Rozmyślania o pracy pisarza cz.IV - Krystyna Habrat
Publicystyka » Eseje » Rozmyślania o pracy pisarza cz.IV
A A A

 

Krystyna Habrat
                                    ROZMYŚLANIA O PRACY PISARZA
                                                 część IV
                   NATCHNIENIE, IMPROWIZACJA, INTUICJA, DAIMONION

 

  Te wielkie słowa w tytule  brzmią nadzwyczaj uroczyście. W naszych czasach, podszytych cynizmem i nieufnością,  trącą nieco myszką.  Może dlatego podświadomie zwlekałam z  pisaniem tego rozdziału, choć mam go tylko przepisać z notatek, ale powód był też inny.

  W wakacje wpadło mi w ręce kilka pozycji o obecnym życiu literackim w Polsce i roli opiniotwórczego areopagu z Obór, SPATiFu, kawiarni Czytelnika oraz samej Warszawy.  

  Niby każdy adept pióra co nieco   wie o  znaczeniu naszego Parnasu dla wybicia się, ale nie każdy  marzy, aby wchodzić w te wysokie progi. Szczególnie, gdy mieszka daleko od stolicy. A tu podobno bez tego ani rusz.

  Dla odmiany sięgnęłam do książki Jerzego Krzysztonia „Poczta Literacka”, powstałej z jego felietonów radiowych. Tu autor podkreśla jak  wysoko  ceni poetów z Bożej łaski, którzy dla własnej przyjemności  piszą wiersze, by oddać swój zachwyt dla urody świata.  Niejeden zapracowany w polu rolnik zaduma się na widok dzwoniących pod niebem skowronków i rozrzewniony pięknem Bożego świata, musi to potem opisać, ująć w poetycką formę.  Wielu z tych skromnych ludzi, piszących do szuflady, zna smak natchnienia  czy innych uroków pracy twórczej i traktuje je z wielką powagą.

  I tu odczułam pewien zgrzyt. Wydało mi się, że w wielkim świecie, ktoś na widok naiwnego poety z prowincji, niosącego na dłoni serce w postaci kartek zapisanych własnymi wierszami,  mógłby się ironicznie skrzywić. Wypłoszyć wenę.  Może dlatego  niejeden przeflancowany z  prowincji do metropolii, skuszony pochwałami,   kończy czasem źle...

   Krzysztoń  poetów z Bożej łaski   poważał, chwalił i rekompensował im twórczy  zapał poprzez odczytywanie ich wierszy na antenie, lecz, czy zachęcał, by  aspirowali do świata publikowanych książek, gdzie   wielkopańska krytyka mogłaby spłoszyć, to, co w twórczości najpiękniejsze?  Nikt przecież nie zaprosi takiego do stolika, gdzie popija się „ambrozję” dla pobudzenia weny twórczej i feruje wyroki... Miałby taki antyszambrować w wielkim świecie po próżnicy? Może jeszcze ugodzony   ironicznym: grafoman?

  Ale tekst, ten mój naiwny i wzniosły o pracy twórczej, już  napisany, a oparty na wyznaniach tych, co na jakiś tam Olimp się wspięli, więc przekażę go dalej, by nie marniał w szufladzie. A zatem...

  Analizując genezę pomysłów literackich nasuwa się spostrzeżenie, iż jedne rodzą się długo, narastają czasem całymi latami, a inne powstają nagle, jak błyskawica i towarzyszą im ogromne emocje.

  „Oto ktoś, wszedłszy do pustego pokoju, na widok krzeseł zebranych wokół stołu, został po prostu rażony fascynującym tematem. Ktoś inny, otwierając drzwiczki od pieca, z którego miał zamiar wygarnąć popiół, zobaczył nagle tokującego głuszca, a w następnej sekundzie oddychał powietrzem swej leśnej powieści.” (Parandowski- „Alchemia słowa”)

  „Pomysł – opowiada K. Paustowski – tak samo, jak błyskawica powstaje w świadomości ludzkiej, nasyconej myślami, uczuciami i notatkami pamięci. Gromadzi się to powoli, opieszale, aż dochodzi do takiego stopnia napięcia, które wymaga koniecznego wyładowania, wtedy to sprężony i jeszcze trochę chaotyczny element rodzi błyskawicę – pomysł. Do powstania pomysłu, tak samo, jak do powstania błyskawicy, wystarczy czasem znikomy impuls. Może to będzie jakieś przypadkowe spotkanie, słowo, które zapadło w duszę, sen, odległy głos, odblask słoneczny w kropli wody, czy gwizdek parostatku.” (K. Paustowski- „Czas wielkich oczekiwań”, Czytelnik 1960 r.)

