Opowieści zza mgieł (I) - Wasinka
Proza » Inne » Opowieści zza mgieł (I)
A A A
Od autora: Długo tarmosiła się we mnie ta tematyka. Nie wiem, czy jestem gotowa, czy sprostam, ale tak czy owak - opowieść powstaje.
Być może dojrzeje, być może powinnam poczekać, ale jeśli nic nie zrobię, stchórzę i świat moich Pradziadków i Dziadków schowa się za mgłą.
Proszę o szczerą opinię, czy warto kontynuować. Czy ktokolwiek będzie chciał czytać.
Dziękuję.

 

 

Opowieści zza mgieł

Rozdział I

 

Marysia

 

           

             Kazimiera i Mieczysław weszli boczną bramą, by szybciej znaleźć się w ustronniejszej części cmentarza. Uśpione jeszcze mgły kładły się miękko na mogiłach, jakby chroniły zmarłych przed tym, co mogą przynieść żyjący. Jedynie gałęzie wierzb i rzeźbione głowy, stojąc na straży, wysuwały się z białych ramion.

            Małżonkowie przystanęli przy jednym z grobów. Mieczysław, jak zawsze, przebiegł wzrokiem po wyrytych literach, zatrzymując się na imieniu matki.

            – Miała niełatwe życie. – Kazimiera pogłaskała męża po ramieniu. Pokiwał smętnie głową i westchnął cicho, a mgły, obudzone wiatrem, poruszyły się niespokojnie.

 

***

 

            – Jak leziesz? – warknął ciemnowłosy mężczyzna z wypielęgnowanymi pejsami, potrącając Mariannę tak, by zeszła z chodnika. Zachwiała się, woda z wiader zmoczyła ulicę. Ale ona zacisnęła tylko usta. – Trotuarami się wałęsać zachciało – dodał jeszcze głośno Chajat.

            „Rozmowa się odwlecze, skoro wyszedł – przemknęło przez głowę Marysi. Odczuła ulgę, jednak zaraz pomyślała o dzieciach. – Ech, żeby to nie było potrzeby wcale z nim gadać”.

            Ruszyła do domu Asafa Chajata. Pokręciła się po obejściu, oporządziła wprawnymi ruchami gospodarstwo, skupiając się tymczasem na najpilniejszej porannej robocie. Miała dziś bowiem podłogi wymyć w domu i zamierzała z nimi właśnie uporać się najprędzej.

            Energicznie chwyciła kołatkę.

            – Czego tak wali?! Pali się czy co? – W wejściu stanęła dorodna kobieta. – Gdzie podziała się Marcelina? Drzwi przyszło mi otwierać we własnym domu! Utrapienie z tymi Polkami!

            Z głębi jednego z pokojów wyłoniła się głowa wesołego podlotka, który z uśmiechem pomachał do Marysi. Estera uwielbiała się bawić z jej synkami i córką, mimo że byli młodsi. Chuda postać pana domu przysłoniła ją po chwili całkowicie. Marysia pomyślała, że szybko wrócił; nawet nie zauważyła, zajęta robotą. A może wszedł od drugiej strony.

            – Co to za krzyki, Saro? – spytał, wyraźnie poirytowany.

            – Do domu nam się pcha ta łachmyta, Asafie. – Kobieta z wyrzutem wskazała na Marysię.

           Chajat podszedł do wejścia i wbił czarne oczy w przestraszoną służkę.

           – Wody naniosła?

           Marianna pospiesznie przytaknęła.

           – To po co do domu włazi? – Asaf zerknął na wiadra. – I dlaczego do połowy tylko pełne? Jak sił nie ma, najmę kogoś młodszego.

           – Ja podłogi dzisiaj pomyć miałam. A wody zaraz doniosę, tylko chciałam o chwilę rozmowy poprosić. – Marysia mięła w dłoniach obrzeże fartuszka.

           – Rozmawiać się zachciało – burknął krawiec. – Najpierw wody niech przyniesie.

            Marianna złapała wiadra.

            Idąc do studni, zaciskała zęby w bezsilności. O ileż bardziej wolała pracować u Niemca! Robota tak samo ciężka, ale ludzie jacyś poczciwsi… Czasem nawet Gwido pomógł… Tam, we dworze, nauczyła się pisać i czytać. W czasie wojny nie było jak… Później jeszcze ta bolszewicka. Również język niemiecki szybko wszedł jej do głowy. A kiedy miała problem ze zrozumieniem, Gwido cierpliwie wyjaśniał, podpowiadał.

            Marysia zarumieniła się nagle. Oddech przyspieszył, serce załopotało niczym skrzydła gołębia. Poczuła na twarzy ciepłe dłonie, jakby to było wczoraj.

            Potem zjawił się Andrzej. Żołnierz Legionów Polskich. Mocno zbudowany, wysoki, dumny. Płonące oczy w wyrazistym kolorze fiołków powiodły ją do Wielunia. Po dwóch latach urodził się Mietek.

            Wówczas Marysia nie myślała już o powrocie do dawnej pracy, nie chciała wyjeżdżać, dzieci były najważniejsze. Lecz na Andrzeja nie mogła liczyć. Podobnie zresztą jak teraz.

            – Na baby chodzi – słyszała nie raz od uczynnych sąsiadek, zaznajomionych z jej życiem lepiej niż z własnym.

            – A niech chodzi! – odpowiadała z wysoko uniesioną głową.

            – Maryjanko, ty wiesz, że on ma jakąś dziewuchę? – Zatroskana przyjaciółka gniotła nerwowo róg obrusu.

            – Mnie przynajmniej nie tyka.

            Marysia wzdrygnęła się, jakby strząsała z ramion bolesne myśli. Przyszły jednak kolejne, tak samo niemiłe. „Po kiego diabła prosiłam o tę rozmowę” – wyrzucała sobie w duchu. Ale przecież wiedziała, że innego wyjścia nie ma. Zwyczajnie takiego nie znalazła. "Nie mogę prosić znowu sąsiadów, i tak już mi pomagają. Musiałam im powiedzieć, że mam się gdzie zatrzymać" – powtarzała, aby nie porzucić podjętej decyzji.

            Andrzej jeździł dorożką, dorabiał też jako tragarz, bo silny był jak nikt, więc wołano go do ciężkich prac, sowicie wynagradzając, lecz pieniędzy nie dawał. Wystarczało tylko na jego zbytki. „Pan pełną gębą. W dodatku były wojskowy” – mówiono o nim z zazdrością. Może nawet z podziwem. Rzadko bywał w domu, a ostatnio coraz częściej sypiał poza nim. 

            Marianna mogła liczyć tylko na siebie. Odkąd pojawiły się dzieci, było coraz trudniej. Przygarnęła również Stasię, o czym naturalnie Andrzej nie miał pojęcia. Przyjaciółka w zamian pomagała przy Mieciu, Edku i Zosi, tym bardziej teraz, gdy w drodze był Tadek.

            Kiedy wiadra zostały już napełnione, Marysia szła wolno, odwlekając moment przykrej konfrontacji. W ustach czuła suchość, a nogi lekko drżały. Upokorzenie zawsze tak dawało o sobie znać.

            – Więc czego Maryśka chce? – Asaf stanął w progu, gdy weszła na podwórko.

            Zadygotała, nie spodziewając się zastać go tutaj. Odstawiła wiadra i nieco trwożliwie stanęła przed Chajatem. Górował nad nią wzrostem, obrzucał dziwnym wzrokiem, a ona czuła się mała i nic niewarta.

            – Wczorajsza burza zalała suterenę, w której siedzimy kątem… – zaszeptała. – Moglibyśmy, moje dzieci i ja, spędzić tę noc w pustym pokoju pańskiego domu, tym naprzeciwko? – Niemal zachłysnęła się własnymi słowami. Z takim trudem przychodziło proszenie właśnie jego.

            Zszedł po schodkach i pochylił się nad nią. Pogarda i oburzenie wraz ze zdumieniem walczyły o prym. Ale było coś jeszcze. Chwycił Marysię za włosy.

            – Suchego lokum się zachciało… Będziesz czekała po północy w pokoju obok – zacharczał, ciężko dysząc.

            Marysia, zszokowana, wyrwała się i odskoczyła. Wiadra narobiły hałasu podczas upadku. Szybko podniosła się z wilgotnej ziemi. Ogień na policzkach i gniewny płomień w oczach był wystarczającą odpowiedzią.

             – Co się tutaj wyprawia?! – Zza pleców Asafa wychynęła Sara.

            – Wasze ulice, nasze kamienice – wysyczał Chajat. – I nie wracaj tu więcej, żebraczko! – Odwrócił się, pociągając żonę za sobą. Po chwili zniknęli w sieni.

            Marysia wybiegła z podwórza. Mokra spódnica oblepiała nogi i utrudniała ruchy. Jak wykarmi dzieci? Gdzie się podzieją, zanim sąsiedzi pomogą wysuszyć piwnicę?

            Przystanęła, nie mogąc złapać oddechu. Oparła plecy o chropowatą ścianę i skryła twarz w dłoniach. Tadzio kopał zawzięcie.

            Wieczorne mgły zaczęły spowijać uliczkę.

 

 

            – Do Żyda poszłaś się prosić! – wrzasnął Andrzej, a zaraz za tym padło uderzenie w twarz. Nie jedyne. I nie tylko w twarz.

            Tadzio odszedł.

 

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Wasinka · dnia 11.08.2014 17:37 · Czytań: 1182 · Średnia ocena: 4,8 · Komentarzy: 78
Komentarze
amsa dnia 11.08.2014 18:56
Wasinko - co do tego czy warto - odpowiadam, jak najbardziej. Przyznam, że spodziewałam się chyba zupełnie czegoś innego, w innym klimacie i, czytając, gderałam sobie - nie, nie i nie. Po prostu zaskoczyłaś mnie klimatem, brutalnością i szorstkością. Ale tak to jest, kiedy ma się pewną skazę - mówię o sobie.
Co do tekstu, podoba mi się sposób w jaki wprowadziłaś czytelnika, zakończenie mocne, chociaż jakby zdawkowe, może właśnie dlatego ma swoją siłę. Trochę zastanawia mnie uległość Marysi, skoro okazała się dzielną kobietą i dawała radę. Ale nie jest to refleksja nad prawdziwością, a nad naturą człowieka. Opis stosunków panujących między Niemcami, Żydami a Polakami, interesujący i taki antysemicki. Muszę się wytłumaczyć od razu z owego antysemickiego. To jest kwestia wiedzy, jak takie teksty zostają przyjęte, a nie samego odbioru. Nie będę tu wchodzić w szczegóły, ale mam nadzieję, że wyjaśniłam, co rozumiem przez anty. Podoba mi się styl, nieco szorstki i suchy, ale wywołuje w czytelniku emocje. Przy końcowych akapitach coś mnie ścisnęło.

Trudno jest mi sugerować poprawki:), ale co do jednej sobie pozwolę. Poza tym będę czekać na ciąg dalszy, bo jest ciekawe. Doskonały tytuł.
I ogromnie się cieszę, że chwyciłaś za pióro, za klawiaturę, że piszesz:)))

Po kolorze widzę, że znowu zazieleniłaś nicka:).

Pozdrawiam

B)

Cytat:
Je­dy­nie ga­łę­zie wierzb i rzeź­bio­ne głowy wy­su­wa­ły się z bia­łych ra­mion, sto­jąc na stra­ży.
- poprzestawiałbym tutaj szyk, żeby "sto­jąc na stra­ży" nie kończyło zdania, po prostu źle się to czyta.
Wasinka dnia 11.08.2014 20:27
amsa napisała:
co do tego czy warto - odpowiadam, jak najbardziej.

