Gdziekolwiek jesteś, mamo - mike17
Proza » Miniatura » Gdziekolwiek jesteś, mamo
A A A
Od autora: Oto czwarta miniatura z cyklu miłosnego. Co przeżywa kobieta, która nigdy nie poznała własnej matki? Co dzieje się, kiedy chęć jej poznania staje się obsesją. Zapraszam do czytania i dzielenia się refleksjami :)

 

 

 
Odkąd pamiętam wychowywał mnie poczciwy wujek John.
Nie należał do specjalnie wylewnych ludzi, ale umiał zapewnić mi spokój i bezpieczeństwo.
Nigdy na nic nie narzekałam – zawsze miałam schludne ubrania i smaczne kanapki do szkoły.
Nie czułam się sierotą, aczkolwiek ze smutkiem spoglądałam na rodziny, w których istnieli oboje rodzice, mnie tego nie dano, i coś mi szeptało, że niechybnie nadejdzie taki dzień, kiedy zechcę poznać prawdę, jaką by się nie okazała, to stopniowo stawało się silnym nakazem, potrzebą serca, bez względu na ewentualne konsekwencje.
 
Tuż po maturze wujek poprosił mnie do siebie i poważnie rzekł, częstując mnie kieliszkiem wina:
- Usiądź, Mary, chcę z tobą porozmawiać. Na tym zdjęciu ze szkoły średniej jest twoja mama.
Spójrz, to ta blondynka – mówiąc to, podał mi czarno-białą fotografię.
- Czemu dopiero teraz mi o tym mówisz? – spytałam.
- Byłaś za młoda. Teraz nadszedł czas, bym opowiedział ci jej historię.
- Słucham.
- Twoja mama była z wieloma mężczyznami, odkąd skończyła piętnaście lat, więc nie wiadomo, kto jest twoim ojcem. Ona sama pewnie nie wiedziała. Któregoś dnia uciekła z domu i gdzieś się zaszyła, może założyła rodzinę, a może nie ma nikogo. Szukaliśmy jej, ale nic z tego nie wyszło. Wszystkie tropy kończyły się w szczerym polu. Ciebie urodziła w tym domu i pozostawiła nam na wychowanie. Pewnej nocy po prostu zniknęła, i wszystkim, co po niej pozostało, to kartka, by jej nie szukać. Nie miała rodziców. Oboje zginęli w wypadku samochodowym gdzieś w Ohio. Była szalona, bez przerwy nuciła „California dreamin’” i mówiła, że jest miłością i że chce dawać ją mężczyznom. Nie miała pomysłu, jak okiełznać swój temperament, a ja nie umiałem jej pomóc, nie posłuchałaby. Chwaliła się znamieniem w kształcie myszki, które było na lewej łopatce – nie wiem, co w nim widziała, i tym, że posiada oczy w dwóch kolorach: jedno brązowe, drugie niebieskie.
 
Mamo, dlaczego zabrakło cię przez te wszystkie podłe lata?
Musiałam patrzeć na matki i ojców innych dzieci, na ich kochanie i radość.
Choć niczego mi pozornie nie brakowało, nie miałam ciebie.
Najważniejsze mnie ominęło.
Co robiłaś, kiedy byłaś gdzieś tam, w swoim świecie?
Czy choć raz pomyślałaś o mnie, że w dalekim mieście jednak istnieję?
Że zastanawiam się, czy żyjesz i dlaczego mnie wtedy porzuciłaś.
Jak śmiecia, jakbym nic dla ciebie nie znaczyła.
Bo wiem, że tak właśnie było – mniej niż zero, oto, co dla ciebie znaczyła moja osoba.
Wujek mówił, że musiałaś wyjechać, ale pewnie kiedyś wrócisz.
Stałam często w nocnej koszuli i wypatrywałam cię w mrokach nocy.
Nie nadchodziłaś, a obok mijały bezszelestnie lata, jednak nie śpieszno ci było do mnie.
Dorastałam i czułam, że jeśli sama zostanę kiedyś matką, nigdy nie pójdę w twoje ślady.
Moja wyobraźnia nie ogarniała tego, co mi zrobiłaś, nie umiałam tego wytłumaczyć, bo w moim środowisku byłam jedyną, która nie miała rodziców, byłam jak czarna owca.
Nie raz zdarzały się przykre docinki, żarty, ale nikt nie powiedział mi prawdy w oczy.
Żyłam z myślą, że kiedyś jednak wrócisz, zapragniesz poznać swoje nieznane dziecko.
 
W ciągu kilku następnych lat moja obsesja na punkcie matki osiągnęła apogeum: otóż uroiłam sobie, że jeśli poznam policjanta, ten pomoże mi ją odnaleźć.
Chodziłam po posterunkach policji ze zdjęciem ze szkoły średniej i prosiłam o pomoc, ale każdy z nich mówił mi, że minęło tyle lat, wygląd człowieka się zmienia, zatem szanse są raczej znikome, zwłaszcza że jest poszukiwana już od tak dawna z zerowym skutkiem.
Wszystko wskazywało na to, że sytuacja jest beznadziejna, że pomoc znikąd nie nadejdzie, a ja resztę życia będę cierpiała z powodu własnej bezsilności i obojętności prawa, łudząc się, że coś się kiedyś zmieni.
 
Na niczym minął mi kolejny rok, aż nagle…
Dowiedziałam się, że jest w mieście nowy policjant, dopiero co przyjęty do służby, i nawet sekundy nie wahałam się – muszę go poznać, podejść doń bliżej i wyjawić swój problem.
Pracował na posterunku w recepcji i odbierał zgłoszenia, więc pewnego dnia tam poszłam i śmiało zagaiłam rozmowę:
- Pomoże mi pan?
- A czym mogę służyć? – zapytał wesoło z intrygującym błyskiem w oku.
- Szukam kogoś. Ellen Everton.
- A kto to dla pani? – zdawał się świdrować mnie spojrzeniem, w którym kryło się coś więcej niż zainteresowanie.
- Matka. Zginęła wiele lat temu i dotąd jej nie odnaleźliście.
- Przyjmę zgłoszenie. A może porozmawiamy o tym prywatnie. To przecież dość delikatna sprawa – niemalże wyszeptał, dwuznacznie mrużąc oczy.
- Chętnie. Co pan proponuje?
- Kończę o szesnastej, więc może o dziewiętnastej w knajpce „U Dużego Mike’a”.
- Pasuje mi, będę.
- Jest pani piękną dziewczyną.
- Pan też niczego sobie – zakończyłam bezpretensjonalnie rozmowę i opuściłam posterunek.
 
Kiedy po wypiciu kilku drinków poszliśmy do niego, wcale nie zdziwiło mnie własne zachowanie: może niedaleko pada jabłko od jabłoni?
U niego wypiliśmy jeszcze butelkę wina, po czym byłam z nim trzy razy, a on dawał mi namiętnie siebie, jakbyśmy byli parą kochanków, którym Los pobłogosławił.
Kiedy wyczerpani kochaniem leżeliśmy na prześcieradle, powiedział jakby od niechcenia, tak jak mówi się o zeszłorocznym śniegu albo o butach, które się miało dwadzieścia lat wcześniej:
- Będziesz do mnie wpadać, a ja powęszę za mamuśką. Pasuje ci ten układ? To nie ma nic wspólnego z miłością, ot, czysta przyroda.
- Zgoda.
- Nie potrzeba mi tych westchnień i czułych szeptów.
- Rozumiem.
- Może czasem przyprowadzę kolegę.
- Jak to?
- Mam takiego, żona mu nie daje, więc ty to zrobisz. To porucznik, ktoś ważny.
- Ale odnajdziecie moją matkę, prawda?
- Wcześniej czy później. Mamy swoje sposoby. Bądź tylko dla nas miła, a sprawy polecą właściwym torem.
 
