Ostatnie dni Beniamina - Jaga
Proza » Humoreska » Ostatnie dni Beniamina
A A A

Dzień, w którym Czesław przybył do naszego domu, był początkiem mojego końca. Wtedy jeszcze tego nie widziałem, bo nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z kotami. Moje dotychczasowe, dziesięcioletnie życie, było całkiem udane - nie licząc licznych przeprowadzek i związanych z nimi przykrych incydentów. Nie lubiłem podróży samochodem, a tym bardziej nowych parapetów, bo musiałem się od początku ustawiać do słońca. Z powodu wrodzonej sztywności, trwało to kilka tygodni. Nie licząc kilku złamanych łodyg, Paweł dbał o mnie jak potrafił. Nie narzekałem. Letnia, przegotowana woda, nawozy, raz na jakiś czas świeża ziemia, a przede wszystkim odrobina czułości i spokojne miejsce na wschodnim parapecie.

 

Większość jego dziewczyn mnie lubiła, co owocowało delikatnym nawilżaniem, miłą konwersacją, a czasami nawet nową doniczką.

 

Nie kryję tego, że Jaga była najgorsza. Po pierwsze, odkąd się wprowadziła, Paweł zaczął mnie zaniedbywać. Nie mówię już o tym, że przestał ze mną gadać wieczorami. Od poniedziałku do piątku usychałem na parapecie. Jednak najstraszniejsze były soboty.

 

- Musimy posprzątać ten syf! - Dyrygowała od samego rana. - Ja zabieram się za pokoje, a tobie zostawiam resztę. Nagle ściągnęła mnie z parapetu i wrzuciła do wanny. W pralce wirowały firanki, a ona polewała mnie lodowatą wodą z prysznica, obskubując uschnięte liście. Koszmar! Mam w dupie taką toaletę! Paweł próbował protestować:

- Kochanie, może lepiej wytrzeć go wilgotną ściereczką i delikatnie spryskać letnią wodą?

- Co ty?! Zobacz jaki on brudny, zawsze tak myłam wszystkie kwiatki i było dobrze. - „Komu dobrze?!” - próbowałem się bronić, ale że kwiaty i ryby głosu nie mają, nikt mnie nie słuchał.

 

Po jakimś czasie przywykłem do sobotnich kąpieli, a moje życie odzyskało dawny spokój. Choć nie wierzyłem w jej opowieści o kwiatach, bo żadnego nie przywiozła ze sobą, zrozumiałem, że Jaga nie ma złych intencji.

 

Znów oddychałem pełną blaszką i przestałem gubić liście. Aż do feralnego poranka, w którym pojawił się ON. Czarny mały futrzak, który trząsł swoją krągłą dupką na fotelu. Wydawał się taki niewinny.

- Ojej! Piękny! - piszczała Jaga. - Skąd się tu wziął?

- Jest twój, zawsze chciałaś mieć kota. - Paweł wypakowywał zakupy i szczerzył zęby z radości. Jaga zachowywała się jak nierozgarnięta nastolatka: machała rękoma, podskakiwała. Całowała na zmianę Pawła i zwierzę. Obrzydliwe!

I chociaż to była sobota - rytualny czas porządków - tym razem nikt nie włożył mnie do wanny. Po kilkunastu identycznych telefonach do koleżanek: „Zgadnij co dostałam! Nie, nie brylanty. Kotka! Taaaaa - przeciągała sylaby - „Piękny, milusi, przyjedź koniecznie go zobaczyć! Kochany jest!” zacząłem się zastanawiać, o co w tym wszystkim chodzi. Wieczorem do mieszkania przybyło kilka rzeczy: kuweta, drapak, piłeczki, miseczki oraz tłum ludzi. Po raz pierwszy nikt nie palił papierosów w domu! Podobno kotom szkodzi. Kotom szkodzi?! No niech spadnę z parapetu! Kotom szkodzi, a fikusom nie?! Jednym słowem, tego dnia było wiele hałasu o nic. Tak myślałem, że o nic, ale jakże się myliłem!