Oj, przynajmniej jeden głos na tak. Bo i tematu, i języka nie byłam pewna...
amsa napisała:
Po prostu zaskoczyłaś mnie klimatem, brutalnością i szorstkością. Ale tak to jest, kiedy ma się pewną skazę - mówię o sobie.

Nie wiem, o jakiej skazie piszesz... Nie doszukałam się. :)
amsa napisała:
zakończenie mocne, chociaż jakby zdawkowe

Tak właśnie chciałam. Nie rozpisywać się.
amsa napisała:
Trochę zastanawia mnie uległość Marysi, skoro okazała się dzielną kobietą i dawała radę. Ale nie jest to refleksja nad prawdziwością, a nad naturą człowieka.

Taka prywata: moja Prababcia była niesamowicie skromną, wstydliwą osobą, a jednak przeżyła dwie wojny, dała sobie radę, a jeszcze czwórkę dzieci potrafiła wychować na porządnych ludzi.
amsa napisała:
Muszę się wytłumaczyć od razu z owego antysemickiego. To jest kwestia wiedzy, jak takie teksty zostają przyjęte, a samego odbioru.

Nie chciałam się ustosunkowywać. To scenka, bez wchodzenia w prywatną opinię.
Opowieści będą się właśnie składać z takich skrawków.
amsa napisała:
I ogromnie się cieszę, że chwyciłaś za pióro, za klawiaturę, że piszesz

Ha! Przyznam, że trochę pewien szantaż mnie zmobilizował. ;)
amsa napisała:
Po kolorze widzę, że znowu zazieleniłaś nicka.

Zobaczymy, na jak długo. :)


Co do sugestii. Masz całkowitą rację. Przeczytałam raz i odniosłam wrażenie niedokończoności zdania. Miałam zmienić, ale zapomniałam i - wolałam nie grzebać za wiele i się nie zatrzymywać, bo chyba bym tekstu nie wrzuciła. To był impuls.


Pozdrawiam ciepło.
amsa dnia 11.08.2014 20:30
Wasinko - miało być,
Cytat:
jak takie teksty zostają przyjęte, a nie samego odbioru.
- moja klawiatura się zacina, a ja ślepa - nie zauważyłam. Już to poprawiłam.
Wasinka dnia 11.08.2014 20:37
Nie ma sprawy, Amso. Przeczytałam tak waśnie, jak chciałaś.
Tylko wcześniej przy okazji chciałam dodać, że to po prostu sceny z życia. Które się rozegrały (pewnie, że coś tam musiałam dodać od siebie, żeby rozwinąć tekst, ale ogólne zdarzenia są autentyczne).


Bardzo dziękuję za komentarz.
Usunięty dnia 11.08.2014 21:12
Bardzo ciekawy obraz stosunków polsko-żydowskich, taki antysemicki i realny. Tekst zaciekawia i wzbudza emocje u czytelnika.

Pozdrawiam ;)
Jaga dnia 11.08.2014 22:17 Ocena: Świetne!
Wasinka,
nie pytaj czy warto. Musisz to pisać! Mam wrażenie , że jesteś to winna Marysi;-), żeby każdy mógł poznać jej ciężkie życie. Uwielbiam takie historie. Czekam na więcej, jestem ciekawa, a bohaterka stała mi się bliska już po kilkunastu linijkach Twojego tekstu. To wielki talent w ten sposób tworzyć postać, że staje się żywa, realistyczna i bardzo przekonująca. Wierzę, że się podniesie i będzie walczyć o swoje, choć na pewno nie będzie jej łatwo...Pisz, pisz, Kochana, koniecznie. Będę czytać na pewno! Podziwiam również poetycki wstęp, który nie męczy czytelnika, jedynie wprowadza w nastój, by potem było tylko brutalniej.
Nie miej wątpliwości, ta powieść musi ujrzeć światło dzienne!!!
Pozdrawiam
Jaga
Dobra Cobra dnia 11.08.2014 22:26
Jak potrzebowałabyś natchnienia - daj znać. Coś dobrocobrowego się wymyśli ;) i jakoś pomożem.

DoCo
zajacanka dnia 11.08.2014 22:33
Cytat:
pod­lot­ka płci żeń­skiej

chyba nie ma podlotka płci męskiej ;)

No, no... Ciekawie się zapowiada. Zupełnie inna Wasinka. Tematyka całkiem niezła, bohaterowie nakreśleni, zawiązana fabuła. Teraz tylko czekać na cd zostało.
Będę śledzić, Wasinko :)

Pozdrawiam serdecznie :)
Wasinka dnia 12.08.2014 01:01
Apollo,
serdecznie dziękuję za słowo pod tekstem.
Cieszy mnie, że tekst zaciekawia, a tym bardziej wzbudza emocje.
Co do kwestii żydowskiej... Ktoś powiedział mi ze śmiechem, że po tej opowieści, biorąc pod uwagę aktualne tendencje, uzna się mnie za antysemitkę. Również się roześmiałam. Bo wiedziałam, że ten tekst będą czytać myślący ludzie. ;)
Dziękuję raz jeszcze za wizytę i opinię.

Jago,
ach, Jago.
Niesłychanie przyjemnie czytać mi słowa takie jak Twoje, bo motywują bez wątpienia. Nie byłam pewna, czy takie zwykłe opowiedzenie historii będzie potrafiło przywiązać kogoś do bohaterów...
I dodam coś, co może Cię, niestety, zniechęci. Marysia jest jedną z bohaterek (uwielbiam ją, przyznam, bo podziwiam jej hart ducha i siłę, mimo pokory i nieśmiałości; mówię o tej osobie, którą znałam...), ale - zdaje się - główną będzie Kazimiera. Choć kto wie... Wszak strzępy wspomnień same dają obraz Czytelnikom...
Dziękuję bardzo za Twoje słowa!

Dobra Cobro,
jakże mi miło, że zajrzałeś.
Dziękuję za chęć pomocy i przeczytanie.

Zajacanko,
ha! Z tym podlotkiem to mam skojarzenia. Jakoś tak pojawiła mi się przed oczyma postać z Szaleństw panny Ewy między innymi i sposób narracji Makuszyńskiego. A że mam sentyment, to się okazało... Spróbuję coś z tym zrobić jutro.
Cieszę się, że będziesz śledzić, bo - przyznam - jakoś byłaś jedną z osób, o której opinii myślałam, wrzucając tekst. Pewnie ze względu na to, że też kiedyś wpadłaś we wspomnieniowy wir historii i ludzi, którzy ją przeżywają.
Dziękuję, że przyszłaś z komentarzem.




Pozdrawiam Wszystkich ciepło.
Niezmiernie Wam dziękuję.
Lilah dnia 12.08.2014 10:11
Warto, Wasinko, na pewno warto.
Takie zwykłe historie łapią za serce, przecież to samo życie.

Pozdrawiam serdecznie :)
Wasinka dnia 12.08.2014 10:20
Bardzo dziękuję, Lilah.
Miło mi, że łapie za serce i że mnie odwiedziłaś.

Pozdrawiam z uśmiechem.
blaszka dnia 13.08.2014 16:43
Witaj Wasinko,

cieszę się, że podjęłaś taki temat. Twój sprawny styl uchroni go przed sentymentalizmem, a sama historia warta utrwalenia. Ku pamięci przodków i ku refleksji współczesnych.
Kiedy czytam takie rzeczy, siedząc z kawą przy komputerze, zaczynam wstydzić się swoich codziennych problemów. zimny prysznic na malkontenctwo.
Nie traktowałabym opowieści w kategoriach antysemityzmu, żadna nacja nie jest wolna od zróżnicowanych postaw moralnych. Jeśli historia jest oparta na faktach, to nie widzę sensu zmieniania jej w imię politycznej poprawności.
Pozdrawiam z odorem kawy ;)
Wasinka dnia 13.08.2014 17:05
Blaszko, miło mi, że wpadłaś z wizytą.
Jeżeli choć trochę opowieść zainteresowała, to się cieszę.
blaszka napisała:
nie widzę sensu zmieniania jej w imię politycznej poprawności

Oj, nie, nie. Nie zmieniłabym tego w imię żadnej poprawności.

Dziękuję za słowo pod tekstem, Blaszko.
Pozdrawiam również pośród zapachu kawusi.
mede_a dnia 13.08.2014 17:56
Hmm… Niestety, Wasinko, nie mogę dołączyć się do poprzedników, choć doceniam styl i umiejętność budowania klimatu. Pod tym względem jest wzorowo, choć uwaga ortograficzna: nieraz – piszemy zasadniczo razem jako : często, czasem, wielokrotnie. Oddzielnie tylko w wyraźnych przeciwstawieniach: nie raz, nie dwa; nie raz, a wiele razy, itp.

Nie pasują mi realia. Oficer II RP - Legionista żeni się z osobą z nizin, analfabetką do 24 roku życia??? Taki mezalians wg mojej wiedzy nie mógł się zdarzyć w świetle realiów Międzywojnia, chyba że ów oficer podał się wcześniej do dymisji, ale jeśli nawet…

Również: krawiec - Żyd ma dwa domy, w dodatku jeden stoi bezproduktywnie pusty? To mi też nie pasuje. Raz, że musiałby chyba szyć dla króla Anglii, by się tak dorobić, ale nie sądzę, by ów na przymiarki jeździł do Wielunia. Krawcy należeli do tej ubogiej raczej warstwy Żydostwa. Gdyby był kupcem, kamienicznikiem, ale jednoznacznie określasz jego status jako rzemieślnika.

Ponadto - mnie razi antysemityzm fragmentu, nawet bardzo. I nieważne jest, czy historia z bogatym Żydem miała miejsce czy nie. Dlaczego? Na następującej zasadzie: gdybym w powieści o bohaterce Żydówce przeczytała taki sam fragment tylko z Polakami w roli głównej. Czemu ma służyć ta scena? Pokazaniu, że wszyscy Żydzi są be? Taki jest cel zdania z nieuprzejmym pejsatym: „- Jak leziesz? – warknął ciemnowłosy mężczyzna z wypielęgnowanymi pejsami (…)” , powitanie przez żonę Krawca Marysi i zachowanie jej męża? Bywają, tak samo jak Polacy, Niemcy czy inne nacje. Jeśli w dalszym ciągu swojej powieści nie ukażesz Izraelitów również w innym świetle, przy tej jedynej scenie z wyznawcami mojżeszowymi w roli niegodziwców narazisz się na zarzut antysemityzmu, moim zdaniem słuszny.
Pozdrawiam.
Wasinka dnia 13.08.2014 18:28
Medeo, dziękuję za uwagi.

"Nie raz" chciałam napisać w kontekście nie raz i nie dwa, nie dopisując jednak drugiej części, pozostawiając ją w domyśle. Nieraz łączne nie pasuje mi w tym miejscu. Chciałam zaakcentować "raz". "Słyszała nieraz" i "słyszała nie raz" brzmi zupełnie inaczej.

Nie wiem, dlaczego oficer zainteresował się moją Prababcią. Na to pytanie Ci nie odpowiem. Może dlatego, że była piękną, drobną i wbrew wszystkiemu, co możesz pomyśleć, mądrą kobietą? Zresztą, Andrzej poznał ją, jak już nieco wyedukowana była. I nic też nie poradzę na to, że jednak analfabetyzm był w tym czasie dość naturalną, jeśli mogę użyć takiego słowa, sprawą.

