Cierpienia początkującej pisarki – część 9/Lektura nadobowiązkowa/ - JOLA S.
Proza » Długie Opowiadania » Cierpienia początkującej pisarki – część 9/Lektura nadobowiązkowa/
A A A

Ogarnęła mnie ciemność, moja świadomość zgubiła zwykły rytm. Zemdlałam. Nie wiem jak długo to trwało, stopniowo odzyskiwałam pamięć, rozum i normalny oddech. Wracały słowa. Rzuciły się mi się na ratunek, cisnęły się tłumnie i zastygały na spieczonych wargach.

- Napędziłaś mi strachu. Co ci wpadło do głowy?

Uniosłam powoli powieki.

Drgnęłam. Skąd on się tu wziął? Niemożliwe, a jednak... Zaskoczona, wpatrywałam się w parę błyszczących oczu, widniejących pod białym szeszem. Wszystko nabrało innego wymiaru, byłam bezpieczna. Nie oczekiwałam, że zobaczę przed sobą Donalda. W rzeczywistości miałam wrażenie, że tylko zmrużyłam oczy.Wyciągnął ramiona, a ja się w nich schroniłam. Słyszałam bicie jego serca, oplatał mnie silnymi ramionami. Gdzieś pomiędzy granicą słowa i gestu dryfowały nasze spojrzenia. Istnieję, więc skąd we mnie ten niepokój, zakłopotanie.  W końcu  rozluźniłam się. Moje ciało zaczęło unosić się jak przywiązane do latawca. Liczyłam sekundy. Zmęczone wskazówki opuściły ręce.


– Nie zapomnij tego, co niezapomniane - wyszeptał.

Na dźwięk słów Donalda ocknęłam się jak z letargu. Spadająca gwiazda przemknęła przed Orionem. Odzyskałam świadomość wszystkiego. Przeszłość istniała, tak jak moja teraźniejszość i przeszłość, tylko rozsądek zgrzytał. W głowie znowu pojawiały się niecierpliwe znaki zapytania i znikały przestraszone. Odsunęłam się. Donald rozluźnił uścisk i delikatnie posadził mnie na piasku. Zaległa cisza, trwała dłuższą chwilę.Gdy się wyprostowałam moja dłoń musnęła kamyki, które wydawały mi się lekko zwilżone.Piasek też miał wilgotną powierzchnię. Nie do wiary... Czyżby na pustyni była rosa? Donald bez słowa podał mi bukłak z wodą i za pomocą kilku gestów dał mi do zrozumienia, że muszę pić wolno, małymi łykami. Wypiłam dwa i powstrzymał mnie zdecydowanym gestem.
Nieznośne pragnienie męczyło mnie nadal, wysyłałam błagalne spojrzenia. Władca pustyni lubi się poznęcać! - Pomyślałam. Po długim namyśle podał mi wodę, wypiłam łapczywie dwa następne łyki. Smakowała jak nigdy dotąd.

- Tu nawet woda potrafi powiedzieć, kocham cię, składając na naszych wargach najpiękniejszy z pocałunków - wyszeptałam bezwiednie słowa wiersza legendarnej księżniczki Dassiny. Natknęłam się na jej poezję zbierając materiały o Maroku. 

– Słucham? - Zapytał Donald, marszcząc brwi...

Potrzebowałam, zbyt wielu słów, żeby przetłumaczyć mu to co powiedziałam.

- Nic takiego... Jesteś na mnie zły?

- To moja przestrzeń – odparł. - Nikogo tu nie wpuszczam. Gdy cię tu zobaczyłem, poczułem się tak, jakby ktoś się włamał do mojego świata.

Powiedział to w dziwny sposób, chyba był marnego zdania o kobietach. Zresztą nie w tym rzecz. Nie chciałam wdawać się w zbędną dyskusję, posłałam mu krzywy uśmiech. Sprawdziłam swoje buty. Uf, nie znalazłam żadnego jadowitego stworzenia. Zmęczenie i nadmiar wrażeń dawały o sobie znać. Dudniło mi w uszach. Siedziałam nieruchomo, z oczami wbitymi w horyzont, zdezorientowana niczym Alicja w króliczej norze. Przede mną zamiast Białego Królika, stał mężczyzna o mahoniowej karnacji, emanujący  spokojem. Gdybym wcześniej posłuchała swego strachu nigdy bym nie przyjechała na pustynię, wiodłabym, życie spokojne, bezpieczne i łatwe. Które byłoby lepsze? Długo tak siedziałam, nagle wszystko wydało się takie dziwne. Na obrzeżach mojego pola widzenia pojawiły się małe rozbłyski zapowiadały atak migreny. Gwiazdy nagle pobladły.

