Na ratunek! - Dobra Cobra
Proza » Inne » Na ratunek!
A A A
Od autora: Opowiadanie tradycyjnie dostępne także jako audiobook na YouTube/dobra cobra: http://www.youtube.com/watch?v=2qgYStVhWhU

We wszystkie role wciela się Zbigniew Suszyński.

Zapraszam!

 

Znów przyśnił mi się mój ukochany tatuś, nieboszczyk:

- Synu, twój najbliższy dzień będzie najważniejszym dniem w całym twoim dotychczasowym życiu… - powiedział i chciał jeszcze coś dodać szczególnego, gdy…

 

- Heniek, on nie ma racji! - krzyczy mi brutalnie do ucha moja żona.

- Co? - siadam na łóżku, starając otrząsnąć się z letargu.

- Spałeś już?

- No… nie wiem, bo już spałem. Co jest Hela?

- Heniek, ja chyba umieram! - mówi z rozpaczą. 

 

Koncentruję rozespany wzrok na jej twarzy. Nie wygląda zdrowo. Widzę, że z uszu żony wycieka powoli jakaś gęsta, ropna wydzielina.

 

Wyskakuję z łóżka i zakładam grube, barchanowe kalesony. Podchodzę do okna i spoglądam na termometr: wskazuje minus trzydzieści dwa stopnie. Zima tego roku jest mroźna i ostro daje się we znaki. Z trudem wciągam grube filcowe spodnie oraz dodatkowe wełniane skarpety.

 

 

Dobra Cobra przedstawia opowiadanie w pełni ostateczne, 

rozgrywające się w dość krótkim czasie i na stosunkowo małej przestrzeni p.t.

 

 

Na ratunek!

 

 

   Żona jęczy w kącie, że boli ją coraz bardziej. Pędzę do drugiej izby, potykając się o puste butelki po winie owocowym.

 

- Co robić? Hela umierać zaczyna!

 

Babka spogląda na mnie niewidzącym wzrokiem, beka solidnie po czym zaczyna śpiewać na całe gardło:

- Bo nie zna życia, kto nie służył w marynarce!!! Lalala… A nie masz może przypadkiem szluga? Bo mi się akurat skończyły…

 

 

- Hela, ty usiądź, a ja pójdę wezwać pogotowie… 

 

Zamaszystym ruchem zarzucam na siebie futro, pamiętające jeszcze czasy wuja Protazego. Niechcący zawadzam rękawem o stojący niedaleko komputer i zwalam go na podłogę. Zestresowany ustawiam ostrożnie naszego jedynego żywiciela rodziny z powrotem na stołku. U nas zimą krucho z robotą jest. Czasem wpadnie sprzątanie domu po zmarłym, jakieś odśnieżanie albo zaklejanie reklam konkurencji. A za rozesłanie za pomocą komputera mailingu do 60 tysięcy odbiorców dostaję na rękę całe 20 złotych! Ale teraz nie ma niczego, musiałem więc niedawno rozwiązać umowę z dostawcą internetowej usługi telekomunikacyjnej. 

 

 

*

 

   Po chwili jestem pod sklepem. Biorę do ręki słuchawkę telefonu, wpatrując się na wymalowane na ścianie czarną farbą hasło: Polska mistrzem Polski.

 

Aparat nie działa - pewnie zamarzł. Albo zepsuła go przesiadująca tu w kółko młodzież. Przez wysokie zaspy biegnę do plebanii. Za bramą tracę równowagę, upadam i przywalam głową w metalowy słupek, na którym trzymany jest pies obronny, wabiący się Torkfemada. Skąd u niego wzięło się takie dziwne zagraniczne imię? 

 

Trochę zamroczony dzwonię do drzwi:

- Niech będzie pochwalony! Księże proboszczu, Hela mi choruje gwałtownie i po pogotowie dzwonić muszę. 

 

Wszystko jest jasne: karetka nie dojedzie, bo cały kraj zasypany jest. Otrzymuję jednak od operatora dobrą radę:

- Niech pan jak najszybciej dostarczy chorą do szpitala własnym sumptem.

 

 

Odkładam słuchawkę na wysadzany kością słoniową aparat telefoniczny, wyprodukowany w stylu starodawnym. Mój pasterz składa ręce jak do modlitwy:

- Jedynie to koń by może przeszedł… - szepcze księżowsko słodkim, wszystkowiedzącym głosem. We dwóch wyglądamy przez okno na zawalone śniegiem podwórze. Całuję na pożegnanie wielebną rękę proboszcza i migusiem pędzę do obory.

 

 

*

 

Wyciągam z kieszeni kostki cukru i czule gładzę chrapy kobyły: 

- Pojedziemy, Luśka?

 

 

Zaczepiam konia do sań wyściełanych kocami i biegnę po żonę. Nie jest dobrze. Oprócz tej gęstej wydzieliny z jej uszu zaczyna się sączyć także ciemnoczerwona krew. Owijam Helę trzema owczymi skórami i biorę ją na ręce, puszczając przy tym z wysiłku soczystego, ale jakże zjadliwego bąka. To owoc naszej wysokobiałkowej diety, zapewne ubogiej w witaminy. 

 

- Wio! - spinam kobyłę i sanie ruszają w drogę. Zaczyna wiać i momentalnie wpadamy w śnieżną zadymkę. 

 

 

   Zaraz za wsią, przy przydrożnej kapliczce, niewyraźnie widzę jakieś skulone, ośnieżone postacie. Z ciekawości zatrzymuję sanie i ostrożnie podchodzę bliżej. Po jasnej teczce jednego z nich rozpoznaję zamarzniętych na kość jehowych, którzy nie dalej, jak wczoraj po południu obchodzili wieś i rozdawali kolorowe broszury. 

 

 

 

Teczka z pewnością nie będzie im już potrzebna… Pod wpływem coraz silniejszego wiatru na moją głowę spada krzyż, który był umocowany na daszku kapliczki. A może to ręka boska tak mnie karze z powodu przekroczenia przykazania: nie kradnij? W każdym razie boli.

 

 

*

 

   Mróz trzyma i siecze drobinkami lodu w twarz. Szczelniej zawiązuję szalik i popędzam konia.

 

Gdy po kilku godzinach docieramy pod budynek pogotowia, Luśka aż paruje z wysiłku. Okrywam ją jednym z zabranych z domu kocy i biorę żonę na ręce. Twarz Heli jest biała niczym papier. Nie zwiastuje to niczego dobrego. Zataczając się po śliskim podjeździe, podchodzę do drzwi wejściowych, które otwieram silnym kopniakiem. Wewnątrz panuje chłód, półmrok i nieporządek. W kątach walają się zakrwawione bandaże, a na kaloryferze siedzi samotny szczur, obrzucając mnie czujnym spojrzeniem.

 

- Pomocy! - krzyczę na całe gardło. 

Po dłuższej chwili z jednego z pomieszczeń wychodzi lekarka w białym fartuchu i zaprasza zmęczonym tonem głosu:

- Pan wejdzie. 

 

Kładę moją kobietę na skajowej leżance przykrytej jednorazową folią.

- Żona chora… - zaczynam, bo właściwie nie wiem, co powiedzieć.

- A co jej dolega?

- Ano widzi pani, ta… ta wydzielina się toczyć w nocy zaczęła i… krew jej idzie z ucha…

 

Doktorka uważnie bada Helę.

- Nie jest dobrze – wyrokuje. - Musi pan ją szybko zawieźć do szpitala.

- Koń zmęczony…

- Nie mamy karetek, wszystkie są na wyjeździe. Mamy trzy porody, zawał i jedno niechrześcijańskie samozadzieżgnięcie. A jeszcze ta śnieżyca - pewnie prędko nie wrócą… Jeśli chce pan, aby pańska żona z tego wyszła, musi pan jak najszybciej zawieźć ją do szpitala.

 

Po głowie mi kołacze, co to może być to niechrześcijańskie samocośtam, o którym mówiła pani doktór?

 

 

*

 

 Znów wkładam żonę do sań, okrywam ją czym się tylko da i poganiam parującą kobyłę przed siebie.

 

Szpital nocą nie wygląda wcale lepiej od pogotowia. Panuje półmrok, jest zimno i pachnie karbolem. Hela zostaje natychmiast przeniesiona do sali przyjęć. Jednak po chwili następuje impas w leczeniu:

- Pańska żona nie ma przedłużonego ubezpieczenia - stwierdza pielęgniarka. - A bez tego nie możemy się nią zająć.

 

Zaczynają puszczać mi nerwy:

- Ona może i w tej chwili umierać zaczyna! - wykrzykuję oburzony.

- Może i tak, ale kto zapłaci grube pieniądze za leczenie? Ja mam za to płacić? 

 

Z oddali słyszę dosyć wyraźnie głośno przeklinającą kobietę:

- Stefan, tu skurwysynu jeden, by cię huj strzelił miedzy te twoje kaprawe, zezowate oczy! Ale żem była głupia, żem się z tobą zadała! Jak żeś se nie potrafił huja zawiązać w pęceł i dzieciaka żeś mi od razu zrobił, to tera se go urodź, ty kutasie złamany jeden! O, żesz, jak kurwa jebana boli! Pewnie ten pierdolony osesek będzie mnie całe życie męczył aż do śmierci, jak brat mamusię! Matko przenajświętsza, za co mnie to wszystko spotkało? A babcia mnie przecież, kurwa, wyraźnie ostrzegała…

 

 

*

 

   Podbiega do nas młody lekarz. Biorę go na stronę i szybko tłumaczę, jak się sprawy mają. Nie wygląda na przekonanego, sięgam więc do kieszeni i wyciągam ostatnie pieniądze, które przezornie chowałem na czarną godzinę. 

