W pustym pociągu - mike17
Proza » Historie z dreszczykiem » W pustym pociągu
A A A
Od autora: Tym razem kameralnie, cokolwiek by to nie znaczyło :) Zapraszam do jazdy moim pociągiem!

 

Na dworcu kolejowym w Summer Place panował ruch jak co dzień.
Przez peron przelewała się gęsta fala przyjezdnych i wyjeżdżających, migały tu i ówdzie podekscytowane twarze gorączkowo rozglądających się wokół podróżnych, gdzieniegdzie zaś spokojne i pozbawione zapalczywości, wypatrujące swego pociągu bez zbędnych emocji i szumu. Każdy dokądś zmierzał, lub właśnie tuż przed momentem zakończył podróż.
Co chwila ze zgiełku wynurzała się granatowa czapka konduktora bądź innego urzędnika kolejowego, który bacznie sprawdzał długi wąż wagonów, mających niebawem odjechać, udzielał istotnych wskazówek roztargnionym i rozkojarzonym, rzucał czujne spojrzenie na wielki zegar, wiszący nad peronem.
Kipiało intensywnie bujne życie dworcowe tym samym niezmiennym gwarem setek głosów, symfonią gwizdów, pisków i szumów, głuchym, przytłumionym odgłosem ruszających w dal pociągów i zgrzytem hamujących, dopiero co przed chwilą przybyłych.
 
I właśnie jednym z nich, po wielu godzinach monotonnej jazdy, przyjechał Alex — malarz awangardowy, pisarz poczytnych powieści kryminalnych i zapalony miłośnik gór.
Bowiem po latach milczenia odezwał się do niego daleki kuzyn, z którym wszelkie bliższe więzi urwały się jeszcze w dzieciństwie, kiedy to wraz z rodzicami wyjechał za granicę i słuch o nim zaginął. Teraz, nagle i niespodziewanie, dał znak życia, proponując odnowienie, a w zasadzie nawiązanie na nowo kontaktów, zapraszając Alexa na tydzień lub dwa do swojego domu w górach. Zaskakująca propozycja wydała mu się na tyle interesująca, a szczera chęć poznania prawie już zapomnianego krewnego na tyle silna, że nie potrzebował zbyt wiele czasu, aby skutecznie dać się namówić. Szybko postanowił, że pojedzie i po latach niewidzenia pozna „na nowo” pamiętanego jak przez gęstą mgłę kuzyna, i spędzi w jego domu kilka dni, może tydzień. Co mu szkodzi? Jeśli oczywiście nawiąże się nić sympatii i wzajemnie przypadną sobie do gustu.
Minęło przecież tyle lat.
 
Opuściwszy pociąg, rozejrzał się dość uważnie po peronie w poszukiwaniu tablicy informującej o przyjazdach i odjazdach pociągów, czekała go jeszcze mała podróż do miejscowości, gdzie zamieszkiwał Richard, i tu miała nastąpić przesiadka. Dworcowy zegar wskazywał godzinę 11.20, a więc należało sprawdzić, czy coś w najbliższym czasie odjeżdża do Monroe, to jeszcze sześćdziesiąt kilometrów, jakoś zleci, zwłaszcza że pora dość wczesna.
— Nie mają tu żadnej tablicy? — rzekł do siebie, nie mogąc nigdzie dostrzec rozkładu jazdy. — Może w środku, w poczekalni? — nieco zirytowany zajrzał tam, i dostrzegłszy ją natychmiast, uspokojony podszedł bliżej rzucić okiem. Wśród wymienionych tam pociągów bez trudu odnalazł kilka odchodzących do miejscowości, gdzie mieszkał kuzyn, lecz ku swemu niemiłemu zaskoczeniu odkrył, że najbliższy z nich przyjedzie dopiero za trzy godziny z minutami.
— Przecież ja tu zwariuję od tego czekania.
 
Wtedy nagle w dworcowym głośniku usłyszał informację, że rozkład jazdy uległ nagłej zmianie i za dwie minuty zostanie podstawiony specjalny pociąg, jadący w tamtym kierunku. Nie podano jednocześnie, skąd pociąg ten jedzie i gdzie znajduje się jego stacja końcowa.
— Dla pasażerów udających się w kierunku Monroe? Co za nieprecyzyjna, enigmatyczna zapowiedź. Może tu takie zwyczaje?
Miał właśnie podejść do kasy, aby szybko kupić bilet, kiedy dostrzegł, że pociąg stoi już na peronie.
Rozległ się przeciągły gwizd sygnalizujący odjazd. Niewiele myśląc, skoczył w stronę wagonów. Byle zdążyć, byle nie uciekł, bo co wtedy? Bilet kupi w środku. Jak postraszą karą, to opowie się, że sytuacja była nagła i nie było czasu na zwłokę.
 
Dopadłszy metalowych schodków, szybkim susem wbiegł po nich do ruszającego już powoli pociągu. Gdyby spóźnił się, choć o parę sekund, czekałoby go nudne i męczące oczekiwanie na kolejny, odjeżdżający za ponad trzy godziny. Widząc przez okna uciekającą z wolna stację, poczuł prawdziwą ulgę i nareszcie odetchnął pełną piersią. Już był „na pokładzie”, a więc zmartwienia pozostały gdzieś tam, na nieistotnym, szarym peronie.
 
Ruszył przed siebie. Jego spojrzenie prześlizgnęło się po szeregu drzwi wiodących do przedziałów i wnet zatrzymało na jednych z nich, na chybił trafił, wybranych. Może tu? — pomyślał, rozsuwając je głośno.
Zanim wszedł do środka, zdał sobie sprawę ze szczególnego faktu, iż nigdzie nie napotkał pasażerów, pociąg wydawał się być absolutnie pusty.
Jakby była to jego stacja początkowa, jak gdyby stąd właśnie miał ruszyć w dalszą drogę.
 
Poprzez szybę w drzwiach do­strzegł wci­śnię­te­go w kąt pod oknem, drze­mią­ce­go męż­czy­znę.
Twarz miał nakrytą firanką, a nad jego głową, na górnej półce spoczywała czarna walizka. Bez wątpienia pogrążony był w drzemce, której nie przerwały dotąd ani ostry gwizd na odjazd, ani głuchy stukot kół, ani nikt wchodzący do przedziału — był tu sam.
— Arcyciekawe, jedyny pasażer — szepnął na jego widok. — Wszędzie zgiełk i tłok, i ten paskudny gwar. Będzie przynajmniej cicha podróż.
 
Cały przedział zdawał się tonąć w sennym dumaniu, wyciszony miłym dla oka, zielonym materiałem, prawie do końca zaciągniętymi żółtymi firankami, kołysząc się w rytm monotonnych, usypiających ruchów wagonu. Nikt tu nie rozmawiał, nikt nie drażnił czczą, pustą gadaniną. Dobrze mu się trafiło, nie raz jechało się w piekielnym ścisku, gdzie oddychanie graniczyło z cudem. Nie chcąc obudzić nieznajomego, ostrożnie wsunął na półkę pokaźną walizę i zdjąwszy kurtkę, usiadł naprzeciwko mężczyzny, przyjemnie rozciągając się na pustej, obitej czymś podobnym do pluszu kanapie. Odsunął zasłoniętą po swej stronie firankę i rzucił okiem przez okno, gdzie szybko i niepostrzeżenie umykały lasy, wzniesienia, kotliny. Pociąg chwilami wspinał się stromo w górę, chwilami zsuwał niemal siłą bezwładności w dół, niesiony własnym ciężarem, jakby spadał w przepaść, jak rzucony kamień, który wcześniej czy później przyciągnie do siebie stara, poczciwa ziemia.
 
W tej samej chwili zauważył, że śpiący mężczyzna obudził się, jego głowa poruszyła się wyraźnie pod firanką, a jedna z dłoni niedługo potem odgarnęła ją zdecydowanym ruchem na bok. Natychmiast utkwił nieco senne spojrzenie w nowym towarzyszu podróży. Jego reakcja na przybyłego była chłodna i beznamiętna.
— O tej porze spać? — zagadnął wesoło Alex. — Nie ma jeszcze nawet południa.
— Nie spałem, drzemałem tylko. Wszystko słyszałem, jak pan wszedł i tak dalej.
Wtedy Alex przyjrzał się nieznajomemu dokładniej.
Był w okolicach czterdziestki, dobrze zbudowany, z krótkimi jasnoblond włosami i kontrastującymi z nimi czarnymi wąsami, ubrany zwyczajnie, jak to bywa w podróży, w szare, sztruksowe spodnie i zielony golf, i w tym wszystkim niczym nie różnił się od tysięcy innych pasażerów, jakich widuje się co dnia w pociągach czy na peronach.
— Pan daleko? — zadał pytanie, zakończywszy swą pobieżną „obserwację”.
— Do samego końca... — na twarzy nieznajomego pojawił się uśmiech pobłażliwej rezygnacji. — Gdzieś się dojedzie, nieprawdaż?
— Właściwie to nie słyszałem nic o stacji końcowej pociągu. Wie pan coś o tym? Mówili, że jedzie w kierunku Monroe. Coś nie brzmi to zbyt dokładnie. Nie znają nazwy?
Ma pan rację, nie brzmi. Ale najważniejsze, że jedzie przed siebie.
 
Z twarzy nieznajomego nie znikał grymas zniechęcenia i zobojętnienia, czasem powiódł półsennymi oczyma po przedziale, jakby z pewnym ledwo dostrzegalnym zdziwieniem i niedowierzaniem, jakby zmęczony i w duchu zastanawiający się, co właściwie tu robi i czy cała ta podróż ma jakiś sens, czy warto jest jechać dalej, może to jedynie zwykła strata czasu. Sprawiał zagadkowe wrażenie kogoś, kto nagle, wbrew sobie, znalazł się w pędzącym pociągu i za późno już było, by wysiąść i to wszystko przerwać.
— Pan już długo w podróży? — zagadnął doń ni stąd, ni zowąd Alex.
— Nawet nie wiem... Prawdę mówiąc, chyba to już trochę trwa. Większość pewnie przespałem. Wsiadałem w domu, jakoś tak w pędzie, bez ładu i składu, nieprzygotowany i zaskoczony tą całą podróżą, ale trzeba było jechać, nie miałem wyboru. Są takie chwile, kiedy człowiek musi, i tak jak stoi wyrusza gdzieś, bo taki jest mus. I nie mogę zrzucić z siebie tej senności... Jakbym wieki nie spał, a przecież wczoraj kładliśmy się z żoną wcześnie, gdzieś o dziewiątej.
— Ważne sprawy? Jakiś wyjazd w interesach? — spytał zaintrygowany sennym rozmówcą Alex. — Czasem to potrafią człowieka obudzić w nocy, niektórzy nie znają się na subtelnościach.
— Jakoś trudno mi to sobie przypomnieć. Wszystko zamglone, mętne, jak sen jakiś, jakbym wcale nie zapamiętał początku tej podróży.
— Podobno wyrwać człowieka ze snu i kazać coś robić, to jak działanie w stanie hipnotycznym, niewiele się z tego potem pamięta, a rano, jak się już taki przebudzi, to powie, że wszystko śnił, nic nie pozostanie w pamięci z tego, co robił po przebudzeniu w nocy. Ale dobrze, że chociaż pociągu pan nie pomylił.
— Coś mi mówi, że to musiał być tylko ten pociąg, żaden inny. Ten jeden jedzie tam, gdzie mam się stawić.
— I pewnie tak właśnie było, czyż nie? Podświadomie wiedział pan, co robić, choć w zasadzie dalej pan spał. Jakaś część mózgu zawsze ponoć czuwa. Myśli za człowieka w chwilach, że tak powiem, zmienionej świadomości.
— Pewnie mnie obudzono... — powiedział w głębokim zamyśleniu nieznajomy, wyglądając obojętnie przez okno. — Inaczej pamiętałbym, jak się tu znalazłem. Właściwie, to dopiero pan jest pierwszą świadomą rzeczą, jaką sobie kojarzę, jaką jasno uzmysławiam.
 
