Świat, w którym kochamy - mike17
Proza » Miniatura » Świat, w którym kochamy
A A A
Od autora: To druga z cyklu moich letnich, nadmorskich miniatur, do której lektury serdecznie Was dziś zachęcam. Porusza pewne czułe punkty, ale o tym przeczytacie za chwilę. Częściowo na faktach. Tytuł zapożyczyłem z piosenki Connie Francis. Zapraszam do czytania i dzielenia się refleksjami.
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

                                              
 
 
                                                                                                      
 
- Cholera! – krzyknąłem, bo naprawdę nie miałem pojęcia, co się dzieje.
- Co się stało, Mike? – spytała Candy, zerkając na mnie niepewnie.
- Coś przerywa. Zaraz pewnie staniemy i będzie po wszystkim.
- Może brak benzyny?
- Zalałem po całości. To nie może być to.
- A więc?
- A bo ja wiem? Nie jestem mechanikiem.
- Spójrz: tam jest szyld „Naprawa pojazdów”, może ten koleś nam pomoże?
- Może. Nie zaszkodzi spróbować.
 
Jechaliśmy nad morze, w zasadzie już byliśmy o kilometr od boskiego Summer Place, gdzie zamierzaliśmy spędzić dwa tygodnie, i co więcej, chcieliśmy wycisnąć z tego niezwykłego miejsca coś jeszcze: prezent od losu, którego dotąd nie otrzymaliśmy, bo widać inne były boskie plany, ale nasza desperacja sięgnęła zenitu, teraz „pamiątka znad morza” miała stać się rzeczywistością, naszym letnim snem.
 
Czy wiedziałaś, że ja wiem, że ty wiesz?
Czy oboje wiedzieliśmy?
Czy był moment, kiedy się zorientowałaś, że… że coś tu nie gra?
Przecież wy, kobiety, podobno jesteście w stanie dokładnie określić, z kim macie dziecko i kto stał się jego ojcem, choćbyście w jednym czasie współżyły z wieloma.
Ileż to razy byłem w tobie, do końca, pamiętasz?
Czułaś to, co i ja przeżywałem.
Nie zapomnisz tych wszystkich „pewnych dni”, kiedy on lub ona mogła…
Tak, mogła, ale…
 
Wtedy, w czerwcu minęło pięć lat, odkąd prowadziliśmy tę „niemą rozmowę”.
Nie padło jedno słowo, nie zadano jednego pytania.
Nadal uśmiechaliśmy się do siebie, wciąż robiłem ci rano grzanki, a ty, wracając z pracy, kupowałaś mi duże frytki z hamburgerem, czasem zestaw poszerzając o małą colę.
Kiedy cię całowałem w drzwiach, wiedziałem, że to jest moja mała rzeczywistość.
Nasza chwila na wieczność, cokolwiek miałoby to znaczyć.
 
A gdy noc zakrywała świat czarnym kocem, byłem z tobą do białego rana.
Potem, o świcie, widziałem w twoich oczach coś na kształt pytania.
Nigdy go nie zadałaś, a ja wolałem, by tak pozostało.
I mijały miesiące, lata, zimy i wiosny, w milczeniu gasły wtorki i soboty.
Lecz nikt z nas nie miał pewności, gdzie leży powód.
To mogłem być ja, to mogłaś być ty, a może coś, co padło przeszkodą między nas, rzucone jak przekleństwo losu, który lubi bezczelnie zakpić w chwili, kiedy człowiek błaga o pomoc.
 
Patrzyłem ukradkiem na dziewczyny z wózkami – piękne swoim macierzyństwem.
Widziałem, jak pchasz ten nasz, spoza krainy marzeń.
Na wielkich, srebrnych kołach, z nią lub nim, śniącym sen o wspaniałych rodzicach.
Widziałem te nieistniejące oczy i umierał czas.
Nigdy nie pomyślałem o winie.
Może i ty tak na to patrzyłaś.
 
- No dobra, chodźcie, zobaczę, co też się tam popieprzyło – powiedział Wes, dwumetrowy, czarnowłosy mechanik, u którego tego dnia wylądowaliśmy. – Ale nic nie obiecuję, jakby co, dam wam nocleg, tam, w przyczepie. Sracz jest z tyłu, a woda w studni. Prądu nie ma.
- Zrobisz to na jutro? – spytałem. – Przyjechaliśmy na wakacje, szkoda każdego dnia.
- Pewnie tak, jak dowiem się, w czym problem. Czasem małe dziadostwo znaczy wiele.
- Mamy trochę karkówki, kiełbasy i piwa. W ramach podzięki za spanie. Mały grill?
- He he, nieźle, wchodzę w to. Mam sporo bimbru. Sam Bobby Ventura go pędził, zanim w 1965 nie utopił się w dole z gnojówką. Szkoda chłopa, ale co komu pisane…
 
Byłem cholernie zmęczony, ten dzień dał mi mocno w kość, a teraz tkwiliśmy u nieznajomego faceta, z zepsutym samochodem, raptem kilometr od miejsca, do którego zmierzaliśmy, i nawet jedzenie jakoś mi nie szło – czułem, że odpływam.
Czy był to diabelny upał, czy nerwy, czy może mieszanina alkoholi, dość szybko moje uczestnictwo w biesiadzie zakończyło się niezapamiętaną wycieczką do obleśnej przyczepy, gdzie padłem na twarz na cuchnące potem łóżko i zasnąłem.
 
Obudziły mnie stłumione jęki, twoje jęki, Candy, i w jednej chwili wróciła świadomość.
Wes leżał na tobie i było mu dobrze: jego tyłek miarowo poruszał się, a on ciężko oddychał.
Szybko wytrzeźwiałem, lecz ku własnemu zdziwieniu nie zrobiłem nic.
Nie obejmowałaś go tak, jak zawsze obejmowałaś mnie – wszystko było inaczej.
Odwracałaś głowę, by cię nie całował.
Twoje ręce leżały bezładnie na trawie.
Przypominałaś plastikowy manekin, na którym ktoś trenuje śmieszne ruchy.
Biernie oddawałaś się chwili, i ja, obserwator, poczułem, że nie zrobię nic, by przerwać ten wyuzdany spektakl, nie było we mnie siły, która kazałby mi to uczynić, ani ochoty.
 
Nie potępiałem cię, jakże bliska wydałaś mi się wtedy, kiedy on był z tobą.
Bardzo pragnąłem, by…
Wiesz, co, prawda?
Przez chwilę byłem nim, i wchodziłem w ciebie, namiętnie, jakby był to sen o spełnieniu.
Jako piękna kobieta mogłaś mieć każdego, jednak nie szukałaś, lecz kiedy to samo odnalazło ciebie, popłynęłaś na tej fali, i nie poczułem się tej nocy zdradzony, byłem pewien, że to część naszego życia, coś, co musiało się stać, by dać ciąg dalszy nowym wydarzeniom.
 
Mogłem go zabić.
Mogłem zrobić wszystko, co zrodziłoby się w mojej głowie.
Patrzyłem, jak wypełnia cię sobą i było mi z tym dobrze.
Kiedy wbijałaś palce w ziemię wiedziałem, że tej nocy właśnie w tym miejscu mieliśmy się znaleźć, my, mijający się od lat zakochani, my, niespełnieni, samotni, choć żyjący pod jednym dachem, w końcu my, chcący pozostawić po sobie coś, co zdefiniowałoby nasze małe kochanie, nasze zwyczajne „bycie razem”.
 
Córeczko, ciągle pytasz, dlaczego mama i ja mamy jasne włosy, a ty masz kruczo-czarne.
Czemu się tak różnimy, chcesz wiedzieć?
Odpowiedź jest prosta: twój dziadek był Hiszpanem, tak, prawdziwym Hiszpanem, walczył z komunistami z wojnie domowej i poznał samego generała Franco.
Więc w twoich żyłach płynie bohaterska krew.
My z mamą jesteśmy Amerykanami, nam się nie udzieliło to, co tobie.
Ciesz się, że masz czarne włosy, ciesz się wszystkim, co do ciebie przychodzi.
 
- Candy, możemy pozostać w Summer Place aż do końca września, chcesz? Interesy idą całkiem dobrze, nie muszę wracać, mogę być tu, ile zechcę. Samochód naprawiony, wszystko gra. Jestem panem sytuacji. Mają tu takie żarcie, że już nigdy tego nie poczujemy.
- Tak. Wiem, a może zdaje mi się, że to wakacje naszego życia.
- Właśnie. Już takich nigdy nie będzie. Czuje to i nic tego nie zmieni.
- Masz to jak w banku.
- Czemu to mówisz?
- Jesteśmy tu już ponad miesiąc, a ja nie miałam miesiączki.
 
Wtedy zrozumiałem.
Nie byłem zły, nie poczułem, by gniew wszedł we mnie i nakazał myślom atak.
Było mi dobrze, błogo, naturalnie, i gdybym szukał słów na ten stan rzeczy, pewnie znalazłbym stek pustych frazesów, nic niemówiących i wypranych z emocji.
Otworzyłem piwo i powoli piłem.
Candy patrzyła na mnie i kątem oka widziałem, że chyba jest szczęśliwa.
Czy wiedziała to, co ja, tego mi nigdy nie powiedziała.
 
Mieliśmy cię, córeczko, i mama, i ja, w radosne wiosny, i w smutne zimy.
My, twoi rodzice.
I każda chwila życia, była naszą, szczerozłotą, przeżytą od początku do końca.
Radość, smutek, obojętność – byliśmy w tym z tobą.
Córeczko, byłaś spoiwem, które nas złączyło, dało siłę i moc, wiarę i potęgę.
Wiesz, że dziecko jest władne kreować świat, w którym kochamy?
Jest katalizatorem.
Uczestniczy i bywa tym najważniejszym elementem.
 
Potem opuściliśmy Summer Place i urodziłaś ją, Candy, kiedy inni umierali na raka w dusznych, niewentylowanych pomieszczeniach, gdzie cuchnęło moczem i ludzkim upadkiem.
 
Wtedy, w czerwcu, gdy lato czule całowało słońcem, zostałem ojcem.
 
Siedząc w parku, zadawałem sobie pytanie: czy istnieje dobre kłamstwo i zła prawda.
Czy można skrzywdzić brutalną treścią, lub dać radość i nadzieję, mówiąc niekoniecznie to, co jest prawdziwe, a może warto nabrać wody w usta?
A może należy uważnie korzystać z elementów „prawdy i kłamstwa”?
Bo są to dwie strony tego samego medalu, a więc zabawa ta może się okazać nie do końca tak przyjemną, jakby się to chciało widzieć, lub wręcz przeciwnie, dać pozór spokoju i harmonii.
 
Moja mała, dziś jesteś już kobietą, a za chwilę będziesz jego żoną i wyjedziesz stąd na zawsze, do dalekiego kraju, na inny kontynent, i nasz kontakt będzie znikomy.
Boję się, że cię stracę, że mama wciąż będzie na ciebie czekać, jakbyś miała jutro wrócić do domu, po lekcjach, znów mała, z tornistrem na plecach, z kolorowymi spinkami we włosach, ubrudzona czekoladą, którą kupiłaś w sklepiku u sędziwego pana Adamsa.
Wiem, że twój narzeczony da ci miłość, tego jestem pewien, znam się trochę na ludziach.
Pamiętaj, że w dzień i w nocy myślimy o tobie, oglądamy wspólne zdjęcia i filmy, na których widać, jak się zmieniałaś przez te wszystkie lata, co minęły i już nie wrócą.
Teraz tylko to nam pozostanie.
 
