Zaklęcie Szamanka - maak
Proza » Bajka » Zaklęcie Szamanka
A A A
Od autora: Wielka Księga La Kleksa - Zaklęcie Szamanka

Nic nie dzieje się bez przyczyny. Czasami przypadek, wcale nie jest przypadkiem, a to, co ulotne jest czymś rzeczywistym.

 

– Kleksiku! A czego tam tak szukasz? – Dopytywała Łezka lekko uśmiechając się pod wąsem. – Swoją drogą, ciekawe jest, czy dziewczynki, a i w ogóle dzieci, mogą uśmiechać się pod wąsem? – Ta myśl tak ją rozśmieszyła, że dyskretny śmiech zamienił się w raczej głośny i perlisty.

Kronikarz jakby skurczył się w ramionach. Ten złośliwy rechot, bo tak odebrał śmiech Łezki, sprawił mu przykrość. Przymknął Księgę, poprawił okularki i wypinając z wielką godnością brzuszek, oświadczył: – Patrzę sobie na stare przepisy Szamanka Mrukliwego. Bardzo ciekawe. Bardzo!

Łezka domyśliła się, że uraziła Le KLeksa. Wcale tego nie chciała. Tak po prostu wyszło.

– A kim był ten Szamanek? – Postanowiła nieco załagodzić złość kronikarza.

– Oo! To był wielki uzdrowiciel i zaklinacz. On, jako jedyny z naszego ludu potrafił znikać. Są zapiski o tym, jak uleczył z zarazy wszystkie pchły z Objazdowego Cyrku Stworzeń Wszelakich. Do dzisiaj potomkowie zarażonych pcheł wspominają jego imię. To on, jak zapisano, stworzył magiczną miksturę, po której Wafel, straszny smok mieszkający pod grodem Graka, przestał zionąć ogniem.

– Smok bez ognia? Toż to niemożliwe – zdumiała się dziewczynka.

– A jednak! – Puszczał dymki niewielkie. – Tak zapisano w Wielkiej Księdze.

Łezka przez chwilę podziwiała wielkiego przodka kronikarza. Szczególnie na jej wyobraźnię podziałał wygasły smok, a to dlatego, że przypomniał jej o kuchennym palenisku. Też pewnie wygasło. Poderwała się szybko i pobiegła ratować domowe ognisko. Le KLeks ponownie wziął się za studiowanie Księgi. Szczególnie działał mu na wyobraźnię przepis na zniknięcie. Niezbyt dokładnie rozumiał, co owo zaklęcie oznaczało. Czy Mag stawał się niewidzialny? A może zmieniał kolory tak jak kameleon i przez to trudno było go dostrzec? A może chodziło o coś jeszcze innego? Zaklęcie Szamanka Mrukliwego zostało zapisane pismem lustrzanym. Do jego odczytania kronikarz posłużył się małym zwierciadełkiem wyciągniętym z kieszeni.

 

Przepis na zniknięcie według pomysłu Szamanka Mrukliwego.

 Noc musi być ciemna. Bez Miesiąca na niebie. Siądź pod dębem koniecznie. Do końca wierzbowej różdżki przyklej żywicą robaczka świętojańskiego. Do garnca wsyp dwa korale świeżej jarzębiny i natnij skrzypu niewiele. Podlej to mlekiem od mszyc. Zamieszaj. Potrząśnij. Różdżką zakreśl nad garncem świetliste koło. Poskrzecz chwilę jak żaba zielona. Zawyj raz, a krótko, jakbyś ukłuł się szpilką. Nastrugaj parę płatków dziwostręta. Dodaj koniecznie zmielonego na pył próchna z Olchy rosnącej nad bagnem. Zamieszaj. Potrząśnij. Różdżką zakreśl nad garncem świetliste koło. Wezwij ulotnych. Czekaj, aż w garncu pojawi się zielona poświata. Różdżkę w niej zanurz i wypowiedz tajemne zaklęcie: Abscedere Nichilus!

 

 Le KLeks już wcześniej sprawdził, że wszystkie składniki potrzebne do zaklęcia są dostępne. Nawet robaczek świętojański siedział w specjalnie przygotowanej klateczce. Noc bez księżyca przypada za dwa dni. Wydawało się, że największy problem będzie ze zdobyciem mandragory, czyli jak dawniej mówili, z dziwostrętem. I tu pomogła Łezka, która przypomniała sobie, że w szkolnej gablocie, znajdującej się w klasie od przyrody, jest taki okaz. Le KLeks nie zdradził, na co mu potrzebna jest ta odrobina mandragory. Łezka nie dopytywała specjalnie, bo przyzwyczaiła się, że jej przyjaciel czasami bywa bardzo, bardzo tajemniczy.

