Srebrzysta cukiernica - al-szamanka
Proza » Miniatura » Srebrzysta cukiernica
A A A

Wracałam z pracy szybkim, acz chwiejnym krokiem, trzymając się dla pewności torebki. Andrzej na pewno był już w domu i jak zwykle w ten dzień przygotował wystawną kolację - doskonale gotował. Rok w rok wychodziłam z biura dwie godziny wcześniej i leciałam do niego jak na skrzydłach. Tym razem było jednak inaczej. Od pewnego czasu zaczęła powstawać między nami pusta przestrzeń - mijaliśmy się w drodze do pracy, łazienki, czy kuchni, najczęściej rozmawiając sms-owymi skrótami. Oboje awansowaliśmy w szaleńczym tempie, ale nasz wspólny czas kurczył się zastraszająco. Ostatni urlop wywietrzał mi z głowy dobre trzy lata temu. Pogubiłam się w tym wszystkim i zapomniałam, jak można spoglądać w oczy mężczyźnie, za którego wyszłam z wielkiej miłości. Wyjątkowej, takiej tylko dla nas. Andrzej zdawał się tego nie dostrzegać, chociaż czasami miałam wrażenie, iż widzę w jego twarzy wahanie, pytania czekające na właściwy moment. Nagle, pomimo pięknego dnia, poczułam pojedyncze krople deszczu na policzkach. A może były to łzy. Odrzuciłam tę myśl, szybko skręcając w boczną uliczkę, gdzie wystające daszki zapewniały ochronę.

I wtedy ją zobaczyłam.

Na pierwszy rzut oka wyglądała na drobną handlarkę wyprzedającą mizerne resztki rodzinnych drobiazgów - dopóki nie uniosła głowy znad tych paru rzeczy pieczołowicie trzymanych na opinającej kolana spódnicy. Siedziała na staromodnym krześle, z ramion, aż do ziemi, opadał gruby szal o srebrzystym połysku. Pomarszczoną twarz rozjaśniał spokojny uśmiech, niebieskie oczy spoglądały na mnie z lekkim rozbawieniem. Niepewnie, jakby przyciągana nieznaną siłą, zbliżyłam się do nieznajomej - pachniała ziołami, wiatrem i tym czymś nieokreślonym, charakterystycznym wyłącznie dla dobrych ludzi. Milcząc, spoglądałyśmy na siebie parę długich minut.

- Czekałam na ciebie - odezwała się wreszcie dźwięcznym, młodym głosem.

A mnie zupełnie to oświadczenie nie zdziwiło. Oczywiście, że czekała tylko i wyłącznie na mnie, takie spotkanie nie mogło być przypadkiem, musiało się po prostu stać. Dlatego bez zastanowienia przyjęłam zaproszenie i chwilę potem siedziałam już na kanapie w jej przytulnym mieszkaniu. Wyglądało na to, że rzeczywiście była przygotowana na moją wizytę - na stoliku stały dwie filiżanki w kwiatki, a z kuchni dochodził zapach ciasteczek orzechowych i świeżo parzonej herbaty. Poczułam się jak u siebie, jak w czasach dzieciństwa na wakacjach u babci, gdzie godzinami potrafiłam przeglądać stare fotografie, a z wyjątkową czcią te najważniejsze, ustawione na fortepianie, który po wojnie przetrwał wraz z rodziną trud długiej podróży zza Buga.

- Jestem Tekla - oznajmiła, stawiając tacę na stoliku. - Śniłam tej nocy, że z cienia mojej uliczki wynurzy się postać młodej kobiety ze śladami łez na policzku. Dlatego siedziałam przed domem i wypatrywałam, kiedy nadejdziesz.

- Magdalena - odpowiedziałam pospiesznie, niepewnie pociągając nosem, gdyż jej wyjaśnienie nieco mnie zakłopotało, tym bardziej, że zabrzmiało jak najzwyklejsza rzecz pod słońcem, a ja nie chciałam wierzyć w jasnowidzenie, prorocze sny i niezwykłe przeczucia.

