O tym, jak Jimmy Estrada szukał aktora porno - mike17
Proza » Obyczajowe » O tym, jak Jimmy Estrada szukał aktora porno
A A A
Od autora: Kolejne opowiadanie zainspirowane prozą Bukowskiego, a więc stylizacja językowa celowa, tudzież tematyka taka, a nie inna. Gdzieś w tle echa mistrza Chandlera. Zapraszam do świata podejrzanych typów i kobiet nieciężkich obyczajów. Gotowi? No to jedziemy :)
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

          

 
 
 
                     W życiu najczęstsze są dwie sytuacje: albo coś spieprzyłeś,                                                                                                                                         
                                                   albo ktoś kazał ci spieprzać.
                                                                                 (Jonathan Carroll)
 
 
 
Po zjedzeniu kurczaka z rożna, którego zamówił u Pyzatego Franka, gościa lubiącego włoską muzykę i obfite, włoskie biusty, Jimmy poszedł się starannie wysrać.
Zawsze zużywał ponad pół rolki papieru toaletowego naraz, takiego z wyższej półki, bo jako zdeklarowany pedant nie chciał widzieć brązowej smugi na jasnym zwitku, a co za tym idzie, pasa startowego na swoich nowych, chińskich slipach, które kupił u kaprawego Azjaty za dziesięć centów, kiedy wielokrotnie łapał heban na pobliskiej plaży, obserwując gorące laski, z którymi chętnie poleciałby w hiszpana na pace swojego leciwego, zardzewiałego sztrucla.
Po wyjściu z łazienki, ruszył w kierunku barku, nalał sobie szklankę whisky i wypił.
Bezcenna błogość wypełniła trzewia, więc zległ na łóżku i przez chwilę drapał się po kroczu.
Wtedy zadzwonił telefon o wyjątkowo paskudnym, piskliwym dzwonku.
 
Odebrał mocno zniesmaczony, bo chciał złapać trochę bezcennego, popołudniowego luzu, a nie wdawać się w gadki-szmatki, na które nie miał bynajmniej najmniejszej ochoty.
- Jimmy? – zapytał znajomy głos w słuchawce.
- Jasne, Paco.
- Chciałbym się spotkać, pogadać, są sprawy, które…
- Znów chcesz wziąć ode mnie w komis parę baksów, a potem wyciąć dzidę z jakąś małolatą, która lubi marszczyć freda? Jestem ostatnio cienki na kasę. Chciałem zrobić pocisk na tę sprawę, ale nie wiem, jaki idzie ta bajka.
- Bo widzisz, ja chyba coś wiem.
- Ty? Jak masz Saharę w pysku, to oznajmisz każdą prawdę objawioną.
- Małżeństwo Brownów to wielka, seksualna przystań dla różnych patoli. Nazywa się „Błękitna Laguna”. Dla stałych klientów mają zniżkę. Ponoć oni tam wracają jak w dym.
- Wiem co nieco o tym. Tam niezłe melanże odchodzą. Jest naprawdę tłusto. Chcesz iść do laskomatu, bo cię swędzi pióro, to wal do nich, a jak chcesz poczuć prawdziwą, męską miłość, to też dobry adres. Na specjalne zamówienie mają też lolity. Jak kto chce, to i sado-maso się znajdzie. A i możesz ubić krzaka. Mają świeży towar. Bawisz się tam do bólu i masz ten komfort, że nie obudzisz się rano z własnym penisem w ustach. Więc luzuj majty, Paco, ciesz się, że nikt ci tam nie przyżenił kosałki.
- Wiesz, byłem tam pięć razy i niezłą dechę piłowałem. Sonia się nazywała i wyglądała jak Marylin. Na sam widok miałem we łbie zamułę.
- Hola, hola, ziomuś, po co mi to gadasz?
- Bo nie daje mi to spokoju, co się z nią stało.
- Może ma wolne?
- One robią na okrągło.
- Co cię tak wzięło? Dziwki są wszędzie, nie ta, to inna. Możesz przez jakiś czas poleć na ręcznym. Niektóre mięśnie warto ćwiczyć, bo zanikają.
- Chcę ją z tego wyciągnąć, może zostać z nią już tak na sztywno.
- W ptaka sobie lecisz? – zaśmiał się Jimmy.
- Chyba się zakochałem.
- Jak nie było białej wrony, tak nie zrobisz z kurwy żony.
- Powęszyłbyś za nią?
- Paco, nie zapominaj, że szukam Teda Jardine, tego słynnego aktora porno. Wytwórnia filmowa, dla której pukał laski, słono płaci za jego wacka. Kasa, że nie w kij pierdział. Jak go szybko znajdę, dadzą tyle, że kupię za to nowy dom.
- Może weź do pomocy Styropiana – powiedział Paco.
- Nie wiem, czy ma geny do tej sprawy.
- Odkąd go stara zostawiła dla jakiejś małolaty, chodzi wiecznie nawalony i gada coś o piekle.
- Może on jest już po drugiej stronie tęczy?
- Odpalisz mu dolę, a drgnie z miejsca, kocha zapach dolców. Weź na go na dupy, niech pochędoży, to mu się rozjaśni pod kopułą.
- Niezły pomysł. Ma już swoje lata, ale nigdy nie odwalił trzody chlewnej. Pamiętam, jak w 1963 namierzył tego psychola, co to porwał listonosza, zamknął go w piwnicy, trzymał trzy dni, a potem po uduszeniu go plastikową reklamówką, zjadł sznycle z jego policzków. Resztę mięsa posolił i ukrył w zamrażarce. Najlepsze było to, że potem stał od rana do wieczora na głównej ulicy i rozdawał biednym kasę, którą listonosz miał na emerytury. Szybko wpadł, Styropian w ciula nie walił, a pieprzony kanibal zebrał baty.
- Poszukacie Soni?
- Ale cię przypiliło, że macki opadają.
 
- Dzień dobry, pan Jim? – zapytała młoda kobieta o słodkim głosie po drugiej stronie telefonu.
- Toć nie Julio Iglesias. Słucham.
- Tu wytwórnia „Rurka w dziurce”. Chciałam się dowiedzieć, jak idzie panu śledztwo.
- Póki co cmokam w mordę różowego miśka, a i na bezczela poginam centralnie na miękko.
- Słucham?
- A wie pani, co to jest bąk?
- Nie.
- To taka nakręcana zabawka, która kręci się w kółko. Już pani jarzy?
- No trochę…
- To ja tak mam z tym waszym amoroso.
- Bo pan Jardine jest pilnie potrzebny. Mamy kontrakty, zobowiązania, on gra u nas w większości filmów. To mistrz wszech czasów, Elvis kina porno!
- A widziałem go raz. Miał takie muły, jakby nieźle machał złomem na siłce. No i coś jeszcze, he he.
- I ten detal jest dla nas bezcenny, panie Jim, jest wprost boski! Nie możemy go stracić, on jest logo naszej wytwórni. To bóg seksu, prawdziwy, latynoski zaganiacz. Och… co za mężczyzna. Pan go musi znaleźć. Proszę. Bez niego wylecimy z rynku. Szef kazał przekazać, że dorzuca dziesięć procent premii. A i ja… mogę panu to wynagrodzić po swojemu… - mówiąc to, wyszeptała zmysłowo każde słowo.
- Ale się porobiło.
- Wiem, co potrzeba mężczyźnie. Chce pan mój adres? Jestem Linda.
- Dawaj.
- Wpadniesz jutro?
- Jasne.
- Czekam o siódmej.
- Spoko.
 
Jimmy właśnie po pańsku odcedzał kartofelki, nie lejąc na deskę, pozostawiając tę niegodziwą przypadłość mentalnym pastuchom, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
Prawdę mówiąc, nikogo się nie spodziewał, był typem samotnika.
Tego wieczora miał zamiar opróżnić butelkę whisky, obejrzeć pornosa i iść spać.
Założył spodnie i leniwie zerknął przez wizjer: po drugiej stronie stał Styropian.
- Ja cię sunę, poważka? To ty, Billy?
- Ja we własnej osobie – odparł Styropian.
- Chodzą słuchy, że ostatnio z ciebie dżepetto, babą się przejąłeś? Znajdziesz inną, tylko na to czekają, żeby pokicać na twoim drążku. Nie mięczakuj, główka do góry i do ataku.
- A pieprzę to w czapkę.
- Nie pieprz w czapkę, bo będziesz mieć dzieci z daszkiem.
 
Kiedy już usiedli i Jimmy rozlał whisky do szklanek, Styropian zapytał:
- Paco był u mnie. Jedziemy jak widać na tym samym wózku. No i tego ruchacza jeszcze trzeba znaleźć, tak? A kiedy on zaginał?
- A będzie już ze trzy tygodnie.
- I co tak zniknął, jakby nigdy nic?
- Pewnego dnia nie pojawił się w studio. Dzwoniono do niego, ale dupa martwa: koleś wyparował w kosmos. Gadałem z sąsiadami, ale kiedy on wraca, oni już śpią, a kiedy on śpi, oni są w robocie. Jest kasa do zarobienia, odpalę ci jak kumplowi, ale musimy ruszyć z kopyta, bo wezmą kogoś innego i damy szpary. Póki co globalne kowalstwo.
- Ostatnio nie jestem bolo na kasę, więc wchodzę. Ta mała zdzira wybiła mnie z równowagi. Jak się zajmę robotą, to mi ze łba wyparuje.
- Święte słowa, Billy. Ten wkurw cię wkrótce puści, jak pójdziesz w ruch. A jak będziesz miał trochę grosza, to cipkę łatwiej przygruchać, bo bogaci są przystojniejsi.
- No to co robimy, Jimmy?
Przypomniała mu się prośba Paco, by odnaleźć Sonię, a że zawsze był wiernym ziomkiem, a takie sprawy są ważniejsze od całego złota tego świata, więc zagadał:
- Ty poszukasz tej małej, a ja będę dalej rzeźbić w tym gównie. Jak komuś uda się szybciej uporać ze swoją działką, razem pociśniemy, ale póki co, zróbmy to w ten sposób, ok.?
- Ok. Będzie rozklepiocha.
 
W chwili, kiedy Jimmy zszedł z Lindy, zaczęło padać.
Pogoda zrobiła się szpetna jak twarz teściowej o poranku.
Kobieta wyszła spod kołdry i zamknęła okno – miała naprawdę soczysty tyłek, taki, co to lubi solidną jazdę bez trzymanki i wielokrotnie powtórki.
 