 

Małe, strachliwe futerko po kilku dniach zaczęło dokazywać. Szybko rosło, zmieniając się w złośliwą bestię. Dostało nawet imię – Czesław. Nie ukrywam, że byłem rozgoryczony. Też mam imię. „Beniamin”, ale mówili o mnie zwyczajnie „fikus”. A od teraz wciąż słyszałem „Czesio to, Czesio tamto. Czy Czesio jadł? Czy Czesio sikał? Czy kupiłeś kurczaka dla Czesia na jutro? Czy w kuwecie jest już jakaś kupka?” No do zrzygania!

 

Po kilku tygodniach okazało się, że ten gnojek potrafi wskakiwać na parapet. Na dodatek zaczął mnie podszczypywać! Pedał! Chciałem dać mu z liścia, ale nasze tempa poruszania nie były kompatybilne.

- Złaź stamtąd! - Paweł jednak stanął w mojej obronie. - Nie wolno gryźć kwiatków. - Niestety nic to nie pomogło. Ten paskudny zdechlak (Tak, zdechlak, bo gdy spał na oparciu fotela zwisały mu łapy, jakby był martwy) bardzo się ożywiał, gdy zostawaliśmy sami. Bezczelnie obgryzał moje gałązki! Obrywał listki, a raz nawet mnie obsikał! To było straszne. Cierpiałem. Ze stresu opadły mi liście. Odbicie w szybie przekonało mnie o tym, że nie mam już po co żyć. Przestałem pić i na siłę odwracałem się od słońca.

- Kochanie, twój kwiatek coś zmarniał. – Jaga zauważyła, że umieram, dopiero po kilku tygodniach.

- Wiem, zastanawiałem się właśnie, gdzie go przenieść, chyba ma tu za dużo słońca.

 

I w ten oto sposób trafiłem na regał, a ten sierściuch zajął moje ulubione miejsce. Przechadzał się ostentacyjnie po parapecie z wysoko uniesionym ogonem lub leżał rozłożony rozkoszując się wiosennym słońcem. Patrzył na mnie złośliwie spod przymrużonych oczu. Na tym nie koniec. Gdy Jaga z Pawłem nie patrzyli - obskubywał moje najlepsze liście i podgryzał łodygę aż do miazgi!

 

- Kochanie, wydaje mi się, że Czesio podjada fikusa. - No w końcu zauważył! Łudziłem się, że wyrzucą kocura, a ja wrócę na parapet!

- Co ty, niemożliwe. Po co miałby to robić? - Jak to po co?! Żeby mnie wkurzyć, pokazać kto według niego rządzi.

- Zobacz, znalazłem kilka listków pod komodą. Czesiu, wiesz coś na ten temat? - Kot zwinął się w kłębek i przewrócił gałami.

- Wiesz co, możliwe. Cóż, tak jago natura, musimy przestawić kwiatek.

- Ale gdzie? Przecież ten kot wszędzie wchodzi.

 

W ten oto sposób, po dziesięciu latach produkowania tlenu dla mojego właściciela, wyrzucono mnie na szafkę w kuchni. Światło słoneczne docierało tu dopiero wieczorem. Opary smażonej cebuli, czosnku i ryb drażniły moje zakończenia nerwowe, a w tym czasie kocur wylegiwał się na parapecie przy uchylonym oknie. Zawieszał swoje pazury na firankach i zuchwale pomrukiwał.

Nienawidziłem go coraz bardziej. Za to, że był darmozjadem i produkował jedynie kupy w kuwecie. Za to, że hałasował nocą, co źle wpływało na zachodzące we mnie procesy fotosyntezy. Za to, że zajął moje miejsce.

 

Postanowiłem stoczyć walkę na śmierć i życie.

Długo obmyślałem plan, aż w kocu wiedziałem już co robić. Moja doniczka była bardzo ciężka. Wystarczyło dobrze wycelować. Owszem, mogłem się połamać, ale rozwalony łeb sierściucha zrekompensowałby tygodnie odnowy.

