Pomarańczowy materac - mike17
Proza » Miniatura » Pomarańczowy materac
A A A
Od autora: Pamiętacie mój cykl miniatur z zeszłego lata? Teraz postanowiłem do niego wrócić i oddaję w Wasze ręce trzy nowe miniatury, powstałe w te wakacje, traktujące o różnych odcieniach kochania, o tym, czym może być seks, o poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi, czym jest lub może być miłość, czy zawsze znaczy to samo, a kobieta i mężczyzna, czy niezmiennie dadzą tę samą układankę? O dylematach, jakie pojawiają się gdzieś po drodze. Czy są barierą, czy też drzwiami, które warto otworzyć. Zatem serdecznie zapraszam do wspólnej jazdy!

 

 
Niewielkie ognisko z wolna dogasało, radośnie igrając setkami płomyków, kiedy nieśpiesznie jedli pieczone, soczyste flądry, smakowicie pachnące w połączeniu z sosnowym dymem, kupione u pana Williamsa, starego, poczciwego rybaka, nabite na długie kije.
To on polecił im to miejsce na plaży, by tam rozbili namiot, bowiem twierdził, że to wymarzony raj dla zakochanych, chcących każdą, szczerozłotą chwilę spędzić z dala od zgiełku i poczuć, jak nocą księżyc zachęca do miłości, a za dnia słońce czule pieści ciało.
 
Był lipiec, namiętny i gorący, niczym ta mała, którą zabrał nad morze, aby spróbować, jak mogłoby smakować „wspólne życie”, upojne minuty, kiedy był z nią w wodzie, a ona, obejmując go w pasie nogami, dawała całą, młodą kobiecość, nieświadoma tego, co dzieje się w jego głowie, niezwykłe sekundy, gdy czuła jego pocałunki, ale nie znała myśli.
Przed nim nie miała innych, więc pragnęła, by życiowy debiut stał się wiecznością.
 
Mówią, że to, co pierwsze, bywa tym, co ostatnie, i ona w to wierzyła.
Czy była to naiwność, czy „pomaganie przeznaczeniu”, trudno rzec.
Jeśli czas potrafi stanąć, stało się tak tamtego lata, na cichej plaży, kiedy byli ze sobą, i Mary poczuła to już w noc, gdy tuż po przyjeździe wziął ją w namiocie i sprawił, że ziemia się poruszyła – dla niej nieznającej tej magii, jaka potrafi połączyć kobietę i mężczyznę.
 
Kiedy pojedyncze, siwe włosy oblały pewnej jesieni srebrem skronie, zrozumiał, że minęło wiele lat, odkąd bezskutecznie próbował określić swoje miejsce „tu i teraz”, zdając się na mętny nurt życia, porywający go ku kobietom, których nawet nie rozumiał, ponieważ nie dopuściły go siebie w niewielkim bodaj procencie, jednakże działały jak osobliwy magnes, choć przyciąganie to i jego istota pozostały dla niego zagadką.
Zrozumiał, że dotąd był tylko z tymi, które wywoływały w nim pewien nienazwany lęk.
Podniecało go to, ale też niepokoiło, choć zbytnio się tym nie przejmował.
Był jak ćma, lecąca do świecy – im większy płomień, tym bardziej przyciągał.
Kochał się tak czuć, niepewnie, jakby stąpał po cienkim lodzie.
 
Te godziny oczekiwania na telefony, których nigdy nie było, na spotkania odwoływane w ostatniej chwili, te słowa, które lekko rzucane raniły, ale słodycz ta nie pozostawiała urazów – zachęcała do poszukiwań dziwacznego owocu, gorzkiego, lecz jakże własnego, do szukania bólu, namiętnej przystani, postrzeganej jako powietrze, którym się oddychało.
Im bardziej tego pragnął, tym cel oddalał się coraz szybciej.
 
Bywały chwile, gdy w głowie miał niezatarty przez czas obraz tej pierwszej, słodkiej Lilly, czułej i bezbronnej, którą kochał dziewiczą miłością, jedyną, jaką w życiu zaznał, i kiedy zginęła pod kołami pędzącego pociągu, prowadzonego przez pijanego maszynistę w deszczowy, paskudny Halloween, coś na zawsze pękło.
 
Gdy ognisko w końcu wypaliło się, a w niebo wzbiły się gęste, siwe dymy, delikatnie wziął Mary na ręce i wszedł do morza, czując jak tuli się do niego, ufna, wpatrzona jak w księcia z bajki, co pojawia się tylko w jedną, lipcową noc, by nad ranem rozpłynąć się w porannych mgłach.
Całował czule i niespiesznie jej młode piersi, językiem namiętnie błądził po miękkim ciele, a szalony księżyc, ten wieczny zawadiaka zdawał się rubasznie uśmiechać pod nosem, szczęśliwy, że tych dwoje w nocną godzinę sięgnie gwiazd, a plaża będzie rajskim kocem, rozłożonym tylko dla nich, by gorące minuty stały się wiecznością.
 
Jej nie przeszkadzało nic: ani to, że był starszy od jej ojca, ani to, że nigdy nie powiedział, że ją kocha, a to, co do niego poczuła, musiało wystarczyć dla nich obojga.
Wiedziała też, że potrafi z tym żyć, znajdzie w sobie tę siłę.
 
Potem, gdy leżeli na kolorowym ręczniku, powiedziała:
- Czasem jesteś taki nieobecny, odległy, a ja czuję się wtedy, jakbym śniła cudzy, zły sen, w którym nas nie ma. Dlaczego tak mało cię znam? Czy był, kiedyś ktoś?
- Napisałem dla ciebie wiersz – powiedział Mike.
- Ty nie piszesz wierszy. Nie jesteś romantykiem.
- Tak, ale wiedziałem, że powiesz to, co właśnie powiedziałaś.
- Będziesz dla mnie pisać? Może poprzez to bardziej cię poznam. Wiesz, ja tak bardzo…
- Nie, to był pierwszy i ostatni raz. Posłuchasz?
- Tak.
 
                                                      pytasz mnie czy zostanę
                                                     w słońcu i w burzy
                                                   do ostatniej kropli czasu
                                                    pytanie to jest jak tornado
                                                   jeśli nigdy pomnożysz przez zawsze
                                                 otrzymasz odpowiedź
 
- Smutne.
- Tak myślisz?
- Co mi powiesz, na tej plaży? Niewiele do mnie mówisz. Uwielbiam barwę twojego głosu.
- Masz piękne ciało, kiedy cię czuję, jest mi naprawdę dobrze.
- Inne też mają piękne ciała.
- Tak, mają.
- A wiesz, że Johnny Cash przez całe życie kochał tę samą kobietę?
- Tak. Chciałbym być jak on.
- To czemu nie jesteś?
- Nie wiem.
 
