Kiedy kochasz kobietę - mike17
Proza » Miniatura » Kiedy kochasz kobietę
A A A
Od autora: To już piąty raz zapraszam Was do świata moich miniatur miłosnych :)
Tym razem miniatura spokojna, kameralna, pełna wyciszenia, bez wybuchów i wstrząsów.
O tym, że prawdziwe kochanie to szacunek i zrozumienie.
Że może być zwyczajne jak podanie ręki, jak letni wiatr, jak zapach skoszonej trawy.
Miłej lektury!

I znów był piątek, znów miałem być u niej.
Początkowo odwiedzałem ją tylko tego dnia, jakby obawiając się, że zbyt częste wizyty mogą zniszczyć to, co między nami się rodziło, wolno, ale wyraziście, i oboje czuliśmy, że coś takiego mogło przytrafić się komuś innemu, ale to właśnie my weszliśmy do krainy kochania i z każdym nadchodzącym piątkiem byliśmy coraz bliżej chwili, poza którą jest raj.
Byliśmy tacy młodzi, tacy otwarci na kolorowy świat, który mamił nas co dnia miłością.
Daną nam w prezencie pewnego dnia, kiedy nasze losy splotły się w małej, zacisznej kafejce.
Spytałem, czy mogę się przysiąść, ona zgodziła się i potem wszystko potoczyło się już samo.
Jak mi później powiedziała, spodobałem jej się od pierwszego wejrzenia, bo lubiła wysokich, dobrze zbudowanych brunetów z tym niezwykłym błyskiem w oku, który posiadałem.
 
Mimi miała piękne oczy i była bardzo zgrabna, była wprost obłędnie kobieca.
Mogłem słuchać jej głosu w nieskończoność, byle tylko do mnie mówiła, a ja obserwowałem jej podekscytowanie, kiedy opowiadała mi o tym, jak minął jej dzień i że za mną tęskniła.
Umiała świetnie gotować i zawsze raczyła mnie wykwintnym, wyśmienitym obiadem z dodatkiem markowego wina, które wypijaliśmy razem, ciesząc się, że znów jesteśmy razem.
 
Mijał właśnie drugi miesiąc naszej znajomości, kiedy pewnego wieczora lekko i jakże cudownie powiedziała mi, że mnie kocha, że chciałaby zostać moją żoną.
- Ale, Mimi, ty mnie tak mało znasz – odpowiadałem zdziwiony, aczkolwiek moje „zdziwienie” było mocno udane, jako że w duchu cieszyłem się z takiego obrotu spraw.
- To na ciebie czekałam. Pamiętasz, już na drugi dzień naszej znajomości zabrałeś mnie na Sylwestra, i tam rozpłakałam się – kiedy na ciebie patrzyłam, czułam, że to ty. Miałam kiedyś chłopca, ale zginał w wypadku samochodowym. Od tamtej pory byłam sama, aż do dnia, kiedy poznałam ciebie, Mike, wtedy, tamtego wieczora. Zmieniłeś kolory świata, zmieniłeś mnie dla niego, znów poczułam, że życie to najpiękniejsza z przygód, zwłaszcza gdy odbywa się ją we dwoje, jakże czule i mocno, bez pośpiechu, delikatnie i naturalnie.
- Pamiętam, jak przetańczyliśmy całą noc. Zdjęłaś buty i parkiet był nasz. Wiem, że tego nigdy nie zapomnę. Choć znałem przed tobą kilka dziewczyn, dopiero przy tobie poczułem się naprawdę mężczyzną, i tę dumę, jaka pojawia się w kontakcie z prawdziwą kobietą.
- Znów mamy piątek.
- Tak, dzień, kiedy do ciebie przyjeżdżam.
- Znów jesteś słodki jak miód.
- To ty to sprawiasz.
- Pójdziemy za tydzień do kina?
- Oczywiście, Mimi, z tobą wszędzie.
- Grają taki film miłosny „Miłość bez nazwy”. Chciałabym go z tobą obejrzeć.
- Dobrze, może się wzruszę?
 
Na każdym kroku dawaliśmy siebie sobie bez żadnych ograniczeń.
Nie baliśmy się otworzyć, zaufać, wyjść naprzeciw i nie lękać się mówienia o kochaniu.
Nas spotkało coś, co zdarza się tylko raz w życiu, i nie mieliśmy co do tego złudzeń.
Kiedy nad rzeką całowałem jej usta czułem, że jestem w niebie, moim małym, moim wielkim, danym mi niejako przez przypadek, choć raczej nazwałbym to przeznaczeniem.
Wystarczała mi jej bliskość, namiętny dotyk, czuły szept, niewypowiedziane.
Spacery brzegiem rzeki, gdy mówiła o sobie, o nas, o przyszłości we dwoje, o raju, jaki stał się naszym udziałem, o tym w końcu, że mogliśmy się nigdy nie poznać, gdyby nie mój instynkt podrywacza, co zmarł śmiercią własną przy takiej kobiecie, jaką bez dwóch zdań była Mimi.
I wciąż myślałem o tobie, maleńka, wciąż miałem cię w głowie i w sercu.
Dzień i noc należał do ciebie, byłaś ze mną, choć cię nie widziałem.
Nie wiem, czemu od początku narzuciłem „te piątki” – nigdy nie byłem tak zakochany i nie chciałem „przesytu”, wolałem niedosyt, na którym można było wiele zbudować.
Zbudować wartość na niedoborze.
I nawet nie wiesz, Mimi, jak czekałem na dzień, kiedy cię znów ujrzę i pocałuję.
I czułem, że tak już musi zostać, bo bez ciebie nie będzie mnie, ta miłość stała się nami, nami w każdej minucie, kiedy prawie codziennie dzwoniliśmy do siebie, rozmawiając o wszystkim i niczym, byle usłyszeć swoje głosy, byle powiedzieć najpiękniejsze słowa świata.
Ja nadal nie chciałem częstszych spotkań, by ta magia trwała jak najdłużej.
 
I gdy znów nadszedł piątek, pojawiłem się w domu Mimi:
- Cześć, kochanie, wyglądasz kwitnąco – rzekłem w progu, podając jej bukiet róż.
- Ty też jak zwykle zabójczo. Dziewczyny zazdroszczą mi ciebie.
- Tęskniłem, choć zaledwie dwa temu rozmawialiśmy przez telefon.
- Ja tęsknię już po chwili, kiedy kończymy rozmawiać przez telefon. Jesteś powietrzem, którym oddycham, niebem, po którym fruwam jak ptak, jesteś, Mike, jesteś wszystkim.
 
Kiedy po obiedzie położyliśmy się na łóżku, zacząłem czule pieścić jej piersi, namiętnie całować usta i powoli moja dłoń zaczęła zmierzać pod jej sukienkę.
Wtedy stanowczo, acz delikatnie odsunęła ją – byliśmy ubrani, i po tylu miesiącach znajomości nigdy nie byłem z nią jak mężczyzna z kobietą.
 
- Wymyśl to w najcudowniejszy sposób. Nie chcę tak byle jak. Daj mi tę chwilę na wieczność, bym całe życie rozpamiętywała ją i żyła tym pięknym uniesieniem.
Przygotuj wszystko dla naszego pierwszego razu, proszę, niech będzie jak w raju.
Ja zrobię, co zechcesz, ale niech to odbędzie się przy świecach, magicznie, dobrze, Mike?
Termin nie gra roli, co do miejsca, może znasz jakieś niezwykłe? Zdaję się na ciebie.
- Na mojej działce, Mimi, tam jest po prostu bosko.
- Kiedy?
- W maju, w miesiącu zakochanych. Któregoś piątku pojedziemy tam i staniesz się moją kobietą. Będę twoim mężczyzną, wiesz? Już nigdy tak nie poczujesz kochania.
- Ja jeszcze z nikim…
- Domyślam się. Wyczytałem to z twoich słów. To dziś rzadkość być pierwszym. Lecz ja
to tylko rozpocznę. Potem będziesz mi siebie dawać i za każdym razem będziemy w niebie.
- Trochę się boję. To boli?
- Może trochę, ale to szybko minie. Zdaj się na mnie. Wiem, jak was traktować, by było dobrze.
- I ziemia się poruszy?
- Obiecuję, Mimi, dla nas na pewno.
- I poczuję ten nieziemski dreszcz?
- Poczujesz. Dam ci go. Dam go wiele razy tej nocy.
- Chodziłam z chłopakami, ale nie pozwalałam się dotykać. Prosili o dowód miłości. Odmawiałam i zrywałam znajomość. Nie obchodziło mnie coś takiego, to niskie i niegodne kobiety. Chciałam zachować to dla tego jedynego. Dla ciebie. Bo miłość to cud, i nie można jej brukać. Musi być jak najpiękniejszy kwiat, który się pieści i podlewa, o który się dba, by nie usechł, by stał się radością życia. Celem samym w sobie, drogą, nadzieją, przeznaczeniem, początkiem i końcem.
- Pięknie to ujęłaś.
- Kupisz szampana, takiego dobrego?
- Tak. Najlepszego, jakiego będą mieć w sklepie.
- I zapłaczę tak jak na Sylwestra?
- Zapłaczesz ze szczęścia, Mimi. Wszystko przygotuję, byś weszła w kobiece życie jak prawdziwa dama.
- A jak jest na tej twojej działce?
- Mam duży dom i w jednym z pokoi wielkie łóżko – będzie naszym łożem miłości.
- Brzmi obiecująco. Już nie mogę się doczekać.
- Mamy koniec marca, wytrzymasz, i ja też muszę.
- Jesteś najpiękniejszą rzeczą, jaka mi się przytrafiła w życiu, Mike.
- To samo chciałbym ci powiedzieć, Mimi.
- Inny by ode mnie uciekł.
- Okazałby się zwykłym zerem.
- Ty znosisz ten mój kaprys tak dzielnie…
- Po prostu cię kocham i rozumiem. Dla nas nie może być inaczej. Żadnej nie traktowałem tak jak ciebie, żadna nie wyzwalała we mnie tyle tkliwości, co ty, maleńka.
- Dziś takich facetów już nie ma, każdy chce tylko użyć z kobietą i kopnąć ją w tyłek, by za chwilę oblatywać następną. Dlaczego ty jesteś inny?
- Miłość zmienia wszystko. I choć cię jeszcze nie miałem, już wiem, że można kochać, nie współżyjąc z tą osobą, można nawet kochać platonicznie, bo gdybyś poprosiła mnie o ten pierwszy raz za dwa lata, poczekałbym cierpliwie, bo mi na tobie zależy – kochanie jest w sercu, a nie między nogami.
- Chciałabym, by już był maj.
- Ja też, ale to już nam nie ucieknie, mamy to jak w banku.
- Jesteś taki kochany, taki mój.
- Nie może być inaczej. Po raz pierwszy w życiu jestem zakochany, w tobie, aniołku.
- Jak ty pięknie mówisz o miłości, jesteś cały miłością.
- Staram się, by wszystko było, jak to sobie wymarzyłaś. To będzie noc twojego życia, twój raj na ziemi, wiem to, bo znam ciebie i siebie. Nam to jest po prostu dane w prezencie.
- Jesteś prawdziwym dżentelmenem, nie żartuję.
- Szanuję ludzi, wiem, jak traktować kobiety. Chcę, by wszystko miało swoją magię.
 
