Niestosowni - Miroslaw Sliwa
Proza » Obyczajowe » Niestosowni
A A A

                                                                        Niestosowni

 

            Lato 1979 roku. Wczoraj listonosz przyniósł mi powiadomienie z uczelni, że zdałem egzaminy i zostałem przyjęty na studia, a Małgorzata, trzy lata ode mnie młodsza, licealistka, zaledwie otrzymała promocję do II klasy.

            Od tygodnia spotykamy się i to niby tylko tak; kolega, koleżanka – koleżanka, kolega. Strasznie gorliwe jednak to koleżeństwo.

Spowiadamy się sobie romantycznie. Ona do mnie:

- Kocham Pawła, ale on na mnie w ogóle nie zwraca uwagi – Tak mówi, a wgapia się we mnie jak w milion dolarów. Ja do niej:

- Wiesz, jak brakuje mi Iwony? Byliśmy razem przez dwa lata i zostawiła mnie na miesiąc przed maturą.

- Głupia pinda – stwierdza z przekonaniem.

- Hm – chrząkam, bo nie wiem, co odpowiedzieć na takie dictum, a moja dłoń błądzi gdzieś w stronę dłoni Małgorzaty.

Głaszczą się paluszki. Jakoś tak same się głaszczą i słyszę wyszeptane:

- Nie. On jest bez sensu.

- Ona też jest bez sensu.

Siedzimy na murku obok „Merkurego”. Jest skwarne popołudnie. Pijemy colę i uśmiechamy się do siebie. Uśmiechamy się do siebie, a nasze aury aż się pożerają. A my nic, my tylko się uśmiechamy.

Wołają na nią Kiewe, pytam więc:

- Czemu Kiewe?

Trochę się w sobie zacina. Coś jakby wstyd.

- Aaa, to takie indiańskie imię.

Spoglądam w jej stronę z lekka zdziwiony. Ach! Co tam jednak! Przecież to tylko ksywka.

            Małgorzata jest szczupłą i dosyć wysoką brunetką. Trudno pozostać obojętnym na jej powab. Jest bardzo zgrabna. Orzechowe oczy zuchwale lustrują mijających nas ludzi. Chyba tym, z lekka bezczelnym wejrzeniem, zniechęca do siebie chłopaków z osiedla, choć większość z nich zwyczajnie ślini się na jej widok. Ma prosty, rzymski nos i pełne wargi, a włosy obcięte na „chłopaka” sterczą na jej ślicznej główce we wszystkie strony.

Stopy prowokują parą dziurawych tenisówek. Poza tym jej garderoba składa się z trochę obszarpanych i powycieranych, ściśle opinających smukłe uda dżinsów oraz niebieskiej koszulki na ramiączkach. Nie ma biustonosza. Średniej wielkości, kształtne i jędrne, piersi nęcą aby ich dotknąć… a gdzie tam dotknąć; wymiętosić, ile się da.

I takie to, około pięćdziesiąt kilogramów świeżusiej kobiecości, ustylizowanej na bardzo drogi, acz skancerowany znaczek pocztowy, siedzi na murku obok mnie i kusi.

            Opowiada mi o swoich wędrówkach po Tatrach, które zdążyła już schodzić wzdłuż i wszerz. Jest zakochana w muzyce The Beatles. Na swoim ZK 140 ma ponagrywane ich wszystkie albumy.

- Myślałem, że słuchasz Pistolsów.

- Lubię muzykę moich rodziców. Znasz „Groszki i róże” Ewy Demarczyk?

- Mam jej płytę. Świetna pieśniarka.

            Co za melanż! – myślę. Młodzieńcza arogancja przyprawiona romantyzmem z odrobiną szacunku dla upodobań starszych. Ta nadobna chłopczyca fascynuje mnie coraz bardziej.

- Małgorzata? Nigdy nie miałem okazji wysłuchać w całości „Białego albumu”.

Uśmiecha się filuternie.

- Jak będziesz miły, to może zaproszę cię do siebie.

- Tak? No to chodźmy do mnie. Posłuchamy „Red” King Crimson.

Taksuje mnie tym swoim łobuzerskim spojrzeniem z góry na dół czy może na odwrót, a potem nagle spuszcza wzrok.

- Mirek, ale ja nie rozumiem tej muzyki.

- Nie rozumiesz, bo jej nigdy nie słuchałaś – peroruję niczym belfer.

Kryguje się trochę przed starszym kolegą (ha, ha, ha, kolegą), ale mimo to szybko się zgadza:

- Chodźmy.

Dlaczegoś chcę być z nią jak najdłużej. Boże! Niech te chwile trwają całą wieczność.

            Leniwie człapiemy przez jar dzielący „Merkurego” i mój blok. Ani słowa jedynie spojrzenia i uśmiechy. Wspinamy się po schodach. Potem już tylko ulica, chodnik, czwarte piętro i będziemy kompletnie sami. Taki scenariusz się realizuje. Wtem…

            Jasna cholera!!! Aleśmy wyleźli. Na ławce przed wejściem do klatki schodowej siedzą sobie: mój przyjaciel Piotr, jego ukochana - Grażyna, i od trzech miesięcy skłócona ze mną moja miłość – Iwona. Noż by to! Nie mieli się kiedy pojawić! Gruba niestosowność, bardzo gruba. Tylko kto bardziej niestosowny; my czy oni? W każdym razie wszyscy jesteśmy zaskoczeni. Grażyna i Piotr pewno chcieli dobrze; przekonali Iwonę, ale to wszystko wyszło jakoś nie w porę, zupełnie nie w porę. Tak konstatuję na szybko.