Następnego dnia pan Williams podpłynął bezszelestnie kutrem w miejsce, gdzie stał ich namiot, i zgasiwszy kubańskie cygaro, poczuł, że życie to naprawdę świetna sprawa.
Mike właśnie robił śniadanie, i kiedy zobaczył starego rybaka, wesoło zagadał:
- Ale ja nie płynę. Mam chorobę morską. Ktoś w końcu musi pilnować domostwa.
- No, coś ty, młody człowieku, puścisz swoją łanię z takim capem jak ja?
- A jakoś się pana nie boję. Skoro sama chce.
- Mówiła, że nigdy nie była na morzu, że chce popływać, więc co, mam odmówić?
Może mam już dziewięćdziesiąt lat, ale wciąż jestem w pionie, chłopcze, i cholernie dobrze mi to wychodzi. Oby tak dalej. Po wszystkim odstawię ci ją pod sam namiot, ok.?
- Jasne, panie Williams.
- Nie ma to jak noc na wodzie, kiedy młode dziewczę opiera głowę na twoim ramieniu i ufa ci, że wszystkie porty świata są na wyciągnięcie ręki. Żadne słowo tego nie wyrazi. To mnie odmładza, czuję się wciąż potrzebny, choć pogasiłem już po moich światła. Sam jestem. Miło dać komuś radość. I wiedzieć, że później będzie to wspominać jak piękny sen, który nie musiał się przyśnić, ale się przyśnił. Chyba dobrze to ująłem, co?
- Lepiej nie trzeba.
- Zatem, mój drogi, dam jej rejs, jakiego nigdy nie zapomni! Jakem Williams, John Williams.
Masz to jak w banku. Potem czekam na dobrą whisky, dobrodzieju.
- Ma się rozumieć, dla pana wszystko.
 
Elizabeth, Sonia, Ella, Wendy, Lola i wiele innych przelotnych twarzy.
Czy cokolwiek pozostawiły po sobie?
Czy może paradoksalnie utwierdziły w przekonaniu, że trzeba obejść wiele trefnych ścieżek, cuchnących zaułków, by w końcu wejść na tę jedyną, właściwą?
Rozkoszne chwile, szampan, drogie knajpy, świty, oglądane z luksusowych apartamentów.
A może wszystko to nic nie znaczy, jest urojeniem, w którym chciało się być?
A ona, Mary, kim jest, kim jest naprawdę?
Kolejnym zwidem?
A może jej nie ma, może to tylko projekcja mózgu, nadmorskie marzenie?
A co, jeśli nie?
 
Przez dwa dni, długie jak marazm i szerokie jak nicość, poznał wbrew sobie metr po metrze prawie całą plażę i bezmiar morskiej toni, kiedy to uporczywie wypatrywał punktu, który winien się pojawić, jednak tak się nie stało – tylko mewy znaczyły niechciany ślad, natrętnie, hałaśliwie, nerwowo, jakby słowo lekko rzucone na wiatr, miało wrócić lichą bzdurą.
Tylko morze milczało jak zaklęte, chowając upragnioną tajemnicę.
Cichy błękit szeptał niewyszeptane, bo czasem dźwięk nie jest dźwiękiem.
 
Ile kilometrów przemierzył, trudno by dochodzić, jednak nadal głęboko wierzył, wciąż w najgłębszych otchłaniach duszy był pewien, że lada moment ujrzy starą krypę pana Williamsa i wszystko będzie jak cofnięty film, którego tak naprawdę nikt nigdy nie puszczał, i potem…
Czy to, co nastąpi, coś zmieni?
A może już zawsze będzie oczekiwanie na łódź, która ma przywieźć odpowiedź?
Może być to niechcianym prezentem, albo kluczem, który otworzy dotąd zamknięte drzwi.
 
Nikt nie zaalarmował, bo sędziwy rybak był od lat wdowcem i nie miał już bliskich, mieszkając w małym domku na obrzeżach miasteczka, z dala od innych domostw.
Tamtej paskudnej nocy sprawy przybrały naprawdę zły obrót: nie wiadomo czemu w kutrze zgaszono światła, i gdzieś, w nocnej godzinie doszło do zderzenia – inna łódź, pełna zapijaczonych do nieprzytomności mężczyzn, bełkoczących gardłowo po hiszpańsku, uderzyła z całym impetem w łódź pana Williamsa i ogień, jaki potem wybuchł, strawił obie jednostki, posyłając je rychło na dno, szybko i bezlitośnie, jakby cała ta koszmarna scena była wymysłem chorego umysłu.
 
- Co podać? – zapytał śniady barman, uśmiechając się na widok jedynego w lokalu gościa.
- Sto gram wódki – odpowiedział Mike. – I śledzia. I piwo na popitkę. A potem powtórka.
- Się robi, szefie.
- Wiadomo coś?
- Nie. Nawet nie wiedzą, gdzie zatonęli.
- Nikt nie ocalał?
- Chyba nie. A czemu pan pyta?
- To już nie ma znaczenia. Czasem na wszystko jest za późno, choć jeszcze wczoraj można było zmienić wiele, bardzo wiele. Wie pan, jak to jest być głupcem?
- Raczej nie.
- To nietrudne, wystarczy nie widzieć tego, co daje życie. Traktować je jak wieczną zabawę.
Ale z każdym, uciekającym dniem ma się wrażenie, że dłonie chwytają tylko wiatr, nic nieznaczące powietrze. Czas boli, czas gniecie niewidzialnym ciężarem. Ten tunel nie kończy się światłem. I powiem panu coś jeszcze.
- Tak?
- Potem nie czuje się nic. Mijają godziny, układając się w dni, tygodnie, miesiące. Nie czeka się, bo niby na co. I właśnie wtedy, nieoczekiwanie…
- Co chciał pan powiedzieć?
- Wierzy pan w to, że jedna chwila może odmienić całe życie człowieka?
- Nie wiem, raczej nie. Zależy też, co to za chwila.
- Kiedy nagle rozumiemy, że czegoś już nigdy nie będzie. Wtedy wiemy, że te narodziny popchną na inną drogę, jaką się dotąd nie szło, wsiądzie się do pociągu, który nie jedzie na żadną stację.
- To przykre. Czy pan chce mi coś powiedzieć?
- Właśnie wsiadłem do tego pociągu.
- Pogadałbym jeszcze, ale niedługo zamykamy.
- I tak miałem już iść. Jutro będę daleko, w swoim świecie. Chyba już nigdy nie zobaczę morza. Wiem to na pewno.
- Powodzenia.
- A co to?
 
Tej nocy nie zmrużył oka, siedząc przed namiotem i wpatrując się w falujące cicho morze próbował przypomnieć sobie twarz Mary, ale jej obraz, dziwnie rozmyty, uciekał.
Choć minęło kilka dni, wciąż czuł zapach tamtego opalonego ciała, smak pocałunków, odbierał to bardziej zmysłami niż pamięcią, weszło to w jego jestestwo i pozostało.
Wiedział też, że nigdy nie zapomni tej małej, mimo że znali się zaledwie trzy miesiące.
Powoli do obolałej świadomości docierało „nowe”, i to, że od tej pory lato nie będzie kojarzyło mu się z kochaniem, stanie się znienawidzonym, wstrętnym listopadem.
 
Gdy świt cicho pieścił budzącą się do życia ziemię, powoli zaczął się pakować, po tym jak pospiesznie złożył namiot, patrząc nań bezosobowym spojrzeniem kogoś, kto odchodzi.
W porcie miał zaparkowany samochód, piekielnie szybkiego, czarnego SLK, ale wiedział, że zaraz po powrocie do domu sprzeda go i kupi inny.
 
Kiedy już szedł plażą, dźwigając cały swój skromny „dobytek”, przez moment wydało mu się, że w oddali zamajaczyła ledwie wyraźnie ludzka postać, niewielka, niczym ciemny punkt.
Jednakże z czasem stawała się coraz większa, by po chwili dostrzegł także, że to kobieta, bez wątpienia, trzymająca pod pachą wielki, pomarańczowy materac.
 
