Pocałuj Isabelę - Dobra Cobra
Proza » Inne » Pocałuj Isabelę
A A A
Od autora: Opowieść tradycyjnie dostępna także jako audiobook w pięknym wykonaniu Olgi Kalickiej i Pawła Ciołkosza na: YouTube/Dobra Cobra.

http://www.youtube.com/watch?v=imSxFeeMwE8&list=PL6GBtXJjttnx0bOowsVJHd-fv_UcLnhc_&index=29

http://www.youtube.com/watch?v=v_at4Hr8QM8&list=PL6GBtXJjttnx0bOowsVJHd-fv_UcLnhc_&index=28

Zapraszam.

DoCo

 

   Dziś w mieście mają zawiesić nowy wielki i nowocześnie interaktywny billboard z wizerunkiem pięknej Isabeli Ognistej, bohaterki słynnej reklamy bardzo skutecznego środka przeciw zaparciom. Uwielbiam spoty telewizyjne z jej udziałem. Za każdym razem obserwuję z zapartym tchem jak biedaczka błąka się nocą po całym domu, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Oczywiście do czasu, aż w szafce znajdzie pudełko Zapareksu. Gdy patrzę na zagubioną w ciemności dzierlatkę wzbierają we mnie wielkie pokłady litości i współczucia. Chciałbym ją wtedy mocno utulić, zapewnić bezpieczeństwo, a może nawet…

 

Z okazji mającego nastąpić wydarzenia biorę w pracy wolne, zakładam odświętną koszulę, zawiązuję dawno nienoszony krawat i narzucam sportową marynarkę, kupioną okazyjnie w outlecie. Chcę dziś wyglądać jak najkorzystniej. 

 

W drodze po raz kolejny słucham z telefonu przebojowej płyty pięknej Isabeli, zatytułowanej Ready For Anything, na której w pięknym języku angielskim, śpiewa o zadziwiająco różnych osobniczo stanach wstrzymania i zatwardzenia. Wiem to, gdyż pościągałem sobie wszystkie tłumaczenia jej tekstów.

 

 

   Na miejscu wstępuję do kawiarni i aby jeszcze bardziej celebrować ten wielki dzień, delektuję się   ulubioną flat white. Żadna inna kawa nie stawia mnie tak na nogi. Moda na nią przyszła z dalekich Antypodów, a sekret smaku polega na krótszym czasie parzenia podwójnego espresso, niż przy innych rodzajach kawy. Popijając napój spełniam potrzebę dogadzania sobie, taki prywatny rytuał  skutecznie polepszający samopoczucie.

 

Przez panoramiczne okno z zazdrością obserwuję mieszkańców miasta. Owych wybranych z całego przekroju społeczeństwa, którzy mają lepszą pracę, piękniejsze mieszkania, ładniejsze samochody, większe perspektywy i którym żyje się łatwiej i prościej. Coś w boku dziobie także na widok tupiących obcasikami ślicznych miejskich pań i ich zwiewnych sukien, które często więcej odsłaniają, niż zasłaniają.

 

 

   Powoli zdążam na rynek, gdzie dokładnie w samo południe następuje otwarcie reklamowej  konstrukcji, z której śliczna Isabela spogląda na mnie wielce zalotnym spojrzeniem. Od jej świetlistego widoku aż przysiadam z wrażenia! W wirtualnej rzeczywistości dziewczyna wygląda jeszcze ładniej, niż w telewizji! Ileż to miałem ostatnio snów z jej udziałem, ile marzeń i… Cóż,  głupio się przyznać, ale tego też. 

 

Próbowałem się nawet masturbować przy jej zdjęciu, wyciętym z kolorowej gazety, ale gdy tylko obnażyłem napletek i zacząłem nim równomiernie poruszać w wiadomym celu, od razu zadzwonili z Domu Aloesu z ostrą reprymendą, że absolutnie nie powinienem tego robić. I co sobie w ogóle wyobrażam z tą Ognistą? Przecież to zwykła poganka!

 

Zdziwiłem się tak wielką troskliwością i przenikliwością aloesowych braci. Do tej pory już niejednokrotnie miałem okazję się przekonać, że z całej siły chcą mojego dobra i szczęścia!

 

Z okazji wieszania interaktywnego plakatu wyłączyli dziś nawet miejską fontannę! Oficjalna wersja głosi, że zamknięto ją z powodu zagrażających życiu przebić elektrycznych. Choć życzliwi mieszkańcy twierdzą, że w rzeczywistości była ostatnio wielkim siedliskiem zbyt szybko rozmnażających się węgorzy, które nadzwyczaj skutecznie pozatykały metalowe dysze.

 

 

   Gdy kolejka rzednie, podchodzę do drabinki, aby za jej pomocą znaleźć się blisko kobiety - ideału. Staję na ostatnim stopniu i powoli zbliżam usta do jej karminowych, interaktywnych i jakże kuszących, pełnych warg, które zaraz odpowiedzą gorącym pocałunkiem. W chmurze zapachu przepięknych perfum, słyszę czuły szept, przeznaczony tylko dla moich uszu:

- A Zapareks już kupiłeś?

 

Odskakuję jak oparzony, omal nie spadając z nieco chybotliwej drabiny. W ferworze emocji nawet nie pomyślałem o zakupie środka przeciwzaparciowego!

- Jeeeeeszcze nieeee - wyduszam przepraszająco.

- To szybko zmykaj do apteki, a jak będziesz go już miał, wróć po całusa - szepcze Ognista. - Liczę nie ciebie… 

 

 

 

Dobra Cobra przedstawia dziś opowieść - manifest, historię wielce przerażającą w swej wymowie… lecz jednocześnie tak bardzo bliską prawdy - pt.

 

 

Pocałuj Isabelę

 

 

Tak, jak jaszczurka jest streszczeniem krokodyla, tak Dobra Cobra jest streszczeniem życia.

 

 

 

 

   W punkcie farmaceutycznym są dobrze przygotowani na zwiększoną sprzedaż reklamowanego środka. Ze szczerej potrzeby serca proszę o dwa opakowania nadzwyczaj drogiego specyfiku i szybko wracam z nim na rynek, gdzie wciąż wiernie oczekuje na mnie Isabela.

- Już mam! - wykrzykuję, pokazując siatkę z zakupami i nadstawiam usta do zaznania jedynej w swoim rodzaju nieziemskiej - choć interaktywnej - słodyczy.

- Tylko tyle kupiłeś? - pyta oburzona Isabela.

- Jak to: tyle?

- Dwa opakowania? Myślisz, że zadowolę się tylko dwoma opakowaniami?

 

Po dłuższej chwili wracam z dziesięcioma pudełkami środka na zaparcia i znów posłusznie staję w kolejce oczekujących. Mocno ściskam, trzymaną w kieszeni, buteleczkę z miąższem aloesowym - niezawodne panaceum na wszystkie choroby, dolegliwości i stresy. Na samą o nim myśl robi mi się lżej na duszy.

 

 

- Hej, koleś - słyszę z bliska. Z sąsiedniego plakatu patrzy na mnie srogo mały facet z wąsami.

- No ty, z prowincji, do ciebie mówię - kontynuuje. - Teraz należy wygłosić formułkę przysięgi wierności o następującej treści: Wielki Zapareksie! O, Ty jakże Wielki, Wielki, Cudowny i Wielki i jeszcze raz Wielki Zapareksie! Tylko dzięki Tobie, Wielki Zapareksie, możemy mieć pewność spokojnych nocy, gdy przyjdą trudne dni. Chwała Ci, chwała i pokłon, Wielki i Jedyny Zapareksie, że jesteś i nas nie zostawiasz!

 

Przez chwilę nie czaję bazy.

- Co? - pytam głupio.

- No dalej! Powtarzaj! - gada wąsaty.

- Nie zamierzam powtarzać tak głupiej i jednocześnie bałwochwalczej formuły.

- Nie? To co się tak gapisz na moją laskę, jak jakiś bury miglanc? Zjeżdżaj stąd i to migiem!

- Ale jak to? Miałem dostać całusa, gdy tylko…

- A tak to. Ona jest moja, podmiejski faceciku. Nie rozumiesz tego?

- Możesz mnie cmoknąć w trąbkę! - zdenerwowany odwracam się do niego plecami. Nie na darmo wziąłem wolne w robocie i odbyłem tę całą podróż, łącznie z drogimi zakupami w kawiarni i aptece, żeby teraz jakiś cham…

- I nie odejdziesz?

- Nie.

- Jak tam se, kurde, chcesz.

 

W tym momencie przeszywający ból rozrywa mi klatkę piersiową.

 

 

*

 

   Latami nie mogłam sobie znaleźć miejsca w domu. Ciągle prześladowało mnie poczucie ucisku i dyskomfortu. Dopiero Zapareks uwolnił mnie od tej męki. Teraz moja rodzina jest szczęśliwa razem ze mną. Żegnajcie nieprzespane noce. Zapareks - mój nowy przyjaciel na zawsze. Spytaj swojego lekarza lub farmaceutę jak właściwie go dawkować. Zapareks. I życie staje się szczęśliwsze.

 

 

 

Z korytarza dobiegają szczątki rozmów:

- O, cześć Weronika. Co tu robisz?

- A ty skąd się tu wzięłaś? Wyglądasz jak mój wujek. Ojej, co ja mówię…

- Co z nim?

- Zapadł na potworną, nieznaną chorobę! Lekarze nie dają nam już żadnej nadziei!

- To ja już muszę uciekać. Obiecałam w domu, że się nie spóźnię… Ale wiesz co: zauważyłam, że ktoś wyrzucił niedawno do śmieci całkiem dobre oko…

 

 

Sala szpitalna. Mam do ciała podłączone różne rurki i przewody. Stojąca w kącie nowoczesna aparatura medyczna pika i bzyczy, a na monitorze bez przerwy pulsują tajemnicze wykresy. Na przeciwległej ścianie wisi stary plakat z Pierwszego Międzynarodowego Zlotu Miłośników Trampolin. Zapewne ma ożywić to sterylnie białe pomieszczenie.

