Dylemat - purpur
Proza » Obyczajowe » Dylemat
A A A
Od autora: Takie maleństwo do porannej "kafki".

- Kocham cię – skłamał.
Postać z lustra przyglądała mu się z niesmakiem. Pewności, tego zabrakło, chyba. Jeszcze tylko krawat. Za mocno. Poluźnił. Ruszył ku sieni. Szybkim ruchem chwycił leżące na komodzie klucze. Ahh... Tuż przed drzwiami obrócił się na pięcie i sięgnął dłonią do szafy.Nie... Nie... Nie... Ta! Prążkowana, będzie odpowiednia. Zatrzasnął drzwi i podszedł do windy. Spojrzał do drucianego wnętrza szybu. Chwilę później odgłos zelówek zagrał na gładkich ścianach klatki schodowej. Wypadł w jasność dnia. Długie kroki rozpędziły zamyśloną postać. Zegarek. Piętnasta. Zdążę. A wiatr lekko podrzucał mknącą marynarkę. Ja się chyba duszę? Czuję, jak moja przestrzeń zaczyna się kurczyć. Wystarczy, że wyprostuję ręce i przebijam tę bańkę. Wszędzie są jej rzeczy. Nawet pasta do zębów jest jej. Czy od teraz będę korzystał z pasty którą ktoś kupi? Kątem oka dostrzegł czerwony sygnał. Zatrzymał się tuż przy krawędzi jezdni.
- Szlag! - Dłonie schyliły się by strząsnąć drobinki wody, które trafiły na kanciaste spodnie prosto spod kół przejeżdżającej taksówki. Zielone. Przyspieszył. Dzwonki potrącone przez otwierane drzwi radośnie brzdęknęły.
- Dzień dobry Pani Joasiu, trzynaście czerwonych róż, proszę.
- O!? Czyżby to ta?
- Pani Joasiu - miękko nacisnął - czy my się znamy od wczoraj?
Uśmiechnęła się i tanecznym krokiem wypłynęła zza kontuaru. Dłonie delikatnymi ruchami wyrwały ze snu śpiącą trzynastkę.
-Dwadzieścia pięć złotych?
Tylko skinęła oczami.
- Powodzenia!
Chmurne spojrzenie zaatakowało.
- No co? Nic nie mówiłam. – Niewinny uśmiech zagrał na czerwonych ustach.
Zegarek. Piętnasta dziesięć. Zdążę.
Przeciął w poprzek ulicę. Strużki wody z kwiatów łaskotały gołe nadgarstki. Krok spoważniał. A może chwilowa przerwa? Tak aby na spokojnie to wszystko przemyśleć. Tydzień. Może dwa?
- O! Przepraszam… - Dodał do potrąconego, zagniewanego kapelusza.
To tu, tuż za rogiem. Stopy okiełznały pęd, teraz płynęły po spękanym chodniku. Aj! Ależ jej pięknie w tej sukience. Serce rozpoczęło wygrywać szaleńczy rytm. Podszedł, wziął w dłonie jej rumiane policzki. Oczy wpadły w bezkresną toń błękitu.
- Kocham cię - ...

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
purpur · dnia 14.12.2015 23:30 · Czytań: 819 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 43
Komentarze
ajw dnia 15.12.2015 19:44
No i mam mały dylemacik, bo ledwie się zaczęło i już skończyło. Wiadomo - miniatura, ale moim zdaniem skoro mini - to powinny być ładne nogi, znaczy fajna, ciekawa i zgrabna treść ;) A Ty zaciekawiłeś na początku (pokazałeś kształtne pęcinki), potem pokazałeś kolanka (jeszcze nie znudziło mnie czytanie), a później dupa blada. Jakoś tak zbanalizowałeś temat. Owszem, do kawki może być słodko, ale ja bym wolała, żeby to słodko miało posmak chilli :)
Niewątpliwie pisanie nie sprawia Ci problemu, bo masz tę lekkość operowania słowem, ale już ortografia troszkę na bakier. Z tego co wyłapałam w biegu to strużki nie stróżki i szlag nie szlak. No chyba, że bohater opowiadania był na szlaku ;)
To byłam ja - zielono-oczka kurka z obcego podwórka ;) Czekam na coś, co mnie zachwyci, powali na kolana (bez skojarzeń mi tu) Tymczasem papa.
Dobra Cobra dnia 15.12.2015 23:43
Purpur,

W całości przychylam się do zdania szanownej komentującej przede mną.

Czuć, że dobrze umiesz skreslac słowa, ale z oszczędności (?) lecisz na skróty. A tu czytelnik chciałby doznać zaciekawienia akcją, postaciami, klimatem...


Męski punkt widzenia! Kocham cię, hehehe. Wiadomo: one chcą słyszeć te słowa i wiele zrobią, by je usłyszeć ponownie.


Do następnego!

DoCo
purpur dnia 16.12.2015 10:50
Przede wszystkim bardzo dziękuję za opinię, bo mam wrażenie że były szczere.

Jak napisać 5556 opowiadanie o miłości aby nie było takie jak inne. Oczywiście jest pewnie 100 sposobów, ja wybrałem ten: nie-miłość.
Dokładnie to co napisał DoCo - bardzo dobrze to scharakteryzowałeś, a pisząc wedle Twojego wzorca, wyszło by dokładnie takie opowiadanie ( być może piękne i za które bym otrzymał poklepanie po plecach a nie cmokanie z niezadowoleniem... ) jakiego nie chciałem. Bo to miało być:
szybkie, trochę chaotyczne, zwarte, obdarte z jakiegokolwiek klimatu, pozbawione uczuć i emocji, z umiarkowaną bardzo akcją i ma być zamknięte na połowie kartki - miniaturka ( nie wiem czemu to wylądowało w obyczajowe... )
Czytelnik miał mi się nie rozpraszać - żadne różowe ptaszki miały tu nie fruwać. A jednak, miało to być opowiadanie o miłości.

Kiedyś rozmawiałem z moim przyjacielem, który był powiedzmy w jakimś stopniu w podobnej sytuacji do bohatera opowiadania.
Powiedział mi:
- Ja to wszytko przemyślałem i wiem.
"Przemyślałem" - no to mnie zaskoczyło. Jak można przemyśleć kochanie/miłość? No jak?
No nie można... To albo czujesz przy każdym spojrzeniu na drugą osobę ( tak, faceci są wzrokowcami! ) , no albo... to nie jest miłość. Może być coś dobrego / uczciwego, no ale na pewno nie kochanie.
Zapytałem się go: - A czy ty ją kochasz?
-Oczywiście - skłamał. Tak. Dokładnie tak, uważam że: skłamał.
I to mnie zastanowiło. Bo od tej pory będzie on kłamał mówiąc to niej - musi to wytrenować w lustrze, musi się nauczyć - bo jest to specyficzny zwrot, jest czymś więcej niż zlepkiem dwóch... Są obecnie małżeństwem, od jakiś siedmiu lat i wygląda na to że to się raczej nie zmieni.

Lubię to opowiadanie. Nie wiem czemu, chyba spodobało mi się to takie wyrywkowe pisanie.
Teraz się muszę zastanowić, dlaczego nie udało mi się przekazać pytania czytelnikowi. No ale przecież nic się nie stało, ot, zginie po prostu kolejny chomik... ostatnio kupuję je na tuziny i przestałem nadawać im imiona, bo jakoś tak ciężko jest zgładzić coś co się nazywa Sebastianuś, albo Piotrunio :p

Dziękuję!

PS Podczas pisania tego komentarza nie doznał krzywdy żaden zwierzaczek! Ba! Nawet w tej chwili piszę jedną ręką, a drugą wsypuję ziarno do karmnika, bo przyszła zima i pewnie są głodne...
Zresztą...
- Skłik powiedz im, że jest ci tu przytulnie i miło.
- No tak jak ustaliliśmy.
- Jak to nie powiesz?
- A orzeszki to się wzięło, co??!! Oddawaj je zatem ty podstępny, podły rudy...
:D
Dobra Cobra dnia 16.12.2015 11:21
Cytat:

PS Podczas pisania tego komentarza nie doznał krzywdy żaden zwierzaczek! Ba! Nawet w tej chwili piszę jedną ręką, a drugą wsypuję ziarno do karmnika, bo przyszła zima i pewnie są głodne...
Jaki ekolog!!!! Ruchy zwierzętolubne z pewnością dadzą Ci jakąs nagrodę!

purpurze,

dziękuję za tak wyczerpujący komentarz zwrotny! Nie powiem, lubię podywagować pod dziełem, jeśli ciekawe i ma piękne zadartki. Z Tobą dywagować jeszcze milej, boś widzę obeznany w sztuce pisania.

Oczywiście masz rację, że każda hiostoria może (i zapewne znajduje) odzwierciedlenie w realu.

Z Twoją opowieścią też wszystko jest ok i się podoba. Jedynie - czytając doświadczonego pisarza - człek chciałby wznieśc się wyżej, bo takie rwane miniatury potrafi sklecić każdy średniutalentowany nastolatek. I o to właściwie chodzi.

Postawiłeś wyskoko poprzeczkę warsztatem, podnieś też jakościowo do góry libretto.

Jak dloa mnie jesteś jednym z lepiej piszących i publikujących na pp, to się czuje. Teraz pogadaj sam ze sobą i twórz dziełą. Oczywiście bez krzywdy dla zwierzątek. Ale też bez popadania w nałogi, bo wtedy człek się stacza.



Pozdrawiam pięknie,

DoCo
ajw dnia 16.12.2015 12:17
Wiesz co? Zaparzyłam kawę, bo to moja pora. Popatrzyłam przez okno i pomachałam listonoszowi, który wrzucił coś do mojej skrzynki i uśmiechnął się całą gębą, a potem siadłam jeszcze raz do Twojej miniatury przeczytawszy uprzednio Twój komentarz i stwierdziłam, że chyba przesadziłam wczoraj. Może byłam zmęczona, może spodziewałam się trzęsienia ziemi albo chociaż małego tąpnięcia, może zbyt szybko chciałam przeczytać i zbyt szybko coś napisać, może sfiksowały mi wczoraj hormony, a dzisiaj jestem harmony? Nie wiem.. może, może, może ..
Dzisiaj czyta mi się inaczej, zdecydowanie lepiej. Pasuje mi do kawy idealnie. No cóż.. kobieta zmienną jest. Sorry, że wczoraj byłam taka pyskata i to nie tylko w komentarzu ;)

A chomika uściskaj, byle nie za mocno. Jestem miłośniczką zwierząt. Miałam w swoim życiu chomika-pakera, który trenował zwisy na klatce (przechodził w zwisie z jednego końca klatki na drugi), miałam parę świnek morskich i trochę ich dzieciaczków, szczurkę o imieniu "Mysza", która kradła mi kredki do oczu, a obecnie mam dwa owczarki niemieckie, które kocham nad życie.
purpur dnia 16.12.2015 13:15
W ogóle się z wami nie zgadzam :p

To był eksperyment, takie "dziwne" pisanie, czasami jakoś nachodzi napisać coś inaczej, no tylko nie wiadomo czy to jest strawne... :) No nie było i poza tym, że zoorganizowaliście wycieczkę pasiastemu gryzoniowi nic się nie stało :D

Ja się czegoś nauczyłem i będę próbował dalej :)

Cytat:
podnieś też jakościowo do góry libretto.

Postaram się, obiecaj, że kolejny tekst ocenisz równie surowo, bez tutaj jakiejś dobrotliwości!

Do reszty się nie odnoszę, bo uważam że przesadzasz. To że ktoś umie sklecić parę zdań przy których się nie jąka, nie oznacza że ma cokolwiek do przekazania.

@ajw
no prosze, ja właśnie też mniej więcej około 12 rozpoczynałem dzień kawą, a zawsze słyszałem że tylko ja wstaję z łóżka "jak Panisko" :D

Dobra... chomik zostaje... ech!