- W mojej rodzinie prawie wszystkie kobiety to miały. - Pokiwała głową, jakby chciała rozwiać moje wątpliwości. - Jednak największy talent posiadała bezsprzecznie moja prababka Krystyna. Widziała przyszłość, a pod jej ręką rozkwitały róże. Wystarczyło, że przeszła obok krzewu, a ten w parę godzin obsypywał się kwieciem. Ludzie kochali ją, ale byli i tacy, którzy odczuwali paniczny lęk, gdyż ukrywali przed światem swoje brudne plany, a ona mogła je z łatwością odczytać.

Wsypałam do filiżanki łyżeczkę cukru, a po zamieszaniu pociągnęłam łyk aromatycznej herbaty. I dziwne, nagle poczułam się jakby spadł ze mnie jakiś nieznośny ciężar. Coś, co ze sobą już od dawna nosiłam, a jednak nie miałam pojęcia, że aż tak mi przeszkadza. Miałam wrażenie, że stałam się lżejsza, przyjemnie wiotka, wypoczęta i świeża jak po kąpieli w uzdrawiającym źródle. W głowie lekko szumiało i całe otoczenie objawiło mi się naraz w żywszych, klarownych barwach. Tekla spoglądała na mnie z coraz większą czułością.

- Oczekiwałam właśnie takich reakcji - rzekła - ale mimo wszystko nie byłam pewna. Nieprawdopodobne, jak w tym świecie pewne znaki nabierają treści i wydarzenia następują po sobie w ten, a nie inny sposób. Jesteś mi bardzo bliska, kochanie - tak, jakbyśmy były ze sobą spowinowacone. Wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale w tej chwili uszczknęłaś ze strumienia przeznaczeń mojej rodziny.

- W jaki sposób?

Nie potrzebowała odpowiadać, jednocześnie spojrzałyśmy na cukierniczkę. Do tej pory nie zwracałam na nią zbytniej uwagi, ale nagle, prawie magicznie przyciągnęła mój wzrok. Była niezwykła. Przepiękne, misterne cacko o srebrzystym, łagodnym blasku i tym czymś nieokreślonym, tajemniczym, jakby zamknęła w sobie czas wypełniony opowieściami.

- Tak właśnie jest - przytaknęła Tekla, odgadując moje myśli. - Krystyna dostała ją jako prezent ślubny od bardzo dalekiej kuzynki. Ponoć srebro uzyskano, przetapiając zrabowany posążek jakiegoś azteckiego bożka i w związku z tym mój pradziadek obawiał się klątwy. Parę lat cukiernica przeleżała w schowku, aż nagle, nie wiadomo w jaki sposób pojawiła się na stole podczas przyjęcia noworocznego. Zapewne jakaś panna służąca wyciągnęła ją na światło dzienne, ale tak naprawdę nikt już nie myślał o fatum. Wręcz przeciwnie. Krystyna zaszła wreszcie w ciążę, rodzinie wiodło się coraz lepiej, a gdy na świat przyszła córeczka radości nie było końca. Tak, tak, to była moja babcia, cudowna kobieta, chociaż jako młoda dziewczyna popełniła spore głupstwo. Uciekła z oficerem, a przecież miała narzeczonego z porządnego domu i w jednym z jasnowidzących snów widziała siebie spadającą w przepaść. I rzeczywiście, ten butny wojak nie był jej przeznaczeniem.

 - Równie dobrze mógł nim nie być narzeczony.

- O nie, gdy babcia przyjechała do rodzinnego domu, aby się pojednać, zasiedli do podwieczorku, a na stole stała cukiernica. Wzięła jedną łyżeczkę cukru, tak jak ty. I zrozumiała. Narzeczony przebaczył jej natychmiast. Wkrótce wzięli ślub i byli najlepszym małżeństwem, jakie tylko można sobie wyobrazić. Mieli troje dzieci: dwóch chłopców i dziewczynkę, moją mamę. Wszyscy byli bardzo uzdolnieni matematycznie i nie tylko. Żyli w ciężkich czasach, wojna rozrzuciła rodzinę po całym świecie, a oni i tak wiedzieli o sobie wszystko, pozostając w specyficznych, dla nikogo niezrozumiałych związkach. Dzisiaj powiedziano by, że porozumiewali się telepatycznie, nie potrzebowali listów, które ginęły, ani telefonów, których nie było. Moja mama jako jedyna z nich  wróciła do Polski. Miała tylko mnie, pięciolatkę… i cukiernicę. Ojca nie pamiętam, zginął pod Monte Cassino i obie w tę noc śniłyśmy strzały, krzyki i odgłos, jakby ktoś upadał. Musiałyśmy radzić sobie same, a czasy były ciężkie.

