Szarytka, zawsze dziewica
 - Jaga
Proza » Długie Opowiadania » Szarytka, zawsze dziewica

A A A



- Pani Mario, to ja!- Pochłonięta pisaniem musiała nie usłyszeć pukania Steni, która otworzywszy drzwi zapasowym kluczem, właśnie wkroczyła do sypialni. 

- Dzień dobry, pani Mario. - Pochylona nad biurkiem Maria drgnęła zaskoczona. - Nie chciałam pani przestraszyć, pukałam...



- Nic się nie stało. - Zatrzasnęła laptopa i starła się zachowywać naturalnie. - Niech pani wejdzie, zamyśliłam się. -Maria chciała wstać, lecz zbyt silny ból ściągnął ją z powrotem na krzesło.



- Jak się dziś czujemy? - Energiczna pielęgniarka otworzyła kuferek, z którego wyjęła potrzebny sprzęt i lekarstwa. 

- Jak na człowieka, który umiera? Całkiem znośnie. - Maria, zadowolona ze swojego żartu, przy pomocy Steni położyła się na łóżku. 



- Nie trzeba tak mówić, pani Mario, wszystko w rękach Boga. - Poczciwa Stenia delikatnie ujęła dłoń Marii, wstrzyknęła dożylnie dwie ampułki jakiegoś specyfiku, po czym podłączyła kroplówkę. - Zaraz leki zaczną działać, poczuje się pani lepiej.




Maria przymknęła oczy i zastanawiała się, jak to możliwe, że przez cały dzień prawie nie czuła bólu. Jej siedemdziesięcioletnie ciało przestało dopraszać się uwagi. Nie przeszkadzało w myśleniu. Pozwało wykonywać proste czynności bez obawy, że ból sparaliżuje nogi, a skurcze każą zagryzać poduszę, by nie sprowadzić zaniepokojonych sąsiadów. Jak to możliwe, że jeden mail może zmienić dzień? Może zmienić życie...

- Pani Mario. - Stenia delikatnie dotknęła jej ramienia. - Wszystko w porządku?


- Tak, tak. - Maria otworzyła oczy i uśmiechnęła się. Zazwyczaj rozmawiała z pielęgniarką, dopóki kroplówka nie spłynęła. Tym bardziej, że Stenia była jedyną osobą, z która mogła wymienić swoje myśli. Tym razem jednak chciała jak najszybciej zostać sama i otworzyć laptopa.



- Zupę pani przyniosłam, ale widzę, ze tamta niezjedzona - głos Steni dobiegał z kuchni. - Jeśli pani nie będzie jeść...

"Umrę?"- Maria miała tę ripostę na końcu języka, ale się powstrzymała. - Zjem, zjem, dziękuję bardzo, już w zasadzie miałam podgrzewać, tylko zajęłam się czymś innym - skłamała bojąc się , że gorliwa pielęgniarka gotowa się jeszcze przejąć i zostać po godzinach.




- Proszę przynajmniej wypić sok. Zrobiłam dziś rano. Świeże burki, marchewka, pomarańcze. - Stenia przyniosła szklankę, lecz miała problem , aby postawić ją na biurku z powodu piętrzących się tam książek i gazet. Spojrzała z pogardą na komputer. - Niech się pani nie przepracowuje. Nie warto.



Teraz i Maria to wiedziała. Dlaczego nie zastanawiała się nad tym wcześniej? Czy tylko w obliczu śmierci przewartościowujemy swoje dotychczasowe priorytety? Gdyby wcześniej wiedziała ... Że co? Że umrze? Nie jest to trudne do przewidzenia. Dlaczego więc o tym zapomniała? Dlaczego dopiero teraz nabrała odwagi i chęci do tego, aby fizycznie zatopić się w istnieniu? Prymitywnie odczuwać przyjemność bycia człowiekiem. Kobietą! Jakież to dziwne, że do tej pory się nad tym nie zastanawiała. 


W końcu znów została sama. Szybko otworzyła komputer i zalogowała się na portal.
Potrzebne było jeszcze zdjęcie. Aktualne zdjęcie! Ostatnie robiła sobie jakieś dziesięć lat temu, bo jej dowód stracił ważność. Skoro jednak Rosa była trzydziestolatką, wypadałoby dodać jakąś fotografię młodej dziewczyny. Otworzyła swoje iPhoto, lecz znalazła tam jedynie zdjęcia z konferencji, służbowych spotkań oraz oficjalnych imprez z uczelni. Zresztą, na wszystkich była już stara. Potrzebowała zdjęcia trzydziestolatki. 

Kiedy miała trzydzieści lat? Podeszła do szafki, w której trzymała swoje nieliczne albumy. Tak, zdjęcia z Włoch! Wzięła album do ręki i usiadła przy burku. Przyglądała się sobie na tle pięknych budowli i pomników. To był najlepszy rok w jej życiu. W końcu udało jej się uciec od rodziców. Uniwersytet we Florencji spełniał marzenia. Zbierała materiały do doktoratu, prowadziła zajęcia, a przede wszystkim buszowała po muzeach i galeriach. Boże, jakaż ona była wtedy głupia! Dlaczego odpierała wszelkie ataki napalonych Włochów? Akty adoracji uznawała za pomyłkę lub żarty, bo czuła się zbyt brzydka, sztywna i zagubiona w świecie głośnych, wesołych ludzi. Chyba dlatego nie spróbowała jak smakuje pocałunek i spacer za rękę. Popołudniami zamykała się w swoim wynajętym pokoju, bo kilka wieczornych wyjść na kolację postawiło ją w kłopotliwej sytuacji. Tak, bała się mężczyzn, nie potrafiła z nimi rozmawiać. Byli zbyt bezpośredni, energiczni i energetyczni. Czuła się przy nich jak jeż w stadzie antylop. Z lęku, aby nie zostać rozdeptaną, zwijała się w kłębek, chowała za kamieniem i udawała,  że nie oddycha. Jednak jej kolce wcale ich nie przerażały. "Ciao Bella, dasz buzi? Pójdziemy na kawę?"- pytali na ulicy, więc zaczęła unikać ludzi. Czasami udawała nawet głuchoniemą, aby tylko nie odpowiadać na zaczepki. 
Po roku wróciła do Polski. Być może, gdzieś na dnie, tkwiła w niej potrzeba kochania, lecz świetnie ją zagłuszyła wpadając w wir pracy, czytając książki i broniąc własnej twierdzy - siebie. Teraz zastanawia się, po co?


Nagle zapragnęła poznać stan zakochania, a nawet miłości. Przestała się bać. Była gotowa schować kolce. Chciała być całowana i dotykana. Chciała żyć z kimś, a przede wszystkim dla kogoś. Gdyby pozwoliła sobie na to wcześniej, mogłaby teraz spokojnie odejść. Bez poczucia, iż nie spróbowała czegoś, co podobno w życiu jest najważniejsze. A gdyby miała dziecko? Czy potrafiłaby je kochać?
Chociaż zawsze macierzyństwo wydawało się jej trudniejsze od fizyki kwantowej, a poród napawał lękiem i obrzydzeniem, dziś miała wrażenie, że mogłaby być dobrą matką. 
Postanowiła nadrobić stracony czas, zmienić wszystko. Los dał jej taką możliwość. W rubryce "dzieci" wpisała : "Chcę".