Przez dłuższą chwilę żaden z nich się nie odzywał, tonąc we własnych myślach i patrząc gdzieś przed siebie w bezwładnej zadumie.
Niezwykła była to bowiem rozmowa i niezwykły klimat zapanował nieoczekiwanie w zwyczajnym, przeciętnym przedziale. Atmosfera poważna i tajemnicza, jakby wybitnie egzystencjalna, kierująca myśli ku zagadnieniom zasadniczym i dalekim od pustej trywialności, od wesołego, bezpretensjonalnego śmiechu. Bliska zaś niewytłumaczalnej, niewypowiedzianej metafizyki, która nakazywała głębsze zastanowienie się nad rzeczami pozornie zrozumiałymi, wydawać by się mogło, znanymi na pamięć, powszechnie spotykanymi w szarym codziennym życiu, na każdym kroku, w każdym miejscu.
 
— Wybrał się pan w podróż, ponieważ jest pewien, że tak właśnie musiało być, choć nie wie dlaczego? — przerwał nagle milczenie Alex.
— Moja podróż to nie kwestia decyzji czy bezwzględnego, zewnętrznego przymusu, to okoliczność, jakby dziejący się na moich oczach czas przeszły, chociaż wciąż odbierany jako teraźniejszość, to jakby „wczoraj dziejące się dzisiaj...”. Nie wiem, jakie istnieją na to słowa, jakie określenia, nie wiem sam, w co wszedłem, wybierając się w tę podróż, nie wiem nawet, czy skończy się ona za chwilę, czy za dwie godziny.
— Więc w każdej chwili może pan opuścić pociąg?
— Tak, myślę, że będę wiedział, kiedy to uczynić, to przyjdzie samo.
— Kim pan jest z zawodu? Zdradzi mi pan tę tajemnicę? Co pan robi?
— Chciałbym, lecz nie mogę sobie przypomnieć, to znaczy źle to ująłem, na razie myślę tylko o podróży i to uniemożliwia mi cofnięcie się pamięcią do rzeczy przeszłych.
— Niebywałe! Naprawdę pan nie pamięta? Nic a nic? Bodaj jakiś szczegół?
— Na razie sobie nie przypominam.
— A imię i nazwisko? Adres, miasto, to, co pan robił w zeszłym tygodniu? Co było w tę środę? Lub czy ma pan psa?
— Pamiętam wczorajszy wieczór, kiedy kładłem się z żoną spać. Potem już jechałem...
— Niesamowite, toć to przypadek prawdziwej amnezji. Zatem mam rozumieć, iż poza świadomością, że obecnie pan podróżuje, nie posiada pan żadnej wiedzy na własny temat?
— Można to tak określić.
— Czy nie dziwi to pana, że jak dotąd, nie pojawił się tu żaden konduktor, nikt nie wszedł do naszego przedziału, aby sprawdzić bilety? Czy ktoś taki tu w ogóle istnieje, a może można teraz jeździć na gapę, nie martwiąc się o skutki, kpiąc sobie w żywe oczy z jakichkolwiek następstw? Jedziemy już ponad godzinę.
— Nie jestem w stanie pomóc panu w tej kwestii.
— Czy inni pasażerowie też nie muszą płacić, czy tylko my zostaliśmy tak nagle wspaniałomyślnie „wyróżnieni”? Właściwie, to jest tu ktoś jeszcze?
— Nie rozglądałem się. Odkąd jadę, nie opuszczałem przedziału.
— Nie rozumiem pana spokoju, może trzeba się rozejrzeć tu i ówdzie, sprawdzić, czemu tu tak podejrzanie cicho. Ktoś musi czuwać nad tym dziwnym pociągiem, ktoś musi wchodzić do przedziałów, mieć oko na to, czy nie dzieje się tu nic niebezpiecznego i zagrażającego zdrowiu pasażerów, obserwować korytarz, prowadzić lokomotywę.

Nieznajomy milczał, obojętnie patrząc w okno.

— Przejdę się po pociągu — oznajmił niespodziewanie Alex, podnosząc się z kanapy. — Ja tak nie usiedzę. Dlaczego nie miał dotąd żadnego przystanku, nie zajechał na żadną stację, nigdzie nie zrobił choćby małej przerwy? Przecież taki zwykły maszynista również musi zrobić sobie wolne, inaczej padnie na twarz i wylądujemy w rzece czy spadniemy z urwiska — mówiąc to, wyszedł na korytarz, zamykając za sobą drzwi.

Szedł powoli wzdłuż przedziałów, chwiejąc się niepewnie i przytrzymując przezornie ściany. Zaglądał przez szyby, lecz nigdzie nie dostrzegł choćby jednego pasażera, nigdzie nie natrafił na jakikolwiek ślad człowieka, wszędzie majaczyła pustka i zielone, znieruchomiałe w niemej stagnacji obicia kanap. W nagłym odruchu nieokreślonego niepokoju ruszył przed siebie, przemierzając wnet całą długość wagonów, sprawdzając w dzikim zapamiętaniu jeden po drugim, niepojętym dla siebie samego poczuciu nienazwanego zagrożenia i lęku.
 
Chwycił pierwsze lepsze drzwi, i pociągnąwszy za uchwyt, postanowił zajrzeć do środka, jakby nie wierząc własnym oczom, nie ufając do końca temu, co tak nagle dane mu było odkryć.
Napotkał na nieoczekiwany opór.
Chwycił rękami za klamkę i szarpnął.
Na próżno.
I tym razem nie udało się pokonać złośliwego wejścia. Tylko zewsząd dobiegał głuchy postęk rozpędzonych szaleńczo kół niesamowitego pociągu, który zmierzał dalej, niewzruszony, ku swemu przeznaczeniu. Raz jeszcze przebiegł po wszystkich wagonach i szarpnął w akcie bezsilności za klamki przedziałów, lecz jedyną rzeczą, na jaką natrafił, był ów niezmienny i sztywny opór, uniemożliwiający wejście do wewnątrz.
— Jak to możliwe?! — ryknął w końcu na całe gardło rozwścieczony. — Przecież zamki są od środka! Tylko tak można je zamknąć. Jak to wytłumaczyć, skoro tam nie ma nikogo? Przecież wszystkie drzwi nie mogły się cudem same zatrzasnąć. Czyżby tylko jeden przedział był cały czas otwarty? Nasz przedział? I czemu wiedziałem, że właśnie tam mam wejść?
 
W akcie rozpaczliwej niemocy zaczął zapamiętale i szaleńczo okładać pięściami zakrzepłe w bezruchu, jakby przyrośnięte do framug drzwi pierwszego lepszego przedziału i warczeć wściekle jak opętany, jak ktoś, kto padł ofiarą wyrachowanego, wrednego żartu, z kogo złośliwie zakpiono, stawiając w niekomfortowej sytuacji, która mogła okazać się brzemienna w nieznane jeszcze skutki.
Nagle na moment przystanął, jakby nad czymś się zastanawiając, coś obmyślając, nękany nową, uporczywą myślą, która po chwili pchnęła go ku działaniu, instynktownie i gwałtownie.
Chwycił nieoczekiwanie jedno z okien z zamiarem otworzenia, silnie i stanowczo, szarpnął je ku dołowi, lecz jedyną rzeczą, jaką wówczas odkrył, był ten sam sztywny, zawzięty opór.
 
Sytuacja się powtórzyła...
 
Po kilku minutach, w ciągu, których chwytał jeszcze wiele innych okien, targał nimi, wieszał się na nich, ciągnął w szale piekielnej zapalczywości, dokonał iście przerażającego odkrycia. Okna wydawały się wrośnięte w całą konstrukcję wagonów i żadne z nich, przyssawszy się płaszczyzną boków do metalowych ram, nawet nie drgnęło, nawet nie odpuściło bodaj na jeden mały centymetr.
 
Rzecz przedziwna...
 
W ich przypadku trudno było mówić o zamknięciu, gdyż nie posiadały zamków, dosuwało się je ku górze, zamykając, lub odsuwało ku dołowi, otwierając.
Nikt zatem nie mógł postąpić tu jak ze zwykłymi drzwiami, nie posiadając na to sposobu.
Rzeczywistość ponownie zadrwiła sobie z bezbronnego obserwatora, który po raz kolejny napotkał niespodziewaną przeszkodę na drodze ku wyjaśnieniu czegoś, co coraz wyraźniej zdawało się zacieśniać wokół niewidzialną obręcz, odkrywając, jedna po drugiej, zakryte dotąd, niepoznane jeszcze karty.
 
Zeszklone trwogą oczy wodziły po ciemnych ścianach pociągu, po podłodze i oświetlonym palącymi się żarówkami suficie, po ściętych kamiennym bezruchem drzwiach do przedziałów.
Wszędzie tylko ta sama zdumiewająca, niecodzienna pustka.
I szum kół...
Lecz tam, na początku, zazwyczaj znajduje się małe pomieszczenie dla konduktorów, można je spotkać w każdym pociągu, więc i ten go posiada! Ktoś tam musi być, może zasnął po ciężkiej nocnej służbie? Jak najszybciej należy to sprawdzić, dowiedzieć się w końcu, czemu ten pociąg nie jest taki jak inne, czemu wszystko jest tu na odwrót, absurdalne i dziwaczne.
 
Szybkim krokiem ruszył korytarzem, przemierzając coraz to nowe wagony i ich łączenia, rozglądając się uważnie w poszukiwaniu pokoju konduktorów, aż wreszcie dotarł do drzwi, na których widniała mała, metalowa tabliczka z napisem: TYLKO DLA PRACOWNIKÓW KOLEI. A więc i w tym pociągu ktoś pracuje, ktoś jest na posterunku! Zdecydowanym ruchem złapał za klamkę, aby otworzyć drzwi i wejść do środka, jednakże te okazały się zamknięte na cztery spusty...
 
— Co jest do stu diabłów? — krzyknął w przypływie furii. — Czemu tu wszystko pozamykane, czy nie ma nigdzie żywej duszy? Zaraz, chwileczkę... A co z maszynistą, przecież ktoś musi prowadzić ten dziwaczny środek transportu.
Wypowiedziawszy te słowa, spojrzał błyskawicznie na pomieszczenie, w którym powinien znajdować się kierujący tym całym niesamowitym pociągiem, dalej nie było już bowiem nic, tylko przecinane w szaleńczym pędzie powietrze.
 
Wtedy nagle stała się rzecz przedziwna.
Niewytłumaczalna.
 
Drzwi, przed którymi stał, zaczęły same uchylać się, ukazując opustoszałe pomieszczenie. W środku nie było nikogo, żadnego maszynisty.
Tylko przyrządy trwały w zastygnięciu i martwocie, nietknięte ludzką ręką.
— Boże mój...
Widząc wymarłą kabinę, w pierwszym, nagłym odruchu przerażenia, odskoczył gwałtownie od drzwi jak oparzony i puścił się w popłochu biegiem wzdłuż korytarza, byle dalej, byle szybciej. W mgnieniu oka przemierzył odległość od lokomotywy do swego przedziału, pędząc na oślep, całym ciałem uderzając w drzwi od wagonów, by po chwili wpaść do niego zdyszany i nieprzytomnie wstrząśnięty.
 
