Piotruś i smocza zaraza - Carvedilol
Proza » Dla dzieci i młodzieży » Piotruś i smocza zaraza
A A A
Od autora: Dla dzieci w wieku lat 4-8.

Piotruś i smocza zaraza

  Dawno, dawno temu, za siedmioma górami i siedmioma lasami był sobie… jeszcze jeden las. A w tym lesie mała chatka. W chatce zaś mieszkał Piotruś. Piotruś miał osiem lat i mieszkał razem z mamą i tatą. Ubogi był to domek, ale jego mieszkańcy cieszyli się z tego co mieli i wiedli szczęśliwe życie. Niestety, pewnego dnia tato i mama Piotrusia zachorowali. Na ich skórze pojawiły się dziwne zielone plamy, które z dnia na dzień robiły się coraz większe i większe; a w miarę jak się powiększały, rodziców Piotrusia opuszczały siły. Doktor, który przyjechał z bardzo daleka, zbadał ich dokładnie i powiedział, że nigdy wcześniej nie widział takiej zarazy. Ale przypomniał sobie, iż kiedyś czytał o podobnej chorobie, w jakiejś bardzo starej księdze.

- Jest to choroba zwana smoczą zarazą. I jedynym lekarstwem na nią jest woda ze smoczego źródła. Musicie ją jednak wypić, zanim całe wasze ciała zrobią się zielone, bo wtedy zamienicie się w smoki. To wszystko co pamiętam, ale któż by teraz jeszcze wierzył w smoki.

- A gdzie można dostać taką wodę? – zapytał rezolutnie Piotruś.

- Daleko stąd znajdują się Góry Smocze, a tam, w smoczej grocie, znajduje się jej źródełko. Jednak groty strzeże smok. Tak mówi legenda, ale to pewnie tylko legenda. Nigdy nie widziałem żadnego smoka na własne oczy, ani nie znam nikogo, kto by kiedykolwiek powrócił ze Smoczych Gór – dodał doktor.

  Piotruś nie zastanawiał się długo, przygotował sobie worek z prowiantem na podróż, poprosił doktora o narysowanie drogi do Smoczych Gór i wyruszył w drogę.

- Zaopiekuję się twoimi rodzicami, ale pamiętaj, zaraza trwa już tydzień, a to oznacza, że masz tylko trzy tygodnie aby powrócić. Inaczej choroba obejmie całe ciała i nawet ta cudowna woda nie pomoże.

- Dziękuję – odparł Piotruś i dźwigając na plecach całkiem pokaźny worek, zniknął wśród leśnych drzew.

  Szedł w dzień i w nocy, odpoczywając tylko tyle ile musiał i śpiąc niewiele w najróżniejszych miejscach, rozkładając na ziemi koc i zawijając się w niego, przy naprędce rozpalonym ognisku. Po kilku dniach wędrówki napotkał na drodze dziwną karawanę – liczne wozy wypełnione po brzegi piaskiem.

- Witam, jestem Piotruś i zmierzam do Smoczych Gór, czy nie wybieracie się w tym kierunku? – zapytał.

- Wybieramy się na północ, więc jeśli zabierzesz się z nami, to za pięć dni będziesz musiał udać się dalej na wschód, aby do nich dotrzeć.

  W ten sposób Piotruś znalazł się na górze piachu i w czasie jazdy zaznajomił się z hrabią Andrzejem, który był właścicielem karawany.

- Po co panu tyle piasku? – z ciekawości zapytał prostolinijnie chłopiec.

- Widzisz, chłopcze – rozpoczął opowieść hrabia – na tym świecie wszystko zostało już odkryte i ma swoją nazwę. A ja chciałbym, aby coś wielkiego zostało nazwane moim imieniem. Zjeździłem cały świat, widziałem wszystkie góry, morza i jeziora. Niestety, każde ma już jakąś nazwę. Postanowiłem zatem, że sam stworzę coś, co będzie godne, aby nazwać to moim imieniem. Nie potrafię stworzyć wielkiej góry, ani potężnego morza, ale wpadłem na pomysł wybudowania pustyni. Pustyni, którą nazwę Pustynią Hrabiego Andrzeja i tak oto ślad po mnie zostanie po wsze czasy, i jeśli ktoś za sto, dwieście, ba… za tysiąc lat, zapyta „co to za pustynia i skąd pochodzi jej nazwa?”, usłyszy o mnie, i w ten sposób będę trwał wiecznie w pamięci potomnych. Od dwóch lat kupuję piasek i rozsypuję go na polach, które od wieków należą do mojej rodziny.