Mimi, marzyłem o tobie co noc, kiedy nie mogłem zasnąć i myślałem o maju.
Ale słowo się rzekło: musiałem wytrwać, choć nie było to łatwe, męczyło jak czort.
Nie ukrywam, iż notoryczne podniecenie nie opuszczało mnie nawet na krok.
A gdy dodać do tego jeszcze kochanie, mamy już mieszankę wybuchową.
Byłaś w moich myślach, gdy jechałem autobusem, gdy piłem kawę w kafejce, i w samotnym parku, na nadrzecznym bulwarze, w pobliskim warzywniaku, kiedy wieczorem sączyłem brandy, marząc, by cię już mieć, by uczynić cię kobietą.
I fakt, iż będę twoim pierwszym, napawał mnie dumą i uniesieniem.
 
Poszliśmy na tamten film do kina i tak naprawdę niewiele z niego zapamiętaliśmy: przez cały czas całowaliśmy się, ja pieściłem dłonią twoje piersi, ty masowałaś moją męskość, byłaś bardzo w tym odważna, lecz ja nie posunąłem się tak daleko, by gładzić twoje uda.
Ciągle miałem w głowie twoją prośbę, mój nakaz, i wiedziałem, że oddasz mi w dwójnasób.
Wszak zakochana kobieta, która poczeka na moment zespolenia, potrafi poruszyć góry, sprawić, by mężczyzna poczuł się przy niej prawdziwym zdobywcą i królem.
- Będziesz moim królem – szeptałaś.
- Będziesz moją królową – odpowiadałem.
- Tylko ty, Mike.
- Tylko ty, Mimi.
 
I znów był piątek, piątek naszego kochania, choć zaledwie dzień wcześniej rozmawialiśmy beztrosko przez telefon: była bardzo wesoła, mówiła, że zrobiła mi rybę po grecku i że kupiła świetne wino, jej głos płynął gładko w eterze jak radosna nuta, dana nam tu i teraz, byśmy zachowali ten czas na wieki, jak prezent, który zesłał Los, choć wcale nie musiał.
Byłem wniebowzięty, bo bardzo lubiłem te nasze małe biesiady, pełne czułości, śmiechu i bardzo rodzinnej atmosfery, choć rodziną jeszcze nie byliśmy, ale w niczym nam to nie przeszkadzało – i ona, i ja, mieliśmy wrażenie, jakbyśmy się znali od wieków.
 
- Wiesz, Mimi – powiedziałem kiedyś w kwietniu – zacznijmy spotykać się codziennie.
Mieszkasz niedaleko mnie. Czuję, że nadszedł na to czas. Nie musimy już nic udawać.
Pragnę twego ciepła, ciebie, bodaj na godzinę dziennie. Uwierz, żadnej tego nie mówiłem.
- Kończę o dwudziestej, więc zanim dojadę… - powiedziała.
- Będę po ciebie wyjeżdżał – obiecałem. – Po południu jestem już wolny.
- Naprawdę? – ucieszyła się.
- Za każdym razem. Podjadę samochodem pod klinikę.
- Skoro tak, to świetnie.
- Coś się kończy, coś zaczyna – maj coraz bliżej, Mimi, a ja czuję się strasznie podniecony, jakbym miał odkryć kolejną Amerykę, poczuć, czym jest wstrząs, błogi i dobry.
- Nie pytaj, jak ja się czuję. Jesteś w mojej głowie dzień i noc. Ostatnio założyłam album z twoimi zdjęciami, mam ich ponad dwieście. Mike, to my, prawda?
- Tak, skarbie, to nam to dano, i nie stracimy nawet minuty z naszego cennego życia.
- Kupiłam kostium specjalnie na tę noc – powiedziała zalotnie.
- To brzmi kusząco – odparłem.
- Chcę, byś mnie zdobył, byś mnie posiadł, i byś to robił już przez resztę życia.
- Mimi, nawet nie wiesz, przez co przechodzę, nie mogąc tego robić już teraz.
- Jeszcze trochę.
- Tak, to nam nie ucieknie.
- Kupiłam czerwone szpilki, w których mnie zobaczysz.
- Poważnie?
- Mam też kolczyki i bransoletki.
- Wiesz, co, maleńka, cieszę się, że musiałem zaczekać na maj. Szybkie zwycięstwo to żadne zwycięstwo. Na to, co warte coś w życiu, warto poczekać. Choćby bolało, choćby cisnęło.
- Mam też naszyjnik z pereł.
- Zaskakujesz mnie.
- Chcę, byś mnie miał w najlepszym wydaniu.
- I ja tego chcę.
- To już za dwa tygodnie?
- Tak, za dwa tygodnie pojedziemy na moją działkę.
- Nareszcie.
- Kocham cię, Mimi, z całym twoim entuzjazmem.
- A ja ciebie z twoją klasą, Mike, bo inny rzuciłby się na kobietę już dawno temu.
 
W kolejny piątek poszliśmy na pizzę.
Była rozkoszna i czuliła się do mnie, jakbyśmy się mieli jutro rozstać na zawsze.
Szeptała słowa miłości i coraz śmielej masowała wybrzuszenie na moich spodniach.
Nie miałem żadnych oporów, by przy gościach gładzić w czułym uniesieniu jej bujne piersi i namiętnie całować szyję, kąsać delikatnie uszy i sadzać ją sobie na kolanach.
Była moja i nic wówczas nie mogło nas od siebie oderwać – byliśmy nierozłączni, zespoleni, nadszedł nasz czas, nasze wyzwoliny, chwila, której już nic nigdy nie powtórzy.
W eter szły słowa cicho szeptane, namiętnie, jakby od tego zależały losy świata.
Nie dojedliśmy tamtej soczystej pizzy, bo pchnęło nas do najbliższego parku, by tam spocząć na samotnej ławeczce i oddać się pieszczotom, i tylko słowa płynęły jak rzeka kochania.
- Już nie wytrzymam – szeptała.
- Ja też – odpowiadałem.
- Już za tydzień.
- Tak, to jakoś zleci.
 
Gdy pod moim letnim domem kwitły bujnie bzy, Mimi szła delikatnie po schodach na drugie piętro do naszego pokoju, gdzie mieliśmy zamiar spędzić tę niezwykłą noc.
Niosła szampana: miała na sobie czarne stringi i czerwone szpilki, wyglądała jak bogini.
Nagi, podekscytowany, czekałem na nią w łóżku, czując, że jeszcze chwila, jeszcze dwie…
Kiedy weszła do środka, oniemiałem – na taką kobietę warto było czekać tyle lat.
Poczułem, czym może być prawdziwy zawrót głowy i jak rozkosznie rozlewa się po wnętrzu.
 
Otworzyła szampana i z powolną zmysłowością nalała do kieliszków.
Siedząc na łóżku, piliśmy nieśpiesznie, pieszcząc się, szepcząc słowa miłości.
W pewnej chwili zdjąłem z niej stringi i rozchylając uda wsunąłem tam głowę.
Powoli, delikatnie pieściłem językiem jej kobiecość, czując jak narasta podniecenie.
Całowałem miękkie uda, wsuwałem palec do środka, subtelnie przesuwałem dłoń po jej włosach.
Jęki rozkoszy bardzo mnie podniecały, więc nie przestawałem, nadal byłem w niej.
Lecz kiedy poczułem, że dłużej już nie wytrzymam, wówczas raz jeszcze pocałowałem jej piersi i wszedłem w nią – była bardzo ciasna, bardzo moja, moja jak żadna przed nią.
Poruszałem się nieśpiesznie, rytmicznie, acz z wyczuciem wypełniałem ją sobą.
W pewnej chwili pierwszy spazm targnął jej ciałem – wówczas stałem się bardziej natarczywy i wchodziłem w nią ostro i namiętnie, aż zaczęła jęczeć i dyszeć.
 
