Lepszego życia Koszałku - JOLA S.
Proza » Humoreska » Lepszego życia Koszałku
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

 Gorące słońce próbowało wedrzeć się do domku Złej Królowej jak uparty podglądacz. 

- Jest jak w piekle, kręci mi się w głowie, ale nic to, najważniejsze, że mogę być tu nad oceanem  i cieszyć widokiem moich przyjaciół - pomyślała Sierotka Marysia, stawiając tacę z ciastem na  stoliku.

Od przyjazdu życie toczące się pod  stopami jej przestało się liczyć, znowu czuła się seksowna i młoda. Świat wydawał się dobry, wino lało się rzeką, a miękkie światło popołudnia niosło nieskończone możliwości. Podając kawałek cytrynowego ciasta  Koszałkowi- Opałkowi niechcący oparła dłoń o świeżo pomalowaną ścianę.

- A to, jaki kolor? - Zapytała cicho. - Samobójstwo o Zmierzchu? Kościół w Zimowe Popołudnie? Nigdy nie widziałam tak ciemnego niebieskiego.

Wpatrywała się w męża z taką intensywnością, że Kranal poczuł mrowienie w nogach. Jego różowa skóra lśniła od potu, wzrok miał dziwnie rozbiegany.

– To prawda - przyznał, poprawiając szkła na nosie. - Jest nader interesujący, przynajmniej nie bije po oczach i  nie przypomina Cukierkowej Cytryny.  żono , od rana w ustach czuję papier ścierny i smołę, zawsze tak mam po młodym winie -  pożalił się nagle dopuszczony do głosu.

- Koszałku, nie musisz mi nic tłumaczyć, od piętnastu lat tak się masakrujesz - Marysia skwitowała wywód męża, cmokając go w śliski policzek.  

- Święta kobieta, zawsze oszczędnie szafowała miłością - wymruczał i zaczął chodzić w kółko jak bezradny pies, który zamierza się położyć na trawie i zdrzemnąć.

Sierotka, z którą postanowił spędzić życie nie reagowała. Niepocieszony podniósł pozostawioną przez jakieś dziecko łopatkę i zaczął kopać w donicy z piaskiem. Cieszyła go bezcelowość tego wysiłku. A w oddali ocean syczał i bulgotał monotonnie. Koszałek wlepił w horyzont uduchowiony wzrok.

- Tyle lat marzyłem, żeby przyjechać do domku Złej Królowej, a tu nic tylko nuda, szary piasek, zimna woda i kwaśne wino, aż trudno uwierzyć, jakim próbom los poddaje krasnale - pomyślał strapiony.

Sierotka Marysia też wydawała się Koszałkowi bardziej niespokojna niż zazwyczaj. Jej  biała koszulka była tak przepocona, że prześwitywały przez nią sutki, sterczały jak dwa powitalne prezenty. Gdy przelatująca mewa wrzasnęła, Sierotka upuściła kieliszek.

– Pozwól Koszałku, że posprzątam – wybąkała zawstydzona.

Im bardziej się oddalała z miotełką, tym bardziej Koszałek próbował się do niej zbliżyć. Jego mięśnie poruszały się z rozkoszą, ciało odzyskało siły.

- Marysiu, ja się tym zajmę - wybełkotał, pociągając z butelki resztkę wina. - Niepokoi cię kolor ścian domku? Mnie się podoba, nieważne, że nie jest już różowy. Na niebieskim tle portret Papy Smerfa będzie prezentować się równie wspaniale.

Kopciuszek ubrana w elegancką niebieską koszulę i spodnie khaki, sączyła wino by ukryć targające ją emocje. Uśmiechała się, ale jej oczy były lodowate. Dla imprezy w domku Złej Królowej zrezygnowała w wycieczki do miasta. Przyszła z nadzieją , że spotka księcia z bajki.

-  Niespodzianki nie było, będę musiała poczekać, każdy upadek i triumf jest chwilowy. Czy muszę słuchać dialogu Sierotki  i Koszałka? No cóż, tak jest, gdy małżeństwo opiera się na seksie i zbieraniu znaczków pocztowych. Marysia jest nudna, a Koszałek - Opałek to urodzony opowiadacz, zawsze przekształca rzeczywistość w prawdy różnego rodzaju - pomyślała nie wypuszczając papierosa z ust.

-  Koszałku, odkąd poczułeś wenę nic ci nie przeszkadza – kontynuowała Sierotka Marysia.

