Storczyk - MMajeczka
Proza » Obyczajowe » Storczyk
A A A

Storczyk

 

Zupełnie bezmyślnie wyszłam z domu, trzaskając drzwiami. Pies wylegujący się w słońcu poniósł głowę, lekko skołowany i wystraszony. Ja, byłam równie skołowana i wystraszona, jak on. W zasadzie nie płakałam, łzy spływały mi po policzkach i brodzie, ale jakby wydobywały się ze mnie samoistnie.  

Znowu nie mogłam na niego liczyć. Znowu moje argumenty traktował jak nic takiego, czcze gadanie, zrzędzenie. Znowu narzekał. Narzekał ,że światło zapalam i nie gaszę, że zmywarkę nie w tych godzinach i niepełną włączam. Że dywan odrobinę za brudny, a kurzu trochę za dużo. Już nie raz tak było, już nie raz to słyszałam – wpadało mi jednym uchem, wypadało drugim, ale widocznie gdzieś tam zostawało. Zostawało układało się w kupkę, która rosła i rosła, aż rozsypała się po mojej głowie i moim sercu. Teraz wypływa mi z oczu.
A prania czystego w szafce nie zauważył ? A zacerowanej skarpetki ? Obiadu ? A może zauważył, że boso chodzę i karat będę miała, albo zimą ,że czapki nie zakładam ? A może ,że ładnie wyglądałam w sobotę ? Nie, nie zauważył. Za to po cichu zwrócił uwagę ,że w niedziele bluzka do spodni mi nie pasowała !
Te łzy, które mi spływają po tej mojej brodzie i tych moich nieumalowanych policzkach – bo w makijażu mnie nie lubi – to dowód na to ,że czasem i rzeka, i garnek, i serce się przeleje. Goryczą , bólem, żalem, błahostką. Czasem wystarczy o jeden raz za mało zrozumieć, kiedy tak często się nie rozumie. O jedne dzień za krótko doceniać. O jedną chwile za mało poświęcić. Powiedzieć słowo za dużo.

U nas tak się właśnie stało. Popchnęło mnie do drzwi niedocenienie. Z niedocenieniem na ramionach więc idę. Są wakacje, dzieciaki jeżdżą na rolkach, na ulicy mało samochodów, jest gorąco, ale dzięki lekkiemu wietrzykowi nie parno. Niedaleko jest las. Dojście do niego wymaga kilkunastominutowego spaceru łąką, ale z moim niedocenieniem na plecach idzie mi się dobrze. Pewnie, wolałabym być w naszym ogrodzie, śmiać się, pić schłodzone piwo w towarzystwie ukochanej osoby, napawać się latem i życiem. Ale się przelało, wylało.
W małym sklepiku przed samym zakrętem w odludzie kupuję wodę i chusteczki – na moją wyprawę wystarczy. Biorę łyka, wycieram nos, oczy i maszeruje. Spieszę się , to dziwne jakbym szła w jakimś prawdziwym ważnym celu i czas mi uciekł.
Na łące planuje płakać dalej. Nikt tu nie chodzi, czasem jakaś para z psem na spacerze, ale wierze, że dziś da się mi spokój. Z naprzeciwka kogoś widzę, idzie kilka metrów przede mną, jestem już jednak rozpłakana na dobre i nikt tej fali nie zatrzyma. Powiem najwyżej, „Nie twoja sprawa” , choć czy w dzisiejszych czasach w ogóle zapyta ?
Wszystko komplikuje się kiedy wzrok mi się wyostrza, wiatr widocznie wysuszył odrobinę moje oczy. Odwrócił się i patrzy na mnie. Znam go. Mógł bardzo dużo zmienić w moim życiu. Mógł – jeśli bym tylko na to pozwoliła – sprawić ,że albo nie byłoby tej wyprawy, albo szła bym na nią z innym niedocenieniem. Zrównuje się z nim i po prostu patrzę. Nie wiem co powiedzieć. Co tu robi ? Akurat kiedy ja tędy idę. No tak, mieszka niedaleko. A może to znak jakiś ?
Wtedy też wpadliśmy na siebie przypadkiem. Przeklinał urzędniczkę wymachując pokaźnymi ramionami. Od początku wiedziałam, że wpadłam do urzędu nie odebrać nowy dowód osobisty, ale po to żeby go spotkać. Bynajmniej nie działał na mnie hipnotyzująco jego sposób wyrażania niezadowolenia. Nie był też specjalnie przystojny, ani specjalnie w moim typie. Cała sytuacja trwała kilka minut, podeszłam do okienka, on wyszedł i tyle. A ja wiedziałam – choć może nie do końca wiedziałam, że wiem – że będzie kamieniem milowym w moim życiu. Kiedy pojawił się po raz kolejny zareagowałam bez zaskoczenia. Moja dusza wiedziała ,że się pojawi, a kiedy przywitaliśmy się przeznaczonym dla znajomych „część” byłam pewna ,że budzę w nim podobne odczucia.
 „Skąd go znasz ? Skąd się znacie ?” dopytywał mój chłopak, a ja odpowiadałam zgodnie z prawdą „Nie znamy”. Poznaliśmy się więc lepiej przy pierwszej nadarzającej się okazji. Patrzył na mnie kiedy pytałam, prosto w oczy, odpowiadał i był zainteresowany moim zdaniem – to miłe. Otwarcie nie adorował, ale w każdej możliwej chwili, kiedy na niego spojrzał kontem oka wiedziałam ,że wśród hałasu pubu w naszych duszach w lokalu jestem tylko ja i on. Nie rozmawialiśmy zbyt dużo, ale wysyłaliśmy sobie iskierki, które widoczne tylko dla nas zaogniały całą sytuacje. Któregoś razu powiedział przelotnie „wiem” i ja też wiedziałam. Nie zaponę dotyku jego dłoni – zakazanego trującego owocu, który był taki słodki. „Uwielbiam twoje usta” – pisał w krótkich zdawkowych wiadomościach choć nawet nie miał okazji i pozwolenia na to by ich dotykać.