Objęła mnie czule nogami, a ja dawałem jej rozkosz, o jakiej marzyła przez cały ten czas.
Nagle przerwałem i wziąwszy ją za rękę, posadziłem na stole.
Znów byliśmy razem i z każdym pchnięciem czułem nadchodzącą falę orgazmu.
Przyciskałem jej pośladki do siebie, całowałem, dotykałem aksamitu ud, by w końcu eksplodować i jednocześnie poczuć, że i ona przeżyła to samo – jej ciało zgięło się w łuk i z piersi wydobył się jęk spełnienia.
 
- Jezu… - jęknęła. – Jak pięknie, jak bosko.
- Jesteś moja, tylko moja – szepnąłem.
- Tylko twoja – powiedziała.
- Bolało? – spytałem.
- Nic – śmiała się.
- Jak ci było? – chciałem wiedzieć, choć doskonale znałem odpowiedź.
- Jakbym robiła to od wieków. Nie pytaj, bo nie znajdę słów, by to opisać.
- I co wówczas czujecie?
- Bliskość, na jaką nie ma słów. Szczęście, miłość, mogę tak mówić do jutra.
- Chcę cię – powiedziałem, tuląc ją i czując, że drży.
- Ja też – szepnęła.
 
I znów w nią wszedłem, i znów w niej byłem, i dałem jej kolejną falę spełnienia.
Kąsała mi uszy, a ja powoli napierałem, ciesząc się gładkością jej ciała.
Tej nocy byliśmy razem trzy razy, i trzy razy dałem jej miłosną daninę.
Nad ranem zasnęliśmy, by ocknąć się dopiero w okolicach południa.
 
Kiedy wstała z łóżka, dostrzegłem nieliczne, drobne plamki krwi na prześcieradle.
Była piękna w całym swoim słodkim zmęczeniu, i gdy tak z boku na nią patrzyłem, już nie miałem wątpliwości, że to z nią chcę się zestarzeć, z nią umrzeć, z nią przeżyć życie.
Być wszędzie tam, gdzie ona – każdego dnia, każdej nocy.
Byle z nią, byle razem.
Sięgnęła po szampana i nalała po kieliszku.
- Kocham cię, Mike – powiedziała. – Spełniłeś wszystkie moje marzenia.
- To ty spełniłaś mój sen – powiedziałem, gładząc jej uda i posyłając promienny uśmiech.
- Chcę, byś był ze mną codziennie, wszędzie, bez względu na cokolwiek.
- Będę, przy tobie czuję się prawdziwym mężczyzną.
- Sprawię, by tak było zawsze.
- Wiem, jesteś aniołem.
 
Tamta noc nie przebrzmiała bez echa.
 
Dziewięć miesięcy później odbierałem ją z porodówki, gdzie urodziła mi pięknego syna.
Jeśli Bóg naprawdę istnieje, to był wtedy ze mną, nie miałem co do tego cienia wątpliwości, tego cudownego dnia, kiedy się ostro spiłem z niewyobrażalnego szczęścia, i z naręczem drogich kwiatów na chwiejnych nogach poszedłem do jej sali.
Powitała mnie uroczym uśmiechem, choć byłem kompletnie pijany.
Na łóżku położyłem kwiaty i pocałowałem ją w rękę jak prawdziwą damę.
- Moja królowa – szepnąłem dogłębnie wzruszony.
- Mój król – odpowiedziała pewnie, że poczułem ciarki na grzbiecie.
- Maleńka, mam coś jeszcze – dodałem z dumą w głosie i zawadiackim błyskiem w oku.
- A co takiego? – spytała ze szczerym zainteresowaniem.
- A to – i mówiąc to, podałem jej małe, czerwone pudełeczko.
 
Kiedy je otworzyła, ujrzałem słodkie łzy w jej rozmarzonych oczach.
Szczere łzy szczęścia, jakie pojawiają się w chwilach największej radości.
Na jej twarzy zajaśniało słońce, jak w lipcu, kiedy dopisuje wyśmienita pogoda.
Kiedy wiele może się zdarzyć w magicznej przestrzeni między niebem a ziemią.
 
Idąc potem ulicą, patrzyłem na nią jak na cud, jaki przytrafił mi się nagle, choć wcale nie musiał, jak na kształt szczęścia, które nie musiało mnie spotkać, a spotkało, jak na miłość, która nie pod każdym dachem gości, u nas jak widać chciała uwić sobie słodkie gniazdko.
Mały smacznie spał, kiedy nieśpiesznie wracaliśmy do siebie, my wybrańcy Losu, my ludzie spełnieni, zakochani, nietykalni dla zła.
 
I kiedy później wyszła za mnie, już wiedziałem, co to znaczy być królem świata.
 
 
Cykl: Dziewięć liter, dwa słowa, jedno znaczenie
 
 
20 lipca 2016

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mike17 · dnia 02.10.2016 22:17 · Czytań: 1234 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 52
Komentarze
Nalka31 dnia 02.10.2016 23:12
Faktycznie Mike w porównaniu z poprzednimi opowiadaniami, tu jest tak bardzo swojsko, normalnie i codziennie. Bez wielkich wzlotów i uniesień, chociaż napięcie budujesz stopniowo, ale tym razem koniec jest przewidywalny. W końcu nie zawsze musi nam w uczuciach towarzyszyć huragan uczuć. Może przyjść jak letni wiatr delikatnie kołysząc.

Cytat:
To na cie­bie cze­ka­łam. Pa­mię­tasz, już na drugi dzień na­szej zna­jo­mo­ści za­bra­łeś mnie na Syl­we­stra, i tam roz­pła­ka­łam się(,) kiedy na cie­bie pa­trzy­łam, czu­łam, że to ty.


Po się przecinek i bez myślnika.

Cytat:
Zmie­ni­łeś ko­lo­ry świa­ta, zmie­ni­łeś mnie dla niego, znów po­czu­łam, że życie to naj­pięk­niej­sza z przy­gód, zwłasz­cza(,) gdy od­by­wa się ją we dwoje,


Przecinek po zwłaszcza nie przed.

Cytat:
Znów je­steś słod­ki(,) jak miód.


Po słodki przecinek.

Cytat:
Nie ob­cho­dzi­ło mi coś ta­kie­go, to ni­skie i nie­god­ne ko­bie­ty


Nie obchodziło mnie coś takiego, to...

Cytat:
Chcę, byś mnie zdo­był, byś mnie po­siadł, i byś to robił już prze resz­tę życia.


przez

A to tak przy okazji rzuciło się w oczy. :)

Pozdrawiam. :)
mike17 dnia 02.10.2016 23:26
Dzięki, Beato, za uwagi i bytność :)
Faktycznie trochę uciekają mi literki.
Ale ja już się za nie wezmę :)

Tym razem chodziło mi o bardzo prostą opowieść - coś jak "Prosta historia" Lyncha, o dziadku, co jechał do brata na traktorku.

Nie zależało mi tu na fajerwerkach, a na ukazaniu szacunku dla kobiety.
Bo kiedy kochasz kobietę, to...

To było esencją tej miniatury, nieskomplikowanej, ale bardzo czytelnej.
Człowieczej, bez napuszeń, zadęć, napięć.
Jak słowo powiedziane od ust do ust.

Dzięki wielkie za czytanie, za sugestie i za czas mi poświęcony :)
To zawsze owocuje!
I oby tak dalej!

Miłej nocki!
Lilah dnia 03.10.2016 08:39
Z przyjemnością czytam Twoje opowiadania, Mike. No, masz tę lekkość pióra. Gratuluję.

Bardzo budująca historia. Są jeszcze takie pary i takie miłości w dobie pośpiechu i bylejakości.

Wszystkim parom tylko życzyć, by całe życie czuły się jak królowie i królowe świata.

Pozdrawiam ciepło w ten deszczowy ranek :)
JOLA S. dnia 03.10.2016 08:51
Witaj Mike,
Zgrabnie napisane i dobrze się czyta. Właśnie jestem po lekturze miniatur konkursowych, a to opko pozostawiłam na deser. Jak zwykle panujesz nad zwartością fabuły, nad obrazowością i klimatem opowieści. Miłość została naszkicowana z gracją i subtelnością, co najważniejsze z właściwą Tobie konsekwencją.
Coś tam rzuca się w oczy, jakieś literki, przecinki, a może mi się tylko przewidziało. :)
Serdeczności
mike17 dnia 03.10.2016 10:12
Bardzo mi miło, Lilu, że Ci się podobało i że weszłaś w świat zwyczajnego kochania :)
Wierzę, że ono istnieje, pomimo że realia nie są temu przychylne.
W dzisiejszym świecie rzadko to się dzieje, a jednak.

