Mistrzowie biomalarstwa- część trzecia - trawa1965
Proza » Inne » Mistrzowie biomalarstwa- część trzecia
A A A


Kwiaty barwne.
Egzystencja człowieka nierozerwalnie wiąże się z kwiatami. Mężczyźni dają kwiaty kobietom(czy te gesty są szczere, czy nie, nie wchodzę w to), uprawiamy je w przydomowych ogródkach, widnieją też w herbach wielu państw. To, co z nich powstaje, zapewnia nam także podstawowe pożywienie. Jeśli jeszcze pominąłem coś istotnego- wybaczcie.
Kwiaty kochają nas tak bardziej niż my je. To oczywiste stwierdzenie dla tych, którzy wiedzą, że rośliny okrytonasienne, co je wytwarzają, stanowią końcowe ogniwo ewolucji roślin- tak jak my jesteśmy końcowym elementem ewolucji świata zwierząt. Kwiaty powinny więc być naszymi równoprawnymi partnerami! My powinniśmy uczyć się od nich, a one- od nas. Czy tak się dzieje?
Niestety- odpowiedź na to pytanie jest negatywna. Ten najpiękniejszy i najbardziej spektakularny element przyrody najczęściej jest przez nas bezmyślnie niszczony. To boli tym bardziej, że przeciętny człowiek wie o kwiatach znacznie mniej niż mu się wydaje. Dlatego proponuję wszystkim, by choć na chwilę zamienili się w kwiaty i spojrzeli na świat z ich perspektywy.
Większą część życia spędziłem w terenie kotlinno- wyżynno- górskim, choć urodziłem się w Warszawie. Tereny te są ukwiecone w wyjątkowy i jedyny w swym rodzaju sposób. Stwierdzenie to adresuję do mieszkańców górskich i podgórskich wsi, którzy nie zdają sobie na co dzień sprawy z bogactwa ich ziemi. Tym bardziej dotyczy to niedzielnych turystów przyjeżdżających tu "do wód" lub dla zdobywania szczytów nie mających zielonego pojęcia o tym, co znajduje się "pomiędzy".
Tereny, gdzie dziś mieszkam, leżą na wysokości Łysicy. Nie są one chronione żadnymi rezerwatami ani parkami narodowymi( wyjątek to rezerwat cisów). Jednak gdybym chciał komuś opowiedzieć o rzadkich gatunkach kwiatów tutaj rosnących, zajęłoby mi to cały dzień! Tak więc będę się teraz streszczać.
Najpiękniejsze kwiaty pojawiają się tu w okresie maj-lipiec i nie jest to żaden przypadek. W maju przypada koniec tak zwanego "pierwszego rzutu" oraz początek apogeum. Miesiąc ten różne gatunki nazywają rozmaicie: wybujał, wyślep, wyżar itp. Wszystko zależy od miejsca, gdzie one rosną , a pośrednio od... cech ich charakteru. Z tego względu kwiaty dzielę na trzy zasadnicze grupy.
Pierwsza z nich to gatunki, które odnoszą się do słońca z szacunkiem za to, że dzięki niemu mogą istnieć, przybierają jego barwy: żółtą i pomarańczową. Stanowią one największy procent łąkowych i leśnych barw. Duża domieszka koloru białego, jak u żółtlicy, stokrotki czy poziomki to bioliteracka klasyka, gdyż niebo blisko słońca ma barwę białą. Klasyka ta co roku samoodnawia się, jednakże w odmiennych odcieniach. Moim zdaniem ten właśnie kolor kwiatów ma motywację religijną.
Religia w przyrodzie odgrywa nie mniejszą rolę niż religia u ludzi. W odróżnieniu jednak od nas, wierzenia te nie posiadają swoich dogmatów. Gdyby było inaczej, wszystkie kwiaty o słonecznych barwach rosłyby tak, aby słońce mogło dobrze je "widzieć". Tymczasem tu, w Mogilnie, rzadkie gatunki o żółtych barwach, takie jak tojeść gajowa, starzec górski czy starzec strumieniowy, kryją się za podwójną gardą- jodłowych mroków i jeżyny gruczołowatej. Rośliny te zapewne rozumują w następujący sposób: skoro uciekliśmy spod kurateli słońca, a nic złego nam się nie stało(pomijając miniarki grasujące w liściach starców), oznacza to, że słońce nie znosi lizusostwa i szanuje naszą autonomię. I na potwierdzenie tej tezy przywołują żółte jaskry, które, rosnąc na tak zwanym "widoku", są tak sponiewierane przez słońce, że nie są w stanie doczekać lata.
