Osiedle diabłów - Demon Kuzni
Proza » Obyczajowe » Osiedle diabłów
A A A
Od autora: Hmm... Ten tekst nie przypadnie każdemu do gustu. Postanowiłem opisać moje ostatnie odwiedziny warszawskiego osiedla, któremu mam wiele do zarzucenia, które najchętniej zburzyłbym, albo lepiej - posłałbym w jego sam środem atomówkę. Część z tych przyczyn opisałem w poniższym tekście, ale i tak większość powodów, dla których nie darzę Młocin sympatią, ani nie szanuję, pozostanie gdzieś w głębinach moich wspomnień, i chyba tak będzie najlepiej. Pozdrawiam.

Czerwona kreska na liczniku BMW E36 typu Coupe opadła na zero. Wyłączyłem silnik, urywając w połowie piosenkę z radio i wyszedłem. Wiatr "zaatakował" mnie zaraz po postawieniu nogi na chodniku, zapiąłem więc czarną bluzę z kapturem, po czym ruszyłem dalej. Sam nie wiem, po co tu przyjechałem. Sam nie wiem, na cholerę mi te wspomnienia, po co ja je do jasnej cholery przywołuję? Zawsze chciałem zapomnieć o moim dzieciństwie. Otóż nie ta droga, przyjechałem tu po wenę. Może wreszcie uda mi się coś napisać, wrzucić do internetu? Chuj tam, że będzie to pożalania się nad swoim dzieciństwem.
Mijam Szkołę Podstawową numerem siedemdziesiąt siedem. Dotąd moja mina pozostała kamienna, teraz ukazywała moją złość. Pobicia w szkole i wymuszenia drobnych pieniędzy, na myśl nasuwa mi się rok dwutysięczny siódmy. Pamiętam do dziś, jakie piekło przeżywałem przychodząc do tej brzydkiej budy. Chociaż... czy w domu było mi lepiej?
Przechodzę na drugą stronę ulicy. Po drodze mijam szarych ludzi, część twarzy skądś kojarzę. Spotykam pana Stanisława, sześćdziesięcioletniego dziadka, mojego dawnego sąsiada. Trochę go nie rozumiem, mi udało wyrwać z tego pieprzonego osiedla, ba, nawet dzielnicy, a taki porządny pan dalej marnuje tutaj czas?
- Witam, . - staruszek szeroko uśmiechnął się i uścisnął moją dłoń, ponownie zakładając okrągłe okulary, nie wierząc kogo zastał w tym piekle.
- Dzień dobry. - kulturalnie odpowiedziałem, ale trochę sucho, ze względu na mój stres działający w duecie z gniewem.
- Co cię tutaj sprowadza, Macieju? - nie puszczając mojej dłoni, nawiązał rozmowę.
- Wena, panie Stanisławie.
- Wena? - zdziwił się.
- Tak, wena. Próbuję napisać jakieś opowiadanie, więc postanowiłem opisać swoje dawne życie. To sprowadziło mnie tutaj. Może nawet zgłoszę tekst do lokalnej gazety? - opowiedziałem mu, teraz już z uśmiechem na twarzy.
- W takim razie życzę powodzenia. I miło było mi cię znów zobaczyć, po czterech latach.
Rzucając uśmiechem, odszedłem, machając jeszcze w stronę dawnego sąsiada. Na zakręcie odbiłem w prawo, na ulicę Żubrową. Minąłem kilka bloków, a po chwili dotarłem do tego cholerstwa. Spojrzałem na dosłownie i w przenośni szary blok, którego numeru nie chcę tutaj podawać. Mimo kilku odnowień, budynek dalej wygląda jak jedno wielkie gówno. Mój umysł znowu został napadnięty przez wspomnienia. Z jednej strony widziałem siebie, moich najlepszych kumpli, kochającego dziadka Zbigniewa oraz przed chwilą widzianego pana Stanisława. Graliśmy w karty, śmiejąc się. Co jednak widziałem z drugiej strony? Ciągłe awantury, darcie moich rodziców, nie spanie po nocach, rozbijanie butelek o podłogę podczas kłótni. Moja rodzina nigdy nie potrafiła być wspaniała, chciałem uciec, ale nigdy mi to nie wyszło. Kiedyś, myśląc że to pogodzi raz na dobre rodziców, wyszedłem i nie wróciłem. Nie spałem całą noc, tylko włóczyłem się gdzieś. Następnego ranka wróciłem do domu, i co widziałem? Jeszcze więcej kłótni! No po prostu, kurwa, przepięknie. Wiem, wiem, niektórzy mieli gorzej. Nigdy nie miałem siebie za ofiarę całego świata, za największego nieudacznika, ale moje pozostawia wiele do życzenia.