W ich świetle nagle zauważyłam Donalda, przemieszczał się między kępkami dziwnej rośliny i intensywnie czegoś szukał, grzebiąc nożem w piasku. Poprosił, żebym podeszła bliżej. Kucnęłam, próbowałam oswoić wzrok. Byłam przekonana, że spękana ziemia nie jest przyjazna dla roślinności. Zamieniliśmy kilka słów trochę rozjaśniły moje wątpliwości, no może nie do końca, w głowie miałam pustkę. Nie wiele myśli krążyło mi po głowie.

- Rozglądam się za opałem – wyjaśnił. –  Czasami ta roślina wysoka na pięć centymetrów wspiera się na kilkumetrowych korzeniach.


Po minucie zachwycał się suchą gałązkę z dwoma listkami wystającą zaledwie kilka centymetrów z piasku.Zrobiłam wielkie oczy. Na widok mojej głupiej miny wybuchnął śmiechem, poklepał mnie po ramieniu i zrobił kółko palcem wskazującym " Zrozumiesz później". Obserwowałam jego wysiłki, wydobywanie podziemnej liany wcale nie było proste. Zapewne, w ten sposób zawsze wynajdywał drewno na Saharze. Jego benedyktyńska cierpliwość  mnie przerastała.

W nocy temperatura na pustyni spada. Donald rozpalił ognisko. W czerwonym blasku płomieni, opowiadał o niedawnym pożarze na pustyni. Wzniecił go jakiś amator wyścigów motocyklowych na pustyni. Maszyna stanąła w płomieniach, ze zbiornika maszyny wyciekło paliwo, ogień strawił prawie kilometr kwadratowy cennej flory. Zawsze zawodzi człowiek.
  Każde  słowo Donalda we mnie wibrowało. Poruszyła mnie jego skromność, zdumiewała energia i entuzjazm. Przez moją głowę przetoczyło się wiele niezapomnianych obrazów. Mieszanka mitów i współczesności. Patrzyłam na Saharę i Maroko jego oczami, wykorzystując każdą chwilę naszego sam na sam.
W pewnej chwili nagle uniósł czarkę do moich ust, zachęcając do picia. Posłusznie przełknęłam przygotowany na poczekaniu gorący, gorzki napar. Nie dając chwili wytchnienia nałożył na moją skórę jakieś tłuste, drażniące nozdrza mazidło. Żadna siła nie była w stanie go powstrzymać. Twierdził, że to niezbędne, moje chude, wysuszone ciało właśnie tego potrzebowało. Wykonał szybki masaż karku. Każdy ruch jego rąk wywoływał bolesne ukłucie. Cicho mu podziękowałam, bo milczenie byłoby znacznie gorsze.

- Mam na imię Masud, oznacza szczęśliwy, posiadający szczęście, ale niech pozostanie Donald. 

Powitałam informację skinieniem głowy. Co miałam mu powiedzieć?

Donald miał rację, chwila relaksu przy ognisku zdziałała cuda. Zamęt w mojej głowie i piekielne zmęczenie uleciały w niebyt, a z nimi zagubiona dziewczynka. I jakież było moje zdziwienie, gdy odkryłam, że dotychczas myliłam nadmierną aktywność z radością bycia. Nagle opuściły mnie moje demony, już nie obawiałam się o swój los w czasie naszej wyprawy. 
- Chcesz wracać?

Wskazał wzgórze usiane skałami. Nie zachwycała mnie ta perspektywa. O tej porze słońce też nie spieszyło się z tworzeniem na niebie błękitu.
Oddaliłam się niepostrzeżenie.  Chwila wiadomej, koniecznej samotności, w ciszy zawieszonej między piaskiem a niebem.  Miałam wrażenie, że dotykam nieskończoności. Blednące gwiazdy były tak nisko. Ziemia stapiała wszelkie wypukłości, wydmy i skały w monotonną równinę.
Prawie zapomniałam o moim niedawnym wybryku, gdy usłyszałam podejrzany szelest.