 

Po niedługim czasie podchodzi do mnie pielęgniarka:

- Potrzebne jest lekarstwo, aby żona jak najszybciej je zażyła. Pan pojedzie i kupi w aptece. Ta na drugim końcu miasta pełni dzisiaj nocny dyżur.

 

 

   Wierna Luśka znów ciągnie sanie. Przejeżdżamy przez puste i ciemne ulice, których nie mogą rozświetlić stojące z rzadka latarnie. Płatki śniegu wirują wokoło i wpadają za kołnierz futra. W aptece zrobią lek, ale trzeba poczekać. Po upływie godziny wracam do szpitala. Pucołowata salowa informuje mnie, że z powodu pogorszenia stanu zdrowia żonę trzeba było przewieźć na oddział intensywnej terapii.

 

Na piętrze znów powtarza się ta sama śpiewka: ubezpieczenie nie opłacone.

- A z czego ja mam je płacić?! - protestuję. 

 

Wreszcie staje na tym, że zgadzają się na podanie przywiezionego leku pod nadzorem lekarza, ale potem muszę zabierać żonę do domu. Proszę, żeby choć do rana mogła poleżeć na sali w cieple.

- A kto za to zapłaci?

 

 

*

 

   Ostrożnie wsadzam Helę do sań i znów opatulam ją, czym się tylko da. Zaczynam szukać pomocy. Odnajduję posterunek policji, ale jest zamknięty na cztery spusty. Podjeżdżam pod dworzec kolejowy i wnoszę żonę do środka. Siadam na zimnej posadzce, a mym ciałem wstrząsa mimowolnie bezsilny płacz.

 

 

Karmię wyziębioną Luśkę sianem, daję jej też kilka kostek cukru, które tak lubi. Wracam po żonę i widzę, że leży na wznak na środku dworcowego korytarza. Jak mnie przez chwilę nie było ktoś zerwał z niej trzy futra, w które była ubrana. Skurwesyny miastowe złodzieje! Nie mają żadnego szacunku nawet dla umierającej. Zdejmuję z konia koc i szczelnie okrywam nim Helę. Jej czoło jest coraz bardziej rozpalone.

 

 

W siedzibie straży pożarnej nie czuję się bezpiecznie. Podpici mężczyźni lubieżnie popatrują na moją kobietę. Gdy wracam z kibla, jeden z nich bez skrępowania obmacuje nieprzytomną żonę. Odganiam go brutalnie i na sali od razu robi się niemiła atmosfera.

- Jak ci się nie podoba, wsioku, to zjeżdżaj do siebie!

 

 

Na plebanii nikt nie odpowiada. Tak skończyły mi się wszystkie możliwe rozwiązania sytuacji. Trzeba brać nogi za pas i czym prędzej wracać.

 

 

*

 

   Zamieć śnieżna pcha nas w kierunku domu. W myślach przewidywałem, że koń może paść, ale nie sądziłem, że nadejdzie to tak szybko. Płacząc ostatni raz wyprzęgam kobyłę, spycham sanie do rowu, a żonę wsadzam na plecy. Nie wiem dokładnie gdzie jesteśmy. Staram się iść między drzewami rosnącymi wzdłuż drogi. Z tyłu chyba słyszę złowieszcze wycie sfory wygłodniałych wilków.

 

Nie zdaję sobie sprawy z upływu czasu. Nie czuję już rąk, wiatr dawno zdarł mi czapkę, a po mojej szyi cieknie krew, wypływająca z ust ukochanej Heli. Robi się szarówka, ale przez szalejącą zamieć nadal prawie nic nie widać. W oddali słyszę chyba dzwony naszego kościoła. Z wielkiego wysiłku,  stresu i zmęczenia wymiotuję. Po chwili upadam w głeboki śnieg. 

 

Zbieram się w sobie, wstaję z trudem, biorę żonę na barana i próbuję kontynuować tę naszą morderczą wędrówkę. Idę coraz wolniej, a przed oczami zaczynają mi latać białe plamy. Zmuszam ciało do zrobienia każdego kolejnego kroku. Ramiona mam zdrętwiałe od przerastającego moje możliwości ciężaru. Jak żywe stają mi obrazy z niedawno oglądanego filmu o niepokojąco złowieszczym tytule: „Morderczy sweter“. Po pewnym czasie - zupełnie jak w zwolnionym filmie - przed moimi oczami przebiega całe życie. Znów staję nad trumną tatusia… 

 

 

   Niespodziewanie przypominam sobie, jak w upalne, letnie popołudnie zaganialiśmy krowy do obory, a piersi Heli tak niesamowicie falowały pod jej bluzką. Po raz pierwszy całowaliśmy się przy roztrząsaczu gnoju, czego wynikiem był dziwny skurcz gdzieś w dole brzucha. Po chwili widzę jak biliśmy się z chłopakami na wiejskiej zabawie - w ruch poszły sztachety, orczyki, deski i co tam jeszcze było pod ręką. A później nastąpiło ostre migdalenie z ukochaną w stogu siana. 

 

Dlaczego sobie takie rzeczy akurat teraz przypominam? Chyba znów upadłem, bo czuję w ustach śnieg. Nagle zaczyna robić mi się tak dobrze…

 

 

*

 

   Nie wiem jakim cudem, ale docieramy wreszcie do domu. Kładę żonę obok pieca, ładuję do niego pełno drewna i rozpalam ogień. Znów wymiotuję. Chcę podać Heli lekarstwo, ale nigdzie nie mogę go znaleźć. Może wypadło z kieszeni podczas powrotu?

 

Nic więcej nie mogę już zrobić. Jako, że w chałupie robi się cieplej, siadam na stołku i natychmiast zasypiam ze zmęczenia.

 

- Heniuś… Heniuś. 

 

Z trudem otwieram oczy.

- Heniuś, ja czuję, że… umieram - jęczy cicho moja żona. Zbiera siły i po chwili mówi nieco głośniej:

- Ja umieram, wiesz? Czuję to. W tej żałobnej chwili mam jednak ostatnie życzenie do ciebie.

 

Wstaję i biorę ją za rękę. Nie mam nawet sił, aby płakać.

- Bo my, Heniuś, nigdy… nie robilimy tego… no… no, wiesz… Od tyłu… 

- Od tyłu, Hela? - pytam przerażony, nie do końca rozumiejąc o co jej chodzi.

- No od tyłu, Heniuś. Tak wbrew naturze, wiesz… Co to  ksiądz tego zakazywał, jakeśmy na nauki małżeńskie uczęszczali. Nie pamiętasz?

 

Pamiętałem.

 

- I ty tak od tyłu… teraz… w tej dramatycznej chwili chcesz figlować?.. Chcesz, żebym ja…ciebie…teraz…

- Nigdy nie doświadczyłam, a mówią, że człowiek musi wszystkiego popróbować w życiu, a co dobre, tego powinien się trzymać. A ja teraz to do końca nie wiem, czy się dobrego trzymałam… Co, Heniuś? - kończy zachęcająco. 

 

Milczę.

 

 

- Dusza ze mnie uchodzi, Heniuś. Spełnij wolę umierającej.

 

Ostatnia wola to święta sprawa. Rozpinam spodnie. Hela słabą ręką robi znak krzyża.

 

 

Powoli obracam ją na brzuch i unoszę jej ciężką spódnicę.

 

 

*

 

   Leżąc w malignie dałbym głowę, że widzę, jak moja żona sprząta, zawiesza świeżo wyprane firanki, ogląda telewizję i nuci pod nosem swoją ulubioną weselną piosenkę… A przecież to niemożliwe, żeby poważnie umierająca… Nie, to niemożliwe! Pewnie majaczę i już. Oczy znów się same zamykają. Zasypiam z tego całego potwornego zmęczenia.

 

 

   Po jakimś czasie niepewnie siadam na łóżku. W izbie wysprzątane, pachnie rosołem, pranie rozwieszone, a żona krząta się przy kuchni gotując wodę na herbatę, 

 

Kiedy to wszystko widzę, zaczynam płakać. Łzy toczą się obficie po moich policzkach, spływają po brodzie i spadają na koszulę. Z wielkiego żalu klękam na podłodze i nie mogę wcale złapać tchu. 

 

Żona kuca przy mnie i gładzi po głowie:

- Heniuś, a ty nie cieszysz się, że żyję? 

- Cieszę, Hela, i to bardzo. Ale gdybym wiedział to wcześniej, to może zdołałbym w podobny sposób uratować… tatusia.

 

 

KoNiEc

 

Dobra Cobra

grudzień 2016

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Dobra Cobra · dnia 16.03.2017 14:11 · Czytań: 571 · Średnia ocena: 4,57 · Komentarzy: 35
Komentarze
Aronia23 dnia 16.03.2017 14:44 Ocena: Świetne!
DoCo, to ja, A23. Przeczytałam, ale pisać nie idzie. Później. Tylko to kręcić będę musiała. Oj, trudno. Jakże miło, że Jesteś, Panie Dzieju, bo.... Krew z ucha? Zawsze się umiera. Może haiku na tę chwilę, te mi siedzą w głowie, jak grzyby po deszczu:
"łzy jak letni deszcz
ulga czasami powódź
Boże zdecyduj".

