W barze u Smukłego Steve'a - mike17
Proza » Miniatura » W barze u Smukłego Steve'a
A A A
Od autora: W to lato, a dokładnie w lipcu powstała seria miniatur, do których przeczytania chciałbym Was teraz zachęcić: traktują o miłości, seksie, poszukiwaniu swojego miejsca w życiu, o tym, jak żyć, by to wszystko miało jakiś sens. Oto pierwsza z nich, niebawem pojawią się kolejne - zapraszam do wspólnej zabawy!

 

                                            
 
 
 
                                                                                          Dla Stacha, w dowód przyjaźni…
 
 
Jestem Mike i tego dnia ostro pokłóciłem się z żoną o moje picie.
I o coś jeszcze, ale o tym później.
Nigdy nie wylewałem za kołnierz, piję, bo lubię, uwielbiam siebie takiego, zawsze ciągnęło mnie do kobiet, fajek i alkoholu, w zasadzie od dwunastego roku życia, ale podobno każdy z nas przychodzi na świat jako ktoś tam i nie oszuka się prawdy o sobie, tego, co gdzieś w mózgu zostało zapisane w momencie narodzin – tak powiadają mądrzy ludzie i ja im wierzę.
 
Tego dnia zmyłem się z domu i poszedłem jak zwykle w takich sytuacjach napić się czegoś mocniejszego do baru „U Smukłego Steve’a”, gdzie miałem zamiar zalać porządnie pałę, i potem, w środku nocy, kiedy Michelle będzie już spała, wrócić na chatę i zasnąć snem sprawiedliwych.
 
To był dobry lokal, żaden tam cienki miękisz, nikt tu nie wszczynał bójek, nikt nie wybijał kolegą okien, ani nie oddawał moczu na ścianę – miejsce miało mięsień i dlatego tam wracałem, kiedy padło o jedno słowo za dużo, moje lub jej, bo nie miała ze mną lekkiego życia, choć los pobłogosławił nam pięknymi jak aniołki dziewczynkami, radością, jakiej nie zaznał nigdy żaden singiel, więc jednak trzymaliśmy się siebie, pomimo tego, że czasem był niezły dym.
 
Kiedy dotarłem do baru, wnet zauważyłem, że nie ma prawie gości, a zatem czekał mnie zapewne samotny wieczór przy następnych kolejkach whisky, które z ojcowską radością w oku nalewać będzie mi Steve, i znów zapyta, co tam w domu, a ja powiem, że wszystko gra, że mam jak u Pana Boga za piecem, a moi najbliżsi żyją w idealnej harmonii ze mną.
Znałem na pamięć jego pytania, a on moje odpowiedzi, kto tu bardziej udawał, nie wiem.
Ale na kurtuazji i trzymaniu języka za zębami jeszcze nikt przynajmniej nie przegrał i to pewnie sprawiało, że rozmowa gładko nam płynęła.
 
Usiadłem na barowym stołku i zamówiłem whisky.
Tego lipcowego wieczora kurewsko mnie suszyło, czasem tak mam.
Po chwili sącząc ją, dostrzegłem kątem oka dziarskiego staruszka, który sprężystym krokiem wszedł do lokalu i natychmiast, jakby było to częścią większego planu, przysiadł się do mnie.
- O Boże, będzie mi pieprzyć o swoich hemoroidach i notorycznych biegunkach… - pomyślałem naprędce, lecz jakże się wtedy myliłem, ja, który zawsze stawiałem na swoim.
- Czy można się przysiąść, młody człowieku? – zapytał wesoło.
- Jasne. Zapraszam – stęknąłem.
- To samo, co ten pan, poproszę – rzekł do Steve’a.
- Się robi – odparł szef, nalał mu kolejkę, i kiedy już ją dostał, najpierw powąchał trunek, potem dopiero posmakował, a na koniec powiedział:
- W takich chwilach człek czuje się mężczyzną. Jestem Anthony – przedstawił mi się tak szybko, jak szybko znalazł się na sąsiednim stołku.
- Wołają na mnie Mike. Miło pana poznać.
- Mów mi po imieniu. Przy was się odmładzam.
- Spoko. Masz to u mnie.
- Nie w domu? Nie z rodziną? W sobotni wieczór?
- Ano tak się złożyło, że nie – odpowiedziałem.
- Chciałbym być na twoim miejscu, Mike, cholernie bym chciał, ale…
- Co ale?
- Czasem twoja złota szansa znika wraz z wiosennym wiatrem…
- Nie bardzo kumam.
- O tym potem. Jesteś szczęśliwy? Mam na myśli, tak ogólnie, w życiu i tak dalej?
- Nie wiem – to była szczera odpowiedź, bo faktycznie miałem pewien zamęt w tej kwestii.
 
- Wierzę, że do przyszłego lata wszystkie wojska, które w tej chwili na całym świecie prowadzą wojny, złożą broń, zakończą bezmyślną spiralę przemocy, zapoczątkowaną przez obłąkanych generałów. Żołnierze nie nienawidzą wroga, jest im to wpajane. Wiem, że, kiedy już karabiny spoczną na ziemi, podejdą do siebie i powiedzą: „Kocham cię, człowieku, kocham cię takim, jaki jesteś”. Tak musi być, bo ten świat się nie ostoi. Nienawiść to zbrodnia przeciw ludzkości.
- Mądrze gadasz, Anthony, ale to trochę utopijne – powiedziałem. – Wojny zawsze były i będą. Ktoś musi kogoś zabijać, tak samo, jak dawać życie.
 
- To nie to samo. Pomyśl, że pewnego dnia bogacz, zawstydzony swym luksusem, wyjdzie na ulicę i podejdzie do żebraka i powie: „Chodź, bracie, ja mam za dużo, tak dużo, że tego nawet nie ogarniam, ty nie możesz przymierać tu głodem. Usiądź ze mną przy stole i bądź moim gościem. Zamieszkaj ze mną, jeśli dotąd spałeś na chodniku. Kocham cię, człowieku”.
- Hm… może i tak będzie. Bogaczom zawsze może odbić. Chociażby z powodu wyrzutów sumienia? Coś tak mi się widzi.
 
- I nadejdzie taki dzień, kiedy z więzień wyjdą złoczyńcy i wtopią się w społeczeństwo, stając się jego integralną częścią, odnajdując się w życiu rodzinnym, wchodząc na drogę uczciwości, prawości, zapominając o niesławie, w jakiej dotąd przyszło im żyć. Usuną tatuaże, wyrzucą noże, odstawią kokainę. Wierzę też, że usiądą przy piwie z tymi, którzy ich kiedyś sądzili i powiedzą” „Kocham cię, człowieku, dziękuję ci, że dałeś mi lekcję życia”.
- Masz bujną fantazję, Anthony. Piłeś już coś dziś?
- Piję tylko jedną whisky dziennie. Wiem, co mówię. Posłuchasz dalej?
- Pewnie.
- Kochasz i jesteś kochany? – zapytał nagle, świdrując mnie brązem swoich oczu.
- A bo ja tam wiem – palnąłem jak łysy grzywą o kant kuli.
- Bo tak łatwiej. Bez miłości nie przejdziesz przez życie jako mężczyzna, będziesz cieniem samego siebie. Tak to wszystko jest urządzone, że kochanie daje nam powietrze, którym oddychamy, i jak tego braknie, schniesz jak niepodlewany kwiat.
- Dobrze powiedziane – przytaknąłem, pijąc trzecią kolejkę.
- A co robisz dla swojej miłości? – zapytał prosto z mostu.
- Nic. Pozwalam się kochać.
 
- Kiedy dałeś swojej kobiecie prezent i powiedziałeś, że to dlatego, bo ją kochasz?
- Chyba jakieś dziesięć lat temu.
- Niedobrze, Mike…
- Czemu? Jakoś się dogadujemy, mamy dwie, wspaniałe dziewczynki.
- Hej, dbaj o swoją różę, bo może pokazać ci kolce.
- Co masz na myśli?
- Pewnego dnia możesz zostać sam, tylko ze wspomnieniami.
- Ja tylko za dużo piję.
 
- Kiedy powiedziałeś jej, że ją kochasz?
- Też jakieś dziesięć lat temu.
- Słabo, oj, słabo, Mike… - stęknął Anthony. – I możesz tak żyć?
- Przyzwyczaiłem się.
 
