Drugie oblicze bioliteratury - część pierwsza. - trawa1965
Publicystyka » Artykuły » Drugie oblicze bioliteratury - część pierwsza.
A A A
Od autora: Utwór z dziedziny teorii literatury.

 

Drodzy czytelnicy!

Dokładnie rok temu, pewnego mrocznego listopada, podjąłem próbę udowodnienia, że przyroda posiada własną literaturę piękną. Tak narodził się nowy termin literacki - bioliteratura.

 

To, co robiłem, wydawało się logiczne. Nawet słabo wykształcony człowiek nie może przecież zaprzeczyć, że przyroda jest wielką malarką czy rzeźbiarką, gdyż widzi to gołym okiem. Dlaczego więc nie miałaby być pisarką?

 

I tu wyłania się zasadniczy problem. Jak być pisarzem, nie znając liter?

 

Można. Odpowiedź na to pytanie pośrednio dał już nam Henryk Sienkiewicz w "Janku Muzykancie". Janko muzykę NOSIŁ W SERCU. No tak - odpowiecie - ale przecież przyroda nie jest osobą i nie posiada żadnej torby, w której mogłaby swoją literaturę nosić!

Aby więc odpowiedzieć na pytanie, czy przyroda ma zdolności literackie, musimy odpowiedzieć na inne pytanie - czym lub kim jest przyroda?

Prawie ćwierć wieku głowiłem się nad tym problemem. Szmat życia. Ale nie żałuję tego. Bo taka praca, choć ciężka i mająca wiele kryzysowych momentów, dała mi mnóstwo satysfakcji. Miesiąc po miesiącu, rok po roku, zdobywałem kolejne szczeble wtajemniczenia. Inspiracją dla moich odkryć były zarówno prace naukowych autorytetów jak i obserwacje własne, prowadzone na obszarze czterech województw południowo - wschodniej Polski.

Przyroda, nie będąc osobą, jest jednak wyjątkową osobowością o skomplikowanej, nielogicznej dla przeciętnego człowieka psychice, nieskażonej kapitalistycznym materializmem. Pozornie brutalna, w rzeczywistości na wskroś przesiąknięta czymś, co my buńczucznie nazywamy humanizmem. Nie ma w niej równych i równiejszych. Ci, którym na starcie poskąpiła darów, szybko zasilają lepiej przystosowane organizmy drogą swobodnego przepływu energii(nie mylić z zasadą swobodnego przepływu kapitału!)

Ale wcale to nie znaczy, że poszczególne elementy przyrody muszą podporządkować się schematom. Więcej - wyżej opisany obraz ogólny nie byłby możliwy bez nieskończonej mnogości indywidualnych cech osobowych poszczególnych organizmów. Odkrycie tego faktu oznaczało dla mnie osiągnięcie pierwszego stopnia wtajemniczenia, na bazie którego powstała Naukowa Literatura Piękna. To początkowe stadium to nic innego, jak opisywanie przyrody na podstawie obserwacji własnych, stopniowo poszerzane w miarę coraz lepszego poznawania gatunków i relacji międzygatunkowych.

Mniej więcej półtora roku temu etap ten wyczerpał swoje możliwości. Dalsze jego kontynuowanie utwierdzałoby tylko mój antropocentryczny punkt widzenia i groziło samopowielaniem utartych schematów.

Aż w końcu nadszedł przełomowy 12 maj 2015 roku. Data ta oznacza narodziny bioliteratury, choć dziś jeszcze wiem o tym tylko ja. Tego dnia, na szczycie Sokolicy, stanąłem twarzą w twarz ze słynną samotną sosną - bioblogerką. Zrozumiałem, że jej samotność i moja to dwa zupełnie odrębne światy. Moja samotność w DPS -ie to typowa "samotność w tłumie" ze wszystkimi tego konsekwencjami - niezrozumieniem, brakiem tematów do rozmowy, pustynią intelektualną oraz wzajemnym(niestety, z mojej strony też!) zanikiem empatii. A tymczasem samotna sosna promieniowała żywotnością. Odniosłem wrażenie, że las nakazał jej życie na krawędzi, nad gigantyczną przepaścią nie dlatego, że jej nienawidził, ale z czystej ciekawości, co jest po drugiej stronie. I sosna, bioblogując, dzieliła się z resztą drzew swoim szczęściem...

