Zabić muchę - al-szamanka
Proza » Inne » Zabić muchę
A A A

Lubię świeże powietrze i spokój pensjonatów na uboczu. Taka atmosfera wyjątkowo sprzyja mojej pracy naukowej. Przekonałem się o tym już niejednokrotnie.
Zawsze, gdy wewnętrzny impuls zmuszał mnie do opracowania nowej teorii, poddawałem się namowom wypróbowanych przyjaciół, którzy tajemniczymi sposobami załatwiali pokój w ulubionym hotelu - nawet podczas sezonu, kiedy oficjalnie nie ma już wolnych miejsc.
Dyrekcja i większość kelnerów znała mnie doskonale, nikt nie zadawał zbędnych pytań, a posiłki przynoszono o ściśle określonych godzinach. Idealne warunki. Najlepsze, jakie naukowiec może sobie tylko wymarzyć.

Tak było i tym razem.
Spokojnie, krok po kroku rozwijałem skomplikowane wzory i równania. Powoli zaczynała mnie już rozpierać słuszna duma, albowiem rozumiałem, że tym razem nie pracuję nad tylko epokowym odkryciem. Szykował się przełom, po którym wszystko, do tej pory oczywiste i prawdziwe, miało wyglądać kompletnie inaczej. Jutro powita człowieka innym obliczem i obojętne mi było czy zagości na nim grymas okrucieństwa, czy może uśmiech łaski. Naukowcy nie zastanawiają się nad takimi banałami.

I wtedy pojawiła się ona.
Nie wiem w jaki sposób wpadła do pomieszczenia, jako że nigdy nie otwierałem okna, a poza tym zabezpieczono je mocną siatką.
Początkowo siedziała na parapecie i czyściła odnóża - dziwnie powykręcane i tak samo czarne, jak obrzydliwie drgający odwłok. Jakoś to zniosłem, ale gdy zaczęła latać zygzakiem z kąta w kąt, bucząc przy tym jak w furii, nie wytrzymałem.
Rzuciłem na oślep butem.
Coś tam spadło, coś szczeknęło, ale przynajmniej uspokoiła się.

Jednakże jej obecność źle wpłynęła na obliczenia. Przez to paskudne stworzenie musiałem cofnąć się do przedostatniego wzoru, gdzie w momencie rozkojarzenia ująłem ostatnie liczby w nawias. W rezultacie zbłądziłem potężnie, a na korekturę zmarnowałem dobre trzy godziny. Napięcie opadło, gdy znowu wyszedłem na prostą. Mój cel zajaśniał niczym słońce na horyzoncie. Zatarłem z radości ręce...

Przeleciała tuż koło ucha i wylądowała na kartce między różniczką i dwa koma cztery.
Aż mnie coś dźgnęło pod żebrami na widok takiej profanacji. Mogłem ją bez problemu walnąć, ale obawiałem się plamy na obliczeniach. Chyba o tym dobrze wiedziała, gdyż, tupiąc w miejscu wszystkimi odnóżami, świdrowała w różnych kierunkach jednym okiem. Latały w nim złowrogie, krwiste błyski, a odbicie mojej postaci, makabrycznie powielane w każdym z ommatidiów, kurczyło się coraz bardziej, jakby to właśnie ona, mucha, miała największy wpływ na przejawy życia tego świata. Jakby to ona miała największą moc sprawczą.
Dmuchnąłem, by spędzić ją z kartki.
Nic.
Dopiero po paru sekundach odwróciła się, wypinając na mnie odwłok.
Bezczelna, nędzna kreatura!
Miała mnie w garści i wiedziała o tym.
Jak sparaliżowany wpatrywałem się w każde, najmniejsze nawet drgnięcie kosmatych odnóży, czarnych jak smoła i jak smoła lepkich. Obrzydliwych. Czekałem, aż wyniesie się z mojej pracy. Czekałem, aż będę mógł ją zatłuc niczym wściekłego psa. Jak zadżumionego szczura, albo moskita napompowanego malarią. A ona kpiła sobie ze mnie w żywe oczy. Bydle takie!

