Ze śmiercią ta rozmowa? - tefefe
Proza » Inne » Ze śmiercią ta rozmowa?
A A A

Forma przejściowa między muzyką, a spadającymi kroplami wody. Swoisty, dziwnie ekscytujący dźwięk, dany tylko dla niego. Wyzbywanie się nabytych schematów, powracających jednak i walczących o swoje miejsce w jego jaźni. Niezapomnianie, lecz coraz mniej wyraźnie „dręcząca” go mieszanka pobudzenia z podnieceniem. Namiastka tego, co notorycznie kiedyś czuł. Jednak już nie latanie poza ciałem, a stąpanie po piasku. Nostalgia. Usiłowanie powrotu bez zbytniej wiary, bez przekonania i z morzem obaw. Zasuszone łzy, twarz kamienista, niemalże pokerowa. Nie specjalnie będąca oznaką „maski”, lecz symbolem utraty. Czy trzeba było mu walczyć by pozostał jak był? Czy mógł się przeciwstawić niezrozumieniu pozostając dalekim? Pytanie retoryczne – zabili w nim to.

Jest tak, że czuję mocniej, aniżeli potrafię znieść. Czuję tak bardzo niestabilnie, że nie potrafię tego wyrazić. Mam problem z odbiorem tego wszystkiego. Chciałbym być bardziej „w ryzach”, bardziej dla siebie. Intuicyjnie odcinam wątki poboczne, mniej istotne, lecz nie wiem czy trafnie. We mnie mieszanka tego co było, zbudowanych dotychczas podwalin i niepewności. Na przemian to wszystko czuję i nie potrafię tego ustrukturalizować, nadać znaczeń i kolejności. Nie ja panuję nad tym, ale to nade mną. Chciałbym to zmienić, cofnąć się, lecz krok w przód, nawet zły, jest zawsze łatwiejszy niż w tył. Źle się czuję w sytuacjach nieznanych i niepewnych. Destrukcja narasta nieproporcjonalnie szybko i paraliżuję, podcina wszystko konstruktywne. Szukać siebie – oto mój nowy cel.

Jednak jestem jeszcze tu bez celu, bo celów nie lubię wyznaczać. Tak jestem tu bez słów, w milczeniu, bo słów nie jestem w stanie udźwignąć. Siedzę kolejnego wieczoru, tak samo. Zwyczajne zmęczenie – to ono mnie trzyma w pokoju zamkniętym, a strach nie wyzwala. Nie zmieniam nic. Granice zamknięte. Zasypiam. A gdy się obudzę, wcale nie będzie wcześniej, będzie już późno na wiele rzeczy. Ocknę się jednak i będę, gdy was już nie będzie. Przez noc przywyknę, przekonam się do tego, zaś to zniknie. Zapiszę wszystko to sobie, pamiętnik założę, ozdobię. Opisze to wszystko, czego nie przeżyłem. Będzie to inną formą doznania. Do pokoju powrócę wieczorem, odpocznę milcząc, słów ciężkich nie dźwigając. Nazajutrz przebudzę się gotów do wczoraj, dzisiaj mijając. Nic nie poczeka, w rozdźwięku mnie zostawiając.

Noc, osobna, na przemyślenia i czas co zabija marzenia. Nie ma prostych wywołań natchnienia. Samoistność też o dziwo bez brzmienia. Dookoła urządzania, myśli niby wolne, a z rzadka już się uwalniają z oblężenia. Samoistność? Nie ma nic takiego. Wszystko mnie ugniata na tyle, na ile pod pręgierzem zdarzeń się ugina. Jestem na tyle wielki, na ile nie boję się wyjść.

Mógłbym podzielić ludzi na dobrych i złych. Postawić istną granicę między czarnym a białym, dobrym a złym. Mógłbym pogubić wszystko co pośrednie. Zamknąć co jest, jako dzieło skończone. Obraz nędzy i rozpaczy. Pochować farby i pędzle. Dzieło na piedestale ustawić. Dookoła mury postawić, zbudować namiastkę domu, co to zamknięty zostałby w cztery ściany. Mógłbym ściany te pielęgnować – remontować lub malować. Mógłbym na zewnątrz czasami wychodzić, by korygować co jest, upodabniać do dzieła na piedestale w domu mym. By rozdźwięku nie było, mógłbym walczyć siłą. Wygranym, mógłbym być. Nieprawdziwym? To nic? Mógłbym?