Z krawcem mogę się zgodzić, jeśli chodzi o jego zasoby materialne, ale to, że on nim był, nie znaczyło, że nie ma za sobą bogatej rodziny kupców, z której pochodziła jego żona. Poza tym niekoniecznie musiał wykonywać tylko swój "wyuczony" zawód. Wszak "przy okazji" zajmował się wynajmowaniem mieszkań. Mógł też mieć rozbudowany zakład krawiecki.
Co do kamienicy - napisałam o jednym pustym pokoju; być może akurat nie przytrafił się żaden lokator.

Mnie mnie przeszkadza, jeśli mówisz, że fragment jest antysemicki. Znam siebie i wiem, czy jestem antysemitką czy nie.
Dlaczego opisałam właśnie to zdarzenie? Bo to jest historia, która utkwiła mi w pamięci, gdy mi ją opowiadano. Raz w życiu. Niewiele znam szczegółów o życiu mojej Prababki, dlatego to wspomnienie jest tak istotne.
Nie piszę książki historycznej. Każdy, myślę, wie, że jest to ludzka historia, jakich wiele, a że akurat Żyd jest jednym z bohaterów... Cóż... Specyficzne jest, że nie zauważyłaś, jakim człowiekiem był Polak - polski oficer. Otrzymał tu chyba jeszcze bardziej niechlubną "rolę" mimo wszystko, a jednak zauważono tylko Żydów. Szkoda, że nie upominamy się o pokazywanie szlachetności naszych rodaków. Tendencja współczesna, niestety.


Wdzięcznie się kłaniam, że zechciałaś przeczytać moją opowieść. Przyjemnie mi, że wpadłaś do opowieści o Marysi. Naprawdę.
Dziękuję za podzielenie się swoim zdaniem.


Pozdrawiam z uśmiechem i nadchodzącym wieczorem.




I tak mi się przypomniało... Ponoć analfabetyzm był niechlubnym dziedzictwem, z którym Polska weszła w XX wiek. Nawet wśród szlachty czy warstw uprzywilejowanych (jak zwał, tak zwał). Nie bardzo pamiętam teraz, ale gdzieś tak czytałam kiedyś. ;)
introwerka dnia 14.08.2014 09:15 Ocena: Świetne!
Wasinko,

wstrząsający tekst. Poruszenie, z jakim snujesz swoją opowieść, przenika czytelnika, i to jest najważniejsze. Dokonujesz w niej ultraważnej rzeczy: patrzysz na historię z prywatnego punktu widzenia, opowiadasz jej część, jednostkową i niepowtarzalną, pięknym stylem, z precyzją i odwagą odbrązowiania mitów. Dawno żaden tekst tak mnie nie poruszył i nie skłonił do myślenia. Z dużą ciekawością czekam na ciąg dalszy :)

Pozdrawiam serdecznie :)
mede_a dnia 14.08.2014 10:26
Wasinko, będę dalej śledzić Twój tekst, bo udało Ci się stworzyć świetny klimat i pięknie snujesz swoją opowieść. Ale musisz pamiętać – to rzecz oparta w konkretnych realiach historycznych i one powinny grać. Mniemam, że opierasz historię na rodzinnych wspomnieniach, a jakie one bywają - wiadomo, czasem podkoloryzowane specjalnie, czasem – bo pamięć szwankuje. Dalej nie mogę przyjąć mariażu oficera II RP z kimś z nizin. A może ów pradziad nie był oficerem, może po prostu dzielnie walczył i uzyskał stopień kaprala i w rodzinnej tradycji podrasowano to do oficerskiego. Powracam do tego tematu, bo oficer II RP nie mógł ożenić się z kim chciał, musiał uzyskać zgodę przełożonych, a ta była uzależniona od wielu czynników: 1. Narzeczona musiała pochodzić z tzw. dobrego domu, nie mogła pochodzić z klasy robotniczo - chłopskiej. 2. Mieć średnie bądź domowe (czyli prowadzone przez guwernantkę) wykształcenie. 3. Nieposzlakowaną opinię. Więc jakby historycznie małżeństwo owego oficera z Twojej opowieści i dziewczyną z nizin, byłą służącą we dworze, jest niemożliwa, chyba że podał się do dymisji, by móc się ożenić, co y kolei jest możliwe, bo dalej piszesz o nim jako o byłym oficerze. Jednakże skąd później byłby człowiekiem zamożnym? Jeśli zaś żył z renty wojskowej obowiązywały go takie same realia małżeńskie. Powinnaś to jakoś w dalszej części wyjaśnić – bo, niestety, na pierwszy rzut oka nie jest zbyt wiarygodnie. Ponadto zgrzyta mi opinia środowiska o Andrzeju: „Szanowano go”. W kontekście sytuacji jego żony i dzieci – sugerujesz nawet ich głodowanie, a jego żona musi robić za nosiwodę u Żyda - hulaszczego trybu życia byłego oficera, kochanek – w świetle surowej moralności Międzywojnia szacunkiem nie mógł się cieszyć. Również trzeszczy mi butny stosunek Żydów do żony, chociaż byłego, oficera, jeśli nawet pozostawała w niedostatku. To była jednak II RP, Wasinko, z całym dobrodziejstwem głębokiego antysemityzmu.
Nie obraź się na te uwagi. Chcę tylko zwrócić uwagę na rzeczy, które z punktu widzenia realiów nie do końca pasują lub wydają się niejasne. Pozdrawiam.

PS. I jeszcze co do ortografii. Jeśli wyraźnie nie uwzględnisz przeciwieństwa, czyli tylko w kontekstach: nie raz, nie dwa; nie raz, a wiele razy - pisać nieraz rozdzielnie nie można.
Wasinka dnia 14.08.2014 12:00
Introwerko,
jakże mi miło, że znalazłaś mój tekst.
I ogromnie się ciszę, że zdołał poruszyć.
Tak, to prywatna historia, choć w jakiś sposób odzwierciedla ówczesną rzeczywistość. Czasem jednostkową zupełnie, a czasem ogólną.
Dajesz motywację do kontynuowania. Dziękuję i wdzięcznie dygam.


Medeo,
postaram się bardziej przystosować do realiów wojennych.
Moja rodzina niczego nie podkoloryzowała, w zasadzie trudno było cokolwiek wyciągnąć od tych, którzy bezpośrednio przeżywali własne dzieje. Być może oficera sama sobie stworzyłam (to znaczy - nie wiem, czy nie istniał, bo nie mam się teraz od kogo dowiedzieć), bo pradziadek gdzieś tam dzielnie walczył i nawet w wysokim stopniu. Nie zastanawiałam się, czy to oficer, czy podrzędny szeregowy (którym nie był); chodziło mi o to, jakim był człowiekiem (mam nadzieję, że wiesz, co chcę wyjaśnić). A że go szanowano... Też tego nie rozumiem. Miał się nadzwyczaj dobrze... Być może bardziej folgować począł sobie po drugiej wojnie (choć wcześniej się też nie wzbraniał), ale chciałam podać pigułkę.
Co do zamożności. Miał całkiem dobry zarobek jako dorożkarz. Czy to możliwe? Akurat w tym przypadku tak.
Tak czy owak, będę myśleć nad tym, żeby i rzeczywistość wyglądała realnie, mimo że nie zawsze wszystko jest czarno-białe i historycznie udowodnione. Dzieją się dziwne rzeczy w poszczególnych domach, a my mamy tylko obraz ogólny całego społeczeństwa i trendów epoki.

Ortografia - w Słowniku wyrazów kłopotliwych pokazano, że "nieraz" można pisać oddzielnie bez zaprzeczenia, które pozostaje w domyśle. Może w innych słownikach poprawnościowych też się pojawi taka opcja kiedyś, tak jak się stało z naraz i na raz.
Przemyślę sprawę, bo nie chcę, by ktoś posądzał mnie o propagowanie błędnych założeń ortograficznych.

I nie, nie obrażam się. Nawet cieszy mnie, że ktoś grzebie i mnie folguje, bo idę na żywioł, gdyż w innym przypadku nie wiem, czy targnęłabym się na takie trudne tematy, skoro nie czuję w zanadrzu wystarczającej "potęgi" językowej, umiejętności, które - moim zdaniem - winno się mieć, by opowiadać o rzeczach ważnych.

Miło mi, że będziesz zaglądać.




Pozdrawiam Was z sierpniowym słońcem w deszczu, Dziewczęta, i raz jeszcze bardzo, bardzo dziękuję.
introwerka dnia 14.08.2014 13:32 Ocena: Świetne!
Wasinka napisała:
postaram się bardziej przystosować do realiów wojennych.

przypominałoby to trochę budowę epicykli, by zachować teorię geocentryzmu ;) Myślący człowiek przyzna, że to poszczególne świadectwa ludzkie budują teorię historyczną, nie na odwrót. Dlatego czekam na dalszą część równie niesztampową jak niniejsza :)
Wasinka dnia 14.08.2014 14:22
introwerka napisała:
poszczególne świadectwa ludzkie budują teorię historyczną

Tak to właśnie miało sobie być. :)

Nie chodziło mi o jakoweś wielkie przebudowanie.
Wszak napisałam powyżej:
Wasinka napisała:
Cytat:
nie zawsze wszystko jest czarno-białe i historycznie udowodnione. Dzieją się dziwne rzeczy w poszczególnych domach, a my mamy tylko obraz ogólny całego społeczeństwa i trendów epoki.

Ewentualnie mały pstryk w nos dostanie oficyjer. I tyleż. ;)
Chyba że... chyba... Może jeszcze poszperam w rodzinie.

Dziękuję!
Martin CROSS dnia 15.08.2014 09:31 Ocena: Bardzo dobre
Co ja mogę napisać... Cholernie podoba mi się Twoja estetyka, wrażliwość. Jeśli chodzi o rzemiosło literackie - czapki z głów, nieosiągalne dla mnie poziomy. No i pomysł na historię, opowiadanie - mnie bardzo odpowiada.
No i jeszcze jedno - nie pomogłem. Wyraziłem swoją opinię, no i szkoda Twojego czasu na odpowiedź na mój post - pisz, bo ja lubię Ciebie czytać.
Wasinka dnia 15.08.2014 13:15
Martin CROSS napisał:
No i jeszcze jedno - nie pomogłem. Wyraziłem swoją opinię, no i szkoda Twojego czasu na odpowiedź na mój post

Ojejku, przecież właśnie o opinię chodzi, Martinie.
(Nie mogę zazielenić Twojego komentarza jako pomocny nie z powodu tego, że nie pomogłeś, ale dlatego, że odgórnie ustanowiono liczbę znaków w komentarzu, które pozwalają, by w ogóle móc kliknąć pomocność).

Bardzo dziękuję za Twoje słowa. Niezmiernie się cieszę, że lubisz i że zachęcasz.

Pozdrawiam słonecznie.
Andre dnia 15.08.2014 13:22 Ocena: Świetne!
Przeczytałem ten tekst parę dni temu i wtedy pomyślałem sobie: "Kurcze, jej piękny, gładki i niezbrukany język nie pasuje do opisywania tak okrutnej historii, bo przez niewinność tego języka, przez jego urok, odbiera się opisywanym wydarzeniom ich bezwzględność, surowość, całe to barbarzyństwo".

Ale dzisiaj przeczytałem opowiadanie raz jeszcze i chyba zmieniłem zdanie. Dzisiaj ten przyjemny i atrakcyjny styl wcale nie przeszkadzał mi w odbiorze trudnej historii.