Dzięki!
mike17 dnia 16.12.2015 13:25
W kategorii “obrazek z życia”, bezpretensjonalny i niewysilony, jak słowo lekko rzucone na wiatr, ten utworek się nieźle sprawdza i z pewnością cieszy oko i jakoś mile łechce wnętrze, jakby mi ktoś tam wsadził szczotkę z puchem i przyjemnie merdał.
Wszak nie można zawsze pisać rzeczy wzniosłych, mocnych i z wieloma dnami, których przeciętny czytasz w swym mozole raczej nie odnajduje, nie należy też za każdym razem zadawać miliona pytań, by bidulek czytający utwór rozkminiał, co Autor miał na myśli, czyniąc lekturę bardziej mordęgą niż przyjemnością.
Żeś zatem dał taki landszafcik i jako taki może sobie funkcjonować.
W końcu niby do kawki on.

Ale…

Jeśli chodzi o mnie, to jestem fanem rzeczy bardzo wyrazistych, z krwi i kości (nie chodzi o mord, oj, nie, o tzw. człowieka, co go w środku telepie), zaskakujących i mocnych, lubię, kiedy mi kopara opada, a suspens wbija swym korzennym pierdolnięciem w fotel.
Wtedy wiem, że jestem w domciu.
Miniatura winna kończyć się takim właśnie kopem, czego tu mi zabrakło.
Urywasz nagle, i mam wrażenie, że ktoś mi wyrwał z łap książkę i dał dyla w krzaki.
Gwoździem programu jest mocny suspens, totalna zaskoczka, wtedy się inaczej czyta.

Podoba mi się twój warsztat, widać, że nie piszesz od wczoraj, tyle że tematyka trochę nie moja, choć często poruszam klimaty damsko-męskie, tyle że nieco inaczej, ale kto wie, co tam jeszcze naskrobiesz – może to dopiero przedbiegi?
Jak coś nowego zapodasz, pojawię się z garścią przemyśleń, lubię gmerać w tekstach :)

Ahoy!
ajw dnia 16.12.2015 13:43
Ja dziś wstałam o 6 rano (psze pana). O 12.00 piję drugą albo pierwszą kawusię. Do śniadania obowiązkowa herbatka.

Co do tekstu (kolejnego znaczy)- obiecuję ocenić surowo i w razie co - zmielę, opieprzę i przerobię d.. na parówki ;)
Dobra Cobra dnia 16.12.2015 14:11
Alez drogi purpurze,

Pisz, jak uważasz i jak Ci w duszy gra. Nikt do niczego nie zmusza ani nie gani. Nie czuj się niewolnikiem moich sugestii.

Wolność wszak rządzi!


Pozdrawiam,

DoCo
retro dnia 28.12.2015 14:24 Ocena: Bardzo dobre
Czytałam to jakiś czas temu, ale czas około-świąteczny skutecznie uniemożliwił mi skomentowanie – nadrabiam.

Ostatnio z przyjaciółką zastanawiałyśmy się, czy można pokochać kogoś nie kochając siebie samej/ego?
Twoja miniatura jest odpowiedzią na nasze dywagacje, dotyczące miłości własnej/zdrowego egoizmu.

Klamra, która spina tekst jest najistotniejszą.

Dobrze się czytało.

Pozdrawiam:)
purpur dnia 28.12.2015 14:42
retro napisała:
Klamra, która spina tekst jest najistotniejszą.

Dokładnie Tak!

Tu tak naprawdę nie ma niczego więcej - tylko pierwsze i ostanie zdanie.

Bardzo dziękuję za komentarz!
Joan Mart dnia 24.01.2016 18:48 Ocena: Świetne!
dobry jesteś! cokolwiek więcej bym powiedziała zabrzmiałoby zbyt banalnie
purpur dnia 25.01.2016 11:24
Ależ czemu się hamować ! Pissssszzzzz :)

Pozwól, że to ja zadecyduję, czy jest to banalne - a wierz mi że nie będzie :p Bo przecież takie głaskanie po głowce można przyjmować w dowolnej ilości... i przed śnaidaniem, i po obiedzie, i z kotem na płocie, i kamykiem w dłoni!

No niestety wprawiłaś mnie w wesoły humorek, teraz będe dręczyć swoim wybujałym ego wszelkie istotki, które napatoczą się w zasięg mojego głosu :)

Tralala-tralala-la!

Miłe machu-machu dla Ciebie!

PS wybacz, mimo iż czytam wiele różnych rzeczy i zawsze się staram dać słówko od siebie, Tobie pomóc nie mogę... Nie umiem oceniać poezji, niestety...

Czyli... No musisz zacząć pisać prozę - tadam! Widzisz niemożliwe załatwiam od ręki!

Czekam zatem i pozdrawiam!!!

PS no i znowu się rozgadałem - Brrr!
Joan Mart dnia 25.01.2016 11:49 Ocena: Świetne!
A zatem ...
podoba mi się długość utworu - rzeczywiście w sam raz :Do porannej kafki" - mam taką manię, że to co lubię czytam po kilka razy i często będę wracać do Twoich utworów - tylko dlaczego jest ich tylko trzy?? skandal !!!
Po drugie, świetne są te niedopowiedzenia - niby utwór krótki, ale treści tam na całą powieść.
Po trzecie, to tylko niektóre z fraz, których używasz, a które kocham od pierwszego wejrzenia:
Cytat:
od­głos ze­ló­wek za­grał na gład­kich ścia­nach klat­ki scho­do­wej

Cytat:
Dło­nie schy­li­ły się

Cytat:
wy­rwa­ły ze snu śpią­cą trzy­nast­kę.

Cytat:
Chmur­ne spoj­rze­nie za­ata­ko­wa­ło.

nie pamiętam jak to się nazywa (metafory?), ale tworzysz je i używasz z taką łatwością i lekkością (takie mam wrażenie czytając).
Po czwarte, ja raczej depresyjna jestem i nawet opowiadanie wysmarowałam i jeżeli będzie opublikowane to bez szlachetnego napoju wyciągniętego z zakamarków szafki się nie obejdzie, ale przechodzę do rzeczy - Twoje utwory oprócz tego, że śmieszą (powinni je przepisywać psychiatrzy na depresje i inne smutki) przemycają ważne treści i ukazują nasze słabostki, ułomności i prawdę o nas samych - we wszystkich trzech! Twoich opowiadaniach to jest.
Wysyłaj do wydawnictw!
Pozdrawiam
Zbigniew Szczypek dnia 25.01.2016 12:02
No no, to Joan M. miło i pozytywnie podkręca dziś autorów. Bravo!
Mi także przypadł do gustu mimo, że miniatura i dobrze. No, może tylko, że bohater jest draniem - ot życie. Ale, jak inni, ciekaw jestem, jak wyglądałby dłuższy utwór, w Twoim wykonaniu. I nie rzucaj kamieniami - to nie ładnie ;-}
Pozdrawiam
Zbyszek
purpur dnia 25.01.2016 12:13
Zbigniew Szczypek :
Ależ przecież są moje dłuższe utwory - Hobby i The bank job... no chyba, że mówisz o jeszcze dłuższym :)
To fakt, nie ma... kusi mnie kontunuacja Bank job, bo strasznie fajnie myśli się za pomocą tych czterech łepetyn, więc może...

Dlaczego kamieniami - może za wcześnie jak dla moich myśli, ale jakoś trzeszczy w głowie, a nic mądrego z tego nie wynika. Możesz wyjaśnić?

Joana,
Nic się nie przejmuj, ja też nie wiem jak one się nazywają ( może być że metafory :), po prostu lubię pisać takie dziwności...

Fakt, każde z opowiadań ( no może mniej w The bank job - bo tam to opowiadanie napisało się samo, za bardzo przypadły mi do gustu te cztery typki :) miało mieć coś "ukrytego", coś prawdziwego... Może nawet dało się to odnaleźć, a może nie... Nie ma to znaczenia, opowiadanie jest po to, aby ktoś spędził parę miłych chwil, aby przeczytać coś co nie znudzi, tyle...

Sam tego szukam w pisaniu innych, sam staram się to stosować. Czasami się udaje...

Mam jeszcze jedno opowiadanie, że tak powiem z "nowego sposobu pisania", może faktycznie je zamieszczę... Zastanowię się. Coś tam również powstaje, ale jakoś ostatnio pełno w moim otoczeniu "przeszkadzaczy" i nie idzie to tak jak powinno!

Ok - fajnie, że napisałaś, masz już jedną osobę która na to czeka! Widzisz jak to prosto działa :)

Pewna dość mądra ( piszę tak, bo może to przeczyta i potem będzie krzyczeć ... :p ), no dobra, po prostu mądra :), osóbka napisał mi, że...:
"nie opluwaj siebie, inni lepiej zrobią to za ciebie" - przyznasz, że nie głupie!
Tak więc, nie chce słuchać narzekań na Siebie i czekam na Twoje pisanie - daj znać jak się pojawi!
Bernierdh dnia 02.02.2016 19:08
Zgrabna ta miniatura, nie powiem. Podoba mi się styl, którego tu użyłeś, fajnie eksperymentujesz i to nie dla samego eksperymentowania, ale dlatego, że styl współgra z opowieścią. Opowieścią, która IMO jest zamkniętą całością, spiętą sensowną klamrą.
Miałeś coś do powiedzenia i to właśnie powiedziałeś - i choć może twoje słowa nie wywróciły mojego życia do góry nogami, to udało im się sprowokować refleksję. Na temat tego wyrażenia: "kocham cię" - kiedy go używamy, dlaczego i co to w ogóle znaczy. I ile znaczy.
Zbigniew napisał, że bohater jest draniem i pewnie ma rację, ale dla mnie jest przede wszystkim postacią tragiczną. Moim zdaniem krzywdzi przede wszystkim siebie - odbiera sobie coś ważnego.
Pozdrawiam cię serdecznie.
purpur dnia 03.02.2016 14:47
Niesamowite, że wszyscy komentujący ocenili go jako drania...

A może, tylko może, takie małe, nikłe, nie krzyczące może, moment kiedy na nią spojrzał, kiedy serce brzmiało jak bęben, właśnie wtedy poczuł, że to ta...

Długo zastanawiałem się czy cokolwiek wstawiać po myślniku na końcu. Fakt, że ja sam, również skłaniam się do tego, że jednak jest tam skłamał, hmm...

Dzięki za odwiedziny!
hannacze dnia 03.02.2016 15:52
Trudno się przebić do końca przez ilość komentarzy, jesteś wielbiony albo co najmniej z jakiegoś na razie nie znanego mi powodu bardzo popularny :)

No nie wiem czy pozbawiłeś tekst emocji pisząc na początku i końcu "kocham cię" a gdzieś w tekście "chyba się duszę" Szkoda mi było Ciebie, współczułam Ci, życzyłam z całego serca by z tą panią od róż nie było ci duszno...

Ale lubię Ciebie czytać. Nie mniej jednak coś byś mógł jeszcze napisać :)
purpur dnia 03.02.2016 16:02
Znowu przesadzamy... :) Gdzie wielbiony, ten jeden malusieńki pomnik, to było przypadkiem :D Zresztą, prawie połowo komentarzy jest mojego autorstwa :D
Wybacz, ale roześmiałaś mnie :D Naprawdę KORPULENTNA przesada :)

Dopisać...
Nie mogę...

Wybacz, długo się zastanawiałem niemalże nad każdym słowem tutaj. Wywaliłem ich tonę, zostało tylko to co NIEZBĘDNE! Nawet te nieszczęsne kropki na końcu wydają mi się zbędne, oryginalnie było tam pusto.

A... nie daj się zwieść, każda historia, jest ... historią. Patrz na nią NIE przez pryzmat autora!
Ja osobiście mam harem żab, które miło mi kumkają co rano i nie szukam żadnej nowej duszyczki do stadka :p

Dziękuję pięknie za komentarz!
DragonLady dnia 19.02.2016 14:09 Ocena: Bardzo dobre
Purpurze,

Miniatura jaka jest, każdy widzi. Zobaczywszy taką formę czytelnik raczej nie spodziewa się fabuły w trzech aktach. Ale coś za coś, prawda? No, na przykład - niebanalność.

Tu Ci się udało.

Na przykład zaskoczenie.

Tu Ci się nie udało.

Nie chcę, żeby wyszło na to, że biadolę, bo tekst jest interesujący - ale zaczynasz z przytupem, gładko wchodzisz w akcję, a potem wychodzisz... W zasadzie... Nie wiadomo z której strony. To tylko moje zdanie, ale wydaje mi się, że przyczyna jest jedna z dwóch:

- albo ten tekst chciałby być dłuższy;
- albo wolałby mieć ostrzejsze zakończenie.