Czas nigdy nie stoi w miejscu i w całej swej przewrotności odkrywa kolejne karty życia.
Kiedy to się zaczęło?
Niecałe pół roku po wyjeździe córki do Australii, pewnego, szarego, zimowego dnia, po raz pierwszy poczułem, jakże wyraźnie, że coś się zmieniło, i „dawne” to już zamknięty rozdział.
Wtedy, Candy, nie pocałowałaś mnie po powrocie z pracy, poszłaś do pokoju i usiadłaś w fotelu, wpatrzona w mrok za oknem, a ja stałem obok jak zbędny rekwizyt.
Jeszcze nie wiedziałem, co dokładnie się stało, ale intuicja szeptała nad wyraz pewnie, że coś złego, i że zaraz to na mnie spadnie – i spadło jak grom z jasnego nieba.
 
Tam, w dalekim kraju zdarzył się wypadek samochodowy, zderzenie czołowe, tam, w złym kraju śmierć pocałowała twoje młode usta, córeczko, choć miałaś przed sobą całe życie.
Dziś nie potrafię patrzeć na twoje zdjęcia, i nie wiem, czy kiedykolwiek to się zmieni.
Mama przestała się odzywać, jest jak powietrze, a ja wiem, że nie dam rady cofnąć czasu.
Byłaś solą naszego małego szczęścia, i teraz, kiedy cię nie ma, nas też nie ma.
 
Czy potrzeba awantur, krzyków i wyzwisk, by to, co łączyło do niedawna kobietę i mężczyznę, pewnego dnia zgasło jak nędzne ognisko, do którego nikt nie dorzucał drew?
Nie umieliśmy już odnaleźć ciepła dłoni i smaku dawnych pocałunków.
Znajome od zawsze twarze, czułe gesty i słowa stały się nagle pokraczną grą pozorów, nieuchronnie prowadzącą do samoistnego wypalenia, wczorajsze zaklęcia spłynęły niemą ciszą, stając się czasem przeszłym dokonanym, jak sny, których nigdy nie było.
 
To, co niegdyś cieszyło, dziś jedynie podrażniało obolałe nerwy, to, co przed laty budziło żywy odruch serca, dziś było pustką – teraz sekundy stawały się godzinami, boleśnie wlokącymi się w takt gasnącego „teraz”, bezcielesnym lotem do krainy, gdzie bezstan jest królem, i nie było już blasku oczu – była trupia szarość wzroku sklepowych manekinów.
 
Tam, na sali sądowej, bezdusznej i tchnącej pustką ludzkich dramatów, nawet na siebie nie patrzyliśmy, wyszliśmy z niej w milczeniu, osobno, rzucając ukradkowe spojrzenia na podłogę, jak para obcych sobie ludzi, których niegdyś nieobliczalne życie pchnęło ku sobie siłą osobliwych przeznaczeń, lecz w tej osobliwości nie było konsekwencji.
Potem każde z nas poszło swoją drogą, lecz wtedy nie mogliśmy jeszcze wiedzieć, że to nie koniec, że nie tak przewrotny Los zapisał naszą niezwykłą kartę żywota, jednak na to musieliśmy poczekać długie lata, nieświadomi, inni, żyjący, a nie do końca żywi.
 
Niedawno stuknęła mi osiemdziesiątka, i nie mogąc już prowadzić samodzielnego życia, sprzedałem mieszkanie w wielkim mieście i zamieszkałem w uroczym domu spokojnej starości „Blue Moon” w Summer Place, tam, gdzie to wszystko się zaczęło.
Chciałem koniec mych dni spędzić nad morzem, wolny od wspomnień, bowiem tamten ból samoistnie wypalił się, a ja przez te ciche lata nauczyłem się wierzyć, że Rosie, nasza ukochana córeczka żyje gdzieś daleko, urodziła zdrowe dzieci, jest kochana i kocha.
Wyparłem ze świadomości to, co wydarzyło się tamtego, szarego, zimowego dnia.
 
Nigdy nie ożeniłem się, nie założyłem rodziny, coś się definitywnie skończyło.
Czasem tak bywa i nic się nie poradzi.
Pewne rzeczy mają miejsce tylko raz, i nie sposób ich powtórzyć, to byłoby oszustwo.
Nie chciałem postępować wbrew sobie, zresztą nie umiałbym.
 
Candy także przeszła tą samą drogą, czyż to nie dziwne?
Choćbym żył kolejne tysiąc lat, nadal czułbym całym jestestwem, że tego nijak nie pojmę – bowiem nie wszystko, co nas otacza można ogarnąć drogą logiki i zimnej, matematycznej analizy, pewne rzeczy warto przyjmować takimi, jakimi do nas przychodzą.
Bo jest tyle tajemnic między ziemią a niebem, tyle przedziwnych „niedopowiedzeń” sprawiających, iż próżno łamać sobie głowę nad tym, jak je zdefiniować i przyjąć za pewnik.
 
Wiecie, co?
Wczoraj mi powiedziała, tak lekko, tak naturalnie, jak mówi się o ciepłym, wiosennym deszczu, czy czułej, letniej bryzie znad morza, że i ona myśli podobnie jak ja, też w niewytłumaczalnie wyrazisty sposób czuje, że Rosie jest szczęśliwa i nic jej nie brakuje, mówi to bardzo często i uśmiecha się jak za dawnych lat, a ja patrzę na nią i pragnę, by tak było już do końca.
 
Kiedyś zakochani, dziś przyjaciele, wyciszone dusze, wylądowaliśmy nad morzem, ja w marcu, Candy dwa tygodnie temu – ona też chciała tu wrócić, a może nazwiecie to telepatią?
Za pięć minut przyjdzie do mojego pokoju i potem pójdziemy na pączki z kawą.
Mają tu świetne wypieki, dbają o nas jak o własne dzieci, to istny raj na ziemi.
Jak będziecie kiedyś przejazdem wpadnijcie, pytajcie o Mike’a i Candy, będzie nam naprawdę przyjemnie.
 
 
 
Cykl: Tamtego lata nad morzem
 
 
 
23 lipca 2015
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mike17 · dnia 09.09.2015 03:48 · Czytań: 1258 · Średnia ocena: 4,92 · Komentarzy: 51
Komentarze
skroplami dnia 09.09.2015 14:38 Ocena: Świetne!
....., to jest piękne chociaż tragiczne pośrodku.
Proste, prawdziwe, powtórzę w innym odniesieniu, ze środka.
Czuje się całość, dobre także ze względu na sedno z życia bohatera.
"Sedn" wiele, tak, tak. Ale niekiedy bywa jak powyżej.
Miłość jest zawsze w tle lub na pierwszym planie :), znów, powyżej tak ma :).
Cholera, i znów, :(, za powyżej maks ocena.
mike17 dnia 09.09.2015 15:17
Skroplami, witaj nowy czytelniku i dziękuję Ci za czytanie, wizytę i garść impresji :)
To nie jest łatwa i przyjemna lektura, tym bardziej doceniam obecność.
Ale uwierz mi, tę historię w pewnym stopniu napisało kiedyś życie.
Tak bywa...

Cieszę się z oceny i pozdrawiam :)
euterpe dnia 09.09.2015 16:26 Ocena: Świetne!
Ten utwór, muszę przyznać, świetnie wpisuje się w klimat jeszcze niedoszłej jesieni. Słodko - gorzki - tak bym to ujęła.
Z jednej strony miłość małżeńska, jedna z najpiękniejszych form i przejawów tego uczucia. Zaraz potem pogwałcenie sakramentu grzechem cudzołóstwa i owoc tego zapomnienia się - córka o "hiszpańskich korzeniach". Trudna miłość - to z pewnością, a śmierć dziecka - należy do najwyższej formy stresu jakiego można by doświadczyć.
Jest to piękna opowieść o niepięknej historii, ale życie bywa "brzydkie", dlatego przyjmuję to na klatę z wrześniową zadumą.
Pozdrawiam serdecznie,
Ewa
mike17 dnia 09.09.2015 17:03
Ewo, nawet nie wiesz, jak cieszę się z Twojej kolejnej wizyty dzisiaj :)
Życie pisze takie scenariusze, ktoś kiedyś gdzieś...
I ta potrzeba macierzyństwa/ojcostwa, za wszelką cenę...
Tak, jesiennie, bo on wspomina swoje życie, i miało ono tylko dotąd sens, dokąd byłaś z nami, córeczko...
A potem, hm, zabrakło "tego czegoś".

Mądre słowa z Twoich ust, Ewo, dziękuję i doceniam, że jesteś z moim cyklem - niebawem trzecia część, równie momentami ciężka, ale...
Już Cię zapraszam :)

Pozdrawiam pomimo to wesoło :)
faith dnia 09.09.2015 18:06 Ocena: Świetne!
Jestem pod wrażeniem przede wszystkim tego, jak wiele ważnych wątków udało Ci się wpleść w tę miniaturę, bez poczucia, że jest to zbyt ciężkie. Na początku czytania sądziłam, że głównym tematem, który pociągniesz będzie miłość (niełatwa) dwojga ludzi. Być może sztuka wybaczania, walka z samym sobą. Ale u Ciebie nic nie jest czarno-białe. Nie podajesz nam na tacy gotowych rozwiązań, a zmuszasz do tego, byśmy to my, jako czytelnicy, znaleźli dla siebie ten najważniejszy sens. Zastanowili się nad zachowaniem i emocjami Twoich bohaterów. Dlaczego Candy to zrobiła? Dlaczego Mike tak zareagował? Do tych odpowiedzi dochodzimy sami. Każdy na własny sposób. A potem pojawia się kolejny wątek. Dziecko, zaakceptowanie go, bezinteresowna miłość i znów bum! Strata czegoś najcenniejszego, światło, które ktoś wyłączył zbyt wcześnie. Próby radzenia sobie z ciemnością i życia po omacku. Wyczuwam, że wiele rzeczy zostało tutaj wplecionych między spokojnie płynące wersy. Lubię odnajdywać sens, który jest tam ukryty i smakować go w samotności.

Bardzo podobają mi się fragmenty, gdzie główny bohater zastanawia się nad sprawami, które są fundamentalne w naszym życiu, jak te o prawdzie i kłamstwie. Godne zapamiętania myśli tam zawarłeś.
Udało Ci się za pomocą zaledwie paru bohaterów utkać wielowymiarowy tekst, a to nie jest proste uważam.

Wychodzę ukontentowana:) Pozdrawiam!
mike17 dnia 09.09.2015 19:29
Faith, pod wszystkim, co napisałaś, podpisuję się i mówię "szczera prawda".
Tu, bardziej niż w "Pomarańczowym materacu" chodziło mi o niejednoznaczność moralną, o to co nazwałem "dobrym kłamstwem" lub "złą prawdą".
Para chcąca mieć dziecko, niemogąca, jak się okazuje z jego winy, ale na tyle delikatna względem siebie, że nie rwąca szat nad problemem.
Potem jest ono, ich dziecko, choć...
Pokochane jako własne, spoiwo, którego gdy braknie, świat staje się ruiną.