Spotykałam się z nimi prawie pół roku: mieli mnie jak i kiedy chcieli, ale sami niewiele zdziałali – były tylko obiecanki i zapewnienia, że prowadzą własne śledztwo.
Wtedy postanowiłam wziąć sprawę we własne ręce i pokazać, że nie jestem pustą lalką.
Wszystko we mnie wrzało, choć tego nie okazywałam – zimna krew się opłaciła.
Chociaż gardziłam tymi sukinsynami, umiałam zacisnąć zęby i obserwować.
Kupiłam dyktafon i nagrałam ich, prowokując dość ostrą, jednoznaczną sytuację wyglądającą na zbiorowy gwałt, i już wiedziałam, że nawet laik z nagrania wywnioskuje, że ci panowie kochają perwersję i po godzinach uganiają się za panienkami, preferując brutalny seks.
 
Nauczę cię szeptać słowa szczerozłote, czule gładzić po głowie, przytulać, jakby świat miał się jutro skończyć.
Mamo, jesteś czystą, niezapisaną kartą – pozwolisz, że zapiszę cię moją miłością?
Teraz, kiedy już mam cię mieć, nie oddam nikomu.
Nie znasz mnie, ale ja od zawsze znałam ciebie – wyobrażałam sobie ciepło twoich dłoni, subtelny głos, troskę, z jaką mnie traktujesz.
Nie może być inaczej, mamo.
Nie dbam o to, czy przez te lata choć raz pomyślałaś o moim istnieniu.
Pewnie nigdy, ale to nic.
Ja myślałam o tobie codziennie, od samego rana aż po zmierzch.
Czułam, że gdzieś na mnie czekasz, nie chcąc tego, ale będąc w ciągłym pogotowiu, więc przed zaśnięciem marzyłam o chwili, kiedy przytulę cię i powiem o całej mojej stęsknionej miłości, która rosła przez te lata rozłąki i niepoznania.
Usłyszysz słowa cicho szeptane tylko tobie, słowa, co czekały lata, by zaistnieć.
I pójdziemy łąkami na spacer, trzymając się za ręce.
A czas zgaśnie obok jak niechciany natręt, będzie tylko wieczna radość i my.
Przeszłość rozpłynie się w niebycie, umrze śmiercią własną, zaszepczą wesoło usta.
I już nic nas nie rozdzieli, mamo, ani ludzie, ani bieg lat.
 
- Słuchaj, Mary, jest jeszcze trzeci kolega, który chciałby cię poznać. Ten to ma parę, przewala panienki jak kopki siana. Wpadłaś mu w oko. Ponoć ciągle mu stoi na myśl o tobie, czyż to nie piękne? – powiedział mój policjant po tym, jak mu się oddałam na stole, zaraz po wejściu do mieszkania.
- A jak ty w ogóle masz na imię, kochanku ze snów? – spytałam, zapalając papierosa.
- Andre.
- Moja cierpliwość się kończy, mój drogi. Odnajdziecie moją matkę, albo wylecicie z policji na zbity pysk.
- O! A jak to się robi?
- A tak – i mówiąc to, puściłam mu nagranie brutalnego seksu, w trakcie którego ostentacyjnie krzyczałem jak opętana, by mnie nie gwałcić, darłam się, że nie lubię z dwoma mężczyznami naraz, nie zgadzam się na seks analny i na „z połykiem”, a potem z każdym po kolei, i gdy już się wykrzyczałam, oznajmiłam, że oryginał zdeponowałam u notariusza, który w każdej chwili udostępni go przełożonym, a jeśli któryś mnie dotknie, urwę mu jaja.
- Mieliśmy cię za głupią pindę, a ty masz mózg i całkiem nieźle z niego korzystasz.
- Daję wam miesiąc na informację o miejscu przebywania mojej matki. Jak nie zdążycie, ja się już wami zajmę. Od teraz szukaj sobie nowej lalki, Andre. Czekam na telefon. Bierz się do roboty, bo masz wiele do stracenia. A swoją drogą, dobrze mi z tobą było, amigo, ale to tylko przyroda, wymiana płynów, jak sam to nazwałeś. Nic ponadto. Wspominaj mnie dobrze i nie zawiedź. I nigdy nie zapominaj, że nie ma gorszej kobiety jak ta zraniona, ona znajdzie cię na końcu świata i bez zmrużenia oka urwie ci łeb.
 
Niebawem systematycznie zaczęłam nękać go telefonami.
Nawet w środku nocy.
Zależało mi, by ci dwaj nie zaznali spokoju, dopóki nie odnajdą mojej matki.
Nagle stał się potulny, i choć zazwyczaj bywał uosobieniem dobrych manier, teraz prezentował się jak ktoś, kto boi się własnego cienia, a ta sytuacja wybitnie mi pasowała.
Przy każdej okazji zastraszałam go i ponaglałam, bo czas się z wolna wyczerpywał.
Podczas którejś z rozmów zauważyłam, że się jąka.
- Czy masz coś dla mnie, malutki? – zapytałam o 2.46 nad ranem w sobotę.
- Jakieś info? – pytanie zadane zostało o 3.44 pewnej niedzieli.
- Moja kaseta już rwie się do twojego szefa, Andre – słowa wypowiedziane o 1.33, jesienią.
 
Aż pewnego dnia wrzód pękł.
Otumaniony strachem kochanek zadzwonił do mnie, że ją mają.
Jego głos przypominał mi kogoś, kto kiepsko przeszedł mutację i wydaje osobliwe piski.
Powiedział, że uruchomili wszystkich kapusiów w stanie, by ruszyć z miejsca.
Każdy nędzny, policyjny sługus węszył, bo ryzyko było zbyt wielkie: ani Andre, który w międzyczasie awansował, ani jego porucznik nie chcieli wylecieć na pysk z pracy, więc musieli się dostosować.
- Mieszka w pomarańczowej przyczepie kempingowej w Bostonie, przy Weird Colors 12, żyje z prostytucji i jest nałogową alkoholiczką. Podobno można ją mieć za flaszkę najtańszej whisky, takiej, co to by się jej nawet do ust nie wzięło. Taka jest prawda. Szczęśliwa?
- Nie bardzo.
- Oddaj teraz kasetę.
- Oddam, jak spotkam się z matką. A ty siedź na tyłku i czekaj na mój telefon. Oby to była moja matka, bo inaczej…
 
Tej nocy nie spałam, mamo.
Nie mogłabym, to było za blisko, to było zbyt blisko nas.
Jutro cię poznam, stanę przed tobą pierwszy raz w życiu.
To bolesny, ale też upragniony debiut, moja chwila na zawsze.
Nie wiem, co zobaczę, ale chcę tego, to było we mnie od lat, odkąd zrozumiałam, że nie zaznam spokoju, dopóki cię nie odnajdę, nie dotknę, nie pocałuję.
Wiesz, mamo, skończyłam studia, jestem kierowniczką sklepu, dobrze zarabiam, jakoś mi się w życiu udało, choć nie miałam monopolu na wygraną za każdym podejściem.
Nigdy nie kochałam żadnego mężczyzny, tylko ciebie, choć cię jeszcze nie znam.
Kochałam cię za sam fakt, że kiedyś byłaś w moim życiu, za jego dar, za to, że mogłaś mnie usunąć jak poroniony płód, jednak ty urodziłaś mnie w domu wujka i dałaś to wszystko.
Jak mogłabym cię nie kochać?
Zawsze byłaś mi najbliższą osobą, moją niepoznaną przystanią, gdzie niezmiennie czeka czułość i zrozumienie, bliskość i radość, wybaczenie i lekkość, jaką daje nieposiadanie urazy.
Bo z biegiem lat pojęłam, że nie ma we mnie złości, jest tylko chęć zbliżenia.
 