Tak czy siak, pytasz czy warto kontynuować, matko święta, pewnie, że warto! W takich wydarzeniach drzemie potężny potencjał, a smaczku dodaje fakt, że wszystko odbywa się na motywach autentycznych. Takie historie są niesamowicie wciągające. Czytanie o tym, jak ludzie mogą traktować innych ludzi, o ich pochrzanionych relacjach w małych społecznościach, o porąbanych układach rodzinnych czy sąsiedzkich, ma swój chory urok, bo poznaje się przez to część obcego, innego świata, na swój sposób fascynującego, do którego nigdy nie należeliśmy i należeć nie będziemy. Dlatego, jeśli tylko masz wiedzę o tym, jak ten świat wyglądał, to... opowiedz nam o nim!

Gdybym miał się do czegoś przyczepić, to może do tego, że w tak krótkim fragmencie wprowadziłaś bardzo dużo imiennych postaci. Trochę można się w nich pogubić, trudno załapać od razu kto jest kim. Zobacz, to dopiero sam początek opowieści, a już pojawiają się w nim następujące imiona: Kazimiera, Mieczysław, Marianna, Chajat, Marcelina, Estera, Sara, Asaf, Gwido, Andrzej, Mietek, Stasia, Edek, Zosia, Tadek. Ty je znasz na wylot, ale dla czytelnika to są zupełnie nowe osoby, więc moim zdaniem powinny być wprowadzane stopniowo, na większej przestrzeni, w różnych kontekstach, żeby czytelnik z każdą z nich miał szansę i czas się zaznajomić, oswoić, skojarzyć każdego z inną sytuacją. Zerknij na przykład tutaj, dwa zdania i aż sześć imion do zapamiętania:

Cytat:
Przy­gar­nę­ła rów­nież Sta­się, o czym na­tu­ral­nie An­drzej nie miał po­ję­cia. Przy­ja­ciół­ka w za­mian po­ma­ga­ła przy Mie­ciu, Edku i Zosi, tym bar­dziej teraz, gdy w dro­dze był Tadek.


Bez większego przekonania chyba to mówię, ale zastanowiłbym się też nad końcówką tekstu, bo ostatnie dwa zdania są rzeczywiście cholernie wymowne, mocne i poruszające, ale... Czy aby na pewno takie wydarzenie, jak śmierć nienarodzonego jeszcze dziecka, wystarczy opisać lakonicznym "Tadzio odszedł"?

Nie wiem, ale wyobrażam sobie, że przed samym momentem "odejścia", przed uświadomieniem sobie o tym przez matkę, że tam było coś jeszcze, jakiś ból, zawroty w głowie, przeczucia, pot, łzy, czarne myśli, panika, strach, uginające się nogi, osuwanie się po ścianie, upadek na podłogę. Przytrzymanie czytelnika w niepokoju, w nerwowości i w tym czasie opisanie mu tego, co działo się pomiędzy uderzeniem a odejściem dziecka, pomogło by zwiększyć trochę napięcie, wprowadzić dramatyzm. No i nadać większej wagi, bo w tym momencie śmierć (zabójstwo?) dziecka wygląda trochę jak zbagatelizowany epizod, nic nie znaczący incydent, wypadek przy pracy.

Jeśli sam opis umierania i cierpienia byłby zbyt drastyczny do konwencji tej opowieści, to może chociaż jakiś kontekst, jakieś tło? Czy np. zdarzało się już wcześniej, że Andrzej bił Marysię, w jakich sytuacjach, z czego to wynikało, jak dotychczas się kończyło i tak dalej, może jakaś retrospekcja? Cokolwiek, co nie pozwoli czytelnikowi przemknąć tak szybko i obojętnie obok faktu śmierci.

Ło matko, ale się rozpisałem! Ale to tylko dlatego, że historia bardzo mi się podoba, jest świetnie napisana, wciągająca, bez dłużyzn i bez lania wody. Po prostu widzę w niej ogromny potencjał, dlatego chciałem dołożyć swoje trzy grosze do tego, aby była kontynuowana, ot co :)

PS. Insynuowanie autorce antysemityzmu jest absurdalne i jestem szczerze zażenowany czytając takie komentarze...
mede_a dnia 15.08.2014 14:02
Przypominam Panu Redaktorowi, że w świetle regulaminu PP komentujemy tekst, nie komentarze użytkowników. Ja z kolei jestem zażenowana Pańskim.
Wasinka dnia 15.08.2014 14:37
Andre, jejusiu, dziękuję! Jakże mi miło, że zechciałeś skomentować, i to w dodatku z takim gestem słownym.
I jeszcze mi przyjemniej, że Ci się spodobało.

Najpierw o języku.
Jego, jak to nazwałeś, "niezbrukany" charakter miał nieco kontrastować z tym, o czym opowiada. Cieszę się zatem, że ostatecznie się do niego przekonałeś.
Co do oszczędności w końcówce. Kurka, tak właśnie chciałam. Żeby brzmiało tak, jakby takie sprawy były czymś naturalnym, żeby było wiadomo z góry, że to dla Marysi nie pierwszyzna. Bez przeciągania.
I ostatni zdanie - miałam taki zamiar, żeby się nie rozpisywać... Żeby to było znienacka, taki policzek albo po prostu - żeby czytelnik nagle dostał w pysk. Bez przygotowania. Bo wtedy często bardziej pamiętamy... I ta lakoniczność miała też sprawić wrażenie zwyczajności, a przez to "buntu", niezgody. Nie do końca potrafię wyjaśnić, o co mi chodziło...
Moja oszczędność językowa jest próbą dla mnie, bo na ogół przesadzam i za bardzo wnikam. Tutaj wnikać nie chciałam. Tutaj bardziej zewnętrze miało przemawiać... I przyznam, że zdumiewająco ta oszczędność nie sprawiła mi problemu. Chyba czuję, że zdarzenia będą gadać same i mogłabym zepsuć coś ważnego. Ale nie twierdzę, że to dobry pomysł. Może jednak poszłam nieco błędnym tropem. Zobaczę, co przyniosą kolejne rozdziały.

I jeszcze mnogość postaci. To zaledwie dwie rodziny. Niektóre osoby są wprowadzone mimochodem, bo tymczasem nie odgrywają większej roli, nie trzeba sobie nimi zaprzątać głowy. Potem niektóre się pojawią jeszcze. Inne - już wcale.
Mietek powtórzony był dwa razy w opowieści o Marysi; to ten sam, który jest z Kazimierą na cmentarzu.
Stasia też jest dwa razy - najpierw martwi się o zdradę Andrzeja, potem pomaga Marysi przy dzieciach.

W sumie trochę chciałam, żeby wszystko brzmiało zdawkowo. By było odległe od sentymentalizmu. By każdy czuł, że nie potrzeba więcej słów. Ale nie zawsze intencje i postrzeganie autora zgrywa się z tym, czego potrzebuje, oczekuje Czytelnik. Dlatego tak cenne są opinie innych.

Sprawdzę, jak to będzie działać dalej, jeżeli nic się nie zmieni w odbiorze, będę poważnie myśleć.


Bardzo, bardzo dziękuję za Twoje uwagi! Jestem naprawdę wdzięczna, że przeczytałeś i podzieliłeś się swoim zdaniem.



Pozdrawiam ze słońcem.
green dnia 15.08.2014 15:37
Może po tych komentarzach wszystkich ja powiem tak, chciałabym Twoją opowieść Wasinko przeczytać w całości na papierze, a później postawić ją na półce wśród ulubionych.

Zrobił ten tekst na mnie ogromne wrażenie. Obrazowaniem, wrażliwością, stylem.

Zostaje tylko pogratulować:):):)
Wasinka dnia 15.08.2014 16:36
Grinek, dzięki wielkie!
Papier? Łał!


Pozdrawiam słoneczniaście. :)
wiktoria dnia 16.08.2014 09:44
Wasinko, jak Ty pięknie piszesz! Ja, żeby stworzyć zdanie złożone, opisujące sytuację, wiję się w bólach, jak zdeptany wąż. To chyba post poetycka mania minimalizmu słów. Ale może z czasem wykluję się z pączka.

Bardzo mi się podobało. Choć pogubiłam się trochę w nadmiarze imion. Niektóre postaci były dla mnie jakby mgliste, bo nie wynikało jasno z tekstu kto jest kim. Chodzi mi o te żydowskie. Resztę ogarnęłam.

Lubię takie stare klimaty, więc chętnie przeczytam dalszy ciąg.

Pozdrawiam pięknie:)
Wasinka dnia 16.08.2014 11:55
Wiktorio, jak to miło, że podoba Ci się mój sposób pisania.

Jesteś drugą osobą, która wspomina o natłoku imion. Może trzeba to będzie głębiej przemyśleć.
A jeśli chodzi o żydowską rodzinę, to było ich troje - Sara - żona, Asaf - mąż i Estera - ich córka (która jest symbolem dobrych relacji z Marysią ;)).

Pozdrawiam z rozbisurmanionym deszczem za oknem.
wiktoria dnia 16.08.2014 12:28
Teraz to już skojarzyłam, ale tam też jest Chajat, to chyba nazwisko tak? Gdyby nazywał się Kowalski, to wszystko byłoby jasne od razu.
W każdym razie, podczas pierwszego czytania, można się pogubić, przynajmniej ja się trochę pogubiłam, a chyba nie chodzi o to, żeby zatrzymywać się przy czytaniu czy wracać do początku.
Widzisz, ja jestem zwyczajnym czytelnikiem, choć czytam wiele. Nadmiar imion to nie jest żaden zarzut, bo nie śmiem niczego zarzucać, ale podczas czytania, nie od razu wiadomo kto jest kim.

Również pozdrawiam, u mnie również deszczowo:)
Wasinka dnia 16.08.2014 12:33
Tak, Chajat to nazwisko.
Pomyślę nad tym. Dziękuję za zwrócenie uwagi, że to nie do końca jasne.

Pozdrawiam z uśmiechem.
przyroda dnia 17.08.2014 16:04
Wasinko... nie wiem nawet jak to nazwać to powiem wprost... kołaczą nam się w głowie podobne myśli... Zawsze żałowałam, że będąc młodsza póki babcia jeszcze żyła nie wypytałam ją dogłębnie o losy rodziny... a potem babcia odeszła i wraz z nią przejmujące ciarkujące historie. Czytając Twój kawałek - krótki kawałek, zdążyłam wejść w opowieść i chętnie przeczytam ciąg dalszy, a najlepiej w wydaniu książkowym. Kobieto pisz! Wrażliwość, nie tylko językową, którą posiadasz, przelana na papier będzie atutem :)

Ps. ja nie odpuściłam z historiami rodzinnymi... znalazłam inną babcię i chętną do współpracy i razem będziemy kombinować ;)

Życzę powodzenia w tym przedsięwzięciu bo warto :)

Pozdrawiam ciepluchno
Wasinka dnia 17.08.2014 16:25
Ach, Przyrodo, witaj!
Bardzo Ci dziękuję. Jakże mi milutko, że do mnie przybyłaś.
Widzisz... ja żałuję, bo moi Dziadkowie (wszyscy!) odeszli za szybko - zanim zdążyłam zrozumieć, że wszystko będę spisywać. Parę opowieści usłyszałam, ale nie wypytywałam, bo ciężko im przychodziły wspomnienia. Zresztą, ja sama mało rozmowna byłam... Teraz wiedziałabym, jak do tego podejść, do ich wrażliwości. Prawdopodobnie. A na pewno bym nie odpuściła.
Żałuję, że tyle ważnych historii zaginie. Ale staram się, by nie wszystkie...


Życzę Ci powodzenia we współpracy z Inną Babcią. :) I już czekam na efekty.