 

Chcę krzyczeć z bólu, ale od razu przypominam sobie, że w górach nie wolno mówić głośno. Żeby to robić, należy udać się nad morze.

 

 

Leżę na sali z trzema współpacjentami. Nie znam ich, z pewnością nie są więc członkami Domu Aloesu. Dlatego też chorują. Inaczej przecież by ich tu nie było! To proste.

 

Obok, na sąsiednim łóżku, poleguje brutalnie zgwałcony przez córkę cieć, pan Józef. Latami bezskutecznie szukała u ojca punktu G, a nie mogąc go odnaleźć, była niejako zmuszona przez okoliczności do dokonania tak okrutnego czynu. Od tego też mniej więcej czasu poszkodowany poci się obficie, ale tylko poniżej łokci. Trudy życia i wielki stres pchnęły go na szpitalne łóżko.

 

Pan Józef jest dość rozmowny, potrafi nawijać na każdy temat, a usta mu się przy tym prawie nie zamykają. Właśnie wykonali mu gipsowy odcisk pleców. To nowa acz jeszcze eksperymentalna forma badania, mająca w przyszłości zastąpić tak niebezpieczne i wielce szkodliwe dla zdrowia zdjęcia rentgenowskie.

- Jak tam Migotka siostry? - podrywa opiekującą się nim pielęgniarkę, próbującą podłączyć nową kroplówkę.

- A pański Marcepan w jakim dziś stanie? - kobieta wesoło reaguje na zaczepkę. - Stanie?

 

Widać, że jest obeznana z męskimi zachowaniami i dobrze sobie radzi z zaczepkami. Ileż upokorzeń musi codziennie znosić personel medyczny!

 

 

   Pod oknem leży blady mężczyzna z jednym płucem. Drugie mu wycięto, gdy lekarze wspólnie 

zdecydowali, że tak będzie lepiej. Całe życie palił fajki, więc niejako sam skazał się na cierpienie. W swej naiwności liczy, że jak go wypiszą, rodzina załatwi mu miejsce w renomowanym domu spokojnej starości Koniec Zdjęć, który zamieszkują głównie emerytowani aktorzy. Choć syn bardziej wolałby zostawić go w domu dla śpiewaków operowych o dźwięcznej nazwie Koniec Pieśni. Są tam podobno zdecydowanie mniejsze kolejki do ubikacji.

 

   Na przeciwko, koło umywalki, śpi pan Czarosław - mężczyzna z dobrego domu, który święcie wierzy w leczniczą moc seriali telewizyjnych. Z wielką częstotliwością myje ręce, aby oddalić od siebie bakterie i później móc z uwagą pochłaniać kolejne odcinki ozdrowieńczych telenowel. Ostatnio najbardziej kręci go, cieszy i podnieca drugi sezon Piesoczłeka, w którym fatamorganiczny  bohater metodycznie równa z ziemią piękne i zarazem majestatyczne miasto Radom.

 

*

 

- Żyjemy w terrorze szczęścia - mówi pan Józef. - Ideologia samozadowolenia zrobiła z nas niewolników.

- Tak pan myśli? - pytam.

- Więcej - jestem tego pewien! Każda epoka ma swoje własne marzenia, które ludzie próbują urzeczywistnić. Wiem o tym, bo w pracy zawodowej miałem dużo czasu na czytanie książek. Na przykład Emma Bovary, wielka bohaterka literacka, zakochiwała się w kim popadnie, bo tak robiły bohaterki romantycznych książek jej młodości. Do czasu, aż zwariowała oczywiście.

- Nie czytałem nigdy tej powieści - rzuca głucho blady z jednym płucem. - Trudno mi ocenić, czy  rzeczywiście zwariowała.

- Więc musi się pan zdać na moje wnioski - kontynuuje cieć. - Legendarny Robin Hood z lasu, wraz z towarzyszami w rajtuzach też wspólnie narażali życie dla sprawiedliwości ludycznej i dla szeroko pojętej prawdy - drąży temat pan Józef - bo w ich epoce w cenie były śmiałość i odwaga. Natomiast dzisiejsi trzydziestolatkowie jedyne, co robią to planują śluby w równe daty, bo uważają, że w ten sposób będą, kurde w oko, szczęśliwi. Tylko, czy hajtnięcie się ósmego sierpnia dwa tysiące ósmego roku im to szczęście naprawdę da?

 

- Lepiej mieć stosunek z jeżem, niż dwa lata być żołnierzem! - elokwentnie rechocze ze swojego łóżka pan Czarosław. Widać, że to człowiek światowy, który dużo w życiu widział i przeżył.

- Panowie, o czym wy w ogóle gadacie? I jak to się ma do rzeczywistości? Całe życie przepracowałem w Centrali Sprzedaży Ekologicznej Karmy dla Kóz, występującej na rynku pod  postacią nieciekawie wyglądających gruboziarnistych trocin. Zasuwałem od rana do wieczora i byłem z tym naprawdę szczęśliwy. A tu panowie wymyślają jakieś niezrozumiałe dyrdymały.

- Jakby pańskie głupie seriale dyrdymałami nie były - wtrącił pan Józef.

- Panie, telewizja przedstawia współczesność taką, jaką ona jest w istocie: skomplikowaną i niejednoznaczną. A nie takie wymysły dla inaczej inteligentnych, które pan tutaj opowiada. Kto teraz w ogóle zajmuje się czytelnictwem? Tylko margines tych, co to chcą być lepsi od całej tłuszczy zdrowego i prostego narodu, który nie potrzebuje książek, bo niebezpiecznie obciążają one myślenie i wprowadzają do życia zamęt i chaos. Książka, drodzy panowie, to przeżytek. Trzeba to sobie jasno powiedzieć.

- Jakbyś był pan taki inteligentny, to byś pan skapował, że siedzenie przez całe życie na stołku w bezruchu i telefoniczne sprzedawanie w stresie tej karmy też zaprowadzi pana kiedyś prostą drogą do szpitala!

 

Pan Czarowsław, niezrażony docinkami, kontynuuje opowieść:

- Muszę panom powiedzieć, że moja ciotka od lat jest zapaloną seksturystką. Jak tylko wylatuje na Daleki Wschód coś w nią wstępuje i młóci się bez pamięci ze wszystkimi pracownikami hotelu, w którym akurat mieszka. Z wielką zachłannością i pasją dewastuje i dziesiątkuje cieleśnie biednych, Bogu ducha winnych tubylców, zostawiając po kątach wyczerpanych do ostatniego orgazmu mężczyzn wraz ze strzępami ich narządów płciowych. Jak tylko ma przylecieć, męska obsługa hotelowa z przerażeniem przekazuje sobie tę straszną i upiorną informację. Wszyscy próbują wziąć w tym czasie urlop, co jak wiadomo w szczycie turystycznym nie zawsze jest możliwe. Dwóch kelnerów i doorman powiesili się ostatnio w akcie paniki seksualnej, trzymając się - dla dodania sobie otuchy i zapewnienia bezpieczeństwa - za ręce. Jak więc panowie widzicie ciotka pełną piersią korzysta z możliwości, jakie dają obecne czasy i…

 

Opowieść przerwał lekarski obchód. 

 

*

 

   Latami nie mogłem sobie znaleźć miejsca w domu. Ciągle prześladowało mnie poczucie ucisku i dyskomfortu. Dopiero Zapareks uwolnił mnie od tej męki. Teraz moja rodzina jest szczęśliwa razem ze mną. Żegnajcie nieprzespane noce. Zapareks - mój nowy przyjaciel na zawsze. Spytaj swojego lekarza lub farmaceutę jak właściwie go dawkować. Zapareks. I życie staje się szczęśliwsze.

 

 

- Doktorze - zagaja pan Czarosław. - Dlaczego teraz musimy za wszystko płacić. Kiedyś, jak się przychodziło do szpitala to w ramach leżenia nakarmili i przewinęli. A dziś?

- Czasy się zmieniły, drogi panie. Sami chcieliście kapitalizmu, wasz rówieśnik Wałęsa z tej przyczyny skoczył przez mur, no to i macie tę wymarzoną równość. Od tamtego czasu każdy skacze przez płot już tylko dla siebie samego.

- Chce pan przez to powiedzieć, że nie cieszy się i nie jest dumny z osiągnięcia wolności w naszym kraju? - dociekał blady z jednym płucem.

- To trudny temat, panowie - ostrożnie lawiruje lekarz. - Jednak, jako czterdziestolatek, patrzę ze zdecydowanie innej perspektywy na to zagadnienie. Kiedyś każdy miał pracę, była równość, jedna partia i dwa kanały telewizji. A teraz… - zawiesił głos i rozłożył ręce. - Sami panowie wiedzą. jak jest. Pieniądz rządzi, nie ma sprawiedliwości, za to mamy zalew niepokojących informacji i niepotrzebnych filmów.

 

Wiedziałem doskonale, co chciał powiedzieć. Niestety, z jego słów jasno wynikało, że nigdy nie próbował odnaleźć wytchnienia w wierze w miąższ aloesowy, tak jak ja. Aloes sprawiał bowiem, że zawsze miałem dobry sen, bycze zdrowie i niczym się zbytnio nie zamartwiałem. I gdyby nie ten podstępny mały fagas z plakatu, to do dziś…

 

- Ale nie może tak być, że musimy się leczyć pod dyktando zaleceń lekarskich - rzucił zaczepnie pan Czarosław. - Kiedyś schodził z gór niewidomy turysta, który - gdy się mijaliśmy na szlaku - stracił równowagę i aby nie upaść złapał mnie boleśnie za krocze. Rozumiem go, bo być może nie widząc zrobiłbym podobnie. Poszedłem z tym potem do doktora, a ten od razu zapisał leki, zalecił rehabilitację członka.

