Tango Italiano - mike17
Proza » Miniatura » Tango Italiano
A A A
Od autora: Ostatnia część cyklu miniatur "Dawno temu w lipcu". Tytuł zaczerpnąłem z piosenki Connie Francis. Tekst tylko z pozoru o seksie, ale to zmyłka, sami to pewnie odkryjecie. Serdecznie zapraszam do czytania :)
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

                                                        
 
 
 
                                                                                                              
 
 
- Skąd jesteś?- zapytała, sącząc niespiesznie drinka.
 
Miała około trzydziestki: miękkie, opalone ciało, talię i biodra w kształcie klepsydry, wydatne, zmysłowe usta, pociągnięte nieprzyzwoicie czerwoną szminką, drobne stopy w czarnych szpilkach, opięta, różowa sukienka niesamowicie podkreślała obfite kształty.
Była naprawdę rasowa. Poruszała się powoli, z gracją jak kocica, spokojna i pewna siebie. Ciemna blondynka z gatunku takich, że zabiłbyś, żeby choć raz z nią być, a potem wspominałbyś to przez resztę życia jak najpiękniejszy ze snów. Musiała mieć niezłe powodzenie, to rzecz oczywista. Jej głos intymnie wibrował w powietrzu jak muśnięcie czystego piękna. Był tak samo czarowny jak jej spory, dorodny tyłek, urokliwy jak wszystkie tyłki świata. Niewątpliwie wpadał w oko i ostro pobudzał wyobraźnię. Język jej ciała szeptał wszystkie gorące zaklęcia, jakie można usłyszeć w letnią, pełną parnej namiętności noc. Nie miała zbyt wielkiego biustu, ale z tym można żyć.
 
- Z Teksasu – odparł, ukazując śnieżnobiały garnitur idealnych zębów.
 
Gdyby kiedyś zechciał załapać się na robotę modela, wzięłaby go każda agencja.
Miał ze sześć stóp wzrostu, ogorzały od słońca i nic nierobienia, widać było, że zapamiętale rzeźbi ciało ćwiczeniami fizycznymi, duże, żylaste dłonie, szerokie bary, oczy szare, przenikliwe, w markowych ciuchach i drogich butach, prawdziwy samiec, przedmiot westchnień kobiet z miast i wsi, dużych i małych, grubych i chudych, zdrowych na umyśle. Mógł mieć około czterdziestki, nie więcej. Twarz o regularnych, męskich rysach, wpadająca w oko. Zero zmarszczek, zero siwizny, kruczoczarne, krótkie włosy. Kawał byka bez grama tłuszczu. Inteligentny, wygadany, czarujący. Każde jego słowo było muzyką, w której nie znajdziesz cienia fałszywej nuty. Znał się na kobietach, czytał w nich jak w otwartej książce. Miał wyczucie, jak z nimi grać w tę piękną grę. Trzeba czegoś jeszcze?
 
- Widać.
- Co niby?
- Macie chyba w sobie serce Ameryki.
- Niekoniecznie.
- Są lepsi?
- O co ci chodzi?
- O bycie z kobietą.
- Każdy może być z Teksasu, jeśli wie, jak postępować z wami.
- Nikt tak nie rżnie jak wy. To prawdziwy kosmos.
- Kto ci to powiedział?
- Nieważne.
- Więc skoro nieważne, to po co mi to gadasz?
- Wyglądasz mi na Włocha, mylę się?
- Akurat ci się udało trafić w dziesiątkę.
- Masz wiecznie chętkę na baby?
- Jasne, mała, odkąd po raz pierwszy mi stanął.
- Jesteście ładni, wysocy, umięśnieni. Piękne dłonie, piękne rysy twarzy. Wchodzicie w nasze życie jak tornado: wszystko, co było dotąd uświęcone pewnym ładem, idzie w rozsypkę.
- I znikamy o poranku, bez płacenia alimentów przez ponad dwadzieścia lat.
- Ale są takie, które mają gdzieś waszą kasę. Przecież świat to nie tylko szelest banknotów. I bez nich można kupić wiele.
- O, to nowość.
- Lubią mieć wieczną pamiątkę po rasie panów. Coś na zawsze, dane na zawsze.
- Uważasz nas za panów, ale czego? Trochę mi się to źle kojarzy.
- Umiecie okiełznać kobietę. Was nie można zapomnieć.
- Lepiej znać się na jednej rzeczy dobrze niż na pięciu byle jak.
- Masz jakieś imię?
- A na co ci to?
- Masz rację, to chyba nieistotne. Ale dla mnie będziesz Giuliano.
- Niech ci będzie.
- To pozwoli mi cię określić. Przecież kiedyś on lub ona zapyta.
- Pewnie tak właśnie będzie. I co wtedy powiesz?
- Że wyjechałeś w długą podróż na drugi koniec świata.
- I wrócę?
- Jasne, ale nikt nie wie, kiedy.
- Tak powinno się mówić w takich razach. To nie zabija marzeń.
- To pozwala żyć. W miarę normalnie, spokojnie. Czas załatwi całą resztę.
- Czas to niezły kumpel. Ale bywa też podłym draniem. Najczęściej jest tym, co z niego zrobisz.
- Ułożymy się jakoś. Zawsze czeka jakieś wyjście. Każde drzwi można otworzyć.
- Oby tak się stało.
- Kobieca intuicja podpowiada mi, że będzie ok.
- Który to drink?
- Pierwszy.
- I ostatni.
- Tak jest, panie Giuliano. Pańskie słowo ponad drinki.
- Sama rozumiesz.
- Nawet się o mnie troszczysz, piękny nieznajomy. To słodkie i mądre.
- Nie tylko o ciebie, mała. Nie chcę zniszczyć ci życia.
- Kiedyś, kiedy już zrzucisz krótkie spodenki, będziesz świetnym mężem, ojcem, dziadkiem. Wiem to. Ty to masz, i nie ma „chyba”.
- Dziś jest „tu i teraz”. Moje ukochane słowa. Przyszłość jeszcze mi się nie objawiła.
- Kino drogi?
- Coś w tym rodzaju.
- Powtórzysz to z inną?
- Co?
- To, co zaraz się stanie.
- Zadajesz trudne pytania.
- Jak cię jakaś poprosi? Jak ja dziś.
- Może. Niewykluczone. Nie jestem jasnowidzem.
- Jeszcze długa droga przed tobą, wieczny wędrowcu.
- Chyba tak.
- Obyś odnalazł szczęśliwą przystań. Tę właściwą. Niech umrą zegary.
- Czemu?
- Bo wtedy wiesz, że kochasz. Że to się dzieje naprawdę. Nie masz pojęcia, jaki dzień, która godzina. To nie ma żadnego znaczenia. Jest tylko chwila, ta chwila, w której się spalasz.
- Skąd to wiesz?
- Kiedyś kochałam.
- I gdzie on jest w tej chwili?
- W łóżku z następną, której obieca miłość po grób.
- Boisz się nas, boisz się znów zaufać.
- Nie jesteś takim dużym chłopcem, jak myślałam.
- Może.
- Idziemy?
- Tak.
 
