Bóg, wiara, miłość, strach i życie - JanuszKoch
Publicystyka » Artykuły » Bóg, wiara, miłość, strach i życie
A A A
Od autora: Patrząc na aktualne wydarzenia na świecie, jak ludzie traktują ludzi, liczne konflikty, wojny, ataki terrorystyczne, teorie spiskowe, afery, pojawiają się wątpliwości w jakim kierunku zmierza nasz świat, czy jest on właściwy i nie sprowadzi nas do jakiejś ogólnoświatowej zagłady, katastrofy. Jest coraz gorzej i mało kto wierzy w to, że może być lepiej. Realia nie zmienią się same, przenoszenie odpowiedzialności na innych, obwinianie Boga również nie zda się na nic. Zatracanie wiary, nadziei doprowadzi do tego, że nic już się nie będzie dla nas liczyć i poddamy się, pozwalając aby świat się stoczył i pogrążył.
To od nas należy działania oraz podejmowanie decyzji. Jeśli chcemy coś zmienić, musimy działać, odważnie, z werwą, mając w sobie wiarę - w Boga, lepsze jutro i własne możliwości.
Dzięki Bogu (dosłownie i w przenośni) nie jesteśmy z tym wszystkim sami. Nigdy też nie byliśmy i nie będziemy. Bóg jest z nami, w każdej chwili, w każdym miejscu i warto działać odważnie i z miłości aby zmienić coś na tym świecie na plus.
W artykule opisałem, co prawda nieco powierzchownie, typowe argumenty osób kwestionujących istnienie Boga oraz błędny sposób postrzegania jego istoty. Bóg jest miłością, jej przeciwieństwem - strach, który w głównej mierze przyczynił się do tego, że ten świat wygląda teraz właśnie, w wyżej opisany sposób.
Zapraszam do lektury.

Wątpliwości i odpowiedzialność.

Gdy się spojrzy na to co dzieje się na świecie, jak ludzie reagują na innych, wszechobecną degrengoladę, cynizm, podłość, chciwość i inne cechy, które oddalają nas od siebie, tworząc mnóstwo konfliktów doprowadzając do wojen, ludobójstw,  można by pomyśleć, że Bóg o nas zapomniał, umarł lub w ogóle go to nie obchodzi.

Wolna wola, którą został obdarowany każdy z nas, pozwala nam na życie tak jak chcemy. Możemy robić to co nam się żywnie podoba.

Zastanawiam się, o czym myślał Bóg dając nam ten dar i czy przewidział w jaki sposób wolność wyboru wykorzystają inni. Odpowiedz na to pytanie wydaje mi się dosyć oczywista, ale napisze o tym pod koniec artykułu.

Odpowiadamy za swoje czyny jak i myśli. Niewielu jednak liczy się z konsekwencjami szkodzących innym wyborów, ale dzięki możliwości zapanowania nad myślami, wszelką podłość, którą nas dotknie, możemy przekuć w coś co nas wzmocni, zamiast, zgodnie z zamierzeniem prześladowców, zniszczy.

Gdzie, czym i jaki jest Bóg?

Jest wszędzie, z każdym, niezależnie od złych lub dobrych czynów i wyborów człowieka. Podobnie jak róża, której woń czuje zarówno człowiek, jakiego można nazwać podłym jak i ten dobry, Bóg kocha nas miłością bezwarunkową. Nie wymaga, nie jest roszczeniowy, jest z Tobą zawsze i wszędzie, kładąc Ci rękę na ramieniu.
Osądzanie innych nie powinno należeć do nas, w każdym człowieku toczy się walka o której nie mamy żadnego pojęcia i ocenianie czyichś czynów nie znając ich przyczyn, historii człowieka, który dopuścił się niegodziwości jest jak rozstrzelanie całego garnizonu za dezercję jednego żołnierza.
Bóg jest tak miłosierny, ponieważ, w przeciwieństwie do nas, zna każdą osobę lepiej niż ona sama, a co dopiero  inni bliżsi lub dalsi jej ludzie.

Największa choroba ludzkości

Często powtarza się "nie oceniaj książki po okładce", "nie doklejaj innym etykiet", "nie szufladkuj".

Uogólnianie jest jedną z największych "chorób" ludzkości. Tworzymy  etykiety, ponieważ wygodniej jest skorzystać ze schematu, zamiast wyjść poza niego. Ludzie, którym się to udaje, są traktowani jako gorsi, odrębność to coś złego. Osoby te jednak, często wiedzą czego chcą, sa zdecydowane, zdeterminowane, ambitne i konsekwentne.

Strach - niebezpieczny, bardzo powszechny wirus

Boimy się ludzi nieprzewidywalnych, a przecież sam Shakespeare napisał: „w szaleństwie tkwi metoda”. Natomiast Nick Vujicic , mówca motywacyjny, uważa, że „niedoskonałość jest piękna, w obłędzie kryje się  geniusz  i lepiej narazić się na śmieszność niż zionąć nudą”.

Boimy się wychodzić poza konwenanse, boimy się opinii innych, utraty pracy mimo często złego, gniewnego, zbyt surowego szefa, boimy się utraty partnerki, boimy się usamodzielnienia, boimy się poznawać nowych ludzi tradycyjnymi metodami (spośród 300 osób na Facebooku rozmawiamy, spotykamy się na mieście moze z kilkoma)boimy się przeciwstawić złu, boimy się zabrać głos, a milczenie jest często przyzwoleniem na jego istnienie, boimy się bać. Całe życie się czegoś boimy, boimy się też końca życia – śmierci. A także, tego co może być po życiu – piekła.Czemu więc służy piekło? Straszeniu nas. Rodzice często robią uwagi swoim dzieciom, „nie kradnij, bo pójdziesz do piekła”, „nie przeklinaj, bo pójdziesz do piekła”, często także w połączeniu lub oddzielnie z „bój się Boga”, albo „Bóg Cię ukarze”.

Dlaczego sądzicie, że Bóg, który jest Miłością, skazywałby ludzi na piekło, kiedy Ci, często mają piekło na ziemi?

W książce Nealea Walsha Donalda, „Rozmowy z Bogiem” można przeczytać czym jest piekło:

To cierpienie, jakiego przysparzasz sobie w wyniku błędnego myślenia. Piekło jest przeciwieństwem radości, niespełnieniem. To znajomość prawdziwej własnej istoty i niemożność jej doświadczenia. To bycie nie w pełni. Oto czym jest piekło i nie ma straszniejszej rzeczy dla twej duszy

Tworzą nas nasze myśli. Czujemy się tak jak myślimy, że się czujemy. Jesteśmy tacy, jacy myślimy, że jesteśmy. Piekło to myślenie negatywne, pesymistyczne, pozbawione wiary i nadziei. Strach jest piekłem, piekłem dla Twojej duszy. Bóg Cię do niego nie wtrąca, Ty sam to robisz, wątpiąc w siebie, w innych ludzi, w przyszłość, przenosząc odpowiedzialność na innych, żyjąc poniżej swoich możliwości, pozwalając aby obawy, uprzedzenia, opinie innych wygrywały z Twoim wewnętrznym głosem, intuicją, sercem.

W tej samej książce, możemy przeczytać:

Piekło nie istnieje w postaci miejsca, o którym snuje się przeróżne fantazje, gdzie płoniesz w wiecznym ogniu, ani też jako stan nigdy nie kończącej się udręki. Jaki miałbym w tym cel? Nawet gdybym powziął te jawnie nie-Boska myśl, że ty “nie zasługujesz" na niebo, czy szukałbym tego rodzaju wymyślnej zemsty czy kary za to, że nie stanąłeś na wysokości zadania? Czy nie byłoby dla Mnie prościej pozbyć się ciebie? Skąd to mściwe dążenie do poddania cię cierpieniu przekraczającemu wszelkie wyobrażenie? Jeśli powiesz, że z potrzeby sprawiedliwości, to czy nie zadośćuczyniłoby jej zwykłe wyłączenie ciebie ze wspólnoty ze Mną w niebie? Czy konieczne byłyby jeszcze innego rodzaju męki? Oświadczam ci, że nie spotka cię po śmierci nic z tych rzeczy, które tak barwnie malują wasze teologie oparte na strachu. Lecz dusza twoja może doświadczyć takiego smutku, takiej niepełności, takiego braku, takiego oddzielenia od Boskiej radości, że wyda jej się to piekłem. Powiadam jednak, że to nie Ja jestem tego sprawca. Ty sam stwarzasz to doświadczenie, ilekroć pozwolisz umknąć swej najwyższej myśli o sobie, ilekroć wypierasz się własnej Jaźni; ilekroć odrzucasz to, Czym W Istocie Jesteś. Lecz nawet to nie trwa wiecznie. Nie może, ponieważ mój plan wobec ciebie nie przewiduje, abyś pozostał odłączony ode Mnie po wsze czasy

Oprócz tego, Walsh wspomina o tym, że gdyby diabeł, szatan istniał, byłby nim strach. Wielokrotnie użyję tego słowa w tym artykule.