I gdy była już bardzo blisko, dogłębnie poczuł, jak przedziwny, nieznany dreszcz przeszedł go od stóp do głów, niczym zapowiedź losu, który zawsze stawia na swoim i każdemu da to, co mu pisane: tam, przed nim, prawie na wyciągnięcie ręki, stała Mary, żywa, choć widać było na jej szczupłej twarzy wielkie zmęczenie, lecz oczy mówiły co innego – płonęły jak wtedy, kiedy był z nią w morzu.
 
Na jej widok instynktownie rzucił wszystko, co miał w rękach, i niewiele myśląc podbiegłszy, zaczął całować, dziko, opętańczo, jakby jutro miał się skończyć świat, świat, w którym była ona, już tylko ona, i teraz tuląc się do niego, odwzajemniała jego pocałunki, jakże nowe, jakże dotąd nieznane.
Już nie paraliżowało ją przerażenie, nie było nieludzkiego wyczerpania – był tylko on, któremu nie zada już „tamtych” pytań, „teraz” stanie się długo wyczekiwaną wiecznością.
 
- Ty żyjesz… - wyszeptał z trudem.
- Jakoś tak wyszło. Gdyby nie ten materac, straciłabym cię. Nigdy tego nie pojmę – odpowiedziała, z trudem uśmiechając się. – Byłam już po drugiej stronie tęczy. Nie czułam nic, coraz mniej było mnie, a więcej tego „czegoś”, czego się nie widzi, ale zawsze „wtedy” wyczuwa gdzieś, bardzo blisko, niebezpiecznie blisko.
- Ty żyjesz, malutka – mówiąc to, przytulił ją mocno i poczuł, że drży. – Już nie pozwolę ci wypłynąć w morze, wiesz?
- Wiem, Mike.
- Chodźmy do smażalni. Dziś jest świetny dorsz z bukietem warzyw. Pewnie jesteś bardzo głodna. Głupio pytam. Duży Teddy, ten wesoły facet, który ma knajpkę przy molo robi go jak nikt inny.
- Dla nas zrobi tak, jak jeszcze nigdy nie robił, choć jeszcze o tym nie wie – powiedziawszy to, pocałowała go tak, jak jeszcze nikt go nie całował, i w chwili, gdy to robiła dostrzegła, że jego twarz jaśnieje, jest jak najczulsze spełnienie, którego mogło nie być, jednak było.
 
Potem długo patrzył w jej zielone oczy, wciąż nie wierząc, że to się dzieje naprawdę.
Jednak nie był to sen: jej ciepła dłoń, wpleciona w jego upewniała, że nie śnił.
A nawet, gdyby wszystko okazało się jedynie sennym zwidem, chciałby w nim pozostać po kres czasu, byle z nią, z nią tylko - ze swoją Mary.
Tam, gdzie lato czule pieściło słońcem – nad morzem.
Wtedy w lipcu, tamtej niedzieli.
 
 
 
Cykl: Tamtego lata nad morzem
 
 
 
14 lipca 2015
 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mike17 · dnia 02.09.2015 14:10 · Czytań: 1056 · Średnia ocena: 4,91 · Komentarzy: 37
Komentarze
marukja dnia 02.09.2015 16:02
Cześć Mike :)
Niezmiernie miło czytać Cię po przerwie.
Wakacyjnie u Ciebie, ale też z nostalgią, co sprawia, że tekst ma drugą warstwę, a taki efekt na pewno ciężko osiągnąć w formie miniatury. Tobie się udało :)
Czekałam na tytułowy materac i doczekałam się - co było niespodzianką. Podoba mi się też nawiązanie do Johnny Cash'a.
Cytat:
Kiedy po­je­dyn­cze, siwe włosy ob­la­ły pew­nej je­sie­ni sre­brem skro­nie9,) zro­zu­miał,
- tutaj przecinek.
Czekam na dalsze odsłony cyklu,
pozdrawiam ciepło!
mike17 dnia 02.09.2015 17:08
Dzięki wielkie, good woman, za wizytę i garść spostrzeżeń.
Tak, wakacje sprawiają, że piszę "wakacyjnie", choć jest drugie dno.
Johnny Cash to integralna postać w moich kawałkach, ma u mnie dożywocie na gościnne występy :)

Przecinek zaraz naniosę.

Niebawem kolejna odsłoną, na którą już teraz serdecznie Cię zapraszam :)

Pozdro wesołe!
Ula dnia 02.09.2015 17:39 Ocena: Świetne!
Mike,
Przeczytałam z przyjemnością. Było zmysłowo, nostalgicznie, romantycznie, a przy tym tak "po męsku" o miłości ;) Również czekam na kolejne opowiadanie.
Pozdrawiam :)
Lilah dnia 02.09.2015 18:12
Ciekawie, ciekawie u Ciebie, Mike. Miło Cię widzieć po dłuższej przerwie.

A poniższe przypomniało mi jak to się kiedyś (w studenckich czasach) chodziło na jajko sadzone i ziemniaczki z bukietem warzyw, bo nie było grosza na więcej.
Cytat:
- Chodź­my do sma­żal­ni. Dziś jest świet­ny dorsz z bu­kie­tem wa­rzyw.


Pozdrawiam :)
mike17 dnia 02.09.2015 18:45
Drogie Panie, bardzo miło mi, że czytałyście tę miniaturę :)

Ulo, staram się łączyć elementy romantyczne z tzw. męską prozą, stąd tak to wszystko wychodzi, a czy dobrze, nie mnie oceniać.
Bardzo się cieszę, że wychwyciłaś to, co chciałem ukazać :)
Wtedy wiem, że trud nie poszedł na marne.

Lilu, wracam po przerwach jak niespłacony weksel!
Ale robię to konsekwentnie :)
Fajnie, że "ciekawie", bo to znaczy, że nie jest źle.
I ja jako student jadałem różne "fajne" rzeczy :)
Ale dorsza pamiętam z wakacji w Krynicy 2006, był w dechę.

Pozdrawiam Was znad Wisły :)
bened dnia 03.09.2015 09:50
Skutecznie odciągnąłeś mnie od pracy :)

Cytat:
Pod­nie­ca­ło go to, ale też nie­po­ko­iło, choć zbyt­nio się tym nie przej­mo­wał.
Był jak ćma, le­cą­ca do świe­cy – im więk­szy pło­mień, tym bar­dziej przy­cią­gał.
Ko­chał się tak czuć, nie­pew­nie, jakby stą­pał po cien­kim lo­dzie.


Ujmują mnie wymowne niedopowiedzenia, złożoność charakteru głównego bohatera, wielopłaszczyznowość tekstu i malownicze przedstawianie panującej atmosfery.

Cytat:
Na jej widok in­stynk­tow­nie rzu­cił wszyst­ko, co miał w rę­kach, i nie­wie­le my­śląc pod­bie­gł­szy, za­czął ca­ło­wać, dziko, opę­tań­czo, jakby jutro miał się skoń­czyć świat, świat, w któ­rym była ona, już tylko ona, i teraz tuląc się do niego, od­wza­jem­nia­ła jego po­ca­łun­ki, jakże nowe, jakże dotąd nie­zna­ne.
Już nie pa­ra­li­żo­wa­ło ją prze­ra­że­nie, nie było nie­ludz­kie­go wy­czer­pa­nia – był tylko on, któ­re­mu nie zada już „tam­tych” pytań, „teraz” sta­nie się długo wy­cze­ki­wa­ną wiecz­no­ścią.