- Rehabilitację? - uniósł brew lekarz.

- Ano tak. Teraz bez fizykoterapii ani rusz, panie doktorze. Kiedyś to człowiek takie rzeczy rozchodził, ewentualnie dla lepszego efektu zdrowotnego smalcem w sposób ludowy smarował. A teraz? Teraz za wszystko trzeba płacić, nawet za powrót do sprawności i normalności. Choć nie powiem, rehabilitantka miała takie umiejętności, że aż miło.

 

 

Później podano nieco zimny obiad.

- A co to za gówno dziś serwują? - zaperzył się cieć Józef. - Nie mają choćby nogi łososia, albo czegoś w podobie, a nie taką ledwo ciepłą papkę z podejrzanych półproduktów?

 

 

***

 

 

Wieczorem wszystko było już jasne.

 

- Napisali, że mam przed sobą trzy tygodnie życia - jęknął blady mężczyzna z jednym płucem, mnąc kartę chorobową, którą przed chwilą dostarczyła mu pielęgniarka.

- I co pan teraz zrobisz? - spytałem, owładnięty nagłym poczuciem litości. Nie znałem siebie dotąd od tej strony, co mnie niezmiernie zdziwiło.

- Co zrobię? Wypiszą mnie, wrócę do domu i umrę. Nie będzie już, nie będzie już domu spokojnej starości i przynależenia do wyższej grupy społecznej…

- Nie możesz się pan tak szybko poddawać - rzucił cieć Józef, wstając energicznie z metalowego łóżka. - Mnie też stała się rzecz straszna, ale jakoś się trzymam!

 

Podszedł do kranu, nalał szklankę wody i podał blademu.

- Nie piję kranówy.

- A to czemu?

- Bo w Wiśle, królowej rzek, pływa w nadmiarze mocz, kał oraz sperma wszystkich Polaków.

- Ale są filtry i te i inne urządzenia. I chlor, który…

- Po co przykrywać fakty, drogi panie - rzekł smutno blady. - Sam pan wiesz, że jest właśnie tak, jak mówię. Srasz pan, szczasz i ejakulujesz do tej wody, by potem to jeszcze pić? Gorzej niż zwierzęta! - dokończył z obrzydzeniem.

 

 

Przez dłuższą chwilę na sali panowała niczym nie zmącona cisza. Jestem członkiem Domu Aloesu, w którego mocy jest objawiona cała praktyczna prawda o zdrowiu. Trudno powiedzieć, dlaczego, ale w tym momencie poczułem nieprzepartą potrzebę publicznego zaświadczenia o tym fakcie.

 

- Panowie - zacząłem powoli. - Nie przebywam tu z powodów zdrowotnych, lecz dlatego, że zostałem zaślepiony urodą jednej z najpiękniejszych kobiet - Isabeli Ognistej…

- Tej głupiej, wielkookiej cipci od Zapareksu?

- Tak, tej samej! - rzuciłem nieco urażony, bo mam pewność, że Isabela nie jest żadną tam ograniczoną „cipcią”. - Ale taki jeden mały z wąsami krzywo na mnie z zazdrości spojrzał. Przyjechała karetka, lekarze zaordynowali pobyt w szpitalu, zalecili skomplikowane badania, z których nic nie wynika. Sam już nie wiem, czy to dobrze, że się tutaj znajduję.

- Czemu? - spytał pan Czarosław.

- Presja kultury mówi, że byłoby nieracjonalne i urągające doświadczeniu naukowemu, gdybym pozostał w domu, trwał w aloesowym dumaniu i brał naturalne środki lecznicze. Chcę powiedzieć, że może za bardzo wierzymy dziś medycynie, panowie. Nasza pierwotna wiara została zastąpiona przez wiarę w naukę.

- Co też pan nie powiesz! - zaśmiał się nerwowo blady spod okna.

 

Nie zważając na jego zaczepkę wziąłem głęboki wdech z zamiarem kontynuowania myśli.

- Bo my wszyscy, panowie, z wielką siłą szukamy w życiu pewności. Słowo lekarza - jednego z kapłańskiej kasty, którzy bronią się stadnie, gdy ktoś występuje przeciwko nim w procesie o błędy medyczne -  jest dla nas zawsze tą pewnością. Nie żadna wiara, nie to, co czujemy wewnętrznie. I to jest nasz największy błąd! Jak panu - wskazałem na bladego - napisali, że ma pan przed sobą kilka tygodni życia, to zaraz pan w to uwierzył. Dlaczego? No, bo ulega pan tej władzy lekarskiej, która - do końca nie znając zasad funkcjonowania ciała, duszy i ducha - ośmiela się stawiać kategoryczne diagnozy.

- To co? Mam nie wierzyć w to, co mi tu wyraźnie napisali? - uniósł się na łokciu zdenerwowany blady z jednym płucem, wskazując na leżące na szafce papiery.

- Okradając nas z człowieczeństwa medycyna wykreowała siebie na królową życia i śmierci, drogi panie!- rzekłem podniośle. - Jedyną wiedzącą. Smutne jest to, że ona widzi w nas jednak tylko statystykę. Jak większość populacji na coś umiera, to pacjentowi cierpiącemu na podobną przypadłość mówi się, że też umrze. Tak, jak panu to powiedzieli, a raczej wmówili.

 

Tryumfowałem w duchu, że potrafię w tak przystępny sposób opowiedzieć o tym, w co święcie wierzę i co niezawodnie trzyma mnie przy życiu.

 

- Naprawdę? - szepnął cieć Józef, zdjęty grozą.

- Nie uznaje się w nas duszy i ducha, panowie - kontynuowałem. - Dziś mamy zespolenie pieniądza i medycyny w jeden węzeł, który uzurpuje władzę nad każdym ciałem poprzez politykę, rozum i pieniądz.

- To dlatego nosi się łapówki lekarzom? - spytał z głupia frant pan Czarosław. A miałem go za bardziej elokwentnego osobnika!

- Człowiek jest zabawką w rękach systemu, panowie! - ciągnąłem niezrażony. - Mamy kupować zapisane, drogie leki i się nimi leczyć… Nie, im nie chodzi o to, żeby mnie czy panów wyleczyć. Tu chodzi o bezkarne władanie naszymi ciałami. Lekarze działają na wzór kapłanów z dawnych wieków. Wmówiono nam, że co tylko oni powiedzą - mają w tym stuprocentową rację. Ba, mają pewność, że mają rację i nikt nie chce im zaprzeczać! To nie moc Aloesu decyduje dziś o śmierci czy uleczeniu. Pyszni ludzie weszli w Jego niebiańskie kompetencje. I tu jest pies pogrzebany, panowie. Bez zmiany myślenia i porzuceniu ślepej wiary w System, nigdy stąd nie wyjdziemy. Bo jesteśmy  zaczarowani. Brutalnie oszukano naszą świadomość, nakazano wierzyć, bo ta władza przenika wszystkie sfery życia, a lekarze stali się dla nas ostatecznymi wyroczniami, które zawsze mają i będą mieć rację. A gdy nam karzą umierać - po prostu umrzemy.

 

*

 

   Latami nie mogłam sobie znaleźć miejsca w domu. Ciągle prześladowało mnie poczucie ucisku i dyskomfortu. Dopiero Zapareks uwolnił mnie od tej męki. Teraz moja rodzina jest szczęśliwa razem ze mną. Żegnajcie nieprzespane noce. Zapareks - mój nowy przyjaciel na zawsze. Spytaj swojego lekarza lub farmaceutę jak właściwie go dawkować. Zapareks. I życie staje się szczęśliwsze.

 

 

 

   Ktoś mnie śledził nocą, gdy wyszedłem do toalety za potrzebą. Usłyszałem tajemnicze kroki, a gdy znalazłem się w kabinie i zamknąłem za sobą drzwi, ustały. Dziwne.

 

 

   Przez prawie całą noc na sali obok ratowano od śmierci jakiegoś nieszczęśnika. Gdy o świcie nastąpiła wreszcie chwila wytchnienia - rozpoczęta wyjazdem skrzypiącego łóżka z denatem do kostnicy - wstałem i zacząłem wsmarowywać w pierś miąższ aloesowy, który zawsze niezawodnie działa na wszystkie schorzenia. Dzięki niemu czułem wielką poprawę stanu zdrowia w ostatnich dniach. Z nim nie mam się czego bać, nawet wyroki lekarskie są dla mnie tym, czym woda dla kaczki: spływają po mnie. Przecież niebawem stąd wyjdę.

 

 

   Jednak, gdy niespodziewanie na środku sali stanęła Śmierć, zadrżałem i mimowolnie krzyknąłem wielce przerażony. Nie spodziewałem się takiej wizyty. Moi współtowarzysze w chorobie natychmiast się przebudzili. Z niedowierzaniem wbijali wzrok w pochyloną ku ziemi Żniwiarkę, której twarz przesłaniał wypłowiały, postrzępiony kaptur.

 

- Nie zdążyłem zaspokoić Migotki siostry Justynki - szepnął śmiertelnie blady cieć Józef. - A mogła mieć tak udany seks, kurde w oko!

- Gdzie mój sweter z monodramem? - rzucił teatralnie blady z łóżka pod oknem. - To jest, z monogramem, chciałem powiedzieć.

 

Może jednak powinien zamieszkać choć na chwilę w domu opieki Koniec Zdjęć? Może duchowo należał do wyższej grupy społecznej, niż ta, w której obrębie się poruszał?

 

Po chwili śmiertelnej ciszy odezwał się do mnie pan Czarosław:

- Jesteś pan moją drugą prawą ręką. Używa pan na co dzień zbawczego aloesu i wierzy w niego. Niech pan spróbuje z nią pogadać - dodał cicho, wskazując na przybyłą.

