Po zmroku - Tori_19
A A A

Co to jest do cholery miłość?

      Miłość potrzebna jest do życia każdemu człowiekowi. Powiadają, że ona uskrzydla, dodaje sił i pomaga przezwyciężyć zło. Miłość jest jak nar­ko­tyk. Na początku od­czu­wasz eufo­rię, pod­da­jesz się całko­wicie no­wemu uczu­ciu. A następne­go dnia chcesz więcej. I choć jeszcze nie wpadłeś w nałóg, to jed­nak poczułeś już jej smak i wie­rzysz, że będziesz mógł nad nią pa­nować. Myślisz o ukocha­nej oso­bie przez dwie mi­nuty, a za­pomi­nasz o niej na trzy godzi­ny. Ale z wol­na przyz­wycza­jasz się do niej i sta­jesz się całko­wicie za­leżny. Wte­dy myślisz o niej trzy godzi­ny, a za­pomi­nasz na dwie mi­nuty. Gdy nie ma jej w pob­liżu - czu­jesz to sa­mo, co nar­ko­mani, kiedy nie mogą zdo­być nar­ko­tyku. Oni kradną i po­niżają się, by za wszelką cenę dos­tać to, cze­go tak bar­dzo im brak. A Ty jes­teś gotów na wszys­tko, by zdo­być miłość.

Co gdy stracimy tę miłość?

      Są ta­cy, którzy uciekają od cier­pienia miłości. Kocha­li, za­wied­li się i nie chcą już ni­kogo kochać, ni­komu służyć, ni­komu po­magać. Ta­ka sa­mot­ność jest straszna, bo człowiek uciekając od miłości, ucieka od sa­mego życia. Za­myka się w sobie.  Kochać to także umieć się roz­stać. Umieć poz­wo­lić ko­muś odejść, na­wet jeśli darzy się go wiel­kim uczu­ciem. Miłość jest zap­rzecze­niem egoiz­mu, za­bor­czości, jest skiero­waniem się ku dru­giej oso­bie, jest prag­nieniem prze­de wszys­tkim jej szczęścia, cza­sem wbrew własnemu. 

A on?

      On obalał wszystkie te wszystkie popiepszone opcje. Był egoistą i był cholernie zaborczy. Bo dlaczego Daniel miał mu oczyszczać barek, jeśli mógł to robić sam? Chce się napić to nich sobie kupi! Miłość? Błagam, no! Takim uczuciem obdarowują rodzice dziecko… Jaaaasne… Jego kochani „rodzice” namiętnie obdarowywali go swoją obecnością zawsze zakrapianą alkoholem.. Ach, jakie to czułe z ich strony… W każdym człowieku jest cząstka ciepła. Możliwe, mu zawsze jest ciepło, gdy napije się Whisky… Mmmm, wtedy to mu jest nawet gorąco. Nie wspominając o naprawdę gorących nocach z jakąś kobietą.

      Teraz leżał sobie na łóżku w prywatnym, hotelowym pokoju. Och, ojczulek się postarał… Pokazał właśnie swoja miłość do wydawania pieniędzy. Ależ on to kochał. Tak samo jak znajdowanie się w centrum uwagi. Hah! Wielki biznesowy złodziej fundatorem pomocy szkolnych do szkoły dla niepełnosprawnych dzieci! Idealny nagłówek dla brukowców! Paradoks to dwa końce tej samej prawdy. I on to wiedział najlepiej.

      Popijał spokojnie whisky i zastanawiał się. Myślał o wszystkim i o niczym. O wszystkim, na przykład o meczu piłki nożnej i o kolejnej wizycie w domu uciech publicznych. O niczym, na przykład o tej chorej miłości, której nie potrafił zrozumieć. Podniósł się z łóżka podchodząc do okna. Przed nim rozpościerał się naprawdę piękny widok. Księżyc oświetlał błonia, odbijając się w lustrzanej tafli jeziora. Drzewa rzucały cienie, które tańczyły ze sobą, uciekając przed ciemnością. Spojrzał na skraj hotelowego parku. Wtedy ujrzał cień, który zdecydowanie nie rzucało żadne drzewo. Na jednym z kamieni przy brzegu jeziora siedziała jakaś postać. Wiatr rozwiewał jej długie włosy, a księżyc oświetlał ją niczym reflektor aktora na scenie.

      Coś kazało mu pobiec w tamto miejsce, by po prostu usiąść z boku i dotrzymywać towarzystwa tajemniczej postaci. Pokręcił głową nad swoją głupotą i dopił bursztynowego płynu z kieliszka. Ostatni raz spojrzał w okno. Nie zauważył nikogo. Przetarł oczy, lecz to nie dało pożądanego efektu. Kamień stał samotny, a księżyc urażony schował się za chmury. Rzucił się na łóżko rozmyślając o Tej osobie. Wtulił twarz w poduszkę próbując, zapomnieć. Jednak nic to nie dało.