Tu zastał nieznajomego towarzysza podróży, nieporuszonego, pustym, beznamiętnym wzrokiem wpatrzonego gdzieś w przeciwległą ścianę.
Na widok gwałtownie wbiegającego Alexa nawet nie drgnął.
— W tym pociągu nikogo nie ma! — zawył zdjęty nieziemską grozą, spoglądając na kamienną twarz siedzącego w rogu mężczyzny. — Nikt nim nie kieruje, jesteśmy tu tylko ja i pan, nie ma żadnego maszynisty, kabina otwarta i żywej duszy w środku, nikt nie obsługuje przyrządów, lokomotywa jest pusta! Przecież w każdej chwili... Do diabła! Wie pan, o czym teraz myślę, co? Wszystko pozamykane na cztery spusty, co tu się wyprawia, gdzie my jesteśmy? Czasem wydaje mi się, że nie jedziemy, że stoimy w miejscu, a ta cała jazda to jedno wielkie złudzenie.
To rzeczywiście dziwne... — obojętnie podsumował nieznajomy.
— Mówi pan o tym tak spokojnie, tak obojętnie? Przecież coś może jechać z naprzeciwka i co wtedy, co stanie się z nami? Która to godzina? Dochodzi czternasta, a więc jedziemy już dwie i pół godziny! Przecież do Monroe nie powinno jechać się dłużej niż półtorej.
— Ten pociąg jedzie do stacji końcowej, może po drodze jest taka miejscowość, nie wiem, nie przypominam sobie wcale, ale mam własne przekonanie, że on już nigdzie nie przystanie.
— Czyżby zatem ten pociąg podstawiono specjalnie tylko dla pana, pan miał być jego jedynym pasażerem?
— Wszystko na to wskazuje. To mnie zarezerwowano tu miejsce.
— Więc czemu do stu diabłów ja się tu znalazłem? Dlaczego tylko ja wsiadłem do tego pociągu?
— Nie odpowiem panu na to pytanie.
— Ja też gdzieś miałem dziś być, na mnie także ktoś czeka, ktoś, kogo nie widziałem od dzieciństwa, mój daleki kuzyn, on czeka, rozumie pan, a ja jeszcze nie przyjechałem. Niecierpliwi się, co ze mną, czemu się spóźniam, przyjechałem tu wyjątkowo z myślą o nim, chcę go poznać, zobaczyć, czy się zmienił. Co ja mam teraz zrobić, przecież nawet nie wiem, gdzie jestem! Nawet oknem nie można wyskoczyć, bo pozamykane.
— Niech pan mnie nie pyta.
— Dlaczego odbywamy ją razem, mam być świadkiem pana podróżowania? Ja chcę natychmiast wysiąść, słyszy pan, natychmiast! Nie jedziemy w tym samym kierunku. Kto teraz zatrzyma ten przeklęty pociąg, gdzie tu jest hamulec bezpieczeństwa? Chyba wiem, obok pana walizki, tak, już go widzę, już jest mój. Przesunę ją na bok, o tak, parę centymetrów w lewo.
 
I wówczas nastąpiła rzecz zgoła niepojęta.
 
Jakoś nieopatrznie zawadził rękawem o kant czarnej, leżącej na górnej półce walizki nieznajomego, powodując tym samym jej nagły upadek na podłogę.
Upadając, nieoczekiwanie sama się otworzyła.
Zatrzask puścił bez oporu.
Wtedy oczy obu mężczyzn padły na małą, białą kartkę, leżącą na jej dnie.
 
                                             BYŁA TO KLEPSYDRA POGRZEBOWA.
 
Czarnymi jak wyrok literami zapisano na niej imię, nazwisko i datę śmierci zmarłego:
 
 
                                                          Richard Green
                                          zmarł dnia 15 kwietnia 1957 roku.
 
A więc wczoraj!
Dziś był szesnasty kwietnia, tak, bez wątpienia.
Alex poczuł, że zapada się pod ziemię, dusząc się nagłym spazmem przerażenia.
Wtedy ściętymi trwogą oczyma spojrzał na siedzącego obok nieznajomego.
Czas, ten osobliwy oszust, umknął gdzieś w kąt i nastało bolesne oczekiwanie.
Powoli wyłonił się obraz…
 
Nagle ujrzał gdzieś w dalekiej perspektywie lat minionych własne mieszkanie, pełne szczęśliwych wspomnień, i podłogę, na której dwóch małych chłopców bawiło się ołowianymi żołnierzykami.
Jeden z nich ciemnowłosy, drugi jasny blondynek, prowadzą własną małą batalię, leżąc na dywanie, a obok, matka jednego z nich smaży placki z jabłkami, z dodatkiem wanilii, wesoło śpiewając razem z piosenką, płynącą z radia.
Słychać wystrzały, toczy się walka, jeżdżą plastikowe, zielone czołgi.
Czarny, malutki jamnik liże ich po twarzach.
Przez otwarte okno wpada zapach kwitnących bzów, i maj, radosny przyjaciel.
Bawią się oni, generałowie swych armii.
 
— Rickie, to ty? — drżącym głosem zapytał Alex. — Poznajesz? Jechałem do ciebie.
Nie przypominam sobie pana — padła sucha, oziębła odpowiedź. — Pan mnie z kimś myli.
— To ja, twój kuzyn, zaprosiłeś mnie do siebie. Jestem.
— Wczoraj położyłem się spać. A teraz jadę, nie przypominam sobie, abyśmy...
— Co oznacza ta klepsydra?! Czy to jakiś żart, koszmarny, głupi żart? Tu jest twoje nazwisko. Nazywasz się Richard Green, mieszkasz w Monroe.
— Nie umiem w tej chwili się do tego odnieść. Może kiedy wysiądę na mojej stacji. Ta podróż to moja jedyna świadomość.
— Pozwól, że coś sprawdzę, chcę i muszę coś wiedzieć. Pozwolisz, że zbadam ci puls i posłucham serca? Muszę to wiedzieć.
— Proszę — odparł chłodno i oficjalnie mężczyzna.
 
Alex błyskawicznie przystawił głowę do jego piersi i ręką chwycił zimny, wręcz lodowaty nadgarstek.
W głowie nagle zakręciło się.
Przed oczyma pojawiła się czarna, gęsta ciemność.
Nagle znikł przedział i tajemniczy nieznajomy.
 
W jakimś nieznanym momencie czasu zrobiło się niespodziewanie jasno, jakby mroki nocy rozświetliło wschodzące słońce, i ku swemu zaskoczeniu i przerażeniu znalazł się... na dworcu, a dokładnie w poczekalni, gdzie wszedł sprawdzić pociągi odjeżdżające do Monroe. Stał nadal przed zawieszonym na ścianie rozkładem jazdy i uważnie go studiował.
Spojrzał nagle instynktownie na zegarek.

BYŁA WCIĄŻ 11.20.

Serce przeszył nagły, zapierający dech w piersiach ból.
 
Na oczach spoczęła wielka, ciemna dłoń rozpaczy, niczym czarny, nieprzenikniony całun.
— Więc gdzie byłem przez te ostatnie godziny? Gdzie podział się ten cały utracony czas?
A pociąg, czyżbym nim wcale nie jechał?
I ta, jedna, najważniejsza wątpliwość.
Wszystko wokół było takie, jakie zastał, wchodząc po przyjeździe do dworcowej poczekalni. Nic nie uległo zmianie, ludzie kręcili się po peronie, ktoś czegoś szukał, kto inny witał się z dopiero co przybyłym krewnym.
 
Nie podstawiono też żadnego składu.
 
Pociąg do Monroe odjeżdżał dopiero za ponad trzy godziny, lecz...
Lecz czy było tam jeszcze po co jechać?
Podszedł do okienka, gdzie kupowało się bilety, zapytał, czy może zadzwonić, sprawa pilna, niecierpiąca zwłoki.
Miła dziewczyna o słodkich oczach zgodziła się bez wahania.
Usłyszał w słuchawce kobiecy szept, drżący i przerywany cichym płaczem.
Nie musiał już pytać, czy rozmawia z żoną, czy może z córką, to nie miało znaczenia.
Zapytał tylko: dlaczego i kiedy.
Zrozpaczona żona Richarda łamiącym się głosem opowiedziała, co wydarzyło się tej nocy.
Otóż wieczorem w okolicach godziny dziewiątej położyła się wraz z mężem na spoczynek, oboje byli bowiem zmęczeni całodzienną pracą w ogrodzie i porządkami, jakie trzeba było zrobić w całym domu na przyjazd tak niezwykłego gościa z dalekich stron. Richard nie mógł doczekać się tego spotkania, ciesząc się na nie jak dziecko, odliczając dni.
Gdzieś w środku nocy obudził ją ciężko oddychający mąż, którego wyrwał ze snu przeraźliwy ból w okolicach mostka.
W pewnej chwili podniósł się, aby otworzyć okno i upadł. Kilka sekund później już nie żył.
Przybyły po jakimś czasie lekarz stwierdził nagły zgon na skutek zawału serca.
Teraz Alex zrozumiał wszystko.
Jakże zabolało, że tylko tak mogli się ponownie poznać.

W pustym pociągu, do którego nie potrzeba biletów, bo nie ma tam konduktorów, a maszynistą jest przeznaczenie, gdzie czeka zawsze to jedno, zarezerwowane miejsce dla właściwej osoby, i długa droga do stacji końcowej.
 
Odłożył słuchawkę.
Wyjął papierosa, zapalił, zaciągnął się.
Gdzieś obok świat nucił dalej swoją melodię.
Usiadł na jednej z ławek w dworcowej poczekalni i nie martwił się już, że przyjdzie mu poczekać ponad trzy godziny na kolejny pociąg do Monroe.

Teraz nie spieszył się już nigdzie.
 
 

4 lutego 2015
 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mike17 · dnia 10.02.2015 21:59 · Czytań: 2185 · Średnia ocena: 4,72 · Komentarzy: 52
Komentarze
Antek dnia 11.02.2015 00:54
lubisz pogadać Mike. jak dla mnie sporo słów, mało treści - choć oczywiście, to rzecz gustu:) Zawsze omijałem opisy przyrody czytając książki. mięso armatnie:) zauważam, że w paru miejscach masz inwersje, a to podejście do okienka, w którym kupuje się bilety:) dałbym kasę biletową - po prostu. odsączyłbym to materiał na krótsze opowiadanie, ale oczywiście mogę się mylić:) dzielę się tylko wrażeniami czytelnika. ciekawe jak fachowcy to ocenią:)

Cytat:
Ki­pia­ło in­ten­syw­nie bujne życie dwor­co­we tym samym nie­zmien­nym gwa­rem setek gło­sów, sym­fo­nią gwiz­dów, pi­sków i szu­mów, głu­chym, przy­tłu­mio­nym od­gło­sem ru­sza­ją­cych w dal, po­cią­gów i zgrzy­tem ha­mu­ją­cych, do­pie­ro co przed chwi­lą przy­by­łych. 


te inwersje, o których wspominałem:) Zacząłbym: Życie dworcowe kipiało....
dopiero co przed chwilą - masło maślane (jak sądzę), ale jak podkreślałem - na czuja:)

Co do samej fabuły - niezła jest. pzdr
Nalka31 dnia 11.02.2015 01:53
Jest historia, troszkę niecodzienna, ale można ją trochę skrócić wg mnie. Masz tendencje do budowania długich zdań. Jednym słowem jesteś gaduła. :D
Wychwyciłam kilka przecinków, jest kilka powtórzeń. Ze względu na porę, nie wyszczególniam.
Ogólnie ok i jest fajnie, ale okrojenie by się przydało.

