Jesteś moja, kochanie: rozdział 1.Rozalia - Daniela2587
Proza » Dla dzieci i młodzieży » Jesteś moja, kochanie: rozdział 1.Rozalia
A A A

   Przyglądam się swojej przyjaciółce, która wyszła właśnie z przymierzalni w nowej sukience. Jest ona w kolorze miętowym. Pomimo delikatnego koloru krój taki nie jest; nie zostawia zbyt wielkiego pola dla wyobraźni facetów. Ale kolor współgra z bladą cerą Oli.
     - I jak? - pyta i okręca się dookoła.
     - Ładna - przyznaję. - I wyzywająca. Planujesz jakiś podryw?
   Szatynka uśmiecha się tajemniczo.
     - Możliwe. - I znika z powrotem w przebieralni.
   Wzdycham i wyglądam przez okno sklepu. Dobrze, że moja przyjaciółka ma w głowie GPS z mapą Świdnicy. Ja mieszkam tu od czterech lat, a nadal nie mogę zapamiętać ulic i miejsc. Wiem, gdzie jest moja szkoła, kawiarnia i sklep. No i sala treningowa. Cud jest w dniu, w którym nie gubię się w rynku.
     - A ty nic nie mierzysz? - Ola wychodzi z przymierzalni w swoich ciuchach z sukienką przewieszoną przez ramię.
   Kręcę głową.
     - Dzisiaj nie. A poza tym dopiero co sobie kupiłam dwa dni temu.
   Przewraca oczami.
     - Nowa bokserka na treningi się nie liczy.
   Macham ręką na znak zakończenia tematu, co całe szczęście ona rozumie i kieruje się do kasy, a ja za nią.
     - Idziemy na kawę? - pytam po wyjściu ze sklepu. - Mam czas, zanim pójdę na trening.
   Trenuję różne sztuki walki... Szczególnie krav magę. Kocham ten sport. Zawsze mogę się wyżyć. Zwłaszcza gdy jest Marcel, mój przyjaciel, którego poznałam podczas wakacji w Koszalinie. Przeprowadził się do Świdnicy rok temu. I lepiej się porusza po tym mieście ode mnie.
     - Okej - mruczy, przechodząc przez ulicę, nie zwracając uwagi na to, że nie ma tutaj pasów.
   Kręcę głową i idę za nią. Po jakiś pięciu minutach jesteśmy w kawiarni.
     - Latte i cappucino, poproszę - mówię przy ladzie do kobiety na oko mającej około dwudziestu lat.
   Płacę i czekam na swoje zamówienie, a po jego otrzymaniu idę do stolika, przy którym siedzi Ola.
     - Może pojechałybyśmy gdzieś na małą plażę - proponuje i miesza swoje cappucino. - Opaliłybyśmy się. Może byliby jacyś przystojniacy?
     - Na plaży? Takiej małej? - Śmieję się. - Może i byliby. Ale z pewnością zajęci.
   Robi zawiedzioną minę.
     - Dzięki, zniszczyłaś moje nadzieje.
   Przewracam oczami.
     - Mało ci? Nie wystarczająco dużo facetów tutaj ogląda się za tobą, gdy tak kręcisz tyłkiem?
     - Ha! Ja kręcę?
     - A nie?
     - A ty może nie kręcisz, co? Za tobą ile się ogląda!
   Prycham.
     - Ja nie kręcę, tylko chodzę. Wiesz, stopa przed stopą. I wcale się za mną tak nie oglądają. Od czasu do czasu jakiś zerknie, a i tak nie działa.
   Teraz ona prycha.
     - Nic dziwnego. Zaraz studzisz ich zapał gdy słyszą o twoich treningach albo widzą cię z Marcelem.
     - A co z tym ma wspólnego Marcel? - Czuję, że muszę bronić przyjaciela i przy okazji siebie.
     - Co ma wspólnego? Wyglądacie jak para.
     - Niezły żart. Dobrze wiesz, że jesteśmy tylko przyjaciółmi.
   Unosi brwi, ale nie odpowiada.
   I dobrze. Przypuszczenia, że ja i Marcel to coś więcej niż przyjaciele... Skąd jej to przyszło do głowy?
   Resztę czasu rozmawiamy o ciuchach, plotkach na temat chłopaka z naszego liceum (podobno zaciągnął dług u jakiegoś cichego, ale groźnego gangu) i o możliwości wyjazdu na wakacje.