Coraz bardziej niespokojnym poszukiwaczem każdy kolejny dzień go mianował. Szukał siebie i stabilności, którą tak nagle zatracił. Szukał coraz intensywniej, pogrążając się jednocześnie w zagubieniu. Musiał więc szukać też spokoju i następnie pewności sobie. Czuł, że błądzi. Potrzebował poprawnych odpowiedzi na pytania, a pytań jeszcze bardziej potrzebował, tych właściwych, zasadnych i adekwatnych do sytuacji. Ich też musiał szukać i łapać po omacku. Wstrzeliwał się we frywolnie dryfujące pytania i intuicyjnie szukał wiary w sobie, że to te właściwe. Wypatrywał czasu, który da mu perspektywę chłodnego, ocennego spojrzenia. Mocna wiara, że takowy nadejdzie unosiła go na powierzchni, chociaż czasami walczył z wrażeniem, że tonie.

Niepewność wyścielała jego wnętrze. Napawał się przekonaniem, że gdy na zewnątrz będzie to inaczej wyglądać, to będzie lepiej i tak też z czasem stanie się wewnątrz. Szczerze myślał, że to nie koniec, że to nie jest droga zamknięta. Opowiadał sobie o możliwościach, o szansach wielu, umniejszał znaczenie sytuacji w których się nie czuł. Dziwne, jak bardzo zaczął szukać słów wypowiadanych przez innych ludzi. Dziwne, jak duże teraz przywiązywał do nich znaczenie. Jak szukał w nich nadziei, wskazówek, jakiegoś takiego swoistego potwierdzenia dla swoich wyborów i akceptacji. Mimo wszystko nie postrzegał siebie jako człowieka w kryzysie i nie próbował, lub może nie potrafił w jakikolwiek sposób zaapelować o wsparcie. Nikt mu nie pomógł, bo on sam nie chciał być społecznym, a obłąkanym …bo mniej obowiązków …ale i mniej profitów. Nie było nikogo, gdy stanął nad przepaścią. Nikt nie usłyszał, nikt nie zobaczył, nikt nie przewidział.

Stanął na krańcu świata, chociaż według logiki takowego nie ma. Był uzależniany od przypadków i wypadków jak większość, co wierzy w to, że ma duży wpływ na własne życie. No bo przecież podejmuje decyzje, wybiera, marzy i spełnia te marzenia. To wszystko dla siebie, swojego szczęścia i samorealizacji. Kariera zawodowa, zwycięstwo w rywalizacji sportowej, podróże. To wszystko cieszy, daje satysfakcje. Dlaczego? Przecież nie dlatego, że komuś się nie udało zrobić kariery jak mi, że ktoś nie był tam gdzie ja byłem, że ktoś ze mną przegrał. Ba, no przecież ja to sam kreuję i ja sam mam największy wpływ na siebie, na wyznaczanie swojej drogi, malowanie swojego szczęścia i doznawanie go. Przecież kieruję swoim życiem i jestem z reguły zadowolony z tego wszystkiego, a tylko czasem nie.

Stanął na krańcu świata, którego nie było, bo wszystko jest poukładane już dawno i wszystko już wiemy, bo jesteśmy tacy jak ci co byli przed nami i ci co będą po nas. Wygrywamy lub przegrywamy, szukamy definicji szczęścia i tak w kółko. Po nas przyjdą kolejni i będzie nadal tak samo, będą się słaniać w tych samych granicach, delikatnie je smyrając, próbując naciągać. Będą w większości przekonani, że poszli do przodu bo technika, bo medycyna i nie wiem jeszcze co są znacznie inne, na wyższym już poziomie. Ale to właśnie świat jest inny niż widać, bo widok, ta cała warstwa powierzchowna jest tylko bazą. Tak zwane pierwsze wrażenie jest tylko pomyłką, której się łapiemy jak zbawienia, która to daje nam poczucie bezpieczeństwa. Szalone to wszystko. Dlatego postanowił stanąć na krańcu świata. Wydawało mu się że go znalazł, że poruszał się w innym wymiarze niż pokładana materia. Taką to sobie wycieczkę zrobił. Tam gdzie nie ma rzeczy nazwanych, poukładanych i oczywistych, tam gdzie nie ma ludzi szczęśliwych od złota i szczęśliwych od piękna. Nie ma też ludzi nieszczęśliwych, chorych i brudnych. Nie ma bezdomnych, którzy są bardziej bezdomni od innych…