- Z całym szacunkiem – wtrąciła się Kopciuszek. - Obok Papy Smerfa można powiesić  nie jeden portret, na przykład Kaczora Donalda.  Nie należy do osób najinteligentniejszych, ani najważniejszych, ale ma naturalną pewność siebie i poparcie Disneya. Właśnie jego portret wyjęłam ze śmietnika. Chyba postąpiłam fair? – wyrecytowała.


Marysia obrzuciła Kopciuszka ciepłym wzrokiem,  zawsze ją podziwiała, pomimo, że nigdy nie była ładna, a niedostatki urody tuszowała sztuczną opalenizną i botoksem.


- Drogi Kopciuszku, wybaczam ci, upiłaś się. Mnie to tam wszystko jedno, kto wisi na ścianie domku Złej Królowej i nieważne jakie miejsce zajmuje na liście przebojów - odezwała się nieco zniecierpliwiona, Marysia. – Historia kariery Kaczora już mnie nie kręci, dawno przestał być idolem, a  po Oskarach zostało tylko wspomnienie. Powinien z powrotem zająć się prowadzeniem interesów.Tak czy owak, nie mam ochoty się zajmować kaczorami. Jestem na wakacjach. To cud, że  nareszcie mogę  cieszyć się egzotyką i to w wersji light. Statystowanie w mydlanej operze nie rozpieszcza, muszę odpocząć. Nie ważasz, że nasza dzisiejsza impreza okazała się najgorszą ze wszystkich.

Koszałek stulił uszy po sobie, miał ochotę pożegnać się i zwrócić się ku przyszłości, ale tylko wydobył z kieszeni chusteczkę odświeżającą i dokładnie wytarł spocone dłonie.

- Tylko popatrz Koszałku, czy nie mam racji? Pijany Dratewka od godziny całuje się ze Smokiem Wawelskim. Dziewczynka z Zapałkami też zalała się w trupa i naga śpi na dywanie. Co ciebie opętało, żeby zorganizować przyjęcie połączone z degustacją wina? Dużo lepsze imprezy były w Krainie Liliputów – wyrzuciła z siebie jednym tchem.

– O przepraszam – obruszył się Koszałek. W Krainie Liliputów wszystko jest  maleńkie. Tam na pewno nie zauważyłabyś mojego ogromnego talentu.

Sierotka Marysia na samo wspomnienie  niedawnego odkrycia poczuła mrowiące ciepło na plecach tuż nad kością ogonową. Uśmiech żony podziałał na Koszałka jak jutrzenka.

- Pamiętasz, jacy byliśmy dzicy, moja Smoczyco – zamruczał, ocierając łzy wzruszenia.

- Nazwałeś mnie Smoczycą? To prawda, zieję ogniem, bo podnieca mnie twoja twórczość. Beze mnie też byłbyś kimś wielkim – przyznała po chwili.

Koszałek popatrzył na żonę z nadzieją w oczach.

- Mój mężu, od kiedy zostałeś dramatopisarzem wszystko się zmieniło, widzę to każdego dnia. Zawsze byłeś moją nieopowiedzianą tajemnicą.

- Tajemnicą, co ona mówi?

Koszałek Opałek zamrugał zbity z tropu i wydał z siebie zduszony jęk. Znowu zawisła nad nim ciemność. Przecież sierotka nie musi mi przypominać, jakie korzyści wynikają ze stałej pracy. Tylko, czy aby się sprawdzę? Byłem dobrym aktorem, nawet Maria Konopnicka obsadziła mnie w głównej roli. Opowiadanie o wiośnie to zwykła rzecz, ale dramatopisarstwo, to dopiero jest wyzwanie.

Sierotka Marysia doskonale znała rozpacz męża. Odsunęła okulary na czoło i podała Koszałkowi marchewkową babeczkę.

-  Mój mężu, to wsparcie dla twojej inwencji. Karoten  zapewni ci sprawność i młody wygląd skóry, szybciej będziesz osiągał literackie spełnienie, nie będziesz musiał obawiać się o kondycję. Nie wpadaj w panikę,  już żadna sytuacja cię nie pokona - stwierdziła z powagą w głosie.

Wodniste słońce powoli zachodziło, zrobiło się chłodniej. Woda w oceanie marszczyła się i wygładzała się kusząco.  Sierotka  zatrzepotała białymi rzęsami, ucałowała męża na pożegnanie, zdjęła z haka lornetkę i powoli ruszyła plażą przed siebie.

- Zapewne poszła podglądać białe wieloryby – domyślił się Koszałek.