   Po jakieś godzinie żegnamy się w pobliżu mojego domu. Umawiamy się, że zadzwonię do niej po treningu. Szybko wzięłam z domu przygotowaną wcześniej torbę sportową i wyszłam z domu.
   Ze słuchawkami w uszach skierowałam się w stronę hali, gdzie mam treningi. Są one w sumie prywatnie. Na początku zapisałam się do takiej prawdziwej... firmy? zajmującej się tym. Jednak atmosfera była do dupy. Tobiasz, chłopak, którego spotkałam na tych zajęciach, polecił mi amatorską grupę założoną przez jego znajomego, Jacka. Zgodziłam się. Nie dość, że jest tam fajniej, to jeszcze więcej się nauczyłam! No i Ilona, narzeczona Jacka, jest super. Zaprzyjaźniłyśmy się ze sobą już po dziesięciu minutach znajomości.
   Zatopiona w myślach i odcięta od harmideru miasta nagle wpadam na coś ni to twardego, ni to miękkiego i odbijam się. Nie mam okazji wykazać swojego refleksu i koncetracji w utrzymaniu równowagi, bo ktoś łapie mnie za ramię.
   Mamroczę ciche ''Przepraszam" i chcę odejść, ale ten ktoś nadal mnie trzyma. Trochę przez to zła ściągam słuchawki i spoglądam w górę. I mnie zatyka.
   Przede mną stoi opalony, nieprzesadnie umięśniony, cholernie przystojny chłopak. Ma czarne włosy, krótko przycięte, lekko nastroszone przez markowe okulary przeciwsłoneczne. Ubrany w sprane jeansy i szarą koszulkę. Przez ten obojętny styl jest jeszcze bardziej seksowny. Ale gdy spoglądam w jego brązowe, prawie czarne oczy... Czuję się, jakbym tonęła.
   Uśmiecha się, ukazując białe zęby.
   Czy mówiłam, że mam dobry refleks i koncentrację? Chyba muszę to cofnąć, ponieważ czuję, jakbym zamiast kości w kolanach miała galaretę. O nie! Już dawno nie reagowałam tak na mężczyznę. I źle się to wtedy skończyło.
     - Cześć - mówi nieznajomy.
     - Hej - mamroczę. - Możesz mnie puścić?
   Ignoruje moje pytanie i nadal mi się przypatruje intensywnie.
     - Jestem Zachariasz - przedstawia się w końcu. - A ty?
     - Rozalia.
   Biegnie wzrokiem po moim ciele, jakby oceniając. Dupek.
     - Może poszlibyśmy na kawę? - proponuje.
     - Nie mogę.
   Robi zawiedzioną minę, ale zaraz wraca na nią uśmiech.
      - To może jutro?
     - Jestem zajęta.
     - To kiedy będziesz miała czas?
     - Nie spotkamy się. Nigdy - próbuję przekazać mu do wiadomości rzecz oczywistą.
     - Tak? A to niby dlaczego? - Wygląda na strasznie pewnego siebie.
     Ugh. Czas to zmienić.
     - Ponieważ mojemu chłopakowi by się to nie spodobało. - Nie wiem, dlaczego powiedziałam akurat to, ale zadziałało.
   Momentalnie ode mnie odskakuje.
     - Żegnam. - I trochę zadowolona, trochę zawiedziona, odchodzę.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Daniela2587 · dnia 16.02.2017 09:50 · Czytań: 330 · Średnia ocena: 2 · Komentarzy: 1
Komentarze
Krzysztof Konrad dnia 20.02.2017 14:46 Ocena: Przeciętne
Okej, widzę, że dość systematycznie wklejasz kolejne części Twojego opowiadania. To dobrze:)
Najpierw, zadbaj o to, aby w tekście nie szalało tak wiele zaimków (wypowiadam się w kontekście wszystkich jak dotąd dodanych partii). Tak naprawdę, żaden tekst literacki tego nie potrzebuje.
Mam wrażenie, jakby czasem brakowało Tobie słów, jakbyś chciała dla spokoju, tudzież "aby było szybciej, więcej" - zapełnić słowami pusty ekran edytora tekstu, zwłaszcza dialogami. Zwróć uwagę na powtarzalność fraz, zaimkozę i będzie naprawdę ciekawiej. Pozdrawiam :).