 

- A taki filut! - przerwał gwałtownie cieć Józef. - Tyranie przeżyłem, narodziny dziecka przeżyłem, gwałt przeżyłem to i teraz śmierć przeżyję. Przed nikim nie będę się płaszczył, kurde w oko!

Wstał z łóżka i dumnie wypiął pierś.

 

Został skoszony jako pierwszy.

 

*

 

   Nie pojmowałem wydarzeń, rozgrywających się tuż przed moimi oczami. Nigdy nie spotkało mnie coś równie podobnego! W buteleczce miałem jeszcze trochę miąższu aloesowego, ale czy jak go przeżuję, to coś to zmieni? Czy wtedy Śmierć sobie pójdzie? Nie byłem gotowy na taką konfrontację wiary z realiami. A może po prostu nie miałem w sobie na tyle wiary?

 

W tym momencie zacząłem bać się nie na żarty, że to, w co święcie wierzyłem przez całe dorosłe życie, może okazać się niewystarczające w pojedynku ze Śmiercią. Poczułem się tak okropnie, jakbym nagle dostał co najmniej ataku serca lub wylewu. Irracjonalnie zacząłem marzyć o pojawieniu się jakiegoś nieznanego wybawcy. Może on by mi pomógł? Ale nagle zdałem sobie sprawę, że chyba nie przyjdzie…

 

 

   Blady mężczyzna z jednym płucem - uprzedzając wypadki - nadzwyczaj sprawnie wstał z łóżka, otworzył okno na całą szerokość, rozpostarł ręce i skoczył. Po chwili dotarło do nas głuche uderzenie ciała o beton.

 

- Ty głupia! - krzyknął w stronę Śmierci piskliwym głosem pan Czarosław. - Jeśli jest tak, jak mówi współpacjent, to tak, jak i my, ty też jesteś kontrolowana, chociaż pewnie o tym nawet nie wiesz! Jesteś na usługach tej lekarskiej bandy!

- Doprawdy? - spytała ponuro.

- Spróbuj skutecznie pozbyć się swojej komórki, to się przekonamy!

 

 

Żniwiarka lekko uniosła czaszkę w geście zdziwienia. Nadal nie widzieliśmy jej twarzy, jednak wyraźnie wzruszyła kościstymi ramionami, chwilę pogrzebała w długiej kieszeni, po czym wyjęła całkiem ładny telefon i powolnym ruchem wyrzuciła go przez okno. 

 

Po kilku sekundach do sali wszedł ubrany na galowo harcerz:

- To chyba pani - zameldował sprężyście, oddając jej aparat.

 

 

Ponura Żniwiarka drgnęła bardzo zdziwiona. Rozejrzała się wokoło, weszła do łazienki i wrzuciła komórkę do toalety, spuszczając za nią wodę.

 

Po kilku sekundach do sali wszedł zarośnięty wędkarz w nieodłącznych woderach:

- Coś chyba pani przez przypadek wypadło.

 

 

Zdziwiona Śmierć tym razem wzięła duży zamach i z wielką siłą wyrzuciła telefon na łąkę, zieleniejącą  pod lasem.

 

Po kilku sekundach do sali wszedł smutny mężczyzna w ciemnych okularach, bez słowa oddając komórkę właścicielce. 

 

 

 

Żniwiarka wydała się wielce zmieszana tymi zdarzeniami.

 

 

- No i widzisz, ty głupia? - tryumfował pan Czarosław. - To prawda! Wszystkich nas kontrolują, więc ciebie też! Muszą nas wszystkich śledzić, bo taki jest System!

 

Po chwili leżał bez tchu na swoim posłaniu.

 

- Nie lubię, jak ludzie się ze mnie naśmiewają - powiedziała Śmierć.

 

*

 

   Latami nie mogłem sobie znaleźć miejsca w domu. Ciągle prześladowało mnie poczucie ucisku i dyskomfortu. Dopiero Zapareks uwolnił mnie od tej męki. Teraz moja rodzina jest szczęśliwa razem ze mną. Żegnajcie nieprzespane noce. Zapareks - mój nowy przyjaciel na zawsze. Spytaj swojego lekarza lub farmaceutę jak właściwie go dawkować. Zapareks. I życie staje się szczęśliwsze.

 

 

   Siedzieliśmy naprzeciwko siebie. Z zewnątrz nie docierał nawet najmniejszy szmer czy śpiew ptactwa. Cały świat wydawał się milczeć podczas naszej ostatecznej debaty.

 

- Lista dopuszczonych leków, nakazy szczepień, epidemie, mory i zarazy - to nasza robota - oświadczyła Żniwiarka. - Co więcej: z całych sił szprycujemy chorych na raka chemią, za wszelką cenę ukrywając przed nimi i ich rodzinami alternatywne rozwiązania, jak choćby zadziwiająco ozdrowieńczą kurację witaminą B12. W tym wszystkim chodzi dokładnie o to, co do nich mówiłeś - wskazała na martwych pacjentów. - Ale oni nie mieli żadnych szans. Zostali ukształtowani przez System i bezrefleksyjnie wierzyli kłamstwu. Bo co tylko powiemy - jest  kłamstwem. Jesteśmy Systemem. Jesteśmy Kłamstwem.

 

Wpatrywałem się w nią z coraz większym przerażeniem.

 

Śmierć podrapała się chwilę kościstą dłonią po głowie.

- Trzeba posyłać dzieci do szkół i przedszkoli w jak najmłodszym wieku. Trzeba odbierać je rodzicom i kształtować ich umysły na naszą modłę. Mają bowiem w przyszłości wierzyć bezkrytycznie w to, co zobaczą w telewizji. W tym tkwi tajemnica naszego zwycięstwa w przyszłości.

- Zwycięstwa?

- A co? Masz jakieś inne zdanie na ten temat?

- Wasza wizja nie dosięgnie wszystkich. Jest bowiem Aloes, który…

- A kto w Niego w dzisiejszych czasach wierzy? Zadbaliśmy o odpowiedni grunt do ustawienia  całych społeczeństw. Znoszenie granic pozwala naszym naukom przedostawać się na coraz to dalsze tereny dzięki mediom i nowym technologiom, które są w tym wielce pomocne.  Jesteśmy Kłamstwem, o którym bezskutecznie przestrzega masy Aloes. Ludzie są już nasi, a my ich nigdy nie wypuścimy z rąk.

- Malarz Rembrandt przewidział, co się będzie działo - ripostowałem. - Jego obraz Lekcja anatomii doktora Tulpa świadczy o tym, że choć był bogaty i miał wysoki status społeczny - już dawno temu przejrzał wasze knowania.

- A co tam na tym obrazie jest, oprócz ludzi pieniądza, władzy, medycyny i rozumu, ubranych odświętnie, gdyż zaraz udają się na ucztę?

- Na pozór nikt nie interesuje się dopiero co zmarłym złodziejem, który ukradł płaszcz z biedy i z wyroku możnych zawisł na stryczku - mówiłem z pamięci. - Ci medycy robią sekcję jego zwłok, ale w sposób, w jaki się tego nie robi. Zaczynają od ręki i to tylko z pozoru lewej. Rembrandt doskonale znał anatomię, ale tu spłatał wam figla! Spłatał figla rozumowi, medycynie, władzy i mieszczaństwu - po to, byśmy widzieli, że po raz drugi ta władza, pieniądz i pycha karze rękę, która sięgnęła po cudzą własność. Ten wielki artysta w swojej mądrości już dawno przewidział, co się stanie: nastąpi zespolenie rządów w jeden węzeł. Ten obraz to prawdziwa opowieść o waszej władzy, sprawowanej nad ciałem.

- Mało kto to zauważa - zbagatelizowała mój wywód Śmierć. - Bo to my mówimy ludziom, w co mają wierzyć, jak żyć i jak się leczyć. Mówimy im nawet, kiedy powinni umierać.

- Mylisz się - zaoponowałem stanowczo. - Od każdego z osobna zależy, czy popłynie z prądem, czy też zdobędzie się na pewien wysiłek i poszuka niezawodnego Aloesu i prawdy.

- Jak widać jesteśmy tu na sali zupełnie sami. W sytuacji, w której się obecnie znajdujesz, niechętnie, ale mogę przyznać ci rację. Lecz co z tego? Co to zmieni? Ludzie są uśpieni, a my z całych sił dbamy, aby w tym stanie trwali przez całe życie. Niech śnią jak najtwardszym snem. Niech się uganiają za rozkoszami, używkami, nowymi ideami, a także tymi starymi, ale odpowiednio odgrzanymi. Niech umierają jak najmłodziej. Niech w nic nie wierzą, niech ufają tylko sobie. Tak najłatwiej upadną bo najgorsze dla nas jest zawsze to, gdy ktoś się nawraca. Jest to policzkiem, wymierzanym przez Aloes naszemu Systemowi. Ale to są, na szczęście, tylko pojedyncze jednostki, których z czasem będzie coraz mniej i mniej.

 

 

Wewnętrznie czułem, że w tej dyskusji zyskuję nad Śmiercią przewagę. Nie mogła mnie tknąć, bo święcie wierzyłem w moc aloesowego miąższu i miałem w nim moralne oparcie.

- Nie masz nade mną władzy! - krzyknąłem tryumfalnie. - Żegnam ozięble - dodałem, zbierając się do wyjścia.

- Doprawdy? - szepnęła Śmierć, powoli zdejmując kaptur. Moim przerażonym oczom ukazała się przepiękna twarz Isabeli Ognistej, bohaterki reklamy skutecznego środka na zaparcia. Kobiety, na której widok omdlewałem, której pożądałem, o której śniłem i której z całego serca pragnąłem.

- Pocałuj - poprosiła, pochylając się w moją stronę. Jej piękne, białe piersi wypadły z szerokiego dekoltu czarnego płaszcza Żniwiarki, od środka podbitego aksamitnym, czerwonym materiałem.

