引き篭りHikikomori - Figiel
Proza » Obyczajowe » 引き篭りHikikomori
A A A
Od autora: Znacie jakichś hikikomorich? A może tylko o nich słyszeliście? To zjawisko w Polsce występuje sporadycznie, w przeciwieństwie do Japonii i USA. Pojawia się tam, gdzie system oczekiwań społecznych staje się zbyt wysoki. Myślę, że niedługo do nas zawita, już słychać ciche pukanie…

Facet siedzący przy biurku jest mlecznobiałą plamą.

Prawdopodobnie wbija we mnie uważne spojrzenie.

Opuszczam głowę niżej, badam kafelkowy wzór podłogi.

 

Niedobrze, muszę się postarać.

 

Chrząka, a potem szeleści jakimiś papierami.

Podnoszę wzrok i spostrzegam zarys męskich dłoni odbity w chromowanej tafli biurka. Nie chcę ich oglądać. Wracam do kafelków.

 

Świat jest niebezpieczny, kontakt jest niebezpieczny, ludzie są niebezpieczni. Nieustannie czegoś chcą, jak krety drążą sieć wymagań. Wrzucają w tunele granaty oczekiwań, schematów, kanonów, które wybuchają, ranią, rozrywają. Wciąż drążą nowe i nowe. Tresują jak zwierzę.

 

Chcę  do siebie, do łagodnego światła ekranu komputera i kojącego dotyku klawiatury.

 

Dlatego muszę się postarać.

 

Z największym wysiłkiem odrywam spojrzenie od podłogi i kieruję na mężczyznę. Próbuję rozciągnąć usta w kształt podstawowej formy komunikacji społecznej –  uśmiechu.

 

Muszę utrzymać ten grymas, przynajmniej przez kilka sekund. To jedyna droga powrotu.

Raz,

dwa…

Trzy…

 

 ***

 

– Pamiętasz, co napisałeś o sobie?

– Tak.

– Chciałbyś coś dodać?

– Chyba nie.

– Wiesz, o czym będziemy rozmawiać?

–  O mnie. I hikikomori.

–  Zgadza się. Jesteś gotowy?

– Tak.

– Dobrze.  Zobaczmy, co tu mamy…

"Nazywam się Takahiro  Yasuko. Od dwóch lat nie wychodzę z pokoju.

Nie pamiętam, jak wyglądają ulice miasta. Ich zgiełk, światła połyskliwych neonów, szum silników samochodowych, gwar ludzkich głosów i nieustannie dźwięczących telefonów dawno pozostał za mną. Wyrzuciłem go z siebie. Nie istnieje.

Ostatni raz widziałem człowieka dwa lata temu. To była moja matka.

Spotkaliśmy się przed łazienką, w gorącą letnią noc. Poczułem pełznące po stopach macki lęku zmieszanego z obrzydzeniem, które pojmały mnie, oplotły zimnym uściskiem i stanąłem w bezruchu, patrząc jak na przemian zamyka i otwiera usta. Wylewała z siebie potok bezgłośnych słów, a jej twarz traciła kontury, rozpływała się, aż w końcu znikła. To dobrze.

Nadal jestem winien matce bezwzględny szacunek i będę go celebrował do końca życia, mimo że nigdy matki nie miałem. Przynajmniej takiej, jak europejskie – pełnej łagodności, czułości i oddania, zapewniającej syna, że jest dobrym, wartościowym człowiekiem. Takie matki kochają bezwarunkowo. Moim udziałem stała się kyōiku mama*, twór, którego bogiem jest edukacja.

Ona, jego niewolnica, drobna kobieta o włosach tak ciemnych, że aż wpadających w granat, po której spodziewałbym się łagodności subtelniejszej niż trzepot motylich skrzydeł i delikatności równej kwiatom wiśni, z nieubłaganym uporem ćwiczyła mnie, bym został wzorowym żołnierzem kyōiku shakai* – armii społeczeństwa opartego na edukacji.

Słabość umysłu dziecka godzi w honor rodziny. Sprowadza ukradkowe, wymowne spojrzenia, sączy wyrazy współczucia, otula smutkiem równym żałobie. Wyrzuca poza nawias. Nie chodzi o to, by zdać. Trzeba być najlepszym lub przynajmniej utrzymać się w pierwszej piątce. Wszyscy tak robią, to oczywiste, dlatego każda chwila życia musi być wykorzystana. Musisz uzyskiwać wysokie noty, by dostać się na studia. Studia są po to, by zakończyć je świetnym wynikiem, to gwarantuje dobrą pracę. Praca zaś – by być w niej najlepszym. Nie ma marnotrawstwa czasu ani chwil wytchnienia.

Kyōiku mama  jest zawsze pomocna w planowaniu  przyszłości. Nigdy nie odpuszcza.

Dwa lata temu, w wieku osiemnastu lat, ukończyłem kōtōgakkō, szkołę średnią wyższego stopnia. Pamiętam ją, jako wyczerpującą drogę składającą się z nieustannej dyscypliny, niezliczonych powtórek materiału, ciągnących się zajęć szkolnych, popołudniowych treningów w klubach artystycznych i sportowych, a w końcu wieczornych lekcji w prywatnym juku, szkole uczącej strategii rozwiązywania testów egzaminacyjnych na studia.

To rodzaj przygotowania do obrzędu, podobnego do praktykowanych przez afrykańskie plemiona, zmieniającego chłopca w mężczyznę z tą różnicą, że przerażonego, ledwie piśmiennego dzieciaka zastępuje wyedukowany uczeń, a ból fizyczny towarzyszący rytuałowi zamieniono na cierpienie umysłu zmuszanego do wysiłku powyżej jego zdolności.

Matka konsekwentnie prowadziła mnie ku męskości.

Codziennie rano wręczała mi ōbento, pudełko z laki z drugim śniadaniem składającym się z kilku potraw starannie skomponowanych kolorystycznie według obowiązującego kanonu: biały, brązowy, zielony i różowy. Rzygam tymi kolorami, ale wtedy nie zwracałem na nie uwagi, zresztą ōbento wszystkich uczniów wyglądało podobnie. Tak samo, jak szkolne mundurki. Byłem częścią jednorodnej, potężnej masy: żadnych odstępstw od schematu, żadnego indywidualizmu godzącego w dobro grupy, która powinna być dla młodego człowieka jedynym punktem odniesienia.

Dzień po dniu, jak w zapętlonej rzeczywistości, wychodziłem z domu przed ósmą i wtapiałem się w nurt płynących ulicą identycznych białych koszulek, granatowych płóciennych spodenek, dziewczęcych plisowanych spódniczek oraz podkolanówek. Potem, w szkole średniej, zamieniłem białą koszulkę na formalny gaku ran, szkolny mundurek – ciemny, ze sztywnym kołnierzykiem i srebrnymi guzikami.