Pozdrawiam z uśmiechem i dziękuję raz jeszcze.
al-szamanka dnia 18.08.2014 22:30 Ocena: Świetne!
Cytat:
Ka­zi­mie­ra po­gła­ska­ła męża po ra­mie­niu, który po­ki­wał smęt­nie głową.

trochę wygląda jakby ramię kiwało głową ;)


Wasineczko, pisz!
Uważam, że doskonale trafiłaś w tamten klimat.
Postać Marianny, jej potulność, branie życia takim, jakim jest, bardzo realne.
Znam wiele opowieści-wspomnień budzących się od czasu do czasu w mojej rodzinie.
Szczególnie te z elementami żydowskimi są niezmiernie ciekawe.
Co prawda nie ma w nich Asafa, ale jest za to Żyd Chajzer, którym straszono dzieci, mówiąc, że te niegrzeczne przerobi na macę.

Zaciekawiłaś.
Zachwyciłaś subtelnością pióra, wrażliwością.
Czuje się, że jest to opowieść spoza mgieł.
Warta, aby zrobić z niej coś dużego.

Pozdrawiam serdecznie:)
Wasinka dnia 19.08.2014 00:09
Dziękuję, Al-szamanko.
Cieszy mnie, że opowieść przypadła Ci do serca.
A Twoja opowiastka o Żydzie i macy rzeczywiście strasznawa. :)

Co do zdania - muszę je zmienić ogólnie, bo coś tam poprawiałam (już nie pamiętam dlaczego) i na chybcika przeprawiłam w edytorze. Ale - tak czy owak - gdyby chodziło o ramię, byłoby "które" (no i w zasadzie "pokiwało" ). Tak sobie żartuję.


Dziękuję raz jeszcze bardzo i pozdrawiam księżycowo.
Adela dnia 19.08.2014 09:03
Witaj Wasinko,
Zachęcam Cię do pisania ciągu dalszego, coś mi mówi, że nawet i musisz, aby historia nie odeszła w zapomnienie.
A historia jest! Przeczytałam z zaciekawieniem i trzymam kciuki za ciąg dalszy.
Mam kilka uwag, co nasuwa mi się po lekturze.
Otóż, historia poznania Marysi i Andrzeja - odnoszę wrażenie, że nie ma w niej klimatu. Kilka zdań, taki szybki szpil (jak to na Śląsku mówią), bez porywów. Sam obraz Marysi, jaką jest osobą, kobietą - brakuje tego. Marysia tutaj jest nijaka, przynosi wodę, jest bardzo źle traktowana, nie ma wsparcia itp.
Tutaj na razie początek, krótki opis sytuacji, zresztą smutny, więc pewnie to wszystko się rozwinie.
Jestem ciekawa, jak to się rozwinie, bo WARTO poświęcić Marysi czas.

Pozdrawiam serdecznie,
A.
Wasinka dnia 19.08.2014 16:59
Witaj, Adelo, miło Cię widzieć zaprawdę.
Ale zasmuciłaś mnie dosyć... Bo powiadasz, że bez klimatu... Pewnie masz rację, to znaczy - na pewno, skoro go nie poczułaś. Moim usprawiedliwieniem jest tylko to, że chciałam, żeby mówiła sytuacja, bez wgłębiania się w cokolwiek więcej... Takie krótkie myki. Ale to żadne usprawiedliwienie, jeżeli Czytelnik czuje pod tym kątem niedosyt.

Wdzięcznie się kłaniam za opinię i słonecznie pozdrawiam.
Adela dnia 19.08.2014 19:05
Witaj Wasinko, "bez klimatu" - odnosiło się do historii poznania się Marysi i Andrzeja, jest opisana zdawkowo. Jako czytelnika ciekawią mnie szczegóły, osobna opowieść, bo właśnie wyczuwam, że historia życia Marysi ma mnóstwo opowieści. Całość jak najbardziej ma potencjał, jest temat, ciekawa, zgrabna narracja, która wciąga.
Rozumiem zamiar, aby sytuacja przemówiła, myślę, że może być i niebezpieczny. Oczywiście to moje skromne zdanie:) Wiesz, że trzymam kciuki u rąk i u nóg, aby Marysi był ciąg dalszy. Musi być;) Swoim komentarzem chciałam zachęcić, nie zniechęcać. Wiesz na zasadzie, że warto pracować nad tekstem i pisać dalej.
Pozdrawiam serdecznie,
A.
Wasinka dnia 19.08.2014 21:32
Adelo,
wiem i cieszę się, że tylko o ten moment tu chodzi.
Chciałam się wyzbyć sentymentalizmu, stwierdzić fakt, ot, tak zwyczajnie wszystko, historia zakochania, jakich wiele, a potem trzasnąć - zobaczcie, co się stało; zabrał ją tak romantycznie, a potem tak po prostu skrzywdził... Ot, tak sobie...
Ale pomyślę nad tym, naprawdę. Skoro na Ciebie ten fragment nie zadziałał.

Adela napisała:
Rozumiem zamiar, aby sytuacja przemówiła, myślę, że może być i niebezpieczny.

No właśnie zdaję sobie z tego sprawę. Stąd pytanie, czy warto w ten sposób.

Adela napisała:
Wiesz, że trzymam kciuki u rąk i u nóg, aby Marysi był ciąg dalszy.

Teraz wiem. :)

Adela napisała:
Wiesz, że trzymam kciuki u rąk i u nóg, aby Marysi był ciąg dalszy. Musi być Swoim komentarzem chciałam zachęcić, nie zniechęcać. Wiesz na zasadzie, że warto pracować nad tekstem i pisać dalej.

Tak, Adelko, wiem, wiem i nie wątpię w Twoje zamiary. :) Dziękuję bardzo!


Pozdrawiam z Księżycem w sierpniu.
zawsze dnia 20.08.2014 02:39
Tytuł bardzo sugestywny, bardzo Twój. Wiem, że bardzo źle to zabrzmi, ale od "Przed szóstą" kojarzysz mi się z mgłą.

Ciekawie się czyta Twoje pisanie na sucho. Ciekawy kontrast. Nie chodzi o brak emocji, bo te krzyczą, ale o brak ubarwień językowych, do których przywykliśmy.

Zaciekawił mnie wątek Stasi - mam nadzieję, że w kolejnych odcinkach będzie więcej o niej. Wiesz, imion niby faktycznie jest sporo, ale są wprowadzane w swoim czasie na tyle, że nie sposób się nie połapać. Podejrzewam zresztą, że w następnych częściach poznamy bohaterów lepiej i już nie będą się gubić.

Postać Marysi - niezwykła. Wiesz, niby typowa "sierotka Marysia", co się na wszystko zgodzi i każdemu ulegnie, ale widać, ile kosztuje ją ta walka.

Fragment zakończony w doskonałym momencie. Mocnym, nieustępliwie stukającym w głowie. Wszystko słyszałam, co się u Twoich bohaterów działo, wszystko widziałam - czyli obrazowo napisane. Tekst wywarł na mnie ogromne wrażenie, przez kilka dni czaiłam się z tym komentarzem, nie bardzo wiedząc, co napisać ponad: Chcę więcej. Historia warta kontynuacji, i ja bardzo chętnie bym Cię widziała na swojej półce.

Tylko jeden fragment mi dziwnie brzmi, jakby zbyt współcześnie:
Cytat:
- Pod­czas wczo­raj­szej wi­chu­ry ze­rwa­ło nam dach… - za­szep­ta­ła.



PS Ostatnio jechaliśmy z M. przez Wieluń. Tkwiła mi historia w głowie, jako że wiem, że oparłaś ją na życiu.
Wasinka dnia 20.08.2014 13:22
Zawsze, jak zawsze miło Cię gościć.
Ulżyło mi, że Czytelnicy, przyzwyczajeni do rozwiązłości mojej, ale mimo to lubiącej moje pisanie, również i tutaj się odnaleźli. Uff, uff.


zawsze napisała:
Wiem, że bardzo źle to zabrzmi, ale od "Przed szóstą" kojarzysz mi się z mgłą.

Eee, mnie to nie brzmi źle.

zawsze napisała:
Zaciekawił mnie wątek Stas

To dobrze. Mam nadzieję, że sprostam wyzwaniu.

zawsze napisała:
Podejrzewam zresztą, że w następnych częściach poznamy bohaterów lepiej i już nie będą się gubić.

Niektóre na pewną będą. Ale nie zdradzę na razie które.

zawsze napisała:
Fragment zakończony w doskonałym momencie.

Uff.


zawsze napisała:
Tylko jeden fragment mi dziwnie brzmi, jakby zbyt współcześnie

Ech, wiem... Czasem mam problem wleźć w język. To dziwne, bo na co dzień czasem denerwująco mi łazi po głowie zupełnie niepotrzebnie, a kiedy chcę wykorzystać - milknie. Może to też kwestia braku czasu na dłuższe siedzenie przy tekście.
Tak czy owak zdanie to zmienię, bo czegoś się dowiedziałam nowego.

zawsze napisała:
Ostatnio jechaliśmy z M. przez Wieluń.

I nie wpadliście?


zawsze napisała:
Tkwiła mi historia w głowie, jako że wiem, że oparłaś ją na życiu.

Tak, w większości. Czasem muszę coś niecoś dorobić i połączyć losy różnych osób albo wydarzenia, jednak to inna kwestia.



Bardzo dziękuję za Twoje słowa. I że na półce... Ach.
Pozdrowienia pełne słońca.
Adela dnia 20.08.2014 23:09
Wasinka napisała:
No właśnie zdaję sobie z tego sprawę. Stąd pytanie, czy warto w ten sposób.

Wasinko, to zależy jak czujesz, jak chcesz przedstawić bohaterów. Wiesz - opisana sytuacja jest bardzo dobrze zobrazowana, ale, jak dobrze rozumiem, to część całości, więc pewnie cały czas tak się nie da - bo (moim zdaniem) wyszedł by zlepek opisów różnych sytuacji, które przytrafiły się danym bohaterom. Może warto pomyśleć, aby przeplatać styl przekazywania informacji;) Nie jestem znawcą, to taka wolna sugestia:)
Pozdrawiam serdecznie,
A.
Wasinka dnia 21.08.2014 00:37
Adelo droga,
jakie to kochane, że wracasz.
Tutaj czułam tak... Ale zobaczymy, co z tego wyniknie.
Mnie chodzi głównie o to, żeby przemówiły sytuacje, a nie mój subiektywny stosunek i rozgadanie bezwolne, któremu czasem się nazbyt poddaję, gdy coś porusza. :)
To jest skrawek, zobaczymy, jak wszystko odbierze się w większej całości. Ale na pewno będę liczyć na opinie, bo te historie są dla mnie ważne.
Opowieści będą skrawkami, ale zamierzam na ogół przeplatać je tymi samymi bohaterami plus innymi jakoś powiązanymi.
Kolejny rozdział przyniesie nowe postaci. Od strony Kazimiery.

Dziękuję, Adelo, i pozdrawiam cieplutko. :)
Adela dnia 21.08.2014 11:16
Nie obawiałabym się aż tak bardzo subiektywnego stosunku Autora do bohaterów, jeśli jest w miarę powściągliwy (co oczywiście trzeba trenować;), bowiem nadaje bohaterom osobowość. Czytelnik potem sam oceni czy lubi bohatera czy nie, ale bez zarysu, trudno mu będzie podjąć taką ocenę.
Trzymam kciuki za ciąg dalszy,
Buziaki:)
Pozdrawiam,
A.
Wasinka dnia 21.08.2014 14:26
Adelo,
mam nadzieję, że mimo wszystko moi bohaterowie będą mieli osobowość (według odczucia Czytelników). To dopiero pierwszy rozdział... Jeżeli potem nadal nic się nie zmieni w odbiorze postaci przez Czytających, będę się poważnie zastanawiać nad tak istotnymi zmianami.