Wszystko zaczęło się od przypadkowego maila, którego otrzymała dziś rano "Con te. Portal, na którym znajdziesz swoją drugą połowę.
 Jeżeli jesteś osobą wolnego stanu cywilnego, jeśli chcesz mieć wpływ na swoje życie osobiste, zrobić dla siebie coś ważnego,
jeżeli masz mało czasu,
 ZADZWOŃ, WYŚLIJ SMS i przyłącz się do nas",


Zazwyczaj kasowała wszelki spam, ale dziś dostała olśnienia. Chce znaleźć swoją połówkę! Jest wolna. W końcu chce zrobić coś dla siebie i ma cholernie mało czasu. Choć nigdy nie działała spontanicznie, tym razem wysłała esemes i zalogowała się. To miał być zwykły żart, taki psikus umierającej staruszki. Lecz im bardziej w to brnęła, tym poważniej zaczynała traktować swoje drugie, internetowe życie.
R- O- S- A- podała swój pseudonim. Bez zastanowienia wpisała wiek trzydzieści lat, bo od dawna wiadomo, że ma się lat tyle, na ile się czuje. 



Odkąd pamięta czuła się trzydziestolatką. 

Gdy inne dziewczyny siedziały na trzepaku i machały nogami, ją odwożono na zajęcia z baletu. "Nauczysz się gracji, delikatności i samodyscypliny, a poza tym tyłek ci nie urośnie" - komentowałam matka.

- Pani Teresko, proszę dziś zaprowadzić Marysię i dobrze zasznurować jej baletki.
 - Pani Tereska, pomoc domowa. Sucha i wredna baba. Miała w sobie tyle czułości i delikatności, co łopata grabarza. Wiecznie niezadowolona, ze sztucznym uśmiechem przeznaczonym dla chlebodawczyni. Tak mocno ciągnęła za troczki, że pointy raniły dziecku w nogi zostawiając sine ślady.


- Boli! - Marysia próbowała protestować. - Za mocno.


- Nie zatrudniałam się do niańczenia dzieci. Jak ci nie pasuje, to niech mamusia sama cię tu przyprowadza.



Mama. Zawsze pięknie ubrana, pomalowana i nieobecna. Maria nie mogą usiąść jej na kolanach, bo pomięłaby koktajlową sukienkę, w której chodziła na co dzień. Mama. Wciąż w rozjazdach, zajęta bankietami, wystawianiem kolacji dla znajomych ojca oraz tak zwanego towarzystwa. Częściej bywała na balach charytatywnych, niż w pokoju swojego dziecka. Pilnowała, by Maria jadła zdrowo, regularnie, ćwiczyła i dużo spała. Mama hodowała ciało. O intelekt miał zadbać ojciec.
W wolne od baletu dni mała Maria uczyła się więc włoskiego i francuskiego. "W zasadzie, młoda panno, powinnaś też uczyć się łaciny, ale czasy się zmieniają, więc opanuj chociaż dwa języki obce, poza angielskim i rosyjskim, które będziesz miała w szkole" - mawiał ojciec , nie podnosząc głowy znad książki. Tata. Nie śmiała nawet tak do niego się zwracać, bo wszyscy wokół kłaniali się w pas, szurali nogami: "Panie profesorze", "Niech pan profesor raczy ..." , "Czy byłby pan profesor tak łaskawy".... A on, z uniesioną głową, najczęściej nie raczył i rzadko bywał łaskawy . 
Aby zadowolić ojca, w wieku pięciu lat, Maria nauczyła się czytać. Niestety nawet tego nie zauważył. Za to dla niej stało się to najprzyjemniejszym zajęciem w ciągu dnia. Gdy poszła do szkoły, większość czasu spędzała na nauce. Z zabawek pamięta jedynie scrabble oraz szachy, choć ojciec stracił cierpliwość do wspólnej gry, gdy w wieku dziesięciu lat wciąż z nim przegrywała. "Gdybyś była chłopcem, na pewno byś pojęła na czym polega roszada!"- zrzucił ręką drewniane figurki, które poturlały się po wypastowanym parkiecie. To była ostania wspólna gra. Po tym incydencie Maria postanowiła zostać chłopcem. Ubierała się w spodnie, nosiła krótkie fryzury i była najlepsza w klasie z matematyki. Nie zmieniło to jego stosunku do niej. Nadal była tylko zbyt głupim dzieckiem, a do tego brzydulą. 
Rodzice. Maria miała wrażenie, że bocian, który ją przynosił, pomylił domy. Zupełnie inny tatuś i zupełnie inna mamusia czekali na nią gdzieś niedaleko, a głupi, czerwononogi długodziób dostarczył ją obcym ludziom do kamienicy w centrum miasta. Czasami, nocą wyglądała przez okno i patrzyła na cienie pojawiające się w innych mieszkaniach. Zastanawiała się, czy ktoś za nią tęskni. Może nawet jej szuka? Patrzyła jak obce kobiety tulą swoje dzieci, a w każdej z nich widziała swoją zagubioną mamę.


Gdy było jej bardzo smutno, sięgała po książkę. Chętnie poszłaby na podwórko, ale rodzice nie pozwali jej samej wychodzić. Teresa nie była zainteresowana tym, by jej towarzyszyć: "Mam inne zajęcia, nie jestem zatrudniona do niańczenia dzieci!". Marysia nie bawiła się więc z rówieśnikami, nie biegała, nie grała w klasy.

W szkole średniej, gdy jej koleżanki chodziły na dyskoteki, Maria uczyła się. Uważana za dziwaka i kujona nie była zapraszana na żadne imprezy. Na studniówkę poszła ze swoim kuzynem, który przyznał się do tego, że zrobił to ze względu na jej ojca. Profesor obiecał, iż wstawi się za nim na uniwersytecie. 
Maria na studiach wybrała dwa kierunki - romanistykę i historię sztuki. Nadal mieszkała z rodzicami. Nie pasowała do swych rówieśników. Ubrana w staromodne kostiumy wzbudzała uśmiech na twarzach dziewczyn. Koledzy nie byli zainteresowani wysoką okularnicą, która wydawała się być niemową. 
Gdy jej koleżanki z uniwersytetu wychodziły za mąż i rodziły dzieci, Maria robiła doktorat. Potem habilitację. Pochłonięta średniowieczem, prawie nie dotykała rzeczywistości. Czas mijał, a ona nadal przemykała się korytarzami uczelni w garsonkach sprzed dwudziestu lat. Mówiono na nią Szarytka, lecz opinia innych coraz mniej ją obchodziła. Sądziła nawet iż nie zasługuje na takie przezwisko, bo ani nie kocha Chrystusa, ani nie wspiera ubogich, a tym bardziej nie jest piękną sikorką. Jeździła na konferencje, prowadziła zajęcia dla studentów, ale nie dostrzegała ludzi. Nie rozróżniała pór roku, ani nie czuła smaku potraw. Choć jej prace naukowe oceniano jako wybitne, ona sama nigdy nie była nimi usatysfakcjonowana.






"Twój czas na aktywność minął. Zaloguj się ponownie". Znaczek na ekranie migał przypominając o upływających godzinach. Maria postanowiła działać. Musi uzupełnić kwestionariusz. Nick: Rosa, wiek: 30 lat. Potem już tylko prawda. "Szukam drugiej połowy".
 Maria skończyła wypełniać kwestionariusz. Przejrzała jeszcze raz swoje odpowiedzi i uśmiechnęła się. Chyba po raz pierwszy w życiu zrobiła coś szalonego. Mało tego. Chyba po raz pierwszy w życiu poczuła, że jest z siebie zadowolona. Udało jej się nie tylko zabłysnąć intelektem, ale jakimś cudem zabawnie opisała swoją samotność i brak życiowego doświadczenia. Na użytek portalu stała się pogodną Rosą, pragnącą zasmakować różnych przyjemności. Bycie Stwórcą bardzo ją podekscytowało.

