Z woli okruchów gwiazd - Aronia23
Proza » Inne » Z woli okruchów gwiazd
A A A
Od autora: Potęga natury i człowiek. Zapraszam do czytania tej czarodziejskiej opowieści. Miłej lektury. Aronia 23

 

- Zostałyśmy stworzone z okruchów gwiazd. To my, góry. Możemy się porozumieć, gdy będziecie gotowi na to, aby oddać nam wszystko. Zrewanżujemy się. Nie rzucamy słów na wiatr, choć niektórzy zakłamują tę odwieczną prawdę.

 

 

 Ewa z Krzysztofem zaatakowali północną ścianę Lhotse – księżniczki Himalajów, która zdawała się mówić. - Mam ostre granie, poranię wasze ciała. Jak śmiecie naruszać mój spokój?!

 Pogoda (wierna przyjaciółka gór), zrzuciła ubranie grzecznej dziewczynki, przywdziewając szaty wściekłej władczyni.

 Mężczyzna i kobieta, niczym kukły, uderzali o twarde zbocze, miotani agresywnymi podmuchami powietrza.

Ironia losu! Jeszcze chwilę temu czuli smak zwycięstwa.

Krzysztof próbował sięgnąć stopą wykrotu, zrezygnował po kilku próbach. Zabrakło mu siły. Odmrożone palce sprawiały ból. Próbował powiedzieć coś do żony, jednak wicher stłumił jego głos i całą swoją mocą uszkodził zabezpieczenia.

Himalaistę zabrała otchłań. Ciemna, lodowata, obojętna.

 __________________

– Straciłam go. – Pomyślała kobieta. – Ale siebie ci nie dam! Słyszysz?! Nie dam! – krzyknęła.

 Podjęła samotną walkę o życie. Powtarzała jak mantrę, słowa: - Boże pozwól mi, Boże pomóż mi… W pewnej chwili poczuła na twarzy lekkie muśnięcie. Coś na kształt delikatnego dotyku matki. – Tylko spokojnie. – Usłyszała. – Zabiorę cię stąd w bezpieczne miejsce, obiecuję.

Lita skała stanęła otworem przed odważną kobietą, której udało się cudem wstąpić do serca Niezdobytej. Żal młodej wdowy utuliła natura a duch męża nie odstępował jej na krok, zapewniając spokój.

Nagłe ukłucie w sercu i szept: - nie ufaj nikomu. Tutaj wszędzie czai się śmierć. Uciekaj.

Zdesperowana, wzięła głęboki oddech. Smukłymi palcami objęła ostrą grań. Silne dłonie podciągnęły całe ciało. Himalaistka stanęła na szczycie. Dokonała niemożliwego. Zgięła w łokciu lewe przedramię i położyła na nim prawy nadgarstek. Znaczący gest, dla każdego. Zwłaszcza dla Ducha Gór. Chichot głazów, nie poddańcze zawodzenie, usłyszała ta, która zadrwiła sobie z ich potęgi.

 – Ty nędzna istoto! Giń!

I popchnięta nagłym podmuchem wiatru zaczęła spadać. Słyszała bicie własnego serca. Widziała cienie śmiałków wspinających się coraz wyżej wciąż wyżej. Aż na sam Dach Świata. Czuła ból tych koszmarnych istot o rozgorączkowanych twarzach pełnych zastygłego lęku. Niektórzy spełniali swoje marzenia. Wielu było jednak rannych, zakrwawionych, połamanych. Tych zabierała kostucha.

Śmierć w wysokich górach fajnie sobie żyła. Jej złudne piękno zniewalało a równocześnie odstraszał fetor rozkładu. Wiatr rozchylał łachmany i wtedy bladość skóry raziła bardziej niż wieczna zmarzlina. Seksualność pomieszana ze szpetotą.

Nad wszystkim czuwały Himalaje, które zdawały się mówić ludziom. – Pokażemy wam naszą potęgę. Uderzymy z całą swą mocą. Chcecie segregować to, co niepoliczalne? Głupcy. Nie opuścicie już górskiej rodziny. Zabierzemy wszystko, co siedzi w waszych mózgach. W zamian damy ułudę możliwości zdobycia Niezdobytego. I choć po was przyjdą inni, uśmiechnięci, pełni wiary, nie poskromią nas. Tak jest od tysięcy lat.

