Opowieści zza mgieł (VI) - Wasinka
Proza » Inne » Opowieści zza mgieł (VI)
A A A
Od autora: Po przeczytaniu trzeciego fragmentu (który jest szóstym rozdziałem całości) będziecie znali już w zasadzie wszystkich bohaterów, którzy poprzewijają się pośród mgielnych opowieści.
Zapraszam ciepło.

 

Opowieści zza mgieł

 

Rozdział VI

 

Adela

 

            Spośród ciszy zmierzchu wyłoniła się blada postać. Mieczysław, zasnuty wspomnieniami, nie widział i nie słyszał niczego. Kazimiera natomiast wyłowiła z mgły delikatne skrzypnięcia, więc mimochodem zerknęła przez ramię. To utyskiwanie wózka dobiegło jej uszu, sylwetkę dostrzegła po chwili. Długie, szare włosy kłębiły się aż do pasa, nieuczesane i pozlepiane biedą. Sama woda nie zawsze radziła sobie z brudem. Niektóre pasma odstawały od głowy, stercząc na boki i zwiększając wrażenie niechlujności, a nawet szaleństwa. „Głupia Adela” – przemknęło przez głowę Kazimierze, ale zaraz skarciła się ze wstydem za takie określenie. Często je słyszała, gdy dzieciaki wykrzykiwały nieprzyjemne epitety w kierunku błąkającej się po ulicach miasteczka kobiety. Z nieodłącznym wózkiem i pustką w oczach. Biegały wokół, pokrzykując i śmiejąc się bez umiaru.

            – Głupia Adela! Głupia Adela!

Kobieta nigdy nie reagowała. Szła przed siebie.

 

***

 

          – Niestety, pani Adelo. – Surowa twarz lekarza nie drgnęła nawet, gdy słowa rozdzierały serce osiemnastoletniej dziewczyny. – Za dużo przeżyć, a dziecko zbyt wcześnie chciało przyjść na świat.

Adela powoli obróciła głowę do ściany, która – zszarzała od kurzu i pyłu – pochłonęła twarz młodej kobiety.

Rozpacz dusiła gardło, poczucie osamotnienia, które czuła od wybuchu pierwszej bomby, wzmogło się jeszcze. „Janku, gdzie jesteś?” – wyszeptałyby usta, gdyby zdolne były do choćby najmniejszego drgnienia.

Nie pamiętała, jak znalazła się w domu. Obudziło ją silne walenie w drzwi. Usłyszała szamotaninę w sieni, pokrzykiwania sąsiadki broniącej wejścia. Wyczuwającej wieści, które mogłyby zaszkodzić rekonwalescentce. Przegrała jednak walkę. Do pokoju wpadł niczym tornado przyjaciel Janka, przewracając krzesło i potrącając nocną lampkę.

          - Adelo! – Przylgnął czołem do jej dłoni. – Adelo, tak mi przykro! – załkał jak mały chłopiec i zachłysnął się astmą.

Nie widziała Janka od trzydziestego sierpnia, kiedy to wyruszył po jej matkę do Warszawy. Przeczuwał, że wojna jest nieunikniona, zamierzał więc spełnić pragnienie żony, która chciała mieć najbliższych przy sobie, gdy Hitler zdecyduje się na pierwszy ruch.

Kiedy Waldek klęczał przy łóżku i ściskał jej palce, poczuła, że zapada się w nieokreśloną głębię – ponurą i ciemną, zimną i odpychającą. Chwyciła Adelę mocno, osiadła ciężkim oddechem na piersiach i w żołądku. Kamień ciągnął na dno. Z oczu nie popłynęła ani jedna łza, tak samo jak usta nie wypuściły już nigdy żadnego słowa.

Gdy więc rok później niemiecki żołnierz gwałcił ją w bramie własnego domu, pobiwszy wcześniej niemal do nieprzytomności, nawet nie jęknęła. Tylko oczy zrobiły się zupełnie puste, a dusza zaczęła tak ciążyć, że ciało ledwo było ją w stanie nosić.

Urodziła córeczkę. Śliczną, złotowłosą. „Nie mogło być inaczej – myślała. – Przecież Janek był tak samo jasny, niebieskooki. Jak anioł. Teraz mam kolejnego”.

Uśmiechała się, kołysząc w ramionach drobne zawiniątko. Chadzała ulicami, by pokazać dwumiesięcznej istotce każdy szczegół miasta. Nieważne, że zniszczone, nieważne, że tylu brakowało budynków. Tam, tam za zakrętem zobaczyła Jana po raz pierwszy. „Masz wspaniałego ojca, kochanie” – szeptała w myślach.

