przestałem się witać odkąd przestałem się żegnać - stawitzky
Proza » Inne » przestałem się witać odkąd przestałem się żegnać
A A A

1.

Tak się powinno, wartko, ostro, szarmancko wręcz, tak jak najlepsi, no.

      Kim ty właściwie jesteś?

      Ano snem twoim, koszmarem rzekłbym, każdym jestem, każdym złym i dobrym, lepszym, najlepszym, najgorszym, tym ze snu najgorszym.

      Co ci się dzieje?

      Ano stukam sobie, w klawiaturę sobie stukam, bez pomysłu, bez niczego właściwie. Bez słów nawet stukam, bo to nie słowa, to coś poprzedzające stukanie.

      Skoro tak, to bardzo dobrze, bo mam dla pana wiadomość.

      Tak? A jaką?

      Ano już mówię.

      No to mów pan.

      Jestem rozdwojony.

      Ja czy ty?

      Ja

I ty.

      No to ładne kwiatki.

      Najładniejsze można powiedzieć. Orchidee. Oleandry. Albo te, no, co muchy żrą.

      A one ładne są?

      Panie! Najładniejsze.

 

2.

Twarz moja, w lustrze, obok maszynka, nieużywana od dawna. Od nigdy. Nic to nie zwiastuje, nie znaczy nic a nic, nul, zero. Za mną ona, myje zęby. Biorę telefon z półki, ustawiam nagrywanie i kamerynuję. Zostaw – mówi – Nie kamerynuj. Zdejmuję bluzkę jedną ręką, drugą, tę z aparatem do lustra przysuwam, tak żebyśmy w kadrze byli, przede wszystkim ona, jej złość – domniemana tylko – bo tak naprawdę kręci ją, że uwieczniam to, co się tu odpierdala. Zostaw – mówi jeszcze raz. Później telefon upada na kafelki.

*

      W łóżku prosi, bym podłożył pod nią koc, bo ma to. No wiesz, TO! Wychodzę, wracam z ręcznikiem. – A to może być? – pytam. Może. Wciskam pod spód, i wchodzę o od tyłu. Tak na leżąco, na łyżeczkę.

      Naprzeciwko nas na materacu śpi Mateusz z Kasią. Są małżeństwem, więc nie robią tego co my. Patrzą na nas tylko. Dopiero po latach dowiemy się, że Kasia, to tak naprawdę chciała to co my, a Mateusz nie bardzo. I gdy tak nas obserwują, myślę sobie, że to fajne, że jesteśmy tacy ochoczy. Że mamy tę iskrę, a na Nowy Rok, w Sylwestra, życzymy sobie, żebyśmy jej nigdy nie stracili. Tej iskry. Żeby te wszystkie przebieralnie, kina, krzaki, parki, ławki, klatki, boiska, rogi, nie straciły swej mocy, żebyśmy jej nie stracili.

      Później jestem w związku, który nie ma jej od początku. Tej iskry. I tak trwam sobie aż mnie nie jebnie. A gdy jebnie, to okaże się, że ten rok, który minął, te cztery lata właściwie, to jedne z gorszych. Że czas, jak to mówią, na zmiany.

 

3. 

Tatar z whisky znany jest powszechnie.

      Tatar dla prawdziwych mężczyzn – znany jedynie prawdziwym mężczyznom.

      Przepis: rzucasz w krowę paletą jajek, workiem cebuli i dwoma dużymi słoikami musztardy. Jeśli krowa nadal żyje, znaczy, że można jeść – voilà!

 

      Wymyśliłem, że od pierwszego stycznia ograniczę spożycie mięsa. Takie postanowienie; nie mówiąc już o ograniczeniu tego i tamtego. Po prostu, mniej mięsa, szlus.

      Pierwszy dzień poszedł świetnie. Przecież ryba to nie mięso. I warzywa podsmażone na smalczyku też nie.

 

4. 

To brzmi jak pamiętnik. To życie. Nie przeżywam go, tylko przepisuję bezmyślnie jak wtedy w ławce, jak w szkole na lekcji. Zapominam o trwaniu, że jest ciągłość no, po coś jest coś i ma to na późniejszy wpływ, jakikolwiek ale jednak wpływ. Zapominam, że czas bimba sobie poza percepcją, a nasza wyrazistość – szpilkowatość – jest ulotna. Jebana.