 

 

Drżącą ręką mocno ścisnąłem buteleczkę wyciągu z aloesu. Przez całe dorosłe życie gorąco wierzyłem w jego moc. Gdyby jednak jakimś sposobem nie zadziałał - co było przecież prawdopodobne - miałem w zanadrzu jeszcze kilka opakowań niezawodnego Zapareksu.

 

 

 

KoNiEc

 

Dobra Cobra, lipiec 2015

 

 

Opowieści dobrze służą rozważania profesora Zbigniewa Mikołejko, filozofa i historyka religii.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Dobra Cobra · dnia 16.09.2015 13:03 · Czytań: 831 · Średnia ocena: 4,89 · Komentarzy: 44
Komentarze
Dobra Cobra dnia 16.09.2015 13:15
Audiobooki z Pocałuj Isabelę:


http://www.youtube.com/watch?v=imSxFeeMwE8

http://www.youtube.com/watch?v=v_at4Hr8QM8


Zapraszam do słuchania, co niejednokrotnie jest wygodniejsze od czytania. Np. podczas podróży, oczekiwania na wyniki, ładowania węgla lub wyglądania na sromotnie spóźniającą się dziewczynę...


DoCo
Miroslaw Sliwa dnia 16.09.2015 15:36 Ocena: Świetne!
Cierpiący na zaparcia wszystkich krajów, łączcie się!!!

Dobre, dobre... ale Do Co nie myśl sobie, że tylko Ty okradłeś tego lekarza z diagnozami na wszystkie choroby ludzkości. Zresztą z tym jest kłopot; jak tego ciemięgę okradli już wszyscy i nie było już czego kraść, to wzięli się za jego niedouczonego konkurenta i dawaj traktować jego przewidywania tak samo poważnie jak opinie tego bardziej sensownego łapiducha... i co?
I całe media, w sensie: Internet, telewizja, prasa i radio, czyli całe społeczeństwo, na tym działają, a Ty jednym nieodpowiedzialnym tekstem chciałbyś to wszystko zburzyć. Wstyd i poróbstwo.

Jestem przekonany, że Twoją działalnością powinny zająć się odpowiednie SŁUŻBY.
To ci dopiero! Jakiś literacik zabiera się ( i to dosyć sensownie) za demontaż tak doskonale działającej prowizorki! Przecież to jest skandal!!!

DoCo super :) :) :)

Czekam na kolejne odsłony.

Pozdrawiam serdecznie. :)

Mirek
Dobra Cobra dnia 16.09.2015 15:45
Podzielam Twoje obawy ws zainteresowania Służb!


Mirosławie,

Pięknie Cię gościć pod tą demaskującą opowieścią, za którą być może trza będzie iśc do pierdla. Bo takie teraz czasy się powoli robią, kurde w oko.

Kolejne odsłony nastąpią w ściśle zaplanowanym czasie, czyli za miesiąc. Chociaż wcześniej winna być jeszcze pewna niespodzianka...

Wpadaj, kiedy tylko chcesz!


Dzięki za wizytację i skreślenie słów komentarza. Toć to nieocenione dla piszącego.


Pooozdrawiam,

Dobra Cobra
nightwolf dnia 16.09.2015 16:06 Ocena: Świetne!
Witaj,
przyznaję po tej opowieści ma się ochotę pocałować Isabelę w . . .
pośladek.
Aloes? Dużo lepsza jest maść tygrysia! Poczytaj o niej, też ma swoich zwolenników. . . ;)
Dobra Cobra dnia 16.09.2015 16:46
Zdecydowanie maść tygrysia rulez! Aloes jednak ma jedną ukrytą tajemniczą zaletę - Moc. Niestety, nie przemawia ona do bezkrytycznych piewców Systemu i nie okazuje im swej siły. To jest dramat tego opowiadania.


nightwolf,

Zatem całujmy drogą nam i jakże piękną Isabelę tam, gdzie trzeba.


Pozdrawiam pięknie i zapraszam w przyszłości. Lub nawet dziś na: YouTube/Dobra Cobra.

DoCo
euterpe dnia 16.09.2015 17:04 Ocena: Świetne!
Tak, tak, a ja słyszałam o maści sporządzonej na bazie jadu żmii, że jest zabójcza:D
Drogi Do Co, doczekałam się "pocałunku isabele", który okazał się śmiercionośnym (jak już przy tych żmijach jesteśmy).
Bardzo podobał mi się zabieg wtrącania co raz reklam farmaceutycznych Zapareksu. To dość irytujące, ale i trzymające w napięciu, a że przy okazji czytania włączyłam cudowne nagrania polecane przez nikogo innego tylko DoCo, to wcale nie mijałam, tylko brnęłam przez te bolesne historie, które ukazują pewną prawdę: albowiem wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i nic co homo... sapiens nie jest nam obce, także zaparcia.
Widać tu wyraźnie przemyślenia na temat naszego konsumpcjonizmu, zadowalania się byle jakością, wpływów mediów na nasze genialne polskie umysły i... pewnie jeszcze by się uzbierało, ale nie przychodzi mi więcej do głowy. Z takich smaczków, albo nie smaczków:p; to wyłapałam wyuzdany gwałt kazirodczy, główny bohater walczący ze śmiercią i ten ich znamienny pocałunek, także w sensie metaforycznym; a poza tym troje bohaterów, których połączyło łóżko szpitalne, a którzy wobec śmierci zachowują się w różny sposób, jak w życiu:)
Cieszę się z odbytej podróży wgłąb Twojego genialnego i nieco pokręconego umysłu:)
Pozdrawiam serdecznie,
Ewa
Dobra Cobra dnia 16.09.2015 17:19
Nie jest letko, co zauważasz właściwie!


Droga euterpe,

Świat podąża zadziwiającą drogą. To, co kiedyś było jego zaletą, teraz staje się śmiercionośną wadą. Konkurencyjność i zysk za wszelką cenę sprawia, że jako ludzie stajemy się coraz mniej ważni. Rządzą słupki wykresów.

Cieszy i raduje, że hej, że cudowne nagranie było dla Ciebie cudownym. I w ogóle mądrze i rozważnie odnajdujesz metafory i te inne rzeczy. Chcesz przejść może na etat u DoCo?


Kto miał najgorzej w pióro? Na kogo byś stawiała? Cieć Józef?


Pięknie, że wpadłaś! Wpadaj częściej.


Pooozdrawiam,

Dobra Cobra
euterpe dnia 16.09.2015 17:33 Ocena: Świetne!
Powiedziałabym, jako chrześcijanka :
Cytat:
Blady męż­czy­zna z jed­nym płu­cem - uprze­dza­jąc wy­pad­ki - nad­zwy­czaj spraw­nie wstał z łóżka, otwo­rzył okno na całą sze­ro­kość, roz­po­starł ręce i sko­czył. Po chwi­li do­tar­ło do nas głu­che ude­rze­nie ciała o beton.
, ale z drugiej strony... chyba solidaryzuję się ze Żniwiarką, która przepadła w otchłani systemu. Żal tych, którzy nie potrafią uciec:)
Pozdrawiam serdecznie,
Ewa
P.S. DoCo, masz jakiś korpo wakat?:D
nightwolf dnia 16.09.2015 17:34 Ocena: Świetne!
Toć ja twierdzę, że maści moc jest tym większa niż aloesowa!
Wszyscy stają się równi w obliczu śmierci.
Pozdrawiam! ;)
Dobra Cobra dnia 16.09.2015 17:38
euterpe,

korporacje to zło wcielone! Zabijają i duszę i ciało, kurde w oko. Taka dla naprzykładu Żniwiarka... co słusznie sama zauważyłaś.

A Blady z Jednym Płucem to ofiara Systemu :( , a na dodatek cienias. Może po części to nie jego wina, że pokładał całą wiarę w Systemie. Lecz z drugiej strony nie ma nic na siłę. Jak się zdecydował podać mu (Systemowi) rączkę, chycnął go całego i na amen.

Jeśli jednak poszukujesz miłego etatu, to ostatnio dobrze można zarobić i świetnie się bawić pracując jako Uciekający przed Niedźwiedziem. Co prawda trza się trochę nalatać, ale za to jaka sylwetka!


Pooozdrawiam pięknie.

DoCo


----

nightwolf,

szanuję Twoje poglądy. Niby wszyscy są w tym momencie równi, a jednak nie...


Piękne ukłony, miłego popołudnia. Fajnie, że Ci się chce powymieniać komenty :)


DoCo
euterpe dnia 16.09.2015 17:43 Ocena: Świetne!
U, to ja się piszę do ekipy uciekających. W końcu te moje 8,5 km joggingi nie pójdą na marne:D
Odpozdrawiam cudnie,
Ewa
Dobra Cobra dnia 16.09.2015 17:51
Dobry wybór! Ten job to sama radocha. I na dodatek jak wiatr we włosach szumi! Niezapomniane emocje.


Słodkiego wieczoru,

DoCo
nightwolf dnia 16.09.2015 17:52 Ocena: Świetne!
Do usług :D Kupuję twoje opowiadanie w 100% i zgadzam się w nim całkowicie. Po prostu droczę się z tą maścią i aloesem jako chrześcijanka niekatoliczka jednakowoż ;)
pozdrowienia wersja 1.2! :)
Dobra Cobra dnia 16.09.2015 17:55
Czyli jesteś poza Systemem! Wspaniale!

Pięknie jest się z Tobą droczyć, nie ważne, czy maścią czy aloesem.


Pozdrowienia - ver. 1, 2 - całkiem wporzo. Dziękuję! Spróbuję je wzmocnić i odesłać na Twoje ręce.


Pooooozdrawiam.