Poza tym nic się nie zmieniło, więc nosiłem go z szacunkiem, mimo że wysysał ze mnie życie, zmuszając do powrotu z juku po północy i przypominał, że pozostały jeszcze do  odrobienia prace domowe na dzień następny.

Gdy byłem tak wyczerpany, że zasypiałem na stojąco, mogłem rano zostać w domu, a matka szła do szkoły. W trosce o moją przyszłość siadała w osobnej ławce na końcu sali lekcyjnej i cierpliwie notowała treść wszystkich zajęć. To samo robiła, gdy byłem chory i zapewne postępowałaby podobnie, gdybym nagle w akcie szaleństwa odmówił chodzenia do szkoły.

W domu pilnowała, by nic nie zakłócało ciszy, gdy uczyłem się do egzaminów na studia. Jej obsesja nie sięgnęła tak daleko, jak pewnej matki, która zabiła córkę sąsiada ćwiczącą nieustannie na skrzypcach, bo przeszkadzała synowi w nauce, chociaż sądzę, że byłaby do tego zdolna.

 W końcu stanąłem na progu męskości. Nie przypadkiem mówią o nim shiken jigoku – „piekło egzaminów”. Niewiele pamiętam z tego okresu, choć wiem, że na pewno byłem w piekle.

Zawiodłem. Nie zdałem.

Stałem się tym, co nazywają rōnin – samurajem bez swojego pana, niezasługującym na  większy szacunek niż zwykły włóczęga; człowiekiem fali, która uniosła go z dala od uczęszczanych szlaków, bo nie umiał jej pokonać. Wyrzutkiem.

Różnie ludzie reagują. Niektórzy popełniają samobójstwo. Ja zamknąłem na klucz drzwi swojego pokoju.

Początkowo wychodziłem tylko na posiłki i do łazienki. Unikałem  spotkań z matką. Nie miałem jej nic do powiedzenia. Całymi dniami surfowałem po  Internecie, czytałem, oglądałem filmy i słuchałem muzyki. Odkryłem inny, lepszy świat. Rozkwitałem w nim, zapadałem się w ciepłym bezpieczeństwie braku oczekiwań. Prawdziwe życie nie było mi już potrzebne.

W końcu odmówiłem uczestniczenia w posiłkach. Wtedy matka zaczęła podstawiać mi pod drzwi tacę z jedzeniem. Zabierałem ją nocą, gdy byłem pewien, że z cienia korytarza nie dobiegnie melodyjny  głos, przypominający, że w ciągu najbliższego roku powinienem uczęszczać na specjalne kursy doszkalające, których zaliczenie jest warunkiem ponownego przystąpienia do egzaminów.

Skutkowało. Czułem się bezpieczny do czasu, gdy spotkałem matkę przed łazienką. Nigdy więcej nie odebrałem przyniesionej przez nią tacy.

Przestałem wychodzić z pokoju. Zasłoniłem okno i widok na rozciągający się za nim idealny ogród w stylu karesansui – surową przestrzeń bez drzew, kwiatów czy krzewów, zapełnioną rzadkimi, imitującymi wyspy  płaszczyznami mchu, na które narzucono głazy opływane przez  fale starannie zagrabionego piaskowego morza. Gdy na nie patrzyłem, czułem się jednym z niezliczonych ziaren kwarcu.

Od tamtej pory uchylałem okno tylko wieczorem, by zabrać z tarasu torby z jedzeniem zamówionym przez Internet.

W moim pokoju zaczęły piętrzyć się sterty kartonowych pudełek, butelek po napojach, plastikowych kubełków, tworząc swoistą przestrzeń, w której w końcu poczułem się u siebie. Z czasem powietrze przeniknęła kwaśno-mdląca woń, będąca mieszaniną odoru rozkładających się resztek żywności, brudnych ubrań, bielizny, niemytego ciała i fekaliów, którymi zapełniałem opakowania po  jedzeniu i napojach.

Wieczorem uchylałem okno tarasowe tylko na czas potrzebny do wykonania dwóch szybkich ruchów: wciągnięcia do środka torby z jedzeniem jedną ręką, podczas gdy druga w tym czasie usuwała nieczystości. Zawsze znikały, pewnie sprzątane przez matkę. Czasem obok torby z jedzeniem leżał stos równo ułożonych, czystych ubrań. Starałem się ich nie dotykać, bo to oznaczałoby kontakt.

W upalne dni wodą chłodziłem się wodą butelkową wylewaną wprost na ciało. Jakakolwiek higiena była mi zbędna, ale z konieczności nauczyłem się obgryzać paznokcie, Te u nóg też, gdy zaczęły wrastać w skórę.

Czas przestał płynąć. Istniałem. Po prostu.

Potem odkryłem, że nie jestem w pokoju sam.

Pojawiły się głosy. To musiały być demony. Zakleiłem szyby kolorowymi gazetami, bo demony nienawidzą barw. Uwielbiają odcienie gaku ran. Zmuszały mnie do wyjścia. Odmówiłem. Za karę zrobiły coś z moim ciałem. Stało się cienkie, wręcz pergaminowo białe, swędzące. Siedząc w kucki, w kącie pokoju, całymi godzinami drapałem się po nogach, plecach, tułowiu, twarzy, aż skóra naznaczała się czerwonymi pręgami.

Opierałem się demonom, lecz w końcu przegrałem. Dopadły mnie. Rozwaliły drzwi i porwały. Straciłem przytomność.

Gdy ją odzyskałem, powiedziano mi, że jestem w londyńskiej klinice. Przebywam tu od dwunastu miesięcy.

Nie ma już demonów, wróciła przestrzeń i słowa.

Jestem zdrowy”.

 

 ***

 

– Dobrze. – Lekarz z namysłem odkłada kartki. Patrzy. Wiem, że chce spenetrować moje myśli.

 

Uśmiechnąć się. Raz, dwa, trzy…

 

– Pisałeś o przeszłości – mówi cichym, równym głosem, brzmiącym jak śpiew wody spływającej po kamieniach. – Ona minęła. Teraz postaraj się myśleć o tym, co będzie. Zamknij oczy i spróbuj zobaczyć siebie za dziesięć lat. Opisz, co widzisz wokół. Czy są tam ludzie? Wiesz, gdzie to jest?

 

W Tokio. W domu z widokiem na piaskowe morze. Oto moja przyszłość.

Zgadniesz, doktorku, jaka?

 

 

 

 

 

 

 

* kyōiku mama – dosł. „matka edukacyjna”. Kobieta stawiająca sobie za cel życia wykształcenie dziecka – wszechstronne i na najwyższym poziomie, niezależnie od jego możliwości.

* kyōiku shakai – dosł. społeczeństwo edukacyjne, ceniące wykształcenie jako wyznacznik wartości człowieka.

