Leniwe, niedzielne poranki - emila9871
Proza » Miniatura » Leniwe, niedzielne poranki
A A A

Jest jeden z tych wielu leniwych, niedzielnych poranków. Kończy się kwiecień, słońce świeci leniwie przez okno. Od niechcenia otwieram oczy. Jego ręka leży na moim udzie, wpatruje we mnie jak w obrazek. Kilka minut po dziewiątej, nigdzie się nie spieszymy. Zaczynamy się całować, kochamy się. Potem jemy przypalone tosty na śniadanie, ja ubrana w jego koszulę. Brzmi jak szczęście w czystej postaci, ale w prawdziwym życiu nie ma ponoć pełnego szczęścia. Staram się być zadowolona i odganiać wszelkie niepożądane myśli. Uśmiecham się, w gruncie rzeczy. szczerze. Będę miała czarujący dzień z moim chłopakiem. Jego współlokator wyjechał na weekend i przyjedzie dopiero jutro na uczelnię.

I rzeczywiście mamy dzień jak jedna z tych par na filmach. Oglądamy serial w łóżku, gotujemy obiad (a raczej on gotuje, a ja mu w tym przeszkadzam), uprawiamy seks. I kiedy wieczorem pakuję swoje rzeczy, żeby wrócić do siebie to prawie udaje mi się wmówić, że jestem zakochana.

Poznaliśmy się na imprezie dwa miesiące temu. Jeszcze nie zdążyłam się nawalić z rozpaczy jak miałam w zwyczaju od jakiegoś pół roku. Pogadaliśmy, pośmialiśmy się, a ja byłam już pijana tym, że nareszcie ktoś poświęcił mi trochę uwagi i jestem adorowana, aż do tego stopnia, że decyduję się zrezygnować z alkoholu. Wziął ode mnie numer i myślałam, że to jakiś początek. Że nareszcie zacznę nowy etap. Nigdy nie zakochiwałam się od pierwszego wejrzenia, dlatego stwierdziłam, że uczucia kiedyś w końcu przyjdą. Randki, pocałunki, wspólne żarty, porozumiewawcze spojrzenia. Wszystko to czemu powinny towarzyszyć motylki u mnie było po prostu bardzo przyjemne. Ale nic poza tym. Po każdym spotkaniu próbowałam wyobrazić sobie, że już go nigdy nie zobaczę, ale chociaż bardzo chciałam poczuć strach albo rozpacz, nic się nie działo. Najgorsze, że dobrze wiedziałam, dlaczego tak jest. I nic z tym nie mogłam zrobić. Są dwa miesiące później, a ja nadal stoję w punkcie wyjścia.

We wtorek, po „cudownym” weekendzie wieczorem umawiam się na wino z dziewczynami. Ubieram się najładniej jak tylko potrafię, robię idealny makijaż i równocześnie staram się przywdziać maskę „szczęśliwej i zakochanej”. Zakochana jestem, ale od szczęścia jest mi daleko jak prawie nigdy. Im bliżej knajpki na Placu Zbawiciela tym serce bije mi mocniej, żołądek się zawiązuje. Jestem na miejscu jako ostatnia. Wszystkie – cztery – już są. Ale ja widzę tylko jedną i czuję jak cyniczne, złośliwe motyle zaczynają latać w okolicach wszystkich moich narządów wewnętrznych. Uśmiecha się do mnie, a ja nie wiem czy chcę ją zabić czy wręcz przeciwnie. Ale siadam, bo wiem, że na takich miękkich nogach długo się nie utrzymam.