- Skorzystam z chwili, uruchomię wyobraźnię i nareszcie napiszę list do Złotej Rybki. Widywałem ją w rękach uduchowionych, pragnących przytyć i pragnących schudnąć, gotujących w domu z upodobaniem i takich, co nie potrafią sobie zaparzyć herbaty. Wszyscy od niej coś chcieli, a przecież nic o niej nie wiedzą. Jej cierpliwość była zgodna z naturą, ale już się wyczerpała. Kocham ją, wystarczy mi jej uśmiech i dobre słowo. Gdy o niej myślę łzy od razu obsychają. Opiszę Złotej Rybce historię mojego życzenia, może się zdziwi. Nigdy nie dopuściłem nikogo tak blisko.

Nagle Koszałka zalała  powódź białego światła.

- Weno, jesteś zaskakującą istotką – wyszeptał.

Na twarzy Weny pojawił się uśmiech i szybko zniknął. Koszałek – Opałek nawet nie zdążył się zorientować, że potrafi być zabawna.

- Nie wytrzymam dłużej tej duchoty, miesza mi rozum, a list napiszę jutro – wysapał.

Wstał z krzesełka, otworzył drzwi, zaczerpnął powietrza i podreptał na plażę.

Tak długo siedział przy krawędzi oceanu pogrążony w rozmyślaniach, że jego skóra zupełnie wyschła. Długie milczenie i błogi chlupot wody, niespodziewanie przerwało ciche nucenie kobiety płynącej żabką na plecach. Po chwili ujrzał Królewnę Śnieżkę. Stała mokra tuż obok w czarnym kostiumie, z wysoko upiętymi włosami. Była taka śliczna, wyglądała jak grecki posąg.

- Powiedzieli mi, że przyjechałeś tu się popluskać. Pożyczyłam samochód i wpadłam do ciebie.

Koszałek - Opałek przysunął się i dopiero teraz zobaczył twarz Królewny.

- Antygona. – Uśmiechnął się.

- Słucham?

- Antygona – powtórzył. – Iskra. To tytuł mojej sztuki. Antygona zanim się powiesiła bogowie nałożyli na nią klątwę nieśmiertelności. Dali jej ją w darze za to, że przekłada prawa boskie nad ludzkie. Ale kiedy zaczęła złorzeczyć bogom, dar zmienił się w przekleństwo.

- O mój Boże – szepnęła Królewna.

- Właśnie. Potraktowałem ją w mojej sztuce, jako wyraz nienawiści do ludzi.

- Może zmienisz jej tytuł na Wieczna Antygona, żeby podkreślić, że wciąż jest z nami.

Krasnal spuścił wzrok i nic nie odpowiedział. Czuł, że  szybko wchodzi w rolę,  chwycił Śnieżkę za rękę i powiódł do szatni.  Światło korytarza rozpraszało się, tworząc aureolę  wokół jej jedwabistych, kruczoczarnych włosów. Podniecały aksamitne usta i malutkie uszy.

- Znalazłem, to czego szukałem.  Mimo, że od matury przytyła parę kilogramów, nadal wygląda jak dojrzały, ociekający sokiem owoc.


 Koszałek poczuł nagłą presję, spuścił majtki i przycisnął je do serca.

– Śnieżko, może położymy nasze dusze na ołtarzu seksu? -Zaproponował nieśmiało.

 Mimo, że sceny miłosne zawsze go krępowały, tym razem oczami wyobraźni  widział, jak Królewna  należy do niego i lśni pod jego dotykiem. Rozwarł ramiona, a ona  śmiejąc się złożyła na jego czole zimny  pocałunek.

 Z jej wspaniałych ust wyczytał:  Och,  dobrze, że nie dałam ci w gębę.


Dla Koszałka – Opałka to był mało satysfakcjonujący kompromis.


- Tak wygląda obietnica seksu i bogactwa - pomyślał strapiony i czym prędzej wciągnął majtki.

- No tak, nie znam większego psa na baby i nie wiem jak ci to dotąd uchodziło na sucho.  Wychodzę za księcia Transylwanii - rzuciła słodkim głosem i zniknęła w ciemności.

Koszałek- Opałek pogrążył się w  głębokiej depresji,  bez trudu go dopadała. Siedział samotnie na plaży i dźgał kijem martwe meduzy. Aż chciało się go przytulić i ukoić.

Następnej nocy wszystko się skończyło. Koszałek- Opałek na niebotycznym haju, skoczył w ciemność z wieżyczki ratownika. Ale to nie miało znaczenia, jego historia  odżyła na premierze „ Antygony” na deskach Théâtre 13 w Paryżu.