Wzięłam od wujka samochód i pojechałam do Bostonu.
Szybko znalazłem jej przyczepę, i to, co natychmiast rzuciło mi się w oczy, to duszny smród i niewyobrażalny bałagan, jaki otaczał to osobliwe domostwo.
Podjechałam cicho pod same drzwi i wysiadałam.
Weszłam na schody i wtedy usłyszałam ostre odgłosy awantury i brzęk tłuczonych talerzy.
Po chwili byłam w środku, a tam ujrzałam nagą, prawie siwą kobietę siedzącą na łóżku i grubego, ubranego już mężczyznę, który wrzeszczał coś po hiszpańsku i machał rękoma.

- Mamo – powiedział instynktownie.
Ona gwałtownie spojrzała na mnie i krzyknęła do Hiszpana:
- Won mi stąd, hombre!
Kiedy go już nie było, usiadłam przy niej na łóżku i okryłam kocem.
Była pijana, ale nie na tyle, by nie wiedzieć, co się wokół dzieje.

- Mamo – powtórzyłam i poczułam, że oczy robią się mokre.
- Skreśliłam cię, córko, jak błąd przy pracy. Ja, matka-suka. Ale zostałaś u porządnych ludzi. Nie miałam instynktu macierzyńskiego, ot co. Z tym można żyć. Czasem o tobie myślałam, ale rzadko. Bo rzadko przez te lata zrobiłam coś na trzeźwo.
- Dlaczego pijesz i robisz te rzeczy? – spytałam.
- Bo nic innego nie umiem, zawsze byłam zdzirą. Nie mam żadnego zawodu, dziwka, tyle.
Zawsze ciągnęło mnie do chłopów i moją prawdziwą szkołą była ulica.
- Mamo, nie mów tak, jesteś wspaniałym człowiekiem, dałaś komuś życie. Dzięki tobie ja mogę dawać z siebie innym to, co dobre. Nie przegrałaś, tylko się trochę pogubiłaś, ale z tym zawsze można zrobić porządek. Człowiek nie upada na wieki, może się przecież podnieść.
- Łatwo ci mówić, kiedy masz te swoje luksusy.
- Nie mam tego, ale starcza mi na życie.
- Ja nie przepracowałam nawet jednego dnia, chyba że w łóżku.
- Kocham cię, mamo, kocham cię i nic tego nie zmieni. Możesz przedstawiać mi siebie w najgorszym świetle, ale ja i tak nie przestanę cię kochać.
- Jesteś szalona, dziewczyno. Setki facetów mnie miało, a ty mówisz, że mnie kochasz?
- Kocham cię za wszystko i pomimo. Bezwarunkowo, bo mam tylko ciebie, tak naprawdę, a ty potrzebujesz miłości, tej prawdziwej, czystej, dobrej, ona cię uleczy, da ci nowe życie, sprawi, że pokochasz siebie, bo tylko wtedy będziesz w stanie pokochać innych. Tylko wtedy zniknie na zawsze ból i wstręt, który nosisz w sobie, to zniknie, jak śnieg w słońcu. I w lustrze ujrzysz siebie nową, oczyszczoną, wolną od brudu przeszłości.
- Bredzisz.
- Szukałam cię całe życie. Poruszyłam niebo i ziemię, by cię w końcu poznać.
Nie wiedziałam, z czym się liczyć. Mogłaś w ogóle nie zamienić ze mną słowa. Wywalić mnie stąd na zbity pysk. A jednak rozmawiamy, mamo, to nie takie trudne.
- Jestem ścierwem, córeczko, chcesz taką matkę?
- Jesteś ofiarą złego losu. Kiedy trzeba było, nie było Boga przy tobie, był czymś zajęty.
- Kłamałam: nie raz pożałowałam tamtego, skurwiałego dnia, kiedy cię zostawiłam. Ale nie było we mnie tego czegoś, co zmusiłoby mnie do powrotu. Miałam potem trzy skrobanki, i nawet mi oko nie drgnęło. Wychodziłam ze szpitala jak z sali balowej i zaraz szłam na jednego do baru. Rzadko opuszczałam go sama.
- To smutne, co mówisz.
- Sumienie? A co to? Ja nie poznałam jego smaku. Wszystko, co znam, to smak whisky i nasienia. Reszta to nic nieznaczące gówno. Jak moje życie, jak ta cała dziadowska zabawa.
- Jesteś okrutna dla siebie. To droga donikąd. Jeśli nie wybaczysz sobie, nie wybaczysz światu.
- Świat był tylko między moimi nogami.
- Ale już nie będzie. Zaufaj mi, nie będzie.
- Otwórz lodówkę i daj whisky, napijemy się.
- Ale pierwszy i ostatni raz – odparłam mocno.
- Jak to?
- W tej przyczepie.
- A gdzie chcesz poza nią ze mną pić?
- W normalnym miejscu.
- Nie, moja kochana, ta buda to całe moje życie i majątek, zamierzam tu umrzeć na starość.
To ponad dwadzieścia lat mojej jazdy na mordzie w dół. Takich rzeczy się nie zapomina. Jest mi bliska, jak buty, które ci kupili rodzice na urodziny. Co ja plotę, co ja wiem o rodzicach?
- Tego ci nie można odmówić, ale jesteś jeszcze w miarę młoda, masz sporo życia przed sobą. Czy nie warto coś z tym zrobić? Odnaleźć siebie? Po latach upadku? W końcu, do bólu.
- Życie dało mi ostro w dupę.
- Teraz ty daj życiu ostro w dupę.
- Jak?
- Mam pewien plan.
- A jaki?
- Wujek John się za tobą stęsknił.
- E tam, zaraz stęsknił, może jeszcze pamięta młodą ruchawicę.
- Dziewczynę o dużym temperamencie.
- Szmatę, co ledwie w bólach zdała maturę.
- Niektórzy nie zdali wcale.
- Niebawem stuknie mi pięćdziesiątka, a wszystko, co zdobyłam w życiu, to ta pomarańczowa buda.
- Nikt ci jej nie odbierze – powiedziałam, sącząc whisky.
- Co masz na myśli? – odparła również sącząc whisky.
- Zachowasz ją, i będziesz sobie nadal w niej mieszkać, jeśli taka twoja wola, mamo.
- Chciałabym… To mój dom, tyle lat tutaj…
- Ale już nie w Bostonie.
- Nie mów tak, boję się… Patrzysz tak na mnie, takim spojrzeniem…
- Zerwiesz wszystkie więzi z tym miastem i ludźmi. Jakby cię tu nigdy nie było. Jakbyś się tu nigdy nie narodziła dla upadku. Wracamy do domu. Do korzeni. Do siebie. Mój samochód ma prawie dwieście koni, więc twoją budę pociągnie bez problemu. Wujek John już wszystko przygotował. Zamieszkasz na jego podwórzu. Będziesz miała wszelkie wygody. To się kończy, mamo, to się kończy na zawsze. Już nie będziesz tym, kim byłaś dotąd. Twoje życie zaczyna się na nowo. Przerwaliśmy to zaklęte koło. Masz do tego prawo. Jesteś cudowną kobietą, i nie zapominaj o tym, bo warto pamiętać, że nigdy nie jest za późno na nowy start. Zafarbujesz włosy na wściekły mahoń, ładnie się ubierzesz, pomalujesz paznokcie, kupimy buty na modnym obcasie, jakiś stylowy pierścionek. Wszystko zależy od ciebie. Ten czas będzie twój, nasz.
- A z czego będę żyć?
- O to się nie martw.
- Jak to?
- Zdaj się na mnie.
- Dziękuję, że wróciłaś, że w ogóle jesteś, maleńka.
- To ja dziękuję, mamo, za wszystko.
- To jeszcze po jednym?
- Tak, ale następnym razem, kiedy będziesz chciała się napić, pójdziemy do dobrego lokalu.
- Ale mnie tam nie wpuszczą.
- Obiecuję ci, że to zrobią.
- Skąd wiesz?
- Już nigdy cię nie stracę, już zawsze będziesz moja. Właśnie dlatego, mamo.
 
