Gdybyś chciała pogadać - romantyczna
Dramat » Komedia » Gdybyś chciała pogadać
A A A
Od autora: Z cyklu: Zgorzkniałość młodej panny – część IV

         Codzienność stała się jeszcze bardziej nieznośna, odkąd pod moim dachem zagościła dodatkowa para owłosionych rąk i nóg. Nie można było powiedzieć, że żyliśmy z Aleksem w symbiozie. Jeśli już, to nazwałabym to raczej wkurwiozą. Skutecznie potrafił doprowadzić mnie do stanu totalnego załamania nerwowego, robiąc przy tym oczy kotka ze Shreka, przy rozpierdolu godnym Ali-baby i czterdziestu rozbójników. Miałam tylko nadzieję, że nie zostanie Tysiąca i jednej nocy. Najbardziej denerwował mnie w nim spokój, jakim dosłownie emanował, wówczas gdy ja wychodziłam z siebie. Wprost nienawidziłam gestu, którym bezskutecznie starał się mnie uciszyć. Wyciągał wtedy rękę do góry, jak gdyby był księżną i otwierał usta niczym ryba wyłowiona z wody pragnąca złapać choćby odrobinę tchu. Szkoda tylko, że nie mógł się udusić jak ona będąc na powierzchni.

          Naszą sympatię do siebie można było opisać kolokwialnymi, czułymi słówkami, tj. kretynka, debil, idiotka, etc. To właśnie ich używaliśmy chcąc sobie dopiec, za każdym razem, gdy coś szło nie po naszej myśli. A że zdania nieustannie mieliśmy odmienne, właściwie nie schodziliśmy ze ścieżki wojennej. To ona stała się dla nas rutyną. Często wyobrażałam sobie nas jako dzieci (może nawet rodzeństwo – nienawidzące siebie nawzajem i chcące się pozabijać) w garnkach na głowie zamiast hełmów, z łyżkami w ręku mającymi służyć za miecze. Nie wspominając już o broni palnej pełniącej obowiązki podpalacza kuchenki gazowej. Obrazek ten przechadzał się po mojej głowie zawsze, gdy marzyłam, by mój współlokator i jego durne odzywki zapadli się pod ziemię.

           Oprócz zacieśniania archaicznych przyjaźni i przyjmowania niechcianych gości, nie rozumiałam jeszcze jednego faktu, a mianowicie dlaczego wciąż nie wyrzuciłam Aleksa ze swojego domu na zbity pysk? Przecież mi dogryzał, nie stosował się do zasad, które ustaliłam na początku, miałam dość jego obecności, a jednak nadal zaścielał moją podłogę brudnymi skarpetkami. Może to była kwestia tych cholernie dobrych naleśników w syropie klonowym, które dosłownie same wpadały do ust, przewracane na patelni jego sprawnymi rękami? Może to zasługa przynoszenia darmowych wejściówek do elitarnych klubów albo smykałki do przyrządzania kolorowych drinków?

           Poniedziałek był mi potrzebny jak wrzód na dupie, toteż postanowiłam wziąć wolne, wykręcając się chorobą, w którą nie uwierzył nikt, ponieważ nie stać mnie było na sztuczne chrząkanie i zanoszenie się dychawicznym kaszlem. Aktorskie udawanie nie było moim konikiem. Podobnie jak wytrzymywanie z facetem pod jednym dachem.

           Odgłosy prysznica dochodzące od dłuższego czasu z łazienki ucichły, a chwilę później przed moimi oczami pojawił się nie kto inny, jak sam Aleks.

- Co ty masz na twarzy? – Zapytałam go z niejakim dystansem przyglądając się jego zagadkowej cerze, która wydawała się być jakby matowa i bardziej wyrazista, niż w rzeczywistości zapamiętałam.

- Twój krem – skwitował bezczelnie, przeżuwając w ustach suchą bułkę.

- Jaki znowu kurwa mój krem? – Momentalnie podnosiło mi się ciśnienie, gdy wypowiadał chociażby jedno słowo, nie mówiąc już nawet o dwóch, które w dodatku dotyczyły mnie samej.

- Mój mi się skończył, więc pożyczyłem twój. Darłem się z kibla, ale nie słyszałaś. – Jego postawa nie zdradzała nawet najmniejszego zestresowania, co więcej wyglądał, jakby się jeszcze nie zdążył obudzić.

