Album pachnący lawendą - palenieszkodzi
Proza » Miniatura » Album pachnący lawendą
A A A
Od autora: Tekst, wysłany na "Konkurs lawendowy" dwumiesięcznika literackiego Sofa i Wydawnictwa Psychoskok, który nie zdobył żadnej nagrody :-).
Może spodoba się czytelnikom naszego portalu? Zapraszam do lektury!

Album pachnący lawendą

 

Stoję w filcowym płaszczyku, z ogromną kokardą na czubku głowy, w rączce badylek lawendy. Płaszczyk był koloru lila, kokarda biała i sztywna. Stara, czarno- biała fotografia, z tyłu napis: „Basia, 1960”.

 

Mama zawsze miała piękne pismo, litery okrągłe, dorodne, równiutkie. Nawet wtedy, gdy pisała o zapomogę do swojego dawnego zakładu pracy:
„Ja, Zofia S., obecnie wdowa, proszę serdecznie o pomoc finansową…” i dalej szły trudne, krępujące słowa, zwieńczone pięknym podpisem.

Była ze wsi, ale z „małą maturą” i zawsze to dumnie podkreślała. Kochała tę wieś, a najwięcej ogródek, mogła godzinami sadzić, plewić, przesadzać, wyrywać chwasty. Tak więc, gdy po ślubie z ojcem przeniosła się do miasta i ja się urodziłam, zrobiła sobie mały skwerek przed samym oknem, na kawałku trawnika.

Co tam nie rosło, chyba wszystko! Ale najbardziej mama lubiła fioletowy kolor, dlatego kwiaty dobierała starannie, podług barwy. Zawsze rosła maciejka i dużo lawendy, bo listki miała wiecznie zielone i przez to mniej trzeba się było natrudzić. Potem szły fiołki, przetacznik, szafirki, niezapominajka. Jedne zaczynały kwitnąć, inne zapadały w sen, tylko lawenda trzymała się cały rok. Pamiętam mamę siedzącą w oknie na parterze naszego pierwszego mieszkania, w golfie koloru lila, ale takim zsuwanym na ramiona, jak łódka, na tle tej lawendowej plamy. Piękna, uśmiechnięta, zawsze czujna, by nie przydarzyło mi się nic złego.

A gdzie tam!

Wszyscy lataliśmy po podwórku, krzycząc i śmiejąc się do rozpuku. Grało się w wojnę, w noża, goniło w berka, w chowanego „pałka- zapałka dwa kije”, kręciło na trzepaku, zbierało bukiety na trawnikach i pobliskich łąkach. Piękne było to moje dzieciństwo, lawendowe!

Mamie ogródka nikt nigdy nie zniszczył, wszyscy szanowali jej pracę a nawet chwalili. Pani Zosiu, ale pani ma ładnie pod oknem! Albo – Ależ tu u pani Zosi pachnie lawendą! To znowu – Pani Zosieńko, tylko u pani taka cudowna maciejka!

 

Wieczorami schodziliśmy wszyscy na parter, do Zienkiewiczów. Mieli jako jedyni mały telewizor, na który nakładało się trójbarwny plastikowy ekran, imitujący kolorową telewizję. Ależ to było przeżycie! Dzieciom pozwalali jedynie zobaczyć teatrzyk „Wiolinek” albo dobranockę z Jackiem i Agatką. Dorośli oglądali filmy po dwudziestej.

Pamiętam, jak marzyłam, żeby choć raz móc podejrzeć te ich nocne seanse, ale niestety, nigdy się nie udawało. Nawet gdy mieliśmy już własny telewizor, ojciec był stanowczy, zamykał drzwi do pokoju i żadne prośby czy szlochanie nie pomogły. Byłam jedynaczką, ale rodzice chowali mnie bardzo surowo. Tata lubił trzymać wojskowy dryl, bo sam służył w Wojsku Polskim aż do stopnia podpułkownika, potem już nigdy nie dostał awansu, bo rozwodnikom zamykano drogę do kariery.