Dobra, dość tego mazgajenia, pomyślałem wtedy, odchodząc dalej. Trudno uwierzyć, ale stawałem przy prawie każdym budynku. Wszystkiemu miałem tutaj coś do zarzucenia, no niestety.
Po ogólnych oględzinach dziesiejszego osiedla, na które to straciłem ponad dwie godziny, wróciłem do samochodu. Odjechałem na piskach, wyładowując za kółkiem złość. Moje drogie dzieci, morał z tego jest bardzo prosty - nienawidzę Młocin.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Demon Kuzni · dnia 12.03.2017 15:32 · Czytań: 136 · Średnia ocena: 3 · Komentarzy: 1
Inne artykuły tego autora:
Komentarze
Aronia23 dnia 12.03.2017 20:41 Ocena: Dobre
Demonie Kuźni, ja chciałam odnieść się do Twej opowieści "Osiedle diabłów". Przede wszystkim poruszyłeś bardzo bolesny temat - przemoc. Na tym osiedlu nie spotkało Cię nigdy nic dobrego? To bardzo dziwna historia. Wiele też takich niezbyt trafnych zdań, np. :
"Pobicia w szkole i wymuszenia drobnych pieniędzy, na myśl nasuwa mi się rok dwutysięczny siódmy. Pamiętam do dziś, jakie piekło przeżywałem przychodząc do tej brzydkiej budy. ". Wiesz, w liczebniku 2000 tyś. nie odmieniamy samego 2000, tylko to, co po nim następuje, czyli w roku dwa tysiące siódmym, rok dwa tysiące siedemnasty. Zauważ, tak też było z 1900, urodziłem się w roku tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym. To jedno. Druga sprawa, która może być sporna i trochę razi, to ciągła wściekłość autora opowieści. Przyjechał weny szukać, a co on chce pisać? Koszmary, grzebać się w bagnie, które minęło. No chyba, ze chce poradniki pisać. Rodzina - koszmarna (wybacz), ale o tym napisałeś, więc ośmieliłam się też wspomnieć. Szarość, złość, jedyne dobro to "staruszek" ma 60 lat, jaki staruszek? Ale nie wiem, ile Ty masz. Sądząc z wyliczeń to około 25 - 26. Gratuluję, ze się tak oderwałeś od przeszłości. Jednak coś dzieciństwo i b. wczesna młodość, coś dały - nauczyły ostrożności i dbałości, aby więcej nie być w takich okolicznościach. I samochód o dość wysokim standardzie. Musisz być dzielny i zderminowany, ale zaczynasz być bezwzględny i nienawidzisz:"
"Odjechałem na piskach, wyładowując za kółkiem złość". No jakaś odskocznią były:Z jednej strony widziałem siebie, moich najlepszych kumpli, kochającego dziadka Zbigniewa oraz przed chwilą widzianego pana Stanisława. Graliśmy w karty, śmiejąc się. Co jednak widziałem z drugiej strony? Ciągłe awantury, darcie moich rodziców," Miałeś dwa różne światy. I nie ma ani razu w opowieści wyrazu "diabeł", choć w tytule jest.

