Proza » Obyczajowe » Kawałki
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

   Wiem, że kawałki pasują do siebie, bo widziałem jak się rozpadały.
   Jest 20 kwietnia 1999 roku, godzina 12:08 w południe. Kałuża krwi wokół głowy Dylana Klebolda kurczy się powoli. Dylan wstaje z podłogi jak szmaciana lalka na sznurkach. Kula opuszcza jego głowę, wchodzi gładko w lufę pistoletu i ląduje z powrotem w magazynku. Dylan otwiera oczy i odrywa broń od swojej skroni.
   Patrzy jak kawałki mózgu Eryka odrywają się z grzbietów książek i wracają na swoje pierwotne miejsce. Odłamki czaszki zespalają się jak układanka, idealnie pasując do siebie. Eryk Harris powstaje z martwych. Niewidzialna siła dźwiga bezwładne, poturbowane ciało na klęczki, podnosi z ziemi strzelbę i wkłada w drżące ze strachu dłonie samobójcy. Eryk trzyma dubeltówkę pod brodą, odchylając głowę do tyłu, z mocno zaciśniętymi powiekami. Nie myśli o niczym, nawet o bombach zegarowych w stołówce, które ostatecznie nie wybuchły.
   Na zewnątrz szkoły wyją syreny policyjne i karetki, lecz w oku cyklonu panuje martwa cisza. W zadymionej bibliotece unosi się ciężki zapach prochu, woń śmierci bije w nozdrza.
   Stało się. Przekroczyli Rubikon. Nie wiedzą ilu zabili, wiedzą jednak, że wystarczająco wielu, by przejść do historii. Teraz stoją twarzą w twarz z ciemnością, na odległość spustu. Wszystkie fibrie ducha naprężają się do granic możliwości, by poruszyć jednym palcem. Rzeczywistość otoczyła ciało jak bezlitosna i ogłupiała tłuszcza, przylgnęła ciasno, dźgnęła każdy por skóry i wślizgnęła w jeszcze ciepłą krew. Wlała się we wszystkie zmysły, zadając gwałt rozszerzonym źrenicom, wtargnęła drogami nerwowymi do jądra ludzkich snów. Stało się. Nie ma już nic poza tym.
   Jutro ich twarze będą nawiedzać okienka w telewizorach. Może pokażą ich zdjęcia z dzieciństwa zestawione z emisją masakry. Znów zaczną burzliwą debatę o prawie do broni i znów nie dojdą do żadnego wniosku. Prawdopodobnie. Dziennikarze nazwą ich potworami z sąsiedztwa, a szturchane dzieciaki zrobią z nich męczenników. Pieprznięte nastolatki wystawią im ołtarzyk, rozpocznie się koncert nienawiści. Z pewnością będą mieli naśladowców. Odbędzie się łzawe nabożeństwo. Ludzie przyniosą znicze.
   Z wolna rozluźniają się napięte ścięgna na szyi Eryka, jabłko Adama wygładza swój kontur, oddech zwalnia obroty. Krew odpływa z nabrzmiałych żył. Eryk opuszcza strzelbę i wstaje z kolan. Mówi do Dylana, a jego słowa unoszą się na powierzchni zgiełku, który faluje gdzieś daleko:
   - Do zobaczenia w piekle.
   Podają sobie ręce, jakby w przelocie, i przez sekundę patrzą w oczy. Boją się tego, co mogliby w nich ujrzeć - obce, wykrzywione odbicie własnego szaleństwa? Wyrzuty sumienia? Rozczarowanie?
Dylan odwraca się i widzi zwłoki dziewczyny, leżące na boku z twarzą zamienioną w kamień. Zdumiony odkrywa, że nic już nie czuje. Ekstaza niszczenia minęła, lecz nie zastąpił jej żal. W dużej mierze dlatego, że zaraz on też będzie martwy.

   Godzina 11:40. Biblioteka zamienia się teatr kukiełek. Ogromne ręce gdzieś nad sceną ciągną za odpowiednie sznurki, podrywając do góry ciała, które zasysają w swoje żyły jaskrawą krew. Czerwone krople odrywają się od ścian i skupiają jak promienie w soczewce, kałuże na podłodze kurczą się i znikają. Eryk Harris i Dylan Klebold odwalają kawał roboty, wydobywając z ludzkich ciał pociski, te zaś w magiczny sposób wciągane są przez lufy karabinów, wraz z obłoczkami dymu. Co więcej, narzędzia, które chłopcy dzierżą w swoich dłoniach, wędrują potem z rąk do rąk, aż trafiają do magazynów, w których są rozkładane na części i rozbijane w drobny mak.