Włożyła niemowlę do wózka, by spokojnie przespało resztę spaceru. Opatuliła kołderką, bo marcowy chłód, mimo słońca zapowiadającego wiosnę, potrafił świdrować na wylot. Przy końcu uliczki zamajaczył rynek. Miała wrażenie, że wciąż unosi się nad nim pył zburzonych kamienic. Oplatał mgielną poświatą pokaleczone drzewa niczym miękkie opatrunki.

Wozy konne zjeżdżały się na targ, gwar przerzedził nostalgię poranka. Adela wsunęła się cicho w ludzkie szemrania, zapragnęła poczuć życie, które wracało do niej od narodzin Janeczki.

Ale nagle spokój rozkładających się powoli furmanek przerwało zamieszanie, ludzie poczęli się rozpierzchać jak stado gołębi przed drapieżcą.

          – Du und du! Und du! Schnell, schnell!

Pięciu Niemców wskazywało na najbliżej stojących, jeden siedział za kierownicą ciężarówki, wpatrzony przed siebie, jakby nie chciał uczestniczyć w zgiełku i patrzeć na kłębowisko, które falowało w pułapce kordonu żandarmerii, niepozwalającego na ucieczkę, spychającego ludzi do najbliższej ściany budynków.

          – Hände hoch!

Adela podniosła jedną rękę, drugą kurczowo ściskając uchwyt gondoli. Potężnie zbudowany Niemiec szarpnął nią mocno, by oderwać od wózka, który przewrócił się na bruk, a z głębi dobiegł głośny płacz. Adela rzuciła się ku córeczce, lecz żandarm odepchnął ją silnie i brutalnie wyciągnął spod kołderki niemowlę.

          – Ungeeignet[1]– zarechotał głośno, chwytając dziecko za nóżki. Jednym ruchem rozdarł je niemal na pół, po czym odrzucił w tłum z obrzydzeniem.

Janeczka umilkła. Ktoś szybko pochylił się nad martwym ciałkiem.

Adelę połknęła ciemność. Ostatnie, co zobaczyła, to przerażone szare oczy dziewczynki popychanej ku ciężarówce, gdzie zaczęto rozwijać gruby sznur.

Żandarm kopnął jeszcze bezwładne ciało kobiety, ale nie miał już zamiaru marnować czasu.

 

***

 

          – Głupia Adela! Głupia Adela!

Dzieciaki nie dawały spokoju kobiecie. Lecz ona, jak zawsze w milczeniu, pchała wózek, w którym pieczołowicie otuliła dziecięcą kołderką złocistego kundla.

Mieczysław, kuśtykając, ruszył ku rozwrzeszczanej gromadzie. Uniósł kulę i pogroził dzieciom, które rozbiegły się po alejkach parku.

          – To jutro pora, żeby podrzucić tobołek Adeli, prawda? – spytał cicho, gdy wrócił do żony.

Przytaknęła siwą głową.

 

 

 

 

 

[1] Nie nadaje się, bezużyteczne.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Wasinka · dnia 16.03.2015 15:17 · Czytań: 778 · Średnia ocena: 4,86 · Komentarzy: 36
Komentarze
Figiel dnia 17.03.2015 18:12 Ocena: Świetne!
Wasinko, to świetny fragment, doskonale napisany, ale... trudno mi go czytać. Zbyt wiele ściska serce, budzi takie bezsilne wewnętrzne drganie, że choć wzrok dalej podąża za literami trudno uwolnić się od doznanych emocji. Nie umiem, nie daję rady czytać o bestialstwie i niewyobrażalnym cierpieniu niewinnych ludzi, a "wina" języka opowieści leży w tym, że sceny stają przed oczyma jak żywe.
Oczywiście, pamiętam początek Twoich mgielnych opowieści - zachwyciły mnie obrazem sadu, w którym trwało rodzinne zrywanie jabłek i zmroziły zderzeniem tej łagodności z nadciągającą zawieruchą wojenną. Ten najnowszy fragment - co paradoksalne - jest tak dobrze napisany, że nie daję sobie z nim rady. Rzadko tak mam, ale tym razem tak.

Pozdrawiam serdecznie :)
Wasinka dnia 17.03.2015 18:53
Figielku, dziękuję za komentarz. Czekam na jakiś już drugi dzień i tak sobie myślałam, że tekst na niego po prostu nie zasłużył.
Wiem, że to przykry rozdział, ale musiałam go z siebie wyrzucić. Powstał jako pierwszy i obawiałam się go pokazać m.in. ze względu na "sceny". Dlatego się nie rozpisywałam.
Obraz małego dziecka i Niemca wisiał we mnie długo, "napomknęła" (niechętnie opowiadała o wojnie) o nim Babcia; nie mogłam tego nie opowiedzieć w mgielnych historiach.