 
Na koniec jeszcze motto: "Ja nie chcę wiele, tylko ciebie i zieleń" - sama się zdziwiła. Pozostało tylko podłączyć skaner . Wybrała czarno - białe zdjęcie sprzed ponad trzydziestu lat. 
Stoi na nim przy jednym z filarów Galerii Uffizi. W długiej, letniej sukience wygląda całkiem znośnie. Wiatr pomógł podkreślić jej smukłe kształty. Włosy wypłowiałe od słońca nie wydają się mysie. Nawet okulary nie wyglądają tak tragicznie; można by nawet pomyśleć, że to przeciwsłoneczne muchy. Nie zdobyła się na uśmiech, ale grymas, który wykonała, pokazuje jej białe, równe zęby. Naprawdę nie jest najgorzej. 



Kliknęła "Wyślij". Jakie to proste. Teraz pozostało tylko czekać. Czekać na co? Na absztyfikanta, który mogły być jej synem? Wnukiem! Nie. Czekać na miłość. Przecież Maria wciąż ma trzydzieści lat. To, że jej dłonie przypominają ręce staruszki, a pesel zdradza rok 1946, nie ma w tej chwil żadnego znaczenia. Przecież to tylko internet, przecież to tylko zabawa. W internecie można oszukać czas.




Spojrzała na zegarek. Dochodziła dwudziesta. Boże, jak szybko minął dzisiejszy dzień. Szybko i bezboleśnie. Mimo wszystko poczuła się zmęczona, dlatego położyła się na łóżku. Postawiła jednak zabrać laptopa.


Gdy tak leżała i wpatrywała się w monitor przyszła pierwsza wiadomość "Cześć, mam na imię Paweł, mam 32 lata i chętnie z Tobą pogadam. Podaj mi swój numer." Zaraz, zaraz. Jak to pogadam? Nie wzięła pod uwagę tego, że ktoś zechce zadzwonić. Co ona głupia sobie wyobrażała, że będą pisać listy jak w dziewiętnastym wieku?! Spanikowała. Odłożyła komputer i postanowiła, że pójdzie spać. 
Jednak ciekawość zwyciężyła. Zalogowała się ponownie i sprawdziła profil Pawła. Chemik, pracuje na uczelni, obecnie w Turcji na stypendium z Erasmusa. 
"Cześć" - odpisała się po kilkunastu minutach. "Tu Maria z portalu Con te. Jak chcesz, możemy pisać. Jestem przeziębiona, trudno mi mówić" - skłamała.


- Księżniczka chora? Może jeszcze leżysz w łóżku?


- Tak.

- W koszulce, czy całkiem nago? - Maria oniemiała. To tak można rozmawiać? Swoją wiedzę o życiu czerpała głównie z książek. Nie wiedziała, co ma odpowiedzieć. Chciała już zamknąć komputer.

- Halo! Rosa, jesteś tam?


- Jestem.


- Patrzę na twoje zdjęcie. Jeśli masz taką koszulkę, jak sukienkę, to chętnie zabawię się w lekarza. - Maria wyłączyła okienko rozmowy. Nie, to nie ma żadnego sensu. W ogóle nie o to jej chodziło!
 Spojrzała na swoje konto. Pojawiła się  nowa migająca koperta. 
I znowu porażka.
 Mimo podobnych oczekiwań - jak wynikało z profilu, trudno było jej nawiązać kontakt. Po kilkunastu minutach Maria czuła się coraz bardziej nieswojo. Kamil był rozbawiony, może nawet po paru drinkach, zahaczał wciąż o tematy erotyczne w dość prostacki sposób. Szybko się wyłączyła. 

„ Nie to jednak głupi pomysł!” - zniecierpliwiła się i już miała kasować profil, gdy przeczytała kolejny mail. Ciepły, miły list od Rafała. Potem pojawił się jeszcze Maciek i Wojtek.


Po tygodniu miała już trzech adoratorów, którzy koniecznie chcieli się z nią spotkać. A konkretnie z Rosą, której użyczyła swojego wnętrza. Chociaż musiała przyznać, że ostatnio czuła się bardziej Rosą niż Marią. Na dodatek stało się coś przedziwnego. Coraz rzadziej odczuwała ból. Jej kruche do tej pory kości przestały zgrzytać przy każdym ruchu, a zmęczenie i senność ustępowało entuzjazmowi i pogodzie ducha. Miała nawet wrażenie, że cera dotąd ziemista i sucha uległa znacznej poprawie. Co prawda pani Stenia nic nie zauważyła, ale ona wiedziała, że jest znacznie lepiej.




- Pani Mario, nie będzie mnie w następny weekend, wyjeżdżam do rodziny. Proszę zadzwonić do szpitala, przyślą kogoś na zastępstwo. - 
Maria skinęła głową.



- Dziękuję, do widzenia, niech się pani nie martwi i jedzie.



- Będę we wtorek. Przywiozę coś dobrego.





W piątek cały wieczór przesiedziała przed komputerem pisząc na zmianę z Maćkiem, Wojtkiem i Rafałem. Wszyscy byli zabawni i błyskotliwi, ale jej też niczego nie brakowało. Śmiała się na głos i żartowała. Ona! Przez chwilę zastanawiała się czy to nie zasługa starej brandy, którą popijała, choć nie powinna. Doszła do wniosku, że skoro Vecchia Romagna ma tak cudowne właściwości , to żal byłoby nie korzystać. 
Mężczyźni chcieli koniecznie się umówić, więc obiecała im rychłe spotkanie na żywo. W nocy rozstawali się już prawie jak starzy przyjaciele. 


W sobotę obudziła się jak zwykle przed szóstą. Leżała w łóżku i po raz pierwszy nie myślała o morfinie, tylko o chłopakach. Czuła się cudownie. Zastanawiała jakby to było, gdyby ktoś wziął ją za rękę. Pamięta, jak mama trzymała jej dziecięcą dłoń prowadząc zatłoczonym chodnikiem, ściskała mocno przed przejściem. To było bardzo przyjemne. A gdyby tak ktoś pogłaskał ją po dłoni? Kilka razy zdarzyło się to pani Steni. Wyjmując wenflon z czułością dotknęła jej dłoni. Gdy zrobiła to po raz pierwszy, Marii zakręciło się w głowie. Zamknęła wtedy oczy udając , że przysnęła. Starła się, aby przez zaciśnięte powieki nie wypłynęła żadna łza.


 Maria siadła przy komputerze. Postanowiła, że dziś pójdzie na pierwsze spotkanie.



Nagle zadźwięczał dzwonek u drzwi. Spojrzała przez wizjer. Na klatce stał młody mężczyzna.



- Kto tam?



- Pani Maria Malczewska? Kurier DHL. Przesyłka dla pani.


"Nie pamiętam, żebym zamawiała jakieś książki". - Otworzyła zdziwiona.


- Nie przyjmuje pani? Przesyłka jest opłacona.



- Mogę? - Maria obracała w rękach tekturowe pudełko. Na nim wyraźnie widniało jej nazwisko. Może zamówiła coś i zapomniała. Dziwne było jednak to, że nie znalazła adresu nadawcy ani żadnej innej informacji.



- To jak? - mężczyzna wyraźnie się niecierpliwił. 
Ciekawość wygrała z rozsądkiem. Maria pokwitowała odbiór i jeszcze w przedpokoju próbowała otworzyć paczkę. Była jednak tak oklejona taśmami, jakby przyszła z zaświatów. "Cóż to, do diabła, może być?"- zastanawiała się rozcinając grube pudełko. Jakie było jej zdziwienie, gdy odpakowawszy przesyłkę ujrzała zwykłe spodnie. Rozłożyła je na stole w kuchni i nie mogła zrozumieć, o co chodzi. Na pewno jakaś pomyłka! W życiu nie zamówiłaby spodni, a tym bardziej dżinsów! Jedyne spodnie jakie posiadała to były stare dresy, których używała wyłącznie do sprzątania. Szukała jakieś kartki, aby odesłać zagubioną garderobę, lecz w pudełku znalazła jeszcze jasny, kaszmirowy sweterek oraz balerinki w kolorze pudrowego różu
. Nie wiedziała jeszcze, że to był dopiero początek dziwnych wydarzeń jakie miały nastąpić dzisiejszego dnia.