Zeszli nad jezioro, oświetlone wieczornym blaskiem, pełnym magicznych refleksów.
Gdzieś z oddali dochodził mocny zapach maciejki.
Właśnie zapadał ciepły, lipcowy wieczór, taki, kiedy wiele może się zdarzyć, taki, który zazwyczaj już nigdy się nie powtórzy.
Niektóre wieczory są inne od pozostałych.
Niektóre chwile są jedyne i jakby wyodrębnione z gąszczu tygodni i miesięcy.
Świecą własnym światłem.
Mają aurę, której nie opisze zakrzepłe w pisanej literze słowo.
 
Intensywnie pachniały trzciny, kiedy położył ją na pomoście i rozebrał.
Delikatnie i czule, jakby był w niej zakochany, pocałował ciepłe, rozchylone usta.
Ten pocałunek trwał i trwał, kiedy ona gładziła jego włosy, a on później nieśpiesznie wodził językiem po młodym, gorącym ciele, czując, że tak jeszcze dotąd nie było, wiedział też, że tak już później nie będzie.
 
Bardzo ostrożnie przewrócił ją na brzuch, jakby była jego żoną, i z wyczuciem pieścił od tyłu, nieśpiesznie, podziwiając jej urodę, delektując się chwilą, a ona lekko wzdychała, czasem brakowało jej tchu, czując go i modląc się, by nie przestawał, by to trwało wiecznie, bo chciała zastygnąć w magii minut i zapomnieć o tym, co było dotąd, co dawał każdego dnia głupi, niedorzeczny świat, wstrętny oszust. Teraz było inaczej, „teraz” mogło już znaczyć tylko słoneczne jutro, wyczekiwane coś, o czym marzyła od bardzo dawna, kiedy w przypływie smutnego przerażenia budziła się często nad ranem i była śmiertelnie samotna.
Znała ten zapach, nigdy nieoswojony.
 
Po jakimś czasie, nagi, był już w wodzie, przysunął ją do siebie, i stojąc, wszedł w nią.
Jęknęła.
Przez chwilę nie poruszał się – był w niej i cieszył się jej ciepłem.
Było mu dobrze, jakby wrócił do łona matki, do krainy, gdzie nie ma bólu i cierpienia, jest tylko niekończąca się rozkosz i spełnienie, radość i sny, które przyniosą niespodziankę.
Coś otworzyło przed nim drzwi, a on wszedł pewnym krokiem.
Patrzył na nią i nie miał wątpliwości, że tak powinna wyglądać idealna kobieta.
Patrzył na nią jak na zjawisko, które mogło przytrafić się komuś innemu, jednak przytrafiło się jemu, wtedy, w lipcową noc, kiedy wszystko było możliwe.
Uniosła się i wsunęła język do jego ucha – był ciepły i bardzo go podniecał.
Potem delikatnie kąsała je, przyciągając jego szczupłe, jurne biodra do siebie, zaborczo i ufnie, czując, jak napiera i bierze ją w posiadanie.
 
Nie śpieszył się, jakby wszystko, co nastąpi, zależało od niego.
Wiedział, że tak właśnie jest, że to jego mała chwila na wieczność.
Był z nią i tylko to się liczyło, ona czuła każdy jego ruch i jedynie to miało znaczenie.
I choć niebawem przyjdą kolejne czerwce i sierpnie, następne słoneczne, niezapomniane lata i mroźne, przykre zimy, coś z tej nocy w nim pozostanie, wspomnienie, które zachowa jak słodkie ciało tej małej.
 
Mocno obejmowała go nogami, kiedy wykonywał coraz gwałtowniejsze pchnięcia, łapczywie wpijała się paznokciami w plecy, kark, pośladki, podczas gdy on dawał jej siebie, nie myśląc o tym, że gdzieś daleko istnieje inna rzeczywistość, inne gorące kobiety, które chętnie zaproszą do wspólnej zabawy, cokolwiek by to nie znaczyło.
 
Obok uśpiony świat grał tysiącem jeziorowych odgłosów, muskał ich czułym oddechem – świat zawsze pobłogosławi tym, których wiąże namiętność, nawet jeśli nie potrwa ona zbyt długo.
Bo czasem to, co ważne, jest małą sekundą.
Potem jest już tylko przeszłość zaklęta w chwili obecnej.
Złoto czasu…
 
Był z nią po raz ostatni, kiedy z wolna budził się radosny świt, rozśpiewany ptasią orkiestrą, rozlany nad bezkresną wodą mlecznymi mgłami i zapachem dogasających ognisk.
Gdzieś, w oddali, ktoś jeszcze śpiewał zmęczonym głosem przy akompaniamencie gitary, jakby chcąc zachować ulatującą magię nocy, czasu, kiedy wszystko jest możliwe, bo wówczas można chwytać spadające gwiazdy i szeptać życzenia, które na pewno się spełnią.
 
Wtedy, zmęczona rozkoszą, zasnęła.
Miała piękny sen, taki, jaki śni się raz w życiu albo nigdy.
Obraz, który bardziej się czuje niż widzi, chłonie każdą cząstką duszy, nie rozumu.
 
O jakiejś godzinie znalazła się w niezwykłej urody parku, nad błękitną, krystalicznie czystą rzeką, pełną niewielkich, potokowych pstrągów, po której pływały jasne gondole, na spacerze z małym, wesołym, ruchliwym chłopczykiem o kruczoczarnych włosach i szarych, przenikliwych jak na swój wiek oczach, który bawił się żółtą piłką, biegając beztrosko po tonących w bujnej zieleni alejkach, gdzie w cichym spokoju trwało nienazwane piękno, takie, jakie można przeżyć tylko w snach, i potem zachować je w pamięci, by wciąż cieszyć się tym, co, choć z innego wymiaru, jednak i tu może wejść w każdego z nas, kiedy chwila będzie ku temu, kiedy minuty ułożą się w witraż.
 
Jeśli istnieje pojęcie idealnego szczęścia, poczuła je wyraźnie, przez małą sekundę, jakże wymowną, niezwyczajną, choć z pozoru pospolitą, śniąc na chłodnych deskach pomostu, wtedy w lipcu, kiedy spadały gwiazdy, a księżyc, ten wieczny zawadiaka, uśmiechał się z góry w poczuciu przewrotnego zadowolenia.
 
Kiedy obudziła się, kochanka już nie było.
Nagle zdał się zwidem, wytworem wyobraźni.
Snem, który śni się we śnie.
Czuła tylko jego intensywny zapach na skórze i gorące pocałunki, jakby dopiero co ją pieścił.
Jej ciepłe, miękkie ciało pamiętało tę noc, tę jedyną noc, której mogło nie być.
Jednak była.
Uśmiechnęła się do siebie, i ubrawszy się, pomyślała o powrocie do domu.
 
 
 
Cykl: Dawno temu w lipcu
 
 
 
10 lipca 2014
 
 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mike17 · dnia 13.09.2014 06:49 · Czytań: 910 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 49
Komentarze
wiktoria dnia 13.09.2014 17:49
Mike, to opowiadanie wydaje mi się być napisane najlepiej ze wszystkich, jeśli brać pod uwagę zdanie żółtodzioba prozy, jakim jestem ja.

Zastanawia mnie tylko idea tej opowieści.
Z lęku przed miłością, która znów może rozczarować, bohaterka zadowala się chwilą namiętności. Ale czy to na pewno ją zadowala, czy to jest wystarczające?

Może czasem warto zaryzykować, mimo wszystko?
Zadaję te pytania, ale chyba powinnam je zadać komuś innemu:)

Bardzo mi się podobało.