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
GreenTeaFan
24/09/2017 00:05
Zacznę od wyjątkowo ważnej dla Ciebie sprawy interpunkcji.… »
Infernus
24/09/2017 00:05
Przez chwilę poczułem się pijany :) napisałeś luźno i… »
Miladora
23/09/2017 23:51
Cała przyjemność po mojej stronie, Kamysiu. :) Uściski.… »
Miladora
23/09/2017 23:48
Niezła opowieść, Hope. I brzmi tak prawdziwie, że zrobiło… »
Esy Floresy
23/09/2017 23:38
Purpur, rzadko bywam w prozie, żeby nie powiedzieć, że… »
Tomasz Kucina
23/09/2017 23:38
Dziękuję, wielka motywacja, asumpt do pracy. Najbardziej… »
kamyczek
23/09/2017 23:04
- ok, Ty tu rządzisz. - jesteś moim niedoścignionym wzorem,… »
Miladora
23/09/2017 23:02
Pomysłowy tytuł z pralką i włoską flagą, a pod nim… »
Miladora
23/09/2017 22:41
Też się nad tym zastanawiałam. :) I trochę mi zeszło,… »
JOLA S.
23/09/2017 22:12
Drogi skroplami, dziękuję za ten mam nadzieję nie ostatni,… »
Miladora
23/09/2017 22:09
Bo lepiej brzmiałoby - stado kawek, które wciąż drą się,… »
Miladora
23/09/2017 22:02
Dziękuję, Tetu - miło Cię zobaczyć ponownie pod wierszem.… »
Miladora
23/09/2017 21:58
Bo byłam jeszcze wtedy piękna i młoda, Lil. ;))) Dzięki,… »
Miladora
23/09/2017 21:50
W pewnym sensie można by tak to odbierać, ale przecież nie… »
skroplami
23/09/2017 20:52
Był sobie kwiat, wyrósł drugi, trzeci, kolejny, jest bukiet… »
ShoutBox
  • introwerka
  • 24/09/2017 01:29
  • Oo, strepsils też dobry ;p To cieszę się bardzo, że tak to odbierasz, i tak trzymaj! :) Na dobranoc dla wszystkich nie mogących się zaaklimatyzować: [link] :)
  • Infernus
  • 24/09/2017 01:24
  • Cholineks nein, to z niemiecka, strepsils - ja :) chamstwo można wyczuć od razu, ale póki co nie spotkałem się z tym... opinie jak najbardziej okazały się przydatne...
  • introwerka
  • 24/09/2017 01:22
  • Dzięki serdeczne, Silve. Już mi trochę lepiej.
  • Silvus
  • 24/09/2017 01:16
  • @Werko, zdrowia.
  • introwerka
  • 24/09/2017 01:00
  • życie :) Warto tak potraktować nawet najbardziej "upierdliwą" w naszym odczuciu krytykę, tzn. uczyć się z niej, o ile oczywiście nie przekracza granic chamstwa itp. ;)
  • introwerka
  • 24/09/2017 00:56
  • Dzięki - właśnie się kuruję cholineksem :) Ale serio, myślę, że coś może być w metaforze zimnego prysznicu, czy, powiedzmy, z angielska, takiego showeru, deszczyku, który schładza upał, ale też niesie
  • Infernus
  • 24/09/2017 00:49
  • Miód i ciepła kołdra Ci zostaje :) po pierwszej publikacji pomyslalem, że wszedłem pod zimny... sory już nie przypominam :)
  • introwerka
  • 24/09/2017 00:25
  • Mam grypę, więc trudno mi sobie wyobrazić zimny prysznic w pozytywnym znaczeniu, ale wytężam wyobraźnię i ... chyba wiem, o co Ci chodzi ;)
  • Infernus
  • 24/09/2017 00:20
  • Nie pocieszylas mnie :) za to portal jest jak zimny prysznic - w pozytywnym tego słowa znaczeniu...
  • introwerka
  • 23/09/2017 23:38
  • Infernus - na to nie licz, Poczekalnia jest jak walizka albo dziecko - co włożysz, to wyjmiesz ;)
Ostatnio widziani
Gości online:33
Najnowszy:Moe
Wspierają nas