Ef sześć trzy kropka dziewięć - retro
Proza » Humoreska » Ef sześć trzy kropka dziewięć
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

W pewnym momencie życia przychodzi czas na pogodzenie się z utratą jędrności pupy i kształtności piersi, a tych ostatnich zwłaszcza wtedy, gdy wykorzystywane były do tego, do czego przystosowała je natura, czyli do karmienia. Waleria nie karmiła, bo nie dane jej było posiadanie dzieci. „… Jeszcze” – tym słowem kończyła każdą podsuwaną przez mijający czas myśl i wyobrażała sobie siebie z maleństwem na rękach. Byłaby dobrą matką. Czuła to, nie skąpiłaby czułości, cierpliwości, ani najzdrowszego dla niemowlęcia pokarmu w obawie przed krytyką. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego czynność - wydawałoby się naturalna, narzucona przez biologię, pobłogosławiona przez uczucia, wynikająca z instynktu - nie jest zbyt dobrze przyjmowana przez otoczenie. Publiczne karmienie niemowlęcia deprawuje, zniesmacza i wprawia w zakłopotanie, co zadziwia biorąc pod uwagę częstotliwość występowania roznegliżowanych pań na plakatach reklamujących w zasadzie wszystko. I szuka potencjalny odbiorca obrazowej zachęty do zakupu niezbędnego towaru: jakiegoś powiązania między cyckami a samochodem, między tyłkiem a panelami. Nie odnajdując takowego, z pokorą dochodzi do wniosku, że jest niedostosowany, mało inteligentny i pozbawiony uczuć wyższych, wszak cielesność może odzwierciedlać karoserię, bądź co bądź to też jakaś powłoka. Czy takimi szczytnymi celami kierowali się tworzący reklamę, czy może chodziło im o coś bardziej przyziemnego? Coś, na co złapią potencjalnego klienta/konsumenta? – tego typu rozważania snuła Waleria przy wyborze stanika już nie z miseczką D, a z B (dieta ma też złe strony) i wpatrując się w widoczny za oknem sklepowej witryny wielki billboard z półnagą, śliczną kobietą.

Dlaczego tak mało jest półnagich mężczyzn? – Snuła domysły: czyżby panie były mniej podatne na wpływ chuci, która kieruje przy dokonywaniu wyboru między panelami drewnianymi, a laminowanymi? - przerwała rozważania w sprawie deficytu nagich męskich muskułów, skupiając się na kolorze biustonosza: czerwony, czy czarny? I fakturze: koronkowy, a może lepszy gładki? I czy posuną się tak daleko z Feliksem, aby miał możliwość docenienia barwy i materiału jej nowo nabytej bielizny?

Waleria zdawała sobie sprawę z przemijalności, ale spostrzeżenia kochanej, ale i szczerej ponad wszystko przyjaciółki Roksany: „Coraz bardziej zaniedbana się robisz! Włosów siwych masz więcej! Plecy przygarbione! Obgryzasz paznokcie?! Idź do fryzjera, kosmetyczki! Zrób coś ze sobą, bo zanikasz!”, pomimo uśmiechu, który tak sprawnie potrafiła wywołać i umiejętności przyjmowania krytyki, bolały. Nawet pochlebstwa przyjaciela Roberta, który był nieocenionym wsparciem Roksany, nie potrafiły załagodzić prawdziwości słów przyjaciółki.

Zanikasz… jakże celne wydało jej się to słowo. Zanikała każdego dnia, gdy widok w lustrze sugestywnie przypominał jej właśnie o zanikaniu. Zanikała barwa jej włosów, blask oczu, a cera ze zdrowej, rumianej stawała się coraz bardziej blada i szara. Płowiał uśmiech. Libido było poniżej normy, a chęć robienia czegokolwiek aktualna była przedwczoraj i tylko przedwczoraj.

Za to dziś na klatce schodowej spotkała sąsiada.

- Pani taka ładna, taka zgrabna i taka sama – padło z jego ust zamiast „dzień dobry” w towarzystwie odoru puszkowego piwa wypitego między drugim a trzecim piętrem.

Usłyszała tylko: „taka sama”.