Pozdrawiam. :)
mike17 dnia 11.02.2015 09:03
Antku, Nalko, bardzo dziękuję Wam za wizytę i słuszne uwagi, otóż: tekst został już mocno okrojony o prawie 1000 znaków (sic!) i nadal nad nim pracuję :)
Przed chwilą dosłownie usunąłem dwa powtórzenia (mowa o kasowaniu biletów) i trzy małe akapity, mówiące o zachowaniu Richard Greena, co też wcześniej wyraziła już inna myśl.
Tak więc tekst mam na oku :)

Fajnie, że Wam się podobało, a że niewiele się dzieje, to taka przeciwwaga dla większości moich tforów, w których akcja goni akcję.
Tu utwór miał być oparty na nastroju i tajemnicy, a wszystkie informacje miały płynąć z dialogów.

Pozdruffki kakowe :)
Usunięty dnia 11.02.2015 10:10 Ocena: Świetne!
Hej Mike, mocny tekst, zaskakujący. Trzyma do samego końca w napięciu. Ciekawe rozwiązanie akcji. Cała ta historia z pociągiem nasuwa mi na myśl pewien horror, nie mogę sobie przypomnieć za Boga teraz nazwy.... Forma i konstrukcja świetna. Tekst również oprócz trzymającej w nieustannym napięciu akcji oferuje nam pewne przesłanie. Śmierć może przyjść nagle, pukając do naszych drzwi, nasze plany mogą przez to ucierpieć, zostać zniszczone. Dlatego nie należy odkładać niczego na ostatnią chwilę. Pomimo tego że główny bohater chce się spotkać z kuzynem, szansa ta zostaje mu bezpowrotnie zabrana. Czytając tekst, rzeczywiście odczuwałem dreszcz, zaskoczenie, niepokój. Metafora pociągu jako śmierci i przemijania bardzo trafna. Świetne dialogi i opisy. Wcale nie jest za długa, czyta się z zapartym tchem. Teksty długie jeśli są dobrze prowadzone są bardzo fajne. Tak jak i Twoja historia, która jest wspaniała. Fajny klimat

Pozdro ;)
mike17 dnia 11.02.2015 10:24
Ależ się cieszę, że Ci mój pociąg przypadł do gustu, Apollo :)
To jeden z krótszych tekstów, szło mi głównie o tę "nadrealną" podróż i jak należy ją rozumieć.
Dziś trudno jest straszyć - chyba wszystkie motywy grozy zostały już zużyte do cna, tym bardziej miło mi, że udało się jakoś stworzyć klimat, bo o to mi głównie chodziło, no i o to, że może takie "spotkania" w "tamtym" wymiarze mają miejsce, słyszy się co jakiś czas o tchnieniu Paranormalu, ja nie odrzucam takiej opcji :)

Dzięki ogromniaste, stary, za jak zwykle wyczerpujący, mądry koment :)

Pozdro i do następnego razu :)
al-szamanka dnia 11.02.2015 11:07 Ocena: Świetne!
Cytat:
Każdy do­kądś zmie­rzał(,) lub wła­śnie, tuż przed mo­men­tem, za­koń­czył po­dróż.

a dwa następne przecinki bym usunęła
Cytat:
bacz­nie spraw­dzał długi wąż wa­go­nów, ma­ją­cych nie­ba­wem od­je­chać, udzie­lał istot­nych wska­zó­wek roz­tar­gnio­nym i roz­ko­ja­rzo­nym, rzu­cał czuj­ne spoj­rze­nie na wiel­ki zegar, wi­szą­cy nad pe­ro­nem.

podkreślone zbędne
Cytat:
przy­tłu­mio­nym od­gło­sem ru­sza­ją­cych w dal, po­cią­gów

bez przecinka
Cytat:
za­pra­sza­jąc Alexa do sie­bie, w góry, by ten ze­chciał spę­dzić w jego domu ty­dzień lub dwa.

A tak: zapraszając Alexa na tydzień lub dwa do swojego domu w górach.
Cytat:
Szyb­ko po­sta­no­wił, że po­je­dzie i po la­tach nie­wi­dze­nia się pozna „na nowo” pa­mię­ta­ne­go jak przez gęstą mgłę ku­zy­na

się zbędne
Cytat:
od­jeż­dża do Mon­roe, to jesz­cze sześć­dzie­siąt ki­lo­me­trów, jakoś zleci, zwłasz­cza że pora dość wcze­sna.

A tak: od­jeż­dża do Mon­roe. Sześć­dzie­siąt ki­lo­me­trów jakoś zleci, zwłasz­cza, że pora dość wcze­sna.
Cytat:
Wtedy nagle w dwor­co­wym gło­śni­ku usły­szał in­for­ma­cję, że roz­kład jazdy

Zmieniłabym to zdanie: Nagle podano przez głośnik informację, że...
Cytat:
Wtedy roz­legł się prze­cią­gły gwizd, sy­gna­li­zu­ją­cy od­jazd.

bez wtedy i przecinka
Cytat:
Gdyby spóź­nił się, choć o parę se­kund, cze­ka­ło­by go nudne

przecinki zbędne
Cytat:
W drzwiach do­strzegł nagle wci­śnię­te­go w kąt pod oknem, drze­mią­ce­go męż­czy­znę.

A tak: Poprzez szybę w drzwiach do­strzegł wci­śnię­te­go w kąt pod oknem, drze­mią­ce­go męż­czy­znę
Cytat:
śpią­cy męż­czy­zna obu­dził się, jego głowa po­ru­szy­ła się wy­raź­nie pod fi­ran­ką

Cytat:
z krót­ki­mi ja­sno­blond wło­sa­mi i kon­tra­stu­ją­cy­mi z nimi czar­ny­mi wą­sa­mi

Cytat:
— Pan już długo w po­dró­ży? — za­gad­nął doń ni stąd, ni zowąd Alex.

wystarczy bez wyczernionego
Cytat:
do­pie­ro pan jest pierw­szą świa­do­mą rze­czą, jaką sobie ko­ja­rzę, jaką jasno uzmy­sła­wiam.

drugie zbędne
Cytat:
— Wy­brał się pan w po­dróż, po­nie­waż jest pan pe­wien, że tak wła­śnie mu­sia­ło być, choć nie wie pan dla­cze­go?

wystarczy pierwsze
Cytat:
Raz jesz­cze prze­biegł po wszyst­kich wa­go­nach i szarp­nął w akcie bez­sil­no­ści za klam­ki wszyst­kich prze­dzia­łów, lecz je­dy­ną rze­czą, na jaką na­tra­fił, był ów nie­zmien­ny i sztyw­ny opór, unie­moż­li­wia­ją­cy wej­ście do we­wnątrz.

A tak: Raz jesz­cze prze­biegł po wszyst­kich wa­go­nach, szarp­iąc w akcie bez­sil­no­ści za klam­ki prze­dzia­łów, lecz je­dy­ną rze­czą na jaką na­tra­fił był ów nie­zmien­ny i sztyw­ny opór.
Cytat:
Nagle prze­cho­dząc obok za­mknię­tych prze­dzia­łów, na mo­ment przy­sta­nął, jakby nad czymś się za­sta­na­wia­jąc

zbędne, bo przecież już wspomniałeś wielokrotnie, że przedziały zamknięte
Cytat:
Lecz tam, na po­cząt­ku, za­zwy­czaj znaj­du­je się mały pokój dla kon­duk­to­rów

lepiej pomieszczenie, albo przedział
Cytat:
Drzwi, przed któ­ry­mi się zna­lazł, za­czę­ły same uchy­lać się

przed którymi stał
Cytat:
Tylko przy­rzą­dy trwa­ły w za­sty­gnię­ciu i mar­two­cie, nie­tknię­te ludz­ką ręką.
— Boże mój... — wy­szep­ta­ły po­ra­żo­ne pio­ru­nem pie­kiel­nej trwo­gi wargi.

wyczernione wyrzuć
Cytat:
obok, matka jed­ne­go z nich smaży plac­ki z jabł­ka­mi, z do­dat­kiem wa­ni­lii, we­so­ło śpie­wa­jąc razem z pio­sen­ką, pły­ną­cą z radia.

A tak: obok matka jed­ne­go z nich, wesoło nucąc pod piosenkę płynącą z radia, smaży waniliowe plac­ki z jabł­ka­mi.
Cytat:
ona Ri­char­da ła­mią­cym się gło­sem opo­wie­dzia­ła, co wy­da­rzy­ło się tej nocy.

co zaszło tej nocy
Aha, mam wrażenie, że wypowiedzi Richarda raz piszesz kursywą, raz nie. Trzeba ujednolicić.


Im dłuższy tekst, tym więcej potknięć interpunkcji.
To prawda, Michale, lubisz pogadać... ale ja z kolei lubię poczytać:D I już od zawsze żałowałam, że to, co czytam niedługo się skończy.
Historia dreszczyk ma. Niezaprzeczalnie.
Niemniej największe wrażenie nie zrobiła na mnie klepsydra (której zaczynałam się już spodziewać), czy uświadomienie sobie rozmowy z duchem, a opis szaleńczego pociągu.
Bo pociągi mają w sobie. W nich zawsze, szczególnie w nocy, czas ma inne właściwości i zdaje się, że wpływa też na deformację odbieranych bodźców wzrokowych.
Rytm kół niczym wszechobecna mantra, specyficzne kolebanie, migające obrazy za oknem - to wszystko ma wręcz właściwości halucynogenne i chyba podskórnie o tym wiemy, gdyż wielu umieszczało już akcję swojego pisania w pociągach. Pamiętasz moją Sekundę?
A co dopiero pusty pociąg!
Bez motorniczego, pasażerów i pozamykany na cztery spusty.
Ładnie pokazałeś narastający strach Alexa - dziw, że nie oszalał.
Opis wnętrza pociągu też robi swoje, jako że pełno w nim półcieni, nasączenia nierealną atmosferą.
Całość wraz z klepsydrą i rozmową z duchem tworzy klasyczny, dreszczowy kawałek.

Pozdrawiam:)
mike17 dnia 11.02.2015 11:29
Wielkie dzięki, Aldonko, za czytanie tej dreszczowej opowieści, no i za jak zwykle cenne sugestie, z których skorzystam wszędzie tam, gdzie będzie to możliwe :)
Zaraz biorę się za lifting :)

Tak, o pociągach pisano już wiele, ale ten jest wyjątkowy, bo pusty i...
Chciałem po roku przerwy stworzyć coś dreszczowego, nieco krótszego, opartego na jednym motywie, który z biegiem akcji poszerza się o kolejne warstwy.
No i jak zwykle na koniec zaskoczka :)

Fajnie, że byłaś w tym niesamowitym metalowym potworze, i że Ci się podobało, a to największa nagroda dla tfórcy :)

Pozdruffki prawie wiosenne :)
Lenix dnia 11.02.2015 12:54
Cytat:
Bo­wiem po la­tach mil­cze­nia


Ja się na prozie nie znam, ale sam wstawiłbym przed "bowiem" przecinek.

Świetny klimat tej opowieści. Istnieją co prawda pociągi bez maszynistów (technika rozwinęła się już do tego stopnia), ale tutaj wiadomo, o co chodzi. :) Gadułą jesteś, mi się to akurat podoba, więc nie narzekam. Wolę mimo wszystko opowieści damsko-męskie w Twoim wydaniu, ale jako dawny miłośnik kolejowy przeczytałem ten tekst z przyjemnością.
mike17 dnia 11.02.2015 13:09
Bardzo się raduję, żeś wpadł do mnie, Leniś, z garścią refleksji, pozostawiając znak bytności :) co dla mnie zawsze bezcenne.