  Jak powstał pomysł opowieści „Murat” opisuje Lew Tołstoj w swym, całe życie prowadzonym Dzienniku:

  „Idę wczoraj po zaoranym, czarnoziemnym ugorze. Gdzie okiem sięgnąć – nic prócz czarnej ziemi – ani jednej zielonej trawki. I nagle na skraju pełnej kurzu, szerokiej drogi krzak „”tatarina””, krzak rzepu, trzy pędy: jeden złamany i zwisa blady, przybrudzony kwiat; drugi złamany i opryskany błotem, czarny, łodyga pęknięta i zabłocona; trzeci pęd sterczy w bok, także czarny od kurzu, ale jeszcze żywy i w środku się czerwieni. Przypomniał mi Hadżi-Murata. Mam ochotę go opisać. Broni życia do ostatniego tchnienia, sam jeden w polu  jednak je jako tako obronił.”

   Wszystkie pomysły rodzące się nagle z towarzyszeniem niezwykłego napięcia emocjonalnego możemy określić jako przychodzące w natchnieniu.

  Jednak natchnienie nie wyklucza ani długotrwałej pracy, ani wysiłku umysłowego. Bywa  tylko nagłym olśnieniem, tak u pisarza, jak i w pracy uczonego czy wynalazcy, kiedy w niby nieoczekiwanej sytuacji powstaje pomysł utworu, odkrycie naukowe, wynalazek.

  Podsumowując: natchnienie cechuje  nagłość, silne emocje i wyjątkowa jasność, szybkość oraz płodność myśli.

 Natchnienie bywa utożsamiane z improwizacją. Sytuacja obu jest podobna, jednak termin natchnienie odnosimy zwykle do sytuacji emocjonalnej towarzyszącej aktowi twórczemu, a improwizacją określamy sam – szczególnego rodzaju – proces twórczy.

  Pisać w natchnieniu oznacza:

-         dyspozycję do żywego przyjmowania wrażeń, lotność myśli; (Puszkin);

-         do wzmożonej pracy, bardzo efektownej (Czajkowski);

-         do żywej percepcji rzeczywistości i pełni myśli (Paustowski).

  Natchnienie cechuje:

-         największe podniecenie emocjonalne, optymistyczne rozgorączkowanie (Czernik - poeta);

-         duchowy wzlot, świeżość uczuć, barwa poetycka (Paustowski - pisarz);

-         podniecenie zbliżone do szaleństwa (Rousseau - filozof);

-         szaleństwo (Czajkowski - kompozytor);

-         osobliwe podniecenie, szczęście tworzenia (Z.Pietrasiński o psycholog, zajmujący się psychologia twórczości);

-         zniknięcie udręczeń, momentów spekulacji, zastanowień (Czernik - poeta).

 

  A jak o nagłych pomysłach, rozwiązaniach opowiadają przedstawiciele nauk ścisłych?

  Gauss, słynny matematyk, mówił: „Wynik mam już dawno, tylko nie wiem jak do niego dojdę.”

