Oczy są mozaiką - mike17
Proza » Miniatura » Oczy są mozaiką
A A A
Od autora: To szósta i zarazem ostatnia miniatura w tym miłosnym cyklu.
Dokąd prowadzi miłość, dokąd prowadzi nienawiść.
Czy to się kiedyś kończy?
Czy można zmienić własne życie tak, by odciąć się od "korzeni"?
Czy można wybaczyć?
O tym dowiecie się, czytając tę miniaturę.
Tytuł zapożyczyłem z piosenki Cocteau Twins.
Zapraszam do wspólnej zabawy :)

 

                                                     
 
 
 
 
- Znów używałeś mojej szczoteczki do zębów? – krzyknął Ben, jakby miał zaraz rzucić mi się do gardła.
- No, bo moją wcięło i już jej pewnie nie zobaczymy – zażartowałem głupkowato.
- Ty nie jesteś normalny.
- To samo chciałem powiedzieć o tobie: czego bym nie zrobił, masz jakieś „ale”.
Weź się, facet, opanuj, albo znajdź sobie panienkę, żeby spuścić z pary - rzuciłem na luzie.
- Kiedyś cię zabiję.
- Albo ja ciebie.
 
Nasz ojciec miał wiele kobiet, ale z tego, co mi wiadomo, dzieci zrobił tylko dwóm paniom: matce Bena i mojej, Mary Elizabeth Jones, która dała się omamić temu prymitywnemu kobieciarzowi, niebawem umierając na powikłane zapalenie płuc, co zbiegło się dziwnie z faktem, iż matka Bena została zamordowana przez swego kochanka podczas pijackiej kłótni w przyczepie kempingowej, gdzie mieszkali i całe dnie trawili na piciu i prostackim seksie.
Wtedy nasz ojciec jakimś dziwnym trafem zabrał nas do siebie i tak już pozostało.
Dorastaliśmy we wspólnym pokoju, bijąc się codziennie o wszystko: albo on zawinił, albo ja, ale prawda była taka, że nie po drodze nam było ze sobą, i wcześniej lub później ten wrzód musiał pęknąć.
- Twoja matka była dziwką – powiedział kiedyś tak lekko, jak opowiada się płytki żart.
Jego oczy były jak mozaika, ułożona z plugawych, przeklętych punkcików.
Igrały w moich niepokojącym blaskiem, jakbym patrzył w zatrutą toń jeziora, które wyłoniło się ze złego snu i teraz jest częścią teraźniejszości i mami przeklętą poświatą.
- A ja myślałem, że twoja, fajansie – odparowałem i zaśmiałem się, bo niestety znałem upodobania mojej mamy do mężczyzn oraz brak hamulców w sferze erotycznej, toteż niespecjalnie obrażałem się za prawdę – w tym byłem zawsze o krok przed nim.
On uważał matkę za świętą, podczas gdy miał ją niejeden facet w naszym mieście i dla nikogo nie było to żadną tajemnicą – mamusia lubiła ostrą jazdę bez trzymanki.
- Marzę o chwili, kiedy będę pluć na twój grób – wysapał.
- Powodzenia.
 
Ojciec tuż przed śmiercią wysłał nas na różne uniwersytety: mnie do Ohio, jego do Maine, pewnie dlatego, żebyśmy się w końcu nie pozabijali, bo sytuacja stawała się groźna.
Kiedy pewnej nocy, po uciechach z dwiema panienkami stanęło jego serce, zadzwoniła do mnie z rana ciotka, że za tydzień pogrzeb, i dodała, że ktoś musi teraz mieszkać w tak wielkim domu, dbać o niego, pielęgnować trawnik i regularnie czyścić basen.
Ona jest już stara, nie ma dzieci, bo zginęły w Wietnamie, i czas na męską decyzję.
Gdyby małżonek, który na plaży Omaha smażył Szkopów miotaczem ognia nagle ożył, pewnie nie byłoby tematu, ale oni nigdy nie wracają, więc w rękach żywych był los świata.
 
Przerwałem studia, wróciłem i zostałem rybakiem.
Niespodziewanie odnalazłem się w najprostszych przyjemnościach tego świata.
Każdego dnia przechadzałem się po ponad dwustumetrowym domu i myślałem, skąd stary miał kasę, by wybudować coś takiego, a poza tym, po co człowiekowi taki zbytek.
Ludzie różnie o nim gadali, że miał szemrane konszachty z samym Jimmy’m Pacone, ojcem chrzestnym tego regionu, inni, że lizał jaja policji i razem handlowali amfetaminą, którą zdobywali podczas nalotów na drobnych cwaniaczków, tyle że czesali prawie cały stan, stąd ich dochody szły w miliony, a że ręka rękę myje, ojcu nigdy nie spadł włos z głowy.
Kiedy jego adwokat uświadomił mnie o stanie kont, opadła mi szczęka.
Już wiedziałem, że pracę rybaka mogę potraktować czysto hobbistycznie.
I miast łowić sieciami rybę na sprzedaż, rekreacyjnie wędkowałem i wieczorem smażyłem, popijając zimnym, markowym piwem w poczuciu spełnienia, że praca nie dla mnie, już dnia w życiu nie przepracuję, bo nie muszę, pozostawię to tym, którym nie udało się ustawić.
 
Lubiłem chodzić do nocnych klubów, ale skutki były gorzej niźli mierne – dziewczyny wiedziały już, że jestem przy kasie i leciały na mnie jak muchy na świeże gówno.
Romantykiem człowiek się rodzi i chyba mnie to właśnie dotknęło.
Wychodząc z domu liczyłem, że właśnie dziś spotkam moja jedyną.
Za każdym razem scenariusz był ten sam – romantyzm to nie była dobra rzecz na te czasy.
Moje wypady kończyły się totalną porażką i wracałem z powrotem do domu z poczuciem zmarnowanego czasu i czegoś jeszcze: pewności, że bogaci są przystojniejsi, a ten stan rzeczy wcale mnie nie bawił, bo nie byłem już szczawiem, a chciałem poznać kogoś na zasadzie czystości uczuć.
Jedno spojrzenie, jeden gest, jedno słowo.
Takie to trudne?
 
Pewnego lata, chyba było to w 1965 roku, Ben wrócił na stare śmiecie ze studiów.
Nie przyjechał sam – przywiózł ze sobą Clarise, soczystą blondynkę, o wydatnych ustach i powłóczystym spojrzeniu mogącym każdego mężczyznę przyprawić o ostre drżenie, i oświadczył mi bez zbędnych ceregieli, że z nami zamieszka, bo jest jego kobietą.
Jako dobry adwokat natychmiast założył sprawę o podział majątku, ale jako że wola ojca nie przewidywała podziału, miał z tym nielichy problem.
Ojciec zaznaczył, że bracia mają mieszkać razem pod jednym dachem.
Pamiętał naszą nienawiść, i nawet „stamtąd” chciał jakoś zażegnać ten przykry problem.
 
Byliśmy jeszcze młodzi, ale nie na tyle, by być głupcami.
On jednak przekroczył tę cienką granicę, poza którą nie jest się już mężczyzną.
Kiedy uderzył ją pierwszy raz, przybiegła do mojego pokoju, przerażona jak małe zwierzątko, któremu ktoś dał mocno kijem i na koniec solidnie kopnął.
- Co, Clarise? Co się stało?
- On chciał nie po bożemu.
- I uderzył cię?
- Tak. Trzy razy. I powiedział, że jak się poskarżę, to pożałuję.
- Tak mówi człowiek po studiach?
- Wiem, co słyszałam. On nie żartuje.
- A gdzie on teraz jest?
- W naszym pokoju, pije whisky i śmieje się do siebie.
- Pójdę tam.
- Nie chodź. On ma bardzo złe spojrzenie.
- Jednak tam zajrzę.
- Nie. Błagam.
- Dobrze, ale jeśli jeszcze raz powiesz to, już mnie nie powstrzymasz.
Wtedy Ben pojawił się na schodach, miał w ręku nóż.
Zszedł powoli, po czym podszedł do mnie i zapytał:
- Coś ci się nie podoba, kochaniutki?
- Ty, kundlu – rzuciłem natychmiast.
- To popatrz, jak smakuje brat – i mówiąc to, przeciągnął nożem po mojej twarzy.
- Dość! – krzyknęła Clarise i odepchnęła go.
Upadł ciężko na podłogę i zaśmiał się ochryple.
 
Życie potrafi dać solidnego kopa, kiedy się tego najmniej spodziewamy.
Powstrzymało go, a mianowicie śmiertelna choroba, co przyszła jak złodziej.
Któregoś dnia, szarego jak twarz sprzedawcy jabłek o siódmej nad ranem, usłyszał, że ma szansę na przeżycie, jeśli znajdzie się dawca nerki, o określonej grupie krwi.
Od lat musiał żyć z jedną nerką i ta teraz odmówiła posłuszeństwa.
Ta dziwna pani o nazwie „śmierć” już pukała do jego drzwi i chętna była pocałować na wieki.
Wyjechał do innego stanu, ale tam nerka okazała się pomyłką – wrócił więc i pił na umór.
Spojrzałem w jego oczy: były jak trupia mozaika, ułożona z cmentarnych medalionów.
Nie było tu już bezczelnej pewności siebie – w to miejsce weszło coś na kształt lęku.
We wtorek wsiadł do samolotu i poleciał bardzo daleko, bo tam była nadzieja.
 