Potem, kiedy poszła spać, a ja jeszcze siedziałam w jej przyczepie, zakleiłam kopertę, w której była kaseta dla Andre.
Teraz byłam już wolna, odtąd ona mogła mieć już lekki sen, a życie przybrało postać cichego strumienia, jakże uporządkowanego w swym naturalnym biegu, niezmąconego niczym, i tylko my, brodząc w nim cieszyliśmy się jak dzieci, że burza przeszła obok, że już nie grzmi i teraz wszystko, co nas spotka, będzie już tylko wygraną na loterii.
 
 
Cykl: Dziewięć liter, dwa słowa, jedno znaczenie
 
 
4 lipca 2016
 
 
 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mike17 · dnia 24.09.2016 09:51 · Czytań: 985 · Średnia ocena: 4,89 · Komentarzy: 34
Komentarze
JOLA S. dnia 24.09.2016 11:47 Ocena: Świetne!
Cześć Mike, twoja łagodność, Twoje pisanie pomaga odnaleźć piękno tego świata. To tyle, wracam do siebie, jakże podbudowana. :)
Gorąco pozdrawiam. :)
mike17 dnia 24.09.2016 12:03
Dzięki wielkie, Jolu, za wejście do mojego świata :)
Cieszę się, że ta wizyta Cię podbudowała.

Pozdrawiam południowo :)
JOLA S. dnia 24.09.2016 12:35 Ocena: Świetne!
Sorry Mike, jestem rozkojarzona.Zapomniałam o ocenie :)
mike17 dnia 24.09.2016 12:42
Raz jeszcze bardzo dziękuję :)
Ania_Basnik dnia 24.09.2016 20:00 Ocena: Świetne!
Witaj Mike, czytało mi się świetnie, choć temat naprawdę traumatyczny. Nie stawiasz sobie ograniczeń jako twórca, nie bałeś się wprowadzić wulgaryzmów i dosadnych określeń, to dobrze - takie jest życie - niestety. Trochę seksu, szantażu oraz miłość zwyciężająca wszystko - ciekawa mieszanka wybuchowa. Gratuluję :-)
mike17 dnia 24.09.2016 20:20
Bardzo dziękuję, Aniu, za krótki acz treściwy koment :)
Wiele z niego wyniosłem.
Z Twoich słów wnioskuję, że efekt osiągnięty.
Cieszę się, że odnalazłaś się w tej miniaturze.
A temat nielekki...
Ale życiowy, i dlatego trzeba i o tym pisać.

Pozdrawiam nocnie :)
Lilah dnia 25.09.2016 10:46
Cytat:
Czło­wiek nie upada na wieki,

To wspaniała myśl, Mike, biorę ją.
Kolejne świetne opowiadanie. Jaką jeszcze historię wymyślisz?
Pozdrawiam serdecznie. :)
mike17 dnia 25.09.2016 11:10
Cieszę się, Lilu, że wpadłaś do mnie i podobała Ci się kolejna miniatura :)
A co do upadku, ile razy trzeba w życiu upadać, by podnieść się na dobre?

Pozdrawiam wesoło :)
hopeless dnia 25.09.2016 20:40
Przyznam się, że byłem uczulony na Ciebie. Nie wiem czy to awatar, czy łatwość w jakiej odbierasz ataki. Cholera, poczytałem i zmieniam zdanie Dalej Cię nie lubię, ale to co napisałeś przemawia, nawet do mnie. Dobre jest, pobudzasz zmysły, a to chyba nie łatwo. Wybrałeś sobie trudną dziedzinę, przekonać do czytania takich milionów linijek, to sztuka. Jestem pod wrażeniem i przepraszam. Nie wiem czy nie zazdrościłem pisząc, co pisałem.
Dobrej nocy i znikam na pewno, bez obaw.
mike17 dnia 25.09.2016 21:09
Nie musisz mnie lubić, by mnie czytać :)
Ja kocham trudne, brudne tematy.
Jeśli ktoś poza mną pójdzie tą drogą, to mi miło.
To niefajna droga, ale zawsze gwarantuję dobry koniec, bo nie lubię na zakończenie upadku.
Miło, kiedy wszystko ułoży się w dobrą układankę.

Fajnie, że wpadłeś.
Nie traktuj literatury tak osobiście, nie warto, to tylko zbiór liter, znaczeń, czegoś tam.
Jakieś tam gadanie kogoś tam.

Thanx za odbiór i koment - to dość niszowe opko, więc nie każdemu może się podobać.
Wiem o tym.
Czyli miło mi, że jako mężczyzna odebrałeś to dobrze, bo jeśli pisze kobieta, to nie takie łatwe.
Tym bardziej jestem zadowolony :)

Pozdro!
Nalka31 dnia 25.09.2016 22:24
Jak na krótkie w sumie opowiadanie, to emocji masz w nim sporo. Poruszasz trudny i niełatwy temat. Fajnie się czyta, płynnie. Na pewno treść porusza, chociaż powiedziałabym, że troszkę mocno uproszczona jest ta końcówka. Rozumiem jednak zamiar zawarty w treści. Sama mam czasem styczność z trudnymi sytuacjami, gdzie nie można ich ocenić jednoznacznie. Najczęściej są wynikiem różnych okoliczności, czasem wynikają z braku odpowiedniego wsparcia. Nawet jeśli na początek włącza się czyjaś ocena, to zaraz potem zwykle mówię sobie stop. Nie tędy droga.

Jeśli nie przeszedłeś drogi w czyichś butach, nie mów, że wiesz kim on jest i jaką przebył drogę. Podobnie widzę tutaj. Poza tym więzi z matką zawsze będą nierozerwalne, bez względu na to, jaka ona by nie była. To, że historia miała takie a nie inny przebieg, niewątpliwie ma gdzieś swoje źródło. I zawsze warto mieć nadzieję na dobrą zmianę.

Pozdrawiam. :)
mike17 dnia 25.09.2016 22:49
Już [b]Beato [/b]piszę:

Otóż,

Nalka31 napisała:
Jak na krótkie w sumie opowiadanie, to emocji masz w nim sporo.

Cały cykl jest bardzo emocjonalny i aż kipi emocjami.
Tu nie chodziło o rozum, a o intuicję, emocje, przeczucia, nienazwane.
Nalka31 napisała:
powiedziałabym, że troszkę mocno uproszczona jest ta końcówka.

Nie jest tak.
Ktoś, kto poszukiwał matki przez całe życie, zrobi wszystko, kiedy już ją odnalazł.
I Mary odda matce wszystko, co będzie musiała, by tamtej było dobrze.
Bo ziścił się jej sen, jej największe marzenie.
Nalka31 napisała:
Jeśli nie przeszedłeś drogi w czyichś butach, nie mów, że wiesz kim on jest i jaką przebył drogę.

Jednakże taką drogę można sobie łatwo przy pewnej wyobraźni wyobrazić.
Wiele można sobie wyobrazić, bez tego nie pisalibyśmy tego, co piszemy.
My ciągle wchodzimy w czyjeś buty i mamy się w nich dobrze, wiarygodnie.
Potem owocuje to historiami, w które wierzą inni, albo choćby próbują.
Nalka31 napisała:
To, że historia miała takie a nie inny przebieg, niewątpliwie ma gdzieś swoje źródło. I zawsze warto mieć nadzieję na dobrą zmianę.

Ta dobra zmiana to zabranie matki z Bostonu i zajęcie się nią.
Niech nawet czasem popije, ale niech wróci do świata, do życia.
Zmieni swój wygląd, przestanie się prostytuować.
Nie upada się wiecznie, upada się tylko przez jakiś czas, ale jak długo, by się w końcu dźwignąć?