  „Od dwóch tygodni – wyznaje Poincare , uczony, matematyk, że nie może istnieć żadna funkcja analogiczna z funkcjami, które później nazwałem fuchsowskimi. (...) co dnia siadałem do biurka, przepędzałem przy nim godzinę lub dwie, próbowałem wielkiej ilości kombinacji i nie dochodziłem do żadnych wyników. Pewnego wieczora napiłem się, wbrew mym nawyknieniom, czarnej kawy i nie mogłem zasnąć; myśli rodziły się rojami; czułem, że jak gdyby obijają się jedne o drugie, aż dwie zahaczyły się o siebie i utworzyły trwałą kombinację. Rano pozostawało tylko zredagowanie wyników.”  I dalej: „ (...) w chwili, kiedy stawiałem nogę na stopniu (przy wsiadaniu do autobusu) przyszło mi do głowy – chociaż nic w moich poprzedzających myślach nie zdawało się być do tego przygotowaniem, że przekształcenia, których użyłem dla definicji funkcji fuchsowskich, są identyczne z przekształceniami geometrii nieeuklidesowej.”

 

  I  wracając do poetów:

  „Goethe opowiada, że około północy wyskoczył z łóżka, jak szalony, a pierś mu rozsadzało pragnienie opiewania tej enigmatycznej postaci  (...) zapewne latami nosił w sobie ton ballady, zanim mu się objawiła wierszem.”

  U Mickiewicza (wg Pigonia – Życie Literackie nr 48)  „pomysł dzieła powstaje z nagła, w jednym, krótkim spięciu, w stanie uniesienia wewnętrznego, w porywie jakiejś ekstazy. (...) Akt twórczy bywał u Mickiewicza poprzedzony przez zjawiska świetlne – poeta dostrzegał wtedy gwiazdeczkę (...) Wypadek krańcowy, gdy moment inspiracji w najwyższej ekstazie wyładowuje się w twórczości nieledwie automatycznej.”

  A  w muzyce kompozytor Piotr Czajkowski wyznał:

  „ Na próżno bym się starał wyrazić słowami to poczucie niezmiernej szczęśliwości, które ogarnia mnie, gdy się pojawia myśl główna i zaczyna się rozrastać i przybierać określone formy. Zapomina się o wszystkim, człowieka ogarnia jak gdyby szaleństwo. Wszystko wewnątrz tętni i drży, ledwo można nadążyć, ażeby coś naszkicować, jedna myśl goni drugą.”

  Turgieniew nazwał natchnienie „zbliżaniem się do Boga – olśnieniem człowieka myślą i uczuciem” (...)  „Przychodzą chwile, kiedy się czuje pragnienie pisania; jeszcze się nie wie dokładnie co, ale się czuje, że będzie się pisało. Ten właśnie nastrój poeci nazywają „zbliżaniem się do Boga”. Chwile te stanowią jedyną rozkosz dla artysty.” (cyt. Paustowski „Złota róża”)

   „Natchnienie  wg Tołstoja – polega na tym, że nagle się widzi co można zrobić. Im potężniejsze natchnienie, tym więcej trzeba żmudnej pracy, aby rzecz wykonać.” (cyt. Paustowski „Złota róża”)

  „W ciągu dwudziestoletniego doświadczenia – opowiada Czernik w „Okolicy poetów” – miałem tylko dwa takie szczęśliwe momenty, o których z pełną świadomością mogę mówić, że były nacechowane natchnieniem. Wiersze wówczas napisane wyszły jakby spod ręki medium bez żadnych udręczeń, momentów spekulacji, zastanowień – i w czasie najkrótszym (...) Wiem tylko, że był to stan największego podniecenia, rozgorączkowania optymistycznego. Wiersz napisał się sam.. Natchnienie u mnie to szczególnie pomyślny moment dyspozycji, wypracowanej pośrednio przez poprzednie przemyślenia i doświadczenia.”

  Starożytni pisarze uważali, iż największe dzieła rodzą się w niezwykle silnym napięciu emocjonalnym, które nazywali wzruszeniem wieszczym, czyli daimonion. Nagła i silna emocja towarzysząca temu miała być zwiastunem, że myśl ową, pomysł, narzuca bóstwo. Nawet etymologicznie słowo natchnienie oznacza: nadać komuś tchnienie, przekazać je z ust do ust. Dlatego Grecy uważali je za myśl od bogów.