Najchętniej by mu przyjebała, i ta myśl, że mogłaby uderzyć niewinnego człowieka  w miejscu publicznym za jego trafność oceny, wprawiła ją w jeszcze większe przygnębienie. Kim była? Czy raczej: kim się stawała? Atawistyczne popędy brały górę nad imperatywami.

„Ja pierdolę…!” – zawtórowała w duchu tym spostrzeżeniom, zdając sobie z rozgoryczeniem sprawę z tego, że pierdolić może tylko słownie i to jej wybór, mający ją uchronić przed rzeżączką, kiłą i innymi mniej znanymi chorobami przenoszonymi drogą płciową, a także przed tą najpoważniejszą, z powodu której zbyt wiele wycierpiała - przed miłością, którą słusznie zajęła się WHO* klasyfikując ją pod numerem F63.9.

Waleria postanowiła to zmienić i już nigdy się nie zakochać, a jeśli już musi się starzeć to w taki sposób, aby miała z tego jakąś satysfakcję. Jeżeli nie duchową, to chociaż cielesną. Decyzja ta była, niczym nagła iluminacja, zakończona odczuciem wilgoci w klapkach.

Nawet nie zwróciła uwagi na to, że jej postanowienie  - przez wielkie „P” - zostało olane w sposób namacalny. Czyżby wszechświat w ten sposób dawał jej sygnały, że nie ma znaku równości pomiędzy: postanowione, a zrealizowane?

- Za daleko do siebie, albo chociaż na zewnątrz?! – zapytała pleców sąsiada, bez skrępowania dającego upust cewce moczowej w pobliżu metalowych skrzynek pocztowych, doceniając jednocześnie jego zwinność i podzielność uwagi: jedną ręką trzymał przyrodzenie, drugą grzebał w skrzynce, lub odwrotnie. Nie upewniała się w trafności swoich przypuszczeń, tylko klnąc siarczyście czyściła stopy chusteczkami, bo i tak już była spóźniona.

Dziś jest wyjątkowy dzień. Dziś spotka się z dawno niewidzianym kolegą sprzed lat - Feliksem, w którym podkochiwała się w latach młodzieńczych i gdyby okoliczności ułożyły się nieco inaczej może piastowałaby jego potomstwo. Może siedzieliby trzymając się za ręce i ze spokojem spoglądali w przyszłość? Wsiadła do czekającej już na nią taksówki, aby podążyć ku dawnej namiętności.

Dawna namiętność przytyła, wyłysiała i w niczym nie przypominała dawnej namiętności, tylko uśmiech pozostał ten sam, co zneutralizowało pierwsze cienie rozczarowania. Po zdawkowym pocałunku w policzek i wymienieniu w kilku słowach tego, co wydarzyło się na przestrzeni lat, zgodnie zdecydowali pójść do kina.

Tytuł filmu najpierw ją przeraził, potem zirytował, aby ostatecznie dobić: „Gdybyś dała, to byś miała”. Dopiero za trzykrotnym czytaniem odszyfrowała jego właściwe brzmienie: „Gdybyś chciała, to byś miała”. Złożyła to na karb niewłaściwej pielęgnacji soczewek kontaktowych, które trzymała w roztworze soli fizjologicznej, zamiast w specjalnych do tego przystosowanych płynach, co mogło spowodować zmętnienie i zamazanie widoku.

Ledwo wokół zgasły światła, a na ekranie pojawił się spot reklamowy, gdy Waleria poczuła chrapowatą dłoń o właściwościach pumeksu na prawym kolanie, nazbyt szybko sunącą do góry. Zesztywniała, zaskoczona nagłością, bezpośredniością i zwinnością kolegi sprzed lat, i niewiele myśląc zrobiła to, na co zawsze miała ochotę w sytuacjach tego typu: mocno ścisnęła go za krocze.

- Dlaczego to zrobiłaś?  - zapytał łamiącym się głosem.

- Odruchowo tak jakoś, a ty?

- Ja byłem delikatny…

- Też się starałam, widać za mocno… - próbowała usprawiedliwić swoją reaktywność.