Ojca wspominam bardzo dobrze, nigdy nie widziałam go pijanego, nie przeklinał, był lubiany i szanowany. Nie kłócił się z mamą i długo jeszcze po ich rozwodzie nie mogłam pojąć (zrozumieć), dlaczego się rozeszli. To była piękna para.

Patrzę na jedno z ich ostatnich wspólnych zdjęć – „ Z Jankiem, marzec 67”. On w mundurze, w oficerskiej czapce, w miarę wysoki, wyprostowany, taki twardy żołnierz, mama – delikatna, elegancka, w fioletowym płaszczu na jeden guzik, buciki na obcasie, w ręku mała torebeczka - imitacja wężowej skórki. Paryżanka. Stoją przed naszym blokiem, na tle lawendowego ogródka. Zdjęcie jest czarno-białe, ale mam do dzisiaj w pamięci kolor każdego jej sweterka, każdej spódniczki, każdej apaszki czy kapelusza. Mama była po prostu lawendowa.

 

Po rozwodzie rodziców musiałyśmy opuścić nasze mieszkanie i lawendowy ogródek. Ojciec wyprowadził się na tak zwane Lotnisko, do kawalerki, ja z mamą dostałyśmy pokój z kuchnią na osiedlu o pięknej nazwie Leśne. Pamiętam, gdy pierwszy raz poszłyśmy do nowego mieszkania na trzecim piętrze i mama otworzyła drzwi do pustego pokoju, który cały zalany był fioletowym światłem neonu z naprzeciwka. Wyglądał bajkowo, bardzo nam się spodobał i wtedy mama powiedziała przez łzy: „Widzisz Basiu, mamy znowu naszą lawendę”.

 

Wracam myślami do tych nastoletnich lat na Leśnym i uśmiecham się sama do siebie. To był okres nawiązywania pierwszych i najważniejszych przyjaźni, które do dziś mają wpływ na moje życie. To one zapoczątkowały fascynację muzyką Niemena, Janis Joplin, grupą SBB czy Breakout. Odkrywanie poezji Szymborskiej, zakazane czytanie książek pod kołdrą (bo psujesz oczy!) pierwsze randki i pierwsze dyskoteki, na których szaleliśmy do późnych godzin wieczornych.

 

Mama w tym czasie dyktowała modę na osiedlu. Pamiętam, jak pierwszy raz założyła taką podpinkę ze sztucznego misia, która była częścią polowego munduru wojskowego i potem całe osiedle, (gdyż większość to były rodziny wojskowych) starsi i młodsi, zasuwali w tych miśkowatych kamizelkach na wierzchu.

 

Są też i koszmarne wspomnienia, chociażby te z wojskowej stołówki. Mamę nie było stać na wykupienie dwóch obiadów, dlatego przychodziłam na salę a ona prosiła o drugi talerz i przekładała mi ze swojej porcji trochę mięsa i ziemniaków. Zupa była nielimitowana. Strasznie się wstydziłam tego drugiego talerza i tej biedy, chyba przez to do dziś jem okropnie szybko i nerwowo. Ale takie były wtedy niepojęte czasy, choć mam świadomość, że wiele rodzin żyje tak do dziś.

 

Mama urządziła nasze mieszkanko skromnie, ale ze smakiem. Dominował delikatny fiolet
i wrzos. Bez przerwy zmieniała położenie poduszek na wersalce, upinała od nowa zasłony, przestawiała kwiaty. Na centralnym miejscu, na parapecie w pokoju, stały doniczki z lawendą. Ich zapach już do końca moich dni będzie mi się kojarzył z domem rodzinnym.