Odnośnie "bowiem" masz rację, ale gdyby słowo to było łącznikiem z poprzednim, w sensie:
Cytat:
I wła­śnie jed­nym z nich, po wielu go­dzi­nach mo­no­ton­nej jazdy, przy­je­chał Alex — ma­larz awan­gar­do­wy, pi­sarz po­czyt­nych po­wie­ści kry­mi­nal­nych i za­pa­lo­ny mi­ło­śnik gór.
Bo­wiem po la­tach mil­cze­nia ode­zwał się do niego da­le­ki kuzyn,

...pisarz poczytnych powieści kryminalnych i miłośnik gór(,)bowiem po latach milczenia... itd.

A ja od "bowiem" zacząłem nowe zdanie, stąd jest z dużej litery.

Rzadko piszę dreszczyki, podobnie jak wiersze, ale kawałki damsko-męskie już niebawem w nadmiarze :)
Szykuj się :)

Pozdro!
kuba11 dnia 11.02.2015 16:16
Jak już inni stwierdzili: napięcie jest budowane do odpowiedniego momentu, a po rozładowaniu można jeszcze chwilę nacieszyć się rozwiązaniem zagadki. Obraz pędzącego, pustego pociągu działa mi na wyobraźnie.

1.Zastanowiłbym się nad zmianą tytułu, bo robi za streszczenie.

2. Dłuuuugie zdania, wieeelokrotnie złożone, które, myślę, źle się czyta. Na przykład:
Cytat:
W akcie roz­pacz­li­wej nie­mo­cy za­czął za­pa­mię­ta­le i sza­leń­czo okła­dać pię­ścia­mi za­krze­płe w bez­ru­chu, jakby przy­ro­śnię­te do fra­mug drzwi pierw­sze­go lep­sze­go prze­dzia­łu i war­czeć wście­kle jak opę­ta­ny, jak ktoś, kto padł ofia­rą wy­ra­cho­wa­ne­go, wred­ne­go żartu, z kogo zło­śli­wie za­kpio­no, sta­wia­jąc w nie­kom­for­to­wej sy­tu­acji, która mogła oka­zać się brze­mien­na w nie­zna­ne jesz­cze skut­ki.


Co gdyby tak rozbić to na trzy, cztery krótsze zdania? Pomyśl.

3. Ta otwierająca się walizka. Czegoś mi tam brakowało, był taki jakiś niedosyt.
Cytat:
Upa­da­jąc, nie­ocze­ki­wa­nie sama się otwo­rzy­ła.

- Ciężko to sobie wyobrazić. Trzeba tu w moim odczuciu czegoś bardziej obrazowego.

Pozdrawiam.
Miło mi się czytało ;)
mike17 dnia 11.02.2015 16:39
Dzięki, Kubo, za przejażdżkę moim pociągiem i przemyślenia odnośnie tekstu :)

Już się do nich odnoszę:

Jeśli chodzi o tytuły, jakie wybieram, staram się, by zawsze ściśle odnosiły się do treści opowiadania, tak jak w filmie, np:

- Podziemny krąg - gdzie grupa zapaleńców tworzy nielegalny, podziemny krąg fighterów.
- Przypadkowy bohater - Dustin Hoffman staje się "bohaterem" z przypadku
- Dom zły - od początku wiadomo, że w tym domu dojdzie do tragedii

I ja kieruję się takim rozumowaniem.

Jeśli chodzi o zdania wielokrotnie złożone, kiedyś podpatrzyłem je u Faulknera, i tak mi zostało, zacząłem z nimi eksperymentować - oczywiście staram się, by miały logiczną ciągłość, i by przeplatały się ze zdaniami krótkimi, lubię taki zabieg.
Wiem, że nie każdemu to odpowiada, ale taki już mój styl :)

Zabieg z walizką wydał mi się jedynym, jaki w tej specyficznej sytuacji mógł "zdradzić" personalia nieznajomego, poza tym chodziło mi o pierwiastek grozy, a ta rządzi się irracjonalizmem.
Podobnie było w filmie Clinta Eastwooda "Za wszelką cenę", gdzie genialna bokserka na koniec podczas walki niefortunnie upada i uderza skronią w taboret, co powoduje potem paraliż.
Ta scenka również może wydawać się nieco "naciągnięta", ale w sztuce nie wszystko musi rządzić się prawami żelaznej logiki.

Pozdrawiam i serdecznie zapraszam do innych moich produkcji :)
Miroslaw Sliwa dnia 11.02.2015 16:59 Ocena: Świetne!
Witaj Michale. Jest literatura drogi, więc niby dlaczego miałoby nie być metafizyki drogi.
Bardzo dobre, w dojrzały sposób napisane opowiadanie. Przeczytałem je jednym tchem.
Pomysł ciekawy, a napięcie zbudowane po mistrzowsku.
W Twoim tekście nie ma nic za mało ani nic za dużo.
Dobrze, że bierzesz na warsztat różne tematy i nie pozwalasz się zaszufladkować.
Jak dla mnie bomba.
Pozdrawiam serdecznie. :)
Mirek
mike17 dnia 11.02.2015 17:10
Mirku, zawsze czekam na twoje słowo, zawsze niezmiennie sekundujesz moim próbom tfórczym :) a umiesz pisać komenty tak, że aż miło na serduchu się robi.
Bardzo się cieszę z takiego odbioru, bo opowiadanie miało być w swoim założeniu wyjątkowo proste w przeciwieństwie do poprzednich, wielowątkowych, bo jest tak jak piszesz: staram się pisać wszechstronnie i nie być zaszufladkowany jako ktoś, kto pisze w kółko o tym samym.
Chcę się rozwijać, iść naprzód, szukać wciąż nowych przestrzeni, gdzie mnie jeszcze nie było.
Wracam czasem do "grozy", choć wiem, że tu łatwo polec :)
Tym bardziej fajnie czytać twój koment.

Zapraszam w przyszłości, pozdrawiam i dziękuję :)
ajw dnia 11.02.2015 22:31 Ocena: Świetne!
Trudno, żeby facet, który pisze obszerne komentarze, nie żałując słów jako komentujący, oszczędzał je na własnym tekście. Rzeczywiście masz bardzo rozbudowane opisy, które można by znacznie skrócić, ale mam wrażenie, że jesteś takim facetem, który to wszystko, co pisze widzi i odbiera wszystkimi zmysłami - stąd i Twoje opowiadania są niezwykle plastyczne i pełne ekspresji. Potrafisz budować klimat i wprowadzać czytelnika w akcję.
Niesamowita podróz, niesamowity pociąg-widmo i niesamowita historia :)
RattyAdalan dnia 11.02.2015 22:34
Mike, powiem w skrócie - jak mi brakowało Twoich opowiadań! :)
Dobra Cobra dnia 12.02.2015 00:32 Ocena: Bardzo dobre
To jest cholernie dobra rzecz, co potwierdza Dobra Cobra po póóóólnocy.


Mike,

Jest groza, jest niesamowitość. Budujesz treść na Niezbadanym, czym można manipulować pisarsko i snuć teorie do woli. Ludziska tak lubią, stąd duża popularność opowieści z dreszczem.

Brawo za odwagę stworzenia dłuższej formy, co w necie wystawia "szybkich" czytelniików na wieeeelką cierpliwość.

Opowieść czyta się dobrze, nie czuć dłużyzn, akcja zaciekawia. A to najwazniejsze.

Dzięki za to story. Szkoda, że nie dziej się w Polsce...


Pozdrawiam,

DoCo
mike17 dnia 12.02.2015 09:10
Iwonko, jakże się cieszę w ten poranek z twojej u mnie wizyty :)
Jako gaduła z natury piszę długie tekściory, bo w pisaniu mnie ponosi, a w krótkich formach nie mam żadnych szans wypowiedzieć tego, co bym chciał, stąd tworzę długie rzeczy.
Ale zawsze liczę na tych, którzy lubią sobie poczytać, wejść w historie, "zakumplować" się z bohaterami, poczuć inny wymiar, oderwać się od życia na małą chwilę.

Ratty, kopę lat, moja Czytelniczko! :)
Miło widzieć Cię znów, mam nadzieję, że wróciłaś na dobre.
Brakowało mi Ciebie, wiem, co mówię :)
A więc teraz zapraszam Cię do poczytania tego, com napisał, kiedy Cię nie było.

Kobruś, nareszcie się pojawiłeś, brachu :)
Tym razem, po serii opowiadań damsko-męskich oraz wielce naturalistycznych postanowiłem dać dreszcza, choć miałem obawy, czy kogokolwiek nim przestraszę, wszak groza to już bardzo wyeksploatowana przestrzeń, nawet opowieści o pociągach już były.
Ale jak to rzekł Mirek, staram się nie zostać zaszufladkowany, stąd często zmieniam tematy i konwencje oraz styl językowy.
Wiem, że wielu odstraszają dłuższe formy, ale ja nie lękliwy :)


Wszystkim Wam bardzo dziękuję za czytanko i oby Wam się nie przyśnił... pociąg :)

:)
Usunięty dnia 12.02.2015 10:08
Uhuhu... dobrze, że informatykę zaczęłam wcześniej, bo bym się w 45 minut nie wyrobiła. Michał... gadasz i gadasz i gadasz. Nie można by krócej? Nienawidzę rozwlekłych tekstów, jeżdżenia pociągiem i wielu innych. Ale jestem tu, bo jako nieliczny jesteś mi przychylny. Więc, jak dla mnie za długie, miejscami nudne. Michał, ja wiem, że masz fajne teksty, ale ten nie przemawia... jak to mawiają "szału nie ma, dupy nie urywa".
Wiem, że będą lepsze teksty, mam tego 100% pewności.
Pozdrawiam, dark_kid.

PS: Zapraszam do siebie. (Bo mam coś na kształt prozy).
mike17 dnia 12.02.2015 10:27
Dark, rozumiem, że nie każdemu się przypasuje, a reakcje na dany tekst mogą być różne :)
To jedno z najkrótszych moich opowiadań, nie liczę miniatur, i w zamyśle miałem dwie rzeczy, by utwór coś mówił, mianowicie: dialogi, z których dowiadujemy się w sumie wszystkiego i "podróż" po pustym pociągu, kiedy to Alex odkrywa, że nie jest to zwykły pociąg.
Nie mogłem dać tego krócej, i tak sporo tekstu usunąłem, poza tym jestem słaby w krótkich formach i nie lubię ich pisać, czasem na konkursy.
Dlatego musiałem tu wydłużyć dialogi, by tym samym "podkręcić" temperaturę, a potem pojawia się cała reszta, całe bolesne odkrycie.
To dość "spokojny" tekst, z niewielką ilością wydarzeń, ale chodziło mi tym razem bardziej o stworzenie pewnego klimatu i efektu narastającej grozy.

Dziękuję Ci za czytanie i szczery koment :)

Zajrzę do Ciebie, of course :)
marukja dnia 12.02.2015 14:15 Ocena: Świetne!
Świetny tekst, Mike. No, no, jestem pod wrażeniem! :)
Sam pomysł już bardzo dobry, końcówka mocno mnie zaskoczyła, oczywiście na plus. Stworzyłeś niepowtarzalny klimat, osadzając akcję praktycznie w jednym miejscu, a ten papieros na końcu wymownie podkreśla zamęt w głowie Alexa. Nie wiem dlaczego, ale właśnie ta końcowa scena, obrazuje mi w głowie całą filozofię Twojego tekstu.
Bo mówisz tu o czasie, niemal poetycko kreślisz coś na kształt stanu pomiędzy jawą a snem, że nie pozostaje nic innego, jak zaparzyć kubek dobrej kawy i popłynąć z tekstem (a tym razem przejechać się pociągiem) ;)
Tak zrobiłam, zajadając pączka i fundując sobie przy okazji czytelniczą ucztę.