      Zapominam wiele rzeczy, dlatego wszystko brzmi jak pamiętnik. Dlatego wszystko nim jest. Te wszystkie zdjęcia, aparaty, słowa.

      Zapominam o wielu rzeczach, ale nie o tym, by nie być pamiętnikiem. Zapomniałem o tym we mnie, o serduszku, o seksie – o tym to cholernie zapomniałem, no mówię wam, wszystko won, nie ma nic; żadnych godzinnych plaż i piasków, nie ma tramwajów w Lizbonie, żadnych wąskich przejść, tych cieniutkich jak makaron ryżowy, wschodów nad byle miastem, nic. Nie ma miejscowości, chleba na naturalnym zakwasie, już nie mówiąc o mandarynkach w grudniu, bo ich też nie ma. Tabletek, poronień, wypadków, smoły, smolistych, smogów, nie ma Turnera ani Pueblo. Nie ma pierogów ruskich, litewskich, japońskich, dolnośląskich. Nie ma parkingów dla niepełnosprawnych i wózków inwalidzkich – inwalidzi chodzą rękach, albo do tyłu. Tyłem. Widzieliście kiedyś coś takiego? Jak jeszcze były te wózki, jak przepiękny pan, gej, niepełnosprawny, wjeżdża całkiem przypadkiem kołem w gówno. Widzieliście? A obok reklama: sprzątaj po swoim psie. Jej też już nie ma.

      Nawet jej cipy nie ma, czarnej, jakby ją węglem tarła. Nic. Po prostu nie ma i tyle, i chuj i cześć. Zapominam.

      Ale nie o tym, by nie być pamiętnikiem. O tym to pamiętam.

Mój notes ugina się niczym Ziemia pode mną. Jelita tańczą, grają jakąś sobie znaną melodię, a ja co? A ja nie zapominam. Mój notes wie wszystko, wie o mnie, o niej. Taki już jest, choć w ogóle go nie ma.  

 

Miasto popuchło od deszczu – słyszałem o tym kiedyś, dopiero teraz widzę. Nie ma śniegu, od dawna już, tak jak ja zapomniałem, tak on sobie przypomniał – śnieg – o niebyciu. Nikt nie lubi czarnego śniegu. Dzieci lubią biały i żółty. Ten żółty jak się im powie, że jest najlepszy w smaku. Biały po prostu, bo jest. Czarnego nie lubi nikt, nawet dzieci.

      Deszcz. Nieustanny.

 

5.

Kazik ma to do siebie, że jest, Kazimierz w sensie – dzielnica, ma to do siebie, że pojawia się nagle, bez zapowiedzi. Na pierwszym naszym spotkaniu wyłoniła się spomiędzy przestrzeni, i to o wschodzie słońca. Mogło się już nic nie wydarzyć, to był początek i koniec, wschód i zachód, coś, nic. Musiałem jednak zejść, opuścić piętro, z którego widać było to żydostwo jak z lotu. Zszedłem po schodach i wróciłem z powrotem do mieszkania, a tam replay, znowu, kolejna kobieta, z takimi samymi oczami jak ta, co nas wzięła na górę między to słońce i dachy, tyle, że mniej odważna, acz wystarczająco szalona by wziąć mnie za rękę i z powrotem na schody wyprowadzić. Tym razem nie szliśmy w górę, a w dół. Chodź – powiedziała – Pokażę ci coś.

      Chwilę później jechaliśmy na rowerze. Tak po prostu. Ja pedałowałem, a ona, klasycznie, siedziała na ramie. Przedstawiliśmy się sobie. Ona mi, ja jej pod innym imieniem – taki mój władczy żart. Nie jestem przekonany do tego, co teraz napiszę, ale chyba właśnie wtedy po raz pierwszy poczułem sens wiatru i siłę alkoholu; światła w mieszkaniach mijały mnie jak gwiazdy przy locie w kosmos, stałem się jednością, a nogi napędzały mechanizm, który zabierał mnie w najdalsze rejony Krakowa i mej świadomości.

      Jeśli w ogóle wydarzyło się cokolwiek, to to. To ten dach i rower.

      Później miga mi Klaudia, ale mógł być to sen.

      Kazik pojawił się też, gdy wchodziliśmy do mieszkania Kuby. Było ładne, z przereklamowaną antresolą. Tak to jest muzykami – nie ma z nimi o czym rozmawiać, ale można zerżnąć ich kobietę piętro wyżej, podczas gdy oni słuchają marnego jazzu z płyt winylowych.