- Czy muszę się bać, czy to konieczność?

Minutę zajęło mi przyzwyczajanie źrenic do monotonni szarego piasku. Może pająk? Albo gryzoń? Dziwne, ciche odgłosy... Bajkowy nastrój prysnął jak bańka mydlana. Jakiś cień prześliznął się między moimi stopami. Wskoczyłam na głaz. Wzrok się zatrzymał. Boże, żmija! Tak, niecały metr ode rogata żmija trawiła jaszczurkę, którą wcześniej połknęła. Za moment inna przemknęła, pozostawiając na piasku esowate odciski. Schroniła się pod kamieniem. Zagrzebanie się w piasku zajęło jej zaledwie kilka sekund. Nie zdążyłam zaczerpnąć  dobrze powietrza do płuc, gdy następna trójkątna głowa z charakterystycznymi kilkumilimetrowymi wyrostkami w kształcie rogów nad oczami o pionowej źrenicy, wygięta esowato szybko przemieszczała się, pełzła, przerzucając gibkie ciało. Widząc mnie, ruszyła w moim kierunku. Moim ciałem wstrząsnął napad paniki. Tak bardzo chciałam wrócić do domu.
Krótki błysk i zobaczyłam jak żmija wije się w śmiertelnych konwulsjach przyszpilona do ziemi nożem. Spojrzałam przerażona na Donalda, był spokojny, nie robił mi wyrzutów. Stał z lśniącą, skupioną twarzą i kropelkami potu na skroniach. W oczach miał pytanie " Przyjechałaś na pustynię medytować ?" Cóż, musiałam milczeć i wytrzymać. Chyba od początku śledził mój każdy krok, bał się o mnie. Nigdy wcześniej nie byłam na pustyni, więc skąd miałam ją znać. To było jednak kiepskie tłumaczenie. Musiałam długo się starać, by go udobruchać


  Delikatnie ujął mnie za rękę, przyglądał mi się dłuższą chwilę, ale się nie uśmiechał. Z jego twarzy nadal wyzierał smutek.

- Gdy wyjrzy słońce i odzyska kolor węże wypełzną, żeby spijać rosę z kamieni. Z nastaniem świtu robi się tu tłoczno.  Dwa lata, w tym samym miejscu pogryzły Hannah, moją młodszą siostrę. Dwanaście godzin później nie żyła. Mówią, że ich jad niby nie jest zabójczy, ale może doprowadzić do obumarcia organów wewnętrznych i uszkodzenia układu nerwowego.
Zapadła gęsta cisza. Poczułam się jak kołek z zasznurowanymi ustami, nagle wbity w pustynny piasek. Zaczerwieniłam się ze wstydu, do oczu napłynęły mi łzy. To wydarzenie ujawniło moją karygodną niefrasobliwość, mogła mnie zgubić. Kolejne drzwi otworzyły się przede mną na oścież.
Milcząc, wyjął z torby płócienny woreczek, był już w zwykłym ubraniu, odświętny strój wylądował w sakwie. Za pomocą kilku gestów objaśnił mi, że musimy narysować wokół miejsca, w którym stoimy, linię ochronną.

- Czy tak można odstraszyć żmije? Drążyłam z niedowierzaniem.

- Brak dowodów nie stanowi dowodu braku.

Uśmiechnęłam się. To była siła argumentacji Donalda. W chwilę potem, powoli budowaliśmy naszą płaską fortyfikację. Kilka razy zaalarmowały nas dochodzące z zarośli dźwięki, przypominały grzechotkę, z czasem ucichły.

- W dzień te jadowite gady,  opalają się w pustynnym słońcu, ich łuski zlewają się z szarością piasku - dodał.

Zesztywniałam. Cierpliwie czekaliśmy na świt, wielbłąd był gotowy do drogi, słychać było jego mlaskanie. W międzyczasie jego pan z właściwym sobie  humorem przedstawił mi wszystkie gatunki węży występujące w Afryce Północnej. Kleopatra żegnając się z tym światem, wybrała na zabójcę kobrę okularnika, żmiję uważaną w Indiach za świętego węża. Jej jad zabija szybko i bezboleśnie. Nie byłabym sobą, gdybym nie wtrąciła jakiejś dygresji.