Na szczęście Czesław bardzo często wylegiwał się w kuchni, pod szafką, na której mnie ustawiono. Jaga mówiła, że „strzela Rejtana” - leżał rozłożony na środku podłogi, udawał zdechłego i nie pozwał nikomu na swobodne poruszanie się. Wszystko po to, aby dostać świeżą porcję gotowanego kurczaka. Postanowiłem działać szybko! Przesuwałem wszystkie swoje gałązki nad szafkę, aby pewnego dnia móc stoczyć się na jego czarny łeb i rozwalić go z impetem. Na szczęście coraz częściej zapominano o mnie podczas sobotnich porządków i nikt nie zauważył, jak blisko brzegu się znajdowałem. Aż w kocu nadszedł ukochany dzień. Jaga wróciła z pracy i weszła do kuchni. Czesław, który do tej pory wylegiwał się na łóżku, przybiegł za nią i rozłożył się pod moją szafką. Idealnie. Z góry widziałem jego tłusty brzuch, oraz mały, wstrętny łeb. Nogi trzymał w górze i nerwowo machał ogonem.

 

- Zaraz, Czesław, moment, sama muszę coś zjeść - Jaga nastawiła wodę na herbatę … - To był idealny moment, przechyliłem gałązki i poczułem, że spadam!

 

Gdy się ocknąłem, nie mogłem uwierzyć. Znajdowałem się w łazience. Byłem jedną, obolałą gałązką zanurzoną w słoiku z wodą. Ale nie to było najgorsze! Czesław żył. Właśnie siedział w kuwecie, z której wystawał jego czarny wąsik. Czułem jak odchodzę w niebyt w oparach jego śmierdzącej kupy. Miałem tylko nadzieję, że zasłużyłem na lepszą karmę. Wierzyłem, że odrodzę się jako amerykański pit bull terrier. Drżyjcie wszystkie koty!

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Jaga · dnia 25.02.2016 20:21 · Czytań: 1069 · Średnia ocena: 4,67 · Komentarzy: 17
Komentarze
DragonLady dnia 25.02.2016 20:31 Ocena: Świetne!
Pierwsza! :D

No, polot to Ty masz. Myślę, że nawet, gdybyś nie umiała pisać - a umiesz - ten pomysł obroniłby się sam. Jedyne, co mam Ci do zarzucenia, to to, że z powodu Twojego tekstu czuję się nieswojo patrząc na kwiatki.

Elastyczność umysłu pierwsza klasa. Ode mnie piąteczka.
Jaga dnia 25.02.2016 21:32
DragonLady,
niezmiernie mi miło, że Ci się podoba :) Tym bardziej, że trafiłam na dolną półkę, więc pokornie czekam na baty ;-)
Pozdrawiam,
Jaga
Darcon dnia 25.02.2016 22:01
Podobało mi się :) Ciekawy pomysł i gładko zrealizowany. Też nie przepadam za kotami:)
Dobra Cobra dnia 26.02.2016 00:08 Ocena: Bardzo dobre
Slodki obrazek odwiecznej walki, prowadzonej na wielu frontach.


Jago,

Ale żeby od razu mowić na niego:pedał?

Dobrze wykombinowane, przyjemnie się czyta - i o to chodzi w Lyteraturze.

Pisz tak dalej!!!


Pieknie pozdrawiam,

DoCo
Jaga dnia 26.02.2016 09:18
Darcon,
ja uwielbiam koty :) Zresztą posiadam jednego darmozjada. Cieszę się, że pomysł Ci się spodobał.

DoCo,
Cała przyjemność po mojej stronie. Pisania i czytania miłych komentarzy.



Pozdrawiam Was ciepło! :)
Jaga
purpur dnia 26.02.2016 10:44
No tak,
kawa jest,
ciasteczko jest ( chodź akurat tego to powinno nie być... :),
opowiadanko - czek!

No oglądnąłem sobie cierpiącego fikusa :)

Pomijając element edukacyjny, bo teraz już wiem, że ziemia na podłodze to było rytualne samobójstwo / polowanie na pewne futerko, to ubawiłaś mnie przy mojej kafce.

