Brydż cz. 4. (Czar kart) - Aronia23
Proza » Inne » Brydż cz. 4. (Czar kart)
A A A
Od autora: "Sam wielki książę dzisiaj wydaje bal dla gości, w których nie wierzy nikt" I. Trojanowska

Mistrz Ceremonii zaprosił wybranych graczy do pięknie rzeźbionego stołu. Usiedli.

Pozostali goście również zajęli odpowiednie miejsca.

Każdy chciał zobaczyć tę niecodzienną partię zaczarowanego tarota.

Cztery osoby miały za zadanie wejść „w głąb” magii i zaczerpnąć z niej jak najwięcej korzyści, pilnując równocześnie, czystości swojej duszy.

Talia do brydża została położona na drewnianej podłodze, blisko zawodników. Pełniła rolę odgromnika, obrońcy przed złymi mocami, mimo że była od nich słabsza.

Ludzie wiedzieli tylko, iż pomiędzy tymi grami rozciągał się cień i tańczące iskierki, reprezentujące czarci świat. Tę diabelską przestrzeń trzeba było pokonać jej własną bronią – obdarować niemocą a wziąć sobie potęgę.

Owo niebezpieczne wyzwanie wymagało od śmiałków albo ogromnej pewności siebie, albo zupełnej otwartości.

Gdy wygrywali ci pierwsi zabierali siły wszystkiemu, co stanęło na ich drodze, kiedy zaś triumfowała prawda, to tarot podporządkowywał się na pewien czas, pozytywnej energii.

Odganiano, dzięki temu wojny, choroby, cierpienie a nawet śmierć.

– To zaczynamy, - rzekła Krystyna Andersen.

– Tak. – Pokiwali głowami pozostali uczestnicy.

 _____________________

 

- Zanim dotkniemy kart, przypomnę szybko zasady a ciebie, młoda damo, wprowadzę w meandry tarota. – Powiedział doktor Henry Jeckyll do córki pisarza.

Jest nas czworo, mamy do dyspozycji czterdzieści dwie karty.

Ja, madame Sybila Vane oraz sir Edward Tudor podejmujemy grę.

Ty, panienko, jako nasz Król, rozdzielasz karty. Masz ogromną władzę. Siedzisz i zbierasz lub tracisz sześćdziesiąt procent punktów należących do nas. Dysponujesz sześcioma tarokami, udzielasz kredytów i trzymasz na wodzy uczucia.

Należy, drodzy państwo, wziąć pod uwagę, że kart do niczego nie da się zmusić. Czasami dobre bardzo długo mogą nas omijać. Grajmy wtedy z rezerwą i cierpliwością. Nerwowość doprowadza zawsze do bolesnych strat.

Pamiętajmy, to tarot.

Tu każdy z uczestników jest wrogiem drugiego a panna Krystyna pełni rolę bankiera. Niczego nie zapisujemy, musimy tylko pamiętać…

- Tylko? – żachnęła się młoda kobieta.

– Tak, tak, moja droga, - odpowiedziała jej złośliwie pani Vane.

– O już się zaczyna, - rzekł doktor. Proszę panować nad sobą, inaczej wszyscy przegramy a zatriumfuje joker, czego byśmy nie chcieli, prawda?

– Czyli jednak coś nas łączy. Mamy wspólnego przeciwnika. – Powiedziała radośnie dziewczyna pełniąca funkcję Króla.

– No… tak – odparł cichym głosem lekarz.

________________________

TAROT – karciany bazar (podstępny i wyrachowany oraz zabierający wszelkie przywileje uczestnikom). Taroki to karty.

 

Dwadzieścia dwa taroki oznaczone porządkowymi cyframi od I (pagat) do XXI (mond).

Skiz zwany też jokerem (bez cyfry) jest najwyższą kartą w grze – przebija monda.

Pagat ( najbardziej „interesowna” karta.)Trzeba się starać, żeby go nie stracić. Niszczy się nim każdy kolor, jego zaś zabija każdy tarok. Jeżeli pagatem zdobywa się ostatnią lewę (ultimo), zwycięstwo prawie stuprocentowe.

W wypadku, gdy ultimo zapowie się przed początkiem gry można zyskać dodatkową moc.