            Piotr, to dosyć krępy blondyn średniego wzrostu, ubrany jak młody Amerykanin, ponieważ ma rodzinę w Zachodnich Niemczech.

Grażyna jest ładną brunetką o lekko kędzierzawych włosach, które falami spływają na jej delikatne ramiona. Wyróżnia się manierami młodej arystokratki, co w PRL–u trochę zadziwia. Poza tym jej wysmakowane fatałaszki są francuskie, bo ma rodzinę we Francji.

Iwona wreszcie; śliczna, drobna, lazurowooka blondyneczka, o zadartym trochę piegowatym nosku, szeroko rozstawionych kościach policzkowych i małych, ale pełnych ustach. Nie ma żadnej rodziny za granicą, a ubrana jest w sukienkę typu „mała czarna” (krój Coco Chanel) zadrukowaną, no a jakże, obliczami panów: Lennona, McCartney`a, Harrisona i Starra.

- Skąd ona taką świetną kieckę wytrzasnęła? – zważywszy na sytuację taka zupełnie nieakuratna myśl rozbłyska w mojej mózgownicy.

Stale jednak my kontra oni; jak w westernie.

            Na twarzy Małgorzaty dostrzegam rezygnację. Chciałeś Iwonki, to ją masz. A ja co? Co ze mną teraz? Oparta o barierkę schodów ze spuszczona głową, wygląda biedactwo jak półtora nieszczęścia.

A to mi się klęska urodzaju przytrafiła. Jednak nawet próżność i tak u mnie mizerna, pogubiła się w tym ambarasie.

- Idź do niej – wysmuca cichutko.

Nagle już wiem, co mam zrobić. - Nie wiem - jak, ale wiem - co.

- Czekaj tu na mnie. To nie potrwa długo. Poczekasz?

Przytakuje pokornie. Wygląda jak skrzywdzony urwis. Jakaż ona w tym piękna.

            Przechodzę przez ulicę, aż zdrętwiały od napięcia i hardego zdecydowania. Podchodzę do trojga na ławce. Spoglądają na mnie, na nią poza moimi ramionami z jakąś zgrozą w spojrzeniu, a ta zgroza przyprawiona jakby niesmakiem i przyganą. Zupełnie nie wiem, co mam powiedzieć, więc staję przed nimi i - w oczekiwaniu na dalszy rozwój wypadków, witam się prozaicznie:

- Cześć.

Ale to „cześć” brzmi jak „precz”.

W tym momencie Iwonie zupełnie puszczają nerwy, zrywa się z ławki, odwraca ode mnie głowę i zaczyna biec w stronę swojego domu. Opalone na złoty brąz nogi łyskają w promieniach słońca, a jej ramionami wstrząsa… chyba szloch. Grażyna chce biec za nią, ale Piotr ją wstrzymuje:

- Zostaw.

Są na mnie oburzeni, ale nic nie mówią, a ja, chociaż czuję się idiotycznie, to rad jestem, że stało się to, co chciałem, aby się stało.

- Przykro mi – mówię do nich i rozkładam ręce w geście bezradności, na co Piotr, milcząc, samą mimiką wyraża wobec mnie, delikatnie mówiąc, daleko idącą dezaprobatę.

Mam już tego dość.

- Przepraszam. Muszę iść.

Robię w tył zwrot i zdążam w stronę Małgorzaty. Mocno, bardzo mocno chwytam ją za rękę i szybko zbiegamy po schodach. Ona płacze i śmieje się równocześnie, a ja, jeszcze w roztrzęsieniu, które powoli zsuwa się ze mnie jak stary łach myślę: Nie. Już cię nie wypuszczę.

Znikamy przed spojrzeniami moich przyjaciół za załomem bloku, w którym mieszka Małgorzata i wpadamy w siebie jak dwie studnie jedna w drugą. My się nie całujemy, my się pochłaniamy. Jakiś mijający nas starszy mężczyzna spluwa na nasz widok. A niech sobie pluje. Jesteśmy niestosowni, ale szczęśliwi.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Miroslaw Sliwa · dnia 31.01.2015 00:51 · Czytań: 3071 · Średnia ocena: 4,71 · Komentarzy: 27
Komentarze
alea dnia 31.01.2015 02:34 Ocena: Świetne!
Podobało mi się bardzo. Jest późno, dawno po godzinie duchów, by jakieś uwagi sensowne pisać, a spać do tego idę...
Ale, cholera, naprawdę fajny kawałek. Zabawny, życiowy, i lekki i z napięciem zarazem.
Może później napiszę więcej, może nie, ale pierwsze wrażenie bardzo dobre!
Miroslaw Sliwa dnia 31.01.2015 13:24
Aleo, serdeczne dzięki za poświęcenie czasu na lekturę mojego tekstu, no i cieszę się, że Ci się spodobało.
Pozdrawiam. :)
euterpe dnia 31.01.2015 14:25 Ocena: Świetne!
Cytat:
Ale to „cześć” brzmi jak „precz”.

