Pod nocną koszulą z flaneli - jasna69
Kategoria Konkursowa » Gra wstępna » Pod nocną koszulą z flaneli
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

Pstryk.

Gdy był podrostkiem, stary zabrał go na obowiązkową wyprawę ojca i syna, po której z chłopca miał stać się mężczyzną. Przez tydzień łazili po lesie, udając kretyńskich skautów. Ciągle pamiętał obrzydliwy smak mięsa z upolowanego kozła ledwie osmolonego nad ogniskiem i pierwszą noc spędzoną w szałasie. Nigdy wcześniej nie widział prawdziwej ciemności, nie miał pojęcia, jak może być głęboka. Słyszał pohukiwanie sowy, wycie kojota i chrapanie ojca, ale nie widział nic. W tej czerni nawet nie wiedział, czy powieki ma otwarte, czy zamknięte, a strach, że już nigdy nie zobaczy rzeczywistych obrazów, podsycał imaginację.

Pstryk, pstryk.

Ktoś bawił się w pana światła i ciemności. Ben ponowił próbę rozerwania węzłów zaciśniętych wokół kostek i nadgarstków. Obolałe mięśnie pulsowały niemocą.

Pokaż się, skurwielu – krzyczał z wściekłością, lecz głos tłumiła śmierdząca szmata zatykającą usta. Nie wiedząc, czy scena, na której się znalazł w tej chwili jest oświetlona, czy tonie w mroku, ponowił atak. Jedyne, co osiągnął to nasilone trzeszczenie krzesła, do którego został przytwierdzony niczym kukła do pala w sadzie Blacków. Myśl – nakazał sobie – nie pajacuj, tylko myśl, wyplączesz się z tego i dopadniesz skurwiela.

W niewielkiej mieścinie w New Hampshire wszyscy schodzili mu z drogi. Mógł robić co chciał, brał więc co chciał i kiedy chciał. Najchętniej cudze żony - świętoszkowate niunie chowające wdzięki w workowatych sukienkach z kołnierzykami. Wystarczało jedno spojrzenie a`la Rudolf Valentino i miękły im kolana. Wsiadały do samochodu, nie wiedząc, że sen o romantycznych uniesieniach skończy się w opuszczonej stodole. Pierwsze uderzenie przyjmowały z niedowierzaniem, po drugim zastygały z przerażenia.

Przewiesiwszy przez drąg, za którym gniły resztki siana, zrywał bawełniane majtki. Wypięte tyłki wyglądały jak dynie patroszone na Halloween. Pochylony, wdychał kobiecą woń, płynącą z miejsca, na które bigoteryjni mężowie nie odważyliby się nawet spojrzeć, a gdy już niemal cała krew spływała do lędźwi, rozpinał pasek. Nie pozwalał krzyczeć. Krzyk zużywa zbyt dużo energii, a on wolał, jak każdy jej gram pożytkowały na usztywnianie ciała. Im mocniej spinały pośladki, tym on stawał się twardszy. Bezkarność gwarantowała mu gwiazda na piersi i szóste przykazanie. Grzeszyły, pożądając go, gdy w świeżo wyprasowanym mundurze defilował po chodniku, podczas gdy one pakowały zakupy do pickupów, a potem wracały do domu, by prać przepocone farmerskie ubrania. Zasługiwały na pokutę brutalnych pchnięć.

Pstrykanie przybrało na sile, przez co cichy do tej pory dźwięk nabierał mocy rozsadzającej czaszkę. Próbował liczyć kolejne naciśnięcia wyłącznika. Zakładając, że serie zaczynały się przy zapalonej żarówce, liczba parzysta oznaczała, że jest jasno i skurwiel, który go obserwował, napawa wzrok widokiem bezsilności.

Siedemnaście i cisza. Coraz dłuższa, przynosząca ulgę i złowroga zarazem. Kroki.