Chciałem dać wiele wymiarów.
Zapętlić je i zakończyć happy endem.
Ale wcześniej ukazać, jak pokrętne może być życie, jak osobliwie niejednoznaczne może być życie, które daje i odbiera, które serwuje dobre zło i złe dobro.

I czym jest miłość do dziecka.
Ono jest dla mnie najważniejsze, sam jestem ojcem dorosłej panny.

Co mam powiedzieć?
Bardzo Ci dziękuję za dogłębną analizę, za wejście w rdzeń tekstu.
Jest tak jak napisałaś, a ja jako autor cieszę się, że tekst żyje, że daje obrazy i pobudza do refleksji, to dla mnie bezcenne.

Takie komentarze pamięta się długo, Faith :)
ajw dnia 09.09.2015 19:42 Ocena: Świetne!
Wiesz, miku .. potrafisz człowieka wzruszyć, poruszyć, wstrząsnąć, potrząsnąć etc. Jesteś mistrzem w operowaniu emocjami. Piękna, nieprzegadana historia (która mogła przydarzyć się wielu parom borykającym się z tym problemem), bolesna w środku, ale takie właśnie jest życie - nie rozpieszcza, nie prowadzi po mchu, czasem po cierniach .. No i psychologiczny punkt widzenia, który wypełza z tego z pozoru beznamietnego monologu streszczającego akt zapłodnienia, że się tak wyrażę .. Niesamowite. Jestem pod wrażeniem.
mike17 dnia 09.09.2015 19:58
Iwonko, trochę wiem o "tym" problemie, z ust innych, którzy go niestety poznali.
Czasem jest "wszystko albo nic" jak u moich bohaterów.
Ale oboje związani byli zbyt silną potrzebą bycia rodzicami.
I to po śmierci Rosie doprowadza do rozwodu - już nic nie wiąże.
A miłość?
Jaka była, skoro...
Czy tylko dziecko mogło być spoiwem?
A co powiedzieć o parach bezdzietnych, a cholernie szczęśliwych?
Tu coś poszło inną drogą.

Twoje słowa niezmiennie utwierdzają mnie, że chyba trochę znam duszę kobiety, hm, Iwonko?

Napisałaś mi wiele, a ja uczę się z komentarzy.
Jeśli Cię poruszyłem, to zadanie spełnione :)
Nie lubię pisać rzeczy o niczym - lubię i potrzebuję dać "problem".

Kisski wieczorne :) i bardzo dziękuję :)
Alicja225 dnia 11.09.2015 11:05
Takie historie się zdarzają - choć wolimy ich nie widzieć - są to trudne rodzaje miłości, skomplikowane relacje dwojga ludzi. Wszyscy wokół starają się żyć według schematu, działają jak roboty kierując się logiką: akcja-reakcja; zdrada-rozwód.
Trudno mi zrozumieć Mike'a, ale z drugiej strony chylę czoła przed nim. Tak wiele przeszedł i nie poddał się. W jakiś sposób walczył (lub nadal walczy) z brudem i niesprawiedliwością tego świta.
Na początku musiał bardzo przeżywać fakt, że to on nie jest w stanie dać dziecka ukochanej żonie, by przypieczętować łączącą ich miłość. Później musiał pogodzić się z jej zdradą i oswoić z faktem, że będzie wychowywał czyjeś, jakby nie patrzeć, dziecko. Choć nie dał tego po sobie poznać, na pewno z początku było mu ciężko. Kiedy jednak już pokochał tę małą istotę, wprowadził ją w dorosły świat, a nawet przebolał jej wyprowadzkę i ślub, ona ginie! Ironia losu - wręcz abstrakcja - sprawia, że ogromnie mu współczuję.
Ciebie, Michale, z kolei muszę pochwalić, bo napisałeś wartościowy wciągający tekst o człowieku którego losy warto uwiecznić na papierze.
mike17 dnia 11.09.2015 11:47
Alicjo, dla takich komentarzy naprawdę warto pisać, bo nie jest to czas stracony, skoro ktoś docenia naszą pracę :)
Jak na pewno zauważyłaś, nie oceniałem bohaterów, uznając, że temat jest tak delikatny, iż byłoby to nie na miejscu - skupiłem się na relacji, omijając "drażliwe i bolesne", choć jest tak jak piszesz: Mike tak właśnie rozumował i świetnie go scharakteryzowałaś.
Jestem pełen podziwu dla Twojego zmysłu analizy.

Znałem dawno temu takie bezdzietne małżeństwo, które nie mogąc mieć dziecka (nie chcieli adopcji) po prostu się rozpadło, lecz ona ułożyła sobie życie z innym i... urodziła syna.

Twoje komenty, Alicjo, to prawdziwy miód na moją artystyczną duszę, warto publikować, by móc dostawać taką nagrodę :)

Pozdrawiam, sącząc kawkę :)
Miroslaw Sliwa dnia 11.09.2015 13:25 Ocena: Świetne!
Witaj Michale.

Jak widzę wziąłeś na warsztat jeden z najtrudniejszych tematów dla piszącego mężczyzny; zdradzony kochanek wobec zdradzającej kochanki i na odwyrtkę.

Myślę, że na ten temat można by napisać sto opasłych tomiszcz, ale Twoje opowiadanie jest jak najbardziej O.K.

Temat trudny najpierw dlatego, że ludzie zdradę w relacjach damsko - męskich zwykli traktować jakoś tak z przymrużeniem oka, a przecież to może dotyczyć również ich, ba często dotyczy.
Warto zdać sobie sprawę ze znaczenia słowa zdrada. Zaufanie idzie się pieprzyć na zawsze. Miłość; naturalny fundament związku przekształca się w jakieś emocjonalno - duchowe zombie i niemożliwym wydaje się przywrócenie go do życia. Z doświadczenia życiowego wiem, że to jest naprawdę sytuacja nieodwracalna. Pozostaje tylko gorycz, czasami gniew i znowu niemoc goryczy.

Znam trzy typy zdradzanych facetów:
1. Dowiaduje się o zdradzie i po cichu albo z hałasem pakuje się i wyjeżdża (wychodzi) na zawsze. Zachowałem się tak dwa razy; nie z rozmysłu; zwyczajnie taką mam naturę. Tego typu rozstanie umożliwia jakieś spotkanie po kilku latach. Złe emocje się spalają.
2. Facet zachowuje się jak ofiara syndromu sztokcholmskiego w swoistym wydaniu. Łasi się do zdradzającej kochanki (żony), a nawet do jej kochasia. Zazwyczaj kończy się to wielkim mordobiciem albo "zejściem" jednego z rywali. W każdym razie facet po czymś takim czuje się jak szmata, a kobieta widzi jak się zeszmacił i pozostaje już tylko zapiekła nienawiść z pohańbienia do końca życia.
3. Najczęściej spotykana reakcja na zdradę; facet walczy, nie odpuszcza. Kobieta do niego wraca i tworzą najbardziej nieszczęśliwe stadło na ziemi. Zdrada jak akt założycielski związku; fatalnie. Dobra; gryzą to w sobie. Tworzą pozory przed sobą i przed obcymi. Całymi latami im się udaje. Zdarzają się jednak momenty natręctwa myśli; nieraz po bardzo długim okresie względnego spokoju. Zdarzają się również erupcje gniewu; tak; nie wiadomo skąd. Do dupy z takim życiem, a znam takie cztery pary.

Od dawna zbieram się w sobie żeby ten temat literacko przemacerować, ale jeszcze pewno to potrwa i właśnie dlatego cieszę się, że opublikowałeś to opowiadanie. Przedstawiłeś swój punkt widzenia, tak mi wyszło, że to ten trzecie typ tej chorej relacji.

Michale, jak zwykle na najwyższym poziomie.

Pozdrawiam i czekam na kolejne opowiadania. :)

Mirek
mike17 dnia 11.09.2015 15:29
Cześć, Mirku!

Bardzo się cieszę, że utwór przypadł Ci do gustu, choć to dość niefortunne określenie czegoś, co traktuje o poważnych i trudnych sprawach.
W przypadku tego cyklu postanowiłem nie dawać w odpowiedzi na komentarze żadnych wskazówek, nic nie tłumaczyć, jak to zawsze czynię.
Chciałem pograć tu niedopowiedzeniem.
Niech każdy odczyta te miniatury po swojemu, bowiem moim zamysłem była ich wielowymiarowość.
Czy mi się to udało?
Nie mnie wyrokować.
Wiem, że każdy może różnie odebrać to, co napisałem, i jeśli tak jest, to czuję się spełniony :)

Wielkie dzięki, Mirku, za tradycyjnie wartościowy i mądry komentarz.
Twoje komentarze czytam zawsze z najwyższą przyjemnością, także pod utworami innych.
Twoje błyskotliwe spostrzeżenia są niezmiennie trafne i świadczą o wielkim doświadczeniu życiowym.

Kłaniam się nisko i jestem wdzięczny za odwiedzenie mojego kramiku z opowiadaniami :)

Do następnego :) i już dziś zapraszam pod kolejną miniaturę, która już niebawem :)

:)
Ula dnia 11.09.2015 16:39 Ocena: Świetne!
Mike,
Z przyjemnością przeczytałam kolejną część cyklu. Poruszyłeś tu wiele ciekawych wątków. Ogromnej miłości do dziecka i trudnej relacji damsko-męskiej. Mnie dość w szczególny sposób zaciekawiła postać Candy. Nakreśliłeś ciekawą postać kobiecą, taką trochę "męską". Nie mówi o problemach, nie skarży się na los, z uśmiechem na ustach kupuje hamburgera i frytki, tak jakby jej nie zależało. Ale skoro zdecydowała się na zdradę, to chyba musiała wiedzieć, po czyjej stronie leży "wina". Śmiało realizuje swój cel, gdy nadarza się okazja. Ciekawa jest także ta cisza między Twoimi bohaterami, "niema rozmowa", potem milczenie na temat zdrady, wreszcie cisza po śmierci dziecka i milczenie na sali sądowej. Można napisać "trudna miłość", można napisać tylko "relacja" - zbudowana na miłości, ale tej do dziecka - ogromnej i nieopisanej.
To takie rozważania z czysto kobiecej strony ;) Tekst bardzo fajnie napisany. Ciekawie i lekko.
Serdecznie pozdrawiam :)
mike17 dnia 11.09.2015 18:04
Ulu, jakże się cieszę, że utwór działa i pobudza do tak głębokich refleksji, a o to mi właśnie i przede wszystkim chodziło, bo to nie jest utwór o pojedynczym wątku, chciałem zapętlić to, by nic nie było tak naprawdę oczywiste do końca, ani czarne, ani białe, bo po drodze jest cały Technicolor :)

Świetne wnioski, tak i ja to wszystko widzę, czasem można zrobić o jeden krok za daleko...
Tu niewątpliwie miało to miejsce, gdzie, nie powiem :)

Ilekroć czytam pod moją pisaniną tak merytoryczne komenty, wiem, że chyba się znów udało.
Bo zawsze drżę, czy utwór "chwyci", czy aby go nie zjechałem.
Ale to są te koszta :)

Serdecznie dziękuję i zapraszam za chwilę na trzecią opowieść.