– Łezko! A gdybym tak zniknął, co by się stało? – Zafrasowany Le KLeks fruwał nad stołem, strącając z niego przy okazji okruszki chleba na podłogę.

– To by cię nie było – dziewczynka zażartowała, przeganiając kronikarza z nad stołu niczym natrętną muchę.

Dwa dni później, wieczorem, Le KLeks wymknął się po cichutku z domu. Jedną ręką obejmował Księgę, a w drugiej trzymał kociołek, a w nim kołatała się różdżka, szeleściły wiórki z mandragory wraz z kulką żywicy. Bardzo efektownie wyglądała też klatka ze świetlikiem. Przypominała miniaturkę prawdziwej latarni. W kieszonce kubraczka ukryte były jarzębinowe korale wymieszane ze szczyptą skrzypu, a w wydrążonym żołędziu przykrytym czapeczką znajdowało się pokruszone próchno olchowe. Najbardziej cenne, bo najtrudniej zdobyte – mleko od mszyc – wisiało na szyi w niewielkiej buteleczce. Ledwo dotarł do dębu rosnącego na skraju polany. Całe szczęście, że w przepisie znalazł się świetlik, bo było tak ciemno, że nie widać było końca swego nosa. Kronikarz wyciągnął świecącego żuczka i przytwierdził go, za pomocą żywicznej kulki, do końca wierzbowej różdżki. Wsypał, zgodnie z procedurą jarzębinę i skrzyp, po czym podlał mlekiem od mszyc. Zamieszał, potrząsnął i zaczął kreślić świetliste koła dookoła kociołka. Wyglądało to pięknie. Gdy przyszło do skrzeczenia i wycia, nie wszystko wyszło jak należy. Na Le KLeksowy skrzek odpowiedziało chyba milion żab z pobliskiego bajorka. Nie lepiej było z jego wilczym wyciem. Wszystkie psy z okolicy poczuły się zobowiązane, żeby odwyć. Niezrażony Le KLeks wsypał do kociołka dziwostręt i próchno. Zamieszał, potrząsnął i zaczął kreślić świetlne koła wzywając ulotnych.

– Wzyywaam was ulotni! Chodźcie do mojego kociołka – zakrzyknął wstrząsającym głosem.

Niestety, zielona poświata nie pojawiła się nad kociołkiem. Le KLeks wzywał ulotnych na różne sposoby. Raz głosem cichutkim, a proszącym. Raz grubym i groźnym. Bez skutku.

Co się dzieje? – Myślał gorączkowo. – Przecież zrobiłem wszystko, tak jak w przepisie.

Przyświecając sobie różdżką, zaczął ponownie czytać przepis na zaklęcie Szamanka. Wszystko, co zrobił było przecież zgodne z przepisem.

– Co robić? – Myślał. – Co robić?

Zaczął mimowolnie kartkować Wielką Kronikę. Nie, żeby znaleźć odpowiedź, raczej żeby zająć czymś ręce. Przypadkowo, chociaż kto wie czy to na pewno był przypadek, musnął końcami palców wpis o ostatniej wyprawie. Nad kartą Księgi, zamajaczyły, wirując w tańcu wyblakłe postaci.

Makowianki! Duszki górskich maków!– Przemknęło mu przez głowę. – Ależ one są ulotne!

Ta myśl niemal go poraziła – Ulotne! – Jasne. O to chodziło w przepisie.

Le KLeks przesunął Księgę nad kociołek i delikatnym ruchem strząsnął duszki z nad karty. Te, przybierając bardziej intensywne barwy, wesoło goniły za wirującym świetlikiem przyklejonym do końca różdżki.

Kociołek wypełnił się zieloną poświatą. Le KLeks, nie zwlekając, zanurzył w niej koniec różdżki i wyszeptał zaklęcie: – Abscedere Nichilus – … i znikł.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
maak · dnia 23.06.2016 21:26 · Czytań: 773 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 8
Komentarze
al-szamanka dnia 07.07.2016 18:56 Ocena: Bardzo dobre
A miał być Le Kleks! Tak przynajmniej obiecałaś Miladorze :)... wyraźnie przebiło się przyzwyczajenie.
I tak na chybcika, co rzuciło mi się w oczy:
Cytat:
Szcze­gól­nie na jej wy­obraź­nie(ę) po­dzia­łał wy­ga­sły smok

Cytat:
I tu po­mo­gła Łezka, która przy­po­mnia­ła sobie, że w szkol­nej ga­blo­cie, znaj­du­ją­cej się w kla­sie od przy­ro­dy, znaj­du­je się taki okaz.