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Figiel · dnia 06.03.2015 20:54 · Czytań: 885 · Średnia ocena: 4,67 · Komentarzy: 22
Komentarze
Bernierdh dnia 06.03.2015 22:14
Wspaniale opisałaś to zjawisko, tworząc przy okazji świetny, przejmujący tekst.
Zastanawiam się, czy japońska kultura leży w kręgu twoich zainteresowań, czy po prostu idealnie odrobiłaś pracę domową przed napisaniem opowiadania :)
Nie znam żadnego hikikomori. W moim otoczeniu ludzie wolą uciekać w alkohol i powierzchowny kontakt ("hej, cześć, napijmy się" ) bo to wciąż społecznie akceptowane. Myślę jednak, patrząc na kierunek rozwoju naszego społeczeństwa, że masz rację - hikikomori są bardzo blisko. To, co wykształciło się w Japonii dzięki "idealnemu" połączeniu specyficznego poczucia honoru i wstydu oraz tego fanatycznego zapatrzenia w edukację, które tak doskonale opisałaś, ma szansę na rozwój w każdym cywilizowanym państwie. Skoro już nawet w stanach zanika przypisywany im w stereotypach od dawna podział na "mądrych" i "fajnych".
Teraz wszyscy muszą być "mądrzy". Nawet w Polsce. Tak uważają media, biblia współczesnego człowieka.
Póki co ja też nie dostałem się na studia. Ale na mojej ulicy chyba nikt ich nie skończył ^^ Nie wychowałem się w Japonii i nie słuchałem nauczycieli więc wiem, że zawiodłem tylko siebie, a nie cały świat.
Pieprzę o bzdurach, a to naprawdę świetny tekst.
Pozdrawiam.
alkestis dnia 06.03.2015 22:16
Wstrząśnięta. Na granicy spazmatycznego płaczu. Niestety to co przedstawiłaś, nęci, mimo odrazy i lęku. Brak kontaktu z żywym człowiekiem - tak, kiedyś żyłam podobnie. Pozorny, minimalistyczny kontakt z bliskimi - wszystko jak zza szyby. Ciężko się wraca. Poczułam duszności - wszystko się przypomniało.

przepraszam, więcej nie dam rady napisać, obudziłaś moje demony...
Figiel dnia 07.03.2015 01:44
Bernierdh, miło Cię gościć:)

Ano, odrobiona praca domowa, cieszy mnie, że jako tako, bo niepokoiłam się, czy nie zliczyłam jakiejś wpadki.
Tak społeczeństwo japońskie jest zapatrzone w naukę ( plus te elementy, o których wspominasz), ale naszemu też niewiele brakuje do uczynienia z wykształcenia świętości. Już nie wystarczy mieć zwykłego magistra, pożądane są dwa fakultety i przynajmniej jeden doktorat. Dzieciaki gdzieś gubią dzieciństwo, bo muszą się kształcić już od przedszkola, najlepiej w tych z rozwiniętym programem edukacyjnym. Gdy kiedyś poczytałam wytyczne do oceny postępów poznawczych kilkulatka, to brakowało mi tylko, aby znał pojęcie całki. Wzrastają oczekiwania pełnych aspiracji rodziców względem dzieci, coraz silniejszy jest nacisk na naukę i rozwój osobisty w zajęciach pozalekcyjnych. Szkoła tłamsi indywidualność, realizując program oparty na przeciętności erudycyjnej. Dziecko, a potem młody człowiek jest pod nieustanną presją, bo już w dzieciństwie powinien mieć świadomość, że nauka nie jest po to, by się rozwijał, tylko służy do uzyskania przyszłej pracy. Kiedyś tam.
Nie wątpię, ze zbytni nacisk rodzi tendencje do uruchomienia mechanizmu wycofania, to oczywiste, tyle, że we współczesnym świecie niełatwo się skryć, więc ucieczka przybiera coraz to drastyczniejsze formy.

A tak na marginesie, Bernierdh - myślę, że nikogo nie zawiodłeś, nawet siebie, a już na pewno nie przez brak statusu studenta. Wiesz, kiedy można się zawieść na sobie? Moim zdaniem tylko wtedy, gdy pod koniec życia stwierdzamy, że je bezsensownie spieprzyliśmy i już nic nie da się zrobić, bo time over. A na razie zero samobiczowania. Tego się trzymam i zamierzam trzymać się nadal. Daje się żyć:)
Dzięki za poczytanie i dobre słowo:)

alkestis

nie zamierzałam budzić demonów, ale czasem tak się zdarza... Mam nadzieję, że pogonisz je tam, gdzie ich miejsce. Tym bardziej dziękuję Ci za obecność po tekstem.

Pozdrawiam:)
Anima dnia 07.03.2015 12:17 Ocena: Świetne!
Pięknie! - to pierwsza moja myśl po przeczytaniu. To było po prostu piękne. Twój styl, a konkretnie harmonijne, jednocześnie proste i eleganckie zdania doskonale pasują do tematyki utworu. Momentami miałam nawet wrażenie, że czytam tłumaczenie tekstu jakiegoś japońskiego pisarza (tym bardziej, że bardzo szczegółowo przedstawiłaś realia życia w Japonii). ;)
Choć nazwa "hikikomorich" nic mi nie mówiła, w trakcie czytania uświadomiłam sobie, że zjawisko nie jest mi obce. W polskiej literaturze i filmie chyba zostało już ono z mniejszą lub większą dokładnością zobrazowane. Mam tu na myśli zwłaszcza powieści dla młodzieży, np. Anny Onichimowskiej, a także, co ciekawe w jednej z pierwszych powieści Małgorzaty Musierowicz, co świadczy o tym, że nie jest to, wbrew pozorom, problem z gatunku tych czysto współczesnych, z XXI w., mimo że bardzo się ostatnio nasilił. Twoje opowiadanie poruszyło mnie jednak bardziej niż teksty, które wymieniłam. Bez wątpienia ma w sobie coś magicznego, chociaż jest zarazem przeszywająco wręcz smutne i niepokojące.
Cytat:
Trze­ba być w naj­lep­szym
- "w" zaplątało się tu chyba niepotrzebnie.
Cytat:
j ob­se­sja nie się­gnę­ła tak da­le­ko, jak tej matki, która za­bi­ła córkę są­sia­da, ćwi­czą­cą nie­ustan­nie na skrzyp­cach, bo prze­szka­dza­ła sy­no­wi w nauce
- o matko! Sama to wymyśliłaś, czy naprawdę miało kiedyś miejsce coś takiego?