- Kiedy zabrałeś swoją kobietę na romantyczny spacer i zapewniłeś ją, że nigdy jej nie opuścisz?
- Jakoś też tak w tym czasie.
- Małe rzeczy znaczą wiele. Słowo, gest, muśnięcie dłonią, pocałunek. Nikt ci o tym nie powiedział?
- Mój stary był pijakiem, a matka dziwką.
- To znaczy, że odnalazłeś miłość przy żonie?
- Tak, zgadza się, dopiero przy niej.
- Nie traktuj jej jak lalki. Ona ma uczucia i czeka na twoje.
- Nasze uczucia sprowadzają się do zarabiania na czynsz, żarcie i na dziewczynki.
- Zdaje ci się. Może twoje, nie jej, na pewno nie jej. Kobiety mają inną umysłowość. Nigdy tego nie odkryłeś?
- Już ci mówiłem, że ojciec był pijakiem…
 
- A córki? Czy wobec nich jesteś taki oszczędny w okazywaniu uczuć?
- Trzymam je krótko, żeby nie poszły w ślady babci. Mam głos decydujący.
- To nie jest metoda. Kiedy ostatnio kupiłeś im jakieś zabawki i powiedziałeś, że je kochasz, że są dla ciebie całym światem?
- Nie pamiętam.
- Nie dziwi cię, dlaczego o tym wszystkim gadamy? – Anthony nagle zapytał tak, jakby chciał dać magiczną podpowiedź.
- A, trochę… - wybełkotałem, pijąc następną kolejkę.
- A nie pomyślałeś, że ja sączę wciąż tę samą whisky, podczas gdy ty wypiłeś już trzy?
- Tylko ty mi nie mów, jak żyć, ok., Anthony?
 
Wtedy spoważniał, spojrzał na mnie spod siwych, krzaczastych brwi i rzekł:
- Był kiedyś taki facet, co nie liczył się ani z kolegami, ani z sąsiadami, ani z kobietami, które namiętnie się w nim zakochiwały, lgnąc do niego bezrozumnie jak ćmy do światła.
Zmieniał je jak rękawiczki, jak zużyte buty, tylko po to, by mieć nowe.
Pewnego dnia założył rodzinę i chciał, by wszystko grało jak w wojsku, rozkaz ma być wykonany i basta. Zakładał sobie, że przez pierwsze lata wytresuje sobie żonę, potem dzieci, a za, powiedzmy, piętnaście lat się otworzy, powie miłe słowo, przytuli, pocałuje. Ale za piętnaście lat, bo wcześniej musi mieć tak, jak sobie zaplanował. Grunt to posłuszeństwo.
 
I mijały lata, a on był zimnym, oschłym tyranem, w nienagannym, szarym garniturze, z drogim krawatem, jadł idealne obiady gotowane przez jego idealną żoną, potem także i synów, jeździł wielkim samochodem i czuł się bogiem, wszechmogącym bogiem w domu, w którym rozdał wszystkie karty i gdzie nikt nie wchodził mu w paradę. Lecz nic nie trwa wiecznie, nieprawdaż? Właśnie dojrzał do tego, by powiedzieć żonie, że ją kocha, a synom, że są dla niego jak diamenty. Kupił jej najdroższe kwiaty, a im po złotym zegarku. To było w 1963 roku, zaraz po tym, jak odstrzelili Kennedy’ego w Dallas. Zaraz po tym. Był cholernie podekscytowany po tych piętnastu latach wiecznych sprawdzianów i prób – teraz mógł im zaufać, teraz i sobie ufał. I wiesz, co się stało?
- Jestem ciekaw, Anthony, naprawdę mówię szczerze.
- Ano tego dnia pożyczył żonie swój luksusowy samochód, by zabrała chłopców nad rzekę, na pstrągi, i wtedy…
- Co wtedy?
- Tam, pod Weird Smilin’ rozjechała ich ogromna, fioletowa ciężarówka. Ciała zostały zmiażdżone. Kierowca miał podobno ponad trzy promile alkoholu, ledwie rozumował.
- O rany, zabiłbym skurwysyna.
- Potem ojciec zrozumiał, że zmarnował życie i sobie, i im. Czemu tym, których kochamy, dajemy kwiaty już po śmierci? Czemu nie za życia? Cóż trupowi z kwiata? Z wielkich wieńców na nagrobku? To śmieszne, to żałosne.
- Co on zrobił potem?
- Miał jeszcze ojca. Zaczął wysyłać mu na urodziny najnowsze wędki i przynęty.
- Ojciec się cieszył?
- Tak, ale nie on.
- Dlaczego?
- Bo piętnaście lat zabrał czas i teraz był zwykłym gównem. Miał pięćdziesiąt pięć lat, wielki brzuch, nadciśnienie, refluks, cierpiał na chroniczną bezsenność zimą i łysiał. Robił się coraz brzydszy z każdym dniem, i wiedział też, że nigdy już nie będzie nikomu bogiem. Nie założył kolejnej rodziny, samotność przyszła, by pozostać. Na dobre. Chyba do końca. Dziś jest starcem, pogasił już po wszystkich światła.
- Kim był ten facet? – zapytałem bełkotliwie, sącząc następną kolejkę.
- Ja nim jestem. To ja przesrałem wszystko. Chodzę na cmentarz pogadać z nimi, lecz nikt nie odpowiada. To już tyle lat, a oni nawet nie chcą mi się przyśnić. Proszę Boga, by pozwolił mi ich zobaczyć chociaż w snach, jednak On ma mnie gdzieś.
- Hej, Anthony, na mnie już chyba czas – coś w głowie zapaliło się nagle i w całym pijackim otępieniu postanowiłem opuścić bar, jak najszybciej, natychmiast wrócić do siebie.
Do siebie…
- Mike, rzadko tu wpadam, ale zrób coś dla mnie, jeśli nie możesz sobie tego dać: powiedz swoim najbliższym, że ich kochasz, zrób to jeszcze dziś, w tym tygodniu, bo może być za późno. A wtedy będzie ci głupio.
 
Spojrzałem na niego, położyłem rękę na jego kościstym, smutnym ramieniu, miał bardzo spokojne, ciche oczy, takie, jakie widuje się u owiec, które bezwiednie idą tam, gdzie je poprowadzą.
Zapłaciłem Steve'owi za picie i zygzakiem wyszedłem z baru, po drodze rzucając kieliszkiem o ścianę na szczęście – czy ktoś mi mógł tego odmówić?
Za winklem wyrzygałem się.
 
Obok jakaś siwa starowinka siedziała z lichymi, tanimi kwiatami.
Miała na twarzy wypisaną dobroć.
- Po ile? – zapytałem.
- Ile dasz – odpowiedziała.
Wygrzebałem z kieszeni dziesięć dolców, dałem jej i zabrałem wszystko, co miała.
- Świat lubi zakochanych – uśmiechnęła się na odchodnym. – Świat zawsze im zaufa, tak to chyba jest.
- Tak, proszę pani – powiedziałem, i ruszyłem z trudem do domu.
 
 
 
Cykl: Dawno temu w lipcu
 
 
 
13 lipca 2014
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mike17 · dnia 31.08.2014 10:29 · Czytań: 980 · Średnia ocena: 4,9 · Komentarzy: 60
Komentarze
al-szamanka dnia 31.08.2014 12:26 Ocena: Świetne!
Cytat:
ale po­dob­no każdy z nas kimś tam się rodzi i nie oszu­ka się praw­dy o sobie, tego, co gdzieś w mózgu zo­sta­ło za­pi­sa­ne w mo­men­cie na­ro­dzin

przeredagowałabym to zdanie
ale podobno każdy z nas przychodzi na świat jako ktoś tam i nie oszuka się prawdy o sobie...
Cytat:
Po chwi­li(,) są­cząc ją

Cytat:
Bo­ga­czom za­wsze może odbić. Może(Chociażby?) z po­wo­dów wy­rzu­tów su­mie­nia?


No to doczekałam się, Michale.
Po urlopach, po miesiącach lata.
Widać, że nie marnowałeś czasu nad swoim jeziorem:)

Opowiadanie proste i zwyczajne jak życie, napisane w Twoim typowym stylu.
I jak zwykle Twoje ulubione tematy - rodzina, miłość, przyjaźń, alkohol.
Pokazałeś, że są w życiu momenty, gdy coś/ktoś wpłynie na to, aby pokazać błędy, uzmysłowić sobie jak wiele tracimy, gdy codzienność jest już niczym innym tylko monotonią.
Ale można ją przerwać.
Zaakcentować chwile tak, że kiedyś, po latach, będą błyszczeć w naszych wspomnieniach niczym drogocenne diamenty.
Mike miał szczęście, że spotkał na swojej drodze człowieka, który pozwolił mu to dostrzec.
I niekoniecznie musiałby to być ktoś.
Niekiedy sami doznajemy olśnienia, prawda?
Końcówka piękna. Naprawdę, łza zakręciła mi się w oku.