Pozdrawiam:)
mike17 dnia 13.09.2014 18:10
Super, że Ci się podobało, bardzo mnie to cieszy :)
Tu, w tym z pozoru małym kawałku erotyki, jest ukryty haczyk.
Ona nie poszła z nim na pomost, ot tak, bo chciała poczuć co to przygodny sex.
Ale na razie nie zdradzam tajemnicy :)

Pozdruffki dla Poetki od mike'a :)
Usunięty dnia 13.09.2014 18:33 Ocena: Świetne!
Czytając Twój cykl wpadłem na to że traktuje on o różnych rodzajach miłości, różnych sytuacjach.

1. część traktowała o człowieku który nie rozumiał, doceniał swojego rodzinnego szczęścia. Nie potrafił ukazać swoich uczuć bliskim. Dopiero pewien staruszek w barze uświadomił go.Była to trudna miłość.

2. Spokojne udane życie, uczucie jak z bajki. Pomimo mijających lat miłość bohaterów jest tak samo silna jak pierwszy raz. Nawet śmierć ukochanej nie osłabia uczucia bohatera, zachowało się ono we wspomnieniach

3. Przygoda na jedną noc. Namiętna acz krótkie uczucie, bohaterowie czują jedynie pożądanie, może coś więcej, ale ich znajomość jest ulotna niczym Świtezianka.

Wszystkie teksty są SUPER, Tango Italiano jest również dobrze wykonane. Oceniam cały cykl na Świetnie x3.

Pozdrawiam ;)
mike17 dnia 13.09.2014 18:48
Brawo, Apollo, takie były moje intencje w tym cyklu!
Miłość wiele ma twarzy, czyż nie?
To przepiękna rzecz, zjawisko, byt samoistny.
Chciałem je pokazać, prosto, bez udziwnień, tak, jak je widziałem w wyobraźni.

Bohaterka ma z Giuliano swoje tango italiano, ale czy to tylko sex?
Oj, nie...
Ale milczę dalej.

Ukłony, Apollo, za wjazd i przeczytanie wszystkich części cyklu.
Przybijam pionę :)
wiktoria dnia 13.09.2014 18:53
Mike, jeśli to miał być sposób na dziecko, to chyba raczej marny. No chyba, że potem byli razem, ale ja tego z tekstu nie wyczytałam.
mike17 dnia 13.09.2014 18:57
Czy byli razem, to i ja nie wiem :)
Ale ona chciała właśnie mieć dziecko z przystojnym Włochem, a nie męża, rodzinę obowiązki, i tak dalej.
To dziś cholernie niepokojący trend wśród młodych kobiet, sam znam kilka.
I to jest sens tej miniatury.
wiktoria napisała:
Mike, jeśli to miał być sposób na dziecko, to chyba raczej marny.

Marny?
Przecież sen był proroczy :)
To nie takie proste mini, my darling :)
blaszka dnia 13.09.2014 21:23
hej mike

bardzo romantyczny obrazek naszkicowałeś, sceneria, tajemniczość, piękny on i piękna ona ;)
Nic dziwnego, że nad lipcowym jeziorem takie sceny w Twojej głowie powstały.
Lubię Twój amerykański, dynamiczny styl, więc mogę czytać każdą historię, którą opiszesz, czy to o miłości, o przyjaźni, czy o śmierci lub przemocy. I tutaj się nie zawiodłam ;0
Pozdro
Usunięty dnia 13.09.2014 21:24
Witam;)

Ktoś tu ma sentyment do maciejek;)
Ale skupiając się na tej przesyconej namiętnością scenie... Fajne! Opis ich zbliżenia - jakże wspaniały, niemalże poetycki.
Piękna kobieta i przystojny mężczyzna; feromony plus alkohol; propozycja; obopólna zgoda; realizacja; satysfakcja; wyczekiwanie na wyśniony efekt;)

Wszystkie części cyklu o miłości (różnych jej obliczach), ale ja tę historyjkę widzę jako pierwszą, środkowa powinna nią pozostać, a pierwsza mogłaby stać się ostatnią:) i we wszystkich ci sami bohaterowie... Czy to jest możliwe?

Serdecznie pozdrawiam:)
mike17 dnia 13.09.2014 22:11
Cóż, Blaszko, u mnie jest wszystko albo amerykańskie, albo mazurskie :)
Dajesz mi taki kredyt zaufania, że teraz już nie mogę dać ciała.
Trza pisać i nie ma to tamto!
Tak, nad moim jeziorem rodzą się różne rzeczy, tak, to nieuniknione.

Aniu, Chodziło mi nie tylko o sex, ale też o coś więcej - ona chciała, by on jej dał dziecko, bez zobowiązań, alimentów, po prostu, bo jej się spodobał, to się naprawdę dzieje w naszych czasach, czasem to kobiety biorą stery we własne ręce, jak w tym opku.
Wszystko miało być o miłości, różnej, odmiennej, nie zawsze takiej jak ideał.
Jak życie.
Jak my.

Panie, kłaniam się wieczorowo :)
wiktoria dnia 13.09.2014 22:20
Mike pozwól, że się nie zgodzę. A nawet jeśli nie pozwolisz, to też się nie zgodzę:)

Dziecko powinno być owocem miłości, a nie produktem jednej nocy dla zaspokojenia własnych potrzeb. Ono potrzebuje obojga rodziców, a nie tylko matki, która miała fantazję zrobić sobie je z przystojnym Włochem, po to żeby nie czuć się samotna, bo bała się zaufać i zaangażować w nowy związek.

Nie krytykuję tekstu, bo jak najbardziej mi się podoba, ale tok myślenia bohaterki, absolutnie tak.

No musiałam się znów odezwać, wybacz.:)
mike17 dnia 13.09.2014 22:23
Justyś, ale to znak czasów, tych czasów :)
Znam wiele takich kobiet, stąd ten temat.
Nie wyssałem go z palca.
O tym mówią też moi znajomi, przyjaciele, sąsiedzi.
One nie chcą rodziny, a tylko dziecko i co zrobisz?
Nie mnie tu gadać.
Ja tylko opisałem zjawisko.

Dziecko ma być owocem miłości, ale czy w tych skurwiałych czasach jest, wątpię.
Jeśli co trzecie małżeństwo się rozpada, to coś tu nie gra, nie?
wiktoria dnia 13.09.2014 22:34
Do dupy ze znakami tych czasów. Do dupy z tymi czasami.

Taka postawa nazywa się egoizmem, dziecka się nie posiada, bo do nikogo nie należy, nie jest niczyja własnością. Jest darem, któremu należy dać, to co najlepsze. A postawa bohaterki czy innych kobiet, tego nie da.

No smutno się robi z tego powodu, ale cóż, różne anomalia zdarzają się w tak zwanych tych czasach.
mike17 dnia 13.09.2014 22:41
wiktoria napisała:
No smutno się robi z tego powodu, ale cóż, różne anomalia zdarzają się w tak zwanych tych czasach.