Pozdrawiam serdecznie. I dziękuję!
Anima
Figiel dnia 07.03.2015 12:53
Witaj Animo :)
Hikikomori to szczególna forma wycofania społecznego, którego przyczyn upatruje się braku możliwości podołania przez jednostkę wymaganiom stawianym przez otoczenie. Zjawisko narodziło się w Japonii, a jego powody skrywają się właśnie w systemie edukacyjnym oraz specyfice mentalności tego społeczeństwa - oschłych kontaktach dzieci z rodzicami, przy założeniu, że dziecko ma być bezwzględnie posłuszne wobec dorosłych, nauczycieli, a nawet starszych kolegów ze szkoły.
Drugą stroną medalu jest perfekcjonizm i etos nauki/pracy właściwy Japończykom - ostatnio władze ustawą zabroniły pracy po godzinie 22.00, nakazując kończyć ją o 20.00. Japończycy są oburzeni, nie wiedzą co począć z nadmiarem wolnego czasu, pomimo statystyk wskazujących, że wzrasta odsetek osób doświadczających karoshi, czyli śmierci z przepracowania.
Wśród przyczyn warunkujących postawę hikikomori wymienia się też rywalizację między rodzicami o poziom osiągnięć dziecka i ukierunkowanie go na doskonałość w każdej dziedzinie.
O tym zjawisku świetnym językiem pisała Amy Chua w "Bojowej pieśni tygrysicy" - lekturze, którą poleciłabym wszystkim rodzicom, ku rozważeniu zysków i strat tego modelu edukacyjnego.
Na gruncie amerykańskim uwagę na to zjawisko zwrócił John O'Farell w książce "Może zawierać orzeszki" z właściwym sobie humorem pokazując, do czego mogą posunąć się rodzice opętani etosem edukacyjnym.
A skoro mowa o granicach
Cytat:
Jej ob­se­sja nie się­gnę­ła tak da­le­ko, jak tej matki, która za­bi­ła córkę są­sia­da, ćwi­czą­cą nie­ustan­nie na skrzyp­cach, bo prze­szka­dza­ła sy­no­wi w nauce, cho­ciaż sądzę, że by­ła­by do tego zdol­na.

- nie wymyśliłam. Zdarzyło się naprawdę.
Dziękuję Animo za obecność pod tekstem, miłą dla mnie, entuzjastyczną ocenę i wskazanie błędu.
Pozdrawiam:)
Heisenberg dnia 07.03.2015 17:59 Ocena: Świetne!
No świetny tekst, świetny i tyle. Wszystko ze sobą współgra, zdania płyną, całość ciekawa, tematyka istotna. Brawo!

Figiel napisała:
ostatnio władze ustawą zabroniły pracy po godzinie 22.00, nakazując kończyć ją o 20.00. Japończycy są oburzeni, nie wiedzą co począć z nadmiarem wolnego czasu,

Ha ha, widziałem o tym reportaż. Jakiś japoński obywatel mówił z niedowierzaniem: "Nie wiem, co mam teraz zrobić. Chyba spędzę trochę czasu z rodziną". Jakby był to jakiś dziwny, nienormalny wręcz sposób spędzania czasu.

Figielko, absolutnie zgadzam się z Twoimi przemyśleniami.
Figiel napisała:
Już nie wystarczy mieć zwykłego magistra, pożądane są dwa fakultety i przynajmniej jeden doktorat.

Tak! Na zajęciach ciągle powtarzali mi: "To, że skończycie studia, zdobędziecie magistra, o niczym nie świadczy. Każdy może miec magistra, każdy może mieć piątki na dyplomie". Wtedy właśnie zacząłem się zastanawiać, po cholerę w takim razie mi te studia. (Jeśli to miała być motywacja do zrobienia doktoratu czy czegoś tam jeszcze, to u mnie to zadziałało odwrotnie). Jak kiedyś wrócę na uniwerek, to tylko na jakiś "nieprzyszłościowy" kierunek, z czystej pasji.

Bernierdh napisał:
Póki co ja też nie dostałem się na studia.

Aż dziwne, w dobie niżu demograficznego. W moich rejonach wszystkich przyjmowali wszędzie. Ale ja żyję na zachodnim pomorzu, w krainie najmarniejszej edukacji, więc może dlatego.
Ale to mi przypomniało pewne przemyślenia. W większości przypadków wykształcenie naprawdę o niczym nie świadczy (z wyjątkiem takich kierunków jak medycyna czy prawo, ale to inna bajka). Np. ostatnio mój brat szukał pracowników z dobrą znajomością niemieckiego. Przyszła kolesiówa po studiach filologicznych, z kilkoma certyfikatami. Niestety, podczas rozmowy wstępnej, nie potrafiła się porozumiewać języku niemieckim. I teraz co o tym wszystkim myśleć?

Odbiegłem od tematu, najmocniej przepraszam Autorkę. Jeszcze takie przemyślenia co do hikikomorich:
a może to też trochę wina tego, że zmienia się styl życia społeczeństw, że - używając metafory F. W. Kresa - stada zmieniają się w rój? Zanika indywidualność, ludzie muszą robić to i tamto, tak samo jak wszyscy, upodabniać się do innych, stajemy się tylko pikselami, zamiast całymi obrazami. Jak ktoś nie umie się dopasować, nie jest akceptowany. Nie może być akceptowany - po prostu w roju nie ma dla niego miejsca. (Piszę o tym, bo podobne przemyślenia pojawiają się w serii opowiadań, nad którą pracuję).

Gratuluje, Figiel, i pozdrawiam :)

A, no i ocena, znowu w drodze wyjątku (zazwyczaj nie wystawiam).
Dobra Cobra dnia 07.03.2015 18:47 Ocena: Świetne!
Japońce mają strasznie natrachane w swoich umysłach normalnie! To "schorzenie" bowiem jest li tylko czubkiem góry lodowej, jak sądzę. Nienawiść do kobiet, traktowanie ich jako przedmiotów oraz obiektów ulgi seksualnej, zapracowanie do granic oddania pracodawcy - to tylko niektóre rzeczy, w których tkwią po uszy.


Więc napisałaś piękną opowieść, Figlo, o syndromie, który niebawem i u nas się rozpowszechni. Nawet może u nas łatwiej, bo w Polsze zawsze prawie wszystko musi być skrajne. Emocje, narodowściowe rewizje, nawet obraza na ulicy - nie potrafimy wyluzować, spojrzeć z boku na nasze problemy.

Z jednej strony agresja, z drugiej alienacja. Niedobry to los. Może uwierać. I kto potrafi się mu przeciwstawić? Ludzie z wiekszych miast, jako "ostoja" moralności i kaganek kultury? Ale z czym? Z hasłami równości i gównem, które im sie wpaja, a w które oni później ślepo wierzą?

Prości ludzie z małych miasteczek, przysiółków i wsi? Ale jak, skoro oni w większości nie przeczytali w ostatnich latach ani jednej książki?!

Więc kto? Czy nie ma już nadziei?

Może nie ma. Kto wie?


Piękne dzieło, podane w sposób tradycyjny literacko. Bez eksperymentów, którymi zasypują Portal ludzie młodzi w swej bucie, sądzący, że co się nie napisze - przecież jest wielkie. A to największe kłamstwo, jakie wpaja się młodych w obecnych czasach: jesteś wielki, indywidualny, jedyny, oryginalny i nikt nie może cię zatrzymać. Ok, nie zatrzymujmy, niech lecą na krawędź przepaści. Bo tylko tam prowadzi ich ta droga. Samo kłamstwo.