Pozdrawiam serdecznie :)
Figiel dnia 31.08.2014 12:59 Ocena: Świetne!
Bar u Smukłego Steve'a, to dobre miejsce. Można tam się sporo dowiedzieć. Na przykład, że każdego dni popełniamy błędy: błąd niedoceniania tego, co się ma, błąd brania, bez dawania w zamian, błąd niedostrzegania tych, którzy są przy nas, traktowania ich jako niezmienny element rzeczywistości, jak mebel, który wstawiony do mieszkania będzie tam dotąd, dokąd sami nie zdecydujemy, że nam się znudził.
I jeszcze niedocenianie losu, który w swojej przewrotności może w jednej chwili odebrać wszystko, co dał i zegarów, które z każdą sekundą skracają nasz czas i jeśli się w porę nie opamiętamy, na zawsze odbiorą szansę na obdarowanie bliskich kwiatami, których nigdy nie dostali lub słowami, których nigdy nie usłyszeli.
Ze spraw technicznych drobiazgi:

Cytat:
tego dnia zmyłem się z domu i poszedłem jak zwykle w takich razach napić się


„ W takich razach” mi zazgrzytało. Wydaje mi się, że to zwrot bliższy stylizacji mowy niegramatycznej. „Pan jest weteryniarz, i swoje wiesz, ale jak mi maciora przestaje żryć, to ja w takich razach, panie…
A przecież Mike ma gładką gadkę.

Cytat:
Jasne. Zapraszam – stęknąłem nieczysto.


"Nieczysto" chyba zbędne. Trudno podzielić stęknięcia na czyste i nieczyste, bo niby jaką miarę przyłożyć? Doskonałość wydawanego dźwięku?

Cytat:
A bo ja tam wiem – palnąłem jak łysy grzywą o kant kuli.


Czy to kolokwialne porównanie jest potrzebne? Co ma podkreślić i czy wpisuje się w klimat rozmowy. Samo „ A bo ja tam wiem” już pokazuje stosunek Mika do zadanego pytania, a „palnąłem” jest samo w sobie wzmocnieniem.

Pozdrówka :)
mike17 dnia 31.08.2014 13:31
Bardzo mi miło Cię widzieć pod tą miniaturą, Aldonko, i czytać, że jesteś zadowolona, bo przecież o to chodzi, by czytacz odszedł kontent, i by zapamiętał opko z dobrej strony, a wtedy autor jest w siódmym niebie jak ja teraz :)
Tak, to lato było na wiele sposobów dla mnie niezwykłe i niezapomniane.
Powstało sporo nowych kawałków, które za jakiś czas się ukażą.
Tak, bohater tej mini miał ogromne szczęście, że poznał Anthony'ego, może to był tzw. "palec boży"?
Who knows...
Tak, Beatko, życie to cwany i przewrotny gracz, raz daje, raz zabiera i dlatego trza doceniać to, co się ma i pielęgnować Dobro w sobie i wokół siebie, dbać o tych, których kochamy, bo miłość też nie jest dana raz na zawsze, może umrzeć, jak niepodlewany kwiat...
A wtedy poczujemy się jak Anthony, który przeszedł baaardzo daleką drogę, by teraz kochać ludzi i świat, ale jakim kosztem, to wręcz niewyobrażalne...

Większość sugestii już wprowadziłem, dziękuję Wam za pomoc :) i mądre, wartościowe komenty oraz czytanko :)

Dla obu Pań serdeczne pozdro!
Usunięty dnia 31.08.2014 13:34
Super napisana miniatura. Treść wciąga, przedstawiłeś samą prawdę o życiu. Nie doceniamy tego co mamy, miłości, przyjaciół, ogólnie naszego życia. Nie pokazujemy często bliskim ludziom jak bardzo nam na nich zależy, mijają lata a my wciąż tak samo ślepi. Kiedy jednak wreszcie się budzimy, przejrzymy na oczy, wtedy zwykle jest już za późno. Zostajemy sami, niektórych błędów nie da się naprawić. Kiedy kogoś tracimy nieodwołalnie, wtedy rozumiemy jak bardzo ten ktoś był dla nas ważny. Należy po prostu żyć zgodnie z epikurejską zasadą: "Carpe Diem" , trzeba się cieszyć z życia, doceniać je i pokazywać innym jak bardzo nam na nich zależy.

Świetny tekstścior, wzbudzający emocję. Fajnie że umiejscowiłeś miejsce akcji w barze, miejsce sprawia że niektórzy ludzie w samotne wieczory myślą nad swoim życiem.

Poprawiłbym jedynie: stęknąłem nieczysto"- zły przysłówek, nie lepiej użyć klasycznego "niepewnie"?


Pozdrawiam ;)
mike17 dnia 31.08.2014 13:43
Masz rację, Apollo, trzeba okazywać uczucia ukochanym, a przyjaciołom sympatię, bo jak tak nie uczynimy, to pewnego dnia odkryjemy, że wokół nas jest pustka - wszyscy uciekli...
Nikt na dłuższą metę nie zniesie emocjonalnego chłodu, nikomu nie marzy się takie traktowanie.
I przykre, że czasem trzeba stracić, żeby przejrzeć na oczy, ale jest już za późno.
Potem życie z tym staje się udręką...

Dzięki za obszerny, merytoryczny komencior i wjazd do mojej krainy.

"Nieczysto" już w koszu :)

Pozdruffki :)
wiktoria dnia 31.08.2014 16:50
Mike,
Cytat:
Cóż trupowi z kwiata? Z wielkich wieńców na nagrobku? To śmieszne, to żałosne.


No właśnie, cóż?

I jeszcze to:
Cytat:
Świat lubi zakochanych


Piękne, ale co mają zrobić niezakochani? Pociąć się? Żyć w przeświadczeniu, że świat ich nie lubi? Że trzeba zakochać się, żeby być lubianym przez otoczenie?
Myślę, że świat lubi wszystkich, a każdemu daje, według woli jego. Choć większość nie zdaje sobie z tego sprawy.

Dobrze, że bohater miał to szczęście i spotkał tego Antka.

Tekst napisany w Twoim typowym stylu, czyli od serca. Może właśnie tak trzeba? Prosto i bez owijania.

Dziękuję za lekturę i pozdrawiam:)
amsa dnia 31.08.2014 17:19
Mike17 - fajny tekst, z którego wynika (poza oczywistymi wnioskami), że prawdziwe są słowa Jana Twardowskiego: "spieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą", a okazywanie miłości nigdy nie jest nadmiarem. To, tak uważam, esencja życia, nadająca mu smak i niezaprzeczalną wartość.

Pozdrawiam

B)
mike17 dnia 31.08.2014 17:54
Cześć, Justyś, a więc Smukły Steve i jego bar Cię jednak skusili :)
Bo to niezwykły bar, tu zmieniają się ludzkie losy, tu smętne "wczoraj" zamienia się w jasne "jutro", tu zawsze możesz liczyć na przyjazną dłoń, jak czasem w naszym dziwacznym życiu :)
Tak, od serca piszę i innej drogi nie znam.
U mnie jest szczerze albo wcale.
Cytat:
Piękne, ale co mają zrobić niezakochani? Pociąć się?

No Co ty???
Czekać "until the real thing comes along..."
Cytat:
Dobrze, że bohater miał to szczęście i spotkał tego Antka.

Tak, ale ile siły i hartu ducha miał Anthony, skoro on nikogo takiego nie spotkał, a jest teraz ideałem człowieka kochającego świat.
Cytat:
"spieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą", a okazywanie miłości nigdy nie jest nadmiarem.

Właśnie, Amsiu, szybko i często bardzo cicho odchodzą, wręcz niezauważenie...
Jeśli coś mamy, trza to trzymać twardo w garści i nie dopuścić, by odeszło.
Nic nie trwa wiecznie, a miłość zmienną jest.
Dziś jest, jutro zaśpiewa serenady komu innemu.
Mike nadal będzie pił, ale od tej pory Michelle poczuje się przy nim jak za dawnych lat, kiedy starał się o jej względy, dziewczynki poczują, kim jest prawdziwy, czuły ojciec, a to wszystko za sprawą, czego?
Baru u Smukłego Steve'a!

Dziękuję, Dziewczyny, i pozdrawiam, sącząc schłodzone piwo :)
wienczyslaw dnia 31.08.2014 18:22 Ocena: Świetne!
tak. czasem wystarczy tak mało. kilka słów. żeby wszystko ułożyło się inaczej. niewesoła ta Twoja historia.
mike17 dnia 31.08.2014 18:35
Thanx, Wieniu, za to, że byłeś z moimi bohaterami tej prostej-nieprostej historii :)
Masz rację, Anthony przegrabił swoje życie, przesrał je jak to sam ujął, ale Mike wyciągnie z tego wnioski, nie powtórzy tych durnych byków.
Kobiety trzeba kochać i nie dopuszczać do sytuacji, kiedy będę nas błagać o dobre słowo.
Mój bohater, choć zapijaczony, jednak niegłupi :)

Pozdro piwne i do następnego!
Lilah dnia 31.08.2014 19:16
Świetna miniatura, Mike.
Tak często z czymś nie zdążamy, a późniejsze żale niczego już nie mogą zmienić.
Prawie każdemu z nas przydałby się taki Anthony dla przestrogi/przypomnienia...
Pozdrawiam serdecznie:)
mike17 dnia 31.08.2014 19:32
Lilu, Anthony to byłoby to, czego nam trzeba, gdy nie wiemy, co mamy, a co możemy w każdej chwili stracić, bo los w naszych rękach i warto coś z tym robić.