~*~

      Kolejnego wieczoru usadowił się na parapecie okna z alkoholem w ręce. Przez cały dzień myślał tylko o Niej. Na spotkaniach w sprawie rozbudowy inżynierii wodociągowej był obecny tylko ciałem i nie pamiętał ani jednego postanowienia związanego z tym przedsięwzięciem. Nie wiele go to obchodziło, ale współpracownicy mieli mu to za złe. Znalazł się w upragnionym miejscu. Na balkonie hotelowego pokoju naprzeciw tajemniczego jeziora. Poczuł najczystsze rozczarowanie, gdy odkrył, że kamień jest pusty. Zaschło mu w gardle, a w żołądku pojawił się olbrzymi głaz. Jednak nie zrezygnował z dalszego obserwowania.

Gdzieś w środku czuł, że Ona jeszcze przyjdzie.

Miał nadzieje, że Ona go nie zawiedzie.

Po dwudziestu minutach przed oczami zamajaczył mu ledwie widoczny cień.

Księżyc nie wysilał się zbytnio, więc to on musiał wytężyć wzrok.

      To była ona… Na pewno! Poczuł jak dziwne ciepło rozpływa się po jego ciele. Był Jej wdzięczny, że się pojawiła… Była jedną z niewielu osób, które nie zawiodły jego zaufania. Obserwował ją z pięknie przyozdobionego balkonu, a jego chęć, by pobiec do niej była coraz silniejsza. Patrzył jak zrzuca z siebie ubrania i powolutku wchodzi do wody. Jezioro przyjmowało każdy fragment Jej ciała, owiewając swoją mrocznością. Zahipnotyzowany wodził za nią wzrokiem nie mogąc przestać. Po chwili wyszła z wody i opatulając się swetrem ruszyła w stronę parku. A on siedział tak na tym parapecie wpatrując się w błyszczącą taflę jeziora. Po godzinie zmorzył go sen.

~*~

      Tak, obiecał sobie, że dzisiaj nie stchórzy. Nie! Cofnij! On nie tchórzył! Tacy jak on, nie znają takiego określenia. On po prostu czekał na odpowiedni moment i stwierdził, że to jest właśnie ta chwila! Dzisiaj pójdzie się z nią spotkać.

      O 20.00 Był już gotowy. Wypatrywał w oknie „znajomą” postać. Po chwili znalazł Ją, w tym samym miejscu. Czyli siedzącą na kamieniu przy jeziorze. Zerwał się z miejsca i pogonił w stronę głównego wyjścia. Po 10 minutowym maratonie, gdy był przy ścieżce prowadzącej do jeziora, dopadła go swoista obawa. A co jeśli się spłoszy? Przestraszy się i więcej Jej nie zobaczy? Jednak, gdy zauważył Ją wszystko odeszło w zapomnienie. Podszedł bliżej, ale Ona nie zwróciła na niego uwagi. Usiadł koło Niej i wpatrywał się w to samo miejsce, co Ona. Obserwowali magiczny taniec tafli wodnej, odpędzając wszelakie myśli. Tak siedząc, w bezruchu i ciszy, pierwszy raz w życiu poczuł się na miejscu.

      Obydwoje milczeli, jednak żadne z nich nie czuło potrzeby, żeby mówić. Rozumieli się bez tego. Po dwóch godzinach poczuł, że powinien już się zbierać. Lecz to ona pierwsza podniosła się i spojrzała na niego. Patrzyła na niego tym swoimi dużymi, brązowym oczami i wyciągnęła rękę w jego kierunku. Sięgnął po nią i wstał. Szli za rękę aż do rozdroża ścieżek. Wtedy delikatnie wyrwała rękę i bez słowa odeszła. Zostawiła go samego. I wtedy zaczął padać deszcz, a on poczuł niesamowitą pustkę.

~*~

      To był jego rytuał… Zaczął normalnie funkcjonować, a wieczorami siedział na kamieniu z Nią. Nie zamienili ze sobą nawet słowa, a on czuł, ze mógłby zrobić dla Niej wszystko. Wiatr targał ich włosami, a księżyc ponownie wyjrzał zza chmur, ciekawy odgrywanych ról. Tym razem to on pierwszy wstał, podciągając ją do góry. Spojrzała na niego szklanymi oczami. Zawsze, gdy w nie patrzył, miał wrażenie, że trzyma w rękach laleczkę z porcelany. Była taka delikatna, idealna i tajemnicza. Nie zdawał sobie sprawy, że to jest zbyt proste…? By było prawdziwe… Dotknął jej bladych policzków i przybliżył usta do Jej. Musnął je delikatnie. Nie chciał jej spłoszyć. A miał wrażenie, że jeśli zrobi coś nie tak to ona po prostu zniknie lub rozsypie się. Oddała pocałunek, po czym odsunęła się od niego. Stanęła na palcach, by mógł ją usłyszeć.

- Znajdziesz mnie tam, gdzie mrok tworzy świat.- Szepnęła i uciekła.