A może ja po prostu trochę więcej bym poczytała.
purpur dnia 19.02.2016 14:23
Jasne!

Ostrzejsze zakończenie. Hmm.

Miał być króciutki - to byla tylko myśl, fakt, że czasami z myśli powstają księgi... no ale nie tym razem.

Moze zawiodło mnie wyczucie, a może nie udało się oddać tego co było w środku. Może.

Na szczęście każde kolejne opowiadanie jest dłuższe! Moim zdaniem ciekawsze :) A i do tego dochodzą darmowe drinki!

Znaczy...

Same palemki. Eeee. No niby palemki, ale tak naprawdę, samo ich wyobrażenie -wiesz, kartonik, kolorowy, zielone liście - no chyba umiesz sobie wyobrazić! No wlaśnie to i to jest w gratisie :D

Dzieki za komentarz - mam nadzieję, iż nie zniechęciłem na tyle, iż nie dasz szansy kolejnej miernocie :D

PA!
DragonLady dnia 19.02.2016 14:39 Ocena: Bardzo dobre
Kurczę, nie nazywaj swoich tekstów miernotami, toż to kokieteria. Są dobre. Dobre teksty to nie miernoty. Ot, i cała filozofia ;)

Nie chodzi też o to, że wszystkie teksty mają być długie; są i wyznawcy takiej teorii, ale niech sobie będą na zdrowie. Rzecz w tym, że masz naturalny dryg do prowadzenia opowieści, do gawędzenia przy kominku ku uciesze dziatwy i tak dalej. Do gawędzenia zaś trzeba mieć miejsce.

Zresztą - czego bym tu nie powypisywała, to tylko moje wrażenie.
purpur dnia 19.02.2016 15:01
Oczywiście, że to kokieteria... :p
Ale nigdy się do tego nie przyznam! Nawet jeśli by mnie rozpalali do czerwoności!

No dobra, jak by rozpalali, to bym się przyznał, ale nie do wszystkiego!
Do większości - ale tej mniejszej :)

Lady - dziękuję za uwagi - nie ma co dywagować - czasami się udaje, a czasami liczę barany :p
Dzięki!
Aronia23 dnia 22.04.2016 14:24 Ocena: Przeciętne
Witam Purpurze. Opowiadanie ma bardzo szybkie tempo, trudno nadążyć za wydarzeniami, myślami. Ale przeczytałam dwa razy i mówię. Klimat "pochmurny" - opowiadania, oczywiście.
Jakże ten facet cierpi, a przy tym jest jak dziecko: "Wszędzie są jej rzeczy. Nawet pasta do zębów jest jej. Czy od teraz będę korzystał z pasty którą ktoś kupi?". Miłość, taka prawdziwa - naprawdę prawdziwa jest bezwarunkowa, choć pewnie nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak rzadko występuję. A facet - żyje w zakłamaniu, może ze strachu przed samotnością, może nie chce krzywdzić i samego siebie, i dziewczyny.
Wymowne słowa - myśli: "Aj! Ależ jej pięknie w tej sukience. Serce rozpoczęło wygrywać szaleńczy rytm. Podszedł, wziął w dłonie jej rumiane policzki. Oczy wpadły w bezkresną toń błękitu."
On pewnie sam nie wie "...czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie?" Myślę tak, ponieważ pierwsze i ostatnie zdania - zastanawiają. Czytelnik pozostał, nazwałabym to "w niedosycie". Zaskakujące. Cyt.: "- Kocham cię – skłamał." To początek, nie lubię go (faceta) tak już, od razu. Cyt. : "- Kocham cię - ..." tu odpowiedni znak int.
Nie lubię tego bohatera, bo "miękko nacisnął". Sprzeczność. Cyt.: "- Szlag! - Dłonie schyliły się by strząsnąć drobinki wody, które trafiły na kanciaste spodnie prosto spod kół przejeżdżającej taksówki."- tutaj jeszcze jakby spodnie były "prosto spod kół taksówki" a nie "drobinki wody". Moim zdaniem trochę zgrzyta ta wypowiedź. Ale to mnie zgrzyta, może tak miało być? Dowolność w przekazywaniu myśli jest ważna.
Co jeszcze? Facet - bohater, myśliciel, nielubiany jest jeszcze przeze mnie, ponieważ, cyt.: "Krok spoważniał. A może chwilowa przerwa? Tak aby na spokojnie to wszystko przemyśleć. Tydzień. Może dwa?". To tyle o bohaterze. Opowiadanie podobało mi się, tylko, że mówi o nieszczęśliwych ludziach. Ale to tylko mój odbiór. Gdzieś też w Twojej wypowiedzi, umieściłeś określenie - nieszczęśliwa miłość, tak, to widać.
Mam pytanie - techniczne. Dlaczego kursywą zaznaczyłeś myśli bohatera? Tak można? Przecież on prowadzi dialog wewnętrzny. Moim zdaniem powinny być zastosowane myślniki. I ostatnia sprawa. Wybacz, że zwrócę uwagę na to. W Swoich tekstach używasz słowa "czemu" a poprawniej, tak literacko powinno być "dlaczego". Mam nadzieję, że nie uraziłam, pisząc taki komentarz, ale zawsze mówię, co mi w duszy gra. Nie kłamię tak, jak Twój bohater. Pozdrawiam Aronia23
purpur dnia 22.04.2016 14:45
Dziękuję!

Tak, opowiadanie pędzi. Tak jak bohater - pędzi na swoją zgubę, na swoje wybawienie. Tak naprawdę to on "się zastanawia", tak po ludzku, tak...
Tak, może i miłość jest bezwarunkowa, no ale życie nie jest. Życie ma swoje własne ramy w które się zmieścimy, no albo uderzymy się w głowę, próbując...

Wiesz... on tak naprawdę nie wie. Myslę, że się boi - to ta pasta do zębów, ktoś będzie za niego podejmował decyzje, z kimś będzie się musiał liczyć, dzielić. Życie...

Czasami trzeba "wpaść" w błękitną toń oczu i nie myśleć za dużo i może to jest odpowiedź...
Bo czy można racjonalnie i logicznie wyjaśnić "zakochanie"... No ja nie umiem. A czy skłamał na końcu, cóż... wedle chyba wsyzstkich komentarzy, to tak... bo przecież drań... No ale może jednak nie? Może potrzebował ją zobaczyć? Faceci to podobno wzrokowcy, drogie panie :)

Diabli wiedzą - no tak, oni to na pewno :)

Kursywa i myśli - nie wiem :) Tak mi jakoś pasowało. Te myślniki nie do końca :D Jak widać zrozumiałaś, więc zadziałało :) Wszystko można, tylko potem siedzisz w pace :p

A to moje czemu... hmm... może trzeba się go oduczyć zatem... Thanks!
Aronia23 dnia 22.04.2016 15:11 Ocena: Przeciętne
I gitara. Nie mówię, ze facet to drań, tylko, że go nie lubię. Lata, biega, brak zdecydowania, jakaś dziwna rozmowa z p Asią, niegrzeczny kapelusz, itd. , itp. No może żyje w chaosie, ale przenosi go na innych. Pewnie tego nie widzi. Przykre. Nie wzbudza sympatii, nie musi, tacy bohaterowie też są potrzebni. Opowiadania również. Właściwie to mi go żal. Żal dziewczyny, spodni, braku luzu.
Choć, na pierwszy rzut oka jest luzakiem. Nie lubiłabym też takiej kobiety.
Najważniejsze w tym wszystkim jest to, ze chomik nakarmiony i mruczy... . Moje koty, a mam je trzy- jeden staruszek ma 16. lat, też mruczą. Wszystkie to znajdy, bidaki, ale teraz mają kochającą panią- Aronię23 Mruczymy do Ciebie we czwórkę. I... nie za dużo jest tego mruczenia. Pozdrawiam, Purpurze. Aronia23
purpur dnia 22.04.2016 16:38
:)

Miło - ja wprawdzie mam tylko jedną futrzaną znajdę, ale mruczy za trzy, zwłaszcza jak nie wystarczająco szybko dopadnę drzwi od składziku z kocim jadłem. A czekaj! Nie mruczy tylko miałczy :)
Tak czy siak, daje intensywne oznaki życia!

Pozdraiwam!
JOLA S. dnia 12.07.2016 06:06
Purpurze! Zgrabna, miniaturka, ale przynajmniej dla mnie nie wnosząca nic nowego. Brakuje mi w tym opowiadaniu elementu zaskoczenia, wzruszenia, czegoś co by spowodowało, że zapamiętam ją na dłużej. Jednak jak już wspomniałam na początku, opowiadanie jest zgrabnie napisane w związku z czym czyta się je lekko i przyjemnie. :) :)
Pozdrawiam cieplutko
Jolka
purpur dnia 12.07.2016 10:32
Niestety Jolu zgadzam się z każdym słowem Twym :) I nie chodzi o to, że pochwaliłaś, chodzi bardziej o to drugie.

Wiesz, to nie było tak, że nie było zamysłu, że miało nie być czegoś. Po prostu zawiodło mnie wyczucie i niestety nieumiejętnie przekazałem swoje myśli. Za duzo zostało we mnie, za mało poszło na papier.

Na szczęście krótkie jest, więc nie mordowało za długo :)

Tym niemniej fajnie, że się to tu pojawiło, bo była to niezła lekcja!

Dzieki Jolu!
Margara dnia 06.09.2016 22:18
Purpurze, bardzo mi się podobała ta miniaturka i dziękuję za mądrą naukę. Szczegół od siebie - akurat trzynaście róż, przyciasny węzeł krawata współgrający z dusznym życiem bohatera. Męski punkt widzenia, cyniczny, a jednak jakoś uroczy.
Zgrabnie wpleciony monolog wewnętrzny to też coś, co cenię. Szkoda tylko, że nie jest dłuższa ta Twoja drobnostka, bo czuję, że mogłoby powstać fajne opowiadanie. Mimo klamry, wydaje się, że jest to fragment wycięty ze środka większej całości.
Pozdrawiam, do następnego!
Krystyna Habrat dnia 29.12.2016 17:44 Ocena: Świetne!
Podoba mi się. Krótkie, a tak skondensowane, że treść domyślana o wiele dłuższa. Z pospolitych słów, rekwizytów, nawet scen wyłania się niezwykła konstrukcja, że sytuacja przestaje być pospolita. Świetnie operujesz szczegółami, które mówią same za siebie.
Pozdrawiam.
Ekszyn Dupacycki dnia 29.12.2016 18:39
Bardzo mi się podoba styl tej miniaturki. Od razu narzuciło mi się skojarzenie go z naprędce sporządzonym rysunkiem ręką utalentowanego rysownika, który mocniej dociska ołówek w miejscach mających charakteryzować i tym samym przenosić wyjątkowość nastroju sytuacji, która w dodatku nie jest jakimś błyskotliwym, ciekawym tylko z pozoru wydarzeniem, ale piękną egzemplifikacją głębokiej, choć wąziutkiej, prawdy.

Starego, wyrobionego plastyka nie stać by było na zaakceptowanie tak figlarnego rysunku, on by go dopracował i w efekcie pozbawił całej ekspresji, jaką generuje pośpieszna, zamaszysta kreska i w zasadzie brak plam.

Sorry, że nic o języku, ale gdyby przyszło mi pisać o Białoszewskim, pisałbym z kolei o muzyce jazzowej. Taka głowa, nic nie poradzę ;)
purpur dnia 02.01.2017 13:47
O rany! - ileż odwiedzin i do tego ciekawych w swoim wyrazie słów.

@Margara - wybacz, że tak późno odpowiadam, nie wiem jak, ale jakoś musiałem przegapić Twój komentarza. Więcej się to nie powtórzy, a winni tegoż haniebnego czynu zostaną rozstrzelani :) Dzięki!!!

@Krystyna Habrat - "pomógl" nie mogłem zaznaczyć, ale doceniam bystre oczko, które wyłapało tyleż "ważnych" elementów w treści... Miło, aż wręcz za bardzo :p No ale któż nie lubi głaskania :p Fajnie, że udało się "nie-pospolicie", bardzo się starałem, naprawdę bardzo!