DoPóźniej, DoCo.
ajw dnia 16.03.2017 15:10 Ocena: Świetne!
Zima nie zima - służba zdrowia taka sama i od przodu i od tyłu ;)
Jak zwykle bardzo precyzyjnie i celnie przedstawiłeś tę historię "z życia wziętą" z charakterystycznym humorem i realistycznym pierdnięciem.
Mam jednak wrażenie, że już to kiedyś czytałam (bo na pewno nie przeżyłam) - dzięki Bogu, na szczęście.
Pozdrawiam bardzo serdecznie naszego portalowego prześmiewcę ;) Buziaki
Dobra Cobra dnia 16.03.2017 17:44
Opowiadanie tradycyjnie dostępne także jako miód malina audiobook, interpretowany przez Zbyszka Suszyńskiego. Zapraszam!

http://www.youtube.com/watch?v=2qgYStVhWhU

Zbigniew Suszyński: http://pl.wikipedia.org/wiki/Zbigniew_Suszyński


----------------

Aronio23,

Wpadaj później, zapraszam! ;)

------------------

ajw,

Nie jest letko, co każden widzi i wie. Co tam śmierć, ona boli tylko najbliższych, ZUS się tam cieszy, że nie trzeba wypłacać kolejnej niepotrzebnej duszy emerytury. Qrde.

Dziękuję za odwiedzinki i zapraszam w przyszłości,

DoCo
ajw dnia 16.03.2017 17:51 Ocena: Świetne!
Fantastyczna interpretacja Pana Zbyszka Suszyńskiego :)
Dobra Cobra dnia 16.03.2017 17:55
Tak, Zbyszek zapodał wspaniale! Do tej opowieści pasował tylko jego głos... Dlatego to on ją interpretuje :)

Super, że Ci się podoba!


DoCo
JOLA S. dnia 16.03.2017 19:00 Ocena: Świetne!
DoCo,

dojrzałe i jak zwykle poruszające.

Temu tekstowi pomaga wysiłek w odkrywaniu znaczeń, pogłębia refleksję, można smakować słowa po kilka razy coraz głębiej wchodząc w dramat sytuacji.


W warstwie intelektualnej w mojej skromnej ocenie świetny :)

Serdeczności :) :) :)

JOLA S.
Dobra Cobra dnia 16.03.2017 19:15
Dziękuję za odwiedziny i pozostawienie słowa pod tekstem :)


JOLU S,

Samo życie. Na szczęscie bohater poznał tajemnicę uzdrawiania ;) i zapewne nie jest już tym samym facetem.


Dziękuję za piękną ocenę i za czas poświęcony opowiadaniu.


Zapraszam w przyszłości,

DoCo
Aronia23 dnia 18.03.2017 08:30 Ocena: Świetne!
DoCo, aleś mnie nastraszyła. Tak, NaStRaSzYłA. wŁAŚNIE, AŻ BŁENDDY POROBIE. I Ty kobita jesteś, po tej lekturze i to taka z mietłą. Ludziska, żeby takie horrory w państwie o tytule Mistrza Świata. Toż to rok 1974 , nie mylę się, lub 1978/1979 zima stulecia - ciekawe którego. Jak ja się przejęłam tą Luśką, chłop płacze, ale nawet nie sprawdza czy kuń dycha. No tak, no tak żona umiera. Z tym ubezpieczeniem to w komunie tak by się nie pieprzyli, czyli, który wiek? Chaos mam wełbie przez Ciebie i nieskładnie piszę. Co to ja jeszcze? A ten proboszcz, kość słoniowa - najwięksi przemytnicy tejże, to właśnie kler (nie wszyscy, oczywiście) i te krzyże spadają i zamarznięci Jehowi, ulotki, a więc, który to wiek? Coś pomieszałeś czasy, aleś sprytny, bo dopisek na górze, jak byk dałaś:
"Dobra Cobra przedstawia opowiadanie w pełni ostateczne, rozgrywające się w dość krótkim czasie i na stosunkowo małej przestrzeni p.t.".Ło matko, co ja mam teraz sobie myśleć? Może odpowie? A i ten pies - 35 na dworze a on plebanii "pilnuje", chyba jako duch, bo tu ich nadmiar. On da popalić, ten Wielki Inkwizytor - Torkfemada. Młodzież hultaje i obiboki, rodząca i jej słowa:
"O, żesz, jak kurwa jebana boli! Pewnie ten pierdolony osesek będzie mnie całe życie męczył aż do śmierci, jak brat mamusię" i sam Heniu, co to zawsze po bożemu - przez niego Hela zachorzała, specjalnie se wina do uszu nalała i woskowinę rozpuściło - masz, krew z uszu. A ten Heniu, jak osesek, tatusia nie uratował. Jeszcze wrócę, gdyż, nie napisałam fszystkieg.Na razie
Dobra Cobra dnia 18.03.2017 23:55
Napisałaś wiele mile trafnych słow :)

Aronio23,

Więc sądzisz, ba - nawet przypuszczasz, że biedna Hela sama se zaaplikowała tę mixturę, by byc chora, by jej Heniek zrobił to z nią w sposob nienaturalny! Kto wie, ktooo wieeee, może i masz rację.

Przebywanie na oddziale położniczym nie jest dobrą rzeczą dla mężczyzn. Ile te kobiety wyrzucają na nich z siebie pretensji. Opisana sytuacja to małe miki...

Nasz kraj to piękna mieszanka wielu dekad. Dobre to czy raczej złe???

Zapraszam ponownie, dziękuję za rozbiór logiczny opowieści. Bardzo dobrze ci to idzie :)


Pozdrawiam,

DoCo
JOLA S. dnia 19.03.2017 13:47 Ocena: Świetne!
DoCo,

wysłuchałam jeszcze raz i wyginam śmiało ciało, bo dla mnie to ?? -
Mało! :) :)

Masz chłopie talent. Pyszna zabawa, nie ma jak szpitalny real. Byle uciec dalej i głębiej. Chroń mnie Panie Boże, daj zdrowie, a potem zabierz szybciutko, najlepiej w biegu.
Nie byłam dotąd w piekle, może tam przynajmniej nie ma szczurów.

Pozdrawiam i do następnego :)

JOLA S.
Dobra Cobra dnia 19.03.2017 14:32
Audycje są nagrywane dla Twojej radości i satysfakcji - masz to w komplecie u DoCo.


JOLU S,

No i pięknie, że się podoba, że się słucha i na dodatek jest zabawa :) Takie właśnie winno być pisarstwo: dające pokrzepienie i nadzieję dla potrzebujących oraz otyłych, gdyż zmagają się w własną fizycznością.

Cytat:
Chroń mnie Panie Boże, daj zdrowie, a potem zabierz szybciutko, najlepiej w biegu.
Jak najbardziej miła jest mi Twoja modlitwa.


Do następnego!

DoCo
Aronia23 dnia 19.03.2017 20:27 Ocena: Świetne!
DoCo. Ja jeszcze o tym, kiedy? Bo wszak komputer wymieniłaś, czyli XX w. tak wypada. Ale, wśród artefaktów znalezionych w grobowcu Tutenchamona było urządzenie zrobione z nieznanego nam tworzywa (sic!) i podpisane KHB, Egipcjanie nie używali samogłosek w piśmie, rysunek tegoż, ot taki __<<___":___>:___ z kolejnymi punkcikami. Może mi się uda odtworzyć rysunek, to dodam zaraz
Dobra Cobra dnia 19.03.2017 21:36
Zapewne toto z KHB podrzucili tam Polacy, a był wykonany z eternitu, sprytnie połaczonego drogą molekulacji z ebonitem. Cudowny materiał, palce lizać... I jakoś nikt się nie poznał na żarcie (i nie chodzi ti o żarcie - ach ten słodki nasz język, gdzie niespodzianka goni niespodziankę).


Kiedyś ktoś próbował nauczyć rasowego Anglika naszej wymowy. Oto co powstało z tego:

- Tea who you yeah bunny - słodkie polskie powiedzenie, jakże często używane na co dzień.
- Scotch me tea who you - rodzime pozdrowienie, gdy się z kimś jednak nie do końca zgadzamy.


Tak, to zdecydowanie musi być 20. wiek. Końcówka. Albo nawet 21. !


Pozdrawiam,

DoCo
Aronia23 dnia 19.03.2017 21:55 Ocena: Świetne!
DoCo, jedno mnie gniecie, ale in plus - jak kapustę, taką bez głąbów. Bardzo jestem podekscytowana Twoimi opowieściami. Dają do myślenia, a ja b. lubię myśleć, potem idę w czyny. Literatura Twa czynów nie potrzebuje. Może i Polacy, może któś inny, nie wiem? Tak polska wymowa trudną jest. Wychodzą później takie zdania, wszak jednak poprawne, tylko brzmienie, eh. Jak budyń z wody, nie z mleka. A ja mam takie coś:
W hotelu, Anglik składa zamówienie przez tel.
"Two tea to room number twenty two" Słyszy odpowiedź: "Trata tata, twoja dupa". Dobrej nocy.
Leży Jerzy na wieży i nie wierzy, że widzi stado jeży...". Można bez końca a początku też nie widać. Nosz, żesz kurna.
Dobra Cobra dnia 19.03.2017 22:51
Taaaa, naz język jest pełen magii, a no dodatek my nie gęsi (swój język mamy) ;)


Odkłaniam,

DoCo
Aronia23 dnia 20.03.2017 01:07 Ocena: Świetne!
DoCo, już ostanie, mnie dręczy to:
"Pędzę do drugiej izby, potykając się o puste butelki po winie owocowym.(...)
Babka spogląda na mnie niewidzącym wzrokiem, beka solidnie po czym zaczyna śpiewać na całe gardło:



- Bo nie zna życia, kto nie służył w marynarce!!! Lalala… A nie masz może przypadkiem szluga? Bo mi się akurat skończyły…

Też zakakujący dobór słów. Przyjdą roztopy i trzeba będzie służyć w marynarce. Lub też bohater tak się wzbogaci, że będzie służył krajowi - mistrzowi "w marynarce", a nie biegał w kożuchu po wujku Protazym. Już buzię zamykam, natenczas.
Dobra Cobra dnia 20.03.2017 16:06
Ja rozumiem ten fragment w ten sposob, ze sz. Babcia liznęła świata, kto wie, może nawet kiedyś była zakochana w jakimś przystojnym marynarzu.