- Opowiadasz niezwykłe rzeczy - wtrąciłam, nawet nie zastanawiając się dlaczego mówiłyśmy sobie na ty. - Niejeden reżyser z chęcią nakręciłby świetną sagę, gdyby tylko mógł skorzystać z twoich wspomnień. Ja, niestety, niewiele wiem o mojej rodzinie. Zachowało się co prawda sporo zdjęć - na jednym z nich przystojny ataman w bogatym stroju - ale dziadek opowiadał mi o nich bardzo zdawkowo, miałam wrażenie, że czegoś się bał i chciał chronić swoich bliskich. Za to, gdy przeszedł na emeryturę, zapragnął pokazać mi to, co było dla niego najważniejsze. Przyjął posadę organisty i zdarzyło się, że tylko dla mnie zagrał w pustym kościele Ave Maria, co zawsze wspominam ze łzami w oczach. Był bardzo mądry, często snuł opowiadania o przyszłości, z których praktycznie wszystkie się sprawdziły. Zabierał mnie także na wędrówki po lasach i łąkach, pokazywał zioła, a  potem uczył jak nimi leczyć. Aha, moja prababcia miała na imię tak samo jak ty, Tekla.

- Myślę, że i twój dziadek miał dar widzenia. A ty? Czy zauważyłaś kiedykolwiek, że intuicja podpowiada ci bezbłędnie, a sny po prostu się realizują?

- Od lat nie śnię - zaprzeczyłam szybko.

Zbyt szybko. Tekla zrozumiała natychmiast, i kiwając potakująco głową, zajrzała mi głęboko w oczy. Nie potrafiłam niczego przed nią ukryć, więc zobaczyła w nich strach, cierpienie i desperację, która towarzyszyła mi przez lata walki z tym, jak to ona nazwała, darem. Zniszczyłam go wreszcie i mogłam rozpocząć normalne życie, w czym bardzo pomógł mi Andrzej. A teraz? Teraz oboje niszczyliśmy siebie nawzajem.

- Widocznie tak musiało być - wyszeptała Tekla, gładząc lekko moje włosy. - Wiesz, dziecino, chciałabym mieć taką córkę jak ty, niestety, los nie dał mi dziecka. Jestem ostatnia w linii tych innych kobiet mojej rodziny i nie mam nikogo godnego, komu mogłabym przekazać…

Opanowało mnie dziwne drżenie, wyczekiwanie na coś ekscytującego, przed czym jednak broniłam się resztkami sił.

- Nie, nie! - protestowałam, widząc, jak podaje mi cukierniczkę. - Nie mogę przyjąć takiego prezentu, jest zbyt cenny.

- Ach, gadanie - zaśmiała się, a jej głos przypominał łagodne gruchanie zadowolonego gołębia. - Dla takich ludzi jak my jest bezcenna, dla innych to tylko wartość srebra. Idź już, teraz wiesz, co masz robić.

- Wiem.

Rzeczywiście siąpił deszcz. Zapalające się właśnie latarnie rzucały drżące światło na mokry asfalt. Biegłam do domu, kurczowo zaciskając palce na mojej cukiernicy i wyczuwałam przeszłość, którą zachowała w sobie na zawsze. Pomimo zawirowań wojennych i nieoczekiwanych przeciwności losu były to w przeważającej mierze dobre czasy. Jak przez mgłę słyszałam kołysankę, którą niegdyś śpiewała Krystyna swojej córeczce, jej śmiech przepełniony zachwytem, widziałam małą Teklę przystępującą do Pierwszej Komunii i pełne miłości spojrzenie jej śmiertelnie rannego ojca, gdy ostatni raz całował zdjęcie swojej dziewczynki. Szarpana emocjami, zadyszana i spłakana dotarłam wreszcie do drzwi mieszkania.

- Czekałem na ciebie - oznajmił Andrzej. Zupełnie tak samo, jak przedtem Tekla.

- Wiem. Nie pytaj o nic. Odnalazłam ciebie i nas - powiedziałam, wtulając się w jego otwarte ramiona.