- Ty pojebie! Użyłeś mojego podkładu?! Przecież to chore! – Rozdarłam się jak prześcieradło, a jego oczy w końcu przybrały postać spodków. Trwało to jednak tylko chwilę.

- Chora jest depilacja miejsc intymnych. – Trzymając się za jaja i wykrzywiając w geście cierpienia, zdzielił mnie swoją ciętą ripostą, która dosłownie podcięła mi nogi w kolanach.

            Otworzyłam usta, ale nie wydobył się z nich żaden znajomy, czy nieznajomy dźwięk. Kompletna pustka ogarnęła mój umysł, podobna do tej, która dopada człowieka zaraz po wytrzeźwieniu. Zabrakło mi słów, ugrzęzły gdzieś na końcu języka sprawiając, że wysechł na wiór. Niestety omdlenie uparcie nie nadchodziło, podłoga nie usuwała mi się spod nóg.

- No proszę, w końcu ktoś zamknął te twoje śliczne usteczka – wypalił zadowolony z siebie, jakby co najmniej udało mu się okiełznać dzikie zwierzę.

            W geście niezadowolenia rzuciłam w niego śmierdzącą ścierką, którą naszykowałam do prania. To prawda, że zdarzało mi się nie zamykać drzwi do łazienki, zawsze przecież mieszkałam sama! Ale żeby tak od razu wykorzystywać fakt mojej nieuwagi?! Trzeba mieć nasrane we łbie, żeby chcieć oglądać jak kobieta depiluje sobie krocze.

            Na szczęście zdawało mi się, że Aleks już wychodzi (szykował się gorzej jak baba), więc odprężyłam się na swoim ulubionym bujanym fotelu, na stopy naciągnęłam grube frotowe skarpety i przykryłam zmarznięte ciało zielonym pledem - akcja godna symulantki. Włączyłam telewizor, bo głupio mi było siedzieć w rozdzierającej ciszy, ale sen uparcie nie nadchodził. Coś nie dawało mi spokoju, nadal odczuwałam wewnętrzny lęk, zupełnie jak wtedy, gdy mój współlokator był w odległości mniejszej niżbym chciała.

            Wstałam z fotela, ale nie rozstałam się z kocem, tylko owinięta nim paradowałam po domu w poszukiwaniu jakichkolwiek oznak życia. Z pokoju, w którym urzędował Aleks dochodził dźwięk dubbingu. Uchyliłam drzwi i moim oczom ukazała się imponująca muskulatura opalonego ciała Aleksa. Siedział na podłodze wpatrując się w ekran telewizora, nie miał na sobie koszulki, a jego biodra opinały luźne, szare spodnie dresowe. Czarne włosy i seksowny zarost sprawiały wrażenie, jakby patrzyło się na modela żywcem wyciągniętego z okładki drogiego pisma. Zanim zorientowałam się, że stoję tam z otwartymi ustami, Aleks już patrzył na mnie z zadowoleniem i radością, że przyłapał mnie na gorącym uczynku.

- Ślinka ci cieknie – zaśmiał się oblizując wargę, a jego oczy prawie popłakały się ze szczęścia.

- Chciałbyś. - Przymknęłam powieki w geście zniesmaczenia. – Co ty w ogóle robisz w domu, do cholery?

- Oglądam bajkę o tobie, może się przyłączysz? – Poklepał podłogę obok siebie. – Mogę ofiarować ci nawet swoje ramię, byle nie na długo, nie znoszę kiedy części ciała mi drętwieją.

            Nie wiedzieć czemu pomyślałam o jego wzwodzie. Bojąc się tego, że Aleks za pomocą jakichś ukrytych, cudownych zdolności wedrze się do mojej głowy, szybko zaczęłam skupiać się na czymś innym, przyjemnym. Niestety przejście od refleksji nad wzwodem do myśli o lodach (nawet jeśli jadalnych) naprawdę nie pomagało.

- Jaką bajkę? „Królewnę śnieżkę?” – Spytałam niewinnie, darując sobie ostentacyjne mruganie oczętami.

- Nie, raczej „Jak wytresować smoka”. Może się czegoś nauczę, chociaż ja nie mam tyle cierpliwości, co ten chłopaczek. – Kąciki jego ust znów powędrowały do góry, jednak pohamowały się przed otwarciem.

- To pewnie temu, że nie jesteś nawet w połowie tak mądry jak on. – Cięte riposty były moją jedyną obroną przed chorobą zakaźną, zwaną Aleksem.