Pozdrawiam,

DoCo
Miroslaw Sliwa dnia 22.03.2017 10:27 Ocena: Świetne!
Witaj Dobra Cobro.

Nic, a nic nie wychodzisz z formy.
Klimat tekstu; Szekspir z Monty Pythonem pod rękę.
Natomiast, co się tyczy problematyki służby zdrowia, no to poruszyłeś archetyp.
Śledząc dzieje służby zdrowia w dziejach ludzkości stwierdzam, że, dla przykładu, pojęcie błędu w sztuce lekarskiej wymyślili już wiele tysięcy lat temu pierwsi szamani i babki wiedzące. Stosuje się ową sztuczkę w bardzo prosty sposób; wystarczy wymyślić język tak obcy, że nikt go nie rozumie, włącznie z używającym. Ważna jest również gestykulacja, mimika i akcesoria.
No i jeszcze tzw. trudności obiektywne; tu można wrzucić wszystko.
Druga sprawa; Monteskiusz strasznie się pomylił ustanawiając podział władz, nie uwzględniając jako władzy pierwszej władzy nad zdrowiem i życiem.
Wiadomo jednak, że wiele schorzeń da się wyleczyć siłami natury, a chory jakoś wie czego mu trzeba, tak też udało się postawić właściwą autodiagnozę bohaterce opowiadania. :)
I teraz chciałem napisać, że zmarłemu tatusiowi pewno podobna kuracja by nie pomogła, ale się zawahałem, bo któż to może wiedzieć.

Pozdrawiam serdecznie. :)

Mirek
Dobra Cobra dnia 22.03.2017 22:04
Mirosławie,

Uzywasz bardzo rewolucyjnego twierdzenia, że być może tatuś by nie ożył po tej kuracji. Czoła chylę przed Twym przenikliwym umysłem.

No bo własnie co by było, jak jednak tatuś by nie wstał? To by znaczyło, że Hela po prostu kusiła męża, zagrała numer z ropotokiem, a kochający chłop ruszył na pomoc co koń wyskoczy (choc spowrotem już nie wyskoczył, co jest wielkim dramatem tej opowieści). Chciala kobieta pofiglować od tyłu, są takie przypadki, że orgazm łechatczkowy przynosi o wiele większą satysfakcję, niż tradycyjny.

Więc wracamy do uniwersalnego tematu Ewy - kusicielki.


Slużba zdrowia to jest coś, w co chcemy wierzyć. Wyplenia się siłą wiarę w stare metody oraz te nowsze, wmawiając miljonom, że tylko chemia leczy.

Staram się dla Ciebie nie wychodzić z formy.

Piekne dzięki za czytelniczo - słuchaczy odzew w postaci tak miłego komentarza.


Pozdrawiam i do następnego, u Ciebie lub u mnie.

DoCo
Jaga dnia 23.03.2017 12:06
DoCo,
moi poprzednicy (komentatorzy) rozebrali już Twój tekst do golizny, więc tylko dodam, że lektura była przednia :)

Jak każdy próbowałam umiejscowić tekst w czasie, ale szczegóły i szczególiki (babcia, komputer, budka telefoniczna, pleban...) wymyślone przez autora sprawiły, iż umiejscowiłam go poza czasem (toż on uniwersalny jest!), lecz w konkretnej, bo polskiej przestrzeni.

Bohater naiwny i poczciwy bardzo chwyta za serce, bo i Luśkę kocha, i o żonę walczy do utraty ukochanej kobyły oraz z narażeniem życia!

I przesłanie jest w dechę;-)
Cytat:
Nigdy nie do­świad­czy­łam, a mówią, że czło­wiek musi wszyst­kie­go po­pró­bo­wać w życiu, a co dobre, tego po­wi­nien się trzy­mać. A ja teraz to do końca nie wiem, czy się do­bre­go trzy­ma­łam…


Dobra robota!I mocny finał ;)

Pozdrawiam,
Jaga
Dobra Cobra dnia 23.03.2017 12:53
To prawda, uprzednio komentujący rozebrali, lecz... rozbieranek nigdy dośc - jak mawiał imć pan Zagłoba (ten od oleum). Zawsze słodko podywagować z inteligentnym Czytelnikiem.

Jago,

Tak, rzecz dzieje się poza czasem w naszym pięknym kraju, który jest najpiękniejszy.

Przesłanie jest przesłaniem. Ach, gdyby ludzie zważali na przesłania, zawarte w lyteraturze. Ileż mniej błędów by popełniali, ileż mniej dramatów by było. Ale nie! Mamo, jak chę siama!!!! ;) . No i jest dramat.

Miło gościćjak zwykle i czytać miłe słowa .


Pieknego dnia i do zobaczenia,

DoCo
Niczyja dnia 23.03.2017 20:35 Ocena: Bardzo dobre
DoCo,
Zrelaksowałeś mnie, a to było bardzo trudne zadanie na dziś. To było wręcz wyzwanie, które Tobie jedynemu udało się osiągnąć;)
Dziękuję za Twoją prozę!

Pozdrawiam lekko,
Niczyja
Dobra Cobra dnia 23.03.2017 22:08
Lekkość to piękny stan. Ludzie w różny sposób próbują ją osiągnąć.


Niczyja,

W tym właśnie tkwi moc prozy, która w niesamowity sposób współdziała z człowieczym humorem i samopoczuciem. Znane są przypadki lecznicze podczas czytania. A jeden głuchy to nawet nad książką odzyskał wzrok! Łał!

Co tu mówić - prozy jest dużo i na kazdego działa inna. Cieszy, że na Ciebie działa ta docowa :)


Pieknie pozdrawiam z wieczora, choć jeszcze nie nocnie. I zapraszam w każdej porze do wodopoju.

DoCo
retro dnia 27.03.2017 09:08 Ocena: Bardzo dobre
Cytat:
opowiadanie w pełni ostateczne,

rozgrywające się w dość krótkim czasie i na stosunkowo małej przestrzeni


miodzio:) uwielbiam grę słów (stąd zamiłowanie do książek I. Calvino);

Cytat:
- Spałeś już?

- No… nie wiem, bo już spałem. Co jest Hela?


jak z tym kolebocącym się błotnikiem :):)

Zmagania głównego bohatera z przeciwnościami losu i wszystko dla ukochanej. Piękne!
I o to chyba chodzi.

A zakończenie... rozwala system;)

Pozdrowienia poniedziałkowe!
Dobra Cobra dnia 28.03.2017 22:35
Cieszy tak piękny odbiór dzieła!


retro,

Bo to wszystko z miłości było. Dla niej warto góry przenosić i ukochaną ratować. Nawet jeśli sposób jest nietypowy.

Poprzedniczki w komentarzach podejrzewały Helę o zdradę, że ona specjalnie tak symulowała, by jej ukochany wreszcie z nia spróbował zabronionego czynu. Nie wiadomo jednak, czy tak naprawdę było. A ja Ty myślisz? Czy Hela to cwana kobita i swego prostolinijnego chłopa podstępem wzięła?


Gry słów są i moja ulubioną dyscypliną.


Pozdrowienia wtorkowe,

DoCo
retro dnia 30.03.2017 13:28 Ocena: Bardzo dobre
I tak, i nie.

Z jednej strony solidarność jajników nakazuje mi poprzeć moje Poprzedniczki, z drugiej zaś (ta sama solidarność i zmysł detektywistyczny) kieruje mnie ku obronie Heli.

Kto spostrzegł jej chorobę?
Cytat:
Widzę, że z uszu żony wycieka powoli jakaś gęsta, ropna wydzielina.

Nikt inny jak sam Henio, który to potem czyni wszystko, aby ją uratować, celem... oglądania jej wdzięków z innej perspektywy.

Ale wykrzyczane słowa:
Cytat:
Heniek, ja chyba umieram!

ewidentnie wskazują na Helenę.

Co prowadzi do wniosku, że oboje uciekli się do symulacji, po to aby stymulować to i owo w sposób inny niż dotychczas. I tu widać, że brak komunikacji w małżeństwie prowadzić może do nietypowych zachowań.

Najważniejsza płynie stąd lekcja dla wszystkich par, że trzeba rozmawiać o swoich potrzebach.

Pozdrowienia czwartkowe,
Retro
Dobra Cobra dnia 30.03.2017 22:35
E, to ja cyba powrócę do tego, w co wcześniej wierzyłem: Hela byla śmiertelnie chora, jej dobry chłop ruszył rączo na ratunek (co sugeruje tytuł opowiadania). No, ale nic z tego nie wyszło i tylko cud, ze w ten sposób chciała sie pozegnan ze światem.

Pozdrawiam i zapraszam w przyszłości,

DoCo
retro dnia 31.03.2017 11:07 Ocena: Bardzo dobre
Dobrze, niechaj i tak będzie. Wszak powszechnie wiadomo, że autor wie o czym pisze, a czytelnik może tylko się domyślać (metodą prób i błędów, tudzież zabawy w odgadywanie - jak widać na moim przykładzie z marnym skutkiem, hehe) ;)

Cóż zatem: muzola dla Heli i Henryka - dla dystansu:

https://www.youtube.com/watch?v=HYgLNpC4BJI

A w cuda wierzyć trzeba! Bo inaczej... co warte byłoby to życie?

I one się zdarzają codziennie. Wiem to:)

Ukłony z życzeniami słoneczngo weekendu,
Retro
Dobra Cobra dnia 31.03.2017 11:19
Cytat:
. Wszak powszechnie wiadomo, że autor wie o czym pisze, a czytelnik może tylko się domyślać
Otóż to nie jest tak. To zawsze Czytelnik (a za nim pani od polskiego) wie, co miał na myśli autor. A twórca dowiaduje się na samym końcu, co sam miał na myśli. I nie raz jest zadziwionym.