Dobra Cobra

PS "Jednakowoż" to jedno z mych ulubionych słów...
Zurbanizowany dnia 17.09.2015 17:27 Ocena: Świetne!
Witaj DoCo

Oj, coś mi się widzi, że zaglądałeś przez dziurkę od klucza w niedaleką przyszłość, podglądając "coraz bardziej cudowną i bogatą" we wszelakie doznania, egzystencję naszego rodzaju! ;)
Świetny tekst. Niestety, bardzo prawdziwy. Piszę, niestety, bo chciałoby się powiedzieć, że się mylisz w swoich futurystycznych rozważaniach. Ale, nie! Wszystko na to wskazuje, że masz rację  w 100%! Już teraz zaczęliśmy się taplać w tej wszechogarniającej systemowej brei. A jak widać w koło, nawet Żniwiarka wpadła po uszy i chyba jakoś jej z tym dobrze? No bo, po co się stawiać? No cóż, świat idzie do przodu (?) i tak faktycznie w tej chwili sili się na luzacki styl, tylko ten luz wyjdzie nam bokiem, niczym jedno z płuc bladolicego faceta i nawet aloes nie pomoże.

Pozdrawiam serdecznie :)
Zurbanizowany
Dobra Cobra dnia 17.09.2015 19:48
Obawiam się, że masz 100 procentową rację! Niestety...


Drogi,

Masz rację: świat idzie do przodu, choć nie wiadomo, gdzie jest tył. I to właściwie wystarczy.

Mnie swego czasu przeraziła scena z niedawnych czasów, jak wchodziliśmy do Unii Eu. Jeden z kombatantów z przerażeniem i łzami w oczach jąkał, że jego trud wojenny idzie na marne, bo po co bronił suwerenności i niepodległości, jak teraz oddajemy to za darmo i idziemy w "jasyr" do jakiegoś bliżej niezidentyfikowanego tworu, zwanego UE.

Inna niedobra rzecz, którą mało kto zauważa, to flaga Unii. Przecież to nic innego, jak godło (katolickiej) Maryji. Więc czego się spodziewać w przyszłości od tworu, który ma religijne konotacje? Osz kurde, jak widzisz nie jest lekko i włos się jeży na klacie.

Może być, że walczący islamiści to pikuś przy tym, co pewnego dnia zgotuje nam Watykan, idący rączka w rączkę z resztą Unii. No bo kto ma najwięcej forsy w tym interesie?

Więc i ja snuję niewesołe rozważania w prozie dobrocobrowej, która mjodem i nektarem na strudzone dusze, szukające ukojenia.

Teraz chyba już nikomu nie chce się stawiać. Kupili nas forsą z funduszy unijnych, zarazili nihilistycznie, zbrukali nasze ciała. Więc co się dziwić temu przerażonemu kombatantowi?


Fajnie, że wpadłeś, przeczytałeś, wysłuchałeś (?) wersji audio, produkowanej dla radości Czytelnika i Słuchacza.

Zapraszam w przyszłości, lub jeszcze dziś do DoCowego kącika na PP lub na YouTubie.


Pozdrawiam, rozdając dziesięc punktów promocyjnych, któfre będzie kiedyś można wymienić na karmę dla gupików.


Dobra Cobra
blaszka dnia 18.09.2015 10:35
Witaj DoCo

masz duży talent do przekazywania ważnych dla Ciebie treści w formie humorystycznych, zwariowanych opowieści.
Jeśli czytelnik lubi być pobudzony do refleksji, znajdzie tu coś dla siebie, jeśli poszukuje rozrywki również się nie zawiedzie.
To bardzo dobry, przemyślany tekst, a fabuła jest tak dynamiczna, że czyta się jednym tchem.

Pozdrawiam serdecznie
Dobra Cobra dnia 18.09.2015 16:56
blaszko,

Jest mi przemiło, że zaglądasz do DoCowej opowieści, gdzie straszno i nieciekawo.

Bo nie jest letko. Człowiek bez niczego potrafi się starsznie przeziębić, a co dopiero trafić do szpitala! To potworne doświadczenie, bo nie wiesz, czy w nocy tam cię nie uśpią nie ukradną ci nerki albo oka!

Dziękuję za piękne słowa, które motywują :)


Pozdrawiam i zapraszam w dobrocobrowej przyszłości.

Dobra Cobra
amsa dnia 19.09.2015 17:33
DoCo - ośmielę się stwierdzić, że to jeden z lepszych tekstów, jaki wyszedł z Twojego umysłu. Mniej śmieszny, niż to się może wydawać, bardziej wyrazisty i ukazałaś szeroki wachlarz różnych takich, społecznie i globalnie, trapiących ludzkość problemów, których ta w większej liczbie, niż w mniejszej, nie zauważa. Bardzo mi się podoba i zapodam sobie w najbliższym czasie również audio, jako że wideo, tak wirtualnie drukowane, jak i interaktywnie w realu widziane, prosi się o skupienie słuchu na treści.

Pozdrawiam serdecznie

B)
Dobra Cobra dnia 20.09.2015 00:32
amso,

Pięknie to napisałaś. Piekne jest tez to, że mogę se pisać co tylko chce i na dodatek nagrywać to ku satysfakcji i zbudowaniu wielu.

Temat to niełatwy... Śmieszenie jest niejako w pakiecie. Ileż nas otacza absurdów. Nawet tu, na PP.


Dziekuje za wspieranie sztuki pisarskiej. Bez internetu by jej jednak nie było. Chwała internetowi!


Pozdrawiam,

DoCo
akacjowa agnes dnia 20.09.2015 08:27 Ocena: Świetne!
Nie wiem, czy Cię rozczaruję, ale wyznam, że uśmiechnęłam się może 2-3 razy. Czytałam z zadumą, drążąc i przytakując jak piesek samochodowy.
Aloes jest cool choć ja stawiam na żyworódkę i witaminę C lewoskrętną. Oraz do pełni Trójcy potrzeba jeszcze srebra koloidalnego :-)
DoCo potrafisz trzepnąć w czaszkę i zatrząść podwalinami. Uwielbiam takie teksty. Niby groteskowe, lajtowe a przeczyszczają jak najlepszy Zapareks :-)
Podyskutowałoby się, oj, tak.
Precz z "wypada", "należy", "trzeba"! To tak w wielkim skrócie.
Wolności myślenia, czucia, kochania i umierania!
Kocham Cię, DoCo <3
Dobra Cobra dnia 20.09.2015 10:07
Ach, gdyby wszyscy Rodacy, oraz Ci, piszący na PP, zrozumieli tę wolnośc, którą się nam odbiera! Ach! Ach!


Droga akacjowa,

Nie, nie rozczarujesz, bo to nie była opowieść do śmiechu. To znaczy - każdy znajdzie w niej, co tam chce, ale generalnie to poważna rozprawa. Która (na szczęście lub nieszczęście) nic nie da, bo Przyzwyczajenie nie da ludziom zrozumieć, gdzie tkwią. Tylko nieliczne jednostki potrafią coś z tym zrobić. Wielu próbuje, ale z jednej niewoli popada w drugą.

Wit. C i żyworódka jest okay! ja kiedyś łykałem jeszcze jakieś zioło, kupowane w Herbapolu, i ono nawet zapobiegało przeziębieniom, ale może to było tylko tak, że sobie wmówiłem??? Autosugestia to przerażająca kompanka.

Niniejszym oznajmiam, że wszystko to, co napisałem w tej opowieści jest prawdą. Prawdą spisaną bez pomocy niezawodnego Zapareksu, bo by nie mieć przytkanych jelit wystarczy pić dużo wody, jeść owoce i zażywać ruchu w jakiejkolwiek postaci (oprócz pokerka!). Widać Naród tego nie wie, to i trzeba produkować głupie reklamy, w których jakieś śliczne panny snują sie po rekalmowo idealnym domu nocami, bo nie mogą się wysrać.

Ja też love, o czym niniejszym zaświadczam (kopię zaswiadczenia podpiszę u najbliższego memu miejscu zamieszkania notariusza!).

Do następnego zatem! Porządek być musi, lecz nie na zasadach, określanych przez System!


Cobra Dobra
ajw dnia 20.09.2015 19:17 Ocena: Świetne!
Do tej pory myslałam, ze pocałunek z osobą nieznajomą może skutkować opryszczką, cytomegalią, mononukleozą czy innym badziewiem, ale w życiu nie myslałam, ze moze skutkować śmiercią. Nieźle zakręciłeś swoją wyobraźnią, drogi DoCo. Czytałam z zaparciem (uparłam się, ze przeczytam), potem jeszcze posłuchałam z zapartym tchem, wypróżniając się wcześniej (ale tylko pęcherz) i stwierdzam, ze bardzo mądrą treść przemyciłeś w podtekście. Mniej w nim do śmiechu niż w Twoich innych utworach, choć powiedzenie:
"Jak tam se, kurde, chcesz" mega zabawne. Inne zresztą też.
Manipulacje ze strony mediów są straszne, kontrola obywatela okrutna. Niedługo nie podrapiemy się w spokoju po tyłku. Człowiek to czyta i ma ochotę dać się IM wszystkim pocałować w dupę. Interaktywnie oczywiście ;)
Świetny tekst!
Dobra Cobra dnia 20.09.2015 20:19
ajw,

Dzisiej napisali w tefałenie, że robienie loda i patelni grozi rakiem! Rak to straszna choroba.

http://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/.../badania-seks-oralny-jedna-z-przyczyn-nowotworow-glowy-i-szyi,179922,1,0.html

Więc tym bardziej Twoje poświecenie, by poznać i tekst i audiobooka, warte pochwaly i wyróżnienia. Co niniejszym czynię.


Zważ, że u nas ta wszechkontrola jeszcze słabiutka. W US i A to dopiero mają policyjne panstwo. Mogą cię policjanci zabić na miejscu, bo se akurat pomyśleli, że jesteś przestępcą. Kurde!