Dziękuję ponownie i pozdrawiam wesoło. :)
lech dnia 21.08.2014 18:55 Ocena: Świetne!
Wasieńko - nie powiem niczego oryginalnego, ale zachęcam do pisania. Po pierwsze, że ładnie to robisz, a po drugie, uwielbiam czytać to, co skomponowało samo życie. Zapisuję się na stałego czytelnika Twojej powieści.
Pozdrawiam serdecznie
Adela dnia 21.08.2014 22:18
Jasne Wasinko, sorki za naciskanie:)
Pozdrawiam serdecznie,
A.
Wasinka dnia 22.08.2014 00:39
Lechu, nawet sobie nie wyobrażasz, jak przyjemnie mi, że odnalazłeś moje pisanie.
Jeżeli mam w Tobie stałego Czytelnika - to jestem w skowronkach.
Bardzo Ci dziękuję, że przybyłeś; przyznam, że miałam nadzieję, ale się jednak nie spodziewałam.

Adelo, nie sorkuj. Wiesz, jak dla mnie ważna jest szczerość. Liczę na nią pod kolejnymi częściami. Tym bardziej że chodzi o wydźwięk całości w kwestii Twoich uwag. Dziękuję!



Pozdrawiam Was z Księżycem i serdecznością wielką.
Krystyna Habrat dnia 22.08.2014 20:50
Popieram kontynuację. Jak najbardziej! I właśnie w stylu, jaki wybrałaś. Podoba mi się twoje pójście pod prąd schematów. Twoja prawda - sądzę, że czerpana z życia - jest ważniejsza i ciekawsza niż wymyślanie historii zgodnie z narzucaną poprawnością, czego mamy już pod dostatkiem.
Twój styl jest piękny. Tak samo nastrój. No i wymowa. Realiów nie zmieniaj.
Mam tylko jedno drobniutkie zastrzeżenie: gdy bohaterka idzie ulicą i wchodzi do domu krawca, w krótkim przedziale czasu pojawia się zbyt wiele postaci, co utrudnia czytelnikowi rozeznanie. Wiem, że tam było gęsto, jak to na ulicy, a potem w domu licznej rodziny, a są to osoby drugiego planu, więc nie muszą być specjalnie eksponowane w myśl reguły kompozycyjnej, że ile osób tyle dla nich miejsca, ale coś tu stylistycznie trzeba rozrzedzić. Wiem, że to krótka scena i może nie warta zachodu, ale to wprowadzenie. Poza tym pamiętam, że masz skłonności do tłumnych scen i już na to w bajkach wskazywałam. W sumie niby drobiazg.
Wolałabym też zamiast trochę sztucznych określeń: "trzydziestoczterolatka" czy "dwudziestoczterolatka" dać w tym kontekście opis, np: kobieta już po trzydziestce (ew.: i to w widocznej już ciąży); gdy miała już 24 lata (ty napisz to słownie).
Czekam niecierpliwie na cd. Warto!
Wasinka dnia 22.08.2014 23:41
Krysiu,
dziękuję, że zajrzałaś, że znalazłaś.
I widzisz, jesteś kolejną osobą (trzecią), która wspomina o zbytnim nagromadzeniu postaci.
Troszkę trudno mi pozbyć się kogoś z rodziny Chajata, bo każdy pełni tam swoją funkcję. A wspomnienie Marceliny ma na celu pokazanie, że służby było więcej i przy okazji pokazuje nastawienie pani domu...
Ale będę musiała to przemyśleć.
Postaram się coś zrobić też z wyrażeniem "trzydziestoczterolatka", którego użyłam, by uniknąć powtórzenia imienia lub kobiety.
Jeszcze muszę nieco "potrenować".


Dziękuję też bardzo za zachętę.


Pozdrawiam księżycową porą.
Andre dnia 22.08.2014 23:51 Ocena: Świetne!
Cytat:
Przy­ja­ciół­ka w za­mian po­ma­ga­ła przy Mie­ciu, Edku i Zosi, tym bar­dziej teraz, gdy w dro­dze był Tadek.

A może wystarczy rzec: "Przyjaciółka pomagała przy trójce rodzeństwa, tym bardziej teraz, gdy w drodze... (...)".

I już masz trzy osoby mniej :)
Wasinka dnia 23.08.2014 00:00
No ja wiem, wiem, ale tutaj (Krysi) chodziło o moment, kiedy Marysia jest w domu krawca.

O zmniejszeniu imion przy okazji dzieci Marysi też myślałam, ale - kurka - Miecio i Edek pojawią się potem i nie musiałabym pisać, że są synami Marysi, ale zwyczajnie dorzucić skrawek kolejnej historii. Wiesz, takie założenie, by nie wyjaśniać powiązań rodzinnych w taki sposób.
Ech, chyba zamieszałam.
Tak czy owak - muszę sobie poobmyśliwać kwestie, o których napomykacie.



Dziękuję. :)
Andre dnia 23.08.2014 00:18 Ocena: Świetne!
No, kochana, jak to szło? Kiedy jedna osoba mówi ci, że jesteś pijana - powinnaś to zignorować, kiedy druga osoba mówi ci, że jesteś pijana - powinnaś to puścić mimo uszu, ale kiedy trzecia osoba mówi ci, że jesteś pijana, to jednak powinnaś jak najszybciej udać się do domu (na retusz tekstu) :)
Wasinka dnia 23.08.2014 00:20
Zdaję sobie z tego sprawę. :)


Odnotowałam: Krysia, Wiktoria i Andre - za dużo postaci w tekście. ;)
Figiel dnia 02.09.2014 12:20 Ocena: Świetne!
Oczywiście, że spod części drugiej natychmiast przybiegłam pod pierwszą. Powinnam zacząć na odwrót, ale zaczytałam się w dwójce i nie chciałam z pięknego klimatu uciekać. Tu mamy mocny, brutalny, pełen uprzedzeń etnicznych i ludzkiego okrucieństwa. Ale za mgłą wspomnień Kazimiery o sobie i ludziach, których spotkała w życiu muszą być i te piękne i te okrutne, bo przecież życie ma taką naturę.
Nie wiem, Wasinko, co Ty robisz ze słowami, że tak pięknie malują klimat. Gdybym czytała książkę, dałabym głowę, że autor widział te sceny, znał opisywanych ludzi, żył wśród nich i pozostaje mu tylko zaprowadzić czytelnika w spowitą mgłą uliczkę, by zobaczył Marysię, pełną rozpaczy, opierającą się o chropowatą ścianę.
Zastanawiam się, czy losy Marysi i Kazi splotą się w wojennej rzeczywistości, czy to tylko migawki wspomnień Kazi o spotkanych ludziach. Myślę, mam nadzieję, że tak, skoro Kazia mówi, że Marysia miała ciężkie życie.
Podjęłaś niezmiernie trudny temat, wielowarstwowy, dotykający konkretnej rzeczywistości, mogący narażać na różnego rodzaju zarzuty: a to braku osadzenia w realiach, a to przekłamania prawd, a to posądzenia o antysemityzm - słowem wszelkie, z wyjątkiem jednego - świetnego warsztatu. Ja wiem jedno - chcę być z Twoimi bohaterami, chcę poznać ciąg dalszy.

Pozdrawiam z oczekiwaniem:)
Wasinka dnia 02.09.2014 13:32
Figielko, ach!
Jakże motywujesz mnie tym komentarzem.

Co do Kazi i Marysi. Nie jestem pewna, czy spotkają się na kartach tych opowieści akurat w dosłownym sensie, ale tak znały się - jak matka i żona Mieczysława.


Jestem Ci bardzo wdzięczna za odwiedziny i zainteresowanie.
Pozdrawiam z uśmiechem.
Szuirad dnia 04.09.2014 12:25
Witaj

Przyznam, że spodziewałem się innej tematyki, nawet tytuł przemawiał do mnie zupełnie inaczej... I zamiast onirycznej tajemniczej opowiastki fragment mocny, wręcz brutalny momentami. No cóż wpadłem w pułapkę swoich oczekiwań od Twego pióra i mam za swoje. Choć to "manie", lekki kubeł zimnej wody na głowę wskazuje na schematy, w które popadamy w stosunku do innych. Z tym większą ciekawością popłynąłem dalej...
Czytelnika uchwyciłaś :) Mam nadzieję, ze i inne klimaty, jak to w życiu splotą się później. Co do reali historycznych to nie znam się na tym okresie, trudno się wypowiadać. Ale, odnośnie schematów, w stosunku do opisywanych czasów często właśnie w schematy i NASZE wyobrażenia , popadamy. Być może, a nawet jestem pewny, że oprócz naleciałości "czasowych", osób, które opowiadały, na Twój odbiór nałożyły się filtry nam, naszemu pokoleniu nałożone i z tym trzeba się liczyć. Piszesz, ze nie jest to opowiadanie historyczne, ale w realiach takich z naszego punktu widzenia osadzone. To tyle, więcej w tym wątku nie będę się wypowiadał, mądrzejsi to już zrobili.

Co do schematów dalej... Postać Chajata... Jesteśmy tak uczuleni i uwrażliwieni na antysemityzm, że często automatycznie widzimy go w sytuacjach, w których go nie ma, może inni chcieliby w nich coś takiego widzieć, ale to już inna sprawa. W każdym bądź razie przedstawienie krawca wymyka się z „obowiązujących schematów myślowych”, tak jakby społeczność żydowska składa się tylko z ludzi prawych. Rozkład jest zapewne taki sam, jak w innych populacjach. W każdym bądź razie piszesz niepolitycznie :D

Co do zakończenia więcej nie dodawaj, ostatnie zdanie jest wymowne, świetne, w odniesieniu oczywiście do warsztatu piszącego, nie w odniesieniu do faktu odejścia
Pozdrawiam
Sz
Wasinka dnia 04.09.2014 12:44
Witaj, Szuiradzie. Aż się uśmiechnęłam szeroko, gdy zobaczyłam Cię pod moim tekstem. Tak rzadko bywasz... Wielka pozytywna niespodzianka.

Wiem, że pewne sposoby myślenia przerzucają się na innych, ale - nic na to nie poradzę, że w Wieluniu mieliśmy dużo Żydów i potrafili zachowywać się... nieprzyjemnie, z wyższością, pogardą. Jednak nigdy nie słyszałam żadnych osądów ogólnych, nigdy nikt, opowiadając mi tę historie, nie używał epitetów, zwyczajnie - opowiadano mi tę historię jak każdą inną, jeśli wiesz, co mam na myśli; ja po prostu ukazałam zdarzenie, nic więcej. Tak było. I nie mogę tego zmienić. A że to akurat Żyd, to, powiedzmy, przypadek. :)
To tak gwoli tylko wyjaśnienia ogólnych założeń piszę.
Antysemityzm to drażliwa kwestia, każda krytyka członka żydowskiego społeczeństwa łączona jest z tym modnym słowem. A jak o Polaku źle napisałam, to każdy wie, że chodzi o jednego, a nie cały naród. :) To jest to, o czym piszesz w trzecim akapicie komentarza.

Tak czy owak - rozradowałam się, że zyskałam Czytelnika. Mam nadzieję, że nie zawiodę. Kolejny rozdział już na PP.

Pozdrawiam słonecznie.
julass dnia 05.09.2014 02:41
jestem nienasycony bo własciwie dużo się dzieje a tekstu jakby mało - wolałbym większą pigułkę:)
Ostatnie zdanie mi się podoba że tak właśnie się kończy krótko a nie opisowo...
Wasinka dnia 05.09.2014 06:21
To się mówi: krótko i na temat:p
Ot, historia po prostu.