            Już miałam wrócić do swojego fotela i zgnić w nim wraz z uczuciem porażki, gdy Aleks nagle wstał i podbiegł do drzwi, żeby powstrzymać moje genialne zamiary. Złapał mnie za nadgarstek i patrząc w oczy, powiedział:

- Tak naprawdę, zostałem w domu, gdybyś mnie potrzebowała – przyznał z powagą, jakiej nigdy wcześniej u niego nie widziałam.

- Potrzebowała do czego? – I znowu te nieczyste myśli, które leciały do mnie jak muchy do lepu. Czy można kogoś nienawidzić i jednocześnie lecieć na niego?

- Wiesz…gdybyś na przykład chciała pogadać, albo coś. – Poproszę „albo coś”.

            Przez chwilę czekałam na jakieś oznaki drwiny ze strony Aleksa, będąc prawie pewna, że dobrze się bawi wprawiając mnie w zakłopotanie, jednak wciąż widziałam tą śmiertelną powagę, z którą nie było mu wcale do twarzy. Wolałam głupkowaty, szczeniacki uśmieszek, którym tak lubił mnie częstować.

- Dorośnij wreszcie! Ja wzięłam wolne, żeby w końcu odpocząć od pracy i od ciebie, a Ty z kolei wziąłeś wolne, żeby mnie dobić! Co ty właściwie sobie myślałeś?! – Wrzeszczałam jak opętana nie dając mu dojść do słowa, chociaż usilnie próbował otworzyć szerzej usta, zapewne by wytłumaczyć „co właściwie sobie myślał”. Po jakiego wafla zadałam mu to pytanie, skoro nie chciałam znać odpowiedzi? A może już ją znałam?

            Po „subtelnym” zademonstrowaniu niezadowolenia z powodu obecności Aleksa w domu, odwróciłam się na pięcie, zbiegłam ze schodów i przy ostatnim z nich padłam jak długa uderzając czołem o szafkę, w której spokojnie drzemały moje buty. Niech żyją dni spędzone w łóżku i pierdolone ciepłe skarpety - zbyt złośliwe, by mogły idealnie dopasować się do stóp. Niech szlag trafi koc amortyzujący wstrząsy. Instynkt samozachowawczy kazał mi od razu dotknąć dłonią poturbowanego miejsca na skórze. Syknęłam z bólu i z przykrością stwierdziłam, że nie jest do najlepsza część ciała na jakiekolwiek obrażenia. Niestety przypadki zawsze uwielbiały na mnie wskakiwać i łazić mi po plecach, więc ta kolizja nie zdziwiła mnie zanadto, aczkolwiek dość intensywnie dała o sobie znać. Po chwili bowiem ból pulsował mi w całej czaszce, rozsadzając ją od środka, jakby chciał wydostać się na zewnątrz.

            Porażka boleśnie odbiła mi się na czole, a mój „troskliwy miś” – współlokator, zdawał się jej nie zauważyć wychodząc z domu. Chociaż przez myśl przeszła mi także kwestia odwetu za nikczemny występek. Zaraz po wyjściu Aleksa przyłożyłam paczkę mrożonego groszku do czoła i nie pamiętając już o bólu zaczęłam swobodnie oddychać. Przez tak krótki czas prawie zapomniałam jak to jest mieszkać samej, nie przejmować się czyjąś obecnością, być niezależną.

            Moje myśli, niczym sztylet przecięła nagła potrzeba pójścia do toalety, w której (o zgrozo!) zobaczyłam podniesioną deskę. Niejeden lekarz widząc mnie w owym momencie pewnie stwierdziłby stan przedzawałowy, bo ciśnienie podniosło mi się tak, że miałam ochotę rozwalić mydelniczkę, która akurat nawinęła się pod rękę. Na szczęście opanowałam się w porę, nim zdążyłam roztłuc Bogu ducha winną rzecz. Chociaż jej już też należała się zasłużona emerytura. Żyłki na szczęście również nie myślały o pękaniu.

            Zanim zatarłam dowody nie swojej zbrodni, sięgnęłam po telefon i zadzwoniłam do Aleksa. Przerywany sygnał rozdrażnił mnie jeszcze bardziej.

- Już się stęskniłaś? Nie ma mnie dopiero od pięciu minut. – Czysta złośliwość w jego głosie kazała mi zacisnąć dłonie w pięści, aż palce zbielały mi w knykciach.

- Masz opuszczać deskę! – Wykrzyczałam, wyobrażając sobie jak Aleks krzywi się i odstawia telefon od ucha.