A miłość to najpiękniejszy z kwiatów tej ziemi.

Bez niego żylibyśmy na pustyni...

Dziękuję i pozdrawiam gorąco ciepłą Warszawą :)

:)
ajw dnia 31.08.2014 19:58 Ocena: Świetne!
Czasami potrzeba nam, by walnęło nas wielkie pudło byśmy zdali sobie sprawę, że nic nie jest wieczne i nie jest nam dane na zawsze. Czasem tym 'pudłem' jest drugi człowiek (jak w Twoim przypadku), czasem choroba, a czasem śmierć. Tak czy siak życie jest po to żeby pożyć, a pożyć można tylko z kimś bliskim u boku: męzem, żoną, przyjaciółką, przyjacielem, kimkolwiek byle by była to osoba, z którą można dzielić szczęście, bo jak ktoś powiedział 'kto dzieli szczęście ten je mnoży'.

Ciekawa i pouczająca ta Twoja mini. Pozdrawiam serdecznie :)
mike17 dnia 31.08.2014 20:40
Mike zrozumiał, że na "przypał" nie poleci, to gra na krótką metę, tak nie da rady.
Ale czyż nie jest tak, że mała chwila w naszym życiu, ta chwila, z tą osobą, może je odmienić?
To właśnie chciałem oddać, że nigdy nie jest za późno, zawsze jest jakieś "zawsze"...

Dzięki, Iwonko, za wtargnięcie w moje rewiry i znaki pozostawione :)

Zapraszam pod kolejne miniatury z tej serii.

Kiss kiss :)
alkestis dnia 31.08.2014 20:41
Mike, faktycznie prosty, taki z lekka naiwny tekścior, rodem z holyłudu ;) Dobrze pomyśleć, że czyjaś rada może pomóc komuś w życiu... Słowa słowa słowa... Powiało optymizmem aż zęby bolą.

pozdrawiam. humor poprawiony
jasna69 dnia 31.08.2014 20:46
Urzekła mnie starowina sprzedająca kwiatki. Świat lubi zakochanych, to prawda, o której zbyt łatwo zapominamy, a Ty podałeś ją tak lekko i zwiewnie, że nie trąciło banałem ani moralizatorstwem. Generalnie cała miniatura odwołuje się do oczywistości, ale… No właśnie, czy wszyscy je dostrzegamy?
Twój bohater dostał szansę by zrobić to w porę. Szkoda tylko, że w życiu nawet, gdy spotkamy osobę, która zechce podać nam prawdę na talerzu, albo wcale nie chcemy jej skosztować, albo przetrawiamy zbyt szybko.
Nie będę rozpisywać się o Twoim stylu, bo doskonale znasz moje zdanie na jego temat. Zazdroszczę Ci łatwości tworzenia historii i przedstawiania ich tak płynnie, że czytając ma się wrażenie, że autor siedzi obok i sącząc piwo, snuje swoją opowieść.

Pozdrawiam i czekam na kolejną porcję prawdy.
mike17 dnia 31.08.2014 20:46
No to jest klawo, Alkestis, klawissimo, rzekłbym, a że amerykańsko, to już mój taki konik, że większość opowiadań dzieje się w Stanach, kwestia sentymentu, korzeni, czegoś tam.
Prostota utworu z gruntu zamierzoną.
Nic nie jest tu dziełem przypadku.
A i przesłanie, hm, potwierdza wszystkie moje własne poglądy :)

Thanx a lot for visiting me :)

Pozdrowczyk miły i radosny ślę :)
Usunięty dnia 31.08.2014 22:39
Fajne, swojskie dialogi, tak bardzo typowe dla tego typu miejsc, że niemalże czułam zapach oparów barowych;) Bardzo realne.
Piękne, wzniosłe przesłanie - miłujta się ludziska, miłujta;-)
Ale (pesymistycznie) - kwiaty nie są w stanie cofnąć wyrządzonych krzywd i czasami są jedynie kpiną.
Ale (optymistycznie) - można codziennie spotkać takiego życiowego mędrca, tylko czy go zechcemy wysłuchać?
Świetnie się czytało. Pozdrawiam:)
introwerka dnia 31.08.2014 23:04 Ocena: Świetne!
Michale,

Piękna i wzruszająca historia, jakoś skojarzyła mi się bardzo muzycznie: początek opowieści Anthony'ego z tekstem "Imagine", zaś miejsce akcji - z płytą "Harry's Bar" Gordona Haskella, szczególnie z piosenką, która, jak się wydaje, lęgnie się pod koniec w głowie bohatera: https://www.youtube.com/watch?v=aNhfdZe5njk :) Podoba mi się bardzo potężna "wysokoenergetyczna" dawka pozytywnego myślenia, jaką w zakończeniu serwujesz czytelnikowi :)

Pozdrawiam serdecznie :)
mike17 dnia 01.09.2014 09:11
Tak, Renato, mój bohater, choć pijany w sztok pojął, czym były słowa przedziwnego rozmówcy i z czym od tej pory będzie mu się kojarzył bar u Smukłego Steve'a, gdzie faktycznie wszystko zaczęło się dla nie go od nowa, cud, można rzec, ale cuda czynią ludzie ludziom, więc masz rację, Aniu, że kwiaty niczego nie załatwią, ale będą dobrym początkiem czegoś nowego i dobrego.
Dialogi swojskie, bo takie najlepiej mi się pisze, chcę, by brzmiały wiarygodnie, bez patosu lub ckliwości, naturalnie, zwyczajnie.
Jedni posłuchają opowieści Anthony'ego i wyciągną wnioski, inni to oleją.
Cóż, przemianę trza przeżyć z własnej woli i świadomie.
Gordona Haskella i jego płytę mam w moich zbiorach, Werko, i świetnie to sobie powiązałaś, bo głos piosenkarza jest bardzo, rzekłbym, gawędziarski, on nie śpiewa, a opowiada historie, podobnie jak Frank Sinatra i mógłby zaśpiewać bardzo wiarygodnie kawałek oparty na tej miniaturze - uwierzyłbym mu :)
Tak, pozytywne fluidy, bo one są we mnie :)
Choć to chciałem dać Wam, może komuś jakoś pomogłem tym opowiadaniem?

Wszystkim Paniom bardzo dziękuję za wdepnięcie w moje progi i zapraszam wkrótce pod kolejną miniaturę :)

Pozdro!
blaszka dnia 01.09.2014 21:20
Hej Mike

wciągnęło, bo piszesz dynamicznie, kreujesz wiarygodne postacie, żywe dialogi i tworzysz taki amerykański klimat. Zapewne nie ja pierwsza Ci to mówię, że amerykański, a sądząc po imionach i dolarach, właśnie tego chcesz, więc Ci wychodzi bardzo dobrze.
I popatrz, tutaj wiele się nie dzieje, ot rozmowa w knajpie, a czuje się jakby oglądać kino akcji, bo są twardzi mężczyźni, którzy gdzieś tam w środku są dobrzy i wrażliwi, piją whisky i rozmawiają o kobietach.
Przesłanie piękne, choć przedstawiasz prawdy ogólnie znane, ale na co dzień zapominane, więc nie mam nic przeciwko ich przypominaniu, szczególnie w takim stylu.
Jeszcze jedno skojarzenie miałam czytając, że jest to taka bajka z morałem, którą całkiem śmiało można czytać chłopcom, żeby wyrośli z nich wartościowi faceci.
Pozdrawiam z usmiechem
mike17 dnia 01.09.2014 21:34
Cytat:
Jeszcze jedno skojarzenie miałam czytając, że jest to taka bajka z morałem, którą całkiem śmiało można czytać chłopcom, żeby wyrośli z nich wartościowi faceci.

Brawo!
Ta skromna opowiastka ma coś w sobie z bajki, bo morał jest jasny, czytelny, nie pozostawiłem tu nic domysłom, chciałem, by było jasno, by Mike i jego przemiana pokazała, że tak też można.

To skromne mini, bez zadęć na wielką sztukę.
Po prostu rozmowa o nas, was, ich, o życiu, o tym, co ważne, co zabierzesz do grobu.
Ale co zabierzesz, to już twój biznes.

