Miłość, na którą warto czekać - mike17
Proza » Miniatura » Miłość, na którą warto czekać
A A A
Od autora: Dokąd doprowadzić mogą człowieka meandry kochania? Czy każda miłość jest taka sama? Czym w życiu człowieka jest Przeznaczenie? Czy w końcu jesteśmy w stanie po latach odkryć tajemnicę, o której nie mieliśmy pojęcia? O tym wszystkim przeczytacie w mojej najnowszej opowieści. Zapraszam do wspólnej zabawy :)

 

                                

 
 
 
Pamiętam tamten lipiec, ciepły, czule pieszczący ciało, niezapomniany, jakże odmienny od reszty roku, kiedy musiałem drżeć każdego dnia o to, czy zdam do kolejnej klasy, a to ze względu na wagary i dziewczyny, z którymi chodziłem, mówiąc im, że każda jest tą jedyną.
Lubiłem je często zmieniać, i jeśli nawet bliski byłem zakochania się, zrywałem, nie chcąc tracić okazji na poznanie tych, które, gdzieś w przestrzeni już na mnie czekały.
Nie było mowy o ustatkowaniu – o tym się nie myśli, mając zaledwie osiemnaście lat.
 
Choć byłem nieopierzonym młokosem, miałem na koncie wiele „strzałów w dziesiątkę”, bowiem naiwność dziewczyn, pojawiających się na mojej drodze równa była silnemu pragnieniu, by je jak najszybciej zaliczyć, z czym nigdy nie miałem problemów.
Każdy weekend oznaczał nowe znajomości, przygodny seks, morze wypitego alkoholu.
A poniedziałki powrót do szarej, pieprzonej rzeczywistości, do szkoły, której szczerze nienawidziłem, bo coś mi ciągle kazano, coś bezceremonialnie narzucano, a jako wolny duch buntowałem się przeciwko temu, i choć miałem całkiem niezłe stopnie, każdy z nauczycieli starał się mi dokopać, nie mogąc znieść ognistych narowów mojego indywidualizmu.
 
I w końcu nastał lipiec, tamten lipiec, ten, którego już nigdy z żadną nie powtórzyłem, bo najważniejsze rzeczy w życiu dzieją się tylko raz, i ja wówczas miałem swoje pięć minut.
A gdy po latach wspominałem ten czas, uśmiechałem się pod nosem, sącząc whisky, że jednak w życiu nie ma miejsca na przypadek, takie zjawisko po prostu nie istnieje – jest tylko to, co niegdyś zapisano nam w gwiazdach, scenariusz, którego karty poznamy tak czy owak.
 
Nie mogłaś tego widzieć, Alice, kiedy przypinałem łódkę łańcuchem do pomostu.
Tego dnia pobiłem swój własny rekord pływacki, i jakoś mi się udało.
Byłem okrutnie skonany, bo upał tego dnia był morderczy, a ja nie zabrałem czapki.
Jednak szczęśliwy ruszyłem łąką w kierunku naszego domu, stojącego wśród sosen na działce, którą kiedyś kupił ojciec od pewnego kowboja, zamierzającego wyjechać do Australii, i kiedy tak szedłem wesoło gwiżdżąc, ujrzałem ciebie, jak szłaś z naprzeciwka.
Zagadałem, i tak to wszystko się potoczyło.
 
Nagle coś się zmieniło, coś bardzo ważnego: nie oddałaś mi się, a ja nie napierałem, by cię mieć, bo szeptało mi w głowie, że tym razem będzie inaczej, coś pójdzie innym torem.
Mówiłaś:
- Potrzebny ci dowód miłości?
- Jasne, że nie – odpowiadałem niezbyt szczerze.
- Co ty masz w sobie, że…
- Że teraz tu jesteśmy razem?
- Właśnie. Że będę o tobie myśleć dziś wieczorem tuż przed zaśnięciem. Ja nigdy…
- Ja też – skłamałem.
- Jesteś moim pierwszym mężczyzną. I wiem, że cię nie zostawię. I że ty mnie nie opuścisz. A ta chwila sama nadejdzie. Oboje to poczujemy.
- Tak, Alice, tak będzie, bo byliśmy sobie pisani. Życie nie uznaje zbiegów okoliczności.
- Wiem, że ci na tym zależy. Wam zawsze zależy, by to dostać od dziewczyny.
- Bo to jest miłość.
- Niedługo wyjeżdżam. W tym pensjonacie pracowałam tylko w wakacje. Miała tu być moja koleżanka, ale złamała nogę. Takie zastępstwo. Pojutrze wracam do domu. Mieszkam w górach. Jestem tam kelnerką w pewnym, dużym hotelu. Czy ty myślisz to samo, co ja?
- Tak. Przyjadę. Nie możemy tego tak skończyć. To się dopiero zaczęło.
- Kocham cię, Mike.
- Będę, Alice, jak najczęściej. Starzy dadzą mi kasę na pociąg i jedzenie. Jak im powiem, że się zakochałem, zrobią dla mnie wszystko. To porządni ludzie, mądrzy i wyrozumiali.
 
Kiedy brnąłem przez zaspy, idąc z dworca kolejowego do wynajętego u twojej rodziny pokoju, wybiegłaś mi radośnie na powitanie: całowaliśmy się długo i namiętnie, jakby za chwilę świat miał się rozpaść na milion mało istotnych kawałków.
Nie rozpadł się jednak – był nasz, wtedy, w styczniu, kiedy przyjechałem w góry na tydzień, by cieszyć się tobą, nie licząc na nic, bo potrafiłem już przyznać się przed samym sobą, że to miłość, tak, tym razem naprawdę, to nie gra, nie bezrozumne wykorzystanie, to kochanie, za które w tamtym momencie oddałbym życie.
- Moja… - szeptałem, kiedy padliśmy razem na śnieg, śmiejąc się ze szczęścia. – Moja…
 
I każdego dnia musiałem czekać aż skończysz pracę, by cię znów ujrzeć.
Do piątej po południu wałęsałem się po okolicy, zwiedzałem miasteczko, kupowałem pamiątki i odliczałem godziny do chwili, kiedy znów poczuję smak twoich ust, znów spojrzę w oczy, mówiące mi, że my przetrwamy wszystko, że nie można oszukać przeznaczenia.
 
Pewnego, styczniowego wieczoru oddałaś mi się – byłaś dziewicą.
Dziś, kiedy spisuję te słowa, wciąż mam przed oczyma Alice i jej piękne ciało, uśmiechniętą twarz i słodkie słowa, zapewniające mnie, że raj na ziemi to nie fikcja, to cud nad cudami..
 
Potem zaczęłaś pisać do mnie listy.
Otrzymywałem je co trzeci dzień, płomienne i nieokiełznane twoim kochaniem.
Całowałem je i patrzyłem na szlachetny charakter pisma: tak mogą tylko ludzie wyjątkowi, a za taką cię zawsze uważałem, i im rzadziej się widywaliśmy, tym bardziej cię pragnąłem.
Dziwnym trafem miałaś dużo pracy: ponoć pracowałaś za innych, którzy byli na zwolnieniach, na urlopach macierzyńskich, szef cię nagle awansował, więc nie mogłaś już znaleźć w tym miejsca dla mnie, tak jak kiedyś – teraz termin spotkania wciąż był tajemnicą.
 
Spotkaliśmy się jeszcze w marcu i potem zapadła głucha cisza: przestałaś pisać listy, a ja uznałem, że to koniec, że nie mogę walczyć o ciebie, skoro ty tego nie chcesz, bo nic gorszego nie może zdarzyć się mężczyźnie jak proszenie o miłość – choć wewnątrz umierałem, nie zrobiłem nic.
Czułem gorycz końca, miałem pewność, że gdzieś tam daleko wydarzyło się coś, co zdmuchnęło płomień naszego małego kochania – a może przygodę pomyliłem z miłością?
 
Skąd mogłem wtedy wiedzieć, że to ty wpiszesz się do księgi mego żywota na zawsze?
Nie tak, jakbym tego chciał, ale nieodwracalnie.
Choć Los miał niebawem z nas zakpić, my, nierozłączni na swój sposób, zagraliśmy mu na nosie.
 
Pewnego dnia w lipcu znów pojawiłaś się na łące przed naszym letnim domem, z dużym, czerwonym plecakiem i piękną, nową fryzurą.
Machałaś do mnie, kiedy spływałem z jeziora z wędkowania.
Czas można cofnąć?
Tak wtedy pomyślałem, jakże jednak się myliłem…
 
Tego dnia była w pensjonacie zabawa: chciałaś, bym z tobą poszedł.
Prosiłaś tak, że cały cierpiałem wiedząc, że będę musiał ci odmówić, bo widziałem, że zależy ci, by się ze mną pokazać, by w ogóle pokazać się z kimś przystojnym.
Nie miałem ochoty, zbyt wiele czasu spędziłem na wodzie, by mieć jeszcze siły na tańce.
Prosiłaś, ale ja byłem nieugięty – mówiłem, że możemy zabawić się w domu, zagram na gitarze, pośpiewamy i będzie naprawdę sielankowo, tak mało przecież trzeba do szczęścia.
Nie słuchałaś.
- Ty chamie… - wysapałaś i wybiegłaś, zabierając swoje rzeczy.
Kiedy potem pobiegłem za tobą, zauważyłem, że wchodzisz do lokalu, gdzie miała odbyć się zabawa, a obok tłoczy się grupka kolorowo wyglądających młokosów i panienek.
Przez chwilę nie miałem pojęcia, czy wracać do domu, czy też pociągnąć tę sytuację.
Wybrałem jednak tę drugą opcję – w końcu znów miałem cię blisko, znów na wyciągnięcie ręki, choć ta okazała się za krótka.
 
Nie wiem do dziś, jak to przed sobą wytłumaczyć, ale podszedłem do baru i wszystkim, co zrobiłem owego wieczora w pensjonacie było picie na umór.
I patrzenie, jak Alice tańczy z coraz to nowym partnerem, namiętnie, ogniście, jak kiedyś ze mną, ale nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki i mnie to miało spotkać tej nocy.
 