Dziękuję za komentarz raz jeszcze, za szczerość, naprawdę.

Wdzięcznie się kłaniam i pozdrawiam ciepło.
Lilah dnia 17.03.2015 19:29
Świetna napisana część (nie umniejszając I i IV). Łza się kręci w oku przy czytaniu, ale cóż, takie tragiczne wydarzenia miały miejsce i trzeba o nich pisać.
Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, ze wstawisz jeszcze inne części. :)
Wasinka dnia 17.03.2015 19:36
Bardzo dziękuję za chęć czytania nawet kolejnych części, Lilah. Nie wiem, czy będę wrzucać, ale dobrze jest wiedzieć, że znalazłyby się osoby, które by przeczytały.
Cieszę się, że zostawiłaś przyjazne słówko.

Pozdrowienia księżycowe.
zajacanka dnia 18.03.2015 01:14
O, Matko!
Przeczytałam wcześniejsze i to teraz. Mocne, bardzo. Wasinko, nie wiem, co powiedzieć. Takie bły czasy i nieludzkie zachowania, ale boli teraz nawet czytanie ino.
Jestem i będę czytać.
Tyle na dziś, bo poruszyło.
Kiss
A
Wasinka dnia 18.03.2015 08:15
Zajacanko, witaj w opowieści o Adeli.
Nie chciałam epatować dramatyzmem czy scenami drastycznymi; dlatego starałam się niejako "na szybko" opowiedzieć tę historię.
Dziękuję, że czytasz i że podzieliłaś się wrażeniami.

Pozdrawiam porankowo.
al-szamanka dnia 18.03.2015 11:48 Ocena: Świetne!
Wasinko, tekst straszny i bolesny, i czytając, tak bardzo skurczyło mi się serce, że cały czas czuję je jak skamieniałe.
Trzeba talentu, aby w sposób pozornie spokojny, zda się prostym obrazowaniem, pokazać tyle nieszczęścia, okrucieństwa i rozpaczy.
Nie dziwi, że Adela stała się taka...
Ile takich głupich Adel pojawiło się podczas wojny i jeszcze długo po niej snuło się ulicami miast. Wyobcowane, zdziwaczałe bestialstwem, które zniszczyło ich dusze, i jakby tego było mało, pozwoliło przetrwać ciałom.
Doskonale napisany tekst, Wasinko.
Jeszcze teraz brak mi tchu.

Pozdrawiam.
Wasinka dnia 18.03.2015 12:18
Dziękuję, Al-szamanko, za Twoje odczuwanie. Nie chodzi mi oczywiście o to, że sprawia mi przyjemność, gdy serce Ci się kurczy, ale jeżeli tekst działa, to powinnam choć trochę być zadowolona.
Masz rację, skrzywdzonych tak bardzo Adel było na pewno wiele. A my nie zdajemy sobie sprawy, jak dużo przeszedł ktoś, kogo mijamy na ulicy. "Wariatka", myślą niektórzy. I tyle.
Miło mi bardzo, że przeczytałaś i skomentowałaś.

Pozdrawiam ze słońcem.
zawsze dnia 18.03.2015 22:01
Wasinko, a jednak! Powstaje nadal - i bardzo dobrze. Fragment krótszy niż poprzednie, ale nie jest ani odrobinę mniej rozdzierająco. Ba... Trafiło mocno.

Nie umiem wykrzesać więcej słów.
Wasinka dnia 18.03.2015 22:15
Witaj, zawsze.
Chyba rzeczywiście trochę krócej... Pewnie chciałam nieco przemknąć przez te obrazy.
Dziękuję, że się pojawiłaś.

Pozdrowienia księżycowe.
alkestis dnia 20.03.2015 20:37
Poruszyłaś mnie tym tekstem, Wasinko. Przypadkiem zagłębiam się w przyczyny faszyzmu w wydaniu Fromma. Ciężki to i bolesny temat. Jak łatwo człowiek daje się uwieść idei. Nawet takiej.

Wracając do tekstu. Dziecko było Niemca czy Janka? Takie złotowłose i nie uznane za Aryjczyka? Pogubiłam się chyba.

pozdrawiam
a
Wasinka dnia 20.03.2015 20:53
Alkestis, witaj pięknie. Warto było winko podać, chi chi.