Posyłam promienie słońca :)

Jolu,
bardzo dziękuję za tak piękne słowa, budujące i krzepiące artystycznie :)
Właśnie o subtelność mi tym razem chodziło - o czułą, prostą historię.
O przybliżenie ideału w dobie miłości byle jakiej.
Tak dla pokrzepienia serc :)

Pozdrawiam kawowo!
al-szamanka dnia 03.10.2016 11:49 Ocena: Świetne!
Cytat:
Po­cząt­ko­wo od­wie­dza­łem ją tylko tego dnia, jakby oba­wia­jąc się, że zbyt czę­ste wi­zy­ty mogą znisz­czyć to, co mię­dzy nami się ro­dzi­ło, wolno, ale wy­ra­zi­ście, i oboje czu­li­śmy, że coś ta­kie­go mogło przy­tra­fić się komuś in­ne­mu

Cytat:
Spy­ta­łem, czy mogę się przy­siąść, ona zgo­dzi­ła się i potem wszyst­ko po­to­czy­ło się już samo.

Cytat:
Wiem, jak was??? trak­to­wać, by było do­brze.

Cytat:
miała na sobie ró­żo­we strin­gi i czer­wo­ne szpil­ki

O rany! Co za zestaw! Chyba tylko kompletnie odurzonemu z miłości mężczyźnie może się to podobać :D

No cóż, Michale, prawdziwa miłość jest podarunkiem raju, a Ty opisałeś ją niebiańsko :)
Może ktoś powiedzieć, że o miłości tyle już napisano, że po co powielać temat.
To ja odpowiem - miłości jest tyle ilu jest nas... każda inna, każda chce być tą najpotężniejszą i niedoścignioną.
Warto pisać o miłości.
Mam wrażenie, że stajemy się wtedy lepsi... i ci, co czytają, także.
Pamiętasz co mówił Ketling o miłości?
"... jeśli miłować ciężko, to nie miłować ciężej jeszcze, bo kogóż bez kochania nasyci rozkosz, sława, bogactwa, wonności lub klejnoty?... Kto kochanej nie powie: „Wolę cię niźli królestwo, niźli sceptr, niźli zdrowie, niźli długi wiek?...“ A ponieważ każdy chętnie by oddał życie za kochanie, tedy kochanie więcej jest warte od życia... "
Zdaje się, że dzisiaj poszło to już w zapomnienie, a szkoda.
Jak dobrze, że Twój Mike jest tego pokroju mężczyzną.

Podobało się, rozrzewniło, pomoże znieść mój popołudniowy, nieludzki stres w pracy.

PS. I wiesz, słyszę w opowiadaniu piękne echa z "Lata z Moniką". Jak widzisz, wyjątkową miłość pamięta się dłuuuuuuuuuugo <3

Pozdrawiam bardzo ciepło :)
mike17 dnia 03.10.2016 12:07
Aldonko masz rację - faktycznie zmienię kolor stringów na czarne :)
Ale Mimi była niedoświadczona erotycznie, stąd ta kolorystyka.

O miłości zawsze warto pisać, dlatego to już trzeci cykl miłosny w mojej karierze :)
Miłość ma tyle odcieni, że można pisać do końca świata, a i tak się nie wyczerpie tematu.

Mnie chodziło tu o miłość idealną, o mężczyznę z klasą i wyczuciem, o ukazanie, czym może być szacunek dla kobiety, o co dziś często bardzo trudno.
I o zaufanie, jakim takiego dżentelmena obdarza niedoświadczona, zakochana kobieta.
Lepszego układu chyba nie ma.

W opku są echa autobiograficzne, to, co było w "Lecie z Moniką" - dobrze zauważyłaś, ten sam rodzaj kochania tu chciałem pokazać.

Wierzę w taką miłość, znam ją dobrze.
Dlatego czułem potrzebę napisania czegoś prostego i lirycznego, wzruszającego swą prostotą i wszechobecnym Dobrem.
Takie miłości to nie fikcja literacka, tyle że jest ich coraz mniej.

Bardzo dziękuję Ci za wizytę, za tradycyjnie wyczerpujący, mądry koment i cenne uwagi.
Tam, gdzie będzie to możliwe, wprowadzę je w życie.

Pozdrawiam z uśmiechem na twarzy :)
Lenix dnia 04.10.2016 02:07
Mike, od słodkiego to mnie zawsze mdli w święta, a mamy dopiero początek października... ;) Kiedyś byłbym pewnie zachwycony, wolę jednak Twoje opowiadania z dreszczykiem emocji.

PS. Zapowiadałeś bez wybuchów i wstrząsów, a z treści wynika, że ziemia się poruszyła, no, no... ;)

Pozdrawiam. :)
akacjowa agnes dnia 04.10.2016 09:42
Michale,
Twoja opowieść tym razem jest dla mnie zbyt nierealna i przesłodzona. Miłość jest piękna i może być słodka, ale nadmiar cukru szkodzi :) Poza tym mam wrażenie, że związek Twoich bohaterów kręcił się wciąż wokół czekania na seks. To też mi jakoś nie pasuje.

Potrafisz pisać tak, że wbija w fotel. Tym razem mam jakąś zgagę, a fotel wydał mi się nawet niewygodny. Czekałam na zaskoczenie, na jakieś tąpnięcie. Nie doczekałam się. Tak to jest, jak się ma oczekiwania. Sama sobie narobiłam bigosu.

Poniżej miejsca, które chyba musiałbyś przejrzeć:

Cytat:
Dzień i noc na­le­żał do cie­bie, byłaś ze mną, choć cię nie wi­dzia­łem.

Cytat:
Tę­sk­ni­łem, choć za­le­d­wie dwa temu roz­ma­wia­li­śmy przez te­le­fon

Cytat:
Nie ob­cho­dzi­ło mi coś ta­kie­go, to ni­skie i nie­god­ne ko­bie­ty.


A te dwa zdania wywołały we mnie niechęć. Chyba żadna kobieta nie chciałaby takich słyszeć. Ukochana powinna być tą jedyną, a nie jedną z wielu. Ja tak czuję.

Cytat:
Wiem, jak was trak­to­wać, by było do­brze.

Cytat:
- I co wów­czas czu­je­cie?


Pozdrawiam i w wolnej chwili pozaglądam do Twoich pozostałych miniatur.
:)
mike17 dnia 04.10.2016 10:20
Przemek, Aga, odpowiem Wam zbiorczo, by nie dublować komenta :)

Napisałem tę miniaturę w oparciu o obserwację pewnego małżeństwa z 52 letnim stażem, i wszystko, co mógłbym o nich napisać, to że są dla siebie słodcy, jakby się wczoraj poznali.
Taka "słodka" miłość istnieje, może rzadko, ale jest.
A ja osobiście ubóstwiam tę jej odmianę, dlatego chciałem dać miniaturę o idealnym kochaniu, które nie zna (jeszcze) szarości życia, smutków, problemów, napięć.
Nie wiemy, po ilu latach bohater snuje swoją opowieść, więc wiemy tylko, że owa "słodkość" wciąż trwa, nie minęła.

Poza tym dla odmiany po poprzednich, mocnych miniaturach chciałem napisać coś łagodnego i o dobrym wydźwięku - nie zawsze muszę wbijać w fotel, choć bardzo lubię :)
Taka opowieść bezpretensjonalna, miła dla oka i duszy.
I poprzez pragnienie sexu rozumiem tu potrzebę bliskości i przypieczętowania kochania.
Chciałem ukazać jego piękno i wagę w życiu tej pary.

Lubię zmieniać tematykę, formuły, narrację, stąd tym razem taka miniatura, zwyczajna, bez zadęć na wielką sztukę, o parze szczęśliwców, których połączyła miłość.
Taka mała odskocznia od mocnego, męskiego kina, jakie zazwyczaj uprawiam :)

Pozdrawiam Was wesoło znad kawy!
akacjowa agnes dnia 04.10.2016 10:52
Ok. Rozumiem, ale dlaczego Mike zwraca się do oblubienicy per "wy"? Naprawdę tak ma być? Mnie to gryzie :)
mike17 dnia 04.10.2016 10:56
Rozumiem Cię, mnie też, ale on w ten sposób jako doświadczony seksualnie facet chce zaimponować dziewczynie tymże doświadczeniem.
Może to brzmieć koślawo, ale tak to widzę.
Wiadomo, że lepiej tak nie mówić, ale on chyba chciał się trochę popisać :)
A dziewczyna zakochana widzi tylko samo dobro, zresztą on był tym Dobrem.
Lenix dnia 04.10.2016 11:22
Może to coś w stylu "wy, towarzyszu". ;) Z faktami się nie dyskutuje, ale moim zdaniem taki związek to (na szczęście) wyjątek. Czekamy na pikantne historie. :)
mike17 dnia 04.10.2016 11:28
Wszystko w swoim czasie, panie Przemku :)
akacjowa agnes dnia 04.10.2016 11:41
Niech Ci będzie, Michale. Już nie będę się przyczepiać. Grunt, że Mimi to pasowało :)
mike17 dnia 04.10.2016 11:49
Nie traktuję tego jako czepianie, tylko słuszną uwagę, z którą się zgadzam, a że mój bohater to nie ja, to ma on prawo do własnych niedoskonałości :)
A Mimi?
Nawet tego nie zauważyła :)