Strach zabija:
- ludzi (przytłoczeni problemami postanawiają ze sobą skończyć)
- marzenia (obawa przed porażką pogrzebała nie jeden genialny wynalazek, pomysł)
- związki (boimy się szczerości wobec partnera/rki)
- relacje z innymi (boimy się odezwać do obcych, z uwagi na lęk przed ich oceną)
- ambicje (rezygnujemy z marzenia na rzecz mało interesującej nas pracy, często narzuconej przez innych)

Jest jak piach rzucony w tryby Twojej machiny. Działa ona coraz wolniej, gorzej, końcowo zatrzymuje się. Wymiania części jest kosztowna, trudno je zlokalizować i wymienić, ze względu na ich nikłą dostępność, związaną ze skomplikowaniem oraz niemożnością znalezienia dwóch identycznych "egzemplarzy".

Manipulowanie innymi poprzez strach

Strach jest także narzędziem służącym do wywoływania bólu psychicznego, cierpienia, wiążącego się z nim także poczucia winy. Obawy o to, co dalej się wydarzy, jaki mamy na to wpływ oraz czy wszystko skończy się pomyślnie są bronią  bardzo potężna, z której wiele manipulatorów korzysta.

Wywołują oni żal, smutek, wyrzuty sumienia. Wykonują połączenia do naszej psychiki, która (zwłaszcza jeśli mamy do czynienia z osobami wrażliwymi, dobrodusznymi), odbierając je, zamiast połączenie anulować. Rozpoczynany dialog z własnymi myślami, szukając winy we wszystkim, najczęściej w sobie.

Jest to obawa przed odpowiedzialnością, za coś, co może skończyć się dla nas lub dla innych z naszego otoczenia, bliższego bądź dalszego, niepomyślnie. Rozmowy z negatywnymi myślami, wyobrażanie sobie najgorszych możliwych scenariuszy, trwają bardzo długo, i są  kosztowne. Rachunek płaci nasza psychika. Zły nastrój wywołuje bierność, nie potrafimy skupić się na niczym innym poza trapiącym nas problemem. Osoba która to wywołała doskonale zdaje sobie z tego sprawę i wykorzystuje to przeciw nam, nakłaniając nas do zrobienia czegoś złego, niezgodnego z nami. Doprowadza to do jeszcze gorszego samopoczucia i  wyrzutów sumienia.

Jako osoba, która ma za sobą schizofrenię, mogę Was zapewnić, że nie byłoby chorób psychicznych, także depresji gdyby nie strach. Urojenia, głosy , biorą się z nadinterpretacji tego co obserwujemy wokół siebie. Strach spycha wszystko w stronę bólu psychicznego, cierpienia, które wywołują wyrzuty sumienia, obawy, żal, smutek, obawy o własne życie lub życie kogoś innego.
Przekonałem się, na własnej skórze, że lekarstwem nie powinny być tylko neuroleptyki (lub w ogóle, ale z racji nikłej wiedzy medycznej na temat ich skuteczności, wstrzymam się od pochopnych wniosków), ale intensywny trening społeczny, trening odwagi, sprawdzanie na własnej skórze wiarygodności obaw, wyciąganie właściwych wniosków oraz zaprzestanie monologu wewnętrznego, niszczących Cię od środka myśli i skojarzeń.
To cięzka droga, zmiana nawyków myślenia, stosowanie odwagi, życie w ciągłym strachu, stresie, przeciwstawianie się mu. Ale warto, bardzo. Ulga, która poczujesz, kiedy zrozumiesz, że nie jesteś sam, Bóg jest z Tobą, i wszelkie obawy są niepotrzebne, jest nie do opisania.

Powszechność podłości, cynizmu i wyrachowania

Ludzie, którzy nas tak traktują, najczęściej są dla nas autorytetami, kimś na kim opinii nam zależy, przełożonymi, kochanymi przez nas partnerami i co najważniejsze, wydaje się nam, że są to osoby mające do powiedzenia znacznie więcej od nas, że mogą nam zagrozić, zwolnić, pobić, wyrzucić z uczelni, zerwać z nami znajomość, zakończyć związek i masa innych rzeczy. Tego typu manipulacja i zastraszanie zdarzają bardzo często w różnych miejscach, nie tylko w pracy, ale i w rodzinie. Ludzie niszczą ludzi, najczęściej w celu uzyskania różnego typu dóbr materialnych i przyporządkowania ich sobie, władzy.

Jak się temu przeciwstawić?

Mało kto się temu przeciwstawia, obawiając się zwolnienia, pobicia, nie wypłacenia pensji, zakończenia związku bądź rozwodu.
Lawina kłopotów zaczyna się od aprobaty traktowania siebie przez innych jako kogoś gorszego.
Dając się zastraszyć, zmanipulować, nie uciekniesz od nich, tylko pogłębisz, ponieważ takie osoby, nigdy nie mają dość i zawsze wykorzystają Twoją słabość, kiedy tylko im na to pozwolisz. 

Jedna ze znanych zasad (choć raczej rzadko praktykowanych) mówi, „rób to czego się boisz” – bądź odważny, nie bój się powiedzieć nie, kiedy ktoś Ci grozi, próbuje wykorzystać.

Czy możesz stracić pracę? Tak. 
Czy ktoś może Cię pobić lub nawet coś gorszego? Tak.

Czy powiedzenie „tak”, kiedy wewnątrz chciałbyś powiedzieć „nie”, sprawi, że unikniesz problemów – nie, wręcz przeciwnie. Im bardziej, częściej będzie  aprobował traktowanie siebie jako kogoś gorszego, kogoś kto boi się przeciwstawić komuś, formalnie, wyżej postawionemu, tym bardziej będziesz zanurzał się w bagnie własnego strachu. W końcu, utoniesz.

Pułapka podstawowych potrzeb

Podstawowym orężem osób, które chcą Cię wykorzystać, wprowadzić w błąd, manipulować jest odnoszenie się do najważniejszych potrzeb człowieka i wykorzystywanie ich przeciwko niemu. Dążymy do miłości (partnerskiej i rodzicielskiej), chcemy utrzymać się finansowo na tyle aby stać nas było na zaspokojenie głodu, pragnienia. Chcemy się spełniać zawodowo i społecznie, szukamy akceptacji, lubimy innym imponować. Odnosi się to do egocentryzmu i oczywiście, strachu, które mają ze sobą wiele wspólnego. Jako egocentrycy skupiamy całą uwagę na sobie, nie liczymy się z innymi, najważniejsze są nasze potrzeby, realizowanie których często odbywa się kosztem innych. Strach działa w podobny sposób, liczą się tylko obawy związane najczęściej z bezpieczeństwem własnym.
Lęk przed bólem fizycznym, psychicznym, utratą pieniędzy, pracy, rodziny przewyższa wszystko. Rzadko kto korzysta tutaj z kompromisów, jeszcze rzadziej, ktoś wybiera cierpienie własne, zamiast możliwości pomocy komuś, przeciwstawienia się złu.
Jest to łatwiejsze (na pierwszy rzut oka), mniej od nas wymaga, ale po czasie, wyrzuty sumienia, mogą być nie do zniesienia. Pokusa uzyskania, zdobycia lepszej posady, związanej z większymi profitami jest często wykorzystywana przez osoby, które chcą w ten wyrachowany sposób coś osiągnąć. Mało kto oprze się wyższym zarobkom, wielu uznaje, że pieniądze to cel, nie środek, a powinno być tak naprawdę, na odwrót.
Jeśli chodzi o pracę, zastanów się czy chcesz, pracować w miejscu, gdzie ludzie chcą Cię wykorzystać, zamiast docenić. Jak masz być produktywny, wiedząc to wszystko lub choćby podejrzewać? Jak masz żyć, być szczęśliwy , codziennie myśląc, spotykając się z ludźmi, którzy chcą Ci zaszkodzić? Musisz wyzbyć się tego lęku.

Albo zginiesz jako bohater, albo dożyjesz dnia, kiedy staniesz się złoczyńcą - mowi znane przyslowie.

Analizowanie co należy zrobić, mija się z celem. Wiesz co podpowiada Ci serce i intuicja, ale często ten głos lekceważysz, mimo że krzyczy Ci do ucha i szarpie za ramię.
Jest też trzecia opcja, będziesz żył zgodnie z sobą, przeciwstawiając się wszechobecnemu złu, kierowanemu w Twoją i nie tylko Twoją stronę. Tak, jest to możliwe, Bóg zawsze będzie z Tobą, niezależnie od podjętych decyzji, okoliczności.

Jeśli Bóg jest z Tobą, któż może być przeciwko Tobie?

Siłą napędową, dzięki której Twoje, przecież tak dziś naiwne, idealistyczne zasady, będą za Tobą pożądały jest wiara w Boga, poczucie celu i odwaga. Co wszystkie je łączy?
To czym jest Bóg, to co sprawia, że widząc osobę, którą kochasz, czujesz ciepło w sercu. Najwyższe uczucie ze wszystkich, najbardziej potrzebne i najpiękniejsze, do którego każdy dąży i każdy szuka, mając to, od urodzenia, w postaci duchowej, jako Boga – miłość.