Beato, ukłony za koment i za garść refleksji.
Zawsze potrzebne.
Może przydadzą się w kolejnym opku?

Pozdro!
Niczyja dnia 25.09.2016 23:08
mike17,
Trudno mi wypowiedzieć się o tym, co przeczytałam przed chwilą.
Tekst jest dla mnie za mocny, zdecydowanie za mocny. Nie lubię takich, nie czytam. Ale jak już zaczęłam, to nie mogłam przestać. Piszesz płynnie, wciągająco, jak zawodowy pisarz.
Ale tym razem to nie dla mnie, jednak ślad pozostawię.
Mogę uwierzyć w miłość córki do matki, to jasne. To jedyny jasny punkt w całości. Wszytsko inne to brud, szerząca się nieuleczalna choroba zwana życiem w jego czarnych odcieniach.

Dobrze napisane. Czas poświęcony na przeczytanie na pewno był dobrze wykorzystanym czasem. Jednak to nie to, czego poszukuję w literaturze. Ja szukam piękna, bez brzydoty. Może dlatego i w życiu staram się nie widzieć tego, czego nie chcę widzieć...

Pozdrawiam serdecznie:)
Niczyja
Nalka31 dnia 25.09.2016 23:09
mike17 napisał:
Jednakże taką drogę można sobie łatwo przy pewnej wyobraźni wyobrazić.Wiele można sobie wyobrazić, bez tego nie pisalibyśmy tego, co piszemy.My ciągle wchodzimy w czyjeś buty i mamy się w nich dobrze, wiarygodnie.Potem owocuje to historiami, w które wierzą inni, albo choćby próbują.


To prawda, że jeśli tworzymy jakąś historię, wymaga wyobraźni. Czasem jest to sytuacja z życia wzięta, a bywa też, że całkiem zmyślona. Ale można tez powiedzieć, że jeśli oparta jest na wiarygodnych realiach, łatwiej w nią uwierzyć.

mike17 napisał:
Nalka31 napisała:powiedziałabym, że troszkę mocno uproszczona jest ta końcówka.

Nie jest tak.Ktoś, kto poszukiwał matki przez całe życie, zrobi wszystko, kiedy już ją odnalazł.I Mary odda matce wszystko, co będzie musiała, by tamtej było dobrze.Bo ziścił się jej sen, jej największe marzenie.


Może w pewnym sensie tak. Spełniło się marzenie i Mary odnalazła matkę, więc będzie chciała zrobić wszystko, ale przed nimi trudna droga, o której nie wspominasz. I może dobrze, że kończy się w ten sposób. W końcu znalazła dopełnienie siebie, brakujący element. Opowiadanie ma budować, a nie dołować. Zatem ten cel na pewno został osiągnięty. Obie stanęły na początku drogi, a jaka ona będzie, to niech sobie czytelnik sam dopowiada. ja znając realia życia wiem, że nie będzie to droga usłana różami. Wiem też, że człowiek posiada w sobie mnóstwo determinacji jeśli do czegoś dąży. A tę determinację można tylko określić jako pozytywną rzecz.

Pozdrawiam. :)
mike17 dnia 25.09.2016 23:21
Mnie przede wszystkim zależy na tym, by pisać o życiu takim, jakie ono jest, nie jakieś tam słodkie bzdurki oraz wesołkowate pustostany, z których osobiście nic dla siebie nie wynoszę.
Ja kocham TEMAT, i ma być on wyrazisty, nie raz mocny, ale zawsze bardzo ludzki.
Stąd wiadomo, że zainteresuje mnie przede wszystkim psychika człowieka, psychologia jego zachowań, i wszystko, co składa się na sferę duchową, co oczywiście nie wyklucza brutalizmu jako elementu duszy ludzkiej.
Pisać słodkie bzdeciki o niczym to nie moja działka.

Dbam, by te miniatury miały posmak prawdy.
By trzymały się prawdopodobieństwa.
I by na koniec wieńczył je happy end - a więc jednak nie jest tak mrocznie :)

Niczyja, dzięki wielkie za literacki nalot, rozumiem twoje rozterki, ale ja jestem facetem i pewne sprawy widzę trochę inaczej, natura, ot, co.
Miejmy nadzieję, że kolejna miniatura wyda Ci się bliższą swoim upodobaniom :)

Pozdrawiam.
al-szamanka dnia 26.09.2016 09:57 Ocena: Świetne!
Cytat:
nie­chyb­nie na­dej­dzie taki dzień, kiedy ze­chcę po­znać praw­dę, jaką by się nie oka­za­ła, to stop­nio­wo sta­wa­ło się sil­nym na­ka­zem

Wstawiłabym myślnik: okazała - stopniowo stawało się to, albo kropka i nowe zdanie.
Cytat:
Tuż po ma­tu­rze wujek po­pro­sił mnie do sie­bie i po­waż­nie rzekł

Cytat:
Tuż po ma­tu­rze wujek po­pro­sił mnie do sie­bie i po­waż­nie rzekł, czę­stu­jąc mnie kie­lisz­kiem wina:

Zmieniłabym kolejność w zdaniu: Tuż po ma­tu­rze wujek po­pro­sił mnie do sie­bie i czę­stu­jąc mnie kie­lisz­kiem wina, rzekł z powaga:
Cytat:
- Twoja mama była z wie­lo­ma męż­czy­zna­mi, odkąd skoń­czy­ła pięt­na­ście lat,

Tu też bym zmieniła kolejność: Twoja mama, odkąd skoń­czy­ła pięt­na­ście lat była z wie­lo­ma męż­czy­zna­mi,
Cytat:
Chwa­li­ła się zna­mie­niem w kształ­cie mysz­ki, które było na lewej ło­pat­ce

Wycięłabym: , które było
Cytat:
Spo­ty­ka­łam się z nimi pra­wie pół roku: mieli mnie jak(,?) i kiedy chcie­li


Nieeeeeeeeeeeeeeeeeee, Michale, nieeeeeeeeeee!
Napisałeś piękne opowiadanie o miłości, ale to nie tak.
Wiesz dlaczego? Bo ta miłość jest wynikiem obsesji - to nie jest normalne i musi eksplodować.
Znam takie przypadki z racji zawodu i wiesz, zawsze kończyły się źle.
U Ciebie miłość bazuje na fałszywych założeniach.
Pozwól, że podam przykłady:
Cytat:
Mamo, je­steś czy­stą, nie­za­pi­sa­ną kartą – po­zwo­lisz, że za­pi­szę cię moją mi­ło­ścią?

Piękne, ale nieprawdziwe, gdyż ta niezapisaność istnieje tylko w wyobrażeniach Twojej bohaterki, bo już chociażby z całej historii i słów samej matki wynika, że kartka była zapisana po brzegi, i to bardzo źle.
Cytat:
- Mamo, nie mów tak, je­steś wspa­nia­łym czło­wie­kiem, dałaś komuś życie. Dzię­ki tobie ja mogę dawać z sie­bie innym to, co dobre. Nie prze­gra­łaś, tylko się tro­chę po­gu­bi­łaś, ale z tym za­wsze można zro­bić po­rzą­dek.

Fakt dania komuś życia, a potem porzucenie jak zbędnej rzeczy nie stanowi o wspaniałości, wręcz przeciwnie. A pogubienie było jak najbardziej ogromne.
Cytat:
- Je­steś ofia­rą złego losu. Kiedy trze­ba było, nie było Boga przy tobie, był czymś za­ję­ty.