Mój chłopak też zwykł wspominać o mich ustach, raz czy dwa, kilka lat temu. Pisał wtedy czasem, albo mówił „kocham cię” – tak, pamiętam. Choć już coraz słabiej. Pamiętam kiedy przyszłam do jego domu, kilka lat temu. Powiedział wtedy „Fajnie wyglądasz” – to było miłe. Mógł mnie dotykać, całować moje usta, tyle lat mógł na mnie polegać, może… Tamten nie mógł. Znał mnie z przelotnej chwili, z niewidzialnych zaczarowanych iskierek – mój boże – życie to nie Harry Potter. A jednak ta magia. Ona była, nadal to wiem. Chwilami zamiast chodzić ,odrobinę unosiłam się nad ziemią. Czułam się piękna. Wyjątkowa. Uśmiechałam się do siebie. Czekałam na kolejną widomość. Chciałam by chociaż raz dziennie przelotnie przeszedł , przelotnie się uśmiechnął, wysłał iskierki bym mogłam lecieć dalej. Były dni kiedy byłam pewna ,że on jest tym czego chce. Że takich czarów nie można ignorować. Że do tej pory byłam nieszczęśliwa i wreszcie mam na to moje wymarzone szczęście szanse. Obok był mój chłopak, ze swoją zwyczajnością i przewidywalnością, a na wyciągnięcie ręki było nowe, słodkie, magiczne.
Cholernie trudno było odłączyć serce i pomyśleć głową. Odwlekałam nieuchronne ile mogłam, ale w głębi gdzieś tam we mnie dusza czekała ,aż ktoś powie „Dokonaj wyboru”. Mogłam to powiedzieć ja , mógł on. Osoba z którą żyłam przez kilak łat mogła tylko przypuszczać co dzieje się w mnie. Widziałam w tamtym czasie w jago oczach dużo żalu. O dziwo nie tylko do mnie. Do codzienności, do monotonii, do siebie. Stał się smutny i milczący. Inny. Nie dociekał, choć wiem, że wiedział. Sam nie jednokrotnie łapał te nasze iskierki w locie swoją klatką piersiową i one gdzieś tam w nim były.
Wybór był dniami prosty, nocami trudniejszy. Śniłam o jednym ,a zasypiałam obok drugiego. Miałam wyrzuty sumienia, które nie pozwalały mi myśleć o niczym innym, żal do losu ,że stawia mnie przed takim wyborem, żal do chłopaka, który się pojawił i tego, który był, a jakby go nie było. Chwilami byłam pewna – czas na szczęście. Innym razem chciałam normalności, mojej normalności, a zaczynanie wszystkiego od nowa nią nie było. Czas naglił. Nikt nie chce być tym drugim , ja nie chciałam żyć w kłamstwie. W końcu skoczyłam na główkę do oceanu.
 „Musimy się rozstać” „Nie dogadujemy już się” padło jeszcze kilka słów, zdań, mój monolog. Miałam ustalone, wymyślone, co się stanie. Nic nie powie, albo powie „dobra” może raz zapyta czy jestem pewna, ja odpowiem że jestem. To będzie taka cicha noc. Rano wstanę, spakuje garstkę swoich rzeczy i wrócę na trochę do rodziców. Będę budować nowe. Plany jednak, szczególnie te wymyślone lubią się nie sprawdzać. „Jesteś pewna” powtarzał tysiące razy. „Dlaczego”. „Proszę” . „Zostań”. „Postaramy się” . „Zmienię to co złe” – nie tak to miało być. Miał mi ułatwić, miał nie walczyć. A skoro by nie walczył ja bym odeszła. Czy to jednak oznaczało ,że każdy przejaw jego walki mógł mnie zatrzymać ? Czy to znaczyło ,że bardzo bałam się nowego czy może stare nie było takie złe ? To miała być ostatni noc. Przewrót w moim życiu i droga do szczęścia.