- Kiedy babka rżnie się z facetem na pierwszej randce, to albo jest kurwą, albo się zakochała – powiedział Jimmy, pijąc z gwinta chilijskie piwo, od którego zawsze miał zgagę.
- Raczej to pierwsze – powiedziała Linda. – Lubię poczuć, jak się staracie.
- Ja jestem tu tylko gościnnie.
- On też tak gadał.
- No i?
- Nikt mi tak w życiu nie dogodził. To kochanek idealny, och, ciągle o nim myślę.
- Tylko tyle?
- Mam z nim dziecko.
- O!
- Zapłaciłam mu, żeby dał mi swoje nasienie. Nawet wzięłam kredyt.
- Kim był dla ciebie?
- Bogiem, z którym chciałam mieć potomstwo.
- Jaja jak balony! Widzę, że się trochę czesko robi.
- Jimmy, to najpiękniejszy mężczyzna, jakiego w życiu widziałam.
- A gdzie miłość? Czułość, uczucie? Poszło ci lewą nogawką?
- Jest ojcem mojej córki…
- Nie wciskaj mi lipy, jeszcze może powiesz, że miałaś plombę gwarancyjną.
- Tak, byłam dziewicą…
- Nie gziłaś się nigdy z żadnym chłopem? Tak cię opętał? Takie bajki puszczają w Cartoon Newtork.
- Urodzić jego dziecko, to jak urodzić dziecko Elvisowi.
- Elvis ma już dziecko.
- No to co?
- To po co mu drugie?
- Lubiłam robić chłopakom dobrze, ale żaden mnie nie miał. Teraz jest tak, jak chciałam, by było.
- Czyli?
- Znajdź go, proszę, chcę, by znów dał mi dziecko.
- A masz kasę?
- Tak.
- To może ja ci zrobię. Lubię uczciwie zarabiać swoje pieniądze.
- To jakiś żart?
- Nie. Mam dobry genotyp. Mój dziadek żył sto dwa lata i do końca jeździł na skuterze.
- Ale nie jesteś aktorem porno.
- Chwila, a kto dziś cię trzy razy puknął?
 
Jimmy akurat wysmarkiwał zawartość nosa z balkonu na trawnik, kiedy zadzwonił Styropian.
Pociągnął z butli, głucho pierdnął i odebrał:
- Tak?
- To ja, Billy. Byłem w tym burdelu i poleciałem po calaku. Wchodzę i pytam, gdzie szef. Wyszedł jakiś byk i pyta, o co mi biega, bo jak mi o nic nie biega, a szukam dymu, to on mnie zaraz tak wydyma, że mi uszami pójdzie. No to ja mu, że chodź, kolego, na zaplecze, bo gadka będzie grana i spod kurtki wyciągam gnata. Zbaraniał i poszliśmy. Ja go pytam, coś ty za jeden, bo jak w knota polecisz, to nie ze mną, a z FBI będziesz mieć do czynienia, lecimy na dwa baty. A on, że jest znany jako Pierre Dollony. Ja mu na to: „Koleś, bo jak ci zrobię dziurkę w tym tępym czółku, to ci dopiero w piekle zalepią szatańskim gównem”. Ja mu, gdzie jest Sonia, co się z nią stało. On mi gada, że wcięło ją. Ja mu, żeby nie kitował. On dalej w zaparte. Szlag mnie trafił, złapałem go i zacząłem kręcić wora. Zemdlał. Usiadłem sobie w fotelu, zapaliłem papierosa. Patrzę, podnosi się. Więc pytam, czy jest gotowy na szczery dialog ze mną. A ta kutasina mi na to, żebym się pierdolił, no to łapię go za worek i znów kręcę. Syknął tylko i gleba. Podszedłem do okna, otworzyłem, piękny widok. Ocknął się i chyba skumał, że w bena nie poleci. Więc pytam, co z Sonią. On, że ostatnio oblatywał ją pan Stan. Ja na to, a co to za jeden. On mi, że mogę go zatłuc, ale nie powie. Wsadziłem mu klamkę do gęby i pytam grzecznie raz jeszcze, co to za pan Stan. Kiedy zobaczyłem, że się spompował w majty, nie chciało mi się już tam być.
 
Kiedy parę dni później Jimmy spotkał się w barze z Paco, natychmiast zapytał, czy wie coś o panu Stanie, nie mówiąc mu na razie, czemu właśnie o to pyta.
Nie chciał pognębiać go informacją, że Sonia pruła się też z innymi.
- Coś mi to mówi, ale co za cholerę nie dojdę… - powiedział.
- No to mizernie. Ten facio może być naszym światłem w tunelu. Trza go jakoś namierzyć. Jak na razie jest kaszana, a taki układ wybitnie mi nie leży. To jak turlać dropsa pod górę.
- A co z tym aktorem?
- Gadałem z sąsiadami, ale on żył swoim życiem: albo był w wytwórni, albo imprezował, a bywało też, że w pewnej spelunie grał ostro w pokera. Tak powiedział mi ktoś, z kim Jardine czasem rozmawiał. Zamierzam sprawdzić ten adres, bo każdy trop może być na wagę złota.
 
Nagle przy barze pojawił się wysoki mężczyzna, z metra cięty, o tak szpetnej twarzy, że mógłby straszyć nią dzieci w snach. Był cholernie obleśnym i zaplutym przychlastem, typem kolesia lubiącego starannie onanizować się na tyłach supermarketu. Wyglądał, jakby anatomicznie różnił się od reszty rasy ludzkiej i przeszedł osobliwie odmienny tok ewolucji. Jego oczy idealnie oddawały to, co medycyna zwie alkoholizmem. Głośno beknął, po czym wskazującym palcem podłubał w nosie, a na koniec pod wpływem decyzji, która zrodziła się z niemożebnego kaca, podszedł do nich i z rozbrajającą szczerością zagaił:
- Hej, chłopaki, ładna pogoda, słońce świeci, ziemia kręci się dookoła, więc może zaprosicie mnie do wodopoju, a i szlugiem nie pogardzę.
- Lecę na czystych płucach od maja – powiedział Jimmy. – Co się tak lampisz?
- A bo ja cię chyba znam, mistrzu, to ty jesteś tym prywatnym łapsem. Ponoć nieźle kozaczysz w te klocki, prawda to?
- Prawda to jest, że dwa razy dwa to pięć. A coś ty za jeden?
- Wołają nam mnie Krzywomord. Lubię utrzymywać stałe stężenie. Przecież gardło nie jest od śpiewania, dobrze gadam?
- Dobrze gadasz, tylko źle zęby składasz.
 
Nagle Jimmy doznał olśnienia – to spadło na niego jak koparka ze skarpy do rzeki.
- Koleś, a chcesz zarobić parę dolców? – spytał pijaka. - Znasz Teda Jardine?
- To ten, co tak ostro sztyftuje?
- Ten sam. Może go widziałeś ostatnio? Niedaleko stąd mieszka, hm?
- Ja nie, ale dam ci pewniaka. Jest taki człenio, co wołają na niego Szczerbaty Josh. Wal śmiało. Zero lipy. Gościu da ci to, czego jeszcze nie masz. Mieszka w starej, zielonej ciężarówce, która stoi na posesji przy Palm Street 33.
- Nie srasz żarem?
- No co ty, stary, jestem człowiekiem honoru. My, ludzie ulicy, to sól tej ziemi.
- Obyś się nie mylił. Masz – mówiąc to, dał mu dwudziestodolarowy banknot.
 
- Coście za jedni, człowieku? – zapytał siwiuteńki jak gołąb starzec, dłubiący palcem w uchu.
- Jimmy Estrada, prywatny detektyw. Pogadamy? To pan jest Szczerbaty Josh?
- Nie.
- Jak to nie?
- A tak to. Ten głupi fajans dwa dni temu utopił się w dole z gnojówką.
- Poważnie?
- Poważnie. Jak się chla od tygodnia na okrągło, to się powinno siedzieć na dupie w domu.
Szybko i bezproduktywnie skończyła się ta krótka rozmowa.
 
Niebawem Jimmy pojawił się w spelunie „U Sztywnego Ala”, gdzie ponoć słynny aktor porno grywał namiętnie w pokera, i pierwszą rzeczą, jaką zauważył po wejściu do lokalu, był stolik, przy którym siedziało kilku mężczyzn, a dwóch z nich siłowało się na rękę.
- Dawaj, Val, dawaj!
- Nie odpuszczaj, Rick, dasz radę! W puli jest ponad sto dolców.
Walka trwała jeszcze ponad minutę, po czym wygrał ją gość o imieniu Rick.
Z błyskiem w oku schował forsę do kieszeni i krzyknął radośnie do kelnerki:
- Candy, browar dla pokonanego! To już nie te czasy, co, Val? Było nie rzucać tamtej roboty. Pan Stan przecież nieźle płacił, ale wilka ciągnie do lasu.
- Lubię ryzyko, a nie pierdzenie w stołek. Zresztą po tamtej wygranej mogłem żyć jak król.
Puściłem z torbami kilku dzianych facetów, którym wydawało się, że jestem ciemniakiem.
- Ale ostatnio licho lecisz. Dobrze, że Maria ma dobrą pracę, bo byś w ogóle odmiękł.
Jimmy nie przesłyszał się: jeden z nich mówił o panu Stanie.
Wszystko wskazywało na to, że mowa o tej samej osobie, która korzystała z usług Soni.
Podszedł do baru i zamówił piwo, uważnie słuchając każdego słowa.
 
W miarę, jak mężczyźni zaczęli rozmawiać o panu Stanie, w wyobraźni Jimmy’ego pojawił się następujący obraz:
 
To on zawsze wymyślał zakład, lecz niezmiennie łączyło się to ze śmiertelnym ryzykiem.
Niektórzy dla kilkunastu tysięcy dolarów skakali z mostu, inni płynęli z biegiem rzeki dziesięć kilometrów, a byli też i tacy, którzy rozpędzonym samochodem, kupionym za grosze, lądowali w jeziorze i musieli z niego cało wyjść, nie brakowało też śmiałków, chodzących po cienkim lodzie zimą lub stojących w lodowatej wodzie przez kilka godzin.
Pomysłowość pana Stana była nieograniczona i zawsze wiązała się z wodą.
Swoimi kanałami rzucał hasło i czekał na chętnego na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy”.
Żelaznym warunkiem wzięcia udziału w zakładzie była absolutna dyskrecja.
Dla niektórych przegrana z nim oznaczała bankructwo i bolesny upadek.
 
Kiedy przegrywał pan Stan, wszyscy byli zadowoleni, gdyż jedna strona traciła tylko pieniądze, których miała w bród, druga zaś je zdobywała, przeżywając nerwy pełne euforii i dając intrygujące przedstawienie obserwującej to drugiej stronie. Bo samo patrzenie było również mocnym wrażeniem. Ten komfort, że jest się daleko od zagrożenia, że się tylko biernie patrzy i przeżywa ekscytujące napięcie…
Wszyscy w tej grze byli od niej równie uzależnieni – to działało jak narkotyk.
W chwili, gdy ryzykant przegrywał i musiał oddać słoną sumę panu Stanowi, odbywało się to zawsze w atmosferze pewnego zawodu i niezadowolenia wygrywającego, gdyż nie o pieniądze tu chodziło – miał ich bowiem tak dużo, że mógł przestać je szanować.
Chodziło o czystą rozrywkę, choć bywało i tak, że śmiałkowie przepadali bez śladu.
 