Uśmiechy. :)
mede_a dnia 05.09.2014 20:45
A ja jestem ciekawa Państwa i Autorki opinii, czy gdybyście w powieści ukraińskiego pisarza, dziejącej się np. pod Lwowem wśród Ukraińców i opisującej jego historię rodzinną znaleźli scenę, akurat jak ta z Hajatem, tylko w roli złych Żydów, wystąpiliby Polacy, czy również uznalibyście, iż nie ma w niej nic niestosownego? Taka mała dygresja w związku z tekstem…
Wasinka dnia 05.09.2014 20:59
Pewnie poczułabym kłujkę w serduchu, ale tak naprawdę - tyle się słyszy złego o Polakach, że nie bardzo bym się zdziwiła...

Miło mi, że wróciłaś.
alkestis dnia 05.09.2014 21:08 Ocena: Świetne!
Mede_o, bo Polacy są przesłodcy i tylko uśmiechy rozsyłają ;) Jak dla mnie prawdziwość tej historii jest jej atutem. A skąd pomysł, że to ogólna postawa wobec Żydów czy Polaków? Zwyczajnie było różnie.

jak jeszcze nie pisałam, bo czytałam, to naprawiam niniejszym ten nietakt Wasinko, podoba się.

Pozdrawiam
Wasinka dnia 05.09.2014 21:38
Medeo, ja naprawdę rozumiem Twoje spojrzenie - to znaczy, wiem, o co Ci chodzi. Ale to jest kwestia jednej historii. I - jak sama przyznałaś - w tamtych czasach Polacy nie lubili Żydów (i wzajemnie). To tylko w takim razie prawda historyczna się zrobiła... Mam nadzieję, że wiesz, o co mi chodzi. I mam nadzieję, że kolejna część nie będzie Cię tak irytować. :)
Ja już wsadziłam nawet mała Esterę, żeby rodzinę nieco milszym akcentem potraktować.


Alkestis, bardzo mi miło, że się podoba.



Pozdrawiam Was księżycowo i dziękuję za odwiedziny i opinie.
mede_a dnia 06.09.2014 09:04
Kochana Wasinko, mnie tylko chodzi o to, że:
jest scena – wstrząsająca, brutalna. Zrozpaczona matka, której dzieci nie mają się gdzie schronić w bezpiecznym, ciepłym miejscu, bo żywioł odebrał im dom, prosi o pomoc Żyda. Żyd okazuje się bydlakiem – pomoże, ale za sex usługę. Gdy matka odmawia – Żyd lży ją i wypędza. I gdybyż tylko Chajat był szwarccharakterem w tej migawce… Ale Ty wzmacniasz efekt złego Żyda. Odrażająca jest i jego żona. A jakby jeszcze tego było mało – mamy przypadkowego pejsatego na ulicy, który jest też przedstawiony w złym świetle – butny, chamski, nieszanujący kobiety ( w domyśle: pewnie dlatego, że Polka). I tylko niewinne dziecię nie ma złego stosunku do Polaków. Ale można domniemywać – skoro rośnie w tak antypolskim i podłym moralnie środowisku – że wyrośnie na podobną żydowską kreaturę jak sportretowani rodacy. Więc dobre żydowskie dziecię nie łagodzi wydźwięku sceny, wręcz przeciwnie, bo z niej bije przesłanie: Żydzi nienawidzili Polaków, jeśli mogli z racji zamożności czy pozycji – wywyższali się, poniżali naszych, nie mieli ludzkich odruchów. I taki zamysł bardzo mi się nie podoba. Nic mnie nie przekona, że jest inaczej.
Pisząc o innych narodach musimy być taktowni i ostrożni. Nie przyklejać łatki innym, kumulując same złe przypadki w opisie nie – Polaków. Przeczytałam miliony stron wspomnień Żydów z okresu Holocaustu. Nie znalazłam ani jednego, w którym Polacy byliby WYŁĄCZNIE przedstawieni w złym świetle, mimo że każda z tych osób doznała od nich zła ( choć i dobra również), jednak zawsze umiała napisać i o maleńkim nawet dobru. W Twoim tekście zabrakło mi takiego spojrzenia. Dlatego pod tym względem budzi moją niechęć, bo poza pokazaniem podłości Mojżeszowych w całej rozciągłości nic nie wnosił. Wasinko, nie chcę Ci robić przykrości. Chcę tylko zwrócić uwagę na problem. Jestem w tej kwestii drażliwa. Nie mam żydowskich korzeni, nieco tylko domieszki krwi litewskiej po prababce, jak to z Kresów, ale od wielu lat stosunki polsko – żydowskie są przedmiotem mojego wielkiego zainteresowania. Znam je naprawdę dobrze (nie tylko z żydowskich dokumentów). I wstyd mi za większość polskiego społeczeństwa w czasach Zagłady, za nieludzki antysemityzm, za opatrznie rozumiany katolicyzm, za ksenofobię. I kiedy widzę dziś, gdy nawet „nie ma już w Polsce żydowskich miasteczek”, a z 3 milionowej reprezentacji narodu żydowskiego zostały niedobitki (ciekawe, ilu potomków Żydów pozostało w Wieluniu) - być może nieuświadomioną - niechęć do Żydów wrażliwość nie pozwala mi milczeć.
Uważam, że powinnaś złagodzić wymowę fragmentu z Żydami. Zostawić Chajata, wyrzucić przechodnia, ocieplić wizerunek żony kupca lub postać usunąć. Skorygować rodzinną prawdę, jeśli nawet taka była, w imię prawdy socjologicznej - żaden naród nie składa się tylko z szuj. Warto, bo piszesz pięknie piekną opowieść. Niech jej nie kazi nawet cień antysemityzmu.

I choć jestem w swoim zdaniu osobna, muszę je stanowczo wyartykułować.
amsa dnia 06.09.2014 09:36
Mede_o - ogromnie szanuję Twoje zdanie, ale nie mogę się zgodzić z takim stwierdzeniem:
mede_a napisała:
Skorygować rodzinną prawdę, jeśli nawet taka była, w imię prawdy socjologicznej
- nie od dziś wiadomo, że historię piszą zwycięzcy, a każda prawda ma różne oblicza. Tekst Wasinki jest prawdą jej rodziny, prawdopodobnie jest to również w jakiś sposób prawda socjologiczna, ale dostosowywanie jej do poprawności politycznej, bo jesteśmy jako naród antysemitami i należy ten wizerunek przekłamać i nieco wyretuszować, to raczej nie tędy droga. Nigdy jeszcze zabiegi ukazania historii w innym świetle, niż były w rzeczywistości nie przyniosły trwałych efektów, a zmianie mentalności społeczeństwa bardziej przysłuży się najprawdziwsza prawda, niż koloryzacja niewygodnych faktów, albo wręcz ich usuwanie. Być może w dalszej części historii przeczytamy o pozytywnych przykładach Żydów, złych Niemcach, bohaterskich Polakach i polskich kolaborantach, dobrych odruchach serca żołnierza Wermachtu i po prostu uczciwych, zwykłych ludziach. Pozwólmy sobie na ocenę całości, a nie tylko skrawka.

Zauważ również, że kilka osób zwróciło na ten aspekt trudnego problemu uwagę, więc nie jesteś tak zupełnie samotna:).

Pozdrawiam

B)
viktoria12 dnia 06.09.2014 09:50
Jeżeli znalazł się Żyd drań - tak to zostaw;
prawda broni się sama,
dobro również.
Jeżeli ktoś dopatrzy się antysemityzmu tam, gdzie go nie ma - wolno mu.
Piszesz przecież o wojnie, a ona miała niemały wpływ na ,, jestem".
Chcę poznać historię taką, jaka była.

Tak na marginesie: tuż obok mieszka rodzina, której Rodzicom przyznano medal: Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata za ratowanie Żydów w czasie II wojny światowej.
Przeszli przez tymczasowe getto, chronili przed obozem zagłady w Zasławiu.
Miłość, kontra wszechobecne wtedy zło, sprawiła z biegiem czasu, że nawet i ci, których uznawano za podłych - zmienili sposób postępowania na lepszy.
Rozwijaj fabułę zgodnie z Twoim zamysłem.
Zobaczymy, co z niej wyniknie. Może przyjemne rozczarowanie...
mede_a dnia 06.09.2014 10:17
Jestem, amso, samotna, bo tylko ja widzę niestosowność sceny. Choć... sorry, ktoś prywatnie napisał mi, ze ma takie same zdanie, ale tylko prywatnie, więc forumowo to się nie liczy.
To mój ostatni komentarz w sprawie. Bo nikt i nic nie zmieni mojego wrażenia, ale i ja Państwa – jak widzę - również. Dla mnie ów fragment jest antysemicki. Bo nie dostrzegam innego celu niż pokazania podłości Żydów.
A tak na marginesie... Żyjąc w polskim, a więc zapewne zdrowym moralnie przedwojennym środowisku Wielunia, matka z dziećmi nie znalazła pomocy u swoich? Nie zwróciła się wpierw do znajomych, sąsiadów, rodziny? Nikt nie zaproponował dachu nad głową ofiarom żywiołu, że musiała lecieć do Żyda? Nie znalazł się ani jeden sprawiedliwy Polak w tej obojętnej Sodomie, żadne litościwe serce? A jednak nie spada u Wasinki żadne odium na rodaków, tę kwestię pomija, natomiast skupia się na postepowaniu Mojżeszowych. Dlaczego o obojętności Polaków mamy wyczytywać między wierszami, a reakcje OBCYCH mamy na tacy w sosie o smaku chilli?

Prawda rodzinna – ona tez nie jest taka oczywista, skoro Wasinka pisze w komentarzu: „Być może oficera sama sobie stworzyłam (to znaczy - nie wiem, czy nie istniał, bo nie mam się teraz od kogo dowiedzieć), bo pradziadek gdzieś tam dzielnie walczył i nawet w wysokim stopniu”. Natomiast rodzinną prawdą po blisko stu latach jest nawet pejsaty chamski przechodzień i słowa rodziny Chajatów tak skonstruowane przez autorkę, by budziły do bohaterów jak największą niechęć? W rodzinnych annałach nie przetrwały ważne informacje o pradziadku, a tego typu szczegóły tak? Zatem nie mogę traktować tego jako prawdy historycznej.
Nie widzę sensu dalszej dyskusji. Moja prawda o tekście Wasinki jest taka, innych - inna. Zatem pozostańmy każde przy swojej.
Wasinka dnia 06.09.2014 10:45
Medeo
to jest tylko malutki skrawek wspomnień. A dlaczego tu się znalazł? Bo mną wstrząsnął. Nie dlatego, że bohaterem jest zły Żyd. Ale dlatego, że są źli ludzie. Pewnie dlatego nikt nie zagrzmiał - traktują to jak historię o jednym przypadku, a nie symbol.

mede_a napisała:
Pisząc o innych narodach musimy być taktowni i ostrożni.

We współczesnym świecie Polacy są aż nadto taktowni. Siebie spychają do roli szumowin, a inne narody wysławiają i się przed nimi płaszczą. O nas jakoś nikt nie chce pisać taktownie i ostrożnie. Sami o sobie mówimy źle. I zaczynamy takimi się stawać. Szczególnie gdy sami sobie przypinamy wspomniane łatki.
mede_a napisała:
Przeczytałam miliony stron wspomnień Żydów z okresu Holocaustu. Nie znalazłam ani jednego, w którym Polacy byliby WYŁĄCZNIE przedstawieni w złym świetle
- widzisz, miliony. A tu są tylko trzy. Widać, że to nie przekrój, ale przypadkowy opis sytuacji.
mede_a napisała:
że każda z tych osób doznała od nich zła

Piszesz, że każdy Żyd doznał zła od Polaków... No proszę... Czyli Polacy jak jeden mąż to szuje, podli i źli. Ale tak, dobrzy też byli czasem. Złagodzona forma powiedzenia o kimś czegoś negatywnego.
mede_a napisała:
Dlatego pod tym względem budzi moją niechęć, bo poza pokazaniem podłości Mojżeszowych w całej rozciągłości nic nie wnosił.