- Jestem taka samotna – szeptała, kiedy całowałem jej chłodne usta. – Kochaj mnie, daj mi to tej nocy, proszę, Mike, tak bardzo mi tego potrzeba.
Nigdy nie zapomnę tej czułej ciszy, tych magicznych minut, gdy mokre prześcieradło znaczyło szlak naszej namiętności, bo dała mi siebie jak żadna inna, wtedy, kiedy i ja czułem, że tych chwil już nic nie powtórzy, że zachowamy je, dopóki trwać będzie pamięć.
Że tak już nigdy nie będzie, bo tej minuty już nie powtórzy życie, owszem, da inne, może lepsze, ale już nie takie, tej intensywności próżno później szukać, tak to zwykle bywa.
W sekundach takiej desperacji rodzi się największa namiętność: poczuliśmy ją i długo potem nie mogliśmy jeszcze uspokoić się, bo wrażenie było zbyt silne.
- Dlaczego ty jesteś taki delikatny, a on był taki… hm, no nie wiem, zwierzęcy?
- Mieliśmy różne matki, może dlatego. Zadajesz trudne pytania.
 
Ben regularnie dzwonił, a ona mówiła, że go kocha i czeka na jego szczęśliwy przeszczep.
Mówił cichym głosem, jak ktoś, kto gaśnie.
Że póki co szanse na zabieg są nikłe, ale on ma nadzieję, że pewnego dnia…
Wtedy dostał ten telefon i jego reakcja była chłodna, może myślał tylko o sobie, może będąc już jedną nogą na tamtym świecie, niewiele przyjmowało do siebie: Clarise wylądowała w szpitalu, i dość szybko okazało się, że poroniła, lecz nie to miało być najgorszą z prawd: ta ciąża była pierwszą i ostatnią.
To ja byłem jedyną osobą, która się z nią spotkała, i to ja usłyszałem to, co ona miała do powiedzenia:
 
- To nasze dziecko, ono było nasze, Mike – płakała, i widziałem, że nie dba o to, jak to zostanie odebrane. – On tak bardzo chciał mieć dzieci, nie mógł, a my, tak łatwo… O adopcji nie chciał słyszeć. Nie chciał wychowywać cudzego bachora, jak mawiał. Nie mogę mu powiedzieć o nas. To by go zabiło, albo ciebie. Niech wierzy, że było nasze. Przecież byłam z wami prawie jednocześnie. On się nigdy nie domyśli. A ty, ty mu nie powiesz, prawda?
- Tak – powiedziałem tak twardo, jakbym chciał kogoś wdeptać w ziemię.
- Wiesz, można pokochać dwóch mężczyzn w tym samym czasie.
- Skąd to wiesz?
- Jeśli wróci do mnie, zostanę z nim, ale nigdy nie zapomnę ciebie.
- A pomyślałaś, co ja czułem?
- Domyślałam się, że ci na mnie zależy, że jeśli Ben umrze, zostaniesz ze mną.
- Bo tak miało być.
- Zrobiłabym to. Dla nas, dlatego, że mogłabym cię pokochać.
- A co, jeśli Ben przeżyje?
- Wtedy może coś się zmieni. Coś w naszym życiu, coś w nas. Może to, co było podłe, odejdzie i pojawi się słońce po burzy. Nie wiem, ale wierzę, że czas czyni cuda.
- On zawsze był bydlakiem.
- Wiem, i najgorsze jest to, że takie kobiety jak ja wiążą się z takimi. To jak plus i minus.
Ich siła daje nam coś, czego nie mamy. I nigdy nie powiem, co w tym jest, że to jest tak silne.
Jak to jest, że coś nieakceptowanego staje się z biegiem czasu normą.
- Więc my nigdy nie mielibyśmy szans?
- Chyba nie. Ty dawałaś mi czułość, on bezpieczeństwo. Ty spacer pod chmurami, on konkretną rzeczywistość.
- Nie pytam, co wybierasz.
- Nie da się połączyć wody i oleju. Coś trzeba wybrać.
- A jeśli nie znajdzie się dawca?
- On umrze.
- I co wtedy?
- Będziemy razem. Kochasz mnie?
- Tak.
- Więc już wiesz.
- Zrobisz to tak lekko?
- Lekko?
- Widzę, że zaakceptujesz każdą opcję.
- Kocham was, ot co.
- Czyli po prostu czekasz?
- Chyba inaczej się nie da.
 
W naszym życiu niewiele się zmieniło: Ben często dzwonił z innego stanu, gdzie oczekiwał na nerkę, a my z Clarise mieliśmy swoje małe niebo, i wtedy postanowiliśmy, że dopóki on żyje, nie będziemy ze sobą spać, wystarczą pocałunki, czułość i cała ta magia kochania.
Nie potrafiliśmy przyznać się przed sobą, że poronienie mogło być karą za cudzołóstwo, mocnym ostrzeżeniem, by nie iść tą drogą, że nie można budować szczęścia na czyimś nieszczęściu, bo to zawsze uderzy w człowieka i zniweczy wszystkie jego plany.
 
Często słuchałem ich rozmów i coś zaczynało układać się w głowie, coś nowego, czego dotąd we mnie nie było – nagle odkryłem, że na moich oczach coś się zmienia, powoli, ale pewnie.
Jego głos był coraz cichszy i momentami wręcz drżący, gdzieś jakby po drodze przepadła owa hardość, która przez lata doprowadzała mnie do szewskiej pasji, wyglądało na to, że wrodzona złość wypalała się z wolna, a na jej miejsce pojawił się zwyczajny spokój, lub też nieme pogodzenie z losem.
Bowiem nie było pewności, czy znajdzie się odpowiedni dawca narządu, jako że Ben posiadał wyjątkowo rzadką grupę krwi, co skutecznie utrudniało całą operację i nie dawało wielkiej nadziei, że pewnego dnia ktoś właściwy pojawi się i mój brat znów wróci do zdrowia.
 
Bo czy miałem jakiekolwiek prawo zabraniać jej kochać męża?
Trwać przy nim do samego końca?
On nie chciał odwiedzin, ale ciągle dzwonił, wybrał taki z nią kontakt.
Nie każdy pragnie, by patrzono na jego cierpienie i taki był właśnie mój brat.
Czy mogłem powiedzieć mu prawdę, że kocham Clarise, jak nie kochałem nikogo w całym życiu i marzyłem, by się z nią zestarzeć?
Wiedziałem, że gdyby zamieniono role i to ja znalazłbym się na jego miejscu, on z pewnością nie okazałby mi bodaj nikłego zainteresowania, znając jego stosunek do mojej osoby.
Ale to w tamtej chwili mało mnie obchodziło, ciągle czekałem na dobry przełom.
I mogłem przyznać się przed samym sobą, że nawet przez sekundę nie życzyłem mu śmierci.
 
Tylko spojrzenie w lustro i długa blizna po nożu przypominała mi dawnego „wroga”.
 
Gdy pewnego razu znów zadzwonił, akurat oglądaliśmy z Clarise telewizję.
Słyszałem jej odpowiedzi:” Ja ciebie też… wiesz, że wierzę, że się uda… tylko ty, nikt inny… nie wyobrażam sobie życia bez… będę przy tobie… nie potrzeba słów, by…”
Rozmawiali bardzo długo i nagle stała się przedziwna rzecz: Ben poprosił mnie do telefonu.
To był pierwszy raz i miał być ostatnim.
- Cześć, Mike, wciąż nie ma nikogo – jęknął.
- Bądź cierpliwy, czasem trzeba czekać miesiącami, i mieć wiarę.
- Moja wiara jest już na wyczerpaniu. Wiesz, że nie ma dnia, bym Go nie prosił, ja, który omijałem kościół szerokim łukiem. Błagam Go, by mnie stąd nie zabierał. By mi wybaczył.
- Co?
- Ty wiesz, obaj wiemy.
- Bóg działa poprzez ludzi. Pewnie pojawi się ktoś na twojej drodze.
- Czekam na to bardzo, nie ma słów, jakie wyraziłyby, jak strasznie chcę żyć. Zacząć wszystko od nowa. To nie jest rozmowa na telefon. Trzymaj za mnie kciuki, Mike – zakończył, po czym poprosił Clarise, by jeszcze z nim porozmawiała.
 
Potem postanowiłem wyjechać na jakiś czas – powiedziałem jej, że objadę całą naszą rodzinę, rozsianą po Stanach, może uda się znaleźć kogoś, kto odda Benowi nerkę.
Spakowałem najpotrzebniejsze rzeczy, wsiadłem do samochodu i ruszyłem w drogę.
Długo mnie nie było, i postanowiłem, że póki co nie będę do niej dzwonił.
 
Gdy nadeszła odpowiednia pora, sięgnąłem po telefon.
W słuchawce rozradowany głos Clarise powiedział, że jest już po wszystkim – Ben wrócił do domu, znalazł się właściwy dawca, lecz zastrzegł sobie anonimowość.
Jednak mówiła, ze mój brat obiecał sobie za wszelką cenę dotrzeć do tego człowieka, choćby miał go szukać na końcu świata i uparł się, by wynagrodzić go ogromną sumą.
 
Kiedy już byłem z nimi i spojrzałem w jego niebieskie oczy, ujrzałem tam spokój i radość.
Jawiły się jak przepiękna, błękitna mozaika, ułożona ze skrawków nieba i lazuru morza.
Teraz patrzyłem na kogoś innego: dawnego Bena już nie było, tamto odeszło raz na zawsze.
Pojąłem, że w Dobro warto wierzyć, ono objawia się nagle i spontanicznie.
 
