Bajdy o janiołku i diabołku i o panocku - maak
Proza » Bajka » Bajdy o janiołku i diabołku i o panocku
A A A
Od autora: Nietypowe 2

Hej. Leżom sobie chłopaczkowie na siana kopeczce. Pachnie miętom, pachnie makiem, pachnie łąkom całom.

Hej. Janiołek zdjął koszulkę, suche gnatki dał na słońce. Porozkładał swe skrzydełka. Paru piórek braknie.

Hej. Pod stogiem świerszcze grajom na skrzypeczkach melodyjki.

Hej. Nad stogiem bąki brzęczom, ważki warkotajom.

Hej. Diabołek sennie leży, źdźebło z sianka sobie glamie.

Hej. Wspomnienia w senny dzionek, wszystkie chyżo powracajom.

 

- Pamiętasz, Lucek, pierwsze lanie?

- Pamiętam. Cudnom sobie wtedy petardke wyrychtowałem. Do puszeczki, karbidu dałem i gwoździów troszeczkę i ociupinke gorzałeczki. Trzydzieści żołędziów i sto złościów, co je po wsiach pozbierałem. A wsiowe straszne złośniki byli.

- A po co ci te złości?

- Oj janiołek! Jak piwkiem złość podlejesz, a jeszcze lepiej zacnom gorzałeczkom, to jak pierdyknie, to że boga ty się bój.

- No i co, bałeś się?

- Nie. Jak gruchnęło, jak trzasnęlo, jak te wielkie wrota niebieskie wujaszka Pietra podniosło do góry, to aż dziw było patrzeć. Janiołkowie, diabołkowie, a i duszyczki, wszystko to wypadło przez rozdarte wrota na ziemie. Ile dobra wtedy narobiono. Ile psikusów się udało. Ile duszyczek się zgubiło i na świecie pozostało. Strach pomyśleć.

- Uciekłeś?

- Nie. Zostałem z paluchem w gębie ze zdziwienia, żem takom pięknom katastrofe wyrychtował. To i mnie tatko dopadli. Dupę kapciem złoili i ogon czarci na dokładkę przykleili. Tatko jak się wkurzył, to żartów nie było.

 - Gabryś.

- Czego?

- A ty coś zmalował?

- Eee, ja to nic. Jeno chapnoł sobie ziele anielski co je tatko miał dla siebie. Zakurzyłem se na chmurce, ale gołąb mnie wypatrzył. No i tatce nakablował, żem ja wcale nie jest świety. No i tatko wcale mnie nie złapał. Ino butem za mnom rzucił. No i w aureolkę trafił. Popatrz sobie. Tu wgnieciona. Nijak jej naprawić nie da rady

- E tam. Postukam, popukam i naprawię.

 

Hej. Widełkami diabołek coś przy krążku se pogrzebał. Tu poskrobał, tam uderzył. No i proszę! Aureolka całkiem jest jak nowa.

Hej. Janiołek patrzy wdzięcznie, bo mu nikt nie pomógł nigdy. Aureolke sobie wsadził na łepek złocisty. Uszka nieco mu odstają, bo go obręcz coś uwiera, ale będzie teraz nosił, bo diabołek ją naprawił.

Hej. Uściskali się jak braciszkowie. Jak druhowie jacy.

Hej. Diabołek mine miał nietęgom. Uśmiech także jakiś taki.

 

 - Janiołek.

- Czego?

- W drogę czas.

- Diabołek.

- Czego?

- To idziemy!

 

Hej. Utrudzili się chłopaczki, chętnie gdzieś by przycupnęli.

Hej. Stodółka opuszczona miło im wygląda.

Hej. Wieczorek całkiem ciepły, będzie dobrze się tam spało.

Hej. To sianko pachnie słodko, cudnie jest w nim leżeć.

Hej. Wędrowcy, pomęczeni, poprzez szpary w dachu obserwują gwiazdki srebrne.

Hej. Księżyc świeci złoto, jakby na nich patrzy.

Hej. Jakby chciał im coś powiedzieć, jakby wezwać chciałby.

 

- Janiołek. Jak to jest z tym księżycem? Dlaczego on raz pełny, raz rogalik. Ktoś go zjada?