W Feliksie coś pękło. Nie tego się spodziewał, wraz z ustępującym bólem moszny nachodziły go myśli, że powinien skupić się na młodych dzierlatkach, te są bardziej uległe, a na pewno mniej agresywne. A ta cała Waleria, eh Waleria... Kochał się w niej bez pamięci, ale to Krystynie wyrósł z jego powodu brzuch po tym, gdy wziął ją na pieska przy dębie w miejskim parku i to jej ślubował, po to, aby wyprowadzić się do matki po przeszło dwudziestu latach wspólnego pożycia, gdy zdradził ją z sąsiadką z dołu.

A myślał, że z uwagi na to, że jest niezastąpiony w łóżku, ta i inne niewinne zdrady pójdą w niepamięć w zestawieniu z ogromnym walorem, którym dysponował, a który wymagał od niego troskliwości i dbałości, właśnie poprzez maksymalne zaspokojenie. Znacznie się pomylił. Krystyna, w tajemnicy przed mężem, od dłuższego już czasu używała wielofunkcyjnego wibratora firmy ZbytekMęski, który w zależności od użytych części składowych oraz wielorakich opcji konstrukcyjnych pełnił również funkcję robota kuchennego, a przede wszystkim nie oglądał się za każdą młódką, nie przygniatał brzuchem i nie męczył się, ani nie pocił, gdy do orgazmu było jeszcze hen, hen daleko. Dlatego też z lekkim sercem wyrzucała przez balkon gatki i inne poprzecierane części garderoby Feliksa, dla zasady obdarowując go pozbawionymi eufemizmów słowami, nacechowanymi rozczarowaniem i ujmą na honorze, poprzez zdradę z tą lafiryndą „jak jej tam?” z dołu.

- Muszę wyjść do toalety – słowa Walerii wyrwały go z objęć wspomnień i całą swą uwagę skupił na kształtnym tyłku, którego właścicielka przecisnąwszy się między oparciami rzędu krzeseł przed nią, a jego kolanami zniknęła, aby ochłonąć po nieudanej grze wstępnej.

Wtedy widział jej tył po raz ostatni. Nie przejął się tym zanadto i w swych zapędach macania kolan zagalopował się do pani o jedno siedzenie dalej przysiadając się do niej, aby brnąć dłonią ku górze. Jakież było jego zaskoczenie, gdy gładkość kolana i jedwabistość uda nie doprowadziły go do tego, do czego się spodziewał, a jego ręka raptownie i w sposób nieznoszący sprzeciwu została pochwycona przez silniejszą i większą… Wtedy poznał smak bycia wykorzystanym, nabawił się abominacji do kolan i kina, w którym jego noga już więcej nie postała.

Waleria spod przybytku pseudokultury pojechała prosto do Roksany. W końcu nic tak nie krzepi, jak wygadanie się komuś, kto chętnie słucha. Przyjaciółka w swej lojalności nie szczędziła odpowiednich określeń pod adresem Feliksa i jego troglodyckiego zachowania:

- A to cham! Małpiszon! Menda jedna! Nawet do połowy filmu nie doczekał.

- Chyba jestem aseksualna – zastanawiała się poważnie Waleria.

- Z drugiej strony mogłaś nie być taka oporna. Dobrze by ci zrobił… Zasłużyłaś.

- Mówisz?

- Spójrz na to inaczej. Uznaj to za oznakę zainteresowania, przecież dawał czynne sygnały, że go pociągasz – skwitowała rozbawiona Roksana.

- Sygnały sunącej sześćdziesiątki z doczepionym pługiem z ostrymi lemieszami – odparła Waleria masując udo.

- To, co? Może na poprawę nastroju gdzieś wyskoczymy? Clubbing?

- Dlaczego nie? Dzwoń do Roberta. Może pójdzie z nami? – Waleria wydając przyjacielską dyspozycję, zniknęła w drzwiach kuchni, aby przygotować whisky z lodem dla siebie i przyjaciół.