@Ekszyn Dupacycki - oczywiście łatwo jest napisać, że idealnie odebrałeś to co próbowałem przekazać, gdy dostaje się tak pochlebną opinię. Ale... no idealnie odebrałeś to co chciałem przekazać :p
Tak, tutaj każdej jedno słowo było ważone, mielone i zastanawiane! Wszystko to co nie było niezbędne poleciało z hukiem do kosza! "Pisałem" faktycznie obrazami, więc i porównanie do "rysownika" niezwykle trafne! Tylko chyba z lekka przesada z tymi jego "taletami".
A czy jest prawda, cóż, pewnie dla niektórych tak, dla innych może, a dla pozostałych "fcale".
I fakt, jeśli byłoby to dłuższe, bardziej "dopracowane" to byłoby niczym - to maleństwo musiało być maleństwem, aby treść pozostała przed i po tym wydarzeniu.

Jeszcze raz dziękuję za odwiedziny!!!
Ten_Smiertelny dnia 16.01.2018 11:39 Ocena: Bardzo dobre
Hejka Purpur,
wybacz, że dopiero teraz się rewanżuję – tak wyszło. Śmieszne, że los padł nasamprzód akurat na ten utwór, aż mam chęć śmiać się, że teraz rozumiem, dlaczego uznajesz moje utwory za przegadane ;)

Ale, ale… widzę, że piszesz też czasem dłużej, nie będę się więc nabijał. Nigdy nie pomyślałbym, że tak ciężko będzie mi się wypowiedzieć na temat takiej krótkiej miniaturki… Ale dobra, po kolei:

Gdy przeczytałem pierwszy raz, kompletnie nic nie zrozumiałem. Nic. Kompletnie. Ja czytam dosyć szybko i w moich oczach, wszystko skleiło się w jedną szarą masę. Myśli przedstawiłeś kursywą i zlało się to wszystko. Do tego w opowiadaniu jest pęd, a on jeszcze przyspiesza czytanie. Słowem, wyszła mi z tego marmolada.

W komentarzach piszesz, że wywaliłeś wszystko co zbędne. Nie ma co – nie boisz się, że nie zostaniesz zrozumiany, mnie zaś często to paraliżowało. Nie martwi cię, czy treść tego co piszesz dotrze do czytelnika? A może sądzisz, że będzie on z lupą ślęczał nad każdym słowem?

Nie zrozum mnie źle, nie chcę cię obrazić, ani nawet jakoś mocno skrytykować, chodzi mi o to, że często podczas czytania mijamy wiele rzeczy. Nie wszystko uświadamiamy sobie, nie wszystko też do nas zrazu dociera. Gdy coś zostanie wspomniane w tekście kilka razy, dotrze do naszej świadomości, raz, może zwyczajnie nam umknąć.

Piszą w komentarzach, że masz warsztat. Zapewne – ale przy pierwszym czytaniu, nie sposób cokolwiek zrozumieć. Nie wiedziałem co się dzieje, kim jest bohater; kompletnie nic. Zupełny chaos.

Jak szybka jazda samochodem: obiekty i scenki migają nam przed oczami, nim właściwie zastanowimy się, co przedstawiają. Nie było tutaj żadnego oddechu, w którym zatrzymałbym się i zastanowił – a zanim się spostrzegłem podróż się skończyła.

Jak sądzisz, dlaczego większość dawnych powieści, zaczynała się od opisu pogody w stylu: „Niebo było bezchmurne, a słońce...”? Dziś brane jest to za błąd, miało to jednakowoż pewne uzasadnienie. Człowiek potrzebuje pewnego czasu, by wczuć się i wsiąknąć w treść. Nie ma szans by czytelnik, od początku wszystko rozumiał i właściwie odbierał.

Na początku jesteśmy ślepi; to tak jakby ktoś w ciemnym pokoju włączył nagle światło – musi minąć pewien czas, nim nasze oczy się dostosują i zaczną dostrzegać szczegóły. A i to lepiej jeśli nie będą one zbyt pędzić.

Ten pęd jest więc zupełnie nieodpowiedni dla miniatury. Wszystko ulatuje i nic nie widać. Chaos tej treści byłby strawny, tylko wtedy gdy wczujemy się już w akcję, nie zaś tak z miejsca – łup! – lądujemy w sam środek wojny i nie wiemy o co chodzi, ani co jest gdzie.

To pierwsze czytanie.

///
Zmusiłem się zatem by przeczytać po raz drugi. Tym razem dużo wolniej i z większą starannością. Zrozumiałem tyle:
„Młody i niedoświadczony w miłości chłopak, gościł u siebie (?) wczoraj dziewczynę i dzisiaj poszedł się z nią spotkać po raz kolejny.”

Tyle. Więc pomyślałem sobie: „Nie no! On przecież zupełnie nic tu nie napisał! Nie ma żadnej treści! To zwyczajnie jakiś skrajny urywek, bez żadnego znaczenia… Nie rozumiem jaki jest sens pisać taką miniaturkę…”

Wyszło więc na to, że ja nie rozumiem twoich utworów, jak ty moich. Ty mówiłeś, że moje przegadane, a ja narzekam, że twoje zbyt oszczędne w słowach. Jasny gwint! Nie chciałem by tak wyszło i nie zrobiłem tego celowo. Ot, zwykły przypadek… Proszę nie pomyśl, że chciałem się na tobie w jakiś sposób zemścić, czy coś… Tak tylko jakoś wyszło…

Słowem i za drugim razem nie zrozumiałem za wiele. Na szczęście są komentarze, bez nich, nic by do mnie nie dotarło.

Zerknąłem zatem do uwag innych. Multum ich jest, więc wpierw przerzuciłem tylko po nich wzrokiem. Natrafiłem na komentarz Retro i zdenerwowałem się na dobre.

retro napisała:
Ostatnio z przyjaciółką zastanawiałyśmy się, czy można pokochać kogoś nie kochając siebie samej/ego?
Twoja miniatura jest odpowiedzią na nasze dywagacje, dotyczące miłości własnej/zdrowego egoizmu.

Klamra, która spina tekst jest najistotniejszą.


Nie zauważyłem żadnej klamry!

Wróciłem prędko do tekstu i patrzę: „Tak! jest! Ale kto to widział!?”

Wściekłem się, bo to co powiedziała Retro, jest jedną z absurdalnych głupot, z którą tak często muszę się mierzyć. To przecież straszna propagandowa bzdura, którą znajdziesz w każdym czasopiśmie dla kobiet i podręczniku spychologii popularnej: „jeśli nie kochasz siebie, nikogo nie kochasz”. Nonsens!

Rzecz zupełnie sprzeczna z Pismem Świętym. Jedno z największych olbrzymich szaleństw naszych czasów.

Oczywiste jest przecież, że nie trzeba być zakochanym w sobie, by kogoś kochać. Podobnie nie musowo być samolubnym, by kogoś lubić.

Przez całe wieki, ludzkość przestrzegała, by nie ulegać samolubstwu, dziś zaś w co drugim czasopiśmie, odnajdziesz rady by przede wszystkim „kochać samych siebie” i mieć o sobie dobre zdanie. I ma to być niby lekarstwo na wszystkie zło świata, jakby i tak dzisiejsze społeczeństwo nie było pokoleniem obmierzłych narcyzów, myślących tylko o sobie.

O Chrystusie zaś mówi Biblia, że „nie umiłował swojej duszy aż do śmierci” oraz, że „mało cenił swoje życie”. Słowo Boże wielokrotnie każe nam kochać, Boga i ludzi, nigdy zaś nawet słowem nie wspomina, że mamy kochać siebie.

Takie nawoływanie byłoby absurdem, gdyż i tak, każdy zbyt bardzo się w sobie kocha. Nie ma czegoś takiego jak „zdrowy egoizm”.

Nie potrzebujemy miłości własnej. Przeciwnie, najbardziej szlachetne i wspaniałe kreacje współczesnej sztuki, to ci bohaterowie, którzy się nienawidzą. Bohaterowie „Koe No Katachi”, „Holyland”, „3 Gatsu no Lion”… Niezapomniane, wspaniałe i zachwycające… Także dlatego, że ich bohaterowie byli zdolni do tego by zupełnie szczerze i mocno nienawidzić samych siebie.


Przytaknąłeś Retro, zdenerwowałem się więc sądząc, że taki był sens tego utworu. Że bohater na początku przy lustrze, skłamał mówiąc do siebie, że się kocha, co (jak myślałem) według ciebie, warunkuje, że i dziewczynę musiał również okłamać. W myśl sztucznej i fałszywej zasady: „jeśli siebie nie kocha to i nikogo nie kocha”.

Wkurzyło mnie to, rzuciłem opowiadanie więc w kąt, obiecując sobie, że później ci je obszernie skomentuję poruszając ten temat.

///

Trzecie czytanie. Przy trzecim czytaniu, zaczęły dochodzić do mnie szczegóły i stwierdziłem, że jako forma nie jest takie złe jak myślałem. Jak wspomniałem na początku, trzeba się do niego zwyczajnie przyzwyczaić, jest za szybkie. Dopiero za trzecim razem mogłem trochę się w nie wczuć.

Przeczytałem też wszystkie komentarze i wprawiły mnie one w niemałe zdziwienie.

Widzę, że jednak nie taki był sens tej miniatury, jak domniemywałem po komentarzu Retro. Piszesz w uwagach, że chodziło ci o to, czy można „przemyśleć” miłość. Chciałeś byśmy nad tym się zastanowili.

Wszystko wyjaśniasz czarno na białym w trzecim komentarzu:

purpur napisała:
Kiedyś rozmawiałem z moim przyjacielem, który był powiedzmy w jakimś stopniu w podobnej sytuacji do bohatera opowiadania.
Powiedział mi:
- Ja to wszytko przemyślałem i wiem.
"Przemyślałem" - no to mnie zaskoczyło. Jak można przemyśleć kochanie/miłość? No jak?
No nie można... To albo czujesz przy każdym spojrzeniu na drugą osobę ( tak, faceci są wzrokowcami! ) , no albo... to nie jest miłość. Może być coś dobrego / uczciwego, no ale na pewno nie kochanie.
Zapytałem się go: - A czy ty ją kochasz?
-Oczywiście - skłamał. Tak. Dokładnie tak, uważam że: skłamał.
I to mnie zastanowiło. Bo od tej pory będzie on kłamał mówiąc to niej - musi to wytrenować w lustrze, musi się nauczyć - bo jest to specyficzny zwrot, jest czymś więcej niż zlepkiem dwóch...


Dlaczego mimo tego łopatologicznego wyjaśnienia nikt tego nie zrozumiał? Bo jak sądzę po dalszych komentarzach, sens pozostał dla wszystkich niejasny.

Przecież to w pewien sposób bardzo zmyślne i genialne opowiadanie!!!

Spójrzcie proszę, oto sens (Purpur powiedz czy się nie mylę):
Bohater traktuje uczucia racjonalistycznie, chłodno i logicznie, dlatego przed lustrem musi ćwiczyć mówienie „Kocham cię”, ponieważ słowa te nie wypływają z jego duszy, lecz są wykalkulowane.

Jednak skoro są to tylko wykalkulowane, wynikające z rozsądku i logiki stwierdzenia, muszą być kłamstwem. Miłość bowiem wynika z jestestwa, jest uczuciem i wynika z duszy. Skoro zaś bohater doszedł do tego na drodze rozmyślań logicznych, jego słowa muszą być kłamstwem. I to właśnie kłamstwo mówi bohater przed lustrem, ćwicząc swe wyznanie.

Nie mówi go do siebie (jak sugerowała Retro), jest to raczej jakby ćwiczenie gry aktorskiej. Bohater stwierdził logicznie, że kocha, więc musi wyznać tą miłość. Ponieważ jednak logicznie do tego doszedł, jego wyznanie, jako wykalkulowane, jest oszustwem.

To tak jakby ktoś doszedł do wniosku, że dobrze będzie, jeśli pochwali jakieś jedzenie. W efekcie czego powiedział: „pyszne!”. W oczywisty sposób musi być to kłamstwo, skoro jego słowa wynikają z jego przemyśleń, nie zaś z wrażeń smakowych.
Podobnie i bohater tego opowiadania, logicznie doszedł do wniosku, że dobrze byłoby mu być z tą osobą. Dlatego też chce powiedzieć „kocham cię”, jednak już te rozmyślania, czynią te słowa kłamstwem.