Kiedy jeden z nich zaczął się całować z nią na środku sali, nie wytrzymałem i podbiegłem.
Prosty w nos wywołał fontannę krwi i dzik szał u mego rywala: kiedy jednak powtórzyłem, usiadł jak osioł na parkiecie i wycierał koszulą spłaszczonego nochala.
Ona objęła go czule i podniosła.
Potem odeszli, ale mnie coś kazało iść za nimi.
Choć ledwie rozumowałem, ten incydent szybko wprawił mnie w trzeźwość umysłu, by po chwili wyostrzyć me zmysły – byłem tej nocy gotów na wszystko, bez względu na konsekwencje, bo są chwile, kiedy los jest w naszych rękach, kiedy prawda jest tuż obok.
 
Po kwadransie byłem pod tym namiotem, schowany za krzakami bzów.
Słyszałem tylko miarowe sapanie osiłka oraz ostre jęki Alice.
Nie chciało mi się tam być, gdzieś niedaleko, wyrzygałem się.
 
Czy dwadzieścia trzy lata to dużo czy mało?
Czy przeszłość może na nowo stać się przyszłością?
Czy po latach jesteśmy tymi samymi ludźmi?
 
Los to cwany, przewrotny gracz.
To, co z nami robi, przechodzi wszelkie pojęcie.
A walka z nim?
To jak zatrzymać kijem od szczotki bieg Missisipi.
 
- Panie Mike, czy weźmie pan udział w tym wyścigu kolarskim? – spytała mnie moja asystentka Florence, urocza panna o zmysłowym mentalu i stylowych okularach.
- Jasne, mała, dam im tam czadu, choć ze mnie kolarz jak z tyłka saksofon.
- Och, panie Mike, pan jest… och… pan to wygra!
- A pewnie, i zwycięstwo zadedykuję tobie, cieszysz się?
- Kurcze, ojej!
- To już dwadzieścia trzy lata, odkąd nie byłem tam.
- Gdzie?
- W tej górskiej mieścinie. Tam jest ten wyścig.
- To dobrze czy źle?
- Nie wiem. Wiesz, Florence, czasem rozum w zderzeniu z intuicją przegrywa z kretesem.
- Pan jest taki mądry...
 
Starałem się, jak mogłem i w końcu wygrałem ten wyścig – ja, amator, ale czynnie uprawiający sporty, więc może tu należało szukać tajemnicy mej wygranej.
Kiedy dojechałem do mety, zszedłem z roweru i padłem na ulicę – ledwie dyszałem.
Nade mną armia dziennikarzy robiła zdjęcia i namawiała do udzielenia wywiadu.
Byłem wypluty, ktoś podał mi wodę i dzięki temu jakoś zacząłem wracać do siebie.
Twarze niemile falowały, a ja naprawdę miałem tego wszystkiego szczerze dość.
Jakże marzyłem wtedy o wannie z bąbelkami i o schłodzonym, niemieckim piwie.
 
- Mogę prosić pana o autograf? – usłyszałem nagle pytanie.
Z trudem dźwignąłem się tylko po to, by zobaczyć ją, moją Alice - była, istniała.
Stała nade mną i uśmiechała się, jakby nigdy nic, jakby zły los nie wszedł między nas, wtedy, tamtego lata, gdy coś poszło nie tak, kiedy może i my śpiewaliśmy wspólną piosenkę fałszując…
 
Kiedy potem szliśmy alejką pełną bzów, znów patrzyłaś mi w oczy jak wtedy, w lipcu, kiedy nasze serca znalazły klucz, lecz coś się zmieniło: teraz byliśmy spokojniejsi, już nie spragnieni pocałunków, wystarczyły słowa cicho szeptane nad górskim potokiem:
 
- Dlaczego? – zapytałem.
- Byłam głupia, za głupia na ciebie. To ty miałeś rację. Chciałam się popisać, że mam przystojnego chłopaka, z miasta.
- To ja byłem głupcem. Miałem cztery żony. Żadna nie dała mi tego, co ty wtedy. Nawet nie mam z nimi dzieci. Oszukiwałem sam siebie. Alice, my kochaliśmy się tylko raz, jeden, jedyny, wtedy, kiedy…
- Mike, nie wiem, czy po latach jesteś na to gotów.
- Na co?
- Na prawdę.
- Słucham.
- Pamiętasz mój telefon, ten jedyny, wtedy, ponad dwadzieścia lat temu?
- Tak, to było w Wielkanoc.
- Zgadza się. I czy pamiętasz, co ci wtedy powiedziałam?
- Że się trochę zmieniłaś. Musiałem szybko kończyć, bo ojciec wrócił do domu.
- Dobrą masz pamięć, ale czy wiesz, co to miało znaczyć, to zmienienie się?
- Nie mam pojęcia.
- Caroline.
- A kto to?
- To nasze dziecko. Z Pablo związałam się tylko dla kasy. Zresztą uwierzył, że córka jego. Znałam go kilka tygodni przed tobą, to kierownik w naszym hotelu. Ale nie on dostał moje dziewictwo. Pamiętasz tamten lipiec? I nasze noce, choć jeszcze mnie nie miałeś. On był nikim. Zresztą niedawno zmarł na raka. Nie mogłam kochać cię na odległość.
- To perfidne.
- Nie, to ludzkie. Nie kochałam go, nie można kochać dwóch mężczyzn jednocześnie. Nie oceniaj mnie, proszę. Znam smak tego ciężaru. Lęków, smutku. Zakłamania. Mokrych od łez poduszek. Bólu duszy, która łkała za czasem, który mógł dać radość, nie dał nic. Mam od miesięcy zły sen. Wierzysz w sny? Śni mi się, że mam wypadek, zabija mnie samochód, a potem uśmiechnięty Jezus przychodzi i podaje mi rękę. I idę jasnym tunelem, a po obu stronach stoją ci, którzy kiedyś byli mi bliscy. I mówią: „Alice, jak miło cię widzieć, życie to oszustwo, to byle co. Marny początek…”
- Czy ją poznam?
- To ona chce poznać ciebie. Nawet nie wiesz jak bardzo.
- Kiedy?
- Wkrótce.
 
Alice, pozostałem w tym górskim miasteczku jeszcze bardzo długo.
Sama wiesz, że nie mogło być inaczej po tym, co mi powiedziałaś.
Mieszkałem u Johna Browna, słynnego, lokalnego łowcy łososi.
Wieczorami sącząc trunek, snuł opowieści o swoich wielkich połowach.
Starałem się stać z boku, nie przyspieszać przebiegu wydarzeń.
Nie chciałem wyjść na kogoś, kto napiera, kto pojawił się znikąd i chce rozdawać karty.
 
I nadszedł ten dzień jak złodziej, jak zmora, która nigdy nie powinna była się pojawiać.
Akurat szedłem po zakupy, kiedy ujrzałem kątem oka, że ktoś pędzi główną ulicą i to mocno mnie zaniepokoiło – jak to możliwe, by w biały dzień rozwijać taką prędkość w mieście.
Kochanie, miałaś czerwoną chustkę na głowie, żółte buty i zielony płaszcz.
Niosłaś w rękach siatki i spokojnie weszłaś na jezdnię.
Z daleka widziałem pewność w twoich ruchach, utrwaloną latami powtórzeń.
Wtedy to się stało – samochód zmiótł cię z ulicy, a ciało uderzyło w sąsiedni budynek.
Po chodniku rozsypały się beznadziejnie pomidory…
Spod głowy wypłynęła obficie krew.
Z ciała uszło życie, jakże łatwo, jakże trywialnie, jakże bezdusznie.
Kiedy go dopadłem, biłem do utraty tchu, potem policja mnie odciągnęła.
Rano byłem w domu, bez zarzutów, bez poczucia, że zrobiłem coś złego.
W sercu miałem ranę – śmierć zawsze będzie śmiercią, i tego się nie przeskoczy.
 
Lecz czemu po latach Los przeciął naszą nić?
Czemu, kiedy mogliśmy zacząć wszystko od nowa, wszystko rozpadło się jak domek z kart?
Dlaczego, kiedy chcemy dobrze, wychodzi źle?
 
Potem nadszedł ten dzień, który był mi pisany dawno temu w gwiazdach.
Bardzo długo czekałem na niego, długo, bowiem ta śmierć wisiała między nami jak mur, który z biegiem czasu malał, by w końcu zrównać się z poziomem ziemi – wtedy, gdy ból nieco odpuścił, doszło do tego, do czego miało dojść, choćbyśmy się przed tym bronili.
Bo i ona, i ja już wiedzieliśmy, że z tej drogi już się nie cofniemy.
To pragnienie było silniejsze niż cokolwiek innego, tylko ono się wówczas liczyło, tylko tym żyliśmy, jako że podobne rzeczy dzieją się raz w życiu lub nigdy, i wtedy był nasz czas.
Czasem w śmierci rodzi się nowe życie, czasem tak właśnie jest.
Czyżby w naszym przypadku tak akurat było, czyżby to, co miało nastąpić, było tym, na co czekaliśmy całe życie, nie wiedząc, że tak jest, że do tego punktu dojdziemy, bo jest to nam pisane: „Waszą księgę życia pisała mocna ręka, z niezwykłym rozmachem…”
 
Siedzieliśmy w „Zielonym Skorpionie”, i rozmowa płynęła dość spokojnie.
Domyślałem się dlaczego, co jakiś czas kładła głowę na moim ramieniu.
Znaliśmy się przecież tak krótko, lecz oboje byliśmy radośni i wpatrzeni w siebie.
Gładziła moją dłoń, dotykała policzków, widziałem, że żyła tą chwilą, której przecież mogło nigdy nie być, a jednak zaistniała, by dać nam to, czego Los dotąd dać nie chciał.
Mieliśmy tylko siebie, już tylko siebie, tak wiele.
Caroline powiedziała:
 