O nie, matka nie była ofiarą, tę rolę wyznaczyła córce.
A córka ją podjęła.
I to, co zrobiła, aby odnaleźć swoje marzenie o matce, ale nie prawdę o niej, jest już wysoce patologiczne. Oddała obleśniakom wielokrotnie swoje ciało, zszargała swoją godność, kobiecość, psyche, i pomimo że teraz wpadła w euforię zaspokojenia obsesji, to mówię Ci, jest to krótkotrwałe. Matka jest za bardzo w swoim życiu, aby je zmienić, a córka w pewnym momencie zacznie nienawidzić nie tylko ją, ale i siebie. Tragedia zaprogramowana i pewna jak jeden plus jeden.
Jak wiesz, wierzę w miłość z całego serca, ale ta nie ma w normalnym życiu racji bycia.
Ale można chociaż pomarzyć... jak tu u Ciebie:)

Pozdrawiam ciepło :)
mike17 dnia 26.09.2016 10:38
Witaj,[b] Aldonko,[/b] pod tą miniaturą niezwykłą :)
W pełni rozumiem Twój punkt widzenia, to, że wszystko nie potoczy się tak bajkowo, jak ja to opisuję, ale sama wiesz, znasz mnie na tyle, że elementy "niemożliwego" stają się u mnie możliwe, że rzeczy pozornie nie mające prawa mieć miejsca, dzieją się, jak w ostatniej miniaturze spotkanie bohaterów w Dachau - jakież mamy na to prawdopodobieństwo?
Prawie żadne!
Ale u mnie staje się to faktem, fikcja umiera, świat poszerza się o nowy wymiar - nieprawdopodobne, ale możliwe.

I tak należy spojrzeć na to wszystko.
A jak potoczą się losy matki i córki - pewnie będzie to droga przez mękę, ale zgadzam się w zupełności z Nalką, że to piękna rzecz i Mary stanie na głowie, by przywrócić matce normalność.

Znasz moją prozę na tyle, że łatwo zauważysz mieszanie się Dobra i Zła, stąd od czasu do czasu są jakieś cięższe treści, jakieś nieco wulgarne scenki, jakieś życiowe brudy, ale to część większej całości, i ta całość bez nich nie mogłaby funkcjonować.

I jak zdesperowana była Mary nawiązując kontakty seksualne w zamian za pomoc.
To graniczy z obsesją
Chyba bardzo blisko niej była, lecz w porę wzięła sprawy we własne ręce.

Na koniec przykład z mego podwórka: sąsiad alkoholik, pijący od zawsze, był na półrocznym odwyku, nie pije już od roku, zmienił się psychicznie z agresywnego w "do rany przyłóż", zatem ludzie nie upadają na zawsze, zawsze mogą się dźwignąć - jemu pomogła żona i córka.

Dziękuję za sugestie, przemyślę je, coś zmienię, coś zostawię :)
Cieszę się, że tak merytorycznie podeszłaś do tekstu i dałaś mi garść bezcennej wiedzy, teraz mogę spojrzeć na całość z innej perspektywy.
W ogóle uważam, że ten tekst można postrzegać właśnie na różne sposoby, w zależności od wiedzy i doświadczenia.

Ja wierzę, że marzenia się spełniają, stąd Mary otrzymała moje cechy osobowości :)

Pozdrawiam Cię kawowo!
al-szamanka dnia 26.09.2016 10:45 Ocena: Świetne!
mike17 napisał:
Ja wierzę, że marzenia się spełniają, stąd Mary otrzymała moje cechy osobowości

Też wierzę (ale nie marzenia obsesyjne, będące już same w sobie chorobą), i wiem, że Twoje cechy :)
Opowiadanie jest piękne.
Aha, alkoholik pozostaje alkoholikiem już na zawsze i cudownie będzie, jeżeli stan Twojego znajomego utrzyma się tak jak teraz.

Hej:)
mike17 dnia 26.09.2016 10:52
Absolutnie się z Tobą zgadzam, ale cóż by życie było warte bez naszych marzeń?
Mary podejrzewam otarła się o stan obsesyjny, ale w porę oprzytomniała, nie poszła w upadek.
Mój sąsiad teraz tryska zdrowiem, humorem, radością życia.
Pozostanie alkoholikiem do końca życia, ale wierzę, że przeżyje je bez picia, zbyt wiele po drodze zrozumiał i przeszedł.

Miłego dzionka :)
maak dnia 26.09.2016 15:32 Ocena: Świetne!
Mam wrażenie, że córka zachorowała z tęsknoty i popadła w rodzaj matkoholizmu ( chyba nikt jeszcze nie użył tego słowa... tak myślę). Bardzo chciałbym wierzyć, że wszystko będzie dobrze, ale nie będzie. Jak dziewczyna wyzdrowieje, to pojawią się pytania 'dlaczego'. Dlaczego mnie odrzuciła? Dlaczego mnie nie chciała, i nie chce? Dlaczego... ?
Jak pozostanie chora, to chore będą obydwie. Wzajemnie będą się męczyć swoim nieszczęściem.

Bardzo ciekawe, jak to naprawdę się skończy?

Zaciekawiony Maak :)
Ula dnia 26.09.2016 16:34 Ocena: Świetne!
Mike,
Przejmujące opowiadanie. Podoba mi się końcówka, bo jest przepełniona wiarą w człowieka. Choć, myślę dokładnie tak, jak Al-szamanka,
Cytat:
I to, co zrobiła, aby odnaleźć swoje marzenie o matce, ale nie prawdę o niej, jest już wysoce patologiczne. Oddała obleśniakom wielokrotnie swoje ciało, zszargała swoją godność, kobiecość, psyche, i pomimo że teraz wpadła w euforię zaspokojenia obsesji, to mówię Ci, jest to krótkotrwałe. Matka jest za bardzo w swoim życiu, aby je zmienić, a córka w pewnym momencie zacznie nienawidzić nie tylko ją, ale i siebie. Tragedia zaprogramowana i pewna jak jeden plus jeden.

to jednak zamykam oczy z taką nadzieją, że jednak mogłoby być inaczej...
Sama historia jest bardzo sprawnie napisana. Jestem pod wrażeniem różnorodności Twoich pomysłów na fabułę, jak również umiejętności oddziaływania na Czytelnika.
Pozdrawiam i do następnego opowiadania :)
mike17 dnia 26.09.2016 16:34
A może, Maczku, taki scenariusz, gdzie córka zaczyna patrzeć bardziej krytycznie na matkę, próbuje wpływać na jej picie, stawia ją na nogi, pomagając finansowo, a matka ulega, i po latach jazdy po równi pochyłej idzie za głosem córki.
Ja tak bym to widział, ale ja jestem romantykiem :)

I może po jakimś czasie podejmuje pracę w pobliskim sklepie.
Wraca do ludzi, bo motywuje ją miłość córki i jej silna wola.
Zauważmy, że matka miała bardzo niskie mniemanie o sobie - teraz to się zmienia, nagle dowiaduje się, że ktoś ją kocha, komuś na niej zależy, i to jest ten punkt zwrotny.

Nie muszą męczyć się ze sobą - wystarczy, że zagra ten scenariusz :)

Pozdrawiam, sącząc popołudniowe piwo :)


U L U,

Było inaczej :)
Obie panie odnalazły się w życiu razem.
Nie było to łatwe, bo matka mocno zakorzeniła się w piciu, ale są sposoby, by wpłynąć na człowieka, podać mu rękę, tak, by to mógł przyjąć.
Córka też swoje przeszła, nie potępiałbym jej ze względu na cel.
To ją usprawiedliwia, tak sądzę, bo miłość to matki jest zwykle bezwarunkowa, i trza kochać rodzica, nawet jakby mu rozum odjęło (Stary Testament).
Matka nie jest kobietą dominującą, więc podda się córce, a ona po żmudnej walce przywróci ją społeczeństwu.
Tak ja to widzę jako autor.