Świetny fr.
Ach, Mirku, Ty to potrafisz tak opowiadać o swoim życiu, że aż by się chciało, być jego świadkiem. Jestem oczarowana tą historią, choć nie zazdroszczę Iwonce, ale skoro się nie potrafili dogadać, to lepiej było zainwestować czas i uczucia dla kogoś, kto podzielał poglądy, myśli, pasje. Kimś takim, okazała się ponętna Małgosia i dzięki Bogu, choć niestosownie:)
A Ewa Demarczyk, to zawsze będzie dla mnie ideał piosenki aktorskiej, bo choć wydaje się za każdym razem taka sama - melancholijna, nieobecna, to w jej oczach ciągle te groszki i róże, pną się i pną po murze.
Pozdrawiam serdecznie,
Ewa
Miroslaw Sliwa dnia 31.01.2015 14:45
Dziękuję Ewciu za piękny komentarz.
Dawno temu próbowałem pisać z wyobraźni, ale widocznie brakuje mi talentu do wymyślania, bo zawsze te teksty wydawały mi się nieprawdziwe. Doszedłem w końcu do przekonania, że co ja tam będę wymyślał skoro samo życie dostarcza tyle materiału literackiego, że życia nie starczy aby to spisać.
Nie ma Ewo życiorysów banalnych są tylko losy nieodczytane, nieodkryte, a przygód życiowych lepiej się nie dopraszać, bo potrafią człowiekiem tak pozamiatać, że potem, często latami, nie można się pozbierać.
Życie w ogóle jest ciekawe i już.
Pozdrawiam z całego serca. :)
Mirek
euterpe dnia 31.01.2015 14:56 Ocena: Świetne!
Zgadzam się, życie to świetny materiał, ja jednak nie jestem jeszcze na tym etapie, by móc powiedzieć, że potrafię o swoim pisać. Chyba nie umiem się zdystansować, dlatego brzmi to jak wywody rozemocjonowanej panny. Mimo to, dalej próbuję, a nóż się uda :)
Pozdrawiam, a co mi tam, też z całego serca :D
Ewa
P.S. Rozochocona Twym opowiadaniem, znów zatopiłam się w oczach imienniczki :)
Krystyna Habrat dnia 31.01.2015 21:51
Zwrot: "wgapia się we mnie jak w milion dolarów." - to znak czasów, bardzo nowoczesne porównanie, na jakie chyba by nie wpadł poeta liryczny, ani autor piosenek typu "Ta ostatnia niedziela..."
Druga sprawa mnie zastanawia, że młody chłopak tak dokładnie potrafi zauważyć i opisać szczegóły garderoby dziewczyny, choć podobno mężczyźni tego nie zauważają. Będę musiała zmienić zdanie.
Piszesz bardzo sprawnie i nowocześnie. Chyba chodziło tu o wrażenia naskórkowe, emocje chwili, i to ci się udało. Można by tekst pogłębić, poczynając od informacji o wybranym kierunku studiów, uczelni, miasta, co bardziej by bohatera określiło poprzez jego zainteresowania, ale wtedy byłby to zupełnie inny temat. Tu zdaje się chodziło o stylizację na umysłowość współczesnych nastolatków. Ich życiową pustkę. Mały krąg zainteresowań: muzyka lżejszego nurtu, ciuchy, szybka miłość fizyczna.
Ja tak to odczytuję. Może się mylę.
Jednak jakieś niedopowiedzenia, ukryte tropy intrygują. Jak choćby ten z nickiem indiańskim dziewczyny.
Miroslaw Sliwa dnia 31.01.2015 22:51
Jesteś Krystyno bardzo wnikliwym czytelnikiem.
Rzeczywiście, koniec lat 70-tych, to już była "szybka" młodzież, ale tu chodziło o ukazanie emocji, które jakoś powoli się kumulowały między mną i Małgorzatą i pewno gdyby nie, to zupełnie nieoczekiwane spotkanie dojrzewałyby jeszcze jakiś czas. Wszystko zaczęło się w momencie kiedyśmy się "wynurzyli" z jaru; właściwie w tym tekście o ten moment, jakże kłopotliwy mi chodziło.
Te szczegóły dotyczące garderoby, no masz rację, one miały pokazać nas, wtedy młodych; jakoś nas scharakteryzować.
Przeczytałaś ten tekst bardzo dobrze, ale zawiódłbym się gdyby stało się inaczej.
Z jednym tylko się nie zgodzę, że muzyka Ewy Demarczyk i zespołu King Crimson to lżejszy nurt. Ale jak wiadomo de gustibus non disputandum est. :)
Bardzo Ci dziękuję za wnikliwy komentarz, to dla mnie jak zwykle bezcenne.
Pozdrawiam serdecznie. :)
Dobra Cobra dnia 01.02.2015 12:30 Ocena: Bardzo dobre
Piękna opowieść ze starych czasów, kiedy można było jedynie mieć ZK 140, Amatora, kasetowego Grundiga czy Philipsa!



Mirosławie!

Dobrą opowieść wysmażyłeś. I w jakiś sposób udała Ci się sztuka przedstawienia jej w sposób umiarkowany i bezpretensjonalny. Pięknie!

Szczególne brawa za podjęcie tego niemodnego może już dziś tematu - zycia w dawnych czasach, kiedy nie było wifi ani komputerów. A w tv były tylko dwa kanały (no czasem trzy, jak kto mieszkał w dużym mieście).

Ileż wtedy było emocji! Pierwsze podrygi miłości, pierwsze polucje, pierwsze nieśmiałe dotknięcia rąk między chłopcami i dziewczętami.

Choć niektóre dziewczęta były o wiele śmielsze od chłopców...

-------------------

Coś tam rzuciło mi się w dobrocobrowe oczęta:

Cytat:
Wczoraj listonosz przyniósł mi powiadomienie z uczelni, że zdałem egzaminy i zostałem przyjęty na studia, a Małgorzata, trzy lata ode mnie młodsza licealistka zaledwie otrzymała promocję do II klasy.
To jakieś strasznie niezgrabne i nieco łopatologiczne zdanie.

Cytat:
Pijemy Colę i uśmiechamy się do siebie.
Pijemy colę i uśmiechamy się do siebie.