Dziecko było Niemca, Jankowe Adela poroniła na początku.
Tutaj nie chodziło o aryjskość czy jej brak. To była łapanka do obozu pracy.
Mam nadzieję, że rozjaśniłam. :)


Dziękuję i pozdrawiam księżycowo.
alkestis dnia 20.03.2015 21:24
Nie jestem przekupna:p
Jednak myślałam dobrze, uff. Wolałam się upewnić, dzięki:)
Wasinka dnia 20.03.2015 21:53
Żartowałam z tym winkiem. ;)

Lepiej pytać niż się bić niepotrzebnie z domysłami. :)
lech dnia 21.03.2015 19:54 Ocena: Świetne!
Wasinka - czytałem z ogromną satysfakcją, bo i temat jest dla mnie bardzo interesujący. Nie jest to łatwa literatura, a do tego pokazująca tak głębokie ludzkie dramaty, że chce się krzyczeć z bezsilności. Dlatego wymaga od autora wielu przemyśleń, tym bardziej, że czytający nie zawsze jest w stanie zrozumieć historyczny czas w którym umieściłaś bohaterów.

Postać Adeli w moim subiektywnym odczuciu jest zbyt lakonicznie pokazana, chciałbym ją więcej poznać, abym jeszcze bardziej mógł rozpalić moją empatię - pomyśl o tym.

Zgadzam się z uwagą alkestis: "Dziecko było Niemca czy Janka?", gdyż musiałem dobrze wczytać się w tekst, by zrozumieć ten fragment.

Życzę Ci wytrwałości, postawiłaś sobie wysoką poprzeczkę i naprawdę robisz to interesująco.

Niecierpliwie oczekuję następnych rozdziałów.
Pozdrawiam
Wasinka dnia 21.03.2015 21:45
Witaj, Lechu. Miło Cię gościć.

lech napisał/a:
Postać Adeli w moim subiektywnym odczuciu jest zbyt lakonicznie pokazana, chciałbym ją więcej poznać, abym jeszcze bardziej mógł rozpalić moją empatię - pomyśl o tym.

Rozumiem to. W założeniu miałam jednak pokazać same fakty; żeby to historia gadała, a nie sama postać Adeli. Nie wiem, czy dobrze wyjaśniam. Ale może jednak trzeba będzie to przemyśleć...

lech napisał/a:
Zgadzam się z uwagą alkestis: "Dziecko było Niemca czy Janka?", gdyż musiałem dobrze wczytać się w tekst, by zrozumieć ten fragment.

O taką uwagę przy tekście właśnie mi chodziło. Chociaż wolałabym, by było to dość zrozumiałe od razu. Wydawało mi się, że jest, skoro daję sygnały, że Adela zapadała się wciąż w ciemność. Wówczas już jej psychika próbowała się bronić. W tym przypadku - poprzez uznanie dziecka z gwałtu dzieckiem Janka (które straciła).
Jednak skoro może być to powodem nieporozumień, muszę i tę kwestię przemyśleć.

Bardzo dziękuję za zatrzymanie się i podzielenie się uwagami.

Pozdrawiam ciepło.
Krystyna Habrat dnia 22.03.2015 21:31 Ocena: Świetne!
Napisane po mistrzowsku, ale strasznie bolesne. Jednak nie mamy prawa uciekać od takich tematów, takiej historii. Tak przecież było. Trzeba to przypominać i poruszać sumienia szczególnie teraz, gdy na każdym kroku zachwalane są książki zabawne i relaksowe, jakby to było teraz najważniejszym kryterium dobrej książki, tym bardziej, że zwykle te pozycje okazują się puste intelektualnie i bezideowe.
Wysoko oceniam kunszt twojej prozy oraz jej zawartość tematyczną i ideową. Gdyby nie tak bolesna, powiedziałabym, że piękna, ale to jakoś mi nie pasuje, więc powiem: głęboka.
Pozdrawiam
KH
Wasinka dnia 22.03.2015 22:00
Krysiu, jakże dobrze Cię widzieć.
Dziękuję za docenienie opowieści o Adeli. Po ulicach chodzą dramatyczne ludzkie historie...
Adela dziś już nie żyje. Nie wiem do końca, co się jej przytrafiło, chodziły słuchy, że straciła męża i dziecko podczas wojny, że przetrwała wiele tragedii. Mogłam tylko sobie jednak wyobrazić, co czuła i jak zapadała się w "szaleństwie", by na koniec, w świecie "pokoju", otrzymać wizytówkę "Głupiej Adeli".