Wieczorowo pozdrawiam :)
bened dnia 11.09.2015 21:08 Ocena: Świetne!
Bardzo przejmujący i jak dla mnie trochę przerażający tekst, w którym obsesyjne i rozpaczliwe dążenie do posiadania dziecka prowadzi do wyrafinowanej, desperackiej próby zajścia w ciąże i dalszych szokujących konsekwencji. Z opisu jasno wynika, że Candy nie pragnęła zbliżenia z dryblasem ze stacji, tylko jego spermy, a Mike zamiast zareagować zdecydował się na ciche przyzwolenie i tym samym popieranie tego pomysłu, a nawet uroił sobie w pewnym momencie, że to on zapładnia swoją żonę, a nie jakiś obcy mężczyzna. Paradoksalnie coś co mogło ich łączyć stało się jedynie dzielącą ich grą pozorów, sztuką teatralną, w której postanowili wystąpić jak aktorzy lub marionetki.

"Potem opuściliśmy Summer Place i urodziłaś ją, Candy, kiedy inni umierali na raka w dusznych, niewentylowanych pomieszczeniach, gdzie cuchnęło moczem i ludzkim upadkiem.

Wtedy, w czerwcu, gdy lato czule całowało słońcem, zostałem ojcem."

Niedopowiedziany cel wplecionego w treść miniatury na zasadzie kontrastu z rzeczywistością listu, czy też trenu do Rosie pozostawia wiele znaków zapytania.Ciężko jednoznacznie stwierdzić, czy Mike tak prawdziwie kochał "córkę" ,czy też uwierzył w swoje " dobre kłamstwo" kreując nieistniejącą wyidealizowaną rzeczywistość daleką od prawdy, czyli oszukiwał sam siebie , czy tylko próbował chronić dziecko przed okrutną prawdą.
Świetnie obrazują sytuacje tzw. "nieme rozmowy" i rutyna, które wkradły się w życie głównych bohaterów.
Tytuł tego utworu odbieram po części jako ironię w odniesieniu do więzi i stosunków między postaciami, które w nim występują.
Najbardziej podoba mi się ten fragment:
Cytat:
Choć­bym żył ko­lej­ne ty­siąc lat, nadal czuł­bym całym je­ste­stwem, że tego nijak nie pojmę – bo­wiem nie wszyst­ko, co nas ota­cza można ogar­nąć drogą lo­gi­ki i zim­nej, ma­te­ma­tycz­nej ana­li­zy, pewne rze­czy warto przyj­mo­wać ta­ki­mi, ja­ki­mi do nas przy­cho­dzą.
Bo jest tyle ta­jem­nic mię­dzy zie­mią a nie­bem, tyle prze­dziw­nych „nie­do­po­wie­dzeń” spra­wia­ją­cych, iż próż­no łamać sobie głowę nad tym, jak je zde­fi­nio­wać i przy­jąć za pew­nik.

To piękne przemyślenie otwiera serca na niewytłumaczalne, nieracjonalne, wolne od chłodnej kalkulacji, ale dające szczęście uczucia i wydarzenia :)

Pozdrawiam :)
mike17 dnia 12.09.2015 09:50
Bened, co za analiza!
Utrafiłaś w sedno, no prawie, rozgryzając miniaturę w sposób mistrzowski :)
Jesteś bardzo blisko prawdy, którą chciałem tu zawrzeć, ale jak już wcześniej pisałem, nie chcę tego cyklu miniatur "naświetlać" czytaczom, bo każdy może ten tekst inaczej odebrać, stąd moje milczenie.
Powiem tylko tyle, że chodziło mi o ukazanie, jak skomplikowanym stworzeniem jest człowiek, a świat, w którym kocha, często świat jego ducha i psychiki, to labirynt nie do przejścia i przeniknięcia.
Tu łatwo polec.
I czy rzeczywiście istnieje dobre kłamstwo i zła prawda?
Nie wiem, i nie chcę wiedzieć.

Bened, bardzo jestem Ci wdzięczny za tak fantastyczny, rozbudowany i przede wszystkim wyjątkowo trafny koment - warto było poczynić trud i napisać tę miniaturę.
Dla takich słów i czytaczy warto pisać :)

Pozdro kawowe :)
Pan_Plywak dnia 12.09.2015 16:50
Cytat:
chcie­li­śmy wy­ci­snąć z tego nie­zwy­kłe­go miej­sca coś jesz­cze: pre­zent od losu, któ­re­go dotąd nie otrzy­ma­li­śmy, bo widać inne były bo­skie plany, ale nasza de­spe­ra­cja osią­gnę­ła zenit, teraz „pa­miąt­ka znad morza” miała stać się rze­czy­wi­sto­ścią, na­szym let­nim snem.
Nie pasuje mi ten fragment. Mogłoby się wydawać, że dalsze wydarzenia są skutkiem planu zrodzonego z owej desperacji, ale raczej nie była to wspólna desperacja. Każdy był zdesperowany na swój sposób. Podążając dalej tym tropem: Mamy świetny pierwszy dialog, będący jednocześnie alegorią. Oto para z pewnymi problemami udaje się do mechanika... A potem, bądź co bądź, zdziwienie Mike'a, że mechanik zrobił swoje. Takie trochę "ja tego tak naprawdę nie chciałem i rączki umywam, chociaż nawet mi się podobało". Nie zagrało mi to. Podobnie jak "niema rozmowa".
Cytat:
Czy wie­dzia­łaś, że ja wiem, że ty wiesz?Czy oboje wie­dzie­li­śmy?
Jakby to ująć, żeby nie zabolało... Aj, dlaczego ma zaboleć? W końcu wypowiadam tylko swoje skromne zdanie. Uważam, że poezja zatruwa Twoją wcale niezłą prozę. Nie zawsze, tam gdzie użyta z umiarem dodaje smaku, ale jednak są fragmenty dla mnie mało zjadliwe. Abstrahując od brzmienia tych zdań, które przywiodło mi na myśl film "Drzewo życia" Malicka, wybiegasz tym fragmentem w przyszłość i niejako osłabiasz siłę następnych scen. Z początku myślałem nawet, że to przeszłość i chcesz ukazać wewnętrzny konflikt postaci, który zaraz doprowadzi do wybuchu. Nic takiego się nie stało. Przesunąłbym tę część na początek jako wprowadzenie, ale najchętniej usunął.
Cytat:
Potem opu­ści­li­śmy Sum­mer Place i uro­dzi­łaś ją, Candy, kiedy inni umie­ra­li na raka w dusz­nych, nie­wen­ty­lo­wa­nych po­miesz­cze­niach, gdzie cuch­nę­ło mo­czem i ludz­kim upad­kiem.
Dla takich zdań warto Ciebie czytać. Ogólnie temat nietuzinkowy i dobra historia, ale warto ją chyba jeszcze przemyśleć. Czasem chcemy powiedzieć za dużo, a wtedy łatwo przekombinować...
mike17 dnia 12.09.2015 17:29
Panie_Pływaku!

Już odnoszę się do twoich odczuć, otóż:
Pan_Plywak napisał:
Nie pasuje mi ten fragment. Mogłoby się wydawać, że dalsze wydarzenia są skutkiem planu zrodzonego z owej desperacji, ale raczej nie była to wspólna desperacja. Każdy był zdesperowany na swój sposób.

Chyba nie rozumiem toku rozumowania: wiadomo, kto okazał się bardziej zdesperowany, a może wcale się nie okazuje?
I on, i ona, myślę tak samo.
Pan_Plywak napisał:
Podobnie jak "niema rozmowa".

Hm, czasem ludzie nie chcą sobie wprost czegoś powiedzieć.
Pan_Plywak napisał:
Czy wie­dzia­łaś, że ja wiem, że ty wiesz?Czy oboje wie­dzie­li­śmy?

Ja tu przecież nie uprzedzam faktów, raczej cofam się wstecz, niefortunnie to zwąc :)
Pan_Plywak napisał:
Uważam, że poezja zatruwa Twoją wcale niezłą prozę.

Oj, daleko mi do poety, raczej połety :)
Nie uważam, żebym jakoś "zatruwał" swoją pisaninę wtrętami poetyckimi, co to raczej nie.
Pan_Plywak napisał:
Ogólnie temat nietuzinkowy i dobra historia, ale warto ją chyba jeszcze przemyśleć.

Data pod utworem nie jest datą jego napisania.
Te kawałki często gęsto obrabiam parę miesięcy, zanim tu się ukażą, więc żadnych zmian już nie przewiduję, to wersje finalne.

Dzięki ogromniaste za wizytę i garść przemyśleń.
Szanuję odmienność zdania: wszak publikując trza się z tym liczyć.
Nie każdemu się dogodzi.
Taki los... :upset:

Pozdro!
Pan_Plywak dnia 12.09.2015 18:07
Uściślę zatem mój tok rozumowania i co mi nie zagrało. Mike prawdopodobnie przerabiał w myśli scenariusz, który się ziścił. Wręcz mówi o tym wprost. W takiej sytuacji spodziewałbym się zatem trochę innych przemyśleń niż:
Cytat:
Szyb­ko wy­trzeź­wia­łem, lecz ku wła­sne­mu zdzi­wie­niu nie zro­bi­łem nic.
Jest wyraźnie zaskoczony całą sytuacją i trąci to nieco fałszem. Może zabrakło tam czegoś w stylu: wiedziałem, dokąd to wszystko zmierza, a jednak zaskoczyła mnie moja bierność...
Cytat:
Prze­cież wy, ko­bie­ty, po­dob­no je­ste­ście w sta­nie do­kład­nie okre­ślić, z kim macie dziec­ko i kto stał się jego ojcem, choć­by­ście w jed­nym cza­sie współ­ży­ły z wie­lo­ma.
Więc to nie przeskok do przodu? Zatem przyznam, że się pogubiłem. Za dużo w tym fragmencie x, y, z... czyli tych niedopowiedzeń, a ja nigdy nie byłem dobry z równań liniowych :(
mike17 dnia 12.09.2015 18:15
Pan_Plywak napisał:
Może zabrakło tam czegoś w stylu: wiedziałem, dokąd to wszystko zmierza, a jednak zaskoczyła mnie moja bierność...