Niewątpliwie inny z Twoich tekstów, bez pikanterii i ostrych słów, tym bardziej doceniam, podoba mi się bardzo!
Ula dnia 12.02.2015 15:31
Ja tylko miałam zajrzeć i zaczytałam się :) Dla mnie świetna historia, z niemałą nutą grozy.
Nasunęła mi się jedna rzecz:
Cytat:
zo­sta­nie pod­sta­wio­ny spe­cjal­ny po­ciąg, ja­dą­cy w tam­tym kie­run­ku. Nie po­da­no jed­no­cze­śnie, skąd po­ciąg ten je­dzie i gdzie znaj­du­je się jego sta­cja koń­co­wa.

Tak sobie pomyślałam, że może ciut za wcześnie dałeś czytelnikowi poznać, że coś z tym pociągiem jest nie tak, ale pomimo tego i tak z zaciekawieniem doczytałam do końca. Pozdrawiam
mike17 dnia 12.02.2015 16:16
Hello, good woman, bez Ciebie i twojego komenta mój tekst byłby jak lizak bez patyka :)
Jak zwykle świetnie mnie wyczułaś.
Jestem pod wrażeniem twego poetyckiego spojrzenia, bo jak pisałem wcześniej utwór nie jest kolejnym kawałkiem "akcji", a stonowanym, kameralnym dreszczem, o pewnym przesłaniu, tajemniczo-smutnym liryzmie, i choć prosty w "dzianiu się", miał ukazać coś.
Czy się udało, nie mnie mówić.
Wiem, że masz zmysł do "czytania" poszczególnych zdań, i widzenia ich w szerszym kontekście - tu tak chciałem, by każde zdanie z dialogu coś wnosiło, by i końcówka dała do myślenia.
Mam nadzieję, że pączek smakował :)
Niebawem drugie opko z tego gatunku :)

Ulu, witam w moich skromnych progach nową Czytelniczkę :)
Jakże się cieszę, że udało mi się Ciebie zaczytać.
Zgadzam się zupełnie z twoją uwagą, ale chciałem delikatnie i dyskretnie już na starcie dać poczuć czytelnikom, że coś z tym pociągiem nie tak będzie, że coś pojedzie innymi torami.
Zamysłem opowiadania było takie stopniowe nasilanie "niepewności".
Fajnie, że dojechałaś do końca bez potrzeby wysiadki :)
Zapraszam, kiedy dusza zapragnie.

Obie Panie pozdrawiam i dziękuję :)
euterpe dnia 13.02.2015 11:45 Ocena: Bardzo dobre
Opowiadanie może mnie nie zaskoczyło, ale za to dreszczyk emocji, przyznaję bez bicia, pojawił się tuż pod skórą.
Pociągi, to zawsze dobry temat dla dreszczowców, został nawet wyodrębniony przez S. Grabińskiego jako nurt horroru kolejowego. Lokomotywy mają coś w sobie z old school'u, same są tak tajemnicze, niezwykłe, a para buchająca, otulająca pasażerów, ich bagaże dodaje dramatyzmu.
Myślę, że to bardzo dobre opowiadanie, choć rzeczywiście dość rozległe opisy mogą trochę nużyć, ale efekt końcowy - piorunujący:)
Pozdrawiam serdecznie,
Ewa
mike17 dnia 13.02.2015 12:11
Dzięki, Ewo, za przejażdżkę moim pociągiem i strzał w dziesiątkę, jeśli chodzi o "wyczucie" genezy tego utworu: otóż jestem fanem S. Grabińskiego od prawie 30 lat, przeczytałem wszystko, co zostało dotąd wydane, niedawno "Wichrowate linie", i chciałem sam zmierzyć się z kolejową grozą (to jedyny mój utwór dziejący się w pociągu), na ile oczywiście mi się to uda.
W poprzednich komentach pisałem o roli dialogów i opisu "zwiedzania" pociągu.
To jest już wersja finalna, bardzo zresztą okrojona.

Cieszę się, że wywołałem U Ciebie dreszcza, no i że suspense "zapiorunował" :)

Pozdrawiam warszawskim słońcem (prawie wiosennym).
mede_a dnia 13.02.2015 19:24 Ocena: Świetne!
To bardzo dobre opowiadanie, mike. Świetny pomysł, cudownie budowany klimat, nieprzedobrzone. Żywy, barwny język. Mimo obszerności przeczytałam raz dwa i wcale nie miałam wrażenia, że za długo. Bardzo się podobało.
mike17 dnia 13.02.2015 20:08
Cieszę się, Medeo, że ta cicha i kameralna opowieść znalazła twoje uznanie :)
Wiem, że jesteś fachowcem, a od fachowca dobre słowo to złoto.
To zachęta.
Mogę powiedzieć tylko tyle, że czuję zadowolenie, i że warto było napisać ten utwór, by ktoś, kto siedzi w polszczyźnie i nie tylko pochwalił ten w sumie zwyczajny tekst, inspirowany prozą Stefana Grabińskiego, króla polskiego horroru.
Znam twój zmysł krytyczny, tym bardziej cieszę się z twojej opinii.

Za chwilę jeszcze jedno opowiadanie z dreszczykiem, więc już zapraszam serdecznie :)
Lilah dnia 13.02.2015 21:56
Postanowiłam wsiąść do tego pociągu i... nie żałuję. :)
Quentin dnia 13.02.2015 23:27 Ocena: Bardzo dobre
Kupiłem bilet w dwie strony

Dzięki, Mike, za zaproszenie.
Historia jakże inna od tych, które już znam. Nie da się ukryć. Tego, do czego nas przyzwyczaiłeś, tutaj nie istnieje. Twoją twórczość dzielę na dwa fronty; poważną i tę nieco mniej poważną ;) Często odwołuję się w porównaniach do twórczości filmowej, jako że to moja pierwsza wielka miłość. No i pod tym względem jesteś podobny do braci Coen, którzy tak samo jadą na dwa fronty. Tworzą historie porąbane- poważne śmiertelnie i porąbane- śmiertelnie zabawne. Tak jest i u ciebie i u mnie pewnie też. Bardzo to sobie cenię.

W "pociągu" jest jednak inaczej. To zupełnie nowy kierunek. Jest to solidna opowieść, wszak jesteś konkretnie dobrym twórcą. Jest mądra, przewrotna i niesie w sobie prawdę życiową, o jakiej każdy wie, ale nie wszyscy są świadomi.

Przyznam szczerze, że preferuję jednak twoją "konwencjonalną" twórczość, która absolutnie mnie uwiodła. Wiem, że czasem trzeba odejść od czegoś, wyjechać linią poza przyjęty wcześniej nawias. Taka fanaberia autora. Może higiena pracy. Też to mam w każdym razie. Nie odbieraj tego w żadnym wypadku jako krytyki, bo nie taki mam zamiar. Znam wartość pisania made in Mike i nic tego nie zmieni.

Jeszcze raz wielkie dzięki za zaproszenie
Pozdrawiam
Quen
akacjowa agnes dnia 14.02.2015 00:04 Ocena: Świetne!
Mam już tę stację za sobą :) W kontekście Twojego opowiadania brzmi to dziwnie "pozagrobowo".
Zostałam wciągnięta do tego pociągu siłą i wysiadłam dopiero na końcu podróży. Parę razy chciałam uciekać, ale ciekawość była silniejsza niż strach.
Gaduła z Ciebie, to fakt niezaprzeczalny, ale potrafisz trzymać napięcie. Masz pomysły i zdolności w ich realizacji.
Tylko jak ja teraz do tego Krakowa pojadę? Pociągiem? Dobrze, że jeszcze tyle czasu do zlotu i może zapomnę to, com przeczytała.

Pozdrawiam we wczesnych minutach walentynkowej soboty ;)
mike17 dnia 14.02.2015 10:08
Dzięki, Lilu, za przejażdżkę moim pociągiem i bycie z bohaterami tej historii :)
Zawsze miło Cię gościć :)
Quentin, jak Ty dobrze mnie wyczuwasz, kurde, jestem w szoku!
Cytat:
Tworzą historie porąbane- poważne śmiertelnie i porąbane- śmiertelnie zabawne. Tak jest i u ciebie i u mnie pewnie też. Bardzo to sobie cenię

Zaiste, zaiste!
Cytat:

Przyznam szczerze, że preferuję jednak twoją "konwencjonalną" twórczość, która absolutnie mnie uwiodła. Wiem, że czasem trzeba odejść od czegoś, wyjechać linią poza przyjęty wcześniej nawias. Taka fanaberia autora. Może higiena pracy. Też to mam w każdym razie. Nie odbieraj tego w żadnym wypadku jako krytyki, bo nie taki mam zamiar. Znam wartość pisania made in Mike i nic tego nie zmieni.

Zupełna racja :)
W przerwach między uprawianiem mego ulubionego ogródka, czyli "bukowszczyzny" piszę, jak to celnie ująłeś, dla odmiany, by nie być one story manem, tudzież by po prostu odetchnąć nieco innym "literackim powietrzem" opowiastki z dreszczykiem, miniatury, groteski.
Absolutnie nie przyszłoby mi do głowy, że to krytyka, i ja Cię już trochę znam :)
I cenię za sztukę, którą uprawiasz, i za wyważone komenty.
Aga, mam nadzieję, że jadąc do Krakowa, naprawdę będzie to podróż w "realu" :)
Widzisz, gaduła nie gaduła, po prostu lubię pisać dłuższe teksty, nie lubię być ograniczany limitami słów - poza tym chcę, by w moich kawałkach dużo się działo, stąd ich objętość.
Bo pisanie to fun, i chciałoby, by trwał jak najdłużej.
Miło mi, że się bałaś (ale to zabrzmiało) - takie były me przewrotne zamiary :)

Drogich Komentatorów pozdrawiam walentynkowo i dziękuję za miłe słowa :)

Ahoy!
Krystyna Habrat dnia 16.02.2015 11:33 Ocena: Świetne!
Bardzo mi się mi się to opowiadanie spodobało.
Masz tu świetny pomysł i dobrze go rozwinąłeś. Potrafisz zainteresować, wciągnąć i utrzymać w napięciu, umiejętnie dawkując grozę, że nie można się oderwać.
Sama, jako studentka, jechałam raz w opustoszałym pociągu na odległej trasie, zimą, późnym wieczorem. Okna zamarzły. Spróbowałam na jakiejś stacji nacisnąć klamkę. Drzwi się nie otwierały. Wpadłam w popłoch i dopiero po chwili przyszło mi do głowy, że należy nacisnąć mocniej. Na szczęście jechałam do końca, do stacji węzłowej. Tym bardziej więc przeżyłam teraz emocje wzbudzone w twoim opowiadaniu, choć Ty poruszyłeś tu dużo więcej, bo jest tu wymiar metafizyczny.
Pozdrawiam.
mike17 dnia 16.02.2015 15:13
Dziękuję, Krystyno, za odwiedziny i garść miłych słów :)
Cieszę się, że Cię nie zawiodłem, nie zanudziłem, i że do końca udało się stworzyć atmosferę napięcia i oczekiwania na konkretne przesilenie.