Siedzieli obok siebie na kanapie i trzymali się za ręce jak para zakochanych nastolatków.
Ich widok mógł wywołać uśmiech na twarzy i coś, co nazwałbym poczuciem szczęścia.
- Byłem po drugiej stronie tęczy, ale wróciłem, wróciłem na dobre. Wiesz, Mike, ja i Clarise postanowiliśmy adoptować dziewczynkę. Z dziewczynkami podobno jest łatwiej. Chcemy być szczęśliwą rodziną. Wiemy, czym jest kochanie, czym jest bliskość i że trzeba się tym cieszyć do ostatniego tchnienia. Chcemy, by nasze życie było spełnione. By niczego w nim nie zabrakło. Bo bez tego nic nie ma sensu. A bycie ojcem – czyż to nie piękna przygoda?
- Świetny pomysł, bracie, teraz wszyscy zaczniemy życie na nowo.
- Wszyscy? Tobie przecież niczego nie brak, no może żony – rzekł Ben.
- Jak wiesz, stary zostawił nam na kontach majątek. Sporo kasy, której nie wydamy za naszego życia. Właśnie kupiłem piękny dom nad samym morzem, godzinę drogi stąd.
Nie mogę już dłużej tu mieszkać. Coś się kończy, coś zaczyna. Trudno mi to teraz wytłumaczyć, ale na mnie już czas.
- Zostaniesz na obiedzie? – spytała Clarise.
- Jasne. Miałeś szczęście, Ben, jednak twój Bóg cię wysłuchał.
- Mam pewien plan, ale o tym powiem wam przy innej okazji – rzekł tajemniczo mój brat.
 
Potem rozmawialiśmy jeszcze długo o wszystkim i niczym, a ja w duchu cieszyłem się, że odzyskałem go, i w ciągu kilku godzin to, co było między nami kiedyś, odeszło w niepamięć.
Teraz miałem brata, którego nie posiadałem przez te wszystkie podłe lata.
Teraz miałem w nim kogoś bliskiego, i czułem, że w niedoli podałby mi rękę.
Z radością patrzyłem na to „zmartwychwstanie” i dziękowałem Bogu za szczęśliwą zmianę.
I wiedziałem też, że ich miłość jest ważniejsza niż to, co czułem do jego żony.
O tym musiałem zapomnieć na zawsze, jakby między nami nic się nie wydarzyło.
Jakby była tylko słodkim snem, który mi się kiedyś przyśnił.
 
Po jakimś czasie przyjechała do mnie i natychmiast zauważyłem, że płakała.
Miała podkrążone oczy, jakby od tygodni nie spała.
Kiedy już usiedliśmy w jadalni, odezwała się:
- Masz magnetofon?
- Tak, zaraz przyniosę. A co się stało?
- Chcę, byś wysłuchał pewną kasetę. Nagrał ją, by mieć dowód i pamiątkę.
 
Znajdowała się na niej rozmowa, którą w tajemnicy nagrał mój brat.
 
Brzmiała dokładnie tak:
 
- Panie ordynatorze, ja naprawdę muszę wiedzieć, kto to był.
- Ten pan zastrzegł sobie anonimowość. Muszę uszanować jego wolę.
- Bardzo proszę.
- Muszę panu odmówić.
- A jeśli…
- Co ma pan na myśli?
- Jeśli przeznaczę sporą sumę na szpital, powie mi pan prawdę? Chcę go odnaleźć i mu podziękować. Bez tego nie zaznam spokoju. Proszę mnie zrozumieć.
- O jakiej kwocie pan myśli?
- Dwieście tysięcy dolarów.
- To człowiek z długą blizną na policzku. Czy mam mówić dalej?
- O Boże…
- Czy coś się stało?
- Niech pan nie kończy. Nie trzeba. Zaraz wypiszę czek…
- Czy poczuł się pan szczęśliwszy?
- Teraz już wiem, co mam zrobić, teraz już wiem wszystko.
 
 
Cykl: Dziewięć liter, dwa słowa, jedno znaczenie
 
 
17 lipca 2016
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mike17 · dnia 10.10.2016 05:24 · Czytań: 1318 · Średnia ocena: 4,93 · Komentarzy: 65
Komentarze
JOLA S. dnia 10.10.2016 06:15 Ocena: Świetne!
Mike, odnajduję tej w historii więcej niż tylko fabułę. Zostawiam ślad wielkiego uśmiechu. :)))))))))))))
Z przyjemnością przeczytałam,świetny styl.Dodaję do ulubionych :)
Pozdrawiam gorąco
mike17 dnia 10.10.2016 10:27
Jolu, bardzo dziękuję za komentarz pod tą miniaturą :)
I za dodanie do ulubionych.
To piękne z Twojej strony.
Cieszę się, że utwór zadziałał.

Pozdrawiam kawowo!
Ania_Basnik dnia 10.10.2016 11:29 Ocena: Świetne!
Mike jestem naprawdę poruszona Twoją opowieścią! w stylu tak bardzo Cię kocham, że mógłbym oddać Ci swoją nerkę. Świetnie napisane! Jak zawsze mieszanka wybuchowa, taka w Twoim stylu! Ale czy już wtedy w Stanach były przeszczepy nerek i dializy? Wierzę, że to sprawdziłeś.
mike17 dnia 10.10.2016 11:49
Dzięki, Aniu, za czytanie i kolejną wizytę :)
Fajnie, że Ci przypadło do gustu - tak, to opko jest w typowym dla mnie stylu.
Pierwszy przeszczep nerki w Polsce miał miejsce 26 stycznia 1966, więc w Stanach pewnie grubo wcześniej, jak ze wszystkim zresztą.

Cieszę się, że doceniłaś tę "mieszankę wybuchową", bo zaiste wiele się tu dzieje :)
Choć to niby miniatura.
Miło czytać Twoje słowa.

Pozdrawiam wesoło!
Niczyja dnia 10.10.2016 18:54 Ocena: Świetne!
mike17,
Emocje już opadły, więc mogę spokojnie pisać. I wiesz co napiszę? Że to najlepsze z Twoich opowiadań jakie czytałam. Najbardziej wzruszające, o najlepszej fabule, najciekawsze, po prostu najlepsze!:)

Od początku intuicyjnie czułam, że tak to się skończy, ale wcale to nie umniejszało mojej ciekawości jak Ty to ubierzesz w słowa, po swojemu własnemu.

Wiesz, czytając złamałam zasadę, której staram się nigdy nie łamać. Jadąc metrem wysiadałam na swojej stacji i nie mogąc czekać 10 minut, aby dokończyć czytanie w domu, usiadłam na ławeczce i płakałam. Pozwoliłąm łzom pojawić się w oczach, a nawet je ocierać ukradkiem, gdy spływały po policzkach...

Tyle ode mnie, jako dodatek do komentarza. Mam nadzieję, że rozumiesz;)

Trafiłeś w me serce tym opkiem. Świetna robota!
Pozdrawiam serdecznie,
Niczyja
mike17 dnia 10.10.2016 19:28
Co za wzruszający koment, Niczyja :)
Aż chce się czytać, aż chce się znów pisać!
Bo ja piszę, by wzruszać, poruszać, rozśmieszać lub gorszyć, ale piszę PO COŚ.
I ta opowieść też miała mieć swój wydźwięk.
Sam nie wiem, jak udało mi się upchać aż tyle wątków, ale pewnie dlatego, że widziałem ją w głowie od wielu miesięcy, chodziła za mną wszędzie, aż nagle...

Nawet nie wiesz, jak się cieszę z Twojego wzruszenia - to piękna dla mnie nagroda.
Wiem, że udało mi się oddać to, co chciałem.
Piękno ludzkiej duszy.
Piękno ludzkich uczuć.
Piękno...

Ja też się często wzruszam, na filmach, przy muzyce, przy prozie, nie jesteś sama :)

Bardzo dziękuję za taki odbiór, to coś pięknego!

Teraz będzie przerwa w publikowaniu, ale obiecuję, że wrócę z nie mniej "mocnym" utworem.

Pozdrawiam, sącząc wieczorne piwo :)
trawa1965 dnia 11.10.2016 08:35 Ocena: Świetne!
Zawsze wiedziałem, że dobrze piszesz i nigdy nie miałem co do tego żadnych wątpliwości. Tu opisujesz historię w stylu "dobro powraca". Pytanie tylko, czy w to wierzysz? Bo ja nie bardzo.

Świetny styl, świetna fabuła. Ciekawe, skąd czerpiesz takie pomysły? Czy to wątek autobiograficzny, czy wynika z długotrwałych obserwacji?

Ponieważ ja nie wierzę w rzeczy, które opisujesz, uciekam w inne sfery. Tak było od samego początku. Mój świat kieruje się zupełnie innymi prawami niż te, które obowiązują w Twoim. Utwór ten ma w sobie coś z pozytywizmu odmiany romantycznej, a motyw podobny jest do motywu w " Krzyżakach" (sprawa Juranda). Zapewniam Cię jednak, że tu, gdzie mieszkam, wdzięczność czy przebaczenie to pojęcia nieznane. Jest tak prawdopodobnie dlatego, że moi współmieszkańcy to fanatyczni katolicy.

Mój rzekomo magiczny świat jest w rzeczywistości realistyczny aż do bólu, tylko bariera gatunkowa sprawia, że niezmiernie trudno to dostrzec.