Czego ode mnie chcesz? Kim jesteś? Ostatnie, co pamiętał to zatłoczony bar, do którego wstąpił po zakończeniu służby. Od przeprowadzki do Baltimore, co wieczór wypijał drinka, żeby osłodzić sobie utratę władzy absolutnej i kolejki zaciśniętych wstydem cipek do spenetrowania. Szarpnął się w desperackiej próbie odzyskania kontroli nad własnym ciałem, lecz zaraz znieruchomiał, poczuwszy na policzku zimne dotknięcie stali. Wyobraźnia podsunęła obraz twarzy zeszpeconej bliznami. Podczas gdy ostrze odcinało kolejne guziki zwilgotniałej koszuli, tysiące mrówek przebiegało wzdłuż kręgosłupa, by rozpocząć żer w pachwinach. Rozproszyło je kopnięcie w krocze. Automatycznie zgiął się wpół, nie zważając na sznur ocierający kolejne warstwy naskórka. Haust powietrza przefiltrowanego przez szmatę cuchnącą olejem silnikowym, wywołał mdłości, lecz najgorsza była świadomość, że ktoś manipuluje przy rozporku. Zacisnął niewidzące oczy w oczekiwaniu na zetknięcie noża ze skurczonym członkiem. Wyobraził sobie rękojeść. Nie wiedzieć czemu, był przekonany, że została wyrzeźbiona z kości słoniowej, a zwieńcza ją srebrna łezka połyskująca równie złowieszczo, jak ręcznie kuta klinga.

- Boli cię, Ben?

Bardzo cię boli, Ben? Siedział na szkolnym boisku i jedyne co czuł, to wdzięczność do Phila za rozbity nos. Panna Lucy Green, nauczycielka angielskiego, pochylona nad jego twarzą, rozsiewała niebiański zapach wody różanej. Biała bluzka opadła, odsłaniając piersi uwięzione w biustonoszu. Falowały niczym łany zboża targanego wiatrem. I były tak blisko. Pulsowanie w spodniach stało się nieznośne, jakby nagle musiał zrobić siku. Uciekł, zawstydzony. Potem widział ją w lesie, wtedy na wycieczce z ojcem. Zupełnie naga, stojąc w rozkroku, opierała ręce na powalonym konarze, a facet ze spuszczonymi do kolan spodniami, nacierał na nią od tyłu. Jęczała, gdy ściskał białą pierś, tę samą, której on nie śmiał dotknąć. Ukryty za drzewem pocierał krocze, aż poczuł ulgę, oblepiającą slipki z Kaczorem Donaldem.