Cytat:
Za­fra­so­wa­ny La Kleks fru­wał nad sto­łem, strą­ca­jąc z niego przy oka­zji okrusz­ki od chle­ba na pod­ło­gę.

wyczernione zbędne
Cytat:
Całe szczę­ście, że w prze­pi­sie był świe­tlik, bo było tak ciem­no, że nie widać było końca swego nosa.

Cytat:
Nie­zra­żo­ny La Kleks wsy­pał do ko­cioł­ka dzi­wo­strę­ta i próch­na(o).

Cytat:
Przy­pad­ko­wo, cho­ciaż kto to wie czy to na pewno był przy­pa­dek

wyczernione zbędne
Cytat:
Ta myśl, nie­mal go po­ra­zi­ła

przecinek zbędny

Policzyłam - dwadzieścia razy napisałaś to, często w bezpośredniej bliskości, ciut za dużo :)

A tak w ogóle urocza bajka.
Przepis na cudowną miksturę bardzo przypadł mi do gustu - zastanowię się, czy spreparować taką na mój użytek, gdyż niekiedy dochodzi do sytuacji, z których chciałoby się choć na trochę zniknąć.
Uwielbiam bajki, sama zresztą je piszę, dlatego czekam na ciąg dalszy przygód La(Le) Kleksa. Powróci ze swojego zniknięcia? A może pojawi się tam, gdzie pieprz rośnie, a gdzie go nie posiano? :)

Pozdrawiam
maak dnia 08.07.2016 09:37
Dziękuję za komentarz. Istotnie, niezmiernie ciężko mi było rozstać się z La Kleksem, ale jak trzeba, to trzeba. Dziękuję także za korektę. Poraziło mnie "Nie­zra­żo­ny La Kleks wsy­pał do ko­cioł­ka dzi­wo­strę­ta i próch­na(o)." No faktycznie! Jak tak można napisać?
Ja już wiem gdzie zniknął kronikarz. Podzielę się tym jak znajdę chwilkę czasu.

Bardzo serdecznie pozdrawiam.

PS.
Czy, przypadkiem, Szamanek Mrukliwy nie występuje w Twoim drzewie genealogicznym? Jeżeli tak, to mogę podzielić się zapomnianymi informacjami o nim. Przypadkowo, parę razy zajrzałem do Księgi i co nieco o nim wiem. :)
al-szamanka dnia 08.07.2016 09:54 Ocena: Bardzo dobre
Aaaaa, teraz jak powtórzyłaś cytat, to uważam, że nasypał do kociołka dziewostręt, bez końcówki a :)
Hmm, być może gdzieś tam, na którejś gałęzi mojego drzewa przemknął i Szamanek.
Ponoć jedna z moich praprapra, nimfa Nieuważna, porodziła dziecię, a "sprawca" ulotnił się. Prawda, że podejrzany zbieg okoliczności?

Pozdrawiam ciepło :)
maak dnia 08.07.2016 10:27
Nie chciałem zdradzać tajemnic, ale faktycznie na jednej ze stron Wielkiej Księgi poświęconej Mrukliwemu, było coś o nimfie Nieuważnej. Podobnież bardzo razem czarowali. :)

Faktycznie to "a" zawyło po poprawce, jak wilk do księżyca.

Pozdrawiam :)
purpur dnia 11.07.2016 13:06
Aha.

No dobra, teraz trochę mi pojaśniało w głowie. Widzę, że kolega/kolezanka lubi maczać paluszki w bajeczkach...

Z jednej strony szkoda, ale o tym później :)

No a powyższe. No nie jestem fanem bajek, chodź oczywiście jest to kłamstwo :) No bo któż nie lub bajek?! Chyba tylko mruk i zbuk! No wiec, tym razem będąc bliżej prawdy, no na pewno bardzo urocze i bardzo miłe. Słowa też bardziej zachęcają do przechodzenia przez zdania, niźli od nich odrzucają. Prawdopodobnie jak na bajeczkę, to bardzo dobrze wyszło.

No a ponieważ zbliżamy się do później.

Generalnie bardzo chętnie przeczytałbym coś, co tak do końcva bajką nie jest... Masz fajne, oryginalne pomysły. Masz do nich faje podejście, zagarnij pyłków sześć i napisz coś, co bliższe jest temu co tu, a nie temu co tam.

Chętnie bym coś Twojego przepatrzył.

No ale, wybór jest oczywiście twój, ja przecież ogarów na motywację ze smyczy spuszczać nie będę, a to że właśnie ( niemalże ) same uciekły, to prawie zupełnie , nie moja wina :p

Kąsu-kąsu-wrrr-pyszny-bucik!
maak dnia 11.07.2016 20:21
Dla bajarza zgarnięcie sześciu pyłków to marzenie. Kto wie?