 

 

Patrzę na zdjęcie z tamtych lat. Jesteśmy obie w parku, ozdobionym wysokimi sosnowymi drzewami. Mama w fioletowej kurteczce z fantazyjnie wywiniętym szalikiem, ja ubrana we wrzosowy sweterek i plisowaną białą spódniczkę przed kolano. Trzymamy w rękach jesienne liście. Kto nam zrobił to zdjęcie, nie mam pojęcia. Może moja koleżanka licealna, może jakaś przyjaciółka mamy? Odwracam fotografię na drugą stronę i czytam: „Z Basią, wrzesień 1970 rok”.

 

Jedno zdarzenie znowu powraca natrętnym wspomnieniem. Na lekcję matematyki trzeba było wykonać model sześcianu. Co mnie podkusiło, że nie robiłam z papieru, tylko z drutu, który oczywiście trzeba było lutować. Razem z Irenką, koleżanką z klasy, trudziłyśmy się tym do późnej nocy, a metalowe krawędzie wcale nie chciały się złączyć. Ale pewnie to wtedy tak spodobało mi się to majsterkowanie, że wybrałam później studia techniczne, na całkowicie męskim wydziale elektrotechnicznym. W każdym razie sześcian wyszedł nieco pokracznie i dostałyśmy po czwórce, co odebrałam jako wyjątkową, dziejową niesprawiedliwość. Nasza pani od matematyki w ogóle była osobliwa nie tylko z powodu tych pomysłowych zadań domowych. Raz pamiętam, jak nam opowiadała, że w domu nie miała pianina i żeby przygotować się na lekcje muzyki, ćwiczyła na rozłożonym kartonowym prostokącie z wyrysowaną klawiaturą. Widzę ją ciągle, jak stoi w trapezowej spódnicy za kolano i wyciągniętym wełnianym swetrze na tle czarnego prostokąta tablicy. Nikt w klasie nawet nie próbował się śmiać, chociaż po latach to wspomnienie robi na mnie wrażenie nieco kabaretowe (absurdalne).

 

Kolejne zdjęcie – mój ślub cywilny. Mam na sobie lawendową sukienkę z paskiem w talii, toczek z woalką i bukiet lawendy w ręku. Jarek w zwyczajnym, ciemnym garniturze. Jacy jesteśmy piękni na tym zdjęciu! Fotograf uchwycił nas w momencie, gdy wchodzimy do Sali Ślubów. Z tyłu, mamy ręką dopisane – „Kraków, sierpień 1979 rok”.

 

Przewracam kartki albumu, kolejne zdjęcia i kolejne lata mojego życia – przyjście na świat córki, później rozstanie z Jarkiem, samotny rok i spotkanie z Marcinem. Narodziny synów, zmiana mieszkania na większe, praca zawodowa oraz śmieszne rysunki Marcina, dotyczące mojej osoby. Lata szczęśliwe i smutniejsze, uwiecznione na kliszy aparatu. Mama, krzątająca się w mojej kuchni – bo dzieciom trzeba pomagać. Kolejna wigilia w naszym mieszkaniu, jeszcze z teściami, mamą i jej drugim mężem. Potem następne, ale już bez teściowej, ludzie odchodzą z moich fotografii prawie każdego roku. Na ostatnim zdjęciu nie ma także i mamy. Ale za to przy stole siedzi moja mała wnuczka, córka z zięciem i synowie ze swoimi dziewczynami. Grudzień 2009.

Zamykam stary album. Dziś pojadę na cmentarz, na grób mamy. Od dziecka lubię odwiedzać cmentarze. Będąc mała, zawsze chodziłam po cmentarnych alejkach i czytałam nagrobne sentencje, chciwie wpatrując się w przytwierdzone do marmuru owalne fotografie. Ciekawie spoglądałam na ludzi, których nigdy wcześniej nie znałam i których nigdy nie zobaczę. To takie straszne ale zarazem wciągające (ekscytujące).

Zapalę lampki, postawię doniczkę z lawendą, kupioną wczoraj z myślą o mamie. Zapach fioletowych kwiatków rozniesie się po całej okolicy, razem z zapachem stearyny, przypalonych gałązek jodły i wieczornej mgły, zwiastującej chłodną pogodę na kolejny dzień do przeżycia. Dobrze, że jest do kogo wracać.