Przecież wyrażasz tę samą myśl tylko w inny sposób :)
Może bardziej "intelektualny".
Ubrałeś to w nieco ładniej brzmiące zdanie, ale nic ponadto :)
Ja lubię stylizować język na prymityw.
Trąci fałszem?
Oj, nie sądzę :)
Pan_Plywak napisał:
a ja nigdy nie byłem dobry z równań liniowych

ja nigdy nie byłem dobry z całej matmy :)
Pan_Plywak dnia 12.09.2015 18:45
To szybki przykład. Chodziło mi o źródło zdziwienia Mike'a. W Twojej wersji, Mike zdaje się być zdziwiony wyczynem Candy i ciężar "winy" w sporej części spada na nią, a przecież to nie jest zwykła historia o "zdradzie", bo problem jest bardziej złożony. Prymityw jest spoko, nie przeszkadza mi. Jeśli już mowa o tym, mam wrażenie, że niektórym zdaniom nie zaszkodziłoby uproszczenie, np.:
Cytat:
Wes leżał na tobie i było mu do­brze:jego tyłek mia­ro­wo po­ru­szał się, a on cięż­ko od­dy­chał.
Może: Wes leżał na tobie i było mu do­brze: oddychając ciężko, miarowo poruszał tyłkiem. Albo jakoś inaczej, żeby pozbyć się pogrubionych wyrazów. Heh, ale się uwziąłem... :lol:
mike17 dnia 12.09.2015 19:01
Potem umierają z głębokim żalem do świata, z przekonaniem o jego szarzyźnie i nudzie, gdyż rzadko kiedy przyjdzie im na myśl, że można podnieść się i pójść na sąsiednią ulicę. Obserwatorzy życia na starość stają się niespokojni. Miotają się, patrzą na zegarki; jest to jeden z śmiesznych nawyków starych ludzi — pragną ratować czas. W pewnym okresie chciwość życia i wrażeń staje się u nich silniejsza niż u dwudziestolatków. Dużo gadają, dużo myślą: uczucia ich są dzikie i tępe zarazem. Potem gasną szybko i spokojnie. Umierając wmawiają wszystkim, że żyli szeroko. Impotenci chwalą się sukcesami u kobiet, tchórze — bohaterstwem, kretyni — mądrością życia.

(PIERWSZY KROK W CHMURACH) Marek Hłasko

Widzę, że imasz się wszelkich sposobów...
Tu masz przykład tego, że wielcy pisali nie lepiej niż ja :)
A więc to nie błąd w sztuce, hm?
Zatem, by nie robić off-topu, wielkie dzięki za przemyślenia, ale w żaden sposób nie wpłyniesz już na kształt tekstu.

Pozdrawiam wesoło :)
bened dnia 13.09.2015 02:50 Ocena: Świetne!
Miło, że Marezcek wpadł :)
mike17 napisał:
a nigdy nie byłem dobry z całej matmy :)

Przyznaj lepiej, że specjalnie oblewałeś testy z geometrii, żeby ćwiczyć potem z koleżankami linie równoległe :)

Podoba mi się, iż mimo jest to jeden cykl, to miniatury w bardzo wyraźny sposób różnią się od siebie treścią.
Poprzednia historia miała wyjątkowo przyjemny klimat. W relacji tamtej pary czuć było niewypowiedzianą, głęboką więź, która od razu wzbudziła moją sympatię do bohaterów. Sara niedoświadczona, zakochana i Mike tajemniczy, z bagażem ciężkich doświadczeń, z trudem mówiący o swoich uczuciach zostali świetnie zestawieni. Kibicowałam ich miłości od początku do końca i cieszyłam się, gdy wpadli sobie w ramiona prawie jak w bajce, choć trochę dla dorosłych :)
Druga para natomiast wzbudziła moją antypatię. Candy od razu mi podpadła pasąc Mike'a hamburgerami z Colą :) Potem oddaje się komuś do kogo czuje obrzydzenie, czyli w pewnym sensie pozwala się zgwałcić, a jej mąż widzi, ze ona tak właściwie cierpi, zdaje sobie sprawę, iż powinien zareagować jak prawdziwy mężczyzna, ale zachowuje się jak tchórz. Nie sądzę, aby to była sytuacja, o której można ot tak zapomnieć, więc wygląda na to, że przyjęli oboje pakt milczenia i taktykę zbliżoną do dążenia po trupach do celu. W zaskakujący i niezrozumiany sposób wyparli oboje ze świadomości to traumatyczne zdarzenie, by móc zakosztować szczęścia, o którym zawsze marzyli, żyjąc w iluzji rzeczywistości będącej światem, który dopasowali do swoich potrzeb. Podobna sytuacja ma miejsce, gdy córka ginie. Znów, by poradzić sobie ze smutkiem i tęsknotą wypierają się prawdy wyobrażając sobie, że ona żyje. Unikają bólu wprowadzając się w częściowy stan niepoczytalności czy też obłędu. Dobrze dla nich, że zostali przyjaciółmi, gdyż łączył ich ten sam sposób adaptacji w realiach życia, ale ten rodzaj happy endu wywołał u mnie zupełnie inne emocje niż poprzedni.
Pozdrawiamy muzycznie z Elvisem :)
mike17 dnia 13.09.2015 09:33
Droga Bened, nawet nie wiesz, jak jestem Ci wdzięczny za ten komentarz :)
Dla każdego autora fakt, że Czytelnik mocno przeżył jego opowieść jest najwyższą nagrodą.
Bo najcenniejsze jest, kiedy dzieli się on z autorem swoimi wrażeniami miast popadać jeno w korekty tekstu i wyłapywanie przecinków: owszem, to jest istotne dla standardu utworu, ale tak naprawdę liczy się opinia, żywiołowo wyrażona, z ogniem, tak prosto z serca.
Dla mnie to się liczy, i przyznam Ci się, że czasem wracam do pięknych komentów, które czytający pozostawili pod moimi pracami, i wiem, że czytali naprawdę opowiadanie, a nie punktowali powtórzenia czy inne "się".
Mnie interesuje to, czy uda mi się zasiać "ferment" w umyśle czytającego, i prawie zawsze zależy mi na wstrząsie, jaki dozna pod koniec i w trakcie lektury także.
I chciałbym, by pamiętał jeszcze długo tę moją pisaninę :)

Jesteś, Bened, bardzo wyrobioną Czytelniczką, masz swoje wymagania i pełne samouświadomienie, czego chcesz od tekstu: czytasz to, co napisane, ale widzisz także to, co między wierszami.
To wielki dar.
Umożliwia Ci to pełne przeżycie utworu, wyczucie wszystkich smaczków.
Jest mi niezmiernie fajosko, że mnie czytasz i dzielisz się w tak obszerny sposób swoją opinią.
Tak rozbudowane komenty dają autorowi wielkie rozeznanie w percepcji utworu, a o to przecież chodzi, choć niektórzy twierdzą, że autor pisze tylko dla siebie - nie jest tak do końca.

Za kilka dni kolejna miniatura, znów poplątane losy, trochę radości, trochę bólu...
Jestem bardzo ciekaw, co w Tobie ona wywoła - widzę, że mamy bardzo podobne spojrzenie :)
Kończę, bo Elvis wzywa :)

Pozdrawiam porannie :)
marukja dnia 13.09.2015 16:14 Ocena: Świetne!
Mike, świetna miniatura, bardzo dobrze dobrany tytuł i niesamowita końcówka.
Podoba mi się szczególnie sposób, w jaki przeplatasz tu czasy, momentami zahaczając o strumień świadomości - a to już wyższa szkoła jazdy. :)
I tak jak wcześniej czytając Ciebie być może nie zauważyłam, tak dzisiaj mnie po prostu olśniło, że w Twoich tekstach góruje wrażliwość przez duże W.
A ten fragment zabieram, bo w prostych słowach wyczuwam tu skrytą prawdę:

Cytat:
Kiedy cię ca­ło­wa­łem w drzwiach, wie­dzia­łem, że to jest moja mała rze­czy­wi­stość.Nasza chwi­la na wiecz­ność, co­kol­wiek mia­ło­by to zna­czyć.


No, no, zapowiada się mega cykl.
Pozdrowienia, good man!
mike17 dnia 13.09.2015 17:11
marukja napisała:
I tak jak wcześniej czytając Ciebie być może nie zauważyłam, tak dzisiaj mnie po prostu olśniło, że w Twoich tekstach góruje wrażliwość przez duże W.

Good Woman, nareszcie...
Tak się składa, że jestem wrażliwcem, choć jak wiesz, piszę głównie męską prozę.
Ale w serduchu, ech...
Tam inny ogień gra.
Świetnie mnie podsumowałaś - taki jestem, taki chcę być, bo...

Bardzo zależało mi, by koniec nie był banałem.
By coś wniósł do powieści.
By ją zwieńczył.
Taki swoisty happy end.

Ocena "świetne" u Ciebie to raczej rzadkość :)
Tym bardziej rosnę w piórka, ale bez przesady.
Wiem, że ciągle się uczę, bo taki los twórcy.
Na dobre rady zawsze jestem otwarty, o czym wiesz, bo już nie raz poszedłem za Twoją sugestią.
To bezcenne móc się uczyć od innych :)

Specjalnie dla Ciebie piosenka, która zainspirowała tę miniaturę :

https://www.youtube.com/watch?v=B2lvu8vKXX8

:)
al-szamanka dnia 14.09.2015 10:48 Ocena: Świetne!
Druga próba, bo pierwszy komentarz mi wywiało, pokazał się jakiś błąd 400 :(

Opowiadanie przeczytałam już wczoraj, ale nie byłam w stanie napisać postu, gdyż po prostu za bardzo się wzruszyłam.
Piękna historia, niezwykła.
Jedna z takich, gdzie nie trzeba zadawać sobie pytania - prawda to, czy nie, bo niesiesz czytelnika ponad otoczką słowną w taki sposób, że wszystko trafia wprost do serca.
Nieprawdopodobna opowieść o wyjątkowej miłości, ofiarowaniu, odejściu i powrocie takim jesiennym właśnie, gdzie powietrze pachnie goryczą, a na łąkach snują się mgły przesycone ciepłem lata.
Najbardziej zachwyciła mnie subtelność narracji, niekiedy zaledwie muśniecie tematu, ale za to perfekcyjne.

Cytat:
nasza de­spe­ra­cja osią­gnę­ła zenit

Bardziej pasowałoby mi: nasza desperacja sięgnęła zenitu, ale Ty jesteś Autorem.

Pozdrawiam :)
mike17 dnia 14.09.2015 13:11
Witaj, Aldonko, po tak długiej przerwie :)
Bardzo mi brakowało Twoich pełnych zaangażowania i szczerze wyrażanych emocji komentów.
Jeśli Cię wzruszyłem, to osiągnąłem swój plan, bo ilekroć piszę podobne opowiadania, zawsze jakoś myślę o Tobie i Twojej niezwykłej wrażliwości.
Jakże miło, że utwór zadziałał.
Tak, to miało iść prosto do serca, bo cały ten cykl jest zbudowany na podobnych założeniach: niedopowiedzenia, operowanie nastrojem, nagłe zwroty akcji, ledwie muśnięte wątki i na koniec nieoczekiwany suspens.
Bardzo mi miło, że dostrzegłaś subtelność, to kolejny element tej układanki.

Już zapraszam Cię pod poprzednią część "Pomarańczowy materac" gwarantując silne emocje i masę wzruszeń.

Twoja sugestia zaraz zostanie wprowadzona w życie, dziękuję za wyłapanie tego, mnie też to trochę gryzło.

Do zobaczenia :)

:)
akacjowa agnes dnia 14.09.2015 21:21 Ocena: Świetne!
Jakież to życie jest poplątane. W dodatku nasze życia poplątane są z innymi. Znaleźć zwyczajnie dwa końce tego samego sznurka to prawdziwe szczęście. Tak mi się nasunęło po przeczytaniu.