Tak czy inaczej, chapeau bas za Twoje pisanie.
Aronia23 dnia 11.10.2016 10:22 Ocena: Świetne!
Dzień dobry, mike17. Jestem po lekturze Twej opowieści. Tym razem przeczytałam ją kilka razy, patrząc też uważnie na rozplanowanie słowa pisanego na papierze. Warto z Ciebie brać przykład. Bo to, od strony technicznej, bardzo dobry tekst. No o bohaterach pięknie, tylko że oni zawsze u Ciebie w takiej gmatwaninie uczuć żyją. Mają straszne przejścia za sobą, kobiety są albo dziwkami albo królewnami. Pośrednich charakterów - brak. Widzisz tak swiat, ja nieco inaczej. Zdradzę Ci sekret. Piszesz podobnie, nie tylko do M. Dąbrowskiej, którą bardzo cenię, ale też S. Kinga. Tak, tak - tyle że u Ciebie nie ma horrorów nie ziemi. Są tak mi się skojarzyło, bo dostrzegasz mijający czas, zmiany w ludziach, konfrontację - dawny świat - nowy świat. Już się u Ciebie nie jeden raz przejechałam po autostradzie, samochód - rocznik 55. ciepło Kalifornii lub Luizjany. Takie klimaty odpowiadają mi. Wracam jeszcze do opowiadania, ta kobieta, która jest i, i z tym bratem - zastanawia mnie. Jak można mówić komuś, że się kocha (ona Benowi tak mówiła) i jednocześnie pieprzyć się z drugim bratem? Tak mi trochę "zalatuje" dulszczyzną. Tutaj została ukarana - chyba, i na takie słowa w opowiadaniu czekałam: "I wiedziałem też, że ich miłość jest ważniejsza niż to, co czułem do jego żony.
O tym musiałem zapomnieć na zawsze, jakby między nami nic się nie wydarzyło." A to bardzo niebezpiecznie tak funkcjonować. Teraz jeszcze silniejsze więzy będą, bo nie tylko przeszłość wspólna, ale i organ. Jeszcze coś zauważyłam. Twoi bohaterowie (myślę o głównych) zawsze mają pieniądze i szastają nimi. Żyją też w b. hermetycznych warunkach. Czasami ktoś do nich "zajrzy", ale to czasami. Jeśli najdą mnie jeszcze jakieś myśli w związku z powyższym, wrócę. A23
Ula dnia 11.10.2016 10:58 Ocena: Świetne!
Piękna i wzruszająca historia.
Cytat:
Znów uży­wa­łaś mojej szczo­tecz­ki do zębów

Nie wiem, czy nie powinno być używałeś, jeśli Ben zwraca się do brata.
Pozdrawiam serdecznie :)
mike17 dnia 11.10.2016 11:22
Witaj, Trawo, pod tą miłosną opowieścią, choć oczywiście nie tylko :)
Zawsze fascynowało mnie ścieranie się Dobra i Zła i generalnie mówiąc o tym zawsze piszę.
W tym cyklu starałem się ukazać różne odcienie miłości, i tej dobrej, i tej zatrutej.
W moim świecie na ogół zwycięża Dobro - jestem idealistą i wierzę w taki obrót spraw.
Skąd biorę pomysły?
Same przychodzą :)
Nigdy nic nie wymyślam - dostaję coś w rodzaju "przekazu" i mam gotowy utwór w głowie.
Tylko siadać i pisać.

Aronio, masz rację - u mnie często bywają krańcowe typy, albo bardzo złe, albo anioły :)
Choć bywa, że i zwyczajni ludzie, jak w przedostatniej miniaturze.
A że u mnie gmatwanina uczuć i wydarzeń wynika to z mej obserwacji świata, tak go postrzegam jako wieczną zawieruchę, choć sam jej nie doświadczam osobiście :)
Porównywano mnie już tutaj do Kinga, to mój mistrz, jeden z kilku, pewnie jakieś echa jego pisania są obecne w mojej pisaninie.

Staram się też kreować typy niejednoznacznie moralnie, na zasadzie "tyle dobrego, co i złego w nim mieszka", wtedy czytelnik musi sam podejmować decyzję, jak go ocenić.
Stąd mamy tu żonę, która śpi z dwoma braćmi jednocześnie i twierdzi, że każdego z nich kocha.
Myślę, że to możliwe, dlatego o tym napisałem.

Choć moi bohaterowie nie mają zwykle łatwego życia, zawsze jakoś spadają na cztery łapy.
I najczęściej są przy kasie - to takie moje osobiste zboczenie :)

Zależy mi, by jakoś wyszli na prostą, by dawać dobre zakończenia.
Bo czy wzruszam, czy poruszam, czy rozśmieszam, lub czy gorszę, zawsze chcę happy endu.
Jak w życiu.
Bo wierzę, że kto szuka, ten znajdzie, kto walczy o swoje życie, dostanie je szczęśliwym.

Bardzo dziękuję Wam za zajrzenie, za mądre, merytoryczne komenty i ogrom dobrego słowa.
Bardzo to cenię i bardzo mnie to motywuje do pisania kolejnych kawałków.
Kłaniam się nisko!

Pozdrawiam wesoło!


U L U,

Akurat nasze komenty się nałożyły :)
Tak, masz rację, zaraz poprawię.
Cieszę się, że się podobało.
I że wzruszyło.
Nie ma to jak piękne, pozytywne zakończenia.

Bardzo Ci dziękuje za wizytę i komentarz :)

Pozdrawiam serdecznie!
trawa1965 dnia 11.10.2016 11:40 Ocena: Świetne!
Ja też, gdy zaczynam pisać, mam w głowie gotowy schemat. Istotne jest to, czy wiem, jaki ma być PRZEKAZ KOŃCOWY.

Co do trudności w rozumieniu poezji - bo moja proza jest w większości na górnej półce - polega ona na tym, że bioliteratura to ogromna improwizacja. Tworzone przeze mnie neologizmy mają szczególny charakter. Znając moją definicję bioliteratury (patrz "Podstawy bioliteratury" oraz "Język bioliteracki";) to jedyną realną podstawą tego jężyka może być odwołanie się do języka plemion żyjących w zgodzie z naturą. W dodatku wiersze bioliterackie mają charakter wizualny, co dodatkowo komplikuje sprawę.
mike17 dnia 11.10.2016 12:05
Zapomniałem Ci odpowiedzieć na pytanie o wątki autobiograficzne.
Otóż, prawie w każdym moim opowiadaniu jest coś ze mnie, z osobowości i z moich bardzo rozlicznych życiowych doświadczeń.
Zawsze miałem dość ciekawe życie, co staram się przelewać na moje historie.

Ja dostaję w "prezencie" od razu wszystko, więc nie mam dylematu z przekazem końcowym.
trawa1965 dnia 11.10.2016 13:34 Ocena: Świetne!
Szczerze mówiąc, domyślałem się tego. Wierz lub nie, lecz bioliteratura to także rodzaj autobiografii!
mike17 dnia 11.10.2016 14:02
Każdy piszący czerpie z własnej autobiografii, myślę, że to zjawisko powszechne.
skroplami dnia 11.10.2016 20:07 Ocena: Świetne!
Hm, krótko, amerykańskie mistrzostwo :).
Bo atmosfera, bo bogactwo nagłe, bo miłość rozchwiana a jednak do źródła powracająca, bo jasno i ciemno, bo dobre zakończenie :).
To ogólnik :). A szczegóły wiercą serce i głowę :). Też zaliczę do jednych z najlepszych jakie czytałem.
Cała miniatura jest jak jedno z opowiadań O,Henryego :). Idealnie wyważone i zakończone. Atmosferą oddaje, tytuł uciekł :(, opowiadanie O, Henry o chorej dziewczynie, zakochanym w niej chłopaku, liściastym kwiecie wystawionym na parapecie okna powyżej który ona widzi przez swoje okno, jest późna jesień i mówi chłopakowi, że gdy ostatni liść spadnie to czuje że na pewno umrze bo już nie ma sił walczyć. Ostatni liść nie spada, ona zdrowieje, dowiaduje się że chłopak zmarł bo przeziębienie, potem zapalenie płuc, śmierć bo bieda i jak u niej nie było za co lekarstwa. Serce ją boli do "szpiku kości" ale idzie dotknąć tego liścia i "podziękować" mu, zamiera, bo liść jest namalowany, jak żywy. Chłopak malował go nocą, gdy chwilami spała.
Inne zakończenie jednak "Oczy są mozaiką" aż prosi się o wstawienie obok :).
Tutaj treść pełniejsza, z "bogatszej" półki i są zasady, ważne.
Jest miłość, są serca, jest zmiana z ciemnego w jasno ciepło gorąco :), odnośnie dobra i zła.
I spostrzeżenie, kolejne bardzo ważne, Bóg działa przez ludzi. Krótko, prawdziwie.
Konstrukcja jak oczy, mozaikowo barwna :).
A przypadek że dwóch kocha jedną, lub dwie jednego, częstszy od częstego :).
Gratulacje dla autora za serc poruszenie i za doskonałą jakość tekstu.
Też zabieram do ulubionych :).
mike17 dnia 11.10.2016 20:33
Wow, Skroplami, co za komentarz!
Pisząc tę miniaturę tego lata na Mazurach na wakacjach nie wiedziałem, że aż tylu z Was uzna ją za "ulubioną".
Wiem, mam bujną, bardzo bujną wyobraźnię, ale nie liczę nigdy na zaszczyty.
Jeżeli ktoś pochwali, to już dobrze.
Piszę z serca, to, co czuję, a że to amerykańskie, to stąd, że większość mojej rodziny tam mieszka.
Czasem koment mnie powala i tak teraz nie wiem, co napisać.
Że udało mi się poruszyć i wzruszyć?
Że coś się udało zrobić z wrażliwością czytacza?
Jeśli tak, to ja wiem, po co ja piszę.
Miło mi bardzo, że tak jest, bo zależy mi na "wrażeniu", by czytacz nie był obojętny.
By odebrał mnie całym sobą, mocno.
Wszedł w mój świat i posmakował.