Stanął na skraju świata by właśnie gdzieś to wszystko dojrzeć. Takie bardziej otwarte i nieograniczone, lżejsze i nieukształtowane, lecz co za tym idzie nienamacalne. Zbyt lekkie i zbyt maziste, jakby całe zlane. Dlatego też, właśnie nie widział tego do końca, nie mógł poczuć i nie mógł w ten świat wejść. Jeszcze nie potrafił tego zrobić, ale czuł że jest blisko, może nawet bardzo, lecz tak samo blisko, jak do świata nicości, wiecznej ciemności, nic nieczucia i niebytu. Być może to jest ten sam świat, lecz być może to nie tak. Chciał koniecznie wyjść poza te granice, zerwać je i się przekonać, chciał koniecznie zdążyć. Dlatego stanął na skraju świata i tylko ten czas w tej chwili był na tyle istotny jak wcześniej i później, tak samo dla niego, jak i dla nas. Wszystko inne zmieniło znaczenie. Najistotniejsze w tym wszystkim pozostało to, że stanął na krańcu świata.

Do chwili obecnej nie udało mi się ustalić dalszego biegu spraw, Pozostały poszukiwania i dywagacje.

Z prób ustalenia (zasłyszane):

Przekaz o tyle to mały, że bardzo zawiły, że bardzo nieśmiały. Lecz na tyle przekaz to duży, że porządek w nas burzy. Problemy dzieli na drobne, by wnet wznieść się na chwilę w niebiosa nadobne. Jako ten tajemnicą owiany pozostanie zapamiętany. Aż w końcu, gdy przyjdzie zapomnieć, nie będzie o czym napomnieć. Wszystko łatwo wiatr rozniesie, a resztki pamięci o nim pocięte zostaną przez iglaste drzewa w pobliskim lesie. Igły poranią ostatki mglistych wspomnień, o nim naprawdę nie będzie nic można wspomnieć. Wygląda to wszystko na smutny niezwykle finał. Cóż myśleć, cóż upiększać skoro najłatwiej zapominać…

Lecz z drugiej strony, ciekawością prowadzeni, pod rękę z obawą, nieziemska siłą ludzie są wiedzeni. Załóżmy w tym zapomnieniu zagłębieni i w czasie cofnieni, z ulotnych puzzli wiatru, powietrza bezdusznego, bezimiennego, bezbarwnego i nijako niejakiego, odczytują obraz człowieka z(a)gubionego. Szukają w gęstym lesie tego, co w nim zgubili, próbują odczytać to, co wcześniej odrzucili. W gęstych zaroślach trudno cokolwiek w logiczną całość poskładać, trudno im nad tym wszystkim jest władać. Trudno odnaleźć obraz treściwy, choć pełno tu życia, obraz ułudny, obraz nieżywy. Wszystkie kolory są tylko dopowiedziane, choć nie wiadomo czy były mu przypisane. Na poczekaniu tak ten obraz jest tworzony …z kawałków puzzli i z domysłów nieuprawnionych. Obraz gotowy, obraz zrobiony. Z lasu wracają zmęczeni ludzie spełnieni. Wracają ludzie do domu, wracają ludzie do męża, do żony. W lesie zostaje obraz nieprawdziwy i niepotrzebny nikomu.