Miłego dzionka, Aga!
Bellona dnia 04.10.2016 15:30 Ocena: Bardzo dobre
Świetne opowiadanie. Tyle cisnących się pytań na usta. Sporo bolących zgrzytów (z perspektywy czytania jako kobieta, nie dziwię się akacjowej agnes) . Nie wiem czy był to efekt zamierzony, ale ona staje się bardziej rzeczą niż osoba. My kobiety lubimy się czepiać szczegółów, jej tego brak :) . Wiec ja się czepiam tego że oboje do siebie mówią nawzajem jesteś dla mnie najpiękniejszą rzeczą jak mi się przydarzyła. Myślę że to czepianie się kobiece przeszkadza najbardziej mężczyznom w związkach :)... W tym związku on dojrzały i romantyczny, ona czysta, ciepła i oddana w ich życiu nie ma żadnych problemów.
Jednak jest problem bo on pomimo swojej szlachetności jest wyrachowany. Pierścionek zaręczynowy pojawia się dopiero gdy ona urodzi mu syna. Pomijajmy to że to syn ;), może i córkę by zaakceptował, ona mu musi udowodnić że nie jest z nim tylko dlatego ze nie boi się być sama, udowodnić że nie chce go tylko zniewolić aby doprowadzić do ślubu. Czyli tak naprawdę życie na próbę. On żyje z nią cały czas na próbę równocześnie wmawiając jej jak bardzo ją kocha i ile ona dla niego znaczy. Z czego się to bierze? Patrząc na bohatera widzimy że jest doświadczony, zresztą mówi o tym on i ona, ale jest również dojrzały. Ta dojrzałość wynika z tego ze wreszcie docenia cos co nie jest grą , docenia prawdziwe piękno w niezmąconej postaci. Jego postać w Twoim opowiadaniu jest bardzo wiarygodna, on jest starym graczem tak naprawdę, ona tego nie zauważa w swoim zauroczeniu nim. Jej wystarcza jego miłość i adoracja. Wokół nie ma żadnych innych osób. Na jak długo im to wystarczy ;)?
To doprowadza do tego ze ich życie jest nieustannym spełnieniem bez przesytu. Jednocześnie czytelnik ma przesyt tego wszystkiego i czuje nieprawdziwość całej sytuacji. Jednak ty zdołałeś uwiarygodnić i obronić ta parę i stworzyć coś co kluje pod powiekami czytelnika :), a że czytelnicy są rożni to każdego będzie kluło coś innego.

Nowocześnie oddałeś dawny ideał czym kobieta i mężczyzna powinni być. Coś z czym wyemancypowane kobiety walczą i marzą równocześnie i to w co może jeszcze wielu mężczyzn wierzy; czyli prawdziwa miłość i spełnienie w związku. Dla niego historia kończy się w momencie kiedy rodzi się potomek a dla niej zaczyna kiedy otrzymuje pierścionek. On wyobraża sobie ze ta sielanka będzie już trwała całe życie, chce aby już tak zostało do końca. Jego wyobrażenie o szczęściu to życie bez problemów.
Mnóstwo, mnóstwo pytań cisnących się na usta, gratulacje... ciekawa jestem jak poprowadziłbyś to opowiadanie dalej po urodzeniu syna.
Ula dnia 04.10.2016 16:18 Ocena: Świetne!
Mike,
Już tytuł Twojego opowiadania nasunął mi skojarzenie z piosenką "Have you ever really loved a woman". Nie wiem, czy w jakikolwiek sposób się nią inspirowałeś, ale wyszło fajnie. Tak jakbyś nadał jej taką nową odsłonę, dopisał nową historię. Faktycznie jest dużo słodyczy, ale mnie to nie przeszkadza, ani u Bryan'a Adams'a, ani u Ciebie. Taka stylizacja jest bardzo fajna, tym bardziej z nutą erotyzmu.
Z podobaniem pozdrawiam :)
mike17 dnia 04.10.2016 16:53
Bellono, co za komentarz! Od miesięcy nie czytałem czegoś takiego :)
Chylę czoło przed analizą literacką i tym, jak rozgryzłaś moich bohaterów.
To jest mistrzostwo!
Jestem Ci bardzo wdzięczny za wizytę i tak gruntowne podejście do opowiadania wcale na to niezasługującego, bo prostego i bezpretensjonalnego, takiego zwyczajnego, lecz opowiadającego o czymś, czego dziś ze świecą by szukać, w dobie zdrad i rozwodów.
Moi bohaterowie zestarzeją się razem i umrą razem, we śnie, jakby nigdy nic.
Tak ich sobie wyobrażam, sam siebie tak sobie wyobrażam.
Choć mój bohater jest, jak piszesz, starym graczem, tym razem postawił wszystko na jedną tę właściwą kartę - uszanował kobietę, pochylił się nad jej życzeniem, czyli nie okazał się kimś bez klasy, wręcz przeciwnie, okazał się wzorem męskości i odpowiedzialności.
I wiedząc, że został ojcem, postanowił założyć z Mimi rodzinę.
Jak z bajki, ale ja lubię piękne opowieści o miłości spełnionej.
I ta taką miała być - czystą, ciepłą, dobrą.

Ulu, znam tę piosenkę, miałem ją w myślach, ale też film "When a man loves a woman", jeden z moich ulubionych, bo ja lubię filmy miłosne i choć piszę głównie mocne kawałki, wcale się tego nie wstydzę :)
Dzięki takim filmom sam umiem pisać o kochaniu.
Uczę się tego z każdą kolejną miniaturą.
Zależy mi, by wciąż odkrywać ten miłosny świat.
A tematów do opowiadań nigdy nie zabraknie.

Cieszę się, że doceniłaś tę skromną opowieść, bez zadęć, bez większych ambicji, ale o bardzo jasnym przesłaniu - kiedy mężczyzna kocha kobietę, zawsze ją uszanuje.

I nie była to tak naprawdę erotyczna rzecz, a moje prywatne zdanie o stosunku do kobiety.

Obie Panie pozdrawiam, dziękując za wizytę i piękne komenty, zapraszając znów za jakiś czas :)
Ania_Basnik dnia 06.10.2016 12:05 Ocena: Bardzo dobre
Mike zgrabnie napisane opowiadanie. Sceny erotyczne dobrze się czyta. Ale do licha czemu ten facet taki bierny, żeby kobieta musiała sama otwierać szampana? Dlaczego tak długo czekają na pierwszy raz? Dlaczego dziewięć miesięcy jest pominięte i on oświadcza się jej dopiero po porodzie? Kobieta w ciąży jest pełna lęków o przyszłość, tu nic nie rzucasz światła na ten temat. Zwłaszcza, że już od początku czują, że są dla siebie stworzeni. I dlaczego nie ma tu jakiegokolwiek osadzenia w realiach? Ani miejsca, ani czasu. Trochę ta historia dryfuje w kosmosie... Dlatego może wydawać się przesłodzona, czy nierealna. Brakuje konkretu, jak dla mnie. Pozdrawiam :-)
mike17 dnia 06.10.2016 13:05
Witaj, Aniu, w świecie kochania idealnego :)
Już odnoszę się do Twoich uwag:

Fakt, i że to nie Mike nie otwiera szampana nic nam o nim nie mówi.
Może Mimi chciała to zrobić?
Mike to stary wyjadacz, zatem raczej o "niedoróbki" go nie posądzajmy :)

To Mimi chciała mieć pierwszy raz w pięknej oprawie, a Mike podał termin - i tak była jego, więc w takich sytuacjach prawdziwemu mężczyźnie się już raczej nie śpieszy - swoje dostanie, tak czy owak, oddane w dwójnasób :)

A dlaczego miałby oświadczać się przed porodem?
Może trzymał to jako niespodziankę - dwa w jednym: narodziny syna i oświadczyny.
Po prostu rajska sytuacja :)

W wielu moich opowiadaniach nie ma żadnych wzmianek o miejscu i czasie wydarzeń.
Wiadomo tylko, że rzecz dzieje się w Stanach.
Po prostu skupiam się na problemie, a tamte detale pomijam jako mało istotne.
Miałem nawet takie opko, gdzie nie podałem wcale imienia bohatera, bo ważniejsza była dla mnie kluczowa kwestia tego utworu, a mianowicie Przeznaczenie i jego bezwzględność.
Tak jak tu: najważniejsza jest ich miłość i jej rozwój, a gdzie, kiedy - kogo to obchodzi, więc celowo to pominąłem, by skupić się na meritum.
Z drugiej strony mam takie opowiadania jak "Pocztówka z Tel-Aviviu", gdzie skrupulatnie podaję miejsce i czas akcji.

To opowieść o dobrej miłości, nie każdy takie lubi, może woleć o burzliwych związkach teksty lub toksycznych namiętnościach - u mnie tego nie ma, bo to kochanie idealne :) i wierz mi, naprawdę istnieje :)

Dziękuję Ci za wizytę i pytania odnośnie utworu, zapraszam za jakiś czas ponownie!

Pozdrawiam!
Bellona dnia 06.10.2016 15:13 Ocena: Bardzo dobre
Hej Mike, ciesze się że dziewczyny wzięły się za to Twoje opowiadanie. Trochę teraz pod obstrzałem się znalazłeś, tego Tobie nie zazdroszczę. Mówisz ze to opowiadanie o miłości idealnej, czy idealnej sytuacji? Miłość idealna to nie jest miłość na próbę. Tak naprawdę Twój bohater nie potraktował swojej wybranki inaczej niż inne kobiety. Gdyby mu się coś nie spodobało w okresie próbnym była by po prostu jak każda inna. Czy miłość idealna nie jest bezwarunkowa? Widzisz, lubimy się bardzo czepiać szczegółów ;) ....
mike17 dnia 06.10.2016 15:22
Widzisz, pisząc opko mam w głowie odpowiedni charakter, osobowość, oblicze bohatera.
Mike nie był typem podrywacza, a to, że przedtem miał wiele kobiet o niczym tu nie decyduje.
On uwierzył w Mimi, przystał na jej warunki, a może w stosunku do innych kobiet był typem samca-zdobywcy - tu z miłości rezygnuje z tego, bo wie, że tak trzeba i że to jest prawdziwe kochanie, a więc warto mu się poświęcić.