- Czy ktoś z was widział ostatnio Teda Jardine? – zapytał prosto z mostu Jimmy, podchodząc do stolika. – Jestem prywatnym detektywem, wynajęła mnie wytwórnia.
- Szefie złoty, coś ty taki w gorącej wodzie kąpany? A gdzie żeś podział dobre maniery?
Nie tak się czesze temat. Może najpierw postawisz nam po browcu? No, ruchy, ruchy.
- Jasne. Nie ma spiny. Powinienem od tego zacząć.
 
Kiedy dupiasta kelnerka rozdała kufle, odezwał się Val.
- Akurat przechodziłem tamtędy. Jakoś tak ze dwa miesiące temu. Znam tę gębę z pornosów. Patrzę, wchodzi do „Błękitnej Laguny”, lokal nie dla raszplarzy, a że chciałem od niego wydębić autograf, to myślę, że poczekam, jak wyjdzie, ale zaraz zmieniłem zdanie i wszedłem do środka. Jakaś lalunia zaproponowała mi drinka, zgodziłem się, i wtedy zobaczyłem, że rozmawia, z kim? Z panem Stanem! Z tej gadki wywnioskowałem, że ten aktor jest współwłaścicielem tego burdeliku. Ten ruchacz ugadał się z panem Stanem, że przelecą jakąś Sonię na dwa kable, a kiedy Jardine będzie dochodził, pan Stan zrobi mu laskę. Zapowiadało się cholernie grubo. Nic więcej nie gadali, weszli do pokoju i tyle ich widziałem.
- A powie mi ktoś, gdzie tego pana Stana namierzyć? To jakiś święty nietykalny? – spytał Jimmy.
- Nie dasz rady, amigo. Trzyma z tymi, których sam sobie wybierze. A jak będziesz go nachodził albo śledził, to będzie sajgon, że ci w locie buty spadną.
- Daję tysiąc baksów za namiary – wchodzi któryś?
 
Mężczyźni popatrzyli na siebie zaintrygowani, jednak przez chwilę na tym się skończyło.
- Półtora – cisnął Jimmy. – Nie wyglądacie mi na takich, co to śmierdzą flotą.
- Daj dwa, to ci powiem – powiedział Val. – Masz coś do pisania i jakiś papier?
- Nie, ale pewnie barman ma.
- Hej, Freddie, kopsnij mu to, co trzeba.
Po chwili dostał numer telefonu.
 
Wieczorem spotkali się na barce, na której Waniliowy Jack, sławny w całym mieście weteran z Wietnamu, prowadził małą, klimatyczną knajpkę z doskonałymi kebabami, rybą z grilla i zimnym, niemieckim piwem.
Nastrojowo paliły się latarenki, kiedy Jimmy podszedł do nich.
- Co tam nowego? – spytał Styropian.
- Niebawem przykiszę tego pana Stana. Coś mi od niego zalatuje, ale muszę się upewnić. Układa mi się w głowie pewien obraz. Małe, śmierdzące slajdy. Jakiś pogięty cyrk. Wiesz, czasem czujesz gówno, ale nie umiesz go nazwać, określić.
- A co z Sonią? – zapytał Paco. – Mam ją ciągle w głowie, mam ją tam, Jimmy, i nie może stamtąd wyjść. Wiem, że to ona. To na nią czekałem.
Choć Styropian i Jimmy widzieli co nieco, nie warto było maltretować kumpla – nie każda prawda to dobra prawda, czasem to zwykły szajs, który może narobić niezłego bigosu.
- Totalny impas, chłopaku. Ale w końcu coś musi drgnąć, życie to nie puste wiadro.
 
- Znasz ich? – zapytał facet w tanim, pomarańczowym kapeluszu, przykładając do oczu lornetkę.
- Tak. To kolesie tego Estrady.
- Są w temacie?
- Nawet nie poczuli, kiedy założyliśmy im podsłuch.
- Jasne, Wes, ile lat byłeś w policji?
- Dwadzieścia i na koniec wyjebali mnie za rżnięcie małolat. Wielka mi afera majtkowa.
A moje wcześniejsze zasługi? Psu w dupę wlazły?
- A kij im w oko. Ja wyleciałem za dragi, no wiesz, lubię kolumbijski wdech, i inne takie, po których trzaskasz tak mocarne haluny, że mało mózgu uszami nie wywieje, więc coś tam zawsze zachachmęciłem, ale się wydało i scenariusz wiadomy: noga, dupa, brama.
- Ale teraz jest w pytę, nie?
- Więcej hajsu w życiu nie kosiłem.
- Starej kupiłem takiego wypasionego Mustanga, rocznik 1967.
- Ja w końcu mam chatę z ogródkiem, a nie jakąś chujnię w czynszówce.
- No widzisz, te lata w policji to była lipa.
- Bo policja to banda zasmarkanych obszczymurów, co to się liżą po fiutach, a jak trafią na chłopaków z miasta, to sadzą kloca w majty. Niech jeden i drugi dyma do starości na poczcie albo w tartaku, a nie bierze się za poważne sprawy, bo tu trza mieć cojones, nie? Takim to nigdy broda nie obrośnie.
- Masz. Z moczu miecza nie ukręcisz.
 
Jimmy zadzwonił tam tylko raz.
Nie było go, albo tak mu powiedziano – szybko zorientował się, że został spławiony.
Szósty zmysł nigdy go nie zawodził.
Kiedy zbierał się do kolejnego telefonu, dostał list.
W środku były dwa potworne zdjęcia, na widok których skoczyło mu ciśnienie, a drżąca ręka instynktownie sięgnęła po butelkę whisky oraz paczkę fajek.
Jedno przedstawiało wiszącego na drzewie Styropiana, lustrującego okolicę trupim wytrzeszczem, drugie zaś Paco, z dziurą po kuli w czole, patrzącego w przestrzeń, jakby gdzieś obok lądowali kosmici.
Była jeszcze kartka z krótkim tekstem, napisanym na maszynie:
 
Już kumasz?
Do trzech razy sztuka, jak nie odpuścisz, lecisz do piachu jako następny.
Nie dostaniesz kolejnej szansy.
Baw się na innym podwórku, bo na tym nie ma dla ciebie miejsca.
Wiemy, że coś wiesz, ale upowszechnienie tego to kaplica.
Więc rusz czerepem i wyluzuj.
Może wtedy jeszcze trochę pożyjesz.
Inaczej znajdziemy cię nawet na końcu świata.
Ale zanim to nastąpi, pamiętaj, że mamy na oku twoich starych – Blue Street 22, i siostrę z rodziną w Oklahomie, więc poza tobą pozamiatamy po was, jak byście się nigdy nie narodzili.
Coś jeszcze?
Pytania kieruj na Marsa.
 
Po paru dniach wrócił do speluny „U Sztywnego Ala”, by pogadać z chłopakami.
Zastał tam całą ekipę, łojącą ostro w pokera, i kiedy właśnie zamawiał piwo, do lokalu wszedł Val, uśmiechnięty od ucha do ucha.
Widać było, że chyba nie jest aż tak bardzo na dnie, jakby się mogło wydawać.
Zanim Jimmy zdążył cokolwiek powiedzieć, Val oznajmił:
- Mam zakład.
- Z panem Stanem?
- Tak.
- Pociśniesz temat?
- Jasne.
 
- Właściwie to powinienem być na ciebie śmiertelnie obrażony, Valery – rzekł spokojnie pan Stan. – Okazałeś mi tyle niewdzięczności, nawet nie raczyłeś powiedzieć osobiście, że odchodzisz. Przez chwilę było mi przykro. Pewnie jesteś ciekaw, o co się założyliśmy z twoim kolegą, co?
- A jak pan myśli?
- Otóż miał skoczyć z mostu do rzeki i dopłynąć tu, pod nasz samochód. Wyceniłem to na dziesięć tysięcy. Śmieszna suma jak na tyle strachu. No i woda niezbyt ciepła zimą, choć jest nieźle na plusie. Tak sobie pomyślałem, że ty…
- Że co ja?
- Że ty pewnie wolałbyś zarobić o wiele więcej. Czyż nie, Val? Słyszałem o pieniądzach, jakimi do niedawna obracałeś.
- Ale już nie obracam.
- Stałeś się w międzyczasie koneserem życia, smakoszem tego i owego. Już wcześniej chciałem się z tobą założyć, ale tak nagle nas opuściłeś, ty, mój najlepszy pracownik.
- Przejdziemy do sedna, czy mam sobie pójść?
- Mam dla ciebie wyjątkową propozycję. Pamiętasz, Val, moje biuro, to samo, w którym pracowałeś, zanim nie poznałeś lepszych przyjemności?
- Tak. Pamiętam.
- Stawiam je.
- Pan zwariował? Stawia pan własne biuro?
- A kto mi zabroni? Gwiazdkowy prezent, wigilijne szaleństwo. Mam poza nim jeszcze pięć innych.
- Nie rozumiem pana – Valery nie dawał za wygraną.
- To nie jest w tej sytuacji konieczne. Pytam cię zatem: czy zgadzasz się na taką nagrodę? Nie śmierdzisz obecnie forsą. Biorę to pod uwagę i idę ci na rękę. Tak jak kiedyś, pamiętasz, jak dawałem ci tę pracę, co to ją później… Ale nieważne. Już dawno ci wybaczyłem.
- Więc co ja mogę postawić, aby…
- Umowa jest następująca: jeśli wygrasz, dostajesz na własność moje biuro, jeśli zaś nie… wracasz do niego do pracy, jakbyśmy się nigdy nie rozstawali.
- To ma być zakład? Przecież, czego bym nie zrobił, wychodzę na swoje.
- Oczywiście, jeśli zechcesz się ze mną założyć, Val.
- Zatem jeśli przegram i wrócę do pana biura, czy nie będzie pan chciał się na mnie odegrać za to, że odszedłem?
- Obiecuję ci przy świadku, że nie. Przechodzę, zatem do sedna. Znasz zapewne takie miejsce za miastem, gdzie nasza piękna rzeka jest najszersza. Masz szansę wypływać sobie solidne, renomowane w całym kraju biuro. Popłyniesz spokojnie na drugi brzeg i z powrotem. Będziemy czekać na ciebie w samochodzie, a kiedy już wrócisz, przepiszę na ciebie to, co przy świadku obiecałem.
- Ale to kawał wody. Będę musiał potem na tamtym brzegu trochę odpocząć.
- Zaczekamy, ile będzie trzeba, prawda Wit?
- Tak jest, panie Stan.
 
Po kwadransie dotarli w umówione miejsce.
Podjechali samochodem nad samą rzekę.
Valery bez słowa zaczął się rozbierać.
 