Miarą absolutnej niekompatybilności jej świata ze światem ludzi jest fakt, że ludzie widzą w niej jedynie materiał do reklamy "Muszynianki".

A więc był to pierwszy namacalny dowód na istnienie bioliteratury. Tylko jak ten fakt przekazać ludziom? Przecież gdybym napisał, że sosna trzyma transparent z napisem "Kocham Was!", uznaliby mnie za wariata... Język bioliteracki wygląda więc inaczej, choć zasady bioliteratury i literatury zawsze są identyczne - dzieła PANLITERACKIE muszą być oryginalne.

Jak?

Pośrednią odpowiedź na to pytanie już udzielili nam ludzie żyjący w ścisłej symbiozie z naturą - tak zwane "dzikusy". Indianie, Aborygeni, Maorysi, plemiona pustyni Namib. Zwróćmy uwagę na fakt, że to nie jakieś tam Jarki, Marki, Alicje, Małgorzaty, lecz Kwiaty We Włosach, Tańczące Jastrzębie, Siedzące Byki. To odbiurokratyzowane i odurzędniczone imiona, lecz jakże indywidualne i niepowtarzalne! To ludzkie odpowiedniki Sosen Bioblogerek. Imiona te nie powstały dla zaspokojenia widzimisię tak zwanego "prawa rzymskiego" podlanego religianckim sosem, lecz stały się swoistą "nagrodą" za indywidualne, świadome wybory życiowych dróg.

Podążywszy tą drogą, stworzyłem zalążki bioliterackiego języka - JĘZYKA PSYCHOLOGICZNEGO. Pewne słowa są w nim wspólne. Z oczywistych powodów cała biosfera Słońce nazwie Siłą, mgłę Chytem (lub Przychytem), sen - Mrużem. To wyrażenia bazowe.

Ale w sprawach tak zwanych drugorzędnych panuje pełna dowolność pojęć. Napisałem TAK ZWANYCH drugorzędnych nie bez kozery. W rzeczywistości te sprawy drugorzędne są zindywidualizowanymi sprawami pierwszorzędnymi - dotyczą one konkretnych miejsc i zdarzeń (patrz : Działy bioliteratury, część trzecia).

Od stworzenia podstaw tego języka minął już jednak dokładnie rok. Rok, w którym znowu wydarzyło się wiele. Przez ten czas przyroda nadal wiodła mnie swoimi tajemnymi ścieżkami, a tempo wydarzeń znów przyspieszyło.

Był to rok, w którym moje wyobrażenia o przyrodzie zderzyły się z rzeczywistością Portalu Pisarskiego. Ludzie piszący tu swe teksty - nie jestem w ciemię bity, by nie zauważyć, że jest to pisarska elita współczesnej Polski - nie do końca rozumieją znaczenie mojego wysiłku. A skoro tak jest, oznacza to, że moja koncepcja nadal posiada słabe strony, że mniej więcej do września tego roku byłem na drugim, średnio zaawansowanym etapie wtajemniczenia.

I oto nagle, niemalże z dnia na dzień, w mojej głowie zrodziła się nowa idea. Dziękuję za nią Wam, drodzy Koledzy Pisarze, bo wyłożyliście mi ją praktycznie na tacy. Ukryła się ona w Waszych pięknych wierszach, ozdobionych technicznymi trickami, które nieraz kompletnie zmieniały ich percepcję.

Po gruntownej analizie tych tricków oświadczam Wam, że przeszedłem do trzeciego, jak dotąd najbardziej zaawansowanego ze wszystkich, stopnia wtajemniczenia. Tworzę WIZUALNY JĘZYK BIOLITERACKI. Co ma być jego podstawą?

Łatwo sobie wyobrazić, ile w zróżnicowanej biosferze istnieje języków. Jeśli żyje w niej kilka milionów gatunków, a każdy z nich ma przynajmniej tysiące przedstawicieli, z których choćby promil ma nieprzeciętne zdolności, łatwo obliczyć, że jest to co najmniej 10 do 10 - tej potęgi. Liczba niewyobrażalna, kosmiczna, "parsekowa". Musi więc istnieć język unitarny, zrozumiały dla każdego organizmu, bo inaczej przyroda by nie istniała!