Szkoda, ze życie jest oszczędne w pisaniu tak szczęśliwych scenariuszy i zbyt często odbiega od konwencji happy endu...
mike17 dnia 03.09.2015 10:00
Bened, strzeliłaś w dzisiątkę - tak, tu miało być wszystko na zasadzie niedopowiedzeń, jak w wierszach, taki był mój zamysł, i bardzo mnie ucieszył Twój koment i to spostrzeżenie :)

Kolejne miniatury zbudowałem na tej samej zasadzie.

Bardzo zależało mi też na zbudowaniu nastroju lata, ale z "drugim dnem".
No i bajkowym happy endzie :)

Sprawiłaś mi wielkie radości pojawieniem się swoim :)

Pozdro!
bened dnia 03.09.2015 10:25
Świetnie :) Czekam na dalszą część.

Pozdrawiam również znad Wisły, choć z nieco wcześniejszego brzegu :)
introwerka dnia 03.09.2015 12:33 Ocena: Świetne!
Michale,

czytam Twój tekst jako uwspółcześnioną baśń, z morałem i przesłaniem, wzruszającym i chwytającym za serce, bo któż by nie chciał wierzyć, że szczęście, któremu pozwoliliśmy beztrosko odejść, by zrozumieć boleśnie swoją pomyłkę, powróci, czyniąc nas najszczęśliwszymi ludźmi na Ziemi :) Gratuluję świetnego tekstu, pozdrawiam serdecznie :)
mike17 dnia 03.09.2015 13:06
Werko, dziękuję za bycie w moim świecie, gdzie kochanie jest na pierwszym miejscu :)
Jakże pięknie ujęłaś to, co było w tej miniaturze - miło mi, że tekst działa.
W końcu nie uśmierciłem swoich bohaterów, jak to czyniłem ostatnio :)

Zapraszam niebawem pod kolejne miniatury!

Pozdrawiam słońcem Warszawy :)
ajw dnia 03.09.2015 13:50 Ocena: Świetne!
No i przyszedł wreszcie czas na kawę, ciasteczko orkiszowe i opowiadanie "mikiego" o "mikim" :) Myślę, że Johny Cash zaśpiewałby o tej historii piękną, wzruszającą balladę. Prawda jest taka, że jak się trafi nam w życiu szczęscie (niektórym jak ślepej kurze ziarno), to należy go trzymać w dłoni i broń Boże nie wypuszczać, bo jest ulotne jak gaz rozweselający. Miłość w życiu człowieka jest najważniejszą wartością, wiec nie bądźmy naiwni i nie pozwólmy jej odpłynąć .. Bardzo fajne opowiadanie, w Twoim (dawno nie czytanym) stylu :)
mike17 dnia 03.09.2015 14:38
Hej, Iwonko, jeśli moja miniatura przypadła Ci do gustu, tom wielce kontent i dumny jak paw :)
Tak, Johnny śpiewał najlepsze piosenki miłosne jakie znam i umiał kochać swoją June.

Święte słowa: jak pojawi się miłość, to trzeba stanąć na głowie, by ją utrzymać i pięknie w niej żyć, bez tego nic nie ma sensu na tym łez padole.
Nie wierzę, w szczęście w wydaniu a la singiel - to oszukiwanie samego siebie.

Cytat:
Bardzo fajne opowiadanie, w Twoim (dawno nie czytanym) stylu

Miód na moje artystyczne serducho, aż że kobieta to mówi, to...

Kisski nadwiślane :)
Miroslaw Sliwa dnia 04.09.2015 01:10 Ocena: Świetne!
Witaj Michale.

Po lekturze wielu Twoich opowiadań, także powyższego, doszedłem do przekonania, że ich bohaterowie mają w sobie coś westernowego, coś awanturniczego i to niezależnie od czasów, w których ich umiejscawiasz ani żadnych innych okoliczności, w tym okoliczności przyrody. :)

I to jest kapitalne; facet bierze na klatę cały świat, nikogo za swoje nieszczęście nie obwinia, za wszystko czuje się sam odpowiedzialny, ale przecież ten facet jest czuły, ta strata, która na szczęście dla niego okazała się być tylko pozorną, boli go jak jasna cholera, jednak gryzie się z nią sam.

Takie postawy są mi bliskie, bo mam fioła na punkcie tej trójcy wartości: wolność - odpowiedzialność - sprawiedliwość. Jako wolny człowiek podejmujesz pewne decyzje, więc jesteś za nie odpowiedzialny i to ty, tylko ty ponosisz wszystkie związane z tym konsekwencje. Wolna decyzja - konsekwencja; to właśnie jest nieunikniona sprawiedliwość.

Dobrze, że w tym naszym rozmemłanym świecie, w którym, w sensie literackim, najbardziej ceni się galaretowatych ciuli, którzy nie wiedzą; do przodu, do tyłu, w lewo czy w prawo, są autorzy tacy jak Ty Michale, potrafiący tworzyć postacie przecież normalnych ludzi, ale o silnych kręgosłupach moralnych.

Czułość nie przeczy sile charakteru - właśnie to wyczytałem w powyższym opowiadaniu.

Michał, po prostu świetnie.

Trzymaj się zdrowo. :)

Mirek
mike17 dnia 04.09.2015 09:55
Wielkie dzięki, Mirku, za mądry i wartościowy koment i za wiarę we mnie :)
Staram się jak mogę, by moja pisanina miała ręce i nogi, i by zawsze zarysowany był pewien "problem osiowy" wokół którego rozbujam akcję.

Ująłeś w swoich słowach to wszystko tak, jak ja to widzę: miłość, charakter, zdolność i gotowość do zmiany na lepsze, do absolutnej przemiany, no i to, że moi bohaterowie mają często pokręcone dusze, ale to świetny materiał na opowiadania, "galaretowate ciule" to nie moja bajka, u mnie faceci to faceci i basta :)

Zapraszam Cię już teraz za parę dni na kolejną miniaturę.

Raz jeszcze dzięki za tyle krzepiących słów, to bardzo ważne dla mnie :)

Zdrówka. Mirku!

:)
Alicja225 dnia 06.09.2015 21:32
Niezwykle romantyczny mężczyzna - główny bohater - a przy tym postać silna psychicznie i doświadczona przez los. Myślałam, że takie osoby nie potrafią kochać z prawdziwą, niepohamowaną siłą (on sam chyba również nie podejrzewał siebie o takiego typu ,,niespodzianki";), ale jednak - miłość zwycięża nad racjonalizmem, nad zasadami tego świata i wreszcie: totalnie zaskakuje.
Przychodzi wtedy, kiedy absolutnie się tego nie spodziewamy. Materializuje się w istocie niepozornej i (wydawałoby się na pozór) nieodpowiedniej dla nas. Tak łatwo ją przeoczyć, popełniając największy życiowy błąd...
Na szczęście niektórych ratuje pomarańczowy materac - wszystko dobrze się kończy, a nasze hamowane - lub wręcz nieodkryte - uczucia mogą szczęśliwie trwać (odwzajemnione).
Piękny happy end, świetna sceneria. Jestem zachwycona i czekam na kolejne miniatury (na pewno równie - a może i bardziej - dobre!)
mike17 dnia 06.09.2015 22:48
Bardzo dziękuję za tak piękny i dogłębnie wchodzący w utwór koment :)
Alicjo...
Jest tak, jak napisałaś - miłość łamie wszelkie bariery i nie ma to tamto.
Jeśli się kocha, nic nie jest niemożliwe.

