Rozmnożenie - Izolda
Proza » Inne » Rozmnożenie
A A A
Od autora: Z Pluszowego konkursu

        

        Byliśmy nienasyceni, chcieliśmy czuć tej Miłości jeszcze więcej i więcej. Zachłannie dążyliśmy, by życie pobłogosławiło nas nadmiarem szczęścia. Pragnęliśmy pomnożyć wspólnie odkrywany potencjał. Marzył nam się mały Big Bang, który spowoduje, że staniemy się bogami przytulnego zacisza i wykreujemy nowy początek. Nową Miłość.

 

***

 

         Jestem wnuczką akuszerki, moja babka przyjmowała porody w naszym miasteczku i wszystkich okolicznych wioskach. Wiedzę o jej zdolnościach pocztą pantoflową rozprzestrzeniono daleko. Babka Anna urodziła pięcioro dzieci i na świat przyjęła wszystkie wnuki. Moja najstarsza siostra, Agata, została przez babkę namaszczona na następczynię i przyjęła to brzemię początkowo z obawą, ale im więcej noworodków trzymała w dłoniach, tym bardziej rosła radość z wykonywanej pracy. Wkrótce i ona cieszyła się sławą w okolicznych miejscowościach, uczestniczyła w porodach domowych, a kobiety nazywały ją doulą, czyli osobą, która towarzyszy matkom w trakcie ciąży i jest kimś więcej niż położną, bo zapewnia emocjonalne wsparcie. Miała dar i nie ulegało wątpliwości, że odziedziczyła go po babce. Pewne zdolności zostały dane i mnie. Właśnie byłam w trakcie ich odkrywania.

***

 

         Zaczęłam czuć towarzyszącą mi obecność wkrótce po Święcie Zmartwychwstania. Ziemia zieleniła się nową trawą i żółciła forsycjami, a ja dziwiłam zjawisku, jakie mimo nawału zajęć wciąż o sobie przypominało. Była to odrębna świadomość, która stale przebywała w pobliżu mnie i przyglądała wszystkim czynnościom. To zbliżała się, to oddalała, ale zawsze delikatnie stała obok i nie przekraczała moich granic. Nie bałam się jej, była mi nawet miła, dawała nieśmiałą radość i przynosiła spokój.

         Teraz wiem, że czekała. Czekała, aż w końcu przejrzę na oczy, dostrzegę, co dzieje się we mnie, bowiem tak byłam skupiona na czułej obecności, że zupełnie zapomniałam, że oprócz ducha mam jeszcze ciało, które potrzebuje, by czasem pogłaskać je od wewnątrz. Zejść z głowy niżej i w nim pomieszkać, poczuć wibracje, integrujące człowieka z jego zwierzęcym dziedzictwem. Natura sama postanowiła mnie zatrzymać, ustawiając na drodze płotek, którego nie przeskoczyłam. Upadłam i skręciłam nogę. W ten sposób nowe życie postanowiło, że zostanę dłużej w jednym miejscu, kazało powstrzymać szaleńczy kołowrót dnia codziennego i dało szansę na wgląd. Chcąc nie chcąc, wejrzałam w siebie. Unieruchomiona od dwóch dni, leżąc w łóżku, doznałam wreszcie olśnienia.

         To było jak noworoczne fajerwerki – dostrzec, że Miłość już się pomnożyła, jest we mnie i pędzi w gigantycznych podziałach na spotkanie z nami. Z chwilą, gdy to odkryłam, gdy nabrałam pewności, która jak tryskająca niespodziewanie fontanna spadła na głowę, przestałam czuć cichą obecność na zewnątrz. Śpij, dziecino moja mała, czas na ciebie już, ja cię będę kołysała, a ty oczka zmruż. Ta mała dusza nagle stopiła się ze mną w jedno, poczułam, jak przenika do mojej świadomości, i zdumiona tym faktem przeoczyłabym, że ptaki zaczęły intensywnie ćwierkać, latając wokół balkonu. Właściwie powinnam powiedzieć, że o mały włos przeuszyłabym, ale delikatna dusza, która wcieliła się w tym momencie w ciało, skierowała całą naszą uwagę na ów dźwięczny znak. Śpij, dziecino moja mała, śpij bez żadnych trwóg, ja cię będę kołysała, a nad tobą Bóg.

         Byłam przepełniona Miłością, nie mogłam z powodu nogi skakać z euforii, ale wszystko we mnie śpiewało, poczułam, że jestem małą świątynią, która chce dzielić się radością z całym światem. Dobrej nocy i sza, do białego śpij dnia, śpij, dziecino, oczka zmruż, śpij do wschodu rannych zórz.

         Wieczorem Ukochany przyniósł z apteki test, który miał być dowodem dla niego, bo ja żadnych potwierdzeń już nie potrzebowałam.