Cytat:
a ubrana jest w sukienkę typu „mała czarna” (krój Coco Chanel)
Czy jako mężczyznie udawało Ci się kiedykowiek rozróżniać style sukienek i ich legendarne projektantki? Jeśli tak - to jesteś niesamowity koleś. Mi nigdy ta sztuka się nie udawała. Zresztą była niepotrzebną. Nie o to w miłości chodziło...

Cytat:
Skąd ona taką świetną kieckę wytrzasnęła? – zważywszy na sytuację taka zupełnie nieakuratna myśl rozbłyska w mojej mózgownicy.
- Skąd ona taką świetną kieckę wytrzasnęła? – zważywszy na sytuację taka zupełnie nieakuratna myśl rozbłyska w mojej mózgownicy.

---------

Genaralnie bardzo na tak. Opowiadanie jest bardzo dobre, gdyż zabiera nas w podróz najpiękniejszego okresu każdego człowieka - do jego czasów młodości. I za to Ci szczególnie dziękuję.


Pozdrawiam nasycony,

Dobra Cobra


(po pełnym podpisie można poznać, że mi sie podobało. Gdy jest tak sobie, podpisuję zazwyczaj: DoCo. A jak coś jest do bani - nie zostawiam w ogóle swojego śladu. Doceń!)
Miroslaw Sliwa dnia 01.02.2015 13:26
Dobra Cobro, doceniam i to bardzo. Dziękuję również za dobrą ocenę.

Miłość jest uczuciem uniwersalnym i dotyczy wszystkich ludzi wszystkich czasów, a otoczka tylko nadaje koloryt, jednak bez tego tła żadne dzieło sztuki nie zafunkcjonuje.

Zarówno Krystyna jak i Ty dziwicie się, że facet zwrócił uwagę na szczegóły ubioru, to teraz uważaj; w czasach, o których piszę para markowych dżinsów kosztowała jakieś 40% wypłaty górniczej (górnicy zarabiali wtedy naprawdę dobrze, jak na PRL, oczywiście). Myślisz, że nie pamiętam bojów z rodzicami o pieniądze na jakieś lepsze ciuchy. Pamiętam, bardzo dobrze pamiętam. Dziwisz się, że jak u dziewczyny dostrzegało się jakiś wystrzałowy ciuch, to też się to zauważało. Nie dziw się, bo ówczesna rzeczywistość była szara, brudna i byle jaka. Tak w ogóle to jestem w te klocki zupełnie przeciętnym przedstawicielem tej brzydszej połowy populacji ludzkiej.

To pierwsze zdanie chyba rzeczywiście mogłoby być lepsze, ale myślę, że tragedii nie ma.

Za zwrócenie uwagi na błędy dziękuję. Poprawki naniosę.

Jeszcze raz dzięki Dobra Cobro.

Pozdrawiam serdecznie. :)
LukaszPeee dnia 01.02.2015 20:24 Ocena: Bardzo dobre
Witam, małe uwagi. ale nie wszystkie, bo jednak narracja przysłoniła wszystko ;)

Cytat:
Wczoraj listonosz przyniósł mi powiadomienie z uczelni, że zdałem egzaminy i zostałem przyjęty na studia, a Małgorzata, trzy lata ode mnie młodsza licealistka zaledwie otrzymała promocję do II klasy.

Problematyczne to zaledwie
, a Małgorzata, trzy lata ode mnie młodsza licealistka, otrzymała zaledwie promocję do II klasy.
, a Małgorzata, zaledwie trzy lata ode mnie młodsza licealistka, otrzymała promocję do II klasy.

Cytat:
Chyba tym z lekka bezczelnym wejrzeniem zniechęca do siebie chłopaków z osiedla, choć większość z nich zwyczajnie ślini się na jej widok.

miedzy przecinki to trzeba wstawić

Cytat:
Średniej wielkości kształtne i jędrne piersi nęcą aby je dotknąć… a gdzie tam dotknąć; wymiętosić ile się da.

też, pomiędzy przecinki

Cytat:
- Cześć.
Ale to „cześć” brzmi jak „precz”.

Mistrzowskie. Jak wspomniałem, w czasie czytania historia była ważniejsza niż małe mankamenty interpunkcyjne. Muszę też powiedzieć, że jeden z powyższych komentarzy szczerze mnie rozbawił.
Pozdrawiam
Łukasz
palenieszkodzi dnia 01.02.2015 20:41
Fabuła 'Niestosownych" nie jest zbytnio oryginalna, więc nie powala. Ot, kłopoty pewnej pary, z której każde chodziło do tej pory z kimś innym.
Natomiast na pewno Autor dobrze napisał to opowiadanie, wstawił zgrabne dialogi, dobrał niemęczące opisy, nie wpakował dłużyzn.
I za to należy się Tobie, Mirosławie, pochwała, co zauważyła
palcia :)

P.S. Szkoda, że nie ma żadnego opisu wyglądu głównego bohatera :-)
blaszka dnia 01.02.2015 21:32
Jest coś intrygującego w Twoim stylu. Trudno mi to uchwycić, a jeszcze trudniej opisać słowami. To "coś" stanie się cechą charakterystyczną (jeśli będziesz pisał więcej tekstów ;), a Twoje opowiadania będą rozpoznawalne bez podpisu.
Dobra Wróżka Blaszka.
Miroslaw Sliwa dnia 01.02.2015 22:05
Łukaszu, dzięki za pomoc i dobrą ocenę. Poprawki naniosę. Cieszę się, że zauważyłeś ten tekścik.

Palciu, cóż, wiesz jak to z tymi fabułami jest; do rzadkości należą pomysły, które potrafią zadowolić wszystkich. Nie wymyśliłem sytuacji, przeżyłem ją. Dziękuję natomiast za docenienie mojego sposobu wypowiedzi.