Później bohater przygotowawszy się, waha się. Tak być musi. Skoro jego „miłość” jest jedynie wynikiem chłodnej analizy, naturalne, że zastanawia się czy dobrą podjął decyzję. Gdyby to była decyzja emocjonalna, nie wahałby się (w ten sposóB), lecz skoro to kalkulacja, musi zatrzymać się na chwilę. Niczym szachista przed podjęciem ruchu, musi rozważyć, wszystkie za i przeciw. Wszak jego wyznanie nie różni się niczym od bardzo ważnej transakcji giełdowej, czy ruchu strategicznego prowadzonego na wojnie.

Wreszcie widzi ją i serce jego przepełnia prawdziwa miłość, wynikająca nie z chłodnej analizy, kalkulacji i logiki, lecz z głębi serca.

Bohater mówi: „Kocham cię”. Pytanie brzmi: czy mówi to dlatego, że tak wskazuje mu rozum? – a więc kłamie (jak przy lustrze); czy też dlatego, że tak podpowiada mu serce? – a więc mówi prawdę. Tzn. mówi tak bo to przećwiczył i przemyślał? – a więc kłamie. Czy też dlatego, że ją zobaczył i to poczuł? – a więc mówi prawdę.

Genialne!

Człowieku, oto ci chodziło? Jeśli tak, to jest to majstersztyk, tylko wyjątkowo kiepsko napisany. Powinno być odrobinę dłuższe, nie zaczynać się klamrą, lecz dać ją później by łatwiej ona dotarła do czytelnika. Całe skrócenie nie sprzyjało zrozumieniu, lecz utrudniało je tylko. Mniej pędu i biegu – jest on tu niepotrzebny.

Lepiej mówić wolniej i zrozumiale, niż szybko i niezrozumiale.

Lecz ogólnie zaskakująco sprytna rzecz. Jak dla mnie genialny przekaz i świetna puenta. Szkoda tylko, że tak ciężko było mi do niej dotrzeć!

Jest jeszcze parę spraw, które chciałbym tutaj omówić.


///
Piszą w komentarzach, że bohater drań i że go nie lubią. Dziwi cię to i mnie również. Po pierwszym czytaniu nic nie zrozumiałem, nie wiedziałem więc, czy kłamał na koniec, czy też mówił prawdę, naprawdę nic do mnie nie dotarło. Lecz już po drugim, sądziłem, że niemal na pewno wyznanie było szczere.

Cytat:
Serce rozpoczęło wygrywać szaleńczy rytm. Podszedł, wziął w dłonie jej rumiane policzki. Oczy wpadły w bezkresną toń błękitu.
- Kocham cię


Jak można było zrazu zinterpretować to jako kłamstwo!?
Teraz wiem, że urwane zakończenie służyło ci postawienia pytania: czy mówi z serca – czy z umysłu; czy mówi prawdę – czy też kłamie. Lecz zanim to zrozumiałem, najoczywistszą rzeczą na świecie było dla mnie, że mówi zwyczajnie prawdę i tyle.

Nie widziałem tutaj żadnego dramatu, ani smutku. Co najwyżej lekkie, zupełnie naturalne, wahanie bohatera, które tłumaczyłem sobie strachem wynikającym z niedoświadczenia. Mi twoja kreacja postaci nie przeszkadzała, ani jej nie polubiłem, ani mnie niczym nie zdenerwowała.

Tak często w literaturze, już od pierwszych stron jestem wściekły na postacie, tu zaś zachowałem zupełną obojętność. Zupełnie nie rozumiem, co w nim takiego odpychającego.

Cytat:
A może chwilowa przerwa? Tak aby na spokojnie to wszystko przemyśleć. Tydzień. Może dwa?


Nie wiadomo, od razu, co bohater chce przemyśleć. Ha! Za dużo jest w domyśle.

Ostatnie zdanie nie musi być w końcu wyznaniem miłości, może on jest z nią już długo. Może za każdym razem gdy ją spotyka, mówi: „kocham cię” i przynosi róże? Może bohater zastanawia się nad biwakiem który z nią planował? Wszystko możliwe.

Widzisz Purpur, za wiele rzeczy wywaliłeś jako zbędne, dlatego opowiadanie jest zrazu, tak niejasne. Skąd mamy widzieć, że chodzi o miłosne wyznanie. Nie ma na to dowodów. Bohater może myśleć teraz o przemyśleniu tysiąca i jednej rzeczy; nic nie wskazuje na to, by musiałoby to być to, o co ci chodziło.
Nie wiadomo nawet na pewno, czy to „Kocham cię” jest wyznaniem, a nie zwyczajowym powitaniem kochanków.

Cytat:
Ja się chyba duszę? Czuję, jak moja przestrzeń zaczyna się kurczyć. Wystarczy, że wyprostuję ręce i przebijam tę bańkę. Wszędzie są jej rzeczy. Nawet pasta do zębów jest jej. Czy od teraz będę korzystał z pasty którą ktoś kupi?


Nie bardzo rozumiem całość powyższego cytatu. Ostatnie zdanie jest debilne. Czy bohater nigdy nie był dzieckiem? nawet jako przedszkolak, sam kupował sobie pastę do zębów? To chyba dosyć naturalne, że korzysta się z pasty do zębów którą ktoś kupi, mówię to jako ktoś kto zawsze tak robi <lol>

Poza tym, co to właściwie znaczy. Skąd u niego jej pasta do zębów? Mieszka u niego, tak? Ale skoro u niego mieszka, to już są razem, czyż nie? A przecież jeśli mieszkaliby razem, to nie musiałby do niej pędzić i iść, bo byłaby na miejscu… Nie, no… Nie łapię…


///////

Chciałbym też wziąć trochę w obronę twojego przyjaciela. (A co!) Nie wiem naturalnie jaka była sytuacja, ale nie sądzę, że powinieneś od razu zakładać, że kłamał on mówiąc o swoich uczuciach. Jego słowa można różnie interpretować. Pozwól, że postaram się ci to wyjaśnić:

purpur napisała:

"Przemyślałem" - no to mnie zaskoczyło. Jak można przemyśleć kochanie/miłość? No jak?
No nie można... To albo czujesz przy każdym spojrzeniu na drugą osobę ( tak, faceci są wzrokowcami! ) , no albo... to nie jest miłość. Może być coś dobrego / uczciwego, no ale na pewno nie kochanie.


W pewnym sensie masz rację. Nie można przemyśleć miłości w znaczeniu ścisłym. Nie można chłodno wykalkulować swoich uczuć, rozważyć wszystkich „za i przeciw” i na podstawie tego podjąć decyzję. Coś takiego, nie jest w żadnym razie prawdziwą miłością. Masz więc rację, ale słowa twojego przyjaciela mogą mieć inny sens.

Wiele zależy od tego, w jaki sposób on to przemyślał.

purpur napisała:

Jak można przemyśleć kochanie/miłość? No jak?


Bardzo prosto, wsłuchując się w swoje serce. Zdaje się, że kobiety, zresztą dosyć często mówią, że muszą przemyśleć swoje uczucia. Nie jest to jednak chłodna analiza, jak to robią?

Rozpamiętują, przypominają sobie, chwile spędzone z daną osobą. Co czuli podczas spaceru z nią, podczas rozmowy, wycieczki itd. Przypominają sobie te uczucia, na nowo je przeżywają i analizują. W ten sposób, w pewnym sensie przemyśliwają, czy to miłość, czy też nie.


Znasz być może tak zwany efekt wiszącego mostu. Osoba wyznająca miłość ma większe szanse, gdy obiekt jej zainteresowania, przechodzi nad przepaścią na moście linowym. Jest tak, ponieważ łomotanie serca wywołane strachem przed śmiercią, bierze on omylnie za wynikające z wyznania miłosnego. To jednak tylko iluzja…

Tak też i czasem trzeba przemyśleć swoje uczucia, zastanowić się czy są głębsze, i wynikają z tego czym są naprawdę. Miłość to coś poważniejszego, niż chwilowe zauroczenie, czy przyjemność którą odczuwamy podczas spotkania.

Żeby to nie było tak, że póki czujesz to zauroczenie, jesteś z tą osobą, a kiedy skończy się ta aura niesamowitości – gdyż z czasem na pewno się skończy – stwierdzisz, że miłość znikła i odejdziesz od tej osoby. To nie tak ma być!

purpur napisała:

To albo czujesz przy każdym spojrzeniu na drugą osobę ( tak, faceci są wzrokowcami! ) , no albo... to nie jest miłość.


Samo to, że czujesz to podczas patrzenia, to jeszcze za mało. A co jeśli z czasem przestaniesz to czuć? Myślisz, że pary po 40 latach małżeństwa, dalej czują to samo patrząc na siebie, jak wtedy gdy się spotkali? Myślisz, że serce dalej „wygrywa szaleńczy rytm” ich policzki stają się rumiane, a oczy wpadają „w bezkresną toń błękitu”? Tak uważasz?

Tak nie jest. A jednak może dalej łączyć ich o wiele głębsze uczucie miłości. Które jest czymś więcej… czymś nieokreślonym… Tą troską… Tym strachem i drżeniem o drugą osobę… Tym wewnętrznym prawdziwym połączeniem dusz i jestestw. Tym darem Bożym, nieprzemijającym i nieustającym.


//
No, na tym chyba wypadałoby skończyć.
Pozdrawiam cię Purpurze, szukaj Boga, bądź zdrów,
Ten Śmiertelny
purpur dnia 16.01.2018 12:31
Bardzo dziękuję za pochylenie się nad tekstem.

Nie do końca rozumiem, dlaczego spędziłeś trzy minuty na herbata/ciastko/trzy-krotne czytanie i dobre półgodziny na pisanie komentarza... Może po prostu, skoro lubisz czytać dłuższe teksty, to trzeba było wybrać, hmm..., dłuższy tekst? :)

Wybacz, że nie odniosę się do wszystkich podpunktów Twojej wypowiedzi, ale ( mimo iż wydaje się to niemożliwe ) jest za długa, abym był w stanie jakkolwiek odpowiedzieć. Musiałbym napisać gigantyczny monolog, a nie jestem aż takim fanem swojego głosu :)

Bardzo dobrze odgadłeś cel tego tekstu - jest on o "kłamliwym" kochaniu. Chociaż jest też o pytaniu, które sami sobie zadajemy - czy kocham? Ale... nie ma co tłumaczyć, rozbiłeś to na czynniki pierwsze i wspaniale opisałeś.

Pozwól, że odniosę się do kilku, moim zdaniem najważniejszych/najciekawszych pytań:
Cytat:

Jak można przemyśleć kochanie/miłość? No jak?
Bardzo prosto, wsłuchując się w swoje serce.


MOIM zdaniem się mylisz. Nie można przemyśleć serca, tak jak nie da się poczuć rozumu. To czy dalej chcesz być z daną osobą nie wynika tylko z tego "że ją kochasz". Zmiennych jest o wiele więcej, ale... Kochać można tylko sercem i tego się przemyśleć nie da.

Cytat:

... Czy od teraz będę korzystał z pasty którą ktoś kupi?...

To są myśli kawalera - osoby, ktora w pełni kontroluje swoje życie - kupuje swoją pastę do zębów, ręczniki, buty, płyn do toalet itp Musi się pogodzić z tym ( niektórym jest łatwo innym nie ), że ktoś z tymi codziennymi drobiazgami wtargnie wcześniej czy później w jego życie. Prawdopodobnie pasty już nie będzie kupować... Dlatego skorzystałem z pasty, bo jest to jakieś takie prywatnie higieniczne. Pewnie masz rację i za dużo ukryłem poza tekstem, aby ktoś miał szansę odgadnąć co też autor miał na myśli...

Cytat:

Samo to, że czujesz to podczas patrzenia, to jeszcze za mało. A co jeśli z czasem przestaniesz to czuć? Myślisz, że pary po 40 latach małżeństwa, dalej czują to samo patrząc na siebie

Hmm.... Drogi Nieśmiertelny - oczywiście, że czują to samo po 40 latach! Oczywistym jest również, że ich miłość ewoluuje, zmienia się, motyle po brzuchu już nie latają, ale... jeśli na początku było to spojrzenie, ktore potrafiło wywołać sztorm, to patrząc w oczy 80-letniej staruszki będziesz czuł to uczucie, a przynamniej będziesz je pamiętać. I tak, to będzie miłość, manifestująca swoje wymogi w inny sposób... No ale, to chyba trochę odbiega od tematu :) No i każdy może mieć swoje zdanie :p

Generalnie:

Jeśli coś nie pasował Tobie w tym tekście to wybacz, pewnie zawaliłem sprawę i zamysł nie przerodził się w dzieło... Zresztą...