- Mnie też bolało. – Znał ten głos. Mary, słodka Mery z księgarni. Jej jednej nie potrafił zmusić do milczenia. Im mocniej tłukł, tym głośniej krzyczała. Zatapiał zęby w jędrnym tyłku smakującym mydłem kokosowym, nie bacząc, że zostawia ślady. – Wiesz? Od dziecka lubiłam czytać. Idąc do łóżka, wyobrażałam sobie, że jestem bohaterką romansu. Banalne, co? Ale takie właśnie są małomiasteczkowe panienki. Banalne i skromne. – Melodyjny głos roznosił się w panującej wokół ciszy mąconej jedynie dźwiękiem rozcinanej nogawki. – Nie potrzebują wiele, żeby były szczęśliwe. Ja byłam, aż do tamtego dnia. Pamiętasz? Padał deszcz, mój samochód nie odpalił. Stałeś w pobliżu, zaproponowałeś, że podrzucisz mnie do domu. – Och, Ben, to było tak dawno temu, w międzyczasie tyle rzeczy uległo zmianie. Oprócz jednego. Nadal lubię czytać. – Zamilkła na chwilę, mocując się z pogrubianymi szwami przy rozporku. – Nienawidzę cię za to, co mi zrobiłeś. – Przecięła gumkę od bokserek i musnęła obnażone jądra, jakby czułym gestem chciała złagodzić ostrość wyznania. Jej oddech osadzał kojącą wilgoć między udami. – Louise, moja ulubiona bohaterka, na urodziny dostała od męża ogromny kielich wypełniony szampanem. Wejdź do niego, powiedział, prawdziwym prezentem będzie twoja uwolniona fantazja. Zamykam oczy i staję się powabną Louise. Mam na sobie rubinową suknię, wstępuję po drabince wyścielonej aksamitem i zanurzam rękę. Maleńkie bąbelki zaczynające swój bieg w głębi kielicha, osiadają na skórze, nabieram je w złączone dłonie. Piję, pozwalając, by cienkie strużki ściekały w dekolt, a potem sięgam po drugą porcję i unoszę ponad głowę. Rozłączam dłonie. Szampan spływa wzdłuż ramion, moczy materiał przylegający do piersi, zmywa zapach perfum. Mąż obserwuje mnie wzrokiem zamglonym z pragnienia. Zdejmuję atłasową szpilkę i zanurzam w musującej cieczy, opadając, ciągnie za sobą czerwoną smugę. Wchodzę. Jedwab tworzy na powierzchni ciemniejącą plamę, krępuje ruchy, gdy wiruję wokół siebie. Przytulając policzek do mokrego ramienia, zlizuję cierpkie krople. Zsuwam ramiączka, suknia opada, pozostawiając na skórze dreszcz subtelnej pieszczoty. Układam się na dnie. Ciało pokrywa koronka lśniących bąbelków. Umykają spod dłoni, a na ich miejsce napływają kolejne. Uda oplątuje rubinowa czerwień. Zgiętą nogę opieram na krawędzi naczynia, unoszę biodra. Drobinki diamentów osiadają na ciemnych włoskach, nadając im bajkową poświatę, wypełniają wolne przestrzenie, łaskoczą wnętrze. Opuszkiem kciuka obrysowuję kontur piersi, ulatujące pęcherzyki pozostawiają wyraźny ślad. Zataczam coraz mniejsze kręgi, by odsłonić zmarszczony lubieżnie sutek. Wsuwam palce w śliski środek, rozedrgane mięśnie wciągają je głębiej i głębiej. – Każde słowo otulało ciepłem główkę pochopnie odrzucającą osłonę napletka. W jądrach buzowało podniecenie tak silne, że w każdej chwili mógł eksplodować prosto w usta, które nie milkły. – Zgadnij, co zrobiła Louise? Wylewając na twarz męża szampana przyniesionego w atłasowym buciku, rozkazała: teraz zerżnij mnie jak dziwkę. Niegrzeczna jest, co? A ja? – Pytanie zawisło w naelektryzowanym powietrzu. Usłyszał jak Mary podnosi się z kolan i okrążywszy krzesło, przystaje tuż za jego plecami. – Na urodziny dostaję ciepłe koszule, żebym nie marzła. Tylko, że ja już nie marznę! – Gorący język zapląsał na krawędzi ucha. – Och, Ben, myślisz, że po wspólnie odmówionym pacierzu mogłabym poprosić męża, żeby zerżnął mnie jak dziwkę? Jest taki duży, nie wchodzi nigdy do końca. Żeby mnie nie skrzywdzić. A ja… ja pragnę czuć jak wysysa krew z pokąsanych brodawek, zaciska ręce na opuchniętym gardle, jak przebija się do trzewi, waląc w pośladki stwardniałymi jądrami tak mocno, że wezgłowie uderza o ścianę, aż spada obraz Dziewicy wiszącej nad łóżkiem. Chcę rozłożyć ramiona, by oderwać się od ziemi, frunąć tam, gdzie nie ma tlenu, gdzie oczy widzą tylko gwiazdy i ciemność, a grzechy toną w strumieniu spermy.

Nie mogę go o to prosić, ale ciebie mogę, prawda? Wiesz, że wtedy nie krzyczałam ze strachu. Ani z bólu. Obiecaj, że mi nie uciekniesz, gdy przetnę więzy.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
jasna69 · dnia 09.09.2014 10:24 · Czytań: 1328 · Średnia ocena: 4,67 · Komentarzy: 20
Komentarze
Tjereszkowa dnia 09.09.2014 12:58
To kawał świetnego tekstu. Temat został zrealizowany przez Autorkę bardzo pomysłowo. Oprócz warstwy dosłownie do niego nawiązującej, mamy jeszcze wybrane scenki z wcześniejszego życia bohatera, które zebrane, również są swoistą "grą wstępną" - bo cholera wie, gdzie ona się zaczyna. Może już podczas wirowania koła genowej ruletki, może później, gdy pierwsze słowa, obrazy, scenki... Wszystko co było, prowadzi nas do tego, co jest - ot gra wstępna. Dzięki tym migawkom z przeszłości, poznajemy bohatera, możemy się do niego bliżej podejść, emocjonalnie nastawić.