My, ludzie, znamy go od zawsze. To język migowy. Jego przyrodniczym odpowiednikiem jest JĘZYK ŚWIATŁOCIENIOWO - DOTYKOWY.

Jak przelać go na papier?

To teoretycznie bardzo proste w epoce Internetu. Trzeba tylko znać się dobrze na jego obsłudze.

W kolejnych odcinkach cyklu zobaczycie jego praktyczne zastosowanie(próbkę pokazałem w ostatnich wierszach).

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
trawa1965 · dnia 06.11.2016 15:26 · Czytań: 462 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 5
Komentarze
trawa1965 dnia 07.11.2016 17:14
Następny mój tekst może być niestety trochę koślawy z winy komputera. Mimo to nie wyobrażam sobie, byście na niego nie zareagowali.
skroplami dnia 08.11.2016 10:06 Ocena: Świetne!
No stoję, bo aż musiałem:).
Niezwykle porąbany na plus pod względem słownictwa, tłumaczenia i istoty rzeczy nieznanej :).
Genialne osiągnięcie. A styl pisania, wysoki szczebel :). No poważnie. Przyciąga czytelnika, chociaż odrobinę naukowo trzyma na dystans też ;). Pamiętam kilka pierwszych tekstów autora, "hm" tyko, aby nie być "katem z toporem" ;).
Piękne jest także Twoje dążenie "trawa1965". Jakie? Mnie pytasz :)? Nie pytasz, wiesz :). Ja widzę z boku, jedno oko zmrużone ;). Rozwijasz się nie rezygnując ze źródła które Ci daje siłę i które wplatasz jak w długi warkocz w chyba każdy Twój tekst. A warkocz z kilku "strumyków włosów" tworzysz, podając co widzę przenośnią. I zgadnij o czym to zdanie :).
Mnie nie pytaj, nie powiem Ci. Złożę tylko gratulacje w postaci... :). Ukaże się w informacji dla Ciebie.
Jesteś coraz lepszy i jesteś odważny w pisaniu, a że uparty jak "osioł" to każdy osioł tez wie ;). Nie będę buczał po oślemu, za dużo uszu wiedziałoby że ;).
Gratulacje za tekst i bardziej poważnie: szacunek za drogę którą idziesz. Tu i nie tylko tu. Efekty widoczne w Twoim pisaniu a jednocześnie otwierasz nieznane nam obszary. A przynajmniej drugie drzwi do pokoju z naturą w którym "jak u mamy" :).
Pozdrawiam.
trawa1965 dnia 08.11.2016 14:18
Nadal się rozkręcam. Zobaczycie za chwilę...

Tłumaczyłem Wam już, że bez otwarcia się na przyrodę literatura zacznie obumierać.
al-szamanka dnia 10.11.2016 09:47 Ocena: Świetne!
Cytat:
Od­nio­słem wra­że­nie, że las na­ka­zał jej życie na kra­wę­dzi, nad gi­gan­tycz­ną prze­pa­ścią nie dla­te­go, że jej nie­na­wi­dził, ale z czy­stej cie­ka­wo­ści, co jest po dru­giej stro­nie. I sosna, bio­blo­gu­jąc, dzie­li­ła się z resz­tą drzew swoim szczę­ściem...

A może las chciał sprawdzić zachowanie sosny w warunkach ekstremalnych, a druga strona o tyle go interesuje, o ile nadawałaby się do ekspansji, czyli podboju.
Cytat:
Prze­cież gdy­bym na­pi­sał, że sosna trzy­ma trans­pa­rent z na­pi­sem "Ko­cham Was!", uzna­li­by mnie za wa­ria­ta...

Niekoniecznie. W końcu ktoś taki transparent mógł na niej zawiesić, a Ty go tylko zauważyłeś.
Cytat:
Lu­dzie pi­szą­cy tu swe tek­sty - nie je­stem w cie­mię bity, by nie za­uwa­żyć, że jest to pi­sar­ska elita współ­cze­snej Pol­ski - nie do końca ro­zu­mie­ją zna­cze­nie mo­je­go wy­sił­ku.