- Od dwóch lat? A dużo tego piasku jeszcze potrzeba? I nie szkoda tych pól, które staną się teraz nieurodzajne? – dopytywał Piotruś.

- Och dziecko, nic nie zrozumiałeś – zdenerwował się nieco hrabia – cóż znaczy jakieś tam pole, w porównaniu do wielkiej pustyni, pierwszej stworzonej przez człowieka. Pierwszej, czy to rozumiesz? Nawet jeśli komuś kiedykolwiek przyjdzie do głowy wybudować pustynię, to i tak nie zdobędzie już takiej sławy jak ja, bo będzie jedynie naśladowcą. Jesteś za mały, aby to pojąć, chłopcze – dodał już spokojniej.

- No, a kiedy ta pustynia w końcu powstanie?

- Hmm – strapił się hrabia – widzisz, Piotrusiu, tu właśnie tkwi problem. Pytałem różnych mędrców, czytałem różne księgi i nigdzie nie znalazłem odpowiedzi, kiedy to piasek staje się już pustynią, ile go potrzeba. Nie śpię po nocach, mam już nawet piasek pod powiekami, ale nie poddaję się. Wciąż zwożę i zwożę, i za każdym razem wydaje mi się, że to jeszcze za mało...

- Nie szkoda panu na to czasu? Nie lepiej cieszyć się życiem, niż budować nikomu nie potrzebną pustynię? Tylko dla sławy?

  I tu hrabia zrobił to, co w takich sytuacjach robią dorośli na całym świecie, kiedy na proste pytanie nie znają odpowiedzi, czyli powiedział:

- Jesteś jeszcze za mały żeby to zrozumieć, dziecko! – uciął w ten sposób dyskusję i do końca wspólnej podróży nie odzywał się do Piotrusia prawie wcale.

  Piątego dnia Piotruś, żegnając się, zapytał:

- A czy w trakcie swoich podróży, był pan również w Smoczych Górach?

- Tak, byłem i tam, ale one mają już swoją nazwę, poza tym spotkałem jednego, takiego wielkiego smoka, który nie pozwolił mi wejść do swojej groty, ale – tu westchnął – ona też ma już swoją nazwę, więc nawet nie byłem ciekawy co jest w środku.

- Czyli smok istnieje naprawdę! – ucieszył się Piotruś.

  To dodało mu otuchy i dziarsko wyruszył w dalszą wędrówkę, zarzucając już teraz nieco lżejszy worek na plecy.

  Po następnych kilku dniach wędrówki, Piotruś zobaczył studnię przy drodze, a jako, że był spragniony, zbliżył się i zajrzał do wnętrza. W dole, na zielonym listku, siedział mały, czarny pająk.

- Co ty tam robisz? - zawołał chłopiec.

- Chciałem się napić wody i zsunąłem się po linie, niestety, zamoczyłem się przy tym i upadłem. Gdyby nie ten listek, już dawno bym utonął.

- I nie możesz wyjść?

- Ściany studni są mokre i śliskie. Nie dam rady się wspiąć.

- Poczekaj chwilkę - powiedział Piotruś.

  Już wcześniej widział wiadro leżące obok studni, przywiązał do niego linę i opuścił na dno. Pająk wskoczył do środka i Piotruś zręcznymi ruchami wyciągnął wiadro, uwalniając wyczerpanego zwierzaka.

- Wiesz, Piotrusiu - rozpoczął pająk, gdy trochę się posilił i odpoczął - wielu ludzi tędy przechodziło, a ja nieustannie wołałem o pomoc. Niektórzy mówili, że „nie mają czasu, ale na pewno przyjdzie ktoś inny, kto ma go dużo, to ci pomoże”. Inni zaglądali do studni i mówili "eee, to tylko pająk" i odchodzili. Byli i tacy, co nie chcieli się zmęczyć albo przypadkiem zabrudzić. Jeszcze inni złośliwie dodawali - „dobrze mu tak”. Żaden nawet nie pokusił się, aby spróbować wczuć się w moje położenie i pomóc. Ty zaś jesteś prawdziwym bohaterem.

- Przecież ja tylko opuściłem wiadro, zresztą, i tak chciałem zaczerpnąć wody.

- Dla ciebie to „tylko”, a dla mnie to całe życie. Czasami mały gest, krótka, poświęcona komuś chwila, to wielki dar, Piotrusiu.

- E, tam - zawstydził się Piotruś - zwykła pomoc.