Dzięki, blaszko, za nalot i za refleksje :)

mike pozdrawia wieczorowo :)
gabstone dnia 01.09.2014 23:40
Przeczytałam.
I urzekła mnie ta opowieść. Prostotą i prawdą. Najprawdziwszą.
Bo nie ma na tym świecie siły bardziej potężnej niż miłość. Tylko ona potrafi zmienić człowieka, tak bardzo, że sam siebie nie potrafi poznać. Zapominamy w całym tym pędzie mówić o miłości, bo to takie niemodne i nieżyciowe:) A ja nie zapominam, bo tylko związki, w których się mówi o miłości wydaja się być prawdziwe. Nie chcę się domyślać, chcę czasem usłyszeć. Wiem, że klepanie komuś, że go kocham co 5 minut jest nudne, więc nie klepie:). I tylko widok mojego faceta, który "kradnie" róże z rabatki w parku, żeby mi ją przynieść, jest niezapomniany
mike17 dnia 02.09.2014 09:16
Pięknie dziękuję, Gab, za wejście w świat moich bohaterów i to, że ciepło się wyraziłaś o tekście :)
Cytat:
Bo nie ma na tym świecie siły bardziej potężnej niż miłość.

Szczera prawda, tylko miłość coś tak naprawdę znaczy i potrafi dać siłę, jakiej nie da nic innego.
Cytat:
A ja nie zapominam, bo tylko związki, w których się mówi o miłości wydaja się być prawdziwe.

Tylko takie :)
Nie co pięć minut, jak słusznie zauważyłaś, ale w miarę często, no i te małe rzeczy, które znaczą wiele: pocałunek, dotyk, sms, kwiaty, drobny upominek...
Cytat:
I tylko widok mojego faceta, który "kradnie" róże z rabatki w parku, żeby mi ją przynieść, jest niezapomniany

I o to chodzi!

Miło mi niezmiernie, że znów wpadłaś w moje skromne progi pod tę zwyczajną-niezwyczajną historię - zapraszam wkrótce znów.

Pozdruffki kawowe :)
marukja dnia 02.09.2014 15:01
Jak na miniaturę, to i tak dość pokaźnych rozmiarów - tym bardziej doceniam Twój trud, bo wiem, że wybierając tą formę, musiałeś się zmierzyć ze swoim stylem, który przyzywczaił mnie dotychczas do dłuższych opowiadań. Dlatego podójnie Ci się udało: opowiedzieć fajną historię w miniformie, ale swoim głosem. Dialogi na wysokim poziomie, płyną, a człowiek płynie razem z Twoimi bohaterami.
Całość skojarzyłam z filmem braci Coen "Big Lebowski". :) Tam też dużo działo się przy barze, a narrator okazał się właśnie takim Smukłym Stevem. Swoją drogą bardzo podoba mi się tytuł, a może właśnie w puencie zabrakło jakiejś klamry, wtrącenia, co tam u Steve'a słychać? Tylko sugestia.
Cytat:
nikt nie wy­bi­jał ko­le­gą okien
kolegom :)
Barrdzo miło poczytałam, uciekam kontent. Pozdrowienia!
mike17 dnia 02.09.2014 15:18
Hello, good woman, to mini ma około 9000 znaków, a to jak dla mnie dopiero rozgrzewka, więc ciężko mi było zebrać wsio do kupy, by miało to ręce and nogi, i nieco drżałem, czy efekt zostanie doceniony :)

Bar u Smukłego Steve'a w moim widzeniu to taka przenośnia: to przypadkowe miejsce i chwila w życiu, kiedy ktoś nieoczekiwanie poda nam pomocną dłoń, dlatego postaci Steve'a nie rozwijałem.

Cytat:
nikt nie wy­bi­jał ko­le­gą okien

Chodzi o klimaty, gdy koleś łapie drugiego za fraki i rzuca nim w okno, wybijając je, czyli wybija je kolegą :)

Wielgaśne dzięki za piękny, pozytywny komencior, wizytę i reading, to się ceni, o tym się dłuuuugo pamięta :)
No i motywuje do dalszych exploracji na polu literackim.

Pozdrowczyk popołudniowy :)
marukja dnia 02.09.2014 15:22
mike17 napisał:
Chodzi o klimaty, gdy koleś łapie drugiego za fraki i rzuca nim w okno, wybijając je, czyli wybija je kolegą :)
:D Wiesz, przez moment tak właśnie pomyślałam, ale nie wierzyłam, że to aż takie klimaty ;) No, to masz dodatkowego plusa, Mike, za to, że złapałeś mnie w okienną pułapkę. :yes:
Uśmiechy :)
mike17 dnia 02.09.2014 15:23
The pleasure's all mine :)

:)
mede_a dnia 04.09.2014 06:40 Ocena: Świetne!
My, piszący, szukamy najczęściej oryginalnych tematów, takiego samego ujęcia, stylu. A można o prawdach oczywistych, znanych każdemu - i efekt będzie równie dobry, jeśli z utworu tchnie wiara i autentyzm, któremu dopomaga sprawne pióro. Jak u Ciebie.
mike17 dnia 04.09.2014 09:07
Tak właśnie pomyślałem, Mede_o, że warto postawić na prostotę, bez udziwnień, na to, co oczywiste, a czego wielu z nas w życiu nie dostrzegamy, bądź o co nie dba, a to już źle...

Bo te najprostsze radości chyba cieszą najbardziej.

Dziękuje Ci za pojawienie się i lekturę tej miniatury :)

Pozdrawiam znad porannej kawki :)
Barbara K.W. dnia 04.09.2014 12:14
mike17! Masz talent! Sądzę, że Twoje nienapisane opowiadanie o myciu podłogi w barze "U Smukłego Steve'a' też miałoby klimat, dramaturgię i soczyste dialogi! Miejsce akcji wybrane doskonale.
A pozytywna historia z morałem? Dobrze, że ją napisałeś. Jest potrzebna.
Jedni chcą mieć wszystko szybko, naraz, już, inni do końca życia uważają, że mogą zacząć od początku.
Trudno utrafić w porę. Miałm znajomą, która w sex shopie kupiła czerwono-czarną bieliznę. Chciała być prezentem gwiazdkowym dla narzeczonego. Potem uznała to za głupi pomysł, no bo co on sobie o niej pomyśli jak zobaczy w takim burdelowym wystroju. Poczeka i zrobi niespodziankę już po ślubie. Nie wiem czy nie zmieniła zdania. Jeśli nie, to nie zdążyła, bo rak zmiótł ja w parę miesięcy jeszcze przed ślubem.
Jeśli spojrzysz na moje bajania, będę zaszczycona.
Pozdrawiam
mike17 dnia 04.09.2014 12:59
Barbaro, jakaż rozkosz się w mym sercu rozlewa, kiedy czytam tak uroczy i pełen entuzjazmu koment, co czyni z autora człeka spełnionego i szczęśliwego wielce, co jednak czasu na fiu bździu nie zmarnował, skoro ten skromny kawałek żyje własnym, pogodnym życiem w odbiorze licznych czytaczy :)

Drżącymi palcami piszę te słowa wdzięczności nie kryjąc, bo nic tak nie działa w życiu jak dobre słowo, o czym przekonali się bohaterowie tej opowieści, trza je szeroką dłonią puszczać w świat, a na pewno nie wrócą kamieniem :)

Jako że lubię rewizyty, spodziewaj się niebawem, iż dokonam podróży po twojej twórczości, a w swoje skromne progi zapraszam zawsze, myślę od teraz coraz częściej.

Pozdrawiam spełniony :)
przyroda dnia 04.09.2014 19:55
Mike... mam wrażenie, że po raz kolejny wchodzisz do tej samej rzeki... opierasz się na utartym schemacie, który niestety nie popycha Cię do przodu... być może taki to Twój urok i w zasadzie można powiedzieć, że potrzebne są takie teksty dla przypomnienia co w życiu najważniejsze, ale jakbyś wprowadził jakiś element zaskoczenia to wydaje mi się że sam siebie byś zaskoczył... a to już coś :upset:

Pozdro!
Kamil Ciesielski dnia 04.09.2014 19:55 Ocena: Bardzo dobre
Nie przypominam sobie, żebym kiedyś czytał literaturę "męską" o tak wysokiej wartości. Zazwyczaj jest ona pełna przesady i taniego, przewidywalnego aktorstwa. Przez ten tekst dajesz siebie, a obserwacja człowieka jest zawsze piękna i pasjonująca. Prostota tego opowiadania i jego wyjątkowy klimat mocnego i wyjątkowo niezanurzonego w maskach mężczyzny – robią wrażanie. Podpisuję się pod słowami Blaszki – możną tą bajkę opowiadać chłopcom, co by wiedzieli, czym jest wartościowy facet.

Uwielbiam puenty o człowieczeństwie zawarte w jak najmniej podzielonych, przygotowywanych przez cały tekst wypowiedziach. Czekam z niecierpliwością na następne miniatury. Pozdrawiam!
mike17 dnia 04.09.2014 20:07
Mylisz się, Przyrodo, poruszam się po wielu konwencjach i gatunkach, od horrorów po groteski, poczytaj choćby "Najdroższa mamo", czy "Pewnego razu latem" by dowiedzieć się, że z wielu rzek czerpię, nie będąc bynajmniej one story manem, zapraszam i nie życzę miłej jazdy, bo to hardkor :)
Fajnie, żeś wpadła, zawsze zapraszam.