Ale wiedziały, że świat człowieka zagrażał ich królewskiemu majestatowi. Wdzierał się w każdy zakamarek, szczelinę. Rozbijał na drobne to, czego nie powinien nawet tknąć. Dotykał jednakże, łapczywymi dłońmi, zbierał cuda na klisze, zostawiał ślady. Tu jakaś kolorowa szmata, tam nienaturalny wyrób cywilizacji – puszka.

  ________________

Ewą wstrząsnął nagły dreszcz, przerywając ten swoisty letarg, majaki odeszły. Rozejrzała się. Była w lodowej grocie. Chciała wstać. Słabość i ból stóp nie pozwoliły jednak na to.

 – Gdzie jesteś, Krzysztofie? – zapytała głośno.

 Odpowiedziała jej cisza.

 – Do cholery, pomóż mi! – tym razem już krzyknęła.

 - … ery, … - ósmi… - Zadrwiło z niej echo.

Nagle wszystko sobie przypomniała. Wspinaczkę, śmierć męża, uderzenia wiatru, powolne jednoczenie się ze skałami, które zdawały się mówić: - zostaniesz z nami na zawsze. Młoda kobieta rozpłakała się. – Nie mam siły, nie mam siły. – Szepnęła nie wiadomo do kogo.

– I o to chodzi. – Usłyszała. – Buntownicy są zamykani. Koniec. Kropka.

 – Ale przecież ja nie jestem buntowniczką. – Stwierdziła. – Jestem? – zapytała.

 Cisza.

– Do diabła niech mi ktoś pomoże! – wrzasnęła pełna rozpaczy, która powoli przeobrażała się we wściekłość.

– Jezu, rozwalę tę skorupę od wewnątrz. Nie trzeba mi trąb spod Jerycha. – Wyła.

 Lodowiec pękł, jak wcześniej lita skała. Wewnętrzna moc, pozwoliła kobiecie pokonać granicę wiecznej zmarzliny.

 Jednak Himalaje nie pozwoliły jej odejść. Dołączyła do straszliwych zjaw, które miała okazję, jeszcze nie tak dawno, obserwować.

 Czuła smutek. Zrozumiała. To nie góry były złe, tylko nachalni ludzie zabierający im spokój. Dlatego dochodziło do tragedii.

 Dumne szczyty zaczęły śpiewać Pochłoniętym:

 

Kiedy już poczujemy prawdziwy hart ducha,

a lojalność i respekt staną się sługami,

wpuścimy tych, w których gości piękna dusza.

 

A oni – Wieczni Tułacze o nieskalanych wnętrzach, głaskali nagie skały, zostawiając na ich powierzchni ślady swych dłoni.

 

Jeśli kiedyś zawitacie do tej Czarodziejskiej Krainy, pozdrówcie ode mnie Ewę, Krzysztofa… choć ja nigdy się nie dowiem, czy spełniliście moją prośbę.

 

Koniec.

 

 

Maj 2015 r.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Aronia23 · dnia 10.03.2017 14:34 · Czytań: 238 · Średnia ocena: 4,33 · Komentarzy: 16
Komentarze
JOLA S. dnia 10.03.2017 22:19 Ocena: Bardzo dobre
Aronio,

ciekawy pomysł na opowiadanie. :) Tekst jest krótki, ale tak napisany, że dodaje niezwykłości i barwności przedstawionym postaciom. Na pewno intryguje. Czytałam z zainteresowaniem.

Pozdrawiam :) :)

JOLA S.
Maurycy Rubikon dnia 11.03.2017 07:20
Nie jest to tekst otwarty, czyli czytelny od pierwszego czytania, szukam przesłania, to trudny tekst, widzę, że Ewa nie sprostała Himalajom – ale Himalaje wiedziały, że świat człowieka zagrażał im (jej i jego) - królewskiemu majestatowi. I nagłe przypomnienie śmierci męża – i ta teologiczna odpowiedź o trąbach Jerycha (co wywala!), co upraszcza świetnie psychikę!, i przejście do dumnych szczytów Pochłoniętym. I odpowiedź dana mistycznie… i klasycznie: Wieczni Tułacze – o nieskalanych wnętrzach, to nagie skały (Himalajów), więc tylko pytanie jest o Krzysztofa, kim jest Krzysztof, czyż jest ten, który pilnuje dróg i przejść… czy to św. Krzysztof, a Ewa jest z Edenu… to bardzo trudny tekst. Ar-23 odpowiedz…
al-szamanka dnia 11.03.2017 09:06 Ocena: Bardzo dobre
Cytat:
I po­pchnię­ta na­głym po­dmu­chem wia­tru za­czę­ła spa­dać. Sły­sza­ła bicie wła­sne­go serca. Wi­dzia­ła cie­nie śmiał­ków wspi­na­ją­cych się coraz wyżej wciąż wyżej. Czuła ból tych kosz­mar­nych istot o roz­go­rącz­ko­wa­nych twa­rzach peł­nych za­sty­głe­go lęku. Nie­któ­rzy speł­nia­li swoje ma­rze­nia. Wielu było jed­nak ran­nych, za­krwa­wio­nych, po­ła­ma­nych. Tych za­bie­ra­ła ko­stu­cha. Śmierć w wy­so­kich gó­rach faj­nie sobie żyła. Jej złud­ne pięk­no znie­wa­la­ło a rów­no­cze­śnie od­stra­szał fetor roz­kła­du.