U nas tylko znienawidzony urzad skarbowy ma zapowiedziane z góry, a góra w tym wypadku to nasz rząd (!), że - jeśli tylko może i zmanipuluje akty prawne i przepisy - ma prawo ruchać podatnika i przedsiębiorcę, ile tylko wlezie.

Przykłady? Są ich już tysiące, jesli nie dziesiątki tysięcy. Roman Kluska, założyciel Optimusa, niegdysiejszego potentata na rynku komputerowym, został bezprawnie puszczony w skarpetkach.

Przykład blizszy ciału? Mój słodki kolega sprzedal mieszkanie, wziąl forsę w walizke, dorzucil kredyt i kupił se większe. W międzyczasie wpadl do US, by spytac, czy moze tak zrobić a pani, po zbadaniu sprawy, rzekla, że tak.

Jakież było jego, ku..wa, zdziwienie, gdy po czterech latach urząd przysłał do niego wezwanie do zaplacenia prawie 70 tysięcy zaległego podatku od tej transakcji. Wszelkie tłumaczenia gówno dały, a odsetki rosły z tygodnia na tydzień.

Otóż us ma prawo do własnej interpretacji przepisów i z tej pięknej okazji, oraz nakazu rządu, ze ma grabić, bo nie ma kasy na emerytury w zus, zakwestionował prawo do zakupu nowego lokalu z mieszanych pieniedzy z walizki i z kredytu.

Konto natychmiast zablokowane i nic nie zrobisz, bo us ma władzę absolutną. Pozostaje droga odwołań. Tym wku..ił koleżka urzędasów, którzy się w piekle będą smarzyc. Odwołania spowodowały załozenie kolejnych trzech spraw karnych przez us.

Koleżka walczy, wygral przez ostatnie dwa lata trzy sprawy, teraz decyzja nalezy do NSA. Ale daninę musial zapłacić, bo odsetki rosły coraz szybciej. Na szczęście, jak wygra tę ostatnia potyczke, będą musieli mu zwrocic wszyściutko wraz z odsetkami.

Kluska też po latach wygrał, ale w międzyczasie upadła jego firma.

Więc jestem wielkim wrogiem tego, nieliczącego się z żadnym obywatelem, zdradzieckiego urzędu, który ma rozkaz od rządu, który wybieramy w demokratycznych wyborach, okraśc każdego z nas, jesli tylko się da.


Slodka ajw, dziekuję za odwiedziny. Nie dawaj sie żadnym farbowanym lisom i bądź dzielna. Wyzwolenie od zła z pewnoscią nadejdzie. Jednak nie ze strony prawicy, lewicy, centrum czy Unii.



Poooozdrawiam,

Pamiętaj: bądź dzielną!

Dobra Cobra
Krystyna Habrat dnia 29.09.2015 22:46
Jak zawsze podziwiam rzemiosło i rozległość wyobraźni. Uchwyciłam tu tyle interesujących wątków, obrazów, humoru i ciekawych przemyśleń, a podanych zwięźle i przewrotnie, że aż mnie tym razem skłonności do komentowania zawodzą. Brak mi słów.To oczywiście komplement.
Rano przyszła mi jeszcze jedna myśl, że w tym opowiadaniu wyczuwa się ducha Kafki, a przy tym dla uniknięcia wzniosłości (niekoniecznie kafkowskiej) nurzasz realia (ale bez przesady) w kontraście najniższej fizjologii. Kafkowską beznadzieję i ucieczkę w to, co poniżej pasa ratuje cieniutki, czyli wyrafinowany, humor. W sumie bardzo dobre.
Dobra Cobra dnia 30.09.2015 13:18
Porównanie do Frantza nobilituje!


Krystyno,

Bardzo mi miło, że wpadłaś, dzieląc się na dodatek pięknymi przemyśleniami. Bo oto dzieła dobrocobrowe są niczym kwilenie ptaka zaraz przed wschodem słońca.

Pięknie, że aż tyle wynosisz z tego kawałka prozy gwałtownej i jakże realistycznej jednocześnie.

Zapraszam w przyszłości, lub jeszcze nawet dziś do kanału YouTube/Dobra Cobra. Zawsze będziesz mile widzianą.


Pozdrawiam ciepluteńko,

Dobra Cobra
Quentin dnia 16.10.2015 23:52 Ocena: Bardzo dobre
Pocałowałem

DoCo jak zwykle w swoim świecie, gdzie absurd i szyderstwo ścielą się jak trupy w slasherze.
Jatka, że ho, ho, panie kolego. Cieszy mnie, że nie robisz filmów na podstawie swoich utworów. Widz musiałby mocno się skupić, żeby nadążyć za wszystkim, a i tak pewnie nie zdołałby. Zwroty akcji - za to bardzo cię cenię. Znaczy cenię cię za masę rzeczy i nie rzeczy, ale ciągła niewiadoma to bardzo ważny element dobrej zabawy. Dla mnie niezły utwór fabularnie to taki, gdzie nigdy nic nie wiadomo. I niby znając twoje dokonania, można się czegoś spodziewać... No właśnie nie można. I między innymi właśnie dlatego zawsze warto wracać. A humor nabierać garściami.

Pozdrowienia
Quen
Dobra Cobra dnia 17.10.2015 18:27
Quentinie,

Doceniasz to, co najpiękniejsze i najwartościowsze w Dobrej Cobrze! Gdyby tylko produkcja filmu była nieco mnie kosztowna...

Fajnie, że w dobrocobrowym świecie znajdujesz ukojenie dla zmysłów. Po to te kawałki są: nie dla dramatycznych i pełnych bólu rozważań egzystencjonalnych, lecz ku pokrzepieniu serc. Prosto i równo do celu, nie w celu smędzenia. Oczywiście cenię dokonania Autorów piszących dramaty i romanse, lecz to nie mój świat.


Bardzo miło, że wpadłeś. Zapraszam w przyszłości!



Piękne pozdrowienia,

Dobra Cobra
ajw dnia 18.10.2015 20:47 Ocena: Świetne!
Drogi DoCo (a już napisałam dragi DoCo, apfe, a kysz),
Tysiąc raz przymierzałam się bez mierzenia Cię wzrokiem zmierzwić Twą czuprynę za Chwalców Poezji Zakładowej, ale nie miałam gdzie, a pomysł warty pochwalenia, a i wykonanie "chwalców" po prostu boskie. Skąd Ty bierzesz tak chodliwe głosy, tak miłe dla ucha i typowo radiowe? Jestem pod ogromnym wrażeniem. Pozdrawiam serdecznie :)
Dobra Cobra dnia 18.10.2015 21:28
Chwalcy nie mieli premiery na PP, gdyż kawałki pisał Zespół, a nagrywali ludzie pędzeni duchem (co nie każdy akurat może zrozumieć, bo nie ma ducha).

Jest to słodki przykład chwalebnej poezji, która chwali najważniejszą osobę w każdej firmie (oprócz szefa of kors)

http://www.youtube.com/watch?v=lqdf_VXdVHk


Dziękuję w imieniu Służby Poezyjnej za dobre słowo w sprawie Chwalców!

Słodkie pozdrowienie,

DoCo
hannacze dnia 01.02.2016 16:20
Wyzwolenie od zła z pewnoscią nadejdzie. Jednak nie ze strony prawicy, lewicy, centrum czy Unii.

Zastanawia mnie z jakiej strony nadejdzie wyzwolenie. Bo chyba nie aloes... . Aloesu przecież nie jesteś tak bardzo pewien. :)
Dobra Cobra dnia 02.02.2016 23:31
Wiara (w aloes) cię wyzwoli...

Super, że wpadłaś! Wpadaj częściej, zapraszam.


Ukłony,

DoCo
Niczyja dnia 06.07.2016 08:32
Witaj DoCo,

Choć uwielbiam Twoje opowieści, bo zawsze potrafią mnie rozbawić, tym razem tak się nie stało. Bo i tematyka inna, bardziej poważna, to rozumiem.
Ale jest coś jeszcze...

Jak widać tekst pisany równo rok temu, w wakacyjnej atmosferze rozluźnienia, może stąd ten - nie obraź się - nieco niższy poziom lektury, nie spełniający moich oczekiwań.
A może to taka oczywistość przesłań? Bo wiadomo, że telewizji nikt przy zdrowych zmysłach oglądać nie powinien, ani nie kierować się tym co słyszy i widzi wokół siebie. Własny rozum trzeba mieć, ot i tyle:)

A może to ja nie dorosłam do tej opowieści, i nie zrozumiałam jej ukrytych przesłań?
Może dlatego, że nie wiem o co chodzi w tym aloesem i ani nie znam rozważań profesora Zbigniewa Mikołejko, filozofa i historyka religii.
Może...

W każdym razie opowiadanie nie spełniło moich, pokładanych w nim oczekiwań. Strasznie dłużyło mi się czytanie, co jest wyjątkowe jak na Ciebie.
Może inne spodoba mi się bardziej. Ja się nie zrażam po jednym utworze i uwielbienie pozostaje to samo;)

Pozdrawiam serdecznie,
Niczyja
Dobra Cobra dnia 07.07.2016 09:43
Najpiękniejsze w czytelnictwie prozy jest to, że każdemu podoba się coś innego. (Tak, jakby w innych dziedzinach życia było inaczej, hihi).

Niczyja,

To słodkie dziełko jest o Kłamstwie. Latoś we wspólczesnym świecie rozpleniło się ono ponad miarę. Oto ktos wierzy w Aloes, ale kłamstwo temu zaprzecza. Dochodzi do ostatecznego pojedynku.

Aloesem może być wszystko to, w co wierzysz. Może to Bóg, może joga, albo bieganie... Ty jesteś przekonana w 100 procentach, ktoś inny niekoniecznie. I zaczyna się wojna na argumenty.

Oczywiście każde dobrocobrowe dziełko jest inne i każde porusza jakiś inny temat. Autor opisuje to, co go ciekawi, co nie zawsze może zaciekawic Czytelnika. To normalne i tak po prostu jest. I tak chyba byc powinno.