- Uratowałeś mi życie - rzekł pająk, wysłuchawszy opowieści Piotrusia - wobec tego chciałbym, abyś zabrał mnie ze sobą, a ja choć mały, służę ci radą i pomocą. Jestem twoim sługą do końca życia.

- Nie zgadzam się na to. Ale możesz zostać moim przyjacielem.

- Będzie to dla mnie zaszczyt.

  Piotruś chętnie przystał na towarzysza podróży i pająk wskoczył do jednej z większych kieszeni jego koszuli. Po czym ruszyli w dalszą drogę. Po kilku dniach wędrówki okazało się, że skończyło się im jedzenie; niestety po drodze nie widzieli żadnych roślin, które nadawałyby się do spożycia. Piotruś nie poddawał się jednak, ale uparcie dążył do celu – do źródła tajemniczej wody. I taki wygłodniały, po dwóch dniach bez kęsa pokarmu, napotkał w polu kilkoro dzieci, które zbierały ziemniaki.

- Bluuuurp - zaburczało Piotrusiowi w brzuchu.

- O, widzę, że ktoś tu jest głodny - zawołał jeden z chłopców, mniej więcej w wieku Piotrusia.

- Zaraz coś na to poradzimy - dodała dziewczynka.

  Zaprowadzili go do swojej chatki, wysłuchawszy po drodze relacji z podróży i jej celu. Kiedy usiedli przy stole, chłopiec o imieniu Wojtuś, wyciągnął wielki bochen chleba i poczęstował Piotrusia. Ten jadł łapczywie, ale nie zapomniał wsunąć paru okruszków dla siedzącego w kieszeni pająka.

- Weź ze sobą cały, abyś nie głodował w drodze.

- Ale przecież was jest tu siedem osób, potrzebujecie go bardziej niż ja.

- Nie martw się o nas, my nigdy nie głodujemy. Teraz oprócz chleba mamy i ziemniaki, mleko i masło. Nie jest to wykwintne jedzenie, ani nie jest tego wiele, ale nam wystarcza. A jeśli chodzi o chleb... to już inna historia.

  I Wojtuś opowiedział jak to przed kilku laty, po nieurodzajnym lecie, przyszła ciężka zima i jak oszczędzali skromne zapasy, a nim nadeszła wiosna, został im już tylko jeden bochenek chleba. Kiedy pewnego dnia obgryzali ostatnie zachomikowane skórki, do ich domu zawitał stary wędrowiec. Widać było, że był strudzony podróżą i głodny. Wtedy siostra Wojtusia, Ania, bez wahania ułamała pół swojej skórki i poczęstowała gościa. Pozostali zrobili to samo.

- To niewiele, ale prosto z serca.

  Wtedy nagle starzec wyprostował zgarbione plecy, uśmiechnął się i rzekł:

- Zaiste, to więcej niż królewski posiłek. Wiedzcie, że jestem czarodziejem i widząc wasze dobre serca, nie pozwolę abyście kiedykolwiek w życiu byli głodni. Po czym wyciągnął worek i kazał każdemu dmuchnąć do środka, z całej siły. Potem wypowiedział magiczne zaklęcie, machnął różdżką i zawiązał worek, a na stole pojawił się wielki, świeży bochen chleba.

  I od tej pory codziennie się taki pojawia. Więc ten weź sobie ty Piotrusiu, a my jutro znajdziemy nowy.

- A co się stało z tym workiem?

- Tam czarodziej uwięził nasz głód. Worek wrzuciliśmy do piwnicy. Baliśmy się jednak, żeby głód nie wydostał się z worka, więc nikt z nas tam już nie wchodził. Wybudowaliśmy nową piwnicę.

- Zatem ja w podzięce za ten chleb, zabiorę worek, abyście mogli korzystać i ze starej piwnicy.

  Po czym zszedł po schodkach do małego ciemnego pomieszczenia, które mu wskazano i bez trudu odnalazł worek głodu. Następnego dnia pożegnał się z całą rodzinką i wyruszył w dalszą podróż, a chleba miał wystarczająco na wiele dni.

  Minęły prawie trzy tygodnie wędrówki, kiedy dotarł w końcu w Góry Smocze. Gdy podszedł do podnóża Smoczej Groty, rozległ się olbrzymi hałas, przypominający stąpanie nóg, ale jakże musiały być wielkie. Chłopiec przystanął zlękniony, a po chwili z groty wyszedł olbrzymi, zielony smok o trzech głowach.

- Kto zakłóca mój spokój!!! - zawołały chórem trzy głowy.