Pięknie to opisałaś.

Co mogę powiedzieć - zapraszam za parę dni na kolejną opowieść o miłości, ale zupełnie innej.

:)
faith dnia 07.09.2015 19:23 Ocena: Świetne!
Witaj Michale...
Pewnie nawet nie zdajesz sobie sprawy w jak bardzo czuły punkt we mnie trafiłeś tym tekstem. Nie wiem nawet, co mam napisać, by się za bardzo nie uzewnętrznić publicznie, ale wiedz, że poruszyłeś struny, które są we mnie bardzo wrażliwe. Niesamowite w pisaniu jest to, jak oddziałujemy na odbiorcę. Autor często nie zdaje sobie sprawy z interpretacji innych czytelników. Z tego, co znajdują oni dla siebie w jego tekście, czy utożsamiają się z jakąś postacią, wynajdują dla siebie znajome wątki i odczucia. Być może nawet za jego pomocą przypominają sobie o pewnych chwilach, na powrót je przeżywają. Pozwól więc, że ten tekst potraktuję bardzo osobiście. Dałam się ponieść opowiadaniu, weszłam w nie, być może dlatego tak głęboko, bo poruszyło kwestie, które są mi bliskie.

Słowa płynęły delikatnie, a ja razem z nimi. Roztoczyłeś w nich subtelny melancholijny klimat. Są tutaj fragmenty, które urzekły mnie najmocniej:
Cytat:
- To już nie ma zna­cze­nia. Cza­sem na wszyst­ko jest za późno, choć jesz­cze wczo­raj można było zmie­nić wiele, bar­dzo wiele.


Cytat:
To nie­trud­ne, wy­star­czy nie wi­dzieć tego, co daje życie. Trak­to­wać je jak wiecz­ną za­ba­wę.Ale z każ­dym, ucie­ka­ją­cym dniem ma się wra­że­nie, że dło­nie chwy­ta­ją tylko wiatr, nic nie­zna­czą­ce po­wie­trze. Czas boli, czas gnie­cie nie­wi­dzial­nym cię­ża­rem. Ten tunel nie koń­czy się świa­tłem.


Cytat:
Kiedy nagle ro­zu­mie­my, że cze­goś już nigdy nie bę­dzie. Wtedy wiemy, że te na­ro­dzi­ny po­pchną na inną drogę, jaką się dotąd nie szło, wsią­dzie się do po­cią­gu, który nie je­dzie na żadną sta­cję.


Oczywiście przytoczyłam tutaj jedynie parę, bo jest ich więcej. Stworzyłeś fascynującą postać Mika, przede wszystkim nie płaską, a bardzo rzeczywistą.
Napisałeś mi bym, jeśli zechce, weszła w Twój świat. Natomiast ja, po przeczytaniu tej miniatury, mam wrażenie jakbyś to Ty zajrzał do mojego.

Pozdrawiam!
mike17 dnia 07.09.2015 20:27
Faith, jestem w szoku i nie wiem, co powiedzieć, by nie pominąć czegoś istotnego.
Jeśli odnalazłaś się w tej miniaturze, to wiem, że nie zmarnowałem czasu.
Nie liczyłem na wizyty panów, więc skoro dziewczyna pisze, co pisze, to ja wymiękam :)

Jestem Ci niezmiernie wdzięczny za to, co czytałem.
Zwłaszcza że pisze to kobieta.
To dla mnie ponad wszystko.
Nawet nie wiesz, jak Ci za to dziękuję :)
Wiem, że warto ryzykować.

I pięknie, że mamy podobną wrażliwość.
Dla mnie to...
Więc czasem więcej się czuje, niż by się chciało napisać.

Faith, ciągle się uczymy, ja na pewno.
Takie komenty dają mi wiele do myślenia.
Pozwalają się rozwijać.
Dziękuję - w oczach innej osoby widzę samego siebie, i moje pisanie.

Za parę dni zapraszam do kolejnej miłosnej historii :)

:)
Quentin dnia 07.09.2015 21:47 Ocena: Bardzo dobre
Kochać i nie tracić

Czuć Papę Hemingwaya. Ten nadmorski klimat, rozmowy "przy otwartych drzwiach", gdzie słowa dobierane są starannie, tak, aby nie marnować czasu, a czas oczywiście upływa wszystkim. Z tym, że jednym szybciej, innym wolniej.

Dla mnie to świetny tekst o tęsknocie. Krótka acz wymowna opowieść o roli i wartości ukochanej osoby w życiu. Nie do przecenienia.

Opowiadanie czytałem wczoraj do poduszki i trzeba przyznać, że przyjemnie mnie ukołysało, a trochę się bałem, bo im bliżej końca, tym wyraźniej widziałem tragedię. A nie miałem ochoty na smutek ;) A samo zakończenie z tytułowym pomarańczowym materacem bardzo optymistyczne, co nie jest takie oczywiste i u ciebie i u Papy.

Aha, fraza "czuję się wciąż potrzebny, choć pogasiłem już po moich światła." oddaje absolutnie klimat tego opowiadania. Brzmi świetnie.

Wal śmiało z resztą wakacyjnych opowiadań. Miło przenieść się do tego świata.

Pozdrowienia, Mike
Quentin
mike17 dnia 08.09.2015 10:54
Quentinie, Twój koment to dla mnie nagroda i bardzo mnie zawsze motywujesz, bo umiesz celnie wychwycić to, o co mi chodziło i ponadto dać garść cennych i mądrych uwag.
Quentin napisał:
Czuć Papę Hemingwaya.

Bardzo mi miło :)
Quentin napisał:
Dla mnie to świetny tekst o tęsknocie.

Tak, bo Mike choć miał w życiu wiele kobiet, miłości nie znalazł - tę tęsknotę zaspokaja dopiero Mary.
Quentin napisał:
A samo zakończenie z tytułowym pomarańczowym materacem bardzo optymistyczne

I tak ostatnio mam: wcześniej ciągle uśmiercałem swoich herosów, teraz pora na zmiany.
Quentin napisał:
Wal śmiało z resztą wakacyjnych opowiadań. Miło przenieść się do tego świata.

Jestem za a nawet przeciw :)

Twoja wizyta, stary, jest jak sam wiesz zawsze dla mnie czymś wyjątkowym, i zawsze jej oczekuję z niecierpliwością :)

Trzymaj się!

Pozdruffki :)
Lenix dnia 08.09.2015 13:38
Witaj, Mike.
Cóż, nie znam się na prozie, dla mnie historia w sam raz na letnie wieczory, a może już jesienne, bo temperatura skacze ostatnio.

Ładny opis toksycznych związków:
"Zrozumiał, że dotąd był tylko z tymi, które wywoływały w nim pewien nienazwany lęk."

Brakuje mi tylko lepszego wyjaśnienia, jakim cudem dziewczyna uszła z życiem, poza tym jak najbardziej ok.

Pozdrawiam. :)
mike17 dnia 08.09.2015 14:46
Cześć, Leniś, miło Cię widzieć pod tą miniaturą, gdzie w końcu zwycięża miłość :)
Kręte bywają do niej drogi... czasem budzimy się z pustymi rękami, lub...
Los daje nam najlepszy z prezentów.