Pozdrawiam proroczo,

Dobra Cobra w ukontentowaniu dziełem, tematem, jak i Autorką.
Figiel dnia 07.03.2015 20:54
Heisenbergu, bardzo dziękuję za notę i pochwałę. Prawdę mówiąc do zmierzenia się ze zjawiskiem zabierałam się od dawna, gdy tylko usłyszałam o hikikomori. Przyznaję, bardzo obawiałam się, czy uda mi się osadzić zjawisko w odpowiednim klimacie i czy sensownie rozłożę akcenty.Tym większa moja radość, że cel osiągnęłam.

Heisenberg napisał:
Ha ha, widziałem o tym reportaż. Jakiś japoński obywatel mówił z niedowierzaniem: "Nie wiem, co mam teraz zrobić. Chyba spędzę trochę czasu z rodziną". Jakby był to jakiś dziwny, nienormalny wręcz sposób spędzania czasu.


Do tego właśnie nawiązałam: społeczeństwo japońskie osiągnęło wysoką specjalizację w zamian za wyrzeczenie się podstawowych wartości - indywidualizacji potrzeb i wytwarzania więzi rodzinnych. To oczywisty skutek przyjętego modelu funkcjonowania.

Heisenberg napisał:
stada zmieniają się w rój


Dokładnie. Trafne do bólu.

Heisenberg napisał:
Na zajęciach ciągle powtarzali mi: "To, że skończycie studia, zdobędziecie magistra, o niczym nie świadczy. Każdy może miec magistra, każdy może mieć piątki na dyplomie".


Uwierz mi Heisenbergu, że gdybym coś takiego usłyszała, nawiedziłaby mnie identyczna myśl. Nie dlatego, że uważam studia za coś wyjątkowego, a status studenta za wyższy, ale dlatego, że ta wypowiedź stawia pod znakiem zapytania sensowność studiowania i neguje prawo do osobistego rozwoju. Miałam to szczęście, że studiowałam w czasach, gdy UW zasługiwał na właściwą sobie renomę. Nauczali wtedy wykładowcy z ogromnym doświadczeniem i wiedzą, nierzadko w podeszłym wieku, a wymogiem była kultura, wręcz klasa kontaktów między wykładowcą a studentem, i każdy wiedział, że otwierać buzię należy wtedy, gdy ma się coś merytorycznie sensownego do powiedzenia. W przeciwnym wypadku, należało po prostu milczeć.
Dziś przeciwnie, każdy może kłapać co mu się podoba, byle miał "papierek", a czasem i bez papierka łapie się na miano eksperta. Bywa, że we wszystkim.

Dziękuję, Heisenbergu, za obszerny komentarz.

Dobra Cobro

Cytat:
Japońce mają strasznie natrachane w swoich umysłach normalnie!


No widzisz, a nam chcieli drugą Japonię budować, więc dziękujmy, że nie wyszło.
Też sądzę, że zjawisko wcześniej czy później do nas dotrze, wszak mamy globalną wioskę i epidemia może szerzyć od skrajnej do skrajnej chaty. Tyle, że u nas - na szczęście - szukanie pomocy u psychologa czy psychiatry powoli przestaje być powodem do wstydu, w przeciwieństwie do Japończyków, którzy proszenie o pomoc uznają za dyshonor.

Myślę też, że ich stać na utrzymywanie hikikomori, w polskich rodzinach choćby ze względów ekonomicznych biedak posiedziałby sobie w pokoju z miesiąc, a potem rodzina by nie wytrzymała. Ponadto, jeszcze nie udało się doszczętnie wyplenić więzi rodzinnych, a część społeczeństwa je wręcz kultywuje. To dobre rokowanie.
W ogóle, im bardziej przyglądam się światu, tym bardziej skłaniam się ku wartościom tradycyjnym i zauważam ich aksjologiczną wyższość nad nowomodnymi pomysłami w różnych dziedzinach życia.

Cytat:
Z jednej strony agresja, z drugiej alienacja. Niedobry to los. Może uwierać. I kto potrafi się mu przeciwstawić? Ludzie z wiekszych miast, jako "ostoja" moralności i kaganek kultury? Ale z czym? Z hasłami równości i gównem, które im sie wpaja, a w które oni później ślepo wierzą?Prości ludzie z małych miasteczek, przysiółków i wsi? Ale jak, skoro oni w większości nie przeczytali w ostatnich latach ani jednej książki?!


Uczciwie?
Nie wiem.

Cytat:
Piękne dzieło, podane w sposób tradycyjny literacko. Bez eksperymentów, którymi zasypują Portal ludzie młodzi w swej bucie, sądzący, że co się nie napisze - przecież jest wielkie.


Nie ma niczego złego w eksperymentach, byle tylko nie krzyczeć, że parasol wetknięty w porcję fasolki po bretońsku to sztuka, a autora nazywać geniuszem.
A forma tradycyjna jest - powiedzmy - bardziej zachowawcza.

Cieszę się Twoim ukontentowaniem jak diabli:)

Pozdrawiam wszystkich:)
Miladora dnia 09.03.2015 17:24
Przejmujące opowiadanie.
Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że ten proces zaszedł już tak daleko. I chociaż sporo można wytłumaczyć specyficzną mentalnością Japończyków, strach pomyśleć, że może zacząć się rozszerzać także na inne kraje. Cóż, wbrew pozorom wyścig szczurów może się udzielać, gdy zaczyna się tworzyć nadmierna konkurencja w dziedzinie nauki, i gdy brak udziału z góry oznacza przegraną.
Pomyślałam też, że ludzie - przy ograniczonej obecnie selekcji naturalnej - sami tworzą dzisiaj jej zasady, eliminując spośród siebie słabsze psychicznie jednostki.
Tylko co to ma wspólnego z humanitaryzmem?

Bardzo sprawnie i z dużą znajomością realiów napisane opowiadanie.
Również bardzo wiarygodne psychologicznie.

A to tylko taka mała kosmetyka:
Cytat:
Znacie jakiś hikikomorich?

- jakichś -
Cytat:
Facet, sie­dzą­cy przy biur­ku jest mlecz­no­bia­łą plamą.

Bez przecinka.
Cytat:
– Wiesz(,) o czym bę­dzie­my roz­ma­wiać?

Cytat:
– Do­brze. Zo­bacz­my, co tu mamy
Mam na imię Ta­ka­hi­ro.