Co do części w wymiarze dosłownym tematycznie - należy się najwyższe uznanie. Opisujesz odważnie, ale bez przekroczenia granicy. Bez pruderii, ale z zachowaniem dobrego smaku. No i najważniejsze: czuć emocje, widać obrazy. Do tego świetna warstwa hmm... fabularna i bardzo satysfakcjonujące zakończenie (mam nadzieję, że także dla bohaterów).
Bardzo udany tekst. :)
I jeszcze jedno, obawiam się, że od dziś, mogą być czynione pewne aluzje do Twojego nicku. :)


Tak się zastanawiam czy można w ogóle komentować? Jeśli nie, to niech ktoś wytnie i przeczyści domestosem - z góry dziękuję.
marukja dnia 09.09.2014 19:31
Jestem pod wrażeniem, świetnie napisany tekst. Sam tytuł już mi się podoba. :) Historię czyta się jednym tchem, jest w tempie, a obrazy wirują jak w jakiejś migawce z filmu.
Cytat:
A ja… ja pra­gnę czuć jak wy­sy­sa krew z po­ką­sa­nych bro­da­wek, za­ci­ska ręce na opuch­nię­tym gar­dle, jak prze­bi­ja się do trze­wi, waląc w po­ślad­ki stward­nia­ły­mi ją­dra­mi tak mocno, że wez­gło­wie ude­rza o ścia­nę, aż spada obraz Dzie­wi­cy wi­szą­cej nad łóż­kiem
- jak dla mnie to punkt kulminacyjny.
Gratulacje,
pozdrowienia!
Dobra Cobra dnia 09.09.2014 21:09 Ocena: Bardzo dobre
O kurde! Od tej pory wiem, że nie rzucasz słów na wiatr i lepiej sie przy Tobie nie wychylać:)


Droga jasna69,

Jakież odkrycie prozatorskie, jakie opisy, jaka brutalność! Brud i poniżenie! Upadek moralności!


Trafił swój na swego, trafiła kosa na kamień - jak powiadają nasze mądre przysłowia.


Ukłony,

DoCo
julass dnia 10.09.2014 00:57
nie umiem podpisywać tekstów które mi się podobają...
rozbawiłem się na końcu:)
jasna69 dnia 10.09.2014 01:18
Tjereszkowa - dzięki wielkie za tak pozytywny odbiór. Doskonale rozszyfrowałaś grę w grze, ale co do zakończenia, mam wątpliwości, czy bohaterowie będą usatysfakcjonowani. Ona chce mocno, a Ben to raczej z tych co mocni są tylko, kiedy ofiara słaba.
Ale co tam on i ona, ważne, że Ty (a za Tobą ja) jesteś zadowolona.

Wszelkie aluzje biorę na brzuszek – jeden albo drugi ;) .

DoCo, orędowniku niestrudzony obyczajowości alternatywnej :) , cudownie mieć Cię u siebie, a że tu sodoma, gomora i rozchełstanie wszelakie, przepraszam. Jak można z chucią do człowieka. I to baba! Biedny ten chłopina, co się w szpony takiej dostał.

Marukja - lubię nieme kino, może stąd bierze się tempo i uwielbiam flanelę.
Jestem przeszczęśliwa, że Ci się podobało, to znaczy, że nocka nie poszła na marne.

Julass - ja też nie umiem, ale już sam ślad zostawiony pod tekstem jest dla mnie nagrodą.
Cieszę się, że rozbawiłam Cię przed snem, choć przyznam szczerze, że wolałabym przestraszyć :mad: .

Dziękuję wszystkim za wizytę i komentarze
julass dnia 10.09.2014 01:19
ja się tak łatwo nie przestraszam:)
albo jestem tak bardzo zdeprawowany:)
jasna69 dnia 10.09.2014 01:21
No to witaj w klubie!
mike17 dnia 10.09.2014 09:42 Ocena: Świetne!
Kolejny udany utwór, jakim mam przyjemność czytać tego poranka, sącząc kawkę, delektując się światami ukazanymi w tym opowiadaniu, bo świetnym jest zabieg z retrospekcjami (zawsze to lubiłem), to podkręca dynamikę akcji, wprowadzając coś na kształt napięcia, jakby oczekiwania, że gdzieś w przeszłości był "początek", kreujący własną seksualność.

To wielka zaleta oddać feeling solidnego rżnięcia bez polecenia w tanie porno i hardkor, Tobie się to w stu procentach udało, a że po drodze mamy spermy i fiuty, to już integralna część tegoż gatunku, toć to przeca nie harlekiny, a solidna porcja seksualnych przygód.