"Prosty” wybór

Odwaga bądź strach. Wybierając odwagę, wzrośniesz, staniesz się kimś silniejszym. Może wydawać się to trudne, zwłaszcza kiedy stajesz w takiej sytuacji po raz pierwszy, ale jak mawiają „odwaga jest jak mięsień – silniejszy kiedy jest używany”. Mając rodzinę, jaki przykład dajesz bliskim, gdy dajesz się zastraszyć? W taki sposob chcesz im pomóc?
Okazanie słabości , przystawanie na czyjeś chore oczekiwania, pogłębi Twój problem, stworzy też nowe.
W pracy, płacenie tzw. haraczu, dawanie łapówek, awans przez łóżko przełożonego bądź przełożonej, która zagroził/a Ci zwolnieniem lub zastraszył/a w inny sposób, sprawi, że będziesz czuł się ze sobą jak śmieć, i nie daje to żadnej gwarancji, że groźby te nie zostaną spełnione.

Przełożony/a będzie coraz bardziej wykorzystywać Twoją słabość, zmuszając do coraz gorszych rzeczy, doprowadzając do tego, że będziesz chciał ze sobą sam skończyć, wiedząc ile złych rzeczy zrobiłeś, ze sobą i innym.
Pomyślisz, ze jesteś słabym tchórzem. Bóg nie ma Cie za kogoś takiego, ale Twoją osobę, to co sam myślisz o sobie, określają czyny, także ich brak.

Nie podjęcie dezycji to także decyzja.

I to najgorsza z możliwych. NIe uciekniesz od własnego umysłu i obaw w nim, nie zostawisz swojej głowy i pójdziesz sobie w inną stronę. 
Zabrać ze sobą zawsze możesz i powinieneś, serce. Da Ci ono wiarę, odwagę i  poczucie sensu.

Tutaj nie sprawdzi się przenoszenie winy na innych. Wewnętrznie, dobrze wiesz, że to Ty podjąłeś decyzję. Za każdym razem, przyzwalając aby wygrywał w Tobie strach, coś w Tobie umierało.
Wiele słyszy się, czyta o takich tragediach. To się zdarza, nigdy nie wiesz kogo spotkasz w swoim życiu, tym bardziej, że upadek moralny i przedmiotowe traktowanie, wykorzystywanie ludzi, jest bardzo powszechne.

Natomiast przeciwstawiając się, owszem, ktoś też może spełnić groźbę, ale ostatecznym wygranym jesteś Ty. Poczujesz to w sobie, odczujesz olbrzymią ulgę i spokój, gdy podejmiesz odważną decyzję. Zamiast czuć się jak śmieć, zdasz sobie sprawę, że jesteś osobą niezależną, nie podporządkowująca się innym i nie dającą wykorzystać. To nie będzie tylko chwilowa ulga, przełoży się to na całe Twoje późniejsze życie, zwiększy pewność siebie, pozwoli na to, abyś nie pracował więcej w takich miejscach. Staniesz się bardziej wybredny w doborze pracy, role zostaną odwrócone. Nie będziesz nikogo błagał o zatrudnienie, a pracodawcy, widząc Twoją niezależność (związaną z cechami lidera, którzy na rynku pracy są bardzo poszukiwani) chętniej Cię zatrudnią. Zainspirujesz innych, takich jak Ty będzie więcej, miejsca, które mają niewiele mniej wspólnego z obozami koncentracyjnymi, przestaną mieć rację bytu. Nikt tam nie będzie chciał pracować, wiec i szefowie takich firm, będą w końcu musieli zmienić podejście do pracowników, inaczej splajtują. 
To jak wygląda traktowanie pracowników niższego szczebla, jest wina nie tylko osób znajdujących się wyżej w hierarchii pracowniczej, ale także owych pracowników, którzy przyzwalają na takie traktowanie siebie. Brzmi okrutnie? Branie pełnej odpowiedzialności za swoje życie, w praktyce, nie jest okrutne, ale jest drogą bardzo ciężką, jednocześnie – właściwą i bardzo satysfakcjonującą. Możesz narobić sobie wrogów, ale tylko ktoś, kto jest nikim, ich nie ma.

Gdy chcesz się przeciwstawić, a boisz się o rodzinę, okazując strach, pokazujesz im, że jesteś osobą słabą. W ten sposób nikomu nie pomożesz, wręcz przeciwnie. Dzieci mogą uznać, że jest to właściwy kierunek działania, pójście po najmniejszej linii oporu. Przełoży się to na ich późniejsze życie.  Będą słabe psychicznie i możliwe, że prędzej czy później, ktoś je zniszczy.

Widok rodzica, z którym wygrywa strach, który pada na kolana w konfrontacji z innym człowiekiem jest dla nich bardzo demotywujący, zostawi to ślad na całe życie i zgodnie z tzw. „efektem domina”, dzieci Twoich dzieci, mogą zachować się tak samo.

Decyzja, wybór jest Twój. Każda analiza, rozmyślanie kończy się zawsze jednym wnioskiem – trzeba działać. Działanie związane jest z odwagą, nie pozwól aby to strach podejmował decyzję.

Strach a związki

Odnośnie gróźb w związkach partnerskich, sposób działania jest bardzo podobny. „Rzucę Cię”, „nie dam wypłaty”, „dam rozwód i zabiorę dzieci” i inne sentencje mające wywołać strach i zamanipulować Cię, abyś robił to co chce druga osoba. Jeśli partner/ka grozi Ci czymkolwiek, próbuje wywołać wyrzuty sumienia, sugeruję Tobie zastanowić się poważnie nad sensem przebywania z taką osobą.

Chyba, że chcesz aby następne kilka(naście, dziesiąt) lat było koszmarem, a nie związkiem w pełnym znaczeniu tego słowa.

Po raz kolejny – miłość. W związku, gdzie obie osoby się kochają nie ma miejsca na takie zachowania, biorące się z jej przeciwieństwa – strachu. Partner/ka zachowując sie  w ten sposób, możliwe, że  Cię kocha, ale boi się  Ciebie utracić, chce sobie przyporządkować Twoją osobę, wpływać na Ciebie, ustawiać i rządzić. Zanim zakończysz związek, musicie szczerze porozmawiać. Postaw jasne, nieprzekraczalne granice, określ, opisz jak się czujesz i co chciałbyś aby sie zmieniło.

Fałszywy i prawdziwy obraz Boga

Bóg nie jest istotą kapryśną, restrykcyjną, surową i despotyczną. Myśląc o nim w ten sposób,  nic dziwnego, że ludzie się od niego odwracają.
Kochamy niezależność, nie lubimy gdy ktoś nam rozkazuje, narzuca własne zasady, które, dodatkowo, ograniczają nas. Nie jest to jednoznaczne z tym, że powinniśmy, możemy robić wszystko to co nam się podoba, zwłaszcza kosztem innych. Mając wolną wolę, możemy co prawda bardzo wiele, a Bóg niczego nie nakazuje, nie krytykuje, ale skoro jego synonimem jest miłość, warto spojrzeć na swoje działania właśnie pod kątem tego uczucia. Może być to swego rodzaju sito uczynków, decyzji, działań. Nasze decyzje determinują tylko dwa uczucia – miłość i strach.

Fałszywe przekonania o Bogu, tworzone między innymi przez kościół, który swoimi działaniami, często związanymi z chciwością oraz licznymi, także seksualnymi aferami, nie tylko zamazuje płótno , na którym znajduje się obraz Boga, ale dodatkowo, zrywa owe malowidło ze ściany, na której zostaje puste miejsce. Miejsce to jest swoistą tablicą ogłoszeniową dla wszelkiego rodzaju anonsów aprobujących, zachęcających do działań, które są sprzeczne z humanitaryzmem, moralnością oraz człowieczeństwem czyli także z Bogiem. Ateizm stal się swego rodzaju modą, w pewnym sensie, pasującą do naszych czasów, poglądów, zachowań. Pasującą, ale szkodzącą, nam i innym. Nikt nie powinien kwestionować prawo innych do wiary bądź niewiary, ale na dłuższą metę, wyzbycie się tego co jest związane z wiarą w Boga, może pozbawić nas wsparcia, ciepła i duchowej opieki, w sytuacji, w której będziemy tego najbardziej potrzebować.
Jesteśmy stworzeni na podobieństwo Boga, może trudno to dostrzec u niektórych, ale Miłość jest w każdym z nas.

Beztroskie dzieci Stwórcy

Jako dzieci jesteśmy, wydawałoby się, bezbronni w otaczającym nas świecie. Chcemy się bawić, uczyć, śmiać. Stan konta nie ma dla nas znaczenia (rozbicie świnki-skarbonki wiąże się z chwilą radości, celem jest często kupienie np. klocków Lego, później liczy się tylko zabawa, żadne dziecko nie żałuje wydanych pieniędzy) pozbycie sie wszystkich pieniędzy z konta bankowego jest tragedią porównywalną z trzęsieniem ziemi.