Lenix napisał:
Brakuje mi tylko lepszego wyjaśnienia, jakim cudem dziewczyna uszła z życiem,

Już Ci tłumaczę: przede wszystkim chodziło mi o niedopowiedzenie, nie jakieś tam "techniczne" opisy, jak dryfowała trzy dni po oceanie, to było nieistotne dla akcji, liczył się dla mnie efekt finalny - spotykają się na plaży i Mike już wszystko wie :)
Motyw takiego uratowania się widziałeś w "Cast away" z Tomem Hanksem, tyle że on ląduje na bezludnej wyspie w pontonie po katastrofie łajby.

Bardzo fajnie, że wpadałeś, już zapraszam na kolejne odcinki cyklu, tylko tam nie będzie już tak przyjemnie, bohaterowie poznają brutalność życia.

Pozdro :)
Dobra Cobra dnia 09.09.2015 11:16 Ocena: Świetne!
Opowiadanie zjawiskowe, mające swój niepowtarzalny klimacik.


mike17,

Jest w pyteczkę. Dobrze wyszło Ci oszukanie DoCo, który uwierzył, że juz po pannie, bo główny bohater to taki straceniec i nie dba, kto mu się przy rozporku kręci, więc i tę pannę mógł puścić (we wodę). Choć, gdy czytałem o zgodzie na wypłynięcie ze starym, wszystko buntowało się we mnie, by nie. A jednak nie posłuchałeś! Niedobry ty!

Materac to przepiękny zabieg! Tak do końca nie wiadomo, czy to z zaświatów, a może zwidy. A tu jednak nie.


Jesteś jednak Pan w swojej sztuce niepoprawnym amerykanizatorem. Czy tylko tam albowiem mogą się wydarzać tak piękne przygody i zawiłe libretta? A czy nasz Hel lub Dziwnówek dla naprzykładu, nie może być sceną podobnych zdarzeń?

Tylko w Hameryce panuje większa znieczulica. To może być pewne ułatwienie...

Ja osobiście nie lubię kraju US i A. To policyjne państwo, zamieszkałe przez ograniczonych ludzi, którzy dbają tak naprawdę o to, by na śniadanie były płatki i sok pomarańczowy. Bo gdyby tego zbrakło, trza by wstąpić na wojenną ścieżkę.
Ludnośc tamtejsza nic nie wie o otaczającym ją świecie, znane są przykłady, gdy nie potrafią wskazać, gdzie leżą inne kraje na świecie.

Nawet poziomki tam nie smakują i nie mają takiego zapachu, jak nasze. Co świadczy dobitnie o wielkiej słabości owej krainy.


Niniejszym więc namawiam Cię, mike17, byś powrócił w swej twórczości do "pól malowanych żytem i złotem i coś tam coś tam..." i byś był piewcą znanego nam i pięknego kraju, którego głupota ludzi też nie zna granic. Ale choć są bardziej zaradni zyciowo od hamerykanów.


W każdym razie opowieść dramatyczna z mistrzowskim zwrotem na koniec. Tylko, czy koleś - tak wypalony emocjaonalnie - zostanie z tą laseczką? I czy ona, w swej młodzieńczej zapalności i potrzebie ciała, rozpozna, że jest li tylko na dokładkę? Bo akurat była i to chętna? Kiedy kobieta dojrzewa do takiego zrozumienia i czy w Hameryce jest to możliwe? W kraju, gdzie każdy bzyka się z każdym i to jest normalne? (no, u nas przynajmniej jeszcze kościól kat. ostrzega przed grzechem śmiertelnym w tych sprawach, Hamerykanów nie ma już kto przestrzegać).

Ot, taką garśc przemyśleń zaserwowałem Ci, oraz być może czytającym ten koment Czytelnikom Komentarzy. Co myślisz o tym, com napisał?


Bardzo dobra sprawa ta opo! Tak 3maj! I nie p(op)uszczaj!



Uspiechow w trudnej sztuce prozatorskiej! Gdyż jest ona pełną niebezpiecznych skrętów i dziur.



DoCo z pozdrowieniem
mike17 dnia 09.09.2015 12:22
Dzięki, ziomek, za pojawienie się pod tą miniaturą i wywnętrzenie się iście zdumiewające :)
Fajosko, że Ci się podobało, a że zawsze moje kawałki dzieją się w Ameryce, to nic na to nie poradzisz, ot, wielka fascynacja i tyle, nie trza tłumaczyć, to słowo określa wszystko.

Mój bohater odkrywa prawdziwego siebie, kiedy traci.
I zostanie z nią, masz to jak w banku :)
A ona?
Jej przecież tylko o niego chodziło i jej marzenia się spełniają.

Wiesz, że zawsze mam suspensy: tu nie mogło być inaczej, śmierć dziewczyny to byłoby dość lipne zakończenie, bez żadnego przesłania, a tak interpretacja jest jednoznaczna.
Obecnie jestem w takim stanie ducha, że muszę pisać rzeczy optymistyczne :)

Trzym się ramy, i raz jeszcze thanx for visitin' my story :)
euterpe dnia 09.09.2015 12:28 Ocena: Świetne!
Muszę przyznać, że mnie zaskoczyłeś. Zgadzam się z DoCo odnośnie tego "niepowtarzalnego klimaciku" i podpisuję się pod tym rękoma i nogami! Trochę tu bowiem trąci harlequinem, trochę kryminalną zagadką, potem wprowadzone zostały melodramatyczne opisy i happy end, co mnie bardzo cieszy. Uwielbiam prozę o złożonej formie, bez dopowiedzeń i taką właśnie tu znajduję. Ktoś by powiedział o niesamowitym warsztacie, ale ja myślę, że trzeba być artystą, by tak dobrze władać dłutem w tymże warsztacie:)
Zaskoczyłeś mnie jednak także tym, że zamiast iść zgłosić na policję, że Mary jest cała i zdrowa, że nie wiadomo nadal gdzie u licha podziewa się ten Jack Williams, gołąbki poszły zjeść dorsza z warzywami:)
Pozdrawiam serdecznie,
Ewa
Dobra Cobra dnia 09.09.2015 13:13 Ocena: Świetne!
mike17,

Pozytywne i optymistyczne rzeczy sprawiają, że Naród zostaje pokrzepiony. Natomiast pisanie rzeczy niepozytywnych i brudnych zachęca prostą drogą do masowych samobójstw i ogólnego staczania się. Czyli upadku Polski.

Gdyż wielka jest moc pisarskiego pióra!


DoCo, z podziękowaniem za rozjaśnienie niuansów opowieści.
mike17 dnia 09.09.2015 13:45
Witaj, Ewo, w krainie, gdzie materac bywa głównym bohaterem, no powiedzmy, jednym z głównych :)
Starałem się jak najbardziej operować niedopowiedzeniami, by pozostawić wiele przestrzeni dla czytacza, by sobie sam ułożył w wyobraźni przebieg wydarzeń i to, co czuli on i ona, "przed" i "po".

Mike nie zgłasza na policję, sam próbuje szukać, wciąż wierzy, że...
I jak to w życiu bywa, kiedy się czegoś niemniej spodziewamy, wtedy to nadchodzi :)

Kłaniam się nisko i dzięki ogromniaste za wizytę :)

Ziom, pisanie rzeczy optymistycznych i wesołych ma takie same role jak pisanie rzeczy brudnych i brutalnych - te ostatnie poprzez oddziaływanie na czytacza mogą pełnić rolę prewencyjną, bo przecież nie jest tak, że skoro ja czytałem całe życie głównie horrory, to zacznę ganiać z piłą mechaniczną po parku i być nowym Jasonem Voorheesem :)
Trzeba pisać o wszystkim, i tym, co cieszy, i tym, co boli.
Zło należy nazywać po imieniu, tak samo jak Dobro.
Ja mam tak i jakoś nie sfiksowałem :)

Pozdrowczyk słoneczny :)
akacjowa agnes dnia 13.09.2015 21:20
Bajkowo, aż nierealnie. Romantycznie, lecz po męsku. Zaskakująco, choć łagodnie.