- Lepszego życia w nowym świecie, Koszałku – Opałku! - skandowali widzowie.

Owacjom nie było końca.


KONIEC

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
JOLA S. · dnia 15.03.2017 11:37 · Czytań: 408 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 8
Komentarze
Miroslaw Sliwa dnia 15.03.2017 13:19
Oj Jolu, ale namieszałaś. :)

Dobrze się jednak czyta; leciutkie. Trochę humoreski, trochę groteski.
Zresztą, życie też takie bywa.
Jesteś pomysłowa i masz słuch literacki.
Naprawdę fajne.

Pozdrawiam. :)

Mirek
JOLA S. dnia 15.03.2017 13:53
Witaj Mirku,
z nadmiaru radości robię pompki. ;)
To chyba Twoja pierwsza wizyta :)
Słowa uznania z Twoich ust to dla mnie najwyższa nagroda :)

Zanim dzwonek wezwie mnie znowu do pracy, wspomnę, że to jest druga i ostatnia część przygód Koszałka- Opałka na falach PP. Pierwszą popełniłam nieco wcześniej, nosi skromny tytuł " Jesteś geniuszem"

Pozdrawiam gorąco. :)

JOLA S.
Miroslaw Sliwa dnia 15.03.2017 14:25
Twoją humoreskę przeczytałem z przyjemnością i na pewno zapoznam się z innymi pracami Twojego autorstwa.

Trzymaj się zdrowo. :)

Mirek
JOLA S. dnia 15.03.2017 17:54
Cieszy mnie, że zaglądasz do moich tekstów, a jeszcze bardziej, że zostawiasz pod nimi komentarz. Miło mi, że humoreska Ci się spodobała.

Pozdrawiam i zawsze serdecznie zapraszam w moje gościnne progi :) :)


JOLA S.
Aronia23 dnia 15.03.2017 19:17 Ocena: Świetne!
Jolu, widzę, że krasnoludki mają swe miejsce w Twym serduchu. Jakże mi fajnie czytać opowieści pięknej treści. Ja, po zabiegu- dziś miałam. Jakoś poszło, najważniejsze, że wiem już, jak się nazywam, ale zalogowana jestem całą dobę. A Koszałek? Oj, takich rzeczy nie robią krasnoludki, a ten zrobił. Pierwsza klasa a nawet super klasa bohater. Pionier. "matryca" I Jolu, książę Transylwanii? Który? Śnieżka? To mi bliskie jest wszystko. Uwielbiam Rumunię, uwielbiam biel śniegu, zachwyca mnie Twa Wena. Baśniowych kobitek tu co niemiara, jak w moim "Brydżu".
Ludzie, jakie my, Jolu, mamy możliwości. Wykorzystałaś je super w tej historii. Polecam Ci też baśń Andersena "Krasnoludek u kupca" - może znasz?
" – O przepraszam – obruszył się Koszałek. W Krainie Liliputów wszystko jest takie maleńkie. Tam na pewno nie zauważyłabyś mojego ogromnego talentu." to najbardziej charakterystyczne zdania dla baśni. O i Złota Rybka. Pozdrawiam, muszę jeszcze trochę dojść do siebie. Bo głupawka, ale taka o kolorze biskupim. Pozdrawiam, A23.
JOLA S. dnia 15.03.2017 20:21
Aronio,

cieszę się, że znalazłeś dla siebie miłe fragmenty. :)

Bardzo dziękuję za wnikliwy, pozytywny komentarz.

Serdeczności, dbaj o siebie i wracaj do zdrowia :) :)

JOLA S.
Dobra Cobra dnia 15.03.2017 23:24 Ocena: Bardzo dobre
Sukces i jego ciemne strony. Nooooo!


JOLU S,

No słodka ta opowieść jest. Sutki zaproszeniami, ale seksu z Królewna niet, bo wychodzi za księcia transylwanii. Związek iparty na seksie i zbieraniu znaczków też słaby, baba poszla w świat w zapoconym podkoszulku. A bohater ze szczęścia rzucił sie w przepasc (z budki ratowniczej).

Samo artystyczne życie. Biegniemy do sukcesu, który zmieni nasze życie w koszmar. Trzeba będzie chlać na umór, bzykać chętne laski (lub oddawać się chętnym facetom) oraz umierac ze stresu w każdej chwili, bo przecież sukces nagle może się skończyć. I wtedy narkotyki...


Się dobrze czyta, normalnie samo życie.

Pieknie dziekuję ża ten tekst.