Pojedyncze scenki świetnie ukazują klimat opowieści, która wciąga od samego początku i czyta się ją gładko i bez niemiłych zgrzytów, i coś mi mówi, że doskonale się czujesz w tej konwencji, Renato, oby więcej takich kawałków, a będę wracać jak niespłacony weksel :)

Gruby kawałek, w sam raz dla mnie, lubię kiedy jest wyczuwalna aura seksualna, z dosadnościami, bo to niezbędne, odnajduję się w takim pisaniu.
A że masz smykałkę do budowania pięknych zdań, to już w ogóle miodzio.
Zawsze cieszy mnie kontakt z wysublimowaną polszczyzną.
Dlatego kontent znikam, pozostawiając koment i notę :)

Howgh!
amsa dnia 10.09.2014 10:38
Jasna - bardzo się spodobał, chociaż początkowo zastanawiałam się, a może nawet obawiałam innego typu brutalności:). A tu proszę, zaskoczyłaś, trudno mi mówić czy tego typu, hm, gry wstępne sama tak bym nazwała, ale nie da się odmówić zaskoczenia i erotyzmu, oraz tak, zdecydowanie - specyficznej gry wstępnej. Nie wiem kogo bardziej żałować - kobiet, z którymi zabawiał się Ben, czy też samego Bena, ale po przemyśleniu - nikogo, a Mery - niech ma dobrą zabawę.
Tekst, ostry, nawet brutalny, spełnia zadania konkursu, wg mojej opinii, rzecz jasna:).

Pozdrawiam

B)
Dobra Cobra dnia 10.09.2014 14:15 Ocena: Bardzo dobre
Cytat:
Biedny ten chłopina, co się w szpony takiej dostał.
!!!

;)

DoCo
jasna69 dnia 11.09.2014 01:24
Mike, aż się zarumieniłam, czytając Twój komentarz, że to niby ja tak grubo, dosadnie…? Super, że Cię ukontentowałam, bo co to by była za gra, gdyby nie.
Cytat:
A że masz smykałkę do budowania pięknych zdań, to już w ogóle miodzio.
Zawsze cieszy mnie kontakt z wysublimowaną polszczyzną.


A tu to już całkiem zmiękły mi kolana.
Dzięki, że wpadłeś.

(do spermy się przyznaję, ale żeby fiut?, no nie! tego by mi grzeczna Renatka nie darowała)

Amso – jak fajnie Cię widzieć.
Super, że jakieś obawy się pojawiły, taki był zamysł, żeby trochę zamieszać ;) .
Tak naprawdę nigdy tej „przyjemności” nie skosztowałam, ale podobno strach bywa podniecający.
Mnie z tego całego towarzystwa chyba najbardziej żal… Kaczora Donalda.

Dziękuję za wizytę i tak miły wpis.
Barbara K.W. dnia 12.09.2014 08:51
Świetne stopniowanie napięcia. Zakończenie cymesik! Zemsta ofiary a rebours!
Mój uśmiech na zakończenie był szeroki.
Serdecznie pozdrawiam - ukontentowana czytelniczka
BKW
jasna69 dnia 12.09.2014 11:14
Dziękuję, Barbaro.
Kobiety potrafią być mściwe, ale czy to tylko zemsta?
Cieszę się, że zajrzałaś i odeszłaś ukontentowana.

Pozdrawiam słonecznie
puma81 dnia 12.09.2014 11:21
Grasz na moich emocjach, jasna, jak wytrawny pianista. Czuję wściekłość, bezsilność, perwersyjne zadowolenie i pożądanie. Słyszę klapsy dawane niewiernym żonom, skrzypienie łóżka i trzask spadającej Dziewicy. Widzę ciemność, potem jasność i tak w kółko. Pstryk, pstryk.
Jesteś mistrzynią nastrojów. Mogłabym czytać Twoją prozę bez końca, gdyż ociera się ideał, a ideałów podobno nie ma. Teraz już nie jestem tego taka pewna :)
jasna69 dnia 12.09.2014 11:29
Są, Pumo, są, ale raczej nie tu :).