W koszuli nocnej, z kawą w ręku zasiadła przed komputerem. Dziewiąta. "Ciekawe czy chłopcy już wstali?"- zachichotała jak nastolatka, co było do niej niepodobne. Następnie postanowiła, że spotka się dziś z tym, który pierwszy wspomni o spacerze. Choć kalendarz wskazywał na początek października, za oknem świeciło słońce, a temperatura dochodziła do siedemnastu stopni.



W tym samym czasie przemknęła jej myśl, iż dzieje się z nią coś dziwnego. Poczuła niesamowity przypływ energii. Spojrzała na swoje ręce i zamarła. To nie były dłonie starszej kobiety. Zniknęły wystające żyły i bruzdy. Delikatna opalona skóra nie miała żadnej plamki. Maria zaczęła się rozbierać i przyglądać swemu ciału. Niewiarygodne! Pobiegła do łazienki. Długo stała i wpatrywała się w swoje odbicie. Nie znalazła tam jednak Marii. Patrzyła na nią trzydziestoletnia Rosa.
 "To się zdarza"- pomyślała. Czytała przecież o różnych cudach. Jedni wierzą w reinkarnację, inni w duchy czy zmartwychwstanie. Dlaczego ona miałyby nie wierzyć, że pod koniec życia, siłą swoich chęci stała się Rosą. Tak bardzo tego pragnęła, że po prostu stało się. 
Rozebrała się do naga i weszła pod prysznic. "Jeśli to sen, zimna woda mnie obudzi" - pomyślała. 
Po kąpieli wiedziała już co robić. Pobiegła do kuchni i przymierzyła dżinsy. Leżały znakomicie. Przyglądała się swoim udom i pośladkom w klasycznych niebieskich Lee i była zadowolona. W nowym swetrze czuła się jak kobieta, a chociaż buty przypominały jej znienawidzone baletki, pięknie leżały na stopach i pasowały do całości. W kieszonce spodni znalazła kartkę: 
"Baw się dobrze, Roso. To Twój dzień!" Nie miała wątpliwości. Dziś wszystko się zmieni. Dostała od życia szansę i teraz jej nie zmarnuje. Tak, chce spacerować po paku, zbierać kasztany, iść za rękę, całować się, jeść pizzę, pić grzane wino, a potem kochać się do białego rana. Tak, chce patrzeć komuś w oczy, dzielić z nim radości i smutki, urodzić dziecko i kochać swoją rodzinę aż do utraty tchu. Aż do śmierci.







Pukanie było coraz bardziej donośnie.



- Pani Mario, proszę otworzyć, to ja, Stenia. Halo, halo!- wyrzucała sobie, że też akurat dzisiaj musiała zapomnieć klucza. To wszystko przez te rodzinne wyjazdy. 
Po kilkunastu minutach dobijania się do drzwi, dzwonienia na komórkę i kilku telefonach do szpitala, Stenia zdecydowała się wezwać policję i pogotowie.




- Jest tam na pewno, nigdzie nie poszła, bo już nie była w stanie zejść po schodach, nie wychodziła z domu ponad pół roku. Nie ma żadnej rodziny. Znajomych też nie. 


Chudy policjant długo przyglądał się drzwiom.



- Ale jest pani pewna? Musimy mieć potwierdzenie ze szpitala.



- Przecież panu mówię! - Stenia coraz bardziej się irytowała. - Ja jestem ze szpitala, nikogo u niej nie było w weekend, nie wzięła lekarstw. 


Po kilkunastu minutach pertraktacji zdecydowano się w końcu wyważyć drzwi. Chociaż Stenia zdawała sobie sprawę w powagi sytuacji, łudziła się:



- Halo, pani Mario, wróciłam. Przywiozłam pani pyszne konfitury od mojej bratowej.


 - Na łóżku leżała blada, chuda staruszka. Ubrana w stare dresy i rozciągnięty zszarzały sweter. Na stopach miała dziecięce różowe puenty, które nasunęła na czubki palców. Uśmiechała się.



- Pan Mario, pani Mario! - Stenia zaczęła szarpać swoją podopieczną, lecz ręce Marii były lodowate, a puls niewyczuwalny.













 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Jaga · dnia 21.02.2016 09:38 · Czytań: 1373 · Średnia ocena: 4,82 · Komentarzy: 31
Komentarze
Miroslaw Sliwa dnia 21.02.2016 13:04 Ocena: Świetne!
Co tu wiele gadać; bardzo ciekawy i dobrze zrobiony tekst.

Jest duży ładunek dramaturgii. Naturalny infantylizm starszej pani plus nowoczesne środki komunikacji, no i umieranie. Hm...

Wiem, że wszyscy powinniśmy zastanowić się nad sobą, nad stanem naszej kultury i cywilizacji, nad tym czy jeszcze jesteśmy ludźmi czy już tylko plastikowymi kukiełkami.

Bardzo człowiecze to opowiadanie, no i dobrze.

Pozdrawiam serdecznie i sukcesów życzę. :)

Mirek
Jaga dnia 21.02.2016 19:50
Mirku,

bardzo dziękuję za odwiedziny, a przede wszystkim za przebrnięcie przez długi tekst:)
Twoja ocena bardzo mnie cieszy:)

Pozdrawiam serdecznie,
Jaga
Dobra Cobra dnia 21.02.2016 20:03 Ocena: Świetne!
Ikoniczne. Niesamowite. Piękne. Must read.

Uklękam przed Autorką na dwa kolana. Oraz dodaję ja do moich Ulubionych.


Dobra Cobra
Jaga dnia 21.02.2016 20:31
Dobra Cobra,

cóż ja rzec mogę po takim komentarzu? Spłonęłam rumieńcem, dostałam palpitacji serca i zainteresowałam się opcją "dodaj do ulubionych", bo nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje. Wiesz, dawno mnie tutaj nie było...

Szczerze dziękuję!!! :)
Jaga
ajw dnia 22.02.2016 11:34 Ocena: Świetne!
Jago, piękny, niezwykle wzruszający tekst, który przeczytałam na jednym tchu. Wydawałoby się, że o czymś takim mozna napisać operując tylko smutnymi emocjami, a Ty dodałaś szczyptę radości odchodzeniu. Nie ma w tym tekście nachalnego melodramatyzmu Pokazałaś, że można umrzeć pięknie i pomimo samotności nie być samym.
Kupuję w całości i chetnie zajrzę do innych Twoich opowiadań. Pozdrawiam serdecznie :)
DragonLady dnia 22.02.2016 14:41 Ocena: Świetne!
Cytat:
Maria nie mogą usiąść jej na ko­la­nach


Ma być "nie mogła", o ile dobrze rozumiem? Dobra. Dość upierdliwości.

Właściwie, co przyznaję z radością, nie pozostawiasz wiele miejsca na upierdliwości. Stylistycznie, językowo, ortograficznie, tralalala, bardzo ładnie; ale to na pewno wiesz, nie jesteśmy w szkole, ten tekst jest na zbyt wysokim poziomie. Bardzo udany styl narracji; jest prosto, ale nie prostacko, dość głęboko i szczerze, ale bez kombinowania. Kojarzysz nartniki? Unosisz się na powierzchni wody dokładnie tak, jak one.