Bardzo dziękuję za odwiedziny, tym bardziej że - jak widać - tekst nie nęci, i za dobre słowo.


Pozdrawiam cieplutko.
introwerka dnia 23.03.2015 09:58 Ocena: Świetne!
Przejmujący tekst. Pozwala upamiętnić także tych/te, które z przyczyn równie tragicznych "znaliśmy tylko z imienia". Z niezwykłą empatią i wyczuciem opowiadasz tę straszną historię. To mądry tekst - pokazuje bez retuszu okropieństwa wojny, nie, by zszokować, ale - żeby zrozumieć. Także to, że każde szaleństwo bierze się z cierpienia, że w chorym psychicznie człowieku w którymś momencie eksploduje granat koszmarnych przeżyć i to - nie braki intelektualne czy "głupota" takiej osoby - jest prawdziwą przyczyną choroby. Dziękuję Ci za ten mocny, prawdziwy tekst.

Pozdrawiam ciepło :)
alkestis dnia 23.03.2015 10:37
Wasinko,
moja wątpliwość nie dotyczyła ojcostwa dziecka Adeli wprost, to jest czytelne, niezrozumiała była reakcja Niemca z łapanki. Dziecko o wyglądzie Aryjczyka uznał za "niepotrzebne", ot przewrotność losu.
Przepraszam za zamieszanie.
a
Wasinka dnia 23.03.2015 11:24
Introwerko, bardzo dziękuję za komentarz i wsparcie z niego płynące. Cieszę się, że widać, że nie o szokowanie chodzi, ale o coś zupełnie innego.


Alkestis, jakie tam zamieszenie. Każda rozmowa o tekście pożądana. Przy okazji wyjaśniło się coś innego. I przewrotność losu dostrzeżona (tym bardziej że to dziecko Niemca).



Pozdrawiam Was, Dziewczęta, bardzo słonecznie. I dziękuję.
przyroda dnia 23.03.2015 12:00 Ocena: Świetne!
Witaj Wasinko...

Jestem i czytam:) Tylko dlaczego tak krótko? Ledwo się zanurzyłam, już musiałam wracać. Doskonale rozumiem, że nawet taki kawałek wymagał dogłębnego wczucia. Bo nic tak nie przeraża, jak wejście w czyjąś skórę; emocje, doznania. A nawet cała otoczka, kurz i wibracje dźwiękowe... Dlatego jestem pod wrażeniem Twoich umiejętności:poradzenia sobie z Adelą i jej historią. Nie będę się powtarzać, bo już kiedyś mówiłam Ci o wrażliwości, która w pisaniu jest prawdziwym atutem.
Ta tragiczna przewrotność losu dotycząca dziecka, chwyta za serce, ale brak świadomości sprawcy, czyli Niemca, nieco oszczędza dramat... bo może inaczej byłoby, gdyby on sam był gwałcicielem a tym samym ojcem...

Pozdrawiam ciepło i czekam na ciąg dalszy:))))
mede_a dnia 23.03.2015 15:54
Literacko – bez zarzutu, Wasinko. Wzruszająco, na odpowiednim poziomie emocji. Ale mam zastrzeżenie do warstwy historycznej opowiadania. Sytuacja przez Ciebie przedstawiona, gdy w miasteczku, na targu, podczas standardowej łapanki żandarm morduje w sposób okrutny wywleczone z wózka aryjskie dziecko, a rozerwane rzuca w tłum, jest niewiarygodne historycznie. Codzienny okupacyjny dzień w Polsce– to nie likwidacja getta czy morderstwa Żydów przez Einsatzgruppen ani rampa w Oświęcimiu, pacyfikacja wsi czy odwet na rodzinach za pomoc Żydom. – gdzie zdarzały się jeszcze gorsze bestialstwa. To dni, w których zwyczajnym obywatelom, którzy nie walczyli w ruchu oporu, nie pomagali Żydom ani podziemiu, groziła tylko łapanka bądź „załapanie się w „kotle”, gdzie nie mordowano niemowląt dla własnego widzimisię. W całej literaturze faktu dotyczącej wojny, nie znajdziesz historii, by niemiecki żołnierz zabił podczas okupacji w taki sposób, w takich okolicznościach, aryjskie niemowlę, w biały dzień, na oczach tłumu, podczas zwykłej łapanki. Gdyby taki fakt miał miejsce – byłby odnotowany, a nie jest. Niemcy byli strasznymi hipokrytami, dbali o pozory praworządności , nie epatowali bestialstwem wobec dzieci na ulicach okupowanych miast. Ludzie bali się aresztowań, bali łapanek i wielu innych rzeczy, ale nikt nie drżał, że jakiś żołnierz może ni z gruszki ni z pietruszki wyrwać dziecko z wózka matki i je rozszarpać. Skonsultowałam swoją wątpliwość z dwoma historykami – myślą podobnie. Dlatego w tej warstwie uważam przedstawioną historię za nazbyt naciąganą.
Serdeczności.
Wasinka dnia 23.03.2015 16:51
Przyrodo,
dziękuję za to, że czytasz.
Zapewne bardziej dramatycznie by było, gdyby ojciec, Niemiec i gwałciciel to ta sama osoba była, ale to już chyba bym przesadziła, he he.