  „Słowacki w latach mistycyzmu głosił otwarcie, że pisze za podszeptem aniołów. To samo twierdził Swedenborg o swojej mistycznej kosmografii, to samo William Blake, gdy mówił, ze jest sekretarzem wiekuistych Potęg, które mu dyktują jego poematy.” (J.Parandowski – Alchemia słowa)
cdn

Krystyna Habrat

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Krystyna Habrat · dnia 23.10.2014 09:10 · Czytań: 773 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 12
Komentarze
Miroslaw Sliwa dnia 23.10.2014 09:50 Ocena: Świetne!
Krystyno, tymi Rozmyśleniami robisz naprawdę kawał dobrej roboty. Już sam nie wiem czy to bardziej analiza czy synteza, a może jedno i drugie, ale znakomite.
Sporo czytywałem na poruszane przez Ciebie tematy, ale Ty, mam takie wrażenie, znakomicie systematyzujesz problem. Bardzo Twoje i bardzo dobre.
A propos natchnienia; podałaś wiele przykładów z życia twórców, kiedy natchnienie odczuwali jakby w nich piorun strzelił, więc jeszcze jeden: Jak wiesz Vivaldi był księdzem, musiał więc czasami celebrować Mszę Świętą, ale zdarzało mu się, że natchnienie zwalało się na niego np. w czasie Podniesienia i wiesz co on wtedy robił? Rzucał wszystko, wybiegał z kościoła i pędził zapisywać nuty. Wyobrażasz sobie tych jego wiernych, którzy pewno tylko czekali kiedy to padre Antonio zwariuje podczas Mszy. Musieli mieć czasami niezły ubaw.
Tekst bardzo wartościowy i jak zwykle świetnie napisany.
Gratuluję i pozdrawiam. :)
euterpe dnia 23.10.2014 10:23 Ocena: Świetne!
Ja często przeżywam natchnienia różnej maści. Często jest to tak zwyczajny zryw serca, do wykonania czegoś konkretnego, jak przyrządzenie potrawy w kuchni. Mieszam wtedy wszystkie wymyślone składniki, jak jakiś farmaceuta. Wiem, co i ile mam dodać. Czasem wychodzi porażka, ale też mam już sporą kolekcję przepisów, które się sprawdzają.
Świetny tekst uporządkowany, systematyczny, bez zgrzytów. Z przyjemnością się czyta, zwłaszcza gdy przykłady jakie podałaś, przybliżają nas do przemyśleń takich pereł w sztuce.
Pozdrawiam serdecznie, :)
Ewa
Krystyna Habrat dnia 23.10.2014 12:00
Mirosław i Euterpe - dziękuję bardzo. Oba wasze przykłady muszę zapamiętać, bo są ważne. Widać, że natchnienie bardzo jest do życia potrzebne, wielkiemu twórcy jak i zwykłemu obywatelowi. Choćby do przezwyciężania chandry w jesienną pluchę, jak dziś, poprzez np dogodzenie sobie jakimś smakołykiem. A za muzyką Vivaldiego przepadam i często słucham płyt z jego "Porami roku" i innymi utworami.
euterpe dnia 23.10.2014 12:09 Ocena: Świetne!
niema za co Krysiu. Po prostu świetny tekst i pomysł:)
Miroslaw Sliwa dnia 23.10.2014 14:22 Ocena: Świetne!
A wyobrażasz sobie padre Antoniego jak w tych zadartych ornatach i sutannach z nieprzytomnym wzrokiem zasuwa ulicami miasta z kościoła do domu aby czym prędzej zapisać muzykę, która tak nieoczekiwanie go "napadła". :)
Dziękuję i pozdrawiam. :)
al-szamanka dnia 23.10.2014 16:54 Ocena: Świetne!
Bardzo byłam ciekawa cdn.
Wczytałam się i niesiona dziwną ekscytacją, porównywałam własne natchnienia z tymi tych wielkich i powszechnie znanych.
A to jest mi szczególnie bliskie...
Cytat:
Na­tchnie­nie ce­chu­je:

- naj­więk­sze pod­nie­ce­nie emo­cjo­nal­ne, opty­mi­stycz­ne roz­go­rącz­ko­wa­nie (Czer­nik - poeta);


