Basowiszcza zajebiszcza! - reportaż z 25 edycji Festiwalu Młodej Białorusi - EdwardH
Publicystyka » Reportaże » Basowiszcza zajebiszcza! - reportaż z 25 edycji Festiwalu Młodej Białorusi
A A A

   19 lipca startuje jubileuszowa już edycja kultowego festiwalu Basowiszcza. Niestety, choć na 25-lecie wszyscy spodziewają się fajerwerków, okazało się, że po raz kolejny organizatorzy mają problem z dofinansowaniem. Z tych przyczyn nie odbyło się wcześniej Before Basowiszcza, czyli konkurs młodych kapel. Również pole namiotowe miało być z okazji jubileuszu bezpłatne, jednak wyszło inaczej. Nie będzie też pryszniców. Na szczęście wielu dobrych ludzi postanowiło wesprzeć festiwal finansowo i uzbierano 5000 zł. Ja również chciałem jakoś pomóc, więc dzień wcześniej wyruszyłem z Białegostoku wyjątkowo niezatłoczonym i klimatyzowanym autobusem do Gródka (Haradka). Po godzinie jazdy, udałem się na polanę Boryk, która następnego dnia miała wypełnić się ludźmi.

   Basowiszcza to festiwal jedyny w swoim rodzaju. Nie ma takiej drugiej białoruskiej imprezy, czy to w Polsce, czy na Białorusi. Na Białorusi w ogóle nikt by nie pozwolił zorganizować takiego festiwalu, a większość występujących tu zespołów ma zakaz grania w kraju Łukaszenki. Są na tak zwanej „czarnej liście”. Między innymi temu, że śpiewają po białorusku.

   Ostatnimi czasy Basowiszcza zmagają się z różnymi problemami i kilka razy chodziły plotki, że w tym, czy w innym roku Basów nie będzie. Dwudzieste piąte Basowiszcza po prostu musiały się odbyć i byliśmy szczęśliwi, że mogliśmy pomóc przy ich organizacji. Oprócz naszej grupki wolontariuszy, było także dwóch Białorusinów z Mińska i Grodna, którzy po prostu przyjechali wcześniej i z chęcią pomogli nam ogrodzić cały teren barierkami. Po kilku godzinach pracy, mogliśmy wieczorem schłodzić ciała nad zalewem. Później do świtu piliśmy haradkowy samogon i poszliśmy spać z myślą o jutrzejszej zabawie.

   Z samego rana trzeba było wyczołgać się z namiotów, ponieważ słońce smoliło niemiłosiernie. Szykował się upalny dzień, lecz to nie psuło nam nastrojów. Jedni czekali na koncert IQ48, inni na Biaz Nazvy,czy na Troicę. Dla niektórych zaś było obojętne, co będzie grało, byle grało i była dobra zabawa.

   Pole namiotowe powoli zaczęło się zapełniać i zaczynało być głośno od polskiej i pięknej białoruskiej mowy. Niektórzy ludzie przyjechali pierwszy raz, ale sporo było również stałych bywalców, których pamiętam z poprzednich lat. Nie brakło też weteranów, którzy na polanę Boryk, mimo problemów z wizami, przyjeżdżają tu od kilkunastu lat, lub nawet od pierwszych Basowiszczy, które odbyły się w 1990 roku.

   Być może temu, że Basowiszcza są zdecydowanie mniejszym festiwalem niż Woodstock, na polu namiotowym panuje zupełnie inna atmosfera. Na Woodstocku bardzo często nie znasz w ogóle osób sąsiadujących z tobą, a tutaj każdy chodzi od namiotu do namiotu, żeby się zapoznać i pod koniec dnia wystarczy, że rzucisz kamieniem, a trafisz w jakiegoś znajomego. Co roku wracam z Basów z nowymi znajomościami. Z większością cały czas utrzymuję kontakt, a niektórzy z nich stali się moimi dobrymi przyjaciółmi.

   Jest dopiero popołudniu, a festiwal zacznie się o 18. Mając opaskę dla „vipów” poszedłem oglądać zespoły podczas prób. Jutrzejszą atrakcją miał być koncert ABBA Orkiestra, w którym bierze udział dwadzieściapięcioro dzieci z Białegostoku. Projekt jest realizowany przez Stowarzyszenie ABBA zrzeszające dzieci i młodzież z białoruskich szkół w Białymstoku. Początkowo myślałem, że to nie będzie nic ciekawego, ale kiedy usłyszałem ich podczas próby... już wiedziałem, że dzieciaki dadzą czadu! Warto również powiedzieć, że orkiestra pracuje pod kierownictwem legendy białoruskiego rocka – Lavona Volskiego.