Mike, wciągasz czytelnika w swoje światy jak w pajęczynę. Okręcasz, owijasz i nie puszczasz nawet gdy czytanie dobiegnie końca. Czuję się omotana i zakręcona. Miotają mną skrajne emocje. Od oburzenia i niedowierzania po wzruszenie i dziwny spokój.

Potrafisz, chłopie, potrafisz :)

Z podziwem i pozdrowieniami :)
Quentin dnia 14.09.2015 21:37 Ocena: Bardzo dobre
Cel uświęca środki...

... jakby to określił Machiavelli.
Mamy przykład małżeństwa altruistów, wszak oboje poświęcają się sobie nawzajem kosztem, no właśnie, jakim kosztem. W twoim opowiadaniu, Mike, nie ma tak naprawdę tego, co działo się w głowach małżonków przez te wszystkie lata, ale można się domyślać. Mężczyzna, który musi się borykać z myślami, że inny mężczyzna z jego kobietą... Gdyby w tym kierunku pociągnąć temat, pewnie mielibyśmy kolejną historię spod znaku "męska duma ponad wszystko". Nie ma co ukrywać, że wydźwięk byłby co najmniej negatywny.

W twojej wersji, świat, w którym kochamy jest miejscem poświęceń, wyższych wartości, ale także konsekwencji. Nie bez powodu zacząłem od filozofii, której hołdował Machiavelli, gdyż prędzej czy później ostatecznie i tak liczy się efekt końcowy. W przypadku "Świata..." nie jest to tak jednoznaczne, no bo przecież ostatecznie wygrała więź między dwojgiem ludźmi. Jasne, nie ma amerykańskiego happy endu, gdzie wszyscy żyją długo i szczęśliwie, ale umówmy się, który "życiowy" tekst wygląda jak scenariusz amerykańskiej produkcji familijnej...

Dużo mógłbym pisać o twoich tekstach, o czym doskonale wiesz. Przeważnie nie silę się jednak na zbyt dokładne recenzje, gdyż zawsze coś pominę. Grunt, że czuję jak i ty. Mam przynajmniej taką nadzieję :-)

Daję jak zwykle w sumie ocenę "bardzo dobry". Mógłbym dać spokojnie "Świetną", ale tę notę rezerwuję na coś spod znaku "Najdroższa mamo". Jest to swego rodzaju kieliszek czegoś cholernie mocnego, czego nie wypada pić ciągle. Myślę, że rozumiesz, Mike :)

Miłego i do zobaczenia
Quentin
mike17 dnia 16.09.2015 12:20
akacjowa agnes napisała:
Mike, wciągasz czytelnika w swoje światy jak w pajęczynę. Okręcasz, owijasz i nie puszczasz nawet gdy czytanie dobiegnie końca. Czuję się omotana i zakręcona. Miotają mną skrajne emocje. Od oburzenia i niedowierzania po wzruszenie i dziwny spokój.

Aguś, pięknie to ujęłaś, bo takie były moje zamiary - by wciągnąć, nie wypuścić, a na koniec potrząsnąć suspensem :)
Jakże się cieszę, że i tym razem odnalazłaś się w świecie, który opisuję i poczułaś sprzeczne uczucia - taki był także mój zamysł.
Czasem nic nie jest oczywiste do końca.
Czasem wszystko jest tak poplątane, że trudno o jasny osąd.
Taki lajf :)

Stary, odniosę się do Twoich wypowiedzi:

Quentin napisał:
W twojej wersji, świat, w którym kochamy jest miejscem poświęceń, wyższych wartości, ale także konsekwencji.

Dokładnie.
Tu nie ma miejsca na wątpliwości, na mentalno-uczuciowy luz, tu coś zaistniało, co przerosło oboje bohaterów.
Quentin napisał:
Nie bez powodu zacząłem od filozofii, której hołdował Machiavelli,

Bezwzględna chęć posiadania potomka, za wszelką cenę.
Quentin napisał:
ostatecznie wygrała więź między dwojgiem ludźmi.

zależało mi, by był happy end, skoro mieli takie ciężkie życie.
Innego zakończenie być nie powinno.
Quentin napisał:
Grunt, że czuję jak i ty. Mam przynajmniej taką nadzieję :-)

Bo tak jest, stary :)
Quentin napisał:
Daję jak zwykle w sumie ocenę "bardzo dobry". Mógłbym dać spokojnie "Świetną", ale tę notę rezerwuję na coś spod znaku "Najdroższa mamo".

Jasne, że rozumiem, też bym tak zrobił.

Dziękuję Wam za pojawienie się pod tą miniaturą i mądre, wartościowe komenty :)

Do zobaczenia wkrótce :)

:)
Miroslaw Sliwa dnia 16.09.2015 16:19 Ocena: Świetne!
kiedy jestem zły, bo pada deszcz, a nagle obok siebie słyszę: "Oh! Jak lekko się oddycha po tej ulewie", to czuję się tak jakbym zrywał konia w galopie.

Nie lubię być okrutnym dla ludzi, którzy "pogubili drogi", bo ile razy ja je pogubiłem...

Dramat spotkania. W Twoich tekstach, to jest tak: pięścią między oczy. No i dobrze, a wartości i tak gdzieś się ratują. Ponieważ teraz prawie nikt tak nie pisze, to nie dziw się Michale, że wielu z kubkami kawy - w moim wypadku ze szklanicą piwa - zasiadają i po kilku zdaniach trafiają do krainy, w której sami chcieliby się znaleźć. Tak, tak Michale jesteś awanturnikiem :) , ale to dobrze.

Przeczytałem Twoje opowiadanie jeszcze raz, przeczytałem komentarze innych, często cenionych przeze mnie użytkowników PP; jest w ty opowiadaniu dużo więcej niż można by skomentować czy opowiedzieć w tych kilku zdaniach.

Chciałbym jednak abyś wiedział Michale, że nie jestem sztywniakiem, który potępia w czambuł tych, którzy gdzieś się pogubili, bo wtedy musiałbym sam sobie pierdolnąć w czapę.

Kurwa, nikt nikomu nie obiecał nader szczęśliwego życia. Życiorysy są dramatyczne i już. Twój kunszt, Twoje mistrzostwo polega na tym, że znakomicie to obrazujesz.

Pozdrawiam :)

Mirek
mike17 dnia 16.09.2015 16:36
Zajebisty koment, Mirku, czapa z glacy :)
Widzę, że czytając te moje opowieści widzicie tak wiele, że mi kopara opada ze szczęścia :)

Miroslaw Sliwa napisał/a:
W Twoich tekstach, to jest tak: pięścią między oczy.

Masz u mnie czteropak za to stwierdzenie: określiłeś mnie od a do z.
Miroslaw Sliwa napisał/a:
Ponieważ teraz prawie nikt tak nie pisze,

Bywam romantykiem, może jednym z ostatnich...
Ale nie zapominaj o moich "twardych" tekściorach.
Miroslaw Sliwa napisał/a:
Tak, tak Michale jesteś awanturnikiem

Tak, jestem prowokatorem.
Czasem piszę rzeczy lżejsze, jakieś opowiastki z dreszczykiem, ale głównie chodzi mi o zasianie fermentu i by w głowie zawrzało.
Stąd taki wybór tematów, i języka czasem stylizowanego na prymityw.
Lubię prowokować i chyba o to mi głównie chodzi, by pobudzić do refleksji.
Miroslaw Sliwa napisał/a:
Chciałbym jednak abyś wiedział Michale, że nie jestem sztywniakiem, który potępia w czambuł tych, którzy gdzieś się pogubili, bo wtedy musiałbym sam sobie pierdolnąć w czapę.

Mirku, a pamiętasz "Lato z Moniką" - moją spowiedź życia?
Ja też się nie raz, nie dwa w życiu pogubiłem, i pewnie jeszcze pogubię :upset:
Miroslaw Sliwa napisał/a:
Twój kunszt,

15 lat ciężkiej pracy nad sobą, i nadal nie jestem ideałem, popełniam błędy, ale jeśli ktoś mi je konstruktywnie wytknie, zawsze pójdę na ugodę :)

I ja sobie sączę browarka, znad którego Cię pozdrawiam :)

:)
Lenix dnia 22.09.2015 20:32
Mike, przegiąłeś. ;)
Cóż, takie rzeczy czasem rzeczywiście się zdarzają, może trochę przejaskrawiłeś, ale od tego przecież jest proza i poezja.
W kwestiach technicznych się nie wypowiadam, bo nie mam takich kompetencji.
Rzeczywiście niezłe opowiadanie na nieco już chłodne wieczory.
Pozdrowienia.
mike17 dnia 23.09.2015 11:22
Cześć, Leniś, pod kolejną z moich miniatur :)
Widzisz, czasem tak trzeba - walnąć między oczy tekstem, by przekazać garść mocnych, życiowych prawd.
Czy przejaskrawiłem, myślę, że nie, wszystko jest w miarę prawdopodobne, mogło się zdarzyć, słyszy się niekiedy o bardziej pokręconych wydarzeniach, a że tekst o ciężkim ciężarze gatunkowym, to już insza inszość - znasz mnie na tyle, że wiesz, że czasami muszę potrząsnąć moimi Czytelnikami.
Bo życie to nie tylko śmiech, to też łzy.
Cieszę się, że wpadłeś i że się podobało.
Zapraszam do trzeciej miniatury :)

Trzymaj się zdrowo :)
Niczyja dnia 22.04.2016 21:48 Ocena: Świetne!
Witaj Mike17,

Chylę czoła! Cholernie dobry i dobrze napisany tekst. Tak po męsku, z jajami, o uczuciach, o miłości, o wątpliwościach, o zdradzie... Całe życie w jednym tekście. Super!

Przepraszam, że oceniłam Ciebie, i przyporządkowałam do autorów nie pasujących mi, po tamtym tekście o dziewczynie, o kochaniu się na pomoście, i o zostawieniu jej bez słowa itd. Potem zniechęciło mnie Twoje zachęcanie do czytania tytułu, na który nie miałam ochoty. Jimmy Estrada ... I zaparłam się w nieczytaniu Ciebie, w Twoim jak mi się wydawało, wybacz szczerość, pustym uśmiechu, papierosie w zębach.

Teraz cofam to wszystko, jako myśli, które powstały w mojej głowie. Były błędnym myśleniem.
Niesprawiedliwie Ciebie oceniłam, po dwóch tekstach i uśmiechu. Tak, nie można! Trzeba dać człowiekowi szansę poznania go...

Opowiadanie świetne, piękne, pełne życiowej mądrości. Pierwsza klasa! Tekst, sposób pisania o emocjach, o wszystkim. Obrazy łączyły się z myślami w jedność. To talent!


Nie każdy potrafi tak pisać.

Dobiła mnie teraz ta smutna prawda, że ja nigdy tak nie napiszę. Nie potrafię. To się ma w sobie, albo nie. Nie zapraszam Ciebie do siebie, bo nic podobnego tam nie znajdziesz, przynajmniej nie na takim poziomie, jak tutaj, teraz miałam możliwość przeczytać.