Dzięki za pochlebne słowo, Kamilu, bo chciałem, by było to jak dobra rada.
Jak przestroga.
By może komuś pomogło?
Nie wiem sam, nie mnie oceniać.

Niebawem kolejne, bardzo proste miniatury - nie chodziło w nich o kunszt, a o przesłanie.

Zapraszam Was, i wszystkich :)
sergiusz45 dnia 04.09.2014 20:33
mike 17
Kiepski moralitet. Nieusprawiedliwiona niczym łopatologia. Styl nierówny, w sumie nużący. Jedna, jedyna godna uwagi myśl, zmarnowana przez słowotok i brak ambitnej puenty. Tyle.
mike17 dnia 04.09.2014 20:38
Miło, że wpadłeś, trzym się ramy, bo... :)
To opowiadanie komentowali już inni i jak widać większości się podoba, a to chyba o czymś świadczy, a że Tobie nie, trudno, nie każdemu się dogodzi, trza się z tym liczyć - to się zdarza :)

Narciarz!
sergiusz45 dnia 04.09.2014 21:39
mike17
Dawno wyrosłem ze slangu, ale nadal go rozumiem. Na miejscu byłoby bardziej konstruktywne skwitowanie.

"Niebawem kolejne, bardzo proste miniatury."
Mam nadzieję, że na lepszym poziomie. Samozachwyt bywa, nawet dla dobrego literata - zabójczy.
akacjowa agnes dnia 06.09.2014 11:22
Mike, opowiadanie ciepłe, prawdziwe i tak mądre rzeczy piszesz, a dla niektórych są one po prostu nieosiągalne. Niejeden powiedziałby "banał", ale takie banały przez wielu facetów są uważane za science-fiction. To opowiadanie powinno być obowiązkowe dla każdego współczesnego mężczyzny. Jestem jednak realistką i wiem, że spora grupa parsknęłaby śmiechem, popiła piwko, klepnęła się po brzuchu, krzyknęła do żony: "głodny jeste!" i gapiła się nadal w ekran ukochanej telewizyjnej kochanki.

Jak dobrze, że na świecie są tacy mężczyźni jak Ty!

Pozdrawiam
mike17 dnia 06.09.2014 14:56
Co za koment, Aga, jestem w siódmym niebie i będę jeszcze długoooo :)

Tak jest zaiste, że niektórym te małe-ważne rzeczy przychodzą wyjątkowo opornie lub nie przychodzą wcale, i wtedy jest dopiero prawdziwy dramat.

Lubię pisać czasem takie rzeczy, niejako dla "pokrzepienia serc", bo czasy rzeczywiście niewesołe, wielu mężczyzn zaniedbuje swoje kobiety, co jest dla mnie wyjątkowo nieciekawym zachowaniem, nie do pomyślenia wprost.

Cieszę się bardzo, że ta mini przypadła Ci do gustu, dziękuję za wjazd i miłe słowa :)

Cytat:

Jak dobrze, że na świecie są tacy mężczyźni jak Ty!

Uśmiecham się do Ciebie, czujesz?

:)
akacjowa agnes dnia 06.09.2014 15:01
Czuję :)
ajw dnia 06.09.2014 15:09 Ocena: Świetne!
Takich jak mike trzeba objąć ochroną gatunkową ;)
mike17 dnia 06.09.2014 15:14
Oj, łechtacie mnie mile, kochane Dziewczyny :)
labedz dnia 14.09.2014 09:46 Ocena: Świetne!
No i wreszcie także i ja zawitałem do knajpy Smukłego Steve'a. Posiedziałem, nawąchałem się amerykańskiego zapaszku, może nie tego nowojorskiego, ale tego z amerykańskiej prowincji, zapaliłem papierosa, uraczyłem się łiskaczem i co? Mam kaca.
Pobrzmiewa mi tu wdzięcznie ton prozy Bukowskigo, ale i ton Mike'a, specyficzny, odsercowy, szczery i trafiający prosto (ale nie prostacko!!) w samo sedno. Może nie dowiedziałem się z tej knajpianej pogawędki niczego, czego już bym nie wiedział. Może nie spadłem z krzesła powalony oryginalnością i nowatorstwem tematu czy formy. Może i nie bardzo nawet wierzę w taką moralizatorską przemowę dziarskiego staruszka. Ale zazdroszczę.
Czego? Klimatu. Mięsistych postaci. Prostych, męskich prawd. I tego, że ta niby nie nadzwyczajna miniatura tak nadzwyczajnie na mnie zadziałała. Że dała mi kaca, w pewien sposób. I zazdroszczę bohaterowi, że miał tyle szczęścia, że przysiadł się do niego pan Anthony. Ileż błędów każdy z nas mógłby uniknąć, gdyby przysiadł się do nas ględzący na pozór staruszek.
Lecę kupić kwiaty żonie.
Pozdrawiam!
mike17 dnia 14.09.2014 10:11
Cześć, Wojtek, brakowało mi twoich mądrych, wyważonych, męskich komentów, w których z niezwykłą przenikliwością wchodzisz w moje światy i wyczuwasz problemy oraz bohaterów.

Tak, historia prosta, niewysilona, z morałem, by nie popełnić błędu Anthony'ego, bo będzie prawdziwa tragedia, której nijak nie da rady potem odkręcić.
A przecież tak mało czasem trzeba, tak mało, by dostać więcej.
Bo kochać trzeba się nauczyć lub z tym się urodzić.

Wielgaśne thanx, stary, za lekturę tego opka, i zapraszam wkrótce do powrotu, by poczytać dwie pozostałe mini tego cyklu :)

PS. Świetny pomysł z kwiatami!

Pozdro :)
puma81 dnia 26.09.2014 09:07
Trudno jest przemycić prawdy ogólnie znane w sposób wyważony i pozbawiony przesadnego moralizatorstwa, to bardzo śliski grunt, łatwo o wywrotkę i połamanie gnatów. Mike, uniknąłeś wszystkich zasadzek. Ktoś może powiedzieć, że to mało odkrywcze, ale przecież zestaw idei, prawd jest niezmienny i właśnie dzięki takim tekstom można sobie odświeżyć nieco pamięć. Ludzka natura jest przewrotna, przekorna. Człowiek zazwyczaj docenia coś, co już stracił i nie ma możliwości na odzyskanie.
Styl masz cudny i kwiecisty, pięknie się czyta.
Doskonale :)
mike17 dnia 26.09.2014 15:52
Ta miniatura była pewnego rodzaju ostrzeżeniem, by nie igrać z miłością, bo to się najczęściej źle kończy dla igrającego, to zła gra, której nigdy nie powinno się zaczynać.
Dobrze, że Mike spotyka Anthony'ego, bo i on przegrałby z kretesem.

Trochę bałem się, że tekst może zostać odebrany jako tanie moralizatorstwo, ale patrząc na komentarze tak się na szczęście nie stało.
Chodziło mi po prostu o wyraźny przekaz.

Bardzom rad widzieć Cię znów dziś po raz drugi w moim kramiku z opowiadaniami, Kasiu, to dla mnie niezmiennie wielka przyjemność i zawsze na to czekam, wiesz zresztą.

Pozdrawiam, sącząc popołudniowe piwko :)
purpur dnia 07.12.2015 17:00
Miałem przeczytać coś innego, wiem, no ale tytuł mnie strasznie skusił - jakoś poczułem się jak w latach 40 ubiegłego wieku ( a to akurat jest smutne, jak to 1900 to ubiegły wiek? No tak. buuuu... :), wiesz, pasiaste garnitury, tomsony w reku... no dobra, bo trochę chyba mnie poniosło :)

Tak. Tu tego nie było. Ale... był Mike ( drugie opowiadnie i w obu jest Mike - hmmm, spoooky :)) no i była "miłość". Inna. Tak. Ale jednak.

To że fajnie piszesz, już mówiłem, i chociaż wiem, że pochwał na serce pisarza nigdy za wiele, to ... no dobra. Fajnie piszesz i "posiadasz" super wyczucie tekstu:

Cytat:

To było w 1963 roku, zaraz po tym, jak odstrzelili Kennedy’ego w Dallas. Zaraz po tym.

Idealnie tu pasuje. Po prostu bez tego powtórzenia to by był inny człowiek - inny dziadek.

Cytat:

Zapłaciłem Steve'owi za picie i zygzakiem wyszedłem z baru, po drodze rzucając kieliszkiem o ścianę na szczęście – czy ktoś mi mógł tego odmówić?

Hell yeah!!!! Nie mozna było wcześniej odmówić Mike-owi bycia "łajzą" ( ale taką wiesz twardą - męską łajzą :), powyższe fajnie to podkreśliło!