Już Ci kiedyś pisałam, że nigdy nie zrozumiem narażania swojego życia i życia ewentualnych ratowników swojego życia tylko po to, aby zmierzyć się z obojętnym głazem... i ewentualnie zyskać rozgłos, pokazać, że jest się twardzielem zwyciężającym wszystkie własne słabości, udowodnić, że stać mnie na coś wielkiego, coś, co w tym wypadku nie posuwa człowieczeństwa nawet o milimetr do przodu, czyli już z założenia jest dla ludzkości kompletnie nieprzydatne.
Dokładnie tak samo podchodzę do wyścigów samochodowych, boksu i wojny.
Ale wiem, że ludzie mają pasje.
Jestem po stronie tych pasji, które coś dają drugiemu człowiekowi i nie narażają nikogo.
Ale...
Tekst, oprócz paru potknięć gramatycznych, dobrze napisany. Pokazałaś dramatyzm sytuacji oraz udany, nazwałabym - mistycyzm górski.
W sumie na ja :)

Pozdrawiam porannie :)
oldakowski2013 dnia 11.03.2017 11:01 Ocena: Bardzo dobre
A-23, czytało mi się dobrze, choć muszę powiedzieć, że bardzo wolno, ba musiałem niekiedy wracać się aby dobrze wszystko zrozumieć. Troszeczkę nie zgadzam się z al-szamanką, która nie rozumie narażania się w różnych dziedzinach sportu. A czym my byśmy żyli gdybyśmy nie mieli skoków narciarskich, piłki nożnej , boksu itd. - piosenką, filmem (chyba nie wszystkimi), kabaretem? Owszem wojna nie jest potrzebna i jestem przeciwny jej, ale to co opisała Aronia jest potrzebne, ale też powinno mieć swoje granice. Też nie lubię kaskaderskich wyczynów, które tak prawdę powiedziawszy nikomu i niczemu nie służą. Pozdrawiam obie panie.
skroplami dnia 11.03.2017 12:57 Ocena: Świetne!
Aronio, chwila milczenia.



Milczeniem pozdrawiam Ewę i Krzysztofa.
Widać ze walczyłaś nie raz, poznałaś nie jedną górę i ścieżkę na szczyt, z której po sekundzie Twoje ślady znikały bo wiatr, bo minus 40, bo w biały dzień ciemność w oczach a skała wcale nie podaje dłoni. Oddałaś niezwykle pięknie istotę gór i istotę walki, nie tylko z górami. Po co, dlaczego, nie ważne. Ważne nie poddanie się do końca. Oczywiście, ważny też cel. Cel w opowiadaniu nie szkodzi nikomu obcemu, może zaszkodzić tylko "wyzywającym do pojedynku" górę, jej nie. I nie pisz mi że ta walka, i wygrana w niej :), nie bywa cenniejszym od życia dla wielu z niewielu.
Możliwą cenę każdy z nich zna i ważą się postawić na szalę.
Za odwagę, za hart, za walkę, podziw.
Ok, przepraszam, muszę kilka razy "się wysmarkać", przez Ciebie.
Niezwykłe coś stworzyłaś, czuje się wszystko pomiędzy słowami co słowa niosą.
Gratuluję.
Dobra Cobra dnia 11.03.2017 14:21
Jest taki kult slynnnych polskich himamalaistów. Kukuczka, Rutkowska i inni. Jednak czy słuszny?

Aronii23,

Zeby było jasne: nie darzę gór estymą. Jednak przez lata karmiono nas osiagnięciami rodaków. A to weszli zimą na taką to a taką gore. Lub zdobyli jakiś szczyt ścieżką północną, wschodnią czy południową.