Tak, do dupy z takimi zachowaniami.
Ja jestem tradycjonalistą i ortodoksem, nie ma dla mnie lipy i półśrodków.
Ale są tacy ludzie, takie kobiety, to nie żart.
To bardzo smutne i w ogóle nie rozwojowe.
Kim będzie dziecko takiej matki?
Ale i ona, czy miała wybór?
Może warto nie oceniać zbyt ostro, bo zawsze są plusy i minusy.
Usunięty dnia 13.09.2014 22:49
Poczekajcie chwilunię, nie znamy jej życia - nie wiemy co ją spotkało. Dlaczego zdecydowała się na samotne macierzyństwo? Właśnie?
Może współcześni mężczyźni są niedojrzali emocjonalnie, skoro zauważalne jest opisane tu zjawisko? Może kobity są zmuszone brać sprawę we własne ręce?
Najłatwiej jest kogoś ocenić, ale aby tego dokonać trzeba poznać motyw jego działania, niekoniecznie zrzucając winę na czasy, w których przyszło nam żyć.
A tradycjonalizm powinien być wyparty przez zdrowy rozsądek, bo niestety często do kolizji dochodzi na tym polu.
Pozdrawiam - bardzo subiektywnym spojrzeniem na sprawę
mike17 dnia 13.09.2014 22:56
Będąc tradycjonalistą, nie mogę się nie zgodzić z Tobą, wszak mężczyźni w życiu mojej bohaterki musieli być niedojrzali, skoro tak ją skrzywdzili.
I w sumie nie można się potem dziwić, że już się z żadnym nie zwiąże.
Chce mieć dziecko, namiastkę rodziny, nie pochwalam, ale rozumiem.
I jako ortodoks szanuję to.
Bo nie uznaję żadnego przymusu i życia w lęku.
Margareta dnia 13.09.2014 23:24
witaj Mike. Mimo tego, co piszczesz w komentarzach, na szczescie nie odczytalam z Twojego tekstu oceny. Plynie lekko i powoduje u mnie zadume.... to jest bardzo ciekawie ujety temat przygod na jedna noc. Bo co tak naprawde kryje sie za wyborem tej kobiety, tego w tekscie nie odkrywasz. Choc dowiadujemy sie pewnej wskazowki podczas dialogu na wstepie - " kochalam" oraz wiemy, ze jest tak ponetna, iz moze miec kazdego. Ja nie oceniam negatywnie tej kobiety, ona od poczatku w dialogu ustanawia zasady, ma pieniadze i chce miec pamiatke, a wiec bedzie mogla dziecku zapewnic godne zycie i wychowanie. Kochala, wiec nie chce sie wiazac, byc moze kocha dalej, byc moze wybrala samotnosc. A istnieje niezaprzeczalnie spora grupa kobiet, ktora posiada olbrzymi instynkt maciezynski i pragnie go zrealizowac. I wcale nie jest powiedziane, ze jej dziecko bedzie mialo gorzej niz dziecko pary. Nie nam oceniac, choc z pewnoscia jest to forma egoizmu, o ktora potem dziecko moze miec zal.
Swietnie jak zwykle napisane, z charakterystycznymi u Ciebie nawiazaniami do Ameryki. Podobalo sie. Pozdrawiam serdecznie.:-)
mike17 dnia 13.09.2014 23:34
Piękny, mądry koment, za co bardzo dziękuję :)

Wyjątkowo trafnie wyczułaś moje intencje: Tak, ona ma pełną świadomość swojego ruchu, i wie, że w tych dniach (!) zajdzie w ciążę, a potem da miłość chłopcu.
To nie jest rodzina, ale nie mnie oceniać.
Szanuję jej wybór, szanuję jej człowieczeństwo.

Jej dziecko może wyrosnąć na kogoś lepszego niż pary, to niewykluczone, to kwestia wychowania i podejścia matki, jej ciepła i wszystkich tych rzeczy.

Choć masz rację: pewnego dnia dziecko może zapytać: "Mamo, gdzie jest mój tatuś?".
Co wtedy?
Nie chciałbym być przy tej rozmowie.
Naszkicowałem tylko temat.

Pozdrawiam nocą ciepłą :)
amsa dnia 14.09.2014 00:08
Mike17 - jak zwykle - czytelnik płynie lekko i bez problemów przez opowiadanie. Lubię Twoje dialogi, są takie naturalne, zwykle, żywe i nie wyobrażam sobie, że mogłyby być inne. Nie będę odnosić się do treści, jako takiej. literatura ma własne prawa historii i dziejów, że się tak górnolotnie wyrażę. Każdy, czytając tekst z tego lipcowego cyklu, bierze dla siebie, co chce. Ma refleksje na temat i w temacie, to zaleta i, jak się domyślam, cel. Z technicznych uwag - wartkość nurtu poprawiłabym skracając kilka zdań, bo ich długość zapiera dech:). Zwłaszcza w początkowych akapitach, to chyb raptem jedno, czy może dwa zdania.

Pozdrawiam

B)
mike17 dnia 14.09.2014 09:06
Dzięki, Amsiu, za wizytę i czytanie tego erotycznego z pozoru kawałka.
Szkoda, że więcej mi nie przyszło do głowy, wówczas cykl byłby dłuższy.
Staram się pisać naturalnie, tak, jakbym przy piwie to komuś opowiadał lub też snuł opowieść z własnego życia.
Chodziło mi o to, by każda z miniatur skłoniła do refleksji, czy się udało, to już Wy oceniacie.

Nad podziałem początkowych zdań pomyślę, dzięki za sugestię.

Kłaniam się do samej podłogi :)

:)
ajw dnia 14.09.2014 12:32 Ocena: Świetne!
Czasami mamy miłość fizyczną, choć miedzy dwojgiem brakuje bliskości (ktoś powiedział, że biskość zabija namiętność). Czasami bardziej kochamy siebie niż partnera, nawet gdy się z nim 'kochamy', a czasami z 'kochania' chcemy mieć piękny ciąg dalszy, czyli miłość rodzicielską. Jest wiec mnóstwo rodzajów miłości (tej przez duże M i tej przygodnej, gdzie działają tylko feromony). Bardzo fajnie i poetycko to przedstawiłeś. U Ciebie nie jest to tylko 'akt płciowy', ale coś co ma tę niewidzialną otoczkę.. No i jak zwykle - Twój język (pieszczący czytającego) ;)
Figiel dnia 14.09.2014 14:06 Ocena: Świetne!
Ależ ten tekst trwa chwilą!
Krótką, ulotną, nie do odtworzenia w przyszłości, której zaraz nie będzie, ale zostanie w pamięci. Gdy czytałam miałam wrażenie zatrzymania czasu, jego rozciągnięcia, spowolnienia tempa, zawęziłeś pole mojej percepcji do tych dwojga i ich przeżyć, do chwili, którą oboje zabiorą w przyszłość.
Posłużyłeś się seksem, ale akt to tylko jeden z przejawów owej istotnej chwilowości doznań.
A czy właśnie one nie wyznaczają nas, czy nie są punktami, które połączone ze sobą wyznaczają nie tylko drogę naszego życia, ale i nasz stosunek do niego?
Pozdrawiam zamyślona:)
mike17 dnia 14.09.2014 14:34
Niezmiernie mi miło widzieć Panie pod moją miniaturą :)

Iwonko, jasne, jest wiele rodzajów miłości, poza tym, które wymieniłaś, jeszcze miłość do ojczyzny, zwierząt, muzyki, przyroda itd., ale nic nie przebije miłości kobiety i mężczyzny.
Bo to nie miał być tylko akt płciowy - to narodziny życia, bohaterka zajdzie w ciążę i urodzi ślicznego chłopca, który będzie w przyszłości tak przystojny i inteligentny jak Giuliano.
Miejmy tylko nadzieję, że będzie inaczej postępował, choć nasz heros zachował się jak trzeba wobec kobiety.