Przyjemnie się czyta i chciałoby się więcej.

Jutro wejdę do tego drugiego opowiadania i postaram się napisać więcej, chyba że mnie również przytka :)
mike17 dnia 14.09.2015 09:34
Wielkie dzięki, Aguś, za wejście do mojego świata, gdzie losy ludzkie zapętla Los, ale daje czasem szanse na happy endy :)

Przytkało Cię?
A to się cieszę, znaczy się kawałek zadziałał jak powinien.
O to przytkanie mi chodziło.
No i o niezwyczajne zwroty akcji.

Tak, bywa, że życie jest od czasu do czasu bajką, szkoda, że nie ciągle :upset:

Zapraszam więc pod drugą miniaturę i czekam na wrażenia :)

Pozdrawiam znad kawki :)
Niczyja dnia 11.06.2016 19:52 Ocena: Świetne!
Witaj mike17,

U mnie nic nie ma od razu, na wszystko przyjść musi odpowiedni czas. Podobnie było z Twoim opowiadaniem. Od kilku miesięcy nosiłam je wydrukowane w koszulce, w torbie, z zamiarem przeczytania kiedyś tam, w nieokreślonej przyszłości.

Dziś nadeszła ta chwila. No, może składała się w wielu minut, ale trwała chwilę...
Tekst przepiękny! Nie będę ukrywać, że bardzo mnie wzruszyło zakończenie. Bardzo!
Nie spodziewałam się happy endu, tak mało realnego happy endu, a jednak w życiu potrafią zdarzyć się cuda. I mam nadzieję, nie tylko w literaturze, na papierze:)

Cudowna historia. Przeistoczenie jego marazmu i znudzenia w Miłość. Przemiana bohatera i teraz już wszystko będzie dobrze, przynajmniej dla nich. Miło się czyta takie optymistyczne opowiadania, które wywołują uśmiech przez łzy...

Ślicznie dziękuję za wzruszający tekst:)

Pozdrowienia,
Niczyja
mike17 dnia 12.06.2016 14:01
Niczyja, bo najważniejsza jest w życiu miłość, kto ją posiadł, posiadł naprawdę wszystko :)
Jak mój bohater, który musiał przejść przemianę duchową i zrozumieć, czym było dla niego kochanie, które mógł tak łatwo stracić.

Ja głęboko wierzę w Przeznaczenie, że jeśli komuś jest pisana miłość, to go i tak wcześniej czy później znajdzie.
I nawet usilne starania nie pomogą, jeśli pisaną mu nie jest.

I w cuda też wierzę.
Doświadczyłem wielu w życiu, więc wiem, co piszę.

Cały ten cykl 3 miniatur miał wzruszać, jak zresztą wszystkie miniatury, które piszę - to ich znak rozpoznawczy :)
Zapraszam Cię do "Moja Milena" - tam poznasz wzruszenie innego rodzaju.
Będzie mi niezmiernie miło.

Dzięki wielkie za odwiedziny i czytanie :)
Niebawem do Ciebie zajrzę, a i sam czekam na kolejną wizytę :)

Pozdro :)
Figiel dnia 08.01.2018 15:28 Ocena: Świetne!
Gdybyśmy tylko w młodości mieli wiedzę o sobie, taką jak ta, gdy włosy znaczą się siwizną, życie zapewne wyglądałoby inaczej. Gdybyśmy też umieli doceniać to, co zostało nam dane, zanim odejdzie i zniknie bezpowrotnie, wiedzielibyśmy, że to szczęście, za którym gonimy jest tu i w tej chwili. Tymczasem mamy zamknięte oczy, gdy jest, a potem pozostaje tylko poczucie straty i zmarnotrawienia chwil, które uciekły nie wiadomo gdzie.
Stworzyłeś czarowny, wręcz romantyczny klimat, choć opowieść o mężczyźnie, który zdawał się dbać, by prawdziwe uczucia mocno maskować. Pokazałeś portret rzeczywisty, niewydumany, tak realny, że mniej wstrząsnęła mną dramatyczna śmierć dziewczyny, za to współczucie dla Mike'a odczułam wręcz namacalnie.
I to jest dobra robota!
Pozdrówka:)
mike17 dnia 08.01.2018 17:31
Tak, Beatko, ludzie nie cenią tego, co mają.
Potrzebują testów, a po jakiego grzmota?
Skoro ktoś ich kocha, czy nie warto temu zawierzyć, zaufać?
Nigdy nie byłem za jakimiś "sprawdzaniami", a za spontanem w miłości.
I dlatego mój bohater jest inny ode mnie.
On nie ufa, ma swoje za sobą, pewnie dlatego.

Ale kiedy ukochanej braknie, nagle w głowie otwiera się klapka.

I już się wie, że to to, że to tylko to :)

Bardzo dziękuję Ci za bycie ze mną i moją miłosną historią :)

To naprawdę piękne!
Kazjuno dnia 22.06.2018 14:00 Ocena: Świetne!
Cóż by tu dodać, po wprost nieprawdopodobnej ilości zachwytów zawartych w komentarzach?
Na pewno mi się podobało, a pomysł happy endu wprost rewelka!

No i ten język,w paru kawałkach, tak zwanej prozy poetyckiej, chylę czoło. Zwłaszcza, że sam osobiście nie umiem pisać o miłości.
Wytężam łeb, jakby tu wzruszyć czytelnika damsko męską sceną, tymczasem wychodzi jakaś półpornografia.
Chociaż, w ostatnio pisanej historii napocząłem jakieś dwa zarzewia, z których powinny się wykluć pisklęta miłości, ale pewnie się skończy na prawie wulgarnym seksie, zresztą jak to w moim życiu.

Więc jak tu nie podziwiać Majkiego, gościa, który po mistrzowsku żągluje miłosną narracją, doprowadzając Czytaczy do palpitacji serca i łzawych wyciekówe.
Ale i tak góruję nad większośćią jaśnie Komentatorów. He, he, he.
Osobiście żłopałem piwo z Mike17.

Serdecznie Pozdrawiam, Kaz
mike17 dnia 22.06.2018 16:47
Kaziu, brachu Ty mój, dziękuję za literacki nalot i garść refleksji :)
Jakże się cieszę, że moje teksty - miniatury - pisane poniekąd prozą poetycką czytasz gładko i bez zgrzytania.
Od 4 lat postanowiłem zgłębić MIŁOŚĆ, i może rzadziej piszę dłuższe teksty, a bawię się miniaturą miłosną, czyli taką, gdzie penetruję warstwę psychologiczną kochania.
To mnie bardzo rajcuje.
Różne odcienie miłości, różne smaczki, różne warianty...

I jak zwykle zależy mi na wzruszeniach.
Jestem takim pozytywistą.
Choć jak ktoś słusznie zauważył, piszę czasem o ciężkich odmianach kochania, ale wiem, że istnieją, a tym samym warto o nich pisać.