   – Wyglądasz, jakby wypełniło cię światło.

   – I tak właśnie się czuję.

   – Nie za bardzo się ekscytujesz? A jeśli coś pójdzie nie tak? – niepokoił się Ukochany. – Przecież mówią, że dusza ludzka przychodzi dopiero z pierwszym oddechem, by potem móc odejść z ostatnim.

   – I powiadają też, że wciela się w momencie zapłodnienia – odpowiedziałam. – Ale nasza Nowa Miłość przyszła w chwili, gdy zdałam sobie sprawę, że zamieszkała we mnie, gdy odkryłam, że jest. Wcześniej cierpliwie czekała obok na swój moment.

   – Nie mówiłaś mi o tym, że czujesz jej obecność w pobliżu.

   – A czy kiedykolwiek podchodziłeś poważnie do opowieści o babce Annie, która słyszała duszę dziecka i prowadziła poród tak, jak podpowiadało jej rodzące się maleństwo?

   – Zaczynam powoli nabierać szacunku do waszych bajek rodzinnych. Zaskoczyłaś mnie dzisiaj. Rzadko widzę, żebyś miała taką pewność.

   – Mam jeszcze jedną pewność: urodzimy naszą maleńką Miłość w domu, tu, gdzie ją poczęliśmy.

   – Wiem, że weszłaś w odmienny stan, który moi koledzy nazywają nawet odmiennym stanem świadomości…

   – I chociaż się naśmiewają, to mają wiele racji – wtrąciłam.

   – Ale nie pozwolę, byśmy tak ryzykowali, przecież to, co robi twoja siostra, jest nieodpowiedzialne.

   – Bzdura. Czy choć jedno dziecko Agacie umarło? Nie. Pomaga rodzić dzieci wolne od strachu. To szpitale odbierają kobietom świętość porodu i niszczą pierwotną więź matki z noworodkiem. Doula, taka jak Agata, nigdy porodu nie odbiera, ona przyjmuje dziecko, współpracuje z nim i z rodzącą, jest otwarta i czujna na wszystkie ich potrzeby.

   – I jeszcze powiesz, że słyszy te dzieci?

   – Skoro ja rozpoznałam tak szybko nasze… Mówiłeś, że nabierasz szacunku, to nieprawda…

   – Trudno mi to wszystko ogarnąć, jestem spanikowany zmianą, wybacz, proszę.

   – Przytul się, niech ta Miłość poczuje twoje wibracje, niech je zna od samego początku i wie, że stanowimy kołyskę, w której może rosnąć. Chciałabym, żeby wysłała w twoim kierunku jakąś emanację.

   – Rzeczywiście jesteś już w stanie podwójnej świadomości – roześmiał się Ukochany.

   – Osiągniesz wkrótce i ty stan potrójnej Miłości. Przecież Miłość nie tylko się czuje, należy jej także doświadczać.

Tego wieczoru kontemplowaliśmy, jak to jest rozmnożyć Miłość, jak afirmować i hołubić życie i jak smakować więź, która ma tak wielką moc stwórczą.

          Rano zatelefonowałam do Agaty. Nie potrzebowałam w skomplikowanych słowach tłumaczyć, co się stało.

   – Jesteś gotowa na nową przygodę? – zapytałam.

   – Zaraz… widziałyśmy się przecież trzy dni temu? – Nie mogła uwierzyć, że to już.

   – Od wczoraj wiem, że jest.

   – Jeszcze tak wcześnie nie poznałam żadnego z moich dzieci – ucieszyła się Agata.

   – To jest dziewczynka, już we mnie śpiewa.

Gwiazdki w górze już lśnią, wszystkie dzieci już śpią, więc i ty swe oczka zmruż, śpij do wschodu rannych zórz…

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Izolda · dnia 26.02.2015 20:11 · Czytań: 778 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 12
Komentarze
Dirk dnia 26.02.2015 21:11
Ciekawe opowiadanie, jednakże nie ze względu na samą historię, ale dzięki pomysłowi. Zdolności głównej bohaterki (i jej krewnych) są intrygujące i aż się proszą o wykorzystanie w jakiejś dłuższej fabule. Akuszerce nigdy nie umarło dziecko? Przyjmuje rady od nienarodzonej duszy? Może inni myślą, że jest opętana? Gdyby akcję przenieść w przeszłość, uznano by babkę narratorki za czarownicę...
Możliwości multum.

Kilka drobnych potknięć:

Cytat:
która to­wa­rzy­szy mat­kom w trak­cie ciąży i jest kimś wię­cej niż po­łoż­ną, o za­pew­nia emo­cjo­nal­ne wspar­cie.


Literówka.