 

Kraków 8.12.2014 r.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
palenieszkodzi · dnia 14.12.2014 12:39 · Czytań: 744 · Średnia ocena: 4,8 · Komentarzy: 26
Inne artykuły tego autora:
Komentarze
Dobra Cobra dnia 14.12.2014 13:05 Ocena: Bardzo dobre
Pięknie nostalgiczna opowieść o tym, że zawsze mamy do kogo/do czego wracać.


Miła palenieszkodzi,

Takie wspommnenia są bezcennymi! Dziękuję, że zechciałaś je opublikować na PP. Sczególnie na przednówku równonocy.


Pozdrawiam i do następnego,

DoCo
euterpe dnia 14.12.2014 13:30 Ocena: Bardzo dobre
Lawenda w tym opowiadaniu towarzyszy każdej chwili i emocji. Widnieje na ścianie, w ogródku, w doniczce na oknie, na sukience i w bukiecie, na koniec także grobie. Proza życia.
Pozdrawiam serdecznie,
Ewa
palenieszkodzi dnia 14.12.2014 14:06
Dziękuję Ci DoCo za wizytę i komentarz. Byłeś pierwszy i zostawiłeś mi piękne słowa. Cieszę się, że moja nostalgia udzieliła się i Tobie. T prawda, jeżeli ma się do kogo/czego wracać, człowiek czuje się szczęśliwy i potrzebny.

Witam Euterpe, bardzo Ci dziękuję, że znalazłaś czas pomimo uszkowego konkursu :-), którym wszyscy jesteśmy zajęci i podekscytowani. To prawda, lawenda spina mój tekst w całość, ale to nie ona jest w nim najważniejsza. Był to wymóg konkursu, do którego się dostosowałam. Najważniejsze pozostają dla mnie emocje, jakie chciałam przekazać za pomocą opowiadania. Wydaje mi się, że i Ty podobnie rozumiesz ten tekst, pozdrawiam
palcia:)
ghost--writer dnia 14.12.2014 14:24 Ocena: Świetne!
Kurczę, chciałbym coś napisać,lecz całkiem dosłownie mnie zamurowało.
Być może później będę w stanie się wypowiedzieć. Coś pięknego. Bardzo podoba mi się Twój sposób opowiadania
palenieszkodzi dnia 14.12.2014 14:48
O, witaj ghost-writer u mnie :-).
Jakże mi miło było Cię zamurować ;p. Naprawdę, Twój komentarz strasznie mnie wbił w dumę i ucieszył. Jeżeli jeszcze coś przyjdzie Ci do głowy, koniecznie napisz!

Szkoda mi bardzo, że poległam w konkursie Sofy, bo powiem szczerze, liczyłam na więcej :(.
Za to w niezłym towarzystwie ;p.

Jeszcze raz dzięki za Twoje miłe słowa!
palcia:)

Modlę się tylko, aby nie wpadł sergiusz ;p
euterpe dnia 14.12.2014 14:56 Ocena: Bardzo dobre
A sprawdzałaś Palciu, czy mieścisz się w 2,5 tys. znaków ze spacjami, bo na moje oko, jest chyba więcej? Może tylko o to chodziło, jeśli tak?:)
Pozdrawiam serdecznie,
Ewa
palenieszkodzi dnia 14.12.2014 15:02
Euterpe! Ano nie, pierwsze słyszę :(.
Tym lepiej się w takim razie poczułam, bo wydawało mi się, że mi nieźle to opowiadanko poszło. Może nie doczytałam regulaminu... No cóż, to se ne wrati :-).