- To... ja... - ledwo wydusił z siebie Piotruś.

  Pierwsza głowa rozkazała:

- Mów, co cię tu sprowadza - i chłopiec opowiedział wszystko, kończąc prośbą o parę kropel wody ze źródełka.

- Ha! - odrzekła druga głowa - nie wystarczy tu przyjść i poprosić.

- Trzeba przejść... - dopowiedziała trzecia

- ...trzy...

- ...próby... - dogadywały pozostałe głowy.

- Jakie próby?

- Musisz zmierzyć się...

- …z każdą głową...

- …ze mną, a jestem Głowa Filozof – rzekła Głowa Filozof,

- z Głową Waleczną, czyli ze mną – dodała druga,

- i na koniec z Głową Łakomczuchem – zakończyła trzecia.

- Tylko wtedy...

- ...wpuścimy Cię...

- ...do źródełka – naprzemiennie wyjaśniały głowy.

  Piotruś nie zastanawiał się ani chwili:

- A zatem zaczynajmy!

  Głowa Filozof powiedziała:

- Ja od wieków poznaję świat, wertuję pradawne księgi i śledzę te najnowsze. Jestem ciekawy świata - jeśli znajdziesz dla mnie zagadkę, jakiś problem, nad którym będę się musiał zastanowić dłużej niż godzinę, uznam się za pokonanego.

  Piotruś zasępił się, usiadł i próbował wydobyć z pamięci coś, co będzie godne takiego mędrca. Siedział i myślał, dumał i dumał... W końcu rzekł:

- Wiem. Mam pytanie. Odpowiedz mi, ile piasku potrzeba, aby powstała pustynia. Tak, żeby ktoś, kto przyjdzie i ją zobaczy, nie mógł powiedzieć, że to tylko kupa piasku.

  Głowa Filozof zadumała się... Mijały sekundy, minuty, głowa robiła się coraz bardziej czerwona, coraz mocniej marszczyła brwi, ale milczała i zastanawiała się dalej. Po godzinie Piotruś wykrzyknął:

- Nie odpowiedziałeś mi, smoku.

  Głowa Filozof przyznała, że nigdy nie słyszała o podobnym przypadku i oczywiście przyznaje się do przegranej, ale, żeby już jej nie zawracać głowy, bo musi jeszcze spokojnie przemyśleć tę zagadkę.

  Następną w kolejce była Głowa Waleczna.

- Ze mną nie pójdzie ci tak łatwo, musisz pokonać mnie w walce. Na przestrzeni wieków pokonałem niezliczone rzesze przeciwników, ale cóż... staraj się chłopcze.

  Piotruś struchlał. Jak to on, taki maciupeńki przy wielgachnym potworze, może liczyć na wygraną walkę.

I wtedy z kieszeni wyskoczył pająk.

- Na pochybel! Za Piotrusia! - wykrzyknął i skoczył na paszczę drugiej głowy.

- Aaaa! Ratunku! - wykrzyknął smok, rzucając głową na boki i starając się zrzucić pająka - zabierzcie ode mnie tego stwora, poddaję się, tylko niech on już mi zniknie z oczu. Ratunku!

- Na pewno się poddajesz?! - wołał mu do ucha pająk.

- Tak, tak! Nie będę stawał Piotrusiowi na drodze.

  Okazało się, że każdy, nawet największy bohater, ma jakieś własne lęki i czegoś się boi. Głowa Waleczna panicznie bała się pająków. Tak jak to czasami ktoś się boi myszy, robaków czy właśnie pająków - i nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć, ale tak to już jest i tyle. Następnie Piotruś stanął przed trzecią głową.

  Głowa Łakomczuch rzekła:

- Ja jestem wielkim smakoszem, przez wieki próbowałem wszystkich ziemskich potraw, znam każdy smak - jeśli znajdziesz albo przyrządzisz coś, czego nie poznam po smaku, będziesz mógł przejść.

  Piotruś podrapał się po głowie i już wiedział czym takiego obżartucha przechytrzyć.

- Zamknij oczy i otwórz paszczę, a dam ci do skosztowania coś, czego smaku nie zaznałeś nigdy.

  Głowa Łakomczuch posłusznie rozdziawiła szczęki i zamknęła oczy. Piotruś szybko wyciągnął z zanadrza worek i wrzucił do paszczy.

- Już - zawołał.

  Głowa Łakomczuch zamknęła mordę i zamarła.

- Cóż to za nieznany mi smak, ale... och... och... jaki on straszny. Co to jest?