Po niespełna dwudziestu minutach pojawił się Robert. Był typem przyjaciela, do którego można dzwonić o każdej porze dnia i nocy, i który zawsze posłuży ramieniem do wypłakania się na nim bez dąsów, że łez i smarków za dużo, i że plamią, a co istotne nie był odmiennej orientacji seksualnej. Gdy ujrzał unieszczęśliwioną minę Walerii, podającą mu szklankę z alkoholem, pojął w mig, że randka, którą żyła ostatnie dwa tygodnie, zakończyła się fiaskiem. Mimowolnie uśmiechnął się od ucha do ucha. Ten cały pomysł z odnowieniem starej zażyłości z Feliksem od razu wydał mu się bardzo nietrafiony. Ale z uwagi na to jak entuzjastycznie zareagowała na niego Waleria, milczał. Teraz jednak postanowił trochę się z nią podrażnić:

- I jak ten twój ukochany sprzed lat? – zapytał.

- Jaką masz elegancką koszulinę – zmieniła temat, gładząc go po klatce piersiowej.

Uwielbiał jej dotyk, zapach, bliskość. Zazwyczaj przed spotkaniem z nią musiał sobie ulżyć w wiadomy sposób, żeby wzwód nie zdradził jego prawdziwych uczuć. Już dawno określili granice, której nigdy nie przekroczą i chociaż ich ciała zaprzeczały, a samotne noce domagały wzajemności, mocno trzymali się przyjętych reguł. Do dzisiaj, nie przypuszczając jak los potrafi zadrwić z postanowień, poprzez odpowiednie sploty zdarzeń.

- Cholera! Zapomniałam całkowicie, że mam odebrać Adę z lotniska. – Roksana wyraźnie poddenerwowana biegała po salonie szukając swojej torebki. – Walerko nie gniewaj się, ale znasz moją siostrę, nie lubi czekać. Całkowicie o niej zapomniałam. Ale wy zostańcie, mam zapasowe klucze, a z lotniska pojedziemy prosto do rodziców, więc z pewnością długo nam zejdzie.

- Pozdrów ją od nas. Opróżnimy szkło i też spadamy – odparła Waleria podając Roksanie czerwoną torebkę, w której intensywnie brzęczał telefon.

Waleria i Robert zostali sami.

Może to wpływ chwili, może od dawna powstrzymywana namiętność, trzecia szklaneczka whisky, albo sącząca się klimatyczna muzyka? Stało się to, co było nieuniknione.

Najpierw był taniec. Zgranie ciał, symbioza ruchów, pełne dopasowanie, synchronizacja oddechów i pragnień. Potem pocałunek. Początkowo delikatny, niczym muśnięcie nasycone tęsknotą, każdym momentem, chwilą dzielącą ich od tej, której oboje tak bardzo łaknęli, a której dane im było w końcu doświadczać. Usta spijały niedopowiedzenia, ręce szukały ciepła coraz intensywniej, zachłanniej. Ciała dążyły do zaspokojenia od tak dawna tłumionych pragnień.

Położyli się delikatnie na łóżku delektując wzajemną pieszczotą, a gdy stali się jednością wszystko wokół przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Problemy tego świata zdegradowały się do miana  nieistnienia. Byli tylko oni, połączeni odwieczną prawdą i spełnieniem.

- Zawsze ciebie kochałem – wyszeptał, wtulając się w zapach jej włosów.

- I vice versa – odparła, dosiadając go i doprowadzając oboje do apogeum przyjemności.

 

 

*WHO - (ang. World Health Organization) Światowa Organizacja Zdrowia

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
retro · dnia 12.07.2016 10:34 · Czytań: 729 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 10
Komentarze
JOLA S. dnia 12.07.2016 11:17
Witam! Bardzo dobry tekst, chociaż mam parę zastrzeżeń o których napiszę kiedy będę mogła na dłużej siąść do kompa.
Zawsze wyżej cenię opowiadania, których tworzenie polega bardziej na kreowaniu nastrojów, niż na wymyślaniu zdarzeń. ;) :)
Pozdrawiam
Jolka
purpur dnia 12.07.2016 11:50 Ocena: Bardzo dobre
Po pierwsze, drugie i trzysta dwudzieste trzecie - świetnie napisane! I te gierki słowne, i te wycieczki w dygresje, zmiany tematów, przejścia... No naprawdę, czytało się tak dobrze, że ... niestety słabo będę poprawiał Twoje dzieło :) Wciągneło mnie, wpadłem, usmiechałem się pod wąsem i generalnie tekst wprowadział mnie w przemiły nastrój!