Gdy był już daleko od brzegu, Wit odezwał się nagle:
- Pan wiedział, że tam, na środku, jest to coś…
- To coś?
- No ten wielki wrak. Leży tam od lat, a w środku cała załoga i martwi pasażerowie. Zakleszczył się i nie dali rady go wyjąć. Potem przestali próbować, bo tam coś nie tak jest…
- O! I co dalej?
- No i tam… są te wiry i podwodna niby trąba, co zasysa każdego, kto tamtędy przepływa.
- To znaczy, że byli już chętni?
- Ponad pięciu ludzi tam utonęło jak dotąd. Czy to nie dziwne, że oni nigdy nie wypływają?
- Co za szkoda.
- Ciekawe, czy on o tym wiedział.
- Kogo to teraz obchodzi, Wit.
- Pan nic o tym nie wiedział?
- A skądże, Wit! Czy narażałbym go na pewne utonięcie?
- Pan ma swoje zasady.
- Oj, żebyś wiedział.
 
Czekali długo i rozmawiali, patrząc na rzekę - nigdzie im się już nie śpieszyło. W pewnej chwili zapomnieli zupełnie, po co tam przyjechali. Z twarzy pana Stana nie ginął nawet na moment jowialny, opanowany do perfekcji uśmiech dobrego ojca.
 
Valery nigdy nie wrócił.
Nie pojawił się na brzegu.
Ani na tamtym, ani na tym, gdzie stał samochód.
 
Potem, kiedy wszystko było już jasne, Wit zapytał pana Stana:
- A gdyby wrócił, rzeczywiście dałby mu pan swoje biuro?
- To raczej niewykonalne. Dwa dni temu sprzedałem je pewnemu Francuzowi.
 
Minęły dwa lata, i jak co roku, nadeszła wiosna, a z nią co nieco się zmieniło.
Czasem to, co wczoraj było ważne, dziś staje jedynie się żartem idioty.
I wówczas świat ma już inne kolory, inne dźwięki.
Jest tylko „tu i teraz”, i to, co można z tego wycisnąć.
Jimmy był wtedy u fryzjera, u sędziwego pana Adamsa, posiadacza najstarszego samochodu w miasteczku, który trzymał w specjalnych stojakach stare gazety, czasem kilkuletnie, aby klienci mogli sobie poczytać, czekając na strzyżenie.
Przeglądał bezwiednie kolorową prasę i czekał na swoją kolejkę, słuchając, jak w radio Elvis śpiewa zmysłowo o miłości, która podobno zmienia wszystko, lub wszystko, co dotknie, staje się miłością.
Wtem sięgnął po znaną popołudniówkę, sprzed ponad roku, i pierwszą rzeczą, jaką ujrzał, był ogromny nagłówek:
 
ŚMIERĆ ZEBRAŁA ŻNIWO
 
Zaczął czytać, i w miarę jak to robił, wrażenie bolesnego gorąca rozlewało się po ciele.
Czuł, że głowa puchnie od potwornego bólu szalejącej w skroniach krwi, której ciśnienie nagle niebezpiecznie skoczyło. Przeszył go paraliżujący, lodowaty spazm grozy, dusznej i ciężkiej, dławiącej gardło niewidzialnym ciężarem, jakby spadła nań wielka, granitowa płyta.
Jednak nie mógł się oderwać – czytał, choć nie było to łatwe.
 
W tym tygodniu policja ujęła i aresztowała doskonale zorganizowany, groźny gang zajmujący się nielegalnymi transplantacjami organów ludzkich.
Jej członkowie to wykwalifikowani chirurdzy oraz kilku mężczyzn, których zadaniem było wypatrywanie i porywanie idealnych dawców narządów, którymi byli też uczestnicy tzw. zakładów, jeśli ich wynik zakończył się skutkiem śmiertelnym.
Na czele grupy stał Stan R. znany prawnik, który jakiś czas temu wycofał się z czynnej działalności, od lat działając w świecie przestępczym.
Z zeznań oskarżonych niezbicie wynika, że ofiarom wycinano obie nerki i wątrobę, a ciała zakopywano w opuszczonej stodole w okolicach Richmond lub rozpuszczano w kwasie.
Jedną z ofiar gangu był znany aktor filmów dla dorosłych Ted Jardine, ale także pewna prostytutka, kilka studentek, wielu, dobrze zbudowanych, młodych ludzi.
John S., chirurg, członek grupy, określił liczbę zamordowanych na około dwadzieścia osób, choć podejrzewa się, że było ich znacznie więcej, sądząc po stanie kont aresztowanych.
O dalszym ciągu tej makabrycznej sprawy będziemy informować na bieżąco.
 
Odłożył gazetę i poprosił pana Adamsa o szklankę zimnej wody.
 
W głowie huczało, kręciło się niemiłosiernie, serce biło jak oszalałe.
Wciąż nie wierzył w to, co właśnie przeczytał, jakby padł nagle ofiarą przedziwnych omamów. Jednak nie były to omamy, była to prawda w całej mrocznej okazałości.
Coś się kończyło, coś zaczynało, bo życie to szalony poker, gdzie gra się na pięć asów, nie znając nawet przeciwnika, nie czując, kiedy blef staje się prawdą.
Tego dnia nie ostrzygł się.
Wrócił do domu, i jakby nigdy nic zrobił jej kawę.
Potem Sally, ta słodka dziewczyna, z którą był od roku i pokochał, powiedziała mu, że chce, by założyli rodzinę, by spełnił się mały, amerykański sen.
Pogładził jej jasne włosy, pocałował, i kiedy przytuliła się do niego, na twarzy zagościł uśmiech.
Miał wszystko to, co powinien mieć prawdziwy mężczyzna, choć nie udało mu się kupić nowego domu – wierzył, że z czasem i to dostanie w prezencie od losu.
Nie musiał już niczego udowadniać, a życie przybrało postać spokojnej, nizinnej rzeki.
I coś mu szeptało, że tego nie straci.
Teraz to już nie groziło, teraz poranek mógł oznaczać tylko dobre wieści.
 
 
 
 
1 marca 2016
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mike17 · dnia 11.03.2016 10:33 · Czytań: 1526 · Średnia ocena: 4,29 · Komentarzy: 59
Komentarze
Wiktoria Mossakowska dnia 11.03.2016 12:02
Cytat:
- Co cię tak wzię­ło? Dziw­ki są wszę­dzie, nie ta, to inna. Mo­żesz przez jakiś czas poleć na ręcz­nym. Nie­któ­re mię­śnie warto ćwi­czyć, bo za­ni­ka­ją.
- Chcę ją z tego wy­cią­gnąć, może zo­stać z nią już tak na sztyw­no.
- W ptaka sobie le­cisz? – za­śmiał się Jimmy.
- Chyba się za­ko­cha­łem.
- Jak nie było bia­łej wrony, tak nie zro­bisz z kurwy żony.


Podkurzają mnie te seksistowskie wtręty, a kim jest facet, który do kurwy chodzi? Się tak nie brzydzi jeden po drugim?
Kult fallusa aż w oczy gryzie i slangowe zwroty, nie moja bajka, aczkolwiek tekst napisany z polotem :)
mike17 dnia 11.03.2016 12:13
Tekst, Wiktorio, osadzony jest w pewnych kręgach społecznych, gdzie często myśli się fallusem, choć to tylko jeden z licznych wątków tu zawartych, nawet nie z tych głównych - już w tytule zawarłem, o co będzie chodziło.
Tacy ludzie istnieją i istnieć będą na całej pięknej ziemi aż do końca, jej lub ich.
Margines społeczny to nienowe zjawisko, a świetny i wdzięczny materiał literacki.
No i fotografia pewnych zachowań, nawet językowych.

Dziękuję za wizytę i czytanie.

Pozdrawiam :)
Usunięty dnia 11.03.2016 18:28
Napiszę krótko, Mike - ja z tobą i twoją prozą po prostu nie mogę, haha :D
mike17 dnia 11.03.2016 18:37
Droga Sanai, czyżbym Cię zniesmaczył?
Jesteś wszak dorosłą kobietą :)
Usunięty dnia 11.03.2016 19:41
Właśnie nic takiego się nie stało, a to, że nie mogę, to był pewnego rodzaju komplement :D
mike17 dnia 11.03.2016 19:49
Choć rozumowanie kobiet bywa dla mnie momentami niezrozumiałe, ale chyba kumam :)
Lilah dnia 12.03.2016 15:14
Witaj, Mike!
Kiedyś zaczytywałam się opowieściami kryminalnymi Raymonda Chandlera, a i Jonathan Carroll nie jest mi obcy, mam kilka jego książek na półce. Z tym większym zapałem wzięłam się do czytania Twojego opowiadania.

Dla mnie trochę za dużo tych naturalistycznych scen i słownictwa, ale zaznaczyłeś, że taki był zamysł, więc jest ok.


Serdecznie Cię pozdrawiam, :) Lilah
mike17 dnia 12.03.2016 15:22
Lilu, absolutnie rozumiem Twoje zdanie i już tłumaczę:

Pisanie a la Bukowski to poza pisaniem językiem slangowym wpasowanie się w pewną, bardzo specyficzną i konkretną konwencję literacką, a więc mamy tu multum naturalizmu, luźny, momentami prymitywny seks, a zatem musi być „samczo i macicznie”, alkohol, ludzi z półświatka, mętne klimaty rodem z ulicy, niewdawanie się w analizy psychologiczne postaci, a ukazywanie ich w akcji, poniechanie wszelkich subtelności – wszak ukazujemy świat ludzi często zdemoralizowanych, o brudnych duszach, więc na tym skupia się narracja, dając konkret.
Często poznajemy bohaterów z poszczególnych sytuacji, nie za sprawą dokładnych opisów.
Jest to więc pisanie scenami, często luźno powiązanymi z główną fabułą.
Wywołanie pewnego wyraźnego niesmaku u czytelnika wpisane jest w tę konwencję.
Bukowszczyzna to na ogół prowokacja literacka, obliczona na skrajne reakcje czytelników.
Tu albo się kocha i jest się w siódmym niebie, albo nienawidzi i wyraża swoje oburzenie.
Pisząc w tej konwencji zawsze trzeba się z tym liczyć.

Bardzo Ci dziękuję za wizytę i że zdzierżyłaś do końca :)
To się ceni!
Wszak to męska proza.