Miłość bezwarunkowa to pełna akceptacja: nie ma tu prób naginania drugiej strony na swoją modłę, jest człowiek, którego "kupuje się" z całym bogactwem inwentarza, jakim by nie był.
I coś takiego tu chciałem opisać.
Pisałem już o wielu typach miłości, tym razem nadszedł czas na opis czegoś, co jest jak z bajki i pewnie prawie nikomu się nigdy nie przydarzy, ale...
Quentin dnia 07.10.2016 23:43 Ocena: Bardzo dobre
Małe wielkie rzeczy

Rzeczywiście bardzo spokojnie. Ale da się wyczuć od razu, że to twoja robota. Obeszło się tym razem bez bicia ciężkim narzędziem w głowę.

Właściwie to, co napisałeś, nie jest niczym odkrywczym, ale... historia ta uświadamia nam, jak wiele nam umyka. Jak wiele nie widzimy, chociaż mamy oczy i kawałek mózgu, żeby wiedzieć, na co patrzymy.

Dziwne są te chwile, kiedy patrzysz na bliską osobę i dociera do ciebie, że to, co się dzieje, ma szczególny charakter. I że pewnie już nigdy nic podobnego cię nie spotka. Tak jest, kiedy mężczyzna kocha kobietę. I odwrotnie.

Dzięki za uświadomienie tej prawdy.

Pozdrawiam
Quen
mike17 dnia 08.10.2016 10:13
Cześć, Quentin, wierny Czytelniku moich kawałków :)
Jak widzisz, tym razem było spokojnie i namiętnie, i bardzo ludzko.
Nikt nie dostał w głowę, nikogo nie uśmierciłem.
Chciałem pokazać, że miłość potrafi być sielanką, a nie wybuchem fajerwerków, potrafi żyć swoim cichym życiem, nie zaś utrzymywać zakochanych w wiecznym stanie napięcia.

Chodziło mi o taki właśnie rodzaj kochania, gdzie mężczyzna wprowadza niedoświadczoną kobietę w świat namiętności, jednocześnie jest jej przewodnikiem i opiekunem.
Nie jakimś tam partnerem, jak to się teraz często mówi.
Partner to może być w biznesie.
Jest dla niej autorytetem pod każdym względem i ideałem.
Traktuje ją z najwyższą czułością, i szacunkiem.
Bo tak jest, kiedy kocha się kobietę :)

Dzięki wielgaśne za czytanie, refleksje i pojawienie się pod utworem zwyczajnym jak podanie ręki :)
Wolff dnia 08.10.2016 13:08
Nie spodobało mi się. Strasznie to ckliwe. Dialogi trochę przypominały mi moje pierwsze podboje z czasów gimnazjum.
Zabieram się do innych Twoich tekstów, bo fajnie operujesz słowem!, ale tekst jest wręcz wybitnie nie dla mnie.

Pozdrawiam Cię serdecznie ;)
mike17 dnia 08.10.2016 13:21
To opowiadanie jest akurat odskocznią od tego, co zazwyczaj piszę, czyli od męskiej prozy :)
Wolff, obawiam się, że mylisz pojęcia "ckliwy" i tkliwy (czuły) - bo właśnie w tonie tkliwym jest napisana i podana ta miniatura, o ckliwości nie ma tu mowy, to nie "Trędowata ", a pełna ciepła i erotyzmu krótka rzecz o szacunku do kobiety, bo chciałoby się rzec:" Kiedy kochasz kobietę, to ją szanujesz" i to chciałem tu oddać.

Jeśli lubisz mocne i bardzo mocne rzeczy, to zapraszam Cię do mego opka NAJDROŻSZA MAMO, gdzie poczytasz, jak wygląda psychopatia czystej wody, i z pewnością tej nocy już nie zaśniesz spokojnie.

"Kiedy kochasz kobietę" napisałem, bo czułem potrzebę pewnej odmiany po dość mocnych i momentami mrocznych miniaturach tego cyklu.

Tym niemniej dziękuję za wizytę, podzielenie się refleksjami, i zapraszam do czytania innych moich produkcji :)

Pozdrawiam, sącząc piwo :)
Wolff dnia 08.10.2016 13:32
Mike, niestety chodziło mi jednak o ckliwość ( z sjp: 1. przesadnie czuły, słodki; 2. mdły, wywołujący nudności). Chodziło mi przede wszystkim o dialogi - wspomniałem zresztą o nich - które biły mnie swoją słodkością.
mike17 napisał:
pełna ciepła i erotyzmu krótka rzecz o szacunku do kobiety, bo chciałoby się rzec:" Kiedy kochasz kobietę, to ją szanujesz" i to chciałem tu oddać.

A, jasne, z tym się zgodzę. Dla mnie było to po prostu zbyt kobiece, a był to niestety Twój pierwszy kawałek, który miałem okazję przeczytać. W takim razie wyruszam na poszukiwania tej "męskiej prozy". ;)
mike17 dnia 08.10.2016 13:36
Mój tekst nie jest przesadnie czuły, jest po prostu czuły, dlatego pozostanę przy swoim zdaniu :)
Takie podejście do kobiety jest mi bliskie z życia, i żona nigdy nie nazwałaby mnie ckliwym, także pozostańmy przy czułym :)

A poza tym to kwestia wrażliwości - ten tekst widocznie nie był dla Ciebie.
czarodziejka dnia 18.10.2016 20:26
Cytat:
we­szli­śmy do kra­iny ko­cha­nia
- kraina kochania ? bez jaj...

Bardzo dawno komentowałam (ostatnio nie zaglądam tu często). Zaciekawił mnie tytuł twojego tekstu. Niestety jako potencjalny czytelnik nie jestem usatysfakcjonowana tekstem. Nie chodzi o zgrzyty, których jest sporo, ale o cały tekst. Na swoim koncie mam wiele przeczytanych romansów, erotyków, ale twój tekst jest gorszy od książki "Grey", która przynajmniej miała potencjał. Wybacz, że tak wypalam z ostrej rury - nie znam twoich wcześniejszych tekstów - ale w moich oczach powyższy wypada słabo. Jak dla mnie teks nie ma duszy, brak w nim emocji o zwykłe takie stukanie o klawisze. :rip:
mike17 dnia 18.10.2016 20:44
czarodziejka napisał/a:
Nie chodzi o zgrzyty, których jest sporo,

Na starcie poproszę o takowe :)
czarodziejka napisał/a:
Jak dla mnie teks nie ma duszy, brak w nim emocji o zwykłe takie stukanie o klawisze.

Emocji masz aż nadto, może ich po prostu nie widzisz?
"Greya"nie znam, więc już może być tylko lepiej, z tego, co o tym utworku słyszałem.

Pozdrawiam, sącząc wieczorne piwko :)
czarodziejka dnia 18.10.2016 21:22
Nie obraź się, ale jak dla mnie w tym tekście wszystko zgrzyta. Brakuje mu realizmu - 2 miesiące i już taka miłość? W tym czasie nie można się nawet dobrze poznać. Czuje, że nie bardzo miałeś czas zapoznać się z kobiecą literaturą, skoro twój tekst tak wygląda. Nie twierdzę, że nie masz potencjału, ale może te klimaty sobie odpuść

Cytat:
że to z nią chcę się ze­sta­rzeć, z nią umrzeć, z nią prze­żyć życie.

- uważasz, że ten szyk wyrazów ma sens?

Cytat:
W pew­nej chwi­li zdją­łem z niej strin­gi i roz­chy­la­jąc uda wsu­ną­łem tam głowę.

Uważasz, że to zdanie ma podłoże erotyczne, że jest "seksowne"?

Cytat:
Ca­ło­wa­łem mięk­kie uda, wsu­wa­łem palec do środ­ka, sub­tel­nie prze­su­wa­łem dłoń po jej wło­sach.

O które owłosienie chodzi ? to zdanie jest niezrozumiałe

Sceny intymne są wręcz beznadziejne, sztuczne, mało erotyczne. Na temat dialogów nie chce się wypowiadać, bo naprawdę szkoda słów. Mogłabym tak wytykać jeszcze wiele, ale nie mam na to czasu.

Nie chce być wredna, ani nieuprzejma, ale warto przybliżyć sobie taką tematykę, czytając kilka książek, które są chwalone przez czytelników. Masterton, choć pisze powieści grozy (na też w swoim repertuarze inne gatunki) bardzo ciekawie opisuje zbliżenia intymne.
Na swoim czytelniczym koncie mam wiele dobrych, ale i wiele kiepskich erotyków, romansów więc mam z czym porównać twój tekst.
mike17 dnia 18.10.2016 21:47
W przerwie meczu odpowiem:
czarodziejka napisał/a:
2 miesiące i już taka miłość?

Ja z żoną "zaiskrzyłem" w jeden dzień, i jesteśmy od 25 lat razem, więc coś bzdurzysz.
Wymienione przez Ciebie zdania są poprawne, tylko Ty masz z tym problem.
czarodziejka napisał/a:
że to z nią chcę się ze­sta­rzeć, z nią umrzeć, z nią prze­żyć życie.