Pieknie dziękuję za odwiedziny. Zapraszam w przyszłości...

DoCo.

Ps. A ta Isabela to niezła szelmutka była...
Niczyja dnia 07.07.2016 10:04
DoCo,

Nie cierpię kłamstwa, brzydzę się nim! Może dlatego nie leżało mi Twoje dzieło, bo tam wszystko aż kipi od kłamstwa.

Bieganie mówisz... ha;) Już nie na 100%, 65 tylko.

Nie omieszkam wpaść, jak zwykle niezapowiedzianie.

PS. Podoba mi się słowo szelmutka. Czytałeś może "Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki" - Llosy? Polecam;)

Niczyja
Dobra Cobra dnia 07.07.2016 14:27
Takie dzieło, okłamliwe.

Wpadaj, kiedy tylko najdzie Cię ochota. A co tam.


Llosa powiadasz...


Paaaa
Ania_Basnik dnia 19.01.2017 16:12 Ocena: Świetne!
Świetne! Głęboko napełnione wywodami filozoficznymi, podanymi tak nienachalnie, że chapeau bas!
Dobra Cobra dnia 19.01.2017 19:46
Piękna ocena! Dziękuję za docenienie tego pięknego dzieła i jego nienachalności.

Wiolinowe Basnie,

Wspaniale jest widzieć Ciebie w gronie niesamowitych czytelników Dobrej Cobry.

Wpadaj, kedy Cię tylko najdzie ochota, jest trochę towaru prozatorskiego do sprawdzenia ;)


Pozdrawiam uprzejmie, dziękując za ocenę summa cum laude.

Dobra Cobra
retro dnia 22.08.2017 08:37 Ocena: Świetne!
Witaj najulubieńszy z ulubionych!

I pomyśleć, że Janosik (przez „y”) przed wieloma miesiącami przeszkodził mi w odsłuchaniu tej zacnej opowieści, ale może właśnie teraz miałam na nią trafić?

Idealnie nakreślone historie szpitalne. Przecudnie poprowadzone dialogi, ale i tak najważniejsza koncepcja. Wyśmienita.

Reasumując: nie można mieć słabych punktów w świecie, w którym śmierć ma twarz ukochanej/ego...

Pozdrawiam,
stwierdzając, że to jedno z lepszych Opowieści Dziwnej Treści:)

Retro
Dobra Cobra dnia 22.08.2017 20:44
Słodko zaczynasz ;)


retro,

Jak wiadomo, gdy dochodzi do publikacji dzieła, nie jest ono już więcej własnością autora. Od tego czasu przegląda się w nim każdy z czytających. To już dzieło czytelnika, a twórca wreszcie zrzucił z siebie ten ciężar (to coś w podobie seksualnego stosunku cielesnego, po odbyciu którego zostawia się zwałę) (choć czasami jest nie ten teges, nie staje albo inna przeszkoda i ciężar nie zostaje zrzucony).

Więc poboba mi się, że się przejrzałaś w tym kawałku, niczym w lustrze. A na dodatek w wersji de luxe, czyli czytanej. Yanosik jednak jest słabszy w tej dziedzinie ;), choć jesli go kochasz...

W imieniu opowiadania przyjmuję peany, ciesząc się, ze się kawałkowi powodzi. Niech ma, chłopak.

Słusznie zauważasz, że czasem potrzebna jest odpowiednia chwila. To sama prawda! Fajnie, ze owa chwila nastała na Pocałuj Isabelę :)

Dziękuję za odwiedziny, zapraszam w przyszłości do cobrowego kącika.


Pozdrawiam,

DoCo
retro dnia 22.08.2017 22:28 Ocena: Świetne!
DoCo,
ale tuszę, że jako autor ten ciężar zrzuciłeś... wraz z ukazaniem się tej zacnej historii?;)

Czy się odnajduję? Bo ja wiem? Oczy mam oba! Noga, nerki...

Yanosik powiadasz?? Nie, nie, nie! Za bardzo chciał mną kierować!

Wiesz (teraz powaga) chyba jednak ta precesja autentycznie działa, bo gdyby nie pewne spotkanie i dzięki temu zdobyta wiedza na określone tematy, to zapewne nie odczytałabym przesłanek z twego opowiadania.

Po dwakroć ukontentowana,
Retro
Dobra Cobra dnia 22.08.2017 22:43
Ciężar ów zrzucam za każdym razem, gdy nowe dzieło idzie do ludzi. Jest on nie ciężarem tworzenia, ale tez poprawek sie niekonczących (choć kiedyś się jednak kończą) oraz trudem audiobookowym czyli słuchalniczym.

Co tym chłopom się, robi, ze kazdy chce kobietą kierować? Kompleksy jakies, qrde?

Tajemnicze spotkania są najlepsze...

Tyś radosna, jam radosny - więc świat jeszcze przetrwa :)


Pozdrawiam pieknie, dziekuję za najsłodszą z ocen.


DoCo
retro dnia 28.08.2017 13:41 Ocena: Świetne!
Przepraszam, że dopiero teraz.

Tajemnica sama w sobie jest najlepsza;) a gdy w trakcie rozmowy usłyszymy nazwiska typu: Franc Zalewski, tym bardziej jest ciekawie.

DoCo, śmiech to zdrowie i system nie ima się tych radosnych;), czyli świat przetrwa...

Czekam na więcej ciekawych opowieści i tym razem Yanosik nie ma szans z Twoją wersją audio:)

Pozdrawiam,
Retro

p.s. wiem co to znaczy trud pisarski, gdy poprawiamy, udoskonalamy i ciągle widzimy, że są jakieś niedociągnięcia, że tekst wymaga korekty. Chyba każdy piszący to odczuwa.
Dobra Cobra dnia 28.08.2017 14:40
To prawda: tajemnica sama w sobie jest piękną. A dzięki pozytywnemu podejściu do życia (i nie przeżywaniu "porażek". na które nie mamy żadnego wpływu) można żyć długo i szczęśliwie.

Dziękuję za napisanie do Dobrej Cobry. Albowiem ponad kontakt z Czytelnikiem nie ma nic słodszego.


Pozdrawiam pięknie,

DoCo
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Miladora
18/11/2017 01:57
No to zaraz będzie następny do koszyczka, Hope. :) Malutko:… »
hopeless
18/11/2017 00:27
Miladora - fajnie, że jesteś:) Dobrej nocy. »
Miladora
18/11/2017 00:21
Hahahahaha... albo ja Tobie. :))) No to następny do… »
hopeless
18/11/2017 00:17
Miladora - No tutaj popełniłem niewyobrażalne błędy:… »
hopeless
18/11/2017 00:07
Miladora - zbieram do koszyka, i mam nadzieję jeszcze coś… »
Zola111
17/11/2017 23:55
Ech, Antonio, śmiejemy się razem z tego obrazka spod… »
Miladora
17/11/2017 23:55
Dobrze Cię widzieć pod tekstem, Lil. :) Serdeczności z… »
Miladora
17/11/2017 23:52
No to do kolekcji. :) »
Miladora
17/11/2017 23:47
Na razie się nie skarżę, więc korzystaj. :))) A ja się… »
Zola111
17/11/2017 23:36
Ja się od początku mocno ustawiłam z wiatrem tej szanty,… »
hopeless
17/11/2017 23:29
Miladora - no i kto powie, ze nie jestem szczęściarzem:)»
Pulsar
17/11/2017 23:10
Abigail!!! Nie mam nic wspólną mojego tekstu. (oceną)… »
Miladora
17/11/2017 23:07
Jest w porządku. :) Zastanawiam się tylko, dlaczego… »
Melock
17/11/2017 22:41
Świetne. Żadnych uwag z mojej strony. »
MasterYoda
17/11/2017 22:34
Czyta się szybko i przyjemnie. Piąteczka! »
ShoutBox
  • mike17
  • 17/11/2017 21:43
  • Z Tadeuszem byliśmy bardzo blisko, i teraz, kiedy Go zabrakło, coś w duszy płacze. Wracam do Jego wierszy, do Jego spuścizny. I uśmiecham się, że dane mi było mieć takiego Przyjaciela.
  • Alen Dagam
  • 17/11/2017 21:23
  • Oj, przysnęło mnie się. Dzień dobry wieczór ponownie. Przemycam raz jeszcze naszą forumową burzę mózgów - raj dla giętkich języków. Zapraszamy do pomocy! [link]
  • al-szamanka
  • 17/11/2017 21:18
  • Michale, dziękuję, że przypomniałeś tę miniaturę - popłakałam się. Isia na pewno dostała stokrotki... na pewno!
  • mike17
  • 17/11/2017 20:03
  • Chciałbym polecić piękną i wzruszającą miniaturę Tadeusza : [link]
  • mike17
  • 17/11/2017 18:43
  • Ostatnie dni GŁOSOWANIA zapraszają i wzywają do obywatelskiego obowiązku - głosujcie, a poznamy zwycięzcę : [link]
  • SanaiStark
  • 17/11/2017 18:15
  • A na wieczór podsyłam taki oto śliczny utworek: [link]
  • BeNeK
  • 17/11/2017 17:48
  • A ja w taki już zimny wieczór zapraszam na grzańca :D i honorowa kolejka dla @Alen ;)
  • Alen Dagam
  • 17/11/2017 17:04
  • Dobry wieczór, ludziki, w piąteczek. Zapraszamy do dyskusji o nowej stronie, jej nazwie i nowych kategoriach na PP! Zaintrygowani? [link]
  • Silvus
  • 17/11/2017 16:46
  • A sam sok?
  • SanaiStark
  • 17/11/2017 16:35
  • Pozdrawiam gorącą herbatą z sokiem z czarnej porzeczki ^^
Ostatnio widziani
Gości online:20
Najnowszy:lawendowy
Wspierają nas