Dzięki za zwrócenie uwagi na istotny szczegół. Na koniec powiem Ci, że już raz miałam podobny wypadek tu na portalu, ale Redakcja była na tyle pomocna, że zwrócono mi uwagę i szybko poprawiłam. Sofa się nie odezwała (o ile to był powód);p
Pozdrawia
palcia :-)
Krystyna Habrat dnia 14.12.2014 17:20 Ocena: Świetne!
Sprawdzam raz jeszcze: tak prawie takie same zabawy bywały na naszym podwórku, to jest na dworze, jak się u nas mówiło. Była jeszcze gra w klasy i piłką o ścianę w dziesiątki. I skoki z budy, czyli dwumetrowej komórki na narzędzia w ogródku sąsiadów, póki bacia Pikusiowa (od ich psa Pikusia) nie wybiegła z domu. Tylko w ogródku pod oknem bloku, a każda z dwunastu rodzin miała dwa małe ogródki, rosły już inne kwiatki, jako, że nasze miasto zostało wydarte puszczy, gdzie koło sosen był lotny, pustynny, piasek. Nie znałam lawendy, a niezapominajki i przetacznik, zwany "żabie oczka" widywałam tylko gdzieś daleko nad wodą. Ale moja mama też patrzyła z okna parteru na swój ogródek z kwiatkami, bo drugi był warzywny - fasolka szparagowa, pomidory...
Chwyta za serce taki tekst, gdzie można się poczuć, jakby się wróciło do własnych wspomnień, własnych miejsc, z podobną kokardą na głowie i podobnym stylem spędzania czasu na dworze.
Twoją opowieść chwyta się wszystkimi zmysłami, bo przyciągają zapachy, barwy, ale też całe ciało zdaje się prężyć do strojów, jakie za przykładem twojej wytwornej mamy, by się założyło. I nogi prostują się do paradnych marszów, gdy o wojsku mowa. Ale serce jęczy, gdy dowiaduje się o jednym i drugim rozstaniu, a potem corocznym ubywaniu kogoś z rodzinnego zdjęcia. Ludzi też pokazujesz z wielką sympatią.
Lubię taką prozę, bo czytając, czuję się swojsko, i z rozmarzeniem łykam całą zawartą tu urodę życia. Taki balsam dla duszy, choć nie zawsze była to sielanka, jak to w życiu. Chyba wszystkim potrzeba takiej afirmacji życia i życzliwości wobec ludzi.
palenieszkodzi dnia 14.12.2014 18:01
Krysiu!
Dziękuję Ci serdecznie za przybycie i pozostawienie komentarza, w którym jest co czytać! Opisałam w nim trochę własnego życia, ale całościowo tekst jest fabularyzowany. Moja mamusia dalej żyje i cieszy się dobrym zdrowiem :-). Nie będę wyjawiać, które fragmenty opisują moje własne losy, zresztą na pewno czytelnik nie na to czeka. Ale włożyłam w powyższe opowiadanie sporo prawdy i serca, o czym zapewniam ja,
palcia:)
Zurbanizowany dnia 14.12.2014 20:18 Ocena: Świetne!
Witaj