- Mój kraj pod tym względem jest ubogi. Mamy żmiję zygzakowatą, którą przy dobrym oku każdy potrafi odróżnić od zacnego zaskrońca – dorzuciłam przemądrzale i zamilkłam speszona.

Blade słońce zawisło nad horyzontem. Donald  stanął nieruchomo przede mną. Przypatrywaliśmy się sobie bez końca. Wiedzieliśmy, że czeka nas jeszcze kilka dni  na pustyni, a potem już nigdy się nie zobaczymy. Uśmiechnęłam się on odwzajemnił mój uśmiech. Poczułam, że oczy mam w mokrym miejscu.

  Miała ochotę powiedzieć: wyprawa na pustynię wiele mi dała, i to dzięki tobie Masudzie. Co z tego we mnie zostanie, gdy opuszczę pustyni? Lekcja pokory...  Bolało, ale czasem się przydaje. Nic to! Moje szczęście też rozłożyło skrzydła, machnęło nimi kilka razy i to się liczy.

Wielbłąd przyklęknął, ponaglony głosem Donalda. Niezapomniany widok, wracaliśmy...


Wszystko się zaczynało.


****


            Tamta noc na Saharze było obrazem, który udało się zamknąć początkującej pisarce na paru stronach jej niewykaligrafowanego życia. Była niczym wszechwładny alchemik, który nie porzuca swego dzieła. Stało się najważniejsze, jej „ja” przestało należeć do gramatyki, przyswoiła sobie je, jako punkt widzenia podszyty treścią. Wcześniej pisała na brudno, brnęła w ciemności, żyła, nie zdając sobie z tego sprawy.

             Odkładam pióro. Historia początkującej pisarki nie powinna tak się kończyć, to nie w moim stylu. Wrócę do niej na pewno, kiedy trudno przewidzieć. Zapewniam, że jej dalsze życie potoczyło się wbrew przewidywaniom Dobrej Cobry. Nie dała za wygraną, nadal para się pisarstwem i jak to bywa na niwie literackiej, ze zmiennym powodzeniem, ale zawrócić nie umie.


 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
JOLA S. · dnia 04.02.2017 18:31 · Czytań: 714 · Średnia ocena: 4,75 · Komentarzy: 16
Komentarze
Dobra Cobra dnia 04.02.2017 19:51 Ocena: Bardzo dobre
Każden facet ma swoje kryjówkie. Więc po co od razu nazywac go palantem???


JOLU S,


Strasznie podatna ta bohaterka na sugestie. Donald o pożarze na pustyni, a ona zaraz nienawidzi wszystkich motocyklistów świata. Czy nie jest zatem (bohaterka) osobą nieco ograniczoną? Nie mam tu jakiegos wielkiego ograniczenia, może po prostu Egzaltowatość...

No! I węże się pojawiły, co przewidywaliśmy poprzednim razem. Brawo bohaterka.

Hannah była młodszą siostrą Donalda, vel Masud (z akcentem na "u"?). Czy wszyscy tam mają podwójne imiona? Bo Hannah to raczej odmiana z innego świata (Europa, Ameryka). Mieli białych rodziców? Taka zachodnia moda?

Ja rozumiem, że pustynia może stać się doświadczeniem formułującym, ale czyż w naszym pieknym kraju nie ma miejsc, do których można pójść nocą, a na dodatek dostać w ryj? Ależ jest ich mnóstwo, po cóż więc wędrować w obcy nam , Polakom, biotop i się narażać na ugryzienie węża? Chyba już lepiej dostac jest w kły w naszych okolicznościach przyrody?

Oj, powoli zatracam wiarę w rozsądną długość tej opowieści. A na dodatek może się okazać, ze to literatura kobieca, i co wtedy??? Od kilku części bohaterka przebywa na pustyni i się naraża. Słodyczą jest oglądac na ekranie narażanie sie Jamesa Bonda, tu jednak człowie łapie sie za głowę z powodu niefrasobliwości bohaterki, która jest początkującą pisarką.