Piszę dla innych i jeśli mój czytelnik czegoś nie zrozumiał, no to cóż, widocznie nie dałem rady tego wystarczająco dobrze napisać... Wybacz...

Jeszcze raz dziękuję za tak dogłębną analizę!

Dziękuję za "życzenia" ale nie interesuje mnie szukanie żadnych bóstewek, ani w drzewach, ani w totemach, ani na dłoniach hiszpańskiej inkwizycji:), ale zdrowy chętnie pozostanę :)

Tobie również pomyślności życzę!
Felicjanna dnia 17.01.2018 07:43
przeczytałam też kilka komentów i Twych odpowiedzi.
Raczej nie wyszło to bezdusznie i chyba wiem dlaczego, chociaż może ktoś już to napisał.
Chaos nigdy nie będzie ułożoną bezdusznością. Żeby ją dobrze odmalować, trzeba napisać schematycznie o czynnościach wykonywanych. Bezdusznie i nudno, choćby kawałek.
Tutaj jest pęd do celu i jednak za mało mechaniczny.
Winą dialog z kwiaciarką. Nieczytelny. Trzeba kombinować, kto, co? :)
purpur dnia 17.01.2018 11:34
Wiesz... raczej nie wyszło to w ogóle :)

Skoro autor musi tłumaczyć, o co tak naprawdę chodzi, to chyba autor-dupa...

Tak, nie wyszedł mi ten tekst, na swoje usprawiedliwienie mogę jedynie dodać, że jest to jeden z pierwszych moich tekstów. Dzięki niemu, chodź właściwie dzięki komentarzom takim jak powyżej, sporo się nauczyłem!

Tym niemniej... strasznie go lubię, strasznie podoba mi się forma w jakiej go napisałem, no ale to takie , osobiste, kompletnie nie znaczące nic :)

Dzieki i pozdrawiam,
Pur
Felicjanna dnia 17.01.2018 15:44
Heeh, no doprawdy... Zrozumiałam go! Widzę jedynie błędy.
I to dobrze, że lubisz ten tekst. Ułomne dzieci kochamy najbardziej.
Chyba że ktoś nie ma duszy.
Ten_Smiertelny dnia 23.02.2018 12:23 Ocena: Bardzo dobre
Jestem znów, witam i kłaniam się nisko.

purpur napisał:
Nie do końca rozumiem, dlaczego spędziłeś trzy minuty na herbata/ciastko/trzy-krotne czytanie i dobre półgodziny na pisanie komentarza... Może po prostu, skoro lubisz czytać dłuższe teksty, to trzeba było wybrać, hmm..., dłuższy tekst?


Nie mam stałego dostępu do neta to i wyboru zbyt wielkiego nie miałem… Poza tym nie chciałem uciekać. Nie wiem, czy ty też tak masz, ale ja jak zacznę wybrzydzać, to kończy się to tak, że nic w końcu nie skończę…

Muszę powiedzieć sobie: „Dość! Trafiłeś na ten tekst, to się z nim zmierz i patrz co jest!”

Poza tym to nie tak, że każdy utwór musi być długi. Też mam tak czasem, że nachodzi mnie myśl, na jakąś krótką opowiastkę. Nie każdy pomysł nadaje się zaraz na wielotomowe dzieło, tutaj też tak było i jest to jak najbardziej w porządku.

Uderzył mnie tylko ten kontrast. Wiesz, właściwie rzecz biorąc od niedawna czytam opowiadania z Internetu, kiedyś to były tylko „profesjonalne” utwory, na papierze, czy też e-papierze i przyzwyczaiłem się, że opowiadanie to średnio z 15 stron. Zdziwiłem się przeto niemało widząc tutaj takie króciutkie opowiadanka na pół strony. Nie jest to jednak nic złego.

Widzę też, że nawet takie kruszyny są najpopularniejsze. Cóż, większość ludzi mało ma czasu…

Myślę jednak, że to bardzo trudne, w krótkiej treści zawrzeć sensowny przekaz i sprawić by dotarł on do czytelników.

Koniec końców jednak, przecież opłaciło mi się poświecić parę chwil, wszak sens ostatecznie naprawdę mi się spodobał! No i mogłem wdać się z tobą w ciekawą dyskusję.

[A tak na marginesie: Zeszło mi się nieco dłużej niż piszesz, bardziej pół dnia, niż półgodziny. A to i tak, zbyt bardzo optymistyczny szacunek ;) ]

purpur napisał:
Wybacz, że nie odniosę się do wszystkich podpunktów Twojej wypowiedzi, ale ( mimo iż wydaje się to niemożliwe ) jest za długa, abym był w stanie jakkolwiek odpowiedzieć. Musiałbym napisać gigantyczny monolog, a nie jestem aż takim fanem swojego głosu


Czemu nie? Nie byłbym jedyny ;)
A tak na serio, moje komentarze zwykle są długie i ty i tak odpowiedziałeś mi jak dotąd, chyba najdłużej :)

Wychodzi też, że ja jestem fanem swojego głosu <lol> Ale ja go (podobnie jak większość ludzi swego) naprawdę nie cierpię. Jak to dobrze jednak, że tutaj piszemy a nie mówimy. Nie mam bowiem nic przeciwko swojemu pismu… <lol>

purpur napisał:
To są myśli kawalera - osoby, ktora w pełni kontroluje swoje życie - kupuje swoją pastę do zębów, ręczniki, buty, płyn do toalet itp. Musi się pogodzić z tym ( niektórym jest łatwo innym nie ), że ktoś z tymi codziennymi drobiazgami wtargnie wcześniej czy później w jego życie. Prawdopodobnie pasty już nie będzie kupować... Dlatego skorzystałem z pasty, bo jest to jakieś takie prywatnie higieniczne.


Logiczne i ciekawie pomyślane, faktem jest, że ktoś chcąc być z drugą osobą musi się z tym wszystkim pogodzić. Mniej więcej się zgadzam, uwagi są więc jedynie opcjonalne.

Po pierwsze, mniej ważne i humorystyczne spostrzeżenie to takie, że nie jest pewne, czy to ona będzie w końcu kupowała tą pastę. Użyłeś tego oczywiście jako takiego symbolicznego przykładu, ale przecież całkiem możliwe, że to on będzie robił zakupy. „Kupuje swoją pastę do zębów, ręczniki, buty, płyn do toalet itp.” i dlaczego nie miałby tego robić dalej? Równie dobrze to ona może korzystać z „jego” pasty do zębów i zrezygnować z zakupów na tym polu. Przecież nie jest nigdzie powiedziane, że to kobieta w związku musi się tym wszystkim zajmować…

Po drugie, bardziej ważne. Chodzi mi o to, że dziwne wydaje mi się by ten kawaler, zdążył już tak bardzo odzwyczaić się od życia w rodzinie. Ile ma lat? Nie wiadomo, ale wydaje się być raczej młody. A więc przecież jeszcze niedawno, żył razem z innymi, ktoś kupował mu pastę do zębów itd. Jak to więc jest, że przez te parę lat kawalerstwa, już tak bardzo odzwyczaił się od tego wszystkiego? To byłoby zrozumiałe gdyby to był stary kawaler, ale jeśli to młodzik któremu jeszcze parę lat temu, matka pakowała kanapki do szkoły, to jest to co najmniej dziwne…

Innym wyjaśnieniem jakie przychodzi mi do głowy to to, że był sierotą, ale nawet wtedy musiał być przecież dłuższy czas zdany na swoich opiekunów… Piszesz, że to kawaler który „w pełni kontroluje swoje życie”. A kto w pełni je kontroluje? Mniej lub bardziej wszyscy jesteśmy zależni od drugich – żaden człowiek nie jest samotną wyspą. Człowiek jest często igraszką losu i zabawką przypadku; kontrola jest mocno wątpliwa.

No i trzecie – najważniejsze. Przede wszystkim nie mogłem zrozumieć, skąd u niego wzięła się ta jej pasta do zębów.

purpur napisał:
Drogi Nieśmiertelny


Hej, hej, hej! Ja JESZCZE Śmiertelny jestem! ;)

Zwykły ze mnie śmiertelnik, wasza królewska mość i niegodny oglądać Twego oblicza o Karmazynowy Królu obleczony w Szkarłat – tj. jaśnie oświecony Purpurze. ;)

Lecz, przyjdzie może i kiedyś czas, że to co śmiertelne oblecze się w nieśmiertelność. Next!


purpur napisał:
każdy może mieć swoje zdanie


Jasne, jasne, każdy może mieć swoje zdanie. Jeden może sądzić, że dwa plus dwa, to cztery, inny, że osiem, jeszcze inny czternaście. Jasne, może się mylić, a przynajmniej dopóki nie nadejdzie czas testu… :p

„Każdy może mieć swoje zdanie”, ale każdy może też próbować innych przekonać do swego zdania. Co nie jest bynajmniej nieuprzejme, ani złe. Ty także tym opowiadaniem chciałeś coś powiedzieć czytelnikom i podoba mi się zarówno istnienie przesłania, jak i nawet przesłanie.

purpur napisał:
oczywiście, że czują to samo po 40 latach! Oczywistym jest również, że ich miłość ewoluuje, zmienia się, motyle po brzuchu już nie latają, ale... jeśli na początku było to spojrzenie, które potrafiło wywołać sztorm, to patrząc w oczy 80-letniej staruszki będziesz czuł to uczucie, a przynamniej będziesz je pamiętać. I tak, to będzie miłość, manifestująca swoje wymogi w inny sposób...


Pamiętać coś, a coś czuć to jednak zupełnie inna sprawa… Pamiętam co czułem gdy złamałem rękę, lecz to przecież nie oznacza, że dalej moja ręka jest złamana i boli. Równie dobrze możemy pamiętać, że kiedyś patrząc na jakąś osobę serce nasze rozpierał zachwyt, a teraz patrzeć na nią obojętnie – albo nawet z nienawiścią.

Piszesz, że miłość ewoluuje… Jeśli ewoluuje to już nie jest taka sama. Bo ciężko byłoby chyba powiedzieć, że bakteria która ewoluowałaby w końcu w człowieka (po jakichś tam wydumanych miliardach lat <lol>;) dalej byłaby tym samym co była. Jeśli uczucia zatem ewoluują to już nie są takie same. Osobiście nie wierzę w żadną ewolucję ani na jotę, więc mówię to tak tylko z punktu widzenia logiki.

W moim komentarzu chodziło mi tylko o to, że uczucia które czujemy podczas patrzenia na drugą osobę, nie zawsze muszą być tą prawdziwą nieprzemijającą miłością. Możliwa jest tutaj pomyłka.

W naszych czasach jest miliardy rozwodników, którzy twierdzą, że się pomylili i „to nie była miłość”. Oczywiście zwykle są to po prostu zwykłe wybiegi i kłamstwa. Jako chrześcijanin też w ogóle nie uznaję rozwodów i sądzę, że Bóg wzbudza miłość tym, którzy słuchają jego Słowa. Nie sądzę jednak by pomyłka była w tej kwestii niemożliwa…

Zachwyt, pożądanie, zauroczenie – to wszystko uczucia towarzyszące miłości, lecz niebędące z nią tożsame i nie są tak samo trwałe.

Mężczyzna może czuć łomotanie serca przy jakiejś kobiecie, nie jest jednak pewne, że to jeszcze miłość, może zwyczajnie jej jedynie pożądać. Myślę, że powinien to jeszcze rozważyć, zastanowić się: „Czy ją kocha, czy może chce ją tylko ‘przelecieć’?”

Czy to miłość, czy jedynie chuć? – A to przecież wielka różnica jest!

Podobnie jest z zachwytem. Możemy być kimś zachwyceni, co jeszcze nie oznacza, że go kochamy.

Z drugiej strony zachwyt często towarzyszy miłości. Kobieta może zakochać się w kimś i być nim tak zachwycona, że przysięgać na wszystkie świętości, że jest idealny i nie ma żadnych wad. Ożeni się z nim i z czasem zauważy wady – i to nie jedną! Może nawet zachodzić w głowę jak to się stało, że kiedyś uważała tą osobę za tak idealną. To nie oznacza jednak, że przestała go kochać.