Ulu, niedługo kolejna miniatura, tym razem zupełnie inna :)

Pozdrawiam i do następnego!
Margharet dnia 27.09.2016 22:14 Ocena: Świetne!
Witaj Mike17, z jednej strony nie rozumiem zachowania bohaterki , ale z drugiej sama nie wiem jak bym ja się zachowała w takiej sytuacji. Zupełnie nie rozumiem tej miłości córki do matki, ale to dlatego, ze nigdy nie znalazłam się w takiej sytuacji, no tak, syty głodnego nie zrozumie. Ta młoda kobieta uważała, ze matka to ofiara i coś w tym jest, ale to ona została porzucona. W swoim opowiadaniu pokazałeś, ze dziecko jest w stanie wszystko wybaczyć i wziąć na siebie wszystkie winy świata, żeby tylko mieć do kogo powiedzieć.. MAMO. Znam matki alkoholiczki takie, które nigdy nie okazały uczucia dzieciom, a w zamian otrzymały go mnóstwo. Jest taki film "Ballada o Januszku"' tam matka za miłość do dziecka dostała tylko cierpienie. Swiat jest pokręcony i Ty to świetnie ukazujesz w swoich opowiadaniach. Ale to dobrze, ze dałeś szanse tym kobietom, myślę ze taka historia już nie raz się zdarzyła i jeśli ktoś ja dobrze wykorzystał to tylko jego zysk. Milosc to potężna siła i to cudowne kiedy wygrywa z nienawiścią, albo żalem. Pozdrawiam Margharet.
Aronia23 dnia 27.09.2016 23:20 Ocena: Świetne!
Mike17, zacznę od tego:

"I nigdy nie zapominaj, że nie ma gorszej kobiety jak ta zraniona, ona znajdzie cię na końcu świata i bez zmrużenia oka urwie ci łeb.". Święta prawda. A teraz dalsze moje spostrzeżenia na temat Twojej opowieści. Jak to u Ciebie bywa jest pełna gama różnych postaci, zachowań, psychika ludzka ukazana super. Podoba mi się, przede wszystkim to, że piszesz w sposób przystępny o trudnych sprawach. A tutaj poruszasz szczególny temat. Trudny i dyskusyjny. Właśnie dlatego lubię Twoje opowieści. Realizm łączysz z marzeniami i robisz to delikatnie - po dżentelmeńsku. Niby luzak, a jednak... potrafisz wzruszyć do łez, udręczyć, uspokoić, zdenerwować z zarazem zaopiekować się, oczywiście mam na myśli odbiorców, ale i bohaterów.
Czytałam w napięciu tę druzgocącą, momentami, historię. Ja nie potępiam z góry nikogo, ale bycie na dnie zmienia psychikę i nigdy ona nie będzie, ze tak powiem "równa". Kto daje życie, powinien być za nie odpowiedzialny, no, ale jeśli dzieci rodzą dzieci, to jest , jak jest.
Jeszcze do tekstu wracając, zdanie "- Ja nie przepracowałam nawet jednego dnia, chyba że w łóżku.", jest jednym z najgorszych (chodzi mi o tragizm), jakie w życiu usłyszałam. Matka ciężko tyrała w tym łóżku, łóżkach, podłogach, barłogach itd. Zagłuszała to wszystko wódą, jak mogła dać szczęście? No ale... wszystko się może zdarzyć. I na koniec mojego "elaboratu" -hi, hi, Twoje zdanie " Była pijana, ale nie na tyle, by nie wiedzieć, co się wokół dzieje." Właściwie bez komentarza. A i jeszcze jedno. Tworzysz takie obrazy, że Twoi bohaterowie naprawdę żyją. Miałam i mam tez takie wrażenie, gdy czytam Marię Dąbrowską. Dobranoc, A23
mike17 dnia 28.09.2016 12:23
Margharet, Twoje słowa zdają się być moimi, zwłaszcza o wybaczeniu córki i bezwarunkowej miłości do matki, jaką by nie była.
Wiadomo, że córka była ofiarą, ale czy matka nie?
Matka ma bardzo złe mniemanie o sobie, a więc posiada jeszcze odrobinę krytycyzmu i wglądu we własne postępowanie.
Poza tym, skoro tak łatwo nawiązały język, należy podejrzewać, że uda im się odnaleźć w nowej sytuacji.
Wiem, że cała ta opowieść może wydać się nieprawdopodobna, ale cuda się zdarzają, wszyscy o tym wiemy :)

Ukłony do samej ziemi za wizytę i garść mądrych refleksji :)

Aronio, odgadłaś moje intencje w 100 % :)
Tak, piszę, mieszając przeróżne bardzo sprzeczne uczucia i rzeczy, ale nie przekraczając granicy, poza którą tekst staje się niestrawny.
Staram się zachować umiarkowanie.
Nawet, kiedy piszę o sprawach brutalnych, nie robię tego, popadając w złą pasję.
Tu też chciałem ukazać cały tragizm, ale też radość w sposób naturalny.
Bo zależy mi na tym, by opko dobrze się kończyło, choć czasem po drodze są trupy.
Łączę realizm z marzeniami, dając tym ostatnim zawsze priorytet.
Bo wiem, że jeśli się czegoś bardzo pragnie, to się to wcześniej czy później ma :)

Cieszę się, że taka gama przeżyć była Twoim udziałem w trakcie lektury.
O to mi chodziło - by potrząsnąć, ale też i wzruszyć.
I choć temat nielekki, całość dobrze się kończy, a to najważniejsze.

Piękny mi koment napisałaś, bardzo mi miło :)
Dla tak obszernych komentów warto pisać - to nagroda!

Obie Panie pozdrawiam i życzę miłego dnia :)
Barbara K.W. dnia 29.09.2016 09:46
Twardy facet z delikatnymi uczuciami, no, no!
Przeczytałam z zainteresowaniem. Wszystko ok. kanciaste zostawiające szramy życie, wielka moc niewykorzystanych uczuć ( nieco patologiczne skupienie się na matce - ale bywa - tak jak zdarza się niczym nie zastąpiona potrzeba posiadania dziecka przez niektóre kobiety), ale happy end? Wolę otwarte, niejednoznaczne zakończenia - resztę dopisze życie lub fantazja czytelnika. Ale to Twój świat i możesz go kształtować jak chcesz.
Dobry warsztat i płynna narracja są nie do przecenienia.
Serdecznie pozdrawiam!
mike17 dnia 29.09.2016 13:54
Prawidłowo mnie opisałaś, Barbaro, dlatego może uprawiam właśnie męską prozę, a nie np. poezję - nawet o tak delikatnej materii jak miłość staram się pisać z pozycji mężczyzny.

Zależało mi, by w tym cyklu miniatur wszystko kończyło się dobrze, to jak spełnić swoje najskrytsze marzenia, urzeczywistnić coś, co czasem jest wręcz niemożliwe do zrobienia w realnym życiu i świecie.

Bardzo Ci dziękuję za miłe słowa, odwiedziny i za poświęcenie cennego czasu moim bohaterkom )

Pozdrawiam wesoło!
Barbara K.W. dnia 30.09.2016 07:48
Tak trzymaj! Nie porzucaj prozy, bo kształtujesz ją wytrawnie i pięknie.
I masz rację, w pokręconym świecie pragnie się dobrych zakończeń i to tak bardzo, że czasami boli.
Zaliczyłam epizod - przez kilka tygodni oglądałam wyłącznie bajki i filmy familijne, bo one się dobrze kończyły, co działało kojąco na moją psychikę - taka instynktowna psychoterapia.
Serdecznie pozdrawiam.
mike17 dnia 30.09.2016 10:21
Właśnie tym się kierowałem - wszyscy pragniemy dobrych zakończeń, życie jest wystarczająco trudne, by pisać smutne opowieści, trzeba je ubogacać Dobrem pod każdą postacią :)

Pozdrawiam porannie!
Quentin dnia 05.10.2016 21:08 Ocena: Bardzo dobre
Matka jest tylko jedna

To samo oblicze miłości, tyle że sytuacja zupełnie inna i ludzie także inni. Choć w zasadzie ci sami, bo wszyscy chcą kochać. Miłość cierpliwa jest, łaskawa, wiele wybacza i godna jest poświęceń. Tyle w temacie, bo nic dodać, nic ująć. Tak ma być.