Teraz będzie odważna teza, która byc może jest fałszywa, ale postaram się ją obronić.

Czy jednak ci ludzie byli dobrze przygotowani do zdobywania gór? Siedząc w kawiarniach, popijajac kawkę i jarając fajki rysowali na mapach kolejne cele. Miast do siłowni, na biegi czy maratony, a nawet pływanie, wytyczali cele.

Piszę o tym wszystkim bo niedawno czytałem wywiad z kolesiem, Polakiem, który po cichu zdobywa te wszystkie szczyty bez żadnej zadyszki. I bez chrzanionej legendy polskiego himalaizmu.

Ot, po prostu bardzo duzo trenuje, jest aktywny, biega, pływa i co tam jeszcze. Za własny szmal lata w Himalaje i inne góry wysokie i je z łatwością zdobywa. Bo ma kondychę. A na dodatek nie jest uzależniony od zdobywania. Czyli jak jest w 4obozie i następuje załamanie pogody, które utrunia zdobycie szczytu, to nie lezie na siłę. Schodzi i jedzie dalej. A kiedyś wraca i jak warunki są okej, zdobywa.

Czyli ergo: jest wytrenowany i nie robią mu kłopotów kolejne obozy, do których dociera szybko. Dzieki wytrenowaniu lepiej znosi rożnic ciśnienia.
Sekundo: robi to szybko i nie jest uparty.

Wiec, znając takie szczegóły, można zaryzykować teorie, że jakby nasi wybitni himalaiści zasuwali survival, byliby po stokroć lepiej przygotowani do zdobywania. A gdyby jeszcśe nie byli uoarci, to większość z nich by przezyła i zdobyła wymarzone szczyty, miast polec.

Najgorsze z tego wszystkiego, jako że nie jestem żadnym fanem gór, jest to, że nie zapamiętałem nazwiska tego kolesia, co zdobywa wszystko po kolei.


Są też amatorzy, o których piszesz w swojej opowieści.

Dobrze napisane, choć sentymentalizm "szlachetnej" śmierci w gorach mnie całkowicie nie przekonuje. Bo to są śmierci na własne życzenie. A kto z nas wychodzi na tory na spotkanie expresu, albo wyskakuje nagle i znienacka na autostrade? No, generalnie to nikt.


Opowiadania piszesz coraz lepiej i to się chwali. Jednak przedstawione tu "bohaterstwo" nijak mnie nie pociąga i go nie rozumiem.

Pozdrawiam,

DoCo
Aronia23 dnia 11.03.2017 16:13
Maurycy, Al., Oldakowski, Skroplami, DoCo, dziękuję za czytanie mojej opowieści i takie mądre komentarze. Chodzenie po górach wymaga przygotowania, ja nie napisałam o ludziach, którzy nie mają żadnego doświadczenia, oni są zaprawieni w bojach. Przecież wiadomo, że przeciętny człowiek nie pojedzie w Himalaje i nie będzie biegał po górach mających wysokość 8. tyś. metrów. To nie są wariaci, a legendy? O niektórych z tych ludzi w ogóle się nie dowiemy. Oni po prostu taki model życia wybrali. Wiecie, wsiadając do samochodu i jadąc autostradą, też jesteśmy narażeni. Jeśli tak byśmy podchodzili do sprawy, to ludzkość byłaby nadal w jaskiniach. Ogniem można się poparzyć, a korzystamy z niego. Kiedy doprowadzano gaz do mieszkań ludzie bali się wybuchów, prąd poraża, itd. Mogłabym mnożyć przykłady. DoCo - człowiek, którego znasz musi mieć przede wszystkim pieniądze, bo takie wyprawy są cholernie drogi. Rózne związki alpinistyczne, itp. dają pieniądze, ale muszą znać i ufać osobom, które idą tam - na Dach Świata. To nie zabawa. Kukuczka, Rutkiewicz, Pustelnik, Zawada - to były "firmy". Np. gdy jest mecz, to grający reklamują jakieś firmy, nosząc ich buty, spodenki, korzystają z dezodorantów, ochraniaczy, piłek. Dziękuję Wam wszystkim za cenne uwagi. Ja jeszcze popiszę o innym ekstremalnym sporcie, ale na razie jakoś sił mi brak. Miłej soboty, A23
Dobra Cobra dnia 11.03.2017 20:07
Bardzom rad, że tak szeroko odniesłaś się do mego skromnego komentarza. Opisany przeze mnie koleś zdaje się sponsoruje te wyprawy ze swoich środków. Ale teraz jest to o wieeele tańsze, niż za czasów PRLu. O, zerkam w gazetę: lot na Bali w tę i spowrotem to tylko 3 tysi ;) Więc nie są to kosmiczne pieniądze.