Przewidywania na najbliższe odcinki: początkująca pisarka zostaje kochanką Donalda. Ale beduini to beduini, więc pewnego ranka bohaterka obudzi się w pustym łóżku, a Masud zniknie, pozostawiając jednak te cholerne węże. Może pozostawi coś więcej, ale o tym dowiemy się za dziewięć miesięcy.

Czyli niewesołe przypuszczenia na przyszłość.


O czym pokornie zawiadamia

DoCo.

Ps. Czyta się to, czyta! Ale co, jak się okaże, że to jednak literatura kobieca? Jak przed samym sobą usprawiedliwic ten faux pas?
JOLA S. dnia 04.02.2017 20:29
DoCo,

gdy dziś zmieniałam koszulę przyszło mi do głowy by dryndnąć do przyjaciela, miałam ochotę uciąć pogawędkę z kimś rozsądnym, też parającym się piórem, Wyczuwa mnie na milę. Doradził mi dłuższy urlop.

Więc się udaję...
Czym to się skończy? Może krótkometrażowym filmem grozy. ;)

Dzięki i serdeczności :)


JOLA S
al-szamanka dnia 04.02.2017 21:42 Ocena: Świetne!
Cytat:
Na­stęp­na trój­kąt­na głowa z cha­rak­te­ry­stycz­ny­mi kil­ku­mi­li­me­tro­wy­mi wy­rost­ka­mi w kształ­cie rogów nad ocza­mi o pio­no­wej źre­ni­cy, wy­gię­ta eso­wa­to szyb­ko prze­miesz­cza­ła się, peł­zła, szyb­ko prze­rzu­ca­jąc gib­kie ciało.

Cytat:
Dwa lata (temu), w tym samym miej­scu po­gry­zły Han­nah, moją młod­szą sio­strę.

Cytat:
Ich jad nie jest za­bój­czy, ale może do­pro­wa­dzić do ob­umar­cia or­ga­nów we­wnętrz­nych i uszko­dze­nia ukła­du ner­wo­we­go.

Czyli jest zabójczy!
Cytat:
Mamy żmiję zyg­za­ko­wa­tą, którą przy do­brym oku każdy po­tra­fi od­róż­nić od za­cne­go za­skroń­ca – do­rzu­ci­łam prze­mą­drza­le(.)

Cytat:
Jedna noc na Sa­ha­rze, była ni­czym wszech­wład­ny al­che­mik.

przecinek zbędny
Cytat:
o swo­jej pracy po­cząt­ku­ją­ca pi­sar­ka mówi sto­sun­ko­wo nie wiele.

niewiele

Ha, ciągle potykałam się na imieniu Donald, a tu okazuje się, że nosi normalne arabskie imię ;)
Przeczytałam wstrzymując dech, bo gorąco było.
Twoja początkująca pisarka przeżywa sytuacje, które mogą jej dać temat na parę książek.
Ciekawa jestem, na jaki konkretnie temat się zdecyduje, jeżeli już napisze tę, którą tutaj zaczęła :)
Troszkę nie zgadzam się z DoCo, bo pisać można o wszystkim i nikt nikogo nie zmusza, aby zaklinować się w temacie wyłącznie własnego kraju.
Pisz dalej.

Pozdrawiam serdecznie :)
JOLA S. dnia 04.02.2017 22:19
Al,

Cieszę się, że się zgadzamy - Tak, dobrze się dowiedzieć, jak kichają słonie i nie iść do ZOO :)

To bardzo miłe , że mam w Tobie wiernego/-ą/ Czytelnika/- czkę /.

Jesteś nieoceniona :)

Początkująca pisarka liczy minuty. Zmęczone wskazówki opuściły ręce.

Dziękuję i pozdrawiam gorąco :) :) :)

JOLA S.
Dobra Cobra dnia 04.02.2017 22:58 Ocena: Bardzo dobre
Jeśli udajesz się na urlop w góry, uważaj, gdyż czyha tam wiele niebezpieczeństw. (jak się zastanowić, to nad morzem też).

Miłego wypoczynku, wesołej Weny!