Coś widzę, że wena nadchodzi od różnych przedmiotów, które raczej rzadko goszczą na kartach, jako główni bohaterowie.

Przeczytało się zacnie. Ot, takie malutkie coś, ponownie idealne do porannej kafki!

To mnie mocniej uśmiechnęło :D

Cytat:
Podobno kotom szkodzi. Kotom szkodzi?! No niech spadnę z parapetu!


No miło rozpocząłem poranek!
Jaga dnia 27.02.2016 20:34
Purpur,
życzę więcej takich miłych poranków (Poranek 10:44,pozazdrościć).Oczywiście z moimi tekstami, jeśli coś uda mi się napisać w najbliższym czasie.
Pozdrawiam ciepło,
J.
mike17 dnia 27.02.2016 20:48
Lubisz, Jago, personifikować :)
I tu jest fajnie, acz momentami smutno...
Już od początku czułem, że nie o człowieka chodzi.
Że znów jakiś przedmiot lub coś w podobie będzie bohaterem.
I się nie pomyliłem.
Masz ten dar, że dajesz to tak lekko, jakby było to sen, który nic nie znaczy.
A jednak...
Jednak znaczy wiele, bo mówi o czyimś istnieniu, nawet, jeśli o istnieniu rzeczy.
I tym bardziej uczłowieczasz tę rzecz.
To przemawia, to daje do myślenia.
i ten czarny humor w tle, brrr...
Generalnie, jest w dechę, bo jest przekaz, jest treść, jest to "coś".
A że wydźwięk smutny, cóż...
Jaga dnia 28.02.2016 20:30
Mike,
" miejscami smutno" - powiadasz? Wrażliwy z Ciebie czytelnik, skoro żałujesz fikusa ;-)
Trzeba wierzyć, że odrodzi się, biedaczyna, w lepszych warunkach :)
Pozdrawiam!
Gorgiasz dnia 04.03.2016 19:16
Bardzo podobało mi się to opowiadanie, zarówno ze względu na ujęcie z „roślinnego” punktu widzenia, co jest nader rzadko spotykane, jak i sporą dozę lekkiego humoru. Bardzo przyjemna lektura.
Zauważyłem kilka potknięć (IMHO):

Cytat:
Po pierwsze odkąd się wprowadziła Paweł zaczął mnie zaniedbywać.

Po pierwsze, odkąd się wprowadziła, Paweł zaczął mnie zaniedbywać.

Cytat:
Mam w dupie taką toaletę!

Czy roślinka dysponuje taką częścią ciała?

Cytat:
Szybko rosło zmieniając się w złośliwą bestię.

Szybko rosło, zmieniając się w złośliwą bestię.

Cytat:
A do teraz wciąż słyszałem „Czesio to, Czesio tamto. Czy Czesio jadł? Czy Czesio sikał?

Chyba raczej „od teraz”.

Cytat:
– Jaga zauważyła, że umieram dopiero po kilku tygodniach.

Dodałbym jeszcze jeden przecinek, gdyż z tego wynika, że roślina zaczęła umierać po kilku tygodniach.
– Jaga zauważyła, że umieram, dopiero po kilku tygodniach.

Cytat:
- Wiesz co, możliwe. Cóż, tak jago natura, musimy przestawić kwiatek.

„jego” - literówka

Cytat:
Owszem, mogłem się połamać, ale rozwalony łeb sierściucha zrekompensowałby mi tygodnie odnowy.

Usunąłbym „mi”.

Cytat:
Na szczęście Czesław bardzo często wylegiwał się w kuchni, pod szafką na której mnie ustawiono.

Przecinek po „szafką”.

Cytat:
Jaga mówiła że „strzela Rejtana” - leżał rozłożony na środku podłogi, udawał zdechłego i nie pozwał nikomu na swobodne poruszanie się.