Krótka riposta

Ależ drogi Panie, oczekujesz Pan rzeczy niesłychanej i zarzucasz nam niespójność w układance, a sam bierzesz udział w na nas nagonce. Ty nam tu o braku zainteresowania i skłonności naszej do zapominania. Skoro taki jesteś pamiętliwy a zarazem dobrotliwy, czemu piszesz słowem tak dotkliwym, skoro palcem bardziej od nas nie ruszyłeś, tylko słowem nas zganiłeś. No odpowiedz! Co zrobiłeś? Czy w ogóle w jakikolwiek sposób do powstania przedmiotowego obrazu się przyczyniłeś? Czy cegiełkę, choćby małą dołożyłeś? A no właśnie, tu milczenie pewnie zaczniesz…bo tak z boku się ustawiasz i brutalnie ponad nami stawiasz. Taki ty to ponad wszystko, taki wielki pisarz, co to niby wkłada kij w mrowisko. Lecz nie widzisz, że tym samym horror mrówkom stwarzasz, lecz obrazu sam lepszego nie wytwarzasz. Nawet więcej – ty obrazu tu żadnego nie wytwarzasz, nawet nie próbujesz…ale za to wór krytyki wysypujesz. Światło na nas rzucasz nieprawdziwe. Mrówki kijem poranione cierpią niepotrzebnie…są niewinne, przeto pracę wykonały jak umiały, przeto wszystko z siebie dały…a w zamian za to kijem. No ale cóż – łatwiej krytykować, łatwiej atakować, gorzej zrobić coś samemu jest próbować. Więc Panie Waharug obraz swój namaluj. Niech on będzie jak najbardziej prawdziwy, a i ja będę szczęśliwy.

I odpowiedź

Nie szukam winnego, nie odnoszę się do człowieka konkretnego. Ja tylko na poziomie iście ogólnym, nie krzywdząc nikogo w sposób szczególny, poruszam problem moim zdaniem zasadniczy – a no taki, że człowiek w pewnych sytuacjach po prostu musi, po prostu mu nie wypada i chcąc nie chcąc w pewne schematy postępowań wpada. Nie odpowiadam na szereg pytań bo nie potrafię, nie badam intencji i nie oceniam, co mi obywatelu zarzucacie. Być może efektów wspomnianej pracy nie doceniam, lecz z drugiej strony mógłbym rzec z pozycji opozycjonisty, że tą prowizoryczną pracę przeceniam. Doceniam za to wysiłek i wkład tych „mrówek”, a swój „atak” chętnie zamienię na działania, z zastrzeżeniem – na działania, które dadzą efekt pozbawiony zakłamania. Takie co to doprowadzą obraz do stanu, w którym wartość człowieka będzie ściśle oddana. Obraz, który to zawrze treści dobre i złe, ale prawdziwe. Niech występują obok siebie, niech polemizują, tyko niech na pamięci bazują. Nic nie dobarwiajmy, nic nie zastępujmy, a gdy do układanki jakiegoś puzzla czy klocka nam braknie nie sztukujmy. Nie jesteśmy w stanie odnaleźć wszystkiego, co niegdyś w człowieku zgubiliśmy, pomijając tu czy temu zawiniliśmy. I niechże każdy weźmie pędzel i dorysuje swoją farbą to co wie…kolor, biel i czerń. Jednak w sytuacji gdy ktoś nie wie lub nie jest pewien, niech nie rysuje, niech nie szuka swego spełnienia bo dla człowieka zgubionego lepsza chwila zapomnienia niż próba udawania, kolorami pamięci oddania a następnie dziełem się zachwycania. Być może pozornie da to komuś poczucie spełnienia, lecz nie jemu i nikt mi nie powie, że to w poszukiwaniu jego dobrego imienia. A cóż tu w ogóle ma imię do rzeczy, tu prawda się liczy, bo problem obrazu też jest i taki by oddał nie tylko piękne kolory i znaki, konieczność też taka postuluję, by każdy kto na wspomnieniach bazuje nade wszystko obok prawdy stawiał wyrazistość.