Ja rozumiem jak najbardziej, gdyż i sama się wysilam w podobnym kierunku. Właśnie odkryłam regulujące klimat uzdolnienia moich balkonowych pelargonii jednorocznych. Chcąc utrzymać się jak najdłużej przy życiu, przeciągają jak najdłużej porę jesienną i jak na razie udaje się im nie dopuścić, aby temperatura spadła poniżej zera, a to oznaczałoby ich koniec. Ich upór i determinacja są godne naśladowania, jestem im za to bardzo wdzięczna, gdyż w ten oto sposób nie potrzebowałam jeszcze drapać szyb w samochodzie i spokojnie dotrwałam do dzisiejszego terminu wymiany opon na zimowe.

A teraz czekam na JĘZYK ŚWIATŁOCIENIOWO - DOTYKOWY.

Pozdrawiam serdecznie :)
trawa1965 dnia 11.11.2016 15:49
Następna praca.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
al-szamanka
22/08/2019 22:45
Tu nieco za bardzo nachodzi, Wodniczko. A poza tym… »
wodniczka
22/08/2019 17:54
Kamyczku Jaki piękny komentarz. Odczytał zaczytałam się.… »
wodniczka
22/08/2019 17:47
Kushi Piękny komentarz napisałaś. Piękniejszy od tej mojej… »
wodniczka
22/08/2019 17:41
Kushi Zawsze bardzo miło Cię gościć. Cała przyjemność jest… »
Kazjuno
22/08/2019 15:24
RafaleSulikovski SF nie jest moim ulubionym gatunkiem, ale… »
JOLA S.
22/08/2019 14:35
Ładne, prawdziwe. Istnieją słowa, które żyją podwójnym… »
Kushi
22/08/2019 13:48
Ach moja ukochana Poetko... czasem wydaje mi się, że czytasz… »
JOLA S.
22/08/2019 10:39
Rafale, znowu stoję z nożyczkami i nie wiem, od czego by… »
kamyczek
22/08/2019 09:38
Dla mnie, optymistki, szklanka jest zawsze do połowy pełna.… »
kamyczek
22/08/2019 09:34
Bardzo ładny wiersz,, Wodniczko, podoba mi się. I… »
Zdzislaw
22/08/2019 09:21
Przyjemnie, że się spodobał i wywołał uśmiech. Również… »
Madawydar
22/08/2019 07:43
Witaj Decand Dzięki za komentarz. Pozdrawiam. »
ponadchodnikami
22/08/2019 02:23
"myślę więc (że) jestem" jest bardzo poruszające. »
Kushi
21/08/2019 23:44
Czasem w nas samych tak bywa, że nie doceniamy tego co mamy… »
wiosna
21/08/2019 23:41
Kazjuno, Carvedilol dziękuję i właśnie tak jest. W głowie… »
ShoutBox
  • Decand
  • 22/08/2019 23:25
  • "Ponoć" słowem klucz. Wszyscy czekamy więc i Ty bądź grzeczym i zaczekaj. Świat naprawdę poczeka na Twoje arcydzieła chrabąszczyku
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 21:08
  • Ponoć czas oczekiwania to tydzień, kolego robaku. Czekam już dwa.
  • Decand
  • 22/08/2019 20:41
  • Niektórym robaczkom widać spieszy się za bardzo. A chyba powinno spieszyć się powoli, chyba tak to szło. Na pewno wszyscy wytrzymamy jeszcze na tekst jakiegokolwiek żuczka, ba!, nawet i misia
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 18:51
  • Oj, chyba urocza red. Vanilivi z przepracowania - wszak jako jedyna jest przytłoczona nawałą prozy - przeoczyła mnie, skromnego żuczka. Ale przepraszam, może namolnie ponaglam? Pozdrawiam...
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
  • Decand
  • 13/08/2019 19:20
  • Niektórzy wierzą też, że maksymalny czas tekstu w poczekalni wynosi pięć dni. Trzeba powoli, małymi kroczkami, jak nauka o nieistniejącym Mikołaju
  • Dobra Cobra
  • 13/08/2019 15:03
  • Niektórzy znow wierzą, że jak zostawisz 40 komentarzy różnym osobom to te 40 osób wróci do ciebie i da tobie takze 40 komentów
  • Dobra Cobra
  • 12/08/2019 18:38
  • Najprostsza rzecz to załatwić sobie klakierów ;)
Ostatnio widziani
Gości online:16
Najnowszy:ihilujuf
Wspierają nas