Kobitka jako główna bohaterka wrzucona do męskiej prozy, a właściwie do samczego świata. To musiało skończyć się iskrami i bliznami, choć stworzyłeś wyjątkowo zdeterminowaną postać owej kobiety. I tu mnie mocno zainteresowałeś w ogóle. Powiedz, Maestro, jak młodszemu koledze ;) jak to jest pisać "kobietą" ? Zawsze mnie to zastanawiało. Jakoś do tej pory się nie odważyłem, ale też nie miałem żadnej koncepcji, więc żadna strata. Więc jak...? :)

Poziom trzymasz taki, że można brać historię w ciemno.
Well done

Pozdrawiam
Quentin
maarynarz dnia 06.10.2016 03:10
Warsztatowo...cholernie dobre.
Ale w Twoich opowieściach o spotkaniach z Himilsbachem było coś takiego...
Takie...emocje...co ja pi...ole, był gniew-strach-uwolnienie!!!
A w tej opowieści Jesteś nieobecny...gdzieś daleko...Jakbyś gnił gdzieś z flachą i petem w gębie...
Wybacz uniesienie, ale tak to odbieram.

Kłaniam się talentowi. Wracaj na swoją drogę...
mike17 dnia 06.10.2016 10:23
Witaj, [b]Quentinie[/b], pod tą opowieścią o matce i córce :)
Pytasz, jak to jest pisać z pozycji kobiety.
Wystarczy uruchomić wyobraźnię i wczuć się w rolę.
Znasz mnie od lat i wiesz, że pisałem już z wielu pozycji: ludzi dobrych, złych, słabych, silnych, psychopatów, ludzi uduchowionych i pełnych Dobra, upadłych, takich, co przeszli przemianę, zatem pisanie z pozycji kobiety to nic innego jak kolejna kreacja.
Nic specjalnego.
Zwłaszcza że moja bohaterka posiada wiele cech męskich, i dobrze wpasowuje się w męską prozę.
Tak, miłość cierpliwą jest i wiele wybacza...
Dlatego moja bohaterka zrobiła to, co zrobiła.

Wielkie dzięki, stary, za pojawienie się i koment :)
Zapraszam do następnej miniatury!

Maarynarzu, opowieść o panie Himilsbachu traktujmy jako gatunek sam w sobie, nie porównujmy go z tym, co piszę, czy pisałem, bo tamto były wspomnienia, a ja uprawiam fikcję literacką.
Tak, jak tutaj, w historii o matce i córce.
Jestem jak najbardziej obecny w tej opowieści, powstała ona w mojej głowie, i wykreowałem ten świat świadomie, będąc niejako obserwatorem z boku.

Dzięki za wizytę i podzielenie się uwagami :)

Pozdrawiam Was z rana!
Figiel dnia 15.01.2018 15:32 Ocena: Świetne!
A tu mnie, Mike, zaskoczyłeś tym odcieniem miłości. Nie tyle bohaterką i sposobami jakich się imała, by matkę odnaleźć, nawet nie samym pragnieniem jej poznania. Wiesz czym? Pokazaniem tego nieodmiennego schematu - idealizacji i bezgranicznej wiary w rodzica, cierpliwości w znoszeniu upokorzeń oraz wiary w możliwości powrotu do normalności, jakie cechują dzieci porzucone lub wychowywane przez toksycznych rodziców. Mocny obrazek z domieszką łagodności. Kupuję.
Buziaczek!
mike17 dnia 15.01.2018 15:54
Beatko, świetnie wyczułaś ducha tej miniatury :)
Właśnie chodziło mi o taką bezwarunkową miłość do nieznanej matki, jej idealizowanie, pójście nawet na to, że matka będzie daleka od ideału, byle ją tylko poznać i mieć.

I chodziło mi też o to, że dla tej miłości można nawet zaprzeczyć samemu sobie.

Bardzo Ci dziękuję za kolejną wizytę, czekam na następną i bardzo się cieszę, że wróciłaś na portal, brakowało tu Ciebie :)

Kisski :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
cliffhanger
23/04/2019 16:47
Bardzo dobre. »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:16
Widzę, że powtarzasz błędy z poprzedniej części. Nawet… »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:08
Bardzo piękny wiersz. I piszę to mimo tego, że nie przepadam… »
al-szamanka
23/04/2019 14:55
Nie dziwię się, że próbowała utonąć. Doskonale pokazałaś… »
Madawydar
23/04/2019 12:09
Fabuła zapowiada się całkiem nieźle. Błędy są, ale nie… »
pociengiel
23/04/2019 10:01
Dzięki. Jest najlepsza. Aczkolwiek zaszalałem dodając cztery… »
allaska
23/04/2019 09:38
Popracowalabym nad ostatnia strofa:) »
AntoniGrycuk
22/04/2019 21:14
Marku, dzięki za nalot na tę mini-miniaturę. I za taką… »
Marek Adam Grabowski
22/04/2019 20:18
Świetne. Tylko tyle i aż tyle. Pozdrawiam »
maleo
22/04/2019 10:31
Pełen uczuć, słodki :) »
al-szamanka
22/04/2019 05:26
Hmm, widać wyraźnie, że puenta ma tu być z założenia mocna i… »
Scareto
22/04/2019 01:28
Dziękuję ślicznie za wizytę! :) Czy puenta nie wydaje się… »
22227
21/04/2019 20:54
Ciekawy tekst szczególnie: "ile muszę popełnić… »
22227
21/04/2019 20:36
Bardzo fajny wiersz. samotna świadomość bogini zwycięstwa,… »
Cofftee
21/04/2019 19:34
Dziękuję za wizytę i opinię, niezmiernie mi miło :-)… »
ShoutBox
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:31
  • A kto inny mówi, że w Słowniku Poprawnej Polszczyzny z 2016 jest: winny wszystkiemu. I co tu sądzić? Ja mam tylko taką sugestię: być winny wypadku, zdarzeń (kogo, czego).
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:27
  • Otóż dzwoniłem do poradni językowej Uniwersytetu w Poznaniu. Podano mi, że w słowniku sprzed 40 lat obie formy są dopuszczane, a w nowym tylko w formie dopełniacza. Więc: winny wszystkiego.
  • Dobra Cobra
  • 23/04/2019 10:40
  • Jaka piękna wymiana celowników i dopelniaczy ! Lata cale czekałem na taką rozrywkę umysłową na Sb.
  • MitomanGej
  • 23/04/2019 04:30
  • "Wszystkiemu" to celownik, a "wszystkiego" - dopełniacz. Z logicznego punktu widzenia poprawna jest forma z końcówką -ego, gdyż jesteśmy winni kogo/czego, w celowniku to możesz być winny koledze 5 zł
  • AntoniGrycuk
  • 22/04/2019 18:12
  • Dzięki. Choć logicznie to brzmi, jakby chodziło o znaczenie słowa winny w sensie długu, a nie przyczyn wydarzeń.
  • al-szamanka
  • 22/04/2019 18:02
  • Jestem winny WSZYSTKIEMU... WSZYSTKIEMU jestem winny.
  • mike17
  • 22/04/2019 16:51
  • Nasza zabawa trwa. Głosujcie w MUZO WENACH 7, łatwo czytać miniatury, bo jest ich niewiele. Dlatego liczę na Wasz odbiór i cenne głosy. Czekają na nie też Autorzy, którzy zaszczycili konkurs :)
Ostatnio widziani
Gości online:15
Najnowszy:Sarahkfd
Wspierają nas