- To nieważne, że przez te lata nie było cię przy mnie. Nawet nie wiedziałeś o moim istnieniu. Był ktoś inny, ale nie kochałam go ani minuty. Mama powiedziała mi, że to obcy człowiek. Nie wiem, co jest w tobie, ale ci zaufam. Masz takie jasne, dobre spojrzenie, ciepły głos.
- Jestem twoim ojcem – odparłem.
- Będziesz moim ojcem. I nie zepsuj tego, dobrze? – uśmiechnęła się.
- Dobrze, kochana, postaram się, ale bądź wyrozumiała – to mój debiut.
- Czułam, że gdzieś istniejesz. Ty, mój jedyny, wymarzony, najdroższy, że nadejdzie taki dzień, kiedy staniesz przede mną i reszta potoczy się już sama – ciągnęła z czułością w głosie.
- I ja miałem myśli, że może, gdzieś tam, mam kogoś. Ale nie czułem, kim ten ktoś jest.
- Że nie jestem sama. Jakieś dobro, jakieś ciepło, czujesz?
- Nie wiem, jak ci to powiedzieć, ale często łapałem się na przekonaniu, że pewnego dnia kogoś poznam. Kogoś, kto zmieni bieg mojego życia, da radość, da poczucie spełnienia. Ten ktoś nadejdzie jak wiosna, jak letnia bryza od morza, i na zawsze pozostanie – powiedziałem, obejmując ją ramieniem.
- Mamy dużo czasu, by się poznać. Z jak najlepszej strony. Rozpocząć wszystko na nowo.
- To jak przepiękne olśnienie.
- Jak odkrycie skarbu, który czekał, by go odkryto.
- I nie wypuścimy już tego z rąk, prawda?
- Tak.
- Jutro zabiorę cię na ryby. W miejsce jak z bajki. Stanie się naszą przygodą. Na zawsze. Zdjęciem w sercu, które nigdy nie wyblaknie. Spędzimy tam może dwa, może trzy dni, tylko ty i ja. I strumień w okolicach Spooky River. Dostojny, spokojny, wielobarwny. Wezmę namiot, narąbię drewna, rozpalimy ognisko, mam świetne wędki, upieczemy pstrągi, kupię dużo dobrego wina. Będziemy gadać do białego rana o czym zechcesz. W radio będzie śpiewał Johnny Cash, znam taką dobrą stację. Mają tam fantastyczne country. Śpiewają tylko o kochaniu, o takim, co nigdy nie umiera. Cofniemy po swojemu czas, Caroline, bo wierzę, że jeśli się tego bardzo pragnie, to staje się możliwe. Mamy już klucz do tych drzwi.
- Nawet nie wiesz, ile lat czekałam na te słowa.
- Na jakie?
- Ty wiesz.
- Domyślam się.
- Nawet nie wiesz, ile mam ci do powiedzenia.
- Spakuj się.
- Jasne, tato.
- Nawet nie wiesz, ile ojciec chce ci powiedzieć, córeczko.
 
 

 
 
3 lutego 2017
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mike17 · dnia 21.02.2017 11:22 · Czytań: 1306 · Średnia ocena: 4,33 · Komentarzy: 52
Komentarze
Krzysztof Konrad dnia 21.02.2017 12:44 Ocena: Bardzo dobre
Kilka chwil się zastanawiałem, czy aby na pewno skomentować to w taki sposób, który rzucił się w moje myśli za pierwszym razem. Choć pewnie od głównego bohatera - może nawet Ciebie - dostałbym za to w mordę, to i tak powiem Ci, że dawno nie słyszałem o tak niedojrzałej osobie. Tupet miała w sobie nawet wtedy, gdy rzekomo opowiadała o swoich złych snach, czy łzach, którymi nasączała poduszkę. Jak można postawić obok siebie zdania ,,On był nikim" ,,Zresztą zmarł na raka" - jaki by nie był?. Co działo się z nią przez te wszystkie lata? Cały czas, cały ten czas, była z facetem, którego nie kocha "dla kasy" nawet kiedy umierał? No i główny bohater wraz z jego życiem, które wręcz narażał. Ale dla kogo? Jak cholernie niewidoma jest miłość? Włączyłem ten tekst, by poprawić sobie humor. Bo nie idzie mi ostatnio pisanie, bo z pracą stoję w miejscu. Teraz czuję się dodatkowo sfrustrowany, oburzony i mam chęć przytulić moją kobietę. Bo jest, ale i nie jest. Jest dobra i nie jest - Alice.

P.S.

Zręczny z Ciebie facet, bo trzeba mieć dobre oko, żeby z tak wzniosłym stylem nie wlecieć na poletko kiczu. To dobry tekst, choć humor mam słaby. Pozdrawiam.
Ania_Basnik dnia 21.02.2017 12:46 Ocena: Świetne!
Mike, dzięki Tobie przeniosłam się w inny świat. Mistrzowsko oddałeś emocje głównego bohatera, ale też klimat wakacji. Już sam początek jakże jest smakowity :)
Cytat:
Pa­mię­tam tam­ten li­piec, cie­pły, czule piesz­czą­cy ciało, nie­za­po­mnia­ny, jakże od­mien­ny od resz­ty roku
jesteś mądrym twórcą, piszesz tak terapeutycznie, bo czyż nie jest tak, że słowa chciałoby się przyłożyć jak balsam na bolące miejsca? Przynajmniej dziś, tak odbieram Twoje opowiadanie
Cytat:
Czyż­by w na­szym przy­pad­ku tak aku­rat było, czyż­by to, co miało na­stą­pić, było tym, na co cze­ka­li­śmy całe życie, nie wie­dząc, że tak jest, że do tego punk­tu doj­dzie­my, bo jest to nam pi­sa­ne: „Waszą księ­gę życia pi­sa­ła mocna ręka, z nie­zwy­kłym roz­ma­chem…”
Ten fragment i wiele innych zawiesić można, jak sentencję nad łóżkiem. Chciałabym, aby było tak w życiu, jak w powieści, a tu po drodze tyle cierpienia.
mike17 dnia 21.02.2017 13:38
Dzięki wielkie, Krzysztofie, za dogłębny koment :)
To wielopłaszczyznowa opowieść, i jej częścią jest to, o czym napisałeś.
Chciałem ukazać odwieczne, patologiczne zjawisko pt. "Dziewczyna wyjdzie za bogatego, nawet jak go nie kocha, niż za biednego zakochanego w niej po uszy chłopaka".
Tak było, jest i będzie.
I ten upiorny "luz", z jakim mówi o swoim martwym mężu.
Nasz bohater źle ulokował swe uczucia, ale o tym, rzecz jasna, nie wiedział.
Gdyby nie zbieg okoliczności, czytaj - Przeznaczenie - nigdy nie dowiedziałby się o istnieniu córki.
On też zmarnował 23 lata na 4 żony i nic z tego dobrego dla niego nie wynikło.
Wciąż pamiętał Alice i to ona tkwiła cierniem w jego sercu.

Aniu,

Dziękuję za taki ogrom pięknych, wartościowych słów pod moim i opowiadania adresem :)
Chyba faktycznie piszę terapeutycznie, ukazując ludzkie charaktery od podszewki, błędy, jakie popełnia człowiek, i to, że zawsze można zawrócić ze złej drogi.
Wierzę bowiem w przemianę duchową człowieka.
I w to, że po burzy znów wychodzi słońce, dlatego moje kawałki zazwyczaj kończą się lepszym lub gorszym happy endem.
Nie lubię tragizmu i smutku w pisaniu, no chyba, że jest to droga do owego dobrego zakończenia, jak tu, gdzie Mike odnajduje po latach córkę.
Choć kto wie, czy nie związałby się z Alice, teraz, kiedy była wdową...

Pozdrawiam Was serdecznie i kłaniam się nisko!
Bellona dnia 21.02.2017 14:39
Miki znów udało ci sie !! Znów nie przegadałeś :) ale za to poruszyłeś nasze serca , no i rzuciłeś nam kontrowersyjny temat : stosunek Alice do jej zmarłego męża. Dziewczyna pogubiła się,bo zaszła w ciążę może czuła ze z tamtym chłopakiem nie uda sie jej. A może jej błąd tkwił wcześniej gdy mu się oddala. Mogli czekać mogli dorosnąć do założenia rodziny, to by jej nie popchnęło w desperacki krok który podyktowany był troską o swoje małe dziecko, walką o przerwanie. Miki mam wrażenie ze czasem wkładasz w usta swoich bohaterek słowa które chcą usłyszeć twoi bohaterowie, Alice mówiła mu ze on był tym jedynym i tamten człowiek którego miała za męża się nie liczył przez co skompromitowała sie w naszych oczach :) .
Super tekst, czyta sie z zapartym tchem na szybko, jak lubię.
Zapomniałam dodać ocenę a teraz już jest za późno. Świetne!
mike17 dnia 21.02.2017 14:54
Miki, Aniu, bardzo dziękuje za wizytę i konkretny koment :)
Jeśli chodzi o postać Alice, to nie wiem, czy była tragiczna, czy po prostu wyrachowana.
I nie wiemy, czy to, co powiedziała Mike'owi po latach było prawdą, skoro przed ponad dwudziestu laty grała "na dwa fronty", nawet utrata dziewictwa niewiele się miała do kasy, jaką dysponował nieznany rywal bohatera.
Jej życie nie było na pewno łatwe, z drugiej strony - żyć z gościem dla forsy, nie kochać go, i jeszcze wmawiać mu, że córka jego, to już trza mieć charakterek spod ciemnej gwiazdy.

A Mike?
Dla niego chyba czas stanął, choć nigdzie o tym nie wspominam - jest tylko sucha wzmianka o żonach i braku dzieci z nimi, co też o czymś świadczy.
On pamiętał Alice, i sądzę, że pomimo podłych słów z jej strony o byłym mężu, mógłby się z nią związać po latach - stara miłość ponoć nie rdzewieje :)

Dla mnie najważniejszą rzeczą jest odnalezienie córki.
I to jest to, co go mogło najlepszego po latach cienkich spotkać.

A love worth waiting for :)

Bardzo miło było mi Cię gościć, zapraszam znów za jakiś czas!
Lilah dnia 21.02.2017 15:42
Mike,
znowu mnie zaskoczyłeś swoją kolejną historią o miłości.
Mówią, że
Każda miłość jest pierwsza,
najgorętsza, najszczersza,
wszystkie dawne usuwa w cień.


ale to chyba nie jest prawdą. Zdarzają się takie, po których już się nie pragnie innych.