- A więc przyznajesz się, że nie znasz tego smaku i jednocześnie przegrałeś?

- Tak, przyznaję.

- To jest smak głodu; głodu uwięzionego w worku, wyhodowanego przez wiele dzieci. Ty zawsze byłeś najedzony, więc słusznie odgadłem, że nie poznasz zawartości tego worka. Nie wiesz co to głód.

- Teraz już wiem i nikomu nie życzę, aby go doświadczył.

 

Po tych trzech próbach, Cały Smok odstąpił od wejścia do Smoczej Groty i wpuścił Piotrusia. Ten szybko odnalazł źródełko, w którym mieniła się wszystkimi kolorami zaczarowana woda. Napełnił buteleczkę i wyszedł do smoka. Rozpłakał się i usiadł.

- Dlaczego płaczesz? - zapytał pająk.

- Dotarła do mnie okrutna prawda, której nie chciałem do siebie dopuszczać. Jutro jest ostatni dzień, kiedy mogę odczarować rodziców; jeśli tego nie zrobię zamienią się w smoki. A przecież nie zdążę do nich wrócić, nawet gdybym cały czas biegł niczym gepard.

  Trzy głowy naradziły się szybko.

- Piotrusiu, jesteś dzieckiem o czystym sercu...

- ...odważny, dobry i mądry...

- ...nie możemy pozwolić aby twój trud nie wydał owoców.

 

 

 Tato i mama Piotrusia już prawie całkowicie pokryci byli zielona łuską, jeszcze tylko kilka drobnych miejsc i na zawsze zostaną smokami.

- Nic już nie mogę dla nich zrobić - pomyślał doktor, czuwający ostatniego dnia przy łóżkach chorych.

  Nagle usłyszał szum skrzydeł, tak potężny, iż żaden ptak nie byłby w stanie go wywołać. Wybiegł przed chatkę i zobaczył jak na polanie przed domem ląduje trzygłowy, olbrzymi smok, a z jego grzbietu zeskakuje Piotruś.

- Mam! Mam! - krzyczał.

  Czym prędzej wbiegł do domu i dał do wypicia źródlanej wody ze Smoczej Groty i tacie, i mamie. Zielone plamy szybko zaczęły znikać, a po chwili nie było już po nich ani śladu. Smok tymczasem opowiadał doktorowi historię zarazy.

- Dawno, dawno temu, kiedy smoków na świecie było wiele, ludzie bojąc się tych zwierząt, atakowali je i zabijali. Gdy jeden z najstarszych smoków został śmiertelnie zraniony, rzucił klątwę na ludzi - a następnego dnia zobaczyli oni u siebie zielone plamy, po miesiącu zaś zamienili się w smoki. I tak smocza zaraza poszła w świat. Teraz znalazł się ktoś, kto potrafił odczarować klątwę. Piotruś, który umiał obdarzyć przyjaźnią zarówno ludzi, lichego pająka, jak i groźnego smoka. Nikt już nigdy nie zachoruje na tę zarazę. A jego rodzice również odzyskali zdrowie.

  Po czym smok pożegnał się z Piotrusiem i wszystkimi zgromadzonymi, rozwinął skrzydła i odleciał. I nigdy go już nie widziano.

  A Piotruś dorastał szczęśliwie, choć w skromnych warunkach, razem z tatą i mamą i przeżył niejedną jeszcze przygodę, ale to już zupełnie inna bajka...

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Carvedilol · dnia 18.03.2017 09:22 · Czytań: 488 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 12
Komentarze
Niczyja dnia 18.03.2017 10:04 Ocena: Świetne!
Piękna i mądra bajka:) Przeczytałam jednym tchem, choć chciałam tylko zobaczyć początek. Nie mogłam przestać i po prostu przeczytałam od początku do końca.

Na pewno nie jesteś debiutantem;) Piszesz zbyt dobrze i zbyt lekko, aby nim siebie nazywać.

Dziękuję za wspaniały początek dnia,
Niczyja
Carvedilol dnia 18.03.2017 12:14
Dziękuję za doczytanie do końca i pozytywną opinię.

Do tej pory tylko opowiadałem bajki, teraz je zapisuję. A z tym debiutantem - mam "na koncie" wiele śmiesznych, częstochowskich rymowanek dla dzieci, ale ani to poezja, ani proza, więc poza zasięgiem portalu.

Mam nadzieję, że "Piotruś" spodoba się dzieciom i nie usną w trakcie.