Blaszko, to co napisałaś, to dla mnie absolutny komplement. Oczywiście, że stale będę pisał i publikował i ze wszech miar starał się będę nie zawieść jakże wymagających użytkowników PP.

Łukaszu, Palciu, Blaszko pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za pomoc, uwagę i lekturę. :)
Krystyna Habrat dnia 01.02.2015 22:49
Rzeczywiście niezbyt precyzyjnie się wyraziłam o muzyce, bo Ewę Demarczyk miałam okazję poznać jeszcze zanim stała się ogromnie sławna na trochę nieformalnym pokazie. Stałam obok sceny. Ze 4 metry od niej. Jak zaczęła, wydało mi się, że mnie głosem przewróci. Wszyscy oniemieli. Śpiewała przedwojenny romans: "o mój wymarzony, o mój wytęskniony,/ czy ktoś kochał cię, jak ja...co w małym miasteczku/ za tobą wypłakał z oczy łzy" i piosenki z Piwnicy, Koniecznego. Już wtedy porażała talentem. Moja sugestia muzyczna wynikała z wyczytania czegoś między linijkami.
Dopiero dziś potrafię zwerbalizować to, co wskazywała mi intuicja. Chodzi o to, że choć doskonale pokazałeś zewnętrzność bohaterów poprzez ich zachowania oraz wygląd, zabrakło mi tu wnętrza. Nie chodzi o to, by ujawniali już wtedy subtelność intelektualną, bo ekstrawertycy zwykle "grają" na zewnętrzności i tacy pozostają. Ale, jak wyczytałam z twoich komentarzy, twój bohater wyrósł jednak na subtelnego prozaika, zamiłowanego w słowie pisanym, więc niemożliwe, by w okresie, kiedy w głowie, czy duszy młodziana buzują wzniosłe idee oraz nadmiar wzniosłych zainteresowań, ujawniał się jako powierzchowny chłopak, mający głównie instynkty biologiczne. Dlatego czegoś mi tu zabrało. Wiem, w tym wieku (lat 18-20) biologia bywa decydująca, ale...
Mirku, nie przejmuj się. Ze mnie po prostu wychodzi czasem teoretyk wychowania i wtedy nie widzę tekstu literackiego, ale postacie do naprawiania pedagogicznie. I to najlepiej świadczy o twoim tekście, że odebrałam go tak żywo. Pozdrawiam.
Miroslaw Sliwa dnia 01.02.2015 23:54
Ależ Ci zazdroszczę tego koncertu. Znam jej wszystkie piosenki, nawet te, które ukazały w rosyjskojęzycznej wersji (nigdzie tej płyty wtłoczonej przez "Miełodię" nie można dostać), znam więc i romans, który zacytowałaś.
Szczęściara z Ciebie.
Pozdrawiam serdecznie.
al-szamanka dnia 02.02.2015 14:47 Ocena: Świetne!
Cytat:
Pi­je­my colę i uśmie­cha­my się do sie­bie.

Oooo, ale mieli szczęście, ja w roku 1979 miałam dostęp tylko do pepsi... i to rzadko :D
Cytat:
ubra­ny jak młody Ame­ry­ka­nin(,) po­nie­waż ma ro­dzi­nę w Za­chod­nich Niem­czech.

Cytat:
na co Piotr(,) mil­cząc, samą mi­mi­ką

I to są jedyne uchybienia interpunkcji, których jestem pewna :)

A jeśli chodzi o opowiadanie.
Cóż, dla mnie wyjątkowo swojskie, tak było :)
Rozmowy na murku, albo na jakiejś odrapanej ławce w parku.
A wszystko było takie piękne, najważniejsze na świecie i można było się zakochać w ostatniej fajtłapie tylko dlatego, że na mnie spoglądał, gdy w tle leciała Yesterday:)
Ach, Mirku, przypomniałeś mi fajne, młode czasy, aż łezka się w oku zakręciła... i tak mi się westchnęło.
Bardzo sympatyczne czytanie :)

Pozdrawiam :)

Cytat:
Druga sprawa mnie zastanawia, że młody chłopak tak dokładnie potrafi zauważyć i opisać szczegóły garderoby dziewczyny, choć podobno mężczyźni tego nie zauważają. Będę musiała zmienić zdanie.

Oj, Krysiu, mnie to nie dziwi. Mój brat potrafił w tamtych czasach spojrzeć na dziewczynę zaledwie przez ułamek sekundy i już wiedział! I potrafił w szczegółach opowiedzieć, co na sobie miała.
Miroslaw Sliwa dnia 02.02.2015 15:07
Witaj Adonko. Dziękuję za lekturę, przychylną ocenę, pomoc i komentarz ciekawy.

Z tą colą to było tak; Jastrzębie leży na Śląsku, a Śląsk był oczkiem w głowie Gierka, więc w tej ogólnonarodowej "bidzie" myśmy tu mieli tyciu mniejszą "bidę".

Wiesz, pewno jeszcze za wcześnie na nasz fin de siecle, ale człowiek jednak staje się już coraz bardziej sentymentalny i czasami przed zaśnięciem, ni stąd ni zowąd potrafi mu przyjść do głowy takie wspomnienie.

Tą spostrzegawczością ubraniową to mnie chyba zamęczą. :) Czyżby to było takie niewiarygodne? A ja po prostu, naprawdę to pamiętam.

Cieszę się, że lektura tego mojego wspomnienia sprawiła Ci przyjemność.
Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam serdecznie. :)
Zurbanizowany dnia 02.02.2015 15:35 Ocena: Świetne!
Witaj, Mirosławie.