Ładnie napisane.

Pozdrawiam, :) Lilah
JOLA S. dnia 21.02.2017 15:59
Michale,

zgrabnie napisane opko i dobrze się czyta. Właśnie jestem po lekturze opowiadań konkursowych, Twój utwór to miła odmiana. Jako Autor panujesz nad zwartością fabuły, nad obrazowością i klimatem opowieści.
Miłość została naszkicowana z gracją i subtelnością, co jest plusem warsztatowym, ale nie bardzo mi pasuje do końca.

Chyba umiem kochać i kocham, ale o miłości pisać nie chcę, a raczej nie mam odwagi. Nie ogarniam tej delikatnej materii, więc należy uznać,że się nie znam.

Proszę, przyjmij to, co piszę jako subiektywny odbiór. :) :)

Serdeczności,

Twoja wierna czytelniczka

JOLA S.
mike17 dnia 21.02.2017 16:22
Lilu, jakże miło mi czytać Twój koment :)
Bardzo dbam o moich stałych Czytelników.
Chcę, by czytali coś, co ma jakąś wartość.
Nie jakieś pierdoły o niczym, ale tekst, który niesie jakieś przesłanie, ma mięsień, czyli jest po prostu o czymś.
O nas, ludziach, o tym, co niesie życie, szare, lecz nie zawsze - czasem potrafi być zbyt bujne.
O kochaniu, nienawiści, podaniu ręki na zgodę, przejściu duchowej przemiany, o przyjaźni i człowieczeństwie.
O to mi chodzi w pisaniu.

Ukłony ślę :)

Jolu,

Warto pisać o miłości, nieważne, ile lat się kocha i czy kocha się w ogóle.
Czemu piszę głównie o miłości?
Bo od 26 prawie lat mam tę samą kobietę, mam 25 letnią córkę-mężatkę z tego lata, i chyba mam prawo pisać o najpiękniejszym z uczuć.
Zwłaszcza że potrafię wcielać się w różne typy miłości - od patologicznej po idealną.

Jolu, każdy z naszych odbiorów pozostanie subiektywny.
Bo kto może rzec, że jest obiektywny?
Nie wiem, czy coś takiego istnieje.

W tym opku miłość nie jest piękna, jest zatruta jakby.
Bo ani Alice, ani Mike nie osiągają w niej spełnienia.
Chciałem pokazać ludzi, którzy przejdą przez życie, nie zaznając szczęścia.
Żyjąc w ersatzach, w jakimś marnym zakłamaniu, czasem w grze pozorów.

To miał być tragizm tych postaci, choć nic tragicznego nie napisałem.

Ale dopiero odnalezienie córki staje się prawdziwym, życiowym sukcesem Mike'a.
I miłością, na którą bezskutecznie czekał od lat.

Kłaniam się nisko!

Pozdrawiam Was, sącząc popołudniowe piwko :) i raz jeszcze dziękując za literacki nalot!
Pallas dnia 21.02.2017 21:15 Ocena: Bardzo dobre
Ciekawy teks jak zawsze. Podoba mi się to przeplatanie z "pamiętnikiem" tak odczułem użytą w tekście kursywę. Miłość niejedno ma imię, które może zawładnąć człowiekiem od pierwszego wejrzenia. Być z kimś dla pieniędzy i go nie kochać, a nawet nie szanować. Człowiek ten jest ubogi, ale co komu ma być pisane, to będzie. Jak to powiedział bohater nic nie dzieje się przez przypadek i pewnie ma racje, bo wszystkie nasze czyny, czy zjawiska, mają swoje konsekwencje, które obserwujemy. Tak samo tu po przez to, że wtedy się nie poznali bardziej, wybrali innych partnerów/partnerki, z którymi nie byli szczęśliwi. A poprzez to tamci ludzie nie mogli być szczęśliwi, nie odnaleźli swojej prawdziwej miłości.

Piotr :)
mike17 dnia 21.02.2017 21:38
Witaj, Piotrze, w tej krainie dziwnych uczuć :)
Nie lubię pisać jasno od a do z, lubię za to udziwniać moje historie.
By kochanie było pokręcone, by nie było z pogranicza normy.
I to jest tutaj.
Nie mamy standardu miłości - jeno coś, co jej nie przypomina.
I pokręcone losy ludzi, którzy weszli na niewłaściwe tory.
Bo i on, i ona, nie znaleźli szczęścia.
Dopiero po 23 latach mają szansę, ale...
I tu LOS zagrał na nosie.

Pięknym akcentem jest zjednoczenie ojca i córki.

To o czymś świadczy.
To o czymś mówi.

Bardzo Ci dziękuję za bycie z nami i za garść refleksji.

Pozdro!
Jaga dnia 21.02.2017 21:45
Mike,
bardzo miło mnie zaskoczyłeś tym, iż pamiętasz mój komentarz sprzed wielu lat. Jak widzisz, nie myliłam się :) Stałeś się sławnym i cenionym użytkownikiem portalu. Śmiało można nazwać Cię pisarzem, bo piszesz,publikujesz, masz wielu fanów i czytelników, a nie tylko myślisz o pisaniu. Gratuluję!

Każdy Twój tekst niesie ze sobą wartość dodaną. Nie zawsze taką, jakiej oczekujemy, ale zawsze daje nam inspirację do zastanowienia się nad życiem. Bardzo to cenię.

Tytuł „Miłość, na którą warto czekać” trochę mnie zmylił. Bohaterowie mnie zdenerwowali. Jestem zła na ich wybory, niedojrzałość i głupotę. Nie dało się ich polubić. Rozumiem ( a przynajmniej tak mi się wydaje), iż chciałeś pokazać złe wybory, tworzenie w głowie iluzji miłości oraz przegrane życie. To na pewno Ci się udało. Alice - do odstrzału. Nawet trudno jej współczuć. Ma się ochotę potrząsnąć ja za ramiona i powiedzieć: „Co ty mówisz?!Co ty robisz?!” Główny bohater bardzo niedojrzały i nieposkładany, zaślepiony mrzonkami o przeszłości może jeszcze się uratuje dzięki córce. Takie chyba jest przesłanie.
Zgadzam się, iż warto czekać na miłość. Oby tylko była miłością, a nie ułudą.
Dobrze, iż córka połączyła się z ojcem. Szkoda tylko tych przespanych 23. lat...

Mike,
dziękuję za świetnie napisany, wielopłaszczyznowy tekst. Niestety bohaterowie wkurzają czytelnika do bólu!

Pozdrawiam,
Jaga
mike17 dnia 21.02.2017 22:54
Witaj,Jago, pod tym tekstem o ludzkich wyborach :)
Nie były one łatwe.
Bohater stanął w miejscu, jeśli chodzi o kochanie - miał kilka żon i nic z tego nie wynikło.
Ta pierwsza weszła mu w krew i pozostała.
I kiedy miał szansę zacząć wszystko od nowa, LOS przeciął tę nić.

Potem córka.

I choć Alice nie była ideałem, jednak mógł ułożyć sobie z nią życie.

I te 23 lata... ktoś nawet tyle nie żył.

Tytuł jest nieco zmyłkowy, bo?
Miłość, na którą warto czekać, a ona co?
Nie daje nic.
Miłość, na którą warto czekać, a ona daje wszystko.

Uważam, że to, że Mike odnajduje córkę, jest w tym wszystkim największą wartością.
Sądzę, że dla normalnego mężczyzny takie przeżycie to szok i poczucie, że jest się mężczyzną naprawdę :)
Bo być ojcem, to być kimś.
To nie jest coś przeciętnego.
Sam to wiem.

Kłaniam się, Jago, i zapraszam do moich nowych kawałków :)

Ahoy!
Jaga dnia 22.02.2017 10:31
Cześć, Mike :)

Chciałabym, abyś minie dobrze zrozumiał. Tekst jest bez zarzutu. Ja się czepiam bohaterów. Ty ich bronisz. I to jest piękne, bo Twoje opowiadanie wywołuje emocje! Rozumiem, że są Ci bliscy- ja też bronię swoich bohaterów, bo jeśli ich tworzymy - wyrastają z nas, są częścią naszych uczuć, emocji itd.

Dlaczego tytuł zmyłkowy? Bo on nie czekał na miłość. On się na nią zamknął, a naprawdę warto czekać i dać życiu szansę. Ja wierzę, iż w dużej mierze jesteśmy kowalami swojego losu i choć mamy przeznaczone pewne zdarzenia i ludzi na swojej drodze, nie jesteśmy tylko bezwolnymi istotami, którymi targa Los. Piszesz, że bohater stanął w miejscu- jeśli chodzi o kochanie. To straszne, tym bardziej, że miał cztery żony! W domyśle można sądzić, iż zostały skrzywdzone (oszukane).
Tak, zgadzam się z Tobą, iż miłość rodzicielska to wielkie i piękne uczucie. Niestety on pominął cały okres, gdy dziecko wyrasta na dorosłego człowieka. To piękne, że zaakceptował dorosłą córkę, chciał być ojcem i odnalazł miłość. Smutne, iż tak późno, szczególnie dla Caroline, która w pewnym sensie dorastała w patologii ( jej matka nie kochała Pablo, a mimo tego tkwiła z nim w związku).

Piszesz: „Uważam, że to, że Mike odnajduje córkę, jest w tym wszystkim największą wartością. Sądzę, że dla normalnego mężczyzny takie przeżycie to szok i poczucie, że jest się mężczyzną naprawdę.” Zgadzam się tym w stu procentach.

Masz rację: „Bo być ojcem, to być kimś. To nie jest coś przeciętnego.” Po trzykroć "Tak" :yes: Podobnie jak być matką. Sama to wiem :)

Cieszę, Mike, że jesteś na portalu. Pisz, publikuj, a ja zawsze chętnie będę czytać. Mam Cię w ulubionych:)

Pozdrawiam ciepło,
Jaga
mike17 dnia 22.02.2017 12:13
Jago, kłaniam się nisko za ten piękny koment :)
W 100% się z Tobą zgadzam, tak samo czujemy, to piękne!
Każde słowo, jakie tu napisałaś, jest moim, wyjęłaś mi to z ust, przejrzałaś mnie i moje zamiary literackie w sposób idealny.
Bardzo się cieszę, że to opko zrobiło na Tobie takie wrażenie, ale w skrytości ducha zawsze liczę na to, że uda mi się poruszyć Czytelnika i zasiać w nim jakiś ferment.
Skłonić do refleksji, wzruszyć.