No to miałaś przygodę :)
A teraz ja Ci ją przypomniałem, choć w nieco inny sposób: tak, często poruszam w opowiadaniach wątki metafizyczne i paranormalne, ponieważ to część mojego światopoglądu.
Wierzę głęboko w to, że obok naszego, istnieje inny wymiar, który się czasem z naszym krzyżuje, w ekstremalnych sytuacjach, jak ta, z tej historii.
Dla mnie śmierć to nie koniec, to początek nowego życia :)

Serdecznie pozdrawiam :)
Figiel dnia 16.02.2015 18:21 Ocena: Świetne!
Mike, jak Ty to u diabła robisz, że w jednym zdaniu mieści Ci się sensownie tyle słów?
Nie wiem, ale świetnie Ci wychodzi. Doskonale wykorzystałeś motyw pustego pociągu i jedynego w nim pasażera, zbudowałeś napięcie, choć jako miłośniczka horrorów wszelkiej maści mniej więcej od klepsydry miałam pewne podejrzenia, co nie zmienia faktu, że z przyjemnością doczytałam do końca. Dreszczyk to jednak nie wszystko, co sobie z opowiadania "wydłubałam" , bo jeśli odrzucić ten wabik i zacząć czytać słowa, jawi się dość refleksyjny tekst. Może dlatego trochę mi szkoda, że znalazło się tam zdanie, będące jednoznacznym przesłaniem:
Cytat:
W pu­stym po­cią­gu, do któ­re­go nie po­trze­ba bi­le­tów, bo nie ma tam kon­duk­to­rów, a ma­szy­ni­stą jest prze­zna­cze­nie, gdzie czeka za­wsze to jedno, za­re­zer­wo­wa­ne miej­sce dla wła­ści­wej osoby, i długa droga do sta­cji koń­co­wej.

Przecież Michale, to właśnie mówisz każdym zdaniem!
Pozdrawiam :)
mike17 dnia 16.02.2015 18:53
Hej, Figielku, kopę lat, miło Cię znów czytać i widzieć :)
Motyw pociągu od dawna chodził mi po głowie, ale już tyle na ten temat napisano, że bałem się wtórności, i by nie było zbyt "płasko".
Masz rację, nie o dreszczyk mi tu chodziło, a o to, o czym każdy z nas myśli w różnym czasie życia - co jest "tam", jak to jest przejść z życia w śmierć, jak to przejście wygląda, czy boli, czy jest to, jak niektórzy mówią - "przejście z pokoju do pokoju".
Ja tego nie wiem.
A bardzo chcę wiedzieć.

Zdanie końcowe celowo dopowiedziałem, wiem, że i bez niego wszystko jest czytelne, ale czasem lubię taką "przybitkę", by pogrubić pointę - i dlatego to zrobiłem.

Dziękuję za ten koment, i mam nadzieję, że nie znikniesz znów na długo, hm?

Pozdruffki :)
Dirk dnia 19.02.2015 01:14 Ocena: Bardzo dobre
Witam.

Podobał mi się klimat – lekko oniryczny z nutą niepokoju i choć dość szybko zacząłem domyślać się o co chodzi, tekst trzymał w napięciu do samego końca. Bardzo ładnie formułujesz Autorze zdania, są rozbudowane, a mimo to nie ma uczucia zmęczenia czytaniem. Generalnie całość, mimo ogranej tematyki, broni się warsztatem i wykonaniem.

Kilka rzeczy rzuciło mi się w oczy:

Cytat:
Wła­ści­wie, to do­pie­ro pan jest pierw­szą świa­do­mą rze­czą, jaką sobie ko­ja­rzę, jaką jasno uzmy­sła­wiam.

Chyba lepiej byłoby „jaką kojarzę, jaką sobie uzmysławiam.” To „sobie” przy „kojarzę” trochę mi się gryzie.

Cytat:
Co jest do stu dia­błów? — krzyk­nął w przy­pły­wie furii.

Tutaj nie ma żadnego błędu. Tylko tak sobie pomyślałem – facet nie wie co się dzieje, jest przerażony i bezsilny, a w tym momencie dochodzi jeszcze wściekłość. Niech sobie chłopina zdrowo przeklnie! Niech ma, a co!

Cytat:
Nawet oknem nie idzie wy­sko­czyć, bo po­za­my­ka­ne.

Może to i jest poprawna forma, ale nie używałbym jej w tekście literackim. No chyba, że w formie stylizacji na jakiś bazarowo-blokowiskowy slang. Tutaj lepiej chyba brzmiałoby „Nawet oknem nie mogłem wyskoczyć” albo „Nawet przez okno nie dało się wyskoczyć”.

Pozdrawiam.
mike17 dnia 19.02.2015 08:57
Dzięki, Dirk, za wizytę i podzielenie się swoimi uwagami :)
Cieszę się, że pomimo iż temat nienowy, podobało się - chciałem jednak coś z niego wycisnąć, na ile pozwoliła wyobraźnia.
Prawie wszystkie moje opowiadania dzieją się w latach 50. i 60. stąd celowo stosuję stylizację językową i pojawiają się wyrażenia raczej już nie używane.
Podobnie rzecz ma się ze slangiem, który jest nieodłączną częścią pewnego nurtu mojej pisaniny - tu akurat go nie było, ale zawsze "upchnę" jakieś obiegowe powiedzonko czy wyraz :)
Lubię jak tekst, jeśli to ma uzasadnienie, brzmi w miarę swojsko.

Pozdrawiam porannie :)
Dirk dnia 19.02.2015 09:27 Ocena: Bardzo dobre
Stylizacje są jak najbardziej na miejscu, świetnie uwiarygadniając tekst. Wydaje mi się jednak, że to jedno wtrącenie (a przynajmniej jedno rzuciło mi się w oczy) za bardzo odstaje od reszty. Gdyby dodać ze dwa, trzy wcześniej (a główny bohater ma kilka linijek dialogowych, więc spokojnie da się to zrealizować), nieszczęsne "idzie" nie wyróżniałoby się, jak kwiatek na kożuchu :)

Z drugiej strony, to tylko jedno słowo na dość długi tekst. Nie ma się czym przejmować. A ja mogę być do tej formy po prostu uprzedzony ;)

Pozdrawiam.
mike17 dnia 19.02.2015 09:36
W sumie masz rację: faktycznie, gdyby podobnych kolokwializmów było więcej, to "nie idzie" może by nie odstawało.
Ale zważ, że innym jednak nie przeszkadzało :)
Zmieniłem na "nie można" bez szkody dla tekstu, w innym wypadku musiałoby pozostać.

Pozdrawiam.
Druus dnia 19.02.2015 16:20
Ale tutaj tłum. Prawie jak na dworcu. :)

Wreszcie nadrobiłem wszystkie nieprzeczytane do tej pory opowiadania Twojego autorstwa. Trochę czasu mi to zajęło, ale w końcu się udało. Nie będę produkował komenterzy pod każdym tekstem, bo moją opinę znasz, a ona nie uległa zmanie.

Jestem "pod pociągiem", bo... No właśnie. Poszukałeś czegoś nowego, zupełnie inna tematyka (chociaż to ciągle "Twoje" pisanie), styl odpowiednio dopasowany i efekt finalny bardzo dobry.

Tekst nie wydaję się przegadany. Jasne, że zawsze można coś dopracowć.

Długość tym bardziej jest akurat. Nie nudziłem się podczas lektury, nie wyczekiwałem końca. Wszelkie opisy są w porządku. Zakończenie - duży plus.

Dobra odskocznia od Twojej soczystej, męskiej prozy. I tyle - jako ostatni nie mam za wiele do powiedzenia. :)

Pozdro, do następnego
mike17 dnia 20.02.2015 15:21
Cześć, Krystianie, miło Cię w końcu widzieć w moim kramiku z opowiadaniami :)
Nie wiesz, jak się cieszę, czytając, że udało Ci się "obskoczyć" to, co opublikowałem od sierpnia do teraz, dla mnie to wyczyn, który wiele mi mówi i wiele dla mnie znaczy.

Jestem ciągle "w drodze", niezmiennie szukam nowych tematów, zmieniam konwencje językowe, by było różnorodnie, by coś się różniło od czegoś poprzedniego.
Cytat:
Długość tym bardziej jest akurat.

bo to jeden z moich najkrótszych tekstów :)
Cytat:
Nie nudziłem się podczas lektury, nie wyczekiwałem końca. Wszelkie opisy są w porządku. Zakończenie - duży plus.

To miłe i dające poczucie zadowolenia, gdyż zawsze istnieje ryzyko, że kawałek, nie chwyci".
Cytat:
Dobra odskocznia od Twojej soczystej, męskiej prozy.

Niebawem wrócę z jej kolejną porcją :)

Wielkie dzięki za poświęcenie czasu (dużo czasu), za bycie w moim świecie, i za garść cennych refleksji.

Do zobaczenia soon :)
Usunięty dnia 14.05.2015 21:11 Ocena: Bardzo dobre
Nie widzę żadnych niedociągnięć, od początku zapomina się o literach i widzi obrazy. Wyjątkowo nie przeszkadzają mi typowe zwroty i ogólna przewidywalność fabuły, bo to jest tak porządne, jak solidny mebel, który po prostu spełnia swoją funkcję (sorry za być może mało szczęśliwe porównanie ;> ).

Motywem - że tak się wyrażę - ponętnym, był dla mnie motyw tajemniczego pasażera. Udało Ci się go ożywić. Był wiarygodny pomimo sennego pochodzenia. Oniryczność miała w nim swoją kulminację :)
mike17 dnia 15.05.2015 20:09
Dzięki wielkie, Ekszyn, za czytanie tego kawałka, może mało dynamicznego, ale nie o to mi tu chodziło - miałem na myśli przesłanie, a i ta oniryczność celowa i zamierzona - szło mi o pewną myśl, ale nie muszę tego tłumaczyć :)

Miło mi, że Ci przypasiło, i zapraszam w przyszłości, kiedy chęć najdzie :)

Pozdro!
faith dnia 25.05.2016 14:25
Czytałam już kilka dni temu, ale mimo to doskonale pamiętam klimat tej historii :) Przypomniałeś mi nią opowiadania mistrza Poe'go, bo atmosfera i rosnące napięcie są rzeczywiście podobne. Fabuła stopniowo rodzi niepokój, którego na początku nie jesteśmy w stanie zrozumieć, ale który po czasie staje się coraz bardziej odczuwalny.

Chyba jeszcze nie widziałam Cię w takiej odsłonie. Ale powoli poznaję i coś czuję, że będzie to moja ulubiona, bo mimo że jestem z tych, których łatwo przestraszyć, to paradoksalnie lubię się bać ;) Przyznaję więc, że miałam ciarki, a przecież chyba o to chodziło.

Pozdrawiam serdecznie :)
mike17 dnia 25.05.2016 15:23
Witaj, Kasiu, pod tym dreszczem kolejowym :)
Opko pochodzi z mojej debiutanckiej książki "Na błoniach zaświatów" 2009, ale tu dla potrzeb portalu znacznie je skróciłem, ponieważ publikuję tylko opowiadania średniej długości lub krótkie, bo nie każdy chciałby czytać utwory na 50 000 znaków w Wordzie, a takich mam najwięcej, toteż "Pociąg" skrócił się w kwestii dialogów.

Chodziło mi tu o bardzo powolne, stopniowe odsłanianie tajemnicy.
Że z tym pociągiem jest coś nie tak.
Że niezwykły pasażer, który stracił pozornie pamięć też nie jest tym, kim się wydaje być.

Mistrz Poe zawsze był moim idolem i to opko to taki mały hołd dla niego.
Chciałem zbliżyć się do jego klimatów i dać nienachalny horror, raczej dreszcz chyba.

Dziękuję Ci bardzo za kolejną wizytę i garść cennych refleksji :)
Lubię Cię czytać i to, jak widzisz moje pisanie.
Zawsze się czegoś uczę, a lubię się uczyć i doskonalić, nie dla mnie stanie w miejscu.
Dlatego fajnie, że niezmiennie odnajdujesz się w moich literkach.