Tu masz klasyczny środek stylistyczny - powtórzenie.
czarodziejka napisał/a:
W pew­nej chwi­li zdją­łem z niej strin­gi i roz­chy­la­jąc uda wsu­ną­łem tam głowę.

A czytałaś Bukowskiego?
Nie, to poczytaj, to się dowiesz, czemu tak się pisze :)
czarodziejka napisał/a:
Ca­ło­wa­łem mięk­kie uda, wsu­wa­łem palec do środ­ka, sub­tel­nie prze­su­wa­łem dłoń po jej wło­sach.

Czy to złośliwość?
Mniemam, iż doskonale rozumiesz, że chodzi o głowę.
czarodziejka napisał/a:
Nie chce być wredna, ani nieuprzejma, ale warto przybliżyć sobie taką tematykę,

Właśnie chciałem Ci to polecić.
To, co wypisujesz mi tu pod utworem, to krytykanctwo, o krytyce nie masz pojęcia.
Weź lekcje tejże, a potem się wypowiadaj.
Twój "występ" traktuję jako wypadek przy pracy, ale pamiętaj, uczymy się całe życie!

Czółko!
czarodziejka dnia 18.10.2016 22:32
Najwidoczniej gustujemy w innej literaturze. Jeśli autor o którym wspominasz tak pisze cieszę się że nie czytałam jego książek.Widzę że nie potrafisz przyjąć krytyki. Ja jestem po ślubie 15 lat - iskrzenie a pewność że chce sie z kimś spędzić życie to dwa światy. Cóż gdy coś wydasz raczej nie zostanę twoją fanką.
mike17 dnia 18.10.2016 22:39
Z mojej strony to by było na tyle :)
Niczyja dnia 18.10.2016 22:57
mike17,
Podoba mi się jak odpierasz ataki. Z klasą, bez agresji, z dużą dozą spokoju i pewności siebie.
Tak trzymaj:)
:yes:

PS. Sama chciałabym tak umieć, ale wszystkiego można się nauczyć, prawda?
mike17 dnia 18.10.2016 23:01
Dziękuję :)
retro dnia 20.10.2016 11:26
Cześć Michał, trochę mnie u Ciebie nie było, ale co się odwlecze...

Tytuł wabiący, ale treść już zbyt sielankowa, przesłodzona, odrealniona, co nie znaczy, że nie pokładam wiary w miłość prawdziwą. Znam pary, których połączyła ta iskra, kibicuję im. Razi mnie kilka spraw, np. to, że ona dziewica, a on już nie. No w końcu równouprawnienie mamy;)

A zdanie: "zdjęłaś buty i parkiet była nasz" :):) to w dwójnasób można zrozumieć, może lepiej po prostu: zaczęliśmy tańczyć i parkiet był nasz?

Wyłapałam jeszcze inne smaczki, ale może przy okazji, bo czas goni. I nie polecajmy "50 twarzy Greya" Staśka, czy Mietka młodym, niewinnym dziewczynom - nie czytałam, ale rozm. na jej temat z osobami starszymi, mądrzejszymi i czy mam prawo się wypowiadać? Mam, to najzwyklejsza książka o manipulacji, nic dobrego.

Pozdrawiam czwartkowo, a jutro już piąteczek:)
mike17 dnia 20.10.2016 13:03
Dzięki, Retro za czytańsko i garść refleksji.
Już pisałem wcześniej, że po mojemu to nie jest przesłodzone ani odrealnione, jest to obraz cudownej miłości, jak najbardziej realnej, a chyba każdy chciałby, by jego kochanie było słodkie i bezproblemowe, jak w mojej miniaturze.
To jedna z cyklu miniatur miłosnych, gdzie opisuję różne odcienie kochania.

Sam jestem z żoną już 25 lat i nasze pożycie jest bardzo podobne do tego tu opisanego, więc mogę niejako powiedzieć, że są tu wątki autobiograficzne.
I znam małżeństwa, gdzie ludzie żyją już bardzo długo ze sobą i nadal noszą się na rękach - pielęgnują swoją słodycz, "nierealność", bo są dla skurwiałego świata zaiste nierealni.
W dobie zdrad, rozwodów, roszad "partnerów" i innego kołtuństwa.

Greya nie czytałem, ale słyszałem, że to straszny gniot.

Dziękuję za wyłapanie literówki!

Zapraszam do innych miniatur z tego cyklu :)

Pozdrawiam wesoło!
retro dnia 22.10.2016 21:11
Michale cóż rzec, gdy ja swoje, a Ty swoje? A czytałeś z uwagą mój komentarz? Tak, jak pisałam znam wiele szczęśliwych par, które połączyła miłość i które godnie pokonują przeciwności losu, bo takowe zawsze występują, a u Ciebie: iluzja. Co będzie dalej? Kiedy ją zdradzi? Kiedy wypije o jeden kieliszek za dużo? Kiedy nazwie ją kurwą, pomimo, że był jej jedynym mężczyzną? Życie to nie jest bajka, chyba powinnam zajrzeć do innych Twoich opowieści, być może tam mniej baniek mydlanych?? Pozdrówka sprzed tv:)
Aronia23 dnia 22.10.2016 22:31 Ocena: Świetne!
Miki, tyle erotyki jest w Twej opowieści. Zdanie "Poszliśmy na tamten film do kina i tak naprawdę niewiele z niego zapamiętaliśmy: przez cały czas całowaliśmy się, ja pieściłem dłonią twoje piersi, ty masowałaś moją męskość, byłaś bardzo w tym odważna, lecz ja nie posunąłem się tak daleko, by gładzić twoje uda."- a szkoda, a skoda - jak śpiewała w swoim czasie W. Młynarski. Wiesz, mam wrażenie czasami, że Twoje opowieści zaczynają już trącić pornografią, zamiast delikatność uczucia, pokazują tylko żądze cielesne. Lizanie, stringi - one są koszmarne dla kobiety, jak wysokie obcasy. Zarzucamy Chińczykom dawne pętanie nóg kobietom, a my co robimy? Facet może być niegolony, w trampkach itd. A jest niby elegancki. Elegancki to jest Fox z "Archiwum X' a tym samym jego partnerka D. Scally. Elegancki to jest S. Connery - to klasa. A tu całowanie w kinie i prawie spółkowanie, jak to ma się do intymności? Znasz piosenkę Turnaua "m]Miejscowa idiotka z tutejszym kretynem.
Oni tez poszli do kina, na melbę na winko, a potem dorobią się córki lub syna- miejscowej iditki, tutejszego kretyna.
Nie dopatruj się negacji twojej opowieści z mojej strony, ale Milena- poza zasięgiem bohatera, to było to. Nigdy nie zapomnę tego opowiadania. A to? No cóż tak czułeś i tak napisałeś. Nie gniewaj się za moje uwagi. Dobranoc.
mike17 dnia 23.10.2016 09:43
retro napisała:
a u Ciebie: iluzja. Co będzie dalej?

Tego nie wiemy - ja przedstawiłem dotychczasowy okres życia tej pary.
Nie wiem, co się z nimi stanie za x lat, czy idealna miłość przetrwa do grobowej deski.
Ukazałem jakiś etap, piękny i niebiański, i tyle.
Co dalej?
Nie jestem jasnowidzem, choć wróżę tej parze jednak świetlaną przyszłość :)

Aronio, w swoim założeniu ten cykl miał być mocno przesycony erotyką, momentami mocną.
Wiem, że nie każdemu to odpowiada - dla mnie to normalna, zwyczajna rzecz, z którą nie mam problemów.
Ale rozumiem Twój punkt widzenia.
Opowieść o Milenie była jak marzenie o pięknym śnie, uduchowiona i unosząca się pod gwiazdami, tu jest samo życie, a jak życie, to i życie płciowe.
Tam bohater nawet nie śmiałby dotknąć Mileny, tu sprawy seksualne traktowane są zupełnie swobodnie.
Dwa różne światy - dwa różne style mojego pisania (nie jedyne, of course) :)
Piszę w tak wielu konwencjach, że nigdy nie przewidzisz (ja też nie), co napiszę za miesiąc.
To przychodzi samo i jest bardzo różnorodne, i dobrze, bo nic gorszego jak być one show manem.