Kolejną rzecz jaka u mnie dość często występuje to to, że prawie nic nie mówię o bohaterach, ich przeszłość jest mglista, poznajemy ich w zasadzie tylko na podstawie ich czynów i z akcji, w jakiej biorą udział.
Lubię te niedopowiedzenia, bo czytający wiele może sobie dopowiedzieć sam.

Następna sprawa, to pisanie kadrami, jak w filmie - tu to zastosowałem w kilku miejscach.
Krótkie scenki, urywane, po nich następne.

Jago, raz jeszcze pięknie dziękuję za Twoje wyjątkowo mądre słowa, nawet nie wiesz, jak mnie cieszy wspólnota naszych poglądów, to po prostu wspaniałe!

Raduje się moje serce, że mogę takie słowa czytać, że są na portalu takie osoby jak Ty.
Będę pisał, i będę znów poruszał ważne sprawy i wielopłaszczyznowość historii na pewno pobudzi do refleksji i wprawi w zdumienie - tego właśnie pragnę.

To, że jestem u Ciebie w ulubionych uważam za wielkie wyróżnienie :)

Pozdrawiam z uśmiechem na twarzy :)
al-szamanka dnia 22.02.2017 17:35 Ocena: Świetne!
Michale, chyba Ciebie rozszarpię!
Zasugerowana tytułem doszłam do momentu...
Cytat:
- Ty cha­mie… - wy­sa­pa­łaś i wy­bie­głaś, za­bie­ra­jąc swoje rze­czy.

... a potem to już było tylko gorzej, a ja wściekałam się coraz bardziej.
Spodziewałam się jeszcze jakiegoś wyjaśnienia - nawet tumoru mózgu, który w pewien sposób tłumaczyłby odmienne zachowanie Alice.
Ale nic z tych rzeczy.
Cytat:
Z Pablo zwią­za­łam się tylko dla kasy.On był nikim. Zresz­tą nie­daw­no zmarł na raka.

O mój Boże, co za pogarda i chłód, co za druzgocząca obojętność!
I jak mógł Mike chcieć pozostać przy takiej kobiecie i nawet o niej myśleć...
Cytat:
Ko­cha­nie, mia­łaś czer­wo­ną chust­kę na gło­wie, żółte buty i zie­lo­ny płaszcz.

Jak mógł?
Czy nie zauważył, że nie potrafiła kochać, tylko kalkulować na zimno.
Myślę, że to Los postanowił go uratować, i że wypadek był nieunikniony, bo nikogo nie wynagradza się za brak człowieczeństwa.
I wtedy wkroczyła Caroline.
I zrozumiałam, że to była ta miłość.
Pięknie ją opisałeś, tak, jak powinno być, każde słowo świadcz tu o tej miłości.
No i jak to ja, rozpłakałam się.

Pozdrawiam bardzo ciepło :)

PS. A rozszarpania nie bierz sobie do serca, nie zrobię tego ;)
mike17 dnia 22.02.2017 18:57
al-szamanka napisał/a:
A rozszarpania nie bierz sobie do serca, nie zrobię tego

Wiem, Aldonko, że muchy byś nie skrzywdziła, a co dopiero swojego ulubionego autora :)
No więc było tak: chciałem pokazać wiele rzeczy w tej krótkiej miniaturze, także przewrotność i podłość kobiecą.
I to o tyle niezrozumiałą, że odrzucającą czystą, szczerą miłość dla kasy.
Mike nie miał o tym pojęcia, nie wiedział, że ma rywala.
Miałem w zamiarze napiętnowanie postaw damskich, kiedy panna wiąże się tylko dla forsy.
A to niestety nie jest rzadkie.
I bardzo smutne i nieludzkie.

I może LOS zainterweniował i był ten wypadek, może za zmarnowane życie Mike'a, który szukał pocieszenia w ramionach kobiet nie jemu pisanych?
I unieszczęśliwienie Caroline, która musiała żyć z niekochanym ojczymem, marząc całe swe młode życie o chwili, kiedy ujrzy swego ojca, dotknie go, pocałuje.

To była ta miłość, na którą warto czekać.

I zarówno Mike, jak i jego córka doczekali się spełnienia.
LOS pobłogosławił i dał ich sobie na zawsze.

Każda miłość jest piękna i wartościowa, a ta rodzicielska i dziecięca (choć Caroline była już po 20-tce) jest czymś niesamowitym, na co nie znajduję słów.

Chciałem to opisać, jak umiem, cieszę się, że jakoś to wyszło :)
W końcu odnaleźć się po 23 latach i od razu pokochać, to jest coś!

Pozdrawiam Cię uśmiechem :)
al-szamanka dnia 22.02.2017 19:15 Ocena: Świetne!
mike17 napisał:
W końcu odnaleźć się po 23 latach i od razu pokochać, to jest coś!

Cuda się zdarzają, Michale, szczególnie w Twoich opowiadaniach, co bardzo mi się podoba.
A jeśli chodzi o krzywdę... ktoś mi bardzo nacisnął na odcisk, tak mocno, że mam problemy z sercem, mogłabym łatwo odpłacić tym samym, ale nie, wyrzuty sumienia chyba by mnie zagryzły.

Pozdrawiam :)
mike17 dnia 22.02.2017 19:24
Tak, Aldonko, u mnie życie miesza się z cudami, ten wymiar z "tamtym", bo wierzę w przenikanie się światów, w Paranormal, we wszystkie niewyjaśnione rzeczy, jakie mają miejsce między niebem a ziemią.
To się po prostu dzieje.
Choćby jak sny prorocze.
Świat to nie tylko to, co można dotknąć, ale także to, czego nie można :)

Buziaczki :)
oldakowski2013 dnia 23.02.2017 22:32
Muszę więcej poczytać twoich tekstów. Cóż ja mogę tutaj skomentować, no cóz. Z braku czasu dopiero teraz dorwałem się do twojego tekstu i chcąc coś napisać musiałbym zrobić plagiat niektórych komentarzy. Bo czyż więcej pisać można? Tak i nie, tak, że podobało mi się i nie, że już to co miałem napisać napisali inni. Pozdrawiam i czekam na więcej.
mike17 dnia 23.02.2017 23:15
Dzięki, Ołdakowski, fajnie, że Ci się podoba.
Będę pisał nadal.
Jeszcze o mnie usłyszysz.
Mam zamiar pisać do końca życia, a to chyba jeszcze kawał., więc jeszcze się spotkamy na maxa, coś jeszcze zapodam do poczytania, by było w pełni sztuką.
Będę próbował pisać tak, by nie było jakoś banalnie i dziadowsko, by obraz człowieka ukazał się jasnym i czytelnym, by z prostych słów można było wyłuszczyć słowo pisane - jasne i ludzkie.
Chodzi mi o wydobycie człowieczeństwa.
O ukazania tego, co w nas.

Tak na to patrzę )
oldakowski2013 dnia 23.02.2017 23:21
I tak trzymaj!!!
mike17 dnia 23.02.2017 23:29
Będę :)

Pozdrawiam Cię serdecznie :)

Do pisania człek się rodzi.

I tak będę trzymał!
Aronia23 dnia 24.02.2017 21:28 Ocena: Bardzo dobre
Cześć, miki. Piękny tekst, naprawdę, choć momentami nie lubię bohatera, np.:
"Każdy weekend oznaczał nowe znajomości, przygodny seks, morze wypitego alkoholu.
A poniedziałki powrót do szarej, pieprzonej rzeczywistości, do szkoły, której szczerze nienawidziłem, bo coś mi ciągle kazano, coś bezceremonialnie narzucano, a jako wolny duch buntowałem się przeciwko temu, i choć miałem całkiem niezłe stopnie, każdy z nauczycieli starał się mi dokopać, nie mogąc znieść ognistych narowów mojego indywidualizmu." ten fragment bije aż po oczach, pokazując ogromną pewność siebie idącą za rękę z naiwnością. Dlatego takie życie miał Twój bohater, Alice - dziwna dla mnie jest jej postawa. Dlaczego okłamała innego, mówiąc, że to jego dziecko, a nie powiedziała tego bohaterowi? Oboje są zresztą mało odpowiedzialni, żyją ułudą, szare życie nie dla nich. Pogubili i siebie, i innych. Koniec jest dla mnie taki, taki... jak dla nastolatek, a Mike, znudzony zabawami w kolejne małżeństwa, zaczyna być tatą. Śmierć tutaj też odgrywa tutaj ważną rolę. Zabiera, ale i pomaga ułożyć sobie życie? żyjącym. Trudno mi się to czytało, bo byłam zła na świat, który wykreowałeś, jakże daleki od tego typowego. I tyle w nim zakłamania. Mieć parę żon, to tak, jak mieć, co rusz nową myszkę. Kocha się ją, ale one krótko żyją i szybko się rozmnażają, dlatego Mike, tak traktował swoje związki - krótki sprint na 100 m. i koniec. No dość trudna dyscyplina. A Alice? Dla mnie cały czas niedojrzała emocjonalnie, zresztą narrator też. Nie znaczy to, że opowieść mi nie przypadła do gustu, tylko jest jak typowy film mający wywołać łezkę w oku. Opis dość dosadny:
"Z daleka widziałem pewność w twoich ruchach, utrwaloną latami powtórzeń.
Wtedy to się stało – samochód zmiótł cię z ulicy, a ciało uderzyło w sąsiedni budynek.
Po chodniku rozsypały się beznadziejnie pomidory…
Spod głowy wypłynęła obficie krew.
Z ciała uszło życie, jakże łatwo, jakże trywialnie, jakże bezdusznie.
Kiedy go dopadłem, biłem do utraty tchu, potem policja mnie odciągnęła." Tylko jedna sprawa trochę martwi. Bohater jest nad wyraz wybuchowy i czasami nie myśli nad tym, co robi. Pewnie nigdy nie poniósł konsekwencji swoich czynów, a jeśli poniósł to sam je sobie fundował.