Do tego świetny tytuł i genielane nawiązanie do niego w tekście!

a to:

Cytat:
pełnił również funkcję robota kuchennego,
- Bomba :p

Nie wiem jakie pigułki łykasz, jakie kwatuszki wąchasz, ale robią one wspaniałą robotę i chętnie dostałbym ich próbkę!

To na co zawsze zwracam największą uwagę, czyli historia czyli pomysł, również w duzym stopniu nie zawiódł. Gdyby nie to, że czytało się tak świetnie, to pewnie bym tutaj zamilkł i tylko wystawił kciuk do góry. No ale, narobiłaś smaku, poprzeczka poleciała ostro wysoko, więc niestety mam zastrzeżenia do samej końcówki.

Czegoś mi w niej zabrakło, czegoś tu nie było. Wspaniale wybrnęłaś z X wątków opisanych wcześniej i oczekiwałem tego samego na zakończenie.

Oczywiście bez przesady :p Po prostu całość świetna, końcówka dobra.

Gratuluję retro - naprawdę i z pewną nieśmiałością :p ( bo temat i pewne jego elementy purpurowiły mnie :p ) i z dozą niecierpliwości oczekuję kolejnego tekstu!

Pozdrawiam!
Dobra Cobra dnia 12.07.2016 13:26 Ocena: Świetne!
Piękna i słodka istoryja, której tak bardzo było brak ostatnio na PP! A na dodatek z dopiskiem: +18 ;)


retro,

Jest w pyteczkę! Z radością chłonę perełki, które nizasz w powyższym opowiadaniu. Opowieść o tym, jaki jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz. Wyborna sprawa.


Cytat:
W pewnym momencie życia przychodzi czas na pogodzenie się z utratą jędrności pupy i kształtności piersi, a tych ostatnich zwłaszcza
No, facety też mają problemy: a to ze zwisającym brzuchem, a to nieruchawym wacławem... Więc nie jest tak, że tylko ród kobiecy ma w pióro. Oj, nie!

Cytat:
I szuka potencjalny odbiorca obrazowej zachęty do zakupu niezbędnego towaru: jakiegoś powiązania między cyckami a samochodem, między tyłkiem a panelami.
Oj, tropię i tuszę tu niesprawiedliwość. Albowiem był jednak polski Hydraulik na plakatach. Zresztą (niestety!) to faceci kupują głównie materiały budowlane i reklama musi docierać do ich jednokomórkowych umysłów. Nieprawdaż?

Cytat:
Nawet pochlebstwa przyjaciela Roberta, który był nieocenionym wsparciem Roksany,Nawet pochlebstwa przyjaciela Roberta, który był nieocenionym wsparciem Roksany,
Gej największym przyjacielem każdej kobiety?? (oprócz psiapsiółki?) Choć jednak Robert do końca nim nie był, bo się masturbował przed każdym spotkaniem.

""Tytuł filmu najpierw ją przeraził, potem zirytował, aby ostatecznie dobić: „Gdybyś dała, to byś miała”. Dopiero za trzykrotnym czytaniem odszyfrowała jego właściwe brzmienie: „Gdybyś chciała, to byś miała”."" - Oj, napięcie wenątrzmaciczne sięga zenitu!!!!

"""od dłuższego już czasu używała wielofunkcyjnego wibratora firmy ZbytekMęski,""" - Co za nowatorska nazwa produktu! Od razu chce się go po prostu mieć!


"""- A to cham! Małpiszon! Menda jedna! Nawet do połowy filmu nie doczekał.""" - A, czyli nuka jest taka (uwaga młodzi i staryz!), żeby zaczynać po połowie filmu. Okejjj.


""" , a jego ręka raptownie i w sposób nieznoszący sprzeciwu została pochwycona przez silniejszą i większą…""" - Jak to w szale uniesienia można nie trafić! Hehehe!


"""- Zawsze ciebie kochałem – wyszeptał, wtulając się w zapach jej włosów.""" - no i wreszcie po latach... Chociaż cholera tam wie, bo w starym piecu diabeł pali - jak mawiają. I tak oczywistą miłość mogła nasza bohaterka inaczej zinterpretować, i jak przeminęły z wiatrem ostatnie drgania uniesieniowe, mogła odejśc. Gdyż kobieta niezbadaną istotą jest.