Pozdrawiam pięknie,

DoCo
Aronia23 dnia 11.03.2017 20:32
DoCo, ale żeby cię w ogóle cię wpuszczono na teren HIMALAJÓW, płacisz. Płacisz za sprzęt, płacisz Szerpom. Lot na Bali to, innego. Ja Ci powiem, ile kosztuje taka "zawodowa" wyprawa, np. 4 osób. Pochłonie ok. 70 TYŚ dolarów. Oni żyją z takich ludzi, muszą też dbać, Aby te góry nie stały się ścieżką dla turystów. Poza tym Himalaje są b. brudne. Są wyprawy, aby je posprzątać. Kilimandżaro - Afryka, kiedyś niedopstępna dla przeciętnego człowieka, teraz są wycieczki, łańcuchy, itp.Coś nie tak się rozumiemy. Pewnie bilet do Hongkogu, w obie strony ok. 3 tyś zł.
skroplami dnia 12.03.2017 12:28 Ocena: Świetne!
Aronio :), zgadzam się z Tobą w 1000000000 %.
Za mało :(? Ok, dodaj nieskończoność ;).
mike17 dnia 12.03.2017 14:12 Ocena: Bardzo dobre
Justynko, nic nowego w zasadzie nie powiem w tym temacie, czego nie napisała już al-szamanka :)
I ja nie rozumiem miłości do gór (osobiście nie znoszę ich), a tym bardziej narażania swego cennego życia.
Ale z drugiej strony rozumiem, że są osoby, które potrzebują do normalnego funkcjonowania adrenaliny i to ostrej, i tacy jeżdżą na te całe wyprawy.

Ja wolę iść na kajak, na łódkę, na ryby czy grzyby, co też niebawem uczynię.

Na uwagę zasługuje fakt, że to porządnie napisana historia i jak się przyłożysz, to Ci się udaje, czyż nie?
Czytało mi się bez zgrzytów, płynnie i dobrze.
Czyli jak sama widzisz, trza pisać non stop, by pisać dobrze, nie wolno sobie robić urlopów od pisania, bo to cofanie się.

Tak 3maj!

Howgh!
Dobra Cobra dnia 12.03.2017 16:43
W temacie jestem leszczem. Wydaje sie, że większość z nas żyje legendą dawnego polskiego himalajnictwa.

Pozerkałem za tym przeze mnie opisywanym kolesiem i oto jest: https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Bargiel

Tu jest trn artykuł, o którym wspominałem: http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,17331908,Wysportowany_jak_Andrzej_Bargiel.html?disableRedirects=true

http://www.gazetakrakowska.pl/magazyn/.../bargiel-polski-himalaizm-jest-sztucznie-meczenski,10579720/

To jeszcze przybliżę sylwetkę tego niesamowitego kolesia
http://wspinanie.pl/2016/.../andrzej-bargiel-sniezna-pantera/


Warto przeczytać, bo nie zawsze legenda okazuje się prawdą. Jednak słodko, że możemy urządzić pod Twoim tekstem urządzić taka ucztę wysokogórską.


Ukłony,

DoCo
ApisTaur dnia 12.03.2017 16:55 Ocena: Świetne!
Niech za komentarz do tego utworu będzie mój utwór.
https://www.jamendo.com/track/.../na-grani

pozdrawiam :)
Aronia23 dnia 12.03.2017 19:02
DoCo ale sam nie płacił, Może sam chodzi, jednak był w programie POLSKI HIMALAIZM ZIMOWY. Śnieżna Pantera to Kaukaz, te pantery nazywają irbisy. Tam jest Szczyt Komunizma, nie wiem, czy nazwę zmienili. Widzisz, Do Co. Tylko czytać, ile gadać sobie, a ile się można dowiedzieć. Pozdrawiam. A23. Poza tym On nie jest typowym wspinaczem, ale wiele osiągnął. Niby nie legenda a hasło w WKIPEDII ma. Dziękuję.
Pulsar dnia 24.03.2017 19:00
Wszystkie szlaki prowadzą z miejskiego życia
w niezniszczalne góry
amatorska wspinaczka bez asekuracji
aby nie w ciasnych butach
broń boże w cudzych
tylko z plecakiem empirycznym.