 
Nadal na niego patrzę. Zupełnie się nie zmienił. Chyba mu przykro ,że płacze. Tak na pewno. Nigdy nie widział mnie płaczącej. Nigdy nie widział też mnie w piżamie w kwiatki, potarganych włosach, kiedy wymiotuje i gdy jestem wściekła. Dla niego byłam piękna. W te przelotne momenty, kiedy sypaliśmy w siebie iskrami. „Cześć” mówi. „ Cześć” odpowiadam. Mija mnie i idzie dalej. Tak po prostu. Tak właśnie jak ja jego ominęłam kiedy stanął na mojej drodze. Wykasowałam numer, nie odpisywałam, zapomniałam. Całą sobą skupiłam się na odwiecznej wierze w to ,że rzeczy, które się psują trzeba naprawiać ,a nie wyrzucać i zastępować nowymi. Nowe nie zawsze znaczy lepsze. Czy w moim przypadku by znaczyło? Tego się nie dowiem.

Idę wiec dalej z moim niedocenieniem na plecach, ale i z sumieniem czystym jak kryształ. Mogłam się odwrócić zawołać. Może była jakaś szansa. Ale co jak stałabym się mniej piękna? Podobnie jak moja usta ? Może stałabym się niedoceniona i miała nowe jak stare ?
Już nie płaczę. Idę powoli, doceniając siebie. Jestem mądrą kobietą. Wykształconą. Mam dobrą pracę. Umiem wypowiedzieć się na wiele tematów, nie narzucając innym swojego zdania. Szanuje inność. Mam zgrabne nogi, niezły biust. Dbam o siebie. Na palcu mam też pierścionek. Zabrakło mu słów w ustach kiedy mi go dawał. Był wzruszony. Wiedział ,że o nim marze. Jest dokładnie taki jak chciałam. Kiedyś wyzwałam go za to, że na urodziny kupił mi storczyka w doniczce „Wolałabym róże” marudziłam. A on po prostu chciał żeby kwiat był z nami długo. Teraz kiedy idę przez tą łąkę, a moja róża znika daleko za moimi plecami, myślę o związku jak o tym storczyku. Kiedy go kupujemy kwitnie. Kusi w kwieciarni bogatym kwiatostanem. Z czasem – czasem długim - płatki opadają. Robi się z niego wiązka zielonych grubawych liści, nierzucających się w oczy i nie przykuwających uwagi nikogo. Podcinamy go, podlewamy. W końcu puszcza pęki i wreszcie znów zakwita. Myślę, że z nami jest podobnie. Dostajemy związek, miłość, drugą osobę - coś pięknego. Z czasem jednak wszystko na świecie, tak i związek, powszednieje i choć nadal jest zielonym zdolnym do zakwitnięcia kwiatem potrzebuje wody i pielęgnacji – zacerowania skarpet, wybrania z prysznica włosów, które zapchały rurę, telefonu „co ci kupić”, smyrania po włosach na filmie albo słów ”choć się przytulić”. Dzięki temu w odpowiednim dla siebie czasie znów zakwitnie – może bujniej niż na początku. Tymczasem piękna róża opadnie, zwiędnie, płatki się pokruszą, a jej łodyga może nas nieźle pokłóć gdy będziemy wyrzucać ja do kosza. Czasem warto ją jednak w odpowiednim momencie ususzyć, po to tylko, by zawsze przypominała nam o obecnym w naszym domu storczyku.
Wróciłam wieczorem. Siedział w ogrodzie, obracając na grillu kiełbaski i cukinie.