Pozdrawiam wesoło :)
msh dnia 12.03.2016 17:34
Michał, u nas na wsi mówi się „obśmiałem się jak norka” i takoż było u mnie. Od samego początku śmiała mi się „micha”, bo tekst jest tak cudownie zakręcony i zabawny, że trudno reagować inaczej. Kobiece odczucia mnie nie dziwią, bo tekst wysoce niemoralny, obleśnie „seksistowski”, ale, i to dla mnie najważniejsze, nie przeginasz w nim, chociaż akurat łatwo można było grzech przegięcia popełnić. Dla mnie tu więcej Tarantino, niż Bukowskiego, ale to tylko kwestia odbioru – według mnie Bukowski byłby bardziej surowy w opisie, a Tarantino jest w sam raz. To samo tyczy Chandlera – według mnie pachnie/ śmierdzi Dashiellem Hamettem, ale to przecież ta sama wysoka liga, więc nie ma o co kopii kruszyć. Są jakieś pierdoły, które mnie uwierają, ale napiszę tylko wtedy, gdy się zaprzesz, bo nie mają wpływu na treść, a ta jest soczysta jak gruszka - klapsa z sadu mojego dziadka – jesz, sok kapie po mordzie i spada na nową koszulę i chociaż jesteś wkurwiony bardziej niż „nienawistna ósemka”, jesz dalej, bo z każdym kęsem odkrywasz, że to jest smak, który chce się pamiętać. Tak czytam Twój tekst. Lubię się „upaćkać” podczas lektury, szczególnie, gdy tekst spaceruje po rozpiętej na wysokości linie, a jednak nie spada. To duża umiejętność poradzić sobie z równowagą. Pozdrawiam serdecznie. msh
mike17 dnia 12.03.2016 18:09
Artur, przyjacielu, bardzo dziękuję za tak fantastyczny koment :)
Oddałeś w nim to, co ja chciałem oddać w tym opku - przede wszystkim HUMOR.
A że mam taki z lekka obleśny, to już inna bajka, ale o pośmianie mi tu chodziło.
Takie przaśne z lekka.
Choć mamy tu całą gamę nastrojów: seksistowski, groteskowy, męsko-prozatorski, straszny, w końcu liryczny, jak w życiu, gdzie wszystko z wszystkim się miesza.

Dawno nie czytałem tak dogłębnej analizy mej pisaniny :)
Chwała Ci za to!
Uchwyciłeś to, co najważniejsze.
Dla takich komentów warto pisać, bo człek się może przejrzeć w percepcji innego człeka.
A to bezcenne.
Czuję, że czasem trza pisać rzeczy nie do końca "akuratne", by się czegoś o sobie dowiedzieć.

Fajnie, że dałem Ci porcję śmiechu - śmiech to zdrowie, a żem wesoły gość, to i opko takie.
Naprawdę uradowałeś mnie jak nic, jestem Ci wdzięczny za tak szczerą wypowiedź, bo tylko wtedy można poznać, co utwór naprawdę dał komuś po tamtej stronie monitora :)

Pozdrawiam :)
Miroslaw Sliwa dnia 12.03.2016 18:38 Ocena: Świetne!
Cześć Michał. Poza wszystkim zwróciłem uwagę na kompozycję powyższego tekstu. Jest bardzo harmonijna; gdzie ma być piano jest piano, a gdzie ma być forte jest forte. To niby ABC tworzenia, ale jak się okazuje wcale nie tak bardzo oczywiste, nawet dla tzw. "pierwszej ligi".
Kiedy ma być leniwie jest leniwie, kiedy akcja ma przyspieszyć przyspiesza.
No i najważniejsza sprawa; niby można się domyślać, ale nikt niczego nie może być pewien aż do końca.
Umiejętnie używany slang jest dużym atutem opowiadania. Myślę, że nie musisz powołować się na Bukowskiego. W każdym zakątku świata ludzie są podobni. Wyzwalasz jakąś energię, może czasem niezbyt ładną, zalatującą wonią spermy i śluzu, ale pały nie przeginasz; o coś Ci chodzi. To tak czy inaczej jest walka dobra ze złem, chociaż osadzona w całkiem nieoczywistych czyli ludzkich realiach.
Tekst szczerze napisany. Widać, że dla Ciebie jedyną cenzurą jest autocenzura (każdyz nas powinien ją mieć).
Michał jak dla mnie bomba. Bardzo dobrze się czyta.
Tak trzymaj Michał. :)

Mirek
mike17 dnia 12.03.2016 18:57
Mirku, bardzo się cieszę, że kolejny element tej układanki został odkryty: kompozycja :)
Taką prozę pisze się obrazami, raz szybkimi, raz wolnymi.
I to podkręca temperaturę.
Raz jest ostro, za chwilę powolnie, za moment groteskowo.
Bo tu od tytułu począwszy wszystko tapla się w oparach absurdu.
Przeplatanego z hardcorem życia.

No i chodziło mi o szczerość.
By to podać bez jakichś tam ozdobników, zwyczajnie i naturalnie.
Jakby się oglądało amerykański film akcji, może kryminał.

I o tę energię, o której piszesz, też mi chodziło: ktoś kogoś gdzieś, kiedyś :)
Takie interakcje międzyludzkie, układające się w spójną układankę.
A w tle zapach spermy, alkoholu i śluzu :)
He he, świetnie to ująłeś :)

Lubię pisać takie teksty, bo lubię zdrową literacką prowokację.
Choć treść nie jest specjalnie prowokacyjna, jednak gdzieś między wierszami to jest i o to mi tu chodziło - o to, by się podobało, lub obrzydziło - obie opcje kupuję na pniu.

Pozdrawiam Cię, Mirku, serdecznie, i dziękuję za tradycyjnie wypasiony koment :)
alkestis dnia 12.03.2016 22:05
Majk, oszalałeś chłopie. Świetne opko. Klimat w dechę, podoba mi się. Seksizm masakryczny, ale o to chodzi? Takie typy jak Jimmy nie klecą metafor, po których dostajesz orgazmu oralnego haha. Jaaa. Nadal śmieję się i jestem wstrząśnieta. Dzięki!
mike17 dnia 12.03.2016 22:22
Oszalałem, Alka, a jakże, i dobrze, bo co życie warte bez tego szalenia :)
Co jakiś czas tak mam.
Wtedy muszę z siebie wypuścić.
Inaczej mnie rozerwie.
Tym razem poszło w absurdalny kryminał :)
Choć chyba nie do końca taki na luziku...

A przede wszystkim chodziło mi tu o HUMOR!

W połączeniu z innymi gatunkami literackimi w jednym.
Taki mix.

Jestem szczęśliwy, że doprowadziłem Cię do takiego stanu :)

Dzięki :)
ajw dnia 13.03.2016 12:28
Ja wiem, ze jest jak miało być, że słownictwo, specyficzny slang, męski szowinizm, naturalizm do bólu zębów i te rzeczy.. Taki stajl. Jeśli patrzeć na tekst pod tym względem to odrobiłeś pracę domową i nie ma się czego czepić, choć pewne określenia zastanawiają:
Cytat:
Jimmy po­szedł się sta­ran­nie wy­srać.

Noż, kurczę piórko. Zawsze myslałam, ze sprawy higieniczne po tej czynności, to i owszem można, a nawet trzeba starannie, ale sama czynność? Dałeś mi do myslenia. Obawiam się, ze teraz bedę dumać nad tym w toalecie ;)
Tak wiec nie powiem, ze jestem fanem tego typu tekstów, ale szanuję Twój styl i biorę Cię z całym dobrodziejstwem inwentarza :)
mike17 dnia 13.03.2016 12:42
Bo to taka specyficzna proza jest, rządząca się własnymi zasadami, które podałem w odpowiedzi na komentarz Lili
Można to kochać, a można i nie.
Kogoś to rozbawi, kogo innego zniesmaczy.
Ważny był dla mnie też morał tej opowiastki, wcale poważny.
Tak więc nie jest to pisanie dla każdego, bo czy takie w ogóle istnieje?
Ja to wszystko rozumiem, ale nic na to nie poradzę, że co jakiś czas kocham tak napisać.
Szanuję Twoje zdanie i w pełni akceptuję.

Dzięki, Iwonko, za czytańsko i garść przemyśleń :)
ajw dnia 13.03.2016 12:55
Oczywiście. Nie da się dogodzić kazdemu. Ja po prostu wolę Ciebie w bardziej romantycznej wersji. Trzeba jednak pisać różnie, żeby zaspokoić również swoje potrzeby oddania rzeczywistości, a nie tylko kombinować jak trafić w gusta wiekszości. Jednemu podoba się to, innemu coś zupełnie odmiennego. Ja generalnie kocham Twoje pisanie, ale też mam swoje lajki ;)
mike17 dnia 13.03.2016 14:23
Iwonko, staram się być wszechstronny, dlatego poruszam się w tak różnych konwencjach literackich, a i zainteresowania mam rozległe, stąd taka zmienność w mojej pisaninie :)

Ja też bardzo lubię ten wątek mojej twórczości - romantyczny, miłosny, intensywny, ale i czuły.
Również się w tym spalam i bardzo fajnie czuję.

Czasem po prostu lubię małą prowokację, jakoś tak mam :)
I wtedy pojawiają się teksty jak ten.
Otwarty jestem na każde zdanie, i pochlebne, i niepochlebne.
ajw napisała:
generalnie kocham Twoje pisanie

dla takich słów warto pisać, i nie ma to tamto!

Obiecuję Cię nie zawieść kolejną porcją moich miłosnych miniatur, ale one dopiero po wakacjach - teraz robię przerwę w publikowaniu aż do września.

See you in September!
Ula dnia 13.03.2016 15:30
Mike,
Zaszalałeś, aż nie wiem co napisać ;) Miało być "po męsku" i jest. Rzeczywiście tekst napisany z poczuciem humoru, i za to duży plus. Nawet powiem Ci, że w końcówce trochę żałowałam, że poszedłeś " po trupach" ;) Nie jestem specjalną fanką tego typu klimatów, ale przeczytałam i nie żałuję.
Pozdrawiam :)
mike17 dnia 13.03.2016 15:55
Ha ha ha, Ulu, nie musisz nic pisać, Twoje słowa mówią mi wszystko :)
Miało poruszyć i cieszę się, że poruszyło.
Pomieszałem tu kilka gatunków literackich w sumie.
Początek zupełnie groteskowy, bardzo „samczy”, koniec straszny, ale też z happy endem, liryczny, bo Jimmy już wie, że czasem trzeba przegrać bitwę, by wygrać wojnę.
I on wygrywa – szczęśliwe, spokojne życie z kobietą, którą kocha.
Można chcieć więcej?

Cieszę się, że nie zmarnowałem Ci cennego czasu :)
No i podziw, że męska proza jednak nie taka straszna, jak ją malują.

Pozdrawiam, sącząc popołudniowe piwko :)
Lilah dnia 13.03.2016 16:00
mike17 napisał:
Bardzo Ci dziękuję za wizytę i że zdzierżyłaś do końca


A ja dziękuję za obszerne wyjaśnienia, Mike.
Przeczytałam do końca i wcale się nie przymuszałam, jak podejrzewasz, ha! :) :) :)
mike17 dnia 13.03.2016 16:06
Musiałem dać to info, nie każdy zna Bukowskiego, dla niektórych to guru, dla innych postać nieznana.
Zawsze staram się wyjaśniać kwestie, które mogą być nie do końca czytelne.

A że zdzierżyłaś, Lilu - wielki ukłon :)
Wiem, że nie wszystkie kobiety mogłyby dotrwać do końca.
Tym bardziej to miłe.

:)
:)
retro dnia 17.03.2016 11:55
Zaczęłam czytać. Za ciężki kaliber dla mnie. Słownictwa nie ogarniam – stąd Retro, bo powinnam w innej epoce żyć, z czym się już dawno pogodziłam;) Tu ukłony dla trzech osób, które to dostrzegły: E., drugiej E. i D.
Nie powinno się komentować czegoś, czego się nie przeczytało nawet do połowy, ale robię wyjątek, żebyś wiedział, że miałam dobre chęci, ale chęci to za mało. Trzeba jeszcze tego czegoś, co wciąga w opowieść, co zmusza do brnięcia do końca, co nie pozwala odejść. Może w środku lata spojrzałabym na nią inaczej, może gdyby nie trzymająca mnie nadal choroba i ogólne osłabienie to też bym inaczej ją odebrała. Ale, czy oby?