Dzięki, Skroplami, raz jeszcze i zapraszam, kiedy dusza zapragnie :)
hopeless dnia 11.10.2016 21:00
Dobre dialogi, a prowadzenie mistrzowskie... Pozazdrościć. Pozdrawiam
mike17 dnia 11.10.2016 21:07
Dzięki, Hopeless, miło to czytać :)
Lilah dnia 11.10.2016 22:12
Czytałam z wielkim zainteresowaniem od początku do końca, Mike.
Piszesz, że to ostatnia miniatura z tego cyklu, ok. Ciekawa jestem, co weźmiesz na tapetę następnym razem. :)

Pozdrawiam serdecznie, :) Lila
mike17 dnia 12.10.2016 10:02
Dziękuję, Lilu, za czytanie i pobyt z moimi bohaterami :)
Następnym razem na tapetę wezmę pewnie to samo, czyli życie.
Nie piszę fantastyki, więc znów będzie o tym, co tkwi w nas.
To temat-morze :)

Pozdrawiam znad kawki!
Nalka31 dnia 12.10.2016 21:27
Co prawda, to prawda, że życie biega rożnymi drogami. Uczucia też najczęściej tak mają i nigdy nie wiadomo, co będzie ich następstwem. W dobro zawsze warto wierzyć, a także w to, że nie wszystkie zło kumuluje się w jednym człowieku. Najczęściej tak czy inaczej dostajemy lekcje od losu dzięki ludziom. Jedni nazwą to działanie Boga, inni przeznaczeniem, a jeszcze ktoś powie, że to samospełniające się życie dzięki temu, co sami robimy. Wiem na pewno, że warto wierzyć w dobro bez względu na to, jak doświadczy nas los. Wtedy po prostu bardziej docenimy, to co dostaliśmy i zrozumiemy... A co, to myślę, że każdy będzie chciał to zrobić na własną modłę i rozumienie świata. Nie mniej bez udziału drugich osób wiele rzeczy byłoby niemożliwych.

Pozdrowionka. :)
maak dnia 12.10.2016 21:28
Miłość, Mike, to piękna rzecz... chociaż troszkę niezrozumiała. Kocham kochać i nienawidzę nienawidzić. U Ciebie czytam to samo. Nie będę oceniał tekstu. Nie ma potrzeby. Jest tam właśnie to, co mi się podoba i co jest mi potrzebne:).

Nie nudzę więcej.

Maak
Quentin dnia 12.10.2016 21:54 Ocena: Bardzo dobre
Popękane życiorysy

"mozaikowa" metafora pasuje do tej historii idealnie. Często używam wyświechtanego stwierdzenia, że "za każdym człowiekiem kryje się jakaś historia". Pasuje mi to, bo niesie ze sobą pierwiastek niepewności. W końcu każdy z nas ma takie historie, które lubi opowiadać innym i takie, których nie opowie nikomu, a przynajmniej nie bezpośrednio.

Ty podejmujesz walkę na obu płaszczyznach. Z jednej strony opowiadasz o miłości, którą chcemy gloryfikować i uznać za wartość naj z naj, a z drugiej przedstawiasz ludzi przypominających porwane lalki. Zgnębionych, zmęczonych, smutnych, tęskniących i spragnionych. Kontrast nadaje temu jeszcze wyrazistszą wymowę. I tego trzeba w dobrym tekście, jak sądzę.

Miłość odmieniana przez wszystkie przypadki to wdzięczny temat. Przynajmniej twórczo. Mamy wszystko: altruistów, nieudaczników, wykolejeńców, szaleńców, psychopatów i ludzi zwyczajnych. Wspólnym mianownikiem wszystkich, a w zasadzie głównych bohaterów jest słowo dziewięć liter, dwa słowa, jedno znaczenie.

Chciałem pod tym tekstem podsumować cały cykl, który, a jakże, przypadł mi do gustu i to bardzo. Mam nadzieję, że podołałem temu bilansowi :)

Zwieńczenie godne sagi o "Ojcu Chrzestnym". Z tym, że mam na myśli samą końcówkę filmu. Pamiętasz ostatnią scenę trójki? Stary Don Michael Corleone w ogrodzie dokuje swego żywota.

Klasa sama w sobie, Maestro.
Czytać twoje teksty, to wielki zaszczyt i nauka.
Wielkie dzięki i do następnego

Quen
mike17 dnia 13.10.2016 12:39
Witaj, Nalko, pod tą opowieścią o poplątanych ludzkich losach :)
Całe szczęście, że coś nad nimi czuwało i że wszystko zakończyło się dobrze.
No może Mike nie wyszedł na tym najlepiej, bo musiał się odkochać, ale dał za to bratu nerkę i uratował mu życie.
I to jest piękne!
Kiedy człowiek potrafi zawrócić ze zlej drogi - nigdy nie jest za późno.

Maczku, i ja mam tak, jak Ty, więc przybij grabę :)
Fajnie, że odnalazłeś w tekście to, co jest Ci potrzebne - bardzo mnie to cieszy!

Stary
, pisanie o Człowieku to moja pasja, nie o jakichś tam ufoludkach czy innych pierdolotach, ale o tym, co w nas, co sprawia, że zachowujemy się tak, a nie inaczej, czym w końcu jest tak mała/wielka rzecz zwana miłością.
Tu mógłbym pisać do końca życia i myślę, że tematu nie wyczerpię.
To już trzeci mój cykl miłosny, piszę je zawsze na wakacjach.
Za rok czwarty będzie i znów ujrzysz moimi oczami, czym jest kochanie :)
Tak, masz rację, w tym cyklu przewinęli się przedstawiciele różnych grup, od tych zacnych po ludzi upadłych i psychopatów.
Ale ja tak widzę życie, jako wieczną walkę, zamęt i niepewność, sam mam w sobie wiele spokoju, ale mój pogląd na świat jest dość dynamiczny i krytyczny.
Cieszę się, że cykl przypadł Ci do gustu, znam Twoje upodobania i jestem zadowolony.

Bardzo Wam dziękuje za piękne komentarze, wizytę i bycie w moim świecie, gdzie zawsze bardzo dużo się dzieje :)

Do zobaczenia za jakiś czas!

Pozdro!
Rzynka dnia 13.10.2016 17:12 Ocena: Świetne!
Witaj Mike, już od jakiegoś czasu czytam Twoje teksty, tak jak większości użytkowników. Jestem raczej milczkiem, ale jak mnie coś poruszy, to muszę się odezwać :) To, co napiszę odkrywcze nie będzie, bo już dużo zostało powiedziane. Jestem fanką Twojego stylu, to raz. Dwa, ta miniaturka na długo pozostanie w moim sercu, pewnie dlatego, że przedstawiona historia jest mi dobrze znana i nawet uroniłam łezkę. Wierzę w to, co napisałeś, że ludzie zmieniają się i nawet najbardziej porąbane relacje, mogą zamienić się w coś dobrego.
Postawa głównego bohatera jest godna podziwu, na prawdę trzeba wyzbyć się egoizmu, żeby zrezygnować z czegoś dla siebie ważnego dla szczęścia tej drugiej osoby. To właśnie jest miłość i Ty w piękny, realny sposób to przedstawiłeś. Podobno nie ma miłości bez cierpienia, to już jest wpisane w nasze życie.
Pozdrawiam, Rzynka.
mike17 dnia 13.10.2016 17:36
Rzynko, bardzo miło mi gościć Cię pod tym tekstem :)
Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że Cię poruszyłem - taki był zamysł tego utworu.
Ukazanie, że nie upada się na zawsze, zawsze można przeżyć przemianę duchową i znów być dobrym człowiekiem.
A to jest bezcenne.
Bardzo interesują mnie ludzie, którzy wrócili ze złej drogi, znam takich paru, dziś są "do rany przyłóż" porządnymi obywatelami, już nie piją, nie awanturują się, nie dręczą swych rodzin.

I o czymś jeszcze chciałem napisać: o poświęceniu i wybaczeniu.
To także dla mnie bardzo ważne uczucia.
Bez nich człowiek nie jest człowiekiem.
Mike oddaje nerkę, choć całe życie żył w nienawiści z Benem.
To jest to!

Zapraszam Cię gorąco do komentowania moich utworów, jako autor na to czekam :)
Każdy głos jest dla mnie bardzo ważny, zwłaszcza gdy niesie mądre treści.

Bardzo dziękuję i pozdrawiam :)
ajw dnia 14.10.2016 21:12 Ocena: Świetne!
Wprawdzie domysliłam się zakończenia, ale i tak fajnie się czytało, bo o wierze w drugiego czlowieka zawsze dobrze się czyta.
Łatwiej dawać tym, którzy kochają, szanują, nie życzą ci żle. Dużo trudniej pomóc wrogowi, rywalowi, osobie, przez którą się cierpiało i będzie cierpieć dalej. Nigdy nie należy jednak tracić wiary w to, że dobro zwycięży :)
mike17 dnia 14.10.2016 21:35
Widziałem w życiu wielu, którzy powinni upaść i już nigdy się nie podnieść.
A jednak...
Różne czynniki sprawiały, że wracali do życia.

Mike jest bohaterem, bo nic za to nie chce, nawet o tym nie wspomina.
To najwyższa forma bohaterstwa.
Kiedy dasz coś z siebie, ale to przemilczysz.
To jest ponad wszystkim.

I to chciałem miedzy innymi tu pokazać.
Ale też to, co potem zrobi Ben, a co zrobi?
Da bratu dolary?
Chyba już wiecie, co może w takiej sytuacji zrobić człowiek, który zyskał życie.

Dziękuję , Iwonko, za czytańsko i za słowo!
Ludzie rodzą się, by ratować innych, i by być ratowanymi.
To się nigdy nie zmieni.