Bazując na tym kryterium, drugą grupę kwiatów barwnych można nazwać" ateistyczną". Rośliny te są zawsze "na widoku". Ale dla słońca jest to coś w rodzaju "uderzenia w twarz"- dowód braku szacunku i jawnej pogardy. Kwiaty te przybierają barwy przeciwne do koloru słońca. Najjaskrawszym tego przykładem jest bodziszek żałobny- jedyna w Polsce roślina o kwiatach czarnych(w najlepszym wypadku fioletowych). Gdyby w przyrodzie obowiązywały nasze dogmaty, taka roślina już dawno "płonęłaby w ogniu nieugaszonym, gdzie jest płacz i zgrzytanie zębów".Tymczasem, choć kwitnie rzeczywiście krótko, jednak nic nie wskazuje na to, by mogła wyginąć. Według mnie, słuszny gniew słońca miesza się tu z podziwem dla odwagi tej rośliny. Zresztą bodziszek nigdy nie jest pewny, jak ono zareaguje i w większości przypadków woli trzymać swe kwiaty pod kloszem mroku.
Trzecią grupę stanowią kwiaty, których stosunek do bioreligii nie jest jasno określony.Wiedzą wprawdzie, czemu zawdzięczają swe istnienie, lecz są pod dużą presją konkurencji gatunków "lizusowskich" i wyrażnie to dostrzegają. To właśnie kwiaty tej grupy są najpiękniejsze. Jedne, jak pszeniec gajowy (stanowisko w Sikorniku pod Kopcem Kościuszki) pragną, by wilk był syty i owca cała, toteż mają kwiaty pół-ateistyczne, pół-lizusowskie[czerwono(fioletowo)-żółte]. Inne, jak mak, są czerwone(więc "ateistyczne"), lecz posiadają ażurową konstrukcję, dzięki czemu słońce może łatwo je spenetrować. Istnieje też pospolity bniec czerwony- kwiat o "wyzywającym" kolorze, który"dowiedział" się, co czynić w razie zagrożenia i dlatego "zasypuje" jedną łąkę tysiącami okazów.
Jednak stosunek do słońca nie jest jedynym motywem kwiatowego biomalarstwa. Przypatrzmy się choćby świetlikom czy szelężnikom. Kwiaty te są białe lub żółte, więc teoretycznie "standardowe". W rzeczywistości roślinom tym zwisa, co słońce o nich sądzi, gdyż potrafiły skutecznie uniezależnić się od niego! Żyją przecież kosztem innych roślin(toteż otrzymały przydomek "kwitnących mszyc") i wcale nie odczuwają z tego powodu wyrzutów sumienia. Łąki u podnóża Masywu Boguszy są przez nie totalnie zdominowane.
Czy to sprawiedliwe? Na pewno nie. Ale znacznie sprawiedliwsze od tego, co wyczyniają ludzie, gdy powołują się na literę prawa. Szkody wyrządzone przez szelężnika nie są nieodwracalne, gdyż ofiary posiadają wiele narzędzi potrzebnych do samoodtworzenia.
Szelężniki, świetliki, zarazy czy kanianki reprezentują więc typ BIOMALARSTWA TUMIWISISTYCZNEGO. Niektóre z tych roślin dbają o swój wygląd, inne są abnegatkami. Łączy je jedno: brak refleksyjności i przejmowania się jutrem. Lecz tylko w stosunku do samych siebie.
Niektóre rośliny żyją jednak tak, jakby jutro miał nastąpić Armageddon. Do tej grupy należy kopytnik pospolity. To roślina BEZWZGLĘDNIE LEŚNA, którą na widok słońca ogarnia paniczny lęk. Żyjąc w ciągłym stresie nie ma czasu na biomalarstwo. O jej istnieniu świadczą tylko charakterystycznie powyginane, nerkopodobne, ciemnozielone liście. Gdyby ściąć drzewa, pod którymi ona rośnie, nie mogłaby przetrwać.
Przykład ten uzmysławia nam, jak ostrożnie musimy podchodzić do problemów świata przyrody, gdyż są one problemami, których nigdy nie zrozumiemy. Ludzie, których zabiłoby światło, cierpią na ultrarzadką, prawdopodobnie genetyczną chorobę, na którą dawno wynalezionoby lek, gdyby... opłacało się to. Kwestia opłacalności jest zresztą przysłowiową "szklaną szybą" oddzielającą nas od świata kopytnika. Bo przecież kopytnik rośnie pod grubymi, "rębnymi" drzewami! Nawet nie wiemy(lub nie chcemy wiedzieć), że mordując takie drzewo, mordujemy kopytnika i kilkadziesiąt innych gatunków cienioznośnych. Jest to typ tumiwisizmu ponaschoćbypotop...