Dzieje się tak, gdyż utwór oddany do publikacji (tu: na PP) nie jest już własnością autora. Poprzez fakt publikacji staje się on własnością innych ludzi. Tych, którym się spodobał, i tym, którym się nie spodobał. Krytykom i chwalcom, fascynatom i nienawidzącym. Oraz tym, którzy najcenniejsi: którym się podobało.


Cuda zdarzają się, to prawda. Więc przez zklamację popieram Twoje zdanie.


Ukłaniam,

DoCo
Quentin dnia 18.04.2017 19:56 Ocena: Bardzo dobre
Help!

DoCo jak zawsze w dobrej formie.

Tak sobie myślę, że największą wartością twoich tekstów jest humor sam w sobie. Niby banał, ktoś powie, ale gdzie znaleźć drugi przykład tak najczystszego humoru. Przecież tu każdą postać można skatalogować w encyklopedii żartów. Bawisz bez stosowania zasłon w postaci sztuczek fabularnych. Wystawiasz się na śmiech i to działa, oj działa.

Ważny u ciebie jak zawsze pozostaje także komentarz do wydarzeń znanych całemu społeczeństwu albo przynajmniej znacznej jego części. Czyli nie tylko bawi, ale i uczy. Chwali się.

Podziękował i pozdrowił
Quen
Dobra Cobra dnia 18.04.2017 23:42
Wiadomo, że utwor opublikowany nie należy już do twórcy. Staje się on dobrem każdego czytelnika i każdy czytający ma prawo potraktować go po swojemu. Dziękuję, że znalazłeś w Na ratunek! chwile wytchnienia.

Pozdrawiam i zapraszam w przyszłości,

DoCo
Ten_Smiertelny dnia 13.11.2017 11:26
Popełniłem dwa karygodne błędy zabierając się za te opowiadanie. Raz, że zapoznawanie się z twoją twórczością zacząłem od tego utworu. Dwa, że nie wiedząc, że mam do czynienia z komedią, potraktowałem ten tekst śmiertelnie poważnie.

Możesz więc sobie wyobrazić, jak brwi moje raz, po razie, unosiły się w zdziwieniu, a usta krzywiły w dziwnym grymasie. Powiem wprost – nie podobało mi się. I nawet po przeczytaniu całości nie zauważyłem, że mam do czynienia z humoreską!

Nie mam nic przeciwko komedii, ale zwyczajnie nie zauważyłem żadnych elementów, które by mnie rozbawiły (zapewne dlatego, że potraktowałem tekst poważnie). Co miało mnie rozśmieszyć? – pierdnięcie?

Potraktowałem więc dzieło zupełnie serio. Toż to dramat! Człowiek umiera, pogoda i nieludzkość ludzi, stanowią przeszkodę – w jego ratowaniu. Lecz cóż to? W tle dzieją się wciąż jakieś dziwactwa i rzeczy, które wzbudzają we mnie obrzydzenie. A koniec… Koniec… załamuje…

Niech będę sztywniakiem, ale przypomnę:
Do Efezjan 5, 1. Bądźcie tedy naśladowcami Bożymi jako synowie najmilsi 2. i postępujcie w miłości, jako i Chrystus umiłował nas i wydał samego siebie za nas na dar i na ofiarę, na wonność wdzięczności.
3. A rozpusta i wszelka nieczystość albo chciwość nich nie będą nawet wspomniane między wami, jak przystoi świętym. 4. Podobnie też i bezwstyd albo głupie mowy lub nieprzystojne żarty nie należące do rzeczy, ale raczej składanie dziękczynienia.
5. Bo o tym winniście być przekonani, że żaden rozpustnik albo nieczysty lub chciwiec (co jest bałwochwalstwem) nie ma dziedzictwa w Królestwie Chrystusowym i Bożym.
6. Niechże was nikt nie zwodzi próżnymi słowy, bo za to nadciąga gniew Boży na synów niedowiarstwa.
(…)
12. Bo wstyd nawet i mówić, co się u nich dzieje tajemnie.

///
I Ty zawstydź się zatem i nie wymyślaj więcej takich sprośnych i odrażających, żartów! Chociaż znaczek „+18” daj, aby tacy jak ja trzymali się z daleka, lub chociaż przygotowali się mentalnie na nieprzyjemności.
/////////////

Żeby nie było, że wszystko mi się nie podobało, w utworze zawarłeś trochę słusznych (lecz chyba dosyć oczywistych) przesłań:

Że służba zdrowia, powinna służyć zdrowiu, zamiast zabiegać o pieniądze? – zgoda.
Że kapłani Boży, powinni lepiej dbać o dobro swoich podopiecznych, zamiast żyć w luksusach? – słusznie.
Że medycyna niekonwencjonalna, przynosi często lepsze skutki, od tej akademickiej (naciągane) – w porządku.

Lecz cóż? czy nie mogłeś zawrzeć tej treści bez błota sprośności i gnoju obrzydliwości?

Wybacz tą obszerną krytykę, zwyczajnie nie celuję w podobne klimaty i nie wydaje mi się by Bogu twe dzieło się podobało.

Jeśli chodzi o styl i formę. Świetnie jest, że naprawdę robisz niezłe show. Wstęp niesamowicie wciąga i zachęca czytelnika. Początek czyta się bardzo szybko i w rosnącym napięciu. Myślę, że jest naprawdę dobrze napisany…

Tak czy siak: zgroza dookoła!
Ludzie, czytajcie Pismo. Niechaj miłosierny Bóg otworzy wszystkim oczy. Amen.

Pozdrawiam
Ten Śmiertelny

//////////////

Umierająca na łożu śmierci, zwróciła się do swego małżonka:
– Umieram młodo, a nigdy nie brałam narkotyków! A przecież mówią, że człowiek powinien wszystkiego spróbować w życiu. Heniuś, skocz do dilera i załatw mi trochę marychy.

I tak mąż pobiegł prędko szukać jakiegoś dilera. Znalazłszy wreszcie jakiegoś w pobliskiej dyskotece, wrócił do żony z obfitą porcją „trawki”.

Gdy już Hela sobie podjarała, wpadła na myśl nową:
– Heniuś umieram i mnie więcej nie będzie. Mówią, że człowiek powinien wszystkiego w życiu spróbować. A przecież nigdy nie jadłam mięsa ludzkiego! Ubij mi proszę tutaj trochę schabowych, z ludzkiego mięsa, wszak wola umierającej jest święta!

I tak mąż pobiegł szybko. Zabił pierwszego lepszego przechodnia pogrzebaczem. Taszczy go do domu resztką sił; zmęczony. Kroi mięso, ubija, smaży…

Smakuje małżonka umierająca i krzywi się trochę, mówiąc, że łykowate. Bo się i jakiś przechodzień starszy trafił – to i mięso nie smaczne. Lecz zaraz rozchmurza się, wpadając na nowy pomysł:

– Mężu drogi, odchodzę od ciebie, biedna ja i chora! Wiesz przecież żem cię nigdy nie zdradziła, spałam tylko z tobą. A przecież wszystkiego należy spróbować! Ze zwierzęciem też nigdy nie współżyłam, załatw mi więc proszę jakiegoś byka gotowego do rozpłodu, co by mnie mocno przerżnął.

I znów biegnie Heniek, byka szukać. Idzie do lecznicy, odwiedza weterynarza. Kłamie, że do krowy potrzebuje. Wreszcie, ma już i byka. Po schodach z nim na piętro włazi, bo w windzie zakaz jest zwierząt wozić.

Wreszcie dopuszcza byka, żonka się rozkłada, a on taktownie wychodzi, do drugiego pokoju.

Słysząc jęki i krzyki żony, Heniek myśli sobie: „Nigdy nie spróbowałem, jak to jest zabić żonę siekierą! Teraz ona umiera i później nie będzie okazji. A przecież wszystkiego trza w życiu spróbować!”.

Chwyta zatem za siekierę i wchodzi. – Bach! – rąbie byka po głowie. I słychać drugi raz: – Bach! – trafia małżonkę w pierś.

Patrząc na tą całą krew i porąbane ciała, Heniek odkrywa, że sprawiło mu to całkiem niezłą frajdę. Odtąd już wie, że wszystkiego trzeba w życiu spróbować – i co przyjemne tego się trzymać. [KONIEC]

////

Rozumiesz, co chcę powiedzieć? Nie robię tego złośliwie. Naprawdę sądzisz, że człowiek powinien dosłownie wszystkiego w życiu spróbować?

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nawiązujesz tymi słowami do Biblii i słów Apostoła Pawła (dlaczego nikt nie zwrócił na to uwagi!!?):

1. Do Tesaloniczan 5, 21. Doświadczajcie wszystkiego, a to, co dobre jest, zachowujcie. 22. Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła.

Jednak w tym kontekście brzmią one jak kpina. Ważny jest kontekst, dlatego też przytoczyłem tu i następny wers. Apostoł mówi by wstrzymywać się od wszystkiego, co jest choćby podobne do zła (rożne wersje tłumaczenia, różnie to stwierdzenie oddają) – nie tylko więc powinniśmy unikać samego zła, lecz i rzeczy ze złem się kojarzące lub do niego podobne. (Lepiej dmuchać na zimne niż wystawiać się na pokusę i grzech.)

Doświadczanie wszystkiego też nie oznacza uczestnictwa i próbowania wszystkiego, w sensie dosłownym. Chodzi raczej o badanie wszystkiego w celu poznania, jak i duchy mamy badać czy są dobre czy też nie:
1. List Jana. 4, 1. Umiłowani, nie każdemu duchowi wierzcie, lecz badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków wyszło na ten świat.