A w lesie, a w chaszczach, a w ciemnościach i wreszcie w czasie wspomnienia giną. Nie uratujemy wiele i wszystko od nas ucieka, lecz gdy jeszcze mamy człowieka, lecz gdy jeszcze możemy, bierzmy z niego i czytajmy go jak tylko umiemy, bo gdy za bardzo go zgubimy, to nie odnajdziemy i nie ważne czy umrze śmiercią fizyczną czy będzie tu ciałem, a niedostępny duchem. Być może jest w tym co pisze zbyt brutalny i silę się (na wyrost) z porównaniem stanów nieporównywalnych, lecz jedyne co w nich nieporównywalne odnajduje to to, że w sytuacji zgubienia człowieka za życia są jeszcze szanse czegokolwiek odkrycia. Gdy już o człowieku, którego nie ma mowa, można tylko żałować i obraz za każdym razem uboższy malować. Wtedy gdy musimy taki obraz na dłuższą chwile zostawić, samoistnie ulega on degradacji. Nawet gdy chcemy go później zrekonstruować, z każdą próbą mniej szczegółów można odratować. Obraz powierzchowny staje się, obraz który jeszcze jest, lecz nie taki i zainteresowanie już nie te.

Post factum przyszedł list

I bardziej trudne jest dla mnie zrozumieć, że ty się zmieniasz, niż zmiany następujące we mnie. Boje się Ciebie i zmiany świata mego, co mi tym samym fundujesz. Co dziwne to nie mogę Ci tego powiedzieć, bo nie jesteś w rozumieniu tego świata osobą mi bliską. Mając na uwadze wszystkich innych, no bo przecież to od nich wszystko wszelako uzależniamy, nie mogę Ci tego powiedzieć. Nie mogę postąpić niezgodnie z kanonami i normami. Nie mogę bo jestem słabsza, dużo słabsza od wszystkich innych.

Zamyka mnie w klatce codzienność, zmykają mnie utrwalające i umacniające się schematy. Osłabiają mnie coraz głębsze „znajomości” ze wszystkimi innymi. Nie mogę pojąć tej drogi jednokierunkowej, tych zdarzeń, postąpionych i odebranych zachowań z telepatyczno-empirycznie dobraną kompromisową nutą porozumienia między sygnałem a odbiorem. Gubię słowa bez wagi. Dotknąć nie mogę gdy chcę. Ginę.

 Boję się pokazać, boję się spróbować, boje się nawiązać kontakt. Boje się tego co czuję i epatować tym na zewnątrz. Chociaż nie. Na zewnątrz się nie boję, to w środku boje się wszystkiego.

 

List nie został odczytany...

i nic to, bo później też słyszała co następuje, i dialog ów podejmowała:

Zaciśnij w zębach skrawek koszuli
I oczy mocno zmruż
Teraz pytaj dlaczego jestem tu
Stojąc nad ciałem mym
Darując te chwile mi

Zaciskam w zębach skrawek koszuli
I pytam zmuszona o sens Twój
Oczy zmrużone,
Ja więźniem bliskości Twej
Ja słuchać nie umiem, a chcę
Ten uśmiech, ta radość, te łzy – zobaczyłam z życia Twego film
I pewność siebie, kompozycja z nim

Zaciskam w zębach koszule i czuję…
Ciarki mocno, tak mocno czuję
Zmagam się z bólem
Żałuje że Cię nie spotkałam
Ty nie masz prawa, Ty nie wygrałeś?

Pytania otwarte pozostawiłeś, rany odkryłeś
Lecz czy o to chodzi skoro powracasz?
Czy płomień na Twym ciele to pytanie do świata?
Co chcesz powiedzieć skoro mnie wołasz?
I łzami zalewasz zupełnie słabego człowieka
Jak Cię zrozumieć, kiedy Cię czekać?
Przeto pytania tu zostawiłeś
Odpowiedzi zabrałeś lub pogubiłeś

Zaciskam w zębach mocno koszule
W zakłopotaniu spoglądam ku niebu
I wołam jak umiem – przemów kolego
A we mnie gdzieś siedzi Twa fotka
I Twe spojrzenie mówiące to, czemu nikt nie sprosta
Zaś słowa przy tobie, u nas zaczątek ich został
A sens jaki dla Ciebie i dla Nas pozostał?