Następnego dnia oboje poprosiliśmy o długi urlop, a po dwóch miesiącach postanowiłam odwiedzić Teklę, aby opowiedzieć jej o moim szczęściu i pewnej słodkiej, radosnej tajemnicy.

Wąska uliczka z wystającymi daszkami wydała mi się obca i cicha. Zdezorientowana, zapukałam do paru drzwi, pytając o kobietę w długim, srebrzystym szalu. Ludzie zaprzeczali, wzruszając ramionami.

Nikt nigdy nie słyszał, aby kiedykolwiek mieszkała tu Tekla.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
al-szamanka · dnia 16.11.2016 10:02 · Czytań: 1607 · Średnia ocena: 4,82 · Komentarzy: 29
Komentarze
JOLA S. dnia 16.11.2016 11:03 Ocena: Świetne!
al - szamanko, jesteś niedościgłą mistrzynią w budowaniu nastroju. To Twoja "broń kobieca, która zachwyca i podnieca". Obojętnie o czym piszesz , lekki styl - jakby od nie chcenia sprawia, że z najbardziej zatwardziałego krytyka spada zbroja i okulary. Nie przeszkadza mu, że pomysł nie nowy, może gdzieś o nim słyszał i tak ulega nieodpartemu urokowi Autorki. I za to szacunek i ocena. :)

Serdeczności
JOLA S.
Niczyja dnia 16.11.2016 11:25 Ocena: Świetne!
al-szamanko,
Piękne opowiadanie, piękna historia. Z pogranicza magii i rzeczywistości.
Urzekła mnie i trafiła w serce, jak strzała, w ten deszczowy dzień.

Srebrzysta cukiernica.
Czy każdemu pomogłaby odnaleźć się, odnaleźć zgubioną ścieżkę z której zszedł? Nie wiem.
Może są osoby, którym i cukiernica by nie pomogła. Może ja do nich należę.

W każdym razie czytało się cudnie:) Dziękuję za uroczy poranek z kawą, nie herbatą

Pozdrawiam serdecznie,
Niczyja
Dobra Cobra dnia 16.11.2016 11:54 Ocena: Świetne!
Piękna rzecz. I jak napisana!


al-szamanko,

To jedno z Twoich najlepszych opowiadań, jakie czytałem (być może nie czytałem wszystkich, kto wie... istnieje taka ewentualność). Ładnie poprowadzone, jest tajemnica, bohaterka i szczęśliwe rozwiązanie. Brawo!

Cytat:
-Tak właśnie jest - przytaknęła Tekla, odgadując moje myśli
Tu zdałoby się po myślinku postawić spację. I tyle w kwestii warsztatu.

Jest fajniutko, mjód i w ogóle.


Pozdrawiam serdecznie,

Dobra Cobra
mike17 dnia 16.11.2016 12:03 Ocena: Świetne!
Brakowało mi bardzo twojego pisania, i tych klimatów rodem z realizmu magicznego :)
Udało Ci się wytworzyć niezwykły nastrój, i to, co najważniejsze, przenikanie się wymiarów, kiedy to stykamy się z "nieznanym".
Tekla wyczuła w bohaterce kogoś, komu może przekazać swój dobry dar.

Świetnie nakreślona opowieść, bardzo subtelnie, acz wyraziście, porywająca od pierwszych zdań, dynamiczna, dzianie się ma miejsce aż do samego końca, i miło, że to happy end.

Lubię twoje magiczne spojrzenie na świat, sam mam podobne, i sny prorocze, i bardzo rozwiniętą intuicję, czasem czytam przyszłość z kart.

Piękny motyw niezwykłej cukiernicy, która czyni cuda - bardzo ciekawy motyw.
Oryginalny i taki swojski zarazem.

I Przeznaczenie, od którego się nie ucieknie - bohaterka MIAŁA iść tą uliczką i spotkać Teklę, spędzić z nią parę chwil w innym wymiarze i opuścić jej mieszkania bogatsza o dar.

Czytało mi się cudownie i bardzo cieszą mnie takie teksty :)
Z pogranicza magii i rzeczywistości.