Pozdrawiam,
Carvedilol
JOLA S. dnia 18.03.2017 12:26 Ocena: Świetne!
Podobnie traktujemy maluchy i opowiadamy bajki.:)
Twój Piotruś i jego świat bardzo mi się podoba. Dzieci zapewne będą słuchały z otwartymi buziami. :)
Masz talent.

Serdeczności :)

JOLA S.
Jaga dnia 18.03.2017 23:03
Niczyja napisała już to, co chciałabym napisać. :)
Dodam tylko, iż bardzo czytelne motywy wędrowne w Twojej baśni nie przeszkadzają, bo jest w niej powiew świeżości. Mnie ująłeś już w pierwszym zdaniu kolejnym lasem, a potem jeszcze pustynią. Tekst posiada wszystkie niezbędne cechy, aby nazywać go baśnią. Poza tym duża dawka filozofii (jak na baś dla dzieci!) pozawala również dorosłym na chwilę zadumy.


Carvedilol napisał:
Do tej pory tylko opowiadałem bajki, teraz je zapisuję.

Zapisz i pomyśl o wydaniu książki. Na pewno ją kupię.

Pozdrawiam,
Jaga
Carvedilol dnia 20.03.2017 08:34
Dziękuję za Wasze miłe komentarze.
Pozdrawiam wszystkich

Carvedilol
Jaga dnia 23.03.2017 12:18
Przeczytałam tekst pięciolatce i mam kolejne wnioski. Należy zrobić porządek z interpunkcją i usunąć pewne dłużyzny np. rozmowę z Andrzejem oraz wyjaśnienia w finale.

Nadal twierdzę, iż tekst jest bardzo dobry! Nie zamykałabym przedziału wiekowego. Nastolatek i dorosły również mogą przy nim przystanąć i zastanowić się nad życiem.

Pozdrawiam,
Jaga
Carvedilol dnia 23.03.2017 15:08
Dziękuję Jago

Interpunkcja - wiem, wiem, staram się ale mam z tym duże problemy. Poprawię się i ją.
Motyw z pustynią faktycznie przynudzi małe dzieci (a pewnie i starsze osobniki), spróbuję skompresować, żeby pozostawić przekaz a nie przeciągać motywu.

A te wyjaśnienia w finale - myślisz, ze niepotrzebna historia o genezie smoczej zarazy?
A co się pięciolatce podobało?

Wielkie dzięki za uwagi, skróciłem końcówkę rozmowy Andrzeja z Piotrusiem i poprawiłem interpunkcję.

Pozdrawiam
Carvedilol
wioskowy52 dnia 09.05.2017 18:27
Ja się przejadę po "babolach". :)
Cytat:
o na­ry­so­wa­nie mapy do Smo­czych Gór

mapy Smoczych Gór, albo drogi do
Cytat:
Ina­czej w takim tem­pie cho­ro­ba obej­mie całe ciała

w takim tem­pie zbyteczne
Cytat:
roz­kła­da­jąc po pro­stu na ziemi koc

bez po prostu
Cytat:
nie po­zwo­lił mi wejść do tej swo­jej groty

bez tej
Cytat:
na zie­lo­nym list­ku znaj­do­wał się mały czar­ny pająk.

siedział
Cytat:
- Co ty tam ro­bisz? - za­wo­łał.

zawołał (kto?) Piotruś
Cytat:
Już wcze­śniej doj­rzał wia­dro

widział
Cytat:
już dawno bym za­to­nął.

utonął
Cytat:
co po pro­stu nie chcie­li się po­bru­dzić.

czym??? znowu po prostu
Cytat:
Żaden nawet się nie po­ku­sił aby mnie wy­słu­chać

Nieprawda. Przeczytaj parę linijek powyżej
Cytat:
Po ko­lej­nych kilku dniach wę­drów­ki

bez kolejnych - dla pająka nie były kolejne
Cytat:
nie­ste­ty po dro­dze nie spo­tka­li żad­nych ro­ślin

raczej nie widzieli
Cytat:
chło­piec (na­zy­wał się Woj­tuś)

skasuj nawias - może być sam Wojtuś (poza tym miał na imię)
Cytat:
ale nie za­po­mniał wsu­nąć paru ka­wał­ków do kie­sze­ni, dla pa­ją­ka.