Każdy Twój komentarz, to dla mnie nagroda za nieprzespane noce. Dzięki
puma81 dnia 12.09.2014 11:48
Chciałam jeszcze dodać, że pomysł bardzo oryginalny, a Mary będzie mi się śniła po nocach, jak w flanelowej koszuli wymyka się spod kołdry, zamyka drzwi sypialni, w której chrapie zaspokojony mąż i biegnie po swoje "mroczne" spełnienie. Dołączam ją do moich "postaci naj".
Zola111 dnia 12.09.2014 16:28
Jasna,

gratuluję miejsca na podium :) Ciekawa fabuła i fajnie skonstruowane postaci. Wyobraźnia Cię nie zawiodła, nie zawodzi też oczekiwań czytelnika.

Tekstowi przyda się korekta interpunkcji. Może ktoś znajdzie na to czas? Tymczasem poprawiłabym węzy na więzy lub węzły.

Pozdrawiam,

z.
Wasinka dnia 12.09.2014 19:04
Zręcznie poprowadzony tekst. Jest wszystko, co trzeba, by czytelnik wszedł do środka. Dałaś nam fragmenty z przeszłości Bena, które mają wpływ niebagatelny zapewne na jego późniejsze upodobania. Wstrętny i odpychający, ale jednak z bagażem wspomnień, niekoniecznie przyjemnych...
Jest też ona - niewinna Mery. Słodka, krucha. Inna od reszty wykorzystanych. Wydawać by się mogło, że przyszła tylko po zemstę. Ale Ty nas pięknie zaskakujesz.
Nie wiem, czy słusznie, pewnie jestem "nie na czasie" czy coś, ale żal mi się zrobiło męża Mery. Poczciwego misiaka, który chce szczęścia żony. Tyle że nie ma pojęcia o jej pragnieniach. A może gdyby mu powiedziała? Może.. może... Może poczekaliby z modlitwą? Może inaczej mogłoby to wszystko wyglądać...
Tak czy owak - opowieść mi się podoba. Jedna z dwóch, która wywarła na mnie większe wrażenie. Pomysł, wykonanie, konstrukcja, bohaterowie - widać, słychać i czuć.

Pozdrawiam ze zmierzchającym słońcem.
al-szamanka dnia 12.09.2014 21:05 Ocena: Świetne!
Hoppala, Jasna, a to co?
Już drżałam, że wszyscy czytelnicy będą świadkami rżnięcia, że poleje się krew...
A tu zaskoczenie!
Bardzo mroczny tekst, ciężki... lepki.
Nie wiem dlaczego, ale jak żywe stanęły mi przed oczami obrazy z "Blue Velvet"
Po tym, co kazałaś powiedzieć Mary potrafię sobie doskonale wyobrazić, co będzie się działo, gdy przetnie więzy.
Bo nie wydaje mi się, że Ben ucieknie.
Nie w takiej sytuacji.
W końcu oboje mają niekoniecznie normalne zapotrzebowania.
Bardzo dobry tekst trzymający w napięciu aż do ostatniego zdania.

Pozdrawiam:)
jasna69 dnia 13.09.2014 10:43
Pumo, oj ciągnie Cię do zwiewania, ciągnie ;)

Zolu, domyślam się, że ten tekst nieco pokaleczył Twoją poetycką duszę, dlatego tym bardziej dziękuję za odwiedziny i sugestie. Interpunkcja to moja zmora, chyba nigdy się z nią nie zaprzyjaźnię.

Wasinko, ja też ciągle główkuję, co było, gdyby… na przykład gdyby Ben nie pokazał Mary czegoś, co w książkach mogło jej się wydawać wstrętne i niemożliwe, a w rzeczywistości okazało się jedynym sposobem zaspokojenia.
Nie spodziewałam się, że ten dość „męski” tekst zajdzie tak wysoko, a tu nawet takie wyznanie! :) :) :) Jestem przeszczęśliwa. Dziękuje.