***
Z lektury "Podstaw bioliteratury" wiemy, że przyroda pojmuje miłość zupełnie inaczej niż ludzie. Podczas gdy u ludzi miłość nierozerwalnie wiąże się z rozmnażaniem, w świecie przyrody istnieje ostra granica między tymi pojęciami. Miłość w żadnym przypadku do rozmnażania nie prowadzi- jest wartością autonomiczną. Rozmnażanie tymczasem to wyłącznie interes.
Czy w przypadku kwiatów barwnych miłość i rozmnażanie to dwa oddzielne tematy biomalarskie? Zakładając, że tak, zacznę od rzeczy mniej znanej i trudniejszej do zaobserwowania- miłości czystej.
Choć mało kto wie o istnieniu omomiłkowatych, każdy je widział. To piękne, szkarłatnoczerwone i delikatne chrząszcze. Należą one do dwóch rodzajów- omomiłek i zmięk. Chrząszcze te szczególną sympatią darzą rośliny baldaszkowate(biedrzeńce, barszcze, dzika marchew). Niestety, nie ma to nic wspólnego z miłością- owady te urządzają sobie na nich balangi, seksualne orgie, wszczynają awantury, a odczucia baldaszkowatych mają gdzieś.
Baldaszkowate zaś wszystko cierpliwie znoszą. Wyglądają nawet na zadowolone z tego, że ktoś cieszy się zamiast nich. Jest to jakiś rodzaj wyższych uczuć, które można byłoby nazwać ogólnoprzyrodniczą solidarnością. My zaś uważamy to za obyczajową obrzydliwość i nazywamy stręczycielstwem.
Zgodnie z teorią bio jednym z rodzajów miłości jest nienawiść. Jej dyżurnym i najbardziej widocznym obiektem stała się poziomka. Każdy gatunek w lesie robi wszystko, by ją zniszczyć! Właśnie dlatego poziomka, uznawana przez większość za godną pogardy z powodu braku otwartości na owady, próbuje za wszelką cenę zadać temu kłam. Czasem jej się to udaje i wtedy rośliny gotowe są na biomalarską współpracę z nią, jak stało się to na "Paszyńskim Altiplano" koło Mogilna. W innym przypadku, jak w Lasach Zabierzowskich koło Krakowa, następuje biomalarska sukcesja.
Wynika z tego, że w przyrodzie nienawiść nie jest negatwna, gdyż jej rola nie polega na szukaniu zemsty, a na chęci przebudowy składu gatunkowego danej niszy ekologicznej.
***
Już w moich debiutanckich utworach pisałem, że sztuka w przyrodzie ma znaczenie UŻYTKOWE. Jednak dopiero tu, w Mogilnie, zdobyłem na to niezbite dowody. Przedmiotem moich badań jest hala górska zwana przeze mnie "Paszyńskim Altiplano". W majowym "wybujale" mieni się niesamowitymi barwami, których żaden człowiek nie może skopiować. Zgromadzone tu rośliny, wystawione na bezpośrednie działanie słońca, oddają mu religijną cześć.
Nieodłącznym elementem tego krajobrazu, bez którego nie mógłby on istnieć, są motyle.Teoretycznie ich barwy powinny pokrywać się z kolorami kwiatów- wszak biomalarstwo to ruchome obrazy. Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna.
Spotyka się tu niestrzępa głogowca, niepylaka mnemnozynę, pyszałka oriona oraz Hadena compta. Ich wspólną cechą jest biało- czarne ubarwienie, co na pierwszy rzut oka wydaje się niewytłumaczalnym nonsensem. Ale przecież religia jest tylko jednym z wielu tematów biomalarstwa! Zresztą bogowi- słońcu potrzeba ŻYJĄCEGO WYZNAWCY...
Dlatego biomalarz, zanim zacznie oddawać cześć swemu bogu, musi najpierw zatroszczyć się o swoje życie. Z nauki fizyki wiemy, że biel odbija światło(i ciepło), czerń zaś go pochłania.Na wysokości Paszyńskiego Altiplano nawet w pełni lata w ciągu jednego dnia może być i zimno, i bardzo gorąco. Ponieważ nawet motyle nie są tu w stanie przewidzieć zmienności pogody , noszą dwubarwną szatę "na wszelki wypadek".