Wpada na siebie.
Cytat:
które poj­ma­ły mnie, oplo­tły zim­nym uści­skiem i sta­łem w bez­ru­chu, pa­trząc(,) jak na prze­mian

Konsekwencja czasów - stanąłem.
Cytat:
nie mia­łem. Przy­naj­mniej ta­kiej, jak te, o któ­rych czy­ta­łem

Słychać ten rym.
Cytat:
ła­god­no­ści sub­tel­niej­szej, niż trze­pot mo­ty­lich skrzy­deł

Bez przecinka.
Cytat:
Trze­ba być naj­lep­szym, lub przy­naj­mniej utrzy­mać się

Bez przecinka.
Cytat:
wy­czer­pu­ją­cą drogę, skła­da­ją­cą się z nie­ustan­nej

Bez przecinka.
Cytat:
szko­le, uczą­cej stra­te­gii

Bez przecinka.
Cytat:
cier­pie­nie umy­słu, zmu­sza­ne­go do wy­sił­ku

Bez przecinka.
Cytat:
z dru­gim śnia­da­niem, skła­da­ją­cym się z kilku po­traw, sta­ran­nie skom­po­no­wa­nych ko­lo­ry­stycz­nie

Bez przecinków.
Cytat:
zresz­tą, ōbento wszyst­kich uczniów

Bez przecinka.
Cytat:
wy­cho­dzi­łem z domu przed ósmą, i wta­pia­łem się

Bez przecinka.
Cytat:
Poza tym, nic się nie zmie­ni­ło

Bez przecinka.
Cytat:
po­wro­tu z juku po pół­no­cy, i przy­po­mi­na­jąc

Bez przecinka.
Cytat:
gdy­bym nagle, w akcie sza­leń­stwa(,) od­mó­wił cho­dze­nia do szko­ły.

Cytat:
jak tej matki, która za­bi­ła córkę są­sia­da, ćwi­czą­cą nie­ustan­nie

"Tej" nic nie mówi czytelnikowi. Sugeruję "pewnej matki".
Bez podkreślonego przecinka.
Cytat:
sa­mu­ra­jem, bez swo­je­go pana

Bez przecinka.
Cytat:
nie za­słu­gu­ją­cym na więk­szy sza­cu­nek, niż zwy­kły włó­czę­ga

- niezasługującym -
Bez przecinka.
Cytat:
że z cie­nia ko­ry­ta­rza, nie do­bie­gnie

Bez przecinka.
Cytat:
na­rzu­co­no głazy, opły­wa­ne przez fale

Bez przecinka.
Cytat:
jedną ręką, szyb­kim ru­chem wcią­ga­łem

Bez przecinka.
Cytat:
drugą wy­rzu­ca­łem nie­czy­sto­ści. / znaj­do­wa­łem stos równo / ich nie bra­łem / po­le­wa­łem się wodą bu­tel­ko­wą. Nie po­świę­ca­łem swo­jej [/b],

Wpada na siebie.
Cytat:
Te u nóg, też

Bez przecinka.
Cytat:
Je­stem zdro­wy.”

Kropka po cudzysłowie.

Na pewno zapamiętam ten tekst, Figielku.

Serdeczności :)
Figiel dnia 09.03.2015 21:43
Milu, bardzo dziękuję za czas poświęcony lekturze i wskazanie błędów. Sporo tego, szczególnie interpunkcyjnych, już sama nie wiem co mam ze sobą zrobić, żeby nabrać biegłości w tym zakresie. W pozostałych przypadkach masz oczywiście rację - też podejrzliwie patrzyłam na wskazane przez Ciebie nachodzenia, ale jakoś nie mogłam wyplątać się z czasowników. Poprawiłam, jak umiałam :)
Tak, hikikomori to odpowiedź na wyścig szczurów - bezsensowny i odzierający z godności. Przykre, że wpisał się na stałe we współczesną rzeczywistość i żal wszystkich młodych ludzi, którzy będą musieli do niego stanąć.
Dzięki za miłe słowa.

Pozdrawiam cieplutko :)
Quentin dnia 09.03.2015 21:59 Ocena: Świetne!
Historyczny Upadek Japonii

Rzadko kiedy mówię po przeczytanym tekście "Świetne", co nie znaczy, że nie czytam takich tekstów ;) Wiele na PP mamy tego, dzięki dobrym autorom. Oto jedna z tych perełek, po które warto sięgnąć, choćby stała, leżała, trwała wysoko. Jestem pod wrażeniem.

W tekście zawarłaś mnóstwo elementów, które bardzo lubię w twórczości. Mamy odniesienie do jakiejś aktualnej kwestii, konsekwencje tejże, no i stopniowy rozpad osobowości. Absolutny majstersztyk. Podziwiam tym bardziej, że dokonałaś tego na niewielkiej przestrzeni. Nie potrafiłbym. Podziwiam.

Nie wiem, skąd wzięło się to parcie na bycie dobrym i żeby tylko. Dziś nie wystarczy być dobrym. Człowiek musi być lepszy, musi być super, zajebisty i najlepiej, żeby się rozwijał. Nie ma co patrzeć na Japonię. Ten temat znam już ze studiów. Wystarczy rozejrzeć się wokoło i można stwierdzić to samo. Coś strasznego. Pracuję na rzecz dużej korporacji i już tyle razy miałem coachingi doszkalające, polepszające, naprawcze, że chyba powinienem dostać kota. Chyba większość z tych doświadczeń wywołała u mnie wstręt. To chyba dobrze, bo znaczy, że jeszcze jestem zdrowy ;)

Konkluzja jest przykra, jako że tendencja, o której piszesz, droga Figiel, to standard współczesnego życia. Bycie dobrym jest chujowe. Przetrwają tylko najlepsi.

Pozdrowienia
Quen
Figiel dnia 09.03.2015 22:41
Dzięki, Quentinie za tyle dobrych słów, jest mi niezmiernie miło.

Quentin napisał:
Podziwiam tym bardziej, że dokonałaś tego na niewielkiej przestrzeni.


No widzisz, a ja nieustannie zmagam się z tendencją do kondensacji, czasem mam wrażenie, że moje teksty są jak puszka - tak zbite i na dodatek napakowane, że gdyby zerwać wieko nawet nie rozległby się syk odrobiny powietrza, więc dla odmiany podziwiam tych, którzy dają swoim tekstom oddech i większą przestrzeń. Wniosek z tego, że pewnie przypadkiem mi wyszło:)

Quentin napisał:
Chyba większość z tych doświadczeń wywołała u mnie wstręt. To chyba dobrze, bo znaczy, że jeszcze jestem zdrowy


To bardzo dobrze świadczy o Twoim zdrowiu, Quentinie. Nie daj się nikomu przekonać, że jest inaczej.

Quentin napisał:
Konkluzja jest przykra, jako że tendencja, o której piszesz, droga Figiel, to standard współczesnego życia. Bycie dobrym jest chujowe.


Ano.
I to jest chujowe.