Pozdrawiam i do następnego,

DoCo
JOLA S. dnia 16.03.2017 06:00
"Jestem z miejsca, gdzie pleśń zżera mury i ludzi, a bezlistne drzewo, otoczone szczelnie brukiem, zakwita zimą czarnymi ptakami. Gdzie oczy i dachy przeciekają pod naporem zadymionej mgły. Z ulicy, na której dziewczęta puchną przedwcześnie, a kobiety sinieją za życia."

DoCo,

zamiast biegać w deszczu, siedzę i mieszam w tyglu bajki, chcę przegonić w sobie czas :(

Bo, w co się bawić na tęczowym moście, gdy szaro jest co dnia?

Pięknie dziękuję za wyrozumiałość dla radości moich smutków :) :)

Pozdrawiam gorąco i do następnego,

JOLA S.
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
trawa1965
23/08/2017 05:21
Znam angielski. Sądzę jednak, że zrobię to zimą, gdy będę… »
Zola111
23/08/2017 01:06
Intro, tym razem z przumrużeniem oka i humorem? I dobrze.… »
Zola111
23/08/2017 00:55
Carve, żeby uniknąć archaicznego swe, wystarczy… »
bruliben
23/08/2017 00:07
Mokotów. Blisko i daleko. Mieszkałem tam, ale już nie… »
bruliben
23/08/2017 00:04
Ależ dużo uczuć. Że aż trzeba nabrać wody w usta. Ale to nie… »
bruliben
22/08/2017 23:55
Sens? Ok, spróbuję. Dla ciebie? Miara jej poświęcenia -… »
MarcinD
22/08/2017 23:39
No właśnie nie wiem od czego zależy, na której półce ląduje… »
chawendyk
22/08/2017 23:26
A kupić nie trzeba:) przeczytałaś, to mi wystarczy. W PL… »
Milena1
22/08/2017 23:08
Chyba poprawiłeś trochę tekst, bo rano jak czytałam miał… »
Dobra Cobra
22/08/2017 22:43
Ciężar ów zrzucam za każdym razem, gdy nowe dzieło idzie do… »
retro
22/08/2017 22:28
DoCo, ale tuszę, że jako autor ten ciężar zrzuciłeś... wraz… »
Silvus
22/08/2017 22:13
Tzn. masz nadzieję. ;) Ja tu nie mam (chyba). Miło, że… »
badmadpoem
22/08/2017 22:02
Z tą nadzieją to krucho ostatnio - jednak moja była trafna,… »
MarcinD
22/08/2017 21:09
Takie powtórki są nieco zaplanowane z uwagi na to, że cały… »
Esy Floresy
22/08/2017 21:03
Warto sięgać źródeł! Tak, "z pod" było poprawne… »
ShoutBox
  • mike17
  • 23/08/2017 00:18
  • Przyszedł kolega, który pracuje w Norwegii, robiłem mu ankietę o pracy, chce złapać się na robotę państwową, a to już inna brożka, zrobiliśmy trochę testów, no i ślę kumpla do Norwegii, ma szanse :)
  • Esy Floresy
  • 21/08/2017 21:49
  • Vulpes :) A Ciebie co za dobre duchy przywiały?
  • Silvus
  • 21/08/2017 20:57
  • O, Erosa lubię.
  • Niczyja
  • 21/08/2017 16:32
  • Jest tyle nowych opublikowanych tekstów, że sama nie wiem od którego zacząć:) Może na początek zacznę od muzyki ... [link] :)
  • mike17
  • 21/08/2017 15:54
  • Oj, chyba nie. Znane mi są przypadki, gdzie ktoś ze sprzedawcy został kierownikiem sklepu, bo awansował i spotkał się z uznaniem właściciela. To się naprawdę dzieje, ale życzenia można zawsze mieć :)
  • chawendyk
  • 21/08/2017 14:48
  • no to akurat myślenie życzeniowe:)
  • mike17
  • 21/08/2017 12:25
  • A czyż awansowanie nie jest wynikiem uznania?
  • chawendyk
  • 21/08/2017 09:56
  • Gorzej jak uznanie zmienia się w awansowanie
  • JaDziekuje
  • 21/08/2017 02:02
  • Każdemu należy się uznanie, jeśli swoją pracę wykonuje z sercem.
  • Infernus
  • 21/08/2017 01:27
  • Dlatego należy się szczere uznanie dla tych, którzy robią to z sercem..
Ostatnio widziani
Gości online:39
Najnowszy:uplyelys
Wspierają nas