Michał czekam na coś spokojniejszego, nostalgicznego, coś co chwyta za serce. Co niesie wiosnę.

Pozdrawiam,
Zretrowana:)
mike17 dnia 17.03.2016 12:18
Z racji, że tematyka i konwencja literacka taka a nie inna, nie każdemu to może się podobać i z tym się liczyłem, ponosząc autorskie ryzyko.
Jednak nie zgodzę się, że „ciężki kaliber”: w tym opku mieszają się różne gatunki: mamy więc hardcore, groteskę, kryminał, trochę grozy i perfidii, elementy obyczajowe, na koniec zaś piękny, liryczny happy end, pełen miłości.
Szkoda, że nie doczytałaś do końca, zobaczyłabyś, jak sympatycznie kończy się utwór.

W odpowiedzi na koment Lili tłumaczyłem, na czym polega „bukowszczyzna” i z czym trzeba się liczyć, sięgając po nią.

Dziękuję za to, że chociaż próbowałaś, ale myślę, że to nie jest aż tak straszne opko pod względem „brudów”, by nie zdzierżyć do ostatniej litery.
Niektórych komentujących przed Tobą szczerze rozbawiło – bo i o HUMOR mi tu chodziło, trochę absurdalno-obleśny, ale każdy z nas śmieje się z czego innego.

Może jeszcze kiedyś zajrzysz, zapraszam, przy bardziej sprzyjających okolicznościach.
Nowe utwory dopiero po wakacjach, takie, o jakich mówisz :)

Pozdrawiam wesoło, Retro :)
Quentin dnia 17.03.2016 22:04 Ocena: Świetne!
Szukajcie, a znajdziecie

Przednia historia, MichelAngelo :)
Czuć Bukowskiego i... jak dla mnie Elmore'a Leonarda. To zapewne zasługa znakomitych, przegadanych, przezabawnych i ostrych dialogów. Dla takich pogawędek warto przysiąść na dłużej i chłonąć każde słowo i zgryźliwą uwagę. Rewelacja jak dla mnie.

Widzę, że pojawiają się zarzuty, że seksistowskie, że takie niewybredne. No i fakt, ale tego właśnie się oczekuje od historyjek o gościu nazwiskiem Jimmy Estrada. Tutaj cipkę trzeba nazwać cipką. Akt seksualny ostrzeniem pióra, a laskę dupą ;) Tak musi być, bo to swego rodzaju poetyckość wypowiadanych słów. Oczywiście, że niektóre wypowiedzi są mocno przejaskrawione, ale czyż hiperbola nie jest najwspanialszym narzędziem do ponabijania się...? Uwielbiam jako twórca i jako czytelnik.

Takie teksty w ogóle służą rozrywce samej w sobie. Bohaterowie gadają w sposób, o którym pewnej grupie ludzi nawet się nie śniło i to też swego rodzaju drwina z takiej "ziomkowatości". No właśnie, a jak już przy tym jesteśmy, to określenie "ziomek" jakoś nie pasuje mi do amerykańskiej scenerii. Nie mam na to żadnego argumentu, ale jakoś mi nie brzmi. Może dlatego, że ciągle to słyszę z ust swoich kolegów, znajomych itd. Brzmi po prostu swojsko :)

Jakby ktoś zapytał, dlaczego warto czytać twoje teksty, to powiedziałbym, że w przekroju "całej" twórczości, jest w nich wszystko. Są mądre opowieści doświadczonego człowieka. Jest miłość, jest niebo i piekło, jest dużo i mało, jest jak być powinno. Tu mamy dużo humoru i klimatu. Po to warto sięgać.

Dzięki i Ciao, Maestro
Ubolewający jeszcze nieco nad porażką Juve Quentin
Miłego :)
mike17 dnia 18.03.2016 09:49
Witaj, drogi Quentinie, pod tą naturalistyczną opowieścią o Jimmy'm Estradzie i wielu innych :)

Czuć Bukowskiego, oj, czuć, bo tak właśnie miało być - soczyście i po męsku, z dozą osobliwego humoru, który jest poniekąd moim własnym.
Muszę Ci się przyznać, że trudno pisze się "bukowszczyznę", trza się przestawić na zupełnie inne tory i wejść w ten specyficzny światek podejrzanych typów i ich panienek.

Quentin napisał:
Widzę, że pojawiają się zarzuty, że seksistowskie, że takie niewybredne.

Z tym to chyba lekka przesada - ja tego wcale tak nie widzę, może to moje skrzywienie "pod Buka", ale postrzegam tę historię bez tej otoczki.
Quentin napisał:
Tutaj cipkę trzeba nazwać cipką.

Otóż to!
W tego typu prozie jest i ma być dosadnie, bez barokowej kwiecistości.
Quentin napisał:
Oczywiście, że niektóre wypowiedzi są mocno przejaskrawione,

To kolejny element tego pisania: aby podkręcić humor, wsadzam w usta bohaterów tak porąbane dialogi, żeby ów humor był naprawdę korzenny i z lekka "z pogranicza".
Quentin napisał:
Takie teksty w ogóle służą rozrywce samej w sobie.

Zgadza się, i choć tu jest zawarty pewien morał, i bez niego byłoby ok.
To zwykła zabawa, czytanie dla jaj.
Quentin napisał:
Jakby ktoś zapytał, dlaczego warto czytać twoje teksty, to powiedziałbym, że w przekroju "całej" twórczości, jest w nich wszystko.

Znasz mnie od lat, i moje pisanie też, i wiesz, że piszę wszystko, co się rusza, byle miało to jakiś sens - i na wesoło, i straszno, i na poważnie, i lirycznie.
Staram się być wszechstronny, to moje logo :)
Tylko wtedy nie stanę się nudziarzem, piszącym ente opko o tym samym.

Wielkie dzięki za tradycyjnie wypasiony koment, doskonale czujący moje zamysły.
Odczytałeś je bezbłędnie i o to chodzi :)
Podskórnie czułem, że przypadnie Ci do gustu, znam Cię już przecież na tyle, że wiem, w czym gustujesz.
Do zoba za jakiś czas, stary!

Pozdro poranne :)
faith dnia 25.03.2016 20:37
Jak można sobie urozmaicić, wciąż jeszcze zbyt długi wieczór? Ano bardzo prosto, znaleźć w końcu czas na zajrzenie pod Twoje opowiadanie :)

Przyznaję, że mnie styl w ogóle nie zniesmacza. Rozumiem założenie i uważam, że zrealizowałeś je świetnie. Bo widzisz, z pisaniem pewnym określonym stylem, szczególnie tak wyrazistym jak np. właśnie proza Bukowskiego, jest tak, że często czytając takie stylizowane opowiadania, z łatwością można wyczuć w nich po prostu fałsz. Naciąganie, podpinanie się z trudnością pod jakiegoś idola. Natomiast u Ciebie w ogóle tego nie ma. Tekst płynie tak naturalnie, że nawet chcąc o coś zahaczyć w trakcie jego czytania, to jakoś nie sposób. Czujesz się w tej narracji jak ryba w wodzie, co najlepiej udowadniają (znów muszę zwrócić na nie uwagę) szybkie i energiczne jak pocisk dialogi.

Lubię kryminalne wątki, a tutaj ich nie zabrakło. Przyznam, że zszokowała mnie końcówka to (UWAGA SPOILER!;)) wycinanie ofiarom narządów i sprzedawanie na czarnym rynku, brr... Zmroziło, nie powiem.

Dobrze mi było zatopić się w tej lekturze i znów poczuć, ten znany już u Ciebie amerykański klimat. Świetnie opisujesz postacie i miejsca, podając kilka szczegółów, dzięki czemu możemy je sobie doskonale wyobrazić i wczuć się w całą opowieść.

No nie wiem, ja lubię tego Twojego a la Bukowskiego, bo świetnie Ci on wychodzi. Czujesz go, a to udziela się innym, bo jest autentyczne. Po prostu.

Dobrze, że wreszcie(!) udało mi się przysiąść i przeczytać "Jimmie'go", bo oderwał mnie trochę od tej deszczowej pogody :)

Ślę zającowe pozdrowienia!
mike17 dnia 26.03.2016 10:06
Kasiu, jakże mi miło czytać tak entuzjastyczny koment pod utworem mogącym uchodzić za kontrowersyjny, ale patrząc na opinie komentujących, więcej było zadowolonych niż tych nie.

Staram się, by moja "bukowszczyzna" była tylko moja, owszem czerpię z Mistrza, ale przez te parę lat, jak uprawiam ten gatunek wypracowałem już własną drogę pisarską.
Nie piszę tego często, bo to dość trudna sztuka.
Ale jak najdzie natchnienie, natychmiast wchodzę w ten świat i tak powstaje kolejne opko.

Cieszę się, że dostrzegłaś płynność: chodziło mi o wartką akcję, z pewnymi zwolnieniami, ale jednak wartką, i poza wydarzeniami danie "otoczki", a więc scenek, które niewiele wnoszą do całości, ale fajnie ją uwypuklają, jak choćby rozmowa z Krzywomordem.

Chciałem zmieszać tu kilka gatunków: od kryminału, przez humoreskę, po makabrę i liryzm na końcu, bo zależało mi, by się wszystko dobrze skończyło.

Kocham amerykańskie klimaty i tylko tu czuję się jak ryba w wodzie.
Po prostu to czuję całym sobą.
I może dlatego jest, tak jak piszesz - autentycznie, bez sztuczności.

A dialogi przez wiele lat były moją kulą u nogi, ale na szczęście ten okres mam już za sobą i teraz płyną sobie same, bo lubię, by czytacz poznawał fabułę z rozmów, to świetny zabieg literacki.

Cieszę się, że Cię nie zniesmaczyłem, i że dałem Ci trochę przyjemności tą lekturą :)
Twoje słowa już mnie upewniły, że za jakiś czas pojawi się tu kolejna "bukowszczyzna"
Obiecuję :)

Dzięki wielkie za piękny, szczery i wiele mówiący mi koment!
Dla takich słów warto dręczyć klawiaturę.

Wesołych Świąt :)
Usunięty dnia 15.04.2016 10:48 Ocena: Świetne!
Nie czytam z laptopa w łóżku. W końcu zacznę. Polecam po tej lekturze.
mike17 dnia 15.04.2016 11:36
Publikując ten kontrowersyjny kawałek liczyłem się z różnym odbiorem, bo wiadomo, że nie wszystkim się dogodzi, tym bardziej cieszę się, Grain, że Ci przypadło do gustu :)

Zapraszam do siebie, kiedy dusza zapragnie :)

Pozdrawiam!
esere dnia 26.04.2016 18:38 Ocena: Świetne!
Mike17

Cytat:
Weź na go na dupy


Dwa razy "na".