„Naszykowałam ci cukinie. Zjesz” ?
„Zjem”  

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
MMajeczka · dnia 06.02.2017 19:37 · Czytań: 198 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 2
Inne artykuły tego autora:
  • Brak
Komentarze
Bellona dnia 07.02.2017 01:17 Ocena: Świetne!
tak właśnie bywa
Niczyja dnia 09.02.2017 23:14
Ładne opowiadanie, mądre, życiowe...
Czytając je patrzyłam na moją orchideę, bo orchidea to to samo co storczyk. Dostałam ją od mamy. Była piękna, dbałam o nią, radowała moje oczy, przypominała o tej, która mi ja podarowała z miłości. Tak po prostu, dla mnie.
Nie umiałam o nią zadbać. Umierała powoli, nie ma już liści, pędy są puste w środku, korzenie prawie martwe. Nie będzie nowych kwiatów, nowych liści.

Czasem storczyki nie dożywają drugiego i kolejnych kwitnień. Choćbyśmy bardzo chcieli, choć staraliśmy się najlepiej i najmocniej. Nie zawsze się udaje. Życie...

Pozdrawiam serdeczznie,
Niczyja
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
retro
24/05/2017 07:39
Spokojny, refleksyjny, delikatny. Dzielnie jest być… »
Ania Ostrowska
24/05/2017 06:15
Wiolinie, tytuł może pełnić w wierszu różne funkcje, może… »
skinnywords
24/05/2017 06:08
Dzięki za uwagi. Do wizji macierzyństwa trudno mi się… »
Bernierdh
24/05/2017 02:23
Dzięki piękne, purpurze, i również pozdrawiam :) »
kamyczek
23/05/2017 23:52
CHAPEAU BAS - piękna sestyna, Miladoro. Pozdrawiam. :) »
Wiolin
23/05/2017 22:57
Witaj Allasko. No cóż, podziękuję jeno, bo mi nie… »
Miladora
23/05/2017 22:45
Przepraszam, że wyrażam swoje zdanie, ale to nie jest wiersz… »
ajw
23/05/2017 22:40
Aniu, Milu, Opheliac - bardzo dziękuję za sugestie. Na pewno… »
Procesja
23/05/2017 22:38
Bardzo ciekawy tekst. Skojarzył mi się symboliką z Día de… »
Miladora
23/05/2017 22:13
Wbrew pozorom szept wcale nie musi być delikatny czy… »
Wiolinowe Basnie
23/05/2017 21:59
Miladoro Twoja podpowiedź, co do zwrotu akcji jest kusząca.… »
Miladora
23/05/2017 21:49
Napisałam wcześniej odnośnie mi/mnie, ale ktoś, nie wiem… »
allaska
23/05/2017 20:53
Aniu, już samo "przeszukujesz moje wnętrze"… »
Ania Ostrowska
23/05/2017 19:59
allasko, nie wiem jak Ty, ale ja czasem wydaję tchnienia :)»
allaska
23/05/2017 18:25
Ania, nie wiem czy to aż tak poetycki język - mam na myśli… »
ShoutBox
  • Bernierdh
  • 24/05/2017 02:26
  • Śmierć Wodeckiego mną wstrząsnęła - choć niestety spodziewałem się jej po informacji o jego udarze. Dobrze mówisz Mike - wraz z nim, odeszła cząstka nas samych. Wielki człowiek, o wiele za wcześnie.
  • mike17
  • 23/05/2017 16:05
  • Dla mnie Wodecki to prawie całe moje życie - od zawsze był, miał fantastyczne przeboje, klasę, kiedyś, na Mazurach miałem okazję z nim pogadać. Jeśli tacy odchodzą, coś w nas także umiera.
  • Krzysztof Konrad
  • 23/05/2017 16:04
  • Jeszcze Roger? Wczoraj zamach w Manchesterze. Co się dzieje na tym świecie?
  • Krzysztof Konrad
  • 23/05/2017 15:59
  • Rzadko kiedy tak bardzo dotyka mnie śmierć. Może dlatego, że wiele razy ją widziałem. Ale śmierć Pana Zbigniewa sprawiła, że coś ze mnie uleciało. Jego bycie było dla mnie oczywiste- jak kolejny dzień
  • mike17
  • 23/05/2017 15:58
  • Nie żyje Roger Moore, najlepszy Bond w historii.
  • mike17
  • 23/05/2017 12:32
  • Jeszcze w marcu siedziałem obok Wodeckiego w Urzędzie Gminy - tryskał humorem i energią. Bardzo go lubiłem i będzie mi go brakowało.
  • Krzysztof Konrad
  • 22/05/2017 20:57
  • Pan Zbigniew będzie teraz śpiewał aniołom. Wielka strata.
Ostatnio widziani
Gości online:34
Najnowszy:rcsircofwnfrz