Jednym słowem, choć nie jestem aż takim znawcą, myślę, że pisanie jest dla Ciebie, ale wymaga dużo pracy.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Jacek Podgorski
27/03/2017 23:32
Kiedy wracam do tego tekstu, zawsze nachodzi mnie podobna… »
Jacek Podgorski
27/03/2017 23:31
Niezmiernie mi miło :) »
kamyczek
27/03/2017 23:28
Witaj, byłam już pod tym wierszem, ale „chroniczny brak… »
Zingara
27/03/2017 23:22
gabi dziękuję za miły komentarz :) »
Izabea Bocian
27/03/2017 22:33
Szkoda. »
Izabea Bocian
27/03/2017 22:29
no i gitara. Kupuję wszystko. »
Grain
27/03/2017 21:46
Pomyślę kusicielko. Serdeczne dzięki. »
gabi
27/03/2017 21:42
Ciekawy tekst, ale warto się pokusić o inna… »
gabi
27/03/2017 21:35
Aleksandrze - Zaręczam Ci, że opinie nieraz „brałam na… »
gabi
27/03/2017 21:31
Niezwykle urokliwy i malowniczy wiersz (zwłaszcza druga… »
GregoryJ
27/03/2017 20:32
Witaj ponownie Aronio. Gregory Peck powiadasz. Nie wiem, czy… »
aleksander81
27/03/2017 20:07
Hej, Gabi - jasne, że gdy przypatruję się własnym tworom, to… »
skroplami
27/03/2017 19:03
Alfred Kubin "Po tamtej stronie" w wersji mikro… »
trawa1965
27/03/2017 18:57
Do tego wiersza mam najbardziej krytyczny stosunek ze… »
introwerka
27/03/2017 18:33
Gabi, cieszę się, że zaglądasz, tym bardziej, że wskutek… »
ShoutBox
  • Zola111
  • 27/03/2017 23:40
  • Głosujcie na wiersze w Zaśrodkowaniu. Jest w czym wybrać, proszę mi wierzyć :)
  • Aronia23
  • 27/03/2017 23:11
  • W tym miejscu, w którym wysiadłam z pocią, aby kupić wsch. marki. Tam była granica, ale nie można było wysiadać. Awantura ,ło, matko. A ja tam pracowałam na polach, zbierałam pory. Sniły się w nocyPA
  • Aronia23
  • 27/03/2017 23:01
  • Marka stała b. wysoko. Pamiętam zarobki mojej mamy 36 tyś. zł. A marka zach. koszt. 4 tyś. Tato mówił, że kiedy zużyło się pastę do oddania było to opak. - zużytej, dopiero mogłeś opakow. n. pasty.
  • Aronia23
  • 27/03/2017 22:51
  • miki, takie określenia? Wszem i wobec! Och, nie. Czyli z butami nie tylko ja miałam problem, to śmieszne było. A kiedyś jechałam pociągiem z Niemiec zach. Miałam bilet tylko do ostatniego miasta zacho
  • mike17
  • 27/03/2017 22:36
  • Miejmy nadzieję, że Albin się solidnie wysrał.
  • Gramofon
  • 27/03/2017 21:07
  • też kiedyś miałem w szkole jeden trampek swój a drugi brata o 3 numery większy :p
  • Aronia23
  • 27/03/2017 18:36
  • [link] No jajca były, buty na kartki. Raz wzięłam do szkoły but mojej siostry a drugi. Były takie same, różniły się numerami. A papieru też nie było. Albin S. Dno
  • mike17
  • 27/03/2017 18:30
  • Widziałem kiedyś foto Albina Siwaka przepasanego papierem toaletowym z napisem - MAM JESZCZE KUPĘ DO ZROBIENIA :)
  • Aronia23
  • 27/03/2017 18:19
  • Ernesto Che Guevara, ten nie żył zbyt długo. Kiedyś śmiano się z środka antykoncepcyjnego. Na ścianie napisać "I ty możesz urodzić Albina Siwaka'a ZARAZ PIOSNKE ZAPODAM.
Ostatnio widziani
Gości online:35
Najnowszy:boguslawnowakow