To czy mama kupi nam wymarzoną zabawkę, jest największym problemem, gdy jej nie dostaniemy, możemy troszkę popłakać w kącie, a po 5 minutach iść dalej się bawić. Pesymistyczne informacje, którymi zalewają nas media nie obchodzą nas, cieszą za to błahostki, śmiejemy się często z rzeczy, które dla dorosłych wydają się głupie, niedojrzałe, niepoważne,  związane ze stratą czasu.  Dorośli mają odwrotną tendencję, cieszy nas wysoko opłacana praca, nowy samochód, meble, ubrania, popularność i władza. Dzieci mają to w głębokim poważaniu, żyją chwilą, cieszą się z „byle czego”, częściej się uśmiechają, ich płacz trwa kilka minut, i nie jest związany z niekończącym się żalem, szukaniem winnych ani chęcią zemsty.

Dorosłe dzieci a dziecinni dorośli

Dzieci są szczęśliwe. Dlaczego to my uczymy ich, a nie oni uczą nas? I czego my ich właściwie uczymy?
Albert Camus powiedział: 

Szkoła uczy dzieci życia w świecie, który nie istnieje

Czy w Waszym świecie, drodzy dorośli, istnieje konieczność rozwiązywania równań matematycznych na każdym kroku, czy daty największych bitew z 16 wieku przydają się Wam w życiu, czy na rozmowach w sprawie pracy jesteście wypytywani z tablicy Mendelejewa?
Nie? To skoro wiecie, ze to nie jest potrzebne, dlaczego, z pokolenia na pokolenia, wbijacie to do głowy Waszym dzieciom widząc niemal zerową skuteczność takich praktyk?
Zamiast uczyć jak myśleć, uczycie co myśleć. Pokazujecie jedyną, Waszym zdaniem słuszną drogę. Wskazujecie, narzucacie ją, zamiast wspierać dziecko w "wędrówce" własną, indywidualną ścieżką w kierunku wydobycia tego co w nim najlepsze i tego co chce robić.
To ma później niezbyt pozytywne skutki, nie mówiąc o tym, że jest związane z obustronną stratą czasu, pieniędzy i nerwów. 
Wybijają się tylko jednostki, uparte, z silnym charakterem, które naprawdę wiedzą czego chcą i nie dadzą sprowadzić się na manowce. A reszta? Wyjeżdża za granice, pracuje w kieratach, w skrajnych sytuacjach ląduje na ulicy. W ten sposób uczycie dzieci odpowiedzialności, tworząc i utrzymując taki system?
Jaki cudem. ten system, pomimo tak znikomej skuteczności, jeszcze się trzyma?

Dzieci jako przykład dla dorosłych

Dzieci  są odważne, a  my, dorośli, idziemy po najmniejszej linii oporu, która na dłuższą metę tworzy nam więcej kłopotów, zamiast je rozwiązywać.  Beztroska oraz optymizm dzieci, sprawiają, że miło się z nimi przebywa. Śmiejemy się przy nich, robi się nam cieplej na sercu, włącza nam się opiekuńczość – miłość. Ale to nie przeszkadza nam później wysyłać je później do „szkół”, narzucać własny styl życia, reguły, rozkazywać, karać i mimo tego – oczekiwać później opieki z ich strony, a gdy odmówią, nazywać ich podłymi niewdzięcznikami, ponieważ „płaciłem za Twoją szkołę, utrzymywałem Cię”.
Czwarte przykazanie? A zasłużyliście? Wygłoście je dziecku, gwałconemu i bitemu przez własnego ojca, w wieku 15 lat zmuszonego utrzymać chorą matkę, młodsze rodzeństwo, jednocześnie chcącemu się uczyć, rozwijać.

Jako dorośli, nie tylko będąc rodzicami, jesteśmy odpowiedzialni za młode osoby, które kiedyś zajmą nasze miejsce. Niestety, odpowiedzialność za kogoś to także władza nad nim. Dzieci są wrażliwe, łatwo na nie wpłynąć, zranić, manipulować, szczególnie gdy jesteśmy dla nich autorytetami. Młody umysł dziecka jest chłonny, serce wrażliwe, niewłaściwa osoba i niewłaściwe działanie może zabić w nich zaufanie, chęć rozwoju, zdobywania kontaktów, ogólnie mówiąc – życia.

Dzieci nie do końca dziecinne

Jeśli uważacie, że podejście dzieci jest nierozsądne, zwróćcie uwagę na Wasze zachowanie. Cóż nam dają zmartwienia, poza dokładaniem problemów, zamiast ich rozwiązywania?

Rozwiązanie spontaniczne, nie przemyślane, daje często lepsze rezultaty niż kolejne, niekończące się analizy tych samych sytuacji, rozważania możliwości i niekończącej się selekcji możliwych rozwiązań. Martwiąc się, podwajamy je. Cóż daje nam wieczne analizowanie kłopotów, próby wymyślenia idealnego rozwiązania? Jest to bezcelowe, ponieważ życie jest całkowicie nieprzewidywalne. Churchill powiedział: „Jestem optymistą. Bycie kimkolwiek innym, nie wydaje się być do czegokolwiek przydatne”.Optymizm to wiarą (miłość), pozbawiona obaw (strachu).

Wiara w działaniu

Osoby, cechujące się miłością, pozbawione obaw, lub działające pomimo niego, przepełnione miłością, pasją i odwagą ("iskra Boża") chcą zmienić coś w naszym świecie. Dzięki nim, wzbiliśmy się w przestworza, ciemności , zamiast świec, rozjaśnia światło elektryczne , dzięki pojazdom mechanicznym, podróż do miasta oddalonego o kilkaset kilometrów, nie zajmuje już tyle czasu i jest komfortowa. Wraz z rozpowszechnieniem się internetu, uzyskaliśmy dostęp do nieskończonego źródła informacji.

Największa przeszkoda w rozwoju

Z drugiej strony, strach, doprowadza do tego, że korzystamy z owych urządzeń, niezgodnie z ich przeznaczeniem. Anonimowość w internecie, możliwość nie ujawniania swoich danych generuje mnóstwo wypełnionych nienawiścią komentarzy skierowanych do innych osób. Samochód przestał być już środkiem lokomocji, stając się często, wybiegiem dla modeli i modelek, pochwalającym próżność, chęć zaimponowania innym osobom, ustawienia się wyżej na drabinie społecznej – biorącego się, ze wspomnianego wcześniej lęku przed oceną innych. Samoloty, ciągle są mniej dostępne niż samochody, pomimo że ich koszty utrzymania (mam na myśli te mniejsze, ultralekkie) są porównywalne z kosztami utrzymania samochodu średniej klasy. Do tego, linie pasażerskie, lubią dzielić swoich klientów na lepszych i gorszych, umieszczając  w klasach, zależnych od zasobności ich portfelów.

Pieniądze – przekleństwo naszych czasów

Tutaj pojawia się kolejny wytwór strachu – pieniądz. Potrzebujemy kawałka papieru lub metalu, aby dać komuś coś do jedzenia, wykonać usługę, wyleczyć, zawieźć gdzieś, doradzić, zaopiekować się lub zrobić niemal cokolwiek innego.  Boimy się, że nie będzie nas stać na jedzenie, mieszkanie, samochód, naukę, opłacenie licznych usługodawców, spłatę kredytów, a później, długów i komornika.

Problemy wielkich miast

Ogromne miasta, centra handlowe wypełnione restauracjami, ekskluzywnymi sklepami, barami gdzie porcja jedzenia jest malutka, a jej cena pozwalała by utrzymać się, żyjąc skromnie, przez kilka dni, zużywające ogromne ilości prądu, zatrudniające wyspecjalizowane firmy sprzątające, ochronę, wypełnione wygodnymi kanapami dla kupujących, darmowym WiFi, płatnymi toaletami (na szczęście, nikt jeszcze nie liczy Twoich oddechów w takim miejscu, aby później wysłać Ci fakturkę) pięknie i schludnie ubranymi pracownikami informacji, ale zamkniętymi w nocy dla każdego, także bezdomnych, patrzących na to przez szyby, z których szydzą klienci takich miejsc.
Odnośnie bezdomnych, osoby te często przebywają na dworcach gdzie muszą…siedzieć. Ochrona zabrania im położenia się i zaśnięcia, dworzec jest wtedy niemal pusty, ale patrole budzą wszystkich, padających z wyczerpania, czasami też wyrzucając ich stamtąd.
Wyobraźcie sobie osobę, którą doświadczyło życie, straciła wszystko, rodzinę, majątek i wylądowała na ulicy, żywi się na śmietnikach lub w jadłodajniach (pozdrawiam urzędników z MOPSu, który wymyślił zasadę, aby wcześniej się do nich zgłosić, w celu uzyskania świstka, pozwalającego na skorzystanie z jadłodajni). Może co prawda pójść do noclegowni dla bezdomnych, ale możliwe, że szybko takie miejsce opuści. Poziom opieki,empatia tzw. opiekunów, woła o pomstę do nieba. To jest prawdziwy powód, dla którego bezdomni często wolą ulice, opuszczone domy, pustostany itp. Powodem jest także, zakaz spożywania alkoholu w takich miejscach, ale nie tylko spożywania, ale sprawdzanie alkomatem, przed wpuszczeniem na teren noclegowni, czy bezdomny jest trzeźwy. Dlaczego? To, że męczy ich nałóg ma oznaczać, ze nie zasługują na pomoc.