Czytałem zafascynowany całą opowieść od początku do ostatniej litery. Jest tak pięknie namalowana, że trudno było się oderwać od zapachu tych małych niepozornych kwiatków. Spokojny, leniwy sposób narracji, trzymał mnie w uścisku bez wysiłku cały czas, pobudzając zmysły do intensywnej i przyjemnej pracy. Lubię takie nastrojowe teksty, może dlatego, że sam jestem zafascynowany tamtymi, dawnymi latami. Jest w nich jakiś urok, sepia i właśnie… zapach lawendy.
Pozdrawiam serdecznie.
palenieszkodzi dnia 14.12.2014 20:29
Zurbanizowany! Witam , chyba pierwszy raz u mnie? Tym milej więc:-) Dziękuję za śliczny komentarz oraz wysoką ocenę. Myślę, że osoby, których życie choć troszkę zahaczyło o takie dzieje, jakie toczą się w moim opowiadanku, najsilniej przeżywają tekst. Do takich właśnie osób należysz i Ty. Jeszcze raz dziękuję za ciepłe słowa, co napisała ogrzana całkiem (słowami) ;p
palcia:)
Miroslaw Sliwa dnia 15.12.2014 00:22 Ocena: Świetne!
Ok. Lawendy lawendami, ale to wspomnienie jest po prostu piękne. I dobrze, że takie historie przechowają się na jakichś tam serwerach na wieki wieków amen.
Były lata 60. Byłem dzieciakiem wtedy, ale pamiętam, że wiosną matka, szczególnie wieczorami tkwiła w oknie i chłonęła zapach maciejki z przyblokowego ogródka. Czasami przyklękałem na taborecie obok niej i razem się tym pięknym zapachem rozkoszowaliśmy. Nigdy tego nie zapomnę.
Dzięki koleżanko za to piękne wspomnienie.
Pozdrawiam serdecznie. :)
Hedwig dnia 15.12.2014 07:07 Ocena: Świetne!
Pięknie to napisałaś. Wzruszyłam się, bo w całej tej "bajce" znalazłam fragmenty swojego życia a przede wszystkim swoją Mamę, której już tylko zapalam lampki.
Oceniam najwyżej i serdecznie Cię pozdrawiam :)
Krystyna Habrat dnia 15.12.2014 11:01 Ocena: Świetne!
To lepiej, że mama cieszy się nadal dobrym zdrowiem, bo przyznam, że tak weszłam w nastrój twojej opowieści, że wszystko stało się jak żywe. Jakbym weszła w ten świat lawendowy. To dobrze świadczy o twojej umiejętności zasugerowania czytelnikowi świata, jaki stworzyłaś. Chętnie bym poczytała taką powieść.
Pozdrawiam.
palenieszkodzi dnia 15.12.2014 23:30
Mirek, Hedwig i Krysia Habrat, bo w takiej Was widzę kolejności, dziękuję za ciepłe przyjęcie "Albumu". Jest mi niezmiernie miło, że spodobało się moje opowiadanie a przede wszystkim, że każde z Was znalazło w nim cząstkę samego siebie, swoich bliskich...

Hedwig i Krysia, nie ukrywam, że i Wasze oceny są dla mnie najwyższą nagrodą za twórcze starania. Czuję się wyróżniona, co zawsze bywa wielce przyjemne! Ślę pozdrowienia, szczęśliwa
palcia:)
VoodooChild dnia 16.12.2014 22:03 Ocena: Świetne!
WoW. Niesamowity klimat, ta nostalgia mmm. :D Strasznie dobrze się czyta. Z zaciekawieniem aż do ostatniego zdania. Cóż mogę dodać. Przyjemne jak zapach lawendy :)
palenieszkodzi dnia 16.12.2014 23:41
Voodoo dziecko, dziękuję za wizytę :-). Nie wiem, ile lat masz, ale ten kawałek to już taki dla "starszeństwa", bo młodzi jeszcze do wspomnień nie muszą powracać. Więc może jesteś co najmniej w wieku, który tego roku osiągnąłby Jimi H.:p. Ha! Pewnikiem tak ;). Tym mocniej dziękuję za najwyższą ocenę, jaką dostałam od Ciebie i teraz moje opowiadanko może już mieć na świadectwie czerwony pasek (4,75) , co z zachwytem zauważyła
palcia:)
Wasinka dnia 17.12.2014 09:06
Wspomnienia zawsze mają swój niepowtarzalny urok, człowiek wchodzi w czyjeś serce/umysł i patrzy cudzymi oczami (choć poprzez własne); nakładają się więc emocje i wspomnienia narratora i czytającego, tworząc niejako kolejną opowieść.
Lubię, gdy w opowieściach przeplata się określony motyw (tutaj było to poniekąd założenie konkursowe), nadaje to historiom dodatkowego czaru.
Z przyjemnością czytałam i wchodziłam w lawendowy świat bohaterki, choć gdzieniegdzie można by pogrzebać.
Ostatnie zdanie ma w sobie moc, chociaż ja w pierwszym odruchu pomyślałam, że "jest do kogo wracać" oznacza wracanie na cmentarz, do tych zmarłych bliskich (lub nie). I to wydało mi się dość mocną i smutną w zasadzie puentą. Tobie jednak chyba chodziło o dom w sensie "normalnego" domu :-)

Co do konkursu - tak, przekroczyłaś bardzo mocno liczbę znaków. Szkoda.