I nie jest to puste kadzenie, bo nie mam w tym żadnego interesu.
To szczera prawda, dla Ciebie chwała, dla mnie przygnębienie:(

Mam nadzieję, że Twoja Candy, wbrew temu co napisałeś w historii, jest przy Tobie, a Rosie gdzieś tam sobie szczęśliwa żyje...:)

Serdeczności,
Niczyja
mike17 dnia 22.04.2016 22:57
Niczyja, naszą znajomość zaczęliśmy „ze złej stopy” jak mawiają Anglicy.
Trafiłaś na nie te teksty, które mogłyby Ci przypaść do gustu jako wrażliwej kobiecie.
Jeśli w jakikolwiek sposób uraziłem, to przepraszam.

Ja staram się być wszechstronny, dlatego moja pisanina idzie dwutorowo: mocna, męska proza, z którą się początkowo zderzyłaś, i delikatna, liryczna, czuła nuta, w której chyba się najlepiej czuję.
Jestem bardzo wrażliwym facetem, choć nie lubię się z tym obnosić.
Mam potrzebę pisania o kochaniu, namiętności, tym wszystkim, co określa miłość.
Kocham pisać uczuciami.
Sam w życiu nie kieruję się rozumem, a emocjami i intuicją, i takie też jest moje pisanie.
Polecam Ci wszystkie moje miniatury – tam odnajdziesz wrażliwego mnie.
Może i coś, co do Ciebie przemówi – język duszy, uczuć, delikatnego drżenia słów.

Twój komentarz po prostu zwalił mnie z nóg.
A niełatwo mnie tak powalić.
Dziękuję za słowa uznania, ale też za szczerość, na którą nie każdy by się zdobył.
To ja chylę czoła.
I bardzo mi miło czytać, że moja pisanina coś dla Ciebie znaczy.
A więc będę dalej szedł tym torem, bo pisanie o kochaniu to moje powołanie.
A że po męsku, i czasem dosadnie, cóż, tak już widocznie musi być, inaczej nie umiem.

Czekam na kolejne spotkania :)

Pozdrawiam nocnie :)
Niczyja dnia 23.04.2016 14:23 Ocena: Świetne!
Mike17,
Zwalił z nóg powiadasz... jestem po prostu szczera. To najprostsze i najtrudniejsze zarazem.
Zatem możemy sobie uścisnąć dłonie, ja chylę czoła i Ty chylisz czoła;)

Tak, idź tym uczuciowym torem! Dobrze Ci to wychodzi.

Do spotkania.

Pozdrawiam dziennie:)
mike17 dnia 23.04.2016 14:32
No widzisz, Niczyja, ja też jestem szczery :)
Fajnie, że wszystko się wyjaśniło - nie ma to jak jasne sytuacje.

Niczyja napisała:
Tak, idź tym uczuciowym torem! Dobrze Ci to wychodzi.

Zamierzam za jakiś czas pojawić się z kolejnym, już trzecim miłosnym cyklem.

A zatem do zoba, albo u mnie, albo u Ciebie.

Pozdrawiam wesoło :)
Aronia23 dnia 24.04.2016 01:14 Ocena: Świetne!
Opowieść uderzająca w najczulsze miejsce serca, duszy, mózgu, oczu, umysłu. Mike18, zapadnie mi w pamięć zdanie : "Przecież wy, kobiety, podobno jesteście w stanie dokładnie określić, z kim macie dziecko i kto stał się jego ojcem, choćbyście w jednym czasie współżyły z wieloma."
Co jeszcze? "Tam, w pewnym domu, gdzie padło ziarno i wykiełkowało, jednak nie rzucił go właściciel pola"- moje zdanie na temat tego wydarzenia- pierwotne je nazwę (wydarzenie), patrząc z perspektywy całości, podziałał czar. Ani zły, ani dobry. Po prostu czar.

Jest też tutaj jedna myśl, która wydaje mi się potwierdzeniem mojego spojrzenia na trudne sytuacje: "Siedząc w parku, zadawałem sobie pytanie: czy istnieje dobre kłamstwo i zła prawda." I jeszcze: "Czas nigdy nie stoi w miejscu i w całej swej przewrotności odkrywa kolejne karty życia."

Cóż, zastanawia mnie postępowanie 80. latka - powrócił tam, gdzie rzucono ziarno.Odważnie przyjął przeszłość, teraźniejszość i pewnie przyjmie przyszłość tak samo Nie cierpiał, choć, zarazem, czuł ból po stracie. Mam nadzieję, że mnie rozumiesz, a rozumiesz, bo... jesteś mądry.

Candy i Rosie, urodzona, gdy inni umierali na raka w ohydnych miejscach. Kochane, czule przyjęte przez człowieka, który rozpoczął podróż słowem "Cholera..." Wiem, że należy ono do lekkich przekleństw - ja dzielę je tak, jak dzieli się kalibry broni. A sam człowiek? Zaprasza "Jak będziecie kiedyś przejazdem wpadnijcie, pytajcie o Mike’a i Candy, będzie nam naprawdę przyjemnie."

Życie zatoczyło koło, choć jednej z jego części zabrakło. Tak, jak w samochodzie, w którym powiedział lekkie przekleństwo.

I samochód się toczył, choć mimo naprawy, nie był już taki, jak przed nią. Podobnie życie, toczyło się, ale...

Pozytywne zakończenie, dla mnie na pozór jest pozytywnym, choć mamy w nim przyjaźń. To tyle. Pozdrawiam Aronia23
mike17 dnia 24.04.2016 10:20
Aronio, bardzo dziękuję za wspaniały komentarz i garść refleksji :)
Aż serce się raduje, kiedy się coś takiego czyta.
Wszystkie moje miniatury kręcą się wokół różnych odcieni kochania - kobiety i mężczyzny, ale też, jak tu, miłości do dziecka, które nie było własne.
To bardzo poważny dylemat.
Było na pewno Candy, lecz Mike pokochał je jak własne, bo sam nie mógł mieć dzieci, i nie chciał odmawiać tego szczęścia swojej kobiecie.

Wyraziłem tu wiele własnych poglądów, jak choćby ten o dobrym kłamstwie i złej prawdzie.
Życie to zbyt skomplikowana układanka, by wszystko było albo czarne, albo białe.
Czasem nie wolno mówić komuś prawdy, bo ta może go zabić.
Bo co by było, gdyby Rosie dowiedziała się, kto był jej ojcem, gdyby Mike powiedział Candy, że wszystko widział?
Byłaby tragedia.

I przykre było to, że Rosie była jedynym spoiwem między nimi - kiedy jej zabrakło, małżeństwo się rozpadło.
Zależało mi na happy endzie, stąd "przyjacielska" końcówka.

Bardzo się cieszę, że miniatura do Ciebie przemówiła, że wzruszyła, bo ja bardzo lubię wzruszać i poruszać, i wstrząsać.
O to mi tu też chodziło, by nie pozostawić czytacza obojętnym.
Miło mi, że się odnalazłaś w tym trudnym, momentami przykrym tekście.
Ale takie bywa życie i od tego się nie ucieknie.

Pozdrawiam wesoło :)
Aronia23 dnia 24.04.2016 12:12 Ocena: Świetne!
Mike, rozumiem... wszystko, choć czasami niczego nie rozumiem. Tak, jak z tą prawdą i kłamstwem. Lepiej czasami nie rozumieć lub nie przyjmować do wiadomości pewnych rzeczy, bo mogą, rzeczywiście zabić, okaleczyć. RÓWNOWAGA - to jest to. Jakże trudno ją zachować momentami. Twój bohater zachował. Jest zwycięzcą. Dziękuję za odpowiedź i za to, że mogę czytać Twoje opowieści. Dziś pojawił się mój wierszyk - śmieszny. Taki luzik. Zapraszam do lektury, choć to nie wydumana poezja. Może jakiś komentarzyk? Pozdrawiam Aronia23
mike17 dnia 24.04.2016 14:15
Aronia23 napisała:
Lepiej czasami nie rozumieć lub nie przyjmować do wiadomości pewnych rzeczy, bo mogą, rzeczywiście zabić, okaleczyć. RÓWNOWAGA - to jest to.

Dokładnie taki miałem zamysł, bo sam to stosuję w życiu.
Aronia23 napisała:
Twój bohater zachował.

Miał wiele wrażliwości, tolerancji i dalekowzroczności, o dobrym sercu nie wspomnę.

Zapraszam Cię do poznania reszty miniatur z tego cyklu - na pewno znajdziesz coś dla siebie :)

Pozdrawiam słonecznie!

PS.
Do wierszyka na pewno zajrzę :)
esere dnia 30.04.2016 16:49
Mike17,

Cytat:
I mi­ja­ły mie­sią­ce, lata, zimy i wio­sny, w mil­cze­niu gasły wtor­ki i so­bo­ty.


Kolejne Twoje zdanie, które mnie poruszyło ;) .

Cytat:
wal­czył z ko­mu­ni­sta­mi z woj­nie do­mo­wej


Zamiast "z wojnie", "w wojnie". Umknęło to.


Ale tak jak napisałeś w komentarzu, nie liczą się posty, gdzie tylko poprawia się literówki, liczą się komentarze analityczne, o dziele, o jego odbiorze, o emocjach. Na to każdy autor liczy, więc podzielę się z Tobą moimi spostrzeżeniami.

Otóż jestem zbulwersowana postawą Mike'a - bierną i nie do końca dla mnie zrozumiałą. Okej, chciał mieć dziecko, ale w takim razie, dlaczego go nie zaadoptował? Czy warto godzić się na zdradę dla tej wątpliwej idei? No mnie to nie mieści się w głowie. A Candy to zwykła suka, jakich mało. Przepraszam za wyrażenie ;) . Jak się kogoś kocha naprawdę i szczerze, to nie zdradza się z byle kim, byle gdzie, byle mieć dziecko. Bez jaj!

Ufff, to się nadenerwowałam nad tym tekstem, ale myślę, że to dobrze dla tekstu - wzbudza emocje i o to na pewno Ci chodziło. Nie czyta się go ze znużeniem, bez uczuć, ale właśnie z emocjami. I myślę, że to dla Ciebie powinna być pochwała.

Generalnie nie rozumiem postępowania bohaterów, od początku do końca. Jest mi zupełnie obce. Ale w sumie nie mnie to oceniać...

Tekst językowo oczywiście piękny, a treść daje do myślenia. Tak powinno być.

Pozdrawiam!
mike17 dnia 30.04.2016 17:34
Esere, w tekście pojawia się moja własna idea życiowa: dobre kłamstwo i zła prawda.
Nie wolno, powtarzam, nie wolno walić ludziom prawdy w oczy za wszelką cenę.
To może ich bardzo złamać, wręcz zabić, to jest w moim widzeniu niedopuszczalne.
Czasem warto albo przemilczeć, albo powiedzieć to, co chcą usłyszeć.
Mike nie mógł mieć dzieci, i tylko dlatego nie zareagował na akt kopulacji jego kobiety z mechanikiem, ona z kolei nie zdradziła się z tym, a oboje od lat wiedzieli, że Mike jest bezpłodny, więc ta sytuacja, skądinąd kuriozalna, obu stronom była na rękę, i nauczyli się żyć ze swoim dzieckiem, i dopóki ono żyło, trwało ich małżeństwo, a więc mamy kolejny problem: na ile dziecko bywa JEDYNYM SPOIWEM w związku kobiety i mężczyzny.