Piękne słowa mi piszesz, Kaziu, o miłosnej narracji, ale taka jest prawda, że ja to po prostu czuję.
I chciałbym dalej dawać kolejne miniatury w tym stylu.

Wciąż pamiętam nasze wspólne browary w "Rozdrożu".
To był dobry początek, bo nastąpi ciąg dalszy.

Trzym się cało, Kaziu!

Polecam ŚWIAT W KTÓRYM KOCHAMY.
AntoniGrycuk dnia 22.06.2018 17:40
Hej,

Przede wszystkim powinieneś inaczej nazwać tę opowieść, bo w połowie domyśliłem się, jaki będzie koniec. Ale to bardzo ładne opowiadanie. I słowa "bardzo ładne" są tu idealnie na miejscu. No właśnie. To dla mnie zbyt ładne. Brakuję mi trochę głębi. Nie mówię, że sam to potrafię zrobić, ale dostrzegam u kogoś. Dla mnie pisanie o miłości jest niezwykle trudne, bo albo wychodzi mi zbyt płytko, albo przeginam w stronę "cukierkowatości". I niestety u Ciebie zaobserwowałem trochę tego drugiego. Wybacz, ale słowa "szalony księżyc" są jak z najtańszego harlekina. Brakuje tylko wybuchającego wulkanu, którego nie ma:) Albo kominka na plaży:)
Ale po całości jestem na tak, gdyby nie ten nieszczęsny tytuł. I oczywiście styl masz świetny, jak to Ty. Co prawda pojawiały się pojedyncze zdania, które należałoby poprawić, ale to kosmetyka. Np.:
Cytat:
- To nie­trud­ne, wy­star­czy nie wi­dzieć tego, co daje życie.

W tym wypadku należałoby sprecyzować to, co po przecinku, bo ja nie wiem, czy w zdaniu chodzi o: "co dawane jest przez życie", czy "co sprawia, że życie się pojawia". Co prawda można to wywnioskować po sensie całości, ale warto zadbać o takie nieścisłości.

Mimo iż nie jestem wielkim fanem Twoich tekstów, to czytam je chętnie, bo są takie zwyczajne (w sensie pozytywnym). Może poza "Zanim cię zabiję", które mi się bardzo podobało.

Pozdrawiam
mike17 dnia 22.06.2018 19:19
AntoniGrycuk napisał:

Przede wszystkim powinieneś inaczej nazwać tę opowieść,

Nie sądzę, tytuł jest bardzo dobry i adekwatny do treści i suspensu co najważniejsze.

AntoniGrycuk napisał:
domyśliłem się, jaki będzie koniec.

Jakoś Ci nie wierzę - nie było żadnych wskazówek he he :)

AntoniGrycuk napisał:
Ale to bardzo ładne opowiadanie.

To zastanów się, Antoś, czy Ci się podoba, czy nie.

AntoniGrycuk napisał:
, bo albo wychodzi mi zbyt płytko, albo przeginam w stronę "cukierkowatości". I niestety u Ciebie zaobserwowałem trochę tego drugiego.

Mylisz się - ja z cukierkowatością nie mam nic wspólnego.
To twoje prywatne zdanie, ale ja moje miniatury widzę jak zdjęcia z życia, nie żadne tam głupawe harlekiny.
To, że mamy w opku happy end nie robi z niego cukierka, Antoś.

AntoniGrycuk napisał:
gdyby nie ten nieszczęsny tytuł.

Jak wyżej

Zdanie, o którym piszesz jest tak czytelne, że nie będę go tłumaczył, byłoby to z obrazą dla słuchacza.

AntoniGrycuk napisał:
Mimo iż nie jestem wielkim fanem Twoich tekstów,

To po co tu wracasz???

Dzięki za refleksje, ale pozostanę przy swoim zdaniu.
A Ty, Antoś, skoro coś Cię razi w moim pisaniu, po prostu je zignoruj.

Pozdro!
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kazjuno
14/11/2018 13:03
Bardzo fajny tekst. Napisany z polotem, bogatym językiem.… »
Kazjuno
14/11/2018 12:51
Dzięki Carveditol. Bardzo się cieszę, że podobała Ci się -… »
pociengiel
14/11/2018 12:18
Zagwozdki i atomizer - dałbym tytuł. W arbitrażu piłki… »
Carvedilol
14/11/2018 10:26
Kazjuno Dobrze się to czytało, choć to taka obyczajowa… »
Kazjuno
14/11/2018 09:31
Jolu S i Darconie. Bardzo, bardzo Wam dziękuję. A w ogóle,… »
Marek Adam Grabowski
14/11/2018 09:17
Dzięki Darcon! Za błąd przeprasza, zmienię go na mym blogu.… »
JOLA S.
14/11/2018 08:43
Kazjuno, przeczytałam z przyjemnością i pożytkiem. I… »
allaska
14/11/2018 07:59
Świetny:) i treść przemawia i forma, po prostu ciekawie… »
allaska
14/11/2018 07:58
Myślę, że porwałam się z motyką na słońce. O mistrzach żeby… »
aintone
14/11/2018 01:15
Zapraszam do komentowania ? co jest nie tak , co poprawic… »
Leniwiec2
14/11/2018 00:25
Dzięki Gramofon, jak to wysyłałem to wiedziałem, że jest źle… »
Artur Dubis
13/11/2018 21:23
No, taki jesienny :) Pozdrawiam również! »
Darcon
13/11/2018 21:01
Jak przez mgłę. Jak na humoreskę to humoru ciut za… »
Darcon
13/11/2018 20:45
Potrafisz zalewać, Kazjuno. ;) Niby nic specjalnego w… »
Marek Adam Grabowski
13/11/2018 20:15
Jak na debiut może być. Pewnie masz talent, ale musisz… »
ShoutBox
  • pociengiel
  • 14/11/2018 12:22
  • Za starą panną - znowu wiosna a w krok nic.
  • pociengiel
  • 14/11/2018 12:21
  • Smichy chichy co dzień chodzę ulicą pełną nizradykalizowanych /póki co/ morderców i gwałcicieli.
  • Vanillivi
  • 13/11/2018 06:04
  • w wypowiedziach rządzących (czerpmy z poezji, a nie traktujmy poezję instrumentalnie)
  • Vanillivi
  • 13/11/2018 06:02
  • I chociaż uważam, że Palikot nie do końca sprawdził się jako polityk, to właśnie to podkreślenie roli poezji i właśnie kultury z jego strony bardzo mi się podobało, tego brakuje
  • Vanillivi
  • 13/11/2018 05:58
  • Slavek - miło mnie zaskoczyło, że zna ją naprawdę nieźle, chociaż mówił raczej o autorach dwudziestolecia międzywojennego i lat. 90 niż współczesnych.
  • Slavek
  • 12/11/2018 19:33
  • Palikot i poezja...buuuha ha haha litości :)
  • Ananke
  • 11/11/2018 21:17
  • no i bravo one :)
  • Gramofon
  • 11/11/2018 21:03
  • Widziałem dziś na ulicach stolicy Arabki z przepaskami biało czerwonymi <3
  • Ananke
  • 11/11/2018 20:36
  • bez względu na kolor skóry, wiek, przekonania, religię itd. Byle zachowywał się godnie, z szacunkiem wobec innych ludzi, bez wykrzykiwania obelg, z poszanowaniem wszelkich norm
Ostatnio widziani
Gości online:13
Najnowszy:qsmer
Wspierają nas