Mój sąsiad nie żyje. - fetfrumos
Proza » Obyczajowe » Mój sąsiad nie żyje.
A A A
Od autora: Mój prozatorski debiut na tym portalu.

Był dla mnie bliski. Mimo, że w gruncie rzeczy za nim nie przepadałem. To jednak za mało. Kiedy zmarł, narodziła się we mnie znowu, ta przedziwna chęć powoływania do życia czegoś, co mógłbym spokojnie zamordować zapomnieniem. Tak na prawdę nie przeżyłem tego tak mocno, jak można by wnioskować ze słów, które powstaną na miejscu na miejscu pustych jeszcze stron.

Nie poczułem nic. Nawet wtedy ,gdy podglądając przez okno, jak sanitariusze wynoszą go siedzącego na wózku, w jego ostatnią za życia podróż do szpitala. Pomyślałem wówczas, że to już koniec i tak też się stało. Ale było to poprostu normalne zjawisko, jak nagły, niespodziewany deszcz w środku gorącego dnia. Chyba tak już musiało być. No bo co można poczuć, obserwując niespodziewane zjawisko? Można się jedynie bezwiednie przyglądać. Wnioski wyciągane są dopiero później. I wtedy w kuckach, ukryty za szybą, wystawiając na zewnętrzny świat jedynie czoło i oczy, po prostu patrzyłem, jak wynoszą mojego umierającego sąsiada. Dziś nawet już nie pamiętam, jakie słowa padły z moich ust. Coś przecież mówiłem. Cóż, tak bywa z pamięcią. W ten oto sposób pożegnałem człowieka, którego znałem przez całe życie i nie zdążyłem poznać. Wyniesiono go i to w gruncie rzeczy na tyle. Kiedy ambulans odjechał nie działo się już nic specjalnego. Tkwiąc w tej pozie, nie byłem w stanie dostrzec, czy poruszyły się firany w oknach innych domów, choć jestem o tym święcie przekonany. 

Dopiero po pogrzebie, pojawiły się w mojej głowie pytania bez odpowiedzi. Są rzeczy, które długo w nas dojrzewają, aż w pewnym momencie zostają zrozumiane. Albo i nie. Nie lubię przechowywać takich kwestii w sobie zbyt długo. Zastanawiam się jednak, co myślał patrząc na swój dom po raz ostatni? Czy w tym stanie, był w ogóle świadom otaczającej go rzeczywistości?

Ciężko było mi uwierzyć, że ten facet o aparycji i sposobie bycia kowboja, w drodze do karetki postanowił się poddać. Wszystko to ze względu na charyzmę, którą emanował. Przez to budził we mnie zawsze pewien lęk. Był jak jeden z tych obrońców słusznych praw, których wszyscy oni strzegą. Nieprzejednany, niepokorny, sam przeciwko wszystkim. Żyjąc trochę na bakier z zastanym światem i jego zasadami. A przynajmniej lubiłem to sobie tak wyobrażać. Po prostu "Pańcio", jak sam siebie nazwał w trakcie legendarnych już monologów, prowadzonych do swojego psa.

Genezą powstania tego pseudonimu, był jeden z wyrwanych z kontekstu cytat, który padł podczas któregoś deszczowego dnia. "Pestol piesku, Pańcio się deszczu nie boi". Któż inny byłby w stanie w tak czuły i zwięzły sposób, wlać w struchlałe psie serce, tyle otuchy i odwagi. Uzbroić go na resztę życia w tarczę, chroniącą go przed nieubłaganym żywiołem. Można powiedzieć, że od tamtej chwili, stał się dla mnie autorytetem w sprawach człowieczo-pieskich. 

Pestol i Pańcio byli zresztą nierozłączni, jak: Yin i Yang, Pat i kot, czy Flip i Flap. Ubolewam, że lwia część tej, skądinąd prostej mądrości życiowej przekazywanej Pestolowi, nigdy nie została spisana. Sąsiad miał także swój wkład w moją muzyczną edukację. Wakacje moje dzieciństwa, upłynęły mi przy dźwiękach Budki Suflera, puszczanych na cały regulator. Ta klasyka polskiego rocka, musiała mnie oczywiście ukształtować i otworzyć mi uszy na prawdziwą muzykę. Szczególnie zapamiętałem utwór pt. "Znowu w życiu mi nie wyszło". Dodatkową nagrodę za te muzyczne lekcje, były sarkastyczne uwagi mojego ojca. 