Beatko, o zastygnięcie w chwili właśnie mi chodziło, i o to, by trwała i trwała, choć przecież wieczór przeszedł w noc, a gdy nadszedł świt ona już wiedziała, już to czuła, bo kobiety podobno tak mają, że ta noc da owoc.
Taki efekt zatrzymania chwili nazywam "spuchnięciem czasu" - chyba to Witkacego.
Bo w życiu naprawdę liczą się chwile, te wyspy w pamięci, które tworzą naszą historię.
A moja bohaterka swoją zapamięta na zawsze.

Dziękuję Paniom baaardzo i zapraszam za jakiś czas do mojej czytelni :)
labedz dnia 14.09.2014 20:04 Ocena: Świetne!
No proszę, kolejna część, kolejne udane opowiadanie. A historia przecież zupełnie inna.
Tym razem klimat - jak dla mnie - nieco bardziej... smutny? Ale możliwe, że to tylko jak dla mnie. Bo współczuję trochę głównej bohaterce, choć nie mam wrażenia, że współczucia oczekuje. Chce mieć dziecko w pojedynkę? Ja wolałbym w dwójkę, ale miłość niejedno ma imię, więc nie mi to oceniać. Czy uważam, że jest egoistką? A czy egoizm to odpowiednie słowo, gdy mówimy o kimś, kto chce komuś dać życie, otoczyć go miłością i opieką? Czy uważam, że się puściła? A nawet jeśli, to jakie to ma znaczenie - czy kogoś tym skrzywdziła? Może ta opowieść jest smutna z mojego punktu widzenia tylko, z punktu widzenia bohaterki - wcale byś smutną nie musi.
Nie polubiłem głównej bohaterki, ale nie mam także i podstaw, by jej nie lubić. Nie czuję się też kompetentny, by moralnie ją oceniać. Ani intelektualnie, bo wyziera zza jej pleców pewien rodzaj kobiecej mądrości.
Bardzo intrygująca opowieść, ciekawy temat, pozwalający zastanowić się nad niejednym. I przyznać, że niewiele jest w życiu rzeczy czarnobiałych, a cel czasem uświęca środki.
Styl - przepiękny, znowu. Lekko, przystępnie, z zacięciem, opowieść pięknie prowadzi przez pikantne sceny z poetyckim niemal polotem, a zmysły karmione są bodźcami w odpowiedniej dawce.
A i opisy opisami, ale ten dialog! Świetna robota. Aż trudno uwierzyć, że nie został w całości podsłyszany. Cóż za wrażliwość twórcza i wyczucie, ani jedno zdanie nie brzmi w nim fałszywie.

Szkoda tylko, że to ostatnia część cyklu. Ładny Ci tryptyk wyszedł z tego, choć chciałoby się ujrzeć jeszcze i z siedem odsłon tematu.

Pozdrawiam i gratuluję solidnie przepracowanego lipca!
al-szamanka dnia 14.09.2014 20:27 Ocena: Świetne!
Cytat:
Bo cza­sem to, co ważne, jest małą se­kun­dą.

Strasznie podoba mi się to zdanie.
Może dlatego, że kiedyś, przed laty, powiedziałam pewnej osobie: czasami dwadzieścia lat jawi się jak ułamek sekundy, niekiedy zaś jedna sekunda zawiera w sobie cały świat.
Chyba podobnie myślimy:)
I to właśnie widzę w Twoim tekście.
Niezwykła opowieść o niezwykłym spotkaniu, prawie przeznaczeniu.
Zarówno jemu jak i jej wypełni życie - tak to opisałeś, że niczego innego nie można się spodziewać. Bo to była miłość, prawda?
Inna.
Ale przecież miłości jest tyle ilu ludzi na świecie, można kochać na tyle sposobów.
A tę opisałeś bardzo pięknie. Tęsknie, urokliwie, namiętnie, tak, jakbyś w tej jednej chciał zawrzeć wszystkie kochania od big bangu po dzisiaj:)
Klimat, jak to u Ciebie... gorący.

Pozdrawiam:)
mike17 dnia 14.09.2014 20:32
Wojtku, bo myślę, że nie ma w życiu czarne-białe, jest jeszcze cały Technikolor!
Moja dziewczyna wie, czego chce.
Giuliano jest prawdziwym dżentelmenem.
Robią deal, ani ona, ani on, bynajmniej na luzie, zapomnijmy o tym: on chce dać jej zdrowe dziecko, więc prosi, by nie piła, ona poddaje mu się we wszystkim.
Chciałem by było przez chwilę bodaj romantycznie.

Chciałem też z dialogów dać przestrzeń.
By było wiadomo, kim są moi bohaterzy.
Co pchnęło ich ku sobie, co rozpaliło ten ogień.

One będą to robić dalej, z obawy przed złym małżeństwem i lipnym mężem.
Ale chylę głowę przed ich macierzyństwem.
To przygoda życia, której nigdy nie zapomnicie.
Sam wciąż pamiętam, choć nigdy nie byłem kobietą.

To, co piszesz o moim stylu, wiesz, ja nie bardzo umiem na to odpowiadać.
To cholernie miłe, ale wciąż się uczę sztuki pisania, Wojtku, wciąż, z bólami.
Czasem idzie łatwo, a czasem dupa.

Pozdruffki, stary !

ALDONKO, tak, kochamy na wiele sposobów i żaden nie powinien być uważany za gorszy, jak tu, gdzie dziewczyna chce dziecka.
Jestem z nią!
Jestem też i z nim, z ich uczuciwym układem.
Czyż to nie piękne?
Romantyzm, rzekliby...
Ale tak właśnie miało być.
Bardzo dziękuję Ci za nawiedzenie mnie i tej małej opowiastki.
Cud życia niejedno ma imię!
Ahoy!
labedz dnia 14.09.2014 21:14 Ocena: Świetne!
A co miałbyś odpowiedzieć na moje uwagi o Twoim stylu? Nie masz co odpowiadać. Dla mnie jest wyrobiony, rozpoznawalny i przejrzysty, dobrze prowadzi przez prezentowane opowieści. Taki, jaki ma być. Dla Ciebie - nadal się klarujący, poddany konieczności poprawiania i pracy nad nim. I tak powinno być! Obaj więc jesteśmy z tego układu zadowoleni i niech tak zostanie.:-)
mike17 dnia 14.09.2014 21:18
Jasne, Wojtek, bez dwóch zdań :)
marukja dnia 15.09.2014 13:50
Bardzo fajna miniatura, a biorąc pod uwagę cały cykl, stanowi naprawdę ciepłe zakończenie. Ten uśmiech na koniec wydaje się dobrym znakiem na przyszłość: uśmiecha się dziewczyna, ale też on - księżyc :) Bo najważniejsze to szukać spełnienia, po prostu szczęścia, i żyć z poczuciem, że zrobiło się wszystko, by mu dopomóc.
Podoba mi się motyw wody, zdaje się, że w pierwszej odsłonie też się pojawił. Obrazowo :)
I ja popłynęłam na nutach tanga, a to zdanie jest jak dla mnie klamrą, wdzięcznym podsumowaniem cyklu:
Cytat:
wtedy w lipcu, kiedy spa­da­ły gwiaz­dy, a księ­życ, ten wiecz­ny za­wa­dia­ka, uśmie­chał się z góry w po­czu­ciu prze­wrot­ne­go za­do­wo­le­nia.