   Pierwsze Basowiszcza nie odbywały się na dzisiejszej scenie, ale pod wiatą. Dziś pod tą wiatą mogliśmy obejrzeć wystawę plakatów ze wszystkich dwudziestu pięciu edycji Basów. Plakaty były z prywatnej kolekcji Stanisława Iwaniuka.

Udałem się na pole namiotowe, gdzie udzieliłem wywiadu dla telewizji Bielsat. Później piliśmy niestety już nagrzane od słońca piwo i czekaliśmy...

   W tym roku zmienił się prowadzący i kiedy zaczął się festiwal, na scenie zamiast Aliaksandra Pamidoraua pojawił się Zmicier „Vinsent” Papko, raper, który w 2013 roku zagrał główną rolę w świetnym filmie „Żywie Bielaruś!”. Przyzwyczaiłem się do Pamidoraua, który choć często gadał głupoty, to był bardzo zabawny, ale Vinsent dał radę i dobrze wczuł się w rolę prowadzącego.

   Wkrótce na scenę wszedł zespół Tlushch, a zaraz po nim Biaz Nazvy, i to w nowym składzie. Rok temu zmienili perkusistę, a teraz pojawił się nowy gitarzysta i basista. Zdziwiło mnie to, gdyż od lat :B:N: grali w tym samym składzie, a teraz został tylko wokalista i gitarzysta – Aleś Lutycz. Widać było, że jeszcze nie do końca się zgrali, czasem któryś z nich za bardzo przyspieszał, lecz i tak byli świetni. Młodzi pogowali, starsi siedzieli lub stali, dzieci tańczyli. W powietrzu czuć było wolność. Na Białorusi nie mógłbym pójść na koncert mojego ulubionego zespołu i machać przy tym biało-czerwono-białą flagą. A za okrzyk „Żywie Bielaruś” zostałbym zatrzymany jako faszysta.

   Polana Boryk wypełniła się ludźmi, energią, wolnością i białoruskim rockiem. A to był dopiero początek. Po Biaz Nazvy na scenę wszedł zespół IQ48, częstując nas energicznym rap-corem. Później było rockowo i folkowo w jednym, dzięki kapeli Litvintroll. Resztę wieczoru umilili ludziom 5SET5, Relikt i Znich. Przyznam się bez bicia, że na wszystkich koncertach nie byłem. Jak zwykle sporo się działo również na polu namiotowym i wszędzie nie można było być. Po wszystkich koncertach, które skończyły się po godzinie drugiej, można było się dalej bawić do rana pod wiatą przy muzyce elektronicznej, serwowanej przez Hal+Argon. Ja o tej porze już spałem snem sprawiedliwego.

   Godzina 9 rano. Znów trzeba było wyczołgiwać się z namiotu, żeby się nie ugotować jak kurczak w garnku z rosołem. Rozejrzałem się w około zdesperowanym wzrokiem. Nigdzie ani centymetra cienia. Zupełnie jakby cztery słońca świeciły ze wszystkich stron naraz. Po jakimś czasie byłem na tyle wściekły, że prawie zacząłem rzucać butelkami w słońce. Lecz zaraz w głowie pojawiła się genialna dumka: zalew! Choć z pola namiotowego nad wodę idzie się coś około pół godziny, zdecydowanie warto było. Tam przeczekaliśmy najgorsze upały. Tak w ogóle, to będąc w Gródku i chcąc zjeść coś konkretnego, warto udać się do „Hadesu”. Postawili oni na jakość i niskie ceny. Za osiem złotych można zjeść tam pizzę, która w Białymstoku kosztowałaby szesnaście, a może nawet byłaby gorsza w smaku. Na dodatek w „Hadesie” obsługa składa się z sympatycznych dziewczyn.

   Na polanę Boryk zdążyliśmy akurat na czas, bowiem o 16 zaczynało się kino z serii „Filmowe Podlasie Atakuje”. Prezentowano nam niezależne, krótkometrażowe filmy robione przez podlaskich twórców. Niektóre były świetne i ciekawe, a niektóre dziwne i nie bardzo dla mnie zrozumiałe. Niestety nie miałem przy sobie notesu by zapisać tytuły i autorów, a zapamiętać nie zapamiętałem. Na pewno ten, który najbardziej mi się spodobał nosił tytuł „Franek”.  