To tyle udało mi się wychwycić do połowy tekstu, więc za resztę nie ręczę.
Niestety to nie moje klimaty, ale że obiecałam Ci wpaść do Ciebie, to uczyniłam swoją powinność. Na pewno w wolnej chwili jeszcze do Ciebie zajrzę...

Nie powinno Cię dziwić, że utwór nie w moich klimatach, bo już wiele kobiet przede mną wypowiedziało swoje zdanie na temat seksistowskich wtrętów i chyba tłumaczyć się nie muszę.

Ale na pewno mogę Ci przyznać, że opanowałeś warsztat bardzo dobrze! Nie było błędów językowych tam, gdzie dotarłam, czyli w pierwszej połowie. Gdyby nie ta treść, na pewno bym mogła napisać o wiele więcej :)

Pozdrawiam!
mike17 dnia 26.04.2016 18:54
Esere, sporo kobitek się w tym animowało, więc nie ma reguł co do Was :)
Chciałem polecić Ci moje miłosne miniatury, tam pewnie odnalazłabyś się bez trudu.
Uprawiam od czasu do czasu męską prozę, a ta nie każdemu przypasi, więc liczyłem, że ominiesz i wbijesz w moje liryki - ale nic straconego, zapraszam, a tam multum kochania, namiętności i liryki.
Polecam miniatury - wszystko o kochaniu :)
Utwory wielopłaszczyznowe, niedopowiedziane, czasem lekko tylko wyszeptane.
Dla wrażliwych pań :)

Zapraszam i dziękuję za wizytę :)
esere dnia 26.04.2016 19:04 Ocena: Świetne!
A skąd pomysł, że jestem wrażliwa? :rol:
Po prostu wszędobylskie ruchanie i dupcenie mnie nie interesuje. Jak chcę, to mam od tego narzeczonego. Nie muszę sobie czytać o fallusach i innych sprawach, by się podniecić czy nawet zainteresować :D
I przepraszam za wulgaryzmy, ale to mi tu tak pasuje, że ho ho! W kontekście tekstu oczywiście :p
Ale nie martw się, przeczytam inne Twe utwory, co by porównać, bo nie będę Ci już słodzić, ale warsztat to Ty masz!

Pozdrawiam.
mike17 dnia 26.04.2016 19:11
To utwór o detektywie, który poszukiwał zaginionego aktora, a nie tekst o ruchaniu.
Jestem ciekaw, czy doczytałaś do końca?
Nie ma tu żadnych fallusów, co to miały kogoś podniecać.
Jest kryminał, z wątkami erotycznymi, z wątkami jeno i tylko tyle.
Gdzieś w środku opowieść obyczajowa, końcówka bardzo liryczna, zatem utwór nie jest jednoznaczny i o to mi chodziło.
Tak więc warto ogarnąć całość, bez bawienia się w wątki poboczne, na co skrycie liczyłem, ale wiadomo, że każdy odbierze utwór po swojemu.

A do innych zapraszam :)
gabstone dnia 27.04.2016 22:44
-Czy polecałby pan pisarstwo jako drogę kariery?-zapytał mnie jeden studencik.
-Próbujesz robić sobie jaja?- spytałem.
-Nie, nie, pytam poważnie. Czy rekomendowałby pan pisanie jako zawód?
-Pisanie wybiera ciebie, a nie ty wybierasz pisanie.

Charles Bukowski – Historie o zwykłym szaleństwie

Cóż, Ciebie wybrało, ot i cały kom:)
mike17 dnia 28.04.2016 09:58
He he niech żyje Bukowski! :)
Witaj, Gab, po długiej przerwie, miło Cię znów widzieć.
I od razu trafiłaś na kawał męskiej prozy, który nie każdej kobiecie przypasuje, wiem to dobrze.
Ale mam nadzieję, że Ci się podobało, czytałaś już cięższe moje rzeczy.

Zapraszam do miłosnych miniatur, napisałem ich przez ostatnie lata trochę.

Pozdrawiam znad kawusi :)
esere dnia 28.04.2016 13:00 Ocena: Świetne!
Mike17,

na pewno kiedyś tu wrócę i przeczytam całość. Bo skoro sam piszesz, że erotyzm to tylko wątek poboczny, to wierzę Ci na słowo. Na pewno masz talent pisarski, bo nie każdy potrafi operować słowem tak jak Ty to robisz. Dlatego właśnie przebrnę przez ten tekst, ot choćby z ciekawości :@
I przepraszam jeśli jakimkolwiek komentarzem Cię uraziłam. Chodziło mi jeno o treść, nie sposób, w jaki operujesz słowem. Bo to masz mistrzowsko opanowane!

Pozdrawiam.
mike17 dnia 28.04.2016 13:12
Absolutnie nie czuję się urażony :)
A do końca warto dotrwać, bo te erotyzmy to były tylko takie wtręty, nic ponadto.
A więc zapraszam i przede wszystkim wpadaj do moich miniatur miłosnych, będzie mi niezmiernie miło.

Pozdrawiam :)
Usunięty dnia 10.05.2016 18:00 Ocena: Świetne!
Opowiadanie widać inspirowane prozą mojego jednego z ulubionych pisarzy jakim jest Bukowski ;) Lubię go za wiersze oraz za "z szynką raz" ;) Wow tekst na pełnej petardzie, warsztat widać to Ty masz spory ;) Tekst jest kontrowersyjny ale i życie człowieka jest kontrowersyjne ;) Mocna treść, mocny język nie owijasz stary w bawełnę bo i po co, historia ma być wartka ;). Seksistowskie wkręty są zrozumiałe bo to jest historia o pewnej grupie społecznej która nie mówi pięknym Szekspirowskim językiem i bardzo dobrze język podlega ciągłej ewolucji bo to nie nauka ścisła tylko narzędzie dzięki któremu możemy artykułować sztukę. Muszę przeczytać resztę Twoich tekstów.

Pozdrawiam bardzo mi się podobało
mike17 dnia 10.05.2016 18:28
Powiem Ci, Czyngis, że "pod" Bukowskiego fajnie się pisze.
Trzeba poczuć ten "flow" i polecieć z tym koksem.
Na spontanie, bo inaczej nie napiszesz.
Na chwilę stać się człowiekiem ulicy i pisać, co się widzi.
Ja tak mam.

Tu chodziło mi o mocny, męski tekst, zero jakichś płaczliwości, czysty przekaz i korzenny.
Nie myśl, że pisze tylko tak: otóż piszę także bardzo liryczne kawałki, ale jak mnie najdzie na Buka, to nie ma Niemców we wsi!
Trza siadać za klawiaturę i bębnić :)

Dzięki wielkie za czytanie i wysoką notę :)
To mnie nakręca.
Wiem, że jest odbiorca moich produktów.
A to bezcenne.
Wpadaj do mnie, kiedy dusza zapragnie!

Ahoy!
esere dnia 10.05.2016 18:43 Ocena: Świetne!
No to po takim komentarzu i ja się przełamię i przyrzekam nie utknąć w połowie tego "flow'a":D Sorki za spolszczenie. Obiecuję tu jutro wrócić i wypowiedzieć się na temat całości, bez uprzedzenia za seksistowskie teksty. Wiem, że to klimat tegoż utworu.
Pozdrawiam!
mike17 dnia 10.05.2016 19:02
Esere, sex jest u mnie wątkiem pobocznym, w takich kawałkach jak ten, gdzie głównie chodzi o rozbujanie kryminału co się zowie :)
Gdzieś musi być, bo piszę o ludziach z marginesu, a u nich to "każdy z każdym", więc wybacz staremu zbokowi, że pisze to, co pisze :)

Po prostu skup się na narracji, na akcji, bo Jimmy Estrada szuka aktora porno, czyż nie?
Nie przygód, a jego właśnie, i to jest sensem tego kawałka.

Co więcej - starałem się tu zawrzeć kilka różnych stylów literackich, ale to już sama rozkminisz.

A zatem do zoba!
esere dnia 11.05.2016 16:26 Ocena: Świetne!
Mike,

cieszę się, że wróciłam tutaj i spojrzałam na to wszystko świeżym okiem. Może poprzednio nie miałam humoru, nie wiem. Ale teraz naprawdę mi się podobało!
Puenta rewelacyjna. A i teraz nie raziły mnie aż tak seksistowskie wtręty, bo naprawdę dało się je przełknąć. I miałeś rację - wcale nie był to tekst o wszędobylskich fallusach i seksie, jedynie dla przyjemności mężczyzn.
Był wątek, że Linda była zaspokajana przez aktora porno. Nie potraktowałeś więc kobiet przedmiotowo, jak naczyń jedynie z dziurami do wkładania tego i owego. Przepraszam za dosłowność, ale przy takim utworze chyba mi wolno?:D
No i ten specyficzny styl, dzisiaj go doceniłam. Doceniam też to, że potrafisz pisać tak odmiennymi stylami, że nie jesteś szablonowy, zamknięty tylko w jednym temacie.
Piękny (sama się sobie dziwię, a jak!) tekst!
Pozdrawiam:)
mike17 dnia 11.05.2016 18:58
A nie mówiłem, że przejdziesz przez to cało i zdrowo? :)
U mnie sexik to tylko dodatek, upadkiem byłoby uczynić z niego temat.
A pisanie kryminałów co jakiś czas mnie nachodzi, stąd to dziełko.

Cieszę się, że doceniasz moje tfórcze krzątania: wszak nie można mieć tylko jednej twarzy, a co jak okaże się już nudną i niestrawną?
Co wtedy?
Dlatego poruszam się po różnych gruntach, raz delikatnie, innym razem mocną stopą.

Tu była opowieść w sumie obyczajowo-sensacyjna, gdzie starałem się ukazać ludzi ulicy.
Ich mentalność, zwyczaje, język i tak dalej.
Stąd stylizacja językowa.

A kiedyś nawet Redakcja wyróżniła jeden z moich kryminałów w tym duchu napisany - CHARLIE BAMBINO - polecam, przeżyjesz niezapomniane chwile!

Dzięki ogromniaste, Esere, za wizytę i miłych słów garść.
No i za ocenę!