Słowa drgają na grani
niektóre przepadną w szczelinach
uznane za zaginione
sztuka przetrwania w wyższych partiach
mogą zejść z lawiną.

Inne podejmą heroiczny wysiłek
po swój Everest
kryształ górski.
Aronia23 dnia 24.03.2017 19:42
Pulsar, pięknie dziękuję za tak wspaniały komentarz. Użyłeś fajnych określeń
"niezniszczalne góry', "Słowa drgają na grani". Mistrz słowa z Ciebie. Spokojnego wieczoru. A23
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Jacek Podgorski
27/03/2017 23:32
Kiedy wracam do tego tekstu, zawsze nachodzi mnie podobna… »
Jacek Podgorski
27/03/2017 23:31
Niezmiernie mi miło :) »
kamyczek
27/03/2017 23:28
Witaj, byłam już pod tym wierszem, ale „chroniczny brak… »
Zingara
27/03/2017 23:22
gabi dziękuję za miły komentarz :) »
Izabea Bocian
27/03/2017 22:33
Szkoda. »
Izabea Bocian
27/03/2017 22:29
no i gitara. Kupuję wszystko. »
Grain
27/03/2017 21:46
Pomyślę kusicielko. Serdeczne dzięki. »
gabi
27/03/2017 21:42
Ciekawy tekst, ale warto się pokusić o inna… »
gabi
27/03/2017 21:35
Aleksandrze - Zaręczam Ci, że opinie nieraz „brałam na… »
gabi
27/03/2017 21:31
Niezwykle urokliwy i malowniczy wiersz (zwłaszcza druga… »
GregoryJ
27/03/2017 20:32
Witaj ponownie Aronio. Gregory Peck powiadasz. Nie wiem, czy… »
aleksander81
27/03/2017 20:07
Hej, Gabi - jasne, że gdy przypatruję się własnym tworom, to… »
skroplami
27/03/2017 19:03
Alfred Kubin "Po tamtej stronie" w wersji mikro… »
trawa1965
27/03/2017 18:57
Do tego wiersza mam najbardziej krytyczny stosunek ze… »
introwerka
27/03/2017 18:33
Gabi, cieszę się, że zaglądasz, tym bardziej, że wskutek… »
ShoutBox
  • Zola111
  • 27/03/2017 23:40
  • Głosujcie na wiersze w Zaśrodkowaniu. Jest w czym wybrać, proszę mi wierzyć :)
  • Aronia23
  • 27/03/2017 23:11
  • W tym miejscu, w którym wysiadłam z pocią, aby kupić wsch. marki. Tam była granica, ale nie można było wysiadać. Awantura ,ło, matko. A ja tam pracowałam na polach, zbierałam pory. Sniły się w nocyPA
  • Aronia23
  • 27/03/2017 23:01
  • Marka stała b. wysoko. Pamiętam zarobki mojej mamy 36 tyś. zł. A marka zach. koszt. 4 tyś. Tato mówił, że kiedy zużyło się pastę do oddania było to opak. - zużytej, dopiero mogłeś opakow. n. pasty.
  • Aronia23
  • 27/03/2017 22:51
  • miki, takie określenia? Wszem i wobec! Och, nie. Czyli z butami nie tylko ja miałam problem, to śmieszne było. A kiedyś jechałam pociągiem z Niemiec zach. Miałam bilet tylko do ostatniego miasta zacho
  • mike17
  • 27/03/2017 22:36
  • Miejmy nadzieję, że Albin się solidnie wysrał.
  • Gramofon
  • 27/03/2017 21:07
  • też kiedyś miałem w szkole jeden trampek swój a drugi brata o 3 numery większy :p
  • Aronia23
  • 27/03/2017 18:36
  • [link] No jajca były, buty na kartki. Raz wzięłam do szkoły but mojej siostry a drugi. Były takie same, różniły się numerami. A papieru też nie było. Albin S. Dno
  • mike17
  • 27/03/2017 18:30
  • Widziałem kiedyś foto Albina Siwaka przepasanego papierem toaletowym z napisem - MAM JESZCZE KUPĘ DO ZROBIENIA :)
  • Aronia23
  • 27/03/2017 18:19
  • Ernesto Che Guevara, ten nie żył zbyt długo. Kiedyś śmiano się z środka antykoncepcyjnego. Na ścianie napisać "I ty możesz urodzić Albina Siwaka'a ZARAZ PIOSNKE ZAPODAM.
Ostatnio widziani
Gości online:31
Najnowszy:boguslawnowakow