- Tatko mówił, że to sprawka księżyków co na nim mieszkajom. Jak jest zgoda, to wszystkie świecom, a jak się kłócom, to część ze złości chowa się pod kocyki i nie świeci, i wtedy masz rogalik.

- Diabołek. Popatrz. Księżyc w pełni, czyli zgoda, ale jakiś taki blady jest.

- Oj! Janiołek! On jest całkiem przygaśnięty.

 

Hej. Ciekawość wzięła górę. Sianko ciepłe opuścili.

Hej. Skoczyli se na księżyc, bo o niego się martwili.

Hej. Księżyki idom. Na spotkanie idom. Do janiołka, do diabołka skarżyć się będom.

Hej. Co je trapi? Co je drąży? Bida z nędzom. Nędza z bidom.

Hej. Janiołek i diabołek patrzom i nie wierzom.

Hej. Księżyki jakby chore. Całe rozedrgane.

 

- Nie świecimy tak jak dawniej i uśmiechów u nas niema. Chorujemy. Marniejemy. Boże przebacz.

- A doktora wy nie macie, niebożątka biedne?

- Oj, nie mamy. Nie mieliśmy. Zawsze dobrze było.

 

Hej. Janiołek wyjął z sakwy niewielką harfine. Aureolką ruszył struny. Piękna muza płynie.

Hej. Księżyki zasłuchane kołyszą się smętnie. A uśmiechy na ich buźkach całkiem pogaśnięte.

Hej. Diabołek wzioł z ogonka harmonijkę małom, co jom miał tam uczepionom obok innych skarbów.

Hej. Przygrywa janiołkowi wesołom muzyczke. No, a malce się nie cieszą. Minki majom dziwne.

Hej. Diabołek i Janiołek w sukurs przyjść nie mogom.

Hej. Skoczyli wprost na ziemie, na piaszczystom droge.

 

- Diabołek.

- Czego?

- Nie mogliśmy im pomóc?

- A co to, my znachory?

 

- Janiołek.

- Co tam?

- Aleśmy im fajnie zagrali?

 

Hej. Idom drogom chłopaczkowie. Gorąc z nieba stopy parzy. Patrzom oba gdzie coś zbroić. Może kamień by tu kopnąć? Może w rzece się pokąpać?

Hej. Janiołek se wyciągnął aureolkę złotą. Hej potoczył jom po drodze. Niech se krążek powiruje.

Hej. Diabołek jak to ujrzał wnet widełki  z sakwy wyjął.

Hej. Przyłożył je do kółka, niech się obręcz dalej kręci. Niech widełki krzeszą iskry.

Hej. Zabawa przednia była.

Hej. Diabołek i janiołek idom drogą, co do nieba iść się zdała. Góra stroma, ciężko wchodzić, ale dla nich to uciecha.

 

- Gabryś! Czy ty wiesz gdzie idziesz?

- Wprost przed siebie.

- A ty?

- A ja nie.

- A to gdzie ty idziesz?

- A ja karczmy ide szukać.

- A gdzie ona?

- No, na wprost!

 

Hej. O pierdułkach se gadajom, o marzeniach i dniach miłych. Kto gdzie jakom panne pocałował. Kto gdzie inne szczęście miał.

Hej. Zasięgnął Lucek za pazuchę. Butle z piwkiem zacząć czas. Poczęstował niom janiołka, a ten chętnie wzioł.

Hej. Janiołek gulgał srogo, a diabołek razem z nim. Patrzył znaczy na janiołka i tak jakby wraz z nim pił.

Hej. Janiołek wyciągnął z za ucha fajureczka. Diabołkowi dał pokurzyć.

Hej. Diabołek kurzył sobie, a janiołek… paluch ssał.

 

Hej. Jedzie drogom wóz, karoca. Osiem koniów ciągnie go.

Hej. Panocek z grodu, siedzi w wozie, winko pije, smyrga wąs.

 

- A gdzież to wędrujecie chłopaczkowie? Gdzie ta droga was prowadzi?

- My do karczmy podążamy. Czas odpocząć, podjeść sobie.