Cytat:
Była to od­ręb­na świa­do­mość, która stale prze­by­wa­ła w po­bli­żu mnie i przy­glą­da­ła wszyst­kim czyn­no­ściom. To zbli­ża­ła się, to od­da­la­ła, ale za­wsze de­li­kat­nie stała obok i nie prze­kra­cza­ła moich gra­nic.


To nie do końca powtórzenie, ale warto przeredagować.

Cytat:
Upa­dłam się i skrę­ci­łam nogę.


Myśli wyprzedziły palce nad klawiaturą :)

Cytat:
Nie po­trze­bo­wa­łam w skom­pli­ko­wa­nych sło­wach tłu­ma­czyć, co się stało.


Powyższe zdanie jakoś mi się gryzie. Może lepiej brzmiałoby coś na kształt: "Zawiłe tłumaczenia nie były potrzebne".

Pozdrawiam.
Wasinka dnia 26.02.2015 21:55
Ciekawy pomysł, Izoldo. Gdy widzę słowo "akuszerka", to mnie od razu wciąga (chi chi).
Lubię takie opowieści, w których coś dzieje się niejako na pograniczu, kiedy w powietrzu magia nuci swoją piosenkę. I jest to magia, w którą tak trudno uwierzyć, bo nie chodzi tu o coś kompletnie nierealnego... Heh, chyba plotę nieco trzy po trzy, mącąc, ale myślę, że wiesz, o co mi chodzi.
Jakże przyjemne dla mnie są obrazy takież na przykład: "To jest dziewczynka, już we mnie śpiewa".
Intrygująca historia w dobrym stylu.


Gratuluję pierwszego miejsca i wyróżnienia Ekszyna. To nie byle co. ;-)


Pozdrawiam w Księżycu zaśpiewana.
Izolda dnia 26.02.2015 23:06
Dziękuję, Dirk, za wychwycenie kleksów.
Wasinko, wiem o czym mówisz, kompletną fantastykę łatwiej zaakceptować niż niezwykłe, choć realne zdolności ludzkie.
Dziękuję Wam bardzo za komentarze.
Pozdrawiam też.
akacjowa agnes dnia 27.02.2015 12:57 Ocena: Świetne!
To opowiadanie wbiło mnie w fotel. Poważnie. Pomysł, realizacja, styl, przekaz, klimat, język, a przede wszystkim mistycyzm :) Miód i malina, jak dla mnie. Ode mnie było na maksimum 12 punktów.
Uwielbiam takie niezwyczajne historie. Kontakt z duszą dziecka - genialne!

Pozdrawiam :)
Izolda dnia 27.02.2015 22:57
Dla takich czytelników aż chce się pisać. Trochę sobie na skrzydłach, które mi przypięłaś poszybuję, ale nie za wysoko, trzeba zawsze myśleć o lądowaniu. Dziękuję bardzo.
julanda dnia 27.02.2015 23:57 Ocena: Świetne!
:) Nie miałam pojęcia, że można rozmawiać z duszą dziecka! A myślałam, że tyle już wiem i nie ma dla mnie tajemnic. Światło, zgoda, wiedziałam, ale rozmowa, to faktycznie dar.
Sympatyczne opowiadanie, pełne ciepła, gratuluję podium w konkursie, przeczytałam z przyjemnością!
Pozdrawiam serdecznie! :)
Elwira dnia 28.02.2015 20:18
Stworzyłaś trochę taki klimat jak Mickiewicz w balladach. Nie wiem, czy uznasz to za komplement, ale takim ma być. Fabuła zmyślnie balansuje na granicy realności i legendy. Stąpasz po bardzo cienkiej linie, ale nie spadasz. Prowadzisz historię konsekwentnie, bo masz na nią plan i pomysł. I chyba właśnie to jest w niej urocze. Czy coś takiego mogłoby mieć miejsce? Szczerze? To nie jest ważne. Zabrałaś mnie do swojego świata i uwierzyłam w jego istnienie. Na maleńką chwilkę byłam gościem w innej, bardzo sympatycznej bajce. I za to Ci dziękuję :)

Pozdrawiam serdecznie.
Izolda dnia 02.03.2015 14:10
Julando i Elwiro, bardzo dziękuję za komentarze i opinie, jestem zaszczycona takim odbiorem. Mickiewiczowskie Ballady - piękny komplement.
Pozdrawiam Was serdecznie
Usunięty dnia 04.03.2015 01:48
Tak subtelnie ukryłaś dziecko pod słowami, jakbyś je nimi (wyszukanymi określeniami) otulała. Dlatego dopiero pod koniec tekstu dowiedziałem się o nim.