Wracając do przeróżnych prawd i ich kultywatorów. Przez pewien czas Pańcio, praktywkował głównie alkoholizm. I jak w takich przypadkach bywa nigdy nie wiadomo, czy była to manifestacja własnej, niczym nieskrępowanej osobowości, czy bardziej eksperyment, który wymknął się spod kontroli. Obserwowanie tego procesu nastoletnimi oczami, było z początku nawet fascynujące. Ten lokalny kowboj zamieszkał na jakiś czas, w rozbitym tuż przy naszym płocie, niskim zielonkawym namiocie. Podobno sypiał w nim z Pestolem, cóż bardzo możliwe. Ja zaobserwowałem tylko wystające z wnętrza nogi sąsiada. Potrafił również z właściwą sobie, szorstką klasą, oddawać mocz stojąc na balkonie. 

Wydaje mi się i przypuszczam, że i on tak wówczas sądził, był wtedy na czymś w rodzaju fali wznoszącej. Fala ta, jakiś czas później poniosła go wprost na kurację odwykową. Powrócił stamtąd z wszywką. Od tamtej pory musiał zmienić hobby. On i alkohol, stali nagle po przeciwnych stronach barykady, a dawni koledzy stali się "menelami spod sklepu". 

Ja dorastałem, a Pańcio choć brzmi to niegrzecznie, starzał się. I nagle spod tej, niby przyklejonej na stałe czapki, zaczęły wystawać siwe włosy. To wyjątkowa podłość, że na tym przyjęciu, ktoś musi nagle wstawać od stołu i szykować się do wyjścia. Jedno jest niezaprzeczalnie prawdą. Chciałbym się mylić. Chciałbym żeby pomimo tej, niezbyt  długiej kompilacji zdarzeń, którą noszę w pamięci okazało się, że wiem o nim mniej niż przypuszczałem. Chciałbym móc dowiedzieć się, że w ukryciu przede mną, był laureatem prestiżowych, wielkodusznym filantropem, czy naukowcem pracującym w zaciszu swojej piwnicy, nad lekarstwem na raka. 