Serdecznie zapraszam Cię tutaj:

http://www.portal-pisarski.pl/czytaj/53278/urodzony-w-trumnie

Miło mi będzie, jak poznasz podobną historię, tylko może z innym motywem :)

Miłego dzionka!
Milena1 dnia 16.11.2016 15:57
Witam
Muszę przyznać ,że przyciągnął mnie tutaj tytuł.
Czyta się świetnie , lekko i przyjemnie .
Piękna bajkowa historia
Pzdr
al-szamanka dnia 17.11.2016 18:06
No wiesz, co, Jolu, nagadałaś mi tyle pięknych rzeczy, że aż prawie zasłabłam ;) Cieszę się, że uznałaś opowiadanie za ciekawe. Pozdrawiam :)

Cytat:
W każdym razie czytało się cudnie:) Dziękuję za uroczy poranek z kawą, nie herbatą

Wow, Niczyja, to cudnie cudnie się słyszy. Dziękuję, że zajrzałaś :)

Oooo, Cobro, jedno z najlepszych? Fajnie to czytać. Cieszę się, że u mnie pobyłeś :)

Cytat:
bohaterka MIAŁA iść tą uliczką i spotkać Teklę, spędzić z nią parę chwil w innym wymiarze i opuścić jej mieszkania bogatsza o dar.

No oczywiście, Michale, że MIAŁA... takie było przeznaczenie. Wiedziałam, że to wyczujesz. Pozdrawiam :)

Witam, Milena1, przyjemnie mi, że i nowa czytelniczka zajrzała :)
Krzysztof Konrad dnia 18.11.2016 09:41 Ocena: Bardzo dobre
Witaj :) Zakochałem się w tym tekście, a z drugiej strony mam straszną ochotę przejechać palcem po ekranie smartfona, przerzucając stronę i czytając dalej. Aż nie mogę pogodzić się z faktem, że wszystko, co lubię czytać ulatuje tak szybko. Twój styl jest taki prosty, klarowny. Wszystko rozwija się w dialogu, który wszczepiłaś w moją sercową pamięć. Jest prosty, ale nie dajesz prostego przekazu, on wręcz wwierca się w mój mózg, jakbym nie mógł pozbyć się z głowy natrętnej muzyki, którą usłyszałem w deszczowy dzień. Ale ja się tej refleksji nie chcę pozbywać. Przecztałem tu wiele tekstów, ale to Twój jest pierwszym, który skradł mi już którąś godzinę życia. Pozdrawiam.

Post scriptum

Pamiętaj, że nadmiar niedosytu jest jak niemożność kichnięcia.
al-szamanka dnia 18.11.2016 16:25
Cytat:
Zakochałem się w tym tekście

No aż tak, to jeszcze nikt mi nie napisał o moim tekście.
Wielka i przemiła niespodzianka, Krzysztofie.
Dziękuję za tak liczne pochwały, serdecznie pozdrawiam :)
Usunięty dnia 18.11.2016 17:05
al-szamanko cudowny tekst .Nie będę się rozpisywał tak jest.
Pewnej nocy mnie i mamę rozbudził ze snu głos pewnej bliskiej nam osoby i te same słowa.
Na drugim końcu Polski w tę noc stało się nieszczęście z udziałem tej osoby.
Dokładnie o tej porze.
al-szamanka dnia 18.11.2016 21:22
Bardzo się cieszę, Grain, że należysz do tej grupy czytelników, którym tekst się podobał.
Jeśli chodzi o przeczucia, jasnowidzenie i głosy, to jak najbardziej w nie wierzę, gdy sama doświadczałam tego wielokrotnie.
Dziękuję i pozdrawiam :)
Aronia23 dnia 18.11.2016 21:49 Ocena: Bardzo dobre
AL. Pierwszy raz widzę Twoją prozę. Super jest. W sam raz na teraz dla mnie. Wiesz, al. każdy ma pewnie takie opowieści, tylko uważa je za niegodne uwagi. A to nieprawda. Wszystko jest ważne. Każde źdźbło trawy, każdy robaczek. Wszystko. I wszyscy ludzie. Dawno temu, w latach 80. XXw. śpiewano taką piosenkę "We are the World". Piękna ona jest. Tak, jak piękne jest Twoje opowiadanie. Tak, świat nie jest przypadkiem. Nie przypadkowo atomy są tak ustawione, ze coś jest stołem, coś lampą, coś wodą. Ja, też doznaję różnych dziwności w życiu. Ostrzeżeń. Nie zwracam często na nie uwagi. To źle, bo przedwczoraj dostałam Coś - nadal boli, po to dostałam, przeszkadza, niepokoi, ale jest dobre, bo ostrzega. U Ciebie ta historia dość prostą jest (pewnie taką sobie zamierzyłaś), ale na pewno ma dużo szerszy zasięg, niż to ujęłaś w piśmie. Myślę, że rozumiesz, o co mi chodzi. Pozdrawiam. A23 To coś jak ból. On ostrzega... nie dotykaj, bo się poparzysz. Mam koleżankę, która ma b. wysoki próg bólu i kiedyś złamała palec, tak mocno przycisnęła nim klamkę. Otworzyła, ale kości poszły.
al-szamanka dnia 19.11.2016 09:07
Cytat:
AL. Pierwszy raz widzę Twoją prozę.