- Żartujesz? To tak, jakbyś kazała miesięcznemu dziecku zacząć chodzić! – Jego żałosne próby samoobrony nie robiły na mnie żadnego wrażenia.

- Dzieci dojrzewają i w końcu to robią. – Tłumaczyłam mu wszystko jak krowie na granicy, choć podejrzewam, że krowa byłaby bardziej kumata.

- Otóż to, a faceci nie. Im wcześniej się z tym pogodzisz, tym lepiej dla nas obojga – skwitował, po czym bezczelnie się rozłączył.

            Postanowiłam poczekać do jego powrotu, a potem wyrzucić go z domu. Nie musiałam przecież tego znosić. Nie zasługiwałam na to, Irena z pewnością by mnie poparła. Rozmowa z Aleksem rozstroiła mnie tak bardzo, że z początku nie wiedziałam co ze sobą począć. W końcu pozbierałam mózg do kupy i sprawdziłam, co mam w lodówce. O dziwo zamiast światełka, znalazłam spore ilości warzyw, wędlin, serów i jogurtów, a nawet pokaźny kawałek ciasta z malinami. Na dolnej półce siedział sobie surowy schab i skrzydełka, które, przysięgam, zdawały się wołać o wrzucenie do gara. Najlepsze jest to, że ani jeden produkt nie został zakupiony przeze mnie. Aleks nie był taki głupi, na jakiego wyglądał. Wprawdzie poważnie zastanawiało mnie, który „normalny” facet kupuje zdrową żywność? Czy moje półki nie powinny być zawalone niezdrowymi, pysznymi chipsami i puszkami z piwem?

            Nie pytając nikogo o zgodę, wyłożyłam wszystkie składniki na blat i zaczęłam Kuchenne rewolucje godne Magdy Gessler. Oprócz zupy pomidorowej, doprawionej kostkami rosołowymi (jedynym produktem należącym do mnie), przyrządziłam także roladki schabowe z szynką i serem, zapiekane w piekarniku. Idealnie zsynchronizowały się z gotowanymi ziemniakami utopionymi w maśle. Sałatkę z pomidorów, cebuli i zielonego ogórka polałam oliwą i doprawiłam solą i pieprzem. Tak mało pieprzenia, a jakie dobre żarcie.

            Zapadał już wieczór, a ja wraz z nim w poduszkę. Czułam się ociężała z powodu przejedzenia i zmęczona nicnierobieniem. Czoło zaczęło piec, skronie pulsować. Telewizor ustawiony na jakiś durny kanał, na którym właśnie leciały Nastoletnie matki, jeszcze bardziej otępiał zmysły. Wszystko zdawało się być nijakie. I właśnie w tym momencie poczułam się samotna jak nigdy wcześniej. Przypomniałam sobie silne i ciepłe ramiona Remigiusza trzymające mnie w żelaznym uścisku, jakby bały się, że ucieknę w siną dal. Tymczasem to one postanowiły nawiać.

            Przed oczami stanęły mi chwile pełne kolacji przy świecach, zapadnięte w koce, wypełnione obietnicami bez pokrycia, które wtedy przyspieszały bicie serca. Teraz spało sobie spokojnie w piersi nie pytając nikogo o zgodę. Spojrzałam na zegarek, dochodziła północ, a Aleks nadal nie wracał. I wszystko byłoby dobrze, gdyby najbardziej nie zaniepokoił mnie fakt, że mnie to niepokoiło.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
romantyczna · dnia 18.10.2014 21:23 · Czytań: 563 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 3
Komentarze
euterpe dnia 18.10.2014 22:33 Ocena: Bardzo dobre
Cytat:
odkąd po moim da­chem

pod
Bardzo przyjemny fragment. Myślę, że fajnie trzymasz poziom całego opowiadania:)
Pozdrawiam serdecznie,
Ewa
wiktoria dnia 19.10.2014 16:04
Podobno, kto się czubi, ten się lubi:) Zdaje się, że oboje mają się ku sobie, choć w bardzo specyficzny sposób okazują to sobie. Ale co tam, może być specyficznie, byle skutecznie.

Romantyczna please, niech się w sobie zakochają. W tym opowiadaniu love is in the air, no nie może być inaczej.

Źle mi się czytało "wfruwały", jest takie słowo?

Całość przeczytałam z zaciekawieniem, podobało mi się.