Chciałabym poznać odpowiedź na pytanie, dlaczego Pani Maria wybrała życie takie, a nie inne. I nie to, żeby tej odpowiedzi w ogóle w tekście nie było; jest, ale delikatnie muśnięta, jakby ktoś poinformował mnie, że to nie moja sprawa. Znać, że postać jest dobrze zbudowana. Autentyczna.

Pozdrowienia!
Jaga dnia 22.02.2016 21:42
Ajw,

niezmiernie się cieszę, że doceniłaś moją Szarytkę:)
Szczerze powiedziawszy trochę się bałam, że skrytykujecie ten tekst, więc z radością przyjmuję arcymiłe słowa :)
Pozdrawiam serdecznie !





DragonLady,

dziękuję za literówkę, a przede wszystkim za wizytę i przychylny komentarz. Czuję się podbudowana i nabieram chęci do pisania! :)
Pozdrawiam ciepło!
mike17 dnia 25.02.2016 13:47 Ocena: Świetne!
Piękny, klimatyczny tekst o tym, że starość wcale nie musi być pasmem narzekania, złorzeczenia na los i ludzi, może być okresem cudownego wyciszenia, pogodzenia ze sobą, z tym, że wszystko przemija, że życie kradnie każdego dnia kolejne 24 godziny, w końcu, że czasu się nie cofnie, chyba że w marzeniach.

Przewrotny wątek z "randkowaniem" - widać, że nasza starsza pani miała się całkiem nieźle i do samego końca kochała świat i życie, decydując się na tak ekstrawagancki pomysł.

Bardzo wymowna i mocna jest scena końcowa, gdzie pani Maria, będąc już w objęciach śmierci ma wizje - to dość częste zjawisko w momencie odchodzenia, wielokrotnie opisywane przez tych, którzy otarli się o śmierć kliniczną.
Wzruszyłem się, bo opisałaś to tak ciepło, że coś za gardło chwyciło, bo czułem, że koniec opowiadania skończy się zgonem bohaterki.

Piękną polszczyzną się posługujesz, Jago, zawsze zwracam na to uwagę i to chwalę :)
Obcowało mi się z nią wyśmienicie.

Cóż mogę powiedzieć - cała przyjemność po mojej stronie :)

Tu mała literówka:

Cytat:


- Nic się nie stało. - Za­trza­snę­ła lap­to­pa i star­ła się za­cho­wy­wać na­tu­ral­nie.

"starała"
faith dnia 25.02.2016 21:01
Podoba mi się jak zgrabnie przepłynęłaś w narracji między światami. Jest to niezauważalne i możemy się jedynie domyślać zakończenia, które potem jednak nie pozostawia złudzeń.

Nasuwa mi się pytanie, czy jest to historia ze smutnym zakończeniem i dochodzę do wniosku, że wręcz przeciwnie. Bohaterka znalazła w końcu to, czego nie była w stanie doświadczyć za życia.
Jest trochę jak baśniowa dziewczynka z zapałkami, która zapatrzona w świat swoich marzeń nie zauważa nawet, że odeszła. Czuje tylko ciepło, do którego zaczyna iść.

To smutna historia, ale wbrew pozorom nie śmierć smuci tu najbardziej, a właśnie życie, które wiodła Maria. Bo wciąż nie potrafiła go wziąć we własne ręce, zaryzykować, zaszaleć i cieszyć się tym.

Poprowadziłaś całą opowieść tak, że miło zagląda się w ten świat. Czuć w nim melancholię i samotność bohaterki, a to bardzo wzrusza.

Pozdrawiam!:)
Jaga dnia 25.02.2016 21:27
Mike,
dziękuję za zrozumienie, literówkę, a przede wszystkim za pozytywny odbiór "Szarytki".
Jeśli choć odrobinę się wzruszyłeś, to największy komplement.
Pozdrawiam! :)



Faith,
bardzo dziękuję za mądry komentarz. Znalazłaś w moim tekście to, czego ja sama nie doceniłam- owo przejście i porównanie z umierającą dziewczynką z baśni.
Cieszy mnie Twoja wizyta :)
Pozdrawiam!
Izabea Bocian dnia 27.02.2016 23:19 Ocena: Świetne!
Doskonałe opowiadanie, palce lizać, świetny tytuł, gratuluję pomysłu i talentu.
Jaga dnia 28.02.2016 20:23
Iza,
bardzo dziękuję za ocenę!
Pozdrawiam serdecznie,
Jaga
purpur dnia 01.03.2016 17:25 Ocena: Świetne!
Damn it - Jaga,

Nawet nie spostrzegłem, że zbliżam się do końca Twoich słów... W środku wierzyłem, że to naprawdę się dzieje, że ona... że będzie biegać, śmiać się, że będzie kochać...

Ale tak, było czuć, że to nie może się skończyć dobrze... Ta atmosfera wisiała niemalże od pierwszego zdania, tym niemniej, łudziłem się...

Naprawdę szkoda, że nie dałaś jej chodź paru takich chwil, chociaż, chyba jednak dałaś...

Świetna historia, opowiedziana w prze - delikatny, poprowadzony z wielkim wyczuciem sposób. Do tego niektóre zdania, to tylko uczyć się na pamięć, aby wiedzieć jak rozpościerać zasłonę tajemnicy, przedstawiać ból w sercu... a niech to...

Zresztą, tytuł już powinien wystarczyć wszystkim "niedowiarkom" i tym którzy zastanawiają się czy przeczytać. Po prostu świetny!

Naprawdę chętnie bym się do czegoś przyczepił, naprawdę chętnie bym wpakował palce w któreś zdanie i stwierdził, że to to nie tak, że powinno być inaczej. Wybacz, tym razem mi się to nie uda, bo prawie od samego początku wpadłem w Twoją opowieść tak bardzo , że nie byłem w stanie spisać sobie choćby jednego zdania, a tekst zniknął w sekundę.

No cóż, chyba muszę sobie pójść już, chociaż tak naprawdę, to chętnie bym jeszcze został chwilę w tych słowach, chociaż momencik, chociaż pół-chwilki...

Pozdrawiam,
Purpur
Jaga dnia 02.03.2016 08:12
Purpur,
niezmiernie mnie cieszy Twoja ocena. Wierzę, że Maria pobiegała po parku. Umarła przecież z uśmiechem na ustach:)
Długo pracowałam nad tym tekstem i nie ukrywam, że każdy pozytywny odbiór jest dla mnie dużą nagrodą. Dziękuję!

Pozdrawiam ciepło!
Jaga
Wasinka dnia 03.03.2016 21:04
Jago,
czytałam sobie wcześniej już, ale dopiero teraz, przy Księżycu, przydreprał do mnie komentarz.
Opowieść - wbrew pozorom - jest wypełniona ciepłem; jest to ciepło od środka... takie potrzebujące. I w zasadzie - to jedna z piękniejszych śmierci... Kiedy to samotna rzeczywistość gładko przechodzi w realność marzenia i potrzeby.
Tytuł ładnie podkreśla treść terkstu, no i jest po prostu przyciągający zwyczajnie. ;)
To smutne, jak ludzie, dopiero oglądając się wstecz, widzą to, co stracili. Dobrze, że zauważają, jeśli mają jeszcze wpływ na przyszłość czy teraźniejszość, ale gdy jest za późno...
Powiem Ci, że Twoja niedotykana bohaterka przywiodła mi na myśl inną staruszkę. To opowieść króciutka Izoldy. Inaczej poprowadzona, bohaterka też inne życie miała, ale ostatecznie brak bliskości stał się nazbyt intensywny. Bo człowiek musi być dotykany...
Podrzucam link, gdybyś chciała zajrzeć: http://www.portal-pisarski.pl/czytaj/40432/odludna

Tekst porusza i daje sygnał, byśmy nie zapomnieli, nie bali się, nie stali na uboczu życia, a przynajmniej nie tego uczuciowego.