No to czekam na następny! :)
Pozdrowienia!
mike17 dnia 15.09.2014 15:37
Tak, good woman, o takie właśnie zakończenie cyklu mi tu chodziło, by było pozytywnie i namiętnie, wszak zacząłem go od śmierci (rodzina Anthony'ego), rozpity Mike, potem była idealna miłość, i by dać przeciwwagę początkowej części teraz dałem cud przyszłego macierzyństwa :)

A księżyc zawsze pobłogosławi kochankom, ten zbereźny szelma...

Też lubię motyw wody jako zapalony wędkarz i wodniak :)

Niezmiernie mi fajosko, że wracasz do mojego kramiku z opowiadaniami, wiem, że są komuś potrzebne, a to dla mnie najwyższa nagroda, dlatego też kłaniam się i dziękuję :)

Pozdruffki baaardzo słoneczne, choć już prawie jesienne :)
jasna69 dnia 17.09.2014 22:08
Nie wiem, czy nie za daleko posunę się w interpretacji tego tekstu, ale jakoś tak mi się tu rzucił w oczy kontrast między barem, gdzie podają wyszukane drinki, markowymi ciuchami a spokojem nocy nad jeziorem i nieskrępowaną nagością.
Obyczaje, obowiązki, nauki wyniesione z religii z domu, z reklam, które każą dbać o wygląd i gonić za pieniędzmi, by mieć to, co najlepsze, a tak naprawdę jesteśmy przecież częścią natury. Dobieramy się w pary, budujemy gniazdko i stajemy się więźniami przyzwyczajeń, ale przecież nie potrzebujemy tego wszystkiego, by sprostać odwiecznym zadaniom. Wystarczy on i ona do przedłużenia gatunku. Dlaczego tak, dlaczego tu i dlaczego bez zobowiązań? Bo już Adam miał dbać o swoją Ewę? Na pewno przed nimi nic nie było?

Miłość zaniedbana, miłość doceniona i miłość pierwotna, cielesna, chwilowa. Każdy ma prawo wyboru, prawo do popełniania błędów i ich naprawiania, do brania, tego czego potrzebuje i dawania tego, co chce dać. Sztuka polega na tym, by jasno określać oczekiwania i je na siebie nałożyć, a tego żadnemu z bohaterów tryptyku odmówić nie można.

Cóż mogę dodać, Mike? Szkoda, że to już koniec lata, a tango przebrzmiało…
Pozdrawiam
mike17 dnia 18.09.2014 09:24
Ja też, Renato, żałuję, że cykl się skończył, polubiłem go i pewnie za jakiś czas stworzę kolejny, tematyczny, może "Dawno temu w styczniu", na przykład, kto wie, wszystko u mnie jest możliwe :)

Jak już pisałem wcześniej, bohaterka, której imienia nie znamy, upatrzyła sobie Włocha na ojca swego dziecka, dokonała świadomego wyboru, a on o tym wiedział.
Kolejny przejaw życia.
Każdy z nas ma wolną wolę i może decydować o swoim losie.
Ona zadecydowała, on też, i wszyscy byli zadowoleni.

Chciałem, by cykl zakończył się właśnie takim optymistycznym akcentem.

Wielgaśne dzięki za zaliczenie całej serii miniatur, kłaniam się i zapraszam za jakiś czas pod nowe opko :)

Pozdrawiam kawowo :)
Lilah dnia 20.09.2014 15:41
Witaj, Mike!
Tyle pochwał napisali moi przedkomentujący, że nie będę się powtarzać.
Dzięki, że mogłam przeczytać Twoje opowiadanie. Nie rozczarowałam się.

Cytat:
Nie śpie­szył się, jakby wszyst­ko, co na­stą­pi, za­le­ża­ło od niego.
Wie­dział, że tak wła­śnie jest, że to jego mała chwi­la na wiecz­ność.


W życiu są ważne tylko chwile, powiedział ktoś kiedyś. I dla nich z pewnością warto żyć.

Serdeczności :)
mike17 dnia 20.09.2014 15:47
Dziękuję, Lilu, za bycie w moim cyklu miniatur miłosnych, co to powstały w lipcu tego roku :)

Tylko chwile się liczą, to one budują naszą tożsamość, nasze wspomnienia, nas.
Reszta czasu gdzieś przemyka, niezauważona...
Jak tu, w tym kawałku, gdzie chwila rozrosła się do kontynuacji przyszłej.
Chodziło mi też, by było czule, bo ja to lubię :)
Oboje wiedzieli, po co idą na pomost.

Kłaniam się do samej ziemi i zapraszam za parę dni na... wiersz :)

Pozdrawiam słońcem Warszawy :)
Lilah dnia 20.09.2014 18:01
mike17 napisał:
zapraszam za parę dni na... wiersz


bardzo chętnie zajrzę, bo rzadko Cię widzę w wierszach,
dzięki i miłego weekendu :)
mike17 dnia 20.09.2014 18:21
No to jesteśmy umówieni, Lilu :)
romantyczna dnia 22.09.2014 15:09 Ocena: Świetne!
Smutny tekst Michale, ale czy nieprawdziwy? Takie teksty są nam bliskie, bo mamy wrażenie, że to samo mogło spotkać nas, że też tak mogliśmy, bądź czuliśmy się kiedyś. Podoba mi się ta życiowość zawarta w Twoich tekstach, a reszta... wiadomo ;) Moi przedmówcy już to wyrazili.

Pozdrawiam cieplutko
mike17 dnia 22.09.2014 16:37
Moniko, zawsze namiastki miłości są czymś gorzkim, niewesołym, ograniczającym człowieka do pewnej tylko roli, jednakże, choć kochanek znika, pozostawia jej w prezencie dziecko, które właśnie z nim chciała mieć tej lipcowej nocy.
Z jednej strony sytuacja daleka od norm społecznych, choć dziś samotne matki to żadne tabu, z drugiej cud narodzin, a każde życie to skarb.

Lubię pisać o ludziach z krwi i kości, dobrych, czy złych, ale prawdziwych.

Bardzo miło miło, że mnie odwiedziłaś, zawsze czekam, ale o tym pewnie już wiesz :)

Pozdrawiam sącząc popołudniowe piwko :)
puma81 dnia 26.09.2014 09:15
Michale, uwielbiam miłość w Twoim wydaniu, zwłaszcza cielesna, gdyż nie owijasz w bawełnę. Ciało jest ciałem, instynkt instynktem, dotyk dotykiem, czyli cała prawda o człowieku i jego popędach. Uwielbiam też kreowane przez Ciebie postaci, są wyraźne jak ostre górskie szczyty zarysowane przez zachodzące słońce. Wprowadzasz mnie do swojego magicznego świata i pokazujesz całe bogactwo barw jakim opływa.
Niektórzy mówią, że seks wcale nie jest ważny, że to tylko cielesność, bez której można się obyć, że liczy się tylko związek duchowy. A ja myślę, że od seksu wszystko się zaczyna...
Super :)
mike17 dnia 26.09.2014 10:31
Tak jest, jak piszesz, Kasiu, bo ja mam własną wizję miłości, która jest bardzo zmysłowa z nutką romantyzmu, i wiem, że faktycznie wiele udanych związków zaczyna się od seksu, a potem facet i kobieta poznają się bliżej, to się naprawdę dzieje i wiem coś o tym :)

Na stare lata pożycie seksualne wygasa, więc trza się nim cieszyć, póki to możliwe.
Kreuję ludzi z krwi i kości, nie ma u mnie miejsca na typy nieostre i rozmyte, każdy ma swoją określoność.
I zależy mi, by utwór brzmiał wiarygodnie, jakby to naprawdę się kiedyś wydarzyło.