Ponieważ seks to wyłącznie transakcja handlowa, jej sygnatariusze kalkulują na zimno, czy opłaca się ją przestrzegać, czy też nie. Ja uważam motyle za inteligentne zwierzęta, które wiedzą, że niedotrzymanie umowy z roślinami będzie miało fatalne skutki dla nich samych. Choć więc teoretycznie mogłyby przelatywać na dowolny kwiatek i go zapylać, nie robią tego. Gdyby motyl nie trzymał "pruskiej dyscypliny", takie gatunki jak chaber miękkowłosy, orlik pospolity czy arnika górska wyginęłyby tu bez ingerencji człowieka! Dlatego siadając na arnice, motyl nie poleci na pobliskiego orlika, ale zdobywa się na wysiłek kilkukilometrowego przelotu, by zapylić drugi egzemplarz arniki.
Wczuwając się w biomalarza, oczami wyobrażni widzę na Altiplano nowoczesną infrastrukturę z gęstą siecią dróg i autostrad.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
trawa1965 · dnia 10.02.2017 14:49 · Czytań: 91 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 1
Komentarze
Vigo dnia 11.02.2017 12:58
Trawo, czytam z dużym zainteresowaniem Twoje teksty. Muszę przyznać że masz bardzo ciekawy sposób opowiadania o naturze, bardzo oryginalne podejście do niej.
Uważam że to naprawdę dobry materiał na książkę, taką z mnóstwem barwnych fotografii.

Życzę Ci powodzenia :)
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Aronia23
22/02/2017 21:54
Procesjo, Miki, dziękuję za odwiedziny w krainie gier. Ja… »
bruliben
22/02/2017 21:50
Wzruszający. Wiersz, który widzi się, dotyka, smakuje -… »
akacjowa agnes
22/02/2017 21:35
Dzięki, Mike, za komentarz i piosenkę, która mnie… »
mike17
22/02/2017 19:24
Tak, Aldonko, u mnie życie miesza się z cudami, ten wymiar z… »
mike17
22/02/2017 19:20
Znam to już z konkursu, ale muszę powiedzieć, że ten… »
al-szamanka
22/02/2017 19:15
Cuda się zdarzają, Michale, szczególnie w Twoich… »
mike17
22/02/2017 18:57
Wiem, Aldonko, że muchy byś nie skrzywdziła, a co dopiero… »
akacjowa agnes
22/02/2017 18:41
Dzięki za komentarz. Może i czegoś tu brakuje. Napisane… »
Gramofon
22/02/2017 18:38
Jak czytałem, to się wahałem, czy by nie dać punktów, ale… »
JOLA S.
22/02/2017 18:13
Procesjo, chcę zasygnalizować, że tu byłam. Późno, ale… »
euterpe
22/02/2017 18:02
Jola S. Dziękuję ślicznie za zostawienie komentarza pod… »
al-szamanka
22/02/2017 17:35
Michale, chyba Ciebie rozszarpię! Zasugerowana tytułem… »
Opheliac
22/02/2017 16:15
Wiolinowa Baśnio, nie chce się pozbywać tej tkliwości,… »
viktoria12
22/02/2017 16:15
Pigułka ,,Dzień po działa" rewelacyjnie. Królik… »
Procesja
22/02/2017 16:04
Podoba mi się ten tekst :) Jest bardzo alegoryczny i dobrze… »
ShoutBox
  • mike17
  • 22/02/2017 20:46
  • Czasem myślę sobie, kim są ludzie, którzy piszą takie hity : [link]
  • Gramofon
  • 22/02/2017 20:36
  • kipi kasza kipi groch
  • aleksander81
  • 22/02/2017 15:59
  • niezwykły człowiek - niezwykła pasja, a z pozytywów pozostał nick ;-)
  • Dobra Cobra
  • 21/02/2017 22:05
  • Tak, Trawa kultywuje niezwykły rodzaj prozy.
  • Jaga
  • 21/02/2017 21:03
  • Aronio, pozdrów proszę Trawę również ode mnie. Choroba to paskudna sprawa. Po wielu przemyśleniach doszłam do wniosku, że to pozytywnie zakręcony człowiek.
  • mike17
  • 21/02/2017 20:21
  • Królowie w ostatniej odsłonie : [link]
  • Bellona
  • 21/02/2017 13:40
  • Mikus mnie ucieszył ze znów coś napisał, zabieram sie do czytania.
Ostatnio widziani
Gości online:31
Najnowszy:luk25