Zachwyt przeminął, miłość pozostała.

purpur napisał:
MOIM zdaniem się mylisz. Nie można przemyśleć serca, tak jak nie da się poczuć rozumu. (…) Kochać można tylko sercem i tego się przemyśleć nie da.


Tyle, że ja się zgadzam, z tym, że miłość wynika „z serca” i nie podlega logicznej analizie. To nie rozum decyduje o kochaniu i masz tu świętą rację.

Chciałbym jednak byś nie patrzył na każdego kto mówi: „Przemyślałem swoje uczucia”, czy też „Muszę przemyśleć swoje uczucia” jak na obrzydliwego kłamcę. Myślę bowiem, że można rozważyć czym są nasze uczucia. Zastanowić się, czy to jest miłość, czy też co innego.

Nie zawsze czujemy wszystko tak intensywnie, czasem pomaga przypomnienie sobie czegoś, czy nawet wyobrażenie.

By wyjaśnić o co mi tutaj chodzi, zacytuję to co Christi napisała w swej autobiografii:


Agatha Christie napisała:

Wesołe zabawy z mamą. Później czyta mi Dickensa, coraz bardziej senna, okulary na wpół zsuwają jej się z nosa, głowa opada na piersi, a ja mówię zaniepokojonym głosem: - Mamo, zaśniesz! - Na co ona odpowiada z wielką godnością: - Nic podobnego, kochanie. Wcale nie jestem śpiąca! - I kilka minut później już śpi. Pamiętam, jak śmiesznie wyglądała z tymi okularami, które spadały jej z nosa, i czuję, jak bardzo ją w tym momencie kochałam.
To dziwne, ale tylko wtedy, gdy widzisz, że ludzie wyglądają zabawnie, zdajesz sobie sprawę, jak bardzo ich kochasz! Można kogoś podziwiać, bo jest przystojny, zabawny czy czarujący, lecz ta bańka pęka natychmiast, gdy się pojawi choć cień śmieszności. Ze swej strony powiedziałabym każdej dziewczynie, która właśnie ma wyjść za mąż: - Wyobraź sobie, że on jest okropnie zakatarzony, nos ma zapchany, a kiedy mówi, słychać tylko dźwięki b lub d, kicha, oczy mu łzawią. Co do niego będziesz czuć? - To dobry test, naprawdę. Do męża powinno się czuć moim zdaniem miłość, która jest czułością, która zawiera uczucie, która radzi sobie z łatwością z katarami i drobnymi manieryzmami.


Nasze serce reaguje na wyobrażenia niemal tak samo jak na rzeczywistość. Dzięki temu możemy sprawdzić, co czulibyśmy w danej sytuacji – wczuć się. Gdyby tak nie było, realistyczne pisanie, o tym czego nie przeżyliśmy na własnej skórze, byłoby niemożliwe. ;)


Poza tym wszyscy musimy trochę myśleć o swoich uczuciach, w sensie wyciągania z nich wniosków. Niech za przykład posłuży coś prostego np. ból.

Zdarzenie: Wsadzam rękę w ognisko <lol>
Uczucie: Ból
Instynktowna reakcja: Zabieram rękę
Wniosek: Hmmm… Jestem łatwopalny?

Zdarzenie: Widzę ją jak wychodzi z basenu.
Uczucie: Moje serce przepełnia szczęście.
Instynktowna reakcja: Wgapiam się jak sroka w gnat <lol>
Wniosek: Zakochałem się? A może…

Takie zastanawianie się nad swoimi uczuciami – przemyśliwanie ich – nie wydaje mi się niczym złym. A nawet wydaje mi się poniekąd niezbędne.


purpur napisał:
Jeśli coś nie pasował Tobie w tym tekście to wybacz, pewnie zawaliłem sprawę i zamysł nie przerodził się w dzieło... Zresztą...

Piszę dla innych i jeśli mój czytelnik czegoś nie zrozumiał, no to cóż, widocznie nie dałem rady tego wystarczająco dobrze napisać... Wybacz...


Aj, aj, aj… Wiadomo mówi się wciąż, że jak coś pójdzie nie tak, to autor zaraz winien… Jasne niezrozumiałość wypowiedzi, jest trochę winą jej twórcy, ale jakaś tam wina leży też po stronie czytelnika, który nie potrafił wystarczająco mocno skupić się, wniknąć w zamysł autora i wczuć się w treść dzieła.
Żałuję trochę, że mocniej nie skoncentrowałem się i dopiero komentarze musiały mi otworzyć oczy – bym pojął o co chodzi.


purpur napisał:
Jeszcze raz dziękuję za tak dogłębną analizę!


Bardzo mi przyjemnie. :)

Pismo Święte uczy: „Czyń innym to co i sam chciałbyś by inni ci czynili”. Staram się zatem dogłębnie analizować to co czytam, bo chciałbym by i moja twórczość doczekała się kiedyś, dogłębnej analizy. Nie piszę bowiem dla rozrywki czytelników, lecz po to by im coś przekazać.

Zresztą moja analiza słaba była i mierna, bo bez komentarza nic bym nie zrozumiał przecież… :uhoh:


purpur napisał:
Dziękuję za "życzenia" ale nie interesuje mnie szukanie żadnych bóstewek, ani w drzewach, ani w totemach, ani na dłoniach hiszpańskiej inkwizycji


No szczęka opadła mi na ziemie i do tej pory jej szukam… :| Wstyd i wielka hańba jeśli nie wiesz co znaczy „szukać Boga”. Ja naturalnie używałem tego wyrażenia w takim znaczeniu jakim podaje je Pismo Święte.

Może więc inaczej powinienem ci „życzyć”: Przeczytaj Biblię i niechaj miłosierny Bóg udzieli ci zrozumienia!

Ja wierzę w chrześcijaństwo.
Nie wiem – może ty jesteś bezbożnikiem? W takim razie, tym bardziej szukaj Boga i czytaj Słowo Boże!

MOIM skromnym zdaniem bowiem, wszyscy bezbożnicy skończą w jeziorze ognistym. Nie chciałbym abyś tam trafił, troszcząc się zatem o ciebie, życzę ci – szukać Boga! Cołisilium salubre!

purpur napisał:
zdrowy chętnie pozostanę


A owszem! Bądź zdrów!

I niechaj będzie zdrowy twój duch jak i ciało. Co bowiem z tego, gdy ciało zdrowe, a duch jest umarły? Niechby raczej już ciało umarło, aby ducha ożywić. Bowiem wielcy i sławni mężowie zawsze woleli żyć duchem, nie ciałem.

Chcesz być zdrowy? Proś Boga i czyń jego wolę, a on obdarzy cię zdrowiem. Nadto umrzyj za niego, abyś zmartwychwstał i żył wiecznie zdrowy i młody. To jak – deal?

Tego też życzę ci bardzo, a nie tylko tobie, ale i wszystkim na świecie. Amen.

Ten Śmiertelny

PS
Swoją drogą, masz rację: aspiruję do hiszpańskiej inkwizycji (skąd wiedziałeś?). Na razie mnie nie przyjęli, bo oblałem test z języka hiszpańskiego, ale jeszcze się staram… <LOL>
retro dnia 23.02.2018 12:54 Ocena: Bardzo dobre
Sorry Purpur, że pod Twoim tekstem, ale:

Cytat:
Wściekłem się, bo to co powiedziała Retro, jest jedną z absurdalnych głupot, z którą tak często muszę się mierzyć. To przecież straszna propagandowa bzdura, którą znajdziesz w każdym czasopiśmie dla kobiet i podręczniku spychologii popularnej: „jeśli nie kochasz siebie, nikogo nie kochasz”. Nonsens!


Śmiertelny, nie wściekaj się! Zdrowia szkoda. Swoją drogą, jakże cieszę się, że żyję w wolnym kraju (wydawałoby się) i że mogę mieć własne zdanie. Ale, że nie współgra ono z Pismem Świętym? A: "będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego" ?

I mam prośbę, jeśli już rzucasz nickami, to bądź łaskaw i poinformuj o tym zainteresowanego na priva. Daj szansę, na to, aby ten ktoś mógł się odnieść do Twoich słów. Nie zaglądam tu zbyt często, jeśli już to zazwyczaj do konkretnych utworów, dziś to tylko przypadek i chyba dobrze.
purpur dnia 23.02.2018 13:29
Witaj,

No będę musiał komentowac na-raty :)

Cytat:
Muszę powiedzieć sobie: „Dość! Trafiłeś na ten tekst, to się z nim zmierz i patrz co jest!”
- jasne, też tak mam, rozumiem!

Cytat:
Myślę jednak, że to bardzo trudne, w krótkiej treści zawrzeć sensowny przekaz i sprawić by dotarł on do czytelników.
- bardzo trudno, mi to wychodzi niezwykle żadko, jeśli w ogóle...
Jakoś tak, zawsze mam coś do dodania... Coś jeszcze i to i tamto, i że to też niezbędne itp itd... No nie umiem pisać "krótko"...

Cytat:
A więc przecież jeszcze niedawno, żył razem z innymi, ktoś kupował mu pastę do zębów
- to było tylko plastyczne zaobrazowanie, tak aby nie msuiał pisać na pół kartki tej systuacji ( a to miała być kondensacja, to opowiadanie ). Jak widać zrozumiałeś co miałem na myśli, a cała reszta to już Twoja interpretacja :) Bierz z tego co chcesz, mi chodzio tylko o przekazanie obawy.

Cytat:
próbować innych przekonać do swego zdania.
- ja tego niecierpię. Mój ojciec uwielbiał mieć we wszystkim rację, ja, jako syn, staram sie być jak najmniej moim ojcem :) Nie zawsze wychodzi, ale próbuję :)

Cytat:
Jeśli ewoluuje to już nie jest taka sama.
- cóż, to chyba każdy sobie może odpowiedzieć sam. Ta wyewoluowana miłość ma w sobie i "motyl w brzuchu" i "ciepłe spojżenie zupełnie bez powodu". Uważam, że jednego nie ma bez drugiego i dopiero całośc tworzy "miłość". Ale... nie mma najmniejszego zamairu narzucać komukolwiek pojęcia miłości w mojej wersji :)

Cytat:
nie zawsze muszą być tą prawdziwą nieprzemijającą miłością. Możliwa jest tutaj pomyłka.
- wszyscy się mylimy, zazwyczaj "niechcący"...

Cytat:
„Przemyślałem swoje uczucia”
- oj, chyba troszkę się czepiasz :) Jasne, że nie będę chodził z AK-47 i rozwalilał wszystkich myślących - to była tylko iska któa stworzyłą ten tekst...

Cytat:
Zresztą moja analiza słaba była i mierna, bo bez komentarza nic bym nie zrozumiał przecież…
- wiesz, czasami nie docenimy tekstu. Wydaje się taki prościutki, taki oczywisty, a autor położył go już w drugim zdaniu... A potem... Okazuje się, że jednak robi on wielkie oczy... Miałem tak kilkukrotnie - baa, nawet raz zjechałem autora, za co przeprosiłem, bo po prostu nie skupiłem się wystarczająco i tekst wydawał się błahy...

Ale...

Tutaj miałem za mało doświadczenia, aby "puknąć" czytelnika w czoło - hej, uważaj, może to nie jest takie wszystko oczywiste... No albo, po prostu źle to napisałem... Za dużo zostawiłem dla siebie, w głowie, licząc na to że czytelnik jakoś to odgadnie...

Również życzę spokoju ducha. Z tym, że ja jestem nie-wierzący, mówiąc delikatnie, i nie dam Tobie odpowiedniego przypisu. Proszę zostańmy w świeckim klimacie kiedy czytamy siebie nawzajem.

Pozdrawiam,
Purpur
Ten_Smiertelny dnia 15.05.2018 11:41 Ocena: Bardzo dobre
Ten komentarz pewnie nie będzie miał wiele wspólnego z utworem. Wybaczcie, ale bardzo chcę jakoś na to odpowiedzieć… To będzie już mój ostatni tutaj komentarz, bo chyba strasznie naplotłem. Przepraszam Purpur. :(

purpur napisał:
jasne, też tak mam, rozumiem!