Powinniśmy więc umysłowo zastanawiać się nad wszystkim, rozważając czy coś jest złe czy dobre. A od wszystkiego, co, do czego mamy wątpliwości, czy na pewno jest dobre, trzymać się z daleka i omijać wszystko co złe (lub choć do złego podobne) szerokim łukiem.

Z uszanowaniem,

Ten Śmiertelny
Dobra Cobra dnia 13.11.2017 18:31
Drogi Ten_Smiertelny,

Biję się w pierś po Twoich słowach. Oczywiście jak najbardziej podzielam Twój ewangeliczny zapał oraz emocje.

Jednak - jak to w sztuce bywa - utwór nie jest nawoływaniem do używania wszystkiego, ani do niemoralizowania. Oto chłopu baba umiera, jest noc, na dodatek zimno. Czyż każdy z nas nie chwycił by się jakiejkolwiek nadziei?

Ze swojego punktu widzenia masz (zapewne ) stuprocentową rację. Trudno - co przyznasz - narzucać jednak wszystkiemu stworzeniu jednolitą prawdę, bo jest na to za późno już o jakieś 6 tysięcy lat (oczywiąście jeśłi wierzymy kreacjonizmowi).

Ty masz wolność w wyrażaniu swojego zdania, ja swojego.

Jednak nawoływałbym do nie patrzenia na sztukę jednostronnie. Tak robią talibowie i rozpieprzają pomniki dziedzictwa i kultury całego świata. Bo im się ubzdurało, że trzeba je niszczyć dla dobra wiary.

Bardzo podoba mi się Twój mądry komentarz. Wiele w nim wiary, co jest bardzo cenne w dzisiejszych czasach. Nie ma tylko powodu, by z powodu niej stawać się pustelnikami.

Pozdrawiam pięknie,


DoCo
Ten_Smiertelny dnia 08.12.2017 12:40
Wspaniałomyślny DoCo,

Podziwiam twoją pokorę, oraz bardzo cieszy mnie, że nie obraziłeś się, ani nie zdenerwowałeś zbytnio, z powodu mojego cierpkiego komentarza. Rzecz jasna nie zamierzałem cię urazić; lecz jedynie zależało mi na zwróceniu ci uwagi, na pewne kwestie związane z twoim utworem. Mam nadzieję, że i te słowa przyjmiesz dobrze…


Cytat:
Biję się w pierś po Twoich słowach. Oczywiście jak najbardziej podzielam Twój ewangeliczny zapał oraz emocje.


Niezmiernie miło mi to słyszeć! Cieszę się, że podzielasz mój zapał ewangeliczny, co wcale w dzisiejszych czasach nie jest „oczywistością”! Chrystus powiedział, że przyniósł ogień na ziemię. Jeśli więc będziemy płonąć w tym zapale, będziemy też światłością, a światłość nasza od Niego będzie pochodzić, tak że nie wypalimy się i nie na darmo będziemy świecić. Jak i Słowo Boże nie wraca do Niego puste, bez wykonania swego zadania.

Jeśli więc podzielasz ten zapał, rad jestem niezmiernie i życzę Ci abyś był światłością, niosąc prawdę i ucząc sprawiedliwości. Co też z samego zadania bycia pisarzem, poniekąd wynika.


Cytat:
Oto chłopu baba umiera, jest noc, na dodatek zimno. Czyż każdy z nas nie chwycił by się jakiejkolwiek nadziei?


Tak, tak… Wiem, wiem… Aż mi się przypominają słowa z „Idioty” Dostojewskiego: „Któż by na jego miejscu postąpił inaczej?” i dalej:

– Przypomina mi to – roześmiał się Eugeniusz Pawło-wicz, który długo stał z boku i obserwował wszystko w milczeniu – mowę pewnego znakomitego adwokata, który broniąc niedawno pewnego swojego klienta, oskarżonego o zamordowanie sześciu osób naraz w celach rabunkowych, doszedł nagle do takiej konkluzji: „Jest to rzecz naturalna – mówił – że mojemu klientowi z biedy przyszło na myśl, by zamordować tych sześciu ludzi; ale komuż na jego miejscu nie przyszłoby to na myśl?” I tu słyszymy coś w tym rodzaju, tylko coś bardziej zabawnego.


To w ogóle pyszna koncepcja. Można by tak w kółko: Kto z nas nie skosztowałby ludzkiego mięsa, gdyby akurat był bardzo głodny? Kto z nas nie ukręciłby karku sąsiadowi z bloku, wielkiemu miłośnikowi wiercenia wiertarką o północy?

Czyż każdy z nas nie zabiłby swojego bogatego wujka, gdyby mógł akurat odziedziczyć po nim wielki spadek? <lol>


Drogi DoCo mnie chyba bardziej ubodła ta myśl (chociaż świetnie puentująca) z ratowaniem tatusia [wyobraziłem sobie jak on z tym chorym ojcem… uch!… @_@]. Aż dziw, że bohaterowi nie przyszło do głowy, że w podobny sposób mógł uratować również i… konia!
Ale żarty na bok…

///

W swoim komentarzu nie odnosiłem się tyle do jednostkowej, wyjątkowej (jak sam podkreślasz) sytuacji, ile do samego tego poniekąd przesłania. Mam wrażenie, że dosyć często napotykałem się na stwierdzenie w stylu: „wszystkiego trzeba w życiu spodziewać”, zwykle było ono w jakimś kontekście prowadzącym do niezbyt dobrych rzeczy.

To nie jest raczej rzecz umoralniająca. To raczej zwykła wymówka, po częstokroć powtarzana, do znudzenia przez wszelkiej maści ludzi na świecie. „Raz się żyje. Wszystkiego trzeba spróbować. Więc mi wolno. Więc mam prawo.” itd.

– Wszystkiego trzeba w życiu spróbować – mówi nastolatek i bierze od kolegi szluga. <– To przecież bardzo życiowa sytuacja i dam głowę, że nieraz zdarzyła się naprawdę.

Nie sądzę, też by naprawdę trzeba było ludzi przekonywać do eksperymentowania w dziedzinie seksualności. Człowiek współczesny, jest chyba aż nazbyt skłonny do eksperymentów w tym zakresie. Nie sądzisz?
Zapewne wiesz, że niektórych rażą wulgaryzmy w tekstach. Mnie nie rażą. Niektórzy też kręcą głową na wszystkie sprawy dramatyczne, smutne i powiązane ze śmiercią. Ja nie kręcę.

Na sprośność jednak reaguję niechęcią i to też trochę ci wypominałem. Wiedz, że i tacy czytelnicy są, dla których to będzie zawsze minus.

W komentarzach do „Na żywo” pisałeś: „Społeczeństwo kretynieje, a najlepsza rozrywka jest, jak ktoś pokaże gołą dupę.” i trochę się tu obawiam, czy to przekonanie nie wpływa trochę na twoją twórczość.

Bo w tym co robisz, często gdzieś się ta „goła dupa” pojawia.

Nie twierdzę by nie był to środek skuteczny (jeśli rzeczywiście używasz go celowo), ale mi on nie bardzo odpowiada. I nie chciałbym by wszelka literatura przesycona była sprośnością, tylko dlatego, że przynosi to jej jaką taką popularność.

Wierzę, że twoje dzieła obroniłyby się i bez „gołej dupy”, a dla mnie z pewnością byłyby przyjemniejsze w odbiorze.

Doświadczenia pokazują też, że gdy człowiek zobaczy zdjęcie erotyczne, na chwilę jakby ślepnie. Jego czas reakcji znacznie się osłabia. (Co doprowadziło do nalegania, by erotycznych reklam nie umieszczać przy drodze.)

W ogóle tak jest, że ci którzy sięgają po erotykę stają się też jej niewolnikami, gdyż czytelnicy ich, przyzwyczajeni do tego, tego też tylko, szukają w ich twórczości.

W skrócie więc: Seks jest tak absorbujący, że jeśli jest w czymś, ludzie nie dostrzegają niczego poza nim.

Teoretycznie można by zrobić dzieło erotyczne, a jednocześnie mądre. Dać i seks i głęboką fabułę. Nikt tak jednak nie robi. A nawet jeśli by się komuś udało, erotyka rozprasza odbiorcę tak bardzo, że wszystkie głębsze treści, przejdą mu z boku koło nosa i nawet ich nie zauważy.

Dialogi Hamleta wygłoszone, w filmie, podczas stosunku seksualnego, nie przyniosłyby podobnej popularności, a nawet jeśli, jej źródłem nie byłaby ich treść.

Zdaję sobie oczywiście sprawę, że nie jesteś pisarzem tworzącym erotykę. Tak tylko cię trochę przed tym przestrzegam…

///

Cytat:
Ze swojego punktu widzenia masz (zapewne ) stuprocentową rację. Trudno - co przyznasz - narzucać jednak wszystkiemu stworzeniu jednolitą prawdę, bo jest na to za późno już o jakieś 6 tysięcy lat (oczywiąście jeśłi wierzymy kreacjonizmowi).


Ha, ha. Chyba rzeczywiście, jestem jednym z ostatnich zwolenników prawdy obiektywnej. Pięknie tu piszesz, lecz jakbyś się poczuł gdyby ktoś powiedział ci:

„Ze swojego punktu widzenia masz (zapewne) stuprocentową rację, że dwa plus dwa to cztery, ale według mnie dwa plus dwa to osiem.”?

Kij z tym! Albo mam rację, albo jej nie mam. Jeśli ją mam, wszyscy winni ją uznać, zmienić swoje zdanie i też mieć rację. Nie ma bowiem sensu by ktokolwiek tkwił w błędzie. Jeśli zaś nie mam racji, sam powinienem zmienić zdanie. Więc jak? mam ją, czy jej nie mam?