~*~

      Siedział samotnie nad brzegiem jeziora. Nie było Jej. Nie przyszła. I to nie pierwszy raz, gdy zostawiła go samego sobie. Zagubionego i niechcianego. Nie widział jej już od tygodnia. To tak, jakby rozpłynęła się w powietrzu. Przeczesywał cały hotel, miasteczko, park i okolice. Ale nigdzie Jej nie znalazł. Siedząc tak rozpamiętywał codziennie od nowa wszystkie spotkania z Nią. Te piękne oczy, delikatne usta…

      I wtedy coś go natchnęło. Jej ostatnie słowa. „Znajdziesz mnie tam, gdzie mrok tworzy świat.” Już nie mógł tego znieść. W głowie huczały mu tylko te słowa. Po chwili zaczął obserwować błyszczącą taflę wody. „Gdzie mrok tworzy świat”?. Wszystko zaczęło się układać w całość. Podniósł się z miejsca i melancholijnie zaczął zrzucać z siebie ubrania…, Gdy pozbył się już wszystkiego. Zanurzył się w lodowatej toni. Płuca domagały się przypływu powietrza, ale on nie zawracał na to uwagi. Spokojnie wypuszczał ostatnie hausty powietrza, wsłuchując się w ciche szepty. Tak, ktoś do niego szeptał. Ona do niego szeptała. Wołała go, by do niej przyszedł. A on jak ostatni naiwny słuchał się Jej. Oczy robiły się coraz bardziej ociężałe. Chęć odpłynięcia na tamten świat była zbyt wielka. Nie opierał się, chciał być już tylko z nią.

~*~

      A Ona stała nad brzegiem jeziora. Patrzyła jak spod tafli jeziora wypływają ostatnie bąble powietrze. Z fascynacją obserwowała jak ciało chłopaka spokojnie to opada na dno, to wraca na górę. Spojrzała na oświetlony, hotelowy budynek i uśmiechnęła się delikatnie do siebie. Udało jej się. Kolejny raz. Spokojnie wyrzuciła ubrania chłopaka do wody i usiadła na swoim kamieniu. Czas na następną ofiarę. Bo po zmroku było ich najwięcej. Najwięcej zagubionych, samotnych duszyczek, które ona ratowała przed samotnością.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Tori_19 · dnia 06.03.2017 18:44 · Czytań: 327 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
robert_augustyn
21/04/2018 11:22
Dziękuję bardzo. Joszko cały jest magiczny, a każdy jego… »
faith
21/04/2018 10:38
Darconie, nie ujęłabym tego trafniej i zwięźlej. Dzięki za… »
Greg Malecha
21/04/2018 07:20
introwerko, nie musisz się wstydzić, ja też się nie wstydzę… »
AntoniGrycuk
20/04/2018 23:33
Ciężko mi się wypowiedzieć, bo to w końcu dla dzieci i… »
introwerka
20/04/2018 23:18
Może i widać, w pewnej takiej naiwności/postulatywności… »
Zola111
20/04/2018 22:30
Pięknie jest: Krótko, refleksyjnie, metaforycznie. I bardzo… »
Zola111
20/04/2018 22:25
Juvenilia Introwerki! Brawo, Poetko. Wrażliwość, niezależnie… »
Kazjuno
20/04/2018 22:11
Mam w Łodzi kuzynkę - jest wykładowcą na tamtejszej ASP i… »
Greg Malecha
20/04/2018 22:08
widać w tym wierszu wiek autorki, dobrze że dodałaś ile… »
Darcon
20/04/2018 20:18
Jako poetycki laik, nie znam się, ale się wypowiem. :)»
introwerka
20/04/2018 19:52
ja tu widzę wyraz skromności poety, ale po takich… »
faith
20/04/2018 19:52
Kazjuno, masz oczywiście rację, że przesłanie wiersza jest… »
introwerka
20/04/2018 19:39
Wiolinie, dziękuję serdecznie za zaglądnięcie i ciepłe… »
Bernierdh
20/04/2018 19:39
Pięknie dziękuję :) »
alos
20/04/2018 16:39
A mi się ten wiersz skojarzył z Che Guevarą i… »
ShoutBox
  • Zola111
  • 18/04/2018 00:24
  • jak tam ramy nowego Zaśrodkowania? Podobają się?
  • introwerka
  • 17/04/2018 11:24
  • Mój nick to introwerka ;)
  • Szysza
  • 17/04/2018 11:21
  • introwertka, dziękuję bardzo.
  • introwerka
  • 17/04/2018 11:08
  • Szyszo, wchodzisz w panel "Moje artykuły" pod napisem "Witaj [Twój nick]" po prawej stronie, tam przy każdym artykule masz opcje " Edytuj / Usuń".
  • Szysza
  • 17/04/2018 10:40
  • kochani jak usuwa się zamieszczony tekst?
  • Zola111
  • 16/04/2018 23:33
  • jskslg - nie! Pojedyncze frazy, zazwyczaj pointę, jednak całych własnych wierszy - nie. Innych autorów - owszem, i to wiele.
  • jskslg
  • 16/04/2018 22:32
  • pamiętacie na pamięć wasze teksty?
  • ajw
  • 16/04/2018 14:03
  • Rzeczywiście, brzmi prawie jak Jaromir :)
Ostatnio widziani
Gości online:16
Najnowszy:Krejcies7t
Wspierają nas