To były czasy! :) Fajny kawałek najlepszych lat młodości i dylematów, które wtedy człek miał, a były one najważniejsze na świecie. Żal tych, co nie mają takich wspomnień i nie mogą się nimi podzielić.

Cola była :), co prawda nie zawsze i nie wszędzie, ale była. Ta prawdziwa, w szklanych butelkach, a nie w plastikowym badziewiu. Myślę, że wtedy na prywatkach, w szkole i innych miejscach, gdzie się chodziło (bo tam trzeba było być!), był to napój, który każdy dzierżył w ręce jak jakiś znak. Magnetofony, gramofony i płyty zdobywane Bóg wie gdzie. Ech… A, jak już się je miało, oj, to był szpan. :)

Zabieraj nas częściej w takie sentymentalne podróże.

Pozdrawiam serdecznie.

Serg
Krystyna Habrat dnia 02.02.2015 16:06
Wreszcie powyżej uzupełniłam ostatecznie mój "wychowawczy" komentarz, gdzie przyznaję ci wygraną.
Miroslaw Sliwa dnia 02.02.2015 16:19
Witaj Serg. Cieszę się, że i Ciebie udało mi się zabrać w sentymentalną podróż. Pośród moich tekstów opublikowanych na PP jest kilka takich, które zahaczają o tamte czasy. Jakby co, to polecam. Jasne, że jeszcze niejednego tekściora w tym klimacie wysmażę Dziękuję za lekturę, ocenę i komentarz.

Krysiu, ja niczego nie wygrałem. A Ty wychowuj, bo dobrego wychowania nigdy dość. :)

Krysiu, Serg, pięknie dziękuję i pozdrawiam bardzo.

Mirek
mike17 dnia 02.02.2015 16:29 Ocena: Świetne!
Rzadko to mówię, ale dzięki wielkie, Mirku, za ten tekścior :)
Wiele mi przypomniał, wiele obrazów wróciło parę minut temu, gdy to czytałem, a to już tyle lat... początki lat 80. , fascynacja pierwszą dziewczyną, całusy w parku, kiedy nieporadni, uderzaliśmy się czasem zębami, nieśmiałe pieszczoty, wiersze, które jej pisałem, noce, kiedy nie mogłem zasnąć, pierwszy z nią papieros... i nic poza tym.
Nie ona uczyniła mnie mężczyzną, ale pamięć pierwszej ukochanej nigdy nie umiera.

I wybuch miłości do muzyki, zaczynałem od The Beatles i Elvisa, jako 13-latek nieźle grałem już na gitarze i basie, i popisywałem się "The house of the rising sun",co i dziś jest mega hiciorem.
A dziewczyny piszczały i świat był nasz!

W twoim opowiadaniu ujrzałem siebie.
Dokładnie i ze mną tak było.
Miłość była w nas, choć z początku nie wiedzieliśmy jak ja wyartykułować.
Teraz łapię się na tym, że bardziej pamiętam to, co było 30 lat temu niż miesiąc temu, nie rozumiem tego, ale tak jest - może działa tu prawo "pierwszych połączeń" jak określa to psychologia, i tego, co było pierwsze, nigdy się nie zapomni.

Bravissimo, Mirku :)
Miladora dnia 02.02.2015 16:48
Bardzo sympatyczny tekst, Mirku. :)
Mnie ujął głównie tym, że zdajesz się prowadzić narrację z nieustannym lekkim uśmiechem czającym się w kącikach ust – jakbyś obserwował wszystko, w tym i siebie, z pewnego dystansu, przymrużając jednocześnie oko. Lubię taki styl.
No i temat bliski, bo pamiętam te lata. Pamiętam też różnego rodzaju rozterki, jakie się wówczas przeżywało. Plastycznie to opisałeś.

A jeżeli pozwolisz, zostawię kilka uwag: :)

Cytat:
a Mał­go­rza­ta, trzy lata ode mnie młod­sza(,) li­ce­alist­ka za­le­d­wie(,) otrzy­ma­ła pro­mo­cję do II klasy.

Wiem, że z tym zdaniem były problemy, dlatego podsuwam interpunkcję, która rozjaśni zapis.
Cytat:
Ona do mnie:
- Ko­cham Pawła, ale on na mnie w ogóle nie zwra­ca uwagi(.) – (T)ak mówi, a wga­pia się

Tu proponuję kropkę i wielką literę, gdyż mimo "mówienia", jest to wtręt narratora.
Cytat:
- Wiesz(,) jak bra­ku­je mi Iwony?

Cytat:
bo nie wiem(,) co od­po­wie­dzieć na takie dic­tum

Cytat:
i uśmie­cha­my się do sie­bie. Uśmie­cha­my się do sie­bie, a nasze aury aż się po­że­ra­ją. A my nic, my tylko się uśmie­cha­my.

Trochę dużo tego - drugie uśmiechanie bym skróciła:
- i uśmie­cha­my się do sie­bie. Uśmie­cha­my, a nasze aury aż się po­że­ra­ją.
Zwróć uwagę na nadmiar "się". Może coś innego za "pożerają się"? Takiego bez "się"?
Mnie się nasuwa - a nasze aury szaleją.
Cytat:
z lekka bez­czel­nym, wej­rze­niem(,) zniechęca do siebie

Bez przecinka. Natomiast przecinek po "wejrzeniem".
Cytat:
Śred­niej wiel­ko­ści, kształt­ne i jędr­ne, pier­si nęcą aby je do­tknąć

- Śred­niej wiel­ko­ści, kształt­ne i jędr­ne pier­si nęcą, aby ich dotknąć...
Dotknąć - kogo/czego - stołu, ściany, lustra, piersi, czyli "ich".
Cytat:
wy­mię­to­sić(,) ile się da.