Liczyłem na poznanie jakiejś "prawdy" i nie zawiodłem się, tak, to opowiadanie od samego początku aż bzyczało, że będzie tu jakaś mądrość - i dobrze! Takie powinno być.

Dobra, kończę, bo nie mogę być tak miły... aaa, za to masz w ucho:

Cytat:

- A bo ja tam wiem – palnąłem jak łysy grzywą o kant kuli.

Nygga plis.... tak powinien być w tekście żart, rytm aż prosił się o to, no ale...

Dzięki
mike17 dnia 07.12.2015 17:36
Moi bohaterowie to ludzie z półświatka, outsajderzy życiowi, mentalni wykolejeńcy, tacy, co mają pod górkę z tzw. normą, ale to piękne tworzywo, by o nich pisać.
I tu było tak samo.
Mike nie wie, co ma, ma kochającą rodzinę, a chla i przepieprza życie w barze.
Ale to bar u Smukłego Steve'a, a tu wszystko zdarzyć się może, i zdarzyło.
Nasz heros dostaje lekcję życia od kogoś, kto je przewalił na niczym.
Choć Mike pije i to ostro, jednak ma resztki zdrowego rozsądku.
Wyciąga wnioski.

Cieszę się, Nowy Czytelniku, że animujesz się w tej pisaninie.
Staram się dotykać problemów.
Pisanie o dupie Maryni czy kosmitach pozostawiam gimnazjalistom.
Próbuję macać to, co w człowieczeństwie korzenne.
Zostawić swój mały ślad.
Jakieś przemyślenia, garść ładnie ułożonych słów.

Pozdro

Wpadaj, kiedy dusza zapragnie :)
purpur dnia 07.12.2015 21:14
Wybacz, jeśli mój komentarz był za kolorowy, za dużo pozwalający sobie. Faktycznie trochę forma mogła "urazic" i być może powinieneem bardziej powsciagnac frywolny język. Wina jest oczywiście twoja ale to pozostawienie na koniec :)
Wiesz. Przeczytałem grube dzisiatki , jeśli nie setki opowiadań , na wielu różnych portalach. A czytam aby się uczyć. Czytam gorszych i lepszych autorów , aby zobaczyć jak i jak nie pisać, bardzo mi to pomaga. A jak czytam to kurczę, komentarz jest wręcz wymagany, bo pisząc wiem jak ważny jest on dla autora. Chociaż tak mogę podziękować za parę , czasami przyjemnych minut. I szczerze powiedziawszy bardzo cenię sobie wytykanie błędów, bo tylko tak można się dowiedzieć czy teoretycznie geniealny ( oczywiście oczami autora ) tekst jest coś warty . Fakt, że dochodzi do tego subiektywnosc oceny, bo przecież to że mi się nie podoba, nie znaczy że ktoś inny nie będzie zachwycony.
No ale jaki jest sens w jakikolwiek sposób oceniać/ pomagać Tobie :)
Wybacz, ale by było faux pas :) Ja ci mogę jedynnie pogratulować :)
A tekst, jako treść która przekazujesz może mi się spodobać , no albo nie ....
Wracając do Twojej winy w tym wszystkim, no kurczę, masz taki avatar, że po prostu nie mogę poważnie do Ciebie pisać. Nie wiem czy to Ty na tym zdjęciu, ale pet i uśmiech zabija! Tak więc skazany jesteś niemalże, na mój dobry humor...

Oczywiście zawsze można powiedzieć : A kysz! No ale przecież obaj byśmy sobie tego nie chcieli :p

Pozdrawiam
mike17 dnia 07.12.2015 22:35
Mój avatar to część mnie, ot, roześmiana gęba, ale nie do końca :)
Jestem wesołym kolesiem i tak trza na mnie patrzeć.
Nawet jak piszę poważnie, to gdzieś tam jest pod tym humor.
I pokłady Dobra, które zawsze staram się przemycać.
Bardzo mi na tym zależy.
Uśmiecham się do ludzi i proszę o to samo.
Czasem w utworach też.
Twoje refleksje są bardzo cenne, pisząc je, wiesz, że tak miało być.
A ja autor?
Po prostu dałem utwór, lepszy, gorszy, materiał do namysłu.

Pozdrawiam :)
Miroslaw Sliwa dnia 18.01.2016 11:20 Ocena: Świetne!
Cześć Michał. Owszem i tak w życiu bywa, że pierwsze ostrzeżenie od Anioła Stróża bywa przez człowieka respektowane i przestrzegane do końca jego dni na tym łez padole (osobiście znam kilka takich osóB) , ale w większości wypadków tak zwana druga natura (nałogi i nawyki) zwyciężają tę pierwszą bez najmniejszych problemów (moralne wychowanie wyniesione z domu i szkół), (jako ludzie zachowań zwierzęcych unikamy, więc całkiem pierwotnej natury człowieka nie bierze się tutaj pod uwagę).
Oprócz walorów czysto literackich, dużą wartością Twojego opowiadania jest jego pozytywne przesłanie. Człowiekowi się udało. Wskoczył na właściwy tor i bardzo dobrze.
Współczesne ideologie gloryfikujące rozmyślnie (rozwalające tradycję jako źródło wszelkiego zła, w mniemaniu ich twórców i wyznawców), ale i bezrefleksyjnie (nie budujące żadnej alternatywy, którą byłaby w stanie zaakceptować ludzka natura) relatywizmem moralnym usprawiedliwiają przecież wszystkie nasze nieprawości. Bieda w tym, że jakże często dajemy się złapać na ten głupi haczyk.
Oczywiście sumienia nie da się oszukać i chyba w tym jedyna nasza nadzieja.
Świetne opowiadanie.
Pozdrawiam. :)

Mirek
mike17 dnia 18.01.2016 14:02
Witaj, Mirku, wierny Czytelniku :)
Tym razem chodziło mi o pozytywne przesłanie (w całym zresztą cyklu tych miniatur), o powiew Dobra na oceanie ludzkich, szarych spraw, czasem niebezpiecznie zapętlonych.
Gdyby ni spotkanie w barze u Smukłego Steve'a Mike by nie przejrzał na oczy.
Wszak dobre przykłady pociągają, a złe dają pogląd, czego robić nie wolno.
I tą przestrogą było zmarnowane życie Anthony'ego i jego bliskich.

Chciałem oddać tu moją wiarę w to, że na każdym etapie życia można się podnieść z upadku.
Czasem prób będzie wiele, ale nie należy się zrażać.
Jest to także mój mały przyczynek do mojej/nie tylko mojej teorii, że w każdym człowieku jest jakiś pierwiastek Dobra, trzeba go tylko wyzwolić.

Mam nadzieję, że "dydaktyzmu" nie było tu zbyt wiele :)

Dziękuję Ci, Mirku, za kolejną wizytę w świecie moich ludzi, gdzie zawsze wiele się dzieje :)

Pozdro!
faith dnia 15.03.2016 19:54
W końcu znalazłam chwilę czasu, by tu dotrzeć:)

Krótka, ale jakże mądra i pouczająca historia, z której tchnie autentyzm zaklęty w prostocie.

Uczuć nie można odkładać na później, okazywać ich w "bardziej odpowiedniej do tego chwili" w innym czasie "gdy będę gotowy". Nie wiemy bowiem, co los szykuje dla nas na następnym rogu, czy zdążymy? Oby tak, ale kto to wie?

Lubię u Ciebie tych tajemniczych bohaterów, którzy pojawiają się nie wiadomo skąd, z historią i doświadczeniem wypisanym na twarzy. Intrygują swoją postawą, statycznością i spokojem jaki je charakteryzuje. Dlaczego Anthony pojawił się akurat w Barze u Smukłego Stevea? Widać miał w tym swój cel. By jego historia nie poszła na marne, opowiada ją innym, przestrzegając tym samym przed podobnym losem.

To opowiadanie, ku przestrodze. By kochać i nie zwlekać z okazywaniem tego. Wszak nigdy nie wiadomo, ile jeszcze dane nam jest spędzić razem czasu.


Krótka historia z morałem (takim morałem) to chyba właśnie coś, czego dzisiaj potrzebowałam.

P.S
Cytat:
To był dobry lokal, żaden tam cien­ki mię­kisz, nikt tu nie wsz­czy­nał bójek, nikt nie wy­bi­jał ko­le­gą okien,
- "om"

Dobrze, że mogłam ją przeczytać.

Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru :)
mike17 dnia 16.03.2016 09:26
Dzięki, Kasiu, za merytoryczny, piękny koment :)
Tamtego wciąż nie mogę wkleić, więc napiszę jeszcze raz.
Trzeba cenić, co się ma, bo pewnego dnia może tego zabraknąć i obudzimy się z ręką w nocniku.
Jak Anthony, który niszczył własne życie pychą, znieczulicą, manipulacją.
Dopiero po stracie przejrzał na oczy.
I poczuł potrzebę mówienia o swojej tragedii innym ku przestrodze.
Mike miał po prostu wielkie szczęście, że pojawił się wówczas w tamtym barze i poznał historię niezwykłego starca, i że w jego życiu nie było jeszcze za późno na zmiany.
Mike z baru wychodzi jako nowy człowiek, który już wie, co mu groziło.