Ileż to rozwodów z powodu bezpłodności, to wystarczy, by kochająca do wczoraj kobieta nagle odwróciła się od bezpłodnego męża, lub mąż od żony, co w ciążę zajść nie może.
Tu chciałem ukazać problem miłości bezwarunkowej.
Ich do dziecka, i akceptacji siebie w tym kontekście.
Ona wiedziała, że on wie, że ona wie.
Ale okazali się ludźmi przez wielkie L, bo byli ze sobą, choć dziecko nie było Mike’a.

Candy dokonała aktu desperacji, bardzo chciała być w ciąży, ale malucha wychowywać już ze swoim mężem, to też chciałem pokazać.
Tamta noc była czystym przypadkiem, ale nie nazwałbym tego tak: to przeznaczenie.
I dziecko staje się potem powodem rozstania.
Znam takie małżeństwo, i sporo tu jest napisane na faktach, ale dalej nie będę wyjaśniał.
Skoro pod koniec życia lądują tam, gdzie to wszystko się zaczęło, to świadczy o tym, ile to dla nich znaczyło, bez względu na wzgląd, ile życia oddali temu, sobie, i dziecku.
I znów są razem, już jako przyjaciele, by choćby w ten sposób móc cofnąć czas.
I pięknie to o nich świadczy, bo nie ma już między nimi złości.
Jest to, co mądrych ludzi zawsze pojedna – wybaczenie i pogodzenie się z losem.

Dzięki wielgaśne za garść refleksji, lubię pisać teksty kontrowersyjne, dające do myślenia, poruszające i niejednoznaczne.
Takim jest wszak życie.

Zapraszam Cię do :

- Pomarańczowy materac
- Nie mów nic maleńka


Tam są podobne klimaty, podobne dylematy, niejednoznaczności :)
Kochania meandry, miłości zawirowania...

Pozdrawiam :)
esere dnia 30.04.2016 18:10
Może masz trochę racji. Ja jestem człekiem bardzo opanowanym, ale w swoich i cudzych tekstach bardzo się angażuję emocjonalnie wobec postaci narysowanych piórem (choć w dzisiejszych czasach może lepiej zabrzmi: narysowanych klawiaturą? :lol: ). W życiu codziennym nie ulegam emocjom, może dlatego właśnie szukam ich w tekstach i sama o nich piszę. I może dlatego właśnie tak się zbulwersowałam zachowaniem Twoich bohaterów. Choć pewnie, już na spokojnie, powinnam była w jakimś stopniu ich zrozumieć.
Podoba mi się, że bronisz ich "ideologii", bo to znaczy, że nie piszesz ot, tak sobie, że nie jest Ci obojętne to, co piszesz, że masz kontakt emocjonalny z wykreowanymi przez siebie postaciami. A to cenię bardzo w autorach. W końcu w każdej postaci pozostawiamy cząstkę siebie, tę bardziej mroczną bądź jasną, czyż nie tak?
Dziękuję za miło spędzone popołudnie :) .
mike17 dnia 30.04.2016 18:17
Bo pisząc o innych, staram się stawiać w ich sytuacji, stąd może rozumiem nawet skrajne zachowania, bo wiem, że nie wiem, jak sam bym się zachował, będąc nimi.

Tak, pozostawiamy siebie w bohaterach.
Każdy z moich ma moje cechy.
I te lepsze, i te gorsze.

Chciałbym, byś poznała cały cykl tych miniatur, wtedy będziesz miała pełne zdanie o moich zamysłach :)

Dzięki za literackie odwiedziny i wymianę zdań :)
Jesteś wytrawną Czytelniczką, a to dla mnie bardzo miłe.
Kazjuno dnia 30.06.2018 10:03
Jak zwykle, Mike, nie jestem w stanie przeczytać tylu komentarzy. Liznąłem ten i ów, i wiem, że chyba nic oryginalnego nie napiszę.
Historia, którą przeczytałem, mimo że na pozór prozaiczna, opowiedziana jest fantastycznie. Jak zawsze - mimo, że na wzruszenia po Twoich tekstach wydawałem się uodporniony - w końcówce poczułem wstydliwe dla faceta ściskanie w gardle.
Jak Ty to robisz? I to za każdym razem, gdy Ciebie czytam.

Swoją drogą, główny bohater Mike, musiał być człowiekiem znającym dobrze ciemne strony życia.
Wprawdzie rozumiem wspólną wolę posiadania dziecka przez kochającą się parę, ale nie dostać zazdrośnika, gdy wybranka serca używa obok z bykiem rozpłodowym? Jednak zaważył, że żona zachowuje się jak pani z sexbiznesu, nie całuje się i nie obejmuje partnera. Traktuje akt płciowy mechanicznie, chcąc jedynie spełnić wspólne z mężem oczekiwanie.

Skoro to opisałeś, znaczy, że i Tobie znane są profesjonalne w określnych środowiskach detale zachowań. Stosowane przez panie handlujące swymi ciałami tak, by nie uzależniać się uczuciowo od wykorzystywanych zrobkowo jegomości. Tu cel był wiele, wiele szlachetniejszy.
Ale kim byłby Autor, gdyby pisał nie znając życia. Ty je znasz od podszewki i ta zaleta pozwala Ci się wznosić na szczyty żąglerek literackimi atrybutami.

Kolejne gratulacje, pozdrawiam serdecznie, Kaz
mike17 dnia 30.06.2018 18:30
Uważam, Kaziu, że kwintesencją dobrej miniatury jest logiczny i dobry happy end :)
I tak staram się pisać, by Dobro wygrywało pomimo wszystko.
O moich bohaterach nie wiem nic.
Daję ich tylko w obrazach.
W sytuacjach.
Nie mają wyglądu, wzrostu, wieku.
Nie o to przecież chodzi.
I nie ma u mnie sexu dla samego prymitywu - może czasem jako odskocznia, ale tak to raczej unikam takich klimatów.

Czy mój bohater dobrze znał życie?
Nie wiem.
Znalazł się tu i teraz.
I umiał jakoś to życie pozbierać do kupy.
By pod jego koniec znów odnaleźć więź z byłą żoną - a to wielkie.

Rzucić za siebie, co złe.

To opowieść o przemianie, o tym, że zawsze nasza dusza może przejść przemianę.
I tak tu się stało.

Kaziu, bardzo dziękuję za miłe słowa i analizę.
Taki czytacz jak Ty to skarb.

No to teraz spróbuj NIE MÓW NIC, MALEŃKA

Pozdrawiam wybitnego Sportowca :)
Kazjuno dnia 02.07.2018 11:29
No Mike, mocno przesadziłeś, co do "wybitnego" sportowca. Na kameralnym obiekcie tenisowym jestem co najwyżej "mistrzem podwórka". Ostatnio podwórko odwiedził - powiedziałbym - umiarkowanej jakości - tenisowy wyrobnik - aczkolwiek ogrywający się na różnych obiektach i na oczach podwórkowiczów zebrałem lanie. Aż ze wstydu przez parę dni nie wychodziłem na podwórko. Ostatnio się przemogłem.
Przy smacznych pokalach browara wspomniałeś, że mile wspominasz tenisowe gierki w Parku Czerniakowskim.
Będę w Warszawie - tym razem autem - i mam nadzieję sprawić Ci frajdę. Mam kosze z piłkami i rakiety. Zaproszę Cię na kort. Przyjedziesz swoim Peżotem kabrio, a ja przyłożę się żeby odgruzować Twój, być może zapomniany kunszt wymachiwania rakietą.
Przedtem do Ciebie zadzwonię.
Serdecznie pozdrawiam, Kaz
mike17 dnia 02.07.2018 13:53
Kaziu, masz ode mnie PW :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
cliffhanger
23/04/2019 16:47
Bardzo dobre. »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:16
Widzę, że powtarzasz błędy z poprzedniej części. Nawet… »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:08
Bardzo piękny wiersz. I piszę to mimo tego, że nie przepadam… »
al-szamanka
23/04/2019 14:55
Nie dziwię się, że próbowała utonąć. Doskonale pokazałaś… »
Madawydar
23/04/2019 12:09
Fabuła zapowiada się całkiem nieźle. Błędy są, ale nie… »
pociengiel
23/04/2019 10:01
Dzięki. Jest najlepsza. Aczkolwiek zaszalałem dodając cztery… »
allaska
23/04/2019 09:38
Popracowalabym nad ostatnia strofa:) »
AntoniGrycuk
22/04/2019 21:14
Marku, dzięki za nalot na tę mini-miniaturę. I za taką… »
Marek Adam Grabowski
22/04/2019 20:18
Świetne. Tylko tyle i aż tyle. Pozdrawiam »
maleo
22/04/2019 10:31
Pełen uczuć, słodki :) »
al-szamanka
22/04/2019 05:26
Hmm, widać wyraźnie, że puenta ma tu być z założenia mocna i… »
Scareto
22/04/2019 01:28
Dziękuję ślicznie za wizytę! :) Czy puenta nie wydaje się… »
22227
21/04/2019 20:54
Ciekawy tekst szczególnie: "ile muszę popełnić… »
22227
21/04/2019 20:36
Bardzo fajny wiersz. samotna świadomość bogini zwycięstwa,… »
Cofftee
21/04/2019 19:34
Dziękuję za wizytę i opinię, niezmiernie mi miło :-)… »
ShoutBox
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:31
  • A kto inny mówi, że w Słowniku Poprawnej Polszczyzny z 2016 jest: winny wszystkiemu. I co tu sądzić? Ja mam tylko taką sugestię: być winny wypadku, zdarzeń (kogo, czego).
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:27
  • Otóż dzwoniłem do poradni językowej Uniwersytetu w Poznaniu. Podano mi, że w słowniku sprzed 40 lat obie formy są dopuszczane, a w nowym tylko w formie dopełniacza. Więc: winny wszystkiego.
  • Dobra Cobra
  • 23/04/2019 10:40
  • Jaka piękna wymiana celowników i dopelniaczy ! Lata cale czekałem na taką rozrywkę umysłową na Sb.
  • MitomanGej
  • 23/04/2019 04:30
  • "Wszystkiemu" to celownik, a "wszystkiego" - dopełniacz. Z logicznego punktu widzenia poprawna jest forma z końcówką -ego, gdyż jesteśmy winni kogo/czego, w celowniku to możesz być winny koledze 5 zł
  • AntoniGrycuk
  • 22/04/2019 18:12
  • Dzięki. Choć logicznie to brzmi, jakby chodziło o znaczenie słowa winny w sensie długu, a nie przyczyn wydarzeń.
  • al-szamanka
  • 22/04/2019 18:02
  • Jestem winny WSZYSTKIEMU... WSZYSTKIEMU jestem winny.
  • mike17
  • 22/04/2019 16:51
  • Nasza zabawa trwa. Głosujcie w MUZO WENACH 7, łatwo czytać miniatury, bo jest ich niewiele. Dlatego liczę na Wasz odbiór i cenne głosy. Czekają na nie też Autorzy, którzy zaszczycili konkurs :)
Ostatnio widziani
Gości online:20
Najnowszy:Sarahkfd
Wspierają nas