Partyzanci. Prolog. - Demon Kuzni
Proza » Inne » Partyzanci. Prolog.
A A A
Od autora: Patriotic-fiction. Jako że ostatnio przeczytałem kilka książek tego typu i ogólem zainteresowałem się głębiej tematem, spróbowałem sił w tym gatunku. Nie wiem, czy mi wyszło i nie wiem, czy jest co czytać. Ocena należy do Ciebie. Pozdrawiam.
Klasyfikacja wiekowa: +18
Irak, Bagdad, 11 marca, godzina 11.47, 2004 rok
 
Zbliżało się południe. O tej porze w Muzeum Narodowym Iraku, mimo sytuacji ogarniającej kraj, było wiele osób, pasjonujących się historią. Srebrny Nissan Primastar z firmowymi oznaczeniami podjechał na tyły dużego budynku. Kierowca jeszcze chwilę po zaparkowaniu siedział w furgonetce, jednak wyszedł wraz z pasażerem, wyłączając silnik. Podpułkownik Sad al Izrapiłow odpalił ręcznie robionego papierosa, stawiając ciężkie, czarne glany na ceglanym chodniku. Zaszedł na tył pojazdu, zaciągając się dymem. Po chwili dołączył do niego Abdul Khalid. Spod białych chust owijających twarz dwójki Arabów nie dało się dostrzec ich twarzy. Byli idealnie ubrani na mokrą robotę.
Izrapiłow poprawił szatę w jasnym kolorze i ruszył przodem w kierunku głównego wejścia do muzeum. Nie minęło dwadzieścia sekund, a oni w skupieniu przekroczyli próg budynku. Zza rogu wyszedł ubrany w brudną od piasku koszulę Irakijczyk.
- Witam. - uśmiechnął się jakby od niechcenia, stając im na drodze.
- Witam. - odparł Izrapiłow, dokładnie lustrując ochroniarza.
- Ze względu na nieprzyjemną sytuację w naszej ojczyźnie, jestem zmuszony przeszukać szanownych panów.
- Oczywiście.
Trzydziestoczteroletni Sad rozłożył szeroko ręce, chociaż wcale nie zamierzał dać się wymacać. Ochroniarz przesuwał dłonie po ciele mężczyzny. Od góry do dołu. Kiedy poczuł metalową rękojeść, zatrzymał się nerwowo. Na reakcję po opóźnieniu było już za szybko. Świetnie wyszkolony w boju Izrapiłow uderzył głową ochroniarza, odpychając go. Dobył pistolet typu Tariq, dynamicznie podnosząc rękę. Broń była odbezpieczona, dlatego wystarczyło wycelować i... BUM. Najbliższą okolicę ogarnął huk wystrzału. Kawałki mózgu oraz krew trysnęły na bladożółtą ścianę muzeum. Z głebi pomieszczenia z artefaktami wybiegł uzbrojony w stary rewolwer drugi ochroniarz. W czasie, kiedy Izrapiłow otworzył do niego ogień, Abdul Khalid przekradł się do pokoju obok. Jedni przerażeni klienci uciekali gdzie pieprz rośnie, drudzy zaś kładli się na podłogę i odmawiali wszelkie znane modlitwy. Dwudziestodwulatek nie przejmując się, i nie zwracając na nich uwagi ruszał dalej. Przykucnął przy jednej ze ścian, wydobywając z szarej szaty plastikowy ładunek. Przykleił C4, po czym odszedł żwawym krokiem jak gdyby nigdy nic. To samo zrobił w innym pomieszczeniu, teraz mógł wrócić do przełożonego. Klepnięciem w plecy, zasygnałował Sadowi czas na ucieczkę. Ten schował pistolet. Oboje opuścili budynek, wsłuchując się w syreny policyjne...
 
 
Ahmed al Wazeladi przetarł spocone czoło. Z prędkością sto dziesięciu kilimetrów na godzinę pędził Prismatarem przed siebie. Przerażeni strzałami, paniką innych oraz pędzeniem ciężarówki. Wiedział, że szefowi nie wszystko poszło zgodnie z planem, a w Muzeum Narodowym wybuchła strzelanina, najpewniej z ofiarami śmiertelnymi. Jego pojazd, jak i furgonetka Izrapiłowa wypełniona była po brzegi ładunkami wybuchowymi, które mieli zdetonować w pobliżu muzeum. Oszacował odległość kilometra od celu. Z tą prędkością dotrze szybko, pytanie tylko czy szybciej niż służby porządkowe i pobliskie oddziały wojskowe.
Zobaczył budynek. Zaczął hamować, kiedy nagle spłoszony pies wyskoczył na ulicę. Potrąciwszy go, Ahmed al Wazeladi wpadł w poślizg. Nie miał szans na całkowite zatrzymanie, mógł tylko zmniejszyć prędkość. Muzeum było coraz bliżej. Biały Nissan pędzący sześćdziesiąt km/h zderzył się twardo z jasną ścianą budynku. Przeklinając w duchu, podniósł głowę. W na wpół rozbitym lusterku dojrzał trzech żołnierzy polskich. Trzymane w ich dłoniach Beryle z łatwością mogły go podziurawić. Ahmed szybko otrząsnął się i pomyślał logicznie. Doszedł do wniosku, że nawet mały rewolwer skrywany pod szatą nie jest w stanie obronić go przed wojskowymi. Wyciągnął pokrwawioną od wypadku rękę w kierunku schowka, z którego wyjął niewielki detonator.
 