      Kazik zaskakuje mnie zawsze. O ile w ogóle istnieje.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
stawitzky · dnia 08.02.2017 10:56 · Czytań: 450 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 6
Komentarze
skroplami dnia 10.02.2017 11:56 Ocena: Świetne!
Deszcz prosto w oczy, wszystkości niewidzialnych co nagle widzialnymi ;).
Czytając, kolejną część wszystkości :), widzę poszukiwanie. Sensu :)?
Nie wiem, tzn. nie powiem :).
Poszukiwanie tak od niechcenia a jednocześnie dostrzegające każdy okruszek z myśli i czuć lub czucia lub czuciów ;). I te okruszki to ponad złoto cenne, aż dech w bezdech się zmienia, zachwytem :). Jednocześnie autor odsłania nam własną krainę, prywatność niezwykłości pełną chociaż my identyczne depczemy traktując jako codzienności podstopienne.
Dobra, ocena już. Bo po przeczytaniu dziwnie dobrze się czuję i dziwnie źle próbuję opisać co to dobrze znaczy :). Świetne z +.
A, pozdrowienia, b, życzenia ciągłego rozwoju, do nieskończoności :).
stawitzky dnia 10.02.2017 21:53
skroplami

A może i masz racje z tym poszukiwaniem sensu? Nie wiem, tzn nie powiem.

Lubię Twoje przemyślenia w komentarzach, dziękuję!

Pozdrawiam również, z całej mocy!
JOLA S. dnia 12.02.2017 09:24 Ocena: Bardzo dobre
Zbuntowany stawizky? Hmm, cóż można powiedzieć? Chyba tylko tyle, że to dobra robota. Styl, narastanie napięcia, przedstawianie kolejnych wątków - wszystko to jest przemyślane. Doskonale się czyta. Wpadło mi w oczy kilka fragmentów, które można by poprawić, ubogacić trochę językowo. W oczy też rzuca się solidny research, znać, że dobrze wiesz, o czym piszesz.

Pozdrawiam
JOLA S. :)
Aronia23 dnia 14.02.2017 11:27 Ocena: Świetne!
Dzień dobry, Stawitzky. Opowiadanie Twe wprowadziło lekki zamęt w mej głowie. Nawet nie lekki, a ciężki, jak:
"Mój notes ugina się niczym Ziemia pode mną. (...)Taki już jest, choć w ogóle go nie ma. " Panie Szanowny, od początku, choć tu początków wiele, ale:
Stukanie w klawiaturę, ot takie sobie stukanie, rozdwojenie, piękno przyrody, krowa przyprawiona jajcami, żółty śnie - mniam, mniam, kochankowie obok nie - kochanków. Kazik od Kazimierza, piękny seks, jazda na rowerze - romantyczna cokolwiek, ale ulotna jak motylek. Piękna polszczyzna, naprawdę i sens w bezsensie. Takiej Twojej opowieści jeszcze nie czytałam. O i ci niepełnosprawni, kupska obok czarnej cipy. Maszynka nigdy nie używana. mało ludzi i przedmiotów jest używanych, bardzo to straszne, ale z drugiej strony - wieczny odpoczynek. "Zatrzymany w biegu kadr" - tylko aparat upadł, to może kadr uciekł ze strachu? Ale nie musiał być zatrzymany w biegu. Oj, P. S. zbiłeś mnie z pantałyku i co mam tera zrobić? Chyba rozmowę przeprowadzimy, co? hę? Odbiór tu brzoza, jak mnie słyszysz? "Orchidee. Oleandry. Albo te, no, co muchy żrą."? Pozdrawiam , over.
stawitzky dnia 17.02.2017 00:04
JOLA S.

Zbuntowany mówisz?

Chętnie oprę się o Twoje ramię i poprawię, wzbogacę no.

Pozdrawiam ciepło i dziękuję za ocenę!

Aronia23

Odbiór, słyszę Cię bardzo dobrze, acz cóż powiedzieć mogę? Solidnie wyłapujesz fragmenty o które toczy się gra jeśli chodzi o prozę. Zazdroszczę bardzo. Ja to z ołówkiem czytam, czasem nawet po dwa razy.