Z tym wybijaniem kolegą okien jest wszystko ok - chodziło mi o to, że nikt nie wybijał ich za pomocą kolegi, jego ciałem znaczy się, czyli popychając go na okno :)

Raz jeszcze wielkie dzięki za wizytę i tak wyczerpujący, mądry koment - aż chce się pisać!

Pozdrawiam kawowo :)
faith dnia 16.03.2016 09:49
Tajemnicza sprawa z tymi komentarzami ;)

Właśnie, czasami pojawiamy się w odpowiednim miejscu i czasie, by spotkać odpowiednich ludzi. Czy to kwestia szczęścia, czy przeznaczenia, to już sami powinniśmy sobie odpowiedzieć...
W każdym razie, bardzo pouczająca historia z przesłaniem.

mike17 napisał:
Z tym wybijaniem kolegą okien jest wszystko ok - chodziło mi o to, że nikt nie wybijał ich za pomocą kolegi, jego ciałem znaczy się, czyli popychając go na okno


Kurka, no tak! Brałam coś takiego pod uwagę, ale myślałam, że jednak chodzi o inne znaczenie ;) No a tak wszystko gra ;)

Ślę pozdrowienia i też biegnę po kawę!
mike17 dnia 16.03.2016 09:54
Cieszę się, że nie poszedłem w zbytni dydaktyzm :)
Starałem się tak to podać, by było wiarygodnie, czytelnie i bez przegięć :)
Kazjuno dnia 05.06.2018 16:45 Ocena: Świetne!
Masz Mike rzadką, a piekielnie cenną cechę pisarską. Umiesz pisać wyciskacze łez. Prawie nie spotkałem twojego utworu, gdzie przynajmniej w końcówce, nie zaczęłoby mnie ściskać w gardle, a stoczyły się też łezki i to nie jedna.
Cóż, utwór świetnie napisany z subtelnie podanym moralitetem.
"W barze u smukłego Stevea", początkowo czytało mi się z oporami. Jakimi i dlaczego?
Dowiesz się jak się spotkamy.
To temat na rozmowę w cztery oczy.

He, he, he. Ale jaja, Mike już jutro albo pojutrze spotkają się dwaj kolesie z Portalu Pisarskiego i to parę rzutów patykiem od kamienia uwieczniającego heroiczną akcję młodziutkich bohaterów na kata Warszawy Kutscherę.
Wybacz, że przy tej okoliczności msiałem podbić bębenek patriotyczny, ale spotkasz się z dziwolągiem, który obok krzewienia sympatii do stłamszonej przez wstrętny bolszewizm AK, pozwala sobie, by etos tych wydarzeń mieszać z dawkami wyuzdanego erotyzmu.
AntoniGrycuk dnia 05.06.2018 23:21
Hej,

Przeczytałem to po tym, jak Kazjuno napisał komentarz. I nie żałuję. Od Ciebie można się uczyć pisać prosto, a zarazem z tym czymś. Trochę gorzej z przesłaniem, według mnie, bo to dość oklepane i zbyt często o tym słyszę. Ty jednak potraktowałeś to nieco inaczej, ciekawie.
Ale zakończenie jest najlepsze, bo nie wiadomo, czy on za klika dni nie wróci do swojego dawnego stylu bycia. W końcu napisałeś wcześniej:
Cytat:
ale po­dob­no każdy z nas przy­cho­dzi na świat jako ktoś tam i nie oszu­ka się praw­dy o sobie, tego, co gdzieś w mózgu zo­sta­ło za­pi­sa­ne w mo­men­cie na­ro­dzin – tak po­wia­da­ją mą­drzy lu­dzie i ja im wie­rzę

Osobiście nie wierzę w cudowne i trwałe przemiany bohatera pod wpływem słów. Musi zdarzyć się COŚ w jego życiu. Bo jak to mówi przysłowie: jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz. I tego, według mnie, tu zabrakło.
Co do warsztatu, to powiem, że najbardziej zazgrzytało mi stwierdzenie: jak łysy grzywką o kant kuli - czy jakoś tak to było. A poza tym było dobrze. I, jak już wspomniałem, stylu można się od Ciebie uczyć.
Aha. Słowa: świat lubi zakochanych - są piękne i idealnie pasują do tego, co napisałeś, mimo iż to też tylko utopia.

Pozdrawiam
mike17 dnia 07.06.2018 13:57
Kaziu, bardzo dziękuję za czytanko i garść refleksji :)
Tak, ja lubię wzruszać, ale też i poruszać i wstrząsać.
Tu chodziło mi o konkretną sprawę.
I to, że na zawrócenie ze złej drogi nigdy nie jest za późno.

PS.
Ale nam się udało spotkanie, co? :) :) :)

Polecam Ci teraz drugą miniaturkę o Waldku - BO DO TANGA TRZEBA WALDKA.

Antoni, cieszę się, że się podobało :)
Ja znam cudowne przemiany alkoholików i palaczy w jeden dzień.
Stąd może kanwa tej miniatury.
Nie u wszystkich procesy wolicjonalne są w atrofii.
Mój bohater w pory odczytał znak.

Dziękuję Wam bardzo i pozdrawiam, sącząc popołudniowe piwko :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Marek Adam Grabowski
16/07/2019 19:25
Tematyka nie dla mnie, ale doceniam wysoki poziom twojego… »
Miladora
16/07/2019 18:21
Umknął mi Twój wiersz, a nie powinien, więc dobrze, że Alos… »
SzalonaJulka
16/07/2019 12:52
alos, dziękuję. Celnie rozszyfrowane. Tak, chyba o to mi… »
Hubert Z
16/07/2019 08:14
Cieszę mnie, że się podoba. »
Hubert Z
16/07/2019 08:13
Dzięki wiosno. Pozdrowionka »
Dobra Cobra
15/07/2019 23:12
Madawydar, Jak celnie się domyslasz to tylko opowiesc.… »
Marek Adam Grabowski
15/07/2019 22:25
Chodziło mi o to, czemu zabił i co łączyło go z tą… »
PrzemeK155J
15/07/2019 20:39
Pod koniec chciałem nieco wspomnieć o naszym trybie życia,… »
StalowyKruk
15/07/2019 18:04
Dziękuję. Pracuję nad rozdziałem drugim, ale jak zwykle… »
22227
15/07/2019 17:57
Ciekawy tekst, tylko z tym mózgiem to o wiele bardziej… »
DanielKurowski1
15/07/2019 16:11
Komentarz dopiero po miesiącu, ale sesja nie wybacza.… »
czarnanna
15/07/2019 15:36
Bardzo dziękuję za odkurzenie mojego tekstu, Antoni :) Od… »
czarnanna
15/07/2019 15:31
Cieszę się, że rymowanka wpadła Ci w oko/ucho :D Lubię… »
wiosna
15/07/2019 15:14
I jeszcze rymy wewnętrzne:) Lubię czasem się tak pobawić,… »
wiosna
15/07/2019 15:02
Ładnie o wiośnie:) »
ShoutBox
  • czarnanna
  • 16/07/2019 23:44
  • Hej Michale przelatujący stolicę :D wakacyjne pozdrowienia!
  • mike17
  • 15/07/2019 15:55
  • Przelotem w stolicy, na dobre wrócę pod koniec sierpnia. Pozdrawiam Was i życzę dobrych, udanych tekstów, no i wakacji rzecz jasna :)
  • czarnanna
  • 14/07/2019 14:53
  • Miłej niedzieli! Leniwej lub aktywnej (co kto woli) :D
  • czarnanna
  • 14/07/2019 14:46
  • Naturalnie, Antoni!
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 23:28
  • I mam nadzieję, że pochwalisz się efektami?
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 23:03
  • No, tego jeszcze nie grali :) Super mi miło! Tylko uważaj, bo sporo w tej mojej muzyce jest niepokoju, czy wręcz krzyku, jak w niektórych. Choć uważam, że tylko kilka jest naprawdę dobrych.
  • czarnanna
  • 12/07/2019 22:59
  • Super!!! Bardzo mi się podobają serio, chyba będę do nich malować :D
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 22:56
  • Albo zupełnie moje, albo te z opisem Projekt to z zespołem sprzed lat.
  • czarnanna
  • 12/07/2019 22:50
  • Ale to te wszystkie utwory są Twoje?!
  • czarnanna
  • 12/07/2019 22:41
  • Antoni, bardzo intrygująca ta Twoja kompozycja. Gratuluję :)
Ostatnio widziani
Gości online:12
Najnowszy:lioioi
Wspierają nas