A to ciekawe, bo tak właściwie nie siedzę w poezji, w której tylko czasami się próbuję.
Niemniej przyjemnie, że i pod prozą się pojawiłaś, Aronio. Dziękuję :)

Dobrego dnia :)
Lilah dnia 19.11.2016 15:22
Cudowne opowiadanie. I tylko spod Twojej ręki mogło ono wyjść, Szamanko.
Serdeczności, :) Lilah
al-szamanka dnia 19.11.2016 21:20
Lilah napisała:
I tylko spod Twojej ręki mogło ono wyjść, Szamanko.

Aż się zarumieniłam, Lilah. Dziękuję.

Miłego weekendu życzę :)
skroplami dnia 27.11.2016 14:38 Ocena: Świetne!
al- szamanka
Tekst jak ten "nick" Twój :).
Codzienność nasiąknięta duchem magii, takiej zwykłej, z serca zrodzonej. Czyli to nie magia, to coś co w sobie kryjemy, może nie potrafimy dostrzec, może wybieramy coś innego co się "świeci" a nie nuci radością, miłością. A miłość to nie tylko ona i on, jak sztandar się wznosząca. To ciepłe słowo do obcego, sprawiedliwość, pomoc, itp.
Owinęłaś to w rodzaj "czarodziejki" w tekście, Tekli, która dzieli się swym darem, budzi go w bohaterce. Bohaterek takich dużo, bohaterów też. Tylko nie ma kto obudzić w nich, nas :(, "widzenia" i "czucia". Czy mylę się? Wystarczy zapałka potarta o serce i płomyk z serca do serca? No tak, przyczyny mogą być różne :). Wrażenie to - zasłoniłaś w tekście fakty, że po prostu od nas zależy co z nami i jak się czujemy, ile magii potrafimy z siebie dla innych. Ok, w 79% od nas, tylko u niektórych w 100% :).
Tekst faktycznie lekko napisany, prosto w środek czytelnika trafia ;). Nie do każdego, ok, różne środki ;).
Do mnie trafił, w 79% :). Ale ocena w 100% wg wrażeń :).
al-szamanka dnia 27.11.2016 16:14
Skroplami, dziękuję za te 100% wrażeń.
Przede wszystkim o to mi chodzi.

Pozdrawiam serdecznie :)
ajw dnia 11.12.2016 13:22 Ocena: Świetne!
Żyjąc w dzisiejszym, szalonym świecie, w którym czas płynie szybciej niż wskazówki zegara, z przyjemnością pobyłam w Twojej przestrzeni, Al :) Wszystko jedno co, albo kto sprawi, ze się zatrzymamy, warto w tym momencie zajrzeć wgłąb siebie i poszukać kogoś, kogo się zgubiło w tej gonitwie za "niewiadomoczym". I to właśnie umożliwiają Twoje utwory, napisane tak, jakby pisał je ktoś, kto używa magii do pisania jak kucharz "magi" do gotowania ;) Po to, by wydobyć smak. I ten smak u Ciebie się czuje. I jest magii-cznie :)
al-szamanka dnia 11.12.2016 17:30
Tak się składa, że bardzo lubię przyprawę magi i nie wyobrażam sobie wielu potraw bez jej dodatku. A magię to już wprost uwielbiam i bez niej nie wyobrażam sobie niczego - musi być!
Dlatego baaaardzo szeroko uśmiechnęłam się na Twoje porównanie.
I ślicznie dziękuję, że spróbowałaś cukru z mojej cukierniczki :) Pozdrawiam ciepło :)
Wiolin dnia 14.12.2016 23:58 Ocena: Świetne!
Witaj Al.