Pozdrawiam Purpurze. Wrrr. :)
Aronia23 dnia 23.09.2016 15:35 Ocena: Świetne!
Maak, to zgarnij chociaż 5, 45 pyłków na pewno życie i postać np. dobrego smoka, poddadzą Ci to 0, 15.
Co do tekstu, to fajny jest, jak to zwykle bajkom bywa. Są przecież uniwersalne, dla wszystkich a postacie to największe gwiazdy. Nikt ich nie pokona. Dlaczego? Bo...
"– Makowianki! Duszki górskich maków!– Przemknęło mu przez głowę. – Ależ one są ulotne!
Ta myśl niemal go poraziła – Ulotne! – Jasne. O to chodziło w przepisie.".
Różczki, szamani, krasnale świetliki, czarodziejskie księgi - oj, Maaku, jaką Ty masz rozległą wiedzę na ten temat. Podziwiam. I jak pięknie zaplatasz w słowa, do tej pory, nie zawsze zaplecione historie. Brawo. Jednak martwi mnie ostatnie zdanie: "
Ko­cio­łek wy­peł­nił się zie­lo­ną po­świa­tą. Le KLeks, nie zwle­ka­jąc, za­nu­rzył w niej ko­niec różdż­ki i wy­szep­tał za­klę­cie: – Ab­sce­de­re Ni­chi­lus – … i znikł.". Pojawi się jednak jeszcze. prawda? Pozdrawiam znawcę magicznych opowieści z ogromnym poczuciem humoru. Humor dodaje skrzyyydeł. A23
maak dnia 24.09.2016 22:39
Dziękuję Aronio za komentarz i ocenę. Miło mi, że oczekujesz dalszych przygód. Pewno nadejdą. Dziękuję.

Maak
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
xolowr
22/07/2019 01:06
Do wielkich liter jestem przywiązana tak samo jak do małych… »
domofon
21/07/2019 23:34
Dzięki za wnikliwe potraktowanie tekstu. Temat znam niejako… »
JOLA S.
21/07/2019 19:44
Kocanko, ogólnie tekst mi się podoba, chociaż nie… »
Leopold Mysz
21/07/2019 19:40
Wow. Właśnie mi uświadomiłeś, że gość od lobotomii dostał… »
JOLA S.
21/07/2019 19:12
Kazjuno, przepięknie jest czytać Twój komentarz. Daje… »
22227
21/07/2019 17:20
Bardzo dobry wiersz, Pan Cogito, Sofista, Zosima. Jest… »
22227
21/07/2019 17:13
Podobało mi się i fajnie, że poruszasz takie tematy. Mam… »
Kazjuno
21/07/2019 16:49
JOLU.S Spodobało mi się to krótkie i treściwe opowiadanie.… »
Opheliac
21/07/2019 12:48
Powiem tak - ogólnie niezły - ale znając już jednak Twoje… »
AntoniGrycuk
21/07/2019 11:01
Zdzichu, cały sens, jaki chciałem zawrzeć w tym wierszu,… »
Zdzislaw
21/07/2019 10:21
Konstrukcyjnie wszystko utrzymane, rytmicznie i ze… »
Indyphar
21/07/2019 01:39
@Skuul, dzięki za opinię. Co do "wyjaśniania",… »
Skuul
21/07/2019 00:11
zamiast wyjaśnić działanie dajesz czytelnikowi opinie,… »
Skuul
20/07/2019 23:42
czy wieko trumny? mocno poetyckie opisy, w całym tekście… »
Marek Adam Grabowski
20/07/2019 19:45
Patrząc na kategorię spodziewałem się jakieś baśni. Napisane… »
ShoutBox
  • Zdzislaw
  • 21/07/2019 22:15
  • Nie ma sprawy, Vinillivi :) Sprawa opóźnień wyjaśniona. Człekowi wypoczynek też należy się.
  • Vanillivi
  • 21/07/2019 15:21
  • Tak, zajmuję się prozą. Właśnie wróciłam. Odsapnę moment i wieczorem biorę się za Wasze teksty. Przepraszam za wszelkie opóźnienia.
  • Zdzislaw
  • 20/07/2019 09:36
  • Witam poranno-sobotnie. Czy red. Vanillivi (która wyjechała na dwa tygodnie) jest od prozy? Jeżeli tak, to ok. Rozumiem, czemu nie ukazuje się wysyłana proza.
  • AntoniGrycuk
  • 18/07/2019 01:06
  • Jakie jutro? Ja to wczorajszy ;)
  • czarnanna
  • 17/07/2019 23:52
  • Pozdro600 Antoni :D U Was też już prawie jutro? ;)
  • czarnanna
  • 17/07/2019 20:25
  • Miłego wieczoru :)
Ostatnio widziani
Gości online:13
Najnowszy:bertygoforo
Wspierają nas