Pozdrawiam księżycowo.
Jaga dnia 04.03.2016 20:10
Wasinka,
bardzo mi miło, że zawitałaś w moje progi :) Dziękuję za wszystkie słowa oraz polecany tekst Izoldy. Masz rację obie bohaterki cierpiały na tę samą chorobę - brak dotyku.

Oglądałaś film Agnieszki Holland "Plac Waszyngtona"? Tam samotność bohaterki była porażająca...

Pozdrawiam Cię ciepło,
Jaga
Wasinka dnia 05.03.2016 13:11
Hm, kiedyś - pamiętam - miałam oglądać, ale w rezultacie gdzieś mi umknęło... Wszak film znany.

Pozdrawiam sobotnim uśmiechem.
Jaga dnia 06.03.2016 11:46
Zachęcam do obejrzenia. Na mnie wywarł ogromne wrażenie.
Pozdrawiam ciepło:)
Quentin dnia 07.03.2016 23:35 Ocena: Bardzo dobre
Powrót do przeszłości

Starość zmiażdży każdego. A w zasadzie bardziej pasowałoby, że dopadnie każdego. Taki porządek świata.

Bardzo sentymentalna opowieść. Ciepła, a zarazem mocno niepokojąca. Próba zbilansowania własnego życia u końca. Nie wiem czy wszyscy tak robią, ale podejrzewam, że ja tak właśnie zrobię, jeśli śmierć nie ubiegnie mnie wcześniej. To chyba nic nadzwyczajnego, że człowiek chce po raz ostatni spojrzeć na wszystko z perspektywy czasu.

Muszę przyznać, że tytuł ma trochę mylące brzmienie w stosunku do treści. Zapowiadało się na komediową opowieść, i humor tu jest jak najbardziej i to na całkiem dobrym poziomie, ale myślałem raczej o czymś "lżejszym". W każdym razie nie zawiodłem się, bo historia robi wrażenie jak trzeba.

Tekst ma dość ciekawy charakter, bo podejrzewam, że większość twórców wybrałaby inny punkt wyjścia. A mianowicie opowiadaliby o kobiecie, która używała życia za młodu, a na starość żałuje. W tym przypadku jest odwrotnie i to też o czymś świadczy. Z życia trzeba umieć skorzystać.

Dobra robota, Jaga

Pozdrowienia śle Quentin ;)
Jaga dnia 09.03.2016 20:23
Quentin,
może dlatego, że ja z życia korzystam, bardzo współczuję tym, którzy wciąż czekają na dogodny moment, aby otworzyć "paczkę" i zaryzykować;-)
Cieszę się, że znalazłeś chwilę na wizytę. Bardzo dziękuję za pozytywny komentarz :)
Pozdrawiam!
Jaga
Niczyja dnia 20.03.2016 16:09 Ocena: Bardzo dobre
Witaj Jago,

Przeczytałam tekst raniutko, siedząc z laptopem w łóżku, jak Twoja bohaterka. Nawet komentarz wtedy był prawie gotowy i pech - komputer siadł i wszystko przepadło. Ulotne pierwsze wrażenia, które są najcenniejsze i nie do zastąpienia.
Drugie podejście. Może tym razem nie zrobi mi psikusa, ach ty niedobry laptopie!

Tekst piękny, mądry, pełen smutku i nostalgii za czymś nie tyle nawet utraconym, co niespełnionym, a jednocześnie pełen radości i nadziei. Tak, nadzieja umiera ostatnia...

Przez Twoją opowieść się płynie, nie pozwalając wyjść i wrócić, trzeba przeczytać za jednym zamachem, a potem podumać nad życiem.

Wnioski: życie jest tylko jedno, i trzeba spróbować wszytskiego kiedy jest na to czas, bo potem może być już za późno. Lepiej spróbować, niż załować, że się nie spróbowało. Nawet jak to jest bardzo drogie i dużo kosztuje... to tylko taka moja przenośnia myślowa:)

Wiesz, w tekście znalazłam wiele literówek i rzeczy do poprawienia (interpunkcja, itd). Na Twoim miejscu w wolnej chwili pochyliłabym się nad nim spokojnie i dokonała niezbędnych korekt. Wyjdzie to tylko tekstowi na dobre:)

Dziękuję za miło spędzony czas z Twoją bohaterką!

Pozdrawiam, Niczyja
Jaga dnia 22.02.2017 11:06
Witaj, Niczyja,
nie wiem jak mam Cię przepraszać, ale dopiero dziś przeczytałam Twój komentarz napisany wieki temu! Na dodatek chciało Ci się napisać dwa razy! Dziękuję:) Za miłe słowa, zrozumienie tekstu oraz wnioski - dokładnie to chciałam przekazać!
Jeśli chodzi o literówki i błędy interpunkcyjne - wstyd się przyznać, ale ja ich czasami po prostu nie wiedzę, nawet jeśli czytam wiele razy:( Jeszcze dziś wieczorem wydrukuję tekst i spróbuję coś poprawić.
Serdeczności,
Jaga
Aronia23 dnia 14.03.2017 22:00 Ocena: Świetne!
Dobry wieczór, Jago. Po raz pierwszy przeczytałam Twoje opowiadanie i jestem pozbawiona zdrowego rozsądku w tej chwili. Napisałaś je, napisałaś... o" filozofii bytu wszelakiego". Jakże jest ono wieloznaczne i jednoznaczne, nie zrozum mnie źle. To nie tak, że wszystko jest w jednym. Niby jest, a jednak oddzielnie. To, jak układ pierwiastków, jak atomy, z których jedne są stołem a inne człowiekiem. I prawda. Tu jej nie ma, choć jest. Czary, jak bucik Kopciuszka, zgubiony, ale przynoszący rozwiązanie wszystkich problemów. Dziewczyna - geniusz, dziewczyna - szara. Jago wrócę tu. Na razie tyle, pozdrawiam, Aronia23
Jaga dnia 14.03.2017 22:34
Aronio,
bardzo dziękuję za niespodziewaną wizytę. Znalazłaś w moim opowiadaniu więcej mądrości, niż sama w nie włożyłam ;) Serdecznie dzięki! Za ocenę, komentarz i chęć powrtotu. Będę czekać :)
Aronia23 dnia 14.03.2017 23:07 Ocena: Świetne!
Jago :))).
retro dnia 06.07.2017 21:35
To po kolei: wraz z pewną znajomą postanowiłyśmy w okresie wakacyjnym się uczyć, aby utrwalić przerobiony materiał. Do nauki potrzebna książka. Ta pierwsza, jeszcze z zeszłego roku, bo jak powtarzać to od początku. I cóż znajduję w tej książce? Cztery kartki grzecznie wsunięte za przednią okładką. Zaczynam czytać: „-Pani Mario..." i ...

Jago, miałam się rozpisać. Ilością zdań sprawić, aby moje zachwyty przyciągnęły do Marii-Rosy jak najwięcej czytelników, ale (jestem z tych, co wierzą w precesję, czyli szukamy-znajdujemy). Zatem czytelnicy, którzy chcą przeczytać coś naprawdę dobrego, nie powinni ominąć tego kawałka. Kawałka, który wzrusza. Kawałka, który ma głębię.