To takie historie się jeszcze zdarzają? Ech Szamanko, Szamanko, tylko u Ciebie można przeczytać coś bardzo ekscytującego, aż po zachwyt chwili, bo jakże można inaczej nazwać taką opowieść? Gdybym Ciebie nie znał, pewnie z trudem przychodziła by mi wiara w to co piszesz, ale przecież jest inaczej...wierzę Twojej wrażliwości. Komu było dane spotkać Ciebie na swojej drodze, ten wie że spotkał anioła.
Zawsze czytam Ciebie z wielką uwagą. Masz niesamowitą moc przekazywania piękna. Doświadczyłem tego. Pozdrawiam
al-szamanka dnia 15.12.2016 20:18
Cytat:
Masz niesamowitą moc przekazywania piękna.

Ależ mi nakadziłeś!
Aż dziwnie się czuję.
Przyjemnie mi, że mój tekst się Tobie spodobał.
Dziękuję i ciepło pozdrawiam :)
Krystyna Habrat dnia 08.03.2017 22:12 Ocena: Świetne!
Jak wszystkie twoje opowiadania i to bardzo mi się podoba.Tylko mnie brakuje już fantazji do wymyślenia bardziej wymyślnego (zbieżność brzmieniowa zamierzona) komentarza.
Potrafisz z drobiazgu (cukiernicy) zrobić cudeńko literackie (opowiadanie) i tyle w nim prostoty a zarazem niezwykłości, że czyta się z wielka przyjemnością.
al-szamanka dnia 09.03.2017 20:57
Krystyna Habrat napisał/a:
Potrafisz z drobiazgu (cukiernicy) zrobić cudeńko literackie (opowiadanie) i tyle w nim prostoty a zarazem niezwykłości, że czyta się z wielka przyjemnością.

Tak pięknie mi napisałaś, że aż oniemiałam. Bardzo dziękuję, Krysiu, za dobre słowa :)
Usunięty dnia 30.04.2017 08:28 Ocena: Świetne!
No, ktoś kto pisze takie teksty powinien nazywać się all-szamanka :) Albo szamanka-par excellence :)
Przewiodła mnie tu ciekawość Twojej dojrzałości - i znalazłem - tę literacką, nie wiekową. Znalazłem też ten niedefiniowalny językiem ratio smak kobiecości. Nie powiem że tak chciałbym pisać świadom, że dane jest to tylko płci pięknej. Kobieta otula przedmioty woalem tajemnicy, mężczyzna ten woal ma ambicje zrywać. Bardzo to dobrze widać na przykładzie magii, jasnowidzeń, talizmanów... Zdopingowałaś mnie all-szamanko do zaprezentowania opowiadania Demon Maxwella, które - w zestawieniu z Twoim znakomicie ilustruje napisane wyżej. Już dziś zapraszam :)
Z elementów "technicznych": w morzu nieskazitelności ukłuł mnie jeden jedyny fragment:
Cytat:
- Ocze­ki­wa­łam wła­śnie ta­kich re­ak­cji

Nie pasuje mi on tutaj. Jest taki techniczny właśnie. Tak powiedziałby rutynowy psycholog, analizując zachowanie pacjenta.
Pozdrawiam zahipnotyzowany, tsole
al-szamanka dnia 30.04.2017 20:37
Cytat:
Tak powiedziałby rutynowy psycholog, analizując zachowanie pacjenta.

Ojej, czyli jednak przebiła się profesja, a tak się staram zacierać skrzywienia zawodowe.
Dziękuję, tsole, za miły koment :)
Usunięty dnia 30.04.2017 22:12 Ocena: Świetne!
Ojej, to chyba lepiej Ci nie wchodzić w drogę... :)
Jaga dnia 03.11.2017 22:30
Bardzo lubię takie klimaty z pogranicza jawy i snu. Opowiadanie przeczytałam jednym tchem. Świetny tekst! Jak ja mogłam go przegapić?!
Żałuję tylko, iż opowiadanie było tak krótkie :( Byłabym za dodaniem kilku opisów, które rozciągnęłyby opisywaną historię.