DoCo
Aronia23 dnia 05.02.2017 01:38 Ocena: Świetne!
Jolu, piszesz coraz bardziej "poruszająco" Jakoś w duszy gra melodia Twa. Bardzo fajny opis przemiany pisarki. Zaczyna dostrzegać piękno świata, jest osobą nad wyraz dojrzałą i odważną. Sahara - miejsce, gdzie nikogo i nie ma - tak się większości ludzi wydaje, A to nieprawda. Tam tętni życie - zarówno w gwiazdach, jak na ziemi oraz pod ziemią. Pustynia może być niebezpieczna, o czym Młoda Pisarka wspomina, ale
"Chwila samotności, w ciszy zawieszonej między piaskiem a niebem. Idąc, miałam wrażenie, że dotykam nieskończoności. Blednące gwiazdy były tak nisko. Ziemia stapiała wszelkie wypukłości, wydmy i skały w monotonną równinę." - to jest piękne zdanie. Tylko podziwiać Twe umiejętności i ja podziwiam, Droga Koleżanko.

"Jedna noc na Saharze była niczym wszechwładny alchemik." - to zabieram i ukrywam w sercu mym. Alchemik? Oni zawsze dążyli do odkrycia możliwości uzyskiwania złota i tylko. Tak też sobie pomyślałam, że owo słowo można podzielić al - chemik i już staje się czarodziejskie, na pewno nie europejskie.
Latające dywany, dżiny w butelkach, tajemnicze odgłosy i wieczność. Piasek przykryje wszystko, z czasem. Może stać się, np. skałą, górą, może też stać się pyłem - dla mnie to jest czar życia. Niesamowite doznania opisujesz. I woda..."- Tu nawet woda potrafi powiedzieć, kocham cię, składając na naszych wargach najpiękniejszy z pocałunków..." Taka prawda, Jolu. Ja jestem zachwycona tą opowieścią, bardzo "bije po mózgu", może zrobić w nim mętlik i robi, Prawda? Pisarka obok człowieka, który broni swoich granic, przestrzega zasad, a jednocześnie orientuje się, kogo można wpuścić do wnętrza cudownego. Tylko wymaga posłuszeństwa:
"Nieznośne pragnienie męczyło mnie nadal, wysyłałam błagalne spojrzenia. Władca pustyni lubi się poznęcać!". Myślę, że tu nie chodzi o znęcanie się, tylko o pokazanie potęgi Sahary. Tam jest jeszcze napisane, że to, co negatywne jest zawsze winą człowieka. W tym momencie i miejscu, tak, ponieważ tylko wybrańcy mają dostęp do bogactw pustyni, inni giną w jej piaskach. Naprawdę piękna historia.
A jeszcze. Pisarce będzie trudno, ponieważ pokochała człowieka należącego do piasku, nie do asfaltu. Pozdrawiam. A23
JOLA S. dnia 05.02.2017 04:20
Aronio,
pięknie odczytujesz myśli początkującej pisarki. :) Wydawało się niedoświadczonej dziewczynie, że wszystko co, powstaje pod hasłem"Ocalić od zapomnienia" z góry może liczyć na poczytność. Toteż ocalała. Starała się nie robić tego hurtem i laurkowo, załączała fotografie. Robiła to co podpowiadał jej głos wewnętrzny, nawet jeśli nie całkiem go rozumiała i nie wiedziała co z tego ostatecznie wyniknie.
W tym pamięciowym metrażu mimo roztargnienia, nie opisała miłości do beduina / sic!/, gdyż spotkała ją poza Marokiem ,a nie lubi fikcji. Jeżeli pisze o miłości - to tylko do przygód i Sahary.
W przyszłości może znajdzie się ktoś bardziej powołany i napisze o kobiecych rozterkach serca. Ona nie ogarnia tak delikatnej materii.

Dzięki z poświęcony czas i uwagę, to cieszy i dodaje skrzydeł. :)
Serdeczności :)


DoCo,
w paszczy lwa też może być ciekawie. Warto spróbować. Powiesz - niebezpieczne przedsięwzięcie, ten sam efekt może dać bęben pralki? Wszystko jak zwykle zależy od punktu siedzenia i tego co kto lubi ;)

Ukłony :)

JOLA S.
Dobra Cobra dnia 05.02.2017 13:36 Ocena: Bardzo dobre
"Wszystko jak zwykle zależy od punktu siedzenia i tego co kto lubi ;)"

Dokładnie tak!

Bęben pralki też jest niebezpiecznym. W ten sposób zginęła ukochana babunia mojego przyjaciela. Utopiła się, biedaczka, w komorze pralki Frania, gdy próbowała wyciągnąć zaklinowaną o wirnik pościel...