Mede_o,
dziękuję za opinię.
Widocznie warto wrzucić coś, Twoim i historyków zdaniem, naciąganego, żebyś mnie skomentowała.



Pozdrawiam popołudniowo i dziękuję Wam bardzo za odwiedziny.
mede_a dnia 23.03.2015 17:06
Wasinko, poczułaś się urażona, bo, niestety, to wyczytuję z odpowiedzi? Miałam dobre intencje, bo piszesz świetnie, ciekawie i zajmująco, więc szkoda, by cieniem kładły się na Twojej powieści historyczne niespójności. Jeśli za tło bierzemy czasy historyczne, to kreujemy świat przedstawiony zgodnie z realiami. Nieskrępowana wyobraźnia to tylko przy s.f.

Jednak coraz większy strach się tu odezwać, dlatego coraz mnie mniej.
introwerka dnia 23.03.2015 17:24 Ocena: Świetne!
Wasinko,

właśnie chciałam napisać, że ogromnie podoba mi się w Twoim tekście realizm, ten wynikający z głębokiej wiedzy na temat tego, że władza (a co dopiero - władza nad cudzym życiem i śmiercią) bywa deprawująca do tego stopnia, że popycha do indywidualnej inicjatywy w zbrodni. Teorie historyczne, które tego nie uwzględniają, nie mogą być moim zdaniem całkowicie miarodajne.

Pozdrawiam :)
Wasinka dnia 23.03.2015 18:33
Mede_o,
mnie chodziło jedynie o to, że zjawiasz się u mnie tylko wówczas, gdy coś Ci nie odpowiada, a mi przykro, że sama opowieść, przekaz, zupełnie nic nie znaczy. Ale skoro piszę s-f...
Ja się cieszę, że ktoś mi pokazuje niedoróbki; czasem mogę się machnąć w jakichś konkretach historycznych (np. ostatnio, pisząc jeden z rozdziałów, zastanawiałam się, na ile znane były przed drugą wojną pomidory - że znano je, to wiem - bo oparłam na nich niejako opowieść - w sensie potrawy przywołującej wspomnienia; już nie wiedziałam, czy mi się coś przyśniło może w związku z tym...). Ale owa wizja noworodka męczy mnie od podstawówki i na pewno usłyszałam ją od Babci, która wpadła w kordon łapanki. Nie dam się za to zabić, czy pasuje do realiów historycznych, ale tego drastycznego obrazu nigdy nie zapomnę (w sensie - zdawkowej (chodzi mi o to, że bardzo krótkiej) opowiastki i wyrazie twarzy mówiącej o tym). To są opowieści zza mgieł pamięci i tak trzeba je traktować, dotyczy jednostek w głównej mierze; nie opowiada historii uniwersalnych.
Zatem - dziękuję za Twoje spojrzenie; ważne jak każdego Czytelnika, który czuje i myśli.


Introwerko,
dziękuję za powrót. Myślę, że wiele rzeczy się zdarzało, o których jeszcze nic nie wiemy.
Miło mi, że wierzysz w moje pisanie.



Pozdrawiam, Dziewczyny, wieczorową porą.
Nalka31 dnia 23.03.2015 22:14 Ocena: Bardzo dobre
Kupiłaś mnie historią Adeli i tym, co jej się przydarzyło. Jak dla mnie pełno emocji i bardzo realnie opisane. O wielu historiach z czasów wojny nie wiemy, o całym okrucieństwie i bliznach, które pozostawiła w sercu tych, co przeżyli. Ponieważ ze mnie jest trochę nadwrażliwiec na niektóre słowa, opisy, to nie ukrywam, że gdzieś w kąciku delikatnie zakręciła się szara kropelka. To dla mnie jest najlepszym wyznacznikiem takich opowieści.

Buziaki. :)
Wasinka dnia 23.03.2015 22:34
Nalko, bardzo dziękuję, że weszłaś w tę historię. A jeśli kropelka... jejku.