Pozdrawiam piwnie :)
Usunięty dnia 27.05.2016 14:44 Ocena: Świetne!
OOOOOOO natknąłem się na kolejny horror. Bardzo fajny tekst, z fajną puentą. Trochę się zakończenia takiego spodziewałem, ale bardzo misternie to wszystko zapodałeś. Widzę, że też lubisz paranormalne, metafizyczne kawałki. Świat duchów i nasz przenikają się, nie chodz mi o wilkołaki i inne bajeczki. Człowiek ma duszę nieśmiertelną która krąży po naszym i Tamtym świecie. Tekst jest w dechę. Widać inspirujesz się starą książką pt Demon Ruchu, Stefana Grabińskiego. Bardzo spoko proza, takiej się już w PL nie pisze choć na świecie owszem.
Amerykańsko, i ta fascynacja techniką ekstra ekstra i superancko ;)

Daję 5 miło spędziłem tutaj czas ;)

Kiedy nowe teksty, bo czekam ;D ?

Pozdrawiam ;)
mike17 dnia 27.05.2016 14:52
Stefan Grabiński jest moim idolem od dzieciństwa :)
Znam wszystkie jego opowiadania i powieści na pamięć, bo czytałem je tysiące razy.
Sam chciałem zmierzyć się z "horrorem kolejowym" stąd to opko.
Celowo chodziło mi o wolne rozbujanie akcji, a potem, myk, i już lecimy szybko do finału.
Zależało mi szczególnie na tym, by czytacz nie domyślił się, że ów osobliwy pasażer to nieboszczyk...

Czyngis, nowe tekściory dopiero po wakacjach, zrobiłem se teraz wolne, nie lubię często publikować, ale we wrześniu wracam z solidnym cyklem miniatur, będzie się dzieło :)

Póki co, czytaj mnie z tego, co już mam :)

Pozdro!
esere dnia 31.05.2016 18:29 Ocena: Świetne!
Michale,

tekst przeczytałam uważnie. Bardzo mi się spodobał. Przyznam się jednak szczerze, że nie dotrwałam do końca komentarzy - jest ich za wiele;).

Jeśli chodzi o tekst - piękna metafora śmierci i gnania pociągiem do niewiadomego celu. Pomysł z klepsydrą mnie jak najbardziej usatysfakcjonował. Było tajemniczo, powiało chłodem;).

Moim zdaniem nie ma tutaj przegadania, bo i tekst jest specyficzny.

Pozdrawiam;).
mike17 dnia 01.06.2016 09:44
Bardzo dziękuję, Esere, za czytanko i najwyższą notę :)
Świetnie określiłaś ten utwór, tak jak ja miałem w głowie, pisząc go.
Masz rację - to specyficzny tekst, bardzo odrealniony i oniryczny wręcz.
A pusty pociąg, cóż, każdy z nas nim kiedyś pojedzie, gdy wybije ta jedna konkretna godzina.

Bardzo mi miło, że wpadłaś, czekam na kolejne odwiedziny :)

Pozdrawiam porannie!
Margharet dnia 09.07.2016 21:39 Ocena: Świetne!
Kolejna świetnie napisana historia, mike 17. "Okna wydawały się wrośnięte....przyssawszy się.." Przecież to jest przerażające, żyjące okna? Już od samego początku Twojej opowieści stałam się niewidzialną towarzyszką podróży Alexa. Najpierw znależliśmy na się zatłoczonym dworcu, a potem pośpiesznie weszliśmy do pociągu. Razem z nim szarpałam się z oknami, a wcześniej przysłuchiwałam się rozmowie z dziwnym pasażerem. A wszystko to dzięki temu, że tak pięknie malujesz słowami. To, że budujesz tak długie zdania , aby opisać pewne rzeczy to cudownie. Nie rezygnuj z tego. Czy masz w planach jakąś dłuższą historię? Taką z której Roman Polański zrobiłby arcydzieło? Pewnie w roli Alexa osadziłby Evana McGregora. (oglądałeś Autora Widmo?)
Pozdrawiam
mike17 dnia 10.07.2016 17:35
Co za komentarz, Margharet!
Jestem w siódmym niebie jak autor tego kawałka :)
Bardzo się cieszę, że ten pociąg zabrał i Ciebie w tę osobliwą podróż.
Starałam się jak moglem, by oddać oniryczną, a zarazem pełną grozy sytuację.
No i nakreślić postać tajemniczego pasażera.
Dziś już bardzo trudno straszyć, bo wszystko już gdzieś kiedyś było, tym bardziej mozolnie mi się pisało tę opowieść.
Ale skoro się podoba, tom rad :)

Bardzo fajnie, że wpadasz do mnie, czekam na kolejne odwiedziny, będzie mi bardzo przyjemnie :)

Pozdrawiam :)
Aronia23 dnia 13.11.2016 06:44 Ocena: Świetne!
miki17. jestem zagłębiona w Twoją opowieść. Podoba mi się to, w jaki sposób ukazujesz dworzec, ludzi, konduktorów i ten cały zgiełk. Dworzec to specyficzne miejsce i przekrój niemal całego społ.
Rozmowa Alexa z nieznajomym - zwracam szczególną uwagę na zapis dialogów. Rozmawiają o niczym, tak, jak zwykle w pociągu. Chociaż zdarzają się i dziwne stwierdzenia, które wprowadzają nutkę niepokoju i parę nut zaciekawienia. "Właściwie, to dopiero pan jest pierwszą świadomą rzeczą, jaką sobie kojarzę, jaką jasno uzmysławiam." Ten pasażer jest dziwny i Alex chce jakoś tę dziwność wytłumaczyć. To jest trudnym zadaniem, bo nowo spotkany , np. twierdzi:" Wsiadałem w domu, jakoś tak w pędzie, bez ładu i składu, nieprzygotowany i zaskoczony tą całą podróżą, ale trzeba było jechać, nie miałem wyboru. Są takie chwile, kiedy człowiek musi,..."
Wędrówka Alexa po pociągu - bardzo niepokojąca. Ten człowiek w ogóle nie rozumie, jak taki pociąg może istnieć : "czemu (dlaczego) - brzmiałoby lepiej. Nie sądzisz? ten pociąg nie jest taki jak inne, czemu wszystko jest tu na odwrót, absurdalne i dziwaczne."
No tak, Alex jechał "martwym" pociągiem - taką "windą do nieba". Opowieść przypomina treściowo i nastrojem opowiadania Stefana Grabińskiego. Tylko w jego pociągu jechało więcej martwych. Umiesz budować napięcie. Czasami myślę, czy takie rzeczy mają nieraz miejsce - może to wyobraźnia płata nam figle?. Już trochę mnie znasz, a ja mam coś ciekawego w zanadrzu. U mnie czas płynął, kiedy to czytałam i pisałam. Ale też nie wiem, dlaczego obudziłam się nagle, zajrzałam do Twoich opowieści i wybrałam tę. Twoje opowiadanie najbardziej przypomina mi "Ultima Thule" Grabińskiego. Podobało mi się to, co napisałeś. U mnie jest g.6:43, 13. 11. 2016 r. A23
mike17 dnia 13.11.2016 10:43
Świetnie wyczułaś, że to Grabiński i jego fantastyczna proza były dla mnie inspiracją :)
Bardzo się cieszę, że się odnalazłaś w tej niesamowitej opowieści.
Chciałem w niej przekazać, że wierzę w takie rzeczy jak kontaktowanie się zmarłych z żywymi, doświadczam tego co jakiś czas, więc nie mam co do tego cienia wątpliwości.
Oni wracają lub "stamtąd" ślą nam swoje "przekazy".

Alex był w tym pociągu, nie opuszczając stacji i w tym tkwi cała tajemnica.
To jest sednem tego, o czym wcześniej pisałem - w kontaktach ze zmarłymi czas i przestrzeń nie istnieje.

Chodziło mi też o zbudowanie napięcia w "martwym" pociągu, efektu narastającej grozy.
Z wolna rozjaśniającej się zagadki.

W ogóle chciałem napisać coś w stylu Grabińskiego, czyli o pociągach, ale po swojemu.
U niego zawsze dochodziło do katastrof, u mnie raczej do katastrofy wewnętrznej.

Proza Grabińskiego towarzyszy mi od 4-tej klasy podstawówki, kiedy to się w niej zakochałem z wzajemnością, bo pod jej wpływem napisałem wiele opowiadań grozy w swoim życiu i pewnie jeszcze coś powstanie.

Cieszę się, że mnie czytasz, jest z czego wybierać, wpadaj, kiedy dusza zapragnie :)

Howgh!
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
al-szamanka
24/04/2019 21:41
Powiem Ci tak: Wiersz byłby o wiele lepszy, gdyby był… »
Marek Adam Grabowski
24/04/2019 13:36
Bynajmniej nie chodzi o błędy językowe; lecz o to, iż temat… »
Miladora
24/04/2019 12:50
Witaj poświątecznie, Hope. :) Będzie krótko, bo nie mam się… »
Berele
24/04/2019 10:19
Zdanie w 2 zwrotce jest nienaturalnie długie. To nie jest… »
pociengiel
24/04/2019 08:33
Chyba tak mam czas do wieczora. »
al-szamanka
24/04/2019 08:23
Fajnie, że się podobało. Dziękuję za poczytanie i miły… »
al-szamanka
24/04/2019 08:21
Odjazdowy tytuł :D Najbardziej podoba mi się słońce… »
lew morski
24/04/2019 03:44
Wielkie dzięki za przeczytanie i komentarz – myślałem, że… »
Abi-syn
23/04/2019 21:28
Hejka Wiki to prawie jak ja, :) , też rzadko, też z… »
Elminster
23/04/2019 18:10
@Marek Adam Grabowski nie zmieniłem czcionki, ponieważ… »
cliffhanger
23/04/2019 16:47
Bardzo dobre. »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:16
Widzę, że powtarzasz błędy z poprzedniej części. Nawet… »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:08
Bardzo piękny wiersz. I piszę to mimo tego, że nie przepadam… »
al-szamanka
23/04/2019 14:55
Nie dziwię się, że próbowała utonąć. Doskonale pokazałaś… »
Madawydar
23/04/2019 12:09
Fabuła zapowiada się całkiem nieźle. Błędy są, ale nie… »
ShoutBox
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:55
  • Cholera jasna! Co mnie tu znowu przygnalo? :)
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:54
  • By ich nie spalic, troskliwie zawijaj w sreberka. /Swistak/ :)
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:52
  • I pamietaj by wsrod przypraw , byla oliwy kropelka.
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:51
  • Juz niedlugo, za dni pare. Idz po piwko, nie gitare. Rozpal grilla a w sam zar, wloz kartofli kilka par.
  • mike17
  • 23/04/2019 18:46
  • Głosujcie w MUZO WENACH 7 na swoich faworytów, oto konkursowe namiary : [link]
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:31
  • A kto inny mówi, że w Słowniku Poprawnej Polszczyzny z 2016 jest: winny wszystkiemu. I co tu sądzić? Ja mam tylko taką sugestię: być winny wypadku, zdarzeń (kogo, czego).
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:27
  • Otóż dzwoniłem do poradni językowej Uniwersytetu w Poznaniu. Podano mi, że w słowniku sprzed 40 lat obie formy są dopuszczane, a w nowym tylko w formie dopełniacza. Więc: winny wszystkiego.
  • Dobra Cobra
  • 23/04/2019 10:40
  • Jaka piękna wymiana celowników i dopelniaczy ! Lata cale czekałem na taką rozrywkę umysłową na Sb.
  • MitomanGej
  • 23/04/2019 04:30
  • "Wszystkiemu" to celownik, a "wszystkiego" - dopełniacz. Z logicznego punktu widzenia poprawna jest forma z końcówką -ego, gdyż jesteśmy winni kogo/czego, w celowniku to możesz być winny koledze 5 zł
Ostatnio widziani
Gości online:11
Najnowszy:yxutyf
Wspierają nas