Pozdrawiam,

DoCo
JOLA S. dnia 06.02.2017 04:16
Taaak, dopóki Ziemia kręci się, człowieczy los jest nieprzewidywalny. ;)

To tyle, znikam.

Kłaniam się,

JOLA S.
Dobra Cobra dnia 12.02.2017 16:11 Ocena: Bardzo dobre
Piękne zakończenie wieloodcinkowego cyklu o początkującej pisarce!

Widać i czuć wielki trud pisarski, włożony w opowieść. Szczegóły w opisach przybliżały czytelnikowi miejsca akcji.

Narracja wysmakowana, mjód z mlekiem!

BDB! Brawo!


Dziękuję za zabranie mnie w podróż!


Do następnego,

DoCo
Lilah dnia 12.02.2017 16:24
Pozwolisz, Jolu, że zostawię ślad tylko pod ostatnią częścią cyklu.
Podziwiam Twoje pióro. Sama chyba nie piszę niczego prozą. Nie czuję się na siłach.

Serdecznie pozdrawiam :)
JOLA S. dnia 12.02.2017 16:44
DoCo,

Dzięki wielkie! Czasem serdeczny klaps przynosi właściwy skutek ;)

Do następnego, :)


Lilu,

cóż mam odpowiedzieć, bardzo mi miło. Podobno warto spróbować, do odważnych świat należy. ;) Coś Twojego niedawno czytałam i chyba nie była to poezja :) :)

Pozdrawiam serdecznie :)
JOLA S.
Lilah dnia 12.02.2017 19:56
JOLA S. napisała:
Coś Twojego niedawno czytałam i chyba nie była to poezja


Jolu, to mógł być jakiś rozdział powieści pt. "An-24, czyli przed osiemnastą czytanie surowo wzbronione" Andrieja Polakowa.
Postanowiłam spróbować sił w tłumaczeniu prozy i przełożyłam kilka rozdziałów.

Pozdrawiam :)
JOLA S. dnia 12.02.2017 20:26
Lilu, pozdrawiam gorąco i życzę dalszych sukcesów :)
mike17 dnia 16.02.2017 19:04 Ocena: Świetne!
Ta spokojna opowieść równie spokojnie się kończy :)
Nie ma wybuchów ani fajerwerków, jest naturalne wyciszenie.
Całość zresztą od początku nie kipiała ogniem.
Może to i lepiej?
Mieliśmy zatem historię w miarę stonowaną, bez targania nerwów.

Przyjemne te opisy egzotyczne, zwłaszcza dla mnie, który raczej turystą nie jest, nie mam jakoś ciekawości świata, wystarcza mi to, że do końca nie znam własnego, pięknego kraju.

Nawet nie wiem, kiedy cały cykl się skończył.
Śledziłem go od samego początku i podobał mi się.
Bo to dobra, obyczajowa proza.
Spisana pięknym językiem, z którym obcowanie jest już przyjemnością.
A to się ceni.

Dla mnie laika, opowieść w miarę egzotyczna jest czymś wyjątkowym, bo jak zaznaczyłem, nie bywam w obcych krajach i poprzez to wiedzy o nich mogę nabywać z różnych fragmentów prozy.
Co też czynię.

Umiesz, Jolu, pisać, i bardzo mnie to cieszy.
Swoimi talentami upiększamy istniejący świat :)