Cieszę się bardzo, bo myślałem już, że tylko ja tak mam, a nie lubię być jedynym. :)

purpur napisał:
No nie umiem pisać "krótko"...

To nie musi być chyba jakaś wielka wada. Stephen King skarżył się kiedyś, że musi bardzo się starać by opowiadanie nie zmieniło mu się w powieść… ;)

purpur napisał:
Jak widać zrozumiałeś co miałem na myśli, a cała reszta to już Twoja interpretacja

Taaa, masz rację. Przepraszam, trochę się za bardzo rozkręciłem. Po namyślę muszę przyznać, że to było zdecydowanie dobre zobrazowanie. :)

purpur napisał:

Cytat:
próbować innych przekonać do swego zdania.

- ja tego niecierpię. Mój ojciec uwielbiał mieć we wszystkim rację, ja, jako syn, staram sie być jak najmniej moim ojcem

Wiesz… Czy to, że czasem chcę przekonać kogoś do swojego zdania, znaczy że uwielbiam mieć we wszystkim rację? To chyba chodzi trochę o motywację…

Czy to, że przekonujesz kogoś by np. nie brał kredytu we frankach, argumentując, że to się może źle skończyć, jest złe? – bo chodzi o to, że chce się mieć we wszystkim rację?

Poza tym to działa w obie strony: staram się przekonywać, ale staram się też być gotowy do tego, by dać się przekonać. I tak kiedy na przykład zwrócę komuś uwagę, że np. jedzenie grzybów jest bez sensu, bo nie zwierają witamin, a przez to nie są odżywcze. A on okaże się być lepiej poinformowany i dobrze argumentując wyjaśni mi, że jest inaczej, to oczywiście zmienię swoje przekonanie i dzięki temu, czegoś się nauczę. W ten sposób sam też zyskuję. To chyba rozsądniejsze niż pozostawić swoje poglądy dla siebie i nie poznawszy kontrargumentów pozostać w nieświadomości…

Oczywiście nie sztuka krytykować, tylko przyjmować krytykę – czego dopiero się uczę.
Podobnie nie sztuka pouczać, sztuka przyjmować pouczenie – czego pewnie też mi jeszcze brakuje, ale się staram :p

Oczywiście trudno może być przyznać się do błędu i możemy się denerwować, że ktoś ma rację, a my się mylimy, jednak chyba nie chodzi o to by zamknąć się w takim dogmatyzmie i mówić: „To moje zdanie i basta! Nic więcej nie chcę słyszeć!”. Podobne upieranie się, nie służy w żaden sposób niczemu.

Zresztą pogląd, że nie należy przekonywać innych do swoich poglądów to też… pogląd. Zaś pogląd, że nie wolno narzucać innym swoich poglądów, jest najczęściej narzucanym poglądem… Poza tym, czy ty mnie właśnie przekonujesz… bym nie przekonywał?

Każdy stara się żyć w zgodzie z tym w co wierzy/uważa. Rozumiem to i przyjmuję do wiadomości: ty uznajesz, że przekonywanie innych jest niedobre, więc nie przekonujesz. Ja zaś uznaję, że jest niezbędne, więc będę przekonywał.

Mi sumienie nie dałoby spać, gdybym np. dowiedziawszy się, że ktoś znajomy bierze narkotyki, nie przekonywał go, że to nie w porządku. Kolumb zaś musiał wielu przekonać do swego poglądu na okrągłą kulę ziemską i drogę do Indii, zanim uzyskał do tego potrzebne środki i załogantów. Czy więc chodzi nam o to by ktoś nie umarł w rynsztoku, czy też chcemy zmienić świat i odkryć Amerykę, przekonywanie innych wydaje się być niezbędne…
purpur napisał:
nie mma najmniejszego zamairu narzucać komukolwiek pojęcia miłości w mojej wersji

A ja „najwyraźniej” przeciwnie… Wredny ze mnie typ co? :p

purpur napisał:
- oj, chyba troszkę się czepiasz :) Jasne, że nie będę chodził z AK-47 i rozwalilał wszystkich myślących - to była tylko iska któa stworzyłą ten tekst...

Kto wie? Przecież w Internecie nigdy nie wiesz kto jest po drugiej stronie :p

Hmm, zwyczajnie wychodzę z założenia, że to co sądzimy ma znaczenie, nikt nie twierdził, że będziesz chodził z AK-47… Po prostu przykro byłoby mi, gdyby mój przyjaciel sądził, że jestem kłamcą, tylko dlatego, że w rozmowie z nim może niefortunnie wyraziłem się na temat miłości… Zwyczajnie szkoda zrobiło mi się twojego przyjaciela (to rzeczywiście aż taki drań?). :)
purpur napisał:
wiesz, czasami nie docenimy tekstu.

Niestety.

purpur napisał:
Z tym, że ja jestem nie-wierzący, mówiąc delikatnie, i nie dam Tobie odpowiedniego przypisu. Proszę zostańmy w świeckim klimacie kiedy czytamy siebie nawzajem.

Niestety…

Co mam ci odpowiedzieć? Nie chcę by to co czynię było wobec ciebie nieuczciwe, nawiążę więc do tego co Ty robisz, tym bardziej, że odpowiada to moim uczuciom. Parafrazując zatem Twój komentarz do mojego tekstu „Ucz się dziecko, ucz” napiszę:

Muszę Cię przeprosić, ale nie jestem wstanie pohamować chęci przekonania Cię (na pw), że się mylisz. Naprawdę! nic z tego, po prostu muszę spróbować. Taki już jestem.

Wiem, że powinienem zamilknąć, zamknąć to okienko i nie pisnąć słówka nawet...

Ale...

Pozwól, bez nerwów, że tylko wskażę, dlaczego tak jest :) Potem sobie pójdę i możesz spokojnie obrzucać moje zdjęcie dolnymi ostrymi przedmiotami!

Gdy słyszę jak ktoś mówi, że jest niewierzący, nie wierzę w to zupełnie. Według mnie człowiek został tak zaprogramowany, że wiara jest wpisana w samą jego istotę. Dlatego też nie było nigdy społeczeństw bez religii. Wyjąwszy może współczesność… lecz ja to uznaję za oszukiwanie samego siebie.

Nadto według mnie ateizm jest gorszy niż rak, AIDS, gradobicie, trzęsienie ziemi i… koklusz. Większość współczesnych problemów, społecznych, politycznych, czy jakichkolwiek innych, wynika moim zdaniem właśnie ze współczesnego zlaicyzowania społeczeństwa, odwrócenia się od Boga i prawdy.

Do tego zupełnie nie wiem, jak miałbym zostać w „świeckim klimacie”, kiedy ja nigdy do niego nie wszedłem… Ja wszystko rozstrzygam przez pryzmat wiary. Nie wiem więc… nie potrafię… stać się nagle na twój rozkaz, człowiekiem świeckim – tak jak ty pewnie nie umiałbyś z miejsca stać się człowiekiem głęboko religijnym. Nie mogę więc; dla mnie świat świecki to jest… no, napisałem to już wyżej…

Zresztą każdy w coś wierzy. Jeden wierzy w ewolucję, a drugi w Boga. Jeden z postępem płynie z prądem, a drugi przeciwstawia się fali… Jest też coś takiego jak „religia naukowa” której nie cierpię. Też jestem lekko mówiąc nie-wierzący tyle, że choćby w ewolucję i chętnie pozostałbym w tym „świeckim klimacie”, który pozwoliłby mi nigdy nie słyszeć o naukowych bzdurach, pokroju wyżej wymienionej… A jednak nie ma tak łatwo i muszę żyć w świecie jaki jest. A przynajmniej na razie.

Z drugiej strony, mimo, że się różnimy, lubię Cię i doceniam twoją pomoc i twórczość. Czuję się więc strasznie, słysząc o twoim ateuszostwie. Gdybyś (choć pewnie nie) chciał zrozumieć jak to odbieram, możesz wyobrazić sobie co czuje człowiek widzący drugiego w kałuży krwi. Potworna bezradność, niemoc i smutek, który mnie napełnia, bo nie potrafię Ci pomóc i też Ty tej „pomocy” ode mnie – pewnie – nie chcesz, jest zupełnie (rzecz jasna, z mojej perspektywy) podobna.

Piszę powyższe, tylko dlatego, abyś poznał jak to wygląda w oczach innej osoby - może to coś Tobie pomoże.

Obiecuję, że postaram się więcej Cię tą moją religijnością, tak w komentarzach bardzo nie razić. Mam również wielką nadzieję, że kiedyś będę mógł rozmawiać z tobą jak z chrześcijaninem. W końcu ludzie jednak zmieniają poglądy. :)


A teraz naprawdę możesz obrzucać moje zdjęcie dowolnymi ostrymi przedmiotami i wyzywać mnie od nietolerancyjnych fanatyków! :)

Pozdrawiam serdecznie,
Ten Śmiertelny

PS Napiszę na pw, lecz jeśli chcesz możesz obrazić się na mnie i zamknąć na cztery spusty. Nic ci nie narzucam, zwyczajnie staram się o to uznaję za ważne…
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Jaga
27/05/2018 12:50
Świetny tekst. Choć prowadzisz czytelnika w ten sposób, iż… »
allaska
27/05/2018 12:04
zapada w pamięć puenta :) ciekawie tu w wierszu pozdrawiam »
Kazjuno
27/05/2018 08:52
Darconie, przyznaję Ci rację. Pozwoliłem sobie na… »
Silvus
27/05/2018 01:52
I rzeczywiście, całość wydaje się mało odpowiadać mojej… »
Florian Konrad
27/05/2018 01:00
takie wojaczkowe :) i przez to fajne »
Darcon
26/05/2018 23:42
Myślę, że kategoria +18 jest właściwa. Prawo jest prawem, a… »
Kazjuno
26/05/2018 23:23
Właśnie dzisiaj AntosiuGrycuk spędziłem cały boży dzień… »
Zingara
26/05/2018 23:04
Dziękuję allasko »
introwerka
26/05/2018 21:49
Kamyczku, cieszy bardzo Twoje czytanie i opinia :) Zachęcam… »
kamyczek
26/05/2018 21:36
Bardzo umiejętnie zaprezentowany wybór wierszy, zachęcający… »
introwerka
26/05/2018 19:51
Michale, to ja bardzo serdecznie dziękuję za możliwość… »
Gramofon
26/05/2018 18:50
Wszystko co napiszę, będzie zbyt maluczkie, więc napiszę… »
mozets
26/05/2018 17:18
Dal i krew, może jeszcze "cierpki" wydają mi się… »
mike17
26/05/2018 14:09
Kaz, w tym opku nie wiadomo do końca, o co poszło. Mamy… »
BrunoKadyna
26/05/2018 12:12
Darcon, Dziękuję, bardzo się cieszę :) »
ShoutBox
  • jskslg
  • 27/05/2018 12:56
  • kiedyś jedna dziewczyna mi powiedziała, że facet zaczyna się od 180 cm wzrostu
  • mozets
  • 27/05/2018 10:25
  • Górna półka na tym portalu nie jest dla mnie. Jakoś nie mogę odczuć blasku i wielkości tego działu. Chyba dlatego, że mam tylko 176 cm wzrostu i do górnej półki nie sięgam.
  • mozets
  • 27/05/2018 10:19
  • Tudzież prymitywny, prostacki, pornograficzny seksualny ekshibicjonizm w gimnazjalnym stylu jest paskudny i mdlący.
  • jskslg
  • 26/05/2018 23:28
  • altruizm w poezji jest paskudny
  • Silvus
  • 25/05/2018 23:07
  • @mykinkyego – decyduje o tym redakcja, ale nie wiem, czy we wszystkich przypadkach pojedyncze osoby.
  • mykinkyego
  • 25/05/2018 22:27
  • co to oznacza dolna i górna półka? co o tym decyduje - redakcja, liczba ocen, komentarzy, czy jak?
  • Zola111
  • 25/05/2018 00:10
  • Zapraszam do głosowania w Zaśrodkowaniu. Krzysztofie Konradzie - Ciebie także :)
  • mike17
  • 24/05/2018 18:48
  • Skoro Agniecha zachwala konkurs jako wielokrotna organizatorka, to jak dla mnie więcej nie trzeba.
Ostatnio widziani
Gości online:17
Najnowszy:Arbryaq9o
Wspierają nas