Wdzięcznie dygam i pozdrawiam serdecznie.
Ula dnia 25.03.2015 17:15
Wasinko,
Napisane bardzo dobrze, ale dla mnie za mocne. Wiem, że taki był zamysł, chciałaś pokazać "drugą stronę" historii szaleństwa Adeli, ale ja po przeczytaniu cała skamieniałam. Świetne napisane, choć jednocześnie od strony emocjonalnej dla mnie za trudne.
Pozdrawiam :)
Krystyna Habrat dnia 25.03.2015 18:57 Ocena: Świetne!
Wasinko miła, mnie się twoje pisanie zawsze podoba, cenię je wysoko, więc każdy twój tekst chętnie czytam. Chętnie też zaglądam na PP, tylko mam teraz popsuty komputer, już blisko miesiąc, korzystam od niedawna z innego, ale bez Worda. Więc nic nie piszę.
Ale na Twoje ręce składam życzenia dla całego Portalu Pisarskiego
WESOŁYCH ŚWIĄT!

Jeszcze zastanawiam się nad znaczeniem prawdy historycznej w powyższym tekście, co poruszyła mede_a i jestem skłonna przyznać rację Wasince, bo sama wojna była takim bestialstwem, tylko nie o wszystkich faktach muszą wiedzieć historycy. Szczególnie o wydarzeniach gdzieś daleko od metropolii. To mogliby tylko rozstrzygnąć ludzie wtedy żyjący. Na razie owa straszna scena może być metaforą okropieństwa wojny, lub spojrzeniem poprzez chory umysł osoby, która od tego oszalała. Byłoby ciekawe popytać świadków wojny, czy naprawdę nigdy czegoś takiego nie było? Tylko skąd lęk cechujący pokolenie, którego wczesne dzieciństwo przypadło na czas wojny? Obserwuję, że matki dożywają późniejszych lat niż ich dzieci z lat wojny.
Wasinka dnia 25.03.2015 22:30
Ulo,
niestety, i takie rzeczy się zdarzały. To jest wojna, okupacja. Wszystko było "mocne". Czasem trzeba dać coś do zrozumienia, np. gdy chodzi o osoby uważane za "psychiczne".
Dziękuję Ci za to, że miałaś chęć przeczytać i że przyszłaś z komentarzem.
Może bardziej by Ci odpowiadała część IV. :)


Krysiu,
cieszy mnie, że cenisz moje pisanie. To duża motywacja i radość.
Prawda historyczna... Cóż, trudno mi się wypowiadać. Nie chciałabym wypisywać herezji... Nie wiem, czy można potwierdzić w jakikolwiek sposób, że fakt ów istniał. Być może był jedyny, bo nie sądzę, aby było aż tak bardzo wielu zwyrodniałych na ten sposób ludzi. Nie wiem. Piszę owe opowieści z perspektywy jednostki. Ale popieram Twoje spojrzenie na sytuację również pod kątem symbolu.
Dziękuję za wyrozumiałość i powrót.




Pozdrawiam Was cieplutko.
Szuirad dnia 16.04.2015 23:10
Hej
Kolejna odsłona mgły.Mgły zwykłej, mgły pamięci,,, teraz jeszcze zza mgły świadomości, jak zza ulotnej, nieuchwytnej granicy światów.
Nie wiem czy kojarzysz... przypomniałem sobie postać z Czterech pancernych, postać ubranej na czarno, snującej się po nadmorskiej plaży kobiety, która szukała syna Mareczka. Tamten obraz zapadł we mnie, dziś wywołany sunącą z wózkiem Adelą.
Historię rozwijasz wielowątkowo, ale faktycznie dzieje kilku osób pozwolą również wielowarstwowo pokazać tamte czasy. Dodatkowo wszystko dzieje się równolegle w dwóch czasach, oddzielonych dziesiątkami lat. Jak widać dzieci bez względu na epokę są takie same, ale jakie są różnice między dzisiejszą młodzieżą a tą z lat trzydziestych? Takich pytań można stawiać więcej a myslę, że w jakimś stopniu opowieści zza mgieł na nie odpowiedzą.
pozdrawiam
DZ
Wasinka dnia 16.04.2015 23:30
Szuiradzie, jak to miło, że odnalazłeś ostatnią część mgielnych opowieści.
Tak, postaci jest sporo, choć tak naprawdę w tych trzech rozdziałach tutaj są prawie wszystkie najważniejsze. I - jak by nie patrzeć - i tak głównymi pozostaną Kazia i Mietek, bo wszystko dzieje się niejako wokół nich, blisko, a kolejne części dotyczyć będą ich wojennych perypetii również (że tak zdradzę przy okazji - czas w obozach pracy; szare oczy, które patrzą na Adelę, to oczy małej Kazi).

