietetycznie odtłuszczona i nie powoduje efektu jojo. Co prawda nie powinno to mieć jakiegoś znaczenie, skoro tam ciało jest jakby bardziej bezcielesne, niż cielesne.

Pozdrawiam

B)
blaszka dnia 12.08.2014 23:36
Amso - jaką Ty jesteś mądrą i życiową osobą. Piszę to z całym szacunkiem i podziwem dla celności Twojej wypowiedzi.
Dziękuję również za docenienie mojego dzieła.
Pozdrawiam cieplutko ;)
Dobra Cobra dnia 25.12.2014 20:25 Ocena: Świetne!
Przewrotne! Zdecydowanie warte drugiego i trzeciego przeczytania!

Brawo!


DoCo
blaszka dnia 29.12.2014 00:15
To bardzo miłe, że wracasz. Dziękuję;)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Hubert Z
11/11/2019 23:36
Przyznaję, że i mi odebrało mowę. Piękny wiersz, każdy wers… »
kamyczek
11/11/2019 22:09
- witaj, Marukjo, sprawiłaś mi wielką radość swoją… »
Nuria
11/11/2019 22:09
Zaniemówiłam z wrażenia. JEST WIERSZ! Dziękuję i… »
marzenna
11/11/2019 18:27
Greg Zimno, chłodno i leje deszcz. Ale jest pierzyna, ciepły… »
marzenna
11/11/2019 18:22
Same obiecanki, macanki i mała tragedia w tym prostym… »
marzenna
11/11/2019 18:16
Blue Jedna zima, zmieniała całe życie. Kamień, chłód, lód,… »
marzenna
11/11/2019 17:58
:) oddech uniesienia pocałunkiem musnął w… »
marzenna
11/11/2019 16:50
https://www.youtube.com/watch?v=9iarpXiuEl8 Kobra chyba cię… »
Marek Bogacz
11/11/2019 16:21
:) Merci :) »
Marek Adam Grabowski
11/11/2019 14:41
Klimatyczne i pełne empatii. Jako król dyslektyków raczej… »
Wiktor Mazurkiewicz
11/11/2019 13:18
wiosenka Z tym ją / jej. to ja nadal tkwię w wyczuciu.… »
Kobra
11/11/2019 13:16
Dużo powtórzeń. »
marzenna
11/11/2019 12:37
https://www.facebook.com/watch/?v=213705465311183 :) »
AntoniGrycuk
11/11/2019 10:04
Bardzo dobre! Świetne! Jak to niewiele trzeba, aby przejść… »
Kobra
11/11/2019 09:51
Smakowicie się czytało. Trochę tak zawikłane jak w tekstach… »
ShoutBox
  • mike17
  • 10/11/2019 17:42
  • Jeszcze 5 dni pozostało, by nadesłać swoją pracę na MUZO WENY 8, konkurs dla prozaików. Sprężcie się i ślijcie swoje utwory : [link]
  • Kazjuno
  • 09/11/2019 13:56
  • Przepraszam, Dobra Kobro za długie teksty... Kto wie? Może się kiedyś uda napisać krótki?
  • Dobra Cobra
  • 09/11/2019 13:19
  • Kazjunio, to Internet - każdy czyta co chce i komentuje, jak mu się chce. Nie wymuszaj komentów. Długie formy słabo się sprzedają w tym medium. Pisz dla wlasnej satysfakcji, a nie poklasku. Bez urazy.
  • Kazjuno
  • 09/11/2019 10:06
  • Dzięki Antosiu. Już od dawna wiem, że jesteś poczciwcem o gołębim serduszku.
  • AntoniGrycuk
  • 09/11/2019 09:33
  • Dobra, Kazjuno, jestem czuły na płacz, więc wieczorem postaram się przeczytac ;)
  • Kazjuno
  • 09/11/2019 08:38
  • Chlip, chlip... jest mi przykro. Poza odważną Al-Szamanką, reszta Koleżanek i Kolegów, olała komentowanie Gry cz. 12. Czyżbym na PORTALU wywołał zgorszenie?...
  • Dobra Cobra
  • 08/11/2019 18:02
  • Star Wars kontra Marvel kontra DC na przestrzeni lat: [link]
  • mike17
  • 08/11/2019 12:22
  • Jeszcze mamy tydzień na nadsyłanie prac do MUZO WEN 8, konkursu dla prozaików. Serdecznie zapraszam do udziału : [link]
Ostatnio widziani
Gości online:17
Najnowszy:otywylyhe
Wspierają nas