Pijemy wino, kolejny obrazek z serii idealne życie, tym razem ja z grupką koleżanek. Jesteśmy młode i roześmiane niczym w reklamie podpasek. Kiedy temat schodzi na mojego chłopaka staram się udawać, że nie chcę o nim mówić, bo jestem nieśmiała, a nie dlatego, że naprawdę nie mam ochoty o nim myśleć. Jednak problem z kobietami, które dobrze znają inną kobietę jest taki, że zawsze wiedzą, kiedy ona kłamie. Zostaję zalana licznymi pytaniami i radami. Jedynie ona milczy i odwraca wzrok aż po jakiejś chwili umiejętnie zmieni temat. Dziękuję jej wzrokiem, a ona znowu się uśmiecha. Tak jakby po prostu mnie uratowała od drażniących odpowiedzi. Ganię siebie w myślach, że doszukuję się w tym podtekstów i myślę o tym dłużej niż o chłopaku w ciągu tych dwóch dni, które minęły od tego, kiedy go widziała,.

Wracając do domu, alkohol jeszcze bardziej pobudza moje emocje i czuję tak wiele rzeczy, które na co dzień udaje mi się umiejętnie ukryć. Złość, smutek, rozpacz, rozczarowanie, ból. W domu i przypominam sobie wszystko. Jej dotyk, niecierpliwe ręce, nasze ubrania na podłodze. To jak odgarniałam jej włosy za uszy, jak ona położyła mnie na łóżku. Dotyk kołdry w moich rękach i jęki między pocałunkami. Wszystko wraca do mnie i jedyne co mogę robić to siedzieć ze wzrokiem utkwionym w jednym punkcie. Nie potrafię się nawet ruszyć, czuję się tak jakbym już nigdy w życiu miała nie być szczęśliwa, a przypomnienie sobie teraz jego, za którym naprawdę powinnam tęsknić napawa mnie obrzydzeniem i złością. Już nawet nie chcę sobie wmawiać, że to przez alkohol i zmęczenie.

Potem przypominam sobie to, co i tak pamiętam jak przez mgłę. Pijackie mamrotanie „Kocham cię” i jej trzeźwe odpowiedzi, które, jak to się mówi, złamały mi serce. Kilka dni później, nasza rozmowa na trzeźwo, podczas, której miałam ochotę umrzeć. „Nie odpowiada mi ta sytuacja.”. Prawdziwy koniec, prawdziwa rozpacz. Kolejne miesiące są pełne zbyt dużej ilości wina, wielu sytuacji, w których jest mi tak daleka, co przed tym wszystkim byłoby nie do pomyślenia, niezliczonych momentów, gdzie po raz kolejny zderzam się ze świadomością, że po wszystkim co przeszłyśmy jestem dla niej zwykłą koleżanką. Jakaś tam znajoma ze studiów, czasami wyjdziemy grupką na wino czy na kolację. Kiedy spotkamy się przypadkowo na ulicy porozmawiamy o pogodzie albo zajęciach. Przecież to nie jest tak, że przyjaźniłyśmy się lata i wiem o niej momentami więcej niż ona sama.

Widzę smsa od mojego chłopaka z pytaniem czy już jestem w domu. Mam ochotę cisnąć telefonem o ścianę, nie cierpię go za tego troskliwego, uroczego smsa jeszcze bardziej. Najbardziej nie cierpię go za to, że nie mam ku temu absolutnie żadnych powodów. Ukrywam twarz w rękach, bo wiem, że to całe gówno jakie czuję zawdzięczam tylko i wyłącznie sobie. Z myślą, że jestem najgorszym człowiekiem na świecie idę spać, wcześniej wystukując „tak” na klawiaturze telefonu.

„Kocham kogoś innego” mówię ze łzami w oczach, ale w klatce piersiowej czuję ulgę jakiej nie miałam od dwóch miesięcy. Nie boję się, co wydaje mi się niemożliwe. Ale zaraz później budzę się z bijącym sercem. Płaczę, długo i intensywnie tak jakbym chciała z łzami pozbyć się tych wszystkich negatywnych rzeczy, jakie czuję. Jest mi już nawet obojętne czy moje współlokatorki mnie usłyszą. Ale to nic nie daje. Przeklinam siebie i Boga w myślach. Idę do kuchni, nalewam sobie szklankę wody i przez sekundę chcę sięgnąć do apteczki wypełnionej lekarstwami. Zamiast tego próbuję bezskutecznie zasnąć, a po kilku godzinach wstaję i wracam do „normalnego” życia.