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
tefefe · dnia 08.02.2016 13:15 · Czytań: 453 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 2
Komentarze
hannacze dnia 09.02.2016 22:48
Tekst jest tak zakręcony, że nie dziwi mnie brak komentarzy. Ale ja będę ciebie czytać. Mozę dlatego by zobaczyć jak to twoje pisanie się potoczy :)

Mrówka
tefefe dnia 10.02.2016 01:24
Zgadza się. Też chyba trochę się nie klei i mógłby być bardziej zrozumiały.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
RafalSulikovski
24/08/2019 10:26
Dziękuję wam wszystkim moi drodzy. :-) Postaram się pisać… »
wodniczka
23/08/2019 22:26
Pierwsza część podoba się najbardziej. Ogólnie ciekawa… »
Marek Adam Grabowski
23/08/2019 19:16
Masz dobry warsztat pisarski; czyta się ciebie bardzo… »
wodniczka
23/08/2019 18:40
Pięknie. Szczególnie w połowie zatrzymał mnie na dłużej.… »
PrzemeK155J
23/08/2019 17:59
Historia jest naprawdę ciekawa. Jedna z najciekawszych, jaką… »
wodniczka
23/08/2019 16:26
Al-szamanko Tak. Masz rację. Trochę tam się nawarstwiło.… »
RafalSulikovski
23/08/2019 14:09
:-) :) :) »
RafalSulikovski
23/08/2019 14:08
:-) dziękuję Karen. Widzę, że mam jeszcze dla kogo pisać... »
Karen Lety
23/08/2019 14:04
Wiersze są trochę jak piosenki, każdy znajduje w nich coś… »
Karen Lety
23/08/2019 13:58
Świetny wiersz. Napisany przy użyciu takich słów i w taki… »
JOLA S.
23/08/2019 13:57
Dobrze się zaczyna :) Nikt, dotąd, nie skomentował tekstu.… »
Karen Lety
23/08/2019 13:52
Zgadzam się z Darcon, że drugi psychiatra mógłby zagościć na… »
RafalSulikovski
23/08/2019 11:34
:-) Dzięki! Ja dopiero jestem stale "zapowiadającym… »
MP642
23/08/2019 11:22
Jeżeli by rok '68 rozumieć wąsko, to faktycznie za… »
JOLA S.
23/08/2019 10:21
Darconie, mów dalej, proszę :) Czytanie książek to… »
ShoutBox
  • Vanillivi
  • 24/08/2019 14:23
  • Kochani, musiałam zrezygnować z funkcji redaktora. Portal i obecne na nim osoby są nadal dla mnie ważne, będę tu bywać i utrzymywać z wami kontakt, ale już nie jako redaktor.
  • Kazjuno
  • 23/08/2019 16:36
  • Święte słowa!
  • JOLA S.
  • 23/08/2019 12:22
  • Powodem waśni był smok. Na początku nikt z jadących portalem nie wierzył. „Bo mało to bajek po świecie pędzi” Poczytajcie, Panowie, naszego Skuula i basta, bo życie ucieka na bzdurkach.:)
  • Kazjuno
  • 23/08/2019 07:11
  • Coś cię najwyraźniej uwiera, geniuszu, łaszący się do portalowym władz. Tak trudno ci zakończyć insektowo robaczaną połajankę?
  • Decand
  • 22/08/2019 23:25
  • "Ponoć" słowem klucz. Wszyscy czekamy więc i Ty bądź grzeczym i zaczekaj. Świat naprawdę poczeka na Twoje arcydzieła chrabąszczyku
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 21:08
  • Ponoć czas oczekiwania to tydzień, kolego robaku. Czekam już dwa.
  • Decand
  • 22/08/2019 20:41
  • Niektórym robaczkom widać spieszy się za bardzo. A chyba powinno spieszyć się powoli, chyba tak to szło. Na pewno wszyscy wytrzymamy jeszcze na tekst jakiegokolwiek żuczka, ba!, nawet i misia
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 18:51
  • Oj, chyba urocza red. Vanilivi z przepracowania - wszak jako jedyna jest przytłoczona nawałą prozy - przeoczyła mnie, skromnego żuczka. Ale przepraszam, może namolnie ponaglam? Pozdrawiam...
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
Ostatnio widziani
Gości online:13
Najnowszy:6carolinee822tB2
Wspierają nas