Wiesz, ja mam koleżankę, która ma już 5. męża. Wiesz, co mówi o poprzednich i o tym też tak zaczyna?

"Zmienia się tylko twarz nad gazetą... " Pozdrawiam. A23
mike17 dnia 24.02.2017 21:47
Widzisz, Justynko, ja bardzo lubię kreować postacie, które budzą odrazę.
Upadłe baby, zmaterializowane, ale też niepewne swej płciowości.
Kobiety, które upadają, by dać dowód miłości.
Zamotane w swych uczuciach - odczuciach - namiętnościach.
Rzucające się na taśmę.

I są faceci, którzy lubią sobie poużywać, i tak naprawdę nic o nich nie wiemy.
Mike miał 4 żony i spieprzyło się wszystko.
Czemu?
Nie wiem.
Jako autor nie wiem.
Coś musiał albo on, albo one, spieprzyć.
Ta chemia jakoś nie zagrała...
Bywa, że "różnica charakterów".
Bywa...

Śmierć pojawia się jak katalizator - ojciec ma już tylko córkę, córka ma już tylko ojca.
Teraz pozostaną ze sobą.
Na tę miłość czekali całe życie.
Czasem trza przejść przez piekło, by dojść do nieba.
Czasem trza przejść samego siebie, by do siebie dotrzeć.

Dzięki Ci za miły koment i garść refleksji :)

Hej, hej!
ajw dnia 26.02.2017 15:06 Ocena: Świetne!
Twoim wielkim atutem, Michale, jest to, ze potrafisz stworzyć swoisty nastrój w swoich utworach. Nastrój, który się czuje i w który się wchodzi jak w masło. I już nie jestem tu i teraz, ale w Twojej krainie, gdzie liczą się emocje, które są siłą napędową ludzkich działań.
Kto wie, co pewnego dnia przyniesie nam los, jaką prawdę przed nami odkryje? Nie wiemy, bo skąd mamy to wiedzieć, skoro nie wiemy nawet tego, co czeka za zakrętem. Życie bywa pokrętne, ale wierzę, że wszystko co nas spotyka jest po coś i tylko od nas zależy jaką wyciągniemy z tego naukę.
Przeczytałam z zainteresowaniem i zazdrością, że ja już taty nie mam, a miałabym mu wiele do powiedzenia ..
Pozdrawiam ciepło :)
mike17 dnia 26.02.2017 15:41
Wielkie dzięki, Iwonko, za piękne słowo pod tekstem :)
Zaiste, nie znamy Przeznaczenia, lecz ono zna nas i tu jest problem.
Co ma być, to będzie, i nic w tym już nie zmienimy.

Chciałem w tej miniaturze pokazać, czym właśnie bywa owo Przeznaczenie.
I to ono jest tu też bohaterem, prawie że głównym.
Mike przeżył 23 lata i nie miał pojęcia, że ma córkę.
I jakież to piękne spotkanie po latach!
I natychmiast nadawanie na tych samych falach - toż to cud.
Ale w mojej prozie cuda zdarzają się często, więc i tym razem tak było.

I ja nie mam już Taty, i żałuję, że nie doczekał ślubu mojej córki, bo bardzo chciał.
Zmarł w 2000, kiedy moja Mała miała 8 lat...
I znów Przeznaczenie...

Kłaniam się nisko i zapraszam za jakiś czas znów do krainy uczuć i emocji :)

:)
bosski_diabel dnia 26.02.2017 17:28
Dobrze się czytało Twoje opowiadanie. Nienaganna kompozycja ( moim skromnym zdaniem ) Pomysł i ujęcie znakomite. Odpowiedni klimat też jest. Naprawdę ciekawy tekst, nie taki sztampowy. Wszystko, co w nim się dzieje, posiada jakaś taką naturalną kolejność. A wiesz, że temat jest mi bliski więc nie mogło mnie tu zabraknąć. Wszystko inne Inni już napisali, pozdrawiam.
mike17 dnia 26.02.2017 18:26
Tadeuszu, bo Przeznaczenie raz daje, raz odbiera.
Tu było i tak, i tak.
Bohater nie przeżył miłości w życiu, ale odnalazł miłość życia - córkę.
Myślę, że do kobiet był już zrażony.
I mając już córkę, zacznie nowe, zdrowe życie.

Wiem, że temat Ci bliski, pamiętam.
Życie płata nam figle, czasem okrutne.

I najgorsze jest to, że nie mamy na to prawie żadnego wpływu.

Pięknie dziękuję za wizytę!

Pozdro!
bened dnia 01.03.2017 15:48
Widać, że lubisz zaskakiwać i budzić ferment. Bohaterowie przechodzą tu sami siebie, gubią się we własnych kombinacjach i momentami zupełnie nie wiedzą czego chcą.
Cytat:
Nie wiem do dziś, jak to przed sobą wy­tłu­ma­czyć, ale pod­sze­dłem do baru i wszyst­kim, co zro­bi­łem owego wie­czo­ra w pen­sjo­na­cie było picie na umór.I pa­trze­nie, jak Alice tań­czy z coraz to nowym part­ne­rem, na­mięt­nie, ogni­ście, jak kie­dyś ze mną, ale nie wcho­dzi się dwa razy do tej samej rzeki

Z jednej strony kieruje nim zazdrość i miota się w sidłach złości, ale nie potrafi właściwie zadbać o swoją wybrankę serca. Kieruje nim duma, której we właściwym momencie nie umiał schować w kieszeń.
Cytat:
Pro­si­łaś tak, że cały cier­pia­łem wie­dząc, że będę mu­siał ci od­mó­wić, bo wi­dzia­łem, że za­le­ży ci, by się ze mną po­ka­zać, by w ogóle po­ka­zać się z kimś przy­stoj­nym.

Ten fragment najbardziej mnie rozśmieszył. Czyż to nie rozbrajająca pewność siebie? :)
Cytat:
- Po­trzeb­ny ci dowód mi­ło­ści?- Jasne, że nie – od­po­wia­da­łem nie­zbyt szcze­rze.- Co ty masz w sobie, że…- Że teraz tu je­ste­śmy razem?- Wła­śnie. Że będę o tobie my­śleć dziś wie­czo­rem tuż przed za­śnię­ciem. Ja nigdy…- Ja też – skła­ma­łem.

Moim zdaniem to nie była miłość tylko zauroczenie. Bo jaki związek można zbudować karmiąc się od samego początku kłamstwami? Po co Mike budował swój fałszywy wizerunek?
Gdyby mu zależało na uczuciu to przyznałby się do niechlubnej przeszłości i wyznał prawdę. Alice, zakładając, że pomimo wrednego charakteru potrafiła kochać, to i tak obdarzyła uczuciem jedynie iluzje istniejącej osoby, a nie Michaela, takiego jakim faktycznie był.
Pozdrawiam!
mike17 dnia 01.03.2017 20:52
Cytat:
Widać, że lubisz zaskakiwać i budzić ferment.

To rzecz jasna i oczywista, Beniu.
Nie znoszę rzeczy nijakich, wesołkowatych i nic mnie nie mówiących.
O tzw. człowieku.
Musi być jakaś głębia, jakieś czucie tematu.

Cytat:

Z jednej strony kieruje nim zazdrość i miota się w sidłach złości, ale nie potrafi właściwie zadbać o swoją wybrankę serca.

Jasne.
Tu dał ciała kompletnie.
Szkoda mi go, bo jak się kocha, to czasem trzeba zrobić coś wbrew sobie i zawalczyć o swoją miłość, on tego nie zrobił.

Cytat:
Czyż to nie rozbrajająca pewność siebie

Toć on czuł się najpiękniejszym z pięknych :)
Ale że był naprawdę zmęczony, nie poszedł na te tańce.
I tu nie wiemy, kto wobec kogo był bardziej podły.

Cytat:
Moim zdaniem to nie była miłość tylko zauroczenie.

Ze strony Alice na pewno.
Ale czy ze strony Mike'a, to już nie byłbym taki pewny...
Co o tym sądzisz?
Czy wyrafinowane zagranie Alice można porównać z 4-rema nieudanymi małżeństwami bohatera?

Uważam, że Mike wychodzi tu o wiele lepiej niż Alice.
Choć po 23 latach chciała się z nim znów związać, co robiła przez te 23 lata???
Mój bohater nie wiemy dlaczego schrzanił swoje 4 małżeństwa, nic o tym nie mówię i nie powiem, czyja to była wina.

Liczy się to, że odnajduje córkę i odnajdują miłość, na którą warto było czekać :)

Pozdro!
Quentin dnia 02.03.2017 19:40 Ocena: Bardzo dobre
Są sprawy, o które warto walczyć...

Kolejne już oblicze miłości, która jest tak wdzięcznym tematem twórczym - zwłaszcza u ciebie, Mistrzu. Ma wiele imion, kształtów i kolorów. W pewnym sensie pisać o miłości to próba nabierania oceanu na łyżkę. I całe szczęście, bo dzięki temu zawsze warto wierzyć.

Bohaterowie, wiadomo, Made in Mike. Postacie są wielowymiarowe, wzbudzają emocje, czasem skrajne, co widać po komentarzach. Takich "ludzkich" ludzi można jeść łyżkami ( choćby tymi od oceanu).

I znowu słyszę starą melodię, która bynajmniej nie jest przebrzmiała, że wszyscy chcą kochać i chcą być kochani. Z tego rodzi się zło, z braku miłości.

Na myśl nasuwa mi się jeszcze coś, od czego zacząłem wypowiedź. Słowa te przypisać należy, o ile dobrze kojarzę, Papie Hemingwayowi: "Są sprawy ( rzeczy) o które warto walczyć, a są też takie, na które warto czekać".

Well done, Maestro

Pozdrawia serdecznie i dziękuję za wrażenia
Twój wielki fan.
Quen
retro dnia 02.03.2017 19:47
Witaj Michale:) i stoję przed dylematem: być uprzejmą, czy pozostać wierną sobie i rezygnując ze zbytniego słodzenia napisać to, jak odebrały moje szare komóreczki powyższe opko wraz z zestawieniem z emocjami. To jednak wierność sobie i szacunek dla Twego utworu.