W pewnym momencie ruszyła się.
Zrobiła parę kroków w jedną stronę, parę w drugą, a potem jakby od niechcenia podfrunęła, przysiadając na brzegu lampki.
Szybko wrzuciłem moje cenne papiery do szuflady, waląc jednocześnie na oślep starym brulionem. Huknęła pękająca żarówka, ale mało mnie to obeszło.
Mucha kołowała pod sufitem, warcząc niczym helikopter.

Puściłem się za nią uzbrojony w mokry ręcznik - aby bardziej bolało, gdy nareszcie trafię.
Fakt, sprytna była. Chwilami nawet udawała, że mój atak się powiódł. A gdy na czworakach przeszukiwałem podłogę, wypatrując tego, co z niej zostało, ona czaiła się w jakimś zakamarku, aby po pół godzinie wypełznąć z niego i triumfalnie przelecieć mi koło nosa.
Jednak na każdego przychodzi kres.

Dopadłem ją przy oknie, i znowu butem.
W uderzenie włożyłem wszystkie siły jakimi jeszcze dysponowałem.
Nareszcie!
Leżała wśród okruchów szkła jak mały, czarny kleks.
Jak zgnieciony strup.
W zmiażdżonych oczach zgasły krwawe refleksy, odwłok przestał mi ubliżać.

Poczułem się jak prawdziwy zwycięzca, co zresztą było zrozumiałe. Po godzinach walki nareszcie zlikwidowałem potwora. Zadzwoniłem po kelnera, chcąc się pochwalić chociaż przed tak prostym człowiekiem.
Przyszedł, rozejrzał się i w mgnieniu oka wlepił mi w ramię zastrzyk.

Dzisiejszy świat jest dziwny.
Nigdy nie wiadomo czego się można po kimś spodziewać.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
al-szamanka · dnia 11.09.2014 15:55 · Czytań: 894 · Średnia ocena: 4,83 · Komentarzy: 20
Komentarze
Zurbanizowany dnia 11.09.2014 17:05
Witaj Al-szamanko! Zacny pomysł i zaskakujące zakończenie. Trzymałaś czytelnika za rączkę do samego końca, a potem – szok. Ładnie, lubię taki sposób prowadzenia opowieści. Mam tylko problem z "wlepianiem" zastrzyku, wolałbym inne określenie na wykonanie tego strasznego zabiegu. Mnie samo wlepianie, kojarzy się zazwyczaj z mandatami i panami w białych czapkach na drodze, a nie tymi w białych kitlach. :)

Pozdrawiam serdecznie, miłego dnia.
Zurbanizowany
blaszka dnia 11.09.2014 19:21
Al

takiej Cię jeszcze nie znałam! Jestem zachwycona Twoim poczuciem humoru, pomysłem i wykonaniem. No i to zakończenie, super!
Pozdrawiam z wielkim uśmiechem ;)))
Dobra Cobra dnia 11.09.2014 23:23 Ocena: Bardzo dobre
Fajniutkie opowiadanie!


Droga al,

Nooo, jaki humor i jaka akcja! Zacny pomysł i dobre wykonanie. A do tego lekkie, w czym kobiety niekoniecznie gustują.

Podobało się!


Pozdrawiam,

Cobra Dobra
wiktoria dnia 12.09.2014 14:03
Super tekst, przezabawny z fajnym zakończeniem.

Biedna mucha... musiała się nieźle zestresować, zginęła prawie jak na wojnie:)

Ja tak kiedyś walczyłam z ćmą w środku nocy. I choć jestem pokojowo nastawiona do wszelkich istoto żyjących, tamto stworzenie wywołało wtedy we mnie najgorsze instynkty.