Generalizując: przewybornie!!! Dobrzem się bawił, a treść nastrajała do wielu głębokich przemyśleń, jak i celnych podsumowań. Pięknie! Brawo!


Co napisała Dobra Cobra wyraźnie, w polskimi literami na dodatek.


Pozdrawiam
Niczyja dnia 12.07.2016 19:01
retro,
Przyjemne opowiadanko, nie powiem. W sam raz na letnie, choć nie upalne popołudnie, a w zasadzie wieczór.
Taki przegląd życia nie leciwej, ale wieloletniej singielki. Ciekawy temat poruszyłaś, coraz bardziej wszechobecny i ciekawie go ubrałaś w słowa.

A propos słów.
Styl i poczucie humoru przypomina mi Dobrą Cobrę, po trosze Niczyją i jej "Rozporek...". Po trosze lubianą przeze mnie Sylwianę skądś tam i pewnego poetę. Wszytsko razem zmieszane wyszło bardzo dobrze:) Miło się czytało, bez dłużyzn.
A ile prawd życiowych zawarłaś w tak krókim, w zasadzie, tekście.

Przejdźmy do detali:
1. Karmienie piersią jest bardzo przyjemne, wystarczy odpowiednio do tego podejść. Daje dużo rozkoszy, a po co się przejmować bzdetami typu, że ktoś patrzy, że jakąś paniusię to gorszy. Pokazać jej język i dalej robić swoje, ot i tyle;)
2. Znalazłam jedno brakujące "m" jak Miłość. Dokładnie tu:
Cytat:
Dlatego też z lekkim serce wyrzucała przez balkon gatki

3. A najbardziej podobał mi się fragment zabawny i jakże prawdzwiwy:
Cytat:
Uwielbiał jej dotyk, zapach, bliskość. Zazwyczaj przed spotkaniem z nią musiał sobie ulżyć w wiadomy sposób, żeby wzwód nie zdradził jego prawdziwych uczuć. Już dawno określili granice, której nigdy nie przekroczą i chociaż ich ciała zaprzeczały, a samotne noce domagały wzajemności, mocno trzymali się przyjętych reguł. Do dzisiaj, nie przypuszczając jak los potrafi zadrwić z postanowień, poprzez odpowiednie sploty zdarzeń.



I tyle ode mnie. Fajne zakończenie;)

Pozdrawiam,
Niczyja
retro dnia 13.07.2016 09:04
Dziękuję za komentarze, jakże miłe dla oka:)

Jolu S. - z tym siadaniem na dłużej do kompa to znam ten ból - też nie mam dłuższej chwili na wirtualność. Zaglądaj kiedy znajdziesz czas i dawaj te sugestie, dawaj; na niektóre poprawki już sama wpadłam - typu oznaczenie WHO, albo kursywa.
Do napisania:)

Purpurze - oj Ty, oj Ty... Słodzisz mi, słodzisz, a Ty wiesz, że mieliśmy ograniczać kalorie!

Z tym robotem kuchennym, to gdy były upały doszłam do wniosku, że powinien istnieć przenośny klimatyzator i za dni kilka oglądając jakiś program popularnonaukowy okazało się, że istnieje, że już ktoś na to wpadł... podobnie może być z tym robotem - kto wie? Kto wie? ;)
Co do kwiatuszków to fakt, sporo czasu spędzam na dworze, czy polu - w zależności od tego jak się mówi w danym regionie kraju i to chyba to. Z tym łykaniem to... cytacik, który mnie dni kilka temu rozwalił: "chodzi i łyka te powietrze jak pelikan" :):)

Jeśli chodzi o zakończenie to chyba wiem, jakie masz zastrzeżenia. Celowo zrezygnowałam z nazywania rzeczy po imieniu i ten kawałek najwięcej zabrał mi czasu.

Podejmij wyzwanie i napisz scenę miłosną bez nazewnictwa anatomiczno-ginekologicznego;)

Pozdrówka i co u chłopaków z "The bank job"???


DoCo - plus osiemnaście zawdzięczam Redaktorce, której b. dziękuję:) Gapiostwo to moja nieodłączna cecha, pośpiech to zły doradca, a dzieciom tego czytać nie można!