Bardzo Ci dziękuję za komentarz i odkurzenie mgieł.


Pozdrawiam księżycowym błyskiem.
Jaga dnia 23.02.2016 21:05
Witaj Wasinka :)

Dawno mnie tu nie było. Widzę, że powoli kontynuujesz "Opowieści zza mgieł." Wiesz, że masz we mnie wiernego czytelnika. Trochę długo to trwało, zanim zdecydowałam się napisać komentarz do tego tekstu, bo ciężko było mi cokolwiek mądrego napisać o okrucieństwie wojny. Bardzo ciężko czytać o niezawinionym cierpieniu.
Nadal jednak uważam, że powinnaś zająć się tą historią, aby ocalić ją od zapomnienia. Wierzę, że trudne tematy, które zamierzasz poruszać przeplecione z pięknymi, poetyckimi opisami, przyprawione Twoją wrażliwością sprawią, iż książka będzie perełką!
Czekam na kolejne części:)
Pozdrawiam,
Jaga
Wasinka dnia 26.02.2016 19:57
Jago, bardzo dziękuję Ci za odkurzenie mgieł i dobre słowo. Mam nadzieję, że opowieści kiedyś doczekają się kontynuacji, tymczasem stanęłam w miejscu, jeśli o to chodzi.

Bardzo mi przyjemnie czytać takie motywujące zapewnienia.

Pozdrawiam ciepło, z Księżycem we mgle. :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kazjuno
23/07/2019 11:30
Powiem Ci Yazarze, że bardzo podobała mi się część pierwsza.… »
Wiktor Mazurkiewicz
23/07/2019 11:18
Florian Konrad ależ oczywiście; odbiór wrażeń zarówno… »
TomaszObluda
23/07/2019 10:56
Wydaje się dość interesujące, nie żebym spadł z fotela.… »
ghost--writer
23/07/2019 10:29
nie nie nie! I w XXI wieku i w moim wieku są miejsca na… »
ghost--writer
23/07/2019 10:26
Tytuł tak, treść jest do bólu prosta. Aż się tej prostoty… »
pociengiel
23/07/2019 10:05
Dzięki za całość /trzy komentowane wiersze/. Zwłaszcza za… »
Florian Konrad
23/07/2019 09:51
jakoś mnie nie rozbawiło »
Florian Konrad
23/07/2019 09:50
słabe... nawet puenta nie ratuje... »
Florian Konrad
23/07/2019 09:49
ładny wiersz, ale przemyślałbym tytuł... za bardzo mi… »
Florian Konrad
23/07/2019 09:47
wróbelek- szatan :) wywal skrzydła losu, bo to kicz »
Florian Konrad
23/07/2019 09:46
zgadzam się z Miladorą »
Florian Konrad
23/07/2019 09:26
co do licha????????????? przecież pomysł splagiatowany z… »
Florian Konrad
23/07/2019 09:24
siakieś takie jakby dla dzieci... »
Florian Konrad
23/07/2019 09:23
matuchno, ale tasiemiec! »
Florian Konrad
23/07/2019 09:21
dużo pokracznych metafor, stworzonych na siłę, kaszani tekst »
ShoutBox
  • Zdzislaw
  • 21/07/2019 22:15
  • Nie ma sprawy, Vinillivi :) Sprawa opóźnień wyjaśniona. Człekowi wypoczynek też należy się.
  • Vanillivi
  • 21/07/2019 15:21
  • Tak, zajmuję się prozą. Właśnie wróciłam. Odsapnę moment i wieczorem biorę się za Wasze teksty. Przepraszam za wszelkie opóźnienia.
  • Zdzislaw
  • 20/07/2019 09:36
  • Witam poranno-sobotnie. Czy red. Vanillivi (która wyjechała na dwa tygodnie) jest od prozy? Jeżeli tak, to ok. Rozumiem, czemu nie ukazuje się wysyłana proza.
  • AntoniGrycuk
  • 18/07/2019 01:06
  • Jakie jutro? Ja to wczorajszy ;)
  • czarnanna
  • 17/07/2019 23:52
  • Pozdro600 Antoni :D U Was też już prawie jutro? ;)
  • czarnanna
  • 17/07/2019 20:25
  • Miłego wieczoru :)
Ostatnio widziani
Gości online:22
Najnowszy:Hosseinise8
Wspierają nas