Bardzo mi się podobało Twoje opowiadanie.

Pozdrawiam:)
Figiel dnia 12.09.2014 19:15 Ocena: Świetne!
Mucha jak mucha, choć też przednia:) "Pensjonat na uboczu" i " zadzwoniłem po kelnera" wymiata :) Plus puenta, oczywiście. Pewnie, że dałam się poprowadzić do końca w nieświadomości:) W sumie dobrze, bo banan mi na twarz przy zastrzyku wylazł.
Pozdrawiam:)
mike17 dnia 12.09.2014 19:31 Ocena: Świetne!
He he he!
To jest mega kozak!
Gościu jedzie do "pensjonatu na uboczu", powiedzmy, no i coś tam płodzi w zachwycie swym, aż tu nagle mucha, oj, mucha, zwykła mucha...
Nie, nie, to nie tak.

A po scence z zastrzykiem żem skumał wsio: kolo był wariatem i w chwili "pasji" dostawał neuroleptyk, by "wylądować" z lekka, oprzytomnieć, złapać kontakt z Matką Ziemią.

A mucha jeno wyimaginowaną była!

Obsesja, kompulsja, something like this.

Humor zacny, lubię Cię, Aldonko, w tym ubiorze, każda nowa, udana odsłona raduje.
A ta, hm, upiornie fajna!

Tematyka przeróżnych wariatów jest poniekąd mą własną, ulubioną. więc byłem tu z przyjemnością, a że narracja w śmiertelnie poważnym tonie, tym bardziej efekt psychozy zwielokrotniony!

Bravo!
Usunięty dnia 13.09.2014 18:59 Ocena: Świetne!
Powiem tyle- Jest ok.
amsa dnia 14.09.2014 11:15
Al-szamanko - zaczęłam czytać i pomyślałam: o, takie inne, nie szamańskie, bo bez al. Nawet w pewnej chwili przemknęło mi przez głowę, że będzie coś jak Cząstki elementarne. A jednak nie, to puściłam się tropem za liczbami pierwszymi, że biedak właśnie nad nimi pracuje. I nagle w ten matematyczny świat wtargnęła ona. One są zawsze niezwykle upierdliwe i nie można się ich pozbyć. A więc - metafora o naturze kobiecej! - dumna czytam dalej, *zdolny dochodzeniowiec.
I takie zaskoczenie, całkowicie Al-szamańskie:), sprowadziło mnie z piedestału własnej dedukcji:). Jednak nadal dumna, tym razem z autora:), powiadam - świetne!.

Pozdrawiam

B)
ajw dnia 14.09.2014 18:32 Ocena: Świetne!
Rewelacyjne!!! Po takim tekście nie można mieć much w nosie, bo człowiek czuje się rozbawiony (duży plus za poczucie humoru). Ma też energię, więc nie rusza się jak mucha w smole, bo i tekst energetyzujący. Zaskoczyłaś zakończeniem jak dobry autor kryminałów (no i zbrodnia była).
W ogóle i w szczególe jest po prostu świetnie. Chylę czoła przed takim pisaniem. Jesteś the best! :) Pozdrawiam serdecznie uchachana i zadowolona :)

Ps. Nie cierpię much, bo mi srają na samochód ;)
al-szamanka dnia 14.09.2014 20:55
Z nosa mi kapie,oczy pieką, papierami pracnymi zawalona, więc wybaczcie, że nie odpowiem każdemu z osobna.
Zurbanizowany, Blaszko, DoCo, Wiktorio, Figielku, Michale, Apollo, Amso, Ajw, bardzo jestem wdzięczna Losowi, że przysporzył mi takich czytaczy.
Przyjemnie mi, że się podobało, że potrafiliście uśmiechnąć się do tekstu.
Dziękuję Wam i pozdrawiam:)
bosski_diabel dnia 07.10.2014 12:30 Ocena: Świetne!
Spóźniony ale jestem... i zachwycony pomysłem, poczytałem z wielką przyjemnością, dałaś upust kapitalnemu humorowi, gratuluję, pozdrawiam T.
al-szamanka dnia 08.10.2014 11:17
bosski_diabel napisał/a:
dałaś upust kapitalnemu humorowi

Fajnie, że tak myślisz, o Bosski :)
Lubię się śmiać.
Dziękuję za wizytę.