   Szkoda, że kino odbyło się w budynku, zamiast pod wiatą jak dwa lata temu. Pomieszczenie było małe i niektórzy musieli zrezygnować z oglądania filmów, gdyż po prostu nie było dla nich miejsca. W wiacie nie dość, że wszyscy by się pomieścili, to jeszcze można by było wtedy przyciągnąć więcej widzów, zaciekawionych cóż tam się dzieje.

   O 17.30 zaczęły się koncerty. Zaczęto od dwóch młodych kapel: Nizkiz i Avias. Później była Troitsa, na którą wielu czekało. Mi jednak ich muzyka nie bardzo przypadła do gustu i już zaczynałem porządnie się nudzić, gdy na scenę weszła ABBA Orkiestra. Dzieciakom akompaniował zespół Rima z Gródka, i to akompaniował nieźle. Z dziećmi śpiewał wspomniany już legendarny Lavon Volski z legendarnej grupy N.R.M, Aliaksandr Pamidorau z Pomidor/Off, Ihar Varaszkievicz z Kramy, Jerzy Osiennik, oraz mój znajomy, Krzysztof Sieśkiewicz z kultowego, lecz dawno już nie istniejącego, podlaskiego zespołu Kardon. Krzysiek jest również założycielem fajnego fanpage’a na facebooku „Razmaulaj Pa Prostu”.

   Orkiestra zagrała same hity! Dzięki niej mogliśmy się pobawić przy takich piosenkach jak „Try czarapachi”, „Słuckaja brama”, „Radyjacja”, „Szyzafrenija”, „Nie być skotam”, „Piesni pra kachanie” i wielu innych. Sporo z nich wykonali nawet lepiej od oryginału. Muszę przyznać, że trochę się wzruszyłem. Bo dzieci są przyszłością narodu, a te dzieciaki były po prostu wystrzałowe. Póki będą takie dzieci, będzie żyć Białoruś.

   Później na scenę wszedł zespół R.U.T.A., racząc ludzi dobrym rockowym folkiem, a ja poszedłem odpocząć i uzupełnić płyny. Na polu namiotowym oprócz Białorusinów z Republiki Białoruś, białoruskich i polskich podlasiaków, było też trochę Polaków z Korony. Mój kolega, Krzysiek z Pomorza, kiedyś nie miał zielonego pojęcia o Białorusi, lecz co rok przyjeżdża tutaj, w tym roku nawet jako wolontariusz. Cały czas coś go na Basach zaskakuje i dowiaduje się coraz to nowszych rzeczy o Białorusi, Białorusinach i naszej kulturze. Niestety, na Basowiszcza przyjechali również Polacy, którzy chyba pomylili Basy z jakimś nacjonalistycznym festiwalem. No bo ja nie rozumiem. Przyjechali na białoruski festiwal po to, żeby po pijaku obrażać Białorusinów? Nawet do moich polskich znajomych się przyczepiali i kazali „wypier**** do swojej Rosji”. Oprócz tego, nawet nie byli na żadnym koncercie, tylko chlali ciągle na polu namiotowym. Że też chciało im się tutaj jechać taki kawał drogi... Takich gości nam na Basach nie trzeba.

   Po odpoczynku, raz dwa pod scenę, na której pojawił się legendarny blues-rockowy zespół Krama, grający już od ponad dwudziestu lat. Krama grała również na pierwszych edycjach Basowiszczy i choć dziś nie grali jako ostatni, zdecydowanie byli gwiazdą wieczoru. Było energicznie i rock’n rollowo. Jako że Krama cieszy się dużą popularnością wśród motocyklistów, ci zamiast klaskać, powarczeli swoimi maszynami.

   Po koncercie, przez jakiś kwadrans toczyłem wewnętrzną, bardzo ciężką walkę. Strasznie chciałem iść na koncert kapeli Haydamaky, lecz zmęczenie mnie dorwało przeogromne. Położyłem się w namiocie na pięć minut, mając nadzieję, że to wystarczy. Nie wystarczyło. Oczywiście mogłem pójść tak tylko posiedzieć przy scenie, lecz muzyka jaką grali Haydamaky to muzyka, przy której po prostu nie da się stać, czy siedzieć. A na tańce połamańce niestety nie miałem już sił. Co chwilę ci mołojcy mnie budzili, lecz ja nie byłem zły, bo budziła mnie dobra muzyka. Znajomi później mi mówili, że było dosłownie KOZACKO.