Pozdrawiam ciepło:)
Wasinka dnia 14.03.2015 17:43
Bardzo, bardzo przygnębiające. Jakoś tak od środka dotyka. Porusza i niepokoi.
Smutna przyszłość czeka gatunek ludzki, jeżeli nie zdamy sobie sprawy z niektórych tendencji. Rozprzestrzeniają się jak choroba. I jest to choroba, co świetnie pokazałaś.
Czytając, ma się wrażenie, że wiesz, o czym piszesz, a to powoduje podniesiony stopień przeżywania tekstu, sytuacji, problemu.
Dobry sposób na przekaz, zręcznie ujęłaś kwestię zatracania siebie, dążenie do ideału, które niszczy, bo ideał jest ułudą i po prostu makabrą.
Działa.


Pozdrawiam ze zmierzchem szukającym Wiosny.
Figiel dnia 15.03.2015 22:25
Dziękuję, Wasinko za odwiedziny. Też podzielam Twój niepokój związany ze społecznym pędem za różnego rodzaju tendencjami, które rzeczywiście mogą niszczyć jednostki mniej odporne na presję. Ucieczka, wyobcowanie, wycofanie jest samo w sobie zaburzeniem funkcjonowania na bazie którego mogą rozwinąć się objawy psychiatryczne, co powoduje konieczność stosowania długotrwałych terapii farmakologicznych i psychologicznych nie zawsze z zadowalającym skutkiem. Czy warto płacić tak wysoką cenę za dopasowanie się do stada? Moim zdaniem, nie.

Wasinka napisała:
Czytając, ma się wrażenie, że wiesz, o czym piszesz, a to powoduje podniesiony stopień przeżywania tekstu, sytuacji, problemu.


Prawdę mówiąc, nie do końca wiem, ale cieszy mnie, że wygląda jakbym wiedziała :) Literatury tematu w Polsce nie ma, więc musiałam polegać na skąpo opisanych symptomach zjawiska i wiedzy psychologicznej. Są jednak w necie zdjęcia pokoi hikikomorich i przyznam, że zrobiły na mnie ogromne wrażenie, myślę nawet, że mówią więcej niż ten tekst.
A ideał o którym wspominasz? Oczywiście, jest ułudą, czasem wręcz zastanawiam się co każe ludziom za nią gonić.
Pozdrawiam wieczornie:)
al-szamanka dnia 15.03.2015 22:28 Ocena: Świetne!
Czytałam tekst parę dni temu i musiałam go porządnie przetrawić.
Bo podziałało na mnie przytłaczająco.
Dawno temu oglądałam film dokumentalny o wychowaniu japońskich dzieci.
Przez wiele dni nie mogłam się otrząsnąć, śniłam blade skośnookie twarzyczki, z których zniknął uśmiech dziecka.
Być może na zawsze.
Być może po to, aby po latach pojawić się jako maskowaty, robotopodobny grymas uprzejmości.
Twój Takahiro jest dla mnie dowodem na to, że człowiek nie jest aż tak pojemny, jakby chciały tego najbardziej "rozwinięte" społeczności. Że jednak są granice zalewu informacji, obowiązków, odpowiedzialności i rygorów.
Że człowiek jest jak kielich, z tą różnicą, że ostatnia kropla przeleje zawartość tego ostatniego, natomiast u istoty czującej przejdzie w katastrofę.
Jak będzie przyszłość Twojego bohatera?
Mam nadzieję, że podobna do tej japońskich wywrotowców (ponoć nowa moda), którzy coraz częściej przeciwstawiają się musztrze i aby to uzewnętrznić farbują włosy na blond.

Pozdrawiam :)
Figiel dnia 15.03.2015 22:58
Al, trzymam mocno kciuki za japońskich wywrotowców, bo azjatyckie systemy wychowawczo - edukacyjne mają w sobie - przynajmniej dla mnie - coś z tortury i bezprawnego odbierania dziecku krótkiego okresu beztroski i zabawy. Mam nadzieję, ze rozwinięte społeczeństwa w końcu zrobią jakiś krok "uwsteczniający" i oddadzą dzieciom to, co jest im nie tylko należne, ale też niezbędne w kształtowaniu przyszłych postaw - zwykłe dzieciństwo będące uczeniem się świata, pełne wspomnień, wolne od obłąkanego samodoskonalenia i spełniania snobistycznych oczekiwań dorosłych. Może wtedy wymuszony szacunek ustąpi miejsca spontanicznej miłości?
Dziękuję za odwiedziny, komentarz i notę.
Pozdrawiam ciepło:)
Wasinka dnia 16.03.2015 08:41
Figiel napisała:
Prawdę mówiąc, nie do końca wiem, ale cieszy mnie, że wygląda jakbym wiedziała

Chodziło mi o to, że jeżeli czytelnik ma przekonanie, że Autor zna się na rzeczy/temacie, to bardziej jeszcze odczuwa wszystko to, co zostało przez niego napisane (albowiem prawdziwym jest). Jeżeli czujesz dzięki Autorowi autentyczność zdarzeń/sytuacji/problemu, wszystko wali bardziej po serduchu.

Pozdrawiam porankowo.
pendulum_man dnia 16.03.2015 20:33 Ocena: Dobre
Fajny tekst, szkoda, że nie przetransportowałaś tematyki na nasze Polskie warunki z jednoczesnym zachowaniem oryginalnej nomenklatury. Byłoby bardziej przyziemnie i forma ostrzeżenia miałaby większą moc (bo to jest ostrzeżenie, tak?). Jak na mój gust można by poświęcić opowiadaniu odrobinę więcej słów. Słów drugiej strony, ponieważ, cholera nic nie jest czarne ani białe. Piszący musi rozumieć każdą perspektywę, tak mi się wydaje.

Aha, ok, wow, zapomniałbym.

"Nieustannie czegoś chcą, jak krety drążą sieć wymagań. Wrzucają w tunele granaty oczekiwań, schematów, kanonów, które wybuchają, ranią, rozrywają. Wciąż drążą nowe i nowe."

Komplement czy nie; te dwa zdania mają mocniejszą wymowę niż cała reszta. Są NA PRAWDĘ dobre.

Te, swoją drogą, Sala samobójców, to jakaś wariacja na temat?
Figiel dnia 17.03.2015 17:18
Wasinko
ja właśnie o tym samym:) Bardzo obawiałam się czy przy mojej wiedzy o zjawisku i jego mechanizmach tekst będzie przekonywujący, bo nieznajomość tematu raczej trudno ukryć i o wpadkę łatwo.
Jeżeli jednak walnęło po serduchu, jestem szczerze uradowana.

pendulum_man
ciężko tę tematykę osadzić na rodzimym gruncie, bo zjawisko zdecydowanie dotyczy Japonii właśnie z uwagi na panujący tam system edukacyjny. Mam wrażenie, że nasz też powoli do tego zmierza, ale - co tu gadać- przyznaję uczciwie, że wybrałam bezpieczniejszy wariant.
Odnośnie spojrzenia z drugiej strony, tu będę się bronić - ominęłam ją celowo, bo nie chciałam "rozmywać" zagadnienia. Zdecydowanie miało być wręcz ascetycznie w czarno-białych barwach, a na dodatek z jednostronnym spojrzeniem, choć oczywiście masz rację - zawsze warto pokazać odcienie, bo nic nie jest jednobarwne.

pendulum_man napisał/a:
"Nieustannie czegoś chcą, jak krety drążą sieć wymagań. Wrzucają w tunele granaty oczekiwań, schematów, kanonów, które wybuchają, ranią, rozrywają. Wciąż drążą nowe i nowe."Komplement czy nie; te dwa zdania mają mocniejszą wymowę niż cała reszta. Są NA PRAWDĘ dobre.