Jest kilka miesięcy później, znowu niedzielny poranek. Leżę kilka dobrych chwil zanim otworzę oczy, na co w ogóle nie mam ochoty. Sprawdzam godzinę na telefonie. Widzę smsa. Mojej matce zebrało się na czułości. „Z tatą ciągle patrzymy na to zdjęcie, które od was dostaliśmy. Jesteście tacy szczęśliwi i zakochani! Buziaki :*”. Tak, mamo, jesteśmy. Bardzo żałuję, że bez wzajemności.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
emila9871 · dnia 08.02.2016 11:21 · Czytań: 537 · Średnia ocena: 3,5 · Komentarzy: 3
Komentarze
mike17 dnia 08.02.2016 11:53 Ocena: Bardzo dobre
Krótki, acz bardzo intensywny i treściwy tekst, z gatunku takich, które nie są przyjemną lekturą.
A to z racji tematu, jakże smutnego i przygnębiającego, bo wszędzie tam, gdzie brak miłości, trudno o radość z czytania.
Ale przecież nie zawsze czytamy rzeczy śmieszne czy lekkie, takie czytanie stałoby się mordęgą - czasami warto wejść w mroczne światy ludzkich namiętności, bo to też część życia i to wcale nierzadka, a wręcz bardzo ważna.
Nie każdemu dane jest kochać i być kochaną, a już najgorszy z układów jest taki, jaki tu opisałaś - źle ulokowane kochanie i inne kochanie, na którym nam nie zależy.
Odbierające chęć do życia zapętlenie.

Miniatura napisana językiem prostym, bez fajerwerków, momentami nieco zbyt prostym, ale tym razem nie poczytuję tego in minus, bo tymże językiem czytelnie i konkretnie odmalowałaś całą sytuację i przeżycia bohaterki.
Elementy poetyckie zepsułyby cały efekt.
Tudzież patos, który też mógł się tu wkraść, lecz na szczęście go zabrakło.

Nie była to miła lektura, ale porządnie napisana i mogąca z łatwością ukazać, przez co przechodziła bohaterka, bez zbędnych "ornamentów", dłużyzn i lania wody.
Tekst ma idealną długość i poprzez to świetnie się broni :)
purpur dnia 09.02.2016 18:54
No fakt. Dość sprawnie się przeczytało.

Fakt. Zainteresowało, zaciekawiło.

Długość też idealna.

Kurcze nawet słowo było takie jakie powinno być.

Powiem ci, że mimo jakoś uciekały mi zdania, że czasami wydawało się że cis zgrzyta, to... czytało mi się to bardzo dobrze.

Miłość. Czy inna? Nie wydaje mi się.
Dziwię się za to bohaterce, naprawdę dziwię się, że z wlasnej, nieprzymuszonej woli, poddaję się.

I chyba tylko to mnie zdenerwowało :)
Bo tekst, broni się sam !
Quentin dnia 09.02.2016 23:25 Ocena: Dobre
Nie znamy się...

Jeden z bardzo solidnych współcześnie reżyserów Alejandro Gonzalez Inarritu stworzył kiedyś taki film "Babel". Myślą przewodnią tego filmu było zdanie, od którego zacząłem swą wypowiedź. Czytając twój tekst miałem przed oczami właśnie "Babel", ale nie od razu...

Nie obraź się, Emilio, ale na początku myślałem, że kroi się kolejna opowieść skrzywdzonej dziewczynki. Taki literacki wyciskacz łez, co by sobie popłakać. Później zauważyłem jednak sporą świadomość i dojrzałość płynącą z głoszonych słów. Ulżyło mi i to bardzo.