   Godzina 11:29. Eryk i Dylan stoją w progu biblioteki, uzbrojeni po zęby, i patrzą na skulonych pod stołami uczniów. Twarz Eryka wykrzywia grymas gniewu. Krzyczy:
   - Wszyscy wstawać!
   I rzeczywiście, wszyscy gorliwie spełniają jego rozkaz, w pośpiechu wychodzą spod ławek, chwytają długopisy i siadają do lekcji. Pierścień strachu powoli puszcza ich gardła. Rozlega się szczęk żelastwa, a potem zalega cisza, usiana jedynie szuraniem krzeseł, pojedynczymi kaszlnięciami i szelestem kartek. Eryk i Dylan opuszczają bibliotekę, zostawiając swoje ofiary żywe i zanurzone w błogiej nieświadomości.
   Wskazówki zegara cofają się w Liceum Columbine. Eryk i Dylan stawiają kroki w tył, kule wpadają prosto w ciemność wylotowych dziur. Czarny dym gromadzi się w skupiskach jak pył gwiezdny, zamknięty w niewidzialnej pięści, aż w końcu mieści go główka od szpilki. Języki ognia wycofują swoją armię, z płomieni wyłania się świat. Ładunek wybuchowy ląduje z powrotem w dłoni Eryka, a ten zabiera zabójczą iskrę ze sterczącego lontu i chowa ją w kieszeni płaszcza.
   Ciała uczniów wstają z podłogi korytarza, ścierają ze szkolnych szafek zygzaki krwi, prostują się i idą przed siebie. Więdnie krwawy kwiat na piersi futbolisty, który kiedyś nazwał Eryka ciotą; brocząca dziura w brzuchu nauczyciela matematyki, który upokorzył raz Dylana przy tablicy, rodzi małą kulkę i zasklepia się. Miriady odłamków szkła pasują do siebie jak puzzle rozsypane z okna, w które Eryk posłał salwę pocisków.

   Jest kwadrans po jedenastej i wszyscy żyją. Eryk i Dylan stoją przed gmachem Liceum Columbine. W ciepłym powietrzu niosą się uderzenia piłki do koszykówki i okrzyki zawziętej gry. Ryk dzwonka w głębi szkoły obwieszcza przerwę. Kolejny dzień niestrudzenie brnie naprzód w swoim regularnym rytmie, pocięty na godziny i kwadranse, zamknięty w planach lekcji. Nikt nie słyszy mrocznego tykania, które rezonuje gdzieś w szczelinach codzienności.
   Chowają broń za poły płaszczów. Tętno spowalnia, adrenalina zawraca z żył do poskręcanych gruczołów. Odchodzą.
   Gniew stopniowo gaśnie w ich głowach, myśli wracają do swojego zarodka. Wizje znikają ze stron chorych fantazji. Sznureczki nienawistnych zdań skracają się i zostają puste kartki. Znów są czyści. Nigdy nie poczuli się jak brud. Nigdy nie wkroczyli do swojej szkoły, ubrani na czarno od stóp do głów, dźwigając torby z zegarem zniszczenia. Nigdy nie zaczęli strzelać. Nie zapragnęli umrzeć i uchronić się przed śmiertelnością, wypalając swoje imiona w zbiorowej pamięci.
   Eryk zdejmuje z siebie czarny prochowiec. Ściąga buty desantowe i biały T-shirt z nadrukiem "SELEKCJA NATURALNA".    Ogląda w lustrze swoją twarz ze znamionami bezsennej nocy - cienka skóra naciągnięta na kości policzkowe, sine podkówki wokół oczu.
   Wiem, że kawałki pasują do siebie, bo widziałem jak się rozpadały.
   Nienawiść kurczy się i wpełza do łona smutku, a ten osuwa się na powrót w nicość. Eryk i Dylan odchodzą, a daleko w górze sine niebo otwiera się poszarpaną, niebieską dziurą, krwawiąc snopem światła.
   Wracają do domu.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
IchBinEinAuslander · dnia 17.03.2017 11:53 · Czytań: 146 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 4
Inne artykuły tego autora:
  • Brak
Komentarze
faith dnia 17.03.2017 12:24
Swego czasu chłonęłam każdą informację związaną z tym, co zdarzyło się tego kwietniowego dnia w Columbine High School. Dlatego temat jest mi bardzo bliski i znany.

Twoje opowiadanie zaintrygowało mnie. Zarówno pomysł jak i wykonanie zasługują na uwagę. Opisujesz wszystko tak, że z łatwością można wyobrazić sobie wszystko jak na cofającym się filmie. Podnoszące się z podłogi ciała, cofający do lufy pistoletu pocisk. Narracja jest bardzo obrazowa i dobrze poprowadzona. Trochę reportażowa, a jednak nie pozbawiona metafor. Dużym plusem jest dowolność interpretacji, pewien dualizm. Ów "powrót do domu" i cofające się wydarzenia są tu bardzo symboliczne i interesująco przedstawione. Nie jest to długie opowiadanie, a jednak udało Ci zawrzeć w nim najistotniejsze informacje, nakreślić fabułę tak, by nawet ci, którzy nie zetknęli się z informacjami na temat masakry w szkole w Kolorado, mogą domyślić się jaka była jej geneza. Mam nadzieję, że historia, którą przedstawiasz tutaj zachęci innych, by zagłębili się w temat. Bo uważam, że powinniśmy wyciągnąć wnioski z tych wydarzeń.