Pozdrawiam nocą jesienną :)
Bellona dnia 17.10.2016 18:51
Witaj Mike17, Rzeczywiście bardzo poruszające opowiadanie. I gratulacje ci się należą, za to przede wszystkim że jak sam powiedziałeś wyprowadzasz swoich bohaterów na prostą. Twoi bohaterowie mają "dobre charaktery" o ile coś takiego w ogóle istnieje, moze czasem tak. Są oni w stanie pogodzić się z istniejąca rzeczywistością jeśli nie wcześniej to później. Koniec końców z czegoś co było zle rodzi się dobroć, miłość i przebaczenie. To niezwykle kiedy takie sytuację życiowe się zdarzają. Zaczynasz swoje opowiadanie od slow "znowu używałeś mojej szczoteczki", trudno się nie zorientować że żona "staje sie" nową szczoteczka dla obu braci, coś czego nie powinni sobie zabierać. Znów następuje w Twoim opowiadaniu uprzedmiotowienie postaci kobiecej, z czym mi jako kobiecie trochę ciężko się pogodzić.
Twój bohater oddaję nerkę swojemu bratu jakby w akcie zadośćuczynienia i wymazania swojej winy bardziej niż z miłości. Wydaje się że ta miłość braterska przychodzi dopiero gdy ten drugi brat się zmienia i również wykazuje skruchę.
Zastanawia jedno pytanie , czy Twój bohater byłby w stanie oddać nerkę dla męża kochanki który nie byłby w żaden stopniu z nim związany krwią. Wydaje się że zdradę usprawiedliwasz braterstwem krwi w tym powyższym opowiadaniu. Nasuwa się również pytanie, na które nie odpowiedziałeś chyba (albo ja nie zauważyłam), co ten drugi brat by powiedział gdyby dowiedział się o zdradzie żony i to w dodatku z bratem. Jaka byłaby jego reakcja i czy potrafiłby jeszcze zaufać komukolwiek pomimo tego że jego brat z żona oboje go kochają, to czy potrafiłby w to uwierzyć bo przeciez zdradzali go w momencie w którym on potrzebował ich najbardziej. Moze powinienes zastosowac glebsze analizy swoich postaci. Pozdrawiam.
mike17 dnia 17.10.2016 19:27
Witaj, Bellono, pod tym poruszającym opowiadaniem :)
Bellona napisała:
Koniec końców z czegoś co było zle rodzi się dobroć, miłość i przebaczenie.

I o to mi właśnie chodziło - że zawsze można zejść ze złej drogi, decydują okoliczności.
Bellona napisała:
uprzedmiotowienie postaci kobiecej,

Nie, raczej to mylny wniosek.
Bellona napisała:
Twój bohater oddaję nerkę swojemu bratu jakby w akcie zadośćuczynienia i wymazania swojej winy bardziej niż z miłości.

Tego nie możesz wiedzieć.
Ja też nie wiem.
Czy z miłości, czy w akcie uderzenia się w piersi, choć żona twierdziła, że kocha ich obu, więc jego wina jest niejako połowiczna.
Bellona napisała:
. Wydaje się że ta miłość braterska przychodzi dopiero gdy ten drugi brat się zmienia i również wykazuje skruchę.

Tego też nie byłbym pewien - pewni ludzi po prostu rodzą się dobrzy.
Bellona napisała:
Jaka byłaby jego reakcja i czy potrafiłby jeszcze zaufać komukolwiek pomimo tego że jego brat z żona oboje go kochają, to czy potrafiłby w to uwierzyć bo przeciez zdradzali go w momencie w którym on potrzebował ich najbardziej.

Nie wiedział, że go zdradzali i się nigdy nie dowiedział.
Żona postawiła sprawę jasno: jak przeżyje, będzie z nim.
To jest zdrada na pół gwizdka.
To raczej smętna desperacja.
I wraca do męża, a Mike musi zapomnieć o niej.
Happy end, bo Mike oddając nerkę liczył się z końcem tej miłości, więc poświęcił się dla brata.
I sądzę, że mając do wyboru ją i jego, wybrał jego, mógł nie dać nerki, brat by umarł, miałby kobietę, on pomaga bratu, odpowiedź nasuwa się sama.

Dzięki wielkie za czytanie i za garść refleksji.
Dużo mi dały, zawsze czekam na nie.
No i miło mi, że poruszyłem Cię tą miniaturą :)

Pozdrawiam!
Bellona dnia 17.10.2016 19:47
Hej Mikę, powinieneś więc bardziej wczytywać się w szczegóły. Zaczynasz od tej szczoteczki, początek jest bardzo ważny i później pojawią się kobieta która oni też się dziela?.
Być może masz za wiele treści która tak naprawdę nic nie przekazuje albo przekazuje nie to co chcesz jako autor ukazać. Ten nadmiar szczegółów rodzi przepych błogości i w momentach jest nudnawy. Wydaje mi się że powinienies popracować właśnie nad tymi dwoma aspektami swoich opowiadań : użyciem symboliki i wielowymiarowością sytuacji. Jak robisz poprawki w tekście to zwykle dopisujesz coś czy wykreślasz?
mike17 dnia 17.10.2016 19:58
Uważam, że wszelkie proporcje tu zawarte są wyważone, więc nic już zmieniać nie będę.
Nie ma tu ponadto nadmiaru szczegółów, jest chyba minimalizm.
Symbolika i wielowymiarowość - a czym jest zachowanie Mike'a jak nie wielowymiarowością :)
Symboliki raczej tu nie chcę - to utwór realistyczny, konkretny.
Wręcz relacja.
Poprawki robię wyrzucając i dorzucając :)
Bellona dnia 17.10.2016 23:24
masz rację nie potrzebnie się czepiłam tej szczoteczki ;)
mike17 dnia 18.10.2016 10:43
Nic się nie stało :)
Lenix dnia 23.10.2016 19:39
Cały Mike. :) Wiadomo, jaki będzie koniec, a mimo to czyta się jednym tchem. Piękne. :)
mike17 dnia 24.10.2016 11:45
Dzięki, Przemek, za pojawienie się i miłe słowa :)
A jeśli "piękne" to tym bardziej się cieszę :)

Pozdro!
al-szamanka dnia 29.10.2016 17:25 Ocena: Świetne!
Cytat:
Wy­cho­dząc z domu li­czy­łem, że wła­śnie dziś spo­tkam moja(ą) je­dy­ną.

Cytat:
Ben wró­cił na stare śmie­cie ze stu­diów.

bez e
Cytat:
jeśli znaj­dzie się dawca nerki, o okre­ślo­nej gru­pie krwi.

przecinek niepotrzebny
Cytat:
Od lat mu­siał żyć z jedną nerką i ta teraz od­mó­wi­ła po­słu­szeń­stwa.

teraz ta będzie dobitniej i upłynni rytm
Cytat:
może będąc już jedną nogą na tam­tym świe­cie, nie­wie­le przyj­mo­wa­ło do sie­bie

przecinek niepotrzebny
trochę to zbytnio się rozmnożyło, masz tego w tekście aż 44 przykład:
Cytat:
To jak plus i minus. Ich siła daje nam coś, czego nie mamy. I nigdy nie po­wiem, co w tym jest, że to jest tak silne. Jak to jest, że coś nie­ak­cep­to­wa­ne­go staje się z bie­giem czasu normą.


Cytat:
Ben wró­cił do domu, zna­lazł się wła­ści­wy dawca, lecz za­strzegł sobie ano­ni­mo­wość.

Natychmiast wiedziałam, kto był dawcą. Zresztą od momentu, gdy w grę weszła śmiertelna choroba spodziewałam się takiego rozwiązania.
Następne Twoje opowiadanie, obok którego nie sposób przejść obojętnie.
Bo nigdy nie wiadomo, co tak naprawdę w człowieku drgnie.
A że tutaj drgnęło Dobro, tym bardziej opowieść mi się podoba. Można co prawda pomyśleć, że niewiarygodne, ale przecież z ilu niewiarygodności składa się nasze życie.
Podoba mi się także Twój Mike. Facet przechodzi ciekawą metamorfozę, nie od razu decyduje się na rozstrzygający krok, przez co tym bardziej staje się wiarygodny... i ludzki - w końcu nie miał łatwego wyboru, niejako zrezygnował z własnej, szczęśliwej przyszłości.
Podobało się :)

Pozdrawiam:)
mike17 dnia 29.10.2016 17:48
Dzięki, Aldonko, za wizytę i garść refleksji and sugestii :)
Istota Dobra tak samo fascynuje mnie jak Zła.
Stąd w moich opowiadaniach nie ma letnich klimatów - są skrajne.
Bo tak postrzegam życie: szarzyzna raczej mało wpływa na Los ludzi, raczej determinują go te najsilniejsze, najbardziej intensywne uczucia.
I o tym pragnę pisać.

I o przemianach duchowych, bo to mnie zawsze bardzo interesowało.
O przełamaniu siebie, o zaprzeczeniu sobie.
To jest temat!
I o miłości, ale nie takiej zwyczajnej, lecz jakby z innego wymiaru - jakiej rzadko szukać w życiu, bo w rutynie dnia codziennego próżno szukać kochania, co zmienia całe życie.

Teraz odnośnie uwag:

Przecinki zbędne ad kosz, ale...
Co do "to" niestety, większość z nich zostaje, bo?
Bo by mi się zdanie posypało, jeśli owo "to" stanowi podmiot :)
Także gdzie to możliwe, przejrzę, ale tam, gdzie nie, bez zmian.
Słowo "to" czasem stanowi clue zdania i co by było bez niego?

Pozdrawiam, sącząc dobre piwo :)
Usunięty dnia 03.11.2016 11:03
Witaj Mike :) Długo mnie nie było, bo pisałam swoje opowiadanie, ale w końcu je skończyłam i znalazłam trochę czasu, aby zajrzeć na portal, no i do ciebie. Bo ostatnio brakuje mi uśmiechu i takiego przyjemnego ciepła w środku, które ogrzałoby moje serduszko, a twoje opowiadania mi tego dostarczają :) Tak też stało się i przy tym tekście, za co serdecznie dziękuję :) Aha, i wielki plus już za sam tytuł, przepiękny...