Choć rzeczywiście wierzę kreacjonizmowi (jeśli i ty wierzysz, sam ten fakt napełnia mnie niezmierną radością), ciężko mi zrozumieć, dlaczego miałoby być trudno narzucać wszystkim jednolitą prawdę. Narzucanie, co prawda, nie brzmi dobrze, nie sądzę jednak by ludzie nie mieli prawa (a nawet i obowiązku) się przekonywać.

Chrystus powiedział: „Ja jestem prawdą drogą i życiem.” – trudno o bardziej dokładny przykład narzucania komuś jednolitej prawdy. On jakoś nie sądził, że jest za późno, lecz przedstawił nam najbardziej jednolitą prawdę z możliwych – czyli siebie samego.

Za późno to będzie jakieś 7000 lat po skończeniu stwarzania, gdyż wtedy świat się po prostu skończy i wszyscy źli zostaną zniszczeni. Starajmy się zatem nie należeć do grona idących na zatracenie i (w miarę możliwości) innych wyciągać z drogi prowadzącej na manowce.

To nawet w pewien sposób obowiązek Chrześcijański:
List św. Jakuba. 5, 19. Bracia moi, jeśliby ktoś zboczył z drogi prawdy, a kto inny nawróciłby go, 20. niech wie, że kto nawraca grzesznika z błędnej drogi, zbawi duszę jego od śmierci i zakryje mnóstwo grzechów.

Cytat:
Ty masz wolność w wyrażaniu swojego zdania, ja swojego.


Kto przeczy? Ale, ale… Jakie ty masz właściwie zdanie? Przecież powiedziałeś, że podzielasz mój zapał ewangeliczny, a nawet i moje emocje. Napisałeś także, że „utwór nie jest nawoływaniem do używania wszystkiego, ani do niemoralizowania” – co znaczy, że nie zamierzałeś nikogo skłaniać do niemoralności jak i twierdzić, że dosłownie należy wszystkiego spróbować.

Nawet też przyznałeś mi rację i biłeś się w pierś, w związku z czym, śmiało mogę stwierdzić, że w zasadniczej kwestii (dotyczącej utworu) twoje zdanie jest zgodne z moim.


Zwróć jednak też uwagę, że każde przekonanie prowadzi do jakiś działań. Jeśli ktoś miałby przekonanie, że jajka są trujące i powodują natychmiastową śmierć, raczej nie smażyłby sobie codziennie jajecznicy na śniadanie. Jeśli zaś ktoś sądziłby, że rtęć, jest eliksirem młodości, zażywał by jej do woli, co wkrótce doprowadziłoby do jego gwałtownego zgonu. Tak więc, ma znaczenie to, w co wierzymy.

Cytat:
Jednak nawoływałbym do nie patrzenia na sztukę jednostronnie. Tak robią talibowie i rozpieprzają pomniki dziedzictwa i kultury całego świata. Bo im się ubzdurało, że trzeba je niszczyć dla dobra wiary.


Nikt tu nie mówił o niszczeniu dziedzictwa kultury świata. Skoro jednak już porównałeś mnie do talibów, pozwólcie, że trochę się do tego ustosunkuję. (Choć nawet nie ma to zbytniego związku z twoim tekstem.)

Oczywiście nonsensem może wydawać się niszczenie (dajmy na to) posążka Apolla, skoro nikt nie oddaje mu czci. Jeśli rzeźba nie prowadzi do bałwochwalstwa, jest niczym więcej jak zwykłym kamieniem i równie dobrze można by niszczyć krasnale ogrodowe – w walce o chwałę Bożą.

Inna jest jednak kwestia jeśli niszczenie to miałoby posłużyć ratowaniu życia ludzkiego, czy też ratowania duszy ludzkiej przed zatraceniem.

Oglądałem kiedyś taki zagraniczny (bodajże francuski) film, w którym główny bohater, uległ takiemu wypadkowi, że metalowy drut z części wykopalisk, wbił mu się w głowę, w taki sposób, że przyciskał tętnicę w mózgu, tak że mężczyzna był świadomy i pozornie nic mu się nie działo.

Myślę, że film ten bardzo by ci się spodobał. Sam też z chęcią obejrzałbym go ponownie, gdyż zwierał wiele cennych i mądrych spostrzeżeń odnośnie kapitalizmu i żerowaniu na ludzkiej tragedii – także reklamodawców.

W każdym razie wyjęcie druta z głowy tego mężczyzny i przeniesienie go na salę operacyjną groziło jego wykrwawieniem. Przecięcie druta zaś, z powodu drgań uczyniłoby mu krzywdę. Wychodziło więc na to, że trzeba zniszczyć cenny „pomnik dziedzictwa kulturowego” dla ratowania życia ludzkiego.

Jak ty zaopatrywałbyś się na taką kwestię?

Czy lepiej zniszczyć jedną z niewielu bezcennych pamiątek po naszych przodkach, czy też poświęcić jedno z żyć ludzkich – których przecież jest krocie. Co byś wybrał?

Choć to inna skala, zapytałbym w ten sposób: Gdybyś miał wybrać między wysadzeniem piramidy, a zabiciem jednego człowieka, co byś zrobił?

„Pomniki dziedzictwa kultury” tego świata to rzeczywiście zacna rzecz, ja jednak sądzę, że życie ludzkie bardziej jest bezcenne.

W tym sensie, na każdym twórcy ciąży wielka odpowiedzialność.

Tak się oczywiście nie stanie. Lecz jeśli mógłbym posłużyć się tu sytuacją hipotetyczną: Gdybyś wiedział i miał zupełną pewność, że ktoś po przeczytaniu twego opowiadania, zainspirowany nim, zacznie brać narkotyki i przez to zmarnuje swoje życie, czy wtedy (choć z bólem serca) sam własnoręcznie nie zniszczyłbyś swego dzieła?

Nie zrozum mnie źle, nie twierdze twoje opowiadanie skłania do narkotyków. Daleko jestem od tak daleko idących twierdzeń. Chodzi mi jedynie o pokazaniu wagi tworzenia.

Każdy twórca (czy tego chce, czy też nie) przekonuję odbiorcę do swojego światopoglądu. Każde dzieło wpływa, w jakiś sposób, na człowieka. Nic nie pozostaje bez echa.

Pisząc, wpływamy na ludzi. To wielka moc.

A pamiętaj drogi DoCo: Z wielką mocą idzie zwykle wielka nieodpowiedzialność. <lol>


Wracając do talibów, jeśli sądzą oni rzeczywiście, że to co robią odwodzi ludzi od bałwochwalstwa i ratuje ich od śmierci w piekle, to przynajmniej gorliwie zabiegają o życie ludzkie.


Księga Powtórzonego Prawa 7, 5.Tak z nimi postąpicie: ołtarze ich zburzycie, pomniki ich potłuczecie, święte ich drzewa wytniecie i ich podobizny rzeźbione w ogniu spalicie. (…)
12, 1. Oto są ustawy i prawa które będziecie starannie spełniać na ziemi, którą Pan, Bóg twoich ojców, dał tobie w posiadanie po wszystkie dni życia waszego na ziemi. 2. Doszczętnie zniszczycie wszystkie miejsca na wysokich górach, na pagórkach i pod każdym zielonym drzewem, gdzie służyły swoim bogom narody, którymi zawładnęliście. 3. Zburzycie ich ołtarze, potłuczecie ich pomniki, popalicie ich święte drzewa, porąbiecie ich podobizny rzeźbione i zetrzecie ich imię z tego miejsca.

Księga Sędziów 2, 1. I wystąpił anioł Pański z Gital do Bochim, i rzekł: Wywiodłem was z Egiptu i wyprowadziłem was do ziemi, którą przysiągłem waszym ojcom, mówiąc: Nie naruszę przymierza mego z wami na wieki. 2. Tylko wy nie zawierajcie przymierza z mieszkańcami tej ziemi, ale zburzcie ich ołtarze. Wy jednak nie usłuchaliście mojego głosu. Czemu to uczyniliście?
3. Przeto i Ja powiadam wam: Nie wypędzę ich spośród was, będą wam wrogami, a ich bogowie będą dla was sidłem. (…)
6, 25. Tejże nocy rzekł Pan do niego: Weź cielca z bydła twojego ojca i drugiego siedmioletniego cielca i rozwal ołtarz Baala, który należy do twojego ojca, i zetnij słup, który jest przy nim, (…)
27. Gadeon wziął więc dziesięciu mężów spośród swoich sług i uczynił, jak mu powiedział Pan; ponieważ jednak bał się domowników swojego ojca i obywateli miasta, aby uczynić to w dzień, uczynił to w nocy.
28. A gdy wstali wrześnie rano obywatele miasta, oto ołtarz Baala był zburzony a słup, który był obok niego ścięty (…) 29. Mówili tedy jeden do drugiego: Któż to uczynił? A gdy przeprowadzili dochodzenie, powiedzieli: Uczynił to Gedeon, syn Joasza. 30. Wtedy rzekli obywatele miasta do Joasza: Wyprowadź swego syna, niech zginie, gdyż zburzył ołtarz Baala i ściął słup, który był przy nim.
31. I rzekł Joasz do wszystkich, którzy stali przy nim: czy chcecie walczyć o Baala, czy chcecie go ratować? Kto o niego będzie walczył, do rana zinie. Jeżeli jest bogiem, niech sam o siebie walczy, ponieważ to jego ołtarz został zburzony.