Czyli jędrność ulega sflaczeniu u obu płci?! I to się nazywa sprawiedliwość! Ty masz dwa zwisy i ja też :):) Jesteśmy równi, nie mamy wzajemnych pretensji, ani roszczeń, bo dysponujemy tym samym;)

Hydraulik był... nawet jestem w stanie odtworzyć jego wizerunek w tym uniformie. Czy ona miał opuszczoną jedną szelkę??

A widzisz, czyli jednak panuje stereotyp, że jak facet rozmawia z kobietą, coś więcej poza: "podaj piwo! gdzie obiad?! uprasuj moje spodnie!" to zaraz pedał... eh, niedobrze się dzieje w kraju naszym... Zaznaczyłam w tekście, że "nie było odmiennej orientacji seksualnej", jakby spodziewając się posądzenia Roberta o homoseksualizm. To był pełnokrwisty facet! Wrażliwy, czuły i opiekuńczy! Będę go bronić i głęboko wierzyć, że tacy istnieją! ;)

Cieszę się, że text się spodobał:)

Niczyja - bingo! to miało być wakacyjne opko, wywołujące uśmiech, ale i ukazujące pewną prawdę.

Naturalne karmienie to przywilej zarówno dla matki jak i dziecka; tworzy się niesamowita więź emocjonalna między nimi, że nie wspomnę o zwiększonej odporności u maluszka.
Moja Mała urodziła się jako wcześniak, ale szybko dogoniła, a dziś śmiało mogę rzec, że przegoniła rówieśników. Karmiona piersią:)

Miło mi, że kawałek przypadł Tobie do gustu.

"Rozporek..." mówisz, jak nie uda mi się przed, to po urlopie przeczytam.

Pozdrawiam serdecznie:)
Dobra Cobra dnia 13.07.2016 12:25 Ocena: Świetne!
Chyba nie ma opuszczonej szelki...

http://wiadomosci.wp.pl/gid,78961,gpage,2,img,79039,kat,7631,title,Wtorek-w-obiektywie,galeria.html?ticaid=1175bc

A może ją miał w sytucji bardziej tete a tete?

Ukłony dla Autorki,

DoCo
retro dnia 15.07.2016 09:54
Eh, znowu ta moja wyobraźnia...

Odkłaniam:)
blaszka dnia 19.07.2016 20:29
Słodka historia, sympatyczni bohaterzyowie, lekki, wciągający styl.
Cieszę się, że tu zawitałam.
Uśmiechy dla autorki ;))
al-szamanka dnia 08.08.2016 11:20
Ubawiłam się, czytając ten lekki, dobrze podany tekst.
Spotkanie po latach przewyborne :D
A szkolny kolega jako symbol wielu, jakże zadufanych we własne możliwości panów po pięćdziesiątce, wyjątkowo prześmieszny... hehe :D
Relacje z Robertem przypominają mi te pamiętne z filmu Kiedy Harry poznał Sally .
Bo często bywa, że tego co dobre i bezpośrednio bliskie w ogóle nie zauważamy.
Odkrycie jest jak wybuch butelki najdroższego szampana :)

Cytat:
Wtedy wi­dział jej tył po raz ostat­ni. Nie prze­jął się tym za­nad­to i w swych za­pę­dach ma­ca­nia kolan za­ga­lo­po­wał się do pani o jedno sie­dze­nie dalej przy­sia­da­jąc się do niej, aby brnąć dło­nią ku górze. Ja­kież było jego za­sko­cze­nie, gdy gład­kość ko­la­na i je­dwa­bi­stość uda nie do­pro­wa­dzi­ły go do tego, do czego się spo­dzie­wał, a jego ręka rap­tow­nie i w spo­sób nie­zno­szą­cy sprze­ci­wu zo­sta­ła po­chwy­co­na przez sil­niej­szą i więk­szą… Wtedy po­znał smak bycia wy­ko­rzy­sta­nym, na­ba­wił się abo­mi­na­cji do kolan i kina, w któ­rym jego noga już wię­cej nie po­sta­ła.