Dziękuję, dziękuję!
Anastazja Sorpiszewska dnia 19.02.2017 23:06 Ocena: Bardzo dobre
Momenty jakby Wiesława Myśliwskiego..
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
GreenTeaFan
24/09/2017 00:05
Zacznę od wyjątkowo ważnej dla Ciebie sprawy interpunkcji.… »
Infernus
24/09/2017 00:05
Przez chwilę poczułem się pijany :) napisałeś luźno i… »
Miladora
23/09/2017 23:51
Cała przyjemność po mojej stronie, Kamysiu. :) Uściski.… »
Miladora
23/09/2017 23:48
Niezła opowieść, Hope. I brzmi tak prawdziwie, że zrobiło… »
Esy Floresy
23/09/2017 23:38
Purpur, rzadko bywam w prozie, żeby nie powiedzieć, że… »
Tomasz Kucina
23/09/2017 23:38
Dziękuję, wielka motywacja, asumpt do pracy. Najbardziej… »
kamyczek
23/09/2017 23:04
- ok, Ty tu rządzisz. - jesteś moim niedoścignionym wzorem,… »
Miladora
23/09/2017 23:02
Pomysłowy tytuł z pralką i włoską flagą, a pod nim… »
Miladora
23/09/2017 22:41
Też się nad tym zastanawiałam. :) I trochę mi zeszło,… »
JOLA S.
23/09/2017 22:12
Drogi skroplami, dziękuję za ten mam nadzieję nie ostatni,… »
Miladora
23/09/2017 22:09
Bo lepiej brzmiałoby - stado kawek, które wciąż drą się,… »
Miladora
23/09/2017 22:02
Dziękuję, Tetu - miło Cię zobaczyć ponownie pod wierszem.… »
Miladora
23/09/2017 21:58
Bo byłam jeszcze wtedy piękna i młoda, Lil. ;))) Dzięki,… »
Miladora
23/09/2017 21:50
W pewnym sensie można by tak to odbierać, ale przecież nie… »
skroplami
23/09/2017 20:52
Był sobie kwiat, wyrósł drugi, trzeci, kolejny, jest bukiet… »
ShoutBox
  • introwerka
  • 24/09/2017 01:29
  • Oo, strepsils też dobry ;p To cieszę się bardzo, że tak to odbierasz, i tak trzymaj! :) Na dobranoc dla wszystkich nie mogących się zaaklimatyzować: [link] :)
  • Infernus
  • 24/09/2017 01:24
  • Cholineks nein, to z niemiecka, strepsils - ja :) chamstwo można wyczuć od razu, ale póki co nie spotkałem się z tym... opinie jak najbardziej okazały się przydatne...
  • introwerka
  • 24/09/2017 01:22
  • Dzięki serdeczne, Silve. Już mi trochę lepiej.
  • Silvus
  • 24/09/2017 01:16
  • @Werko, zdrowia.
  • introwerka
  • 24/09/2017 01:00
  • życie :) Warto tak potraktować nawet najbardziej "upierdliwą" w naszym odczuciu krytykę, tzn. uczyć się z niej, o ile oczywiście nie przekracza granic chamstwa itp. ;)
  • introwerka
  • 24/09/2017 00:56
  • Dzięki - właśnie się kuruję cholineksem :) Ale serio, myślę, że coś może być w metaforze zimnego prysznicu, czy, powiedzmy, z angielska, takiego showeru, deszczyku, który schładza upał, ale też niesie
  • Infernus
  • 24/09/2017 00:49
  • Miód i ciepła kołdra Ci zostaje :) po pierwszej publikacji pomyslalem, że wszedłem pod zimny... sory już nie przypominam :)
  • introwerka
  • 24/09/2017 00:25
  • Mam grypę, więc trudno mi sobie wyobrazić zimny prysznic w pozytywnym znaczeniu, ale wytężam wyobraźnię i ... chyba wiem, o co Ci chodzi ;)
  • Infernus
  • 24/09/2017 00:20
  • Nie pocieszylas mnie :) za to portal jest jak zimny prysznic - w pozytywnym tego słowa znaczeniu...
  • introwerka
  • 23/09/2017 23:38
  • Infernus - na to nie licz, Poczekalnia jest jak walizka albo dziecko - co włożysz, to wyjmiesz ;)
Ostatnio widziani
Gości online:34
Najnowszy:Moe
Wspierają nas