Przed „że” przydałby się przecinek.
Jaga dnia 04.03.2016 19:37
Gorgiasz,
jestem Ci niewymownie wdzięczna za wskazanie błędów. Obiecuję poprawę:)
Cieszę się, że zagościłeś w moich progach i pozytywnie odebrałeś tekst.
Pozdrawiam serdecznie,
Jaga
P.S. Myślę, że skoro kwiatek czuje, to może też mieć coś w ...nosie lub innej części ciała.
Zamiast:"Mam w dupie taką toaletę!" przychodzi mi do głowy jedynie: "W korzeniu mam taką toaletę!"...
A co sądzisz o takiej zmianie?
Ten_Smiertelny dnia 16.01.2018 11:44
Nawet zabawne, chociaż mnie humor literacki rzadko bawi. To prosty pomysł i dosyć pusty, nie widzę tu mądrości, ale to przecież tylko mała humoreska…
Ogólnie wydaje mi się średniawe… Nie budzi we mnie emocji.

Największe wrażenie zrobił na mnie fragment z paleniem papierosów. Ta część którą zacytował Purpur, jest chyba najzabawniejsza i najlepsza z całego tekstu. W tym momencie naprawdę się uśmiechnąłem.

Ogólnie sądzę, że nie jest takie złe [choć pewnie dla ciebie to raczej przykre słowa…].
Jaga dnia 08.04.2018 21:43
Bardzo dziękuję za komentarz, Twoje słowa nie są dla mnie przykre, lecz dają do myślenia;)
Pozdrawiam ciepło,
Jaga
AntoniGrycuk dnia 03.06.2018 22:35
Hej,

Sięgnąłem po to i nie żałuję. Rozbawiłaś mnie:) Co prawda ja bym dał tu inny kwiatek, raczej JAKĄŚ kwiatkę, aby narrator był żeński, ale to ja tak bym zrobił.
Podobało mi się i to bardzo!
Mam zarówno kwiatki, jak i koty. I teraz chyba zacznę mówić również do tych pierwszych. A te je..ne sierściuchy niech tylko spróbują pokazywać, że są tu panami domu!
Technicznie jest dobrze, choć do kilku momentów przyczepiłbym się. Tu i ówdzie brakowało przecinka, w jednym miejscu cudzysłowu, itp. Ale to szczegóły. Bo ogół jest naprawdę dobry! I tak trzymaj.
Gratuluję.

Pozdrawiam.
Jaga dnia 04.06.2018 21:19
Kwiatkę powiadasz?;) To jest jakiś pomysł ...na romans, a nie kryminał … ;) Cieszę się, że nie przekreślasz tego tekstu. Mam do niego sentyment, bo Czesław i Beniamin istnieją w realu. Obaj mają się dobrze :)
Antoni:) Koniecznie rozmawiaj z kwiatami, będą lepiej rosły. I jeśli kiedykolwiek jeszcze zajrzysz do moich tekstów, będę wdzięczna za wyłapanie literówek, przecinków i takich tam ;)
Pozdrawiam!
J.
Hubert Z dnia 15.06.2018 15:11 Ocena: Świetne!
Witaj Jago,
Bardzo lubię humoreski. :)
Sprawiłaś, że uśmiech nie opuszczał mojej twarzy gdy ją czytałem, (mimo tych kilku smutnych momentów).
Cytat:
Po raz pierw­szy nikt nie palił pa­pie­ro­sów w domu! Po­dob­no kotom szko­dzi. Kotom szko­dzi?! No niech spad­nę z pa­ra­pe­tu!