Ultimo zapowiedziane a nie zrobione, zabiera wszystkie, zdobyte wcześniej, punkty.

Nie wolno dobrowolnie wydać pagata przed ostatnią lewą (przy zapowiedzianym ultimo).

Mond, pagat i skiz mają po pięć punktów, wszystkie pozostałe karty po jednym punkcie.

Tarok wyższy bije niższy. Kolory na czterech obrazkach: walecie, jeźdźcu, damie i królu oznaczonymi symbolami: trefl, karo, kier, pik, również występują przeciw sobie.

Jak w brydżu, który będąc grą „żyje” w alternatywnej rzeczywistości, stąd może pomóc podczas zmagań ludzi z fikcją.

Ma wygrać rzeczywistość, wyrzucając na „ziemię niczyją” świat imaginacji.

Przewodnią zasadą gry jest: wszystkie normy przeciwko graczowi. Karty, natomiast, są jak pieniądze i towar. Najlepiej posługują się nimi tak zwani „zimni dranie”.

______________________

Mistrz Ceremonii położył talię na stole.

Już teraz należała do Króla, czyli panny Krystyny Andersen. Rozdając karty (dwanaście dla każdego tarocisty) przekazywała ich energię właściwym graczom. Sześć prostokątów zostało na blacie – taroki przetargowe.

Rozpoczęło się igranie z losem.

Ludzkie twarze zostały nagle odarte z prawdziwych swych rysów.

Nawet kibicujący stali jak woskowe figurki. Nikt nie drgnął. Cisza na sali była tak denerwująca, że przy innej okazji, ktoś by ją zburzył. Nic takiego nie nastąpiło.

Ultimo, - powiedziała madame Sybil.

Pan Tudor, rzekł: - trzy.

Doktor wyczuł problem. Był zmuszony do zadeklarowania najwyższej stawki, aby przebić Edwarda, przy ultimo pani Vane.

– Zaryzykuję, jak ta mądrala. Wredna suka. – Pomyślał i krzyknął: dziewięć.

Wytworzyła się bardzo rzadko spotykana sytuacja. Trzy i dziewięć daje dwanaście.

– Możecie panowie wystąpić razem przeciw lady Vane. Ona musi ugrać dwanaście lew. – Powiedział Mistrz Ceremonii. – Weźcie pod uwagę, że rozejm jest krótkotrwały a straty lub zyski dzielicie na pół.

Prawy policzek Sybil zaczął drżeć, rozbolała ją głowa, nie mogła się skupić.

– Ty cholerna gro. Ja zostałam solo.

Już chciała rzucić karty,  odejść od stołu, ale zobaczyła twarz swego męża. Poczuła, jak wracają jej siły i ogarnia gniew.

– Wygram z tymi facetami, wiem to. – Pomyślała, choć była przerażona swoim stanem.

– To wy szatańskie nasienia, mącicie. Dobrze was znam. – Mamrotała pod nosem kobieta.

Karty poszły w ruch.

Liczono, kombinowano, oszukiwano. Pożyczek udzielano tylko na wysoki procent.

Pani Vane okazała się być najlepsza. Gromadziła punkty, układała zdobyte lewy.

Ostatnią, dwunastą, tworzyły zebrane razem król pik, mond i pagat. – mające ogromną siłę, którą mógł okiełznać jedynie joker, a tego posiadał, Edward.

Wcale go nie chciał. Dlaczego? Ponieważ skazywał on ludzi na porażkę.

- Koniec gry, - oświadczył Mistrz Ceremonii. – Wygrał tarot, otwierając tym samym wrota do alternatywnej rzeczywistości. Wiemy, co to oznacza. Od teraz wykonujemy polecenia skiza. I wykonują zmieniając codziennie świat w coraz większy koszmar. Stąd wampiry, strzygi, białe damy i martwe ciała wychodzące z grobów. Sami też stali się dziwakami, na przykład doktor Henry Jeckyll, morduje nocami, jest wtedy panem Hydem.

____________________

Objaśnienia: W opowiadaniu opisano jedną z łatwiejszych wersji tarota (na 42 karty). Najtrudniejszą wersją tej gry jest operowanie 78 kartami.