:)
monarchiawyobrazni dnia 16.05.2016 15:14
Cytat:
Odebrał mocno zniesmaczony, bo chciał złapać trochę bezcennego, popołudniowego luzu, a nie wdawać się w gadki-szmatki, na które nie miał bynajmniej najmniejszej ochoty.

o to mam z nim coś wspólnego :)

Co tu komentować, dobre to dobre.
Często jak człowiek nie wie, co powiedzieć to znaczy, że "wow".
Bukowski był, by dumny.
mike17 dnia 16.05.2016 15:57
Dzięki, Monarchio, za czytańsko i literackie odwiedziny :)
Jako wierny uczeń Bukowskiego dziękuję :)
zyga66 dnia 20.05.2016 09:31 Ocena: Słabe
tekst nie przekonuje, jest jakiś taki sztuczny, nie ma autentyczności, to tak jakby chciało się być super cool, ale za bardzo to wszystko wydumane, ma szokować, a irytuje, pozdrawiam, Zyga

Do wywalenia:

"Jimmy poszedł się starannie wysrać.
Dziwki są wszędzie
Jak nie było białej wrony, tak nie zrobisz z kurwy żony."
mike17 dnia 20.05.2016 09:42
Nic nie zamierzam wywalać, Zyga, bo tekst jest w pełni przemyślaną całością, napisaną w taki a nie inny sposób, poruszający takie a nie inne tematy, jak to bywa w pisaniu a la Bukowski.
Po prostu tekst nie dla Ciebie i tyle.
Opowiadanie w swoim założeniu jest mieszanką kilku stylów i sądzę, że dobrze oddałem to, co chciałem oddać.
Dodam, że nie wszystkim musi się to podobać, ale na pewno nie jest to słabe, może wywołać skrajne emocje, o co mi chodziło, ale tekst jako taki napisany jest jak należy i będę go bronił.
A zatem czytaj co innego, u mnie nic dla siebie nie znajdziesz :)

Ahoy!
zyga66 dnia 20.05.2016 10:17 Ocena: Słabe
"A zatem czytaj co innego, u mnie nic dla siebie nie znajdziesz"


przepraszam, już nigdy więcej nie będę B) :no:
mike17 dnia 20.05.2016 10:21
No i tak trzymaj :)
Aronia23 dnia 01.06.2016 21:21 Ocena: Bardzo dobre
Mike17. Ten, tego, może i owego, cóż chciałam rzec? Jimmy zaprosił nie bez powodu. Rozpoczęłam lekturę jedząc a tu..."Jimmy poszedł się starannie wysrać.
Zawsze zużywał ponad pół rolki papieru toaletowego naraz, takiego z wyższej półki, bo jako zdeklarowany pedant nie chciał widzieć brązowej smugi na jasnym zwitku, a co za tym idzie, pasa startowego na swoich nowych, chińskich slipach,". Cudo opis codziennej czynności fizjologicznej wszystkich istot żywych. Każdy to wie, a jakby nie wiedział. Taka prawda napisałeś jak typowy naturalista - chwali się
Następnie - im bogatszy, tym przystojniejszy, ale ta prawda działa w dwie strony. I jeszcze doprawię moją wypowiedź Twoimi przyprawami: "A on, że jest znany jako Pierre Dollony."
Inne kwiatki też i śmieszą - słownikowo, ale dla mężczyzny to pewnie nie nowina "kręcić wora", "marszczyć freda" itd., itp.
Zdanie naprawdę pokazujące przyjaźń w półświatku też zostało przez Ciebie użyte: "- Nie srasz żarem? - No co ty, stary, jestem człowiekiem honoru. My, ludzie ulicy, to sól tej ziemi." Ogólnie opisujesz świat niby prostaków, dziwek itd. A oni okazują się być dobrymi ludźmi.
Koniec szczęśliwy, można żyć godnie
"Nie musiał już niczego udowadniać, a życie przybrało postać spokojnej, nizinnej rzeki.
I coś mu szeptało, że tego nie straci.
Teraz to już nie groziło, teraz poranek mógł oznaczać tylko dobre wieści."
Opowiadanie z jednej strony wulgarny świat ukazujące, świat handlarzy, morderców, z drugiej - świat kumpli, honoru i miłości. Cóż takie jest życie.
Pozdrawiam Mike17. Aronia23
mike17 dnia 02.06.2016 10:22
Bo, Aronio, pod tym z pozoru wulgarnym opowiadaniem leżą pokłady dobra, poczucia honoru i lojalności wobec kumpli, sprawiedliwości Losu, ale też przewrotności i zła, jak to w życiu.

Chciałem ukazać półświatek w całej jego krasie.
To bardzo wdzięczny temat dla piszącego.
Można się rozpisać i popisać.
Człeka wręcz ponosi w pisaniu i o to chyba chodzi.

Lubię co jakiś czas napisać coś a la Bukowski, ze slangiem i całym życiowym brudem.
Kręci mnie to, choć nie jest to łatwa pisanina - trza totalnie się wyłączyć z życia i wejść w ten świat.

Lubię naturalizm w prozie i chętnie po niego sięgam.
Jak tu, z Jimmy'm :)

Serdecznie dziękuję za czytańsko i analizę tekściora, no i oczywiście zapraszam niebawem znów do mojego kramiku z opowiadaniami :)

Pozdro!
Aronia23 dnia 02.06.2016 14:55 Ocena: Bardzo dobre
Czyli rozumiem to, co się do mnie mówi. To dobrze. Dziękuję, bo już myślałam, że momentami coś nie tak pod kopułą. Ale wszystko okej, gdyby nie było bólu.

Przytaczam moje słowa, które świadczą o tym, że mimo wszystko, jak pisał J. Słowacki: "Chodzi mi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa. Czasami był też, jak bieg nimfy prędki, a czasem lekki, jak Aniołów mowa. Strofa być winna taktem, nie wędzidłem"

A to moje słowa:

"Opowiadanie z jednej strony wulgarny świat ukazujące, świat handlarzy, morderców, z drugiej - świat kumpli, honoru i miłości. Cóż takie jest życie."

Zauważyłam korelację między naszymi wypowiedziami, cyt. m17

"Bo, Aronio, pod tym z pozoru wulgarnym opowiadaniem leżą pokłady dobra, poczucia honoru i lojalności wobec kumpli, sprawiedliwości Losu, ale też przewrotności i zła, jak to w życiu.
mike17 dnia 02.06.2016 15:00
No widzisz, jak się nam wypowiedzi pokryły :)

Czytaj moje miniatury, tam poznasz moją kolejną twarz :)
Aronia23 dnia 02.06.2016 15:13 Ocena: Bardzo dobre
Będę czytać. Moje dwa utworki, oby nie potworki, ukażą się niedługo. Aż się boję i drżę. Lubię ten pisanie, czytanie poznawanie nowych twarzy, już wcześniej trochę znajomych. Pozdrawiam Człowieku o Wielu Twarzach. Kiedyś pisywałam teksty o Szoszonach, Paunisach i Irokezach. Może odświeżę. Oni nosili wieloczłonowe imiona, mike17, do miłego. Aronia23
mike17 dnia 02.06.2016 15:15
Do zoba!
Aronia23 dnia 02.06.2016 15:26 Ocena: Bardzo dobre
Do, do!
FranzMaurer512 dnia 07.04.2017 14:55
Witam,mike17! Zajrzałem na Twój profil i tytuł tego tekstu mnie,miłośnika Quentina Tarantino, od razu przyciągnął :)

Generalnie jest moc,choć - jak ktoś wyżej kiedyś słusznie zauważył - w niektórych momentach da się wyczuć kwestie trochę na siłę naszpikowane slangiem półświatka. Chyba,że mówimy o przerysowaniu dialogów,wtedy nie mam ''wątów'' ;)
Przyjemnie się czytało,poczułem troszkę klimatu powieści Maria Puzo i melodyjność dialogów Quentina. Pozdrawiam :)
mike17 dnia 07.04.2017 20:22
Franz, tekst miał być napisany slangiem i takim go widziałem :)
Chciałem wiarygodności językowej jeśli chodzi o ludzi z półświatka.
Tam taki język jest normą.

W ogóle jeśli już mowa o ludziach ulicy, to nie mogło być inaczej - wówczas nie miałoby to jaj.
A tak trzyma się to kupy :)

Dzięki za czytańsko i zapraszam w przyszłości :)

Pozdrawiam, sącząc piwko :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
al-szamanka
24/04/2019 21:41
Powiem Ci tak: Wiersz byłby o wiele lepszy, gdyby był… »
Marek Adam Grabowski
24/04/2019 13:36
Bynajmniej nie chodzi o błędy językowe; lecz o to, iż temat… »
Miladora
24/04/2019 12:50
Witaj poświątecznie, Hope. :) Będzie krótko, bo nie mam się… »
Berele
24/04/2019 10:19
Zdanie w 2 zwrotce jest nienaturalnie długie. To nie jest… »
pociengiel
24/04/2019 08:33
Chyba tak mam czas do wieczora. »
al-szamanka
24/04/2019 08:23
Fajnie, że się podobało. Dziękuję za poczytanie i miły… »
al-szamanka
24/04/2019 08:21
Odjazdowy tytuł :D Najbardziej podoba mi się słońce… »
lew morski
24/04/2019 03:44
Wielkie dzięki za przeczytanie i komentarz – myślałem, że… »
Abi-syn
23/04/2019 21:28
Hejka Wiki to prawie jak ja, :) , też rzadko, też z… »
Elminster
23/04/2019 18:10
@Marek Adam Grabowski nie zmieniłem czcionki, ponieważ… »
cliffhanger
23/04/2019 16:47
Bardzo dobre. »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:16
Widzę, że powtarzasz błędy z poprzedniej części. Nawet… »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:08
Bardzo piękny wiersz. I piszę to mimo tego, że nie przepadam… »
al-szamanka
23/04/2019 14:55
Nie dziwię się, że próbowała utonąć. Doskonale pokazałaś… »
Madawydar
23/04/2019 12:09
Fabuła zapowiada się całkiem nieźle. Błędy są, ale nie… »
ShoutBox
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:55
  • Cholera jasna! Co mnie tu znowu przygnalo? :)
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:54
  • By ich nie spalic, troskliwie zawijaj w sreberka. /Swistak/ :)
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:52
  • I pamietaj by wsrod przypraw , byla oliwy kropelka.
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:51
  • Juz niedlugo, za dni pare. Idz po piwko, nie gitare. Rozpal grilla a w sam zar, wloz kartofli kilka par.
  • mike17
  • 23/04/2019 18:46
  • Głosujcie w MUZO WENACH 7 na swoich faworytów, oto konkursowe namiary : [link]
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:31
  • A kto inny mówi, że w Słowniku Poprawnej Polszczyzny z 2016 jest: winny wszystkiemu. I co tu sądzić? Ja mam tylko taką sugestię: być winny wypadku, zdarzeń (kogo, czego).
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:27
  • Otóż dzwoniłem do poradni językowej Uniwersytetu w Poznaniu. Podano mi, że w słowniku sprzed 40 lat obie formy są dopuszczane, a w nowym tylko w formie dopełniacza. Więc: winny wszystkiego.
  • Dobra Cobra
  • 23/04/2019 10:40
  • Jaka piękna wymiana celowników i dopelniaczy ! Lata cale czekałem na taką rozrywkę umysłową na Sb.
  • MitomanGej
  • 23/04/2019 04:30
  • "Wszystkiemu" to celownik, a "wszystkiego" - dopełniacz. Z logicznego punktu widzenia poprawna jest forma z końcówką -ego, gdyż jesteśmy winni kogo/czego, w celowniku to możesz być winny koledze 5 zł
Ostatnio widziani
Gości online:12
Najnowszy:yxutyf
Wspierają nas