Nie przypuszczałam, że ten fragment nie wnosi niczego poza skojarzeniami z antysemityzmem. bo mi nie chodziło o rodzinę żydowska, ale o niedolę kobiety i realia jej życia. Tylko o Marysię tu chodziło.


Rozumiem Twoje spojrzenie; przypuszczam, że poza osobami, które tutaj się wypowiedziały, czy też w ogóle poza PP znalazłabyś wielu popleczników.
I nie wstydź się za Polaków. Byliśmy jednym z najbardziej tolerancyjnych państw. Ale pamięta się tylko o brudach. W przeciwieństwie do innych narodów.
Powiedzenie czegoś negatywnego o Żydach grozi wyzwaniem od antysemitów (ba, nawet o jednym Żydzie). O innych narodach możemy sobie mówić, co chcemy (no, prawie). Myślę, że popadliśmy w przesadę.


Dziękuję za Twój głos w dyskusji. Rozumiem go, ale niektóre wspomnienia są święte. I nie mówię tu o Żydach - powtórzę. Ale o krzywdach kobiety.
Pokazałam wstrętnego Polaka. Pokazałam wredne polskie baby. Ale to jest w porządku...



Amso,
ech, nie wiem, czy całość będzie zadowalająca. To tylko strzępy. Nie sądzę, żebym zrównoważyła "wygląd" Żydów. Nie o to tu chodzi. Nie będę się zastanawiać, czy upięknić kogoś po to, żebym nie została nazwana np. ksenofobką. Bo każdemu się dostanie. Tyle że będzie więcej historii związanych z Niemcami niż z Żydami, bo tak się potoczyły losy moich bohaterów.
Dziękuję za powrót.


Viktorio,
miło mi, że zajrzałaś.
Dziękuję za opinię i za wspomnienie czegoś pozytywnego o Polakach. Może gdybyśmy myśleli o sobie podobnie, to byśmy stali się piękniejszym narodem. Bo to, co się teraz dzieje, idzie w smutnym kierunku (abstrahując już od kwestii żydowskiej, piszę ogólnie).





Bardzo Wam dziękuję, Dziewczyny - Medeo, Amso, Viktorio.




PS
Teraz zobaczyłam, że zdążyłaś się jeszcze wpisać przede mną, Medeo.
Pozdrawiam i zapraszam do innej scenki - może nie będzie tak przykra. :)



Jeśli chodzi o oficera - przestałam wierzyć w swoją pamięć. Są momenty, gdy łatwo poddaję się sugestiom.
Nie wszystko jest prawdą w opowieściach, co już zaznaczałam.


Co do tego, kto Ci prywatnie przyznał rację - wspomniałam o tym powyżej. Myślę, że większość będzie takich. Co też o czymś świadczy.


I, proszę, nie atakuj mnie prywatnie - mojej pamięci, wrażliwości, antysemickości. Tutaj jest scenka. Nic więcej. Każdy dopowiada sobie po swojemu. I - jak zauważyłaś - nie jesteś osamotniona w swojej opinii.





Szkoda, że tak potoczyła się ta dyskusja. Ale masz rację - nie ma sensu jej ciągnąć.
Jeszcze raz dziękuję.
amsa dnia 06.09.2014 11:36
Podejrzewam, że w ogóle nie byłoby problemu antysemityzmu, gdyby nam nie wmawiano, że istnieje. Niemcy nie lubią Polaków, wiadomo – złodzieje, pijacy itp., Austriacy – hm… zdaje się, że również nie mają o nas najlepszej opinii. Niezależnie od powojennej historii naszego kraju mamy sentyment (podszyty strachem) do Rosji. Trzy kraje dzięki którym Polski nie było. Nie jesteśmy w stosunku do nich anty. Poniekąd wybaczyliśmy im te rządy, dostrzegając korzyści (przynajmniej w niektórych rejonach kraju). Władza jako taka jest do przełknięcia, jeśli tylko pozwala egzystować. Ale niewybaczalne jest bogactwo. W tym miejscu warto wspomnieć, dlaczego pojawił się w czasach najlepszego z systemów problem z Żydami? Jak nie wiadomo o co chodzi, to zawsze idzie o kasę. To jest prawdziwe i jedyne podłoże antysemityzmu, nie tylko u nas, ale na całym świecie. Upychamy w szufladki nacje, wykazujemy prawdy dziejowe z ich udziałem. Jak często słyszymy dywagacje kto jest winien obu wojnom światowym, kto jest twórcą najlepszego z systemów - oczywiście z pochodzenia Żyd i to z rodziny rabinów, kto kalkuluje chłodno i ulatnia się po angielsku, obiecuje i czarująco zaprzecza, jak to Francuz i kto ma zapędy globalistyczne itd… A my, jako naród jesteśmy zawsze przedmurzem czegoś i zawsze przegrywamy, żeby ktoś inny mógł wygrać. Takie schematy myślowe tworzą ksenofobię i urastają do rangi problemu, który tak naprawdę nie istnieje, poza medialnymi awanturami, rozdmuchiwanymi celowo i całkiem skutecznie.
Dlatego też w pierwszym komentarzu przypuszczałam, że odbiór owych scenek będzie "trudny", nie dlatego że są istotnie antysemickie, ale dlatego że zostaną nałożone na nie pewne schematy.

Pozdrawiam

B)
Wasinka dnia 06.09.2014 11:57
Dziękuję, Amso.
Schematy nigdy nie były podporą człowieczeństwa - chodzi mi o te negatywne, prowadzące do uprzedzeń.

Tak czy owak - dyskusja pozostanie z nierozwiązaną kwestią.


Dziękuję Tobie i wszystkim Komentującym (tym nieujawnionym również...).
Dobrze znać różne zdania.


Pozdrawiam ze słońcem.
Nalka31 dnia 24.03.2015 07:44
Zaczęłam od historii Adeli, ale historia Marysi też jest równie przejmująca. W ciekawej konwencji, to przekazujesz, ale w końcu to są wspomnienia było nie było. Bardzo plastyczne i takie do słuchania, pomimo tej brutalności. Chce się to czytać, chociaż gdybym zaczęła od tego fragmentu, to może bym nie poszła dalej. I nie dlatego, że jest słabszy, a raczej mniej wzbudził emocji. Wiem jednak, że warto poznać wszystkie kawałki tych mgielnych opowieści.

Serdeczności.
Wasinka dnia 24.03.2015 10:18
Witaj, Nalko.
Miło mi, że zaglądasz do wcześniejszych kawałków opowieści. Wypada się cieszyć, że nie zaczęłaś od tej historii, bo pewnie nie poznałabyś kolejnych. Czyli cale szczęście dla mnie, chi chi.
Bardzo dziękuję za odwiedziny u Marysi i za komentarz.

Pozdrawiam słoneczniaście.
Nalka31 dnia 24.03.2015 13:58
Wasinka napisała:
Czyli cale szczęście dla mnie, chi chi.


I niech go będzie tak jak najwięcej. :)

Wietrznie i słonecznie odpozdrawiam. :)
Wasinka dnia 25.03.2015 09:30
:):)
Ania_Basnik dnia 08.04.2017 19:52 Ocena: Świetne!
Witaj Wasinko! Bardzo podoba mi się Twój tekst! Umiesz oddać klimat tamtych lat i trudną sytuację kobiety.
Wasinka dnia 08.04.2017 21:38
Ogromnie dziękuję, Wiolinowe Baśnie. Bardzo to przyjemne, gdy ktoś odgrzebuje czyjś tekst i w dodatku się podoba.

Pozdrawiam księżycowo. :)
Madawydar dnia 28.06.2019 12:07 Ocena: Bardzo dobre
Coś w rodzaju pamiętnika, sagi rodzinnej. Wiele takich filmów obejrzałem i zawsze z ciekawością. Jest we mnie coś takiego, że lubię poznawać czyjeś losy. Co do książek o takiej tematyce, to przyznaję, że musza one być naprawdę "wciągające", aby wytrać w nich do końca. Ta opowieść zza mgły o Marysi budzi we mnie ogromne współczucie dla kobiety, wielką niechęć do Żyda i nie mniejsze oburzenie na postawę Andrzeja. Jeśli tekst od samego początku generuje uczucia i stwarza emocje, to z pewnością zasługuję na moją czytelniczą uwagę w kolejnych odsłonach losów ludzi za mgłą.

Pozdrawiam

Madawydar
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
domofon
23/07/2019 23:56
Florian Konrad, fajniasty komentarz. Dzięki »
AntoniGrycuk
23/07/2019 23:23
DoCo, to nie tyle asekuranctwo, co swoiste machnięcie… »
Zdzislaw
23/07/2019 22:39
DoCo, lubisz bajki? ;) »
Kazjuno
23/07/2019 21:59
Przeczytałem Ciążę z zainteresowaniem. Podobnie do… »
Dobra Cobra
23/07/2019 21:18
Jest i część druga! Coś może się to wszystko źle skończyć w… »
Dobra Cobra
23/07/2019 21:15
Witaj, Panie Asekurancki ;) Co się oceniasz, sztuka jest… »
Ustiusza
23/07/2019 18:28
Trochę późno odpisuję na ostatni komentarz. Crescendo to… »
Kazjuno
23/07/2019 17:54
Bardzo Ci Wiosno dziękuję za przeczytanie tekstu. Także… »
Yaro
23/07/2019 17:50
podziały to naturalne , czy zasłużenie nie wiem ? Uwielbiam… »
Florian Konrad
23/07/2019 16:09
bardzo złe pisanie »
Marek Adam Grabowski
23/07/2019 15:51
Dobrze udało ci się oddać klimat Polskiej prowincji. Druga… »
wiosna
23/07/2019 15:44
Kazjuno dziś ciężej mi się czytało niż poprzednio. Może mam… »
pociengiel
23/07/2019 15:28
Dzięki. Serdeczne. »
Florian Konrad
23/07/2019 14:49
Może dlatego na dolnej, że jednak ten erotyk nie kończy się… »
Florian Konrad
23/07/2019 14:48
anioły w poezji są takie zgrane... wręcz zużyte... »
ShoutBox
  • Zdzislaw
  • 21/07/2019 22:15
  • Nie ma sprawy, Vinillivi :) Sprawa opóźnień wyjaśniona. Człekowi wypoczynek też należy się.
  • Vanillivi
  • 21/07/2019 15:21
  • Tak, zajmuję się prozą. Właśnie wróciłam. Odsapnę moment i wieczorem biorę się za Wasze teksty. Przepraszam za wszelkie opóźnienia.
  • Zdzislaw
  • 20/07/2019 09:36
  • Witam poranno-sobotnie. Czy red. Vanillivi (która wyjechała na dwa tygodnie) jest od prozy? Jeżeli tak, to ok. Rozumiem, czemu nie ukazuje się wysyłana proza.
  • AntoniGrycuk
  • 18/07/2019 01:06
  • Jakie jutro? Ja to wczorajszy ;)
  • czarnanna
  • 17/07/2019 23:52
  • Pozdro600 Antoni :D U Was też już prawie jutro? ;)
  • czarnanna
  • 17/07/2019 20:25
  • Miłego wieczoru :)
Ostatnio widziani
Gości online:25
Najnowszy:asusere
Wspierają nas