Pozdrawiam ciepło,
Jaga
al-szamanka dnia 04.11.2017 08:51
Jakoś już tak mam, że permanentny brak czasu nie pozwala mi na dłuższe i zwykle się staram dużo myśli umieścić w jednym zdaniu. No i nigdy nie byłam szczególnie gadatliwa :D
Dziękuję za miłą wizytę :)
Marek Adam Grabowski dnia 20.04.2019 11:19
Ile komentarzy łał! B)

Opowiadanie ma piękny klimat; chociaż oczywiście jest babskie.

Pozdrawiam
al-szamanka dnia 20.04.2019 19:52
Marek Adam Grabowski napisał:
chociaż oczywiście jest babskie


A to ciekawe podejście.
Babskie? To znaczy jakie?
Ho, ho, ho, to nie to, co męskie, nie to, co bardzo męskie, nie takie, jak zwykli pisać prawdziwi, najprawdziwsi macho :D :D :D :D :D

pozdrawiam :D
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Lilah
23/05/2019 22:34
Ależ nic się nie stało, Arkady, nie ma czym się… »
ajw
23/05/2019 22:33
Lilah - bez poczatku nie byłby to wiersz do ram z… »
Zbigniew Szczypek
23/05/2019 21:23
Lilah, bardzo Cię przepraszam, zaabsorbowany wierszem,… »
Arkady
23/05/2019 20:00
Liluś, kochana daruj, tam wszystko gra.... :| Ale ze mnie… »
Lilah
23/05/2019 19:53
Powtórzę za Zolą - wymowne - i na czasie. Dobrze się czyta.… »
Lilah
23/05/2019 19:46
Dzięki, Arkady, za miłe słowa. I za uwagę o rytmie też.… »
al-szamanka
23/05/2019 19:44
A jednak dotarłaś :) Cieszę się bardzo. pozdrawiam :) »
Arkady
23/05/2019 19:32
Abi prawdziwie i dobitnie w poetyckim stylu. Pięknie.… »
al-szamanka
23/05/2019 19:31
Najlepsza jest pierwsza zwrotka. Po prostu bombowa. I jest… »
Arkady
23/05/2019 19:22
Lilu, cała przyjemność po mojej stronie. Lubię rymy, choć… »
Arkady
23/05/2019 19:19
22227 skojarzenia z fantastyki naukowej, pięknie. Bardzo mi… »
Arkady
23/05/2019 19:14
Prześlicznie, malujesz obraz piórem jak zawodowy malarz.… »
Arkady
23/05/2019 19:02
Yaro dzięki. Abi dzięki za przypomnienie, co to sonet.… »
AntoniGrycuk
23/05/2019 18:41
Wiem, że czas, który opisujesz, był dla Ciebie ciężki. I… »
Lilah
23/05/2019 18:16
Bardzo dziękuję, Abi. Mnie się układają tylko takie… »
ShoutBox
  • mike17
  • 22/05/2019 15:36
  • Tych z Was, którzy jeszcze nie poznali wyników MUZO WEN 7, zapraszam tutaj : [link]
  • Kushi
  • 20/05/2019 23:14
  • Uwielbiam Zauche:):), Miłego wieczorku kochani:)
  • Dobra Cobra
  • 20/05/2019 19:24
  • @AntoniGrycuk- wydawało mi się, że przekaz jest nardzo uniwersalny:( jezykowo, bardziej w strone body language - jak śpiewali Queen.
  • AntoniGrycuk
  • 20/05/2019 17:36
  • DoCo, to nie dla mnie, za słabo znam angielski...
  • Dobra Cobra
  • 20/05/2019 12:43
  • Żadna proza nie wygra przecież z uniwersalnoscią tego przekazu: [link]
  • mike17
  • 19/05/2019 21:23
  • I tak kończy się nasz konkurs. Wyniki MUZO WEN 7 tutaj : [link]
  • akacjowa agnes
  • 19/05/2019 20:43
  • Hejka, Pisarki, Poetki, Pisarze i Poeci ;) Życzę Wam udanego zakończenia weekendu. A kto z Was czeka na wyniki MUZO-WEN 7? Bo ja czekam ;)
Ostatnio widziani
Gości online:18
Najnowszy:Nothemse1u
Wspierają nas