- To pojedźmy tamoj razem. Ja do karczmy takoż chce.

 

Hej. Jadom sobie jadom. Wóz terkocze na kamieniach.

 

- Patrzaj janioł. Co to jedzie?

- Beczka wina, widzi mi się. 

- Patrzaj diaboł. Co za hultaj biedne zwierze tam okłada?

 

Hej. Jedzie oberżysta pode górę, bardzo ciężkim wozem.

Hej. Do karczmy wiezie wino,  słodkie i niedrogie .

Hej. Osiołka smaga batem po grzbiecie, po bokach.

Hej. Osiołek nie ma siły. Staje jak uparty.

Hej. Oberżysta też uparty. Leje batem biedne zwierzę, póki ono se nie padnie.

Hej. Nadchodzą chłopaczkowie, a osiołek ledwo dycha.

Hej. Panocek  opatruje i lekarstwa mu podtyka.

Hej. Janiołek sięga po dwa piórka z pleców.

Hej.  Żywicom z przydrożnego drzewa lepi je do ran na grzbiecie.

Hej. Aureolkę mu przytyka do blizn całkiem świeżych.

Hej. W jednej chwili rosną skrzydła a osiołek leci.

Hej.  Diabołek widełki odpina, co je miał do plecków przytroczone.

Hej. Kole nimi oberżystę w zadek pięknie wystawiony.

Hej. Ogonisko tam wyrasta wielkie i niesforne.

Hej.  Przywiązało się do wozu, a niech karczmarz ciągnie.

Hej. Będzie taszczył beczkę z winem, aż do samej karczmy.

 

- Diabołek. Ten ogon, to potrzebny był?

- Czy ja wiem? Jakem zbroił, to mnie tatko, ozdobili chwostem wnet. Może jemu też pomoże. Bo mnie pomógł. Jemu nie?

 

Hej. W karczmie rejwach. Oberżysta promienieje.

Hej. Z godnom minom, piwa, gościom leje. Na dwie ręce i ogon diabelski.

Hej. Ogonisko karczme lubi, lubi wino także.

Hej. Pomaga karczmarzowi, gębe w winie macza,

Hej. Weseli się, i bawi, i na nic nie zważa.

Hej. Ludziska ciągnom wprost do karczmy, bo ich chwost tam wzywa.

Hej. Wypijom wszystkie beczki wina, no i pewno piwa.

 

- Lucek.

- Czego?

- Fajny jest ten ogon.

- No. Zabawowy wyszedł.

 

Hej. W rogu sali, za stołem drewnianym, siedzi panocek z wielkiego grodu.

Hej. Smętnie z dzbana pije wino. Czym się martwi? Nic do tego, nic nikomu.

Hej. Chciałby leczyć ludzi, lecz nie zawsze się udaje.

Hej. Ludzie umierają, za sprawom kościstej panny.

Hej. Nikt naprzeciw jej nie stanie.

Hej. Diabołek się podrapał po głowinie kędzierzawej.

Hej. Z ogonka odpiął zgrabnie, białe pióro gęsie.

Hej. W sakwie znalazł, jak psu z gardła wyciągnięty, pergamin z podaniem.

Hej. W kopytku miał ukryty sprytnie kałamarzyk.

Hej. Zanurzył gęsie pióro w cieczy czarnej jako sadza i cyrograf panockowi podpisywać kazał.

Hej. Podpisał on podanie chwatko. Będzie leczył, będzie panem ponad śmierciom se zachłannom.

Hej. Janiołek pyrgnął aureolką w zmięty pergaminek.

Hej. Podanie wnet rozbłysło, na stół opadł tylko popiół. Dostarczone.

Hej. Szczęśliwy panek popił sobie srogo.

Hej. Czas odjeżdżać w droge, długom, całkiem nowom.

Hej. Wyszedł chwiejnie przede karczmę, patrzy… a tam osioł.

Hej. Zakrzyknął:

 

- No to lecim!

 

Hej. Polecieli gdzieś wysoko.

 

Hej. Chłopaczkowie ciekawi byli, gdzie osiołek z panockiem odleciał.

Hej. Podskoczyli tuż za nimi i trafili se na Księżyc.