:yes:
JOLA S. dnia 16.02.2017 19:38
Michale,
rzeczy nie są dobre czy złe same w sobie. Są takie jakie nam się wydają.
I tak o nich opowiadamy. Nie wiem czy ta moja opowieść tak powinna się skończyć. Dziś napisałabym ją od początku, zupełnie inaczej. Tak pisze młoda dziewczyna w gorącej wodzie kąpana...
Myślę, że będzie pisać dalej, nie umie zawrócić.
Kiedy znowu zacznie, nie wiadomo. Nie będzie to feministyczna proza :)
Dzięki za wytrwałość wierny Czytelniku.
Usłyszałam od Ciebie wiele miłych słów, nie na wszystkie zasłużyłam, ale bardzo się cieszę, że byłeś tak blisko.
Wielkie dzięki i do następnego.
Pozdrawiam gorąco. :) :)
JOLA S.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
clockworklukis
25/05/2017 23:58
Dziękuję, Zolu, za odwiedziny. Rozumiem, że to jest sprawa… »
JoannaP
25/05/2017 23:20
Początek mi się podobał, końcówka trochę rozczarowała.… »
tsole
25/05/2017 23:08
Dzięki! Cieszę się z opinii fachowca :) Pozdro! »
tsole
25/05/2017 23:06
Ależ al-szamanko, nie ma tu żadnej spychotechniki! Dobrze… »
JoannaP
25/05/2017 23:05
Fajne. Dobry pomysł i świetnie się czyta. »
al-szamanka
25/05/2017 22:52
Ach, tsole, i znowu to męskie spychanie winy na kogoś ;)»
tsole
25/05/2017 22:19
A czy Ty umiesz sobie wyobrazić ile zyskał? np. Królestwo… »
al-szamanka
25/05/2017 21:56
Hmm, nie przekonałeś mnie, tsole, gdyż przytoczone przez… »
WholeTruth
25/05/2017 21:19
kochani, wiersz jest dialogiem, dlatego użyłam kursywy… »
szybki_pisarz
25/05/2017 20:43
Mike, brud musi być przy pogubionym w życiu złodziejaszku!;)»
Krzysztof Konrad
25/05/2017 20:30
Ała! Ale pojechałeś. Ostro, opisy jak brzytwy, czułem się… »
JOLA S.
25/05/2017 19:54
Tadeuszu, przeczytałam ten tekst po raz pierwszy i opadły… »
tsole
25/05/2017 19:28
Dzięki za komentarz, jednak można Cię sprowokować :) Twoja… »
gabi
25/05/2017 19:23
Cieszę się, że nie pobłądziłam :) »
gabi
25/05/2017 19:22
Witaj. Nie wiem czy mnie pamiętasz, ale właśnie zauważyłam… »
ShoutBox
  • mike17
  • 25/05/2017 21:32
  • Z tego, co pamiętam z czasów komuny, to pani Michalina już wtedy robiła za wielki autorytet, a jej książka była prawdziwą seksualną rewolucją. Nigdy nie zapomnę, jak ją czytałem, to było coś :)
  • Krzysztof Konrad
  • 25/05/2017 21:23
  • Ale nie każdy zapewne tak uważa, o czym przekonałem się czytając niektóre wypowiedzi o Pani Michalinie.
  • Krzysztof Konrad
  • 25/05/2017 21:22
  • Uważam też, że ta książka w nieodpowiednich rękach może wyrządzić więcej szkód niż korzyści. Jest tam ironiczna wzmianka o tym, że kobiety powinny być winne gwałtom. Tyle, że to ironia.
  • Krzysztof Konrad
  • 25/05/2017 21:20
  • Oczywiście. Zresztą widać, że książka była przez Wisłocką poddawana reedycji, gdyż widnieją tam zapisy w naszych czasach aktualne, w przesłości natomiast - jeszcze nieistniejące.
  • mike17
  • 25/05/2017 21:09
  • Pewnie ją tam jakoś oskubali ze zbyt zboczonych treści, ale dla mnie, nastolatka, który ją czytał, było to czyste porno :)
  • Krzysztof Konrad
  • 25/05/2017 21:06
  • Dziwne, że taka okładka przeszła. Przecież książka została poddana cenzurze.
  • mike17
  • 25/05/2017 21:02
  • Kiedyś okładka była bardzo zmysłowa - czerwona, a na niej nagi facet i stojąca kobieta o pięknych biodrach i piersiach. Najnowsza okładka jest badziewna :(
  • Krzysztof Konrad
  • 25/05/2017 20:52
  • Wielu dzisiejszych seksuologów korzysta z jej rozważań. No i kobiety - jak wiele o nich nie wiem. "Nie ma kobiet zimnych, są jedynie niepobudzone".
  • Krzysztof Konrad
  • 25/05/2017 20:48
  • Mnie o dziwo - nie podobały się najbardziej te wszystkie pozycje, ale kwestie psychologiczne i ogólnie jak uniwersalna jest ta księga miłości, mimo że pisana szmat czasu temu.
Ostatnio widziani
Gości online:40
Najnowszy:Mccloskeyaq4d