Historia oczywiście mogłaby być na pewno bardziej złożona i, zwyczajnie, atrakcyjniejsza, ale myślę, że i na to przyjdzie czas w twojej twórczości. Z pewnością potrafisz "mówić" mądrze na skomplikowane tematy i to jest rokujące.

Pozdrawiam serdecznie
Quen
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Maly
19/02/2018 02:27
do podwórza czy na podwórze? To zdanie do… »
Zola111
19/02/2018 00:54
Hej, poproszę o przecinek w zajawce: Jest to baśń o… »
Zola111
19/02/2018 00:49
Jeszcze poproszę o poprawki w zajawce, w polu Od autora:… »
Zola111
19/02/2018 00:41
Tekst po 1. korekcie. Dziękuję za cierpliwość i charakter,… »
Zola111
19/02/2018 00:39
Tekst w korekcie, choć w zasadzie nie widać usterek :)»
pociengiel
19/02/2018 00:14
Chyba mi się przeczytał ten komentarz okołokomentarzowy.… »
kamyczek
18/02/2018 23:38
Treść trafia głęboko do serca, odczuwalna, aż do bólu.… »
zula
18/02/2018 23:35
Witaj Mike Miło gościć i miło czytać takie komentarze.… »
zula
18/02/2018 23:19
Witaj mike17 Smutna historia. Chłopiec nie może pogodzić… »
Opheliac
18/02/2018 22:54
Trzy ostatnie wersy zabieram szczególnie! Niezwykle… »
skroplami
18/02/2018 22:48
Poezja sprzeczności, ona śniegiem twarz a chłopiec patykiem… »
skroplami
18/02/2018 22:27
Te rozważania, oczywiście, też codzienność :). Opowiadanie… »
kamyczek
18/02/2018 22:12
Uwagi - podobnie jak Lilah: zagląda z lustra - wygląda z… »
Jesienny syn
18/02/2018 22:02
Nie widzę w tym tekście źadnych specjalnych wartości… »
Jonasz
18/02/2018 21:48
piszę przez cały czas, ciągle szukam drogi; masz dobrą… »
ShoutBox
  • mike17
  • 17/02/2018 19:07
  • Jeden z najbardziej kultowych duetów wszech czasów. Pamiętam go z wczesnego dzieciństwa, to dopiero był hicior : [link] Oni do dziś go wykonują, co jest zacne :)
  • Darcon
  • 17/02/2018 13:04
  • Zgodnie z regulaminem, nie może poczekać. Każdy użytkownik patrzy ze swojego punktu widzenia. A gdyby każdy z użytkowników wrzucał teksty tak, jak chciał, to co byśmy mieli w poczekalni, Dodatku?
  • dodatek111
  • 16/02/2018 22:09
  • Dlaczego drugi tekst, dodany w tym samym dniu, nie może czekać w poczekalni, tylko zostaje odrzucony. Salon odrzuconych.
  • Silvus
  • 16/02/2018 15:28
  • @Ni, dziękuję za piosenkę. @jskslg, miłego dnia Tobie.
  • jskslg
  • 16/02/2018 12:09
  • ja się uważam za pedała poezji , ale również życzę miłego dnia
  • Ania_Basnik
  • 16/02/2018 09:05
  • Zapraszam wszystkich poetów do wzięcia udziału w Konkursie "Mój list do świata". Ogłoszenie na stronie głównej PP
  • Niczyja
  • 15/02/2018 21:28
  • Bardzo ładne, Michale. Ja również, mam na myśli Islandię.
  • mike17
  • 15/02/2018 21:20
  • Ach, jak ja lubię miłosną muzę, a przy okazji także islandzką : [link]
  • Niczyja
  • 15/02/2018 20:57
  • Silvus, wczoraj nie miałam nic w zanadrzu, dziś mam. Proszę:) [link]
Ostatnio widziani
Gości online:14
Najnowszy:Tiggesaq3o
Wspierają nas