Lewa liczy 3 karty, najsilniejszą lewą jest układ: skiz (joker), mond i pagat nazywaną: tous les trois (trol).

 k o n i e c

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Aronia23 · dnia 01.03.2017 10:21 · Czytań: 191 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Jacek Podgorski
27/03/2017 23:32
Kiedy wracam do tego tekstu, zawsze nachodzi mnie podobna… »
Jacek Podgorski
27/03/2017 23:31
Niezmiernie mi miło :) »
kamyczek
27/03/2017 23:28
Witaj, byłam już pod tym wierszem, ale „chroniczny brak… »
Zingara
27/03/2017 23:22
gabi dziękuję za miły komentarz :) »
Izabea Bocian
27/03/2017 22:33
Szkoda. »
Izabea Bocian
27/03/2017 22:29
no i gitara. Kupuję wszystko. »
Grain
27/03/2017 21:46
Pomyślę kusicielko. Serdeczne dzięki. »
gabi
27/03/2017 21:42
Ciekawy tekst, ale warto się pokusić o inna… »
gabi
27/03/2017 21:35
Aleksandrze - Zaręczam Ci, że opinie nieraz „brałam na… »
gabi
27/03/2017 21:31
Niezwykle urokliwy i malowniczy wiersz (zwłaszcza druga… »
GregoryJ
27/03/2017 20:32
Witaj ponownie Aronio. Gregory Peck powiadasz. Nie wiem, czy… »
aleksander81
27/03/2017 20:07
Hej, Gabi - jasne, że gdy przypatruję się własnym tworom, to… »
skroplami
27/03/2017 19:03
Alfred Kubin "Po tamtej stronie" w wersji mikro… »
trawa1965
27/03/2017 18:57
Do tego wiersza mam najbardziej krytyczny stosunek ze… »
introwerka
27/03/2017 18:33
Gabi, cieszę się, że zaglądasz, tym bardziej, że wskutek… »
ShoutBox
  • Zola111
  • 27/03/2017 23:40
  • Głosujcie na wiersze w Zaśrodkowaniu. Jest w czym wybrać, proszę mi wierzyć :)
  • Aronia23
  • 27/03/2017 23:11
  • W tym miejscu, w którym wysiadłam z pocią, aby kupić wsch. marki. Tam była granica, ale nie można było wysiadać. Awantura ,ło, matko. A ja tam pracowałam na polach, zbierałam pory. Sniły się w nocyPA
  • Aronia23
  • 27/03/2017 23:01
  • Marka stała b. wysoko. Pamiętam zarobki mojej mamy 36 tyś. zł. A marka zach. koszt. 4 tyś. Tato mówił, że kiedy zużyło się pastę do oddania było to opak. - zużytej, dopiero mogłeś opakow. n. pasty.
  • Aronia23
  • 27/03/2017 22:51
  • miki, takie określenia? Wszem i wobec! Och, nie. Czyli z butami nie tylko ja miałam problem, to śmieszne było. A kiedyś jechałam pociągiem z Niemiec zach. Miałam bilet tylko do ostatniego miasta zacho
  • mike17
  • 27/03/2017 22:36
  • Miejmy nadzieję, że Albin się solidnie wysrał.
  • Gramofon
  • 27/03/2017 21:07
  • też kiedyś miałem w szkole jeden trampek swój a drugi brata o 3 numery większy :p
  • Aronia23
  • 27/03/2017 18:36
  • [link] No jajca były, buty na kartki. Raz wzięłam do szkoły but mojej siostry a drugi. Były takie same, różniły się numerami. A papieru też nie było. Albin S. Dno
  • mike17
  • 27/03/2017 18:30
  • Widziałem kiedyś foto Albina Siwaka przepasanego papierem toaletowym z napisem - MAM JESZCZE KUPĘ DO ZROBIENIA :)
  • Aronia23
  • 27/03/2017 18:19
  • Ernesto Che Guevara, ten nie żył zbyt długo. Kiedyś śmiano się z środka antykoncepcyjnego. Na ścianie napisać "I ty możesz urodzić Albina Siwaka'a ZARAZ PIOSNKE ZAPODAM.
Ostatnio widziani
Gości online:26
Najnowszy:boguslawnowakow