Pozdrawiam z uśmiechem.
palenieszkodzi dnia 18.12.2014 16:06
Wasinko!
Dziękuję za wizytę i komentarz. Rzeczywiście, ostatnie zdanie dotyczyło tych, którzy w dalszym ciągu tworzyli rodzinę bohaterki. Cieszą mnie Twe słowa, ze czytanie mojego opowiadanka sprawiło Ci przyjemność - nic słodszego nie ma dla autora, jak takie wyznanie.

Przez własną nieuwagę przekroczyłam ilość dozwolonych znaków w regulaminie, no cóż, trudno. A jednak mam trochę żalu do Sofy, że nie dała mi żadnego ostrzeżenia. W moim przekonaniu tekst był tego wart, co zauważyła
palcia:)
al-szamanka dnia 18.12.2014 19:04 Ocena: Świetne!
No i pachnie mi tą lawendą :)
Już od wczoraj, kiedy to po raz pierwszy przeczytałam Twój tekst i byłam pod wrażeniem.
Dzisiaj musiałam powtórzyć smakowanie w poszczególnych akapitach.
Buszowałam w nich niczym pazerna pszczoła ;)
Uwielbiam wspominki.
A Twoje, obojętnie czy wyobrażone, czy po części prawdziwe, mają tak cudny, nostalgiczny klimat, że jeszcze nie raz do nich wrócę.
Co mnie wyjątkowo urzekło?
Sprawne pióro, pomysł i ta niezwykła swojskość, dzięki której nie tylko tekst czytałam, ale jednocześnie w nim byłam.
Piękna opowieść.

Pozdrawiam :)
Ania B. dnia 18.12.2014 19:42
Generalnie nie toleruję ckliwości, maślanych oczu i taniej empatii... Jednak w Twoim przekazie niczego takiego nie ma, co mogłoby obrazić moje wysublimowane, być może, upodobania! Piękna opowieść autobiograficzna świadcząca o Twojej wrażliwości. Gratuluję! Bardzo to wszystko do mnie przemawia! Też chcę, kiedyś, napisać o swoich rodzicach coś równie pięknego....
palenieszkodzi dnia 19.12.2014 10:52
Witam Cię al-szamanko! Jakże pięknie mi się czyta ten Twój wpis, jak miło i ciepło się robi autorce:). Dziękuję Ci za to a także za wysoką ocenę.
Wiele osób docieka, czy wspomnienia w Albumie to tylko fikcja literacka czy coś więcej. Autor nie chce się obnażyć całkowicie, dlatego ostrożnie dodaje - częściowo fikcja;p. I niech tak już zostanie :-). Jeszcze raz dziękuję Ci za piękny komentarz.

Aniu B.
- jak to fajnie ujęłaś w ostatnim zdaniu

Ania B. napisała:
Też chcę, kiedyś, napisać o swoich rodzicach coś równie pięknego....


aż się wzruszyłam. Dziękuję za odwiedziny i Twoją ciekawą impresję na temat Albumu. Pozdrawiam!
palcia:)
jasna69 dnia 28.12.2014 16:01
Ależ piękną podróż sobie zafundowałam, zaglądając do Twojego albumu. Mogę tylko podziękować Ci, że zechciałaś uchylić jego wieka. Cudne jest pisanie przesiąknięte wystudzonymi, a jednak wciąż żywymi wspomnieniami.
Przeuroczy tekst, jestem pod wrażeniem.