Hej. Cichutko tutaj. Cicho i srebrzyście.

Hej. Tylko spoza krzaczków, wyglądają księżyki złotolice.

 

- A wy co takie promieniste? Doktor jaki tutaj był?

 

Hej. Wyskoczyli księżykowie na otwartom hale.

Hej. Pokłonili się chłopaczkom. W łapkach poczęstunek dali.

Hej, Janiołek słodko mlaskał, a diabołek za nim.

Hej. Rozgadali się księżyki. Gadał jeden przez drugiego.

 

- U nas doktor, wielki doktor znikąd się pojawił.

- A z nim razem, mag o strasznym głosie i do tego ze skrzydłami.

 

Hej. Cieszyły się maluszki, że ktoś teraz im pomaga. Przedtem, jak kto był słabieńki, to mu tylko jedna droga zostawała.

 

Hej. Zeskoczyli wnet z księżyca. Na diabołka spadł janiołek. Pokłócili się troszczeczke. Poznaczyli sobie gnatki.

Hej. Pogodzili się szybciutko. W rowie trawa miękka rosła. Przytulili się do siebie, żeby chłód im nie dokuczał, żeby nocka była dobra.

 

- Diabołek.

- Widzisz księżyc?

- Całego nie widzę. Ino róg.

 

- Janiołek.

- Czego?

- A kto tam siedzi?

- Ależ to pegaz, no… i panocek?!

- Gupiś czy co? Z osiołka pegaza zrobić. Tylko ty to potrafisz.

 

- Janiołek.

- Czego?

- Miałeś nie zaczynać gadulenia od „ależ”.

- A kto tak rzekł?

- Taka jedna dziewecka. Widzi mi się uczycielka. Widze, że cie miłuje.

- Nie.

- No.

- Nieee!

- No. Do mnie nic nie gadała. Diabołka nikt nie lubi.

 

Hej. Powędrowali oba drogom, srebrnom drogom, księżycowom.

Hej. Cieszom się gagatki, że ma doktor leczyć kogo, że nie umrze księżyk żadny.

Hej. Cieszom się chłopaczki, że podanie tatko przyjoł, że pan doktor teraz śmierci się o zgode nic nie pyto.

Hej.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
maak · dnia 16.08.2016 18:41 · Czytań: 698 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 13
Komentarze
al-szamanka dnia 17.08.2016 16:20 Ocena: Świetne!
Wiesz, Maaku, nie jestem dobra w przecinkach, ale Ty jeszcze gorszy :)
Parę przykładów:
Cytat:
- Pa­mię­tasz(,) Lucek(,) pierw­sze lanie?

Cytat:
- No i co(,) bałeś się?

Cytat:
Dia­bo­łek, mine miał nie­tę­gom. Uśmiech, także jakiś taki.

przecinki zbędne
Cytat:
Wę­drow­cy(,) po­mę­cze­ni, po­przez szpa­ry w dachu, ob­ser­wu­ją gwiazd­ki srebr­ne.

przecinek po dachu zbędny
Cytat:
część ze zło­ści chowa się pod ko­cy­ki i nie świe­ci(,) i wtedy masz ro­ga­lik.

Cytat:
- A dok­to­ra wy nie macie(,) nie­bo­żąt­ka bied­ne?

Cytat:
a malce, się nie cie­szą.

przecinek zbędny
Cytat:
Co za hul­taj, bied­ne zwie­rze tam okła­da?

jw
etc, etc, etc
Cytat:
Hej. Chl(ł)pacz­ko­wie, cie­ka­wi byli, gdzie osio­łek z pa­noc­kiem od­le­ciał.

Gdzieś tam kropkę zapomniałeś i jakaś spacja niepotrzebna, ale nie za dużo szukania, więc daję spokój.

A jeśli chodzi o tekst ... toooooo, znowu dostarczyłeś przedniej rozrywki.
Fajne, lekkie, zabawne, wywołujące uśmiech na twarzy.
Diabołek i Janiołek przesympatyczni - polubiłam obu natychmiast już w pierwszej bajdzie.