Pozdrawiam!
Miroslaw Sliwa dnia 17.03.2017 13:59 Ocena: Świetne!
Bardzo sprawnie napisany tekst.
Odwrócenie strzałki czasu; pewnie każdy z nas przeżył takie chwile, które chciałby zawrócić. Cóż prawa fizyki są nieubłagane, choć może kiedyś, coś tam się zmieni.
Tylko po co?
Wolność; prawo wyboru jest nam dane jak prawa fizyki; dotyczy mędrców i głupców w tej samej mierze, dotyczy i złych i dobrych.
Pielęgmujmy dobro i mądrość.
Jeśli nie chcemy zła, to czuwajmy nad wolnością, ale jej nie eliminujmy.
Nie przewracajmy świata do góry nogami, naprawiajmy go natomiast tam gdzie szwankuje.

Twój tekst w istocie zmusza do refleksji no i dobrze się czyta.

Pozdrawiam. :)

Mirek
JOLA S. dnia 17.03.2017 14:09 Ocena: Świetne!
Znakomicie napisane. Czuje się obecność serca, ale i chłodny dystans prowadzący ku rozwiązaniom racjonalnym. Doskonała narracja. Historia mówi sama za siebie, lecz bez dobrego pióra chyba nie zrobiłyby na mnie tak silnego wrażenia.

Pozdrawiam cieplutko :)

JOLA S.
szybki_pisarz dnia 21.03.2017 19:43 Ocena: Świetne!
Potrafisz przenieść czytelnika do opisywanego świata. Bardzo obrazowo przedstawione. Ciesze się, że wybrałeś krótką formę, bo ona w tym wypadku znakomicie pasuje do wybranej historii.
Utrzymane napięcie mimo cofania czasu w slow motion. Brawo Ty!
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
introwerka
25/04/2017 16:43
Niesamowita jest Twoja zdolność obyczajowej obserwacji :)»
Niczydar
25/04/2017 16:00
Witaj Aronia23 wiersz oparty na moich doświadczeniach,… »
Opheliac
25/04/2017 15:55
Czuć tu zabawę, trochę radości, ale i przemijanie, i ten… »
Carvedilol
25/04/2017 15:54
Witam Bardzo dobry tekst, spodobał mi się na tyle, żeby… »
Maurycy Rubikon
25/04/2017 15:51
Witaj Jolu, Jolu, napisałaś: - i ja Ciebie rozumiem,… »
Carvedilol
25/04/2017 15:49
Świetny tekst! Każdy cielębryta powinien przeczytać i… »
Maurycy Rubikon
25/04/2017 15:45
Witaj Vigo, dziękuję za komentarz, bardzo ładnie… »
JOLA S.
25/04/2017 15:43
Cześć Maurycy, moja pierwsza reakcja na to co przeczytałam… »
Opheliac
25/04/2017 15:42
Kamyczku, dziękuję serdecznie za rozbudowany komentarz i… »
Slavek
25/04/2017 15:40
o tu Tak mi się skojarzyło i wiem, że nie o to Ci… »
mike17
25/04/2017 14:55
Wzruszyłaś mnie, Niczyja, a to nie łatwa rzecz do zrobienia… »
JOLA S.
25/04/2017 14:09
Nalko, dziękuję bardzo za dobre słowo. Miło mi, że… »
OWSIANKO
25/04/2017 13:52
Skorek80 Twój tekst jest na tyle obiecujący, że z chęcią… »
JOLA S.
25/04/2017 12:33
Masz rację. Czy czytałeś " Jak Kurczak Blady chciał… »
Carvedilol
25/04/2017 12:13
Dziękuję JOLU Hmm, z tym kurnikiem to różnie bywa Jeśli… »
ShoutBox
  • mike17
  • 25/04/2017 11:16
  • Kawka z rana jak śmietana, czyli dzień rozpocząć czas :) Pozdruffki znad Wisły :)
  • JOLA S.
  • 25/04/2017 05:44
  • Aronio, Nalko dobrego dnia:)
  • Aronia23
  • 25/04/2017 05:40
  • Grain słaby jesteś w manipulacjach. Serdecznie pozdrawiam
  • Aronia23
  • 25/04/2017 05:37
  • spadam, jeszcze czegoś takiego nie widziałam. Szanty
  • Aronia23
  • 25/04/2017 05:34
  • NO WIEM W TAKIM TOWARZYSTWIE.
  • Nalka31
  • 25/04/2017 05:26
  • U Ciebie się snują tacy z krzywym karkiem?
  • Nalka31
  • 25/04/2017 05:25
  • A z czego mam być zadowolona? jeśli z życia to owszem bo jest piękne
  • Aronia23
  • 25/04/2017 05:20
  • Nalko, zadowolona jesteś? TO JEST COŚ NIESAMOWITEGO , GDY PO KRZAKACH SNUJĄ SIĘ TACY Z KRZYWYMI KARKAMI
Ostatnio widziani
Gości online:47
Najnowszy:Signsaq1t