Cytat:
świe­żu­siej ko­bie­co­ści, usty­li­zo­wa­nej na bar­dzo

Bez przecinka.
Cytat:
na bar­dzo drogi(,) acz skan­ce­ro­wa­ny zna­czek pocz­to­wy,

Cytat:
Co za me­lanż! – myślę.

Dałabym kursywę.
Cytat:
(ha, ha, ha(,) ko­le­gą)

Cytat:
Ani słowa(,) tylko spoj­rze­nia i uśmie­chy.

Cytat:
Potem już tylko ulica,

Żeby ominąć powtórzenie, dałabym - jedynie spojrzenia i uśmiechy.
Cytat:
jego uko­cha­na - Gra­ży­na(,) i od trzech mie­się­cy

Cytat:
co w PRL – u tro­chę za­dzi­wia

- w PRL-u -
Cytat:
la­zu­ro­wo­oka blon­dy­necz­ka, o za­dar­tym

Bez przecinka.
Cytat:
- Skąd ona taką świet­ną kiec­kę wy­trza­snę­ła? – zwa­żyw­szy na sy­tu­ację(,) taka zu­peł­nie

Bez dywizu na początku i konsekwentnie kursywa, bo to myśli.
Cytat:
„Chcia­łeś Iwon­ki, to ją masz. A ja co? Co ze mną teraz?”

Dałabym kursywę bez cudzysłowu, bo bohater odczytuje jej myśli.
Cytat:
Opar­ta o ba­rier­kę scho­dów(,) ze spusz­czo­na głową,

Cytat:
Jed­nak nawet próż­ność(,) i tak u mnie mi­zer­na(,) po­gu­bi­ła się

Cytat:
Nagle już wiem(,) co mam zro­bić. Nie wiem; jak?, ale wiem; co?

- Nie wiem - jak, ale wiem - co.
Cytat:
Zu­peł­nie nie wiem(,) co mam po­wie­dzieć,

Cytat:
staję przed nimi i (-) w ocze­ki­wa­niu na dal­szy roz­wój wy­pad­ków(,) witam się pro­za­icz­nie:

Cytat:
a ja(,) cho­ciaż czuję się idio­tycz­nie, to rad je­stem

Cytat:
się to, co chcia­łem(,) aby się stało.

Cytat:
a ja(,) jesz­cze w roz­trzę­sie­niu, które po­wo­li zsuwa się ze mnie jak stary łach(,) myślę: „Nie. Już cię nie wy­pusz­czę”.

Bez cudzysłowu - kursywa.
Cytat:
i wpa­da­my w sie­bie jak dwie stud­nie jedna w drugą.

Zbędne dopowiedzenie. Bez tego zdanie brzmi ciekawiej.
Cytat:
Jakiś star­szy, mi­ja­ją­cy nas męż­czy­zna splu­wa na nasz widok.

A w innym szyku?
- Jakiś mijający nas starszy mężczyzna spluwa na ten widok.

Takie to były czasy. :)
Mnie podobny facet zrobił awanturę w tramwaju, że mam spódniczkę przed kolana.

Mam nadzieję, że teraz już nie będzie wątpliwości, co i gdzie należy postawić.
Ale to tylko kosmetyka, Mirku, bo tekst jest sprawnie napisany i bardzo miło się go czyta. :)

Dobrego dnia :)

PS. Nie przyszłam dlatego, że byłeś u mnie, bo zamierzałam to zrobić znacznie wcześniej, gdyż wciągnęło mnie Twoje opowiadanie.
Miroslaw Sliwa dnia 02.02.2015 17:00
Dzięki Michale. Może i robimy się sentymentalni, ale czy to coś złego? A powiedz mi, co przebije rock`n`rolla?

Byliśmy "czułymi barbarzyńcami" jak pisał pan Hrabal i chyba takimi pozostaliśmy. I dobrze.
Fajnie, że przypomniałeś "Dom wschodzącego słońca". Zaraz sobie posłucham.

Też tak mam, że lepiej pamiętam czasy dosyć odległe od tych niedawno minionych, ale jechał to sęk; przyjmuję to jako coś naturalnego. Przynajmniej ciekawe teksty wychodzą. :)

Michał, jeszcze raz dziękuję za poczytanie i tak bardzo przychylną ocenę. Wiem, że za darmo tego nie dajesz.

Pozdrawiam i czekam na Twój kolejny tekst. Póki co od czasu do czasu zaglądam do tych, które wcześniej opublikowałeś.

Trzymaj się. :)

Milu, jakże się cieszę, że przyłożyłaś swoją redaktorską dłoń do mojego tekstu. To będzie drugi, który, nareszcie przybierze kształt jaki Pan Bóg przykazał (wcześniej redaktorzy z Sofy wzięli na stół operacyjny "Czerwone maki...";).

No i proszę, jaka z nas, tutaj uczuciowa wiara. Muszę Ci powiedzieć, że aktualnie jestem w takim stanie ducha, że współczesność bardzo mnie mierzi.
Piszę teraz esej o przydrożnych krzyżach i nic mnie nie obchodzi czy temat kogoś zajmie czy nie. Mnie to bierze i już.

Milu, bardzo się cieszę, że tu do mnie zajrzałaś. Dziękuję również za dobrą opinię o moim tekście.

Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i wszystkiego dobrego życzę.
Trzymaj się ciepło.:)
Mirek
mike17 dnia 02.02.2015 17:29 Ocena: Świetne!
Miroslaw Sliwa napisał/a:
Może i robimy się sentymentalni, ale czy to coś złego?