Obie Panie pozdrawiam niedzielnie i dziękuję za komentarze :)

Ahoy!
Aronia23 dnia 23.10.2016 10:14 Ocena: Świetne!
Miki, seks jest ok. To wszyscy wiemy, ale do Mileny mam sentyment, może z racji moich doświadczeń. Do Kuleczki też. Wydaje mi się, ze tak dawno się "znamy"... A wiesz, mój Irysek - kotek biały jak śnieg z czarnym uszkiem i ogonkiem, ma już 16 lat? Ale kręgosłup ma chory, śpi ze mną pod kołdra - tylko nie mów nikomu.
Erotyka, mówisz? Ale w dobrym tego słowa znaczeniu, nie przemoc. No, tak, przecież czytałam. Miłej niedzieli.
mike17 dnia 23.10.2016 10:26
Właśnie, erotyka, bez jakichś obleśnych "detali" anatomicznych.
Erotyka, która idzie w parze z czystą miłością :)

Trzymaj się!
retro dnia 27.10.2016 11:06
Podsumowując: Twoja żona to szczęściara:-) I masz rację, co nam pozostanie, jak przestaniemy wierzyć w prawdziwą miłość??
mike17 dnia 27.10.2016 11:55
W zupełności się z Tobą zgadzam :)
Jowa dnia 30.11.2016 23:58
Tekst delikatnie wręcz traktuje o miłości. To właściwie taka dojrzała miłość bo inicjatorem jest on główny bohater ,który powtarza często, że tajniki miłości ma w jednym palcu. Zderzenie dwóch światów. Pełen surrealizm. Każde wzmocnienie słów związanych z seksem momentalnie zostaje wyhamowane. To jak zaznaczyłeś miało być szlachetne. A seks nigdy nie jest szlachetny. Każdy pędzi do swojej mety. I to nawet jeżeli pomaga w biegu to i tak finał przeżywa sam. Ale tutaj miał powstać obraz miłości. Stworzyłeś więc parę pełną ideałów.
mike17 dnia 01.12.2016 10:23
Dzięki, Jowo, za koment i czytelniczą wizytę :)
Chodziło mi o ukazanie ideału, pięknego kochania, dojrzałego i pełnego.
Żadnych półśrodków i biegu na skróty.
Miało być z klasą i dostojnie.
A seks?
On nigdy nie ucieknie, jak się na niego poczeka :)
Bo i on powinien być pięknem samym w sobie.

Pozdrawiam znad kawizny :)

PS.
Dziękuję za dodanie mnie do Ulubionych Autorów.
Jaga dnia 07.01.2017 22:31
Hej, Mike:)

Przepraszam za szczerość. Niby zwykły Harlequin, szmira, którą omijam, ale znając autora dobrnęłam do końca. Primo, dobrze się czyta; posiadasz lekkość pisania, to bardzo cenne! Secundo, napięcie rośnie i cały czas zastanawiałam się czy finał będzie klapą, czy sukcesem...
Nie podnieciłam się, ale to moja wina. Wolę pikantnie. Nie wzruszyłam się, choć wydaje mi się, iż rozumiem głębię tego uczucia.

Finał nie zwalił mnie z nóg. Życie pisze różne scenariusze, w literaturze szukam ...poruszeń;-)

Mike, mimo wszystko, nigdy czas z Twoją prozą nie jest czasem straconym. Czytało się bardzo przyjemnie.

Pozdrawiam,
Jaga
mike17 dnia 07.01.2017 22:48
Nie każdemu się dogodzi, Jago, i dlatego pozostaję swobodny :)
To znaczy wiem, że każdy coś innego wychwyci.
I o to chodzi.
To prosty tekst, bez specjalnych napięć, bez czegoś, co miałoby z czytelnika zrobić bombę wybuchową - o nie - to o kochaniu, zwyczajnym, bez wydęć i zadęć, takim normalnym.

Finał był przewidywalny.
Nie miał zwalać z nóg.
Miał na nich trzymać.

Cieszę się, tak się stało.
Chciałem ukazać głębię pewnego kochania.
Nic poza tym.
Tyle.

Jago, jakże mi miło słyszeć takie słowa!
To miód na moje artystyczne serce.
Gęsty i słodki.
Miodzio...

Pozdro!
Abigail dnia 23.01.2017 22:15
Witam. Tak dużo literek już się pojawiło pod tym tekstem... Nie wiem, czy moje zdołają jeszcze coś wnieść.
Przyszłam do Ciebie, ponieważ zaintrygował mnie tytuł. Chciałam zobaczyć jak płeć odmienna opisuje uczucie między kobietą a mężczyzną :)
Faceci inaczej postrzegają świat, co nie wyklucza tego, że mogą być romantyczni, delikatni i troskliwi.

Sama treść nie zrobiła na mnie wrażania. Przesłodzona, naszpikowana zbytnią romantycznością. Wiem, co miałeś na myśli i jaki był przekaz, ponieważ czytałam wcześniejsze wpisy. W pisaniu chodzi o to, co czuje i odbiera czytelnik. Jeżeli to pokrywa się z zamysłem autora, to jest super. W moim odczuciu było trochę inaczej. Nie twierdzę, że to jest źle. Do mnie ten tekst nie przemówił, ale nie oznacza to, że jest zły. Ja mam wadę lub zaletę (do wyboru, kto co woli), że zawsze na wszystko staram się patrzeć troszeczkę pod innym kątem.

Przystępny język, który sprawia, że przelatujesz przez tekst i raptem stwierdzasz - to już koniec?

Męczyło mnie to, że każde zdanie jest pisane jedno pod drugim. Dawało to uczucie urywanego tekstu. Brakowało mi ciągłości, po której oko prześlizgiwałoby się płynnie ze zdania na zdanie.
Męczyły mnie też zbytnio przesłodzone dialogi. Za dużo tej miłości w miłości :)

Tekst na tyle przyciągnął moją uwagę, że zajrzę do innych Twoich dzieł :)

Pozdrawiam
Abigail
mike17 dnia 23.01.2017 22:44
Bardzo mi miło, że zawitałaś :)
Czy przesłodzony czy nie, to już kwestia osobnicza.
Dla mnie akurat jest to język codzienny :)
Więc nie mam z tym problemu, na co dzień żyję w takim świecie.
Od wielu lat mam z tym do czynienia, i nie wiem, jak można żyć inaczej.
Rozumiem, że są ludzie, którzy są bardziej "surowi" w kwestiach miłosnych, ale ja tam nie mam z nimi po drodze, po prostu nie wiem, o co im chodzi.
Chciałem w tym tekście oddać wiele siebie, swojego spojrzenia na kochanie.
Uważam, że oddałem to jasno i klarownie.
Bez zadęć i kwiecistości.
Utwór miał być prosty, nawet bardzo prosty, bo takim postrzegam kochanie.
Nie chciałem nic tu udziwniać, dać jeno czysty przekaz.
Czy się udało, czy nie, każdy z komentujących się już wypowiedział.

Pisanie jednego zdania w jednej linijce to mój znak firmowy :)
Inaczej nie wyobrażam sobie czystego przekazu.
A mnie nie pozostaje nic innego jak podziękować :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
al-szamanka
24/04/2019 21:41
Powiem Ci tak: Wiersz byłby o wiele lepszy, gdyby był… »
Marek Adam Grabowski
24/04/2019 13:36
Bynajmniej nie chodzi o błędy językowe; lecz o to, iż temat… »
Miladora
24/04/2019 12:50
Witaj poświątecznie, Hope. :) Będzie krótko, bo nie mam się… »
Berele
24/04/2019 10:19
Zdanie w 2 zwrotce jest nienaturalnie długie. To nie jest… »
pociengiel
24/04/2019 08:33
Chyba tak mam czas do wieczora. »
al-szamanka
24/04/2019 08:23
Fajnie, że się podobało. Dziękuję za poczytanie i miły… »
al-szamanka
24/04/2019 08:21
Odjazdowy tytuł :D Najbardziej podoba mi się słońce… »
lew morski
24/04/2019 03:44
Wielkie dzięki za przeczytanie i komentarz – myślałem, że… »
Abi-syn
23/04/2019 21:28
Hejka Wiki to prawie jak ja, :) , też rzadko, też z… »
Elminster
23/04/2019 18:10
@Marek Adam Grabowski nie zmieniłem czcionki, ponieważ… »
cliffhanger
23/04/2019 16:47
Bardzo dobre. »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:16
Widzę, że powtarzasz błędy z poprzedniej części. Nawet… »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:08
Bardzo piękny wiersz. I piszę to mimo tego, że nie przepadam… »
al-szamanka
23/04/2019 14:55
Nie dziwię się, że próbowała utonąć. Doskonale pokazałaś… »
Madawydar
23/04/2019 12:09
Fabuła zapowiada się całkiem nieźle. Błędy są, ale nie… »
ShoutBox
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:55
  • Cholera jasna! Co mnie tu znowu przygnalo? :)
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:54
  • By ich nie spalic, troskliwie zawijaj w sreberka. /Swistak/ :)
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:52
  • I pamietaj by wsrod przypraw , byla oliwy kropelka.
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:51
  • Juz niedlugo, za dni pare. Idz po piwko, nie gitare. Rozpal grilla a w sam zar, wloz kartofli kilka par.
  • mike17
  • 23/04/2019 18:46
  • Głosujcie w MUZO WENACH 7 na swoich faworytów, oto konkursowe namiary : [link]
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:31
  • A kto inny mówi, że w Słowniku Poprawnej Polszczyzny z 2016 jest: winny wszystkiemu. I co tu sądzić? Ja mam tylko taką sugestię: być winny wypadku, zdarzeń (kogo, czego).
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:27
  • Otóż dzwoniłem do poradni językowej Uniwersytetu w Poznaniu. Podano mi, że w słowniku sprzed 40 lat obie formy są dopuszczane, a w nowym tylko w formie dopełniacza. Więc: winny wszystkiego.
  • Dobra Cobra
  • 23/04/2019 10:40
  • Jaka piękna wymiana celowników i dopelniaczy ! Lata cale czekałem na taką rozrywkę umysłową na Sb.
  • MitomanGej
  • 23/04/2019 04:30
  • "Wszystkiemu" to celownik, a "wszystkiego" - dopełniacz. Z logicznego punktu widzenia poprawna jest forma z końcówką -ego, gdyż jesteśmy winni kogo/czego, w celowniku to możesz być winny koledze 5 zł
Ostatnio widziani
Gości online:11
Najnowszy:yxutyf
Wspierają nas