Swego czasu, chciałem zając się coachingiem osób bezdomnych. Udałem się do jednego z mniejszych stowarzyszeń którego nazwa wskazywała istotę problemu. Osoba odpowiedzialna za nie powiedziała mi, że „jej” bezdomni są elitarni, do ośrodka trudno się dostać, ze względu na wybredną selekcję, poza tym mają własnego psychologa… Rzuć książki, nie oglądaj filmów, wyjdź na miasto, a spotkasz się z takimi rzeczami, że sam będziesz mógł napisać scenariusz tragikomedii, opartej mocno na faktach…”Bogate biedaki”.

"Pieniądze mają zawsze rację"

Gdyby, teraz to się może wydawać nierealne, pozbyć się możliwości, właściwsze słowo to ograniczenia, związanego z płaceniem pieniędzmi, świat wyglądałby zupełnie inaczej. Chciwość, pazerność są wywoływane, przez chęć stania się kimś lepszym, w dzisiejszych czasach lepszy = bogatszy. Na dłuższą metę, ludzie bogaci, którzy całe swoje życie poświęcali na zdobywanie pieniędzy na różne sposoby, bardzo często bywają nieszczęśliwi. Luksusowe samochody, wille, jachty, pełny sejf, tylko w środku, sercu pustka. Duża ilość pieniędzy tworzy też ryzyko rabunku, utraty życia. W jednej chwili możemy stracić „wszystko” - czyli cały dobytek. Często też, nie potrafimy się nim cieszyć, ponieważ boimy się go utracić. Jaki to ma sens? Posiadać coś jednocześnie obawiając się o to. Pilnować majątku, tak aby nikt nas go nie pozbawił przy jednoczesnym obnoszeniu się nim.Wierząc w Boga, wiesz, że masz w sobie wszystko czego potrzebujesz.  Jego obecność dodaje sensu,nadziei, odwagi, zdecydowania, sily psychicznej i odporności. Samotność duchowa znika, czujemy, ze ktos nas wspiera, ochrania i opiekuje się nami. Jest to bardzo ważne w każdym momencie zycia, podczas podejmowania trudnych, odważnych decyzji, przeciwstawiania sie zlu oraz, ogólnie, w kazdej chwili,ktora wymaga od nas okazania wiary.

Wiara a optymizm

Dziwi mnie, ze ludzie nie zauważyli jeszcze polaczenia, powiązania wiary w Boga z optymizmem. Ślepy optymizm, tak czesto krytykowany, opisywany słowami typu  "głupota, naiwność, brak rozsądku, beztroska" jest okazywaniem wiary w najlepszym, najbardziej zaangażowanym znaczeniu tego słowa.

Nasze potrzeby

Podstawowe potrzeby materialne, dach nad głową, jedzenie i picie, są niezbędne do życia, ale niektórzy są gotowi poświęcić wszystko inne, aby je zdobyć. Łącznie z własnym honorem, godnością oraz dobrem innych ludzi, także najbliższych. 
Tak naprawdę, możemy się od tego uwolnić. „You are enough” czyli w wolnym tłumaczeniu, „oprócz Ciebie nic nie jest Ci potrzebne”.  

Niepotrzebne komplikowanie

Komplikujemy sprawy, ktore w założeniu, powinny byc bardzo proste. Nie chodzi tu tylko o rzeczy i usługi.
Brak szczerości w małżeństwach, związkach wprowadza chaos, frustrację, konflikty, często tez agresję.

Mówimy przez ogródek, tworzymy oczekiwania, a jeśli zostaną one zawiedzione, obrażamy  sie szukając problemu, przeważnie nigdy w sobie, a najczęściej w partnerze lub partnerce. Opieramy się na domysłach, gramy w przeróżne gry psychologiczne zamiast być ze sobą szczerymi.

Pytania bez odpowiedzi, oczekiwania bez spełnienia

Końcowo, gdy związek zostaje zerwany, nadal nie wiemy co było tego powodem. Szukamy więc następnej osoby, popełniając raz za razem ten sam błąd.
Szukamy idealnego partnera/partnerki, a gdy ktoś spyta dziewczyny/kobiety co oznacza dla niej, jaką ma definicje partnera idealnego, odpowiada: "inteligentny, przystojny, mądry, oczytany" i inne cechy charakteryzujące sporą część facetów, tak więc, drogie Panie, macie w czym przebierać.

Natomiast Panowie, również, choć nie wiem czy mniej , zwracacie uwagę na wygląd, co również często prowadzi do konfliktów, nieporozumień i niespełnionych oczekiwań.

Jeśli nie spełniam twoich oczekiwań – nie obrażaj się. Przecież to są twoje oczekiwania, a nie moje obietnice — Friedrich Hebbel

Patrząc na druga osobę oczami egocentryzmu, mylimy jedno pojęcie z drugim. Oczekujemy spełnienia naszego wzorca, jako osoby, ktora do nas pasuje, wiele ja z nami łączy - wspólne zainteresowania, kino, muzyka, książki, inne formy spędzania wolnego czasu.
Szukasz dokładnie kogoś takiego jak Ty? Zobaczysz go codziennie w lustrze, tylko i wyłącznie.
Do tego, aby z kimś być, wystarczy miłość, nic więcej nie jest potrzebne, chcesz ją opierać na wyglądzie. Szukasz podobieństw, zamiast akceptować róznice. Odrzucasz wady, szukasz na siłę zalet, zamiast to pierwsze akceptować, a drugie, doceniać. Zamiast ufać - jesteś podejrzliwy, zamiast dawać - wymagasz, zadajesz pytania samemu nie udzielając odpowiedzi. Wreszcie, nie kochasz, a sam tego oczekujesz. 
Chcesz być kochany - kochaj, chcesz być akceptowany - akceptuj, chcesz być szczęśliwy - daj szczęście innym.

Taki mamy klimat

Strach przed samotnością, wykorzystaniem, zdradą przesłania nam inne pozytywne cechy partnera. Szukamy potwierdzeń swych obaw, zamiast zaakceptować partnera takim jakim jest. Gdy je znajdujemy, lub częściej, tak nam się wydaje - koniec, następny w kolejce.

Kolejka w końcu sie wyczerpuje i zostajemy sami.

Zdarzało mi się mówić "to nie czasy na głębokie uczucia i romantyzm". Jednak traktowanie nowych znajomości niczym autostopowiczów podczas podróży, sprawi, ze nikogo tak naprawdę dobrze nie poznamy, a na końcu drogi, zostaniemy sami.
Wiec ile chcecie odbijać się od związku do związku, zostawiając za sobą uczucia mogące stać sie czymś wielkim, i Wy, dzięki temu, takze byście wzrośli?
Jak długo, drodzy rodzice, będziecie kończyć związki rozwodem? Waszym egoizmem, dumą a często  także  chciwością, niszczyć dzieci, którym bardzo trudno wybrać pomiędzy jednym a drugim rodzicem? Później, dziecko bierze z Was przykład, niszcząc własną rodzinę.

To takie proste

Miłość, związane z nią zaangażowanie, poświęcenie, życzliwość, empatia, koncentrowanie sie na potrzebach partnera/partnerki zapewni dlugi żywot Waszego związku, jasne relacje, zrozumienie oraz partnerskie spełnienie.

Miłość jako główny składnik relacji, dalszych bądź bliższych, pracy zawodowej, utrzymywania ogniska domowego, wpływa na pozytywny wzrost, rozwój i utrzymanie tychże.

Relacja z Bogiem

Nasza relacja z Bogiem, jest także synergią. Wspólnie osiągacie, pracujecie nad Twoim życiem. Bóg jest Twoim coachem, wie którą dźwignią poruszyć, abyś sobie pomógł. Jezeli go słuchasz (może Bóg jest kobietą, ponieważ "imię" Intuicja pasuje tu jak ulal), okażesz odwagę i determinację - osiągniesz, przepraszam, osiągnięcie wspólnie zamierzony cel....

"Dowody" naukowe

Jak wiadomo, niektórzy ludzie, uwielbiają mieć wszystko podane na tacy. To co sie na niej nie znajduje - zapewne, nie warto poznawać, a jeśli gdzieś, ktoś, kiedyś to zaszufladkował, to otwieramy szufladkę, patrzymy co w niej jest i chowamy z powrotem nie biorąc pod uwagę, ze w pomieszczeniu sś jeszcze inne miejsca, gdzie mozna zasięgnąć informacji na temat człowieka, ,nie czytając tez tylko tego co jest na pierwszych stronach i wystawiając na tej podstawie opinie.

Jednym z założeń nauki jest obejmowanie wszystkiego w teorie i reguły. Nawet rzeczy, których ze względu na to, ze wydarzyły sie naprawdę spory czas temu (zgodnie z naukowym tokiem myślenia, wydarzyły sie na pewno, poniewaz potrzebne jest nam cos co zapełni dziurę przyczyn istnienia, wyjaśni tez tego powód i trzeba to tylko w cos "ubrac").

Wielki Wybuch (Śmiechu?)