Podobało mi się, że wspomniałaś o tych, co dla wła­snej przy­jem­no­ści piszą wier­sze, by oddać swój za­chwyt dla urody świa­ta.
Mój upośledzony Klient wierszy nie pisze, a jednak też wygłasza zdania, w których odnajduję nieświadomy zachwyt dla piękna, zauroczenie wszelkimi przejawami życia. Na swój sposób też jest natchniony.
Wspomnialam to, gdyż myślę, że natchnień jest tyle, ilu ludzi na świecie.
Tylko znikoma ilość zostawi ślad zaklęty w poemat, obraz czy rzeźbę... ale przez to właśnie nabierze wyjątkowej wartości.

Podoba mi się Twój tekst, Krystyno :)
Krystyna Habrat dnia 23.10.2014 21:06
No więc, pozwalajmy sobie na wszelkie poetyckie doznania, jak właśnie uleganiu natchnienia. I nieważne będzie, czy świat uzna nas za prawdziwych poetów lub prozaików, bo każdy może tych doznań zaznać (zbitka świadoma) i cieszyć się urodą świata - w najszerszym tego słowa znaczeniu - i dawać temu wyraz na piśmie.
Al-szamanka - b. dziękuję.
Mirosław - Mam nadzieję, że Vivaldi, jako zakonnik, mieszkał przy kościele. A ostatnio moją wyobraźnię poruszył inny zakonnik - Mendel - ten od praw dziedziczenia, co obserwował w przyklasztornym ogrodzie.
Hedwig dnia 24.10.2014 20:11 Ocena: Świetne!
Wspaniały tekst Krystyno.
Ale zupełnie nie wiem co mam tu napisać. Bo nie napisałam w życiu żadnej książki i z pewnością już nie napiszę. Moje pisanie trwa wprawdzie od zawsze, ale wynikało raczej z przedziwnej potrzeby przelania swoich odczuć czy spostrzeżeń na papier. Łatwiej mi się pisało niż mówiło. Poza tym trudno mówić tak jak się pisze. Może niezrealizowane marzenie aby stać się studentką polonistyki na UW /wtedy zdawało się egzaminy i bardzo ważne były odpowiednie punkty/ spowodowało, że zawsze pisałam do szuflady. Czasami wysyłałam jakieś teksty na konkursy i udawało mi się nawet cos tam wygrać i zająć najlepsze miejsce.
Tak naprawdę to do "wyjścia z szuflady" namówił mnie dopiero jeden z dorosłych juz synów.
A to natchnienie o którym tak pięknie piszesz to nachodzi mnie w bardzo różnych sytuacjach. Ostatnio w przepełnionym autobusie :) :) :)
Bardzo Ci dziękuję Krystyno za ten tekst.
Pozdrawiam serdecznie.
Krystyna Habrat dnia 25.10.2014 15:22
Dziękuję Hedwig.
Jest na PP więcej osób, które zebrały się do pisania mając już lat 18+ i nie traktują tego zawodowo, ale jak np dobrą zabawę. I pożyteczną. Ludzie z pewnym doświadczeniem życiowym mają dużo ciekawych rzeczy do opowiedzenia i często robią to z wdziękiem i - późno odkrytym - talentem.
Dobrze, iż każdy może się na PP zrealizować.
Nutę podlizywania proszę pominąć, bo Sokołowi (obrazek) to obce.
Wyjaśniam, że na myśli miałam jedynie własne, ewentualne podlizywanie, co nie leży w mojej naturze. I redakcji to wcale nie jest potrzebne.
Hedwig dnia 25.10.2014 18:50 Ocena: Świetne!
Krystyno - jeśli chodzi o mnie, to o żadnym podlizywaniu nie ma mowy.
Dobra Cobra dnia 25.10.2014 21:48 Ocena: Świetne!
Kolejne cenne rozważanie.

Krystyno,

Natchnienie przychodzi z wyżyn, niektórzy nazywają je niebem. Ja sam... coż, doprawdy nie wiem, czy niebo powinno się w tym kontekście piać z dużej czy też z małej litery.