Lubię, jak ktoś umie rozpisać uczucie i go zarazem nie popsuć.
Krystyna Habrat dnia 05.03.2015 21:51 Ocena: Świetne!
Piękna opowieść o duchowym przyjęciu nowego życia. Ileż tu nastroju, emocji, poezji, urody. I radości życia. Mam pewność, iż tak przyjmowane od początku dziecię będzie miało ładniejsze życie, niż gdyby jego początki wyznaczała głównie fizjologia. Ono nadal będzie żyło w pięknie. W uduchowieniu.
Izoldo, potrafisz zauroczyć czytelnika.
I iść pod prąd modom, które głosząc kult ciała, pomijają duszę. Tę w szerokim tego słowa znaczeniu, gdzie człowiek uduchowiony kocha muzykę, powieści i wiersze... i jest życzliwie nastawiony do ludzi i świata.
Bernierdh dnia 06.03.2015 02:39
Ten klimat...
Zachwyciłaś mnie. Też poczułem mickiewiczowskie ballady. Jedyne rzeczy, które w Mickiewiczu lubię, tak BTW.
Och, tak pięknie mówić o macierzyństwie... Zaniemówiłem.
Pozdrawiam.
Izolda dnia 06.03.2015 15:07
Ekszynie DiC, jeszcze raz bardzo dziękuję za nagrodę specjalną i za komentarz Bóg zapłać.

Krystyno, bardzo mi miło, że zajrzałaś i wpisałaś zdania, pod którymi mogę się podpisać. Człowiek przepatroszony od środka (czyt. uduchowiony) jest zawsze bardziej interesującym egzemplarzem niż pozszywany na zewnątrz (czyt. odnowiony biologicznie).

Bernierdh, dobrze samopoczuciu robi czasem kogoś zachwycić, dzięki za wpis.
Pozdrowienia.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
JOLA S.
22/08/2019 14:35
Ładne, prawdziwe. Istnieją słowa, które żyją podwójnym… »
Kushi
22/08/2019 13:48
Ach moja ukochana Poetko... czasem wydaje mi się, że czytasz… »
JOLA S.
22/08/2019 10:39
Rafale, znowu stoję z nożyczkami i nie wiem, od czego by… »
kamyczek
22/08/2019 09:38
Dla mnie, optymistki, szklanka jest zawsze do połowy pełna.… »
kamyczek
22/08/2019 09:34
Bardzo ładny wiersz,, Wodniczko, podoba mi się. I… »
Zdzislaw
22/08/2019 09:21
Przyjemnie, że się spodobał i wywołał uśmiech. Również… »
Madawydar
22/08/2019 07:43
Witaj Decand Dzięki za komentarz. Pozdrawiam. »
ponadchodnikami
22/08/2019 02:23
"myślę więc (że) jestem" jest bardzo poruszające. »
Kushi
21/08/2019 23:44
Czasem w nas samych tak bywa, że nie doceniamy tego co mamy… »
wiosna
21/08/2019 23:41
Kazjuno, Carvedilol dziękuję i właśnie tak jest. W głowie… »
Kushi
21/08/2019 23:35
- piękne to jest Wodniczko:):) Zawsze po Twoich wierszach… »
wodniczka
21/08/2019 17:27
Witaj Jola S. Cieszę się, że moja poezyjka przypadła Ci do… »
JOLA S.
21/08/2019 15:51
Sen odpręża, daje energię do życia i do działania. Nie… »
Yaro
21/08/2019 15:05
Dziękuję »
kamyczek
21/08/2019 13:48
Są i takie, których za nic nie można sobie przypomnieć po… »
ShoutBox
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
  • Decand
  • 13/08/2019 19:20
  • Niektórzy wierzą też, że maksymalny czas tekstu w poczekalni wynosi pięć dni. Trzeba powoli, małymi kroczkami, jak nauka o nieistniejącym Mikołaju
  • Dobra Cobra
  • 13/08/2019 15:03
  • Niektórzy znow wierzą, że jak zostawisz 40 komentarzy różnym osobom to te 40 osób wróci do ciebie i da tobie takze 40 komentów
  • Dobra Cobra
  • 12/08/2019 18:38
  • Najprostsza rzecz to załatwić sobie klakierów ;)
  • Joefrind1
  • 11/08/2019 00:51
  • Nikt nie komentuje mojego wiersza :(
  • Joefrind1
  • 10/08/2019 20:52
  • A to przepraszam, juz nie przeszkadzam
  • Dobra Cobra
  • 10/08/2019 19:20
  • Prozaicy piszą kolejne wersy, poeci kolejne rymy spisują. Nikt nie ma czasu ma oglądanie pogody, gdy Ojczyzna w potrzebie.
  • Joefrind1
  • 10/08/2019 16:25
  • Ale dzisiaj fajna pogoda
Ostatnio widziani
Gości online:17
Najnowszy:5lydiac542ec4
Wspierają nas