Pozdrawiam:)
Szuirad dnia 08.10.2014 14:23
Witaj
Mucha potrafi być irytująca, a w przypadku, gdy ma wpłynąć na losy świata...
Dałem się złapać i pointa mnie zaskoczyła.
Swoją drogą coś w musze musi być, zbyt często funkcjonuje jako temat literacki, główny bohater, czy protoplasta pomysłu, że wspomnę tu film "Mucha", piosenkę Kasi Nosowskiej a dla mnie jeszcze opowiadanie Janusza Zajdla z "Listu Pożegnalnego", tytułu bodajże "Pełnia bytu" O musze, która wpadła do miodu. Czasem wracam do tego krótkiego tekstu.
W odniesieniu do powyższego nie widzę przeszkód, by dołączyć Cię do grupy takich twórców.

pozdrawiam
Sz
al-szamanka dnia 09.10.2014 09:46
Wiesz, Szui, czasami komary są jeszcze gorsze.
Ale akurat owego dnia wkurzyła mnie mucha i tym samym zaserwowała mi pomysł.
Dziękuję za wizytę i pozdrawiam:)
kamyczek dnia 14.10.2014 00:12
Oj al-szamanko, udała Ci się ta opowieść, brawo! Trzymałaś mnie w niepewności prawie do końca. przy akapicie: "Nie wiem w jaki sposób wpadła do pomieszczenia, jako że nigdy nie otwierałem okna, a poza tym zabezpieczono je mocną siatką" zaczęłam podejrzewać, że coś jest nie tak, ale szybko machnęłam na to ręką - mucha mogła wpaść do pomieszczenia w momencie, kiedy kelner wnosił posiłek - uspokoiłam tym twierdzeniem "mojego wewnętrznego niedowiarka" i czytałam dalej z wielkim zadowoleniem.
Całość tekstu skomponowana obrazami, jakby slajdami kolejnych odsłon - super.
Byłam tutaj już wcześniej, a teraz czytałam to jeszcze raz, zostawiając widoczny ślad.
Świetna lektura.

Pozdrawiam.
al-szamanka dnia 20.10.2014 21:55
Aż się uśmiechnęłam do Twojego komentarza, Kamyczku.
Przemiły.
Dziękuję i pozdrawiam :)
Gorgiasz dnia 18.07.2016 10:54
Dobry tekst, a muchy są interesujące, lubię je obserwować. Kiedyś również napisałem tekścik o musze, ale wyszedł (pomimo licznych korekt) ciężki i raczej niestrawny; powędrował więc do lamusa. Ale sam temat wdzięczny i kryjący wiele możliwości.
al-szamanka dnia 18.07.2016 11:17
Gorgiasz napisał:
Dobry tekst, a muchy są interesujące, lubię je obserwować.

:) :) :)
Nie tylko muchy, wszystko, jeżeli tylko zechce nam się naprawdę spojrzeć, a nie tylko przejść jak obok oczywistości.
MarcinD dnia 09.09.2019 07:05
Pensjonat na uboczu, kelner który wbija zastrzyk. Brakowało mi tylko określenia, że kelner miał na sobie nieskazitelnie biały strój, niczym lekarski kitel, ale nie wiem, czy nie było by to już daleko poza niezbędnymi niedopowiedzeniami. Świetnie, przyznam, że do samego końca nie spodziewałem się takiego zakończenia.
al-szamanka dnia 18.09.2019 17:51
MarcinD napisał:
przyznam, że do samego końca nie spodziewałem się takiego zakończenia.