   Festiwal zamknął zespół TT-34, ale jego już niestety nie słyszałem. Za to przez sen słyszałem Warsaw Balkan Madness. Tak jak i wczoraj, po wszystkich koncertach, w wiacie odbyła się dyskoteka do białego rana. Warsaw Balkan Madness zapuścili połączenie muzyki elektronicznej i folku. O godzinie czwartej rano, zastanawiałem się przez chwilę, czy nie wpaść tam i trochę nie potańcować. Żałuję, że tego nie zrobiłem.

   Chyba postawiłem namiot w złym miejscu, gdyż trzeci dzień z rzędu musiałem się ewakuować o godzinie 9. Niestety, po wyjściu z namiotu okazało się, że na zewnątrz i tak nie ma cienia.

   Bardziej niż promienie słoneczne raniące oczy, zabolał mnie fakt, że Basowiszcza już się skończyły. No, może nie do końca. Niektórzy wciąż jeszcze pili, inni dopiero się kładli spać, a część osób opuściła pole namiotowe bądź zbierała się, by zdążyć na autobus o 10. Ja i moja ekipa pojechaliśmy dopiero po godzinie 16. Częściowo dlatego, że było nam bardzo leniwo i nie mogliśmy się zebrać, a częściowo dlatego, że żal nam było opuszczać to miejsce.

   Opuszczając Haradok i jadąc autobusem do Białegostoku byłem pewien, że przez kilka następnych dni będziemy wspominać Basowiszcza, a po tygodniu już nie będziemy mogli doczekać się następnej edycji. To niesamowite, że przez te kilka dni, naprawdę byliśmy w wolnej Białorusi!

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
EdwardH · dnia 29.07.2014 16:20 · Czytań: 6508 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 1
Komentarze
amsa dnia 29.07.2014 19:05
Edwardzie H. - przeczytałam z przyjemnością. Wydaje mi się, że o tej imprezie słyszałam, ale całkiem możliwe, że pomyliło mi się z zupełnie czymś innym. Jednak powiem Ci, że zachęciłeś mnie do tego, żebym zachęciła dziecko, które jako zwierz festiwalowy i słuchający również muzyki rosyjskiej, być może zechce wybrać się na polanę Boryk. Fajnie wszystko opisałeś, czytałam z zaciekawieniem i niemal poczułam gorące promienie słońca i słyszałam muzykę. Bardzo mnie ująłeś fragmentem o dzieciakach:).

Pozdrawiam

B)

Poniżej uwagi, przypominam, że godziny powinny być zapisane słownie, więc nie będę ich wypunktowywać, jeśli jednak miałeś zamiar pisać np. 9.00 - coś tam.. potem następny akapit z godziną 17.30 - coś tam, to ok, ale to usystematyzuj, bo teraz raz piszesz cyframi, raz słownie.

Cytat:
Pole na­mio­to­we po­wo­li za­czę­ło się za­peł­niać i za­czy­na­ło

Cytat:
Jest do­pie­ro po­po­łu­dniu,
- po południu
Cytat:
w któ­rym bie­rze udział dwa­dzie­ścia­pię­cio­ro
- dwa­dzie­ścia­ pię­cio­ro - nie wiem czy nie powinno być dwadzieścia pięć dzieci
Cytat:
Mło­dzi po­go­wa­li, star­si sie­dzie­li lub stali, dzie­ci tań­czy­li.
- tańczyły.
Cytat:
Choć z pola na­mio­to­we­go nad wodę idzie się coś około pół go­dzi­ny, zde­cy­do­wa­nie warto było.
- było zdecydowanie warto.
Cytat:
W wia­cie nie dość, że wszy­scy by się po­mie­ści­li, to jesz­cze można by było wtedy przy­cią­gnąć wię­cej wi­dzów, za­cie­ka­wio­nych cóż tam się dzie­je.