Pozdrawiam:)
romantyczna dnia 19.10.2014 20:14
euterpe - dzięki za wychwycenie błędu, już poprawiłam ;) cieszę się, że znów zajrzałaś. Staram się utrzymywać równomierność, a na ile się to uda, zobaczymy ;)

wiktorio - masz rację, mnie też to wfruwały trochę przeszkadzało, a Ty utwierdziłaś mnie w tym przekonaniu ;) zmienione, dzięki. Co do zakochania tych dwoje, to się jeszcze zobaczy, ale nie chciałabym przewidywalnego zakończenia.
Zapraszam Cię do części VII (bo VI już w poczekalni), będę miała dla Ciebie niespodziankę :D

Pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
BlueRiver
18/10/2019 08:57
marzenna - zgadzam się z Tobą - nie jest to radosny wiersz,… »
BlueRiver
18/10/2019 08:45
marzenna dziękuję, że mnie odwiedziłaś. Następny wiersz… »
marzenna
18/10/2019 08:11
Nowa epoka jest w tym wierszu, rozczochrane włosy, łan… »
marzenna
18/10/2019 07:56
Pierwsza miłość zostanie. Wypijesz jeszcze niejedną wódkę.… »
allaska
18/10/2019 07:53
Witaj Marzenno, dziękuję:) »
allaska
18/10/2019 07:51
Ustiuszo bardzo mi miło, dziękuję. Pozdrawiam serdecznie. »
marzenna
18/10/2019 06:59
:) witaj Ciało pokryte włosami, dla ciepła, ochrony nie… »
Ustiusza
18/10/2019 06:40
Mocny ten tekst. Tworzy w głowie obrazy. Pozdrawiam. »
allaska
18/10/2019 05:54
Hej Wiosno :) dziękuję ślicznie. Pozdrawiam »
bruliben
18/10/2019 04:54
Ulotna chwila, których rzadko doświadczamy w życiu, a jednak… »
Kamila N
18/10/2019 04:47
Ocena na teraz: przeciętne. Bo jestem rozczarowana. I jako… »
bruliben
18/10/2019 04:42
Aż widzę te ruchy, ledwo, ledwo, raczkujące, ostateczne,… »
bruliben
18/10/2019 04:38
Jak się za coś nie do końca odpowiada i nie składa obietnic,… »
bruliben
18/10/2019 04:31
Jakby wiosna była mężczyzną i czekała na swoją wiosnę… »
Kamila N
18/10/2019 04:29
Widzę, że wiersz został zmieniony, na minus jak wg mnie.… »
ShoutBox
  • bruliben
  • 18/10/2019 09:02
  • Już wiem, ktory utwór najlepiej rozgrzewa do pisania :)
  • bruliben
  • 18/10/2019 04:56
  • Dlaczego tu jestem, czego szukam, skoro większość dreamin’ offline.
  • bruliben
  • 18/10/2019 04:48
  • Aż sześć muzo wen - wypadałoby zajrzeć, zobaczyć, poczuć jak zainspirują.
  • allaska
  • 17/10/2019 16:27
  • Prośba do redakcji przy wysyłaniu tekstu nie wiem co zrobiłam ale wkleiłam dwa na raz proszę o usunięcie jednego one są takie same. Pozdrawiam. Czarodziejka z planety: " nie dorastam wam do pięt ;)"
  • mike17
  • 16/10/2019 19:13
  • Jeśli chcesz zaistnieć w portalowej sławie, nie wahaj się już i pisz śmiało do konkursu dla prozaików MUZO WENY 8, gdzie jedynym wymogiem jest napisanie miniatury. Dużo? Nie, mało. Zatem do boju :)
  • allaska
  • 16/10/2019 16:12
  • Gratulacje :) Vanillivi
  • Vanillivi
  • 16/10/2019 14:36
  • Oprócz mnie jest kilku świetnych autorów, więc polecam, dostępne w Empiku razem z numerem Fabulariów w cenie 8 zł.
  • Vanillivi
  • 16/10/2019 14:34
  • Witajcie :) Pochwalę się publikacją w antologii "Dzieci wolności" wydanej przez Fabularie. [link]
  • Dobra Cobra
  • 16/10/2019 08:35
  • Od Chaplina do Jo-jo Rabbit- niezwykła historia komedii o nazizmie: [link] Premiera w Anglii 3go stycznia 2020 roku.
Ostatnio widziani
Gości online:16
Najnowszy:ydunime
Wspierają nas