Popularna, aprobowana przez wiele, także wysoko postawionych i wykształconych osób, "prawdopodobna" teoria Wielkiego Wybuchu, brzmi co najmniej niedorzecznie, zgodnie z Wiki:

"Wszechświat rozszerza się od stanu, w którym cała materia oraz energia Wszechświata miała bardzo dużą gęstość i temperaturę. Fizycy nie są zgodni co do tego, co było przedtem, ale ogólna teoria względności przewiduje, że był to stan grawitacyjnej osobliwości"

Wszechświat, wg. naukowców nieustannie sie rozszerza, jest tez nieskończenie wielki.
Co jest podstawą tych wniosków? Jest to teoria, brzmiącą jakby żywcem wyjęta z książek Stanisława Lema, opierająca sie na przypuszczeniach i bogatej wyobraźni naukowców.
Jeżeli jest nieskończony, skąd możemy wiedzieć, ze cały czas się rozszerza? Na jakiej podstawie, od którego "miejsca" prowadzone są "pomiary"? I czym? Kosmiczną linijką i kontomierzem dostosowanym pod wymogi NASA?
„Heniu, zobacz, nie zauważyłem jednej czarnej dziury podczas pomiarów,  wpiszmy, że wszechświat się cały czas rozszerza, bo kalkulator mi się przegrzewa gdy sumuję odległości”

Bog a nauka

Osoby negujące istnienie Boga, często odwołują się do nauki, czegoś sprawdzonego empirycznie, w praktyce.
Mawiają: "pokaz, udowodnij, wtedy uwierzę". To właśnie ma być przewagą nauki nad wiarą? Patrząc na teorię Wielkiego Wybuchu, jej uzasadnienie, próby wyjaśnienia, komicznie brzmiącą nowomowę i niektóre terminy, kojarzy się to z zaprzeczaniem samym sobie.

Logika jako absurd

Logika, teoria, definicje, reguły. Wszystko to jest ściśle związane z nauką, ale nie z ludźmi. Ze względu na naszą olbrzymią, nieskończoną różnorodność, możliwość zaistnienia przeróżnych, nieprzewidywalnych sytuacji, logika (zakładająca, ze wszystko opiera sie na związkach przyczynowo - skutkowych, jest zero jedynkowe, czyli przewidywalne) nie ma nic wspólnego z nami, naszym zachowaniem, życiem. Rządzą nami emocje, zależne od naprawdę, wielu, nieskończonych czynników.
Logika jest jak łódź ciskana we wszystkie możliwe strony podczas sztormu emocji. Nauka nie jest właściwym sposobem na wyjaśnienie istnienia Boga. Reguły, badania naukowe są tutaj do niczego nie potrzebne i nie przydatne. Neale Walsh we cytowanej już wcześniej książce „Rozmowy z Bogiem” napisał: 

Przychodźcie do Mnie drogą serca, nie ścieżkami umysłu. Próżno szukacie Mnie rozumem.

Logika jest związana z maszynami, nie z ludźmi. Rządzą nami jakieś schematy, ale nie zawsze się sprawdzają, nie zawsze da się przewidzieć reakcje innych, podobnie okoliczności. Chcąc przygotować się do wszystkiego, do każdej sytuacji, być przewidującym - tracimy czas, przygotowując się tak naprawdę do niczego. Wywołuje to oczywiście strach, chcemy być zawsze przygotowani na każdą okoliczność, gotowi na wszystko, przewidujący i, oczywiście, myślący realnie i rozsądnie. Zamierzenia te, zwykle spełzają na panewce, ponieważ życie jest całkowicie nieprzewidywalne, mimo to, wiedząc o tym wewnętrznie, wielu z nas traktuje życie jak egzamin, studiując wiedze z różnych dziedzin, zamiast wyjść z "uczelni", zacząć działać i spisywać w ten sposób własną księgę.
Czytając "spis treści" ksiąg innych ludzi, wydaje się nam, ze do wszystkiego można sie przygotowac. Mozna, ale tylko dzięki pozytywnemu mysleniu i oczekiwaniu nieoczekiwanego.

Logika, jako przyczyna-skutek, związana jest z oczekiwaniami. Spodziewamy się w innych, także w Bogu, określonych zachowań i schematów.

Kilka zasad „jeżeli”:

  1. Jeżeli coś jest niezgodne ze schematami - uznajemy to za fałszywe, niewarte zaufania
  2. Jeżeli coś trudno wyjaśnić – prawdopodobnie tego nie ma
  3. Jeżeli nie można tego zobaczyć, dotknąć – nie istnieje
  4. Jeżeli inni mówią, że tego nie ma – tego nie ma
  5. Jeżeli ktoś w to wierzy i uważamy to za niedorzeczne – pokpiwamy sobie z tego i z osób, które w to wierzą
  6. Jeżeli my wierzymy w to, a inni w co innego – prowadzimy wojnę, konflikt z wyznawcami – oponentami

Do czego to prowadzi? Wiara, ze względu na podział na wyznania, potrafi dzieli, niszczyć i zabijać. 
Tymczasem, Bóg jest jeden, dla każdego, nie ma żadnych podziałów, jest jedną spójną całością, dla każdej osoby na Ziemi.

To ludzie tworzą podziały, później walcząc o udowodnienie innym, że to w co oni wierzą, za czym stoją, jest słuszniejsze. Historia nie uczy niemal nikogo i niczego, co musi się stać abyśmy wreszcie przejrzeli?

Drogocenne udowadnianie niczego

Na potwierdzanie naukowych teorii, badania, poświęcane jest mnóstwo zasobów, nie tylko pieniężnych. Nie piszę, ze zawsze tak jest, ale często efektem tych badan są puste, śmiesznie brzmiące teorie, w które mimo braku sensownych potwierdzeń (poza wymysłami w wielu książkach, artykułach itd) wierzymy. Dlaczego?
Czy teorie naukowców, ze względu na ich liczne tytuły, stopnie, osiągnięcia naukowe, nagrody (wybierane w dodatku przez osoby z ich otoczenia, kryterium wyboru takiej nagrody powinno być jej przydatność dla ludzi) muszą oznaczać, ze trzeba w to wierzyć?
Czy 5 lat studiów, doktorat, kilkanaście prac naukowych, książki na temat, który i tak nie został udowodniony, jedynie skomplikowany, opisany na kilkaset sposobów, potem powtórzony przez innych i jeszcze bardziej pomieszany ma sprawiać, ze osoba taka jest godna zaufania, a zwłaszcza prawdziwe i sensowne jest to co przekazuje?
Cytując klasyka: „Cały czas powtarzamy i nie możemy przestać, że to się wreszcie musi skończyć”.

Jak to działa?

Co robimy, kiedy skłamiemy, a ktoś nas dopytuje dalej, jest wnikliwy, ciekawy, podejrzliwy? Wymyślamy mnóstwo historii, aby to co mówimy wydawało sie wiarygodne, ponieważ prawda, z jakiegoś powodu, może być dla nas niewygodna. Kłamstwo ma krótkie nogi, prędzej czy później zostanie zdemaskowane. Im dłużej je utrzymujemy, tym gorsze, cięższe jest dla nas jego zdemaskowanie.
Dodatkowo, jeśli jesteśmy znani, nazywani autorytetami, mamy wysoki status społeczny, dobra sytuację materialna, prawdopodobieństwo tego, ze ktoś nam uwierzy w jakaś bzdurę, znacznie sie zwiększa, a to, że ktoś to podważy, zmniejsza.

A jak powinno?

Wielcy ludzie, którzy przyczynili się do rozwoju naszej cywilizacji, nie potrzebowali przyklasku innych, mimo tego, świat nigdy o nich nie zapomni. Miara wartości jakiegoś naukowego osiągnięcia powinna być przydatność tego dla ludzi. Osoby takie jak Edison, Martin Luther King, Gandhi, bracia Wright i inni, nie pisały książek za książkami, nie tworzyli nowych teorii tylko konkretnie działały. Nie potrzebowały aprobaty innych, często spotykając sie z czymś zupełnie odwrotnym niż wsparcie. Wspominałem wcześniej o byciu realistą. Zostawmy to dla osób bez ambicji i marzeń.

Co jest nie tak?

Upartość, determinacja, konsekwencja w realizacji celów ma się nijak do prób udowadniania śmiesznych teorii, podczas gdy teorie z nimi "konkurujące" są deprecjonowane i spychane na margines.

Argumenty, którymi posługują się naukowcy, aby zadać kłam Boskiemu istnieniu, czyli: - brak konkretnych dowodów, niemożność sprawdzenia tego w praktyce, zobaczenia, dotknięcia, rozmowy (realnego dialogu), brak zdjęć i innych, namacalnych, empirycznych potwierdzeń.
Nie powstrzymuje to jednak osób negujących i wyśmiewających wiarę, przed podobnymi praktykami w celu udowodnienia teorii Wielkiego Wybuchu. Dziwi mnie, ze nikt do tej pory nie zwrócił uwagi na tą hipokryzję.