Zakrztusiłam się... :D:D:D

Pozdrawiam rozbawiona :)
retro dnia 10.08.2016 11:13
Przepraszam, że dopiero dziś dziękuję za komentarze, ale urlop i pourlopowe wdrażanie się w obowiązki skutecznie odciągnęły mnie od bycia wśród czytających, piszących i komentujących.

Blaszko - niezmiernie miło mi Ciebie gościć, a tym bardziej jeśli osiągnęłam swój cel, którym było wywołanie uśmiechu. Dziękuję:)

Al-szamanko - cieszę się z Twej obecności pod tekstem, uśmiechu, trafnego porównania oraz pozostawionej mądrości, że "często bywa tak, że tego co dobre i bezpośrednio bliskie w ogóle nie zauważamy".

Pozdrawiam serdecznie,
Retro
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
cliffhanger
23/04/2019 16:47
Bardzo dobre. »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:16
Widzę, że powtarzasz błędy z poprzedniej części. Nawet… »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:08
Bardzo piękny wiersz. I piszę to mimo tego, że nie przepadam… »
al-szamanka
23/04/2019 14:55
Nie dziwię się, że próbowała utonąć. Doskonale pokazałaś… »
Madawydar
23/04/2019 12:09
Fabuła zapowiada się całkiem nieźle. Błędy są, ale nie… »
pociengiel
23/04/2019 10:01
Dzięki. Jest najlepsza. Aczkolwiek zaszalałem dodając cztery… »
allaska
23/04/2019 09:38
Popracowalabym nad ostatnia strofa:) »
AntoniGrycuk
22/04/2019 21:14
Marku, dzięki za nalot na tę mini-miniaturę. I za taką… »
Marek Adam Grabowski
22/04/2019 20:18
Świetne. Tylko tyle i aż tyle. Pozdrawiam »
maleo
22/04/2019 10:31
Pełen uczuć, słodki :) »
al-szamanka
22/04/2019 05:26
Hmm, widać wyraźnie, że puenta ma tu być z założenia mocna i… »
Scareto
22/04/2019 01:28
Dziękuję ślicznie za wizytę! :) Czy puenta nie wydaje się… »
22227
21/04/2019 20:54
Ciekawy tekst szczególnie: "ile muszę popełnić… »
22227
21/04/2019 20:36
Bardzo fajny wiersz. samotna świadomość bogini zwycięstwa,… »
Cofftee
21/04/2019 19:34
Dziękuję za wizytę i opinię, niezmiernie mi miło :-)… »
ShoutBox
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:31
  • A kto inny mówi, że w Słowniku Poprawnej Polszczyzny z 2016 jest: winny wszystkiemu. I co tu sądzić? Ja mam tylko taką sugestię: być winny wypadku, zdarzeń (kogo, czego).
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:27
  • Otóż dzwoniłem do poradni językowej Uniwersytetu w Poznaniu. Podano mi, że w słowniku sprzed 40 lat obie formy są dopuszczane, a w nowym tylko w formie dopełniacza. Więc: winny wszystkiego.
  • Dobra Cobra
  • 23/04/2019 10:40
  • Jaka piękna wymiana celowników i dopelniaczy ! Lata cale czekałem na taką rozrywkę umysłową na Sb.
  • MitomanGej
  • 23/04/2019 04:30
  • "Wszystkiemu" to celownik, a "wszystkiego" - dopełniacz. Z logicznego punktu widzenia poprawna jest forma z końcówką -ego, gdyż jesteśmy winni kogo/czego, w celowniku to możesz być winny koledze 5 zł
  • AntoniGrycuk
  • 22/04/2019 18:12
  • Dzięki. Choć logicznie to brzmi, jakby chodziło o znaczenie słowa winny w sensie długu, a nie przyczyn wydarzeń.
  • al-szamanka
  • 22/04/2019 18:02
  • Jestem winny WSZYSTKIEMU... WSZYSTKIEMU jestem winny.
  • mike17
  • 22/04/2019 16:51
  • Nasza zabawa trwa. Głosujcie w MUZO WENACH 7, łatwo czytać miniatury, bo jest ich niewiele. Dlatego liczę na Wasz odbiór i cenne głosy. Czekają na nie też Autorzy, którzy zaszczycili konkurs :)
Ostatnio widziani
Gości online:18
Najnowszy:Sarahkfd
Wspierają nas