Super

Pozdrawiomka :)
Jaga dnia 17.06.2018 12:13
Hubert Z, jeśli odnalazłeś w tym tekście smutne momenty to albo posiadasz wielką wrażliwość i miłość do kwiatów, albo nie napisałam humoreski ;) Cieszy mnie Twoja wizyta i komentarz.
Pozdrawiam ciepło,
Jaga
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kazjuno
20/09/2019 10:20
Ciekawy, choć niełatwy do przetrawienia tekst. Przynajmniej… »
Wiktor Mazurkiewicz
20/09/2019 09:16
Wiosenko niezawodna korektorko :) tak, rym wkradł się… »
Wiktor Mazurkiewicz
20/09/2019 08:56
Nuria 22227 bruliben Proszę nie mieć mi za złe,… »
domofon
20/09/2019 07:54
bruliben, dokładnie, dzięki za ocenę. Pozdrawiam »
Rafi
20/09/2019 02:33
mike17 Bardzo dziękuję za opinie :D są to moje początki,… »
mike17
19/09/2019 22:14
He he, miło mi to słyszeć :) Dobre słowo wszystkiego warte… »
Yaro
19/09/2019 21:44
Dzięki bruliben :) »
Yaro
19/09/2019 21:40
To od Mike Jagger https://youtu.be/K5_EBAzIPJM. Jakbym… »
bruliben
19/09/2019 21:40
Żonę skserować, hmmm? No pewnie, nikt nie jest doskonały.… »
bruliben
19/09/2019 21:21
Dziękuję Lilah. Miło gościć. »
bruliben
19/09/2019 21:19
Ciekawy wiersz, misternie zbudowany. Skomentuję go słowami… »
Kazjuno
19/09/2019 20:26
Droga Al Szamanko - panienko z dobrego domu. Na wstępie… »
wiosna
19/09/2019 20:02
Niejednemu się przytrafiło. I niejednemu nie udało się tak… »
mike17
19/09/2019 19:48
I miałaś w nim archaizm "shall" a nie… »
wiosna
19/09/2019 19:47
hmmm, hmmm aż się zaczęłam zastanawiać do jakiej grupy ja… »
ShoutBox
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:22
  • tej wytwórni. Ale sam szef D. próbuje zmienić czasy i transformację koncernu w stronę tematyki niebaśniowej. [link]
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:20
  • Disney ma nie lada orzech do zgryzienia :) . Johansson zaprosili nawet na spotkanie dyrektorów D. I ona tam jasno mówiła, że reżyser niepokorny i film też, co niespecjalnie idzie za rączkę z polityką
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:50
  • em FOXa, więc Disney nie miał nic do gadania. A czy film pojawi się w Polskich kinach? Sadzę, że tak, ale nie wszędzie i nie od razu, bo tu nie chodzi o ideologię, ale o kasę.
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:48
  • Co do filmu, ten Hitler, będzie wymyślonym przyjacielem i z tego co wiem, będzie takim diabłem na ramieniu, co mówi źle, to wbrew pozorom nie komedia. Druga sprawa film powstał praktycznie przed zakup
  • Kazjuno
  • 17/09/2019 14:16
  • Znowu przesadzasz. Jesteś wrażliwym facetem, na dodatek z intuicją muzyka, więc czułym na fałszywe nuty. Także te cecha ułatwia Ci trafne komentarze. Więc jak znajdziesz czas(?)...
  • AntoniGrycuk
  • 17/09/2019 11:55
  • Powiem tak: technicznie mam coś do powiedzenia i choć nie jest to idealne, to potrafi być pomocne, natomiast mój gust znacznie odbiega od przeciętnej i to, co mi się podoba, nie zawsze jest dobre.
  • Kazjuno
  • 17/09/2019 11:49
  • Przesadzasz Antosiu! Bardzo cenię Twoje komentarze i byłbym rad przeczytać twoje wnikliwe uwagi. Zawsze były celne. Jak znajdziesz czas to zapraszam...
  • AntoniGrycuk
  • 17/09/2019 11:38
  • Kazjuno, ja chętnie skomentowałbym Twój tekst, ale ostatnio mam urwanie głowy i jedynie czasem króciutkie komentuje. Choć z drugiej strony, co jest wart mój komentarz?
  • Dobra Cobra
  • 17/09/2019 08:09
  • Sztuka kreskówkowa jest uważana za gorszą ze sztuk pięknych. :( A tak można w kinie podziwiać i piękną Scarlett i małego Hitlerka. Jak żywych. Choć ten synek ma nadzwyczaj mądry wyraz twarzy.
Ostatnio widziani
Gości online:26
Najnowszy:ihacuwib
Wspierają nas