Zamysł ciekawy-poszukiwanie miłości (do której jeszcze powrócę).

Dialogi są nazbyt sztuczne, obdzierają historię z realności. Narcystyczna postawa gł. bohatera (w moich odczuciach) nie wzbudza sympatii. Decyzji Alice też nie popieram, ale czy Mike sprawdziłby się w roli pełnoetatowego taty? Nie wiem... Ponadto kwestia Caroline-dziecka wychowywanego przez kogoś kto nie był jej biologicznym ojcem. Polegając jedynie na słowach matki wysnuła tezę o tym, że nie kochała tego, który zapewne wycierał jej łzy, gdy zdarła sobie skórę z kolana, podczas upadku w czasie nauki jazdy na rowerze? To, ci którzy są z nami, gdy dzieje nam się krzywda, ci którzy są, gdy ich potrzebujemy obdarowywani są naszą miłością. I właśnie: za mało napisałeś o relacjach dziewczyny z przybranym ojcem. I tak, słusznie stwierdzisz, że Caroline nie znała swego prawdziwego taty. Czyżby Alice miała konkretne powody, aby nie wyjawić prawdy?

I ta cała miłość, która w tak perfidny sposób drwi sobie z nas maluczkich, co świetnie oddałeś w swoim opowiadaniu, ale czy między tym dwojgiem to była właśnie ona? Jestem z tych, którzy nie wierzą w przeznaczenie, raczej w sploty okoliczności, w które zostajemy wplątani, czy nawet zaplątani
Niczyja dnia 02.03.2017 20:08 Ocena: Bardzo dobre
Witaj, Michale,

Znalazłam wreszcie czas, by w spokoju przeczytać Twoją najnowszą miniaturę:)
Od samego początku znielubiłam Twojego bohatera, za to jak lekko traktował te wszystkie dziewczyny, jak je wykorzystywał, a potem bezrefleksyjnie porzucał. Za to ile serc niewieścich złamał zanim poznał Alice i pewnie później. Facet tak łatwo się nie zmienia. "Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym...". Mój stosunek do bohatera nie zmienił się do końca.

Moim zdaniem on wcale nie kochał Alice. Nikogo nigdy nie kochał. Ona jedna nie oddała mu się od razu, dlatego tak mu na niej zależało. Nie była tym, co samo przyszło i dlatego tak wyolbrzymił to uczucie do niej. Potem zranił kilka kolejnych kobiet, swoich żon.

Dla mnie to niedojrzały facet, zresztą Alice wcale nie jest lepsza. Oboje są niedojrzali i dziecinni, nie wiedzą czym jest prawdziwa miłość. Takie jest moje zdanie.
A już najbardziej sztuczna jest dla mnie rzekoma miłość ojca do córki. Dla mnie jest to sztucznie, jakby na siłę pokazane. Nie mam przekonania, że to mogłoby wydarzyć się naprawdę i nie czuję naturalności i swobody w tej rozpoczynającej się relacji. Dla mnie jest sztuczna i wymuszona.

Samo opowiadanie jest oczywiście bardzo dobrze napisane, wywołuje silne emocje, ale dla mnie ostatnia scena zalatuje trochę sztucznością. Za szybki jest rozkwit rzekomego uczucia ojciec - córka po 23 latach. Takie relacje buduje się latami albo wcale.

Mam nadzieję, że nie masz mi za złe tak negatywnego komentarza, ale nie potrafię inaczej. Zawsze piszę prawdę o tym co czuję i myślę:)

Pozdrawiam ciepło z zimowej krainy,
Niczyja
mike17 dnia 02.03.2017 20:24
Quentinie wierny druhu, duchowy bracie!
Jak zwykle czytasz w moich myślach.
Trafnie odkryłeś to, że te postacie nie były komiksowe, miały drugie dno.
I to sprawiło tyle zamieszania.

Bo zarówno Mike, jak i Alice, to nie byli ludzie, których można jednoznacznie sklasyfikować.
I o to mi często chodzi, by był pewien relatywizm.
Niedopowiedzenie.

I mamy tu osoby niby z pozoru czytelne, ale jednak nie do końca...
I mamy też miłość, na którą warto było jednak czekać.
Choć nikt się jej nie spodziewał, ani córka, ani ojciec.

Kłaniam się, Stary, i wielkie dzięki za kolejne bycie ze mną w świecie kochania.
Bez Ciebie nie byłby taki sam.
Ale o tym już dobrze wiesz :)

Czółko!

Retro,

retro napisała:
Dialogi są nazbyt sztuczne, obdzierają historię z realności.

Uprzejmie poproszę o jakieś przykłady :)

Opowiadanie jest wielopłaszczyznowe.
Bohaterowie niejednoznaczni, ani dobrzy, ani źli, something in the middle.
Zatem ocena ich postaw raczej mija się z celem, bo tej oceny po prostu nie będzie.
Za dużo niedomówień, niedopowiedzeń, na których mi akurat zależało, by te postacie tak zbudować, by nie budziły skrajnie dobrych lub złych emocji.
Bo wierzę w dobre kłamstwo i złą prawdę - samo życie.
I moi bohaterowie są właśnie tacy - dziwni.
Nie dopatrywałbym się jakichś konkretnych sensów w ich postępowaniu, aż do momentu poznania córki z ojcem - to jest clue tego opka, i o to mi tak naprawdę chodziło.
Reszta to były przedbiegi.
Nawet gdyby trwały 23 lata.
Lubię extremum, zwłaszcza w kontaktach międzyludzkich, i tu takowe było.
A że także wierzę, że istnieje Dobro, ono na koniec triumfuje.
A że po drodze nie do końca było miło, cóż, taki lajf.
Życie nas nie rozpieszcza, czasem funduje takie właśnie losy.

Dziękuję Ci bardzo za koment i bycie w moim świecie :)

Pozdrawiam Was nocnie!

NICZYJA,

Pozwól, że skupię się na ostatnim akcencie Twego komenta - otóż dla mnie miłość córki i ojca po 23 latach to nic dziwnego, nie widzę w tym nic podejrzanego, ani sztucznego.
Zwróć uwagę, że w dialogu jest powiedziane, że zarówno ona jak i on CZULI, ŻE KIEDYŚ Z KIMŚ SIĘ SPOTKAJĄ, czyli jakby przeczuwali, że ktoś na świcie istnieje.
I jeśli na coś czekało się lata, to miłość wybucha natychmiast :)
Nie zgadzam się z Twoją opinią, bo wiem, jak sam bym się zachował.

Odnośnie bohaterów, to już pisałem: nie byli ludźmi jednoznacznymi, bo ja takich nie lubię w moich opowiadaniach, lubię ferment, zamęt, i typy nierozpoznane :)
Robię to, by mój Czytacz troszkę się pogłowił nad moim zamysłem.
Nie lubię nic dawać na tacy.
Dlatego wierzę w relatywizm.

Nie odbieram Twojego komenta jako negatywny, nie było to po prostu opowiadanie adresowane do Ciebie.
Nie ma przecież jednego opka dla wszystkich, jeden kupi, drugi nie.

Zatem wszystko rozumiem i pozdrawiam wesoło, sącząc piwko :)
Niczyja dnia 02.03.2017 20:43 Ocena: Bardzo dobre
Faktycznie, może to opowiadanie nie było dla mnie...
Cieszę się, że jest między nami OK.
Życzę smacznego piwka, ja swoje już dziś wypiłam gdzieś na trasie:)
mike17 dnia 02.03.2017 20:48
Ja zawsze przyjmę kulturalną, merytoryczną krytykę.
A że jest już tak na tym świecie, że nie dla każdego każde opko, to już insza inszość.
Więc Cię rozumiem, bo masz prawo nie czuć tego klimatu.
Spoko, loko, na Maroko!
retro dnia 05.03.2017 18:32
Wybacz, że reflex u mnie nieco opóźniony, ale proza życia swoje prawa ma. Dialogi Tobie przytaczać mam? One są takie sssssłodkie, ułagodzone, jak z reklamy, ale wszakże Ty jesteś Autorem, ja tylko czytelnikiem spoglądającym przez pryzmat swoich doświadczeń oraz obserwacji. I masz rację co do kwestii nie oceniania bohaterów.
Pozdrawiam wiosennie:)
mike17 dnia 05.03.2017 19:17
Retro, jesteś moim ważnym Czytelnikiem, więc liczę się z Twoim zdaniem, pozostając także przy swoim :)
Cieszę się, że jakoś zawsze udaje się nam osiągnąć konsensus :)

Co do nieoceniania bohaterów - czasem nie warto po prostu, może warto brać wszystko, jak przychodzi i iść na żywioł?
A że ludzie są tak niejednoznaczni i wielowymiarowi, o ocenę naprawdę trudno.

Pozdrawiam Cię wesoło!
bened dnia 08.03.2017 12:21
mike17 napisał:
Moim zdaniem to nie była miłość tylko zauroczenie.Ze strony Alice na pewno.Ale czy ze strony Mike'a, to już nie byłbym taki pewny...Co o tym sądzisz?Czy wyrafinowane zagranie Alice można porównać z 4-rema nieudanymi małżeństwami bohatera?Uważam, że Mike wychodzi tu o wiele lepiej niż Alice.Choć po 23 latach chciała się z nim znów związać, co robiła przez te 23 lata???Mój bohater nie wiemy dlaczego schrzanił swoje 4 małżeństwa, nic o tym nie mówię i nie powiem, czyja to była wina.