Naprawdę? Cieszę się, bo patrzyłam na nie bardzo podejrzliwie, a nawet zastanawiałam się, czy nie wykasować. Dobrze, że zostały.

pendulum_man napisał/a:
Te, swoją drogą, Sala samobójców, to jakaś wariacja na temat?


Raczej nie.

A teraz ja zapytam: Masz resztę "Jednego szybkiego łyka...."? Nadal się domagam:)

Pozdrawiam serdecznie:)
pendulum_man dnia 18.03.2015 01:42 Ocena: Dobre
Możesz się domagać, jasna sprawa, tylko nie pozwól by spędzało Ci to sen z powiek, dalszej części nie będzie. ;)


Aha, jedna rzecz, spróbuję zrobić szkic i rozmyję trochę ten wątek. Zazwyczaj myślę wielowątkowo - syn znika z pokoju, nie wraca do domu już tydzień, matka pakuje jego plecak, do środka wkłada podręczniki i wyrusza przez Japonię do najsłynniejszych miejsc samobójców. Trafia w końcu do tego ich słynnego lasu. Spotyka tam wielu takich Synów. W pewnym momencie ja (piszący) nawet nieśmiało próbuję zmienić jej zdanie. Może mi się to udaje, może nie. Syna tutaj nie znajduje. Syn cały czas siedzi w pokoju, tylko przecież od zawsze był dla niej niewidzialny. Od, taka symbolika, ale można tym coś zawojować i udawać, że to nie jest tani egzystencjonalizm.
Ostatecznie syn umiera w domu z głodu. A matka..? Coś pewnie się tam z nią stało. Kto wie?

Oczywiście tak tylko gadam o pisaniu, lubię gadać o pisaniu.

pozdro Pani Figiel
Figiel dnia 19.03.2015 20:39
Trudno, nie będzie - przeżyję. Chociaż szkodą, bo chętnie bym coś Twojego przejrzała, w trochę większym zakresie niż wersję gadaną :) A swoja drogą Aoikigahara to dobry temat, nieźle rozbudza wyobraźnię, nie?
Pozdrowienia:)
ekonomista dnia 15.05.2015 18:29
Świetne napisane, ale temat potraktowany jednostronnie. Łatwo pokazać ofiarę systemu i zasugerować, że to norma społeczna. Trochę podobnie z fanami gier komputerowych. Czasem jakiś nastoletni gracz bierze broń do ręki i morduje kolegów z klasy. Wniosek - pewnie z miliard ludzi grających w różne gry to potencjalni mordercy.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
RafalSulikovski
23/08/2019 11:34
:-) Dzięki! Ja dopiero jestem stale "zapowiadającym… »
MP642
23/08/2019 11:22
Jeżeli by rok '68 rozumieć wąsko, to faktycznie za… »
JOLA S.
23/08/2019 10:21
Darconie, mów dalej, proszę :) Czytanie książek to… »
Darcon
23/08/2019 07:14
Cóż, bardzo mi się podobało. Piszę cóż, gdyż po dłuższej… »
Darcon
23/08/2019 06:57
Zastanawiałem się, gdzie zabrniesz z pomysłem typowej traumy… »
Darcon
23/08/2019 06:51
Bardzo dobry finał, właśnie on broni to krótkie opowiadanie.… »
Thomas Zevski
23/08/2019 06:39
Dziekuje bardzo za pomoc z bledami. To byl zawsze moj… »
Dobra Cobra
23/08/2019 06:08
Z zainteresowaniem przeczytałam ów szkic o jakże szalenie… »
al-szamanka
22/08/2019 22:45
Tu nieco za bardzo nachodzi, Wodniczko. A poza tym… »
wodniczka
22/08/2019 17:54
Kamyczku Jaki piękny komentarz. Odczytał zaczytałam się.… »
wodniczka
22/08/2019 17:47
Kushi Piękny komentarz napisałaś. Piękniejszy od tej mojej… »
wodniczka
22/08/2019 17:41
Kushi Zawsze bardzo miło Cię gościć. Cała przyjemność jest… »
Kazjuno
22/08/2019 15:24
RafaleSulikovski SF nie jest moim ulubionym gatunkiem, ale… »
JOLA S.
22/08/2019 14:35
Ładne, prawdziwe.:) Istnieją słowa, które żyją podwójnym… »
Kushi
22/08/2019 13:48
Ach moja ukochana Poetko... czasem wydaje mi się, że czytasz… »
ShoutBox
  • JOLA S.
  • 23/08/2019 12:22
  • Powodem waśni był smok. Na początku nikt z jadących portalem nie wierzył. „Bo mało to bajek po świecie pędzi” Poczytajcie, Panowie, zdolnego Skuula i basta, bo życie ucieka na bzdurkach.:)
  • Kazjuno
  • 23/08/2019 07:11
  • Coś cię najwyraźniej uwiera, geniuszu, łaszący się do portalowym władz. Tak trudno ci zakończyć insektowo robaczaną połajankę?
  • Decand
  • 22/08/2019 23:25
  • "Ponoć" słowem klucz. Wszyscy czekamy więc i Ty bądź grzeczym i zaczekaj. Świat naprawdę poczeka na Twoje arcydzieła chrabąszczyku
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 21:08
  • Ponoć czas oczekiwania to tydzień, kolego robaku. Czekam już dwa.
  • Decand
  • 22/08/2019 20:41
  • Niektórym robaczkom widać spieszy się za bardzo. A chyba powinno spieszyć się powoli, chyba tak to szło. Na pewno wszyscy wytrzymamy jeszcze na tekst jakiegokolwiek żuczka, ba!, nawet i misia
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 18:51
  • Oj, chyba urocza red. Vanilivi z przepracowania - wszak jako jedyna jest przytłoczona nawałą prozy - przeoczyła mnie, skromnego żuczka. Ale przepraszam, może namolnie ponaglam? Pozdrawiam...
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
  • Decand
  • 13/08/2019 19:20
  • Niektórzy wierzą też, że maksymalny czas tekstu w poczekalni wynosi pięć dni. Trzeba powoli, małymi kroczkami, jak nauka o nieistniejącym Mikołaju
Ostatnio widziani
Gości online:17
Najnowszy:9charlottec9422tp6
Wspierają nas