 
- Allahu Akbar... Wybacz mi... - wycedził przez zęby, odpalając ładunki...
 
 
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Demon Kuzni · dnia 15.03.2017 11:25 · Czytań: 78 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Inne artykuły tego autora:
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Jacek Podgorski
27/03/2017 23:32
Kiedy wracam do tego tekstu, zawsze nachodzi mnie podobna… »
Jacek Podgorski
27/03/2017 23:31
Niezmiernie mi miło :) »
kamyczek
27/03/2017 23:28
Witaj, byłam już pod tym wierszem, ale „chroniczny brak… »
Zingara
27/03/2017 23:22
gabi dziękuję za miły komentarz :) »
Izabea Bocian
27/03/2017 22:33
Szkoda. »
Izabea Bocian
27/03/2017 22:29
no i gitara. Kupuję wszystko. »
Grain
27/03/2017 21:46
Pomyślę kusicielko. Serdeczne dzięki. »
gabi
27/03/2017 21:42
Ciekawy tekst, ale warto się pokusić o inna… »
gabi
27/03/2017 21:35
Aleksandrze - Zaręczam Ci, że opinie nieraz „brałam na… »
gabi
27/03/2017 21:31
Niezwykle urokliwy i malowniczy wiersz (zwłaszcza druga… »
GregoryJ
27/03/2017 20:32
Witaj ponownie Aronio. Gregory Peck powiadasz. Nie wiem, czy… »
aleksander81
27/03/2017 20:07
Hej, Gabi - jasne, że gdy przypatruję się własnym tworom, to… »
skroplami
27/03/2017 19:03
Alfred Kubin "Po tamtej stronie" w wersji mikro… »
trawa1965
27/03/2017 18:57
Do tego wiersza mam najbardziej krytyczny stosunek ze… »
introwerka
27/03/2017 18:33
Gabi, cieszę się, że zaglądasz, tym bardziej, że wskutek… »
ShoutBox
  • Zola111
  • 27/03/2017 23:40
  • Głosujcie na wiersze w Zaśrodkowaniu. Jest w czym wybrać, proszę mi wierzyć :)
  • Aronia23
  • 27/03/2017 23:11
  • W tym miejscu, w którym wysiadłam z pocią, aby kupić wsch. marki. Tam była granica, ale nie można było wysiadać. Awantura ,ło, matko. A ja tam pracowałam na polach, zbierałam pory. Sniły się w nocyPA
  • Aronia23
  • 27/03/2017 23:01
  • Marka stała b. wysoko. Pamiętam zarobki mojej mamy 36 tyś. zł. A marka zach. koszt. 4 tyś. Tato mówił, że kiedy zużyło się pastę do oddania było to opak. - zużytej, dopiero mogłeś opakow. n. pasty.
  • Aronia23
  • 27/03/2017 22:51
  • miki, takie określenia? Wszem i wobec! Och, nie. Czyli z butami nie tylko ja miałam problem, to śmieszne było. A kiedyś jechałam pociągiem z Niemiec zach. Miałam bilet tylko do ostatniego miasta zacho
  • mike17
  • 27/03/2017 22:36
  • Miejmy nadzieję, że Albin się solidnie wysrał.
  • Gramofon
  • 27/03/2017 21:07
  • też kiedyś miałem w szkole jeden trampek swój a drugi brata o 3 numery większy :p
  • Aronia23
  • 27/03/2017 18:36
  • [link] No jajca były, buty na kartki. Raz wzięłam do szkoły but mojej siostry a drugi. Były takie same, różniły się numerami. A papieru też nie było. Albin S. Dno
  • mike17
  • 27/03/2017 18:30
  • Widziałem kiedyś foto Albina Siwaka przepasanego papierem toaletowym z napisem - MAM JESZCZE KUPĘ DO ZROBIENIA :)
  • Aronia23
  • 27/03/2017 18:19
  • Ernesto Che Guevara, ten nie żył zbyt długo. Kiedyś śmiano się z środka antykoncepcyjnego. Na ścianie napisać "I ty możesz urodzić Albina Siwaka'a ZARAZ PIOSNKE ZAPODAM.
Ostatnio widziani
Gości online:29
Najnowszy:boguslawnowakow