Pozdrawiam, wznosząc toast kubkiem pysznej Cafe Irish :)
mike17 dnia 03.11.2016 13:38
Witaj, Sanai, dobra dziewczyno, dawno Cię nie widziałem :)
Miło Cię znów mieć wśród komentujących.
Bardzo się cieszę, że przesyłam Ci moją prozą pozytywne, ciepłe fluidy, że wywołuję uśmiech na twarzy i wewnętrzną błogość.
O to mi wszak chodzi!
By czytacze czerpali Dobro z moich kawałków, nie zaś dołowali się, bo życie jest wystarczająco porąbane, by jeszcze pisać jakieś ponure wynurzenia.
Zatem wierzmy w Dobre Jutro i piszmy krzepiące serducha prawe tekściory )

Pozdrawiam Cię wesoło!
BeNeK dnia 03.11.2016 20:32 Ocena: Świetne!
Witaj ;) ostatnio rzadko bywałem na pp i dopiero po przeczytaniu tej miniatury zrozumiałem, że tak naprawdę najbardziej brakowało mi twojej prozy. Świetnie zagrałeś na emocjach - ja się wzruszyłem w niejednym fragmencie. Mimo, że sama fabuła wydawała mi się nie do końca rzeczywista lub niezbyt oryginalna, niejasna, a nawet przewidywalna, to nie przeszkodziło mi to w ogóle. Na tak krótkim fragmencie tekstu ująłeś chyba wszystkie możliwe rodzaje miłości, a na pewno większość. Nie czytałem reszty cyklu, ale jeśli będę miał czas to z chęcią poczytam, bo już teraz wiem, że warto. Zazdroszczę ci takiego warsztatu, w pozytywnym oczywiście znaczeniu ;)
Pozdrawiam ;)
mike17 dnia 03.11.2016 20:55
Dzięki, Benku, za wejście w świat moich ludzi, oni nie żyją życiem plastikowych pacynek.
To życie na serio.
Na zasadzie, że żyjesz albo umierasz.
Wiem, że można było to przewidzieć, ale...
Ale...
Czasem warto podać coś, co niby lekko strawne, okaże się jednak nie.
I tu koniec wcale nie musiał być taki jasny.

Zapraszam Cię do reszty cyklu.
Zamętu tam moc, a i dzieje się wiele.

Już czekam na kolejną wizytę, a warsztat, sam z latami przychodzi.

Pozdro!
Bartek dnia 29.11.2016 14:18
Język mocno drażniący, bo spłaszcza wymiary. Dialogi nadmuchane, w środku hula rechot. Postaci dwuwymiarowe. Dopatruję się tutaj próby poetyzowania, co w prozie zwykle kończy się śmiesznością, pompą, orkiestrą dętą blagi i żenady.
I jeszcze te hamerykańskie imiona, te chandlerowskie, bogartowskie smugi przeciągniętych zdań. Jak tortura gry na pile...
Słownictwo dość ubogie, policzek wymierzony polszczyźnie.

Przepraszam, że dość obcesowo, ale jest słabo, słabiutko, ...
Usunięty dnia 06.12.2016 14:34
Czyta się ten tekst, jakby się oglądało typowy mainstreamowy film amerykański. Nie wiem, czy takie miałeś założenie, ale jeśli tak, to odniosłeś sukces. Ja nienawidzę takich filmów, a przenoszenie ich (tu: "pisanie filmu";) na papier uważam za zbrodnię. Twój tekst jest aliteracki, surowy, płaski, całkowicie pozbawiony magii słowa. Pamiętam, że umiałeś konstruować solidne, chociaż nie pogłębione, opowiadania, które charakteryzował kunszt literacki.
Zmieniłeś target? Cóż, wolno Ci.

P.S.
Nie czytam nowości. Tak się dzisiaj pisze? Może czegoś nie wiem.

Pozdrawiam.
mike17 dnia 06.12.2016 14:51
Widzisz, Ekszyn, ja nie zmieniłem mojego pisania, tylko co jakiś czas robię sobie wolne od bardziej wysilonych pozycji, taką woltę w kierunku właśnie miniatur, gdzie stawiam przede wszystkim na PROBLEM, nie na pogłębianie charakterystyki bohaterów oraz zgłębiania ich jaźni, chodzi mi głównie o sekwencję wydarzeń, i co z nich wynika, no i rzecz jasna o suspens.

W tym cyklu chodziło mi o niewysilone opowieści miłosne.
Proste, czytelne, jasne i nie wstydzę się tego rzec, wzruszające.
A we wzruszeniu jest owa prostota.
Tu chciałem celowo uniknąć snucia rzeczy, które jak piszesz, cechował "kunszt literacki".
Takie opka zazwyczaj publikowałem jako "obyczajowe", tu są "miniatury", a więc już z czegoś musiałem zrezygnować na rzecz minimalizmu.

Targetu nie zmieniałem - w styczniu nowe, długie opowiadanie o poszukiwaniu siebie i o tym, kim może stać się człowiek, jeśli tylko zechce.

Dzięki za wizytę i koment, cóż, w tajemnicy Ci powiem, że mój cykl kierowałem głównie do Pań, i to im podobało się, jak widać po odzewie, choć i dobre słowo padło od moich portalowych kumpli :)

Pozdrawiam.
Usunięty dnia 06.12.2016 15:39
Sprostuję tylko. Pod "kunsztem literackim" i "wartościami literackimi" miałem na myśli samo użycie języka, jego pracę w celu wytwarzania znaczenia, a nie jakieś wynurzenia z głębin i opisy bohaterów.

Dzięki za wyjaśnienia, doceniam, ale nie kibicuję ;)
mike17 dnia 06.12.2016 15:44
The choice is yours :)
Jowa dnia 08.12.2016 17:56 Ocena: Świetne!
Super. Coś co zostało ukryte w tekście najbardziej mnie poruszyło. To tajemnica i nieprzewidywalność ludzkich zachowań. Dobro z potrzeby miłości stało się złem by później naprawiając zło w kimś innym stać się ponownie dobrem. To tak jeżeli chodzi o głównego bohatera. Styl intrygujący. Temat tak bardzo ludzki. Pozdrawiam uśmiechem.
mike17 dnia 08.12.2016 18:07
Jowito, bo ja lubię pisać o prawdziwych ludziach :)
Nie z klocków lego.
Takich, co mogli pół życie przepieprzyć, ale się opamiętali, o takich, co byli dobrzy, ale coś poszło nie tak i stali się źli.
Jak tu, gdzie odwieczny antagonizm zamyka braterska miłość.
Bo być człowiekiem, to umieć to, co złe, rzucić za siebie - wybaczyć.
I takie było przesłanie.

Bardzo Ci dziękuję za pojawienie się i wysoką notę, no i oczywiście zapraszam znów :)

Michał
Jowa dnia 08.12.2016 18:24 Ocena: Świetne!
Pewnie. Właściwie jestem pewna, że będę tu częściej zaglądać.
mike17 dnia 08.12.2016 18:45
W takim razie czekam na Ciebie :)
Jowa dnia 08.12.2016 20:48 Ocena: Świetne!
Umowa stoi. Życzę natchnienia które w efekcie da Ci spełnienie. Oczywiście wewnętrzne
mike17 dnia 08.12.2016 21:40
Spoko :)
bosski_diabel dnia 11.12.2016 18:32
Michał STYLOWO!!!!! czzytałem wczoraj i zaczytałem się , trzymasz klasę i rób tak dalej. Tadeusz.
mike17 dnia 11.12.2016 18:51
Dzięki, Tadeuszu, za to, że jesteś :)
Że to już tyle lat, odkąd się czytamy.
Za wzajemną sympatię i szacunek.
bened dnia 31.12.2016 17:22
Mike, po pierwsze, gratuluję odpowiedzi na wpis Bartka :)
Po drugie, winszuję pomysłu na miniaturę. Od momentu, gdy tylko Ben wspomniał o przeszczepie byłam pewna, że Mike okaże się dawcą, ale myślałam, że nerka mimo poświęcenia brata nie przyjmie się :)
Zakończenie jednak jest w pewnym sensie otwarte na domysły czytelnika co do dalszego, nieopisanego ciągu wydarzeń. W zapłakanej Clarise być może zbudziły się wątpliwości, czy dokonała właściwego wyboru.
Cytat:
my z Cla­ri­se mie­li­śmy swoje małe niebo, i wtedy po­sta­no­wi­li­śmy, że do­pó­ki on żyje, nie bę­dzie­my ze sobą spać, wy­star­czą po­ca­łun­ki, czu­łość i cała ta magia ko­cha­nia.

Ta część wywołała uśmiech na mojej twarzy, gdyż nie bardzo rozumiem co miało im dać wyeliminowanie z ich relacji orgazmów, skoro nadal się całowali i pieścili. Wpadli przez to przecież w międzywymiarową przestrzeń, która nie była ani spełnioną miłością, ani przyjaźnią, ani romansem w pełnym tego słowa znaczeniu, przekroczyli pewne granice i nie umieli się chyba w tej sytuacji odnaleźć. W mojej opinii Doris myliła miłość z litością, współczuciem i potrzebą pomagania innym.

Pozdrawiam
mike17 dnia 31.12.2016 19:07
Beniu, nie odpowiadam na coś, co jest ewidentną zaczepką.
Takie przepychanki mnie nie bawią, może kogoś, nie mnie.
W związku z tym olewam to.