Pozdrawiam,
Retro
Jaga dnia 21.07.2017 21:41
Cześć, Retro,
pięknie dziękuję za budujący komentarz. Co prawda to tylko cztery kartki, ale w druku ( ;) !!) u Kogoś na półce :) Jeśli się wzruszyłaś to jestem szczęśliwa.
Pozdrawiam ciepło,
Jaga
AntoniGrycuk dnia 03.06.2018 23:22
Hej,

Zaskakujesz mnie. Pierwszy Twój tekst, jaki przeczytałem (nie pamiętam tytułu) podobno zajął jakieś miejsce w jakimś konkursie, a dla mnie był po prostu zwykły, ładnie napisany i tyle. Ale ten sytuuje Cię w gronie moich ulubionych tutaj autorów. Jest po prostu wyśmienity! WYŚMIENITY!!! Nostalgia, chęć życia, niespełnienie i piękna wizja na koniec. Nie mogłem się oderwać. Normalnie przyczepiłbym się do literówek, interpunkcji, bo nie było to idealne, ale nie w tym przypadku. Treść przyćmiła wszystkie niedostatki. To jeden z pięciu najlepszych tekstów, jakie tu czytałem!
A tak swoją drogą, to nie myślałaś, aby zrobić z tego coś dłuższego?

Pisz tak dalej, a ja zaraz się biorę za kolejny Twój tekst.

Pozdrawiam
Jaga dnia 04.06.2018 21:16
Następnym razem poproszę o przyczepienie się do literówek, interpunkcji itp., choć nie ukrywam, że czuję się zaszczycona taką oceną! Lubię ten tekst. Powstawał długo. Na początku miał być rozbudowany o rozmowy z absztyfikantami, ale potem z tego zrezygnowałam. Wycięłam też spory fragment z zakończenia. Zresztą, napisałam trzy różne wersje, wybierając w końcu tę najprostszą.
Antoni,
bardzo mi miło, że teks Ci się podobał. Piszę cały czas (jak mam czas), ale ostatnio nie publikuję na PP. Nigdzie nie publikuję, dopóki nie skończę ;)
Pozdrawiam ciepło,
Jaga
Ten_Smiertelny dnia 08.06.2018 13:07 Ocena: Świetne!
Nie wiem jak to jest, to w pewien sposób zadziwiające, że uczucie jest tak znajome… Zdziwiłem się tym strasznie, ale końcówka bardzo mi się spodobała i zmieniła odbiór całego tekstu. Dziwne… dziwnie się czuję, niesamowicie dziwnie… Przypomina mi się „Kostucha”, ale mocniej… brrr…

Strasznie ciężko wyrazić mi to co chcę powiedzieć, muszę więc zrobić to dłużej:
A więc Jago, ja wierzę, że człowiek po zjedzeniu owocu z „drzewa poznania dobra i zła”, otrzymał takie ponad naturalne poznanie, co jest dobre i co złe. Dzięki temu skrył się przed Bogiem, gdyż czuł wstyd – chociaż było to przecież uczucie irracjonalne.
Wierzę zatem, że mimo iż możemy mieć różne poglądy na temat moralności, w gruncie rzeczy jednak znamy „prawo moralne” i odczuwamy je, zwyczajnie czując, że coś jest złe lub dobre. Przy czym sztukę według mnie, również można w ten sposób wartościować.

Rzecz może być więc uznana za świetną z kilku powodów:
1. Przemawia do naszego rozumu – zawiera poglądy z którymi się zgadzamy, albo też udaje mu się przekonać nas racjonalnie i logicznie do czegoś, wzbudzić w nas nową myśl i poszerzyć nasze horyzonty, lub też rozgrzać nasz mózg i rozruszać komórki nerwowe.

2. Przemawia do naszego ciała – odpowiada na potrzeby naszego ciała, pobudza ciało, podnieca itd.

3. Przemawia do naszego ducha i systemu moralności – odpowiada potrzebom ducha, dzięki poznania dobra i zła zwyczajnie czujemy, że coś jest dobre lub złe.

Mimo iż prawo moralne jest tylko jedne, możemy różnie odczuwać daną rzecz, bo różnie ją interpretujemy i rozumiemy (skąd też w znacznej mierze wynika też tzw. gust). Ogólnie jednak ostatni punkt uznaję za najważniejszy.

Gdy teraz przechodzę do twojego opowiadania, zupełnie nie przemawia ono do mojego rozumu, ani tym bardziej ciała – lecz po prostu czuję, że to jest dobre!

Nie wiem o co chodzi, dlatego jestem zdezorientowany, zwykle mam jakąś harmonię między moimi poglądami a poczuciem dobra i zła – lecz nie zawsze…

Moje uczucia są naprawdę podobne do odbioru „Kostuchy”, a jednak mocniejsze. To znaczy ostateczne irracjonalne pozytywne uczucie jakie czułem po skończeniu „Kostuchy”, nie było wstanie zasłonić negatywnego wrażenia które miałem po przeczytaniu początku. Tutaj zaś było inaczej, końcowe wrażenie, że „to jest dobre” jest tak wielkie, że całość zupełnie mi się podoba. Jednocześnie podobnie nie potrafię tego zrozumieć…

Początek strasznie mnie irytował, bohaterka złościła. Naprawdę byłem wściekły, czytałem z trudem i próbowałem uciec… a jednak to wrażenie zupełnie zniknęło. Teraz mam dobre zdanie o wszystkim. :)

O co może chodzić? To przecież mogło być głupie: „korzystaj z życia póki możesz!” i tym podobne bezbożne brednie. I tak chyba niektórzy to zrozumieli… Niestety…

Co mnie tak denerwowało?
Bohaterka nawraca się na zło. Z pokory nawraca się na bezczelność. Z niemyślenia o sobie, w samolubność. Z panowania nad ciałem, na uleganie pożądliwościom cielesnym. Zupełnie mi się to nie podoba.

To tak jakby ktoś przez całe życie żył uczciwie i nie kradł, a pod koniec życia na łożu śmierci planował napad na bank. Okropne! Wolę już by ktoś kto całe życie kradnie, na koniec zapragnął rozdać swój majątek i pożałował wszystkich swoich grzechów.

Bohaterka była w swym życiu nieszczęśliwa, lecz czy to aż tak źle? Nie jest też powiedziane, czy dyby żyła inaczej, byłaby rzeczywiście naprawdę szczęśliwsza. Zdecydowanie nie byłoby lepiej gdyby „myślała o sobie” i puszczała się na wszystkie strony, dla własnej przyjemności.

A jednak opowiadanie mi się podoba. Przy czym ja mam wrażenie, że skończyło się dobrze.

Wydaje mi się, że można było skończyć to na milion sposobów źle. Ba~! Gdyby ktoś dał mi tekst bez końcówki stwierdziłbym, że straszny i obrzydliwy i nijak nie wiedziałbym jak go dobrze skończyć. Jaka to byłaby maskarada i okropność, gdyby do spotkania doszło!

Zresztą nie wiem… Po prostu w pewnym momencie mi się spodobało. Byłem pewny, że przemiana bohaterki jest prawdziwa i zirytowałem się, ale jednocześnie miałem nadzieję, że się ostatecznie wycofa z tego głupiego pomysłu. Że skoro wróciła do dawnej siebie, wróci do niej naprawdę. Wracając do porównania z napadaniem banku. Staruszek mógłby fantazjować o napadzie na bank, lecz gdyby nagle odmłodniał i miał okazję, może zawahałby się i jednak ostatecznie zrezygnował z tego czynu. Fantazja jest tylko fantazją i na to właśnie miałem nadzieję.