Al-szamanko
, czasem się zastanawiam, czy łatwiej jest przejść z mroku w jasność, czy odwrotnie?
U mnie przeważnie jest mrocznie i ciężko, dlatego, dla zachowania równowagi, tak chętnie zaglądam do Twoich baśniowych tekstów i za każdym razem, gdy pod swoim tekstem widzę komentarz od Ciebie mam poczucie winy, że ściągam Cię w mrok. Ale gdyby kiedyś ich zabrakło :O , to chyba przestałabym pisać.
Dziękuję za ciepłe słowa i za to, że jesteś.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Lilah
24/08/2019 17:01
Dobrze mieć takiego przyjaciela jak Antek. Urocze… »
Lilah
24/08/2019 16:57
Szczęśliwa, gdy przychodzi ktoś czekany i nawet słów nie… »
RafalSulikovski
24/08/2019 10:26
Dziękuję wam wszystkim moi drodzy. :-) Postaram się pisać… »
wodniczka
23/08/2019 22:26
Pierwsza część podoba się najbardziej. Ogólnie ciekawa… »
Marek Adam Grabowski
23/08/2019 19:16
Masz dobry warsztat pisarski; czyta się ciebie bardzo… »
wodniczka
23/08/2019 18:40
Pięknie. Szczególnie w połowie zatrzymał mnie na dłużej.… »
PrzemeK155J
23/08/2019 17:59
Historia jest naprawdę ciekawa. Jedna z najciekawszych, jaką… »
wodniczka
23/08/2019 16:26
Al-szamanko Tak. Masz rację. Trochę tam się nawarstwiło.… »
RafalSulikovski
23/08/2019 14:09
:-) :) :) »
RafalSulikovski
23/08/2019 14:08
:-) dziękuję Karen. Widzę, że mam jeszcze dla kogo pisać... »
Karen Lety
23/08/2019 14:04
Wiersze są trochę jak piosenki, każdy znajduje w nich coś… »
Karen Lety
23/08/2019 13:58
Świetny wiersz. Napisany przy użyciu takich słów i w taki… »
JOLA S.
23/08/2019 13:57
Dobrze się zaczyna :) Nikt, dotąd, nie skomentował tekstu.… »
Karen Lety
23/08/2019 13:52
Zgadzam się z Darcon, że drugi psychiatra mógłby zagościć na… »
RafalSulikovski
23/08/2019 11:34
:-) Dzięki! Ja dopiero jestem stale "zapowiadającym… »
ShoutBox
  • Vanillivi
  • 24/08/2019 17:47
  • Będę, jako zwykły użytkownik. I postram się od czasu do czasu komentowac Wasze teksty i moze dodawac wlasne
  • JOLA S.
  • 24/08/2019 16:35
  • Vanillivi, przykro, że nas opuszczasz. Pocieszające, że będziesz nam towarzyszyć.:) Późno na refleksje, ale nie traćmy ducha. Powodzenia i do zobaczenia.:)
  • Vanillivi
  • 24/08/2019 14:23
  • Kochani, musiałam zrezygnować z funkcji redaktora. Portal i obecne na nim osoby są nadal dla mnie ważne, będę tu bywać i utrzymywać z wami kontakt, ale już nie jako redaktor.
  • Kazjuno
  • 23/08/2019 16:36
  • Święte słowa!
  • JOLA S.
  • 23/08/2019 12:22
  • Powodem waśni był smok. Na początku nikt z jadących portalem nie wierzył. „Bo mało to bajek po świecie pędzi” Poczytajcie, Panowie, naszego Skuula i basta, bo życie ucieka na bzdurkach.:)
  • Kazjuno
  • 23/08/2019 07:11
  • Coś cię najwyraźniej uwiera, geniuszu, łaszący się do portalowym władz. Tak trudno ci zakończyć insektowo robaczaną połajankę?
  • Decand
  • 22/08/2019 23:25
  • "Ponoć" słowem klucz. Wszyscy czekamy więc i Ty bądź grzeczym i zaczekaj. Świat naprawdę poczeka na Twoje arcydzieła chrabąszczyku
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 21:08
  • Ponoć czas oczekiwania to tydzień, kolego robaku. Czekam już dwa.
  • Decand
  • 22/08/2019 20:41
  • Niektórym robaczkom widać spieszy się za bardzo. A chyba powinno spieszyć się powoli, chyba tak to szło. Na pewno wszyscy wytrzymamy jeszcze na tekst jakiegokolwiek żuczka, ba!, nawet i misia
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 18:51
  • Oj, chyba urocza red. Vanilivi z przepracowania - wszak jako jedyna jest przytłoczona nawałą prozy - przeoczyła mnie, skromnego żuczka. Ale przepraszam, może namolnie ponaglam? Pozdrawiam...
Ostatnio widziani
Gości online:13
Najnowszy:8harperc8123gb9
Wspierają nas