Teraz wiem, że nie sposób wystarczająco poznać, swojego sąsiada. Wiem, że miał na imię Wiesław.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
fetfrumos · dnia 17.02.2017 09:57 · Czytań: 148 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 4
Komentarze
Bellona dnia 17.02.2017 14:37 Ocena: Świetne!
Szkoda ze twój tekst znalazł sie w dolnej pólce, jest bardzo przyjemny. Przeczytałam nie odrywając nawet raz moich oczów od monitora i uśmiechając sie jak przygłup od momentu gdy sie dowiedziałam ze sąsiad nazywał siebie Pańcio, i miał ciekawe relacje ze swoim psiakiem.
Ciesze sie ze zaintrygował cie swoim życiem mimo że nie było aż tak zwariowane czy inspirujące jakbyś chciał aby było. Ale przesłanie zostaje, każdy z nas ma wpływ na innych i żadne życie nie jest bez sensu, wiec zróbmy co możemy chociażby miałoby to byc odgrywanie budki suflera ;)
fetfrumos dnia 17.02.2017 17:37
Dzięki za czytanie Bellona. Cieszę się, jak diabli, że się podobało :). Tak, sąsiad miał na mnie niebagatelny wpływ, jak widać. Minęło już tyle czasu, a ja nadal nie mogę się pozbierać.
Bernierdh dnia 17.02.2017 21:32
Cytat:
Nawet wtedy ,gdy podglądając przez okno, jak sanitariusze wynoszą go siedzącego na wózku, w jego ostatnią za życia podróż do szpitala.
Jakoś wgl nie brzmi mi to zdanie. Usunąłbym "gdy" albo zamienił na "gdy podglądałem". Chwilę później masz też dwa "niespodziewane" bardzo blisko siebie.
I być może jest tego więcej, ale wciągnąłem się i przestałem zwracać uwagę. To dobra historia, samo życie, które bardzo ciekawie obserwujesz. Refleksje, które wzbudziła w tobie śmierć Pańcia nie są może zabójczo oryginalne, ale są twoje, czyste, nie pod opowiadanie, a jeśli jednak, to ja i tak w nie uwierzyłem. Ten tekst brzmi szczerze, tworząc przy tym ten fajny, znajomy nastrój. Czytając, myślałem o swoich sąsiadach, swoich obserwacjach i poczułem więź z twoimi odczuciami. Podobało mi się.
Pozdrawiam serdecznie :)
fetfrumos dnia 18.02.2017 13:39
Dziękuję serdecznie Berniedh :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Aronia23
26/03/2017 23:43
Maurycy, śliczną baśń ułożyłeś. Podałeś pierwsze nuty, ja… »
alos
26/03/2017 23:35
Nie znam się za bardzo na villanellach. Może rzeczywiście… »
bruliben
26/03/2017 23:33
Ta rozciągnięta wersja rzeczywiście zadziałała. Zagęściła… »
alos
26/03/2017 23:29
Elegancko, sięgnęłaś Introwertko do źródeł piękna, skrytego… »
alos
26/03/2017 23:23
Ładny wiersz, ale w drugiej cząstce jest jakiś nadmiar, to… »
alos
26/03/2017 23:14
Dzięki za podzielenie się ciekawymi refleksjami. Pozdrawiam… »
Niczyja
26/03/2017 22:36
Piękny wiersz, hopeless:) Nic więcej nie chcę i nie muszę… »
gabi
26/03/2017 22:12
No cóż – masz prawo do wyrażenia swojego zdania. Polemikę z… »
Opheliac
26/03/2017 21:28
Zgodzę się zdecydowanie z Wiktorią. Przyznam, że nawet… »
Opheliac
26/03/2017 21:12
Hope, jak zwykle z dużą przyjemnością czytam i odbieram Twój… »
Opheliac
26/03/2017 21:00
Oj, bliski Ci jest motyw lata, ale to dobrze, bo to bardzo… »
Opheliac
26/03/2017 20:53
A u mnie z kolei czcionka jest nienaturalnie duża, hm ;)»
aleksander81
26/03/2017 20:21
Miałem napisać już wczoraj, ale niestety nie znalazłem czasu… »
KoRd
26/03/2017 20:00
Dzięki za komentarz :O Z tej " historyjki" to… »
Jacek Podgorski
26/03/2017 19:50
Jej, jaki to ciepły i silny wiersz! »
ShoutBox
  • wiktoria
  • 26/03/2017 23:50
  • A ja właśnie przeczytałam, ze to fake news i Tina żyje. Ostatnio tez czytałam o śmierci Wojewódzkiego, ktory ma sie całkiem dobrze. Moze lepiej nie wierzyć tak szybko we wszystko co piszą w sieci?
  • Niczyja
  • 26/03/2017 22:18
  • Dziś, co ja robiłam dziś ok 19? Nie pamiętam. Dlaczego najważniejsi, najlepsi odchodzą? Leonard, Michael, teraz Tina. Po nich będą płakać miliony. Już płaczą. Kap, kap, kap...
  • Aronia23
  • 26/03/2017 22:11
  • Miała wylew, od paru dni była w szpitalu - lekarze naprawdę robili wszystko, aby Ją uratować. Niestety. Zmarła ok 19: 00, naszego czasu. Takie Niczyjko jest życie. Kogosie w drodze. Hej
  • Niczyja
  • 26/03/2017 21:58
  • Naprawdę? Bardzo ją lubiłam, zawsze. Wielka szkoda... [link]
  • Aronia23
  • 26/03/2017 21:20
  • Tina Turner nie żyje. Dla mnie zawsze będzie ikoną muzyki, czarodziejskiego głosu. Spoczywaj w spokoju, Tino.
  • mike17
  • 26/03/2017 20:21
  • No to powoli transferuję się na meczyk. Mam nadzieję, że nie będzie lipy :)
  • gabi
  • 26/03/2017 17:08
  • dziękuję Aronio za smacznego ale przede wszystkim za pomoc - udało się wkleić!!!
  • Aronia23
  • 26/03/2017 13:33
  • Smacznego Koleżanki. Przypomniało mi się przedszkole:hi, hi. "Mam 3 latka, 3 i pół, sięgam głową ponad stół. Mam fartuszek z muchomorkiem.Do przedszkola chodzę z workiem. SZybko zjadam z talerzyka.."
Ostatnio widziani
Gości online:16
Najnowszy:kertynager4