Cytat:
Z dzieć­mi śpie­wał wspo­mnia­ny już le­gen­dar­ny Lavon Vol­ski z le­gen­dar­nej grupy
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
bruliben
18/09/2019 01:44
Nie jestem w stu procentach pewny, ale ten drobny utwór… »
bruliben
18/09/2019 01:38
Prosto i wymownie. Zabawne te wygibasy. Gdybym był wędkarzem… »
bruliben
18/09/2019 01:33
Ładne, uczuciowe zakończenie. Mężczyźni miewają podobne… »
bruliben
18/09/2019 01:19
Myślę, że grunt to mieć ten swój styl, na wspak różnym… »
SzalonaJulka
18/09/2019 00:07
andro, w sensie, że po co? »
mike17
17/09/2019 22:53
Wiersz ma swój urok - jest bardzo dynamiczny - nie sposób… »
bruliben
17/09/2019 20:55
Doceniam twoją wizytę Kazjuno. Będzie dalszy ciąg, stąd… »
Kazjuno
17/09/2019 20:40
Dzięki serdeczne Brulibenie za komentarz. Jestem… »
Kazjuno
17/09/2019 20:30
Całkiem ciekawa impresja, zawierająca trącenie mojego konika… »
wiosna
17/09/2019 19:20
Witaj po urlopie al-szamanko:) Brakowało Ciebie:) Dziękuję… »
mike17
17/09/2019 19:16
Początek zapowiadał się bardzo obiecująco, ale... Ale… »
bruliben
17/09/2019 18:43
Tak mi się widzi, że utwór trochę przyciężki jak na wiersz.… »
wodniczka
17/09/2019 18:34
Dziękuję wiosna za odwiedziny! Pozdrowienia przesyłam… »
bruliben
17/09/2019 18:24
Fakt, są takie odcienie szarości co wybitnie uciszają. Są… »
bruliben
17/09/2019 18:20
Poezja potrafi pomóc w miłości, w przełamaniu oporu i… »
ShoutBox
  • Kazjuno
  • 17/09/2019 14:16
  • Znowu przesadzasz. Jesteś wrażliwym facetem, na dodatek z intuicją muzyka, więc czułym na fałszywe nuty. Także te cecha ułatwia Ci trafne komentarze. Więc jak znajdziesz czas(?)...
  • AntoniGrycuk
  • 17/09/2019 11:55
  • Powiem tak: technicznie mam coś do powiedzenia i choć nie jest to idealne, to potrafi być pomocne, natomiast mój gust znacznie odbiega od przeciętnej i to, co mi się podoba, nie zawsze jest dobre.
  • Kazjuno
  • 17/09/2019 11:49
  • Przesadzasz Antosiu! Bardzo cenię Twoje komentarze i byłbym rad przeczytać twoje wnikliwe uwagi. Zawsze były celne. Jak znajdziesz czas to zapraszam...
  • AntoniGrycuk
  • 17/09/2019 11:38
  • Kazjuno, ja chętnie skomentowałbym Twój tekst, ale ostatnio mam urwanie głowy i jedynie czasem króciutkie komentuje. Choć z drugiej strony, co jest wart mój komentarz?
  • Dobra Cobra
  • 17/09/2019 08:09
  • Sztuka kreskówkowa jest uważana za gorszą ze sztuk pięknych. :( A tak można w kinie podziwiać i piękną Scarlett i małego Hitlerka. Jak żywych. Choć ten synek ma nadzwyczaj mądry wyraz twarzy.
  • bruliben
  • 16/09/2019 22:11
  • A może przemeblowanie na kreskówkę by pomogło. Takie elementy jak w Masce z Jimim Carreyem?
  • Dobra Cobra
  • 16/09/2019 21:01
  • Bo w.Disenyu wszystko musi być prawilne i bardzo uładzone, a tu niepokorny reżyser, niepokorny temat ... i na dodatek nasza wszechobecna martyrologia, z której nie wolno żartować, tylko na poważnie
  • Dobra Cobra
  • 16/09/2019 20:58
  • U nas jakoś nie widzę tego filmu w oficjalnej dystrybucji. Choć kto wie, bo jak donosi Hollywood Reporter to jest Fox, a więc koncern Disney, ale pewnie będą się bać puścić to w Polsce .
  • bruliben
  • 16/09/2019 15:58
  • Guardian / dosyć kontrowersyjny temat (Hitlerek jako wymarzony przyjaciel). No ale nie od dziś H. pełnił rolę idola. Poprzez komedię można dotrzeć do większej liczby ludzi z przekazem...
Ostatnio widziani
Gości online:22
Najnowszy:Rohense4
Wspierają nas