Pukanie do drzwi, zrozumiałem najpierw w ten sposób, że pielęgniarka wróciła z jakiegoś powodu, a bohaterka nie chce jej otworzyć, bo przecież odmłodniała i ta jej nie pozna. Zastanawiałem się jak z tego wybrnie. Później zaś myślałem, że pewnie dom jest pusty, bo poszła na spotkanie. Końcówka mnie rozbroiła, wywołała dziwne uczucie i tekst mi się zwyczajnie spodobał. Nie spodziewałem się tego zupełnie. :)

Teraz zaś czuję smutek i lekką melancholię…

W każdym razie tekst napisany jest z pomysłem, jest inny, jakoś niespotykany…

Jeszcze tylko słówko o tym, z czym mi się tekst kojarzył. Po przeczytaniu przypomniała mi się prosta niezależna gra komputerowa, przy której niemal wszyscy płaczą (w tym i ja sam, choć byłem sceptyczny…) o tytule: „To the Moon”. Polecam, choć według mnie fabuła jest bezsensowna, lecz warto to przeżyć, ma też ona wersję polską. Do grania w nią nie trzeba żadnych umiejętności, a wzrusza niesamowicie.

„To the Moon” skojarzył mi się ze względu na koniec. Jeśli zaś chodzi o zawarte w tekście refleksje na temat zmarnowanego życia, przypomniał mi się komiks/manga który niedawno czytałem o nazwie: „3 Dni Szczęścia”, jest za darmo dostępny w internecie dzięki kafka-scans.blogspot.com
Możesz zerknąć bo to tylko chwila i komiksy czyta się łatwo (tam od prawej do lewej), ale mnie on delikatnie mówiąc irytował… Choć też coś w nim jest, ale mnie przeraża.

Wybacz Jago, ten komentarz jest chyba bardzo chaotyczny i słaby . Opowiadanie mi się podoba, czuć, że jest dobre i tak właśnie ma być. Dziwnie piszesz, naprawdę dziwnie, lecz to akurat dobrze.

Pozdrawiam serdecznie,
Ten Śmiertelny

I List do Koryntian 9, 24. Nie wiecie, że ci co biegną w zawody, wszyscy wprawdzie biegną, ale jeden otrzymuje nagrodę? Tak biegnijcie, abyście otrzymali.
25. Każdy zaś, co chodzi w zapasy, od wszystkiego się powstrzymuje. A oni wprawdzie, aby skazitelny wieniec otrzymać, my zaś nieskazitelny.
26. Ja więc tak biegnę, nie jak na niepewne; tak walczę, nie jakbym wiatr chłostał;
27. ale karcę ciało moje i w niewolę podbijam, żebym przypadkiem innym przepowiadając, sam nie został odrzucony.

10,
1. Nie chcę bowiem, bracia, żebyście nie mieli wiedzieć, że ojcowie nasi wszyscy byli pod obłokiem i wszyscy przeszli morze,
2. i wszyscy byli ochrzczeni w Mojżeszu, w obłoku i w morzu;
3. i wszyscy jedli ten sam pokarm duchowy,
4. i wszyscy pili ten sam napój duchowy (a pili ze skały duchowej, która szła za nimi, a skałą był Chrystus).
5. Ale nie w wielu z nich upodobał sobie Bóg; albowiem "polegli na pustyni."
6. To zaś stało się figurą dla nas, abyśmy nie pożądali złego, jak i oni pożądali.
7. I nie stajcie się bałwochwalcami, jak niektórzy z nich, jak napisano: "Zasiadł lud, by jeść i pić i wstali, żeby się bawić."
8. Ani się nie dopuszczajmy rozpusty, jak niektórzy z nich dopuścili się rozpusty i poległy dnia jednego dwadzieścia trzy tysiące.
(…)
12. Kto więc mniema, że stoi, niech patrzy, żeby nie upadł.

Proroctwo Izajasza 22, 12. I zawoła Pan, Bóg zastępów, w ów dzień do płaczu i do narzekania, do obłysienia i do przepasania się worem; 13. a oto radość i wesele, zabijanie cielców i zarzynanie baranów, jedzenie mięsa i picie wina: „Jedzmy i pijmy, bo jutro pomrzemy!”
14. I objawił się w uszach moich głos Pana zastępów: „Zaprawdę nie będzie ta nieprawość odpuszczona wam, aż pomrzecie, mówi Pan, Bóg zastępów.”
Jaga dnia 12.06.2018 22:26
Ten_Smiertelny napisał:
Gdy teraz przechodzę do twojego opowiadania, zupełnie nie przemawia ono do mojego rozumu, ani tym bardziej ciała – lecz po prostu czuję, że to jest dobre!

Może przemawia do Twojego ducha?
Ten_Smiertelny napisał:
Początek strasznie mnie irytował, bohaterka złościła. Naprawdę byłem wściekły, czytałem z trudem i próbowałem uciec…

Jesteś wzorcowym czytelnikiem;) Bardzo mnie cieszy ta reakcja!
A ona nie chciała rozpusty...chciała życia...lecz za późno się za to zabrała;)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
andro
15/09/2019 23:00
i nikt nie przystaje - w sensie, że za mało w nich… »
bruliben
15/09/2019 22:51
Sugestywnie napisane o muzyce i wspomnieniach. Te pocztówki… »
bruliben
15/09/2019 22:44
Rzeczywiście widać w tekście częste obcowanie za śmiercią.… »
Kapelusznik
15/09/2019 21:59
Oj... A myślałem że to ja piszę długie opisy... hooo...… »
Bartek Otremba
15/09/2019 21:29
Fakt, zdecydowanie do poprawy — też naszła mnie taka… »
voytek72
15/09/2019 19:08
Madawydar - podziękowania za wizytę i opinię :) »
AntoniGrycuk
15/09/2019 18:46
Tak, zaduma spowodowana śmiercią... Ja wiem jedno, co… »
mike17
15/09/2019 18:32
Bardzo mi się podoba, Edyto, naprawdę jest tu lekkość i… »
mike17
15/09/2019 18:14
Bardzo trafne spostrzeżenie, Yaro, zgadzam się w zupełności.… »
mike17
15/09/2019 18:05
Rafi, ciekawy ten Twój wiersz :) Zgrabnie dobierasz słowa i… »
Dobra Cobra
15/09/2019 16:35
A Ty, Ty... Kasia z bliska, Jakie interesujące tematy… »
Dobra Cobra
15/09/2019 16:29
Nooo, jakie doświadczenie przez piszącą przemawia.… »
Kamila N
15/09/2019 14:56
O ile dwa pierwsze postulaty dotyczą samej osoby mówiącej, o… »
Marek Adam Grabowski
15/09/2019 14:48
Dzięki za przeczytanie. Ująłeś sedno; moja twórczość to… »
Kapelusznik
15/09/2019 14:34
"Nie miałam" - chyba ... HA HA HA HA HA HA… »
ShoutBox
  • mike17
  • 15/09/2019 14:25
  • Siemanko, Krzyśku :)
  • bruliben
  • 15/09/2019 00:24
  • Chciałem tam napisać, że filmy są godne polecenia :)
  • bruliben
  • 15/09/2019 00:21
  • A propos kina dzieci w Muranowie dobiega końca przegląd kina izraelskiego. Jutro ostatni dzień. Po tym co zobaczyłem do tej pory mogę z czystym sumieniem produkcje festiwalu.
  • leskos
  • 11/09/2019 12:09
  • Dzień dobry :)
  • mike17
  • 08/09/2019 20:36
  • Coca_monko, wiersz robi wielkie wrażenie. Jest głęboki i pełen treści. Nie pozostawia czytacza obojętnym. Jest bardzo treściwy i intymny. Uśmiecham się pod nosem, że ktoś umie pisać taką lirykę :)
Ostatnio widziani
Gości online:15
Najnowszy:otikedin
Wspierają nas