Dzieje Apostolskie 19, 18. Wielu też z tych, którzy uwierzyli, przychodziło, wyznawało i ujawniało uczynki swoje. 19. A niemało z tych, którzy się oddawali czarnoksięstwu, znosiło księgi i paliło je wobec wszystkich; i zliczyli ich wartość i ustalili, że wynosiła pięćdziesiąt tysięcy srebrnych drachm. 20. Tak to potężnie rosło, umacniało się i rozpowszechniało Słowo Pańskie. (…)
23. W owym czasie powstała niemała wrzawa z powodu drogi Pańskiej. 24. Albowiem pewien złotnik, imieniem Demetriusz, który wyrabiał srebrne świątynki Artemidy i zapewniał rzemieślnikom niemały zarobek, 25. Zebrał ich oraz robotników podobnego rzemiosła i rzekł: Mężowie wiecie, że z tego rzemiosła mamy nasz dobrobyt;
26. Widzicie też i słyszycie, że ten Paweł nie tylko w Efezie, lecz nieomal w całej Azji namówił i zjednał sobie wiele ludzi, mówiąc, że nie są bogami ci, którzy są rękami zrobieni.


Ja więc, jednak nawoływałbym do nie patrzenia na talibów tak jednostronnie. Ja bym ich nie potępiał w tej kwestii.


Zresztą chrześcijanie nie zniszczyli podobnie do końca kultury pogańskiej. Co może i nie zemściło się od razu, z czasem jednak doprowadziło do jej przeniknięcia i połączenia z chrześcijańską. Średniowiecze minęło i nastał renesans, który w końcu doprowadził do oświecenia – czyli zupełnej ciemnoty i szaleństwa.

My też nie zniszczyliśmy wszystkich egzemplarzy „Main Kampf” Hitlera. Kto wie, czy za parę wieków, ktoś nie wygrzebie tej książki i zafascynowany jej treścią, nie zafunduje nam powtórki z historii. Nie chcielibyśmy tego prawda?

A przecież np. dzieła Platona, podobnie, stały się inspiracją wszystkich systemów totalitarnych, z tym hitlerowskim włącznie. Może więc lepiej by było, jeśli nasi przodkowie pozbyliby się tego „bezcennego” dziedzictwa kulturowego.
Co naturalnie nie oznacza, że w jakiś sposób popieram działania talibów…

Cytat:
Bardzo podoba mi się Twój mądry komentarz. Wiele w nim wiary, co jest bardzo cenne w dzisiejszych czasach.


Cieszy mnie niezmiernie, że cenisz wiarę. Rzeczywiście mało jej we współczesnych czasach. Wąska jest droga prowadząca do zbawienia i niewielu ją idzie.

Jak to mówią ateiści: „Są ludzie wierzący, lecz jest ich bardzo mało.” To świadectwo z ust niewiernych, jest akurat prawdziwe.

Dlaczego tak jest? Może dla tego, że każdy mocno wierzyć staje się zaraz talibem, gdyż tylko tam w imię jego wiary, pozwalają mu „rozpieprzać” bezcenne dziedzictwo przodków! Hahaha!

To oczywiście żart, ale jest w nim trochę racji. Chodzi o to, że bardzo ciężko być prawdziwie wierzącym, w rzeczywistości która tego nie znosi.

Czytałem nawet ostatnio taki artykuł ateisty który dowodził, że wystarczy przeczytać jedną z Ewangelii by stracić wiarę. Twierdził, że każdy kto zachowywałby się dzisiaj tak jak Chrystus w Ewangelii, zostałby zamknięty w psychiatryku jako chory psychicznie.

Mówił, że każdy kto wyzywałby ludzi od „plemienia żmijowego” i mówił, żeby zmarli chowali własnych zmarłych, zostałby z miejsca zatknięty jako niedostosowany i chory psychicznie.
Miał rację! Dziwna sprawa, że on podawał to jako argumenty przeciw Chrystusowi, ja zaś z tego czynię argumenty przeciwko naszemu światu.

To przecież nie świat będzie sądził Chrystusa, tylko Chrystus świat. (Świat zresztą już Pana Jezusa osądził i karę tą wykonał. Teraz zaś kolej na odwrócenie monety.)

I rzeczywiście tak jest, że chrześcijanin współczesny ma zwykle kompletny mętlik w głowie z powodu świata w którym żyje. Stara się być wierny, a jednocześnie nie chce być fanatykiem, ekstremistą, czy fundamentalistą.

Jednak każde umiłowanie Boga „z całego serca swego i z całej duszy swojej” będzie bez wątpienia określone mianem fanatyzmu, każde zaś działanie na rzecz wiary i staranie się o dostosowanie świata do jej wymogów, zostanie określone ekstremizmem, tak też i każde ścisłe przestrzeganie zasad wynikających z chrześcijaństwa, zostanie odebrane jako fundamentalizm.

Współczesny więc chrześcijanin, poniekąd stara się jakby wierzyć i nie wierzyć jednocześnie. Co rzecz jasna prowadzi do absurdu.

Ja zaś nie mam wątpliwości, że Jezus Chrystus zostałby określony mianem fanatyka, ekstremisty i fundamentalisty, gdyby przyszedł współcześnie.


Cytat:
Nie ma tylko powodu, by z powodu niej stawać się pustelnikami.


Niestety ze względu na powszechną w naszym świecie samotność, wielu jest dzisiaj pustelnikami. Ja jednak staram się by nim nie być.

Dziękuję za wszystkie twoje słowa. Trzymaj się dobrze. Gorąco pozdrawia

Ten Śmiertelny
Dobra Cobra dnia 08.12.2017 14:47
To wielka radość otrzymać tak mądry oraz wielce szeroki komapentarz :) moje wysiłki slużą opowiedzeniu o słabostkach ludzi, z których bzykanie (wraz z pycha życia nieumiarkowaniem) jest największe.

Opowiem Ci prwną historię z życia wziętą: oto pewien człowiek porzucił żonę z synem 12 lat (oraz dopiero co wziętym na dom kredytem na 600 tysi) by zadać się z mlodszą o połowę panną. No, wiadomo - oto głowa siwieje, dupa szaleje - jak mówi nasza rodzima mądrość. Najcelniejsze byly slowa jednego ze znajomych p: to on nie wie, że to to samo?

I tu kryje się największa słabość wszystkich zdrad i bzykania na boku: to zawsze będzie to samo. Ten sam proces nadziewania panny na wacka, choc inne wymiary i inny kolor włosów. Ale to to samo, ten sam proces. Więc czy warto? Bo jak tak się głębiej zastanowić to nie.

Nadal cieszy mię Twój ewangeliczny zapał. Ufac chcę jednak, żeś prawdziwym żołnierzem Chrystusa, a nie farbowanym lisem, których obecnie bardzo wielu. Czy zatem idziesz z swoim Panem wszędzie tam, gdzie On?

Myślą tą zakańczam, dziękując za odwiedziny i słuszny komentarz oraz poświęcony czas.


DoCo
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Miladora
15/12/2017 01:28
To może trochę uzasadnię? :) Villanelle nie są łatwe,… »
falsyfikat
15/12/2017 00:10
w sumie ocena redakcji mi wystarczy, dziękuję. »
falsyfikat
15/12/2017 00:06
trudna sprawa z tym tłumaczeniem, owszem, delikatnie… »
Dobra Cobra
14/12/2017 22:58
Jest myśl, rozwój akcji, punkt szczytowy, rozwiązania akcji… »
Dobra Cobra
14/12/2017 22:50
Albowiem gdyż lubię czasami zacząć tak lyrycznie, by potem… »
maak
14/12/2017 22:42
Trudno nie lubić tych Twoich zagadek. Trzeba je czytać po… »
maak
14/12/2017 22:16
Dobry wieczór Dziękuję wszystkim za odwiedziny i za… »
Gaston Bachelard
14/12/2017 21:17
Głównie żabojadowa poezja mnie nakręca, i klasyczna, u nas… »
Leszek Sobeczko
14/12/2017 20:57
bardzom ciekaw którym się tak poszczęściło, ja toże czytam… »
Gaston Bachelard
14/12/2017 20:46
Przenigdy (to o komentarzu powyżej). Dla tego tekstu daję… »
Gaston Bachelard
14/12/2017 20:29
Ten zapis posiada sens i coś, co kusi na dumankę. Dla mnie… »
mike17
14/12/2017 20:17
Całkiem niezłe to haiku. Choć tłumaczenie nieco odbiega od… »
Gaston Bachelard
14/12/2017 20:01
Perspektywa mazaków na kamykach jaskini Lascaux jest… »
Gaston Bachelard
14/12/2017 19:49
Zauważyłem, że próbujesz się pokazać nie tylko na PP. Wiem.… »
Skuul
14/12/2017 19:02
Szybkie zwięzłe, spodobało mi się, więc dzięki za chęć… »
ShoutBox
  • Gramofon
  • 14/12/2017 16:13
  • Pasztet trzeba robic i bigos mieszać
  • Zola111
  • 14/12/2017 16:06
  • Piszmy do Zaśrodkowania#27.
  • mike17
  • 13/12/2017 18:51
  • Świąteczny Elvis wiecznie żywy :) Niektóre kawałki nie podlegają prawom czasu i przestrzeni : [link]
  • Alen Dagam
  • 13/12/2017 17:56
  • Tak sobie czytam te Wasze wirtajki, jak tylko się pojawiają na portalu i coraz częściej mam łzy w oczach że wzruszenia. Autorzy, jesteście wspaniali! Dziękuję za to, że Wam się chce! <3
  • JOLA S.
  • 12/12/2017 21:26
  • Grzeczna i cierpliwa.CMOK.:)
  • Esy Floresy
  • 12/12/2017 21:20
  • Grzeczna - to pojęcie względne ;)
  • JOLA S.
  • 12/12/2017 15:56
  • Już jestem grzeczna.CMOK:)
  • Miladora
  • 12/12/2017 15:17
  • Dziewczyny - nie rozdwoję się, wszystko po kolei. :)
Ostatnio widziani
Gości online:27
Najnowszy:umyerarry
Wspierają nas