Pozdrawiam :)
bemik dnia 17.08.2016 21:04
Sympatyczne, letnie czytadło.
JOLA S. dnia 17.08.2016 21:07 Ocena: Świetne!
Hej, maaku, bajdurzyć to umiesz, jak mało kto. Przednia opowieść chl(ł)opaczkowie .Hultaj z tego Autora, śmieję się i nie mogę przestać. Spróbowałam ociupinkę i proszę o jesce. Hej, hej. Pozdrawiam cieplutko :)
maak dnia 17.08.2016 22:00
Czarodziejko! Te przecinki, te kropecki, to strasznie przeszkadzajom w pisaniu pierdółek. Jakby ich nie było, to my by byli jak w niebie. Czasami Janiołek pomaga mi w stawianiu kropków, bo on w tym straśnie utalentowany jest. Diabołek , jak nie zapomni, to machnie ogonkiem i przecinek jest. Jak zapomni, to go nimo. :) Dziękuję za pomoc, komentarz i ocenę.

Bernik - miło, że zagościłeś u mnie. Dziękuję.

Joluś. Też pozdrawiam cieplutko ( Diabołek skrzesał ognia, a Janiołek dmuchał, żeby jeszcze cieplej było.) Bardzo mi przyjemnie, że bajdurzenie cieszy i śmieszy. Hej.
Sokolica dnia 18.08.2016 14:02 Ocena: Bardzo dobre
Super, bardzo fajne lekkie czytadło. Janiołek i Diabołek - fajne chłopaki... B) Jak widać nie taki diabeł straszny, a i aniołek nie święty... :p
Niczyja dnia 19.08.2016 10:59 Ocena: Bardzo dobre
maak,
Jak mi się spodobała dziś Twoja bajecka;) Baaardzo!
Szukałam, szukałam, i znalazłam właśnie to, czego szukałam.
Trafiłeś w sedno i w serducho. Dziękuję.

Pozdrawiam serdecznie,
Niczyja
maak dnia 19.08.2016 13:29
Fajnie tak trafić w sedno i w serducho, jak jaki Robin Hood. Jest mi bardzo miło, że przeczytałaś moje bajdy.

Dziękuję za komentarz i ocenę.

Pozdrawiam bajkowo,

Maak
purpur dnia 19.08.2016 15:21 Ocena: Bardzo dobre
No cóż, maak-u...

Widziałem, już Twój tekst, wcześniej, nie wiedzieć czemu, jakoś w niego nie kliknąłem :)
No ale mnie zmotywowałeś.

Wróćmy zatem do tekściwa.

Pewnie nie powiem niczego oryginalnego i niczego co by już wczesniej nie padło. No świetne. Za klimat, za sposób w jaki go roztaczasz, za postacie, za historię... Oryginalność i pomysł wystarczają, aby wpaść w ten tekst bez pamięci. Do tego tak przyjemnie płynie w takt "hej".

Bajeczka, aż miło!

To bardzo mi się spodobało i oddaje idealnie humor i atmosferę tego opowiadania.

Cytat:

- Janiołek.

- Czego?

- W drogę czas.

- Diabołek.

- Czego?

- To idziemy!


Mógłbym się przyczepić do niektórych fragmentów, które wyszły słabiej, ale jakoś nie widzę powodu, bo całość płynie tak przyjemnie, że wszystko bym tutaj wybaczył :p

Maak-u - dobra robota! ( Drugi raz już dzisiaj piszę podobne zdanie, a to mi się zdarza niezwykle rzadko, tym bardziej jest mi niezwykle miło! )

Z chęcią spojrzę na kolejny tekst, bo odnoszę wrażenie, że możesz bardzo pozytywnie zaskoczyć!

Hej!
maak dnia 19.08.2016 20:06
Nie powiem, lubię Twoje komentarze Purpurze. Są takie motywujące. Cieszę się, że doceniasz humor tej opowiastki.

Dziękuję za odwiedziny.