"Prawda obroni się  sama", tylko dlaczego, ludzie widząc absurdalność teorii Wielkiego Wybuchu i wyśmiewanej, podważanej przez naukowców istoty Boga, sami nie wyciągną odpowiednich wniosków Może sięgają do niewłaściwej kieszeni? Chcąc wyciągnąć klucz do spełnienia, szczęścia i miłości, wyciągają telefon, dzwoniąc do profesorów, przełożonych, prawników, bankierów i polityków, którzy niemal zgodnie i nieustannie powtarzają, że władcą świata jest pieniądz, dla potwierdzenia, kasując za poradę jak za zboże?

Prawdziwy autorytet

Miedzy innymi dlatego, większym autorytetem, niz Pan doktor z uniwersytetu, jest dla mnie sprzedawca w sklepie spożywczym, który pytany o konkretną rzecz, daje konkretną, prawdziwa odpowiedz. Gdy spytamy gdzie znajduje sie jakiś towar i czy na pewno tam jest, nie pisze elaboratów na temat prawdopodobnej jego lokalizacji, nie występuje w programach telewizyjnych w roli eksperta („mamy tu do czynienia z bardzo ciekawym przypadkiem, opiszę teraz, Pani redaktor, co o tym myślę i dlaczego na pewno mam rację”), nie pisze książek na ten temat, używając na przemian z innymi autorami, własnych cytatów, czasami sparafrazowanych i nie odbiera nagród, za przekazanie nam na wszystkie możliwe sposoby, ze...nie wie bądź też wie, ale nie jest tego pewien (lub czasami jest, a czasami nie, albo jedno i drugie jednocześnie) , nie zwołuje konferencji, gdzie w błysku fleszy dziennikarzy i reporterów mówi „wszystko wyjdzie w toku śledztwa, powołaliśmy w tym celu specjalną komisję, złożoną ze specjalistów, która zostanie rozwiązana, a wyniki ogłoszone, gdy za miesiąc już każdy o tej sprawie zapomni”  i nie prowadzi eksperymentów na zwierzętach, „obserwacja naszych pupili, ulubieńców, szczurów laboratoryjnych Maxa i Eda, po kilku tygodniach zamęczania ich na śmierć, wykazała, że badania na zwierzętach nie są miarodajne, dlatego też będziemy prowadzić dalsze badania, zwierząt nie brakuje, bzdurnych teorii do „udowodnienia” tym bardziej”.

Natomiast, w paru zdaniach, uprzejmych, bez wzniosłego tonu, erudycji, elokwencji i naukowych nadętych terminów, sprzedawca w sklepie, mówi gdzie co jest, za ile i to mi wystarczy.

A propos zwierząt: "im bardziej usiłujemy udowodnić, ze nie jesteśmy wielbłądami, tym większy garb nam rośnie". Garb niektórych naukowych wniosków, reguł, sięga juz nieba. Może dlatego patrzy się  na nas z góry, traktując jak głupców?

Komplikowanie po raz kolejny

"Prostota" - słowo klucz. Dlaczego wszystko sobie komplikujemy? Nie skupiamy sie na czymś konkretnym, tylko szukamy mnóstwa krętych dróg oddalających nas od celu. Komplikujemy rzeczy, które z założenia, powinny być bardzo proste. Nie są, ponieważ się boimy, że ktoś nas oszuka, wykorzysta. Dla przykładu – wykupywanie usług. Zaczynamy od sporządzenia umowy, którą pod dokładnym przeczytaniu, należy podpisać. Zanim to zrobimy, zanim podpiszemy, zirytujemy się czytając napisanych małym drukiem, niejasno brzmiących sentencji, często zajmujących kilka kartek A4.

Nie rozumiem, jak to ma zachęcać do kupienia czegokolwiek? Umowy mają chronić konsumentów, zapobiegać nieuczciwości, podobno. Tak naprawdę, są doskonałą okazją do uzasadniania oszustw i złodziejstwa. Jeśli już coś się podpisało, trudno się od tego odwołać. Procedury w sądach, koszty są ogromne, nie zawsze dają też gwarancję wygrania sprawy, mało tego, uczciwość w takich miejscach, również bywa dyskusyjna. Podobnie jak ksiądz nie zawsze bywa osobą godną nazywania się przedstawicielem Boga, tak sędzia,  nie zawsze powinien być nazywany powiernikiem prawa. Kto to wymyślił? W jakim celu? Umowy podpisujemy, później idziemy do urzędu podpisać inne pismo, z urzędu do ZUSu aby podpisać oświadczenia, deklaracje etc. Jeśli chcemy zerwać umowę, wypowiedzieć ją, musimy coś podpisać, odmowa podpisania może skończyć się wezwaniem do sądu, wezwanie przynosi listonosz, musimy je podpisać („imię nazwisko, dzisiejsza data, dziękuję”), końcowo, stawiamy się w sądzie, nie wiedząc kiedy i jak to się skończy. 

Rozwianie wątpliwości

Jeżeli nadal masz wątpliwości, co do istnienia Boga, spójrz jak zbudowany i przemyślany jest nasz świat. Wszystko jest ze sobą powiązane, współzależne i potrzebne, pełni swoja funkcje, wspierając sie nawzajem.

Zastanawialiście sie kiedyś, jak powstały literackie metafory? Ktoś znalazł powiązanie między dwoma, niby odrębnymi rzeczami, znajdującymi się w różnych miejscach i czasie.

Metafory są jednym z wielu dowodów potwierdzających, ze nasz świat, jest spójny i przemyślany. Nie może być więc dziełem przypadku. Każdą rzecz można porównać z drugą i nie tylko z rzeczą.

"Przypadek? Nie sądzę"

Nie mogliśmy powstać na skutek przypadku, bez Boskiej ingerencji, stworzenia (kolejny naukowy absurd i dziura logiczna, przypadek nie ma nic wspólnego z naukową logiką, przyczyną – skutkiem, to się wyklucza, czyli naukowcy sami podważają sens prowadzonych przez nich badań oraz sensu istnienia nauki samej w sobie). Miłość (jest związana z naszym wnętrzem, żadne czynniki fizyczne nie mogły jej utworzyć, jest też dowodem na istnienie duchowości - czegoś, czego wielu niewierzących nie akceptuje, nie wierzy w to) nasza olbrzymia różnorodność  to, że każdy element przyrody ma swoją ściśle określoną rolę, sama cywilizacja, nieustannie się rozwijającą, postęp technologiczny, wynalazki, różnego typu i zastosowane zasoby, które znalazły sie na naszej planecie jakby specjalnie dla nas, zostały stworzone w określonym celu i momencie, ich funkcje są przemyślane i przydatne, czyli, mają nam służyć, umożliwiać istnienie – zostały stworzone przez kogoś, kto wiedział co robi.

Pożywienie – mięso, warzywa, owoce i to co z nimi robimy – gdy znikną – szybko umrzemy
Woda – również niezbędna do życia, obecna także w naszym organizmie, pozbywając się jej – również zginiemy
Zwierzęta – tzw. bracia mniejsi, bardzo różnorodne pod względem gatunków, zachowań, ale i bez nich, nie przetrwalibyśmy
Pogoda – słońce, niezbędne do utrzymywania życia, dające ciepło, światło; deszcz – niezbędny dla roślin i zwierząt, dzięki niemu też rzeki, morza, oceany nie wysychają

Rola człowieka

Nie jesteśmy Panami Ziemi, wręcz przeciwnie. Czasami zachowujemy się jak intruzi, niszczący wszystko wokół, także siebie nawzajem. 
Nie możemy istnieć bez tego co daje nam Ziemia, ale gdy znikniemy, wszystko inne i tak pozostanie. 

Ziemia to dom, ale nie my jesteśmy gospodarzami, tylko gośćmi, ale mam nadzieję, że jesteśmy „zameldowani” tutaj na stałe, podejrzewając jednocześnie, ba, będąc pewnym, że gospodarzem, jest Bóg, kochający nas i zawsze przy nas obecny. Wiem, że wszystko skończy się pomyślnie. 

Tylko, że miłość, nie polega na głaskaniu innych po głowie, kiedy szkodzą sobie i innym, miłość jest cierpliwa i łaskawa, ale nie aprobuje, przyzwala na wszystko. Stanowcze, konkretne działania są na pewnym etapie potrzebne, żeby utrzymać wzajemną relację, synergię.
W takim razie przestańmy zachowywać się jak szkodniki, pasożyty, zanim będzie za późno.

Przykłady metafor

Wracając do metafor, niby prosta rzecz - krzesło, składa sie z kilku nóżek i oparcia. Porównaj  przyjaźń z kilkoma osobami do siedzenia na krześle. Nogi krzesła mogą być Twoimi przyjaciółmi, siedzisko - wsparciem z ich strony. Jeżeli krzesło zostanie pozbawione jednej nogi, traci stabilność. Można co prawda zastąpić je nogą z innego krzesła, ale nasze wtedy przechyla się i widać, ze cos w tutaj, dosłownie, nie pasuje. Podobnie, w zgranej paczce przyjaciół, brak jednej osoby jest niczym zabranie jednego elementu, z ułożonych już puzzli. Wszystkie inne elementy są, ale brak tego jednego, jest widoczny i odczuwalny.