Jakże mi miło czytać takie piękne pochwały, aż chce się znów pisać i pisać, to strasznie motywuje i napędza mnie, dzięki ogromniaste i do następnego razu u mnie lub u Ciebie :)

Pozdrowczyk :)
Usunięty dnia 26.09.2014 11:08 Ocena: Świetne!
Świetny tekst Mike. Nie pamiętam kiedy czytałem coś podobnego. Delikatność w każdym słowie. Chciałoby się usiąść wygodnie w fotelu i czytać i czytać. Więc Mike pisz bo masz dar ....

Pozdrawiam... :)
mike17 dnia 26.09.2014 12:26
Thanx, Cefek, za czytanko i zacną wizytę, to się ceni, to dodaje skrzydeł :)
Faktycznie miało być czule i delikatnie, bo to taka materia, ale wiedz, że ja też piszę rzeczy hardcorowe, mroczne, ciężkie, z licznymi wulgaryzmami, brutalne.
Tu poznałeś jaśniejszą część mojej prozy.
Mam nadzieję, że kiedy za jakiś czas ukaże się nieco inna opowieść, też Cię pod nią ujrzę :)

Raz jeszcze wdzięcznie przybijam pionę i pozdrawiam :)
Barbara K.W. dnia 26.09.2014 15:13
Wreszcie i ja tu trafiłam! Dobrze się stało, że ten niedobry życiowy trend "zrobię sobie dziecko" lub druga odmiana, jaką obserwuję w wersji bezdzietnej pary "staramy się o dziecko i je sobie w końcu zrobimy" został opisany wlaśnie przez Ciebie. Piękny język, delikatność, kultura i czułość nadały wartość tym poczynaniom, o których zainteresowani w życiu mówią zwykle prosto, hardo i bez uczucia. Wspaniale, że piszesz tak ciepło o miłości w jej różnych postaciach. Czasami słuchając wypowiedzi znajomych odnoszę przykre wrażenie, że nie chcą po prostu się kochać, ale uprawiają seks lub starają się o dziecko. Chcę wierzyć, że to tylko język stał się taki prostacki. Tym przyjemniej jest mi wpadać do Ciebie i poczytać o uczuciu nawet o takim najkrótszym, ale pięknym. Wierzę, że to nie koniec cyklu?
Pozdrawiam
mike17 dnia 26.09.2014 17:36
"Tango Italiano" to już koniec cyklu, Barbaro, nie chciałem zanudzić zbytnią ilością odsłon, lepszy niedosyt niż przesyt, a swoją droga obiecuję za jakiś czas wrócić z kolejnym cyklem miniatur miłosnych, bo na ten temat mam wiele do powiedzenia :)

Zjawisko opisałem nienowe, ostatnio nabrało na mocy, ale by nie iść w prozę życia, całość ubrałem w romantyzm i czułość, inaczej być nie mogło, nie chciałem, by opowiadanie było tylko o seksie, bo to bez sensu.
Zawsze szukam pierwiastka ludzkiego, nawet tam, gdzie go pozornie brak.

Pięknie mi piszesz...
Och, oby tak zawsze było!
W sercu radosna gra pieśń.

Mnie też razi obecne podejście do posiadania dzieci, na zasadzie "zrób mi dziecko", a gdzie miłość, przepraszam, gdzie szacunek, czułość???
To chore czasy i wśród ludzi też choro.

Dzięki wielkie za wizytę i zapraszam za jakiś niedaleki czas pod zgoła innne opko, ale na razie cicho sza na talerzu siedzi wsza :)

Pozdrawiam, jedząc smażonego dorsza :)
Niczyja dnia 15.02.2016 20:53
Lubię Twoje bezpruderyjne komentarze! Twoje okulary i uśmiech (na zdjęciu) również, dlatego zaciekawiło mnie co kryje się w Twojej głowie.
Nie bez powodu zapoznałam się najpierw z Twoim "Tango Italiano" - uwielbiam Włochy, Włochów i wszystko co włoskie:)
Ale do rzeczy!

Sam tekst nie powala, nie rzuca (mnie) na kolana. Choć nic mu nie brakuje pod względem technicznym, jest napisany poprawnie, ciekawie, ba, nawet wciągająco, to nie zachwycił mnie niczym szczególnym. Może ładny jest opis... tego co działo się na pomoście i w jeziorze... taki zmysłowy, choć nie wulgarny.

Widać, że tekst pisał facet, nie kobieta.
Jestem cierpliwa, nie zniechęcam się tak łatwo, i nie oceniam autora po jednym utworze.

Skosztuję czegoś innego z Twojego cyklu"Dawno temu w lipcu". Lipiec to miesiąc, który ja również, miło wspominam:)

Pozdrawiam, Niczyja
mike17 dnia 15.02.2016 21:22
Jeśli szukasz prawdziwych opowieści o miłości, seksie, namiętności, o przeznaczeniu i tym, czym jest, o meandrach ludzkiego kochania, to wbijaj pod teksty z 2015 roku:

- Pomarańczowy materac
- Świat, w którym kochamy
- Nie mów nic, maleńka

Tu ująłem wszystko, co czułem, że ująć mogę.
Chciałem pokazać czym jest kochanie i czym może się stać, jeśli coś pójdzie nie tak, albo Los zagra w swoje karty.
Bo nie zawsze jesteśmy panami swojego losu, czasem jest nim LOS.

Ale zawsze może być ok.

I wszystkie te utwory mają swój happy end.
Zależało mi, by miłość wygrała.

Ile w końcu można uśmiercać swoich bohaterów?

Zapraszam.
faith dnia 01.04.2016 20:06
Przyznaję, że to opowiadanie weszło mi gdzieś pod skórę swoim klimatem, chyba dzięki opisom okoliczności, które udało Ci się tak zgrabnie nakreślić.

Tęsknię za latem, właśnie tym lipcowym, za krótkimi nocami pod chmurką i wdychaniu zapachu wody. Dzięki tej historii mogłam jednak chociaż na chwilę przenieść się w magiczne miejsce. Widziałam to wszystko, pomost, księżyc odbijający się w wodzie, słyszałam szum trzcin i czułam zapach maciejki. A w dodatku byłam świadkiem pewnej miłosnej historii.
Właśnie, Michale, dzięki temu, że wyrywasz wszystko z kontekstu, że nie nakreślasz, ani nie opisujesz okoliczności, które sprowadziły tych dwoje pięknych ludzi w to miejsce, możemy poczuć się trochę tak, jakbyśmy rzeczywiście gdzieś ukradkiem podglądnęli tę miłosną scenę. Możemy ułożyć do tego własny scenariusz, ale nie uważam, by było to najważniejsze.
Prowadzisz czytelnika tak, by skupił się tylko na tej jednej chwili, by właśnie poczuł ją całą sobą, zobaczył przed oczami, a tym samym znalazł wspólny punkt widzenia z głównymi bohaterami. Dla nich również przecież liczyła się tylko ta noc, chwila, która już nigdy miała się nie powtórzyć, reszta była gdzieś poza sceną, zupełnie zamglona, majacząca jak daleki statek na morzu.