Hej! :)
mike17 dnia 24.08.2016 12:49 Ocena: Świetne!
Ilekroć czytam tak wesołe i pogodne tekściory, uśmiecham się pod nosem, że ktoś ma taką wyobraźnię, talent, polot i wyczucie literackie.
Jesteś mistrzem w swojej kategorii!
Nie kituję Ci, wiem, co piszę, bo czytało się przednio, humor perlisty tryska tu i ówdzie, leciutkie to jak puch pierzasty, a więc czego więcej chcieć?
Abyś pisał tak, jak piszesz, a ja na pewno wrócę, bo lubię bezpretensjonalną lekturę.
Każdy uśmiech na wagę złota, czyż nie?
A Ty fundujesz ich multum.
To się ceni, to się podoba, jak zresztą cała ta błyskotliwa opowiastka, bo trza na koniec rzec, że piórem władasz biegle, jak ja czeskim piwem.

:yes:
maak dnia 24.08.2016 23:06
Twój komentarz także jest wesołym i pogodnym tekściorem. Dziękuję za miłe podsumowanie i ocenę. Także wladam biegle niezłym piwkiem. :)

Maak
Usunięty dnia 03.11.2016 09:51
A ja napiszę tylko tyle, że chcę pewnego dnia wejść do księgarni i ujrzeć tam grrrrrubaśną knigę pełną przygód Gabrysia i Lucka. I chcę wydać na nią ostatnie pieniądze. O. :D
maak dnia 04.11.2016 09:58
SanaiStark, pięknie dziękuję za komentarz. Jak ja bym chciał, żeby Twoje pragnienie się spełniło :) :).

Maak
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Florian Konrad
23/07/2019 09:51
jakoś mnie nie rozbawiło »
Florian Konrad
23/07/2019 09:50
słabe... nawet puenta nie ratuje... »
Florian Konrad
23/07/2019 09:49
ładny wiersz, ale przemyślałbym tytuł... za bardzo mi… »
Florian Konrad
23/07/2019 09:47
wróbelek- szatan :) wywal skrzydła losu, bo to kicz »
Florian Konrad
23/07/2019 09:46
zgadzam się z Miladorą »
Florian Konrad
23/07/2019 09:26
co do licha????????????? przecież pomysł splagiatowany z… »
Florian Konrad
23/07/2019 09:24
siakieś takie jakby dla dzieci... »
Florian Konrad
23/07/2019 09:23
matuchno, ale tasiemiec! »
Florian Konrad
23/07/2019 09:21
dużo pokracznych metafor, stworzonych na siłę, kaszani tekst »
Florian Konrad
23/07/2019 09:20
bardziej zrozumiałe od poprzedniego, kt. komentowałem :) »
Florian Konrad
23/07/2019 09:13
zlepek czasowników... »
Florian Konrad
23/07/2019 09:12
wariactewko jakieś szalone... »
Florian Konrad
23/07/2019 09:04
trochę za duże nagromadzenie ciężkoty ... »
Florian Konrad
23/07/2019 09:03
mi się zwyczajnie nie podoba i ma prawo :) »
Florian Konrad
23/07/2019 09:02
już tytuł skutecznie odstręcza... »
ShoutBox
  • Zdzislaw
  • 21/07/2019 22:15
  • Nie ma sprawy, Vinillivi :) Sprawa opóźnień wyjaśniona. Człekowi wypoczynek też należy się.
  • Vanillivi
  • 21/07/2019 15:21
  • Tak, zajmuję się prozą. Właśnie wróciłam. Odsapnę moment i wieczorem biorę się za Wasze teksty. Przepraszam za wszelkie opóźnienia.
  • Zdzislaw
  • 20/07/2019 09:36
  • Witam poranno-sobotnie. Czy red. Vanillivi (która wyjechała na dwa tygodnie) jest od prozy? Jeżeli tak, to ok. Rozumiem, czemu nie ukazuje się wysyłana proza.
  • AntoniGrycuk
  • 18/07/2019 01:06
  • Jakie jutro? Ja to wczorajszy ;)
  • czarnanna
  • 17/07/2019 23:52
  • Pozdro600 Antoni :D U Was też już prawie jutro? ;)
  • czarnanna
  • 17/07/2019 20:25
  • Miłego wieczoru :)
Ostatnio widziani
Gości online:15
Najnowszy:Pizzanoes8
Wspierają nas