Zależało mi na triumfie Dobra.
Na tym, że można wygrać coś, czego w ogóle można było nie mieć.
A jednak...

A że Mike i Clarise nie spali ze sobą, to piękne i świadczy o tym, że potrafili uszanować brata.
Choć on o tym nie wiedział.

Uważam, że szacunek dla kogoś kosztem siebie to wielka rzecz.
Czy płciowa, czy inna.

Zatem nie wiemy czym było ich kochanie.
Czy prostym romansem, czy też czymś głębszym.
Jeśli tak, to, tym gorzej...

Na wielką pochwałą zasługuje to, co robi Mike - jeśli brat zyska nerkę, on odstąpi od kobiety.
To najwyższa z męskości jaką znam.
To prawdziwe bohaterstwo i zaprzeczenie samemu sobie.

Beniu, thanx a lot for visiting me again :)
stawitzky dnia 02.01.2017 20:31
Przeczytałem całą serie jednym ciągiem; masz dar, coś w środku, co podpowiada Ci, żebyś pisał. To dobre. To ciekawe jest. Zmieniłbym jedynie imiona na polskie; jakoś sztucznie brzmią te anglojęzyczne.

Jest to napisane lekko, i bez pierdolenia. Szanuję to.

Ciekawi mnie jak się sprawdzisz w formie przyziemnej, bardziej życiowej. Krótko mówiąc; ciekawe jak brzmisz, gdy mówisz o sobie. Fikcyjność tych miniatur mi nie przeszkadza, acz ziarno zasadziłeś.

Pozdrawiam Cię! I czekam na kolejne.
mike17 dnia 02.01.2017 20:55
Stawitzky, co mógłbym napisać o sobie?
Że jestem jak moje miniatury, a one są takie jak ja.
W każdym opku jest część mnie.
Nie ma jednego Mike’a – jeden jest romantycznym gościem, łagodnym i czułym mężczyzną, drugim twardym facetem, który nie popuści nawet na centymetr, kiedy wie, że ma rację.
Taki jestem, dziwny i niejednoznaczny jak moje opowiastki, sam się nie znam do końca.
Typowy Bliźniak, a więc „przedziwny to człowiek, w którym tyle dobrego, co i złego mieszka” – czyż nie rzekł tak raz poeta?

Czy z czymś przesadziłem?
Nie wiem.
Nie mnie wyrokować, ale...
A moja forma przyziemna, już mówiłem, ja nie odcinam się mojego pisania, daję siebie.

Trzym się ramy, Stawitzky, i wpadaj częściej :)
Dzięki za przeczytanie całego cyklu, to bardzo zacne z Twojej strony, zwłaszcza że piszesz z innej mańki :)
Tym bardziej to cenię, żeś wszedł w moje światy dziwnych ludzi dziwnie kochających.

Pozdro i do następnego!
Jaga dnia 15.02.2017 12:40
To, że masz lekkość pisania, wiedzą chyba wszyscy. Nigdy nie mam wątpliwości, iż warto przeczytać Twój tekst. Każdy zostawia w duszy jakiś ślad. Jedno zdanie, myśl, refleksję...

Tym razem pokazujesz, iż warto przebaczać, bo tylko w ten sposób możemy zmienić świat na lepsze. Wybaczenie to nie lada sztuka. Trzeba wielkiej mądrości i miłości, aby zapomnieć krzywdy, wyrzec się egoizmu i przyjąć do serca wcześniejszego wroga. Chciałabym posiąść tę umiejętność.

Dziękuję za przyjemność obcowania z prozą z wyższej półki!!
Pozdrawiam serdeczne,
Jaga
mike17 dnia 15.02.2017 19:55
Dziękuję, Jago za ten piękny koment :)
Jeśli ktoś nie umie wybaczyć i żyje chęcią zemsty, nie jest dla mnie człowiekiem.
O człowieczeństwie stanowi wola podania ręki na zgodę.
To sobie cenię.
Bo to czasem wiele kosztuje, czasem nawet postawienie się wbrew sobie (trochę).

Dlatego mój bohater to po trosze ja.
Ja też bym odpuścił zawziętemu bratu, który nie do końca normalnie rozumuje.
Bo ktoś, kto żyje chęcią zemsty zamyka się we własnym więzieniu.
I wciąż przeżywając akt zemsty, co miejsca nie miała, wciąż męczy się.
Dlatego warto wybaczać, by być wolnym i nie mieć w sobie żadnych brudów.

Dziękuję za piękne słowa, i za "prozę z wyższej półki" :)
To dla mnie wielkie wyróżnienie.

Pozdrawiam, sącząc wieczorne piwko :)
oldakowski2013 dnia 16.02.2017 09:05
No cóż, tyle już tutaj powiedziano i napisano, że mnie pozostaje powiedzieć tylko jedno: Podobało mi się!
mike17 dnia 16.02.2017 13:12
Bardzo dziękuję, Ołdakowski, za pozytywny odbiór i że się podobało :)
To zawsze bardzo cieszy :)
Figiel dnia 15.01.2018 16:41 Ocena: Świetne!
Nie było zaskoczenia. Wiedziałam, że to zrobi, bo tak stworzyłeś bohatera, po prostu nie mógł inaczej. Ale chyba nie to jest tu najistotniejsze, ile sam proces ewolucji wszystkich trojga, zainicjowany przez chorobę, i dla każdego idący innym torem, z inną motywacją zmiany. W końcówce znów wszyscy znajdują się w punkcie wyjścia, lecz to nie do końca ci sami ludzie. Bardzo finezyjna robótka, pokazać na kanwie " starego" konfliktu między braćmi konflikty obecne i tę zacierającą się z nagła granicę między ewidentnym złem i dobrem.
Uściski.
mike17 dnia 15.01.2018 17:54
Beatko, kolejna seria trafnych spostrzeżeń :)
W takiej matni oni musieli wszyscy przejść przemianę duchową.
Nie widzę tego inaczej.

Chciałem ukazać, że bliscy sobie ludzie potrafią jednak pokonać nienawiść i zrobić krok naprzód.
Że w obliczu tragedii ludzkie charaktery zmieniają się nie do poznania.
Wierzę w Człowieka.

Jak tu, gdzie miałem w intencji pokazać, że zawsze może wygrać Dobro.
Że człowiek nie jest z gruntu zły, może się pogubił, ale zły nie jest.

Dziękuję za kolejny piękny i mądry komentarz :)

Kiss :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Marek Adam Grabowski
16/07/2019 19:25
Tematyka nie dla mnie, ale doceniam wysoki poziom twojego… »
Miladora
16/07/2019 18:21
Umknął mi Twój wiersz, a nie powinien, więc dobrze, że Alos… »
SzalonaJulka
16/07/2019 12:52
alos, dziękuję. Celnie rozszyfrowane. Tak, chyba o to mi… »
Hubert Z
16/07/2019 08:14
Cieszę mnie, że się podoba. »
Hubert Z
16/07/2019 08:13
Dzięki wiosno. Pozdrowionka »
Dobra Cobra
15/07/2019 23:12
Madawydar, Jak celnie się domyslasz to tylko opowiesc.… »
Marek Adam Grabowski
15/07/2019 22:25
Chodziło mi o to, czemu zabił i co łączyło go z tą… »
PrzemeK155J
15/07/2019 20:39
Pod koniec chciałem nieco wspomnieć o naszym trybie życia,… »
StalowyKruk
15/07/2019 18:04
Dziękuję. Pracuję nad rozdziałem drugim, ale jak zwykle… »
22227
15/07/2019 17:57
Ciekawy tekst, tylko z tym mózgiem to o wiele bardziej… »
DanielKurowski1
15/07/2019 16:11
Komentarz dopiero po miesiącu, ale sesja nie wybacza.… »
czarnanna
15/07/2019 15:36
Bardzo dziękuję za odkurzenie mojego tekstu, Antoni :) Od… »
czarnanna
15/07/2019 15:31
Cieszę się, że rymowanka wpadła Ci w oko/ucho :D Lubię… »
wiosna
15/07/2019 15:14
I jeszcze rymy wewnętrzne:) Lubię czasem się tak pobawić,… »
wiosna
15/07/2019 15:02
Ładnie o wiośnie:) »
ShoutBox
  • czarnanna
  • 16/07/2019 23:44
  • Hej Michale przelatujący stolicę :D wakacyjne pozdrowienia!
  • mike17
  • 15/07/2019 15:55
  • Przelotem w stolicy, na dobre wrócę pod koniec sierpnia. Pozdrawiam Was i życzę dobrych, udanych tekstów, no i wakacji rzecz jasna :)
  • czarnanna
  • 14/07/2019 14:53
  • Miłej niedzieli! Leniwej lub aktywnej (co kto woli) :D
  • czarnanna
  • 14/07/2019 14:46
  • Naturalnie, Antoni!
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 23:28
  • I mam nadzieję, że pochwalisz się efektami?
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 23:03
  • No, tego jeszcze nie grali :) Super mi miło! Tylko uważaj, bo sporo w tej mojej muzyce jest niepokoju, czy wręcz krzyku, jak w niektórych. Choć uważam, że tylko kilka jest naprawdę dobrych.
  • czarnanna
  • 12/07/2019 22:59
  • Super!!! Bardzo mi się podobają serio, chyba będę do nich malować :D
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 22:56
  • Albo zupełnie moje, albo te z opisem Projekt to z zespołem sprzed lat.
  • czarnanna
  • 12/07/2019 22:50
  • Ale to te wszystkie utwory są Twoje?!
  • czarnanna
  • 12/07/2019 22:41
  • Antoni, bardzo intrygująca ta Twoja kompozycja. Gratuluję :)
Ostatnio widziani
Gości online:16
Najnowszy:lioioi
Wspierają nas