może raczej okruszków :) poza tym, pająk chyba był w kieszeni?
Cytat:
Nie jest to wiele, ani wy­kwint­ne je­dze­nie,

niegramatyczne!
Cytat:
a nim przy­szła wio­sna,

nadeszła przyszła...przyszła
Cytat:
ob­gry­za­li ostat­nie za­cho­mi­ko­wa­ne skór­ki,

koszmarek :)
Cytat:
każ­de­mu dmu­chać do środ­ka

dmuchnąć
Cytat:
wy­po­wie­dział ma­gicz­ne za­klę­cie

zaklęcia przeważnie bywają magiczne
Cytat:
za­wo­ła­ły wtó­rem trzy głowy.

wtórem???
Cytat:
za­koń­czy­ła pre­zen­ta­cję trze­cia.

prezentację??? nawiasem mówiąc, koszmarnie wygląda to słowo na tle używanego języka
Cytat:
na­prze­mien­nie od­po­wia­da­ły głowy.

odpowiadały? komu?
Cytat:
godne dla ta­kie­go

godne takiego
Cytat:
coraz moc­niej za­ci­ska­ła brwi,

może marszczyła?
Cytat:
że nigdy nie spo­tka­ła się z po­dob­nym pro­blem i oczy­wi­ście przy­zna­je się do po­raż­ki,

język mało bajkowy :)
Cytat:
Dzię­ki temu Pio­truś sta­nął przed trze­cią głową.

dzięki czemu? to jest źle
Cytat:
Głowa Ła­kom­czuch po­łknę­ła worek za jed­nym za­ma­chem i za­mar­ła.

- Cóż to za nie­zna­ny mi smak, ale... och... och... jaki on strasz­ny. Co to jest?

Nielogiczność. Jak głowa mogła poczuć smak, skoro połknęła worek?
Cytat:
które samym swoim ol­brzy­mim cia­łem wpra­wia­ły je w strach,

gramatykaaaa!!! je? co to w ogóle ma być?
Całe zakończenie od słów
Cytat:
Dawno, dawno temu,

zostało napisane na kolanie i wymaga gruntownej przeróbki

Interpunkcja leży, ale to już wiesz.

Pozdrawiam
wioskowy52
Carvedilol dnia 09.05.2017 19:49
Wioskowy
Rozłożyłeś mój tekst na łopatki i uwidoczniłeś braki językowe
Muszę kiedyś nanieść poprawki ale chyba lepiej żebym bajki opowiadał niż pisał
Musialbym wrócić do szkoły żeby swoje braki nadrobić i nawet najlepszy pomysł ugrzęźnie w szufladzie bez takiego firewalla jak np Ty

Dzięki za pomoc
Carvedilol
wioskowy52 dnia 10.05.2017 06:51
Opowieść jest doskonale "pozapinana". Prawie nie ma w niej niczego niepotrzebnego. Wszystko czemuś służy. Tylko ten nieszczęsny Pan Andrzej! Coś Ci podpowiem: wywal go na zbity pysk. (chociaż sam jestem Panem Andrzejem :)) Niech to będzie król! W porządnej bajce powinien być król. Poza tym, zostawianie po sobie pustyni jest domeną wielu władców. Niektórzy, nawet piachu wozić nie muszą.
Dzięki wstawieniu króla możesz uniknąć w tym fragmencie znacznej ilości ględzenia, które tam na nic.
"Długo już panuję, poddani mnie kochają, ale..." Jakoś tak.
Zakończenie koniecznie przerób. Niech już wszyscy "żyją długo i szczęśliwie i pojadą nad morze". Wywal tych "oprawców" i takie tam. Zabijali smoki i tyle.
No i tytuł. "Piotruś", jak karty dla dzieci. Błeee. "O Piotrusiu, trójgłowym smoku i zaczarowanej wodzie" Czy coś podobnego.
Jak już wszystko popoprawiasz i powstawiasz przecinki, będziesz mógł, trawestując piosenkę Bułata Okudżawy, zaśpiewać radośnie:

Redadaktor resztę błędów mi pokaże
Jak trudno być pisarzem
Pisarzem


pozdrawiam
wioskowy52
Carvedilol dnia 22.06.2017 18:29
Bajka poprawiona, dorzuciłem dwie garści przecinków, skróciłem trochę dwie dłużyzny, mam nadzieję, że będzie bardziej strawna dla dzieci. No i tytuł bardziej bajkowy.
Dziękuję bardzo za wszystkie pomocne uwagi.
Carvedilol
wioskowy52 dnia 03.07.2017 16:24
Przyjacielu,
Mam dla Ciebie dwie wiadomości. Zła jest taka, że w tekście jest dalej kupa kocopałów. Jeszcze ze cztery razy go przerobisz i pewnie da się przeczytać.
Jeśli to ma być bajka dla dzieci, to pisz prostymi zdaniami i nie "mędrkuj". Np. co dorośli zwykli robić.