Pozdrawiam osnuta zapachem lawendy
palenieszkodzi dnia 30.12.2014 17:09
Hej jasna69! Co za uroczy komentarz, autorka aż rośnie! Dziękuję, że zajrzałaś i zostawiłaś te miłe słowa, pozdrawiam Cię noworocznie i zapraszam do innych tekstów :-)
palunia:)
skroplami dnia 04.01.2015 10:48 Ocena: Świetne!
"palenieszkodzi" jest dobre :):).

----------------------------------------------------------------------
Krótkie zdawkowe komentarze nie dają autorowi szansy na rozwój. Nie wolno zapominać jak cenna jest dla kształtującego się pisarza każda konkretna uwaga.

6.6 Komentarz powinien być tak rozbudowany, aby autor domyślił się, co przeszkadzało lub podobało się komentującemu.

przyp.red.BB
palenieszkodzi dnia 04.01.2015 22:08
Skroplami, Twój komentarz niewiele mi powiedział, co sądzisz o moim opowiadaniu. Może komentator dorzuci coś więcej ?;p (oprócz fajnej ocenki) ;p
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
voytek72
15/09/2019 19:08
Madawydar - podziękowania za wizytę i opinię :) »
AntoniGrycuk
15/09/2019 18:46
Tak, zaduma spowodowana śmiercią... Ja wiem jedno, co… »
mike17
15/09/2019 18:32
Bardzo mi się podoba, Edyto, naprawdę jest tu lekkość i… »
mike17
15/09/2019 18:14
Bardzo trafne spostrzeżenie, Yaro, zgadzam się w zupełności.… »
mike17
15/09/2019 18:05
Rafi, ciekawy ten Twój wiersz :) Zgrabnie dobierasz słowa i… »
Dobra Cobra
15/09/2019 16:35
A Ty, Ty... Kasia z bliska, Jakie interesujące tematy… »
Dobra Cobra
15/09/2019 16:29
Nooo, jakie doświadczenie przez piszącą przemawia.… »
Kamila N
15/09/2019 14:56
O ile dwa pierwsze postulaty dotyczą samej osoby mówiącej, o… »
Marek Adam Grabowski
15/09/2019 14:48
Dzięki za przeczytanie. Ująłeś sedno; moja twórczość to… »
Kapelusznik
15/09/2019 14:34
"Nie miałam" - chyba ... HA HA HA HA HA HA… »
Kapelusznik
15/09/2019 14:23
XD XD XD Może tak może nie Podobno wszystko jest możliwe »
StalowyKruk
15/09/2019 14:14
Taka nazwa dla książki z "elfami, smokami itd."… »
Kapelusznik
15/09/2019 11:26
Eagle - Adler było zamierzone :) Imperium Feniksa wzoruję… »
Kazjuno
15/09/2019 09:24
Otóż Kapeluszniku. Nie trzeba być poliglotą , by wiedzieć,… »
bruliben
15/09/2019 00:48
Wiersz operując obrazami - opisy w nawiasach - przywiódł na… »
ShoutBox
  • mike17
  • 15/09/2019 14:25
  • Siemanko, Krzyśku :)
  • bruliben
  • 15/09/2019 00:24
  • Chciałem tam napisać, że filmy są godne polecenia :)
  • bruliben
  • 15/09/2019 00:21
  • A propos kina dzieci w Muranowie dobiega końca przegląd kina izraelskiego. Jutro ostatni dzień. Po tym co zobaczyłem do tej pory mogę z czystym sumieniem produkcje festiwalu.
  • leskos
  • 11/09/2019 12:09
  • Dzień dobry :)
  • mike17
  • 08/09/2019 20:36
  • Coca_monko, wiersz robi wielkie wrażenie. Jest głęboki i pełen treści. Nie pozostawia czytacza obojętnym. Jest bardzo treściwy i intymny. Uśmiecham się pod nosem, że ktoś umie pisać taką lirykę :)
Ostatnio widziani
Gości online:21
Najnowszy:agisimuh
Wspierają nas