Natomiast gdy krzesło wywraca sie, Ty razem z nim. Zbierasz się z ziemi i podnosisz je. Robimy to niemal za każdym razem, przypadek?
Co dalej? Plastikowe, nowe krzesła, są mniej trwale, łatwiej je połamać niż drewniane. Z drugiej strony, są tańsze, ich wymiana jest bardziej przystępna. Drewniane krzesło - dłuższa przyjaźń, trwalsza, solidna. Plastikowe - przyjaźń lekka, powierzchowna, nieco sztuczna, zastępcza, krótkotrwała.

Drewniane krzesła posłużą dłużej, są trwalsze, ale wyprodukowanie ich jest droższe i bardziej czasochłonne. Mogą posłużyć do rozpalenia pieca uczuć, związku partnerskiego, miłości.
Zapalenie krzesła plastykowego, skończy sie charakterystycznym smrodem. Nic z tego nie wyjdzie, do tego krzesło będzie do wyrzucenia ;).
A może krzesła postawimy wokół stołu? Zauważyć należy, ze krzesła plastikowe ustawia sie wokół stołu plastikowego, podobnież robimy z krzesłem i stołem drewnianym. Mieszając krzesła plastikowe z drewnianym stołem i na odwrót, wygląda to jakby coś do czegoś nie pasowało ;).

Omówmy teraz zastosowanie stołu. Zbieramy wokół niego krzesła, bierzemy z niego jedzenie, napoje i inne potrzebne rzeczy. Czym może być stół? Przywódcą religijnym, szefem firmy, głową rodziny etc.

Tak można w nieskończoność, nie tylko z meblami.

Końcowe uzasadnienie

Udowodnienie istnienia Boga vs. naukowe, wyżej wymienione teorie są jak próba uzasadnienia dobra i zła. Aby być dobrym, człowiek nie potrzebuje żadnego uzasadnienia, sama nazwa - dobro, jest jednoznaczna, miłość - również. Natomiast, aby czynić zło, ludzie wymyślają mnóstwo samousprawiedliwień i kłamstw przy jednoczesnym przenoszeniu problemów, odpowiedzialności na innych.
 
Odpowiedź na ważne pytanie

Zadałem sobie i Wam pytanie na początku, na temat przyczyny obdarowania nas wolną wolą i możliwych konsekwencji tego. To proste. Bóg nie chce nas w żaden sposób ograniczać, chce abyśmy byli wolni, robili co chcemy przy jednoczesnym wspieraniu nas. Czy wiedział, co zrobimy z tym darem? Myślę, ze tak, ale to my opowiadamy za swoje wybory i my, ludzie, ponosimy ich konsekwencje. Ucieczka od odpowiedzialności jest niemożliwa, przenoszenie winy bezcelowe, ale Bóg kocha nas niezależnie od tego co zrobimy. Więc bądźmy odważni w decyzjach, podejmujmy je w zgodzie z sobą, mając świadomość, że On jest tuż obok nas.

Zamiast narzekać na to co się dzieje na świecie, zacznijmy działać, wykorzystywać wolną wolę zgodnie z jej przeznaczeniem - tworzeniem, nie niszczeniem.

Nie przypisuje sobie powyższych slow, całego artykułu. Pisząc go, w pełni się zgadzałem, zgadzam i będę zgadzał z jego treścią, ale, niezależnie od Waszej interpretacji artykułu, dyktował mi je Bóg, ja tylko je spisywałem, będąc dumny i zaszczycony, za znalezienie się, wybranie mnie do tej roli. 

 

 

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
JanuszKoch · dnia 17.03.2016 21:29 · Czytań: 474 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 2
Inne artykuły tego autora:
  • Brak
Komentarze
Vanillivi dnia 17.03.2016 21:56
Witaj Januszu, jest to Twój pierwszy tekst na portalu, więc przede wszystkim chcę Cię powitać. Nie wiem, czego oczekujesz, zamieszczając swój artykuł tutaj - czy chcesz po prostu podzielić się z nami jakąś swoją wizją świata, czy interesuje Cię szlifowanie warsztatu i konkretne wskazówki pod tym względem.
Dla mnie ten tekst mało wnosi dla czytelnika z zewnątrz. To jakiś tam apel dla współwyznawców, tekst mogący być bardzo ważnym dla autora, systematyzującym jego wizję świata, przemyślenia. Ja jako osoba z boku niewiele z tego tekstu wynoszę - są tu głównie ogólniki, apele o religijne zaangażowanie, nachalne moralizatorstwo, ignorujące zupełnie wolną wolę i intelekt odbiorcy. Mnie to bardzo odrzuca. Oczywiście, są tu również tezy, których sens trudno podważać, natomiast ta forma jako całość nie robi najlepszego wrażenia.
Nie wiem, czy interesuje Cię rozwój warsztatu pisarskiego, ale jeśli tak - do tego dążymy tu też na Portalu - warto, abyś zadbał o interpunkcję i poprawność zapisu, która tu bardzo szwankuje. Liczne błędy interpunkcyjne i inne np. "tą hipokryzję" - to wszystko robi niezbyt dobre wrażenie. Warto, byś dopracował tekst pod tym względem.
Pozdrawiam serdecznie
purpur dnia 18.03.2016 11:31
No witaj.

Ciekawy tytuł zachęcił mnie do zaglądnięcia. Od razu mówię, że pominąłem od Autora, więc pewnie sam sobie jestem winien :) Po przeczytaniu trzech pierwszych bloków, przeczytałem od Autora...

Wybacz, przebrnąłem przez część tekstu, licząc na to że jest tu jakiś sens, dla mnie. Niestety go nie znalazłem i naprawdę nie wiem, czemu ma ten tekst służyć :p Wybacz, ale jest to okrutnie nudne, nie mówię aby zrobić przykrość...
po prostu, dla MNIE, jest nudny, moralizatorski itp...

Napisane całkiem sprawnie, fakt, że ja nie znajduję literówek i przecinków :) No tak mam. Styl był prosty, ale na pewno nie przeszkadzał w czytaniu, moim zdaniem, była to jego najmocniejsza strona...

Wybacz, że nie mogłem milej przywitać. Może następnym razem?
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Decand
17/08/2019 23:53
Nuira - błądzić jest rzeczą ludzką. Przy czym chętnie… »
domofon
17/08/2019 20:13
Jola S. , chyba się dzisiaj upiję. Wielkie dzięki Pulsar,… »
Pulsar
17/08/2019 18:12
Dostosuję się. Nie nadam, na nikogo w życiu nie nadałem.… »
Bartek Otremba
17/08/2019 18:10
Niestety nie mogę zmienić tytułowego pytania :) Dodałem… »
pociengiel
17/08/2019 17:56
Ile razy to robiłeś własnym sumptem? Zwykle pozostaję… »
Pulsar
17/08/2019 17:34
Dla mnie rozpiska , czyli wersyfikacja fatalna. źle się… »
Pulsar
17/08/2019 17:27
" Pola " Muńka . Jeśli o tego samego biega… »
Pulsar
17/08/2019 17:18
Dużo tracimy przesypiając różne sytuacje, c później są nie… »
pociengiel
17/08/2019 17:12
Dla mnie Munkiem. »
Pulsar
17/08/2019 17:05
Znowu Pan Bóg w poezji »
Pulsar
17/08/2019 16:56
kim jest Marcin Sztelak? »
JOLA S.
17/08/2019 12:59
Al, na świecie jest dużo religii, proszę Pani. Gdyby była… »
Dobra Cobra
17/08/2019 12:42
Słodka rzecz, jakże trafnie opisująca rzeczywistość. Choć w… »
al-szamanka
17/08/2019 12:31
Eeech, jestem niepocieszona, wyszło coś dziwnego, a przecież… »
JOLA S.
17/08/2019 11:50
Pierwsza myśl, która przychodzi do głowy. A kim była postać,… »
ShoutBox
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
  • Decand
  • 13/08/2019 19:20
  • Niektórzy wierzą też, że maksymalny czas tekstu w poczekalni wynosi pięć dni. Trzeba powoli, małymi kroczkami, jak nauka o nieistniejącym Mikołaju
  • Dobra Cobra
  • 13/08/2019 15:03
  • Niektórzy znow wierzą, że jak zostawisz 40 komentarzy różnym osobom to te 40 osób wróci do ciebie i da tobie takze 40 komentów
  • Dobra Cobra
  • 12/08/2019 18:38
  • Najprostsza rzecz to załatwić sobie klakierów ;)
  • Joefrind1
  • 11/08/2019 00:51
  • Nikt nie komentuje mojego wiersza :(
  • Joefrind1
  • 10/08/2019 20:52
  • A to przepraszam, juz nie przeszkadzam
  • Dobra Cobra
  • 10/08/2019 19:20
  • Prozaicy piszą kolejne wersy, poeci kolejne rymy spisują. Nikt nie ma czasu ma oglądanie pogody, gdy Ojczyzna w potrzebie.
  • Joefrind1
  • 10/08/2019 16:25
  • Ale dzisiaj fajna pogoda
Ostatnio widziani
Gości online:13
Najnowszy:8oliviae9822eb0
Wspierają nas