Tak, Mirku, pielęgnujmy nasz sentymentalizm, bo miłość do wspomnień to jedno z najpiękniejszych uczuć :)

Tu specjalnie dla Ciebie Bogowie Gitary, obok The Shadows, grają cover ulubionego hiciora :

https://www.youtube.com/watch?v=mXmwA_kOhw8

Miroslaw Sliwa napisał/a:
Pozdrawiam i czekam na Twój kolejny tekst. Póki co od czasu do czasu zaglądam do tych, które wcześniej opublikowałeś.


Wrócę, masz to jak w banku.
Fajnie, że czytasz te starsze :)

Trzymaj się :)
Miroslaw Sliwa dnia 02.02.2015 17:57
Jeszcze raz dziękuję Michale
Pozdrawiam i miłego wieczoru. :)
Jaga dnia 21.02.2016 20:14
Witaj, Mirku

Przeczytałam z wielkim sentymentem. Choć jestem ciut młodsza, niż Twoi bohaterowie, zatęskniłam za czasami, kiedy nie było telefonów komórkowych, a często nawet stacjonarnych - aby się z kimś spotkać , trzeba było po prostu do kogoś pójść i nierzadko czekać pod blokiem!:) Pamiętam, jak wabiło się kogoś na płyty lub bywało się wabionym;-) Wspólne siedzenie na murku, nieśmiałe pytania, pierwsze pocałunki...!Twoje opowiadanie to piękna podróż do przeszłości. Bardzo Ci dziękuję!
Pozdrawiam ciepło:)
Jaga
Miroslaw Sliwa dnia 02.03.2016 09:06
Witaj Jago.
Tak to już jest, że pewnego dnia człowiek łapie się na tym iż zaczyna bardzo dużo czasu poświęcać wspomnieniom.
Ot, stałem się sentymentalny. Ale jest w tym przynajmniej jeden pozytyw; te wspomnienia bywają piękne, a skoro tak, to i warto je zapisywać,
I spójrz; ktoś to czyta i może się nawet wzrusza.
Dzięki Jaguś za lekturę i ciepłe słowa.
Pozdrawiam serdecznie. :)

Mirek
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
d.urbanska
19/10/2019 09:45
Brawo! Widzę, że lubisz wyzwania. Wiersz trudny do… »
bruliben
19/10/2019 09:29
Dziękuję MarcinieD za przywędrowanie do tekstu i twoją… »
marzenna
19/10/2019 09:21
allaska tymczasowa podlira, krótka, ale emocje są duże :) »
MarcinD
19/10/2019 09:04
Smutne takie. Oczywiście skojarzenia są oczywiste ;-).… »
allaska
19/10/2019 08:49
Marzenno dziękuję bardzo. Na szczęście to portret tymczasowy… »
marzenna
19/10/2019 08:43
Stare kino, pleśń, grzyb na ścianie. Niemy film,… »
MarcinD
19/10/2019 08:33
Generalnie Duch będzie się spotykał od czasu do czasu z… »
JOLA S.
19/10/2019 08:17
Obiecuję, Al. :) :) :) :) »
marzenna
19/10/2019 07:55
Znów te szarpania serca. Ile jeszcze wytrzyma? Alkohol… »
Gregcem
19/10/2019 07:49
Pięknie i z przesłaniem to opisałeś, życie- umierało i… »
allaska
19/10/2019 07:45
Bardzo ładnie tzw. Wiersz do powrotów:) jeszcze wrócę. »
marzenna
19/10/2019 07:40
Sądziłam, że słońce wstaje bo ziemia otwiera jądro, pęka… »
marzenna
19/10/2019 06:25
Ktoś już napisał, że to nasze życie to drwina. Też mam… »
marzenna
19/10/2019 06:09
Nie pozwalaj jej dorosnąć. Nie słuchaj jak mówią - twój… »
andro
18/10/2019 21:55
Siadłem sobie nad rzeką, opisałem co widzę i jest wiersz.… »
ShoutBox
  • Zola111
  • 19/10/2019 00:18
  • Jak Wam się pisze wiersze do Zaśrodkowania?
  • mike17
  • 18/10/2019 14:04
  • MUZO WENY 8 zapraszają do udziału śmiałków pióra. Podejmijcie wyzwanie i dajcie z siebie wszystko :) [link]
  • bruliben
  • 18/10/2019 09:02
  • Już wiem, ktory utwór najlepiej rozgrzewa do pisania :)
  • bruliben
  • 18/10/2019 04:56
  • Dlaczego tu jestem, czego szukam, skoro większość dreamin’ offline.
  • bruliben
  • 18/10/2019 04:48
  • Aż sześć muzo wen - wypadałoby zajrzeć, zobaczyć, poczuć jak zainspirują.
  • allaska
  • 17/10/2019 16:27
  • Prośba do redakcji przy wysyłaniu tekstu nie wiem co zrobiłam ale wkleiłam dwa na raz proszę o usunięcie jednego one są takie same. Pozdrawiam. Czarodziejka z planety: " nie dorastam wam do pięt ;)"
  • mike17
  • 16/10/2019 19:13
  • Jeśli chcesz zaistnieć w portalowej sławie, nie wahaj się już i pisz śmiało do konkursu dla prozaików MUZO WENY 8, gdzie jedynym wymogiem jest napisanie miniatury. Dużo? Nie, mało. Zatem do boju :)
  • allaska
  • 16/10/2019 16:12
  • Gratulacje :) Vanillivi
  • Vanillivi
  • 16/10/2019 14:36
  • Oprócz mnie jest kilku świetnych autorów, więc polecam, dostępne w Empiku razem z numerem Fabulariów w cenie 8 zł.
Ostatnio widziani
Gości online:17
Najnowszy:ujyceb
Wspierają nas