Zawsze mam radochę, gdy uda mi się czytelnika zaskoczyć :D
pozdrawiam :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
bruliben
21/09/2019 00:42
Racja, nawet mama, która jest jedna :) »
Bartek Otremba
21/09/2019 00:41
Akurat tego nikomu nie poświęciłem... co najwyżej swojej… »
Bartek Otremba
21/09/2019 00:31
każdy ma swój czas każdy w godzinie ma 60 minut ;0 i tak… »
bruliben
21/09/2019 00:30
A jednak dopiął swego, nie byłby Benedyktem. Ale tylu ich… »
bruliben
21/09/2019 00:07
Wiem, że nie mam kontroli i ją mam - takie złudzenie.… »
wiosna
20/09/2019 22:55
Kazjuno dziękuję za podzielenie się przyjemnością ze… »
Dobra Cobra
20/09/2019 22:17
Olbrzymie masy nadludzi w naszym kraju potwierdzają fakt, ze… »
Kazjuno
20/09/2019 21:52
Nie znam się na współczesnej poezji. - Wiosno. Najczęściej… »
bruliben
20/09/2019 21:36
Co jest po drugiej stronie? Odwieczne pytanie. Romeo liczył… »
Kazjuno
20/09/2019 20:34
Mr Stawitzky Nawała szpanerstwa, "Jakim to nie jestem… »
wiosna
20/09/2019 20:11
Al dziękuję za Twoje grzybowe rozbawienie:) Ten wierszyk,… »
Lilah
20/09/2019 20:07
Piękny trzynastozgłoskowiec, świetnie się czyta. :) »
Lilah
20/09/2019 20:02
No toś mnie zaskoczył, Clakier! Dzięki :) Bardzo… »
mike17
20/09/2019 19:33
Dość wesołe dziełko :) Niektóre rymy nieco zgrzytają, są… »
MarcinD
20/09/2019 19:22
Dziękuję bardzo :-). Miło przeczytać taki komentarz.… »
ShoutBox
  • bruliben
  • 20/09/2019 22:13
  • Czy ktoś ma iphona i już aktualizował/a do ios13? Lepiej działa?
  • bruliben
  • 20/09/2019 22:12
  • Miłego z Krakowa :) Słucham jak szumią tutejsze tramwaje :)
  • Kushi
  • 20/09/2019 18:16
  • Miłego wieczoru kochani :):)
  • Kushi
  • 20/09/2019 18:15
  • Znacie? ... nie znacie ?????, to poznacie ;):):):) [link] .... :):)
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:22
  • tej wytwórni. Ale sam szef D. próbuje zmienić czasy i transformację koncernu w stronę tematyki niebaśniowej. [link]
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:20
  • Disney ma nie lada orzech do zgryzienia :) . Johansson zaprosili nawet na spotkanie dyrektorów D. I ona tam jasno mówiła, że reżyser niepokorny i film też, co niespecjalnie idzie za rączkę z polityką
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:50
  • em FOXa, więc Disney nie miał nic do gadania. A czy film pojawi się w Polskich kinach? Sadzę, że tak, ale nie wszędzie i nie od razu, bo tu nie chodzi o ideologię, ale o kasę.
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:48
  • Co do filmu, ten Hitler, będzie wymyślonym przyjacielem i z tego co wiem, będzie takim diabłem na ramieniu, co mówi źle, to wbrew pozorom nie komedia. Druga sprawa film powstał praktycznie przed zakup
  • Kazjuno
  • 17/09/2019 14:16
  • Znowu przesadzasz. Jesteś wrażliwym facetem, na dodatek z intuicją muzyka, więc czułym na fałszywe nuty. Także te cecha ułatwia Ci trafne komentarze. Więc jak znajdziesz czas(?)...
Ostatnio widziani
Gości online:18
Najnowszy:Maattaes50
Wspierają nas