Po paru dniach Piotrusia dogonił dziwny orszak. Przodem jechała kareta zaprzężona w cztery konie, zaś za nią ciągnął długi sznur wozów z piaskiem.

Karetą może jechać król, sułtan, a nawet chiński mandaryn. Hrabia na furze z piaskiem to pomysł do dupy, bo hrabiowie tak nie jeżdżą nawet w bajkach.

przywiązał wiadro do liny - raczej linę do wiadra

O imieniu Wojtuś?
Chłopiec miał na imię Wojtuś. Kropka. Nie udziwniaj, bo jeszcze trochę i wyjdzie chłopiec zwany Wojtusiem.

Cytat:
A Pio­truś do­ra­stał szczę­śli­wie, choć w skrom­nych wa­run­kach, razem z tatą i mamą

Tata z mamą też dorastali?

Nazbierałoby się jeszcze sporo, ale teraz nie chce mi się w tym dłubać.
Chcesz ten tekst doprowadzić do ładu?

Pozdrawiam
wioskowy
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
skroplami
23/11/2017 00:31
Nie widzę nic złego, niestety ;(. Styl dopasowany bardzo… »
Nalka31
23/11/2017 00:29
Dodatku miło, że zajrzałeś i spodobała się moja piosenka.… »
stawitzky
23/11/2017 00:05
W końcu dotarłem. No, rozczuliłeś mnie. Nie wiem czy to… »
Miladora
22/11/2017 23:44
Pasja i klimat - dobre połączenie, Hope. :) Mimo że… »
stawitzky
22/11/2017 23:41
Co ja czytam? Co autor miał na myśli? »
Miladora
22/11/2017 23:23
Nie ma mowy - muszą się jeszcze trochę pochichrać! :) »
maak
22/11/2017 23:02
Hej. Może otroczki się troszke pochichrajom... a może nie :) »
Zola111
22/11/2017 22:57
Piknie, Maaku, piknie! Nada się na wirtajki, że hej! »
maak
22/11/2017 22:53
Dziękuję w imieniu chłopaczków :) »
Miladora
22/11/2017 22:45
Tekst po korekcie. Rekomenduję do wirtajek. :) Trudno nie… »
hopeless
22/11/2017 22:31
Miladora - Poprawiłem, ale zdecydowanie łatwiej poprawić… »
Lilah
22/11/2017 22:19
Dziękuję, Milu. Miło mi, pociengiel. W imieniu… »
Lilah
22/11/2017 22:15
Bardzo dziękuję, kamyczku. :) Cieszy Twoja opinia,… »
introwerka
22/11/2017 21:38
Apisie, masz rację, zabrakło mi tu dookreślenia. -… »
Zola111
22/11/2017 21:24
Abisiu, poprawiaj, "nie denerwuj mnie, i już".… »
ShoutBox
  • Miladora
  • 23/11/2017 02:22
  • Do łóżeczka? Razem?! Mrówka z buldogiem?! :))))
  • Miladora
  • 23/11/2017 02:20
  • A nie oblezą mnie mrówki? :)
  • JOLA S.
  • 23/11/2017 02:14
  • Milu, może tak pójdziemy do łóżeczka, popatrz na zegar:)
  • Silvus
  • 22/11/2017 22:27
  • "Baby, be a giant / Let the world be small". Robbie Williams dobrze mówi.
  • Niczyja
  • 22/11/2017 21:45
  • Każdemu czasem zdarza się ten pierwszy raz;) Czytałam i polecam zatem:)
  • mike17
  • 22/11/2017 21:20
  • Kto by pomyślał, że napiszę kiedyś bajkę. A więc zapraszam Was do czytania, komentowania i wyrażania swoich opinii : [link] Przyczłapek czeka :)
  • Alen Dagam
  • 22/11/2017 21:15
  • 21 utworów jest już w kategorii Wirtajki.pl! Wyrażajcie Wasze opinie - i zapytajcie własne lub znajome dzieci, co o nich sądzą! Wybieramy wspólnie najlepsze!
  • maak
  • 22/11/2017 20:44
  • Zapisałem jako txt i wkleiłem do edytora PP. Wygląda OK :)
  • maak
  • 22/11/2017 20:31
  • Opiera się skubany i generuje krzaczki. Może to przez to, że plik został zapisany jako docx.
Ostatnio widziani
Gości online:24
Najnowszy:faulcon4098
Wspierają nas