To opowiadanie jest idealne na upalne letnie dni gdzieś nad wodą. Mogłabym mieć taki mały wydrukowany zbiorek podobnych historii, w które z przyjemnością zanurzałabym się wieczorami, urlopując gdzieś nad jeziorem i sącząc chłodne piwko... Kurka, trochę się rozmarzyłam, ale to naprawdę dobry pomysł! :)

Coś tam wychwyciłam, ale to kosmetyka:

Cytat:
Była naprawdę rasowa. Poruszała się powoli, z gracją jak kocica, była spokojna i pewna siebie.
- z powodzeniem może wywalić to drugie była.

Cytat:
Każde jego słowo było muzyką, gdzie nie znajdziesz cienia fałszywej nuty.
- coś mi tu zgrzyta, pomyśl nad "w której nie znajdziesz", brzmi bardziej poprawnie.

Cytat:
Miała piękny sen, taki, jaki śni raz w życiu albo nigdy.
- zgubione się "[...] taki jaki śni się raz w życiu."

Dziękuję, że przeniosłeś mnie w to piękne miejsce, będę do niego wracać.

Pozdrawiam!
mike17 dnia 02.04.2016 10:04
Bo chciałem, Kasiu, tym razem dać opko, które byłoby zaklętą w czasie chwilą, z niewielką ilością wydarzeń, w sumie statyczną, ale przesyconą erotyzmem i klimatem letniego kochania.
Zależało mi na tym, by nastrój był tu jakby samoistnym bohaterem.
By można było poczuć to, jakby się z boku podglądało, mieć przed oczyma lipcową noc pełną namiętności.

Lecz chciałem tu pokazać coś jeszcze: zjawisko młodych kobiet, które chcą mieć dziecko z przystojnym facetem, ale nie chcą męża - chcą same wychowywać je, nie angażując się w relacje małżeńskie.
Stąd w miniaturze pojawia się sen z dzieckiem jako zapowiedź, że jednak bohaterka urodzi.

Kocham pisać takie "letnie" rzeczy, o różnych odcieniach kochania, to bardzo wdzięczny temat, i najczęściej robię to latem, może pora mi się udziela?
Chyba tak, coś w tym musi być :)
Ogarnia mnie wówczas dość liryczny nastrój, stąd te miniatury.

Bardzo się cieszę, że Ci się podobało, pomimo braku akcji, ale czasem musi być trochę inaczej, fajnie, że odnalazłaś się w tej opowiastce :)
Notabene pisanej przy zimnym piwku pewnego, lipcowego dnia :)
Niezmiennie jestem kontent, że czytasz moją pisaninę i pozostawiasz tak wartościowe ślady.
To się ceni.

Poprawki zaraz naniosę, dzięki za wyłapanie.

Pozdrawiam znad kawizny :)
faith dnia 02.04.2016 10:22
mike17 napisał:
Lecz chciałem tu pokazać coś jeszcze: zjawisko młodych kobiet, które chcą mieć dziecko z przystojnym facetem, ale nie chcą męża - chcą same wychowywać je, nie angażując się w relacje małżeńskie.


Nie byłam pewna, czy dobrze odczytałam tę mgiełkę fabuły, którą tutaj rozpyliłeś, ale Twoja odpowiedź utwierdziła mnie w tym, że jednak tak :)

Pozdrawiam, również znad kawusi :)
mike17 dnia 02.04.2016 10:47
:)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Marek Adam Grabowski
16/07/2019 19:25
Tematyka nie dla mnie, ale doceniam wysoki poziom twojego… »
Miladora
16/07/2019 18:21
Umknął mi Twój wiersz, a nie powinien, więc dobrze, że Alos… »
SzalonaJulka
16/07/2019 12:52
alos, dziękuję. Celnie rozszyfrowane. Tak, chyba o to mi… »
Hubert Z
16/07/2019 08:14
Cieszę mnie, że się podoba. »
Hubert Z
16/07/2019 08:13
Dzięki wiosno. Pozdrowionka »
Dobra Cobra
15/07/2019 23:12
Madawydar, Jak celnie się domyslasz to tylko opowiesc.… »
Marek Adam Grabowski
15/07/2019 22:25
Chodziło mi o to, czemu zabił i co łączyło go z tą… »
PrzemeK155J
15/07/2019 20:39
Pod koniec chciałem nieco wspomnieć o naszym trybie życia,… »
StalowyKruk
15/07/2019 18:04
Dziękuję. Pracuję nad rozdziałem drugim, ale jak zwykle… »
22227
15/07/2019 17:57
Ciekawy tekst, tylko z tym mózgiem to o wiele bardziej… »
DanielKurowski1
15/07/2019 16:11
Komentarz dopiero po miesiącu, ale sesja nie wybacza.… »
czarnanna
15/07/2019 15:36
Bardzo dziękuję za odkurzenie mojego tekstu, Antoni :) Od… »
czarnanna
15/07/2019 15:31
Cieszę się, że rymowanka wpadła Ci w oko/ucho :D Lubię… »
wiosna
15/07/2019 15:14
I jeszcze rymy wewnętrzne:) Lubię czasem się tak pobawić,… »
wiosna
15/07/2019 15:02
Ładnie o wiośnie:) »
ShoutBox
  • czarnanna
  • 16/07/2019 23:44
  • Hej Michale przelatujący stolicę :D wakacyjne pozdrowienia!
  • mike17
  • 15/07/2019 15:55
  • Przelotem w stolicy, na dobre wrócę pod koniec sierpnia. Pozdrawiam Was i życzę dobrych, udanych tekstów, no i wakacji rzecz jasna :)
  • czarnanna
  • 14/07/2019 14:53
  • Miłej niedzieli! Leniwej lub aktywnej (co kto woli) :D
  • czarnanna
  • 14/07/2019 14:46
  • Naturalnie, Antoni!
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 23:28
  • I mam nadzieję, że pochwalisz się efektami?
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 23:03
  • No, tego jeszcze nie grali :) Super mi miło! Tylko uważaj, bo sporo w tej mojej muzyce jest niepokoju, czy wręcz krzyku, jak w niektórych. Choć uważam, że tylko kilka jest naprawdę dobrych.
  • czarnanna
  • 12/07/2019 22:59
  • Super!!! Bardzo mi się podobają serio, chyba będę do nich malować :D
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 22:56
  • Albo zupełnie moje, albo te z opisem Projekt to z zespołem sprzed lat.
  • czarnanna
  • 12/07/2019 22:50
  • Ale to te wszystkie utwory są Twoje?!
  • czarnanna
  • 12/07/2019 22:41
  • Antoni, bardzo intrygująca ta Twoja kompozycja. Gratuluję :)
Ostatnio widziani
Gości online:12
Najnowszy:lioioi
Wspierają nas