Ciężko stwierdzić jak dokładnie Michael rozumiał pojęcie miłości. Buzował w nim testosteron, nie wiedział czego chce, potrzebował się wyszaleć, a dziewczyny, z mniejszym lub większym rozumem, ale jednak istoty myślące, najwyraźniej pozwalały mu na to, a jeżeli oddawały się tylko z powodu jego prostackich bajerów, to ewentualne pretensje powinny mieć głównie do siebie. Nie obwiniam całkowicie głównego bohatera za jego swawolę. A czy to on ponosił odpowiedzialność za rozpady swoich małżeństw? Tego jak słusznie zauważyłeś nie wiemy i się nie dowiemy. Zgadzam się, że Alice była dużo gorsza od niego. Wyszła za kogoś tylko dla pieniędzy, więc zrobiła z siebie luksusową dziwkę i jednocześnie pozbawiła ojca swojej córki możliwości uczestniczenia w najważniejszych momentach z jej życia, pierwszych krokach, urodzinach, radościach, smutkach, sukcesach. Takich chwil nie da się nadrobić, przepadają bezpowrotnie, można je jedynie fragmentarycznie przywrócić wspomnieniami, ale to zupełnie nie to samo...
Pozdrawiam!
mike17 dnia 08.03.2017 13:37
Pięknie to ujęłaś, Beniu, w swoim komencie te chwile, które Mike'owi przepadły - radość z patrzenia jak rozwija się jego dziecko, to bezcenne chwile, to "prezent" od Alice, która zachowała się wobec niego podle i gdzie jej do niego, choć i on święty nie był.

Małżeństwo dla kasy i życie w zakłamaniu - trzeba mieć charakterek nie z tej ziemi.
I tak lekko mówić o zmarłym mężu.
Nie miał Mike szczęścia do kobiet, dlatego LOS wynagrodził mu wszystko córką i tym, że pokochali się od pierwszego wejrzenia.

To piękne uczucie i piękna nagroda.
Wiem, że to możliwe, jeśli się czekało 23 lata.
I jeśli spotyka się para ludzi, którzy przeszli wiele w życiu i wiele poprzez to ich łączy.

Bardzo Ci dziękuję za jak zwykle mądre słowo :)
Czytanie Twoich komentów to czysta frajda dla mnie.
Zawsze coś z nich we mnie pozostaje.

Pozdro!
retro dnia 08.03.2017 21:33
Nie ma to jak konsensus;) pozdrawiam również równie serdecznie.
mike17 dnia 09.03.2017 11:11
Tak, konsensus to podstawa :)

Pozdro!
Lenix dnia 21.03.2017 19:36
Ech, kobiety...

I w zasadzie to byłby mój komentarz. ;) Klimatycznie, nastrojowo jak zwykle, ale historii nie kupuję. Tzn. podejścia bohatera do całej tej sytuacji itp. Niemniej jednak czyta się dobrze - tylko tyle i aż tyle okiem laika. :) Pozdrawiam. :)
mike17 dnia 22.03.2017 10:47
Cześć, Przemek, w ten piękny dzień marcowy :)
Rozumiem Cię, bo staram się rysować chwilami dość skrajne sytuacje i postawy, co nie każdemu może się podobać.
Ale tak postrzegam życie.
Czasem to skrajności, a innym razem cała paleta barw od czerni po biel.

Cieszę się, że wpadłeś i zostawiłeś ślad :)

Do zoba!
bened dnia 29.03.2017 14:00
"I am To Sexy" R.S.Freda - Ostatnio słyszałam tę piosenkę i skojarzyła mi się ona z Twoim bohaterem, więc dedykuje ją Michalelowi w ten, choć słoneczny, to jednak smutnawy dzień:
https://www.youtube.com/watch?v=39YUXIKrOFk&list=PLyQYtBDMwqmMX-FUsJWNNmnpbpIWfaoC-
I tak sobie myślę, że to jednak Alice była winna rozpadom wszystkich małżeństw Mikea, bo znikła bez śladu, nic nie wyjaśniła. Zostawiła go z otwartą raną, a on szukał ukojenia, czuł się samotny, zagubiony, ale nie da się zakochać na zawołanie, na żądanie, nawet gdy się tego bardzo pragnie, to kwestia szczęścia i przeznaczenia.
mike17 dnia 29.03.2017 15:48
Znam tych kolesi, lubiłem ich słuchać w latach 90. :)
Masz absolutną rację i jak zwykle czytasz w moich myślach: Mike szukał na próżno kogoś, kto byłby podobny do Alice, lecz ciągle natrafiał na inne typy.
To jest jak to zwie psychologia "prawo pierwszych połączeń" - ta pierwsza, jeśli nie będzie ostatnią, będzie determinować wybory kolejnych pań.
Zazwyczaj kończy się to fiaskiem...

A miłość?

Ona spada na człeka jak grom z jasnego nieba :)
I nagle wiesz, że to jest to.
Nie trzeba zbyt wiele czasu, by mieć tę pewność.
Usunięty dnia 10.08.2017 05:22
Do tekstu się nie odniosę, bo jest genialny. Jako nowy użytkownik nie śmiem także komentować kwestii poprawności językowej.
Natomiast ciekawi mnie, ile znaków maksymalnie powinien mieć tekst, by zostać zaklasyfikowany jako miniatura? Czy jest to kwestia dowolności? Z góry przepraszam za to pytanie, ale nie znalazłam takiej informacji w FAQ.
mike17 dnia 10.08.2017 11:49
Lady, bardzo dziękuję za tak wysoką ocenę tej miniatury :)

Jeśli chodzi o długość tekstów, to ja piszę opowiadania długie, takie na 30 000 - 40 000 znaków w Wordzie, więc to, co jest do 15 000 znaków to dla mnie miniatura.

Zapraszam niebawem do czwartej edycji moich miniatur miłosnych, będzie mi miło :)

Pozdrawiam z uśmiechem!
Pola Kaj dnia 23.08.2017 19:22 Ocena: Bardzo dobre
Bardzo podoba mi się Twój styl pisania, jednak podobnie jak Lady Winter, póki co nie mam śmiałości, by krytykować język.

Ach... Szczerze mówiąc trochę się zawiodłam tym, jak potoczyła się ta historia.
"No nieee" - pomyślałam sobie, kiedy czytałam o ukrywanym przez lata przed biologicznym ojcem dziecku.
"No nieee" - znowu kobieta ginie i facet zostaje sam.
Ale to chyba dobrze, że pojawiły się emocje? ;)

Pozdrawiam
mike17 dnia 23.08.2017 19:40
Wiem, wiem, że mogło to pójść inaczej, ale...
Każdy scenariusz może być tym właściwym.
U mnie śmierć jest częstym gościem, podobnie jak SZCZĘŚCIE.
Dlatego poszło jak poszło.

Cieszę się, że te miniatury wywołują jakieś emocje.
O to mi chodziło.
By nie było pustki.

A może spróbujesz "Jestem z Lebensborn"?
Brutalna acz liryczna opowieść zakotwiczona w czasach hitleryzmu.

Pozdrawiam
Yaro dnia 28.04.2019 11:32
Poczułem się jak by ta opowieść była po części właśnie o mnie .

Ciekawy wciągający opis .Bardzo mi się podoba .
Wprawia , że trwam w zadumie co by było gdyby.

Ty odnajdujesz siebie w moich wierszach , ja czytam o sobie w twoich miniaturach.

Pozdrawiam :)
mike17 dnia 28.04.2019 14:31
Żebyś wiedział, Yaro, że tak właśnie jest - już od dawna nie czytałem wierszy, które by tak do mnie docierały i gdybym był poetą, pisałbym jak Ty.
To jest mój rodzaj poezji, mój temat, moje zauroczenie :)

Trzymaj się :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Marek Adam Grabowski
17/07/2019 19:49
Jak na długie opowiadanie to jest to bardzo krótkie. A tak… »
AntoniGrycuk
17/07/2019 17:00
Po pierwsze. Doskonale wiedziałem, że skomentujesz ten… »
PrzemeK155J
17/07/2019 14:23
Twój tekst może okazać się przekonujący, albo skłaniający do… »
Marek Adam Grabowski
16/07/2019 19:25
Tematyka nie dla mnie, ale doceniam wysoki poziom twojego… »
Miladora
16/07/2019 18:21
Umknął mi Twój wiersz, a nie powinien, więc dobrze, że Alos… »
SzalonaJulka
16/07/2019 12:52
alos, dziękuję. Celnie rozszyfrowane. Tak, chyba o to mi… »
Hubert Z
16/07/2019 08:14
Cieszę mnie, że się podoba. »
Hubert Z
16/07/2019 08:13
Dzięki wiosno. Pozdrowionka »
Dobra Cobra
15/07/2019 23:12
Madawydar, Jak celnie się domyslasz to tylko opowiesc.… »
Marek Adam Grabowski
15/07/2019 22:25
Chodziło mi o to, czemu zabił i co łączyło go z tą… »
PrzemeK155J
15/07/2019 20:39
Pod koniec chciałem nieco wspomnieć o naszym trybie życia,… »
StalowyKruk
15/07/2019 18:04
Dziękuję. Pracuję nad rozdziałem drugim, ale jak zwykle… »
22227
15/07/2019 17:57
Ciekawy tekst, tylko z tym mózgiem to o wiele bardziej… »
DanielKurowski1
15/07/2019 16:11
Komentarz dopiero po miesiącu, ale sesja nie wybacza.… »
czarnanna
15/07/2019 15:36
Bardzo dziękuję za odkurzenie mojego tekstu, Antoni :) Od… »
ShoutBox
  • AntoniGrycuk
  • 18/07/2019 01:06
  • Jakie jutro? Ja to wczorajszy ;)
  • czarnanna
  • 17/07/2019 23:52
  • Pozdro600 Antoni :D U Was też już prawie jutro? ;)
  • czarnanna
  • 17/07/2019 20:25
  • Miłego wieczoru :)
  • Kushi
  • 17/07/2019 11:26
  • Miłego dnia Kochani :)
  • czarnanna
  • 16/07/2019 23:44
  • Hej Michale przelatujący stolicę :D wakacyjne pozdrowienia!
  • mike17
  • 15/07/2019 15:55
  • Przelotem w stolicy, na dobre wrócę pod koniec sierpnia. Pozdrawiam Was i życzę dobrych, udanych tekstów, no i wakacji rzecz jasna :)
  • czarnanna
  • 14/07/2019 14:53
  • Miłej niedzieli! Leniwej lub aktywnej (co kto woli) :D
  • czarnanna
  • 14/07/2019 14:46
  • Naturalnie, Antoni!
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 23:28
  • I mam nadzieję, że pochwalisz się efektami?
Ostatnio widziani
Gości online:24
Najnowszy:Endes50
Wspierają nas