Kontynuujesz ikoniczne dzieło!
Chwała Ci!


Pozdrawiam,


DoCo
Krystyna Habrat dnia 26.10.2014 10:03
Hedwig, ani mi to nie powstało w głowie w stosunku do ciebie, no bo jak. Dlaczego miałabym cię obrażać. To już powyżej wyjaśniłam, że zdanie "Nutę podlizywania..." można by odnieść do mnie wobec redakcji PP, ale nie miałam takich intencji. Po prostu, cieszę się, że mamy taki portal, gdzie można się literacko wyżywać i kropka.
Do-Co - bardzo dziękuję.
I już ograniczam swe komentarze.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Marek Adam Grabowski
16/07/2019 19:25
Tematyka nie dla mnie, ale doceniam wysoki poziom twojego… »
Miladora
16/07/2019 18:21
Umknął mi Twój wiersz, a nie powinien, więc dobrze, że Alos… »
SzalonaJulka
16/07/2019 12:52
alos, dziękuję. Celnie rozszyfrowane. Tak, chyba o to mi… »
Hubert Z
16/07/2019 08:14
Cieszę mnie, że się podoba. »
Hubert Z
16/07/2019 08:13
Dzięki wiosno. Pozdrowionka »
Dobra Cobra
15/07/2019 23:12
Madawydar, Jak celnie się domyslasz to tylko opowiesc.… »
Marek Adam Grabowski
15/07/2019 22:25
Chodziło mi o to, czemu zabił i co łączyło go z tą… »
PrzemeK155J
15/07/2019 20:39
Pod koniec chciałem nieco wspomnieć o naszym trybie życia,… »
StalowyKruk
15/07/2019 18:04
Dziękuję. Pracuję nad rozdziałem drugim, ale jak zwykle… »
22227
15/07/2019 17:57
Ciekawy tekst, tylko z tym mózgiem to o wiele bardziej… »
DanielKurowski1
15/07/2019 16:11
Komentarz dopiero po miesiącu, ale sesja nie wybacza.… »
czarnanna
15/07/2019 15:36
Bardzo dziękuję za odkurzenie mojego tekstu, Antoni :) Od… »
czarnanna
15/07/2019 15:31
Cieszę się, że rymowanka wpadła Ci w oko/ucho :D Lubię… »
wiosna
15/07/2019 15:14
I jeszcze rymy wewnętrzne:) Lubię czasem się tak pobawić,… »
wiosna
15/07/2019 15:02
Ładnie o wiośnie:) »
ShoutBox
  • czarnanna
  • 16/07/2019 23:44
  • Hej Michale przelatujący stolicę :D wakacyjne pozdrowienia!
  • mike17
  • 15/07/2019 15:55
  • Przelotem w stolicy, na dobre wrócę pod koniec sierpnia. Pozdrawiam Was i życzę dobrych, udanych tekstów, no i wakacji rzecz jasna :)
  • czarnanna
  • 14/07/2019 14:53
  • Miłej niedzieli! Leniwej lub aktywnej (co kto woli) :D
  • czarnanna
  • 14/07/2019 14:46
  • Naturalnie, Antoni!
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 23:28
  • I mam nadzieję, że pochwalisz się efektami?
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 23:03
  • No, tego jeszcze nie grali :) Super mi miło! Tylko uważaj, bo sporo w tej mojej muzyce jest niepokoju, czy wręcz krzyku, jak w niektórych. Choć uważam, że tylko kilka jest naprawdę dobrych.
  • czarnanna
  • 12/07/2019 22:59
  • Super!!! Bardzo mi się podobają serio, chyba będę do nich malować :D
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 22:56
  • Albo zupełnie moje, albo te z opisem Projekt to z zespołem sprzed lat.
  • czarnanna
  • 12/07/2019 22:50
  • Ale to te wszystkie utwory są Twoje?!
  • czarnanna
  • 12/07/2019 22:41
  • Antoni, bardzo intrygująca ta Twoja kompozycja. Gratuluję :)
Ostatnio widziani
Gości online:21
Najnowszy:Evankose70
Wspierają nas